NIE USŁUCHANO RAD BISKUPA

Save this PDF as:
 WORD  PNG  TXT  JPG

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "NIE USŁUCHANO RAD BISKUPA"

Transkrypt

1

2 EWANGELIA NA ZMARTWYCHWSTANIE PAŃSKIE O N EGO czasu: M aria M agdalena i M aria Jaku b o w a i Salom e nak u p ily w onności, a b y pójść i nam aścić Jezusa. 1 bardzo rano w p ie r w szy dzień tygodnia p rzyszły do grobu, gdy ju ż w zeszło słońce. A m ó w iły do siebie: K tó ż n a m odsunie k a m ień ode d rzw i grobow ca? I sp o jrza w szy, u jrza ły k a m ień odsunięty. B y ł bow iem bardzo w ielki. A w szedłszy do grobow ca, u jrza ły m łodzieńca siedzącego po p ra w ej stro nie, ubranego w szatę białą, i z d u m ia ły się. A le on rzekł im : N ie lę k a j cie się. szukacie Jezusa N azareńskiego, u krzyżow anego: pow stał, n ie m asz Go tu, oto m iejsce, gdzie Go złożono. A le idźcie, pow iedźcie uczniom Jego i P io trow i, że w as uprzedza do G alilei: tam G o ujrzycie, ja kom w a m p o w iedział. (Sw. M arek 16, 1 7). G NIE USŁUCHANO RAD BISKUPA K ażdy niem al n aró d sta ra się m ieć sw e go św iętego. I ta k Polacy czczą św. W ojciecha i św. S tan isław a, N iem cy św. A lb erta i św. B onifacego, zaś F ran cu zi św. W incentego a Paulo. H iszpańskim św iętym narodow ym je st św. Izydor. K atalog św iętych m a k ilku Izydorów. Je s t w nim im ię Izydora m ęczennika z C hiow (1 251), Izydora w yznaw cy w spółczesnego św. Jan o w i Z łotoustem u (t 404), Izydora z P elusinum, m nicha egipskiego (+ 450), Izydora O racza, p a tro n a ro ln ik ó w (+ 1130). J e d n ak chyba n ajp o p u larn iejszy m i być może n ajb ard ziej znanym jest św. Izydor, biskup Sew illi, żyjący n a przełom ie szóstego i siódm ego w ieku, którego św ięto obchodzi K o ściół w dniu 4 kw ietnia. O życiu św. Izydora n iew iele w iadom o. J a k zazw yczaj dokoła postaci św iętych żyjących w odległej przeszłości, ta k i w okół osoby św. Izydora z S ew illi ludow a tr a dycja i in teres żądnych zysku duchow nych rozbudow ał tu zin legend, cudów i n adzw y czajności. N ie w cudach rzekom ych lub p raw d ziw y ch zdziałanych za przyczyną św. Izydora leży isto tn a jego w ielkość i zasługa d la K ościoła i hiszpańskiego społeczeństw a katolickiego. Ks. Izydor był teologiem, b ra ł udział, a n aw et przew odniczył synodom, doceniał użyteczności dla K ościoła, zakonów, był dosko n ały m org an izato rem i ascetą był jed n ak n ad e w szystko h u m an istą. O dznaczał się nieprzeciętnym i w iadom ościam i z zak resu historii, geografii, astronom ii i m a te m atyki. Sam rozm iłow any był w n au k ach i in n y m je zalecał. P ro p ag o w ał zak ładan ie sem in arió w d u chow nych i w yższych uczelni przy każdej k ated rze biskupiej. C hciał ty m sposobem DY u płynął dzień sobotni, nazaju trz, w niedzielę w ybrały się niew iasty do grobu, aby dokonać b alsam ow a n ia ciała Jezusa, gdyż w p iątek, w pośpiechu przed zapadającym zm rokiem i n a sta niem szabasu, uczyniono to zaledw ie pobieżnie. M agdalena, Jak u b o w a i Salom e szły o św icie na p ery ferie Jerozolim y nior sąc ze sobą w onności, k tó iy m i chciały n a m aścić Jezusa. Ja k w iadom o, przezorni Żydzi prosili P iła ta o żołnierzy, aby pilnow ali grobu, a pod okrągłym kam ieniem, którym zastaw iono w ejście do grobow ca, przeciągnięto sznury, na któ ry ch położono pieczęcie tak, że odsunięcie kam ienia ode drzw i grobow ych było bez n aru szen ia pieczęci niem ożliw e. N iew iasty nic o tym nie w iedzą, ow szem, zasta n a w ia ją się czy zdoła ją odsunąć w ielki i ciężki kam ień. Ta p ostaw a n iew iast dow odzi, iż były nieśw iadom e, że grób je s t strzeżony. Tym w iększe je st zdum ienie niew iast, gdy przybyw szy na m iejsce spostrzegają, że kam ień je st odsunięty, a grób pusty. A nioł, którego spoty k a ją w grobow cu w y jaśn ia spraw ę. Jezus C hrystus zm artw ychw stał. W rócił do życia. W łasną sw ą m ocą u k azu jąc się w ielu ludziom w eterycznym przem ienionym ciele, które zdolne było p rzeniknąć przez skalę grobow ą i drzw i w ieczernika. Ż aden ew angelista nie w idział ja k Jezus zm artw ychpow stał; żaden też nie opisał przebiegu a k tu zm artw y ch w stan ia C hrystusa D latego n ie zaspokoim y naszej ludzkiej ciekaw ości w iadom ością o czasie, sposobie i okolicznościach zm artw ychw stania. O p raw dziw ie błogosław iona nocy, tobie sam ej znany je st czas i godzina, której C hrystus z grobu p ow stał tak m odli się K ościół w.liturgii W ielkosobotniej. I tak je st w rzeczyw istości. Z nam y z ew angelii fa k t zm artw y ch w stan ia n ie znam y okoliczności. Jeżeli by poznać przy dosłow nym zrozum ieniu M arkow ego pow iedzen ia pow staw szy zaś ra n k ie m (16,9) to C hrystus zm artw y ch w stał nad ranem. N iedługo potem anioł zstąpił z nieba i odsun ął kam ień, aby zorientow ać w tym co zaszło straż (Mt. 28,4) i dać m ożność w glądu do pustego grobu tym, którzy doń p rzy będą (Mk. 16,2; Lk. 24,1; J 2,1). Jakkolw iek m entalności izraelskiej nie obcą była n a u k a o m ający m n astąpić w czasach m esjań sk ich zm artw y ch w stan iu um arłych, to je d n a k stw ierd zen ie fak tu zm artw y ch w stan ia Jezusa w y w iera na w szystkich szokujące w rażenie. S tróże g ro bu u ciek a ją w popłochu do m iasta, zg łaszają się do sw ych rozkazodaw ców i o zn ajm iają p rzed n iejszym kapłanom w szystko co się stało (Mt. 28,11); n iew iasty, m im o w y jaśn ień anioła nie zdołały zapanow ać nad o g arn iającą ich trw ogą uciekły od grobu... i n ik o m u nic n ie pow iedziały (Mk. 16,8), dopiero później spełniły rozkaz anioła (Mt. 28,8); apostołow ie J a n i P io tr b a d a ją grób sk ru p u latn ie, a gdy się p rzek o n u ją, że Jezus zm artw y ch w stał w ra c a ją w ylęknieni do Jerozolim y (J. 20,10), N ie rozniosła się w ieść o zm artw y ch w staniu Jezusa lotem błyskaw icy po Je ro zolim ie: apostołow ie się lęk ali m ów iąc o tym kom ukolw iek, a w in teresie k a p ła nów to nie leżało. T oteż n ic dziw nego, że zrazu nie w szyscy o tym fakcie w iedzą; niektórzy, jak np. uczniow ie idący do E m a- nus, tra k tu ją pogłoski o zm artw y ch w staniu jak o w iadom ość niespraw dzoną (Lk. 24,13 25). A by praw d ę sw ego zm artw y ch w stan ia w A postołach utw ierdzić, aby w y kluczyć tłum aczenie tajem n icy pustego gro szerszym rzeszom dać m ożność zetknięcia się z n a u k ą o św iecie, o przyrodzie, o Bogu. N iestety n aw et czterdzieści la t jego b i sk u p ich rządów w S ew illi nie starczyło na p rzełam an ie u p o ru pozostałych biskupów hiszpańskich, lu b u jący ch się w zgrai lizusów, pochlebców i n ieuków zarów no d u chow nych ja k i m nichów. N ie skorzystano ze św iatłych rad sew illskiego biskupa. Schow ano pochodnię w iedzy pod korzec na d łu gie w ieki, a gdy ją w ydobyto, okazało się. że n ie była już zdolna rozśw iecić um ysłów naw ykłych przez stulecia do tępoty i zabobon n ad aw ała się jedynie jako zapiew do p o d p alan ia inkw izycyjnych stosów. Sw. Izydor nie tylko rządził, reorganizow ał, nauczał, u k ład ał ryty i m odlitw y. On rów nież pisał. Z naw ca łaciny, greckiego i hebrajskiego z rów ną sw obodą tw orzył tra k ta ty z zakresu teologii ja k i z zakresu n au k ścisłych, nie w yłączając astro nom ii i m edycyny. Z apoczątkow ane kiedyś przez św. H ieronim a dzieło h istoryczno-patrystyczne pt. O m ężach uczonych, czyli, katalog pisarzy kościelnych" i doprow adzone przez niego do r. 392, a później przez G enadiusza z M arsylii do r. 470 k o n tynuow ał w łaśnie św. Izydor z Sew illi, uzupełn iając je o dalsze 150 lat. S puścizna lite racka św. Izydora jest bogata i św iadczy w ym ow nie o osobie autora. Nic p rzeto dziw nego, że niebaw em po śm ierci (+ 636) n a zw ano go m istrzem niezrów nanym ". N a to m iano w pełni Izydor zasłużył. I tym zasłużył się dla K ościoła i sw ego narodu. Jego w iedza, szerokie horyzonty m yślow e i osobliw a św iętość czynią zeń postać po dziś dzień m iłą, b lisk ą i godną nie ty lk o podziw u, lecz i n aśladow ania. M. Pijarski bu hipotezą z czyjejkolw iek strony oszustw a, przedsiębierze Jezus cykl zjaw ień, podczas k tórych rozm aw ia z A postołam i, naucza ich, przestrzega... To utw ierd za ich w p rzek o n an iu o rzeczyw istym zm artw y ch w staniu, k tó re po Z esłaniu D ucha św. zaczną głosić i za które życie oddadzą. N ie m iejsce tu ta j n a teologiczną ocenę zm artw y ch w stan ia Jezusa, o tym pisałem kiedy indziej. Tu w ystarczy stw ierdzić ty l ko jedno: zm artw y ch w stan ie stało się pieczęcią autom atyczności i celow ości dzieła O dkupienia. A postołow ie uw ierzyli w C hrystusa, w Jego bóstw o, w łaśnie dzięki zm artw y ch w stan iu najw iększem u spośród cudów, n ajsk u teczn iejszem u znakow i Bożego posłannictw a. N as rów nież zm a rtw y ch w stan ie Jezusa uczy w iary. N auką sw ą m oże nas Jezus ośw iecać, m ęką m oże przem aw iać do naszego uczucia, zm a rtw y ch w stan iem sw ym zniew ala rozum i w olę nieuprzedzonego człow ieka do głębokiej w iary w Siebie jak o Boga. To istotna, p rak ty czn a w ym ow a zm artw y ch w stan ia Jezusa C hrystusa. Ks. dr A. Naiunczyk NASZA OKŁADKA Zmartwychwstały Chrystus ukazuje się Marii Magdalenie

3 2] TAJEMNICA i ZWYCIĘSTWO ROZUM ludzki zdaje się dzisiaj święcić niemal bezgraniczne trium fy. Człowiek wykrywa coraz nowe prawa, w ykrada światu tajniki, jedne po drugich. Glorią u- wieńczyć pragnie zasadę: nie m a n i czego niemożliwego, są tylko rzeczy jeszcze niepoznane. Tymczasem religia katolicka światopogląd swój opiera na wielu twierdzeniach, których prawdziwości, których oczywistości nie da się rozumem udowodnić, nie można ich eksperym entalnie zbadać i rozłożyć na elem enty dotykalne. Religia katolicka i dzisiaj, jak i niemal dwa tysiące lat temu, każe wierzyć, głosi jako swoje fundam entalne założenia tajem nice wiary. Wśród nich na naczelnym m iejscu staw ia zm artwychwstanie Pana naszego, Jezusa Chrystusa, a chociaż dogmat ten nie należy do rzędu tak ścisłych tajemnic, jak np. dogmat o Trójcy Św. lub o Eucharystii, to jednak ze względu na jedyność pokonania śmierci przez zm artw ychw stanie dnia trzeciego w porządku ziem skim dla rozum u ludzkiego stanow i tajem nicę wielką. rawdę i wiarę chrześcijaństwa w zm artw ychw stanie Jezusa Chrystusa doskonale a zwięźle wyłożył św. P a weł: głosimy o C hrystusie, że zm artwychwstał, jakże niektórzy z was mogą mówić, że nie masz zm artw ychw stania? Jeśli bowiem nie ma zm artwychw stania to i Chrystus nie zm ar I twychwstał. A jeśli Chrystus nie zm artw ychw stał darem ne jest tedy przepowiadanie wasze, darem na jest i w iara wasza. Okazuje się bowiem żeśmy fałszyw ym i świadkam i, ponieważ przeciw Bogu zaświadczyliśmy, że wskrzesił Chrystusa, którego nje tal w skrzesił..." A jeśli C hrystus nie pow stał darem na jest w iara wasza, dotąd bowiem jesteście w grzechach w a szych. Tedy i ci, którzy posnęli w Chrystusie, poginęli. Jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, nędzniejsi jesteśm y niż fil wszyscy ludzie. A jednak Chrystus zm artw ychw stał jako pierwociny tych, którzy posnęli, bo jak przez człowieka śm ierć, tak też przez człowieka i zm artw ychw stanie" (I Kor. XV, 12 21). Słowa św. Paw ła zm artw ychw stanie Chrystusa p rz e m ie la ją w trium f, krzeszą radość i nadzieję zm artw ychw stania w przyszłości w szystkich lu dzi. Fakt zm artw ychw stania Pana Je zusa i nas dzisiaj żyjących napawa wielką radością i w tym radosnym, chociaż równocześnie pełnym tajem nicy, trium fie uroczyście obchodzimy Jego pam iątkę. W rocznicę uroczystości zm arwychw stania P ana naszego Jezusa Chrys- tusa składam W ielebnym Braciom Kapłanom i wszystkim wyznawcom Kościoła Polskokatolickiego oraz wszystkim ludziom dobrej woli w kraju i za granicą jak najlepsze życzenia i z głębi serca im błogosławię. Warszawa, 1961 w uroczystość Zm artwychwstania ( ) t Biskup Maksymilian RODE O rdynariusz Kościoła Polskokatolickiego w PRL. J. Kotwicz J. E. Ks. Biskupowi Ordynariuszowi Dr Maksymilianowi Rodemu, Episkopatowi Kościoła Polskokaiolic - kiego w Polsce i za granica, K apłanom i Rodzinie Czytelniczej rozsianej po całym kraju i za granica -radosnego Alleluja i błogosławieństwa od Zmartwychwstałego Pana. DO EMAUS Życzy Redakcja S zu k a liśm y Cię, Panie... G nała nas tęsknota; C hcieliśm y obm yć Izam i T w oich ran s ty g m a ty : L ecz w zro k nasz u tru d zo n y poraził blask złota I zm y w a liśm y łzam i py.sty grób i kra ty. S zu k a liśm y Cię, Panie... P o jm a ły nas straże S tro jn ych, d u m n ych kapłanów. W raz czynsze z nas w zięto I uczcić zniew olono błyszczące ołtarze 1 kapłanów m oc uznać za T w o ją i św iętą. S zu k a liśm y Cię długo w tęsknocie i bólu; L ecz w o w ym grobie zło ty m nie znaleźć n am Ciebie! U czono nas o W ie lk im K apłanie, o królu, K tó ry praw n a m panow ać, ja ko T y na niebie... N ie było Cię tam, C hryste! L ecz nasze nadzieje, M iłość, w iara m ocniejsze od ich k ła m stw, o Panie! I oto w sercach naszych św ię ty dzień dziś dnieje: Do E m aus sp ieszym w itać T w o je Z m a rtw ych w sta n ie! 1

