CZĘŚĆ PIERWSZA Wall Street. Rozdział 1. Rozłożenie banku Bear Stearns Bryan Burrough sierpień 2008 roku



Podobne dokumenty
EKONOMIA SŁUCHANIE (A2)

Dzięki ćwiczeniom z panią Suzuki w szkole Hagukumi oraz z moją mamą nauczyłem się komunikować za pomocą pisma. Teraz umiem nawet pisać na komputerze.

Psychologia gracza giełdowego

10 kluczowych zasad efektywnego uczenia się tradingu

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

ASERTYWNOŚĆ W RODZINIE JAK ODMAWIAĆ RODZICOM?

zajmują się profesjonalnym lokowaniem powierzonych im pieniędzy. Do funduszu może wpłacić swoje w skarpecie.

Naszym największym priorytetem jest powodzenie Twojej inwestycji.

3 największe błędy inwestorów, które uniemożliwiają osiągnięcie sukcesu na giełdzie

POLITYKA SŁUCHANIE I PISANIE (A2) Oto opinie kilku osób na temat polityki i obecnej sytuacji politycznej:

Drogi frank wpędził banki w koszty. SNB pomoże? Drogi frank wpędził banki w koszty. SNB pomoże?

JAK POMÓC DZIECKU KORZYSTAĆ Z KSIĄŻKI

VC? Aniołem Biznesu. Przedsiębiorcą. Kim jestem? Marketingowcem

SZTUKA SŁUCHANIA I ZADAWANIA PYTAŃ W COACHINGU. A n n a K o w a l

Analiza przepływów pieniężnych spółki

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie oferuje inwestorom nową możliwość zawierania transakcji.

PRZEWODNIK DO PRZYGOTOWANIA PLANU DZIAŁALNOŚCI GOSPODARCZEJ

Karta pracy 8. Przed imprezą

Planowanie finansów osobistych

Jesper Juul. Zamiast wychowania O sile relacji z dzieckiem

AUDIO / VIDEO (A 2 / B1 ) (wersja dla studenta) ROZMOWY PANI DOMU ROBERT KUDELSKI ( Pani domu, nr )

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków,

Nadwyżki finansowe - lokować czy inwestować?

Irena Sidor-Rangełow. Mnożenie i dzielenie do 100: Tabliczka mnożenia w jednym palcu

WYBUCHAJĄCE KROPKI ROZDZIAŁ 1 MASZYNY

Ankieta. Instrukcja i Pytania Ankiety dla młodzieży.

Ucieczka inwestorów od ryzykownych aktywów zaowocowała stratami funduszy akcji i mieszanych.

Rozsądni Polacy w akcji, czyli najbardziej poszukiwane lokaty bankowe

Jeśli uważasz, że franczyza jest dla Ciebie szansą na udany biznes i chcesz zostać franczyzobiorcą, przeczytaj informacje w artykule.

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy

ALLIANZ PLAN EMERYTALNY 2035

Tytuł ebooka Przyjmowanie nowego wpisujesz i zadajesz styl

Program MDM - co to jest i które banki udzielają takiego kredytu mieszkaniowego

Nie ocalą nas wymogi kapitałowe

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy. Czarodziejski młynek do pomnażania pieniędzy

KGHM Polska Miedź S.A. czy doszło do przekazania informacji poufnej?

Spersonalizowany Plan Biznesowy

Punkt 2: Stwórz listę Twoich celów finansowych na kolejne 12 miesięcy

Ubezpieczenie Firma bez strat w Raiffeisen Polbanku

POMOC W REALIZACJI CELÓW FINANSOWYCH

Kontrakty terminowe na indeksy GPW pozostaje czwartym rynkiem w Europie

Czy na pewno jesteś szczęśliwy?

KIESZONKOWE I CO DALEJ?

czyli Piotr Baran Koło Naukowe Cash Flow

Część 11. Rozwiązywanie problemów.

PKO BP zdecydował się połączyć emisję akcji z wypłatą dywidendy. Wpisany przez Łukasz Wilkowicz

Biuletyn IR Cyfrowego Polsatu września 2014

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Wzór na rozwój. Karty pracy. Kurs internetowy. Nauki ścisłe odpowiadają na wyzwania współczesności. Moduł 3. Data rozpoczęcia kursu

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy

Z Jackiem Chwedorukiem, prezesem banku inwestycyjnego Rothschild Polska, rozmawia Justyna Piszczatowska.

Rozdział 3.2 podręcznika Wolna przedsiębiorczość - Funkcjonowanie i rola giełdy

NASTOLETNIA DEPRESJA PORADNIK

Instytut Badania Opinii HOMO HOMINI BADANIE OPINII PUBLICZNEJ PRZEPROWADZONE NA ZLECENIE BZWBK JAK POLACY KORZYSTAJĄ Z KART PŁATNICZYCH?

Oszczędzanie a inwestowanie..

Chwila medytacji na szlaku do Santiago.

Platforma Inwestycyjna CARFORFRIEND.DE Jak to działa? tel.

Wprowadzenie do sprawozdania finansowego Arka GLOBAL INDEX 2007 Fundusz Inwestycyjny Zamknięty

Są rodziny, w których życie kwitnie.

TEST MONEYGENIUS ETAP 7! Pytanie 1. Co zapewnia Ci NAJWIĘKSZE spełnienie w życiu? Pytanie 2. Co sprawia Ci NAJMNIEJSZĄ przyjemnośd?

Załącznik do dokumentu zawierającego kluczowe informacje WARTA Inwestycja

Autor: Paweł Pastusiak

SMOKING GIVING UP DURING PREGNANCY

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi.

SYSTEM BANKOWY. Finanse

Załącznik do dokumentu zawierającego kluczowe informacje WARTA TWOJA PRZYSZŁOŚĆ Wariant B

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH?

Załącznik do dokumentu zawierającego kluczowe informacje WARTA TWOJA PRZYSZŁOŚĆ Wariant A

Pułapki podejmowania decyzji inwestycyjnych

BĄDŹ SOBĄ, SZUKAJ WŁASNEJ DROGI - JANUSZ KORCZAK

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy

Temat zajęć: Agresja jak sobie z nią poradzić?

Prawo do życia Bez kompromisu

Warszawa, marzec 2013 BS/38/2013 NASTROJE SPOŁECZNE W MARCU

Najlepiej wypadły fundusze akcji, straty przyniosły złoto i dolary.

ASERTYWNOŚĆ W ZWIĄZKU JAK DBAĆ O SIEBIE BĘDĄC RAZEM

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy. Młody inwestor na giełdzie Strategie inwestycyjne dr Witold Gradoń. Plan wykładu

Kwestionariusz stylu komunikacji

Inwestor musi wybrać następujące parametry: instrument bazowy, rodzaj opcji (kupna lub sprzedaży, kurs wykonania i termin wygaśnięcia.

Ubezpieczeniowe Fundusze Kapitałowe

Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014

Część 4. Wyrażanie uczuć.

Wywiady. Pani Halina Glińska. Tancerka, właścicielka sklepu Just Dance z akcesoriami tanecznymi

Pewien młody człowiek popadł w wielki kłopot. Pożyczył 10 tyś. dolarów i przegrał je na wyścigach konnych.

Dzień 2: Czy można przygotować dziecko do przedszkola?

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych

Kontrakty terminowe w teorii i praktyce. Marcin Kwaśniewski Dział Rynku Terminowego

Copyright 2015 Monika Górska

Czy helikopter Bena Bernankego powinien wylądować?

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy

Inwestowanie w IPO ile można zarobić?

Produkty szczególnie polecane

Joanna Charms. Domek Niespodzianka

Hektor i tajemnice zycia

Mimo, że wszyscy oczekują, że przestanę pić i źle się czuję z tą presją to całkowicie akceptuje siebie i swoje decyzje

Podstawy inwestowania na rynku Forex, rynku towarowym oraz kontraktów CFD

Transkrypt:

CZĘŚĆ PIERWSZA Wall Street Rozdział 1 Rozłożenie banku Bear Stearns Bryan Burrough sierpień 2008 roku W poniedziałek 10 marca sytuacja na Wall Street była napięta. Tak było od miesięcy. Wybuchł kryzys na rynku hipotecznym. Ogromne instytucje finansowe, takie jak Citigroup i Merrill Lynch odpisały miliardy dolarów z powodu toksycznych kredytów. W sytuacji, którą ekonomiści nazwali kryzysem kredytowym, szefowie największych banków byli tak przerażeni, że prawie całkowicie przestali udzielać pożyczek. Gdyby ta tendencja się utrzymała, wywołałaby katastrofę na Wall Street XXI wieku, gdzie firmy działające na rynkach finansowych na ogół zaciągają pożyczki pięćdziesięciokrotnie przewyższające posiadane zapasy gotówki, aby handlować złożonymi produktami finansowymi, takimi jak instrumenty pochodne. Mimo to Sam Molinaro nie spodziewał się kłopotów, gdy z domu w stanie Connecticut jechał do szklanego biurowca w centrum Manhattanu, gdzie mieściła się siedziba banku inwestycyjnego Bear Stearns. Pięćdziesięcioletni Molinaro, cieszący się popularnością w firmie dyrektor finansowy, był przekonany, że można dostrzec pierwsze promyczki wskazujące koniec dziewięciomiesięcznego mroku kryzysu. Piąty pod względem wielkości amerykański bank inwestycyjny, powszechnie znany ze swobodnej jedni powiedzieliby, że niefrasobliwej, inni, że oryginalnej kultury, zapowiedział latem poprzedniego roku, że przeznaczy ponad 3 miliardy dolarów na ratowanie jednego z dwóch swoich funduszy hedgingowych, który wiele zainwestował w ryzykowne kredyty hipoteczne. Wtedy krążyły pogłoski, że bank zbankrutuje. Siedemdziesięcioczteroletni Jimmy Cayne, nieodpowiedzialny dyrektor generalny Bear Stearns, piętnowany jako człowiek oderwany od świata, który gra w brydża i golfa, gdy kierowana przez niego firma jest w poważnych tarapatach, został wyrzucony w styczniu. Alan Schwartz, wyluzowany pięćdziesięcioośmiolatek specjalizujący się w bankowości inwestycyjnej, który go zastąpił, przebywał tego ranka w hotelu Breakers w Palm Beach, gdzie na dorocznej konferencji medialnej Bear Stearns spotkał się z Rupertem Murdochiem z News Corporation i Sumnerem Redstone em z Viacom. Nic szczególnego się nie wydarzyło tego ranka na razie. Molinaro siedział w swoim narożnym gabinecie na piątym piętrze, skąd roztaczał się widok na Madison Avenue, porządkując papiery po tygodniowej podróży do Europy, gdzie spotykał się z inwestorami. Nagle, około godziny jedenastej coś się zdarzyło, do dziś nikt nie wie dokładnie, co. Zaczęły spadać notowania akcji banku. Wtedy właśnie po raz pierwszy, kontaktując się z własnymi maklerami, Molinaro usłyszał pogłoskę, że Bear Stearns ma problemy z płynnością, co w żargonie Wall Street znaczy, że firma nie ma pieniędzy. Molinaro pogardliwie wydął usta. Przecież to bzdura. Nie ma najmniejszego problemu z płynnością. Rezerwy banku Bear Stearns wynoszą około 18 miliardów dolarów w gotówce. A jednak pogłoska, która dotarła do niego tego ranka, była jak pierwsza maleńka falka, która po upływie kilku godzin wezbrała tak, że powstała z niej ogromna fala plotek i spekulacji. Fala ta uderzyła w bank Bear Stearns i w ciągu zaledwie tygodnia zniszczyła firmę, która doskonale prosperowała na Wall Street od 1923 roku. Upadek banku Bear Stearns nie był tylko kolejnym przypadkiem katastrofy finansowej. Na Wall Street nie zdarzyło się wcześniej nic porównywalnego. Nastąpił tzw. run, czyli posiadacze akcji jednego z największych banków inwestycyjnych na gwałt się ich wyzbywali, przy czym w znacznej mierze powodem nie było ani postawienie kogoś w stan oskarżenia, ani jakieś gigantyczne straty ujawnione w kwartalnym bilansie, lecz plotki i oszczerstwa, w gruncie rzeczy najprawdopodobniej bezpodstawne. Rok wcześniej bank Bear Stearns znalazł się w poważnych kłopotach przez własną działalność, ale nic nie wymuszało jego śmierci w tym marcowym tygodniu. Co się więc stało? Czy była to śmierć z przyczyn naturalnych, czy też co podejrzewają niektórzy morderstwo? Niemało bardzo doświadczonych graczy działających na Wall Street uważa, że podczas dochodzenia wszczętego przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC) zostanie ujawnione, iż bank Bear Stearns padł ofiarą gigantycznego najazdu niedźwiedzi, czyli ataku przypuszczonego z premedytacją przez inwestorów stosujących tzw. krótką sprzedaż, sępy Wall Street, które stawiają na to, że notowania akcji jakieś firmy spadną. Zdumiewająco trudno udowodnić słuszność takiej tezy i zapewne tylko dochodzenie władz mogłoby coś ujawnić. Obawiając się gąszczu procesów i dochodzeń prowadzonych przez agencje federalne nikt z zarządu banku Bear Stearns nie powie niczego podczas nagrywanej rozmowy, ale kilku jego byłych członków wreszcie jest gotowych wymieniać nazwiska, gdy mogą się wypowiadać off - the - record. Nie znam firmy, niezależnie od posiadanego przez nią kapitału, która wytrzymałaby takie bombardowanie przeprowadzone przez graczy stosujących krótką sprzedaż mówi wiceprezes innego wielkiego banku inwestycyjnego. Kapitał nie miał tu nic do rzeczy. Chodziło o to, że inwestorzy stracili zaufanie na skutek plotek rozpuszczanych przez tych, którym zależało na upadku banku. Zamilkł na chwilę, aby można się zastanowić nad tymi słowami, po czym dodał, konludując: Gdybym musiał wymienić największą zbrodnię finansową w historii, powiedziałbym, że to zniszczenie Bear Stearns.

