M YŚ. SĄ NAD XX WIEKIEM Cadyk Biderman i Jan Christian Andersen a także Massada i Toronto KRAKÓW 7-8/2000

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "M YŚ. SĄ NAD XX WIEKIEM Cadyk Biderman i Jan Christian Andersen a także Massada i Toronto KRAKÓW 7-8/2000"

Transkrypt

1 KRAKÓW 7-8/2000 UKAZUJE SIĘ OD ROKU CENA 5,00 ZŁ N u M YŚ LPRZEGLĄD EWANGELICKI MIESIĘCZNIK SPOŁECZNO - KULTURALNY ISSN V I T A L le a n.f. _ I 1 ętw s W numerze min.: fh / L dutrja riiu t (f? tr dubchu ta n ^ f Uc nujtrs circuit Ąun ^ '-Zisf-iz. - ;%# ip itd iu a rt, t. P /tr i- J. Jtcundutn sarn/m v i w i h s merit mmi C R «'«SĄ NAD XX WIEKIEM Cadyk Biderman i Jan Christian Andersen a także Massada i Toronto ponadto Diabeł żyje i rządzi światem oraz Globalizacja i Nierządnice I to co zwykle.

2 KONSTANDINOS KAWAFIS ( ) Btaka Jeśli wyruszasz w podróż do Itaki, pragnij tego, by długie było wędrowanie, pełne przygód, pełne doświadczeń. Lajstrygonów, Cyklopów, gniew nego Posejdona nie obawiaj się. Nic takiego na twojej drodze nie stanie, jeśli myślą trwasz na wyżynach, jeśli tylko wyborne uczucia dotykają tw ego ducha i ciała. Ani Lajstrygonów, ani Cyklopów, ani okrutnego Posejdona nie spotkasz, jeśli ich nie niesiesz w swojej duszy, jeśli własna twa dusza nie wznieci ich przed tobą. Pragnij tego, by wędrowanie było długie: żebyś miał wiele takich poranków lata, kiedy, z jaką uciechą, z jakim rozradowaniem, będziesz podpływał do portów, nigdy przedtem nie widzianych; żebyś się zatrzymywał w handlowych stacjach Fenicjan i kupował tam piękne rzeczy, masę perłową i koral, bursztyn i heban, i najróżniejsze, wyszukane olejki - ile ci się uda zm ysłowych wonności znaleźć. Trzeba też, byś egipskich miast odwiedził wiele, aby uczyć się i jeszcze uczyć - od tych, co wiedzą. Przez cały ten czas pamiętaj o Itace. Przybycie do niej - twoim przeznaczeniem. Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży. Lepiej, by trwała ona wiele lat, abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy, bogaty w e wszystko, co zyskałeś po drodze, nie oczekując wcale, by ci dała bogactwo Itaka. Itaka dała ci tę piękną podróż. Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę. Niczego więcej już ci dać nie może. A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cię nie oszukała. Gdy stałeś się tak mądry, po tylu doświadczeniach, już zrozumiałeś, co znaczą Itaki. (tłum. Zygm unt Kubiak)

3 Ml W numerze: ŁOWO Zasady cjalne (cz. U) Ks, Cezary Królewicz Globalizacja Władysław Pytlik Dwa współistniejące bieguny Jesteśmy Urlopowa szansa Agnieszka Zięciak Diabeł żyje i rządzi światem 35 Halina Szarkowicz =Opala U grobu cadyka Bidermana Halina Wantuta Jeszcze o zborze w Toronto 38 Kso Alfred Bieta Massada Na polce z książkami Poróżniły nas emocje 38 Leon Krzemieniecki Rozprawa o czasie, na czasie Sąd nad XX Wiekiem 6 7 In memoriam Zamiast katechizmu Tarcza wiary Ks. Adam M oszczyński Małżeństwa mieszane z punktu widzenia Kościoła ewangelicko - metodystycznego 24 Informacje Konkurs Ks. Alfred Bieta Jan Christian Andersen Karol Toeplitz Nierządnice Przegląd czasopism Nasza okładka: Chrystus jako Fontanna Życia Anonim XVII w. drzeworyt (ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej) Szanow ni C zytelnicy! Jak co roku, nasza redakcja oczekiwała na informacje dotyczące Forum Inteligencji Ewangelickiej. Czekaliśmy, aby w wakacyjnym (lipcowo/sierpniowym) numerze zawrzeć informacje dotyczące szczegółów organizacyjnych. Czekaliśmy do ostatniej chwili. Niestety, nie doczekaliśmy się. Forum Inteligencji Ewangelickiej 2000 w Warszawie NIE ODBYŁO SIĘ. Dlaczego? Nie dowiedzieliśmy, ponieważ wszyscy, potencjalni organizatorzy byli na urlopach. Zdecydowaliśmy się zatem na opublikowanie SiM datowanego lipiec /wrzesień. Następny numer w październiku. Postaramy się wówczas dać odpowiedź, dlaczego wieloletnia inicjatywa została zaprzepaszczona. Czy jest to wynik zwykłego ludzkiego niedbalstwa, czy były inne ważne przyczyny, czy też może wyczerpała się pewna formuła organizacyjna. Ciekawi jesteśmy też Waszego zdania. Do zobaczenia w Święto Reformacji. Bogusław Tondera Słozoo i M yśl 7-8/2000 1

4 jesteśmy Urlopowe szansa Są rodziny, w których urlopy i wakacje spędza się pami i załatwieniem spraw w urzędach. Do domu wszyscy wracają zmęczeni i często osobno. Czasem wynika to z niemożności zdenerwow ani. Wystarczy zgrania terminów jedno niepo urlopów wszystkich trzebne, przypadkowe członków rodziny, czasem słowo i wybucha z założenia, że do brze jest w czasie urlopu wzajemnie od siebie odpocząć a czasem, po prostu, taniej i wygodniej jest właśnie w te n sposób sp ę d z a ć w olny czas, bo dzieci m ożna wysłać na kolonie i łatwiej jest wyjechać na wczasy jednej, czy dwóm osobom niż całej rodzinie. Tymczasem wspólny urlop stanowi wielką szansę dla umocnienia więzi rodzinnej oraz zbliżenia do siebie małżonków i innych członków rodziny. W ciągu roku może być tak, że członkowie rodziny mają już dość siebie wzajemnie i coraz trudniej im ze sobą wytrzymać. Wynika to z napięcia, pośpiechu i ciągłego życia w stresie. Od rana mnożą się sytuacje konfliktowe: ktoś się nie wyspał i wstał w złym humorze, ktoś inny blokował łazienkę, coś się wylało, coś się przypaliło... A potem trzeba podjąć trud i kłopoty codziennej pracy i nauki. Do tego dochodzą jeszcze kłopoty z zaku awantura. Poza tym tyle jeszcze trzeba w domu zrobić, a z dzieci niewielka pociecha, bo muszą odrabiać lekcje, albo zajęte są czymś poza domem. A jeśli jest chwila wolnego czasu, to wtedy rodzina zasiada przed telewizorem. Nie ma prawdziwego życia rodzinnego w wielu rodzinach. Ludzie żyją razem, ale obok siebie. Niewiele się rozmawia, mało jest wspólnego działania i wspólnej zabawy, rzadkie bywają wspólne posiłki i prawie nie ma już w naszych domach wspólnego rozważania Słowa Bożego i wspólnej modlitwy. I właśnie wspólnie spędzony urlop daje szansę aby to wszystko było. Urlop to jakby przedłużona niedziela, święto, które może stać się świętem rodzinnym. Nikt nie musi się spieszyć, nie ma zwykłego zdenerwowania i zmęczenia. Mamy wiele wolnego czasu. I dobrze jest jeśli chcemy i potrafimy go poświęcić najbliższym. Wspólny w y jazd, czy choćby tylko spacer, długie rozmowy, to szansa żeby być naprawdę blisko siebie, odbudować nadszarpnięte zaufanie, rozbudzić uśpioną miłość. Jest to też szansa na odrobienie zaległości w sprawach duchowych. To czas zw iedzania, a więc także kościołów, to czas dzielenia się swoimi przem yśleniam i, a więc także przeżyciami religijnymi, to czas spędzany wspólnie, oby także na w spólnym uczestnictwie w nabożeństwie, lekturze Pisma Świętego i modlitwie. Jest to czas, kiedy stajemy się życzliwi, bardziej otwarci dla innych. Tą życzliwością obdarzamy tych, którzy są z nami. Dlatego podczas urlopów zawiązuje się w iele bliskich i zażyłych znajomości. Czyż nie lepiej aby to były wspólne znajomości? I czy ta urlopowa życzliwość nie powinna być okazywana szczególnie najbliższym? A jak im ją okazać, gdy są daleko? Dobrze jest, gdy wszyscy znajdują się blisko i gdy mogą wzajemnie doświadczać owej dobroci, życzliwości i miłości, które ujawniane są w czasie odpoczynku. Dlatego jestem za spędzaniem urlopów i wakacji w rodzinnym gronie. Uważam, że jest to duża szansa dla odnowy rodzinnego szczęścia, z którym tak bezwzględnie obchodzi się codzienny pośpiech i zdenerwowanie. Jest to także duża szansa na regenerację, odnowę duchową. Mamy wtedy czas do zastanowienia się nad sensem swojego życia i nad tym, czy dobrze je ułożyliśmy. Możemy być sobie wzajemnie pomocni w utwierdzeniu się w wierze, a gdy odeszliśmy od Boga, w odnalezieniu do Niego drogi powrotnej. Potraktujmy chociaż raz nasz urlop jak przedłużoną niedzielę. Wykorzystajmy go nie tylko na dobry odpoczynek, ale także na odnowienie sił cielesnych i duchowych, na regenerację swych myśli i uczuć. Takie potraktowanie urlopu i spędzenie go w gronie rodzinnym wyjdzie nam wszystkim na dobre. Ułatwi i pomoże w praktykowaniu miłości bliźniego wobec tych, którym mamy ją okazywać na co dzień - wobec członków rodziny. Ks. Henryk Czembor 2 Sbzoo i M yśl 7-8/2000

5 J grobu cadyka lidermama Reportaż z pielgrzym ki ckasydów do Lelowa - Ciągle jeszcze nie potrafię przyzim/czaić się do widoku tylu prawdziwych Żydów w naszej wsi - kręci głową Kazimierz Dors, emerytowany nauczyciel ze wsi Lelów pod Częstochową. - Nie jestem jednak przeciwny tym przyjazdom - przekonuje - wręcz odwrotnie. Kiedy w środku zimy lelowskie idiczki zapełniają się brodatymi i pejsatymi mężczyznami, ogarnia mnie jakaś dziwna radość. Czyżby to była nostalgia za dawnymi czasami? Nie wiem, ale chyba wiele starszych osób tęskni za tamtymi latami, gdy lelowskie uliczki tętniły życiem i gwarem. Gdy każdego poranka słychać było na rynku tą niezwykłą mieszankę słów wypowiadanych na przemian po polsku i w jidysz. Lelów nie jest zwykłą wiejską gminą, jakie dziesiątkami mija się jadąc z Częstochowy do Kielc. Uważny obserwator bez trudu zauważy zachowane jeszcze ślady wspaniałej historii dawnego miasta Lelów. Wjeżdżając do wsi od strony zachodniej można zobaczyć pochodzące z XIV wieku pozostałości obwarowań miejskich oraz ciągnące się wokół kościoła św. Marcina i dawnego zamku głębokie obniżenie terenu, które wskazuje, że kiedyś istniała w tym miejscu fosa obronna. Wieś jest oddalona zaledwie o 40 km od Częstochowy. W średniowieczu Lelów był jednym z 20 małopolskich kasztelanii, siedzibą starosty i sądu biskupa krakowskiego. - Czy ktoś mi uwierzy - powątpiewa Dors - że nasza wieś była przez prawie 500 lat stolicą powiatu? Powiat lelowski obejmował całą północno-zachodnią Małopolskę i pokrywał się z granicami byłego województwa częstochowskiego. To była prawdziwa historia - kończy nostalgicznie. Do bogatych dziejów Lelowa należy również intensywny rozwój osadnictwa żydowskiego. W 1354 r. król Kazimierz Wielki podarował miastu dwa ważne przywileje: nowe prawo lokacyjne oraz pozwolenie na osiedlenie się w granicach miasta emigrantów żydowskich z Europy Zachodniej. Król, dbając o rozwój polskiej gospodarki, dostrzegł w Żydach szansę na ożywienie handlu, a tym samym miast królewskich. Sprowadzeni do Polski Żydzi znajdowali się pod jego szczególną ochroną i protektoratem. Osiedlając się z reguły w dobrach królewskich, rozpoczynali często nowy rozdział w dziejach poszczególnych miejscowości. Tak na przykład, zaczęła się historia podwawelskiego Kazimierza, jednego z największych skupisk Żydów w przedwojennej Europie. Podobnie przedstawiała się sytuacja Lelowa, gdzie według zapisów wizytacyjnych biskupa Radziwiłła z 1598 r. mieszkało kilkanaście rodzin żydowskich. Natomiast spis ludności prymasa Poniatowskiego z 1795 r. mówi już o liczbie pół tysiąca Żydów. Przed wybuchem II wojny światowej w Lelowie zamieszkiwało dwa tysiące osób narodowości żydowskiej, stanowiąc 50% wszystkich mieszkańców miasteczka. Holocaust nie oszczędził także Lelowa. Dla przeciętnego Polaka nieznana jest szerzej historia duchowości i religii żydowskiej. Na początku XVIII stulecia rozwinął się na Podolu nowy ruch religijno-społeczny, zwany chasydyzmem (z hebrajskiego chasid - pobożny")- Jego inspirator, rabin Baal-Szem-Tow sprzeciwiał się formalizmowi religijnemu, jaki ogarnął judaizm ortodoksyjny. Niespodziewanie ruch ten znalazł podatny grunt wśród Żydów i bardzo szybko rozpowszechnił się w miastach i miasteczkach Wschodniej i Środkowej Europy. Także duża część polskich Żydów zainteresowała się nowym nurtem religijnym, który pomału zaczął z synagog wypierać skostniały judaizm rabinistyczny. Chasydyzm opierał się na tradycyjnym mistycyzmie żydowskim, podkreślając znaczenie spontanicznego i osobistego kontaktu z Bogiem. Celem takiej postawy było osiągnięcie szczęścia poprzez obcowanie z Nim. Cechą religijności chasydzkiej był radosny śpiew, taniec i ekstatyczna modlitwa. Szczególne miejsce w każdej wspólnocie chasydzkiej zajmował cadyk - mistrz i przewodnik duchowy. Cadycy cieszyli się dużą czcią i wręcz nabożnym szacunkiem. Niektórzy z nich osiągnęli autentyczną sławę dzięki swojej mądrości, przenikliwości i posiadanym darom prorokowania. Chasydzi potrafili pokonać nieraz setki kilometrów, aby w ważnych sprawach życiowych poradzić się sławnego cadyka. Jeszcze w okresie międzywojennym wielu chasydów wyemigrowało do Ameryki Północnej. Holocaust zamknął jednak w zupełności europejski rozdział ich dziejów. Nikt już w Polsce nie zobaczy tańczącego w mistycznym uniesieniu chasyda. Ci, którzy przeżyli Zagładę, wyjechali do Stanów Zjednoczonych, Australii, RPAi Izraela. Znanym skupiskiem chasydzkim stał się Nowy Jork. Bieg ludzkiej historii nie jest statyczny" - głosili chasydzi - a życie potrafi zaskoczyć nawet cadylca". Słowa te potwierdziły się 10 lat temu w Lelowie, kiedy to, po prawie pięćdziesięciu latach, do wsi zjechali chasydzi z różnych stron świata. W tym roku, tradycyjnie już pod koniec stycznia, ponad stu chasydów przyjechało na kolejną pielgrzymkę do Lelowa, aby Żyd z Torą Litografia Słozuo i Myśl 7-9/2000 3

6 uczdć 220 rocznicę śmierci słynnego lelowskiego cadyka Dawida Bidermana. To on właśnie zainspirował miejscowych Żydów do przewartościowania swojego życia religijnego. Po jego śmierci,w 1780 r. chasydzi rozpoczęli organizować pielgrzymki do grobu cadyka. Ich intensyfikacja nastąpiła tuż przed wybuchem II wojny światowej. Na grobie cadyka znajdowała się wówczas specjalna kapliczka zwana ohel, w której odmawiano tradycyjne modlitwy chasydzkie. Zniszczyli ją dopiero podczas okupacji hitlerowcy. Natomiast sam cmentarz zlikwidowano już po wojnie. Postawiono na nim sklepy i punkty usługowe. Pamięć o cadyku Dawidzie przetrwała wśród kolejnych pokoleń chasydów. W 1988 r. rozpoczęto poszukiwania grobu Bidermana. Nad całością czuwała Fundaq'a Rodziny Nissenbaumów. Dzięki dokładnemu zbadaniu przez specjalistów lokalizacji dawnego cmentarza żydowskiego udało się ustalić, że doczesne szczątki świętego znajdują się dokładnie pod jednym ze sklepów. Po serii rozmów osiągnięto kompromis z władzami gminy Lelów, które zezwoliły urządzić w sklepie nową kapliczkę ohel. Całe przedsięwzięcie oraz wykonanie osobnego wejścia do grobu cadyka od ulicy opłacono ze środków finansowych Fundacji. W niewielkim pomieszczeniu umieszczono również specjalny katafalk, który otoczono niskim płotem. Wyznacza on miejsce grobu Bidermana - cel dorocznych pielgrzymek chasydów. - Jaki ten Lelów uroczy - zachwyca się Natan Sobelstein z Hajfy - cały w śniegu. Taki sam, jak na starych fotografiach moich rodziców. Mój papa urodził się w Przyrowie (miasteczko oddalone ok. 10 km od Lelowa). Chyba tysiąc razy opowiadał mi, że od pewnej zagłady uratował go cadyk Dawid. Kiedy pielgrzymował do jego grobu w 1938 r. usłyszał gdzieś w środku głos cadyłea, aby wyjechać do Ameryki. Niemal w ostatniej chwili otrzymał zuszystkie potrzebne papiery i w lipcu 1939 r. mógł rozpocząć nowe życie za oceanem. Ja urodziłem się iv Nowym Jorku, ale po przejściu na emeryturę wyjechałem do Izraela i tam już chyba złożę swoje kości - twierdzi Sobelstein. - A może zamieszka pan w Lelowie albo Przyrowie? - próbuję zagadnąć. - Oj, to byłoby piękne, ale na to jestem już chyba za stary - odpowiada z rozrzewnieniem. - Wystarczy, że możemy tu przyjechać przynajmniej raz do roku. A jest nas tym razem więcej niż zwykle. Przyjechali chasydzi z USA, Kanady, Australii i Izraela. W Lelowie nie mieszka już dzisiaj ani jeden Żyd. Starsi mieszkańcy doskonale jednak pamiętają swoich żydowskich sąsiadowi przedwojenne pielgrzymki chasydów. Bardzo ciepło przyjmują więc wznowienie tej tradycji. Z żalem wspominają, że tamten świat tak nagle odpłynął. Młodzież lelowska nawet nie przypuszcza, że warsztaty spółdzielni inwalidów to dawna synagoga, a mała kamieniczka była kiedyś rytualną łaźnią żydowską zwaną mykwą. Władze gminne upatruj ą we wznowionych pielgrzymkach chasydzkich dużą szansę dla swojej wsi. Pozwolono na urządzenie w Gminnym Ośrodku Kultury nowej mykwy dla przyjeżdżających do grobu cadyka żydowskich pielgrzymów. W dzień szabasowy, który w tym roku przypadł 22 stycznia, rozpoczęły się tam wielogodzinne modlitwy chasydów. Wśród mieszkańców panuje przekonanie, że dzięki tym modłom, cadyk Dawid Biderman będzie nadal błogosławił swojemu miastu. Halina Szarkowicz-Opala 4 MASSADA WPalestynie, 71 km. na południe od Ain Dischidi Żydów przeciwko Rzymowi. Jego stłumienie kosztowało Rzymian wiele krwi (Engedi), tuż kolo i Morza pieniędzy. Aż trzech ce Martwego, wznosi się stromo w górę płaskowyż. Jest to, położona 500 m nad poziomem morza, niczym kam ienny stół - M assada. WAROWNIA HERODA WIELKIEGO Na tym skalnym i niedostępnym płaskow yżu, król ży d o w sk i H erod Wielki kazał wybudować dla siebie i swojej rodziny twierdzę. Warownia była im ponująca. W jej skład wchodziły dw a piękne pałace, m agazyny broni i żywności, podziem ne cysterny, dom y adm inistracyjne i rozległe koszary dla licznej załogi. To w szystko daw ało p ew ność, że w razie ataku nieprzyjacielskiego twierdza będzie się długo bronić, nawet przeciwko wielkiej przew adze wrogów. N a suwa się pytanie: w jakim celu H erod zbudow ał tę tw ierdzę na pustyni? Stało się tak z dwóch pow o dów: Herod Wielki nie był Żydem, tylko Idumejczykiem, więc kimś obcym rasowo. W tej sytuacji ciągle obawiał się, że Żydzi mogliby chcieć pow ołać na tron swojego rodaka. Po drugie, wiedział, że królowa egipska, Kleopatra, stale zabiegała u Rzymian o oddanie w ładzy nad Palestyną, łącznie z tym terenem, jej właśnie. Jednakże, kiedy Herod Wielki zmarł w 4 r. p n.e.. Rzymianie nie oddali Kleopatrze Massady, ale obsadzili ją w ła snym garnizonem. Z historii wiemy, że w 66 r. wybuchło powstanie sarzy po kolei zajmowało się uśm ierzaniem buntu żydowskiego: Wespazjan, Tytus i Domicjan. Dopiero, gdy 65 tys. rzym skich legionistów z trzech stron jednocześnie zaatakowało- Jerozolimę i 29 sierpnia 70 r. świątynia jerozolimska stanęła w płom ieniach, obrona świętego miasta" załamała się. Szczegółowy opis tej walki zawdzięczam y historykow i żydow skiemu, Józefowi Flawiuszowi. GNIAZDO SZERSZENI" Po upadku Jerozolimy wojna się nie zakończyła. Jednemu z powstańczych w odzów, M enahem ow i, udało się opanować Massadę i utrzymać ją we władaniu powstańców przez całą wojnę. Do obrońców twierdzy wkrótce dołączyli ci, którzy uszli z życiem z rzezi m ieszkańców świętego m iasta". Przez dwa lata obrońcy Massady, wypadam i z twierdzy, zadaw ali legionistom dotkliw e straty. Zm ęczeni wojną Rzymianie postanowili w roku 72 zlikwidować gniazdo szerszeni". Zadanie to zostało pow ierzone namiestnikowi, Flawiuszowi Sylwie. Flawiusz Sylwa słusznie liczył się z długim oblężeniem. Założył więc dookoła twierdzy warowny obóz, wokół którego usypano wał, aby żaden z oblężonych nie mógł uciec. Przed rozpoczęciem szturm u trzeba było przygotow ać skom p lik o w an y Słowo i M yśl 7-9/2000

7 sprzęt oblężniczy. Ponieważ zbocza płaskow yżu stromo spadały w dół i nie sposób było dotrzeć do m urów z machinami oblężniczymi, więc Flawiusz Sylwa rozkazał wznieść wysoki wał o długości 30 m. Ponieważ okazał się on za niski i nie dość twardy, nadbudow ano go, wykorzystując granitow e sześciany. Szeroka na 15 m. nadbudow a podtrzym ująca dodatkowy 15 - metrowy wał pozwoliła na zaatakowanie warowni. Ale i oblężeni pod rozkazami Eleazara nie przyglądali się wrogom bezczynnie. nie miała wpływ u na dalszą obronę tw ierdzy. Przez długi czas zakusy Rzymian pozostawały bez widocznych skutków. Oblężenie się przeciągało. W pewnej chwili Flaw iusz Sylwa wpadł na nowy pom ysł. P ostanow ił zn iszczyć drugi m ur ochronny za pom ocą ognia. Kazał więc przygotow ać znaczną ilość pochodni zapalających i rzucać je na mur, a raczej na przestrzeń między m uram i wypełnioną belkami i piaskiem. Ten pom ysł okazał się skuteczny. Belki spłonęły. Wówczas Eleazar, dowo < dawało nadzieję ratunku, albo umożliwiło obronę, jasno uprzytomnił sobie, jak R zymianie postępują z kobietami i dziećmi, gdy je dostaną w swoje ręce.dlatego uważał, że wszyscy obecni Żydzi powinni wybrać śmierć. Zebrał całą załogę i wygłosił do obrońców przemówienie o prawdziwej wolności". ŚMIERĆ OBROŃCÓW W swoim przemówieniu do obrońców Eleazar pow iedział: W moich oczach Bóg uznał nas za godnych szczególnej łaski, pozwalając nam z chwałą za Za pomocą losowania wybrano dziesięciu m ężczyzn, którzy wszystkim innym mieli zadać śmierć. Każdy musiał się położyć na ziemi, przy boku swoich najbliższych i wspólnie z nimi oczekiwać śmierci. W końcu też i owych dziesięciu pozostałych ciągnęło losy. Ten, na kogo wypadł ostatni los miał zabić pozostałych. O statni w o jownik żydowski rzuciw szy okiem na leżących na ziemi rodaków sprawdził, czy wszyscy istotnie byli m artw i i po podpaleniu pałaców królewskich sam przebił się mieczem. Jak podaje Józef Flawiusz, zginęło wówczas 960 osób. Tak oto obrońcy Massady znaleźli tragiczne wyjście z beznadziejnej sytuacji, będąc przekonani, że ani jeden z nich nie pozostał przy życiu i nie wpadł w ręce Rzymian. A jednak nie w szyscy zginęli. W podziem nym kanale w o dociągowym ukryły się m. in. dwie kobiety: pewna staruszka i krewna Eleazara wraz z pięciorgiem swoich małych dzieci. UPADEK MASSADY OBLĘŻENIE MASSADY K iedy Ż ydzi poznali zamiary Sylwy, wznieśli, w zagrożonym miejscu, za pierwszym murem, drugi m ur. Przestrzeń m iędzy nimi wypełnili belkami i piaskiem, tak, że uderzenia m achiny oblężniczej były niw elow ane przez elastyczną konstrukcję zapory. W p raw d zie z e wnętrzny m ur rozpadł się potem pod uderzeniam i taranów, lecz ta szkoda Massada - widok z lotu ptaka dzący obroną M assady, uznał, że upadek tw ierdzy jest nieunikniony i godziny istnienia M assady są policzone. W spom niany poprzednio żydowski historyk, Józef Flawiusz, w e w strząsających sło wach opisuje ostatnie godziny życia obrońców : Eleazar ani nie chciał słyszeć, by sam ratował swoje życie, ani też, by nikomu na to nie zezwolił. Gdy więc widział spalony mur i uświadomił sobie, żeju ż nic nowego nie zdoła wymyślić, co by kończyć życie na wolności, co innym nie było dane, gdy wbrew wszelkim nadziejom ulegli wrogom. Dla nas jest jasnym, że jutro będziemy w ręku okrutnego wroga, ale dziś jeszcze możemy z naszymi najukochańszymi swobodnie powziąść w tym kierunku zmierzającą decyzję: umrzeć śmiercią pełną chwały. Tego nam nasi wrogowie nie mogą zabronić, choć chcieliby decydować o naszym życiu i śmierci. Niestety nie zostało nam dane, by zwyciężyć ich". Kiedy n azajutrz Rzymianie zaatakowali płonącą twierdzę, nie napotkali żadnego oporu. Ci, którzy woleli niewolę niż śmierć, wyszli ze swoich kryjówek i opowiedzieli zdobywcom, co się tu stało. Rzymianie mimo, że widzieli leżące wszędzie ciała obrońców, chwilowo nie byli zdolni uwierzyć tym, co przeżyli. Z ainteresow ani przede wszystkim ratowaniem pałaców próbowali opanować pożar w twierdzy. Dopiero później, na widok takiego żniwa śmierci, odczuli nie radość zwycięstwa, a podziw dla odwagi obrońców Massady. Słowo i M yśl 7-9/2000 5