4 A św. Płi»vct apostoł: mówił..bard/o kb: j brzekońywujuco: Jeżeli Kir n w tw y c h w s la l. to próżna i^iw isz V i? ' * ^jhani nasza, to istotny * i'ip ;Y.v i. '.la rto śtś, - to s e n s - c h r y - L. KONDR, ^. n^kspul* m tiuórtił 'ocgdsilp Mfg { y e i i r v s " a t l K,, ' a > c fl ogic.my W jstó#. ł 'orlego i i.n ie e łi j niecu now jc, niecfi settje tg.ie r s e z d ff Vt się z) r : M n świitjuj i 'ic loysnsifiom (S ź fb k r y ' b i ć \ fp-j UźwigąUśmy t - it y ' ' ; ^^K fit jzu, psfihou^ano nas tiurstal^ -fci- jtieefl. się ' *//r L szbliża, &eze kuj0*ffl[&r{ i 0 b o li» 'nt pochyli fcrwn, Jjoitł. posącji f e n i S fcor^r^a- t f t 1! '» '! / chw stan hks& i s w ia i1 owa, / ;

5 jnjflujss imał/w z j j e j i j o j s s u { B z jfo d s q o iu z u a p a f a jg e ^ j nąo.ig T jb M om id 9 z a q o p tuo 9 z & p /tteid feim ęu j g z o b u iim - bz S is ijs z s b z b u b j o ^ b u u ia t^ iu ^ a s p a z j d i j p e d ń s z w i u i o ^ ; p j 8 iu is e u os i m &is a i o f n j o o CanpaC m O ) I łj 9 A V 0 Z 0 { J E U m OAZO Z 3 I U.ttO J 3 Z 0 U I 3 1 U 3 fb ; i t B i q i «AUO.W -J3Z3 e icuomjaza jo(om a\ i[imqo Csupaf m Sis ąiuauuz azoiu a iu 5jafcf q0i«uba\o)os qoi{}.'cązeiooąo A je iq jo io?j 5jEf -.{bjombz ui3m.ams m^zs^feim. z azszsac encsf 9{Biq nz-iajb; bu tuiu p sz jd astezaj eu Azsa\bzj -fods x fauoznjsez po iis 3feaq3!Hfeq a p «p -BiAAodo zgja) e n qoi8 siasijsozjisn a i^ ;p s n z s o iafe jin n :^ZJ8TU{0Z q3xu0zbj3zjd BU 33Z3AZJ5( jfez36z uram aiug uiiom s peu ofefnubd aiu Jiju^as X ubm 3tu zoh i ł Eł!d o>ijsxzsm o;- bu zbjb} aimod 03 n q o jg psoujezstubub-u \ 3sojB3 bz jcuibizpauwodpo {Aq Kuui oii} aiu b uo, o; zapaz.td M9iu ijjjaim m {pedfla. prułaś n q o jg z Bsn:jsXjqo nps iułiiuz uiaum-opno o Kzjaiufoz po AzsmbzsAjsOcJ ^ o e ^ d n a o ^ s q3t ^n t -3tq m b^chc aubmoiośn ozaim.s Aibzsj nzaaib} bu uiiu p a z a j niubpbius Azjd 3TUSEIA {Bizpats IlfSUlAzj MW9S '31UIOpBIiV\0d uiiiusjczsm o o Aq 'b^iujss op it aiqod qojg A;snd I A}ie/*vjo ofezptm. X3iuzbj}s b nzso z j^iuz uii UBd sn}sx jtio tn^m 3 o j B sn z -3 f BUBd pso(łbim ę Caiijsuiaizaiu av iiazjfn vcmo{g ssaiu n &is iinatuiso i n q aej} sazjd z ooaiu q&uoiqoo Apo "Siuiaiz bu bzj -em} qpbdn tuazbjazad 1 lugidaiso az /Czjatujoz ąofofecois B{l33lAVSO ElJiaiM EJJB1 3S0USBf BIUB}ŚAS.q3kA\}JBOIZ M BtUB}S/Y\qaXA\}.IBUIZ IUIB5JPBIMS Tl/Cq jczjo:^ AosujAzj 3zj9iujoz ąb^s Esn}s/ę.iq0 aiqojg Azj^ msiłj -simojzo-ujaisoa; ui/ęrtuzpmbjd łsac 9? jiupoa\opn uiazo 'jbuoji -op' ofa) npno 9I3SIMAZ33ZJ i 3tuBisA\q3jCMiJEUiz q3etup ipazj} od 3Z {BIZpSIMOdEZ UISIUBAYOZjCZJ^tl UIIOMS p9zjd SnzSf UBjJ i H 3 f E f E IU E A A O JE U I (E Z3X A V Z (E IZ M 5 ls p fe lj S 3 [ 3 3 I A \ ^ Z 3 3 J V I^UESld 'JWZ1 H/Czo aubmo^os B^[B[ 3A\OJO{ -OłlOUZOJ 9UBM0{BUJ fezp0q3m Ii(U035l.'AS OQ -..&>(U035lA\S a fn M o ió g jc z jd iu q 3 n łi ojoji &is E^fezjn B isnuibja i n u io p m T Ą o q o j o z n p o z p jb q jsac iu ix u 30u 6Jłi9T A \ iu ib ^ im s p a z a Q. i M 3 ( s p u s g a i) M v s i d Y i M a i a o a f v z d t m z a r a i N i s i A a a r a - a o a tio z a o u a y s i V a!ia 3 z s d s n r v N a j,s i t z z s v /a vai AiVVM3ZO 3 H 3 0 N V H 1 3 IJA VJ,&IA1S 3 H D 3 B O 3 IO S I1 ^ Z 3 Z U d X V C Z 3 IN M O V 3 ID Z S ld V N IC D ^ Y O S H r 3 Z S V N O a HOZAT O 3IDZS1d -V M Ć Z N D O N Y M T S IM S f Y Z D A M Z V C V a V r!o A A 1 S V M fi X V / V cnę-ąoaiiuę i (n ę ^ d z i ^ o H D fiusopnj. pęj.ęcn bpom. &ts bcvcn3]qo i w z p n s n z a u o 7 -ęfiiu fim. a u ifij.d $ d?qa?s v u bc r)im.vjsv2 /iddoji^o 1 v ^ z D c n a iz p ^ a jo jz p -a iu o d fi u v j m z j fiu D o u o m a ic n y ta im z p a iu o d a \,,v s n /5u tiu ę S to fip o aj a C n tu fiz iip o d c n v q v z 1 m.pjaoz o p tfzdoto a zso n n z vobc v> tnzs? a tz p o jw W u n n d $ iq o i z Caiu->i^idCvu yoc 3ts o u v js tu fip o d s o G c p z u ^? ^ s j o «j n o m t -oibau. u o im s fiz s c n am, S is iv c n o y jv z >tafo( m u n c n o im u C nzofioiz f i u n b id i,1 i u m i u v z s v m iw D W D S id i 'fuivid o^tv2 im fiu zd a ib ic n s D bc n isb zj b io s o p -vu z y j t b C viim a z in p o d s o o abzaud j t bcno^iing u s a id o^osacn abc ncnaidę -iscn Den ftiu o p a \ w s f i z s m b C n zp a tm p o 1 Su so im b u c n a io iy t pv z d v u z o d iu di o w n w o n o z x a ic n CaC v u bc nzb tm.fi.zid i i u v ^ 3 n o t iiun^zba-sm Z b jvfi b u o ja łz b f m ą o p z o \, w a i w v 6 z b z p o iio D jd z o m a iz o a ia jq o jb U u a iz p z a z j d 5 s o h a io f l d ^ a z o z s ^ f m i «u i A,w v lia tz p f e łi o p icuuisd ai3u ^js /V \ a f a d o u b i ł i a i n S o ^ z s ^ n libstezjjd d ^ s o j f e z s M ja ij; oubj uiai^jn}{ z ^ui łv.tu a cn a id f az b}a d v ^ bcnopnj n u -o zp a zid o d 'fiw ą z op fiw n o po lufiud O unyiatcn ax s a i^ o cn z a izp o jiu izpoijd,.iuai>tun}{(* u th % z 'n o ^ o g ca b o S ^^f u ^ fim o p n i mdvc -gj)s cn w iw i o ó a m 5 /o q o a u o 2D zsa im n 'iiu n ip fizu n s u zsn u o d fipzvc snzo -p o d az '*di n n z ę m m fiio m v u 06 bc vzpvso t V Q id Z V X {ld O H W -Z D V Q fld biq 0 1 fio d o m a d u lu ią s u fiz a o d o? tu i^scn o j.^o id /A n u s o i m - D i Ł u b i d a C D ^ s o z v V N W V Z H -VW 0 np/iz j. q ojzsapo ync tzpoitopo nuiiz Dypfizj.q o jz bidoi aiu -d^gsou o b^diudpod fiiiox>) Caiu z bcniaizpz m vj, cn.t>is pvu qnj S^az 1 p cu wsoicn z bzsoufim m am ajdę az \ f i u v iu u 3 v i aanjs m bcviaiqn bio?5i,.$in N VZH VW S?^noi fiiuois az biqoj. azscaiiuni njdzdcnatza atuzfizozs -7odo du??rp od Sts ivcnonov2 i^oj Cnzaficnz fiotocnsaiaiui aiu^obazozs b u so im DjDum d 'b iu ia iz v } v u 6a z qosods fiitz o i v u z a izp o iiu o? fip a w m fiuuasoicn w acnzoficnz uifiucnvpoj.t)is az jsac fiu-ozbicnz pisjocj t^oduofaj n o fiię w a tu cn ficnosnóiw s Cnzaficnz sno -ATAG" q^7 sn D lw S " m2* *sac aow o^aia l du d fi3 mpb\o>i b z p o y o nomu -o p od atu azp ouo^ a z o g d aj m.ęcvzdficnz n ^ficn o p n i y a fiu ^ b td aiaim }sa( xidfiuvzbicn2 ttufiię^oi 2 'Dj^ims 03 oouwhiaim * amazpoidat azog s n o N A a - s n o i w s KONKURS NA NAJPIĘKNIEJSZE PISANKI Drodzy Młodzi C zytelnicy. Zwyczaj m alowania jajek istnieje u nas w kraju od niepam iętnych czasów. Każda okolica kraju, każda w ieś, a naw et każda gospodyni, dziew czynka stara się jak najpiękniejsze wzory w ym alow ać na swoich pisankach. Redakcja Słoneczka" urządza m ały konkursik na najpiękniejszą przez Was zrobioną pisankę. N am alujcie w ięc ją i prześlijcie do naszej redakcji (można wzór nam alować na papierze) podając dokładny sw ój adres, w iek i klasę, a w eźm iecie udział w losowaniu pięknych książek, jako nagrody za najpiękniejszą pisankę. G dybyście chcieli do naszej redakcji przesłać prawdziwą pisankę, to dobrze ją zapakujcie, aby się nie potłukła. Z nadesłanych pisanek w naszej redakcji urządzim y m ałą Słoneczkow ą w ystaw ę. O czekujem y na Wasz udział w w ystaw ie i losowaniu nagród. Życzym y pow odzenia i jak najlepszych pom ysłów. KRZYŻÓWKA DROGOWA N agrody drogą losow ania za praw idłow e odczytanie znaków drogow ych drukow anych w Słoneczku'* otrzym ują: SK IBIŃ SK I JA N S w arzęd z, CHOJNACKA BOŻENA Ł ódź, STAŃCZYK JADW IG A O strow iec Ś w ięto k rzy sk i, W IŚNIEW SKI EDWARD Toruń, W ASIAK ANDRZEJ K oszalin, BOJKO ZBIG NIEW w ieś J e rzy k o w ice W ielkie 22, STANISZEW ;SKA ZOFIA B arlinek, PIO N K A CZESŁAW C zechow ice Pld, GŁOWACKA BAR BARA C zeladź. Dodatek R o d z in y " dlo d zieci... * 14 R ok II W arsza w a, 2. IV Nr 14 PAN JEZUS ZMARTWYCHWSTAŁ Pan Jezus trzy dni spoczyw ał w grobie. W czesnym rankiem d n ia trzeciego w łasną m ocą w stał z grobu. O tym, że P an Jezus zm artw y ch w stał dow iedziały się pierw sze niew iasty, które przybyły do grobu, aby nam aścić ciało Jezu sa. P rzerażone zobaczyły o tw arty grób, a przy nim A nioła, k tó ry pow iedział: Wiem bowiem, że szukacie Jezusa, który był ukrzyżowany. Nie m asz Go tu, albow iem zm artw ychw stał, jako zapowiedział. Pójdźcie, a oglądajcie m iejsce, gdzie Pan był złożony. I idąc spiesznie pow iedzcie uczniom Jego, że zmartw ychw stał i oto zdąża przed wam i do Galilei: tam Go ujrzycie"... (Mt. 28, 5). N iew iasty szybko w róciły do W ieczernika, gdzie przebyw ali uczniow ie P an a Jezusa w raz z Jego M atką i o w szystkim pow iedziały, co w idziały i słyszały. Na w ieść o tym w szystkim serca przyjaciół Jezusa zabiły radośnie. W szyscy się ucieszyli, że znow u Jezusa bedą m ieli w śród siebie. W krótce potem P an Jezus zjaw ił się sam na W ieczerniku, chociaż drzw i były zam knięte. I od tąd już się bardzo często zjaw iał i znow u znikał na jak iś czas. E w angeliści m ów ią, że P an Jezus po sw oim zm artw y ch w staniu pokazyw ał się uczniom przez 40 dni. Po co to czynił? Po to, aby się wszyscy m ogli przekonać naocznie, n aw et niedow ierzający ja k św. Tom asz, że On n ap raw d ę zm artw ychw stał. W tych dniach też ustan o w ił S a k ra m e n t P o k u ty i polecił uczniom głosić E w angelię w szystkim narodom. E w angelie św. m ów ią o 9 w ielkich zjaw ieniach się P an a Jezusa. Ale nie w ykluczają one przez to. że w ciągu tych 40 dni m ogło być ich znacznie w ięcej.