W elitarnym klubie wallstreetowców większość członków można rozpoznać natychmiast. Ten to olbrzymi, kordialny i poklepujący wszystkich po ramieniu Irlandczyk Merrill Lynch, tamten to ponurak Goldman Sachs, a tam widać ułożonego i aż nazbyt akuratnego chłopaka z zamożnej rodziny, Morgana Stanleya. W narożniku, w znoszonej skórzanej kurtce i z papierosem w ustach, widać samotnego twardziela, chudzielca zwanego Bear Stearns, który gardził ukradkowymi uściskami dłoni i strzelaniem ręcznikiem, przedkładając nad takie zabawy jawne pokazywanie środkowego palca niemalże wszystkim. Bear był outsiderem dojeżdżającym na Manhattan i chełpił się tym. Kiedy w Goldman Sachs, Morgan Stanley i podobnych bankach dbano przede wszystkim o to, aby zatrudniać młodych mężczyzn z najlepszych rodzin i po najlepszych uczelniach, the Bear, jak nadal go nazywają weterani, zważał tylko na jedno umiejętność zarabiania. Czy ktoś pochodził z Brooklynu, Queens czy Poughkeepsie, nie miało znaczenia. Nie było istotne, czy ukończył City College, Hofstra University czy Uniwersytet Stanowy Ohio. Nikt też nie patrzył, czy jest Żydem, czy gojem. Pochodzenie wcale się nie liczyło. Jeśli ktoś umiał zarabiać na parkiecie, bank Bear Stearns był miejscem dla niego. Wieloletni prezes banku, Alan Ace Greenberg, nawet ukuł określenie tej zbieraniny pracowników. Mówił o bebeżetach (od biedny, bystry i żądny forsy ; oryginalne określenie brzmiało PSD od poor, smart, and a deep desire to get rich ). Bank Bear Stearns był bankiem inwestycyjnym, ale tradycyjne zadania banków, takie jak doradztwo w sprawach fuzji czy handel akcjami, też brano tam pod uwagę. Najlepiej bebeżetom z Bear Stearns wychodziło handlowanie obligacjami. Historia zarządzania tą firmą to historia trzech traderów o ponadprzeciętnych osobowościach specjalizujących się w handlu obligacjami. Od połowy lat trzydziestych do końca lat siedemdziesiątych XX wieku bank Bear Stearns był królestwem impulsywnego i agresywnego Salima Cy Lewisa, legendy Wall Street, który utworzył organizację ludzi działających jak zabójcy. Bez skrupułów. Zorganizowany w ten sposób bank nie przypominał nowoczesnej korporacji, lecz raczej zbiór zwaśnionych ksiąstewek, z których każde zabiegało o akceptację szefa. Ace Greenberg, typ bardziej tolerancyjny czy nawet opiekuńczy, który działał na parkiecie i sam odbierał telefony, przejął fotel prezesa po śmierci Lewisa w 1978 roku. Choć Greenberg był łagodniejszy, bank pozostał szybkowarem jak z filmu Mameta, w którym najlepsi traderzy zarabiali po 10 milionów dolarów rocznie, a gorszych przeznaczano do odstrzału. Trzecim szefem był Jimmy Cayne, wieloletni protegowany Greenberga, który po jego odsunięciu w 1993 roku kierował bankiem aż do końca. Stale żujący cygaro Cayne pochodził z South Side w Chicago, gdzie w młodości sprzedawał złom w firmie teścia. Po rozwodzie jeździł na taksówce w Nowym Jorku, a poza tym oddawał się swojej ulubionej rozrywce, grze w brydża. Właśnie podczas partii brydża Greenberg, również z zamiłowania brydżysta, poznał Cayne a i namówił go do pracy w Bear Stearns. Pracownicy banku opowiadają, że Greenberg powiedział Cayne owi: Jeśli umiesz sprzedawać złom, to będziesz też umiał sprzedawać obligacje. Cayne znalazł swoje powołanie na parkiecie, gdzie zarabiał na życie, handlując ogromnymi ilościami obligacji emitowanych przez Nowy Jork w latach siedemdziesiątych, kiedy miasto ogarnął kryzys finansowy. Stał się ucieleśnieniem ducha panującego w Bear Stearns. W zadymionym gabinecie na piątym piętrze miał gdzieś, co się mówi na Wall Street, jeśli tylko jego bank zarabiał. Gdy jeden z pierwszych funduszy hedgingowych, Long- Term Capital Management, zbankrutował w 1998 roku, tracąc 4,6 miliarda dolarów i wywołując obawy, że dojdzie do kryzysu na światowych rynkach kapitałowych, Cayne nie przystąpił do syndykatu firm z Wall Street, który go wyratował. To była słynna decyzja. Gdy większość instytucji z Wall Street zarabiała miliardy na handlu akcjami w okresie boomu z lat dziewięćdziesiątych, Bear Stearns pod rządami Cayne a koncentrował się na obligacjach i mroczniejszych zaułkach Wall Street, dokonując rozliczeń niemal dla każdego, niezależnie od jego reputacji. Przez cały ten czas Bear Stearns utrzymał dumną niezależność, nie sprzedając udziałów większym firmom. Dostawali bardzo wiele ofert, szczególnie po tym, kiedy kolega Cayne a Don Marron sprzedał w 2000 roku bank PaineWebber bankowi UBS za 12 miliardów dolarów. Cayne jednak uważał, że dobrze jest, jak jest. Menedżerowie najwyższych szczebli mieli sporo niezależności, a w dobrych latach wszystko toczyło się prawie samoczynnie, przez co Cayne mógł na całe tygodnie opuszczać biurko, brać udział w rozgrywkach brydżowych albo grać w golfa w pobliżu swojego letniego domu nad Atlantykiem w stanie Jersey. W ostatnich latach znaczna część nadzoru była zadaniem dwóch współdyrektorów generalnych Alana Schwartza, niegdyś pitchera (zawodnika rzucającego piłkę) w drużynie bejsbolowej Uniwersytetu Duke a, który specjalizował się w fuzjach przedsiębiorstw medialnych, oraz innego miłośnika brydża, utalentowanego tradera o nazwisku Warren Spector. Bank prosperował świetnie, odnotowując rekordowe zyski przez całe pierwsze dziesięciolecie XXI wieku. Notowania jego akcji wzrosły niemal o 600 proc. w ciągu czternastu lat rządów Cayne a. Ostatecznie bank Bear Stearns, podobnie jak większość instytucji z Wall Street, zajął się zarządzaniem aktywami. Utworzył w tym celu duże fundusze inwestycyjne pozwalające lokować pieniądze inwestorów w różnego typu kombinacje akcji, obligacji i instrumentów pochodnych. Jednak w odróżnieniu od innych nie powierzał zarządzania tymi funduszami outsiderom, lecz własnym traderom. Postanowiono też, że każdy fundusz będzie się specjalizować w określonym typie instrumentów, nie tworzono więc zdywersyfikowanych kombinacji aktywów. Alan Schwartz, współdyrektor generalny, miał wątpliwości, uważając, że to nieco ryzykowne, ale ustąpił przekonany przez Spectora i innych. Wszystko szło gładko, aż biedaczek Ralph Cioffi wpadł w kłopoty. Pięćdziesięciodwuletni Cioffi całe życie przepracował w Bear Stearns. Zawadiacki sprzedawca dojeżdżał do centrum z Tenafly w stanie New Jersey, aby nadzorować dwa fundusze hedgingowe należące do Bear Stearns Asset Management, filii