8 Tak, w roku 73 upadła M assada. Flaw iusz Sylw a pozostaw ił w tw ierdzy rzym ską załogę. Sytuacja taka trw ała 40 lat. Późniejsze losy warow ni owiane są m głą tajemnicy. Kiedy silne trzęsienie ziem i z b u rz y ło w ię k szość budynków Massady, cesarze bizantyjscy p o zw o lili m nichom na osiedlenie na p łaskow y żu. K iedy w VII w iek u A rab o w ie o p a n o w a li Ziemię Świętą, M assada popadła w zapom nienie i tylko w historii spisanej przez Józefa Flaw iusza m ożna było odnaleźć jej ślady. W latach na p ła sk o w y ż w y ru s z y ła ekipa archeologów pod kierownictw em prof. dr. Yigaela Yadinsa. Rezultat w ykopalisk był sensacyjny. O dnaleziono nie tylko b u d o w le z czasó w H eroda, nie tylko św iadectw a osiedlenia się tu m nichów w epoce bizantyjskiej, ale rów nież liczne ślady z czasów hero icznej w alki p a trio tó w ż y d o w sk ic h p rz e c iw wojskom rzym skim. O d kopane naczynia gliniane, resztki tkanin, fragm en ty p ism, m onety, buty, w arkocze - w szystkie te z n a le z isk a p o tw ie rd z iły ow o h is to ryczne zd arzenie. N ajb a rd z iej g o d n e u w ag i je st to, że z n a le z io n o szkielety tych, którzy dobrow olnie poszli w objęcia śmierci, a naw et tab lic z k i z z a p isa n y m i im ionam i, których używano jako losów. P rzyp o m in a ją n am one ow ych m ężów, k tó rz y w ierzyli, że zachowanie w olności będzie n a jp iękniejszym pomnikiem" Ks. Alfred Bieta m a t& m T Tczeń rozpoczynający I I naukę języka angiel- \s s e J skiego szybko poznaje aforyzm: Ihfze is money". Filolodzy kojarzą wiodące, nie tylko w ekonomii zdanko z wypowiedziami starogreckiego filozofa Teofrasta: Czas to kosztowny wydatek". Niefortunnie. Przywołany slogan jest owocem XIX - wiecznego bogacenia się kosztem spontanicznego uprzem ysłow ienia, p rzewoźnego handlu, wyzysku kolonialnego oraz taniej siły roboczej. Język angielski dominuje na świecie i materialistyczny aforyzm osiągnął miarę powszechnego obiegu. Nie trać czasu, zarabiaj bez względu na sposoby. Ot, dewiza egzystencji. Socjolodzy struktur społecznych publikują znamienne dla obecnej epoki wykresy. Gorzkie zjawiska narastają nie od dzisiaj i ich kres nie nastąpi jutro. Niewymiernie postępuje światowe ubóstwo znacznej części ludności. Rosną różnice pomiędzy krajami słabo rozwiniętymi a tymi, dysponującymi potenq'alem zamożnej cywilizaqi. Rozpiętość pomiędzy bogatymi a biedotą ujawnia zapaść moralności. Jednych i drugich. Symbioza odchyleń nowoczesności...? W tym coś jest! Nie utraciły aktualności treści psalm istów epoki owczych nomadów. Dni człowieka są jak trawa: Tak kw itnie jak kwiat polny" (Psalm 103, 15). Człowiek podobny jest do tchnienia. Dni jego są jak cień, co mija" (Psalm 144,4). Psalmistyczna archeologia określiła końcowy wiek starczy na lat 70. Stąd ów głos błagalny: Naucz nas liczyć dni nasze..." (Psalm 90,12). Co prawda, rozwój medycznej wiedzy i praktyki, aparatury umożliwiającej fizykalno - chemiczne terapie, przeszczepy pogaslych narządów i martwic, mnogość leków i zaleceń profilaktyki, tw orzą szansę przedłużenia egzystencji, jednak to nie buduje jeszcze zwycięstwa nad śmiercią. Kto wie, czy i ten nowy termin, gdzieś daleko w Księdze nie został zapisany...? To, co wyżej zostało powiedziane, przywraca rangę filozofii jako sztuce naukow ego m yślenia na wskroś obiektywnego, bez ubocznych intencji, które uzurpatorsko zaistniały w odchodzącym wieku tragedią dw u w ojen, m item zbrodniczego rządzenia i panow ania nad ludow ą mentalnością. Form y religijnego zeświecczenia stają się wstępem do wspólnych poczynań i jedności myślenia, bez naruszania przypisywanych każdem u wyznaniu kanonów i ideałów. Zakonu... Pora na filozohę ukierunkowaną, na złamanie panoszącego się zla, bez jakichkolwiek odstępstw od duchowego powołania do życia Ziemi z istotą ludzką i objawionych Praw Boskich! N ad rozsądnym myśleniem, nad stosunkiem do Boga i bliźnich, takim czy innym postępowaniem, daje znać o sobie Czas. Pisany jest tu i ówdzie z dużej litery, przyjętego przez ludzkość alfabetu. Nie ominiesz, nie utrącisz jego władzy. Jest! Dokądkolwiek się udasz, zacny człow ieku, będzie z tobą. Nie, jak przysłowiowy cień zależny od światła - porannego, dziennego, słonecznego, księżycowego, neonu, jarzeniówki, świecy, także nagrobkowego znicza - jest sam sobą i w sobie. Z tobą, nie wiadomo, jak dotąd, w tobie i w ogóle... Rozległy teren filozofii - krajobrazem. Amatorzy kultury do dziewięciu muz apollińskich podłączyli dziesiątą - Kino. Nie starczyła Terpsychora od tańca? Wszak film dodał do teatru życia zaledwie kinetyczny ruch. Kierując się taką decyzyjnością obwieszczam doliczenie do żywiołów - Czasu! Starożytność zaliczyła żywioły - wodę, powietrze, ogień i ziemię - jako tworzywo rzeczywistości do pierwotnych elementów. Ponad nimi - Czas! Zajmuję się filozofią, jestem jej oddany. Ten w tręt nie jest snobizmem. Mówię o Czasie kończącym tożsamość... Czas - miarą trwania. Filozofia odróżnia odstępy mierzone wskazówkami zegara, dobą, miesiącami, od przeżytego trwania. Czas jest w nas. W każdym bez wyjątku. Henri Bergson, filozof francuski zmarły w 1941 roku, stojąc godzinami po kartki żyw nościow e, twierdził, że świadomość czasu czujemy w sobie. Twierdzę z całą stanowczością, że Czas jest w nas, że Czas jest we mnie, w tobie, w ogóle w myślącej istocie. Czas - to człowiek. Leon Krzemieniecki 6 Słowo i M yśl 7-9/2000

9 SĄ O NAD I I W I E K I E M SĄD NAD X X WIEKIEM" odbył się w ramach obchodów 55 - lecia Tygodnika Powszechnego". 1 kwietnia 2000 roku, w sali obrad Rady Stołecznego Królewskiego M iasta Krakowa i sąsiadującej z nią sali balowej, gdzie zainstalowano telebim, zebrała się tysiącosobowa publiczność. Proces trwał cztery godziny. D ziś prezentujemy Państwu jego zapis. Autorem pomysłu i scenariusza Sądu" był Piotr Mucharski.... Proszę wstać. Sąd idzie! Woźny sądow y ks. ADAM BONECKI: Dziękuję Państwu za przybycie na proces wytoczony Wiekowi XX przez Tygodnik Powszechny". Zgodnie z powagą tego miejsca i wydarzenia, proszę o wyłączenie telefonów komórkowych i pagerów na czas trw ania rozprawy. Proszę ławników o zajęcie miejsc. Wzywam: Krzysztofa Burnetkę, Katarzynę Janowską, Andrzeja Dobosza, Annę Stypkę, Jacka Filka, Krystynę Strzelecką oraz przewodniczącego lawy przysięgłych profesora Jacka Klinowskiego... Przewodniczący Trybunału prof. ANDRZEJ ZOLL: O twieram rozpraw ę przed Trybunałem Powszechnym. Przedmiotem postępowania będą zarzuty postawione Wiekowi XX. Na rozprawę stawili się: oskarżyciel powszechny ojciec Jan Andrzej Kloczpwski z aplikantem Januszem Majcherkiem. Na rozprawę stawił się oskarżony Wiek XX z obrońcą z wyboru mecenasem Krzysztofem Piesiewiczem oraz jego aplikantem Wojciechem Bergierem. Panie i Panowie Przysięgli! Nietypowy to proces, nietypowy oskarżony, nietypowy sąd. Każdy z nas - tutaj zebranych - mógłby być świadkiem i sędzią w tym procesie. Każdy z nas przez swoje życie towarzyszył oskarżonemu, a stawiane mu dzisiaj zarzuty, argumenty w y sunięte przez oskarżenie i obronę, to nasze doświadczenia i nasze refleksje. Byliśmy skazani na uczestniczenie w działalności oskarżonego. Dzisiejsza rozprawa jest więc także refleksją nad naszym życiem, nad naszymi uczynkami, naszymi zasługami i winami. Panie i Panowie Przysięgli! Mam nadzieję, że stać was będzie na obiektywizm, na rozważenie argumentów za i przeciw, że wydacie werdykt obiektywny i sprawiedliwy. Wasz werdykt nie będzie dotyczył tylko oskarżonego. Będzie dotyczył nas wszystkich. Proszę oskarżyciela o przedstawienie zarzutów. Obrońca KRZYSZTOF PIESIEWICZ: Wysoki Trybunale Powszechny, nim zabierze głos oskarżyciel, chciałbym przedstawić wniosek. Jak wiemy, na ławie oskarżonych powinni zasiadać również podżegacze, pomocnicy, współsprawcy zbrodni. Wnoszę, aby Sąd rozszerzył to postępowanie i objął aktem oskarżenia wiek XIX! Przewodniczący Trybunału: Panie mecenasie, przyzwyczailiśmy się do prób odraczania rozpraw, do przedłużania postępowania. Trybunał oddala ten wniosek. Wiek XIX nie jest znany z miejsca pobytu. Proszę oskarżyciela o przedstawienie zarzutów. Oskarżyciel o. Jan Andrzej Kłoczowski: Wysoki Trybunale Powszechny, sędziowie przysięgli! Macie dzisiaj orzec o winie oskarżonego Wieku XX. Wypadałoby zacząć od ustalenia jego personaliów. Udało się stwierdzić, że oskarżony urodził się w 1914 roku, a do życia powołały go strzały w Sarajewie. Zaczął odchodzić z tego świata - nie było to jeszcze odejście zupełne - w roku 1989, gdy w Polsce i w Europie Środkowej obalono komunizm. Pełne odejście oskarżonego należy datować na 1991 rok, czyli datę upadku im perium sowieckiego. Jego postać jest mocno zarysowana, bowiem Słoiuo i M yśl 7-9/2000 7

10 jest to sylwetka zbrodniarza, winnego pospolitych, ale i niepospolitych, bo tylko w tym wieku możliwych, zbrodni. Oskarżam Wiek XX o świadom ą ślepotę, która w yraziła się w całkowitym i dobrowolnym zabiciu wyobraźni. W swych działaniach nie przewidział - bo nie chciał przewidzieć - skutków swoich działań. Jako dziedzic wieku oświecenia uważał się za osobę od początku pełnoletnią i zdolną do używania rozumu. Jednak to nie rozum nim kierował, ale głos mas, a raczej - motłochu, którego bynajmniej nie należy mylić z ludem. W jakich dziedzinach możemy dopatrywać się jego czynów zbrodniczych? Wymienię kilka. Zacznijmy od inżynierii społecznej. Oskarżam Wiek XX o postawienie masy ponad osobą. Stało się to na co najmniej dwa sposoby. Po pierwsze: na sposób totalitarny, w czerwonym i brunatnym wydaniu. W obu przypadkach obowiązywała ta sama hierarchia - przewaga kolektywu nad jednostką. W tym wieku wypowiedziane zostały słowa: jednostka zerem, jednostka niczym, a partia, to ręka milionopalca zaciśnięta w jedną miażdżącą dłoń". I nie była to bynajmniej tylko m etafora, ale bardzo konkretna pięść, rażąca śmiertelnie niepokornych. Postawienie m asy ponad jednostką przejawiło się jednak i na tych obszarach globu, gdzie panowała demokraqa, która najpierw była skonfrontowana z totalitaryzmem i dzielnie broniła praw człowieka. Często jednak okazywało się, że sama jest w ypłukana z wartości. Podporządkow anie jednostki m asie m iało szereg fatalnych konsekw enqi, jak np. utrata szacunku dla życia. Oczywiście w każdym wieku były popełniane zbrodnie, ale ludobójstwo ideologiczne i totalitarne na skalę niespotykaną w dziejach, to wątpliwy przywilej Wieku XX. Pierwszy raz zastosowano dla celów morderczych metody przemysłowe. Klinicznym tego przykładem były straszliwe doświadczenia ludności Kambodży, gdzie dla celów czysto ideologicznych w ym ordow ano półtora miliona ludzi, a dla oszczędności nie używano amuniqi, lecz worków plastikowych, którymi zawiązywano głowy ofiar. To działo się w latach siedemdziesiąych tego wieku, niewiele lat po straszliwych doświadczeniach Holocaustu i Gułagu. Niczego - jak widać - nie nauczyły one oskarżonego. W dziedzinie wytwarzania i podziału dóbr oskarżam Wiek XX o niezdolność rozwiązywania problemów, które sam zrodził. Z jednej strony spowodował nadm iar produkcji, z drugiej - niespotykaną skalę głodowej śmierci milionów ludzi. Z jednej strony - jak to zapowiadał Huxley - miał być zrealizowany nowy wspaniały świat, ale w tym świecie, który dążył do nadprodukcji i konsumeryzmu. Bogiem stał się model czarnego forda. Na tym polega aksam itna tyrania demokracji Wieku XX, nieczułej na głodową śmierć milionów ludzi na południu naszego globu. Powiada się, że Wiek XX był wiekiem wielkich osiągnięć naukowych, ale jednocześnie był wiekiem, w którym te osiągnięcia służyły przede wszystkim wzm acnianiu sztabów generalnych i armii. Nawet wyprawy kosmiczne służyły celom wojskowym. Albert Einstein pow iedział, że wyzw olenie energii jądrowej zmieniło wszystko z wyjątkiem naszego sposobu myślenia. Dało nam potężne i groźne środki, których nie um ieliśmy w y korzystać dla celów, które by ludziom przyniosły ulgę w ich doli. Oskarżam Wiek XX o totalny bałagan pojęciowy, polegający na zakwestionowaniu samego instrumentarium myślowego. Z jednej strony wiek ten uważał się za wiek rozumu, z drugiej - okazał się skazany na irracjonalne i konwulsyjne poszukiwanie odpowiedzi na najważniejsze pytanie o sens życia. Zakwestionowanie takiego pojęcia jak natura ludzka" spowodowało, że bezbronna osoba została wydana na pastwę anonimowych sił, które decydowały o jej losie. Wiek XX w dziedzinie kultury, w pewnym sensie realizował szlachetny w zamiarze projekt oświecenia um y słów, jednak doprowadził do zerwania ciągłości pamięci, co było jedną z przyczyn utraty tożsamości przez człowieka. Kultura została zm arginalizowana i zdominowana przez trywialną kulturę masową. W dziedzinie sztuki założono, że najwyższą wartością jest nowość, co doprowadziło do zaniku poczucia świętości i tabu. W wykorzenianych i zagubionych konwulsyjne pragnienie zachowania ciągłości wyraziło się w groźnych fundamentalizmach. Wysoki Sądzie! Czcigodni przysięgli! Staniecie dziś wobec konieczności rozważenia, czy Wiek XX jest winien tych zbrodni i korzeni tych zbrodni. Przew odniczący Trybunału: Dziękuję oskarżeniu. Obrona m a głos. Panie Przewodniczący, nim rozpocznie się przewód dowodowy, proszę, by oskarżyciel sprecyzował tożsamość oskarżonego. Czy oskarża fragment Wieku XX, czy cały Wiek XX? Musimy przyjąć zasadę, wedle której mamy liczyć czas działalności oskarżonego. Czy interesuje nas abstrakcyjny czas astronomiczny Uczony wedle procesów, które dokonują się w kosmosie? Czy też liczymy czas ludzki, innymi słowy - czas historyczny? Wnoszę, by przyjąć jako wniosek oskarżenia, że daty wyznaczają procesy dziejowe, które są decydujące dla rozstrzygnięcia winy oskarżonego. Przyjęcie czasu astronomicznego byłoby postmięciem czysto mechanicznym i niewiele wnoszącym do naszej rozprawy. Czy m am rozumieć, że Wiek XX ma być Uczony zgodnie z poglądami oskarżyciela, a nie zgodnie z datą narodzin Chrystusa? Musimy przyjąć zasadę, że po 1989 roku Wiek XX żyje już tylko życiem utajonym i nie wiem, czy jego późniejsza działalność może być przedm iotem naszego dochodzenia. Niektórzy twierdzą - choć nie mam na to dowodów materialnych - że uległ on ostatnimi czasy chorobie Alzheimera. 8 Słowo i M yśl 7-8/2000

11 Przew odniczący Trybunału: To dla oskarżenia niebezpieczna teza, bo musielibyśmy powołać biegłych do zbadania poczytalności oskarżonego. Trybunał uznaje, że teza oskarżenia dotycząca najkrótszego wieku w dziejach - bo taki byłby to wiek - jest nie do przyjęcia. Przyjmujemy, że przedm iotem postępowania jest działalność Wieku XX w całym okresie jego trwania, aż do dnia dzisiejszego. Proszę prokuratora o przedstawienie świadków oskarżenia. Rozpoczynamy postępowanie dowodowe. Powołuję na świadka profesora Wojciecha Roszkowskiego - historyka. Przew odniczący Trybunału: Uprzedzam świadka o obowiązku mówienia prawdy i tylko prawdy. Czy zbrodnicza działalność systemów totalitarnych jest charakterystyczna tylko i wyłącznie dla naszego stulecia? Czy uważa świadek, że oskarżony wyleczył się z totautarnych chorób, czy też ich wirusy wciąż tkwią w jego organizmie? Św iadek prof. Wojciech Roszkowski: N iew ątpliw ie totalitaryzm był zjawiskiem zbrodniczym i unikalnym dla Wieku XX. Nie występował we wcześniejszych epokach. Nie mieliśmy do czynienia ze społeczeństwem m asowym i ze środkami technicznymi pozwalającymi na tak powszechne zniewolenie całych społeczeństw. To jest zasadnicza różnica, ale nie jedyna. Otóż totalitaryzm XX - wieczny - czy to nazistowski czy kom unistyczny - dotykał setek milionów ludzi nie tylko w czasie wojen, rewolucji, zaburzeń społecznych. Totalitaryzm XX - wieczny m ordował ludzi w czasach pokoju lub niezależnie od prowadzonych wojen. Holocaust miał miejsce w czasie II wojny światowej, ale był z nią związany tylko pośrednio. Łagry, obozy koncentracyjne istniały rów nież w czasach pokoju. Chińska rewolucja kulturalna, wspomniane już tutaj m asow e m ordy Czerwonych Khmerów, to wszystko m iało miejsce w czasach pokojowych. Totalitaryzm XX - wieczny jest winien cierpień i śmierci ludzi zadaw anych w w yniku działań podejm o w anych w imię ideałów rozum ianych zupełnie opacznie; można powiedzieć: wynaturzonych ideałów". XX - wieczne ideały zamieniły się w mordercze ideologie, w służbie których w ykorzystyw ano najnow sze osiągnięcia techniczne. Używano ich, by siać nienawiść - klasową i rasową - by zakłamywać słowa, wymuszać posłuszeństw o wobec zła, a wreszcie torturować i zabijać. Co więcej, oskarżony w tej właśnie kwestii przyznał się do winy tylko w sposób selektywny. Przyznał się do ludobójstwa z rąk totalitaryzm u nazistowskiego, lecz trudno mówić o pełnym przyznaniu się do winy za masowe zbrodnie komunizmu. Jeszcze dzisiaj słyszym y głosy broniące kom unizm u bądź stwierdzające. że komunizm nie podniósł ręki na wolność" - cytuję tu niedaw ną wypow iedź prem iera Francji Lionela Jospina. Trudno sprow adzać zbrodnie nazistowskie i kom u nistyczne do jednego mianownika, bo są to zjawiska - i w czasie, i w natężeniu - odmienne, ale niewątpliwie mamy dziś do czynienia z totalitarnym w duchu zafałszowaniem rzeczywistości historycznej. Totalitaryzm XX - wieczny opierał się na przemocy i kłamstwie. Przemoc została w dużej mierze zahamowana, natom iast kłamstwo o totalitaryzmie pozostało. Czy świadek mógłby przedstaw ić Wysokiemu Sądowi liczbę ofiar XX - wiecznych totalitaryzmów, bowiem oskarżonego osądzam y nie tylko za jego błędy myślowe, ale przede wszystkim za czyny, które z nich wyniknęły. Św iadek Roszkow ski: Wiek XX chlubi się sprawnością intelektualną, precyzją techniczną, rozpow szechnianiem informacji. Niestety -ja k dotąd - nie znamy choćby przybliżonej liczby ofiar totalitaryzmu XX Wieku. Wahają się one pomiędzy 100 a 200 milionami ofiar. Przyznają Państwo, że jest to błąd niegodny wieku rozumu. Czy gospodarka planowa może być też traktowana jako zbrodnia przeciw ludzkości, powodująca trwałe ubóstwo, albo wręcz głodową śmierć, jak na Ukrainie w latach trzydziestych? Św iadek Roszkowski: Sfera gospodarcza szczególnie obciąża XX - wieczne systemy totahtam e. Mobilizowały one rezerwy siły roboczej, żeby pod przym usem uzyskiwać to, co ekonomiści nazywają pierwotną akumulacją socjalizmu - nazizmu zresztą również. Owe działania pod przymusem były przez pewien czas opłacalne dla państwa - tak długo, jak ich zasadą nadrzędną był terror. W momencie, kiedy terror został zintemalizowany i przestał być konieczny dla sprawowania władzy, system zaczął grzęznąć w sprzecznościach. Tylko przy pomocy terroru udaw ało się utrzymać względną opłacalność systemu. Fabryki zbrojeniowe III Rzeszy, w których pracowali niewolnicy i łagry, w których dokonywano na wielką skalę eksploatacji praktycznie darmowej siły roboczej, sprzedawały Zachodowi produkty po cenach rynkowych. Służyły one budowie tzw. materialnych podstaw" socjalizmu i nazizmu. Były używane do ekspansji, agresji i kontynuaq'i ludobójczych praktyk obu systemów. O ile lat gospodarka planowa, totalitarna, cofnęła rozwój krajów, które były nią objęte? Św iadek Roszkowski: To się da wyliczyć tylko w niektórych przypadkach. Gospodarka Polski w roku 1930 znajdowała się mniej więcej na poziomie procent powyżej greckiej. Obec- Słmuo i MySl 7-8/2000 9

12 nie dochód społeczny Grecji przekracza polski prawie dwukrotnie. Dziękuję, nie m am więcej pytań do świadka. Przewodniczący Trybunału: Świadek jest do dyspozyqi obrony. Czy świadek uprawiał badania naukowe przed 1989 rokiem? Co świadek robił przed 1989 rokiem? Św iadek Roszkowski: Byłem badaczem. W ydawał świadek książki? Św iadek Roszkowski: Tak. Pod swoim nazwiskiem? Św iadek Roszkowski: I tak, i nie pod swoim. Dlaczego nie pod swoim? Św iadek Roszkowski: Dlatego, że publikowanie niektórych informacji pod swoim nazwiskiem groziło bardzo poważnym i konsekwencjami. Dzisiaj świadek wydaje książki? Św iadek Roszkowski: Tak. Pod jakim nazwiskiem? Św iadek Roszkowski: Pod własnym. O czym to świadczy? Św iadek Roszkowski: O tym, że dzisiaj panuje wolność słowa. Czy świadek ma poczucie, że przestrzeń, w której świadek dziś żyje, wykuta przez historię i ludzi, sprzyja jego rozwojowi? Św iadek Roszkowski: Jeżeli m ówim y o czasie teraźniejszym, to powstaje wątpliwość, czy żyjemy jeszcze w XX Wieku... Przewodniczący Trybunału: Trybunał zajął już stanowisko w tej sprawie. Proszę świadka, żeby się trzym ał tego ustalenia. Św iadek Roszkowski: Zgoda, dzisiaj czuję się wolny. Dziękuję, nie m am więcej pytań. Powołuję na świadka panią profesor Barbarę Skargę - filozofa. Przewodniczący Trybunału: Z zażenowaniem - w tym przypadku - Trybunał przypom ina o obowiązku mówienia prawdy. Bardzo proszę, by świadek przedstawił swój pogląd w sprawie anonimowości masy i zniszczenia człowieka w jego godności indywidualnej w XX Wieku. Czy odebrało m u to zdolność do życia w wolności i odpowiedzialności? Św iadek prof. Barbara Skarga: Panie prokuratorze, pan mnie pyta o człowieka, a ja nie bardzo wiem, jak o nim mówić. Kim jest dzisiaj człowiek i co to w ogóle dziś znaczy? Żyjemy przecież w wieku naukowo - technicznym. Wizja naukowo - techniczna rzutuje również i na nasze pojęcie człowieka. Dla uczonego człowiek to jest egzemplarz gatunku, dla soq'ologa to element społeczności, dla lekarza - przypadek chorobowy, dla polityka - wyborca, dla ekonomisty - płatnik podatków albo konsument. Nie ma już indywidualnego człowieka. Jest tylko człowiek sprowadzony do społecznej roli. Kiedy naczelną wykładnią świata staje się nauka i technika, pojedynczy człowiek zostaje zredukowany, zmniejszony do wymiaru kółka w wielkiej światowej machinie. Przestaje cokolwiek znaczyć. Nikt nie zajmuje się cierpieniami, pragnieniami, śmiercią pojedynczego człowieka. Indyw iduum znika, są tylko masy. Na tej szachownicy indyw idualny człowiek może być m anipulow any na wszystkie możliwe sposoby. Tak, jak uznają wielcy gracze tego świata. Zwykłych ludzi, którzy nic me znaczą, m ożna wykorzeniać, przesiedlać, można doprowadzić do zagłady całych narodów. Dobrze o tym wiemy z historii Wieku XX. Ważna jest społeczność, naród, partia, organizaqa. Co gorsza, my sami zaczynamy wierzyć w to, że nic nie znaczymy i nie lubimy się od otaczającej nas masy odróżniać. Sami pracujemy na utratę indywidualności. Chcemy być tacy jak inni, a nie oryginalni, czymś się wyróżniający. Nie lubimy inności, wielbimy przeciętność. W naszym wieku pojaw iło się też coś, co wydaje się - w św ietle tego, co już p ow iedziałam - ogrom nym paradoksem, ale paradoksem nie jest: kult jednostki. Skoro tak w ażne są społeczności, im szersze, 10 Słomo i M yśl 7-8/2000