6 m o ju y ue<j {eizpaimod aim ouizoj Ca; o od i {etmeuizoj tum z sbi oj sfb[ aiqos ibuiuiódazjd azsmbz omojs ajz saisi - b[ oaizpaim od snuio^ {Btoqo oizęp Doj^aji nsezo osaj po i "3{Z p fezpsppo 3 Z zsjonzj E 3jqop io fezpeppo o,«o[s ająo p m oizpni z s p n z j i»sojp tezsjep.v\ Sis 3te[EJ3iq^A\ 5uipfiA\ fcf -oavs ifeu8i,«zp lu o ju y u e j *ni3/cz m oizp&q zsizpim sje? i atznqo{ i m srtł -E} t OłjCzjojMod oq3a o izęf jeis/ uiod 1apsiM A zaazj i ajz iooj.yi 3[z zstonza 'omo{s ajqop a ią a p op poja i omois ajq o p zsionzy -outes ^ e x OUIES 5JE1 EZJE^MOd OJflS^ZSM J ---- aiąap op p o jm i aciqpo iłis soj3 oj fel -n? ej jec nsei ^ueios fei^e} eu oąje feubmojnui &UEias eu ije j} -EU SJEf łblm S M a iz p i SOjS fomj O} zsaiusfazjst JfEt OUV ioqoa jsaę oj oo V 0iP 3 oqaa o x 'obzoodpo icqaz Siuiarz o fecoms ijbcjo iu o ;u v UBd ' EAvoqos a iii &is jjun iiba\.oqds UJBł Sts op( ubd {BIZpiM ai^j insb[ Og3ł z BpeiMOdpO *[6} OJS] -ElTEd &ZSOJJ --- j,uo atu jfbc {Bizpei/A Caidai aizp aą zęim 'ist-^zsosi bu Suiiutm fecoms ofesoiu iu o iu v UBd aiusbjm {pazs B iuaiuinjis p su z BMazjp jc{ zjoyńod " a j z n q o { a j, jfeu^xzi}( aiznąoj Xx óie.woqos nf Sjs }{apbx szora v jcs0{«v BZ {BdJB2S ZBJ od ZBJ IC3^9X bu sizp og jo ow 5{apBX ais {Biuuiod/Czad aiusajm imoizop v sbj {Btzpaijwodpo n isn tb I ;n isn ł* x :{feun^zjji mouz JUMip od i ;eui atu oso^iu iuej zaio - a z j j i?xq azoui oj 0 3 o izęf {EięAuiod amehap o j y si a z o f isjazof SBI {BIZpatMOdpO B Ul B p\[ --- rimouz {feusijczjs ;euiei\i ogojjiu o ^ q aim ;aiu "aib nsb[ n g azją od {ezaaczoj uioa\azjp aiuzbmn 5is jbzac^zad {feub^s oraof sb] {Bizparwvodpo o }. o ; OTZOf {6UJfXzJSl ioł OJ5I nsbi Xuojis po so^sj {Xzj0łM0d ' [ a h '" f 3 H tausai Xubt3s jbpodo luibsffej ofep? Bojas po aiqos jteu^ną ;fah if» H m e j e d B o p M X i J [ 3 i q o o i ( B t u i b m ^ z r u s o d C a i u z o d B 5 ( A \a z o o s b u t b s B i lu ^ ć T o ip OT q n i 6 + i a o u i o j j i m s z o o s z s i u m o j o ^ z n C a iu } S E iu i b z B u z o m [ U ł d o i p s.g ^ _ X 3 0 i u o ^ a M a z a o s n 5 i,b jq z u i t u zz X o i u p a j s o p b t u - b m o j i [ z s o z b j o 3 i 3 ^ p q o o a i o ę o j d o d i ( i z o ł o i o n o a f m z s o ł i ) t u i A u z o Ą d o i m e j B i j a j E i u z a i d a i ^ s m j E ł B o p e u z o u i & 5 ( ń \a z o o s fe3ib X ' u i d o i p s 6 + a o o u i o f a iw O J B ir ih o i ^ j M a z o o s o e a \ a z h ^ s a C C s T d a itb U ' n ł i Y i A ^ ł i a i g o o s i e r (a 1 * -s X j ) p f A ^ a z o o s / t M B J d o C a M o j n ^ a ł (s ( p ' z a I» s ^ t j ) t u i d o i p S '6 + C a o f e tb id n jf S i 2 ( M 3 z o o s Ił ( o 'z d x f s A i ) fe jf M O łe u i z t ^ u j b j C a / A o j n ł s ta ł (e (q zo 1 - t ' s A j ) o g a u z j i S u M e z C T ija p n d o S am O.T n i3 (ai a u z j;s u A V b u o S a u B A in s s u ( z (B 'z o 1 ^ s a j z j j E d ) o S a u z jłs u A ia M B > ;jnt> na o 3-3.V.o.ini> i0t (I ifo s& zo q o X z o tu p B S B z n io S id. z & is B p B ^ s (f ju 'saj z jł B d ) E ja u ib M 'u i u i 06 X 09 T t^ z o u i o 6 X 9 a o f e f n d ił S B u fes jęjauib 3 { /C jb iui/ta V ",,B 3 ( z o a u o is n ^ u p p o i m fe u B s id o S ja u jb 3 [.w ia id C B u a to tb u o ^ jc /A 'o S a u z D i j B j S o ł o j n i E J E d s /C A \.opnq o p a p id f e łs A z jd u i t u b z '.. K V S ituięn AVZBU AJOł>( o g a u z D i je J S o ł o j n łb J B d E X A \o p n q o p o i d - fe łs A z jd a t o a z o u j z n t o ł B ^ z o a u o i s " A j a u i n u a u j o g a z o z s o d a p s i i e p s i n s a tu łs z j ł f s i B J ij a ;s te W ^ P e j a M O S B Z o ą o Ą o p a p ę u ^ ł ^ z o a iu Z B M n i p z a r A l 'zo «W YS" Auistnpng i z a Y H s a a a i s f y w " E5JSyEAlXZJH-5I'BllI'S t J «K BJBjWODBldO HaCBC BIUBAVOX -Bui [bzoamz {B^sMod Epuagai iso^s ^bc nseza o&tm oga; p o X(o^s afoui i azs -EM ESjCEf 3/W0J0105J fciąopz [EqaaiU ElUE)SViq3XV\pEUJZ -Ed EU Ajod r»i po za; s{ex 'ES(CEf 3A\ojojo5) a ; aiqos aioz^.u dsi^ioie d e u v iuiom a p z p i -osazoa Eu,tg n B" oz^z'i5łn &P -MEJdEU aizpni az { jełs.wqaa'mweuiz Sp/WEjd-EU {JEuin oa u a x az uieav a z ja ty -iuioav aiosajsaf :{BizpaiMod oqora uia^ o j Ą&iusfezjjsM iqs{3 op j Xuoi?aujbz oi)oq^{ jbjs ognjp siiuias ;auoa\jazo w &ts o]iuaioiz iiia\qa Caupaf M. ajeią az nsjiujas zsizpim :DfeiMoui pno jcmou u ał bu ijbpfeisods niuaiuinpz m i sjazo^si z śis hba'jsz azaaiujo^ I5(EUJ StB[ a u o M ja z o b ^Cb C {X zae qoz fel!m qo p a z j d X {sza i sjafec qajc{eiq łs E tu iz n z ja ib j b u o-io o u ; p id 5fBf nui B jp s iq z z j b m ; i }o %s b u {BZjCods s j im a s A oto objaw ienia, o których piszą Ewangeliści: Pan Jezus pojaw ił się przy sw oim grobie w sam dzień Sw e go Zm artw ychw stania Marii M agdalenie. Zjaw ił się też tego sam ego dnia rów nież niew iastom, gdy w racały od grobu Pana Jezusa i m iały zanieść w ieści A nioła o zm artw ychw staniu. Dalej zjaw it się i pokazał dw om uczniom zdążającym do Emaus; Piotrow i, kiedy w racał od grobu Pana Jezusa, pow iadom iony przez niew iasty o cudzie zm artw ychw stania; w szystkim apostołom w W ieczorniku, ale bez Tomasza; znowu w e W ieczerniku w szystkim razem z 1 ' naszem w łącznie; Kilku uczniom z G aliłeii łow iącym ryby; na górze, a wreszcie w szystkim uczniom, gdy żegnał się z nim i w dzień sw ojego W niebow stąpienia w liczbie około 120 osób. Cud zm artw y ch w stan ia P an a Jezusa jest n ajlepszym dow o dem Jego boskości. P onadto Jezus przez cud zm artw y ch w stan ia dow iódł ludziom, że p rzy jd zie czas kiedyś, że rów nież w szyscy zm artw ychw staniem y. A będzie to w końcu św iata. Kochaj w ięc Jezusa, zachow uj Jego boską naukę, abyś po śm ierci i po sw ym zm artw ychw staniu przebyw ał zawsze, na wieki z Jezusem w niebie. Ks. E. K. O gniskow ą soczew ki oblicza się w n a stę p u ją c y sposób, że dzieli się um ow ną liczbę 1000 m m przez m oc soczew ki w droptriach. A więc ^ J, 1000 m m ogniskow a naszej soczew ki będzie w y n o s ić m m, to je s t 9,5 tyle, ile w p rzybliżeniu p rzek ątn a o brazu 6X9 c m P rzypatrzcie się obecnie bardzo dokładnie rysunkow i 4. Część a jest >to pro sto k ątn e pudełko o zew nętrznych w ym iarach p odstaw y 70 X 100 m m 1 w ysokości 80 mm. W dnie tego pudełka w y tn ijcie otw ór o w ym iarach 60 X 90 mm, tak aby dookoła w ycięcia pow stała ram ka szerokości 5 mm. Część b jest to pudełko w ew nętrzne o w ym iarach 70 X 100 m m i w y sokości 80 m m. W dnie tego p u d elk a należy w yciąć o tw ó r n a o p raw ę obiektyw u (średnica otw oru 22,5 mm). O bydw a pudełka należy w ew n ątrz pom alow ać czarn y m tuszem i dopasow ać do siebie. Część c to m atów ka, czyli szybka szklana o zabarw ieniu m atow ym (w brak u jej m ożna użyć kreślarsk iej kalki). M atów kę należy przykleić do części a, tak aby było okienko o w ym iarach 60X90 m m. Rvs. 4. HANNA URBAN EK JAK LAS Z JÓZIEM ROZMAWIAŁ W tej wsi, w k tó rej Józio z rodzicam i m ieszkał szkoły nie było. Do szkoły Józio chodził do sąsiedniej wsi. C hadzał dw om a drogam i. W zim ie, szczególnie w tedy, gdy były duże śniegi szedł lasem. P rzez las było nieco bliżej. A le ju ż od w czesnej w iosny Józio chodził łąkam i, bo choć nieco d alej, ale jakoś ciekaw iej. I w idok szerszy, i ludzi się spotykało w ięcej, a w oddali w id n iała linia kolejow a, po k tó rej m k n ęły pociągi, n a niebie zaś łatw iej było dojrzeć sam olot. Tej zim y śniegu było tak m ało, że Józio p ra w ie cały czas chodził do szkoły łąkam i. W racając sp o ty k ał często p an a A nto- 1 niego, k tó ry w racał do dom u, niosąc w ielkie pęki łoziny, z k tó rej w y p latał koszyki. Z panem A n to n im rozm aw iało się b a r dzo p rzyjem nie, bo zw iedził on dużo św iata i la t m iał ponad sześćdziesiąt... Pew nego d n ia w iosennego Józio w racał ze s z k o ł v w bardzo dobrym hum orze. P an nauczyciel pochw alił go za w y pracow an ie z polskiego, a od pani nauczycielki dow iedział się, że na ten okres nie będzie m iał ani jednego słabego stopnia Schem at kam ery SAM 2. Sposób przyklejania ma 3. W ygląd kam er)- po sk lejen iu I złożeniu 4. O budowa obiektyw u.