banku, której skrót nazwy był lepiej znany BSAM. Jego główny fundusz o nazwie High-Grade Structured Credit Strategies lokował pieniądze inwestorów w złożone instrumenty pochodne zabezpieczone hipotekami nieruchomości mieszkaniowych. Przez wiele lat fundusz przynosił spektakularne zyski, średnio miesięcznie co najmniej 1 proc. Jednak pod koniec 2006 roku sytuacja na rynku mieszkaniowym się pogorszyła i zwroty z inwestycji zaczęły zanikać. Jak wielu przed nim, Cioffi postanowił poszukać drugiej nóżki i stworzyć kolejny fundusz. Gdy pierwszy fundusz zaciągał pożyczki, czyli stosował dźwignię, w wysokości aż trzydziestopięciokrotności kwoty, którą mógł obracać, drugi zaciągał jeszcze większe pożyczki, sto razy większe od gotówki, którą dysponował. Wszystko się wysypało. Zimą na przełomie lat 2006 i 2007, kiedy pogorszyła się sytuacja na rynku mieszkaniowym, gwałtownie spadły zwroty z inwestycji poczynionych przez oba fundusze. Cioffi zabiegał, aby inwestorzy się nie wycofywali, obiecując rychłą zmianę na korzyść. (Cioffi i jego współpracownik, Matthew Tannin, w czerwcu zostali postawieni w stan oskarżenia za wprowadzanie inwestorów w błąd). Wiosną ubiegłego roku, gdy problemy rynku mieszkaniowego się spotęgowały, przez co Cioffi został z miliardami dolarów utopionymi w przynoszących straty papierach wartościowych sekurytyzowanych kredytami hipotecznymi, z którymi nie było co zrobić, wymyślił brawurowy sposób wydobycia się z tarapatów. Żeby zebrać kapitał zaplanował debiut giełdowy nowej spółki o nazwie Everquest Financial. Jak się później okazało, zasadniczymi aktywami tego tworu były papiery wartościowe o nominalnej wartości wynoszącej miliardy dolarów, których nie można było sprzedać, czyli walory na Wall Street nazywane toksycznymi śmieciami. Plan przerzucenia śmieci na inwestorów mógłby się powieść, ale specjalizujący się w problematyce biznesowej dziennikarze pism BusinessWeek oraz The Wall Street Journal zorientowali się, co się dzieje. Gdy prawda wyszła na jaw, fundusz BSAM musiał zrezygnować z planów wprowadzenia spółki Everquest Financial na giełdę, a tym samym wydano wyrok na Cioffiego. Inwestorzy zaczęli uciekać. Co gorsza, najpoważniejsi pożyczkodawcy Cioffiego, na przykład banki Merrill Lynch i JP Morgan Chase, zagrozili, że przejmą zabezpieczenia, których wartość wynosiła około 1,2 miliarda dolarów. Spanikowani Cioffi i jego współpracownicy zorganizowali spotkanie z wierzycielami, podczas którego prosili o więcej czasu i pieniędzy. Wybuchła awantura, gdy kilku zebranych stwierdziło, że bank Bear Stearns powinien sam udzielić wsparcia, aby ratować swoje fundusze inwestycyjne. Szefowie banku takie rozwiązanie natychmiast odrzucili. Później Warren Spector rozmawiał przez telefon z wieloma wierzycielami Cioffiego, między innymi kilkoma szefami banku JP Morgan. Nigdy tego nie zapomnę wspomina jeden z nich. Spector dzwoni i mówi:»wy nie wiecie, o czym mówicie. Nie rozumiecie. Tylko [Cioffi i jego współpracownicy] rozumieją biznes. Tyle że przeszkadzamy im przeprowadzić do końca tę [ratunkową] transakcję«. To był klasyczny pokaz arogancji w stylu Bear Stearns. Ludzie z JP Morgan się wściekli. Steve Black, szef bankowości inwestycyjnej, zatelefonował do Alana Schwartza i powiedział:»zawracanie dupy. Jesteście niewypłacalni i będziemy odpowiednio postępować«. Bank Merrill Lynch przejął zabezpieczenie Bear Stearns. Było to posunięcie agresywne i bardzo nietypowe, przez które Cayne musiał rozważać rozwiązanie wcześniej niewyobrażalne, czyli wykorzystanie pieniędzy banku Bear Stearns, około 1,6 miliarda dolarów, na wyciągnięcie z kłopotów jednego z dwóch borykających się z problemami funduszy Cioffiego (oba w końcu musiały ogłosić upadłość). Był to potężny cios, który nie tylko poważnie nadwerężył bazę kapitałową banku, ale też nadszarpnął jego reputację na Wall Street. W firmie uważano, że odpowiedzialność w dużej mierze ponosi Spector, który nadzorował Cioffiego i innych menedżerów BSAM. Za każdym razem, kiedy ktoś o coś pytał, Warren mówił:»nie trzeba się martwić o Ralpha, da sobie radę«wspomina jeden z menedżerów najwyższego szczebla z Bear Stearns. Wszyscy zakładali, że Warren wiedział, co się dzieje. Później, kiedy to się zdarzyło, Warren mówił:»nigdy nie znałem dokładnie jego posunięć«. To była jedna z tych sytuacji, kiedy każdy myśli, że ktoś inny kontroluje sytuację. Jeden z wierzycieli banku Bear Stearns powiedział podczas rozmowy ze mną: Sytuacja BSAM potwierdziła moje wrażenie, że w spółkach utworzonych przez Bear Stearns wszystko działo się jak w odizolowanych bunkrach. Zasadniczo szefowie tych podległych spółek robili, co uważali. Jeśli tylko osiągali zakładane cele finansowe, nikt nie zadawał pytań. W moim przekonaniu w wielkim stopniu się przyczynili do tego, co stało się później. Przez resztę lata 2007 roku bankowi Bear Stearns szkodziły pogłoski, że przez program ratunkowy może być zmuszony do ogłoszenia upadłości albo nawet dojdzie do czegoś jeszcze gorszego. Przez większość czasu Cayne przeczekiwał burzę przy stoliku brydżowym albo w klubie golfowym, chociaż pod koniec lipca zaczął psioczyć na Spectora. Warren nigdy nie okazał autentycznej skruchy czy wyrzutów sumienia mówi inny menedżer najwyższego szczebla w Bear Stearns. To Jimmy ego po prostu wyprowadzało z równowagi. Przez bite trzy godziny Alan Schwartz siedział z Cayne em i przekonywał go, że nie należy wylewać Spectora, którego naprawdę lubił. Rozmowa dobiegła końca, gdy Cayne powiedział: A wiesz, że on ani razu nie powiedział»przepraszam«?. Schwartz na to rzekł, że to trochę szokujące. Cayne zmusił Spectora do rezygnacji 5 sierpnia. Bank Bear Stearns przeżył to, co wielu zaczęło nazywać doświadczeniem śmierci, ale tak naprawdę to był dopiero początek problemów. Gdy lato przeszło w jesień, straty ponoszone przez papiery wartościowe sekurytyzowane kredytami hipotecznymi wpłynęły na wyniki finansowe innych wielkich banków, podobnie jak wcześniej zaszkodziły bankowi Bear Stearns, ale to właśnie ten bank, z powodów, których nie mogli pojąć Cayne i jego menedżerowie, pozostawał instytucją symbolizującą problemy wynikające z krachu na rynku kredytowym. Wydawało się, że w każdej publikacji poświęconej stratom firm pojawiała się

jakaś wzmianka o stratach Bear Stearns, co przywoływało wspomnienia, które szefowie tego banku najchętniej pogrzebaliby jak najszybciej. Przez to powszechne przekonanie o problemach banku, Cayne i Alan Schwartz znaleźli się w trudnym położeniu. Ratowanie funduszu inwestycyjnego sprawiło, że bilans banku wyglądał znacząco gorzej i chociaż firma w żaden sposób nie była bezpośrednio zagrożona, wszyscy się spodziewali, że będzie musiała się starać o wsparcie kapitałowe. Jednakże i Cayne, i Schwartz mieli mieszane uczucia co do akceptowania większych pieniędzy od innego banku albo funduszu private-equity. Cynicy szydzili później, że chodziło o to, że Cayne, który miał sporo akcji Bear Stearns, nie chciał na tym stracić, ale w gruncie rzeczy sprawa była bardziej złożona. Schwartz przekonywał, że gdyby przyjęli pomoc z zewnątrz, sprawialiby wrażenie, że tej pomocy potrzebowali, a to tylko nasiliłoby pogłoski, że bank jest w fatalnej kondycji finansowej. W tych pierwszych tygodniach jesieni Cayne i Schwartz prowadzili długie pertraktacje z Henrym Kravisem, inwestorem o wielkim doświadczeniu, który rozważał przejęcie 20 proc. udziałów Bear Stearns. Do niczego jednak nie doszło, bo Schwartz uznał, że klienci inwestujący za pośrednictwem Bear Stearns mogą nie być zachwyceni faktem, że Kravis znajdzie się w zarządzie banku. W następnych miesiącach Cayne i Schwartz prowadzili wiele rozmów z potencjalnymi inwestorami. W pewnym momencie zatrudnili nawet Gary ego Parra ze spółki Lazard, świetnego specjalistę od bankowości inwestycyjnej, aby im pomógł się wydobyć z tarapatów. Prowadzono pertraktacje z funduszem inwestycyjnym JC Flowers, następnie długie rozmowy z Jamiem Dimonem, dyrektorem generalnym JP Morgan Chase, który nie był zainteresowany. Próbowano nawet nakłonić do transakcji legendarnego inwestora Warrena Buffetta. Szefowie Bear Stearns uważali później, że Buffett nie miał ochoty ryzykować. Warren Buffett tylko zabiera miedziaki martwym szydził jeden z nich. Wreszcie Cayne załatwił transakcję, strategiczne partnerstwo z jedną z największych chińskich firm inwestujących w papiery wartościowe, Citic, która zgodziła się zainwestować miliard dolarów w Bear Stearns w zamian za to, że bank zainwestuje z nią miliard dolarów. Na rynku zapanowała nuda. W listopadzie doszło do serii ciosów personalnych. Na pierwszej, czytanej przez rzesze czytelników stronie The Wall Street Journal 1 listopada zamieszczono materiał, w którym krytykowano Cayne a za luzackie zarządzanie, ukazując go jako oszalałego na punkcie brydża Nerona palącego trawę, który się zabawia, gdy płonie bank Bear Stearns. Kilka tygodni później bank musiał ujawnić, że odpisze kolejne 1,2 miliarda dolarów (ostatecznie zrobiło się z tego 1,9 miliarda dolarów) z powodu papierów wartościowych zabezpieczanych kredytami hipotecznymi, i ogłosić pierwszą w swojej historii stratę kwartalną. Notowania jego akcji przez długi czas spadały, tracąc na wartości aż 40 proc. w skali roku. W styczniu wielu dyrektorów jawnie domagało się głowy Cayne a. Kilku wśliznęło się do gabinetu Schwartza na 41. piętrze, aby przedstawić ultimatum. Jeśli Cayne nie odejdzie do końca stycznia, kiedy będą wypłacane premie, odejdą oni. Schwartz wahał się i nie wiedział, co począć. Darzył Cayne a wielką sympatią, ale nie mógł sobie pozwolić na to, żeby w takim momencie stracić grupę najważniejszych menedżerów. Po rozmowie z członkami zarządu Bear Stearns, wiedział, że są gotowi na zmiany, po czym osobiście przekazał wiadomość Cayne owi. Ku jego zdumieniu, Cayne przyjął to spokojnie. Ustąpił ze stanowiska prezesa zarządu 8 stycznia, ale pozostał przewodniczącym rady. Prezesem został Schwartz. Musiał przede wszystkim zadbać o to, aby w bieżącym kwartale, kończącym się 29 lutego, bank odnotował zysk. Nadal krążyły pogłoski, że Bear Stearns jest w fatalnej kondycji finansowej, wielu ponadto rozpuszczało plotkę, że agencje federalne będą prowadzić dochodzenie w sprawie upadku funduszu hedgingowego. Schwartz bardzo potrzebował sukcesu, którym mógłby się pochwalić. Przez całą zimę, kiedy kolejne firmy odnotowywały straty przez papiery wartościowe zabezpieczone kredytami hipotecznymi, Schwartz trzymał kciuki, odliczając dni do końca lutego. Przepracowano dodatkowo cały dzień 29 lutego, bo był to rok przestępny, ale bank osiągnął cel. Pierwsze, prowizoryczne zestawienia świadczyły o tym, że kwartalny zysk w przeliczeniu na akcję wyniósł mniej więcej 1,1 dolara. Schwartz stwierdził, że jeśli los będzie im sprzyjać, pogłoski ucichną. Mimo to w środę 5 marca Schwartzowi wcale nie było lżej. Pogłoski nadal krążyły, wprawdzie nie huczało, ale ciągle coś dało się słyszeć, teraz dodatkowo było to spotęgowane przez kłopoty trzech funduszy hedgingowych Carlyle Capital, Peloton Partners oraz Thornburg Mortgage. Podczas cotygodniowego spotkania poświęconego ocenie ryzyka Schwartz pytał pracowników o zaangażowanie banku w te fundusze. Uważano bowiem, że wszystkie wkrótce upadną. Bank Bear Stearns udzielał pożyczek całemu trio. Mimo to Schwartzowi powiedziano, że ryzyko ponoszone przez Bear Stearns jest minimalne. Następnego dnia, w czwartek, Schwartz poleciał do Palm Beach, gdzie w hotelu Breakers w poniedziałek miała się rozpocząć doroczna konferencja medialna. Na tę konferencję, jedno ze spotkań organizowanych przez Bear Stearns, na którym bywało najwięcej gości, zjeżdżało się wielu gigantów branży medialnej. Wielu z nich od dawna korzystało z usług banku. Byli tam i Murdoch, i Redstone, i Philippe Dauman z Viacomu, i Jeff Bewkes z Time Warner, i Robert Iger z Disneya. W piątek, gdy skontaktował się z biurem, Schwartz znów usłyszał, że jest pogłoska, że Bear Stearns ma problemy z płynnością. Tym razem wypowiadana z większym przekonaniem. Po południu Schwartz śledził przebieg bardzo ważnej aukcji obligacji miejskich. Bear Stearns zapewniał kilku nabywcom płynność, przeznaczając na ten cel 2 miliardy dolarów. To był test wspomina inny dyrektor Bear Stearns. Gdyby ktoś przy tej aukcji nie chciał, aby go z nami łączono, wiedzielibyśmy, że mamy