13 tym większym szacunkiem obdarzone, to ci, którzy uosabiają te społeczności jako ich widom y symbol, stają się przedm iotem adoracji. Stalin reprezentował cały św iatow y proletariat. H itler reprezentow ał potężny niem iecki naród. A kiedy zabrakło tych wielkich idoli, św iat zapragnął idoli małych. Od wielkich zbrodniarzy przerzu cił się na błyskotki kultury m a sowej. Kto sobie przypom ni entuzjazm mas na spędach partyjnych, a teraz popatrzy na gw iazdy rocka i tłum wrzeszczący na ich cześć, tłum, w którym zatraca się indyw idualność - to uderzy go podobieństwo ich zachow ań. Tak więc indywidualności się zacierają. Indywidualności nie lubimy, nie lubimy elit. Czasem robimy wyjątki, ale elit n i e l u b i m y. A kultura nie istnieje bez elit. Byłoby ważne dla naszego procesu zapoznać się z opinią świadka na tem at praktycznych skutków zniszczenia indywiduum. Czy ma to wpływ na społeczne przyzwolenie na zbrodnię? Św iadek Skarga: Na pewno. Kiedy indywiduum nic nie znaczy - przestaje być sprawcą. Nie odpowiada za swoje czyny. Mówi się: to społeczeństwo jest winne. Winna jest szkoła, winno jest wychowanie, winna jest historia. Nikt już nie chce odpowiadać za własne czyny. Właśnie dlatego, że czuje się całkowicie - owej historii, owemu społeczeństwu podporządkowany. Mówi się więc wprost: nie ma sprawcy. A w kulturze mówi się także: nie ma autora. Nie ma odpowiedzialności i wówczas można wszystko. Nie ma szacunku dla drugiego człowieka, bo dla drugiego człowieka ma się szacunek, kiedy ma się szacunek dla samego siebie. Czyli można niewątpliwie ustalić na podstawie tego, co świadek zeznał, że nastąpiły w XX Wieku daleko posunięte procesy dehumanizaq'i, polegające na masowym zaniku poczucia odpowiedzialności. Protestuję! Św iadek Skarga: Tak ostro bym nie powiedziała, ale takie tendencje są wyraźne i należy z nimi walczyć. Dziękuję świadkowi. Przew odniczący Trybunału: Obrońca ma głos. Od dosyć dawna? Św iadek Skarga: Już od dosyć dawna... Czy ta młodzież, wychowankowie, to były indywidua? Czy to była masa? Św iadek Skarga: Jest stare polskie przysłowie: wyjątki potwierdzają regułę". Ale czy te wyjątki kształtują naszą przyszłość? Św iadek Skarga: Chciałabym, żeby moi uczniowie kształtowali naszą przyszłość, ale oni akurat mają bardzo mało do powiedzenia w masie. Niedawno - rok temu - na Błoniach krakowskich zebrało się w ulewnym deszczu milion ludzi. Czy to była masa, czy to były jednostki, które przyszły coś przeżyć indywidualnie? Św iadek Skarga: Zadaje mi pan. Panie Mecenasie, trudne pytanie. Nigdy nie jestem pewna, na ile to jest szczere i jakby ci ludzie zachowywali się, gdyby przed nimi stał Presley. Mam nadzieję, że to nie jest dla nich obojętne, że może dla wielu z nich - nie jest. Ale jak jest w masie? Czy Pani jest pewna... Św iadek Skarga: Nie jestem pewna! Jestem świadkiem, ale nie mogę osądzać, co się dzieje w duszach ludzkich. Dziękuję; nie m am więcej pytań. Przewodniczący Trybunału: Czy oskarżyciel ma jeszcze innych świadków? Tak, Panie Przewodniczący, posiadam jeszcze kilku. Powołuję na świadka księdza profesora Michała Hellera - fizyka. Wysoki Sąd i przysięgli chcieliby zapewne poznać kompetencje świadka... Przepraszam, że o to zapytam, ale świadek jest również nauczycielem, profesorem... Św iadek Skarga: Tak jest. Słowo i M yśl 7-8/2000 Świadek ks. prof. Michał Heller: Jestem księdzem rzymskokatolickim... To nie jest dziś przedm iotem oskarżenia : U

14 Św iadek Heller:...uprawiam naukę, fizykę teoretyczną, kosmologię relatywistyczną, filozofię, filozofię nauki. Jednym słowem, świadek jest zorientowany w sytuaq'i nauki XX Wieku? Św iadek Heller: Mam nadzieję, że tak. Słychać często tezę, iż pozornie bardzo rozwinięty naukowo Wiek XX zarazem naukę zniszczył. Jaki jest pogląd świadka w tej sprawie? Św iadek Heller: Wysoki Sądzie, sędziowie przysięgli, chciałbym rozpocząć od subiektywnego wyznania: kocham Wiek XX, ponieważ są to moje czasy. Z tym większym bólem będę mówił to, o co zostałem poproszony. Nauka jest wspaniałą rzeczą, choć Wiek XX bardzo ją zniekształcił i używał do złych celów. W tym stuleciu wielu ludzi dało sobie wmówić, że sama nauka jest czymś złym. Jednak nauka jest czymś dobrym. Tak dobrym jak człowieczeństwo. Człowiek jest istotą rozumną. Rozumność należy do istoty człowieczeństwa, a nauka jest w łaśnie najwspanialszym wykwitem naszej rozumności. Dlatego też ma ona wartość moralną: tworząc naukę, uprawiając ją, tworzym y zarazem i rozwijamy człowieczeństwo. Badając świat, zbliżamy się do prawdy. N auka ma zatem wielki walor poznawczy. Chciałbym jednak zwrócić państw a uwagę na to, że nauka jest także wartością estetyczną. Jest czymś pięknym. Stworzyliśmy wiele w spaniałych dzieł sztuki, ale wątpię, czy piękno któregokolwiek z nich dałoby się porównać z nauką. Nauka to niewyrażalna wręcz abstrakcja, a równocześnie - konkret, namacalny i stawiający opór. Nie chcę twierdzić, że ten wiek nie ma wielkich osiągnięć. Po XIX stuleciu odziedziczyliśmy szereg problemów, które na początku doprowadziły do wielkiej rewoluqi w podstawach nauk. Była ona jednym z największych kroków ludzkości do poznania rzeczywistości. Mam na myśli przede wszystkim powstanie teorii względności i mechaniki kwantowej i wszystkie ich dalsze konsekwenqe. Od swego poprzednika, XIX stulecia, Wiek XX mógł się zapewne wiele nauczyć. Ale jest między nimi wielka różnica: Wiek XIX był wiekiem uczonych, Wiek XX jest wiekiem pracowników naukowych. Dzisiaj giganci toną w morzu szarości i przeciętności, która ma ambicję supergigantów. Wkroczyliśmy więc w ten wiek z wielkimi osiągnięciami, ale cóż się stało? Natychmiast pojawiły się ideologie głoszące, że nauka to tylko zbiór umów, a potem, że trzeba ją zredukować jedynie do zbioru doznań zmysłowych. Konwencjonalizm i pozytyw izm niosły wiele cennych wartości, ale były one tak wymieszane z nonsensami, że stały się skutecznym środkiem w ogłupianiu ludzi. Każdy uczony, a naw et pracownik naukowy uprawiający swoją dziedzinę, powinien doskonale wiedzieć. że główne tezy neopozytyw izm u to zbiór nonsensów. Systemy te zaciążyły nad naszym stuleciem i wmówiły rzeszom ludzi metafizykę głoszącą, że każda metafizyka jest bzdurą. Tak było w jednej części świata. W drugiej części świata Wiek XX obrał zupełnie inną strategię: bezpośredniego kłamstwa i terroru. Głoszono, że nauka wspiera zbiór sloganów, zw any m aterializmem dialektycznym. Siłą wpajano go ludziom. Jeżeli ktoś odważył się myśleć inaczej i był na tyle nieostrożny, że to ujawnił, był likwidowany. Nie tak dawno jeden z radzieckich - obecnie rosyjskich - uczonych pow iedział mi, że zazdrości nam inkwizycji, bo powoływała ona przynajmniej jakiś trybunał, a w Sowietach po prostu stawiano delikwenta pod stienku. Zło ma to do siebie, że jest irracjonalne, że nie zgadza się ze strukturą rzeczywistości, dlatego prędzej czy później - niestety, zbyt często później - musi się rozpaść. W latach siedemdziesiątych surowy pozytywizm przestał dominować. Wkrótce potem zawalił się również system komunistycznego kłamstwa i terroru. Wydawało się, że wreszcie będziem y m ogli odetchnąć św ieżym pow ietrzem, atmosferą nieskrępowania i odpowiedzialnego, to znaczy krytycznego myślenia. I cóż się stało? Zapanowała nowa - i to jeszcze przebieglejsza - chytrość myślenia niż dotychczas. Swoboda myślenia? Ależ oczywiście! Zwłaszcza trzeba się wyswobodzić od wewnętrznych więzów. A co wiąże człowieka najbardziej? Logika, którą wymyślili uczeni nowożytnych czasów. A więc precz z logiką, z rygorami wewnętrznymi, precz z nowożytnością, my teraz stworzymy nowe czasy - czasy ponowożytne. Ten bakcyl już się przyjął. Wiek XX przejął od swoich poprzedników zagadnienia, które doprow adziły do wielkich odkryć. Zastanawiam się jednak często: co przekażem y naszym następcom? Czy będzie to tylko informacyjna papka oprawiona w sztafaż wysokiej technologii? Wiek XX jawi się jako ten, który użył nauki i technologii do mordu. Co świadek mógłby nam powiedzieć o wynalazkach, które znalazły bezpośrednie zastosowanie jako broń masowego rażenia albo narzędzie ludobójstwa? Św iadek Heller: O tym, że zbrodnia stała się przemysłem, a przemysł jest następstwem technologii, a technologia jest dalszym ciągiem nauki, mówili już inni świadkowie. Nie chciałbym rozcieńczać swoimi wywodami wagi ich świadectw. Chciałbym tylko zwrócić uw agę na związek dwóch rzeczy: technologii zbrodni i pseudofilozoficznego m anipulowania nauką. Jedno bez drugiego jest niemożliwe, a nawet powiedziałbym, że m anipulow anie nauką jest warunkiem pierwszego. Bo dziś w nauce liczy się raczej skuteczność, a nie praw da? A skuteczność m ożna kupić, nie tylko za łapówkę, ale np. za środki budżetowe... Św iadek Heller: Taniej niż kupić jest wmówić. 12 Słowo i M yśl 7-8/2000

15 Specyfiką Wieku XX jest więc to, i i potrafił wytworzyć technologię, również i przy pomocy nauki, która umożliwiła m u bardzo nasilone, w stosunku do poprzednich stuleci, zbrodnicze działanie... Protestuję! Panie Przewodniczący, prosiłbym, żeby to świadek w ypow iadał swoje opinie, a nie oskarżyciel przedstaw iał swoje tezy. Przew odniczący Trybunału: To słuszny zarzut. Proszę oskarżenie, by sformułowało pytanie. Zatem, czy istnieje związek pomiędzy środkami politycznymi i finansowymi, które wpływają na naukę i wykorzystaniem nauki dla celów zbrodniczych? Św iadek Heller: Taki związek oczywiście istnieje. Z jednej strony, uprawianie nauki - zwłaszcza z pomocą środków, tak wysoko technologicznie rozwiniętych, jak obecnie - wymaga ogromnych nakładów finansowych. Stwarza to oczywiście możliwość kupowania uczonych. Ale otwiera się jeszcze inna możliwość, niedostępna w poprzednich stuleciach. Wielkie problemy badawcze, jak np. stworzenie bomby atomowej, wymagają ogromnej zespołowej pracy. Jedno ogniwo wykonujące część programu może nie mieć bladego pojęcia o tym, co robią inni i do czego przedmiot badań będzie w końcu służył. Tutaj otwiera się możliwość m anipulaqi przez tych, którzy mają władzę i pieniądze, uczonymi, którzy nie będą nawet wiedzieli, co robią. W pewnych okresach tego wieku motywem manipulacji była ideologia i chęć zagarnięcia władzy na świecie. Dziś takim motywem jest najczęściej chęć zysku. Dziękuję, nie m am więcej pytań. Przew odniczący Trybunału: Proszę obrońcę o zadawanie pytań. Z zeznań świadka wynika, że z gabinetów naukowych i laboratoriów wypływało w XX Wieku samo zło. Czy był okres w dziejach ludzkości, kiedy osiągnięcia naukowe miały tak wielki wpływ na zminimalizowanie fizycznych cierpień ludzi, na długość ludzkiego życia, jak dzisiaj? Św iadek Heller: Pod tym względem nasz wiek jest wyjątkowy i bardzo się cieszę, że mogę w tym aspekcie świadczyć na jego korzyść. Chciałbym tylko przypomnieć, ż;e w zeznamu nie oskarżałem nauki. Przeciwnie - broniłem jej. Rozpocząłem od apoteozy: od świadectwa, że nauka jest dobrem, a medycyna oczywiście jest jej bardzo chlubną częścią. Potwierdzam jednak jako świadek tezę, że Wiek XX wykorzystuje naukę do złych celów. Na szczęście nie wszystkie aspekty nauki są podatne na nadużycia. Choć, gdybyśmy się przyjrzeli historii medycyny albo współczesnej inżynierii genetycznej, to też moglibyśmy się dopatrzyć wielu motywów, które świadczyłyby na niekorzyść oskarżonego. Kto z naukowców będzie symbolem XX Wieku? Doktor Mengele czy Einstein? Św iadek Heller: Niewątpliwie Einstein... Mówił świadek o osiągnięciach nauki. Czy istnieje taki paradoks: im więcej wiemy, tym jest większe poczucie Tajemnicy? Im więcej wiemy, tym większy głód Absolutu? Św iadek Heller: To zależy, kogo się rozumie przez my". Jeśli ma pan mecenas na myśli fachowców, ehtę - jak mówił poprzedni świadek - to niewątpliwie pokora wzrosła, poczucie tajemnicy - przynajmniej można zaryzykować takie twierdzenie statystycznie - także. Natomiast, gdy mamy na myśli masy - o których też mówił poprzedni świadek - to sądzę, że nie. W tym miejscu oskarżyłbym dodatkowo Wiek XX o manipulaq'ę. Dziś media przedstawiają naukę w sposób spłycony, zwulgaryzowany i często karykaturalny. Redukują ją do czysto sensacyjnych osiągnięć. A to niewątpliwie nie przyczynia się do w zrostu pokory i poczucia tajemnicy. Gdybyśmy porównali końcówkę XIX Wieku i końcówkę XX Wieku... Św iadek Heller: Jest to zaproszenie do bardzo ciekawego porównania. Nie wiadomo też, na czyją korzyść by ono wypadło. W II połowie XIX wieku fizyków twórczo uprawiających swoją naukę było na świecie około 500. Dzisiaj jest ich kilkadziesiąt tysięcy! Dlatego porównanie jest niezmiernie trudne. Czy dziś zminimalizowała się wiara w nieograniczoną potęgę rozumu? Św iadek Heller: U jednych -tak, u innych - nie. Dzisiaj - przy końcu stulecia - naukę miesza się z zabobonem. Bardzo się denerwuję, gdy widzę w księgami moje książki o astronomii obok astrologicznych fantazji. Pytam o średnią... Św iadek Heller: O średnią trzeba pytać Instytut Badania Opinii Publicz Słowo i M yśl 7-8/

16 nej, bo nie mam dostępu do danych. Niewątpliwie u ludzi głęboko myślących nauka stwarza głód Absolutu, dla ludzi płytko myślących, których niestety jest daleko więcej, nauka zastępuje Absolut, jest ersatzem Absolutu. Ostatnie pytanie. Czy potężna - skumulowana przez Wiek XX - energia, która mogłaby nas zniszczyć, została w końcu użyta? Czy został przyciśnięty ostatni guzik? Św iadek Heller: Jesteśmy tutaj. Dziękuję świadkowi. Nie m am więcej pytań. Powołuję świadka Ryszarda Kapuścińskiego. Przewodniczący Trybunału: Przypominam o obowiązkach świadka. Świadek jest podróżnikiem i pisarzem. Obserwując zbrodniczą działalność oskarżonego z perspektywy globalnej, zwraca świadek często uwagę na niesprawiedliw y podział dóbr, którego dopuszcza się oskarżony. Św iadek Ryszard Kapuściński: Wysoki Sądzie! Jeżeli wyobrazim y sobie układ sił i napięć na naszej planecie w formie krzyża, to w drugiej połowie XX Wieku dominowało do niedaw na poziome ramię krzyża, czyli stosunki wschód - zachód. Konkurowały ze sobą dwie wielkie koncepcje i dwa wielkie, zwalczające się obozy. Po jednej stronie był obóz demokracji, po drugiej - mówiąc w wielkim skrócie - obóz dyktatury. Ta linia konfrontacji załamała się dziesięć lat temu. Wyostrzyła się natomiast, nabrała siły i znaczenia zupełnie nowa linia konfrontacji: między północą a południem, m iędzy biednym i a bogatymi. Albowiem żyjemy na planecie, gdzie istnieją obok siebie dwie cywilizacje: cywilizacja rozwoju i cywilizacja przetrw ania. Kiedy ludzkość wchodziła w Wiek XX, liczba ludzi na świecie wynosiła półtora miliarda. W ciągu stu lat ta liczba powiększyła się czterokrotnie i wynosi dziś 6 m iliardów ludzi. Korzystają oni w bardzo nierówny sposób z dóbr tego świata. Świat jest bardzo niesprawiedliwym miejscem. I ta niespraw iedliw ość wciąż się pogłębia. Paradoks postępu w XX Wieku polega na tym, że im bardziej świat się rozwija, tym nierówniej jesteśm y obdzieleni zdobyczam i tego rozwoju. Sam rozwój napędza niespraw iedliwość. Różnica dochodów m iędzy najlepiej zarabiającymi 20 procentam i ludzkości i najgorzej zarabiającym i 20 procentam i ludzkości w roku mniej więcej w połowie naszego stulecia - była 30-krotna, a dzisiaj - w końcu tego stulecia - jest ona 83-krotna. Różnica średniej długości życia m iędzy człowiekiem, który urodził się w kraju rozwiniętym i zamożnym, a człowiekiem, który urodził się w kraju ubogim, wynosi 25 lat. Każdy, kto urodził się w kraju zamożnym, ma z góry darowane 25 lat życia więcej. Nierówność odbija się we wszystkich dziedzinach. Na przykład firmy medyczne, które są w rękach wielkich koncernów, głównie amerykańskich, od roku 1980 do dzisiaj w prow adziły na rynek światow y 1230 nowych leków. W śród tych leków jest zaledwie 14 leków zapobiegających chorobom tropikalnym, a przecież na choroby tropikalne choruje 3/4 ludzkości. Problem em dzisiaj jest nie tylko głód, o którym w spom niał w swojej m owie oskarżyciel. Dzisiaj na świecie - paradoksalnie - panuje nadprodukcja żyw ności. Żywności jest dzisiaj na świecie tyle, że można by wyżywić 120 procent ludności żyjącej aktualnie na Ziemi. Problem jest w rozdzieleniu tej żywności. Dzisiaj na Ziemi żyje m iliard ludzi, którzy nie mają pracy albo są dorywczo zatrudnieni. M iliard ludzi, którzy właściwie nie wiedzą, co z sobą zrobić. Za 7 lat na świecie będzie 700 milionów młodych ludzi w wieku od 15 do 24 lat, którzy nie będą mieli przed sobą żadnej przyszłości, ponieważ urodzili się w slumsach, w wioskach pozbawionych jedzenia i wody. Co zrobić z 700 milionami młodych ludzi, obdarzonych energią, wolą życia, dla których nie ma miejsca na świecie? Nikt nie potrafi udzielić na to odpow iedzi. Nierówności rozpoczynają się już na szczeblu rodziny, gdzie kobieta i dzieci są bardziej wyzyskiwani i żyją gorzej niż m ężczyźni. W ew nętrzny rozwój poszczególnych krajów przebiega również bardzo nierówno. Są regiony, które w yzyskują inne. Południe Brazylii w y zyskuje w sposób straszliw y północ. Są kraje, w których istnieje w ew nętrzny kolonializm, wyzysk w obrębie narodu, społeczności czy plem ienia. Te nierów ności przenoszą się dalej, na szczebel światowy. Taka jest logika kapitału. Inwestorzy szukają miejsc, gdzie m ogą najszybciej zarobić najwięcej pieniędzy. W rezultacie 82 procent w szystkich kapitałów św iata jest skoncentrow anych w rękach 20 procent ludności świata. Biedni nie mają żadnych szans wyjścia z tej sytuacji. My zaś coraz częściej uciekamy od tego tem atu - nie potrafiąc znaleźć żadnej odpowiedzi. Nie mamy m iędzynarodow ych instytucji zdolnych podjąć w yzw a nie. Pow stała sytuacja, która p rze k ra cz a naszą w y obraźnię i m ożliwości reagow ania. Rewolucja elektroniczna połączyła nas w jedną rodzinę ludzką. Przez globalne m edia będzie do nas docierał najbardziej zasadniczy problem współczesnego świata: bogaci są coraz bogatsi, biedni są coraz biedniejsi. Oskarżenie z uwagą i zrozumieniem wysłuchało, co świadek miał nam do powiedzenia. Chciałbym jednak wyostrzyć kilka kwestii podjętych przez świadka. Czy konflikty, o których mowa, są, co do skali i jakości, wyjątkowe dla Wieku XX? Św iadek Kapuściński: Tak, są one charakterystyczne dla W ieku XX i to w różnym sensie. Ale na początku m uszę - mimo że jestem św iadkiem oskarżenia - p o w ied zieć o w iel 14 Słowo i M yśl 7-8/2000

17 kim osiągnięciu oskarżonego, jego działalność jest bowiem pełna paradoksów. Najwspanialszym osiągnięciem XX W ieku jest fakt, że nastąpiła na świecie likwidacja zależności kolonialnej. Jeżeli porów nam y dw ie m apy św iata: m apę z początku XX W ieku i m apę z końca XX W ieku, to zobaczymy, że na pierw szej m am y tylko kilka krajów niepodległych, a reszta to św iat zniew olony i zależny. Na końcu naszego wieku zobaczym y m apę św iata, na której cały świat jest prak ty czn ie wolny. Oczyw iście istnieją różne sposoby zniew olenia, różne form y zależności, ale form alnie/z legalnego p unktu w idzenia, po raz pierw szy w swej historii ludzkość, jako całość, staia się podm iotem historii. Czy przez to stała się bardziej szczęśliwa? Św iadek Kapuściński: Nie w szyscy stali się bardziej szczęśliwi, ale powstała szansa, do tej pory nieznana. Zasadniczy błąd i wielkie nieporozumienie polegało na tym, że dotąd obliczano postęp w edług produktu narodowego brutto, czyli obliczało się suche wskaźniki wzrostu ekonomicznego. Dzisiaj przechodzim y do zupełnie nowego sposobu mierzenia postępu na świecie. Po raz pierwszy wprowadziliśmy czynnik humanistyczny. Czy to oznacza, że dopóki nie wprowadzono tych czynników humanistycznych, Wiek XX był odpowiedzialny za sytuację? Św iadek Kapuściński: Tak, oczywiście. Uważano, że wystarczy wybudować ileś tam fabryk, dróg, budynków, by uznać, że nastąpił rozwój całego społeczeństwa, postęp wartości życia ludzkiego. To okazało się nieprawdą. Można budować fabryki i jednocześnie społeczeństwo będzie żyło w biedzie. Z tego, co świadek powiedział, wynika, że można rozszerzyć oskarżenie, albowiem Wiek XX zostawia nam nie tylko straszliwe dziedzictwo biedy, ale także zmarnowanego kapitału ludzkiego. Czy to jest słuszna teza? Św iadek Kapuściński: Teza jest słuszna w tym sensie, że oto cała rodzina ludzka uzyskała niepodległość i cała rodzina ludzka chciałaby się rozwijać. Pow szechna jest dziś tzw. rewolucja oczekiw ań" - revolution of expectations". N a pędzają ją m edia, które prezentują nam tylko wzorce konsumpqi. Tragedia z mediami polega na tym, że upowszechniając w zorce wysokiej konsumpcji, nie upowszechniają wzorców pracy. Wysoka konsumpcja jest pokazyw ana w m ediach w oderw aniu od warsztatu pracy. Wobec tego ludzie nie rozumieją, dlaczego inni mają, a oni nie... To są mechanizmy, które wytworzył Wiek XX? Świadek Kapuściński: Media masowe powstały w Wieku XX. Za warunki, w których możliwa jest niesprawiedhwość, jest więc odpowiedzialny Wiek XX? Świadek Kapuściński: To jest wynik błędu w myśleniu i konsekwencja różnic interesów. Ludzkość przez dziesiątki tysięcy lat była biedna. Były jakieś wyjątki, ale ludzkość jako ludzkość była biednym rodzajem. Dopiero ostatnie wieki wytworzyły tak liczną warstwę zamożną. Powiększyła się ona do ok. 20 procent rodzaju ludzkiego i na tym stanęło. Wiek XX kończymy jako ludzkość bardziej niesprawiedliwa? Świadek Kapuściński: Jako ludzkość niesprawiedliwe podzielona - to jest jej główna cecha. Dziękuję, nie mam więcej pytań. Oddaję świadka do dyspozyq'i obrony. Czy napraw dę kiedykolwiek świat był bardziej sprawiedliwy niż dziś? Świadek Kapuściński: Skala zjawisk jest zasadniczą różnicą. Ludzkość na początku XIX wieku liczyła zaledwie pół m iliarda ludzi. Świat był wtedy również niesprawiedliwy, lecz skala była inna. Nas poraża dzisiaj ogrom, fakt, że nie sposób zaszczepić m iliarda ludzi przeciw straszliwym chorobom, które im grożą. Nie mamy takich środków technicznych. Nigdy nie staliśmy wobec porównywalnego ogromu zjawisk, przerastających nie tylko możliwości sprawiedliwego podziału, ale przerastających naszą wyobraźnię. Nie potrafimy sobie wyobrazić, jak się żyje w biednych krajach.to są inne cywilizacje, żyjące własnym rytmem. Nie posiadają własnych środków, które pozwoliłyby im przejść na stronę cywilizaq'i tworzenia". Tkwią w cywilizacji przetrw ania", monotonnej, takiej samej jak setki lat temu. Niedawno w Ugandzie mieszkałem w chacie, gdzie była kuchnia, która składała się - po prostu - z trzech kamieni. Potem się zastanawiałem: skąd z góry wiedziałem, że to jest właśnie kuchnia? Otóż, wiedziałem to z podręcznika archeologii, w którym pokazano wykopaliska sprzed pięciu czy dziesięciu tysięcy lat. Trzeba sobie wyobrazić życie w świecie, w którym od pięciu albo dziesięciu tysięcy lat nic się nie zmieniło. Wyrwanie ich z tego stanu jest wielkim wyzwaniem dla ludzkości, dla n a s wszystkich. Czy fakt, że uzmysławiamy sobie te nieszczęścia nie Sławo i M yśl 7-8/

18 wynika z dobrodziejstw XX Wieku? Św iadek Kapuściński: Wiek XX jest wiekiem sprzeczności. Jest klasycznym przykładem sytuacji, w której dobro napędza zło i zło napędza dobro. N a tym polega jedno z ważniejszych doświadczeń XX Wieku: wiemy, że nie można oddzielić dobra od zła. Wynaleziono lekarstwa na choroby, na które dawniej umierano. Antybiotyki, szczepionki na chorobę Heinego - Medina, cholerę itd. Ludzie żyją - jak żyją, tak żyją - ale żyją. Czy członkowie rodziny ludzkiej w XX Wieku są tak bhsko siebie jak nigdy? Św iadek Kapuściński: I tak, i nie - to znowu typowa dla XX Wieku sprzeczność. Z jednej strony, nastąpiła rewolucja komunikacyjna, która spow odow ała - technicznie - zbliżenie się skupisk ludzkich. Trzeba pamiętać, że rodzaj ludzki przez dziesiątki tysięcy lat żył w małych społecznościach. Wykopaliska archeologiczne sprzed tysięcy lat pokazują, że ludzkość składała się z małych grup, mniej więcej 30 - osobowych, bo tyle osobników mogło w yżywić się w danym środow isku. Ponieważ planetę zarastały nieprzekraczalne lasy, większość ludzi rodziła się, żyła i umierała w przekonaniu, że 30 osób stanowi cały świat. Tak kształtow ała się nasza świadomość. Rewolucja elektroniczna, która dokonała się w ostatnich latach, po pierwsze nie obejmuje całej planety, a po drugie zbliżenie, które spowodowała, jest dość powierzchowne. Łącząc się przy pomocy nowej techniki widzimy, że nie mamy sobie wiele do powiedzenia. Nie komunikujemy się kulturow o i to jest też wielki problem, bo równocześnie jesteśmy skazani na życie w wielokulturowym święcie. Pierwszy kontakt kulturowy jest kontaktem niechęci. Pierwszy odruch ludzki w zetknięciu z obcym jest zawsze wrogi. Jeżeli struktury - na przykład - polityczne utrw a lają ten odruch w formie nacjonalizmu, to nabiera on cech trwałego stereotypu. Niedawno wróciłem z Indii. Ludność Indii przekroczyła miliard mieszkańców. Jeździłem po kraju o wysokiej kulturze i myślałem: nikt tutaj nie słyszał o istnieniu Bacha, M ozarta ani Dantego, nikt tu nie zna naszej kultury. My też nic o ich kulturze nie wiemy. Żyjemy w świecie wielokulturowym, bardzo mało o sobie wiedząc. Ten dystans się nie zmniejsza? Św iadek Kapuściński: Błąd propagandy mediów, polega na myleniu pojęcia Europa" czy świat rozwinięty" ze światem. Wydaje nam się, że jest jak w reklamie: Cały świat jeździ na nartach Olimp!". Faktycznie na nartach Olimp jeździ ułam ek promila ludzkości. Mówimy: cały świat siedzi przy Internecie. Dostęp do Internetu ma 2 procent ludzi na świecie. Taka jest rzeczywistość! Czy świadek pamięta, by kiedykolwiek istniał tak ogromny wysiłek niesienia pomocy potrzebującym? Św iadek Kapuściński: Ten wysiłek raczej się zmniejsza niż zwiększa. Istnieje dziś w szczątkowej formie. Kiedy w latach sześćdziesiątych następował proces wyzwolenia kolonialnego, ONZ podjęła uchwałę stanowiącą, że kraje rozwinięte będą przeznaczać jeden procent dochodu narodowego brutto na pomoc dla krajów Trzeciego Świata. Dzisiaj, po prawie 40 latach, ten wkład w najbardziej ofiarnych krajach dochodzi do 0,17 procenta. Mamy więc świadomość dysproporq'i w bogactwie i biedzie, obżarstwie i głodzie. Czy ogromny rozwój techniczny, postęp gospodarczy fragmentu ludzkości nie jest jednak osiągnięciem? Czy, gdyby nie on, pytalibyśmy dziś w ogóle o szanse dla biednych? Św iadek Kapuściński: Brakuje instytuq'i, brakuje mechanizmów sprawieduwego podziału dóbr ziemskich. ONZ nie spełnia tej roli. Jest dużo ofiarności indywidualnej: są Lekarze Bez Granic", organizacje humanitarne i pozarządowe, ale zakres ich działań i możliwości dotyczy bardzo niewielkiego wycinka potrzeb. Trzeba też pamiętać, że pomoc ma dwie strony: doraźnie pomaga, ale równocześnie powoduje, że ludzie odchodzą ze wsi do miast, bo tylko tam dociera międzynarodowa pomoc. N a ich obrzeżach tworzą gigantyczne obozy uchodźców, które żyją już tylko dzięki pomocy. Nigdy nie wrócą do siebie. Wsi, które opuścili już nie ma, wszystkie systemy kanalizacji są zawalone, bydło wymarło... W dodatku są to często tereny, gdzie toczy się jakaś wojna domowa. Uchodźctwo stało się dla nich jedyną dostępną formą życia. W momencie, kiedy pomoc ustanie, ci ludzie zginą. Co jest zresztą częstym przypadkiem. Czy jednak to, co Wiek XX osiągnął w technice, w gospodarce może przyczynić się do rozwiązania cierpień? Św iadek Kapuściński: Musi. Ale struktura rozdziału bogactw jest taka, że bardzo trudno coś radykalnie zmienić. Dziękuję bardzo. Nie m am więcej pytań. Powołuję na świadka Andrzeja Wajdę - reżysera. Św iadek Andrzej Wajda: Mam nadzieję, że Pan Przewodniczący nie zażąda ode mnie - prostego reżysera filmowego - żebym mówił prawdę i tylko prawdę. W tedy ja i moi wielcy poprzednicy: Swift, Gogol i inni artyści, nie mielibyśmy wiele do roboty. Mimo, że jestem świadkiem oskarżenia, spróbuję broić Słowo i M yśl 7-8/2000