7 POGLĄD NA ISTOTNE SPRAWY ŻYCIA WSPÓŁCZESNEGO (FRAGM ENTY REKERATU K SIĘDZA B ISK U PA DOC. DR M A K SY M ILIA N A RODEGO. O RD YNARIU SZA K OŚCIO ŁA PO LSK O K A T O LIC K IEGO W PR L W YGŁOSZO NEGO NA SE SJI RADY K OŚCIO ŁA DNIA R.)...Kościół Polskokatolicki istnieje konkretnie w Polsce i tu w obec Polaków ma rozw i jać sw oją działalność tak. jak ją rozw ijał w sw oim czasie w Palestynie, a potem i dzisiaj w innych krajach, ow szem na całym św iecie. N auka i cala działalność Jezusa C hrystusa pozw ala rów nież bez tru d u ustalić cele i zad an ia K ościoła. Przedm iotem troski Chrystusa, a w konsekw encji i Jego Kościoła od pierw szego w ystąpienia Chrystusa był i do dnia dzisiejszego jest i pow inien być człow iek, cały człow iek, z duszą i ciałem. Nie kto inny w reszcie a Bóg dokonał podziału troski 0 człow ieka, u stanaw iając nie tylko w ładzę kościelną ale i św iecką. Sw. P aw eł głosząc n a ukę C hrystusa pow iedział: Każdy niechaj będzie poddany w ładzom w yższym. Nie masz bow iem władzy jeno od Boga. a te które są, od Boga ustanowione" (Do Rzym. X III, 1 2). C hrystus zaś resp ek tu ją c osobiście p raw a p a ń stw ow e p ań stw a pogańskiego uzna! słuszność 1 celow ość istn ien ia w ładzy św ieckiej, a podstępnym faryzeuszom z m ocą. zaw ierającą n a kaz. m ów ił: Oddajcież tedy, co jest cesarskiego cesarzow i, a co jest Bożego Bogu" (Mat. X X II, 22). Czy z faktu istn ien ia w ładzy kościelnej i św ieckiej należy w yciągnąć w niosek o bezw zględnym jej podziale, o bezw zględnym rozgraniczeniu zadań i obow iązków, o sep aracji d ziałan ia w stosunku do tych sam ych ludzi: w iernych K ościoła i obyw ateli p ań stw a? Nie. W niosek p o praw ny dzieli zadania i obow iązki na trzy kategorie: sp raw y łączące się bezpośrednio ze zbaw ieniem duszy n ieśm ierteln ej należą bez w ątp ien ia do kom petencji K ościoła: sp raw y łączące się bezpośrednio z u trz y m aniem zdrow ia ciała, jego rozw ojem i ziem ską pom yślnością należą bez w ątp ien ia do p ań stw a; w szystkie inne sp raw y dotyczące pośrednio ducha i ciała ludzkiego n ależą do obu w ładz, a id ealn ą sytuację stw arza i pow inna stw orzyć życzliw a w spółpraca obu w ładz......założony przez Jezusa Chrystusa Kościół był przez pierw sze tysiąclecie jednym, niepodzielnym organizm em. Ten okres stanow i też i musi stanow ić bazę w spólną dla w szystkich K ościołów, które chcą nazyw ać siebie katolickimi. W drugim tysiącleciu Kościół dzielił się, w skutek czego dzisiaj jeden K ościół K atolicki Jezusa Chrystusa pierw szego tysiąclecia stanow ią razem te K ościoły, które zerw aw szy z K ościołem rzymskim uznają Jezusa Chrysusa za głow ę Kościoła, szafują Jego sakram enty św ięte łącznie ze spraw owaniem ofiary Mszy św., głoszą naukę Chrystusa, zawartą w Piśm ie św. i Tradycji i mogą się w ykazać nieprzerwaną sukcesją apostolską. Są to Kościoły: praw osław ny, anglikański, niektóre K ościoły protestanckie i K ościoły starokatolickie. do których należy i Kościół Polskokatolicki. A K ościół rzym ski? M im o iż Kościół rzym ski w drugim tysiącleciu system atycznie oddalał się od ducha E w angelii, sp raw y tego św iata przerosły tro sk ę o zbaw ienie dusz nieśm iertelnych, ześw iedczał, stal się k rólestw em tego św iata, to jed n ak do czasu soboru w a ty kańskiego należał n iew ątp liw ie w sw ej istocie do K ościoła K atolickiego Jezu sa C h ry stu sa. O w szem, stan o w ił Jego trzon pod w zględem liczby i zakresu doktryny. Z ch w ilą jed n ak ogłoszenia dogm atu o nieom ylności bisk u p a rzym skiego i Jego p ry m atu jurysdykcyjnego rzekom o z ustan o w ien ia Bożego, m am pow ażne w ątpliw ości czy K ościół ten m a praw o w dalszym ciągu nazyw ać siebie K ościołem K a tolickim Jezu sa C hrystusa. M iejsce bow iem C h ry stu sa i stałej asy sten cji w K ościele D u cha św. zają ł człow iek-papież. Przecież to detro n izacja C hrystusa i D ucha św., przecież to bluźniercze usiłow anie przy p isan ia w cielenia nie tylko C hrystusa ale i D ucha św. w papieża!......a K ościół P olskokatolicki? K ościół Polskokatolicki uważa siebie za praw dziw y Kościół Jezusa Chrystusa i jest nim na równi z Kościołem rzym skim do soboru w atykańskiego, na równi z K ościołem praw osław nym, anglikańskim i niektórym i Kościołam i protestanckim i, tym i m ianow icie, które mają nieprzerwaną sukcesję apostolską. K ościół nasz zorganizow any przez biskupa Hodura w 1907 roku naw iązaw szy k o n ta k t z pow stałym w 1873 ro ku K ościołem staro k ato lick im, a przyjąw szy poprzez sakrę b isk u p ią sukcesję apostolską z K ościoła holenderskiego, którego o rg an izator, Piótr Kodde, arcy b isk u p Sebasty, o trzym ał w ażną sa k rę w K ościele rzym skim (1702 r) m a n ie tylko n iep rzerw an ą, p raw d ziw ą sukcesję apostolską, ale głosił i głosi p ra w dziw y depozyt w iary. P rzy jęliśm y bow iem ra zem z K ościołem S taro k ato lick im całość p raw d i dziejów niepodzielonego K ościoła pierw szego tysiąclecia. Z drugiego tysiąclecia przyjęliśm y w szystko, co m iał K ościół rzym skokatolicki aż do soboru w atykańskiego, o d rzucając jedynie te dogm aty i zarządzenia, k tó re nie m ają u zasadnienia w P iśm ie Sw. i T radycji......n iezłom ny duch bisk u p a H odura przyczynił się w aln ie do zapoczątkow ania na glebie dusz polskich oczyszczenia zachw aszczonego K ościoła Jezu sa C hrystusa przez biskupów rzym skich i dobieranych przez nich kolegia kardynałów, do w skrzeszenia idei kościołów narodow ych na w zór pierw szych w ieków. I n ie tylko w A m eryce zorganizow ał biskup H odur K ościół narodow y, przeszczepił tę ideę rów nież do Polski. I m y dzisiaj jesteśm y konty n u ato ram i Jego dzieła......w sw oim czasie żyw o dyskutow ano w św iecie ch rześcijań sk im zapow iedź papieża K ościoła rzym skiego zw ołania soboru pow szechnego. Z razu w iadom ość tę przyjęto n aw et z radością i życzliw ie podaw ano ją z u st flo ust. D ziało się to w przekonaniu, że papież Ja n X X III p rzejrzał i będzie usiłow ał zgrom adzić w szystkich biskupów, w szystkie ch rześcijań sk ie K ościoły, by na tym Z grom a dzeniu, czyli soborze, przedyskutow ać całość p ro blem atyki K ościoła Jezu sa C hrystusa, n a p raw ić błędy, odrzucić je, zw łaszcza nieom ylność, i w ten sposób rozdzielony K ościół zjed noczyć, a n a podstaw ie ogólnie p rzy jęty ch zasad dem okratycznych i p an u jący ch w K ościele apostolskim w ybrać papieża, pierw szego b iskupa w śród sobie rów nych. T ak m yślano. S tało się inaczej. P apież J a n X X III okazał sie godnym następ cą sw oich poprzedników. W dalszych sw oich w 'ypow iedziach i w obecnie żyw o prow adzonych przygotow aniach w y stąpił i w y stęp u je jak o nieom ylny au to k rata, k tórem u na zjednoczeniu K ościoła Jezusa C h ry stu sa nie zależy, którego celem je s t stro fow ać błądzących braci i p rzyjąć ich e w e n tu aln ie pod sw ój nieom ylny" a u to ry tet, jeśli się upokorzą a padłszy n a kolan a u cału ią ieeo stopę. P rzygotow yw any w ięc II tzw. sobór, to nic innego ja k zjazd biskupów, e w e n tu a l n ie innych jeszcze teologów rzym skich, to naiw yżei Sobór K ościoła rzym skiego: w żadnym w ypadku nie m a on p ra w a nazyw ać siebie Soborem pow szechnym......w spółczesna nauka i technika niesie z sobą gigantyczne, epokow e osiągnięcia. W edług m nie nauka i w iara w cale się nie w ykluczają, ow szem mogą nie tylko w spółistnieć, ale mogą wstjółdziałać ze sobą harm onijnie dla dobra ludzkości. D la m nie najw yższa i w ieczną w artością jest Bóg. a rozum ludzki, szczycący się dzisiaj w spaniałym i produktam i, sw ą moc tw órczą czerpie św iadom ie czy podśw iadom ie z N ieco, jako z praprzyczyny Bytu, Z achow aw cy i Kierownika św iata użyczającej stw o rzeniom perm anentnie możności działania, ja ko przyczynom drugim. Z każdego osiągnięcia nau k i i techniki ciesze sie i d zięk u ję B oau. żev taka m ocą odkryw cza i p rzetw órczą obdarzył człow ieka, On, najw yższa M ądrość, p o siad ająca jed y n ie m oc stw órczą. Je d n a k n iestety nie w szystko, co przynosi n au k a i tech n ik a służy dobru ludzkości, jak być pow inno zgodnie z e lem entarn y m w ym ogiem p raw a natury. N iektóre osiągnięcia albo służą tylko u p rzy w ilejow anym, albo n aw et ciem iężą innych, szkodzą, krzyw dzą, burzą faktycznie lub potencjalnie, sta ją naprzeciw porządkow i u sta lonem u przez Boga. Kościół Polskokatolicki w ysoko ceni naukow ców i ich osiągnięcia, ale pragnie aby służyły one dobru ludzkości i były zgodne z prawem Bożym, ceni również aspiracje innych narodów, ale na pierw szym planie staw ia interesy narodu polskiego i polską rację stanu w ramach św iatopoglądu katolickiego....kościół Polskokatolicki z zasady swojego posłannictw a i z istoty sw ej ideologii, którą jest nauka Jezusa Chrystusa, jest za pokojem i za zgodną w spółpracą m iędzy narodami. K ościół nasz pamięta o słow ach Pism a św. i słow a te publicznie przypomina: Błogosław ieni pokój czyniący, albow iem nazw ani będ^ synam i Bożymi" (M at. V, 9); Rozprosz (Boże) narody, które chcą wojen" (Ps. 67, 31). W ołam y do w szystkich ludzi słow am i C hrystusa: m iejcie pokój m iędzy sobą" (Mr ) a za Z ach ariaszem pokój miłujcie" (V III, 19). W reszcie przytaczam y słow a pro ro k a Izajasza i prosim y Boga, aby się one urzeczyw istniły ja k n ajp ręd zej: I (Bóg) będzie sądził narody i będzie strofow ał ludzi w iele: i przekują m iecze sw e na lem iesze, a w łócznie sw e na sierpy. N ie podniesie m iecza naród przeciw narodowi, ani się będą w ięcej ćw iczyć ku bitwie" (II, 4)......R adujem y się z ak cji budow y szkół i akcję budow y tysiąca szkól na T ysiąclecie jak najgoręcej popieram y. N a cel ten w im ieniu biskupów, kapłanów i w iernych K ościoła P olskokatolickiego niniejszym d e k la ru ję z naszych skrom nych w pływ ów zł......nie tylko z zainteresow aniem, ale i z zadow oleniem śledziłem prace S ejm u P olskiej R zeczypospolitej L udow ej, który w czasie sw ojej kad en cji podjętym i u ch w ałam i w aln ie uporządkow ał nasze życie w k ra ju i um ocnił pozycję Polski na form u m iędzynarodow ym. Z akończył zaś sw o ją pożyteczną i k o n stru k ty w n ą działalność uchw aleniem now ego 5-letniego p lan u gospodarczego. P lan ten p rzy jęliśm y z zadow oleniem do w iadom ości i K ościół Polskokatolicki pow inien zrobić i zrobi w szystko, aby przez sw oją działalność w ychow aw czą pom óc go zrealizow ać. W idząc re a ln e osiągnięcia P olski L udow ej w m inionym 15-leciu z ufnością patrzy m y w przyszłość i K ościół nasz jak jeden m ąż pójdzie 16 k w ietn ia do u rn w yborczych, a później w przekonaniu, że w y b ra n y S ejm i W ładze P olskiej R zeczypospolitej L udow ej w n astęp n y ch latach m rów czą ale i k o n sek w en tn ą pracą, u su w ając b rak i i niedociągnięcia, znow u podniosą styl naszego życia pod każdym w zględem i um ocnią jeszcze bardziej pozycję P olski w rodzinie narodów. K ościół Polskokatolicki nie tylko w ypow iada się za całością programu Frontu Jedności Narodu, ale program ten w pełni popiera i bedzie czynił w ysiłki w celu pełnej jego realizacji"......z rządem i z całym narodem Kościół P olskokatolicki stoi i stać będzie na straży nienaruszalności granicy na Odrze i Nysie. Mając zaś na w zględzie intensyfikację polskiego duszpasterstw a na tych ziem iach i chcąc podkreślić w ieczystość Polski na nich. proponuję Radzie K ościoła na podstaw ie kan 125b Kodeksu Prawa KPK. i w niosek ten niniejszym uroczyście w ysuw am : utw orzenie polskokatolick iej diecezji w rocław skiej, do której należałyby w ojew ództw a: w rocław skie, poznańskie, opolskie, zielonogórskie, szczecińskie i koszalińskie. Reszta w ojew ództw należałaby do diecezji centralnej w arszaw skiej. Całość referatu została w ydrukow an a w m iesięcznik u Posłannictw o*1 N r 4/61. (A dres redakcji: W arszaw a, ul. W ił cza 31).

8 NA REZUR BIJĄ DZW 5 O S i < M O TTO :...Pęd pow ietrza ciśn jasność uiielka, a w tej jasności ] zjawisko'. W śnieżnobiałych szatac opieczętow any k a m ień i usiadł na r cone w nieładzie na ziem i. Żołniei Z m a rtw ychw sta ł! Sam. W łasną mocą..." A jeśli C h rystu s nie zm a rł i i próżne p rzepow iednie nasze"j Dwa św ięta przez chrześcijan są szczególnie ui dzenie i Dzień Z m artw ychwstania Pańskiego. Pi rodzinnego, drugie zaś społecznego. Przez szereg stuleci tem at zm artwychwstania pędzla na język plastyczny, przez poetów i pisa m m iiiuui P rzez T w o je Z m artw ych P obudzasz dziś m yśl na: Praw dą pocieszającą: Żeś m iłosierdziem i Pas Skoro zapew niasz no Śm ierć w ytłum aczą ' G dyś przez nią się D niem odkupienia, dr o S fe ; Zm artw ychw stanie Chrystusa jest dowodem jeśliby Chrystus nie zm artw ychw stał, próżna 1 w ychw stanie w szystkie poprzednie cuda Jezu Zm artw ychw stanie jest dowodem, że nauka Je jej W ykładowca żyje. Zm artw ychw staniem dał Chrystus dowód swe praw dziw ość sw ojej przepowiedni. W okresie w ielkanocnym sym bolem Chrystu pasphalna. Fundam entalny dogmat religii chrześcijańskie, bodźcem i daje w ierzącym ludziom nadzieję, żt śm iercią naturalną, że śm ierć jest tylko przejści Zm artw ychw stanie Jezusa Chrystusa jest gwa Jan m ówi, że,.każdy kto Weń w ierzy, będzi w skrzesi w ostatni dzień (J. VI, 55).