poważne problemy. Przez całe popołudnie, aż godzin wieczornych, Schwartz śledził przebieg aukcji. Odetchnął z ulgą. Wszystko się odbyło bez kłopotu. Burza rozpętała się na dobre w poniedziałek. Rankiem tego dnia Sam Molinaro wrócił do narożnego gabinetu na piątym piętrze po tygodniowej delegacji do Europy. Spodziewał się normalnego dnia, nic specjalnego. W następnym tygodniu mieli przecież ogłosić pozytywne wyniki dotyczące zysków. Po otwarciu giełdy, o wpół do dziesiątej, agencja ratingowa Moody s obniżyła ocenę kolejnej grupy obligacji Bear Stearns. Należało się tego spodziewać, bo agencja od jakiegoś czasu obniżała ratingi większości papierów wartościowych banku. Około jedenastej, nagle zaczęły spadać notowania akcji Bear Stearns, najpierw powoli, a potem gwałtownie. Spadały też notowania wszystkich instytucji finansowych, między innymi banków Lehman, Merrill i Citi. Molinaro wzruszył więc ramionami. Kiedy jednak sprawdził, co się mówi na parkiecie, usłyszał plotkę: Bear Stearns ma problemy z płynnością. Molinaro przewrócił oczyma. Znowu?! Ile można! Russell Sherman, szef wydziału public relations w Bear Stearns, także słyszał te pogłoski. Ponieważ notowania akcji nadal spadały, zaczął zwoływać dziennikarzy, daremnie próbując dojść, kto rozpuszcza plotki. Molinaro w tym samym czasie próbował ustalić, na jakiej podstawie można było rozpowiadać tę pogłoskę. Bank bowiem nie miał najmniejszych problemów z płynnością, o czym Molinaro doskonale wiedział. Tego ranka rezerwy gotówkowe Bear Stearns wynosiły 18 miliardów dolarów. Molinaro pytał w wydziale finansowym, w wydziale zajmującym się transakcjami odkupu papierów wartościowych, rozmawiał też ze skarbnikiem. Czy ktoś słyszał o jakimś wezwaniu do uzupełnienia depozytu (kiedy wierzyciel domagałby się oddania znacznej części gotówki)? Może jakaś transakcja nie wyszła? Czy stało się coś niezwykłego. Wszędzie tylko»nie, nie, żadnych problemów«wspomina jeden z dyrektorów Bear Stearns. W pewnym momencie zatelefonował do niego Schwartz z Palm Beach, aby się rozeznać w sytuacji. Trochę się denerwuję wyznał. Molinaro go zapewniał, że plotka jest całkowicie bezpodstawna. Wtedy plotkę powtórzono publicznie, w kablowej stacji CNBC, która nadaje codzienne tło transakcjom na Wall Street. Na każdym parkiecie na ekranach dziesiątków wysoko umieszczonych na ścianach telewizorów nieustannie widać programy nadawane przez tę stację, która zajmuje się wyłącznie finansami. Wśród tych programów są na przykład Squawk Box, Closing Bell czy Mad Money Jima Cramera. Do południa, kiedy Bill Griffeth z CNBC rozpoczął program Power Lunch, wartość akcji Bear Stearns spadła o ponad 7 dolarów, do 63 dolarów. Krążą pogłoski, że pewna firma z Wall Street, której nazwy się nie wymienia, może mieć problemy z płynnością rzekł Griffeth. Dennis Kneale, komentator zaproszony do programu, wieloletni pracownik redakcji The Wall Street Journal powiedział: Spekuluje się obecnie, że ta instytucja to Bear Stearns. Notowania tego banku spadły dziś najbardziej. Podobno kilka tygodni temu zaczęli szukać kogoś, kto byłby skłonny przejąć ich izby rozliczeniowe Nie mogli znaleźć chętnego. Tak przynajmniej się mówi. W siedzibie Bear Stearns osiemdziesięcioletni Ace Greenberg wydzwaniał już do dyrektorów, domagając się, żeby któryś wystąpił publicznie i zdementował tę pogłoskę. Ace tego ranka się rozsypywał wspomina pewien dyrektor Bear Stearns, wzdychając. Po prostu nie umiał się wziąć w garść. Kilka minut po dwunastej Michelle Caruso-Cabrera, dziennikarka z CNBC, rozmawiała z Greenbergiem, który jej powiedział, że pogłoska jest całkowicie niedorzeczna. Stacja CNBC błyskawicznie nadała jego wypowiedź, a później aż do godziny trzynastej na pasku wyświetlano zdanie: «.ACE GREENBERG Z BEAR STEARNS MÓWI CNBC, ŻE POGŁOSKA O PROBLEMACH Z PŁYNNOŚCIĄ JEST»CAŁKOWICIE NIEDORZECZNA«. Gdy przebywający w swoim gabinecie Molinaro zobaczył nagłówek, zakipiał gniewem. Uważał bowiem, a inni jego zdanie podzielali, że dementowanie pogłoski w tym momencie jest w gruncie rzeczy przyznaniem, że jest uzasadniona. Wyprowadzony z równowagi Schwartz zatelefonował do Greenberga z Palm Beach: Ace, co ty robisz?! Tak nie można! Musiałem odrzekł Greenberg. Gdy stacja CNBC zaczęła nadawać pasek, dziennikarze wydzwaniali do gabinetu Russella Shermana. Piarowiec Bear Stearns powiedział dziennikarzowi z serwisu Bloomberga, że pogłoska jest niezgodna z prawdą, ale na giełdzie już panowało szaleństwo. Wolumen przekroczył pięćdziesiąt milionów akcji (w normalny dzień wyniósłby około siedmiu milionów). Nieco po trzynastej Charlie Gasparino, szczególnie agresywny korespondent CNBC, który od miesięcy napomykał, że szefowie Bear Stearns mogą być postawieni w stan oskarżenia z powodu upadku funduszy hedgingowych, dołączył do grona omawiającego pogłoskę. Dyskusję nadawano na żywo. Gasparino był przekleństwem Bear Stearns, nie raz przepowiadał, że ten bank upadnie. Nie wydaje mi się, żeby Bear Stearns miał problemy z płynnością rzucił Gasparino w wypowiedzi nadawanej na żywo. Problem polega na tym, że nie wiadomo czy ten bank powinien istnieć w takiej postaci w przyszłości. [ ] Co im zostało? Izba rozrachunkowa, bank inwestycyjny drugiej kategorii? Chwilę później Gasparino dorzucił, że nie wie, jak ten bank miałby utrzymać niezależność, jeśli nie skończy się kryzys na rynku kredytowym: Nie mają tego jak uciągnąć. Siedzący obok niego Bill Griffeth sprawiał wrażenie zaskoczonego kategorycznością tej wypowiedzi. To jest nadawane i nagrane zauważył. Gasparino się roześmiał.