19 nić wieku, który przeżyłem. Niezależnie od wszystkich zbrodni i nieszczęść, które Wiek XX niósł ze sobą - przedstawionych tu przez oskarżyciela i świadków - muszę wyznać, że żyłem w w świecie ludzi, którzy jako świadkowie tego wieku, sprostah jego wyzwaniom. Jeżeli siedzi przed nami Marek Edelman, który dal odpór wszystkim okropnościom, którym i doświadczyły go nasze czasy, jeżeli Ryszard Kapuściński z taką przenikliwością potrafił zdiagnozować choroby XX Wieku, to myślę, że XX Wiek nie jest wiekiem zmarnowanym. Myślę, że i dawniej istniały wielkie nieszczęścia. Jako początkujący reżyser nabawiłem się w rzodu dwunastnicy i byłem z tego dumny, bo mówiono, że to choroba intelektualistów. Dowiedziałem się później, że buszmeni także chorują na wrzody, bo żyją w nieustającym stresie. Ja się bałem, czy widownia przyjdzie do kina, a oni się boją, czy jakaś małpa nie wskoczy im na plecy. I co za różnica? Choroba jest ta sama. Myślę, że wiele nieszczęść, wiele dramatów i tragedii XX Wieku było już znanych wcześniej. A gdybym się urodził niewolnikiem w Rzymie, czy m iałbym większe, niż w XX Wieku, możliwości? Wiek XX bowiem, przy wszystkich swoich nieszczęściach otworzył nam wielkie szanse. Moje wykształcenie jest pewnie powierzchowne, ale pamiętam twierdzenie, że każda akcja równa się reakcji. Jeżeli akcja XX Wieku była taka, jak ją przedstawih oskarżyciele i świadkowie, to i reakcja musi być coś warta. Marek Edelman, Barbara Skarga, Ryszard Kapuściński próbują nie tylko zroztunieć świat, ale i przeciwstawić m u się. Jeżeli stw ierdzono tutaj, że publiczność przychodząca do kina stanowi masę łatwą do zawładnięcia, to dlatego, że bohaterowie filmów są wyjątkowymi indywidualnościami. Widocznie istnieje szczera potrzeba wyjątkowości w masach. Może nie należy żądać więcej w czasach, kiedy wszyscy wszystko o sobie wiedzą. Może - jak powiedział przed chwilą Ryszard Kapuściński - nie mamy sobie wiele do powiedzenia, ale dawniej i tej komunikacji - a więc i szansy na porozumienie - nie było. Myślę, że nasz wiek z tylu zbrodniami, kłamstwami i oszustwami, pozwolił nam jednak wiele zrozumieć. Dlatego m am poczucie, że wchodzimy w XXI wiek z nadzie ja- To bardzo interesujące, powstaje jednak pytanie, czy osiągnięcia ludzkości XX Wieku nie powstawały aby przeciw doświadczeniom zesłanym na nas przez XX Wiek? Św iadek Wajda: Jedno łączy się z drugim. Nieszczęścia i tragedie wyzwoliły wielkie siły w artystach, w naukowcach, którzy próbowali im się przeciwstawić. To bardzo piękne: wiara w sztukę. Ale przecież wybitni przedstawiciele sztuki często służyli aparatowi władzy, a wspaniałe osiągnięcia formalne służyły depraw o waniu ludzi. Jakie jest zdanie świadka na ten temat? Św iadek Wajda: To prawda. Na pewno wielu artystów stanęło po złej stronie, ale spróbujmy przyjrzeć się im jako ludziom, którzy wierzyli, że świat powinien iśc ku lepszemu... Z Wieku XIX wynieśliśmy bowiem przekonanie, że technika będzie nas przybliżać do w olności, że komunikaq'a będzie nas wyzwalać od przesądów. Ja to przekonanie wyniosłem ze szkoły, z kościoła, z mojej rodziny. Wierzyhśmy, że świat będzie bardziej otwarty i cywilizowany. Kiedy słuchałem Ryszarda Kapuścińskiego, zastanawiałem się: skąd ja znam te diagnozy? Gdzie się już tego uczyłem? A to było na lekqach marksizmu. Wierzyliśmy, że muszą się znaleźć sposoby, by świat uleczyć. Jeżeli więc - po części - jestem pesymistą wobec wieku, który nadejdzie, to dlatego, że niestety już spróbowaliśmy pewnych rzeczy i wiemy, że one nie mogły się udać. Czyli Wiek XX jest smutny, bo jest wiekiem zrealizowanych, a przez to zmarnowanych marzeń? Protestuję! Przewodniczący Trybunału: To nie było pytanie, to była sugestia. Proszę inaczej sformułować wypowiedź. Czy sądzi świadek, że Wiek XX był wiekiem zmarnowanych marzeń? Świadek Wajda: Nie, z tym się nie mogę zgodzić. Przewodniczący Trybunału: W języku sądowym, w takiej sytuacji mówi się, że oskarżyciel się dopytał. Św iadek Wajda: Nie chciałbym, żeby to oskarżyciel miał w tym przypadku rację. Dlatego, że bardzo wielu ludzi świadomych, a myślę, że o tych głównie tutaj mówimy, pracowało nad tym, żeby ludzkość uniknęła nieszczęść, które na nią spadły. Jeżeli one do nas przyszły, widocznie była w tym jakaś konieczność. Eisenstein, który robił filmy dla Stalina, i inni, którzy robili filmy w tamtych czasach, niekoniecznie muszą być winni zbrodni stalinizmu. Myślę, że wielu z nich wierzyło, że tego można uniknąć. Dzisiaj wszyscy są bardzo ostrożni. Dzisiaj nikt w niczym nie chce uczestniczyć, ponieważ sparzyliśmy się na komunizmie, albo na hitleryzmie. Świadek powiedział, że ludzie świadomi ulegli jednak historycznej konieczności. Czy to by miało znaczyć, że zrezygnowali z wolności? Czyli istnieje jakaś przepaść między wolnością a świadomością? Świadek Waj da: Nie. Ale oni myśleli, że wolność to jest uświadomiona konieczność. Słowo i M yśl 7-8/

20 Czyli świadek się zgadza, że ci świadomi byli ukąszeni przez Hegla? Św iadek Wajda: Nigdy nie czytałem Hegla, a też byłem ukąszony. Czy wielką sprawą może być sprawa, która prowadzi do m ordu zbiorowego? Św iadek Wajda: Na pewno nie. Nie należy bronić tych, którzy w zbrodni brali udział, ale myślę, że trzeba jednak wyrozumiałości dla niektórych ludzi, żyjących w tamtych czasach. Totalne potępienie prow adzi nas niestety w złą stronę. Rozumiem, że świadek podziela zdanie - proszę mnie skorygować, jeżeli źle rozumiem - że należy z wyrozumiałością podejść do ludzi jako do jednostek, oddzielając ich od systemu. Czy tak? Św iadek Wajda: Tak myślę. Natomiast przedm iot oskarżenia, czyli działalność Wieku XX, jest bliższa tem u co nazywam y systemem? Św iadek Wajda: To praw da, dlatego podziw iam tych wszystkich, którzy w tym trudnym wieku próbowali przeciwstawić się Złu, nawet jeśli nie odrzucali udziału w tym, co budziło ich - choćby złudną - nadzieję. Dziękuję, nie m am więcej pytań. Mam niewiele pytań do świadka. Dziękuję za w spaniałą wypowiedź. Chciałem tylko zapytać o to, co jest dziedziną tak wspaniałej aktywności świadka. Sto lat Wieku XX, to jednocześnie sto lat kina. Czy środki w yrazu, które zostały przez kino wypracowane, dają nam szansę szerokiego poznawania siebie nawzajem i poznawania rzeczywistości? Świadek Waj da: Na pewno. Chociaż świadek Ryszard Kapuściński uświadomił mi, że dotyczy to tylko niewielkiej grupy - około 20 procent ludzkości. Ale nie wiem, czy my, jako ludzie kina, możemy wziąć odpowiedzialność za to, że nasza sztuka nie jest rozpowszechniana poza tymi 20 procentami. Dziękuję bardzo, nie m am więcej pytań. Przewodniczący Trybunału: Dziękuję świadkowi. Oskarżenie przedstawiło wszystkich swoich świadków. Bardzo proszę, panie mecenasie, o powołanie świadków obrony. Powołuję na świadka obrony M arka Edelmana - lekarza. Świadek M arek Edelman: Bezwzględność, którą wykazał tutaj prokurator, ma jakoby dowodzić, że nie tylko świat jest fatalny i Wiek XX jest fatalny, ale i ci, którzy dziś żyją, nie wiadomo jak długo jeszcze wytrzymają. My zresztą też! Proszę państwa, ta rozprawa trwa już przecież trzy godziny. Będę więc mówił krótko. Obraz przedstawiony przez prokuratora i przez świadków oskarżenia, to czysta apokalipsa. Myślę, że ten obraz jest tendencyjny i i fałszywy. Faktycznie, był faszyzm, był komunizm, zabito miliony ludzi, ale kto to zrobił, proszę państwa? To zrobili ludzie! Nie jest tak, że ubecy, enkawudyści spadli z nieba, że Pan Bóg czy diabeł ich tutaj zesłał. Co to znaczy ustrój!? Co to znaczy system!? Systemy i ustroje tworzą ludzie! Oskarżyciel mówi, że system zabija człowieka, ale przypominam, że wpierw inny człowiek stworzył system. Na tym polega błąd oskarżenia! Nieprawda, że człowiek był niewinny, a system, który spadł z nieba wziął łudzi za mordy, a oni jeszcze dali się zabić. To zrobili ludzie! Tak odpowiedział Blum, kiedy ktoś mu powiedział, że obozy koncentracyjne zrobili Niemcy. Odparł: - Nie, to zrobił człowiek człowiekowi. Tak samo jest z komunizmem. Bardzo proszę, żeby z człowieka nie robić cacusia, który jest niemowlęciem i najchętniej by sobie połeżał w beciku. Trzeba też pamiętać, że ten wiek poza hitleryzmem, faszyzmem, kom unizmem i straszliwą hekatom bą trupów, do której sam dopuścił, miał też inne oblicze. Kto z państwa pamięta o Gandhim? Od niego zaczęły się - w XX Wieku! - praw a człowieka. I oto macie miliardowy kraj z demokraq'ą! Nie ma tam już głodu, chociaż w XIX wieku w Indiach um ierano z niedożywienia. A Ameryka? Było niewolnictwo. Ku - Klux - Klan, zabijali czarnych. W XX Wieku Truman wsadził Murzynka do samochodu, postawił dwóch żołnierzy, żeby go bronili i od tego czasu zaczęła kończyć się segregaqa! A Afryka Południowa? Byłem tam! W Kapsztadzie - w Johanesburgu jeszcze nie, ale w Kapsztadzie! - biali chłopcy i czarne dziewczynki całują się na oczach ludzi. Czy to nie jest zmiana? Czy to nie jest postęp? Czy to jest klęska XX Wieku? Ktoś tu mówił źle o medycynie. Dlaczego w Indiach żyje tyle ludzi? Bo międzynarodowe organizaqe przywiozły szczepionkę na ospę. A iłe razy zmniejszyły się zachorowania na trąd w Afryce? Więc ja was proszę: bez apokalipsy! Po wojnie powstaje organizacja, z której się wszyscy śmieją - nazywa się ONZ. Nic nie może zrobić, ale w 1946 roku uchwala Kartę Praw Człowieka i Obywatela. Przez lata nic jej nie idzie. Można zabijać, bo ONZ i tak nic nie zrobi. Więc się zabijają. (Tutaj jeszcze raz wam przypomnę, że człowiek jest złą instytucją. Pan Bóg go fatalnie zrobił, dał m u za mało 18 Słowo i M yśl 7-8/2000

21 szarych komórek, tylko sześć miliardów ma w tej puszce i dlatego jest taki zły. Na szczęście jest tam dużo miejsca, więc m oże.następna mutacja będzie lepsza). Ale nagle coś się zmieniło. Miloszewicz - jak tylu przed nim - zabijał Albańczyków, aż przyszły wojska amerykańskie, polskie i nie pozwalają zabijać. Faszyzm rozumie tylko siłę i trzeba mu ją czasem, w obronie jednostek, pokazać. Zaraz będziecie krzyczeć: a czemu nie zrobią tego w Czeczenii? Ale co mają zrobić? Rzucić bombę atomową na Rosję? Niestety, nie wszystkich jeszcze można obronić. Świat nie będzie szedł prosto do góry, bo historia idzie zygzakiem. Będzie trochę lepiej, potem trochę gorzej, tak jak z każdą chorobą. Nie od razu się można wyleczyć: trochę w górę, trochę w dół, a w końcu albo tak, albo tak. Ale musicie pamiętać, że 90 procent tego, jaki świat jest, nie zależy od pana Hitlera, od pana Stalina, tylko zależy od każdego obywatela. Bo nawet jeśli nie było chleba w Leningradzie, to jeszcze nie byl powód, żeby tysiące ludzi z Czerwonej Armii miało iść i zabijać ludzi na Ukrainie. Agresja jest jednak zasadniczą cechą każdego człowieka. Proszę o tym pamiętać. To jest genetycznie wrodzona, atawistyczna cecha. I bardzo trudno jest ją zniszczyć czy to w XIX, czy to w XX, czy w XXI wieku. Ale to, co stało się w Kosowie, w Timorze, w Rwandzie, kiedy przyjechali Francuzi, by ratować Tutsich, to jest nasza przyszłość, choć nie nastąpi ona od razu. Ale taki będzie XXI wiek: społeczny, ludzki. I to wszystko, co miałem do powiedzenia. Odm awiam odpowiedzi na pytania. Przewodniczący Trybunału: W tym przypadku Trybunał nie będzie stosował kary grzywny. Dziękuję świadkowi. Powołuję świadka obrony Antoniego Liberę - pisarza. Jak określiłby świadek stan świadomości oskarżonego? Świadek Antoni Libera: Wysoki Trybunale, dorobek oskarżonego Wieku XX, z punktu widzenia jednostki, czy lepiej: osoby ludzkiej, nie w ypada korzystnie. Przeważa w nim dzieło zniszczenia. Nieliczne dobrodziejstwa, jak: postęp w m edycynie czy elektryfikacja ułatwiająca życie, mają zresztą zawsze swą drugą stronę medalu, nie równoważą złych rzeczy będących na jego koncie. Liczba i skala zbrodni, gwałtów, cierpień i krzywd wyrządzonych ludzkości jest niewspółm iernie większa, a zatem wszystko nas skłania, aby powiedzieć: winny. Lecz skoro mówimy: winny" i mamy zamiar potępić, skoro w ideach, czynach i dziełach oskarżonego w i dzim y więcej zła, to trzeba postawić pytanie o jego poczytalność. Czy miał on przynajmniej świadomość, co czyni i co się z nim dzieje? Pragnę postawić wniosek, aby odpowiedź twierdzącą na tak zadane pytanie, jeśli się da jej udzielić, uznać za okoliczność istotnie łagodzącą, chociaż na pierwszy rzut oka zakrawa to na paradoks. Lecz zważmy, co w człowieku zwykliśmy cenić wyżej? Ślepą wolę, naturę, instynkty i popędy czy sam owiedzę, kulturę, świadomość grzechu i tabu? Jeżeli Słowo i M yśl 7-9/2000 zaś to drugie, to musi nam być bliższy choćby największy złoczyńca - który jednakże wie, że są prawa i normy i że niektóre rzeczy jako takie są złe - niż nawet nieszkodliwy, przynajmniej chwilowo, osobnik, który nie ma pojęcia o jakichkolwiek regułach i w ogóle żyje w świecie poza dobrem i złem. W czym jednak w danym wypadku wyraża się taka świadomość? Gdzie szukać jej przejawów? Co stanowi świadectwo? W w ypadku oskarżonego domena ta to sztuka, zwłaszcza zaś piśmiennictwo w szerokim rozumieniu. W natchnionych dziełach słowa, bez względu na ich rodzaj, czy jest to mowa wiązana, czy proza, czy też dyskurs, człowiek na wiele sposobów i na różnych poziomach odmalowuje sam siebie, tworząc swój autoportret. Próbuje uchwycić, kim jest na danym etapie rozwoju, pokazać prawdę o sobie. Tak było od początku naszej cywilizacji. I właśnie taką rolę pełnią największe dzieła, jakie powstały na ziemi. Człowiek wyznaje w nich, jak postrzega sam siebie na tle ziemi i gwiazd. Oskarżony i tutaj nagrzeszył niebywale. Jego największa nieprawość to kultura masowa, urynkowienie sztuki, oddanie się w pakt mamonie i taryfa ulgowa. Nikt z jego poprzedników nie spłodził tyle szmiry, tyle szalbierczych bredni i zwykłego bełkotu i żaden z nich w tym stopniu nie rozchwiał kryteriów oceny ani nie zburzył hierarchii. Ajednak w tej górze kiczu i radosnej twórczości, w tych Himalajach papieru, które zaczernił drukiem, można odnaleźć rzeczy nie tylko wartościowe, lecz które są na miarę owych dawnych arcydzieł. To, co mi się wydaje najbardziej doniosłe i celne, co właśnie pełni rolę owego sumienia czy serca, znalazło swój wyraz w dziełach co najmniej pięciu pieśniarzy. Być może u nich najpełniej. Pierwszy z nich i najstarszy to gigant - Tomasz Mann, autor w danym kontekście co najmniej trzech utworów. Takich oto powieści, jak: Czarodziejska góra", Józef i jego bracia" i wreszcie Doktor Faustus". Następnie ktoś całkiem inny i to pod każdym względem: talentu, osobowości i postaw y życiowej, trawiony chorobą - Franz Kafka, autor Procesu" i Zamku". Następnie Thomas Stearns Eliot, poeta m etafizyczny, autor m. in. dwóch takich poematów, jak słynna Ziemia jałowa" i W ydrążeni ludzie". Dalej, genialny James Joyce, wizjoner i realista, męczennik pamięci i stylu, mistrz słowa i artysta o absolutnym słuchu, autor wielkiej powieści pt.: Ulisses". I wreszcie najmłodszy z nich, a zarazem być może ostatni z rodu tytanów, czyli maksymalistów, traktujących tworzenie jako spełnienie misji narzuconej przez los, pisarz cichy i skromny, stroniący od zgiełku świata, skoncentrowany wyłącznie na wyrażaniu tego, co mówi mu głos wewnętrzny, Samuel Beckett, autor co najmniej dwóch sztuk o symbolicznym znaczeniu: Czekając na Godota" i jednoaktowej Końcówki". Co łączy tych pięciu pieśniarzy? Dlaczego właśnie oni? Jaki jest wspólny mianownik wymienionych tu dzieł? Po pierwsze: wszyscy oni nawiązują do wielkich m itów ludzkości - judeochrześcijańskich, greckich, zachodnioeuropejskich, a przy tym, i zarazem z powodu tych odniesień, podejmują problemy o pierwszorzędnym znaczeniu, zwracają się ku sprawom bezwzględnie pod- 19

22 stawowym, jak: prapoczątek człowieka i jego przeznaczenie, jak sens ludzkiej historii, jak jądro egzystencji, jak wreszcie transcendencja i idea zbawienia. Po drugie, wszyscy oni zdają się mieć poczucie, iż są u końca drogi. W obliczu jakiegoś kresu, że coś się wyczerpało i w sensie estetycznym możliwa jest tylko parodia. Parodia, a zatem pow rót na grunt pospolitości, niejako do punktu wyjścia z wyżyny archetypów. Jest to w najlepszym razie akt zamknięcia się koła, jakkolwiek bez perspektywy otwarcia go na nowo. Ów ton apokaliptyczny jest wspólny i wyraźny. Po trzecie wreszcie: wszyscy w zbliżony do siebie sposób interpretują przyczyny takiego stanu rzeczy. Źródeł kryzysu kultury i wybuchu chaosu zdają się upatrywać w emancypacji rozumu, w powolnym, lecz konsekwentnym odchodzeniu od sacrum, w fascynacji naturą i nieprzepartą w olą odkrycia jej tajników. Nie osądzają przy tym, czy było to błędne, czy nie, czy w ogóle był jakiś wybór. Stwierdzają, że tak się stało i jakie są tego skutki. W dziełach ich słychać lament albo szyderczy śmiech, bluźnierstwo miesza się w nich z krzykiem o zmiłowanie. Warto dodać w tym miejscu, że są i polscy pisarze, których myśli krążyły wokół tych idei i których dzieła cechują podobne intuicje. Wymienię przynajmniej trzech najbardziej wyrazistych i stosowne tytuły: Stanisław Ignacy Witkiewicz w kilku swoich dram atach, a zwłaszcza w Nienasyceniu" i w Pożegnaniu jesieni". Witold Gombrowicz w D zienniku", a zwłaszcza w swojej krytyce sfery nowoczesności i w Im mądrzej, tym głupiej, pamiętnym, późnym eseju. I wreszcie Czesław Miłosz w bardzo wielu utworach, w katastroficznych wierszach pisanych jeszcze przed wojną, w Metafizycznej pauzie i w Traktacie moralnym", a głównie w Ziemi Ulro, owej summ ie dociekań natury filozoficznej. Podsum ujmy to wszystko. W yraźną dom inantą najw ybitniejszych dzieł najświetniejszych pieśniarzy XX stulecia jest mocne przekonanie o degradacji człowieka. Niegdyś był on herosem, jak Odyseusz lub Józef, później rycerzem lub królem, jak Perseval, Roland, Artur, jak Makbet, Ryszard i Lear, wreszcie uczonym doktorem lub genialnym artystą, jak Faust. Obecnie jest wyrzutkiem i podsądnym, jak K., człowiekiem wydrążonym w bezkresach ziemi jałowej albo włóczęgą, kaleką, jak postaci Becketta. Cywilizacja rośnie, istota ludzka maleje. Wytwory rąk ludzkich pną się w górę i stoją, sam człowiek leży w upadku. A zatem nie m ożna powiedzieć, ażeby oskarżony nie był świadomy tego, co się z nim działo, kim był, czy ściślej: kim się stawał. Przeciwnie, widać w y raźnie, że miał zupełną jasność, co do swojej kondycji i oceny działania. A można nawet powiedzieć, że to od niego samego wyszła idea sądu, który dziś odprawiamy. To on sam się oskarża i sam się dzisiaj sądzi. Jak pow iedziałem na wstępie, tego rodzaju akt stanowi okoliczność istotnie łagodzącą. Byłoby znacznie gorzej, jeżeliby brakowało podobnej samowiedzy. Tylko cóż z niej wynika? Że oskarżony, wiedząc, iż brnie w niedobrym kierunku, nie miał woli i siły ażeby się zatrzymać? Że, krotko mówiąc, zgrzeszył słabością charakteru? Czy może jednak już nie mógł, może akt zawrócenia z mylnie obranej drogi przerastał jego siły? Lub może w ogóle na nic nie miał żadnego w pływ u? Może był on po prostu a raczej pow iedzm y jest" - obciążony dziedzicznie? Może jego działania i skutki owych działań były nieuniknione, jako konieczne następstw o wcześniejszego spaczenia, sięgającego wstecz nie wiemy, jak daleko, może i samych źródeł. A zatem, że jego los był przesądzony z góry. Nie sposób tego dowieść, lecz i nie sposób wykluczyć. M ożna jedynie stwierdzić, iż oskarżony jest w duchu nie pogodzony ze sobą, a jego serce krwawi. Nie akceptuje sam siebie, lecz nie potrafi się zmienić. A nie zmieniając się w skali ewolucyjnej, zmienia się jeszcze bardziej w kogoś, kim wcale być nie chce, a nawet kto go przeraża, bo widzi w nim przeniewiercę swojej własnej istoty, tego, z czym przez stulecia zdawał się utożsamiać. Nie jest to sytuacja godna pozazdroszczenia. Godna jest raczej współczucia. Powiedzmy sobie jasno: jakkolwiek surowy wyrok zapadnie w tym procesie, nie zmieni on biegu rzeczy. Przewodniczący Trybunału: Panie mecenasie, świadek jest do pańskiej dyspozycji. Chciałbym zapytać o bardzo konkretną historię z dziejów XX Wieku. Nicolae Ceaucescu, dysponujący ogromnym aparatem terroru, w ydał kiedyś rozkaz, by rejestrować maszyny do pisania i powielacze, tak jak rejestruje się broń. Dlaczego? Św iadek Libera: Sądzę, że bał się tego rodzaju głosów, o których wspominałem, to znaczy bał się oskarżenia kierowanego ze strony sumienia ludzkości, którym byw a literatura. Czym była cenzura w XX Wieku? Św iadek Libera: Niedopuszczaniem głosu sumienia. Dziękuję, na razie nie m am pytań. Jeśli dobrze zrozum iałem świadka, świadek dał świadectwo, że sąd tu odbywany jest prawomocny. Św iadek Libera: Jest prawomocny, ale zarazem świadczy na korzyść oskarżonego. Ale przecież obraz, jaki daje literatura przywoływana przez świadka, jest obrazem daleko odbiega jącym od tego, który daw ała literatura uprzednich wieków. Św iadek Libera: Różnica polega na tym, że diagnoza sytuacji, w jakiej znalazł się człowiek, jest niezwykle pesymistyczna i bijąca na alarm. 20 Słowo i M yśl 7-8/2000