9 eczność, łatw o, ił w iatła. KCJĘ NY... nierzy na ziem ię. Stata się :eni żołnierze u jrzeli d ziw ne oł z nieba zstąpił. O dw alił Tarcze i m iecze leżały porzu- było. U ciekli... S T E L L A L A S K O W IC Z ( Strażnicy grobu Pańskiego") stał, próżna je st w iara nasza DR. X V, 14). 3ie obchodzone Boże Narot ma raczej charakter św ięta kładany byl przez m istrzów iklęty w utworach. ie Boskiego posłannictw a, bo w iara nasza. Przez zmartibierają now ej w yrazistości, ma moc obowiązującą, skoro ly nad śm iercią i udowodnił artw ychw stałego jest św ieca nartw ychw staniu Jezusa jest bytow anie nie kończy się ze a nowego życia. \ naszego zm artwychw stania, ii żyw ot w ieczny, a On go

10 CZĘSTOCHOWA dniu 19 lutego 1961 r. o godz. 11-ej, W J. E. N ajp rzew ielebniejszy Ks. Bp. Dr M aksym lian RODE, O rdynariusz K ościoła Polskokatolickiego, dokonał przy udziale duchow ieństw a św ieckiego i zakonnego oraz licznie zebranych p arafian uroczystego pośw ięcenia K aplicy nowo erygow anej p arafii N. M. P anny, K rólow ej A postołów m ieszczącej się w C zęstochow ie przy ulicy K ilińskiego 9. U w ejścia do K aplicy J. E. Ks. Bpa. powitał organizator parafii ks. dyr. Czesław Jankow ski, a n astęp n ie m ały A ndrzejek Radecki pow iedział śliczny w ierszyk, w którym w yraził radość zebranych z przybycia polskiego B iskupa, a jeszcze m łodsza p arafian k a w ręczyła w iązan k ę goździków. P rzy śpiew ie Kto się w opiekę", Ks. Biskup procesjonalnie udał się do kaplicy. W czasie m odlitw y Ks. Bpa. przed o- brazem M. 3. C zęstochow skiej chór p a ra fia l ny odśpiew ał hym n: Oto najw yższy Kapłan sługa Boga W szechmocnego". N astępnie ks. dyr. Jan k o w sk i w krótkich, lecz gorących słow ach p rzy w itał N ajprzew. Ks. B iskupa i prosił o pośw ięcenie kaplicy oraz błogosław ieństw o dla przyjaciół i n ieprzyjaciół naszych. W w ielkim skupieniu i pow adze obecni p rzysłuchiw ali się cerem o niom pośw ięcenia K aplicy. Mszę św. Pontyfikalną celebrow ał J. E. N ajdostojniejszy Arcypasterz w asyście archidiakona ks. dr. Naumczyka oraz diakona ks. Elerow skiego i subdiakona ks. Bończara. Jed n i słuchali żyw ej M szy św. ze łzam i rozrzew nienia, in n i w nam aszczeniu i skupieniu ducha, a w szyscy z radością i podziw em litu r gii w języku polskim, k tó ry tak w iern ie oddaje Bogu uczucia polskiego serca. N a zakończenie D ostojny Celebrans w ygłosił podniosłe kazanie, wskazując najprostszą drogę do Boga, którą w inni kroczyć Polacy m iłujący Boga, M aryję i Ojczyznę w naszym św iętym Polskokatolickim Kościele. N astępnie, spełniając prośbę ks. dyr. Jankow skiego, Ks. Prym as udzielił arcypasterskiego błogosław ieństw a. Hym nem Boże, coś Polskę" zakończono uroczystość. Po w yjściu z K aplicy w iern i otoczyli Ks. B iskupa, zapew niając G o o sw ym przy w iązaniu do naszego K ościoła, o przejęciu się Jego posłannictw em, którego stan ą się apostołam i n a teren ie Częstochow y. R ad u jcie się i w eselcie, B racia K atolicy, Polacy N arodow cy, że u stóp K rólow ej P olski k ap łan polskokatolicki sk ład a Bogu O fiarę i poleca W as opiece M atki B oskiej C zęstochow skiej.. Kł. Blikup Ordyriarlun w otoczeniu duchowieństwo 1 wiernych w Częstochow)* Fragment kaplicy w czasie nabożeństwa P rzybyłeś do nas P olski B iskupie byś narodową św iadom ość w nas w zbudził. N iech Często ch o w a d o w ie się o K o ściele P o lsk o k a to lick im, który tak bardzo kocha B oga, M aryję i ludzi..." P ośw ięcenie kaplicy.

11 R.MALINOWSKI!I * 2 3 = 1 S tarczynski ek sk lery k i W isław a, k ió ra w ystąpiła z klas7+^-ru zaw arli związek m ałżeński. Młody Bogusław ski. k tó ry znał d zieje ich życia i m iłości wyrazi* im z. o k azji ich ślu b u serdeczne życzenia. Szym on B ogusław ski, k lery k IV k u rsu S em inarium D uchow nego w P ozn an iu, rozm yśla w sk ry to śc i nad niektórym i praw dam i w iary i sensem celibatu. Z w ierza się ze sw ago w ew nętrznego n iep o k o ju ojcu duchow nem S em inarium. W szystkie w y jaśn ien ia ks. S tasińskiego n ie u su n ęły w ątpliw ości i n ie uspokoiły b untu um ysłu i se rca m łodego adep ta. P ostanow ił pójść do spow iedzi. P an cząstką dziedzictw a mego i kielicha. T yś jest, który mi w rócisz dziedzictw o m oje. Te słow a m ów ić będziecie w czasie p rzy jm o w an ia tonsury, w czasie kiedy w am biskup na dow ód oddania się w aszego na w yłączną służbę Bogu, p rzy cin ał w łosy w pięciu m iejscach na głow ie w kształcie krzyża m ów ił ojciec rek o lekcjonista, zw racając się specjaln ie do alum nów I k u rsu. P an cząstk ą m o ją P an w szystkim m oim rozw ażał Szym on. A św iat? A jego spraw y, zaszczyty, bogactw a, przyjem ności. To nie dla m nie! To nie d la nas! M y m am y się stać k ap łan a m i, a być kapłanem, znaczy oddać się tylko i w yłącznie C hrystusow i; żyć w edług Jego n a u k i i tę n au k ę głosić ludziom, bo i oni w edług jej zasad żyli, głosić ją w łaśn ie tym, k tó rzy zostali w św iecie tak, św iatu całem u. P an cząstką m o ją... Szym on oddzielał się od św iata i jego spraw. R ekolektow al sum ienie. B odaj w łaśn ie teraz, pod koniec pierw szego sw ojego driia rekolekcyjnego, poczuł się innym. Ju ż poczuł się p raw ie szczęśliw ym, począł jak b y w chodzić w ducha środow iska, w k tó ry m się znalazł. B ył sobą tak zajęty, że nie w iedział, ile razy w około obszedł sem inarium, az bagle, chociaż przez dni k ilk a m ężnie m yśli te od siebie odganiał, przypom inał sobie- szczęśliw ych S tarczyńskich. G nany ja k ą ś w ew n ętrzn ą siłą poszedł do sw ojego pokoiku. W łączył św iatło. U siadł przy sw oim stoliku. W yjął o trzym any przed k ilkom a d niam i list i zapom niaw szy o św ięty m rekolek cy jn y m skupieniu począł go czytać po raz drugi, m im o iż po pierw szym przeczytaniu postanow ił go w ięcej nie czytać. Szósty dzień rekolekcji, p iątek, różnił się ty m od poprzednich dni rekolekcyjnych, że po południu zam iast n au k o dbyw ała się spow iedź. Szym on B ogusław ski n ie p rzy jął dzisiaj K om unii św. Od chw ili sw ego przebudzenia się, aż do późnego popołudnia m ęczył się rachunkiem sum ienia. C hciał raz jeszcze w ejść w siebie. Z badać sw oje pow ołanie. A przede w szystkim p rag n ął, ow szem, bardzo p ra g n ą ł z c a łego serca i z pełni sw ego u m ysłu m łodego przed staw ić stan sw ojej duszy now em u spow iednikow i i od jego decyzji uzależnić sw o je pozostanie w S em in ariu m D uchow nym i złożenie ślu b u czystości. P ostanow ił, że w yspow iada się u innego spow iednika, m iejscow y bow iem ojciec duchow ny zbył go frazesam i. W kap licy sem in ary jn ej zasiadło pięciu spow iedników. M ieli oni w ciągu p a ru godzin w ysłuchać spow iedzi pięćdziesięciu k ilk u neo p rezb iteró w i ośm iu subdiakonów. W śród ty ch ostatn ich był rów nież Szym on B ogusław ski. W pierw zastanow ił się n ad w y b o rem spow iednika. W ybrał w edług sw ego najlepszego p rzek o n an ia spow iednika rozw ażnego, w w iek u p ełnej m ęskiej dojrzałości, m ającego opinię znaw cy życia. Spow iedź Szym ona trw a ła długo. P rzed staw ił spow iednikow i w ogólnych ry sach całe sw oje życie. O skarżył się raz jeszcze za w szystkie sw oje grzechy, sp ecjaln ie podkreślił o statn i sw ój upadek. W edług najszczerszego przek o n an ia i rozeznania om ów ił też sw oje w ady, zaniedbania, tru d n o ści. Pod koniec w reszcie sta ra ł się ja k n a jre a ln ie j odsłonić spow iednikow i sw oje obaw y odnośnie celibatu. C zuję pociąg m oże nie ty lk o do kobiety kończył spow iedź Szym on B ogusław ski ile do w łasnego życia ro dzinnego. C hciałbym być księdzem, ale ostatnio często ro dziły się też w e m nie p rag n ien ia posiadania sw oich dzieci. Tak, chciałbym być ojcem. N iestety, przy ty ch sw oich tę sknotach, m arzen iach często grzeszyłem, zw łaszcza m yślą. N adto proszę ojca duchow nego ja jestem jedynakiem i z tego pow odu znow u in n a o p an o w u je m nie obaw a i żal, że nazw isko m oje w ygaśnie. D latego też żału ję serdecznie za w szystkie sw oje grzechy, uchybienia, zaniedbania, p ro szę cię, ojcze duchow ny, o rozgrzeszenie i decyzję czy mogę zostać, k apłanem, czy nic-, czy m ogę złożyć ślubow anie dozgonnej czystości, czy leż m am z S em in ariu m D uchow nego w ystąpić? P oprzez gotyckie w itraże przesączały się p rom ienie sło ń ca i dziw nie jasno, ale jak b y m elancholijnie, krzyżow ały się na ołtarzow ym try p ty k u z bogato złoconym i postaciam i M atki Bożej i czterech ew angelistów. W kaplicy było coraz m niej penitentów. S pow iednik pouczał B ogusław skiego. W pierw zadał jeszcze szereg p y tań, k tó re m iały uzupełnić spow iedź Szym ona, potem d aw ał odpow iednie w sk azan ia ascetyczne. T ym czasem, w yobraźnia o d tw arzała Szym onow i w tem p ie p rzy spieszonego film u w ażniejsze m om enty czterech d łu g ich la t studiów kleryckich. B ogusław ski z n atężeniem słu ch ał słów spow iednika, w szelako rów nolegle w idział nie ty lko sw oje znoje duchow e, ale i mozoły licznych egzam inów z przed m iotów p rzew ażnie pam ięciow ych, ab strakcyjn y ch. Z w łaszcza przypom inały się św ieże sceny rigorosum : k lau zurow ych prac piśm iennych, n iem al przez w szystkich ściągniętych i e g z a m i n ó w ustnych, w których p rzew ażnie m ów ili p ro fesorow ie. a egzam inow ani dopow iadali. A teraz pow iedz m i: czy te niepokoje odnośnie bezżennośri k ap łań sk iej są w ynikiem tw oich w łasnych, osobistycn rozw ażań, czy też zrodziła je nieodpow iednia lek tu ra, zw łaszcza pow ieściow a? Sądzę, że pochodzą one głów nie ode m nie sam ego, a częściowo też z opow iadań człow ieka, k tó ry sw ego czasu z S em in ariu m D uchow nego w ystąpił. A nadto, do zastanow ienia się nad tym i zagadnieniam i zm uszały m nie odzew y, nieraz bardzo gw ałtow ne zryw y m oich zm ysłów ; czasem i ciało, i w yobraźnia, i um ysł jednocześnie rodziły problem m iłości i p rzedstaw iały, może n aw et p rzejask raw iały, kom plik acje celibatu. Czy m im o w szystko chcesz zostać k apłanem? C hciałbym, o ile m ogę m ieć m o raln ą pew ność, że kłopoty bezżenności da się pokonać tak, jak się analogicznie pokonuje inne kłopoty. T ak ie kłopoty, jakie ciebie dręczą, niepokoją niem al w szystkich k lery k ó w przed św ięceniem su b d iak o n atu. T y l ko ogół tw oich kolegów m niej się nim i przejm uje. N ie zw raca na n ie W iększej uw agi. Ty nie potrzebnie w yolbrzym iasz je, nad nim i się zastanaw iasz, rozm azujesz się w nich, nic przeto dziw nego, że n aw et im ulegasz. O ile zabierzesz się solidnie do siebie, o ile będziesz te m yśli od siebie oddalać, z pew nością będziesz pożytecznym kapłanem. Z tw o ich słów, z całej tw o jej spow iedzi w idzę, że jesteś zdolny, że m yślisz, że jesteś pełny dynam izm u, w ięc szkoda by było, gdybyś nie chciał tych w ielkich zalet, danych ci przez Boga, W łaśnie dla służby Bożej w ykorzystać. Spokojnie p rzy jm ij w ięc w yższe św ięcenia. Bóg ci dopom oże i Jego św ięta łaska. A za pokutę... T rzy m ając w rę k u św iecę o coraz w y dłużającym się, to znow u sk racający m się płom ieniu, odziany w b iałą kom żę, Szym on B ogusław ski po u p ły w ie m niej w i cej godziny od sw ojej długiej spow iedzi, w tejże sam ej kaplicy z siedm iom a jeszcze kolegam i sk ład ał ślub dozgonnej czystości. N a zaju trz p rzyjął św ięcenia su b d iak o n atu i d iakonatu. S tarczyńscy, obecni w k ated rze w czasie całej cerem onii, uw ażnie przy g ląd ali się Szym onow i, a kiedy na placu k a ted raln y m sk ładali m u życzenia, oczy ich, zw łaszcza oczy S tarczyńskiego, w y rażały w ielką troskę, zdaw ały się m ó wić: My jesteśm y ze sobą bardzo szczęśliw i, obyś i ty Szym - ku, był szczęśliw y. Sam otność bow iem w życiu tylko czasowo jest m iła, w zasadzie każdy człow iek źle się czuje, gdy m usi stale sam otniczy pędzić żyw ot. D latego Bóg stw orzył m ężczyznę i kobiątę, n ad to przykazał, by byli ze sobą tak złączeni, iżby w łaściw ie stanow ili jed n o ciało, jeden o rg a nizm ". Rozdział osiem nasty B aloniki! baloniki! ochrypłym głosem p okrzykiw ała w ychudzona kobieta, odziana w b ru d n y, postrzępiony, m ęski płaszcz, k tó ry w isiał na niej ja k na kołku. T w arz m iała bladą, w ym izerow aną. Oczy p atrzy ły przerażająco