To nie byłby pierwszy raz, kiedy się pomyliłem rzucił. W Bear Stearns nikt się nie śmiał. Publiczne spekulacje na temat płynności jakieś firmy wywierają ten sam skutek co okrzyk Pożar! w zatłoczonym kinie. W najgorszych przypadkach może dojść do panicznej wyprzedaży akcji. Innymi słowy, może to być samospełniająca się przepowiednia. Przez kolejną godzinę o pogłosce dotyczącej Bear Stearns korespondenci CNBC dyskutowali z traderami i analitykami. Za dziesięć czternasta Matthew Cheslock stwierdził: Nastroje [jeśli chodzi o Bear Stearns] są mocno negatywne. Panuje ogólne przekonanie, że nie ma dymu bez ognia. Kilka minut później Griffeth spytał Dennisa Kneale a, przypuszczalnie czując, że stacja chyba się posunęła za daleko: A co można powiedzieć o panicznym rozchwianiu rynku w obecnej chwili? Czy zaczynamy przyjmować jakieś pogłoski, które mogą się okazać prawdziwe albo bezpodstawne?. Kneale przyznał rację. Zawsze ktoś zarabia, gdy publikuje się złe wiadomości albo krążą takie pogłoski. W materiałach nadawanych przez stację CNBC nie wyrażano jednak sceptycznego nastawienia wobec plotki dotyczącej Bear Stearns. O czternastej Erin Burnett, nowa Money Honey CNBC (wcześniej nazywano tak Marię Bartiromo) powiedziała o problemach kredytowych w Bear, co trafiło na czołówkę wiadomości nadawanych przez godzinę, mimo że zdanie było całkowicie bezpodstawne. Burnett zwróciła się do korespondenta Davida Fabera, który rzekł: Naturalnie, przedstawiciel żadnej firmy nigdy nie powie, że mają problemy z płynnością, a poza tym płynność albo się ma, albo nie. Gdy się jej nie ma, jest się skończonym. Na tym polegają problemy na takim rynku, to problemy z zaufaniem. [ ] Dochodzi do kryzysów zaufania, co powoduje katastrofy. Siedem minut po czternastej nadano szokującą wiadomość, pierwszą wzmiankę, że Eliot Spitzer, gubernator stanu Nowy Jork, korzystał z usług prostytutek. Przez tę wiadomość bank Bear Stearns nie pojawiał się już w czołówkach nadawanych przez stację CNBC, szefowie banku odetchnęli z ulgą. Pod koniec dnia Sherman wydał oficjalne oświadczenie, w którym podano, że bank nie ma żadnych problemów z płynnością. W poniedziałek wieczorem Schwartz i Molinaro wstrzymali oddech, licząc, że najgorsze mają za sobą. Ale to był dopiero początek. We wtorek rano Rada Rezerwy Federalnej ogłosiła nowy program kredytowania, który miał pozwolić najważniejszym firmom z Wall Street przetrwać kryzys na rynku kredytowym. Notowania większości instytucji finansowych wzrosły, ale nie banku Bear Stearns. Po lunchu Gasparino stwierdził w komentarzu, że inicjatywę Fed interpretuje się jako próbę ratowania konkretnej firmy, mianowicie Bear Stearns. Wczesnym popołudniem znów krążyły pogłoski, gorsze niż kiedykolwiek wcześniej. Wycofywać pieniądze z Bear Stearns zaczęło kilka dużych funduszy hedgingowych. Molinaro i jego ludzie zbierali informacje od pożyczkodawców działających na rynku repo, którzy dają bankom miliardy dolarów w formie pożyczek jednodniowych. Pożyczki te trzeba codziennie odnawiać. Molinaro się dowiedział, że wszyscy zamierzali renegocjować warunki następnego dnia rano. Nikt nas nie przekreślał wspomina dyrektor Bear Stearns, który uczestniczył w tych wydarzeniach. Ale bardzo dużo gadano. Szefowie funduszy hedgingowych byli zaniepokojeni, a to budziło obawy, mogli wpłynąć na sytuację, zabierając gotówkę. Tego samego dnia dyrektorzy Bear Stearns zauważyli niepokojące wydarzenia, których znaczenia nie doceniali przez wiele tygodni. Nagle ruszyła lawina wniosków nazywanych nowacjami (novations). Gdy jakaś firma chce się pozbyć kontraktu, który się wiąże z ryzykiem kredytowym innej firmy, w tym wypadku banku Bear Stearns, może go albo odsprzedać Bear Stearns, albo innej firmie za pewną opłatą. Złożenie odpowiedniego wniosku nazywa się nowacją. Do wtorkowego popołudnia trzy wielkie firmy z Wall Street, mianowicie Goldman Sachs, Credit Suisse oraz Deutsche Bank, zostały zasypane nowacjami dotyczącymi instrumentów Bear Stearns. Alan Schwartz uznał za rzecz dziwną to, że tak wiele wniosków trafia do tych samych trzech firm, ale robił wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić, że bank Bear Stearns stoi na mocnych podstawach. Rozmawialiśmy z Deutsche Bankiem i powiedzieli nam»zabijają nas!«mówi pewien dyrektor Bear Stearns. Mówiliśmy, że ich wyciągniemy z tych pozycji i to zrobiliśmy. Ale było już za późno. Za późno, bo zanim przedstawiciele Bear Stearns mogli próbować uspokoić inwestorów, szefowie i w Goldman Sachs, i Credit Suisse nakazali swoim traderom wstrzymać wszystkie wnioski nowacyjne dotyczące kontraktów z Bear Stearns czekające na zatwierdzenie przez wydziały kredytów. Notatka rozesłana w Credit Suisse, kategoryczny mail wysłany do większości traderów, szybko stała się tematem plotek i domysłów. W obu bankach zareagowano w sumie w sposób rutynowy, próbując się jakoś uporać z zalewem nowacji, co nie oznaczało jeszcze ocen wydolności banku Bear Stearns, ale były to pierwsze konkretne oznaki, że niektóre z największych firm Wall Street obawiają się transakcji z Bear Stearns. Sam Molinaro uznał, że czas na kolejne publiczne wystąpienie. Charlie Gasparino z CNBC wydzwaniał do niego, aby prosić o komentarz. Molinaro skonsultował się z Russellem Shermanem, który uważał, że Gasparino może zostać umiejętnie wykorzystany. Jeśli się go odsunie, powie coś negatywnego. Ale kiedy się z nim porozmawia, będzie się potem wypowiadał pozytywnie powiedział mi pewien dyrektor Bear Stearns. Około godziny piętnastej odbyła się rozmowa Molinaro z Charliem Gasparino. Powiedział mu: Cały dzień poświęciłem na to, by dojść, skąd się wzięły te plotki, ale są bezpodstawne. Nie ma żadnego kryzysu, jeśli chodzi o płynność. Nie ma margin calls. To wszystko brednie. W programie nadawanym przez CNBC Gasparino komentował sprawę łagodnie, ale po

raz pierwszy ukazał możliwość koszmarnego scenariusza: W firmie [Bear Stearns] są naprawdę zmartwieni, bo pogłoski stają się coraz gorsze i może przez nie dojść do tego, że spanikowani inwestorzy będą zabierać swoje pieniądze. Mimo to pod koniec dnia wierzyciele nie rzucali się tłumnie odbierać swoich pieniędzy. Ten sam dyrektor powiedział mi, że wtedy sprawa kryzysu płynności wydawała się niedorzeczna. Wieczorem tego dnia Schwartz, Molinaro i inni dyskutowali, co robić. Rozmowa dotyczyła przede wszystkim tego, czy Schwartz powinien wystąpić w programie CNBC. Przez długi czas rozważaliśmy, czy wysłać Alana do programu wspomina członek zarządu. Tak, to mogło zwrócić uwagę na plotki, ale z pewnością dałoby możliwość reakcji. Uważaliśmy, że powinien pójść. Schwartz jednak chciał najpierw jakichś gwarancji. Z wcześniejszych doświadczeń wiedział, że może trafić na niewłaściwego komentatora CNBC. Wszyscy utalentowani dziennikarze stacji Gasparino, Maria Bartiromo, Faber, Larry Kudlow prosili o możliwość przeprowadzenia rozmowy. Schwartz się obawiał, że ci, którym się odmówi, będą się odgrywać w programach nadawanych przez stację. Każdy z tych korespondentów ma własnego producenta i wydaje się, że wszyscy się nienawidzą opowiadał w rozmowie ze mną jeden z dyrektorów Bear Stearns. Kiedy się wybierze Fabera, można być pewnym, że Bartiromo się zemści następnego dnia. Schwartz nakazał Russellowi Shermanowi ustalić, kto w stacji CNBC nadzoruje pracę dziennikarzy, po czym wyjaśnić sytuację i poprosić, aby ci, którym nie dano możliwości przeprowadzenia wywiadu, powstrzymali się od ataków. Sherman jednak nie zdołał znaleźć takiego dyrektora CNBC, o którym można by powiedzieć, że kieruje pracą reporterów. Na Wall Street wszyscy znają ten kawał mówi inny dyrektor uczestniczący w tych debatach że w CNBC po prostu nie ma opieki rodzicielskiej. Wybór ostatecznie padł na Fabera, najbezpieczniejszego z ekipy dziennikarskiej. W środę rano na całym Manhattanie traderzy z Wall Street tłoczyli się przy telewizorach i monitorach, aby posłuchać, co Schwartz ma do powiedzenia. Wielu kiwało głowami z niedowierzaniem, że dyrektor generalny Bear Stearns nie jest w swoim gabinecie, aby się zajmować zbliżającym się kryzysem, lecz w Palm Beach! Jeden z dyrektorów konkurencyjnej firmy podsumował to następująco: Do tego, żeby tak to zorganizować, aby [Schwartz] rozmawiał z komentatorem CNBC z Palm Beach i powiedział, że wszystko będzie w porządku, trzeba mieć po prostu coś z głową. (Schwartz natomiast się obawiał, że gdyby nagle opuścił konferencję w Palm Beach, zadawano by jeszcze więcej pytań). Pierwsze pytanie Fabera uderzyło jak bomba. Powiedział Schwartzowi, że wie o konkretnym traderze jednym traderze którego wydział kredytów wstrzymał transakcję z Bear Stearns z powodu obaw odnośnie kondycji banku. Wielu dyrektorów Bear Stearns zamarło. To stwierdzenie zabójcze. Faber w gruncie rzeczy mówił, że kwestionuje się status banku jako tradera, co przecież było podstawą jego działalności. Schwartz odpowiedział najlepiej, jak potrafił, mówiąc, że wszystko jest w porządku. Faber dopiero później dodał w wypowiedzi nadanej przez stację, że transakcja, o której mówił, została ostatecznie zawarta. Szkoda jednak już została wyrządzona. Dokładnie w tym momencie stało się jasne, że Bear Stearns już nie żyje, dokładnie wtedy, kiedy zadał to pytanie powiedział mi trader z Wall Street z czterdziestoletnim doświadczeniem. Gdy raz się zasugeruje, że firma nie może doprowadzić transakcji do końca, już jest po niej. Faber go zabił. Po prostu go zabił. W siedzibie Bear Stearns na piątym piętrze panowało jednak przekonanie, że Schwartz wybrnął doskonale. Ale plotki po tym wywiadzie nie ustały, rozmowa w ogóle niczego nie zmieniła. Gdy Schwartz wrócił do gabinetu po południu, próbował telefonować do klientów, ale nie był w stanie walczyć z falą. Pod koniec dnia pierwsi pożyczkodawcy zawierający transakcje repo ostrzegli Molinaro, że następnego dnia nie odnowią pożyczek. Środowe popołudnie nie napawało optymizmem. Pojawiały się skutki trzech dni plotek wspomina jeden z dyrektorów Bear Stearns. Przede wszystkim z powodu tego, że fundusze hedgingowe wycofały swoje pieniądze, rezerwy banku stopniały do niecałych 15 miliardów dolarów. Wieczorem Molinaro, dyrektor finansowy, powiedział Schwartzowi, że prawdopodobnie następnego dnia odbudują te rezerwy. Grożą im jednak poważne kłopoty, jeżeli zaczną się wycofywać pożyczkodawcy zawierający kontrakty repo. Schwartz od dawna miał plan awaryjny, obejmujący między innymi sprzedaż aktywów. Molinaro po raz pierwszy go wyciągnął i zaczął uważnie analizować. Schwartz w tym czasie zatelefonował do Gary ego Parra ze spółki Lazard. Umówili się na spotkanie następnego dnia. Późnym wieczorem prawnik z banku Bear Stearns zatelefonował do Tima Geithnera, prezesa Banku Rezerw Federalnych w Nowym Jorku. Poinformował go o sytuacji i nalegał, by Rada Rezerwy Federalnej działała energiczniej, aby zapewnić płynność rynkowi. Rankiem następnego dnia, jadąc do pracy z Connecticut, Molinaro zaczął telefonować do pracowników wydziałów zajmujących się transakcjami repo i wydziału finansowego, aby się przekonać, o czym świadczą ich pierwsze rozmowy. W The Wall Street Journal zamieszczono materiał, z którego wynikało, że niektórzy wierzyciele Bear Stearns, między innymi niezmiernie ważni pożyczkodawcy zawierający z nim transakcje repo, stają się coraz bardziej nerwowi. Mimo to pierwsze rozmowy dnia przebiegły dobrze. Inne firmy nadal zawierały transakcje z Bear Stearns. Niewielu wierzycieli zawierających kontrakty repo zapowiadało, że wyciągnie pieniądze pożyczane każdego dnia. W czwartek rano wszystko wyglądało dobrze mówi jeden z dyrektorów. Następnie pogłoski się nasiliły, podobnie jak poprzedniego dnia, a przez to wierzyciele zaczęli wycofywać pieniądze. Pożyczkodawcy zawierający kontrakty repo ostrzegali Molinara i jego ludzi, że następnego dnia rano nie przedłużą pożyczek jednodniowych udzielanych bankowi. Popołudniu zapora zaczęła pękać. Ponieważ mówiono o tym, że wycofują się