23 Człowiek XX Wieku... Św iadek Libera:...sam tak siebie postrzega. Znaczy to, że istnieje los, nad którym człowiek nie panuje. Zatem św iadek chce zdjąć dużą część odpowiedzialności z Wieku XX, przenosząc ją na los, na konieczność. A padło już na tej sali zdanie, że to człowiek człowiekowi zgotował ten los... Św iadek Libera: Tak. Zgadzam się z tym zdaniem, bo w pewnym sensie, choć innymi słowami, mówię rzecz bardzo podobną. Niekoniecznie. O ile dobrze zrozumiałem, świadek powiedział, że serce Wieku XX krwawi. Natomiast, jeśli to człowiek człowiekowi zgotował ten los, to jeden rani serce drugiego. Czy świadek zgadza się z konkluzją, że to człowiek człowiekowi zadaw ał rany? Św iadek Libera Tylko co to znaczy, że człowiek człowiekowi... Strzelał w tył głowy! Św iadek Libera: Rozumiem pytanie, lecz chodzi mi o to, w jaki sposób my zdefiniujemy oskarżonego. Chcę postrzegać dzisiaj ludzkość jako jeden byt. W tym sensie, ten jeden byt zadaje sobie gwałt. Gdy jednostka strzela drugiej jednostce w tył głowy, to ludzkość zadaje sama sobie gwałt. Czyli jesteśmy wiekiem samobójców... Św iadek Libera: W pewnym sensie tak... Dziękuję, nie m am więcej pytań. Przew odniczący Trybunału: Dziękuję świadkowi. Postępowanie dowodowe dobiegło końca. Trybunał chciałby podziękować wszystkim świadkom, szczególnie za ich wkład w wyjaśnienie odpowiedzialności Wieku XX. Czy są jakieś wnioski dowodowe? Tak, Wysoki Trybunale Powszechny. Obrona chciałaby przedłożyć, jako dowód, plik dokumentów. Są to: Traktat Unii Europejskiej, Karta Praw Ofiary, Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności, Karta N arodów Zjednoczonych z San Francisco, Statut Rady Europy, Konwencja o Misjach Specjalnych, Międzynarodow y Pakt Praw Obywatelskich i Politycznych z Nowego Jorku, Europejska Karta Społeczna, Konwencja o Pokojowym Rozwiązywaniu Sporów M iędzynarodowych, Statut Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, encyklika Evangelium vitae", encyklika Veritatis splendor", encyklika Eides et ratio",list świadka Marka Edelmana do Billa Clintona oraz - na końcu - modlitwa Jana Pawła II złożona w m urze jerozolimskim. Oto wymienione dokumenty. Proszę o ich dopuszczenie do przew odu sądowego. Przewodniczący Trybunału: Proszę oskarżenie o ustosunkowanie się do tego wniosku. Jest to bardzo interesujący wniosek, albowiem ten zbiór dokumentów może zarówno świadczyć o dobrej woli ich autorów, jak i o ich bezradności. Są one bowiem próbą odpowiedzi na straszliwe wyzwania i morze krwi, które były dziełem oskarżonego Wieku XX. Formułowali je ludzie dobrej woli. Ponieważ w moim przekonaniu dokumenty nie posiadają wagi dowodowej w naszej sprawie, więc oskarżenie nie zajmuje wobec nich stanowiska. Można dopuścić, można nie... Przewodniczący Trybunału: Trybunał dopuszcza te dokumenty. Proszę teraz oskarżyciela o postawienie wniosków. Praca wykonana podczas tego procesu, to wielki wysiłek, nie tylko świadków, nie tylko Wysokiego Sądu i ławy przysięgłych, ale i publiczności. Ustalono, że nie sposób określić ilości ofiar działalności oskarżonego. Są to zresztą liczby przerastające naszą wyobraźnię. Pytamy: sto czy dwieście milionów zamordowanych? Przecież śmierć jednego człowieka jest niewyobrażalną tragedią. Te liczby, wykraczające poza możliwość pojmowania, są jednym z dowodów na to, jak bardzo zagubiony jest człowiek w XX Wieku, albowiem nawet nie potrafi objąć skali zła, które czyni. Ustaliliśmy - w dziedzinie przem ian dotyczących sfery duchowej i psychicznej - ta anonimowość jednostek prowadzi do zniszczenia odpowiedzialności. W dziedzinie nauki ustalono, że w XX Wieku miał miejsce z jednej strony zamach na logikę i prawdę naukową, czyli próba zniszczenia od wew nątrz etosu nauki, z drugiej zaś strony -w przęgnięcie osiągnięć naukowych w procesy zniszczenia i zbrodni. Ten związek został ponad wszelką wątpliwość udowodniony. Ustalono, że świat pogrążył się w konfliktach, które rozdzierają całą kulę ziemską. Ludzkość obdarzona błogosławionymi dobrami nie potrafi dzielić ich sprawiedliwie między setki milionów potrzebujących. Sprawcą tej sytuacji, z której wydaje się nie być żadnego wyjścia, jest właśnie oskarżony Wiek XX. Mówiono tu o odpowiedzialności struktur. Jeden ze świadków zwrócił uwagę, że odpowiedzialni są tylko ludzie. Tak, to bardzo słuszna uwaga. Pamiętajmy jed- Słowo i M yśl 7-8/

24 nak, że można manipulować ludzką agresją. W człowieku są dwie potężne siły: jedna skłonna jest do budowania, druga - do agresji. W XX Wieku powstały struktury, które skłaniały do kierowania się agresją. Wtedy agresja nie jest już tylko prostą sumą agresji jednostek, lecz - demoniczną potęgą. Ustaliliśmy też, że sztuka XX Wieku pokazuje pejzaż ziemi jałowej, zamieszkałej przez wydrążonych ludzi i jest jednocześnie wielkim oskarżeniem tego wieku. Sędziowie przysięgli, spoczywa na was wielka odpowiedzialność. Bez emfazy ośmielam się powiedzieć, że stajecie się oto sumieniem świata. Od waszej decyzji zależy bardzo wiele, być może nawet los przyszłych pokoleń. Wnoszę o orzeczenie winy oskarżonego. Przewodniczący Trybunału: Dziękuję oskarżeniu. Panie mecenasie, ma pan teraz głos. Oto jestem postawiony w trudnej sytuacji. Tylu świadków na sali, tylu mądrych ludzi, doświadczonych przez XX Wiek. Chciałbym przemówić z perspektywy zwykłego ludzkiego doświadczenia, które przede wszystkim naznaczone jest nadzieją. Najchętniej zdjąłbym togę i zasiadłbym z wami, państw o sędziowie. Wasz wyrok musi być wyrokiem nadziei. Musi być w nim ufność. Wasz wyrok musi poświadczyć niewątpliwy fakt: zwycięstwo i dzielność XX Wieku! Dzielność w zm a ganiach z okrucieństwami, z upiorami, które - co tu dużo mówić - wyzwolił podżegacz. Nie ulega wątpliwości, że kiedy Joseph Conrad u zarania XX Wieku pisał Jądro ciemności", to w swoim geniuszu przeczuwał złowrogie klimaty, dostrzegał podżegacza - nietzscheańską wolę mocy, złowrogą postać nadczłowieka. To wszystko zostało opisane również w Biesach" Dostojewskiego. Dostojewski mówił kategorycznie: wszystko zależało będzie od XX Wieku. Odpowiadam y mu: Wiek XX zwyciężył z upiorami, które wkroczyły z wieku XIX. Przy dźwiękach wagnerowskiej muzyki wkroczył na arenę dziejów nadczłowiek. I wielka dzielność ludzi na planecie Ziemia spowodowała, że - mimo wszystkich ułomności, o których mówił świadek Ryszard Kapuściński - nigdy w nowożytnych dziejach ludzkości nie mieliśmy tyle nadziei i tyle wytyczonych kierunków na przyszłość. Bywają zbrodnie, totalitaryzm puka niekiedy do drzwi, ale ludzkość spisała po raz pierwszy w swoich dziejach prawa. Ten spis zaczyna się od stwierdzenia, że godność jest wszelkim źródłem praw i obowiązków, że człowiek jest transcendentny, że ma prawo do szczęścia, do wolności. Czy to się zawsze udaje? Oczywiście nie, ale oto jest wyznaczony kierunek. Zapytałem świadka Michała Hellera o ten ostatni guzik, którego jednak nie przyciśnięto. Ale historia nauki w XX Wieku nauczyła nas jeszcze czegoś innego. Kiedy chodziłem do szkoły w latach sześćdizesiątych, p o w szechna była indoktrynacja. W mawiano nam, że niebo jest puste, a my - już niedługo - wszystko będziemy wiedzieli i stworzymy raj na Ziemi. Dzisiaj moje dzieci nie mają z tym żadnego problemu, ponieważ dzięki nauce, która w Wieku XX poszła tak daleko, wiemy, że nie odpowiemy nigdy na ostatnie pytanie. I to jest wielki sukces, poniew aż zm usza nas do dystansu wobec samych siebie. W idok Ziemi z Księżyca jest również osiągnięciem XX Wieku, ale jednocześnie jest lapidarnym ujęciem tego, co nazywamy globalizacją", lecz w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Z tamtej perspektywy widać, że Ziemia jest kruchą łupinką, sam otną arką Noego. To wyzwala naszą pokorę wobec świata, w którym funkcjonujemy. Wiemy, dzięki temu, że życie to moment, że jest cudownym darem. Tego też nauczył nas Wiek XX. Państwo sędziowie! Jak moglibyście wydać wyrok skazujący? To znaczy, że ofiary, dzielni ludzie, bohaterowie, oni nie zwyciężyli? Taki punkt widzenia, jak prokuratora - przepraszam, że to powiem, ale audiatur et altera pars", jesteśmy na sali sądowej, przed trybunałem - czy nie zawiera się w nimbluźnierstwo? Niedostrzeganie zła to wielkie uchybienie! Ale niedostrzeganie dobra to bluźnierstwo! Niedostrzeganie zwycięstwa to bluźnierstwo! Zwycięstwo, czyli capax Dei", odpowiedź dana Panu Bogu przez ludzkość na końcu XX Wieku. Zwycięstwo! Zwycięstwo, a więc uniewinnienie! Czy możemy być świadkami w swojej sprawie? Myślę, że nie, ale musimy dać świadectwo prawdzie. Poprzeć nadzieję, z którą mamy wejść w XXI wiek. Dostrzec, że w gigantycznych zmaganiach ze złem zwyciężyliśmy. Pozwoliłem sobie przynieść tutaj małą, niepozorną książeczkę ze wstępem miejscowego biskupa, napisaną przez księdza profesora Józefa Tischnera. Tytuł Drogi i bezdroża miłosierdzia". Pozwolę sobie przeczytać jej fragment: Miłosierdzie u Robespierre'a wyraża się terrorem bez granic". Tak, miłosierdzie dwudziestowiecznych Robespierrów wyrażało się terrorem bez granic! Miłosierdzie siostry Faustyny wyraża się przebaczeniem bez granic". Czy przypadkiem w myśleniu oskarżyciela nie występują silne resentymenty, a nie ocena sytuaq'i i finału XX Wieku, takim jaki jest rzeczywiście? Która z postaci dram atu historii XX Wieku bliższa jest praw dy o miłosierdziu - i dodam: prawdy o miłości - która z tych postaci zwyciężyła w XX Wieku? W którym kierunku został pchnięty człowiek, który stoi pośrodku, między atawizmem a Panem Bogiem? W którym kierunku został pchnięty? Dzisiaj! Tu! W Krakowie! 1 kwietnia 2000 roku! Bo to jest nasz czas i miejsce. W którym kierunku zostanie przez was - państwo sędziowie przysięgli - pchnięty człowiek i czy prawdą jest, że Wiek XX zwyciężył? Bo przecież zwyciężył! Wnoszę o uniewinnienie oskarżonego. Przewodniczący Trybunału: Oskarżyciel ma praw o do repliki. Przepraszam bardzo. Wysoki Trybunale, chciałbym przedłożyć jeszcze jeden dokument. Oto egzemplarz Tygodnika Powszechnego", jako ostatni dow ód obrony. Przewodniczący Trybunału: To jest dowód notorycznie znany Trybunałowi. Nie ma potrzeby przedkładania go. Proszę oskarżyciela Słowo i Myśl 7-9/2000

25 W przeciwieństwie do obrony nie zajmowałem się stanem emocjonalnym mojego znakomitego przeciwnika, dlatego trudno m nie posądzać o to, że kierowałem się jakimkolwiek resentymentem. Kierowała mną praw da i tylko prawda. A o prawdę chcę się upom nieć w imieniu ofiar. Albowiem przebaczenie jest dla tych, którzy żałują. Zaś dla tych, którzy żalu nie wyrażają i dum nie dalej trwają w błędzie, przebaczenia nie ma. Warunkiem przebaczenia - nie wiem, czy pan mecenas o tym jeszcze pamięta - jest żal za grzechy. Tudzież mocne postanowienie popraw y i szczera spowiedź. Ten sąd był spowiedzią, ale boję się, że nie tych, którzy pow inni pokutować. Odpow iem krótko, Wysoki Trybunale i państwo sędziowie. Nawiązuję do wystąpienia świadka Libery. Jest takie piśmiennictwo, autorstwa wspaniałej Simone Weil, będące wielkim świdectwem XX Wieku. Znajduję u mej takie oto - proszę oskarżyciela - zdanie o prawdzie. Prawda jest tam, gdzie -przecina się dobro z inteligencją ". Ale musi być dobro! Dobro zwyciężyło w XX Wieku! I to jest prawda! A dobro, to jest to, co wychodzi ponad - to też cytat z Simone Weil - ponad interes osoby. Niezależnie od tego, czy zwycięży tutaj oskarżenie, czy też obrona, wnoszę, żeby zwyciężyła praw da. Wysoki Trybunale, obrona ma zawsze głos ostatni. Oskarżyciel m ówi o kolektywie, oskarżyciel mówi o masach, czy to znaczy, że oskarżyciel żąda odpowiedzialności zbiorowej? To sprzeczność. Nie. Żądam tylko uznania odpowiedzialności Wieku XX za jego czyny. Dziękuję. Przew odniczący Trybunału: Dziękuję oskarżeniu i obronie. Sędziowie przysięgli, dotychczasowe postępowanie, zarzuty postaw ione oskarżonemu, pozwalają na sformułowanie ośmiu pytań, które kieruję teraz do was: 1. Czy oskarżony jest winien skutków swego lekkomyślnego zawierzenia rozumowi? 2. Czy oskarżony jest winien zniewolenia człowieka przez podporządkow anie go masie, próby pozbawienia człowieka jego indywidualnej wartości na rzecz uczynienia z niego jedynie członka kolektywu, narodu lub klasy? 3. Czy oskarżony jest winien sprowadzenia demokracji do w ładzy większości, a więc do czystej procedury pozbawionej drogowskazów w postaci obiektywnych wartości? 4. Czy oskarżony jest winien degradacji wartości życia człowieka? 5. Czy oskarżony jest w inien podziału świata na bogatą północ i biedne południe? 6. Czy oskarżony jest winien nieodpowiedzialnego wykorzystywania odkryć naukowych? 7. Czy oskarżony jest winien pozbawienia człowieka zdolności racjonalnego poszukiwania sensu życia? 8. Czy oskarżony jest winien przerwania ciągłości pamięci i doprowadzenia do zniszczenia kultury i zastąpienia jej przez kulturę masową? W związku z tym ostatnim pytaniem pozwałam sobie na pewną refleksję. Rozważając ten problem, proszę rozważyć także obecność w naszym życiu osób, które dzisiaj tutaj wystąpiły. Czy są dowodem przerwania pamięci, czy nadziei na jej utrzymanie? Sędziowie udadzą się teraz na naradę. (Przerwa) Woźny sądowy: Proszę o zajęcie miejsc. Ławnicy powrócili na salę. Przewodniczący Trybunału: Czy sędziowie przysięgli uzgodnili werdykt? Przewodniczący lawy przysięgłych prof. Jacek Klinowski: Tak jest. Wysoki Sądzie! Przewodniczący Trybunału: Proszę o przedstawienie werdyktu. Przewodniczący law y przysięgłych: Jest przede m ną lista ośmiu oskarżeń przedstawionych do rozważenia ławie przysięgłych. Rozważyliśmy te pytania w świetle wypowiedzi świadków oraz wystąpień obrońcy i oskarżyciela bardzo uważnie i doszliśmy do następujących decyzji. Na pytanie pierwsze - odpowiedź: Winny. N a pytanie drugie - odpowiedź: Winny. N a pytanie trzecie - odpowiedź: Niewinny. Na pytanie czwarte - odpowiedź: Winny., Na pytanie piąte - odpowiedź : Niewinny. Na pytanie szóste - odpowiedź: Niewinny. Na pytanie siódme - odpowiedź: Niewinny. Na pytanie ósme - odpowiedź: Niewinny. Przewodniczący Trybunału: Dziękuję ławie przysięgłych. Trybunał wobec uznania oskarżonego w trzech punktach winnym, wymierza m u karę pozostania w pamięci następnych pokoleń dla przestrogi, ostrzeżenia i dla świadectwa tego, co człowiek może uczynić człowiekowi. Zamykam rozprawę. Słowo i M yśl 7-8/

26 CZY BĘDZIE APELACJA?.r. w Krakowie, ru-. mal- Sąd n a d XX W iekiem " odbył się w jednej instancji i m iał charakter zbliżony do postępow a nia doraźnego. D rugą instancją będzie już pew nie Sąd nie z tego św iata". Jestem spokojny, że będzie to sąd spraw iedliwy, w yrozum iały i roztropny. N ie kom entuje się wyroków. Cóż dopiero mówić o wyrokach Boskich? Gdybym m iał jednak zejść na ziemię i skomentow ać to, co się stało 1 k w ie tn ia 2000 ro k u w Mieście Królew skim Krakow ie, pow iedziałbym, że w istocie zatrium fow ała lu d zk a dzielność, żeby nie powiedzieć: hero izm. Z a triu m fo w a ła nadzieja, którą św iadek Barbara Skarga nazw ała - w opublikow anej n ie daw no polemice z Gustaw em H e rlin g iem -G ru - dzińskim - w łaśnie nadzieją heroiczną". Uznanie w in y n a w et w jednym p u n k c ie u p ra w n ia do sk azan ia osk arżo n eg o, lecz m yślę, że Trybunał Pow szechny dostrzegł i docenił ten w ym iar dokonań W ieku XX. Co będzie z nam i dalej? To tajem nica. Trzeba być je d n a k u w ażn y m : przeganiać Prom eteusza z naszej zagrody i tow a rzy szy ć ciężkiej p racy Syzyfa. Krzysztof Piesiewicz Tygodnik Powszechny", 4 czerwca 2000 r. Zapis Sądu nad XX Wiekiem" ukazał się dzięki pomocy Festiwalu Kraków 2000 Europejskie Miasto Kultury". Spisała: Teresa Skoczyńska Łamanie: Artur Strzelecki Redakcja: Piotr Mucharski Małżeństwa mieszane z punktu widzenia Kościoła ewangelicko - metodystycznego Uwagi w stępne Kościół Ewangelicko- Metodystyczny w Rzeczypospolitej jest integralną częścią składową Zjednoczonego Kościoła Metodystycznego. P osiada on ustrój konferencyjno - episkopalny. Polska należy do diecezji Środkowej i Południowej Europy, dawniej zwanej diecezją genewską. Najważniejszym organem jest Konferencja Generalna, zbierająca się co cztery lata w Stanach Zjednoczonych. W jej skład w chodzą w równej liczbie delegaci duchowni i świeccy z Konferencji Dorocznych, o zasięgu krajowym lub regionalnym. Polska posiada w K onferencji G eneralnej dw a miejsca, po jednym duchow nym i świeckim. Jedynie ta Konferencja, o charakterze ogólnoświatowego synodu, może ustanawiać prawo kościelne o powszechnej randze. Publikowane jest ono w Księdze Dyscypliny (The Book of Discipline of The United Methodist Church) wznawianej i uzupełnianej co cztery lata. Tak więc Kościół w naszym kraju dostosowuje swe lokalne praw odaw stw o do standardów całego Kościoła, biorąc pod uwagę uwarunkowania lokalne. Podobnie jak we wszystkich Kościołach protestanckich, w metodyzmie małżeństwo nie jest uznaw ane za sakram ent, ze względu na brak wyraźnego ustanowienia go przez Chrystusa oraz brak nowotestamentowej formy słownej udzielania tegoż, co nadałoby m u moc obowiązującą chrześcijan. Otoczone jest jednak wielkim szacunkiem przynależnym świętemu stanowi małżeńskiemu", bo tak określany jest w dokum entach kościelnych i liturgii ślubu. Małżeństwo w metodyzmie Według nauczania metodystycznego, celem zasadniczym małżeństwa jest wspólne życie małżonków w bojaźni Bożej, zgodnie z Bożymi praw am i objawionymi w jego Słowie. Z akłada się nierozerw alność i dozgonność związku małżeńskiego. W Kościele nie istnieją rozwody ani unieważnienie małżeństwa. Tu jednak trzeba dodać, że m ałżonkowie, będąc członkami Kościoła, są jednocześnie obywatelami konkretnego państwa, stąd jego prawa i przepisy dotyczące m ałżeństw są przez metodyzm respektow ane. Tu m ieści się też kw estia państw ow ych ustanowień prawnych, dotycząca nie tylko zawierania, lecz również rozwiązywania małżeństwa. Kościół nie pochwala instytucji rozw odu, niemniej jednak z bólem godzi się z faktem całkowitego i długotrwałego rozkładu pożycia m ałżeńskiego, co staje się usankcjonow ane w yrokiem sądow ym w edle praw, obowiązujących w tym zakresie w danym państwie. W Kościele nie stosuje się restrykcji w stosunku do rozwiedzionych za wyjątkiem tego, że osoba rozwiedziona nie może uzyskać ordynacji na duchownego. Nie ma również kościelnych przepisów, zabraniających udzielenia takim osobom powtórnego błogosławieństwa ich dru giego związku, z innymi osobami stanu wolnego. Kwestia dopuszczenia takich osób do now ego związku, zawartego w Kościele jest pozostaw iona decyzji pastora (proboszcza) odnośnej parafii, który, biorąc p o d uw agę wszystkie względy kościelne i społeczne, nie jest w tej decyzji skrępow any ani zobligowany do zajęcia takiego lub innego stanowiska. 24 Słoiuo i M yśl 7-9/2000

27 Ceremonia ślubna jest błogosławieństwem udzielanym przez upow ażnionego duchownego w imieniu Kościoła, osobom wyrażającym wolę podjęcia w spólnej drogi życia i trw ania dozgonnie w szczęściu i nieszczęściu, zdrow iu i chorobie, dobrych i złych dniach w nierozerwalnym związku. W Rytuale Kościoła Ewangelicko - Metodystycznego w RP znajdują się znamienne słowa ślubowania, pow tarzane przez wstępujących w zw iązek m ałżeński: Przyrzekam kochać cię i szanować aż do czasu, kiedy Bogu N ajwyższem u upodoba się rozłączyć nas i aż dotąd ślubuję ci wierność". Owe słowa formuły przyrzeczenia ślubnego stanow ią odpow iedź uzupełniającą na wypowiedzianą wcześniej przez każdego z młodych formułę: Ślubuję, nie bacząc na nic, nie opuścić go/jej aż do śmierci". Tak więc nauczanie Kościoła o nierozerwalności związku małżeńskiego zostało expressis verbis w yeksponow ane w k o ścielnej ceremonii ślubnej. D yscyplina UMC, w pew nym stopniu o d p o wiednik Kodeksu Prawa Kanonicznego w innych Kościołach, kwestie przygotowania do małżeństwa i późniejszego poradnictwa duszpasterskiego zawarła skrótowo w, paragrafie 439 w wydaniu z r. 1988, zatytułow anym : O dpow iedzialności i obowiązki pastora parafii". Stwierdza się w nim: Dokonywanie ceremonii małżeństwa po uprzednim należytym rozważeniu jej obu stronami. Decyzja dokonania ceremonii małżeństwa należy do praw i obowiązków pastora. Warunki do zawarcia małżeństwa w inny być zgodne z prawami państwowymi i Zjednoczonego Kościoła M e todystycznego" - punkt f. Tak więc w podstawowym Słowo i Myśl 7-9/2000 Dama i kawaler nym i cywilnym obowiązującym na danym obszarze, po trzecie: odpowiedzialność za w ypełnienie poprzednich dwu punktów i ostateczna decyzja, co do dopuszczenia nupturientów do ślubu kościelnego, leży jedynie w gestii pastora parafii. Rozumie się, iż jest to macierzysta parafia, przynajmniej jednej z osób, mających zamiar wstąpić w związek małżeński. Wiążące decyzje są zatem podejm owane na szczeblu najniższym, parafialnym. Za prawomocny, a za zbiorze praw całego Kościoła zwrócono uwagę na trzy czynniki wstępnie limitujące zawarcie związku m ałżeńskiego. Po pierw sze: obowiązujące przygotowanie przedślubne, tak, by ostateczna decyzja podejmowana była z rozwagą, po drugie: związek taki może być zawarty w naszym Kościele jedynie w zgodzie z praw em kościeltem wystarczający, uznaje się ślub cywilny, lecz zachęca się usilnie do przyjęcia błogosławieństwa małżeństwa zawartego uprzednio jako jedynie cywilne. Duszpasterstwo osób mających jedynie ślub cywilny, a należących do Kościoła, prowadzone jest na takich samych zasadach jak duszpasterstwo małżeństw zawartych w Kościele. Nikt z po- l l 7 Drzeworyt XVI w. w odu zawarcia ślubu jedynie cywilnego nie jest ograniczony w prawach członka Kościoła ewangelicko - metodystycznego. Problemy małżeństw mieszanych Byłoby truizm em twierdzić, że małżeńskim kryzysom często sprzyja różna przynależność kościelna. Nieraz presja rodziny jednego ze współmałżonków, szczególnie łatwa w społeczeństwie o dużych dysproporcjach wyznaniow ych, pow oduje w spomniane kryzysy albo nawet doprowadza do całkowitego rozpadu małżeństwa. Pewna nieroztropna nadgorliwość jednego ze środow isk w yznaniow ych może również stać się katastrofalna dla trwałości m ałżeństwa mieszanego. Biorąc zatem pod uwagę owe niebezpieczeństw a. Kościół mniejszościowy, jakim jest w Polsce Kościół e w a n g e lic k o -m e to d y - styczny, nie zachęca do zawierania takich związków. Z drugiej jednak strony, świadom trudności w znalezieniu partnera życiowego dla młodego człowieka w swym własnym gronie wyznaniowym lub Kościołach pokrewnych, złączonych z m etodyzm em wspólnotą ambony i ołtarza (jak luterański czy reformowany) nie może zabronić zaw ierania związków wyznaniowe mieszanych. Jest jednak jego obowiązkiem bardzo wyraźnie określić problemy, jakie w takim związku mogą zaistnieć. Wspomniana Księga Dyscypliny" w w ydaniu amerykańskim z 1960 roku, omawiając obowiązki pastora, stw ierdza m.in. w par. 352 pkt 6, że ma on pouczać młodych o chrześcijańskim rozumieniu małżeństwa i życia rodzinnego, ze szczególnym uwzględnieniem problemów, jakie pociągają za sobą małżeństwa różnowyznaniowe /interfaith/". A p pendix do Dyscypliny" w paragrafie 2021 pkt 3.b. uściśla przedstawione zagadnienie następująco: Przekonania religijne winny być w małżeństwie silną więzią (...) Dlatego ważne jest usilne podkreślanie tego, by każdy młody człowiek roztropnie to rozważył przed dokonaniem zaręczyn z osobą, która ma inne przekonania religijne (w yznaniow e). Niezbędne 25