12 ibojętnie w dal. W rzęsistym św ietle lam p rozm ieszczonych lojnie w pasażu, robiła w rażenie zjaw y, strach a, kościotru- >a, k tó ry przyszedł nie w iadom o skąd, aby straszyć ludzi w oim w yglądem. B aloniki! baloniki! m echanicznie skandow ała :iedy nadchodzili ludzie i chciw ie w yczekiw ała łaskaw ych labyw ców. Z adow olona, przyjm ow ała grosze, zw łaszcza jeśli lanow ie dali jej ich k ilk a w ięcej. Zła, pełna cichych prze- :leństw i złorzeczeń, odprow adzała ludzi przechodzących ibojętnie obok niej i nie ku p u jący ch zachw alanego tow aru. B aloniki! balo... A ty w iedźm o jedna, znow u tu jesteś odezw ał się agle ostry głos granatow ego policjanta. Znow u tu, na P la- -u W olności św iecisz sw oją szk aradną gębą i tym n iech lu j- lym ubraniem! U ciekaj, pókiś cała! K obieta stała bez ruchu, jak b y rażo n a paraliżem. S trach irzed k o n fisk atą baloników odjął je j m ow ę i m ożność ruhu. M yślała tylko, in ten sy w n ie m yślała o sw ojej córce rużliczce ju ż niem al dogoryw ającej w zim nei strychow ej zdebce. P o licjan t zbliżył się i b ru ta ln ie szarp n ął za rękę riedaczkę. K rzyknęła, a k rzy k jej przeraźliw y, pełen bólu skargi, zlał się z zaw odzącym i dźw iękam i saksofonu, dohodzącym i z pobliskiej re sta u ra c ji, k tó rej drzw i w łaśnie itworzyli w ytw o rn ie u b ra n i państw o, idący na w ieczór sylwestrowy. On był d y rek to rem naczelnym jednego z w iękzych ban k ó w poznańskich, ona udzielałą się społecznie: tyła prezeską jednego z b ractw dobroczynnych i należała lo zarządu W ojew ódzkiego K om itetu do W alki z B ezrobo- :iem. W idać znani byli w re sta u ra c ji, bo skoro tylko do liej w eszli, k elnerzy podbiegli i prześcigali się w ukłonach, w pom ocy przy zdejm ow aniu drogich fu ter w ielm ożnych laństw. O rk iestra grała jakiegoś angielskiego slofoxa. Stoiki były zajęte; dzisiaj baw ili się p raw ie w yłącznie zam ó wieni goście. Z lam p p rzy b ran y ch kolorow ym i przysłonam i, ączyło się' św iatło, dziw nie działające na zm ysły. P ań stw o B ogaccy szli do pokoju zarezerw ow anego dla p ecjaln ie d o b ran ej grupy. W pokoiku w śród zebranych p a low ał już m iły i w esoły n astró j. P achniało w ódką i cygaam i. S erdecznie p rzyw itali się i zajęli krzesła. Jed n o krzeło pozostało puste, w idać jeszcze kogoś oczekiw ano. N a środku pokoju stał długi stół, p ro stokątny, p rzy k ry ty (iałym obrusem. U w agę przyciągał elipsow aty porcelanow y lółm isek z w y k w in tn ie ułożonym i k an ap k am i; n a dw óch nniejszych półm iskach pysznił się k aw io r i specyficznie >achnący ser szw ajcarsk i. N a prezydialnym m iejscu siedziaa starościna. U b ran a była w ciem ną tafto w ą suknię. Nieluży dekolt okalała biała koronka. Szyję zdobił sznur pereł. Twarz staro ścin y zdradzała la ta i słodkie u tru d zen ie jej :ycia; oczy duże, szare, obw iedzione zw isającym i w y d atn ie woreczkam i, b rw i podczernione, orli nos m ocno przypudrovany; u sta zw iędłe; broda jak b y jak im ś uderzeniem cofnięa; w łosy siw e, uczesane gładko pod górę; cera ziem ista, ica niegdyś piękne, jęd rn e poorane zm arszczkam i, :męczone, a tuż, tuż stał w azon ze św ieżym i w onnym i czerwonymi goździkam i holenderskim i. S taro ścin a lubiła kw iay. G oździki przypom inały jej pierw szą gorącą miłość. W ie- Izieli o tym w łaściciele resta u racji, w ięc kiedy tylko zan aw iała sobie stolik, a zw łaszcza pokój, sta ra li się o te goździki. Jed w ab goździków pieścił w zrok starościny, rozn a rz a ł go, tym bardziej, że ich czerw ień zlew ała się z koorem w iśniów ki, k tó rą k eln er n ie po raz pierw szy w ypełlił stojący przed staro ścin ą kieliszek w m om encie, kiedy lo pokoju w chodzili Bogaccy. R ozm ow a szybko się zaw iązała. D októr m edycyny L u d wik W ysocki, zięć starościny, nie daw no b ra ł razem z pre- ;esową B ogacką udział w k o nferencji, o b rad u jącej nad zorganizow aniem w ielkiego balu, którego dochód m iał być ozdzielony m iędzy bezrobotnych m iasta P oznania. Toteż lo k tó r p rzysiadł się do pani prezesow ej, zajął w olne obok lie j stojące krzesło i n aw iązał do uchw ał tejże konferencji. Zona doktora W ysockiego, la t około dw udziestu sześciu, o tru czy ch w łosach, białej cerze, w ysm ukła, zrobiła dziw ny grym as, kiedy m ąż od niej odchodził. Nie w yrażał on jed- "iak niezadow olenia w stosunku do m ęża, raczej robił w raienie jakiegoś rozczarow ania, obaw y próżnego w yczekiw a- lia kogoś upragnionego. Po chw ili rzuciła okiem na k rzesło, jeszcze chw ilę tem u stojące puste, a które obecnie zajął jej m ąż i w tej chw ili dziw nie rozjaśniło się jej oblicze, jakby nagle spostrzegła, iż lepiej, stokroć lepiej, że w łaśnie krzesło przy niej jest obecnie w olne. P u łk o w n ik D ragow icz, nie bacząc czy go tow arzystw o słu- :ha, w y kładał dosyć zresztą m onotonnie i przycicho sw oją teorię o konieczności tw ard y ch rządów w ojskow ych w P o l sce. A dosłyszaw szy, że d o k tó r W ysocki m ów ił o bezrobociu, dodał bez zw iązku z poprzednim i przez siebie w ypow iedzianym i zdaniam i, że bezrobocie jego zdaniem lylko siłą i to siłą w ojskow ą da się opanow ać i zdusić. Im się nie chce pracow ać, oni chcą za dużo zarabiać, ja bym ich w szystkich zam k n ął w obozach p racy i p rzy m usowo zaciągnął do p ra c publicznych pod rozkazam i w ładz w ojskow ych. Ależ ta tu siu m ów o czym innym w trąciła n ie zadow olonym głosem m łodziutka jego córka, p an n a Iw onka. O dezw ała się dzisiaj po raz pierw szy. Głos jej drżał i był głośny, głośniejszy niż to w ypadało w tak im to w a rzystw ie. W idać spostrzegła sw ój w y b ry k ; gdyż m łode jej asiem nastoletnie lica błyskaw icznie sponsow iały, co n a ty c h m iast zauw ażyła też jeszcze m łoda, chociaż już czw arta z kolei w srod żyjących, żona pułkow nika, a je.j d ru g a m a cocha. Ślicznie ci. Iw ono, z tym i zarum ienionym i policzkami rzekła. C ała tw o ja buzia w raz z tym i n a tu ra ln ie sfalow anym i w łosam i w ygląda bosko. C zerw ień tw oich lic i burszty n tw oich w łosów oszaleć m ożna! Szkoda, że tu nie m a teraz Ju rk a im ię to w ym ów iła półszeptem, była to w idać ich tajem nica. S tarościna uśm iechnęła się. K elnerzy poczęli przygotow yw ać zastaw ę kolacyjną. P odczas, gdy rozm ow a w śród zebranych toczyła się dalej, raz om aw iano jak iś w spólny tem at, to znów doktór z prezesow ą w racali do kw estii bezrobocia lub dobroczynności d y rek to r B ogacki słuchał tylko, był m ałom ów ny, ale pił z pokoju p raw ie niezauw ażenie w yszła doktorow a W ysocka. Na sali zetknęła się z innym życiem. L udzie pełnym h a ustem pili rozkosze sylw estrow ych godzin. Jedli, pili, ta ń czyli. O przyjem ności jedzenia i picia mów'iły oczy rozprom ienione i poczerw ienione tw arze. O przyjem ności tań czenia dow odziły czule ze sobą zespolone pary, ich ruchy, uśm iechy, szepty. D oktorow a w olno szła w zdłuż sali. Rozglądała się d y sk retn ie i obserw ow ała. W szystko to w y d a ło się jej naglę jak ieś śm ieszne, dziw aczne, głupie. Przez m yśl przem knęło może oni dzisiaj też jedzą i p iją na bezrobotnych"? Sam a poczuła się niesw ojo, obco, jak b y ją tu kto siłą w prow adził, w yglądała teraz jak w ystraszona, chw ila jeszcze a pobiegnie co sił przed siebie, byle szybciej uciec z tego piekła, ale kiedy zza naro żn ik a w yszedł chłopiec ze śm ieszną czerw oną czapką na głow ie i z pękiem n ad gtow ą jego unoszących się na cienkiej niew idocznej nitce trzym anych baloników, m echanicznie zupełnie k u p iła czerw ony balonik i z lekka p otrząsając nim zaw róciła. Szła zad u m an a i ja k b y zaw iedziona do sw ojego rozbaw ionego grona. W racała z k łu jącą pustką. Poczuła się darm ozjadem, pasożytem. Podniosła oczy i dziwma rzecz od razu prysła zadum a, rozw iały się problem y, w pobliżu środkowego w ysokiego okna na kanadce siedział ks. prob. S ta n i sław D ębiecki w tow arzystw ie nieznajom ego m ężczyzny. A ni chw ili się nie w ahała Poszła ku nim. T ak żyw o ze sobą rozm aw iali na stoliku stała k a ra fk a k o n iak u i zakąski tak byli sobą zajęci, że nie zauw ażyli jej, m im o iż dobrą chw ilę stała tuż przy nich. - Aa to niespodzianka w ykrzykną! rap to w n ie ksiądz proboszcz zauw ażyw szy w reszcie doktorow ą. P ani doktorow a W ysocka, rzekł zw racając się do sw ego tow arzysza. S tarczyński pow iedział przyciszonym głosem p ro fesor, a ksiądz proboszcz jeszcze dodał m ój kolega z czasów studiów, obecnie profesor gim nazjalny, m ag ister H ieronim S tarczyński. * M róz szedł ulicam i Poznania. Przeróżnym i lodow ym i figuram i rozsiadł się na szybach i oknach w ystaw sklepow ych. Ludzi przykurczył i przyspieszył ich kroki. W ciskał się do m ieszkań. Lśnił też bry lan cik am i na w ilgotnych ścianach suterenow ego m ieszkania P io tra K urzaw y. N aw et policjantow i w gran ato w y m m undurze i drugiem u w cyw ilnym u b ran iu, izba ta w ydaw ała się raczej ja k ą ś zw ierzęcą norą. Z m arznięta w ilgoć w oniała dusząco. Z daw ało się, że w tei norze je st zim niej, o w iele zim niej niż na ulicy. N iedużą izbę szybko,,w yw rócili". Z aglądnęli do przyległej kom órki. Niczego podejrzanego nie znaleźli. Z dum ionym d ro b nym jeszcze dzieciom i w ym izerow anej M ichalinie, żonie P iotra, policjanci rzucili złe spojrzenia, a na odchodne ostro pow iedzieli, że jeśli jej m ąż ju tro przed południem nie sta wi się w k om isariacie p rzyjd ą po n ią i po te dzieciaki i im w szystkim pokażą, co to znaczy... ale zorientow aw szy się, nie dopow iedział zdania. W tym sam ym czasie P io tr K u rzaw a w raz z czterem a tow arzyszam i, w drugim końcu m iasta przy ulicy D ąbrow skiego, spokojnie radzili nad zorganizow aniem stra jk u w fabryce p ap ieru M alta. W łaścicielam i jej byli trzej księża prałaci. K urzaw a, m ężczyzna w sile w ieku, zetk n ął się n ied aw no może to było w ro k u 1930 z bardzo czynnym i doskonale uśw iadom ionym kom unistą, Jaro sław em R enem. R en otw orzył m u oczy na krzyw dy, jak ie robotnikom w y rządza k apitalizm. Z achęcił go do rozczytyw ania się w dziełach pisarzy kom unistycznych. (Cdn.)