wierzyciele zawierający transakcje repo, taką samą decyzję podjęło więcej takich pożyczkodawców. Wycofana została niemal cała gotówka funduszy hedgingowych. Bardzo wielu pożyczkodawców się wycofywało mówi dyrektor z banku. O wszystkim miała przesądzić postawa wierzycieli zawierających kontrakty repo. Molinaro i Robert Upton, skarbnik, pod koniec dnia analizowali, ilu wierzycieli się wycofało. O siedemnastej Molinaro wiedział już, że ziścił się najgorszy koszmar. Wziął do ręki telefon i skontaktował się ze Schwartzem, który siedział w swoim gabinecie na 41. piętrze. Musisz tu zejść powiedział. Liczby zapisane na kartce z żółtego bloku mówiły wszystko. Stojąc w sali konferencyjnej Molinara, Schwartz słuchał, jak Robert Upton prowadził ich przez ruiny. Następnego ranka nie będzie renegocjacji dotyczący aż około 30 miliardów dolarów pożyczanych na podstawie transakcji repo. Być może uda się zastąpić połowę pieniędzy środkami z rynku, ale i tak bankowi będzie brakowało 15 miliardów dolarów do sumy niezbędnej do przetrwania dnia. O dziewiętnastej nie ulegało wątpliwości, że mają tylko dwa rozwiązania albo awaryjny zastrzyk gotówki, albo rozpoczęcie procedury upadłościowej. Wszyscy się zgadzali co do jednej kwestii, że sprawę trzeba utrzymać w tajemnicy. Jeśli wiadomość o tym się rozejdzie, może to oznaczać koniec przypomina swoje słowa jeden z uczestników tego spotkania. Schwartz był zdruzgotany. Autentycznie wierzył, że sobie poradzą. Wczesnym wieczorem, zdając sobie sprawę, że czas do śmierci banku Bear Stearns być może należy mierzyć nie w dniach, lecz w godzinach, siadł do telefonu. Szefowie instytucji tworzących przepisy regulujące rynek, a więc Komisji Papierów Wartościowych i Giełdy (SEC), Departamentu Skarbu i Rady Rezerwy Federalnej, przez cały dzień bacznie obserwowali sytuację i czekali na telefon. Gary Parr, bankowiec ze spółki Lazard, już po południu kontaktował się z Jamiem Dimonem, dyrektorem generalnym JP Morgan, aby mu uświadomoć położenie Bear Stearns. Było naturalne, że oczekiwano by pożyczki jednodniowej od JP Morgan, bo oba banki od dawna miały różne powiązania, a ich siedziby znajdowały się naprzeciw siebie przy Czterdziestej Siódmej. Tego dnia Dimon miał pięćdziesiąte drugie urodziny, które spędzał przy spokojnej kolacji w greckiej restauracji Avra przy Czterdziestej Ósmej Wschodniej. Zirytował się więc, gdy zadzwonił jego prywatny telefon. Używano go tylko w sytuacjach nagłych. Telefonował Parr, który połączył go ze Schwartzem. Gdy wyszedł przed restaurację. Schwartz krótko przedstawił skalę katastrofy, która dotknęła Bear Stearns i rzekł: Naprawdę potrzebujemy pomocy. Nadal podirytowany Dimon spytał Ile?. Aż 30 miliardów dolarów wyjaśnił Schwartz. Alan, nie jestem w stanie tego zrobić odrzekł Dimon. To za dużo. Czy moglibyście nas kupić z dnia na dzień? Nie da rady odparł Dimon. To niemożliwe. Nie ma kiedy zrobić analiz. Nie znamy szczegółów. Mam przecież zarząd. Dimon uważał, że Schwartz powinien zatelefonować do ludzi z Fed i Departamentu Skarbu, bo tylko tam Bear Stearns może załatwić 30 miliardów dolarów jednodniówki overnight. Obiecał jednak, że się zorientuje, jak może pomóc. Rozłączył się i zatelefonował do Tima Geithnera, prezesa Banku Rezerw Federalnych w Nowym Jorku. Wall Street XXI wieku to świat rozlicznych wzajemnych powiązań. Niemal każdy tam pożycza innemu miliardy dolarów. Geithner się obawiał, że upadek Bear Stearns może wywołać efekt domina, co zniszczy wiele firm na całym świecie. Nalegał więc bardzo, aby Dimon wymyślił jakiś sposób udzielenia pomocy. Tim, zrozum, nie jesteśmy tego w stanie zrobić sami tłumaczył Dimon. Zrób coś, żeby dociągnęli do weekendu. Później będziesz miał trochę czasu. Dimon skończył rozmowę, zdając sobie sprawę, że jego bank jest już w to zaangażowany, czy komuś to odpowiada, czy nie. Wiedział, że każdy mający coś wspólnego z tą sprawą będzie przekonywać, że JP Morgan powinien przejąć Bear Stearns. Niektóre aspekty działalności Bear Stearns odpowiadały Dimonowi i mogły przemawiać za przejęciem tego banku na przykład system sekurytyzacji za pomocą usług zwanych prime brokerage, pozwalających uwolnić bank od ryzyka, energia Bear Stearns oraz correspondent banking ale Dimon nie miał ochoty na przejęcie wielkich problemów spowodowanych przez kredyty hipoteczne. Mimo to natychmiast wysłał kilku traderów do Bear Stearns, by analizowali księgi. Wtedy zorientował się, że ma problem. Kłopot polegał na tym, że Steve Black, szef wydziału bankowości inwestycyjnej, który prawdopodobnie najwięcej wiedział o Bear Stearns, był z rodziną na wakacjach na karaibskiej wyspie Anguilla. Black i jego żona Debbie cieszyli się tego wieczora, że mają przed sobą trzy dni spokoju. Na prośbę Debbie Black zostawił telefon komórkowy w hotelu, gdy późnym wieczorem poszli na kolację do restauracji przy plaży. Gdy jedli posiłek, Black ujrzał mężczyznę żwawo zmierzającego w ich kierunku. Cholera powiedział cicho. Czy pan Black? spytał mężczyzna. Gdy Black kiwnął głową, mężczyzna rzekł: Jest pan proszony do hotelu w nagłej sprawie. Black poprosił, aby przekazano Dimonowi, że ma zatelefonować do restauracji. Czekał na telefon w kuchni, gdzie uwijali się kucharze. To do mnie powiedział do kucharza, gdy rozległ się dzwonek. O godzinie dwudziestej pierwszej Black był w hotelu i kierował zespołem analizującym sytuację Bear Stearns. Rano przyleciał po niego firmowy samolot. Pierwsza grupa dyrektorów JP Morgan pojawiła się w dyrektorskich gabinetach Bear Stearns na piątym piętrze około

godziny dwudziestej trzeciej. Szybko się zorientowali, z jakim ryzykiem wiąże się to, o co ich poproszono. Jeśli Dimon pożyczy bankowi Bear Stearns jakieś 15 miliardów dolarów, a firma upadnie następnego dnia, cała suma może przepaść. Nieco po północy Dimon powiedział Schwartzowi podczas rozmowy telefonicznej: Musimy w to włączyć Fed. Tim Geithner czekał na telefon w centrum Nowego Jorku. Dimon się z nim skontaktował i tłumaczył ponownie, że jakikolwiek program ratunkowy jest za duży i zbyt ryzykowny, aby bank JP Morgan miał się na to zdecydować sam. Obaj wiedzieli, że oznacza to tylko jedno. W jakiś sposób Bear Stearns musi uzyskać dostęp do zasobów gotówki, z których mogły korzystać amerykańskie banki komercyjne, ale nie inwestycyjne. Jedyne rozwiązanie polegało na to, że Fed udzieli pożyczki JP Morgan, aby ten bank mógł działać jako kanał, którym popłynie gotówka z banków Rezerwy Federalnej do skarbca Bear Stearns. Geithner, który błyskawicznie zrozumiał, jak to rozwiązać, zaczął telefonować do Waszyngtonu. Przedstawił szczegóły prezesowi Rady Rezerwy Federalnej, Benowi Bernanke oraz Hankowi Paulsonowi, sekretarzowi skarbu, a także ludziom z Komisji Papierów Wartościowych i Giełdy. Jeśli uda się utrzymać Bear Stearns przez następny dzień, być może w weekend przygotuje się większą i lepszą transakcję. O drugiej w nocy zespoły specjalistów z Rady Rezerwy Federalnej i Komisji Papierów Wartościowych i Giełd dołączyły do bankowców JP Morgan pracujących w siedzibie Bear Stearns. Wszyscy analizowali dokumentację. W sali konferencyjnej Molinara Schwartz i Molinaro chodzili nerwowo, od czasu do czasu sięgając po kawałek zimnej pizzy. Zdawali sobie sprawę, że ich los w dużej mierze nie od nich zależy. O czwartej rano gotowy był zarys transakcji. JP Morgan uruchomi linię kredytową dla Bear Stearns, a pieniądze zostaną dostarczone przez Fed. Przez kolejne trzy godziny dogadywano szczegóły. W ostatniej chwili Stephen Cutler, główny prawnik JP Morgan, dodał do komunikatu dla mediów zdanie, że linia kredytowa zostanie przyznana na 28 dni. Schwartz i Molinaro kilka razy nerwowo się do siebie uśmiechnęli. Zostali uratowani na 28 dni. Wszyscy to uważaliśmy za wielkie zwycięstwo wspomina pewien dyrektor Bear Stearns. Wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni, sądząc, że udało się nam uniknąć śmierci. Ich optymizm nie miał jednak trwać długo. Gdy w piątek rano giełda zaczęła działać, traderzy przyjęli wiadomości o Bear Stearns ze zdumieniem, ale nie wpadali w panikę, przynajmniej na początku. Mniej więcej przez pierwszą godzinę działalności giełdy notowania pozostały na poziomie z poprzedniego dnia, a więc nieco powyżej 60 dolarów. Steve Black tarł czoło na wyspie Anguilla. Sen wariata powiedział do żony, gdy jechali na lotnisko. Nikt nie rozumie, co się tam dzieje. Akcje powinny być o połowę tańsze. Gdy Black dotarł na lotnisko, już tak było. O godzinie szesnastej bank już prawie w ogóle nie miał rezerw kapitałowych, a jeszcze w poniedziałek było ich 17 miliardów dolarów. Wypływające od nas pieniądze tworzyły powódź wspomina dyrektor z Bear Stearns. W piątek po południu nie byliśmy nawet w stanie śledzić, ile pieniędzy się wypłaca. Muszę powiedzieć, że piątkowe popołudnie wszystkich zaskoczyło. A to dlatego, że w piątek rano uważaliśmy, że kupiliśmy trochę czasu pozwalającego na reakcję»poczekajmy jeszcze chwilę, zobaczymy«. Gary Parr w tym czasie kontaktował się telefonicznie ze wszystkimi, którzy mogliby pomóc. W grę wchodziły wszystkie rozwiązania, czyli fuzja, sprzedaż wartościowych aktywów, na przykład spółek zajmujących się usługami prime brokerage, a nawet sprzedaż całego banku. Run można było powstrzymać tylko w jeden sposób, o czym wszyscy wiedzieli. Trzeba było znaleźć inwestora uwiarygodniającego, jak go nazwał Parr. Potrzebne było znaczące nazwisko albo brand, najlepiej z wielkimi pieniędzmi, aby dzięki temu można było nadać komunikat, że Bear Stearns nadal stoi na mocnych podstawach. Idealny byłby Warren Buffett, o którym panuje przekonanie, że nikt mu nie dorówna, gdy trzeba ocenić wartość. Gdyby Buffett włożył w to sto dolarów, w zupełności by wystarczyło komentuje osoba uczestnicząca w wydarzeniach tamtego dnia. Przynajmniej na początku jednak nikt się panicznie nie spieszył. Około osiemnastej Schwartz wsiadł do czarnej limuzyny, aby pojechać do domu w Greenwich. Bank jeszcze żył, choć ledwie oddychał. Dzięki linii kredytowej uruchomionej przez JP Morgan pewnie będzie można rozpocząć działalność w poniedziałek. Schwartz miał jeszcze dwadzieścia osiem dni, dwadzieścia osiem na zebranie kapitału, znalezienie partnera do fuzji albo sprzedaż banku. Wiedział, że nie będzie to proste, ale było wykonalne. Gdy samochód jechał na północny wschód, zadzwonił telefon. Tim Geithner z Banku Rezerw Federalnych w Nowym Jorku i Hank Paulson, sekretarz skarbu. Paulson od razu przeszedł do sedna. Pamięta pan pewnie, że mówiłem, gdy przygotowaliśmy to rozwiązanie, że wasz los już nie spoczywa w naszych rękach. Nie zamierzamy tu być w niedzielę wieczorem tak, jak byliśmy wczoraj. Macie weekend na zawarcie transakcji z JP Morgan albo kimkolwiek innym, kogo wam się uda znaleźć. Jeśli nie załatwicie tego do poniedziałku, wyciągamy wtyczkę. Tak oto skończył się dwudziestoośmiodniowy parasol dla Bear Stearns. Linia kredytowa Fed miała działać do nocy z niedzieli na poniedziałek. Osłupiały Schwartz wyłączył telefon. Skontaktował się później z Molinaro, który też był w drodze do domu i akurat kupował kawę na parkingu przy Merritt Parkway. Chyba sobie jaja robisz rzekł Molinaro. Szefowie Bear Stearns do dziś nie mają pewności, czy źle zrozumieli zwrot mówiący o dwudziestu ośmiu dniach, czy Paulson po prostu zmienił zdanie po wydarzeniach piątkowego popołudnia. Wszyscy uważali, że mamy dwadzieścia osiem dni mówi jeden z dyrektorów Bear Stearns. Czy sądzimy, że oni to mieli na myśli? Tak. A kiedy wszystko było