28 jest, by młodzi protestanci przedyskutow ali óio problem ze sw ym i duszpasterzami, zanim będzie za późno. Duchowni winni w rozmowie z obojgiem młodych i ich rodzicami wziąć pod uwagę praw dopodobieństioo niepowodzenia m ałżeństwa mieszanego". Małżeństwa mieszane są poważnym - ilościowo i jakościowo - problemem dla Kościoła ewangelickom etodystycznego w n a szym kraju. W ystępuje procentow o, chociaż b a dań statystycznych na ten tem at nie prow adzono, znaczna liczba małżeństw z katolikami, zdarzają się m ałżeństwa z członkami innych Kościołów protestanckich - te, jeśli zaw ierane są z luteranam i lub reformowanymi, nie m u szą by traktowane ściśle jako mieszane, wreszcie z osobami niew ierzącym i, względnie bez określonej przynależności kościelnej. Bywają, choć należą do wyjątków, m ałżeństwa z osobami o przekonaniach buddystycznych lub o poglądach zbieżnych z w y znawanymi przez religie W schodu. Oczywiście te, zaw ierane z chrześcijanami innych w yznań znajdują się na innej p łaszczyźnie niż z niechrześcijanam i i kościelnie są w p ełni akceptow ane, chociaż jak wyżej stw ierdzono, nie zalecane. W tym w ypadku miejsce ślubu i późniejszy chrzest dzieci pozostaw iony jest suw e rennej decyzji nupturientów. Pastor metodystyczny służy tu radą, nie ma prawa jednakże wywierać n aw et w najm niejszym sto p n iu nacisku, celem wym uszenia takiej, a nie innej decyzji. Małżeństwo takie, niezależnie, w jakim Kościele zaw arte, cieszy się w metodyzmie pełnym uznaniem. Praktykow ana byw a czynna obecność duchow nych innych w y zn ań chrześcijań sk ich podczas ślubów m etodysty cznych i vice versa. N a tomiast nie zachęca się do podpisyw ania przez stronę m etodystyczną jakichkolwiek zobow iązań, podejm ow anych p rzez siebie, ani p o d p isy w a n ia przyjęcia do wiadomości zobowiązań, podejm ow a nych przez drugą stronę na podstaw ie wymogów jej Kościoła. M etodyści kładą nacisk na sy ste m aty c zn ą p racę d u sz p a ste rsk ą z osobami, żyjącymi w m ałżeństwach mieszanych i z dziećmi pochodzącymi z tych m ałżeństw - za zgodą rodziców. M ogą w sp ó łp raco w ać w tym zakresie z duchow nym i Kościoła współmałżonka niem etodystycznego. Ekum eniczne aspekty m ałżeństw m ieszanych M ałżeństw a osób o różnej przynależności w y znaniowej mogą stanowić kuźnię dobrze pojętego ekum enizm u w tzw. kościele dom ow ym. Jeśli wzajemna miłość uzupełn io n a jest o b u stro n n ą otw artością na w artości wyznawane przez współm ałżonka, wówczas jest szansa na wzajemne b u dow anie się w chrześcijań sk ich p o d sta w ach, przy zachow aniu nie tylko własnej dotychczasowej przynależności kościelnej, ale też um acniania dobrze pojętego konfesjonalizmu połączonego ze zrozum ieniem i szacunkiem dla pozycji w y znaniow ej p a rtn e ra. Wspólne uczestniczenie w uroczystościach kościelnych, zgoda na odrębne form y pobożności, kontakty z duchownym i obu w yznań, poznaw anie literatu ry religijnej drugiej strony są jedynie częściow ą egzemplifikacją oczekiwanych postaw ekumenicznych. Takie postaw y pow inny być też przekazywane dzieciom od ich najm łodszych lat. Jedynie rów nopraw ne traktowanie osób o różnej przynależności w y znaniowej i ich m ałżeństwa, niezależnie od tego, w którym Kościele było zawarte, może być przez Kościół ewangelicko-metodystyczny rozum iane jako w yraz ekum enicznego podejścia do chrześcijań sk ieg o m ałż eń stw a. N atom iast każde ograniczanie p raw jed n o stk i, m ałżeństw a jako całości czy dzieci z m ałżeństw a m ieszan eg o m u si być przyjmowane jako wyraz dyskryminacji i wynik antyekum enicznego sposobu m yślenia. P odobnie m etodyści oceniają w szelkie kanoniczne i p o z a praw ne naciski na jedną ze stro n w n a rz eczeń - stwie, a później w małżeństw ie m ieszanym. M ałżeństwo takie nie pow inno być w ykorzystyw ane do celów prozelitycznych. Od taktu, kultury, zwykłego ludzkiego w yczucia skomplikowanej sytuacji przez duchow nych obu stron, obu parafii i obu ro d z in zależy w dużej mierze dobra przyszłość małżeństwa osób, o różnej p rzy n ależn o ści w y z n a niowej. Taka przyszłość jawi się jako dobry owoc ekum enizm u. Ks. Adam Kleszczyński Pełny tekst referatu, wygłoszonego przez Autora, ukaże się w publikacji zatytułow anej M ałżeństwa mieszane", wydanej nakładem Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie (przyp. red.). Wdniu 4 sierpnia br. minie 125 lat od śmierci wielkiego Duńczyka, któ opowieści od ponad stu lat urzekają kolejne pokolenia dziecięcych i dorosłych czytelników. I mimo, że w dzisiejszych bajkach krążą kosmiczne rakiety i gwarzą komputery, nie sposób zliczyć wielbicieli talentu tego jedynego w świecie bajarza, tw órcy baśniow ego królestwa radości i sm utków, królestw a, którego traktami wielu z nas wędruje aż po późną jesień życia. Nic więc dziwnego, że tysiące turystów odwiedzaj ących Skandynaw ię pragnie poznać kraj, o którym w książce Baśń mojego życia" A ndersen tak opowiadał: Moja Ojczyzna Dania jest krajem podań, baśni i starych pieśni ludowych. Dania ma bogaty krajobraz [...] Na loyspach jej rosną wspaniałe lasy dębowe, ziemia jest pokryta kobiercami żyta i koniczyny, które z daleka w y glądają jak olbrzymi,barwny ogród. Na jednej z tych zielonych ivysp, na Fioni, leży moje miasteczko rodzinne Odense..." DZIECIŃSTWO Odense - to dzisiaj już nie miasteczko, ale miasto - ogród, liczące ponad 150 tys. ludności, z nowoczenym centrum handlowym, obok którego - na szczęście - zachowało się kilka starych uliczek. Stojące na nich, pom alowane na żółto, niebiesko czy zielono domki skupione są wokół średniowiecznego kościoła Kanuta - króla, uznanego za świętego. Jedna z tych uliczek, brukow ana kocimi łbami" wiedzie do krytego czerwoną dachówką, najsłynniejszego dom ku Danii, w którym Jan Christian A ndersen spędził dzieciństwo. Były to trud- 26 Słowo i M yśl 7-9/2000

29 JAM CHRISTIAN ANDERSEN ne i często głodne lata. Jedynym promieniem i namilszym wspomnieniem z tego okresu był dla pisarza jego ojciec - ubogi szewc, o którym tak pisał: Ojciec mój kochał mnie nad życie, poświęcał mi dużo własnego czasu, a w niedzielę zabierał mnie ze sobą na dalekie spacery, albo siadał przy moim posłaniu i czytał mi bajki Lafontaine'a, lub Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy". Czasami odkładał książki i opowiadał mi baśnie, których nasłuchał się sam na wsi, jako młody chłopiec. Pamiętam dziś jeszcze jakim blaskiem jaśniała wtedy jego twarz...". Był to szewc - m arzyciel, pełen entuzjazmu dla Napoleona, pod którego sz ta n d a ry jako wolontariusz się zaciągnął. Krok ten wkrótce przypłacił życiem, osierocając w ten sposób swego jedynaka. Odtąd głód i nędza były częstymi gośćmi w izbie biednej wdowy. Wychowaniem Jana Christiana zajęła się głównie jego babka, pracująca jako robotnica w szpitalnym ogrodzie. Ona to wieczorami opowiadała wnukowi cudowne baśnie i natchnęła go do ich pisania. Poświęcony jej pamięci wiersz zamieszczony został przez A ndersena w Kaloszach szczęścia": By mi dogodzić, gdym prosił o czary! Dała mi babcia swoje okulary./ Idź między ludzi a dowiesz się wiele/ Gdy przez te szkiełka rozejrzysz się śmiele,/ Odczytasz wówczas ich myśli jak z kart/ z łatwością poznasz co każdy z nich wart." Gdy matka powtórnie w yszła za m ąż, rodzina postanowiła oddać trzynastoletniego Janka do kraw ca. Przed tym jednak nauczył się on czytać i pisać w szkółce dla biednych, bo do prawdziwej szkoły, do której uczęszczały dzieci zamożnych rodziców, jako syn ubogiego szewca nie miał dostępu. MARZENIA O TEATRZE Jan Christian nie chciał być krawcem. Już od najmłodszych lat marzył o karierze teatralnej, więc uprosił matkę, by pozwoliła mu wyjechać do Kopenhagi. Jako czternastolatek znalazł się w stolicy Danii, szukając pracy u dyrektora królewskiego teatru. Na pytanie, co go tu sprowadza odpowiedział krótko: Chcę grać na scenie w prawdziwym teatrze". W realizacji planów, am bitnem u chłopcu przeszkodził brak wykształcenia. Janek zapisał się więc do chóru i rozpoczął pracę u stolarza, aby zarobić na swe utrzymanie. Były to ciężkie i ponure dni - jak sam pisał -kiedy za cały mój obiad musiała starczyć kromka suchego ćhleba [...] a w codziennej wędrówce para podartych butów, przez które przeciekała woda". Sytuacja ta zmieniła się na lepsze, kiedy o młodym, utalentowanym zapaleńcu dowiedział się królewski radca Jonas Collin...jeden z najwybitniejszych mężów Danii, piastując wysoki urząd łączył w sobie poczucie obowiązku ze szlachetnym i gorącym sercem [...]". Wiernego mu zawsze dobroczyńcę tak wspominał pisarz: Był to człowiek, który stał się moim drugim ojcem, a którego dzieci zastępowały mi rodzeństwo". Okazją do okazania wdzięczności rodzinie Cołlinów był dzień ślubu syna starego radcy. Jan Christian napisał na tę okazję i poświęcił młodej parze jedną z najpiękniejszych baśni - Małą syrenkę". Posąg bohaterki tej uroczej opowieści o miłości córki króla mórz do ziemskiego księcia, wita na kopenhaskim nadbrzeżu wpływające do portu statki. Był to okres przełomowy dla Andersena. Skończyły się czasy jego udręczeń i głodu, związane z przetrwaniem pierwszych lat życia w stolicy, kiedy musiał uzupełniać mierne wykształcenie równocześnie ciężko pracując. Rozpoczął studia na uniwersytecie w Kopenhadze. Po tru d n y ch początkach ukończył je, dzięki otrzymanemu w 1822 r. stypendium. LATA SŁAWY Owocem odbywanych przez Andersena podróży po Europie i wycieczek po wyspach duńskich były, wydane w r. 1829, pierwsze utwory poetyckie i baśnie dla dzieci. Zwłaszcza te ostatnie, odznaczające się pięknym językiem, stylem oraz głębią wartości hum a nistyczno - filozoficznych, rozsławiły jego imię na całym świecie. Toteż nie dramaty, ani powieści - choć od Im prowizatora" rozpoczęły się lata sławy Jana Christiana - ale baśnie pozyskały serca czytelników. Tłumaczone na języki wielu narodów przełam ały opór niechętnych kry ty ków owych, jak je nazywano, prostackich opowieści". Przewidział to jego przyjaciel, wielki duński fizyk Örsted, który stwierdził, że skoro Improwizator" uczynił A ndersena sławnym, Baśnie" przyniosą mu nieśmiertelność. Ów czesna doba, rom antyzm, otworzyła szeroko bramy literatury bajkom i baśniom, których bohaterowie pochodzą ze świata dzieci, kw iatów, roślin, zwierząt i zabawek. Niosące głębokie treści moralne, społeczne i religijne, opowiadania Andersena przyniosły daw nem u chłopcu z nizin społecznych nie tylko sławę, ale pozycję klasyka literatury dziecięcej. Któż z nas nie czytał baśni Dziewczynka z zapałkami", przenoszącą czytelnika w krainę zimy, głodu, chłodu i ubóstwa dziewczynki, wyciskającą łzy wzruszenia z naszych oczu? Któż z nas nie zna Królowej śniegu", Małej syrenki", Brzydkiego kaczątka", Ołowianego żołnierzyka"? Któż z nas nie śmiał się, czytając Nowe szaty cesarza"? Ostatnie lata pisarza to lata zaszczytów, orderów, prezentów i w yrazów uznania, z których najmilsze mu były pisane nie wyrobionym pismem podziękowania od dzieci z całego świata. Jan Christian Andersen zmarł w Kopenhadze, dnia 4 sierpnia 1875 r. k s. Alfred Bieta (napodstawie artykułu ks. K. S.) Słowo i M yśl 7-9/

30 no: N a d -P rz e ło ż o n y m oże nakazać w szystko, naw et ślub z nierządnicą, w charakterze p rzestrogi, rzecz jasna. Czy oznacza to, że cel uśw ięca środki? Jeżeli w rezultacie tej metafory, bo jest to przecież przenośnia, pojąć za żonę nierządni w y b aw io n y m a zostać Oto p ro ro k Ozeasz. W szechmogący k aże m u cę i spłodzić z nią dzieci. Co robi prorok? Mimo, że kobiety te nie cieszą się pow ażaniem, a zadaw a nie się z nim i nie uchodzi za szczególnie w skazane - bez chwili w ątpienia w ykonuje nakaz. Pojął G om erę i ona - jak p rzy k a z a n o - z ro d z iła m u potom stw o. Nie będzie wszak przez nie szanow ana, dopóki nie u su nie znaków swej niedaw nej p rz e s z ło ś c i i - co ważniejsze - nie zerwie z nią ostatecznie; m usi się zmienić, aby zasłużyć na szacunek. Ale to nie koniec. Pan nakazał A utorow i Księgi jego im ien ia pokochać jeszcze je d n ą k o b ietę, która kocha innego i cudzołoży... K upił ją prorok, jak rzecz, co było w tedy w zwyczaju (tylko wtedy?). Już pierw szy w niosek jest optym istyczny: potra k to w a n ie d ru g ie g o człow ieka jak rzecz, jak m awiają dzisiaj hum aniści: zreifikow anie kogoś - m oże m ieć na celu szczytne cele, na p rz y kład w ybaw ienie ze społecznego dna". N ikt nie ośm ielił się p o tem n a zw ać ty ch k o b ie t-n ie - rząd n ic p ro sty tu tk am i. Ten ostatni rzeczow nik jest jakby bardziej pejoratyw ny w swej w ym o wie, choć oznacza przecież o k reślo n y zaw ó d, najstarszy na św iecie... W niosek: w ażm y słowa, cieniujmy je, zw łaszcza w tak d e lik a tn y c h kw estiach. I jeszcze jed cały lud - pośw ięcenie się je d n o stk i na rzecz ogółu, zatem wzniosłego celu, jest u s p ra w ie d liw ione, szczególnie, jeśli p o ży te c z n e d a ło b y się pogodzić z przyjem nym (dwie żony to nie jedna i nie mnie rozstrzygać, czy jest to rzeczywiście sytuacja n iep rzy jem n a, dla m ęża obu pań oczywiście...). A w ogóle, to tak nie wolno pytać. To bowiem, co dozw olone jest N ajw yższem u A utorytetow i M oralnem u nie m usi być dozwolone człowiekowi, to byłoby rów noznaczne ze zignorow aniem absolutnej różnicy jakościowej (jak rzekł był pew ien d u ń s k i teo lo g -filo z o f) m iędzy N akazodaw cą i w y k o n a w c ą, c z ło w ie kiem. I jeszcze jeden p rzy kład. Forteca Jerycho została zdobyta fortelem. Oto dwaj w ysłannicy dostali się do dom u Rachab, nierządnicy (żeby, jako ludzie obcy w m ieście, nie z w ró c ili u w a g i na siebie), by w y szpiegow ać sy ste m o b ro n n y m iasta. Czy skorzystali z okazji" jest absolutnie bez znaczenia. K iedy zaczęto ich podejrzew ać i sz u k a ć, n ie rz ą d n ic a u k ry ła w ysłanników, a p o te m u m o ż liw iła im u cieczk ę w z a m ian za ocalenie jej ro d zin y po zdobyciu m iasta. R odzina nierządnicy p rzek o nała się bow iem do w iary gości. Dlaczego? Jak pow iada Księga Jozuego (2,9), przekonały ją cuda, u sły sz a ła ta ro d zin a o klątw ie rzuconej na inaczej w ierzących, ku ich zagładzie", itd. Ściślej: rodzina uw ierzyła w ysłannikom narodu w ybranego. Obie układające się stro n y u w ierzy ły sobie wzajem nie, czyli zaufały sobie. Z a w a rto p rz y sto le (nie w iad o m o, czy był Gdyż miłości chcę, a nie ofiary I poznania Boga, nie całopaleń". Oz. 6,6. dvlł%ząaniał o k rą g ły ) u m o w ę, na mocy której nierządnica w raz z rodziną m iała zostać oszczędzona. I tak się też stało, słowo stało się ciałem. N iektóre w nioski m o ralne i nie tylko: - Pacta servanda sunt, co się tłum aczy: nie n a leży po zwycięstwie udawać, że się ma sklerozę i że się zapom niało, co zostało uzgodnione; niedotrzym anie um ow y przez k tó rą k o lw ie k ze stro n przekreśla m ożliw ość zaw ie ra n ia p o d o b n y c h um ów w p rzy sz ło śc i z pow odu niew iarygodności kontrahenta(ów ); - n ig d y nie jest za późno, by wejść na w łaściwą drogę... jeżeli jest to czynność autentyczna, wszystko jedno czym podyktow ana; - - w ybór nowej drogi w ym aga porzucenia starej, b e z d y s k u s y jn ie. (Przy okazji: nie należy w ierzyć ludziom, którzy mieli barw ne życie, gdyż - jak pisał nasz fraszkopisarz - chodzili pod różnokolorow ym i sztan d a ram i, co rusz to innym i, w zależności od m ody i k ie ru n k u w ia tru ; n ie w iadom o bow iem kiedy byli sobą, kiedy byli autentycznie zaangażow a ni, a kiedy było to karierow iczostw o); - nie potępiajm y lu d zi n a z b y t p o c h o p n ie, naw et wtedy, gdy zdarzy im się zmienić przekonania; - k to n ie z m ie n ia sw o ic h p rz e k o n a ń? - spójrzm y uczciwie do lustra... N ależy sądzić, że kobiety proroka Ozeasza i Rachab zm ieniły sposób życia, czyli przeszły od u p ra w n ia n ia n ie rz ą d u do pow szechnie szanow anego sposobu życia, d o k o n u ją c k o n w e rsji o sobow o ści, jak to się dzisiaj nazyw a. Pozw oliło to tej o s ta tn ie j z a m ieszkać pośród swoich w y b a w ic ie li po d zień d zisiejszy" - jak stw ie r dza Pismo - gdzie jej nikt nie w ytyka przeszłości, g dzie żyje nie nękana. Reszta jest m ilczeniem " - jeśli nim jest... A w ogóle: Kto jest bez g rzechu i w iny niech pierw szy rz u c i k a m ie n ie m, niekoniecznie w kobietę, która zm ieniła poglądy i co w ażniejsze, postaw ę... (por. J. 8,7). W ażne, by n ie p o stę p o w a ć n a d a l tak, jak się postępow ało, m o ra ln ie n a g a n n ie i grzesznie, co w p rzypadku, o którym m ów ił Jez u s, w y c h o d z i na to samo. K arol T oeplitz 28 Słowo i Myśl 7-9/2000

31 ZASA D SOCJALNE Cz. II Natura Całe stworzenie należy do Boga, a my odpowiedzialni jesteśmy za sposób, w jaki je użytkujemy lub nadużywamy. Woda, powietrze, gleba, minerały, zasoby energetyczne, rośliny, zwierzęta, kosmos należy szanować i zachowywać nie tylko dlatego, że są potrzebne ludziom, ale ponieważ są tworami Bożymi. Dlatego żałujemy, że przyczyniamy się do dewastacji całego świata naturalnego. Uznajemy też odpowiedzialność Kościoła za styl żyda i systemowe przemiany w społeczeństwie, które promowałyby bardziej sprawiedliwy ekologicznie świat oraz lepszą jakość żyda dla całego stworzenia. A. Woda. Powietrze. Gleba. Minerały. Rośliny Popieramy i zachęcamy do takiej polityki społecznej, która służąc ograniczeniu i kontroli powstawania produktów ubocznych i śmied, promuje bezpieczne przetwarzanie i utylizację odpadów trujących i nuklearnych oraz zmierza do ich eliminacji. Popieramy i zachęcamy do takiej polityki społecznej, która dąży do redukcji odpadów miejskich, odzyskiwania i utylizacji wysypisk miejskich oraz wspiera oczyszczanie skażonego powietrza, wody i gleby. Popieramy kroki mające na celu odtworzenie ekosystemów. Popieramy posunięcia, które zmierzają do stworzenia technologii alternatywnych w stosunku do technologii wielkiej chemii wykorzystywanej do produkcji, przetwarzania i konserwacji żywnośd. Wzywamy do podjęcia stosownych badań naukowych, aby znaleźć odpowiedź na pytanie o potencjalny wpływ takich technologii na stworzenie Boże zanim poddane zostaną procesowi wdrażania. Domagamy się opracowania umów międzynarodowych dotyczących sprawiedliwego, podyktowanego dobrem człowieka wykorzystania zasobów morskich, nie prowadzącego do zachwiania równowagi ekologicznej. B>. Wykorzystywanie zasobów enengetycznych Popieramy i zachęcamy do polityki społecznej zmierzającej do raq onajnego i powściągliwego wykorzystywania zasobów energetycznych dla potrzeb człowieka, która teraz i w przyszłości zmniejszałaby i eliminowała technologie energochłonne i zagrażające zdrowiu, a nawet bezpieczeństwu ludzkości i całego stworzenia. Z całego serca wzywamy do wsparcia idei oszczędzania energii i roztropnego wykorzystania zasobów energetycznych, ze speq'alnym uwzględnieniem zasobów odnawialnych tak, by nienaruszone zostało dobro naszej Ziemi. C. Świat zwieraąt Popieramy takie regulacje prawne, które chronią zdrowie i życie zwierząt, nie wyłączając tych praw, które odnoszą się do zwierząt domowych i gospodarskich, a także zwierząt używanych w badaniach; popieramy również bezbolesny ubój zwierząt rzeźnych, ryb, ptactwa. Zachęcamy do zachowania wszystkich gatunków, szczególnie tych, którym grozi zagłada. Słowo i Myśl 7-8/2000 Jednocześnie uznajemy potrzebę używania zwierząt w badaniach medycznych i kosmetycznych, chociaż sprzeciwiamy się ich nadużywaniu. D. Kosmos Kosmos, zarówno ten odkryty, jak i jeszcze nie odkryty, jest dziełem Bożym, należy m u się więc respekt, jakim powinniśmy obdarzać Ziemię. E. Nauka i technika Naukę uznajemy za uprawnioną interpretację Bożego świata naturalnego. Uznajemy ważność roszczeń nauki do opisywania świata naturalnego, aczkolwiek nie zgadzamy się na czynienie przez nią autorytatywnych roszczeń w kwestiach teologicznych. Technologię uznajemy za uprawnione narzędzie użytkowania Bożego świata natury, jeśli przyczyni się ona do rozwoju życia ludzkiego, umożliwiając wszystkim dzieciom Bożym rozwój danego przez Boga potencjału twórczego, bez pogwałcenia naszych przekonań etycznych na temat stosunku ludzkości do świata naturalnego. Uznając ważność nauki i techniki przekonani też jesteśmy o tym, że teologiczne rozumienie doświadczeń ludzkich jest niezbędne do całkowitego zrozumienia miejsca ludzkości we wszediświede. Nauka i teologia raczej się uzupełniają niż wzajemnie wykluczają. Zachęcamy przeto do dialogu między środowiskami nauki i teologii i wspólnego poszukiwania takiej obecności w żydu ludzkośd, która umożliwi jej zachowanie żyda na Ziemi i za sprawą łaski Bożej poprawi jakość naszego wspólnego życia. Wspólnota wychowująca Wspólnota dostarcza możliwośd ukształtowania w ludziach pełnego człowieczeństwa. Jesteśmy przekonani o ciążącej na nas odpowiedzialnośd za wprowadzame, wspieranie i ocenę nowych form społecznośd, które zachęcą do pełnego rozwoju potencjału jednostek. Sprawą podstawową jest dla nas zrozumienie ewangelicznej prawdy, iż wszyscy ludzie są ważni, i to nie ze względu na swoje zasługi, ale dlatego, że zostali stworzeni przez Boga i umiłowani przez Jezusa Chrystusa. Dlatego też wspieramy takie dążenia społeczne, dzięki którym różne ludzkie wspólnoty trwają i ulegają umocnieniu dla dobra i rozwoju wszystkich osób. A. Rodzina Przyjmujemy, że rodzina jest podstawową wspólnotą, w której odbywa się proces wychowywania oraz kształtują się postawy poszanowania i wierności. Według nas, rodzina ma zasięg szerszy niż w przypadku modelu dwupokoleniowego, składającego się z rodziców i dzieci, gdyż obejmuje krewnych, rodziny zastępcze, osoby samotnie wychowujące dzieci, rodziny z małżeństw rozwiedzionych oraz małżeństwa bezdzietne. 29

32 Uznajemy współodpowiedzialność mężczyzny i niewiasty w rodzinie, dlatego też zachęcamy do wysiłków społecznych, ekonomicznych i religijnych celem utrzymania i wzmocnienia więzów rodzinnych tak, by każdy jej członek mógł znaleźć wsparcie dla pełnego rozwoju swej osobowości. B. Inne chrześcijańskie wspólnoty Uznajemy wysiłła zmierzające do poszukiwania ciągle nowych wzorców chrześcijańskich wspólnot wychowawczych, jak np. pewnych form życia monastycznego czy też innych przejawów społecznościowego wymiaru życia chrześcijańskiego. Wzywamy Kościół do poszukiwania dróg zrozumienia takich potrzeb i zainteresowania nimi chrześcijańskich grup, a także do szukania sposobów służenia im, a przez nie - społeczeństwu. C. Małżeństwo Jesteśmy przekonani o świętości związku małżeńskiego wyrażonej w miłości, wzajemnym wsparciu, osobistym oddaniu i w obopólnej wierności. Wierzymy, że Bóg błogosławi małżeństwu bez względu na to, czy posiada ono potomstwo, czy też jest bezdzietne. Odrzucamy społeczne modele, które uznają inne standardy małżeńskie dla kobiet i inne dla mężczyzn. Ceremonie odbywane dla zawarcia związków homoseksualnych nie mogą być dokonywane przez metodystycznych pastorów ani nie mogą odbywać się w metodystycznych kościołach. D. Rozwód Kiedy małżeństwo znajdzie się w separacji, bez szans na pojednanie, nawet po rozważnym rozpatrzeniu i uwzględnieniu rad, rozwód jest pożałowania godną alternatywą w sytuacji rozłamu. Zaleca się zastosowanie dostępnych sposobów mediacji celem zmniejszenia atmosfery wrogości i obwiniania, które często stanowią część obecnych rozwodowych procedur sądowych. Chociaż rozwód publicznie obwieszcza, że małżeństwo przestało istnieć, to jednak pewne zobowiązania wynikające z zawartego przymierza, takie jak wychowanie, wspieranie dzieci, odległe więzy rodzinne, nadal trwają. Wzywamy, aby z pełnym poczuciem odpowiedzialności podjęte zostały negocjacje w sprawne opieki nad nieletnimi dziećmi; popieramy również rozważenie możliwości wzięcia na siebie tej odpowiedzialności przez obojga rodziców tak, żeby nie ograniczała się ona do finansowego wsparcia, kontroli, manipulacji czy przetargów. Dobro każdego dziecka jest przy tym najważniejsze. Rozwód nie wyklucza ponownego zawarcia związku małżeńskiego. Zachęcamy do świadomego zaangażowania się Kościoła i społeczeństwa na rzecz współczującej służby wobec zarówno tych, co są w trakcie rozwodu, jak i małżonków rozwiedzionych, którzy ponownie zawarli związek małżeński. Służba ta powinna się odbywać się w społeczności wiary, w której Boża łaska doświadczona jest przez wszystkich. E. Osoby pozostające w stanie bezżennym Uznajemy integralność osoby samotnej i odrzucamy wszelkie dyskryminujące praktyki społeczne oraz postawy nacechowane uprzedzeniami wobec osób pozostających w stanie bezżennym. R Kobiety! mężczyźni W zgodzie z Pismem Świętym potwierdzamy wspólne człowieczeństwo mężczyzn i kobiet, gdyż zarówno jedni, jak i drugie cieszą się jednakową wartością w oczach Boga. Odrzucamy błędne przekonanie, jakoby jedna płeć była ważniejsza od drugiej oraz jakoby jedna płeć wałczyła z drugą, a przedstawiciele jednej płci mogli korzystać z miłości, władzy i poszanowania tylko kosztem drugiej. W szczególności odrzucamy pogląd, jakoby Bóg uczynił poszczególnych ludzi istotami nie w pełni samodzielnymi, którzy dopiero w jedności z drugą płcią uzyskują swoją pełnię. Wzywamy zarówno mężczyzn, jak i kobiety, aby dzielili się władzą i kierownictwem, aby uczyli się zarówno dawać, jak i przyjmować rzeczy jako dary, i aby żyjąc pełnym życiem szanowali pełnię życia innych. Dążymy do tego, by każda istota ludzka miała sposobność i wolność miłowania innych i bycia miłowanym, poszukiwania i czynienia sprawiedliwości, do praktykowania etycznego samookreślenia. Różnicę płci rozumiemy jako dar Boży, który ma powiększać bogatą różnorodność ludzkich horyzontów i doświadczenia. Przeciwstawiamy się takim postawom i obyczajom, które używają tego dobrego daru tak, że w stosunkach międzyludzkich przedstawiciele jednej płci wystawieni są na zagrożenia w większym stopniu niż przedstawiciele drugiej. G. Płeć Uznajemy, że płdowość jako dar Boży jest dobrem udzielonym każdemu człowiekowi. Wierzymy, że człowiek może być w pełni osobą tylko wówczas, gdy dar ten jest całkowicie uznawany i akceptowany przez Kościół i społeczeństwo. Wzywamy wszystkich do rozporządzania tym darem w sposób zdyscyplinowany i odpowiedzialny, celem osiągnięcia pełni przez nas samych, innych ludzi, jak i społeczeństwo jako całość. Przyznajemy, że nie w pełni jeszcze rozumiemy ten dar Boży i zachęcamy odpowiednie działy nauk medycznych, teologicznych i socjologicznych do zjednoczenia wysiłków na rzecz lepszego zrozumienia ludzkiej płciowości. Wzywamy Kościół do czynienia wysiłków w taki sposób, by ta jedna z najbardziej złożonych kwestii mogła być rozwiązana. W oparciu o nasze rozeznanie tego daru przyjmujemy, że Bóg stawia przed nami zadanie znalezienia odpowiedzialnych, pełnych zaangażowania i miłości form wyrażania płciowości. Chociaż wszyscy ludzie są istotami, które niezależnie od tego, czy zawarli związek małżeński, charakteryzują się płciowośdą, stosunki seksualne są jednoznacznie akceptowane tylko w związku małżeńskim. Stosunki seksualne mogą stać się formą eksploatacji tak w małżeństwie, jak i poza nim. Odrzucamy przeto wszelkie przejawy seksualności, które szkodzą bądź niszczą godność człowieka, daną mu przez Boga jako prawo przyrodzone i uznajemy tylko takie środki seksualnego wyrazu, które podkreślają jego godność. Wierzymy, że stosunki płciowe, w których jeden lub oboje partnerzy wykorzystują, dopuszczają się nadużyć czy też zdrady wobec partnera nie mieszczą się w etosie chrześcijańskim i w ostatecznym rachunku są szkodliwe dla jednostek, rodzin i porządku społecznego. Wypowiadamy się przeciwko wszelkim formom komercjalizacji i wyzysku seksualnego, wraz z wynikającymi z nich zubożeniem i degradacją osobowości ludzkiej. Wzywamy do znalezienia takich środków prawnych, któ- 30 Słowo i Myśl 7-9/2000