13 MIJAJĄ lata, zanikają pewne zw yczaje i tradycje, które były treścią i poezją życia całych pokoleń. W czasie św iąt w ielkanocnych w 1961 r. w ielu ludzi słuchać będzie radia, czytać prasę, oglądać program telew izyjny, składać w izyty najbliższym i przyjaciołom. Dla nich św ięta w ielkanocne podobne będą do innych dni w olnych od zajęć w ciągu roku, niczym specjalnie nie wyróżnią się ani nie upam iętnią, jedynie może obfitszym jedzeniem i odpoczynkiem. Nie przeżyją w ielkanocnego nastroju, co raz do roku się zdarza, ani ludzkiego wzruszenia, które człow iekow i szarzyznę i monotonię dnia powszedniego opromienia. N a w siach polskich, gdzie cyw ilizacja w spółczesna nie wyparła pięknych zw yczajów ludow ych, św ięta w ielkanocne i zw iązane z nim i zw y czaje są jeszcze źródłem sw oistych przeżyć i prostej ludzkiej radości. Są bow iem sprawy i zjaw iska na św iecie, których nie można dostrzec mędrca szkiełkiem i okiem". Tak, jak św iat dziecka, dla którego w szystk o żyje, oddycha, m ówi i czuje jest 0 w iele bogatszy, podobnie i człowiek głęboko w rośnięty w prawa przyrody, zw iązany z tradycją, zw yczajami sw ego narodu jest uczuciowo bogatszy i pełniejszy. Św iat i życie jest w ówczas pełne sym boli i znaczeń. Radosne są Św ięta W ielkanocne 1 mają głęboką treść i sym bolikę. Łączą nas z dawnym św iatem i z życiem naszych praojców. Do najbardziej pow szechnych zw yczajów w ielkanocnych należy dzielenie się jajkiem. Trudno ustalić ściśle genezę tego zwyczaju. Już u ludów starożytnych jajko odgrywało w ielką rolę w ich w ierzeniach. Uchodziło ono za sym bol odrodzenia i sił żyw otnych. Tego rodzaju w ierzenia spotykam y w IndiaŁ^^y Persji, u Greków, Rzymian, również u plemion jest tradycja pisajajka, którymi objyzajem nie. spotykastarożytnego mian, Gcrma- ' Na Rusi rozpowszechniona jest ciekaw a legenda, że Matka Boska, chcąc uratować sw ego Syna od śm ierci, kupiła zloty koszyczek, opisała w oskiem jajka, ubarwiła i zaniosła Piłatow i z prośbą, aby uw olnił Chrystusa. Piłat odrzekł, że nie może tego uczynić, bo go Żydzi już um ę czyli. Słysząc to N. Maryja Panna upadla zemdlona na ziem ię, a jajka wypad- ZOSTAŁ ly z koszyka i rozkocily się" po całym św iecie. Istnieje zw yczaj składania pisanek na cmentarzu na grobach krewnych. Szczególnie rozpow szechniony jest on na Rusi. Ciekawe są różne przesądy zw iązane z pisankam i, z ich skorupkami i <7 z obrzędem przygotowania pisanek. Np. ażeby skóra nie pękała, dobrze jest umyć się w wodzie, w której gotow ały się jajka na pisanki, jeżeli zm ielone skorupki pisanek da się do zjedzenia krowom, będą zdrowe i dadzą dużo mleka, jeżeli zakopie się je na grządkach wyrosną pożyteczne zioła lekarskie; jeżeli.zaś rozrzuci w ogrodzie, w yginą szkodniki. Pisanki rozrzucone po polu powodują obfite plony, rzucone na bieżącą wodę chronią od w ładcy duchów Rachm eina (na Rusi). Należy pisanki rzucać do farby w W ielki Czwartek, gdy dzwonią na w ieczorne nabożeństwo. Pow szechny jest rów nież w czasie W ielkanocy zw yczaj oblew ania wodą w drugi dzień świąt. Tak pisze o nim znana pow ieściopisarka Zofia 'K ossak-szczucka. Jeszcze noc ciem na, ledwo brzask przebija mroki, a w ieś już w ypełniają piski, wrzaski, krzyki, szam otania, gonitwy, ucieczki. Pogański zw yczaj pław ienia dziew cząt, zw any zależnie od dzielnicy dyngusem, śm igusem, śm iergustem, trwa w pełni. Dziew czyny nie w iedzą jak się ratov Bo zostać jfiw lecza i tam zlaną A;ilkoma w atej w odyli^zglea nie stromego bi w szystko w kw ietniow y por ani zdrowo. Ale zostać oblaną w powodzenia. Nie jakby umknąć sp< wiadro c h w y c ^ pięknym za ne odpłacimy,y 'rrtłslft. przer; yjć Gęsi Uciekaj Jadai*. 'Woda le, f dro izgi"' w obejśor- WHijif rwetes. Ma szczl ge^wające do iościoła f Odwiecznej zafc-wie. gs f pod studnię drami lodopchniętą ze lub stawu ^ h ^ ^ lu b je s tis ilo s«cko. ał j^szd i i s a m a za jrzc siet iii krzycząc jlały te zara-^ Mada, edy kto Irzy. Nie do kani s-w cia. nr.ie. Psy ugami pd kałuże. Piecie dzwony ladą koni Dyngus p rzf^ w al jdw nież i w dużych miasts^n. S p o tk a m y go także w stolicy, ifnociafesfla pewno zm ienił się jego se>.:> O znaczenie, a oblana nie uważa tego za objaw powodzenia. Mijają lata. zm ieniają się formy życia i zw yczaje. A jednak teraźniejszość nasza tkw i w jakimś stopniu w przeszłości, a przeszłość w teraźniejszości. Dlatego warto zachować to, co zrosło się z naszą tradycją, naszą psychiką i historią. ob Mag< cielą w sta io ż\ ni«h gli ;łena w róci/ ( w ieścią kraszenia ludowych. i. że kiedy Maria grobu Zbawij zm artwychinu w szystkie jubarwionc na m ucznl Mu ę jajka w śliczne W edług innego jeszcze podania w pisanki zam ieniły się kam ienie, którymi ukam ieniowano św. Szczepa- N ajstarsze sięga czasów pogań- -!h i w iąże ten zw yczaj w ielkanocz kraszeniem jaj na pam iątkę jaskrawego blasku w schodzącego słońca w iosennego.

14 Izba sp rz ą tn ię ta w yglądała schludnie i św iątecznie. W ielkanocny p o ran ek zaróżowił się św i tem, a w ia tr w iosenny rzeźw ił ludzi spieszących na rezu rek cję. R ozdzw oniły się dzw ony, chłopcy z kalichlo rk u strzelali, a radosny błogostan udzielał się w szystkim. K iedy B ary ck a w ró ciła z kościoła, Ju re k m ył się za sw ym p araw an em. N akry ła stół b iałym obrusem, postaw iła szynkę i w szystko co m iała, po czym zasiedli do śn iad an ia. (O PO W IADAN IE W IELKAN O CN E) W IE L K I C w artek tak się rozsłonecznił, że m łodsi i starsi w ylegli przed domy, na skw erki, podnosili głow y, uśm iechali się do w iosennych prom ieni. N a W olskiej pod 117 w suterenie, gdzieś od dw óch la t m ieszkał stu d e n t Jerzy M e- ciąg, ciem no było ja k zaw sze, pachniało w ilgocią i m ydlinam i. B arycka ju ż od kilku la t nie chodziła do p rania. P rzy jm o w ała,,sztu k i'' w dom u. A znana była w śród pań stw a, bo p ra ła czysto i o ddaw ała bieliznę ta k bielusieńką, aż m iło patrzeć. S ta ra była już, życiem i p ra cą zm ęczona, z palcam i w ykrzyw ionym i jak gałązki tarn in y. Po śm ierci m ęża W alentego, dozorcy tego dc-mu, cniło jej się bardzo i m ów iła, że w m ieszkaniu je st pusto i sm utno. T oteż gdy J u re k zgłosił się, p rzy jęła go chętnie i szybko polubiła jak syna. K obiety lubią czuć się potrzebne, kim ś się opiekow ać i sercem się dzielić. P łacił B ary ck iej 10 zł m iesięcznie. M iał łóżko pod oknem, k tó re w ychodziło na chodnik i dostaw ał h e rb a tę w ieczorem i rano. S zare było życie tych dw ojga ludzi zw iązanych uporem trw a n ia i nędzą na codzień. Pan Jureczek to chyba nie pojedzie w tym roku na W ielkanoc do rodziców m ó w iła B arycka do m łodzieńca, k tó ry w y b ierał się ran o do biblioteki u n iw ersy teck iej. Tak, nie pojadę odpow iedział. Tak się gospodarzyłem, że do pierw szego jeszcze tydzień, a m nie zostało 1.80 gr całego majątku. Sam bilet do Bodzanowa kosztuje 4 zł. Będziem y w ięc św iętow ali razem. Będziem y św iętow ali razem m ów iła do siebie B ary ck a po w yjściu Ju rk a. Jeżeli M oszczyńscy zapłacą, to kupię kaw ałek szynki, kiełbasy, jajka. Niech się naje do syta chudziaczek. M ój Boże, ja k to daw n iej było, gdy n a deszła W ielkanoc, kiedy żył jeszcze W alenty. K upow ało się szynkę, kiełbasy, piekło się strucle, gotow ało jajk a, ta rło chrzan św ieży. A dzisiaj w estchnęła głęboko. A le cóż, ta ka w ola Boska. W W ielki P ią te k B arycka w róciła z m iasta sm utna i rozgoryczona. Cóż to za ludzie bez serca m ów iła do Ju rk a z żalem. N ikt m i ani grosza nie oddał za pranie. W szyscy potrzebują pieniędzy na św ięta. M oszczyńska to mi drzwi przed nosem zam knęła i kazała przyjść dopiero za tydzień. Biedni ludzie nie m ają prawa do św iąt. Pan Jezus tylko dla bogatych zm artw ychwstał. Ot dola! Ale cóż na to poradzić można. P atrzy ł J u re k na zap ad n ięte policzki sw ej gospodyni, słuchał jej słów pełnych goryczy i żal m u się jej zrobiło. Pani Barycka m ów ił niech się pani nie m artwi. Urządzimy sobie św ięta. Ja się o szynkę postaram. Cóż to my gorsi ud innych... Po czym sw ą czapkę stu d en cką w łożył na głow ę i opuścił m ieszkanie. D zień w ielkopiątkow y w lókł się pow oli i m onotonnie. B arycka nie rozpoczynała nowego pran ia. P ostanow iła św iętow ać. W spom nienia z przeżytych la t w zględnego dostatk u, przygotow ań św iątecznych odżyły w jej pam ięci i w duszy 72-letniej kobiety b u dziła się gorycz i ból. C zuła, że z każdym m iesiącem sił jej ubyw a, tru d n ie j chodzić po schodach. Czy jeszcze kiedyś usiądę do zastaw ionego stołu? m yślała. G dy zm ierzch zapadł, w y lu d n iła się p ra w ie cała k am ienica. W szyscy poszli na groby, bo w W arszaw ie zw yczaj je st taki. B ary ck a zapaliw szy św iatło czytała Profesora Wilczura". K siążkę tę pożyczyła od córki dozorcy. D rzw i otw orzyły się cicho i do m ieszkania w szedł Ju re k. Z tw arzy tru d no było odczytać stan jego duszy. Z adow o lenie m ieszało się z zażenow aniem. N a stole położył sporą paczkę i p atrząc na B ary ck ą pow iedział: Słow a dotrzymałem". L eżała przed nim i duża, p raw d ziw a w ę dzona szynka, p ach n ąca jałow cem, krążek kiełbasy i św ieży m akow iec B ary ck a spoglądała to na szynkę, to na Ju rk a. B yła podniecona i rad o śn ie zaskoczona. Co to ma w szystko znaczyć panie Jurku? mówiła. Skąd pan to dostał? To znaczy, pani B arycka, że m am y św ięcone. A pani niech się n ie rozczula nad szynką ty lk o przy g o tu je do św ięcenia. Ja jeszcze w yskoczę po ja jk a, zanim sklepy zam kną. G dy po k ilk u n astu m in u tach J u re k pow rócił, szynka przecięta na połow ę gotow ała się w najw iększym g arn k u, ja k i B arycka m iała. W izbie unosiła się w oń m ięsiw a, m aje ran k u, drażn iąc pow onienie jej m ieszkańców. Mój Boże, m ów iła do siebie, toć będziem y m ieli św ięcone. Pan Bóg czuw a nad nami. Takiej pięknej szynki chyba i za Walentego niech spoczyw a w spokoju nie m iałam nigdy. W izbie było jasn o i ciepło, a w duszy B a ry ckiej pogodnie i św iątecznie. N azaju trz B arycka jak praw d ziw a gospod y n i szła ze św ięconem do p a ra fii św. A n to niego na Woli. Czegóż mam panu Jurkow i życzyć? m ów iła trzym ając kaw ałek ja jk a. Chyba, aby pan jak najprędzej tym inżynierem został i budow ał domy, ale takie bez suteryn, by dla w szystkich było w ięcej św iatła i słońca, no i żeby z pana rodzice m ieli pociechę, żeby pan w yrósł na w ielkiego człow ieka i był dobry zaw sze jak teraz. Rozczuliła się m ów iąc i łzy otarła fartuchem... Ja pani życzę zdrowia i długich lat życia m ów ił Ju re k. No i aby m iała pani zawsze dość chleba i szynki. Ś n iad an ie sm akow ało w ybornie, a nastró j był św iąteczny. C ałe św ięta m inęły spokojnie, obfite w jad ło i nasycenie. K tóregoś w ieczoru do B aryckiej po kom orne przyszła dozorczyni. P an i słyszała na pew no m ów iła do B ary ck iej tem u W łodarczykow i, co ma te n w ielki sklep n a H ożej, w W ielki P iątek u k ra d li szynkę i coś tam jeszcze do jedzenia. T rzy sobie k u p ił na św ięta, to dw ie złodziej zastaw ił, a jed n ą zabrał. Zeby pani słyszała ja k on p rzek lin ał, 68 la t przeżyłam, alem tak ich w yrazów jeszcze nie słyszała. P odobno n a n ow ennę d ał do św. A ntoniego, ażeby się w szystko odnalazło. A le z tego chyba nic nie w yjdzie. K to by się w tej chw ili bliżej p rzy p atrzy ł B ary ck iej dojrzałb y ru m ien iec na tw arzy, niespokojne oczy i jakieś zam yślenie. Ale dozorczyni n ie rozw odziła się długo. O trzym aw szy czynsz opuściła m ieszkanie. j m m K tórejś niedzieli po W ielkanocy m łody p a n ite n t klęczał przed konfesjonałem w je dnym z kościołów n a Woli. W ziąłem tę szynkę bo byłem głodny, zresztą nie tylko o m nie chodziło. W ięcej grzechów nie p am iętam i ciebie proszę, ojcze o rozgrzeszenie. K siądz był w yraźnie znudzony, lecz kiedy odw rócił się do p e n ite n ta m ów ił nerw ow o. N ie kradnij, słyszysz, napisane jest w y raźnie. A ty zabrałeś cudzą własność. Jak długo nie w yrów nasz w yrządzonej szkody i nie okażesz skruchy za grzech śm iertelny, nie otrzym asz rozgrzeszenia! K sięże, skąd ja w ezm ę, ja nie m am na jutro na obiad m ów ił p en iten t ale spow iednik odw rócił się w d ru g ą stronę konfesjonału. P en iten t w stał z klęczek.