gotowe, dostaliśmy kartkę, na której stwierdzono»jeśli się na to zgodzicie, będzie z wami wszystko w porządku«. Podpisaliśmy. Nikt nie analizował długo tych szczególików. W gruncie rzeczy nikt, nawet przedstawiciele władz Systemu Rezerwy Federalnej, nie miał pewności, co dokładnie oznaczała linia kredytowa albo słowa o dwudziestu ośmiu dniach. Nabrali nadziei przez te sformułowania komentuje pewien przedstawiciel władz Fed. Nie wiem, na jakiej podstawie. Bardzo jasno wtedy stawialiśmy sprawę, że świat się na tym nie kończy. Ale wszystko się potoczyło tak szybko. Nie przemyśleliśmy szczegółowo możliwości późniejszego rozwoju wydarzeń. Gdy Schwartz wrócił do swego gabinetu w sobotę rano, znów zaczął telefonować. Jedną z pierwszych osób, z którymi się skontaktował, był Geithner. Prosił go o więcej czasu, tłumacząc, że szefowie Bear Stearns sądzili, iż mają dwadzieścia osiem dni. Geithner jednak nie ustępował. Powtórzył, że niedziela wieczór to ostateczny termin. W tym czasie przedstawiciele firm, które mogłyby być zainteresowane przejęciem części albo całości banku już tłoczyli się w korytarzach i zapoznawali się z dokumentacją finansową. Zaczęli pracować gorączkowo, gdy rozeszła się wiadomość, że niedziela wieczór to termin ostateczny. Był tam zespół specjalistów z Flowers, zespół reprezentujący Henry ego Kravisa oraz kilka grup przedstawicieli wielkich banków. Tylko z samego JP Morgan pojawiło się szesnaście zespołów, które spotykały się z najważniejszymi menedżerami Schwartza. Trzeźwienie było bolesne. Z upływem czasu potencjalni partnerzy kolejno się wycofywali. Każdy miał jakieś wytłumaczenie a to za mało czasu albo pieniędzy, a to zabrakło odwagi, by się błyskawicznie zdecydować na tak ryzykowną transakcję. Wyglądało na to, że dwie najlepsze możliwości to JP Morgan i Flowers. Przedstawiciele Flowers powiedzieli Parrowi w sobotę po południu, że są gotowi kupić 90 proc. udziałów w Bear Stearns mniej więcej za 30 miliardów dolarów, co dawałoby 28 dolarów za akcję, pod warunkiem że uda się do następnego dnia uzyskać 20 miliardów dolarów od konsorcjum bankowego. Nikt nie sądził, że się uda. Schwartz od początku zakładał, że czeka go transakcja z JP Morgan. Po drugiej stronie ulicy w gabinetach dyrektorskich na siódmym piętrze siedziby JP Morgan Jamie Dimon i Steve Black analizowali nieustannie przychodzące raporty zespołów ekspertów. W tym momencie w Bear Stearns było ich ponad trzystu. Wszyscy naturalnie wiedzieli, że najważniejsza jest księga hipoteczna, czyli wykaz papierów wartościowych zabezpieczonych kredytami hipotecznymi. Wielu z tych walorów nie można by sprzedać, nikt więc nie miał pojęcia, jak wyceniać te złożone kombinacje instrumentów. Analizując dokumentację Bear Stearns, Black był coraz bardziej zmartwiony. Wraz z Dougiem Braunsteinem, innym dyrektorem JP Morgan, zatelefonowali wieczorem do Schwartza i Parra, aby powiedzieć, że jeśli ich bank w ogóle złoży propozycję, nie będzie mógł zaoferować wiele. Przy zamknięciu giełdy w piątek po południu notowania akcji Bear Stearns wynosiły 32 dolary. To, że akcje kosztują 32 dolary, w tym momencie nie ma większego znaczenia stwierdził Black. Powiedział później, że JP Morgan mógłby zapłacić od ośmiu do dwunastu dolarów za akcję. Powiedzieliśmy:»Nie ma tam nic więcej, a stało się tak przez brak odpowiedniego nadzoru i wiele innych decyzji«wspomina osoba biorąca udział w tych spotkaniach. Alan spytał:»dacie tyle, cokolwiek się wydarzy?«. To było dla nich najważniejsze. Wieczorem wszyscy przez wiele godzin analizowali dokumentację Bear Stearns, szczególnie wykaz papierów wartościowych zabezpieczonych kredytami hipotecznymi. O świcie wielu dyrektorów JP zaczęło się wahać. Im dłużej się przyglądali walorom posiadanym przez Bear Stearns, tym wyraźniej widzieli, że problem jest bardzo poważny. Na przykład bank Bear Stearns początkowo szacował, że ma 120 miliardów dolarów w tak zwanych aktywach ważonych ryzykiem (pod tą nazwą kryje się założenie, że mogą być z nimi problemy), ale w niedzielę rano dyrektorzy JP Morgan uważali, że to raczej 220 miliardów dolarów. Wszyscy się na tych papierach przespaliśmy wspomina dyrektor uczestniczący w tych pertraktacjach a raczej nie przespaliśmy, lecz na pół godziny zamknęliśmy oczy, po czym zdaliśmy sobie sprawę, że gdy zrobić krok w tył, nieco oddalić się od ogromu tego wszystkiego i spojrzeć z pewnego dystansu, to widać, że to, co mielibyśmy przejąć, było po prostu potworne. I nie chodziło wyłącznie o ryzyko finansowe. Tego dnia rankiem w dzienniku The New York Times ukazał się artykuł bardzo doświadczonej dziennikarki Gretchen Morgenson, poświęcony najplugawszym aspektom najnowszej historii banku Bear Stearns. Steve Black chodził po siódmym piętrze i upewniał się, czy wszyscy przeczytali ten tekst. Ten artykuł na pewno wpłynął na moje zdanie wspomina jeden z dyrektorów JP Morgan. Sama kwestia reputacji. Wzruszył ramionami, kończąc: Zgodzić się na to, aby cię łączono z nimi?. Dimon musiał przyznać rację. Po prostu za wiele tego było. Steve Black poinformował Schwartza. Jeśli pracujecie nad jakimś innym rozwiązaniem, powinniście to robić energicznie powiedział. Tim Geithner, który był w centrum Nowego Jorku w Banku Rezerw Federalnych wyszedł z sali konferencyjnej, aby posłuchać wiadomości od Dimona. Pamiętam, że wrócił po jakiejś minucie. Miał taki wyraz twarzy, jakby chciał zapytać:»no i?«wspomina członek zespołu Rady Rezerwy Federalnej. Nie zrobią tego powiedział Geithner. Geithner uważał, że nie powinien dopuścić do śmierci Bear Stearns. Trudno było sobie nawet wyobrazić jej konsekwencje. Pierwszy raz w historii cały świat patrzył na upadek dużej instytucji finansowej, który mógł wywołać paniczny run grożący katastrofą całego systemu finansowego wspomina przedstawiciel władz Rady Rezerwy Federalnej. Nie ulegało dla nas wątpliwości, że nie powinniśmy do tego dopuścić.