33 re zakazywałyby seksualnego wyzysku oraz stręczycielstwa dzieci przez dorosłych. Wzywamy do ustanowienia odpowiednich służb ochronnych, opiekuńczych i doradczych dla dzieci seksualnie molestowanych. Nalegamy, by wszyscy ludzie, bez względu na wiek, płeć, status materialny czy orientację seksualną mieli zagwarantowane prawa obywatelskie i publiczne.. Uznajemy nieustanną potrzebę pełnego, właściwego i opartego na faktach wychowania seksualnego dzieci, młodzieży i dorosłych. Kościół posiada szczególną możliwość udzielania odpowiedniej jakości porad wychowawczych w tym zakresie. Homoseksualiści, podobnie jak heteroseksuałiści, są osobami o sakralnej wartości. Jedni i drudzy potrzebują posługi i przewodnictwa Kościoła w swych zmaganiach o ludzką godność, a także duchowej i emocjonalnej opieki społeczności, która umożliwia postawę wobec Boga, innych łudzi oraz samego siebie w duchu pojednania. Chociaż nie akceptujemy praktyk homoseksualnych i uznajemy je za nie do pogodzenia z nauką chrześcijańską, to jednak przyznajemy, iż łaska Boża dostępna jest dla wszystkich. W społeczności z wszystkimi ludźmi oddajemy się służbie dla ich dobra. H. Przemoc i gnubiaństwo w rodzinie Wyrażamy przekonanie, że przemoc oraz wszelkiego rodzaju nadużycia w życiu rodzinnym tak w postaci słownej, psychicznej, fizycznej, jak i seksualnej przynoszą szkodę więziom społeczności ludzkiej. Zachęcamy Kościół, aby zatroszczył się o stworzenie bezpiecznego otoczenia, rozwinął poradnictwo i udzielił pomocy ofiarom przemocy i nadużyć w życiu rodzinnym. Aczkolwiek wyrażamy ubolewanie z powodu przemocy i nadużyć spowodowanych przez sprawcę, przyznajemy, że także jego osoba potrzebuje odkupiającej miłości Bożej. I. Molestowanie seksualne Wierzymy, że płciowość jako dar Boży jest dobrem. Jednym z nadużyć tego dobra jest molestowanie seksualne. Uważamy, że molestowaniem seksualnym są wszelkie, wyrażone słowem lub czynem, niepożądane zabiegi albo natarczywe roszczenia, które adresat w sposób nie budzący w nim wątpliwości postrzega jako uwłaczające jego godności, zastraszające czy wręcz zniewalające. Molestowanie seksualne należy rozumieć raczej jako swego rodzaju wykorzystanie uprzywilejowanej pozycji władzy niż wyłącznie jako kwestię seksualności ludzkiej. Molestowanie seksualne, wynikające z dyskryminacji ze względu na płeć, polega między innymi na czynieniu środowiska pracy wrogim czy też opartym na nadużyciu. W przeciwieństwie do społeczności wychowującej, wszędzie tam, gdzie w społeczeństwie mają miejsce stosunki oparte na molestowaniu seksualnym, tworzą one warunki niewłaściwe, zniewalające i pełne nadużyć. Molestowanie seksualne podważa zarówno dążenia do zapewnienia jednakowych możliwości, jak również atmosfery wzajemnego szacunku pomiędzy mężczyznami i kobietami. Niepożądane zabiegi seksualne są złe i dyskryminujące. Molestowanie seksualne jest sprzeczne z moralną misją Kościoła. J. Przerywanie dąży Początek i koniec życia są przez Boga wyznaczonymi granicami. Chociaż zawsze, do pewnego stopnia, mieli ludzie kontrolę nad tym, kiedy zakończyć życie, to jednak od niedawna uzyskali napawającą lękiem umiejętność decydowania nie tylko kiedy, ale nawet czy poszczególne istoty ludzkie przyjdą na świat. Nasze przekonanie o świętośd nienarodzonego życia ludzkiego sprawia, iż niechętnie dopuszczamy do przerywania dąży. Jesteśmy jednak również zobowiązani do respektowama świętośd życia i dobra matki, której wielką szkodę przynieść może ciąża niechdana. W nawiązaniu do nauczania chrześcijańskiego wieków minionych, stwierdzamy obecność tragicznych konfliktów żyda z żydem, które mogłyby usprawiedliwiać przerwanie ciąży z zastosowaniem wszelkich niezbędnych procedur postępowania medycznego. Nie możemy natomiast uznać przerywania ciąży jako środka regulacji urodzin. Bezwarunkowo odrzucamy przerywanie dąży jako metodę wyboru płd. Wzywamy wszystkich chrześcijan do wnikliwych badań i modlitwy o określenie rodzaju niezbędnych warunków, które można uznać za przemawiające za przerwaniem dąży. Zapewniamy o niesłabnącym zainteresowaniu naszego Kośdola dalszym świadczeniemposługi w stosunku do tych, którzy przerwali ciąże, którzy stają wobec problemu przerwania dąży oraz tych, którzy zdecydowali się urodzić dziecko. Prawo i regulacje ustanowione przez państwo nie stanowią wystarczających podstaw do podjęcia właściwej decyzji, która powinna wszakże odwoływać się do kryterium sumienia chrześcijańskiego. Dlatego decyzja przerwania ciąży powinna zostać podjęta wyłącznie po dogłębnym i modlitewnym rozważeniu jej przez wszystkie zaangażowane strony, z uwzględnieniem porady medycznej, duszpasterskiej oraz wszelkiej innej, niezbędnej w zaistniałych okolicznośdach. K. Adopcja Dzieci są darem Bożym, który należy przyjąć z wdzięcznością. Przyznajemy, że niektóre okoliczności przyjścia dziecka na świat mogą przyczyniać się do utrudnienia jego wychowania. Uznajemy i wspieramy rodziców /-a /, którzy /-y / z nadzieją, miłością i modlitwą oddają swoje dziecko w adopcję. Uznajemy też pragnienie rodziców do posiadania adoptowanych dzieci. Jeżeli okoliczności przemawiają za adopcją, zachęcamy do korzystania z odpowiednich do tego legalnych procedur. Polecamy naturalnych rodziców, rodziców adoptujących oraz samo dziecko trosce Kościoła tak, żeby wspólnie dzielić smutki i radości i aby dziecko w duchu miłości mogło być wychowywane w społeczności chrześcijańskiej. L. Godziwa śmierć Z radością witamy wysiłki medycyny, zmierzające do zapobiegania chorobom, jak i postępy w leczeniu, które przedłużają świadome życie ludzkie. Jednocześnie na różnych etapach życia i śmierci, które umożliwia postęp nauk medycznych, świadomi jesteśmy udręki i moralnych dylematów, przed którymi stają umierający lekarze, rodzina oraz przyjaciele. Dlatego podkreślamy prawo każdego człowieka do godziwej śmierci, której towarzyszyć powinna pełna miłości troska osobista, a nie starania o przedłużenie trwania choroby tylko dlatego, że pozwalają na to znajdujące się w naszej dyspozycji technologie medyczne. Słowo i Myśl 7-9/

34 w ym yw ane lub w yw iewane z pól upraw nych, - 12 tys. ton tlenku w ę koncepcje w zarządzaniu gla ulatuje do atmosfery, Mówiąc o globalizacji, m am y na m yśli tren d y i przyszłością św iata (strategicznym planow aniu), zm ierzające do kreow a nia stan d ard ó w w p ro dukcji oraz zach o w a ń konsum entów na globalnych (św iatowych) rynkach. G lobalne alianse strategiczne firm dają im przew agę technologiczną i cenową nad konkurentami. Na globalnym rynku kształtow ana jest kultu ra m aso w a p o p rz e z standaryzację zachow ań konsum entów i p o lity ków. M amy do czynienia zarów no z dywergencją, jak i konwergencją kultur. przyczyniając się do ocieplenia klim atu. O prócz tego, w każdej godzinie pustynnieje 685 hektarów ziem i u p raw nej, na zbrojenia wydaje się 120 m ld USD (to jest praw ie 1 bilion dolarów rocznie), co roku 15 min dzieci u m iera w skutek chorób i niedożyw ienia. Do teg o d o ch o d z ą ogrom ne problem y społeczne: bezrobocia, głodu i AIDS. Bardzo niski poziom św iadom ości skutków zmian, jakie wyw o łuje gospodarka w społec z eń stw a c h na całym Znaczącą rolę w glob a ln y m z a rz ą d z a n iu przypisuje się m enedżerom. Społeczeństw o obdarza ich wielkim zaufaniem. Globalizacja jest zatem pow ażnym w yzw a niem dla człow ieka. W spólna p rzy sz ło ść wszystkich ludzi w ym a ga globalnego uk ształto w ania nowej jakości życia. W spólnota jest konstytutyw nym elem entem egzystencji c h rześcijań skiej. Żyjem y razem w sp o łeczeń stw ie, tu ta j i d zisiaj w sp o łeczn o ści ludzkiej, która ma coraz więcej tych sam ych p ro blemów, tych samych zagrożeń i tych sam ych persp ek ty w. W sp ó ln o ta potrzebny, aby także jutro p a n o w a ła w olność su m ienia. Ponieważ ewangelicyzm ow i nieubłagan ie c h o d z i o p ra w d ę, m usi on stale prow adzić krytyczny sp ó r z w ypowiedziam i i prądam i epoki. Dotyczy to także epoki zm ian w procesie globalizacji. Proces globalizacji nie m oże pozbaw ić człowieka jego podm iotowości w żadnej ze sfer jego aktywności, w tym także gospod arczej. P odm iotow ość człow ieka pow inna stać się podstaw ow ą zasadą w odpow iedzialnym m y śleniu o dniu jutrzejszym. W długookresow ym rozw oju gospodarczym jed- GLOBALIZACJA D yw ergencja pow oduje oddalanie się od siebie k u ltu r i p o sz u k iw a n ie własnej tożsam ości. N a tomiast konwergencja jest w zajem nym upodabnianiem się k u ltu ro w y c h wzorców, norm i zachowań. A naliza szeregu zjaw isk społecznych i gospodarczych na p rzeło m ie XX i XXI w iek u w sk ali o g ó ln o św iato w ej ukazuje ogrom ną złożoność problemów, z jakimi trzeba będzie się zm ierzyć w n a d c h o d zący m stuleciu. O brazują to liczby. W każdej m inucie na naszym globie: - ulega zniszczeniu 21 hektarów lasów tropikalnych, - zużywam y baryłek ropy naftow ej, - 50 ton naw ozów jest świecie, ukazuje potrzebę globalnego potraktow a nia tych problem ów. Dlatego św iat XXI wieku stoi p rze d koniecznością poszukiw ania form w spółpracy na rzecz rozw iązyw ania globalnych zagrożeń d la sp o łe c z eń stw oraz całej św iatow ej cywilizacji. Procesy globalizacji są także szansą na rozw iązanie wielu nabrzmiałych problem ów społecznych. Trzeba jednak pamiętać, że ten proces w efekcie końcow ym służyć pow i nien człowiekowi. W szelkie działanie niezgodne z tym z a ło ż e n ie m m u si p ro w ad zić do w y n a tu rzeń i nadużyć. Te, z kolei, do poważnych zaburzeń społecznych niw e czących o sta te czn ie wszystko. oznacza, że nie tylko żyjemy obok siebie; w spólnota oznacza, że jesteśmy razem. W spólnota nie zakłada rozmycia się i rozpłynięcia tożsam ości jed nostek, choć m oże być w yzw aniem do pew nych ofiar, pośw ięceń i rezygnacji. Dla Kościoła ew angelickiego najistotniejszymi w tym względzie są: - bezwarunkowość zagadnienia praw dy, -połączenie wolności i obow iązku, - nienaruszalność su mień, - p oszanow anie jed nostki. F u n d a m e n ta ln y p o gląd, że proces poszukiwania praw dy nigdy nie jest procesem zam kniętym, uzasadnia tolerancję. E w angelicyzm jest ną z w ażnych instytucji są praw a i zwyczaje akcentujące indyw idualną p o d m io to w o ść i o d p o w iedzialność. Podm iotowość w inna jednak w yrażać się w gotow ości do służby. Tylko w tedy, kiedy człowiek pojmuje istotę swojego życia, swojego pow ołania w służbie na rzecz drugiego człow ieka, m oże pow iedzieć, że wie, czym jest jego podm io to w o ść. W innym p r z y p a d k u p o d m io to wość kończy się tyranią, desp o ty zm em i kultem jednostki. Takie postaw y nigdy nie służą odpow iedzialn em u trak to w an iu istniejących problem ów i ich o d p o w ie d z ia ln e m u rozw iązyw aniu. N a k w e stię słu ż b y z w ra c a u w a g ę G ü n te r Sauder - w ieloletni do 32 Słowo i M yśl 7-8/2000

35 radca do spraw personalnych w przem yśle. U w a ża on, iż gotow ość do służby w ażna jest w okresie zmian. Zm iana zaw o du często ściśle związana jest z potrzebą aw ansu. Ważną rolę odgrywa przy tym fascynacja w ładzą, m ożliw ość rządzenia innymi. Dlatego istotne jest to, aby była przeciwwaga dla w ła d z y w p o sta c i służby. Sauder powołuje się na Ew angelię M ateusza: Kto spośród was chce być wielki, niech będzie waszym sługą" (Mt. 20, 26). P raw d ziw a słu żb a, w g Saudera, nie pyta o cześć i chwałę. Kto tak rozumie służbę, nie będzie się starał, np. w czasie zm ian społecznych przerzucać koszty na innych. Służenie jest n ie z a le ż n e od uznania innych. Służenie chroni przed tym, aby nie stać się zarozum iałym, w yniosłym i opętanym w ładzą, kiedy się ją osiąga i rozgoryczonym, gdy się ją traci. Połączenie wolności i d o b ro w o ln eg o p o s łu szeństwa, niezależności i obow iązku, w olnego decydowania, w iary i uzależnionej w olą Boga odpow iedzialności - to oferta ew angelicyzm u. Jest ona a k tu a ln a zaró w n o dla lokalnego działania, jak i globalnego myślenia. O becnie istnieje b a r dzo w iele poglądów dotyczących zachodzących p ro cesó w glo b alizacji. W edług Henniga Yoschera u 'a, o d p o w ie d z ią na nie jest solidarna w spólnota dokonań. Ma się to przejawiać we w spólnym o d ejm o w an iu w y zw ań wynikających z procesów globalizacji. Jeśli się p o w iedzie, to skutkiem będzie pow rót do podstaw społeczeństw a jako solidarnej w spólnoty. Przytacza do tego słowa am eryk ań sk ie g o filo zo fa i przedsiębiorcy, Charles'a F ra n k lin a K etterin g a: My wszyscy powinniśmy się troszczyć o naszą przyszłość, ponieważ resztę naszego życia przyjdzie nam w szystkim w niej spędzić". G lo b alizacja daje ogromną szansę rozwoju państw i narodów. Otwiera n ow e m ożliw ości. Trudno jednak p rzew i dzieć, czym ostatecznie się stanie. Chcąc zabezpieczyć pozytyw ne tendencje rysujące się w ram ach globalnego zbliżania się społeczeństw i ich gospodarek, trzeba już dziś zadbać o wspólnotę w artości. Ona m oże bow iem z a g w a ra n to w a ć w spólnotę celów i dążeń. Skutkiem tego może być pokojow y i harm onijny rozwój narodów. G lobalizacja nie jest jed n ak w olna od zagrożeń. Tendencje negatyw ne w życiu społecznym, p o lity c z n y m i ek o n o m icznym jednego kraju mogą łatwo przenieść się na inne państw a w systemie globalnego zarządzania. Kryzys finansowy w Rosji jest jednym z przykładów na istnienie takiego rodzaju pow iązań. W spieranie wszelkich działań promujących człowieka odpowiedzialnego za swoje myśli i czyny jest ewangelicką ofertą skierow aną do tych wszystkich, którzy uczestniczą w procesach na skalę globalną. Warto przy tym pamiętać o źródle zachowań odpow iedzialnych chrześcijanin a w yznania ew angelickiego, które zak o rz e nione jest w wyznawanej w ierze. Stanow i to bow iem o sile takich przekonań i, co za tym idzie, dużej skuteczności działań. Ks. Cezary Królewicz DWA WSPÓŁISTNIEJĄCE BIEGUMY U bram y Jerycha szło do was Królestwo Boże" rozlega się ro z (Mt. 12, 28). Mamy zatem paczliwe wołanie: jedno niezaw odne kryterium. Jest nim wypędzanie Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!" (Łk. 18, 40). To niewidomy Bartymeusz dostrzega swoją jedyną szansę w przechodzącym tędy Panu Jezusie. Nie pozw ala się uciszyć, lecz przejmująco woła nadal. Przywołany w końcu przez Pana Jezusa, prosi błagalnie: Rabbuni, Fanie, abym przejrzał!" Przejmujące wołanie Bartymeusza budzi litość. Na tę częstotliwość fal Chrystus jest zawsze w pełni otwarty. Świat pozbawiony złych duchów mocą Ducha Bożego. Po W niebowstąpieniu wśród uczniów panowała nadal jedność duchowa. Przejawiała się ona np. we wspólnym działaniu Piotra i Jana przy uzdrow ieniu chrom ego od urodzenia (Dz. 3, 2). Wypadki, które potem następowały, były wyrazem wspólnoty duchowej. Piotr w obecności Jana i człowieka uzdrowionego wygłasza przed Sanhedrynem światła i barw jest światem ogromnie zubożonym. Pan Jezus współczuje biedakowi i uzdrawia go, chociaż kiedy indziej powiedział: Gdybyście byli ślepi, nie mielibyście winy. Teraz jednak utrzymujecie, że widzicie, a przeto grzech wasz trwa." (J. 9, 41). Być może, nie chodziło o to, że wzrok jest źródłem bałwochwalstwa i dopuszcza do największych pokus, ale o to, że nauki Jezusa Chrystusa można odczytywać w różnym świetle. Czy wiemy, natchnioną jak odczytywać nauczanie Pana Jezusa, czy wiemy, jakie są oznaki zbliżającego się Królestwa? W czasach Jego ziemskiej działalności. Królestwo Niebieskie zdecydowanie przybliżyło się. Apostołowie głosili: Bliskie jest ju ż Królestwo Niebieskie (Mt. 10,6), a On mówił: Jeżeli Ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to przy mowę. Apostołowie zostają natychmiast uwolnieni. Arcykapłani dowiedziawszy się, że Piotr i Jan są ludźmi prostymi i nieuczonymi, nie mogą wyjść z podziw u nad śmiałością ich wystąpień. Po powrocie Piotra i Jana do swoich i po opowiedzeniu wszystkiego, co zaszło, pow stała spontaniczna jednom yślność, spontaniczna wspólnota i żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał." Tego wszystkiego nam dzisiaj brakuje, nie ma śladu wspólnoty. Trudno się oprzeć wrażeniu, że w późniejszych czasach tendencje się odwróciły i choć niełatwo to przyznać - Królestwo zaczęło się ponow nie oddalać Dzieje ostatniego stulecia nie pozostawiają co do tego najmniejszych w ątpliw o ści. Wiek XX przejdzie do Słowo i Myśl 7-9/

36 historii jako w iek najbardziej m asow ego ludobójstwa i najpotworniejszej pogardy dla życia. Wyglądało na to, że komuś zależało, by odebrać ludziom w iarę w ele m en ta rn ą spraw iedliw ość, a w szczepić wiarę w brutalną przemoc. Doświadczenia XX wieku stanowią groźny cierń tkw iący w b ro czącej ranie ludzkiej świadomości. Nie ma sposobu na to, by je z tej świadom ości w ykreślić. Cokolwiek by nie głosić, do czegokolwiek by się nie odwoływać, o czymkolwiek by nie zapewniać, za każdym razem w podtekście wyłania się pytanie, jak to się stało, w jaki sposób 3 tysiące lat po rozkwicie kultury antycznej i w bez mała 4 tysiące lat po dziejach Patriarchów m ogło dojść do tak m akabrycznych w ydarzeń? jak ro zum ludzki mógł dać się wprzęgnąć w taką gehennę? Jak te okropności mają się do naszych nauk humanistycznych, a przede wszystkim jak się mają do 2 tysięcy lat chrześcijaństwa? W opozycji do nauk Chrystusow ych uformował się biegun zła reprezentowany przez desperatów szafujących życiem i śmiercią. Nie do pozazdroszczenia jest dziś rola kogoś, kto z urzędu ma głosić Dobrą Nowinę. Czy kolejne beatyfikacje lub symboliczne koronowanie świętych" obrazków mogą wykreślić z naszej pam ięci to, co działo się w latach 40 i 50- tych naszego stulecia? Aż nie do wiary, że życie toczy się dalej, jak gdyby nigdy nic. Co praw da znane są nam z dziejów ziem i tzw. epizody", w czasie których wyginęło wskutek globalnej katastrofy wiele gatunków flory i fauny. Znane są nam też tzw. prawa natury, w wyniku których jeden gatunek pożera drugi. Są to jednak sprawy niezależne od ludzkiej woli. W ypadki zaś przyniesione przez w iek XX były rezultatem złej woli popartej intelektem. Tymczasem społeczeństwo jest zaabsorbow ane spraw am i bieżącym i np. papieską pielgrzym ką" do kraju. W szystko inne blednie i zostaje odłożone ad acta. Nie pora na to, aby myśleć o dniu Jezusa Chrystusa, do którego zbliżamy się z każdą chwilą. Nie pora myśleć o tym, czy Mu się spodobają gremia purpuratów, czy zasiadłby w śród nich, czy spodobałby Mu się pomysł z w ystawieniem człowiekowi, który jeszcze ciągle żyje i działa aż 36 pom ników i jak to pogodzić ze słowami Jezusa Chrystusa: Uczcie się ode mnie, żem jest cichy i pokornego serca" (Mt. 11,29). W psychologii istnieje coś takiego, jak dw a zespoły dóbr: dobro jednostki i dobro społeczne (A. H. M aslow W stronę p sy chologii istnienia". Pax, W arszaw a 1986). M ogą one być zbieżne (synonim iczne) lub an tag o n i- styczne. Dobro jednostki może nie być zbieżne ani z dobrem społecznym, ani z interesem instytucji. Ludzie reprezentujący instytucję, wciągnięci w jej m e chanizm y, m ają ograniczoną sw obodę ruchów. W czasie ludobójczej wojny najwyższe autorytety kościelne m ogły bardzo cierpieć na wieść o szerzących się okrucieństwach, ale nie potrafiły zdobyć się na wystąpienie na forum publicznym z potępieniem zbrodniarzy. Istniała obawa zaszkodzenia interesom instytucji W tym przypadku dobro instytucji rażąco kolidowało z dobrem milionów pojedynczych osób. Oczywiście decyzje takie mogły być bardzo trudne, ale były one wyrazem nadrzędnego znaczenia obrzędu i kultu oraz uznania roli jednostki w Kościele za służebną. Apostoł Narodów, św. Paweł, starając się opisać rzeczywisty stosunek człowieka duchowego do zmysłowego, kilkakrotnie w y raża ową dychotom ię w formie paradoksu (2 List do Koryntian). W rozdziale 12 czytamy: Moc w słabości się doskonali" albo Gdy niedomagam, wtedy jestem mocny." (2 Kor. 12, 9 i 12, 10). W zależności od tego, z jakiego założenia w yjdziemy, sprzeczność jest tu pozorna lub prawdziwa. Jeżeli zgodnie z Apostołem założymy, że priorytetem jest panowanie ducha nad ciałem i podporządkowanie człow ieka zm ysłow ego człowiekowi duchowemu, wówczas paradoks się w y jaśnia. Człowiek fizycznie osłabiony łatwiej panuje nad słabszymi popędami. Również człowiekowi starszemu, osłabionemu przez wiek łatwiej opanować pokusy i popędy. W okresach zniewolenia narodu Kościół spełniał niesłychanie ważne funkcje wybiegające nieraz poza swoje posłannictw o. W walce z zagrożeniami znosił się na wyżyny, co sprawia wrażenie paradoksu. Po odzyskaniu pełnej niepodległości sytuacja uległa zmianie. Przed Kościołem stanęła pokusa w ładzy Z ew nętrzne zagrożenia znikły, ale p o jaw iły się inne, wewnętrzne. Natura ludzka ciąży z reguły ku ziemi. To, co ziemskie jest proste i zrozumiałe, to, co niebiańskie jest tru d n e. Czy i wy chcecie odejść? - pyta Nauczyciel. Ta nauka nie jest w szy stk im p o trzebna. Jednym dlatego, bo nie aspirują do nieba, innym - bo zdrowi nie potrzebują lekarza. Do kogo jest więc skierowana? Sądząc z kart Ewangelii, nauka Pana Jezusa jest skierow ana do zagubionej owcy, a nie do całego stada. To właśnie zagubiony biedak - jednostka - jest w centrum uwagi Chrystusa. Sytuacja jednostki predystynuje ją do tego, aby przezwyciężyła atawizm i aby dokonał się w niej cud. N a problem ten m ożna spojrzeć z różnych stron. P ow staje p y tan ie, czy w szystko należy podporządkować temu, ewentualnemu przecież, cudowi, który m a się dokonać w odnalezionej owieczce, w d u szy naw róconego grzesznika? Czyżby temu cudowi miałyby być podporządkow ane struktury instytucjonalne oraz żywa substancja kościelna? Sądząc z przypowieści, uspraw iedliw ienie dotyczy zawsze pojedynczego człowieka, pojedynczego grzesznika (Łk. 17, 34). W ydźw ięk tej konkluzji m oże nie przekonyw ać, szczególnie, że m a ona szersze implikacje. Jedno jest pew ne - jej popraw ność lub błędność zw eryfikuje życie. Poczekajmy z potępieniem. Wystarczająco w yraźnie wykrystalizowała się dychotomia w spom niana w tytule. Zmusza ona do stałego opow iadania się, czy to na ulicy, czy w ciszy i skupieniu w kościele. Co dnia trzeba decydować. W ładysław P ytłik 34 Słowo i Myśl 7-9/2000