15 ROZMOWA Z CZYTELNIKAMI Leży k ilk an aście listów na b iu rk u, a ja ich au to ró w posadziłem na k rzesłach i z nim i rozm aw iam, jak b y b y li obecni. D ziękują P a n u F ranciszkow i G u ralo w i z C hojnow a za ciepłe słow a i za życzenia. My tak że p rag n iem y, by polski katolicyzm ogarn ął w szystkich w ierzących P olaków. A le to n ie przyjdzie nam sam o. Bóg błogosław i, lecz ludzie m uszą być apostołam i te j sp rawy. I to w szyscy, duchow ni i św ieccy. Za b iu ro k rację" a d m in istracji prosim y w ybaczyć. P a n Józef S w in d er z T rzebieszow a już daw no n ap isał do nas, a m iędzy innym i i ta k ie słow a: D laczego n ie piszecie w Rodzinie", że b u d u jecie k a te d rę w W arszaw ie. Przecież to ludzi in teresu je". To p raw d a. N ie pisaliśm y bo jeszcze nie rozpoczęliśm y budow y, ale są ju ż w o p racow aniu p lany, posiadam y piękny plac przy ul. Ż y tniej i z każdym tygodniem sp raw a postęp u je n a przód. G dy ty lko pośw ięcim y k am ień w ęgielny, będziem y pisali i m ów ili głośno. To pierw sza k a te d ra polska w naszej n iezw yciężonej Stolicy, p ierw sza św iętnica n a rodow a, kuźnica duchow ej w olności i strażnica apostolskiego katolicyzm u. K a te d ra pod w ezw aniem C h ry stu sa A rcy k ap łan a i m ę czenników n arodu polskiego, którzy z im ieniem C hrystusa i Polski um ierali w k rem ato riach T reb lin k i czy O św ięcim ia. B ardzo m iły i ludzki list n ap isał p. W. W alczak z Łodzi. T ru d n o w te j rozm ow ie" w yjaśnić genezę i zasady K ościoła. P rosim y serdecznie pójść na ul. L im anow skiego 60 lu b ul. Ż erom skiego 56 i naw iązać k o n ta k t z duszpasterzem. N iech on w szystko w yjaśni, w ytłum aczy, bo kap łan i są w łaśnie dla ludzi. R adzim y też skom pletow ać rocznik R odziny" i P osłannictw a". M ożna się z nich w iele dow iedzieć. W iara rzym skokatolicka nie je st n a js ta r sza, jak P a n pisze, bo n aw et m ozaizm jest starszy. A le nie o to tu chodzi. My nie tw o rzym y now ej w iary. M ożna to w yczytać w poprzedniej R odzinie". W iara je st jedna, ja k jed en jest Bóg. My ty lko odrzucam y obcą, zagraniczną ad m in istrację K ościoła, a tc co innego znaczy. P an Józef K aliszew ski z Z abrza m a słuszne pow ody, by się n a R edakcję pogniew ać, bo na Jego rodzinny" list nie o d p o w iad a liśm y długo. P an ie Józefie, choć spóźnione, lecz szczere życzenia im ieninow e składam y, aby dobry Bóg błogosław ił M u w życiu i w pracy. W zw iązku m ałżeńskim należy odróżnić dw a elem enty: a k t cyw ilno-praw ny, k tó ry zaw iera się w U rzędzie S ta n u C yw ilnego i a k t relig ijn y sa k ra m e n t m ałżeństw a, k tó ry zaw iera się w kościele. P y ta pan, dlaczego R odzina" zaczęła u k a zyw ać się dopiero w 1960 r., choć K ościół ju ż od w ielu la t działa w naszej ojczyźnie. W idzi pan, w K ościele to jak w rodzinie: n ajp ierw są rodzice, a później dziecko. N ajpierw jest człow iek, a później k u p u je m u się u b ran ie. KALENDARZYK TYGODNIOWY na tydzień 15 od 2 kw ietnia 8 k w ietn ia 1961 r. C zasam i trzeba na u b ra n ie oszczędzać szereg m iesięcy, aby je kupić. Z R odziną" rzecz m a się podobnie. Czy P a n do czy tan ia R odziny" kogoś zachęcił? P a n u S tefanow i B rzostow skiem u ze Ś w ierad o w a w padł w ręce" egzem plarz R odziny", po przeczy tan iu k tó re j n ap isał list. P ro sim y o p rzeczy tan ie b ro szury pt. Z b u d u ję K ościół m ó j. R ed ak to rzy R odziny" są duchow ni i św ieccy. P rzyszli k a p ła n i k ształcą się y W yższym S em in ariu m D uchow nym w W arszaw ie, Szw oleżerów 4 i w C hrześcijańskiej A kadem ii Teologicznej w C hylicach k W arszaw y. Za m iłe życzenia d ziękujem y i P a nu S tefanow i życzym y błogosław ieństw a i radości życia. P a n J a n P a ste rn a k, M ierczyce, pow. L egnica. H istorię K ościoła" p rzed k ilku laty m ożna było dostać w k sięg arn i Sw. W ojciecha w W arszaw ie, w K rak o w ie i P oznaniu. H istorię K ościoła chrześcijańskiego" ks. B uzka w o św ietleniu księdza ew angelickiego m ożna nabyć w W arszaw ie, K red y to w a 4. W ydaw nictw o Z w iastun". N ak ład em naszego w y d aw n ictw a ukażą się D zieje papieży". W iele na ten te m a t pisze nasz m iesięcznik pt. P osłannictw o" w 1960 r. M ożna zam ó wić. P rosim y o rozpow szechnianie R odziny". P an i K iela z G orzow a W lkp. proszona jest serdecznie o podan ie sw ojego dokładnego ad resu. N ie m ożem y jej w ysłać zam ów ionych czasopism ani listu, bo nie znam y do k ład nego adresu. P arafian in " ze S tarczy napisał, że p ro boszcz d e n e rw u je się na am bonie, że do. S tarczy R uch" p rzy sy ła 2 egzem plarze R odziny". Żal n am bard zo ks. proboszcza, lecz nie p o trzeb n ie się iry tu je. K a ra w a n a pójdzie dalej niezależnie co kto pow ie na am bonie czy n a bazarze. A p a ra fia n in " ja ko św iatły człow iek pow inien się postarać ab y do S tarczy przychodziło co najm n iej 10 egzem plarzy. Ś w iatłem trzeba m roki rozśw iecać. L ist P an i M oniki W arzechy z O pola p rzeczytaliśm y z przyjem nością. C ieszym y się w raz z P anią, że m ożna spotkać tak ich kapłanów. P otrzeba ich w ięcej. Ż ałujem y bardzo, że w ięcej je st rzem ieślników w su tan n ach", któ rzy bliźnich k o chają ty lk o z am bony. Czy P a n i R odzinę" czyta od początku? Nie mogę dziś się ze w szystkim i rozm ów ić, bo m iejsca zab rak n ie. P o zd raw iam y serdecznie naszą już dużą rodzinę duchow ą ro zsianą po całym k ra ju. P o zd raw iam y tych, k tó rzy już od pierw szego n u m eru czytają od deski do deski" i tych, któ rzy spotkali się z n ią później. Tych co p rzy pom ocy R odziny" odnaleźli drogę do B oga i tych, którzy n ie szczędzą nam octu ani żółci. N iech św ięto Z m artw y c h w stania P ań sk iego, k tó re je s t sym bolem Z w ycięstw a p ra w dy nad fałszem, św iatła n ad ciem nością, spraw iedliw ości nad siłą i przem ocą zbliżą nas do siebie i zjednoczą w C hrystusie i w m iłow aniu O jczyzny naszej, k tó ra z tru d u cierpienia i w alk i pow stała, by żyć. Wschód słońca Zachód słońca 2. N. W ielkanoc, Franciszka, Urbana, W ładysław a 5,09 18,11 3. P. Poniedziałek W ielkanocny, Ryszarda 5,08 18,13 4. W. Izydora, W acława 5,06 18,16 5. s. W incentego, Ireny 5,04 18,14 6. c. C elestyna, W ilhelm a 5,00 18,18 7. p. Rufina, Cyriaka 4,58 18,21 8. s. N ajśw iętszej Maryi Panny Bolesnej, Dionizego 4,56 18,23 Z ŻYCIA KOŚCIOŁA D ek r etem J. E. Ks. B isk u p a O rd yn ariu sza Dr M ak sym ilian a R odego z <ln. 15.XII 1960 r. została erygow an a parafia w C zęstochow ie przy ul, K i liń sk ieg o 9 p od w e zw a n iem N a jśw iętszej M arii P a n n y, K rólow ej A p o sto łó w. * W dn. 23 i 24 lutego 1961 roku pod przew odnictw em J. E. Ks. B iskupa O rdynariusza odbyła się w W arszaw ie sesja zw yczajna Rady K ościoła. * W yśw ięcen i w dn , w P rok ated rze K ościoła P olskokatolickiego w W arszaw ie kapłani: Ks. K. B on czar, ks. M arcin B u g a jsk i zostali d ek retem Ks, B isk u p a O rdynariu sza p ow ołan i do pracy du szp astersk iej: K s. K. B on czar, k s. M arcin B u g a jsk i zostali m ia n o w a n i w ik a riu sza m i p arafii w B o lesła w iu k^olkusza. Ks. Jerzy S zotm iller w ik ariu szem parafii w e W rocław iu; ks. J ó zef S ob czy k w ik ariu szem p arafii w Lipie-L.u b ełsk i ej. * D ekretem J. E. Ks. B iskupa O rdynariusza został ustalony Fundusz P om ocy K apłańskiej K ościoła P olsk ok atolickiego w PRL, którego zadaniem jest pom oc kap łanom w w ypadk ach n iezd o ln o śc i do p racy, ch orob y ltd. P rzew o d n iczący m F u n d u szu P o m o cy został m ia n o w a n y Ks. B isk u p W sp ółp racow n ik Ju lian P ęk ala. * N a m o c y d e k r e tu K s. B is k u p a O r d y n a r iu s z a w s z y s c y k a p ła n i, k tó r z y p r a c u ją w d u s z p a s te r s tw ie o d p ie r w s z e g o s ty c z n ia 1961 o tr z y m a ją p e n s je u) s to s u n k u m ie s ię c z n y m z K u r ii B is k u p ie j. P r o b o s zc zo w ie w zg l. a d m in is tr a to r z y z o b o w ią za n i p r o w a d z ić k się g i k a so w e, d o k tó r y c h m i- ją b y ć w p is y w a n e w s z e lk ie d o c h o d y p a r a fia l n e i ś w ia d c z e n ia ze s tr o n y w ie r n y c h. C z y zaprenumerowałeś ju ż R o d z i n ę na I I kwartał 1961 r. ^ W ydaw ca: W y d a w n ictw o L iteratu ry R eligijn ej R ed a g u je K olegiu m A dres red a k cji i ad m in istracji: W arszaw a, u l. W ilcza 31. T elefon y : ; Z a m ó w ien ia 1 p rzed p ła ty na p ren u m eratę p rzy jm o w a n e są w term in ie do d n ia 15 m iesiąca p op rzed za ją ceg o o k res p ren u m era ty przez: U rzęd y P o czto w e, listo n o sz y oraz O ddziały i D elegatury R uchu". M ożna rów nież zam ó w ić p ren u ifiira te d o k o n u ją c w p ła ty n a k on to PKO N r C entrala K olportażu Prasy i W y d a w n ictw R uch" W arszaw a, ul. Srebrna 12. N a o d w ro cie b la n k ietu n a leży pod ać ty tu i zam aw ianego czasopism a, czasokres prenum e raty oraz ilo ść zam aw ianych egzem plarzy. Cena prenum eraty : kw artaln ie - zl 26, półro czn ie - zl 52, rocz n ie - zł 104. Cena prenum eraty za granicą jest o 40% w y ż sza od c e n y p od an ej w y żej. P rzed p ła ty na tę p ren u m era tę p r zy jm u je na o k resy k w artaln e, p ó łroczn e i roczn e P rzed sięb io rstw o K olp ortażu W ydaw nictw Z agranicznych,,r uch w W arszaw ie, ul. W ilcza 46 za pośred nictw em PKO Warszaw a. K onto Nr Z ak ład y W k lęsłodru k ow e RSW P rasa", W arszaw a, ul. O kopow a 5* 72. Zam S-47.

16 G O R R L S K A * IESENM * O KROKUSACH. 9 > > ŚWIĘTA Rodzina w trakcie ucieczki przed zakusam i Heroda zatrzym ała się pewnego wieczoru na nocleg w góralkim domu. Przybyli późnym wieczorem. Ra- 10 wyruszyć m iano w dalszą, nieznaną drogę. V nocy jednak niespodziew anie zachorowało )zieciątko. W gorączce żałośnie kwiliło: Matulu kw iatecka! Przynieście Matuu kw iatecka! Skoro św it w yszła Matka Boża na hale w joszukiwaniu kw iatów. W róciła z niczym. Śnieg przysypał w nocy odtajałą przed parona dniam i ziem ię. Zima zaczynała się od no- A D zieciątko w ciąż płacze i kw ili załoślie, bez przerwy prosi: Kwiatecka. Matulu, kw iatecka! W yszła raz jeszcze Matka Boża na hale wśród śniegów kw iatów szuka. Od mrozu krew z bosych Jej nóg tryska, a gdzie padnie kropla krwi Matki Bożej, tam kwiat różow o-fiolkow y w ykwita. N arwała Matka Boża tych kw iatów i D zieciątku zaniosła. Od tego czasu na pam iątkę tego zdarzenia, rokrocznie na halach górskich, na śniegu jeszcze zakw itają pierw sze w iosenne kw iaty górskie zw ane krokusami. (Krokugy, jako rośliny rzadkie u nas kwitnące tylko na halach górskich w Tatrach, Pieninach i m iejscam i w Gorcach znajdują się pod ochroną. Zrywanie ich, sprzedawanie, a także kupow anie jest prawnie zabronione i. karane). R ozdzw oniły się dzw ony w ielkanocne z kosclotów w yru szyły procesje. W esoły n am d z iś dzień n astał, K tórego z n a s K aid y fcądal... P o św ię cen ie p ok arm ów.