Chwilę później Geithner znów rozmawiał przez telefon z Dimonem. Tych rozmów było wiele. Jeden z przedstawiciel władz Rady Rezerwy Federalnej wspomina je następująco: Oni powtarzali:»nie zrobimy tego«, a my powtarzaliśmy:»naprawdę uważamy, że powinniście to zrobić«. I tak godzinami. Wreszcie doszło do»być może, jeśli «. Powtarzali:»Nie możemy tego zrobić sami«. Przez cały ten czas Geithner nerwowo spoglądał na zegar. Giełdy australijskie zaczynały pracować w niedzielę o szóstej po południu czasu nowojorskiego. Do tego czasu powinno dojść do jakiejś transakcji albo należało się spodziewać chaosu. Geithner odbył kilka długich rozmów z Benem Bernanke i Hankiem Paulsonem. Nigdy nie rozważano serio, czy Fed może udzielić pomocy. Chociaż nigdy wcześniej Rada Rezerwy Federalnej nie decydowała się na takie działania, był jednoznaczny precedens. Banki centralne i Wielkiej Brytanii, i Niemiec zaledwie przed rokiem ratowały instytucje finansowe zagrożone upadkiem przez kryzys na rynku kredytów hipotecznych. Potrzeba było jednak czasu, by ustalić szczegóły. Paulson miał podpisać dokument gwarantujący, że w razie niewypłacalności Bear Stearns z powodu posiadanych papierów wartościowych rachunek zostanie pokryty przez amerykańskich podatników. W tym czasie Alan Schwartz spoglądał na zegar, w zasadzie tylko biernie uczestnicząc w pogrzebie swojego banku. O trzynastej było posiedzenie rady Bear Stearns. Wielu członków, w tym Jimmy Cayne, kontaktowało się z zebranymi telefonicznie. Cayne był w Detroit na turnieju brydżowym. Schwartz odebrał telefon od dyrektorów JP Morgan, którzy go poinformowali, że jeśli propozycja zostanie złożona, bank zaoferuje mniej niż 8 12 dolarów, o których rozmawiano poprzedniego dnia wieczorem. Powiedzieli, że prawdopodobnie będzie to 4 dolary za akcję. Gdy Schwartz przekazał członkom rady wiadomość o cenie 4 dolary za akcję, kilku z nich, między innymi Cayne, zareagowało bardzo gwałtownie. Cayne energicznie przekonywał, że bank powinien po prostu rozpocząć procedurę upadłościową. Wielu wtedy mówiło po prostu»peprzyć ich, idźmy w jedenastkę«wspomina uczestnik tego spotkania [żargonowa jedenastka oznacza wszczęcie procedury upadłościowej]. Wtedy Gary Parr i prawnicy specjalizujący się w procedurze upadłościowej cierpliwie tłumaczyli, że upadłość jest w tym wypadku wykluczona, nie może tego zrobić wielka firma handlująca papierami wartościowymi. Po wprowadzonych w 2005 roku zmianach przepisów dotyczących procedury upadłościowej agencje federalne musiałyby przejąć rachunki klientów. Wierzyciele natychmiast zabraliby wszystkie papiery wartościowe. Powoli do wszystkich docierało, że trzeba się będzie zgodzić na nieuchronne przejęcie banku za 4 dolary za akcję. Banku, którego akcje rok wcześniej były warte 170 dolarów! Właśnie wtedy, Paulson, sekretarz skarbu, przekręcił nóż. Jako czołowy polityk zaangażowany w tę transakcję dbał o wizerunek. Zastanawiał się więc i nad tym, jak zostanie odebrane to, że władze federalne ratują bogaty bank inwestycyjny, gdy przeciętni Amerykanie tracą domy, i nad tym, co prawnicy nazywają zagrożeniem moralnym, czyli brał pod uwagę to, że przejęcie Bear Stearns, które zostanie odczytane jako ratowanie banku doprowadzonego do bankructwa przez złą ocenę sytuacji, może zachęcić szefów innych instytucji finansowych do ryzykownych działań. Paulson uznał więc, że ta transakcja musi zaboleć Bear Stearns. Zaboleć mocno. Paulson i Tim Geithner zatelefonowali do Dimona do siedziby JP Morgan. Dimon przełączył telefon, tak, aby wszyscy słyszeli. Dimon powiedział następnie, że myśli o przejęciu Bear Stearns za 4 5 dolarów za akcję. Wydaje mi się, że to za dużo odrzekł Paulson. Myślę, że cena powinna być bardzo niska. Nieco później Doug Braunstein z JP Morgan skontaktował się z Garym Parrem przebywającym w siedzibie Bear Stearns. Poinformował, że oficjalna propozycja nadejdzie wkrótce, a na razie powiedział, że cena to dwa dolary. Parr się prawie udławił. To chyba pomyłka odrzekł. Nie było pomyłki. Schwartz przyjął tę wiadomość spokojnie, czego nie można powiedzieć o niektórych członkach rady. Jimmy Cayne, którego 5,66 miliona akcji, niegdyś wartych ponad miliard dolarów, teraz miała mu dać niecałe 12 milionów dolarów, zaklinał się, że nigdy się nie zgodzi na tak upokarzającą propozycję. Do siedzących wokół stołu docierało, że przepada ich majątek wspomina uczestnik spotkania. Zebrani reagowali różnie, smutkiem, gniewem. Zrozumieli, że czeka ich tragedia. Ale przede wszystkim się przekonali, że gdy wpadli w kłopoty, okazało się, że nie mają wielu przyjaciół. Schwartz przez pół godziny tłumaczył, że zarząd banku w gruncie rzeczy nie ma wyboru. Zostaje albo JP Morgan, albo bankructwo, co oznacza likwidację firmy i od południa następnego dnia brak pracy dla czternastu tysięcy pracowników. Co mam powiedzieć? spytał w pewnym momencie. Lepsze to niż nic. I w ten oto sposób, po złożeniu podpisów na bezprecedensowej umowie fuzji, zniknął wielki amerykański bank inwestycyjny, a wraz z nim przepadło 29 miliardów dolarów należących do udziałowców oraz bezpieczna przyszłość czternastu tysięcy pracowników. W kolejnych dniach w holach i korytarzach siedziby banku słychać było wybuchy gniewu. Obrażali się na Schwartza i nawet go wyzywali ludzie od dawna z nim zaprzyjaźnieni. Podczas spotkania wszystkich pracowników, któremu przewodniczył, ktoś krzyknął To rozbój!. Krzyczano przed jego gabinetem i obrzucano go obelgami nawet w siłowni w budynku banku. Udziałowcy byli tak rozsierdzeni, że wszyscy musieli w następny weekend jeszcze raz zasiąść do pertraktacji.

Przedstawiciele JP Morgan i Rady Rezerwy Federalnej podczas kolejnych szalonych negocjacji trwających całe doby zgodzili się podnieść cenę do 10 dolarów za akcję. Pomimo gniewu i załamania wszystkim przychodziło do głowy pytanie, na które nikt nie umiał udzielić odpowiedzi jak w ogóle mogło do tego dojść? Nawet w kręgu dyrektorów najwyższych szczebli, którzy uczestniczyli w wydarzeniach tego szaleńczego tygodnia, nie ma dwóch osób, które w ten sam sposób oceniałyby upadek Bear Stearns. Wielu jednak godzi się z jakąś wersją scenariusza, który przyjął Alan Schwartz. W rozmowach z przyjaciółmi Schwartz przyznaje, że popełniono błędy. Nie zaprzecza także, że firma była osłabiona finansowo. Im więcej jednak się dowiadywał o tym, co się wydarzyło za kulisami w tym feralnym tygodniu, tym bardziej się przekonywał, że upadek Bear Stearns był skutkiem przeprowadzonego z premedytacją ataku spekulantów, którzy dzięki temu zyskali. Zdaniem tych, z którymi Schwartz o tym rozmawiał, ci nie wymieniani z nazwiska spekulanci kilku obecnie przesłuchuje Komisja Papierów Wartościowych i Giełdyy opracowali złożony plan, aby zmusić kilka wielkich firm z Wall Street do wstrzymania transakcji z Bear Stearns, po czym zorganizowali przeciek do mediów, by sztucznie wywołać panikę. Coś się stało w poniedziałek i od tego się zaczął ten bałagan uważa jeden z dyrektorów Bear Stearns, który składał wyjaśnienia w Komisji Papierów Wartościowych i Giełdy. Jakby został aktywowany wirus komputerowy. Skąd się to, do cholery, wzięło? Kto to rozpoczął? Próbowaliśmy dojść, proszę wierzyć, ale nie udało się niczego ustalić. Wiemy, że wiele wielkich funduszy hedgingowych rozpuszczało pogłoski, ale jak to prześledzić? Tylko Komisja Papierów Wartościowych i Giełdy może to zrobić i już się tym zajmuje. Najważniejszym elementem tej teorii są nowacje, które zaczęto składać lawinowo we wtorek i środę w tamtym tygodniu. Gdy szefowie Bear Stearns analizowali później te transakcje, przekonali się, że owiększość została zawarta z zaledwie trzema bankami, mianowicie Goldman Sachs, Credit Suisse oraz Deutsche Bank. Schwartz doszedł do przekonania, że nie stało się tak przypadkiem. W jego przeświadczeniu zalew wniosków nowacyjnych miał służyć temu, aby przynajmniej jedna z tych trzech firm na jakiś czas przestała je wstrzymywać. Tak się stało. Goldman Sachs i Deutsche Bank tak zrobiły. Wiadomość o tym wstrzymaniu transakcji dotarła do wszystkich inwestorów działających na parkietach Wall Street. Pogłoska zyskała na wiarygodności następnego dnia, gdy David Faber zapytał o to Schwartza w programie nadawanym przez stację CNBC. Lubię Fabera, to porządny facet, ale ciekawi mnie, czy kiedykolwiek zadał sobie pytanie, dlaczego ktoś mu o czymś takim powiedział docieka menedżer Bear Stearns najwyższego szczebla. Był powód, aby doszło do przecieku tej informacji, powód bardzo prosty. Ktoś chciał nas pogrążyć i to mocno. (Faber mówi, że informował rzetelnie, na podstawie rozmowy, którą przeprowadził z osobą znaną mu od dwudziestu lat). Ale kto to był? Według pewnej mało precyzyjnej wersji, zasłyszanej najpierw w banku Lehman Brothers, grupa menedżerów funduszy hedgingowych świętowała upadek Bear Stearns podczas śniadania w następną niedzielę i planowała podobny atak na Lehmana w następnym tygodniu. Niezależnie od tego, czy tak było, dyrektorzy Bear Stearns opowiedzieli o tym pracownikom Komisji Papierów Wartościowych i Giełdy, podając jednocześnie nazwy trzech firm, które podejrzewają o zorganizowanie upadku. Dwie z tych firm to fundusze hedgingowe, Citadel z Chicago prowadzony przez tradera o nazwisku Ken Griffin, oraz SAC Capital Partners ze Stamford w stanie Connecticut kierowany przez Stevena Cohena. (Rzecznik SAC Capital wyjaśniał, że jego firma zdecydowanie odrzuca wszelkie sugestie, że odegrała jakąkolwiek rolę w upadku Bear Stearns. Rzeczniczka funduszu Citadel stwierdziła, że te zarzuty są bezpodstawne ). Trzecim podejrzanym, przynajmniej w przekonaniu dyrektorów Bear Stearns, jest jeden z najpoważniejszych konkurentów tego banku, mianowicie bank Goldman Sachs. ( Bank Goldman Sachs wspierał Bear Stearns stwierdziła jego rzeczniczka. Pogłoski, że postępowaliśmy inaczej, są całkowicie bezpodstawne ). Kilku dyrektorów Bear Stearns wspominało również o Jeffie Dormanie, który w ich opinii rozpuszczał pogłoski w feralnym tygodniu. Dorman przez krótki czas był współprezesem spółki zajmującej się prime brokerage, ale zrezygnował latem poprzedniego roku, aby objąć podobne stanowisko w Deutsche Bank. Latem słyszeliśmy, że Dorman mówił różne rzeczy mówi dyrektor z Bear Stearns. Dotarliśmy wtedy do Deutsche Bank i powiedzieliśmy, żeby przestał. (Zapytana o ten zarzut rzeczniczka Deutsche Bank przyznała, że bank Bear Stearns w sierpniu wysłał do dyrektorów Deutsche Bank list, prosząc, aby Dorman nie nakłaniał klientów Bear Stearns do odejścia. Szefowie Deutsche Bank odpowiedzieli wówczas, że Dorman tego nie robi. Nie stwierdzono wtedy jednoznacznie, co Dorman mógł mówić na temat Bear Stearns, nie wypowiadała się na ten temat konkretnie także rzeczniczka Deutsche Bank). Obecnie wielu byłych pracowników Bear Stearns nie ma pracy. Firma została wchłonięta przez JP Morgan wraz z częścią menedżerów najwyższych szczebli, między innymi Ace em Greenbergiem, który został wiceprezesem JP Morgan, oraz Alanem Schwartzem, który prawdopodobnie obejmie stanowisko w wydziale bankowości inwestycyjnej. Być może Komisja Papierów Wartościowych i Giełdy dojdzie do tego, czy bank Bear Stearns zamordowano. Być może nie. Nawet ci, którzy są przekonani, że firma padła ofiarą ataku, który miał ją zniszczyć, mają wątpliwości, czy kiedykolwiek uda się to udowodnić. Nie jestem pewien, czy nawet przy możliwości wzywania świadków Komisja Papierów Wartościowych i Giełdy dotrze do prawdy, ponieważ wymogi dotyczące dowodów są rygorystyczne mówi pewien dyrektor z Lehman Brothers. Ale mam nadzieję, że się uda. Bo można na to spojrzeć w ten sposób, że to albo kolejny przykład wycofywania pieniędzy z banku w popłochu, albo bardzo ważny punkt w historii finansowej tego kraju, który może

doprowadzić do zmian, być może bardzo poważnych zmian w systemie zarządzania rynkami finansowymi. Jeżeli istnieje rozwiązanie takich problemów, trzeba go szukać u podstaw tego, co się stało z Bear Stearns. Bo w przeciwnym razie, nie mam co do tego wątpliwości, ta historia się powtórzy.