37 Film J ^ e I -, analiza w ątków religijnych w filmie Taylor'a Hackforda pt. A dw okat diabla" Ty tu ł tego am ery kańskiego thrillera jest tak oczyw isty że nie trzeba go tłum a czyć. Jest m oże n a w e t zb y t oczyw isty, bo od razu sugeruje w idzow i, czego m a sie spodziewać. Może należało tytuł trochę zam askow ać", gdyż podczas oglądania traci się frajdę rozszyfrow yw a nia, kto jest kim i o co chodzi. Chodzi o adwokata, zatem spodziew am y się jakiegoś praw nika (ulubiona grupa zaw odow a am erykańskich twórców kina!). Tytuł sugeruje też, że m ożem y się spodziewać problemów, bo słowo diabeł" nigdy nie w róży niczego dobrego. M ożemy się domyślać, że owe p ro b le m y b ę d z ie m iał sam tytułow y adwokat. Po kilku jednak scenach przekonujem y się, że tytułow y bohater nie tylko jest uw ikłany w ciąg w ydarzeń o etycznie dyskusyjnym charakterze, ale że zło m a tu osobowy charakter. Diabeł żyje; jest facetem z krw i i kości i nie jest bezczynny... Zanim zajmę się analizą w ątków religijnych w A dw okacie d iab ła" (a jest on p o d tym w zględem przebogaty) p rzedstawię pokrótce jego fabułę. O to śle d z im y lo sy m łodego, energicznego adwokata Lomaxa (w tej roli Keanu Reeves), który szybko i bezboleśnie pnie się po szczeblach swej praw niczej kariery. Ma śliczną, kochającą żonę (Charlize Theron). Lomax jest św ietnym profesjonalistą. Potrafi przekonywać ław ę przysięgłych swoją argumentacją. N igdy nie przegryw a. Pewnego dnia, po kolejnym sukcesie w sądzie, gdy świętuje swoje zw y cięstw o w ra z z żo n ą i przyjaciółm i, dostaje od nieznajomego mężczyzny propozycję pracy w elitarnej, nowojorskiej firmie prawniczej. Oferta jest tak atrakcyjna dla młodego, ambitnego adwokata, że nie w aha się zbytn io i przyjm uje ją. Przeprow a dza się w raz z żoną do Nowego Jorku i podejm u je pracę w Million Corporation". Jednak zadanie, którego się podejm u je, nie jest do końca tym, czym się początkowo w y daje. Owszem, firma spełnia (naw et z naw iązką) oczekiwania materialno - b y to w e Lom axa i jego żony, jednak wym aga od niego działań w sprawach dw uznacznych etycznie. Pojawiają się rozterki m o ralne, psują się kontakty z żoną, k tó ra stopniow o popada w chorobę psychiczną, aż p o p ełnia samobójstwo. Przez ten cały czas obserw ujem y poczynania Lomaxa w now ych w a runkach; w dom u, w firm ie, n a sali ro zp raw, w śró d w sp ó łp raco w n i ków oraz w kontaktach z ch aryzm atycznym szefem Milltonem (w tej roli doskonały, jak zawsze, Al Pacino). Wykazuje on niezw ykle zainteresow anie m łodym, zdolnym praw nikiem, śledzi przebieg jego kariery, w końcu pozyskuje go dla swojej firmy. Pod koniec filmu dowiadujem y się, że jest on ojcem Lomaxa i ma wobec niego pew ien plan... Million jest bow iem nie tylko człowiekiem. To nasz ty tu ło w y diabeł, który szykuje się na ostateczną rozgrywkę ze św iatem i ludźm i. Chce spełnić proroctw o dotyczące przyjścia Antychrysta. Końcowa scena pokazuje jednak, że wszystkie w y d arzen ia były tylko krótkim snem na jaw ie Lom axa, który w p rz e rwie procesu sądow ego ulega etycznym rozterkom nad dalszym kierunkiem prowadzonej przez siebie obrony. W racamy tym sposobem na salę i o b serw u jem y tę sam ą spraw ę (bohater broni nauczyciela oskarżonego o molestowanie seksualne i gwałt uczennicy). Jednak tym razem w idzim y jak bohater, obdarzony drugą szansą", zmienia swoje postęp o w an ie i bieg w ydarzeń. Dostrzegając ew identną winę swojego klienta, rezygnuje z jego dalszej obrony. Z aletą om aw ianego film u jest stopniow ane n a p ięcie oraz b a rd z o zgrabny zabieg podw ójnie zaw ikłanego zakończenia, przez co film ma zaskakujący i ciekawy finał. Twórcy w ykorzystali wiele motywów i wątków religijnych, które m ożna dostrzec zarów no w samej fabule, jak i w um iejętnie dobranej m uzyce, sposobie m ontażu i budow a n iu obrazów. P rzyjrzyjm y się zatem tem u w szystkiem u wnikliwiej. Już w pierwszej scenie, w sądzie podczas rozprawy, poznajemy głównych bohaterów, których sposób kreacji w iele n am mówi. Zapewne dla kontrastu wobec ambitnego, czarnowłosego Lomaxa, przedstaw iono jego żonę jako blondynkę, spokojną, śliczną, m łodą osobę, opokę i w ie rn ą to w a rzyszkę swego m ęża (tow arzyszy m u w czasie rozpraw ). R zuca się w oczy jej niezwykła uroda, długie, jasno blond w łosy dziecięca buzia. O d razu wzbudza sympatię i nasuwa skojarzenia z postaciam i barokowych cherubinków. Również jej imię jest znaczące - M ary A nn - wskazuje na niewinność, czy w ręcz św iętość tej osoby, p rzy b o k u b e z kom promisowego i tw ardego Lomaxa. Podczas sceny w toalecie, w trakcie przerw y w procesie, która to otwiera ciąg dramatycznych w y darzeń oraz potem zam y ka również klamrowo ca- Slowo i Myśl 7-9/

38 łość akcji, m a miejsce kilka w ażnych, choć m oże trudnych do uchwycenia sekwencji. W idzim y Lomaxa, który boryka się z w ła sn y m su m ie n ie m. Myje tw arz w odą, jakby chciał zmyć z siebie winę za to, co dalej nastąpi. Jest bow iem głęboko przekonany o winie człowieka, którego ma bronić. Jednak ambicja nakazuje m u zrobić wszystko (aż do upok o rz e n ia zeznającej dziew czynki), by w ybronić swojego klienta. P odczas tej swoistej ablucji widzimy, że Lomax zdejm uje o b rączk ę, jak b y p o d św ia d o m ie chciał ochronić swe małżeństwo p rzed brudam i" swego w ystępku. Ma wów czas miejsce jeszcze jedna w ażna rzecz. O tóż Lom ax, przeglądając się w lustrze (jakby we w łasnym odbiciu poszukiw ał odpow iedzi) uśmiecha się do siebie w bardzo charakterysty czn y sposób, w ręcz szatańsko. Ten uśm iech będzie tow arzyszył nam w dalszej części filmu, pojaw iając się n a tw a rz y M illtona - szefa korporacji i tytułow ego diabła. Złow rogi nastrój w p ro w a d z a rów nież odgłos spuszczanej w toalecie w ody, celowo nagłośniony i wyolbrzymiony, zapowiadający dram atyzm kolejnych w ydarzeń. W n astęp n ej scenie, gdy Lom ax baw i się w pubie z przyjaciółmi, pojaw ia się propozycja nowej pracy, z ust nieznajom ego m ężczyzny składającego ofertę (nie bez znaczenia jest tu chyba jego kolor skóry - czarny, sugerujący tajem niczość i niep ew n o ść całej spraw y) padają słowa: Obserwujem y cię cały czas". Jest to swoisty w yraz działania jakichś mocy śledzących L om axa i jego rodzinę. Coś łu b k to ś m a n a d w szystkim kontrolę. Kolejna scena p o kazuje bardzo czytelny obraz. W idzimy kościół w spokojnym miasteczku, jakąś w spólnotę, zapew nie protestancką, n a spontanicznej m odlitw ie, podczas której w ierni w yrzekają się szatana. Poznajem y wówczas m atkę Lomaxa, skrom ną starszą panią, gorliwą członkinię swojej wspólnoty. Lomax przybył do niej, by się pożegnać, postanow ił bowiem podjąć pracę w N ow ym Jorku. Podczas tej sceny p a d a ją c y ta ty z Biblii. M atk a p rz y ró w n u je N ow y Jork do upadłego m ia sta z 18 ro z d z ia łu Apokalipsy. Po pożegnaniu każde z nich odjeżdża w sw oim kierunku. Pokazuje to, sym boliczne ro zejście się dróg dobra i zła. P o d c z a s sw ojego pierwszego zadania w nowej firm ie Lom ax dokonuje w y b o ru ław y przysięgłych". W yklucza spośród ław ników m. in. czarnoskórego rastam ana oraz leciwą nauczycielkę katolickiej szkoły.nie p o dobają m u się ich postacie, gdyż upatruje w nich niekom petencję. R astam an w ydaje m u się być człow iekiem zbyt w o l nym, zaś nauczy cielk a zgorzkniałą, starą panną, która chce wziąć odw et za swoje nieudane życie. Od razu więc skreśla ludzi z założenia skrajnie religijnych. Pod koniec tej sceny, gdy Lomax w ychodzi z sądu, w idzim y obserw u jącego go Milltona, który n a stę p n ie u d aje się do metra. Ta scena m a głębokie znaczenie. O to schod zi on w dół, jakby w ciemność, do piekieł. Kolejna sekwencja to obraz nieba i animacja przyśpieszonego m ijania czasu. Towarzysząca tem u m u zyka napaw a grozą. U w agę zw raca ró w nież zespól w spółpracow ników M illtona. Z w łaszcza jedna z kobiet, która nota bene okazuje się pod koniec córką M illtona - sz a ta n a. W id zim y b o w iem seksow ną, w ręcz w yzyw ającą rudow łosą k o b ietę, k tó ra b ę d z ie przez cały czas kusić m łodego adw okata. N a szczególną uw agę zasługuje sam M illton, rew e lacy jn ie k re o w a n y p rzez Ala Pacino. Szczerze m ówiąc, trudno w y obrazić sobie lepszego odtwórcę diabła. Aktor ma bow iem świetne ku tem u w a ru n k i z e w n ę trz n e : śniadą karnację, kruczoczarne włosy, niew ysoki w zrost (o mocy diabła nie m u si w cale św iad czy ć jego p o stu ra, p ow inien w topić się w tłum śmierte ln ik ó w ).^! p rz e d e w szystkim jego porażający uśmiech, perfekcyjnie sugerujący przebiegłość, diabelskość. R ó w n ież o to czen ie M illtona tchnie niezw y kłością i napaw a przerażeniem. Jego gabinetem jest wielka sala bez okien, p o ś ro d k u której stoją: b iu rk o oraz kom inek z p ło n ący m zło w ró żb n ie ogniem. P rzyw ołuje to skojarzenia iście piekielne. M illton parokrotnie w ro zm o w ie z L om axem wtajemnicza" go w sposób działania własnej korporacji. M ówi m. in.: To nasz sekret, pow alam y uprzejmością", Na pierwszy rzut oka nikt by nie powiedział, że jestem panem świata". Czy w chrześcijańskim rozum ieniu zła, nie czai się ono pod przykryw ką dobra? R ów nież L om ax m a swoje sekrety. O to dow iadujem y się, że sukcesy p ra w n ic z e zaw d z ię c z a m ożności p odsłuchiw a nia tajnych obrad ław y przysięgłych. W zorow y adw okat okazuje się św iadom ie łam ać praw o dla własnej korzyści.bardzo symboliczna jest scena, w której M illton pokazuje m iasto L om axow i. Jest swoisty obraz świata w i dzianego z góry", z perspektyw y władcy. M illton, jako szef korporacji, zajm uje najw yższe m iejsce w budynku, w wieży. N a dachu rozgryw a się scena przypom inająca biblijne kuszenie C hrystusa, podczas której szatan unosi go na dach świata" pokazując m u wszystkie bogactw a. M illton om a w ia wówczas z Lomaxem w szelkie zasady dotyczące jego pracy. Z ust Milltona p adają znam ienne słowa - cytat z Biblii: Oto posyłam cię jako owcę między wilki". Zycie Lomaxa zmienia się diam etralnie, w ykazując wszelkie znam iona rajskości. P rzepych i bogactw o stają się jego udziałem. Jedyną troską jego żo n y jest o d p o w ie d n ie dobranie koloru w nętrz. Kolejne sprawy, w których obrońcą z ram ienia firm y jest Lomax, są zaw sze m oralnie dyskusyjne. N p. podczas obrony M oesa (u p raw iająceg o czarną m agię), kiedy chodzi o ubój rytualny, adw o kat powołuje się na w olność w yznania i spraw o 36 Słoioo i M yśl 7-9/2000

39 w ania kultu. Moes zdradza w szelkie znam iona korzystania z m ocy m a gicznych - np. spojrzeniem w yw ołuje krztuszenie się oskarżyciela, nie mogącego w ypow iedzieć się w tej sprawie. Bardzo obrazow a jest również scena przyjęcia. W spółpracownicy Milltona widząc go nadchodzącego, stw ierdzają żartobliwie, ale z przekonaniem : Na pewno nas słyszy i czuje". Te niezw ykłe zdolności przejaw ia Millton także podczas sceny w wagonie m etra, kiedy okazuje się jasnow idzem znającym fakty z życia dwóch latynoskich gangsterów. Podczas w spom nianego przyjęcia m a też miejsce znacząca ro zm o w a anioła z sz ata n em tzn. Milltona i żony Lomaxa. Jest to dialog nacechow a ny zamaskowanym erotyzmem. W idzimy dalej, że M ary A nn u leg a su g e stiom M illtona, by zm ieniła rodzaj fryzury (jakby przeszkadzał m u jej anielski wizerunek). W sam ym procesie postępującej choroby p sy chicznej M ary A nn w idać zn am iona o pętania. Kobieta w id zi w ludzkich twarzach, z otoczenia Milltona, potw ory, p rzerażające m onstra. Jej choroba nasila się w spółm iernie do stopniow ego o dkrywania przez nią praw dy 0 sytuacji, w jakiej znaleźli się oboje z m ężem w skutek chciw ości. Z relacji M ary A nn dow iadujem y się, że została zgw ałcona 1 okaleczona p rzez dem o nicznego M illtona (w tym czasie M illton był w sądzie - zatem umiejętność bilokalizacji?). Jej w yznanie m a miejsce w kościele o znaczącej nazw ie - N a dziei Bożej. Miesza się tu sacrum i profanum - staje n a g a i o k ale c z o n a w uśw ięconym miejscu. W finałowej scenie ulega autodestrukcji, popełniając sam obójstw o (zło popycha do zniszczenia sam e go siebie - to jego największe zwycięstwo). Ten fakt będzie dla Lomaxa w y rzutem sum ienia, który zm ieni jego postępow a nie. W scenie erotycznej z udziałem Lomaxa i M ary A nn rów nież pojawia się d z ia ła n ie sił n ie c z y stych". W idzi on na przem ian żonę i rudow łosą w spółpracow niczkę Millto n a. C zy żb y scena ta b y ła w y ra z em jego cichych p rag n ień? G rzechem myśli, który jak na zawołanie staje się praw - dą?seks z żoną stał się dla Lomaxa rutyną, zaś z ową kobietą staje się odważny, w ręcz perw ersyjny (szatański!). M illton - szatan niszczy tych, któzy przestają z nim w sp ó łp raco w ać. W idać to na przykładzie E d d ie g o, k tó ry u leg a w ypadkow i" w parku. M illton w ygłasza w ów czas m onolog nacechow any ironią i diabolicznym sarkazmem. Stawiając za przykład Eddiego, m ów i o w spółczesnym człowieku, który stał się sam dla siebie bogiem. I choć jego ego urosło do w ielkości katedry, w końcu przyjdzie m u za to zapłacić - Jesteś sam Eddie. M usisz zdać rachunek, Eddie". Najbardziej znacząca i d ram atyczna jest końcow a scena. To zwieńczenie film u rozw iązuje w szelkie w ątpliw ości. W idzimy, zro zp aczo n eg o po śm ierci żony, Lom axa, który za wszystko obwinia M illtona jako złego ducha (człow iek często szuka w iny w e w szystkim, tylko nie w samym sobie). M illton w ted y ujawnia swoją diabelską tożsam ość: Mam wiele im ion", Jestem tu od początku.", Próżność to mój ulubiony grzech.", Biblia to złe źrodło, napiszemy własną.", Miłość nie istnieje. To tylko biochemia.". Cała ta scena jest d o d a tk o w o wzmocniona przez efekty specjalne. Millton stoi na tle ognia płonącego w kom inku. Jego, dotąd gładko uczesane włosy, są rozwichrzone. Twarz, dzięki m im ice, nabiera dem o nicznego wyrazu. O dpowiadając na dramatyczne pytan ia Lom axa, m ów i również o Bogu. W opinii M illtona Bóg jest k piarzem szydzącym ze swojego stw orzenia - człowieka. Bawi się, widząc, jak człowiek miota się w swej zm ysłow ości i p ro b le mach życia codziennego. On zaś - szatan, woli rządzić w piekle, tu na ziemi, niż służyć w niebie. Uważa siebie za największego hum anistę, który nigdy nie osądzał człow ieka i zaw sze dogadzał jego żądzom. Lomax jako syn szatana m a m u posłużyć do spłodzenia ze swoją siostrą (rudow łosą) kolejnego szatańskiego potom ka - p rz e p o w ia d a n e g o w proroctw ach A ntychrysta. W tym celu biurko Milltona ma zamienić się w ołtarz, na którym dokon a się ow a kazirodcza ofiara. W tej scenie uw a gę zwraca również poza, jaką przyjm uje rudow łosa eksponując sw ą n a gość. Staje z rozłożonymi ram io n am i na k sz ta łt ukrzyżow anego, drw iąc ty m sam ym z p o sta c i Chrystusa. Aby pow iodły się zamierzenia Milltona - szatana, m usi zostać spełniony jeden warunek. Lomax na to wszystko m a w yrazić zgodę. Do tego, aby zło stało się rzeczyw istością jest potrzebna wolna wola człowieka. Zgadza się to z chrześcijańskim ro zu m ien iem c zło w ieczeństw a oraz grzechu. Tutaj moc diabła się kończy. Może kusić, zwodzić, jed n a k o sta te czn ie od człow ieka zależy, jaką w ybierze drogę. L om ax n iw eczy z a mysł swego ojca - szatana popełniając samobójstwo. W dram atycznym finale w idzim y jak im perium Milltona - szatana zostaje unicestwione, w raz z nim i jego córką. Po tej scenie znow u wracam y do w ydarzeń z pierwszych m inut filmu (scena w toalecie). Lomax, po tych dram atycznych wizjach spowodowanych m oralnym i rozterkam i, z krzykiem wraca" do samego siebie. W ewnętrzne przeżycia nie pozw alają m u dalej grać roli obrońcy. P ostępuje etycznie, w ybiera słuszną drogę. N a koniec jednak ulega własnej próżności. Kuszony p rzez d zie n n ik arz a zgadza się n a opublikow anie sensacyjnego artyk u łu na sw ój tem a t. I znów okazuje się, że jest to k o lejna sz a ta ń sk a sztu czk a. D zie n n ik a rz zmienia się w zadow olonego z siebie szatana z tw arzą Milltona. A gnieszka Zięciak (studentka religioznawstwa UJ) ( Adwokat diabła" - thriller prod, amer., reż. Taylor Hackford, 1997) Słowo i Myśl 7-9/

40 Jeszcze o zborze w Toronto wackim kościele luterańskim św. Pawia przy Davenport Road N a bożeństw a odbywają się co czwartą niedzielę m iesiąca o godzinie Prow adzi je 86-letni ks. H. Pruefer, dojeżdżający do Toronto z miejscowości odległej o 270 kilometrów. Ks. H. Pruefer jest rów nież redaktorem Biuletynu Kościelnego, u k a zującego się raz w miesiącu. W okresie nieobecności p a s to ra o b o w iązk i duszpasterza przejm uje pastor słowacki L. Kozak, który w zw iązku z tymi obowiązkam i uczy się języka polskiego.. Zborownicy chwalą gościnność i życzliw ość słow ackich gospodarzy. Nie ma - na poziom ie zborów - żadnej w sp ó ł pracy m iędzy parafiam i ewangelickim i innych narodowości, czy raczej innych języków (niektórzy Polacy przynależą np. do zboru anglojęzycznego, inni do niem ieckojęzycznego). W spółpraca taka istn ie je n a to m ia st na płaszczyźnie organizacji zwierzchniej - Lutheran C hurch C anada. P rzedstaw iciele p o szczeg ó l nych zborów spotykają się na w spólnych konferencjach, uzyskują informacje o organizowanych przedsięwzięciach, im prezach. L u th eran C hurch C anada dysponuje określonym i środkam i finansowym i przeznaczonym i na różne p o trz e b y p o szczególnych parafii (pobiera zresztą składki od tychże). Polska parafia o trz y m a ła w c iąg u 12 ronto mieści się przy sło miesięcy na przełomie lat Polska Parafia Ewangelicko - A ugsburska św. Jana w To 1995/96 w sp a rc ie -sty - pendium dla sfinansow a nia pobytu w Toronto i doskonalenie znajomości języka angielskiego m łodego pastora - absolwenta Chrześcijańskiej A kad em ii T eologicznej w Warszawie. Zbór liczy 50 osób. Nie istnieje form alna instytucja diakonatu, jest jednak ścisła więź m iędzy zborownikam i - nikt będący w potrzebie nie pozostaje bez zainteresow ania i opieki. W szyscy się odw iedzają, pam ięta się o chorych, o osobach w dom ach starców, tak że o tych, którzy mieszkają w w iększej odległości od kościoła i nie są zm otoryzow ani - parafianie zapew niają im dojazd. Ze sk ła d e k z b o ro w n ik ó w opłaca się m in. organistkę i skrzypaczkę, p rzeznacza pieniądze na d ziałalność charytatywną. Do różnych instytucji w Polsce rocznie przekazuje się 1200 dolarów (na Szpital D ziecięcy w C ieszynie parafia przeznacza rocznie 300 $). Z darzają się też indyw idualne dary w ró żn y ch in ten cjach (w m aju br. Elżbieta i Piotr Gajerowie przekazali 40 dolarów na powstającą w Krakowie Fundację Dziecięcych M arzeń - Promyczek"). Życzymy całemu zboro w i rad o śc i bycia we w spólnocie oraz opieki Pana. Halina Wantuła Na półce z książkami PORÓŻNIŁY NAS EMOCJE... Zdzisław J. Kijas OFM Conv. Zbawienie w Roku jubileuszow ym ", Papieska Akadem ia Teologiczna & W yd a w n ictw o M ich a lineum, Kraków Prezentow ana p u b likacja jest owocem sym p o z ju m n a te m a t W sp ó ln ej N a u k i o U spraw iedliw ieniu", jakie odbyło się w K rakowie 5 listopada 1999 r., z a le d w ie k ilk a d n i po podpisaniu w A ugsburgu, przez przedstaw icieli K o ścio łó w lu te ra ń - skich i K ościoła rzy m skokatolickiego, W spólnej deklaracji w spraw ie nauki o uspraw iedliw ien iu ". U c z e stn icy sesji dyskutow ali m. in. nad dziejami osiągniętego porozumienia oraz ekumenicznym znaczeniem podpisanego dokumentu. N auka o uspraw iedliw ieniu jest w yzn aczn i kiem i probierzem chrześcijańskiej wiary. Żadna inna nauka nie m oże stać w sp rzeczn o ści w tym kryterium. Jako taka jest ona praw dą i ma jedyne w swoim rodzaju znaczenie w całościowym, trynitarnym w yznaw aniu w iary przez cały Kościół. Podpisany dokum ent nie jest now ą i odrębną p rezentacją u spraw iedliw ienia. Nie opracow ano go również po to, by Kościoły przyjęły tezy w nim zaw arte jako now e w y znanie wiary. W spólna deklaracja" zachęca Kościoły luterańskie i Kościół rzy m sk o k ato lick i do w zajem nego w yrażenia przekonania, że potępienia doktrynalne XVI s tu le c ia n ie m ają ju ż m ocy obow iązującej, o ile w obu K o ścio łach u sp ra w ie d liw ie n ie n a uczane jest w taki sposób, jak zostało to p rzed staw ione we W spólnej deklaracji". P rzeciętnego czy teln ik a, bez w z g lę d u na jego przynależność w y zn an io w ą, zastanaw iać m oże, jak daleko sięgały różnice w pojm ow aniu p roblem u u sp ra w ie d liw ienia, skoro w ich efekcie katolicy i lu te ran ie w yklęli się w zajem nie. Poniew aż nie każdy ma czas i ochotę do stu d io w an ia szesn asto w iecznych dokum entów, p o w ołam się tu na opinię prof. dr. hab. Karola Karskiego, prorektora C hrześcijańskiej A kadem ii Teologicznej: Moim zdaniem różnice zu X V I w. nie były takie wielkie. Jeżeli uw ażnie studiujem y luterańskie księgi wyznaniozue, pisma Lutra i uchw ały Soboru Trydenckiego, okazuje się,że właściwie poglądy były bardzo bliskie. Różnice w y nikały z rożnego akcentowania drogi zbawczej: czy uspraiuiedliwienie osiągam y z łaski przez wiarę, czy też jesteśm y w stanie własnym i siłami w jakim ś małym sto p n iu się do tego przyczynić" (s , Zbaw ienie w Roku Jub ile u s z o w y m " ). N ie m ożność osiągnięcia p o ro z u m ie n ia s p o w o d o w ały em ocje, to w a rz y sz ące d y s k u s jo m, A 38 Słowo i M yśl 7-9/2000

41 ZBAW IENIE Ü IN MEMQKMM t WBOSCU ĄymiEuszowYM Zdzisław J. Kijas OFM Conv tam, gdzie są emocje, racjonalne argum enty nie bardzo trafiają. Różnice w interpretacji drogi zbawczej pogłębiły się się później - po obu stronach pierwotne poglądy uległy pew nem u wypaczeniu" (j-w.). R edaktor książki, o. dr hab. Z. J. Kijas, kierow nik K atedry Ekum e nizm u na Papieskiej Akad em ii T eo lo g iczn ej w Krakowie, podzielił ją na dw ie części. Pierw szą - obszerniejszą - stanow ią opracow ania dotyczące W spólnej deklaracji" i drogi w iodącej do niej. D rugą - dokum enty. N ajw a ż n iejszy m tek ste m jest W spólna deklaracja w spraw ie nauki o uspraw ie d liw ie n iu " w ra z z Aneksem, zaw ierającym źródła do niej. Poza tym, o p u blikow ane zostały o d p o w ied zi K ościołów na W sp ó ln ą d e k la ra cję", znaczące o św ia d czenia oficjeli obu w y znań w ydaw ane podczas p rac n a d n ią o raz W sp ó ln e o fic jaln e ośw iadczenie Światowej Federacji Luterańskiej i Kościoła K atolickiego" z dnia r. Z baw ienie w Roku Jubileuszow ym " Z. J. Kijasa, zasługuje na m iejsce w n a szy c h d o m o w ych bibliotekach. Słoiuo i M yśl 7-9/2000 hoona Czajka AN DRZEJ SZCZYPIO RSK I ( ) 16 m aja zm arł w Warszaw ie A ndrzej Szczypiorski, pisarz i publicysta, członek Z w iązku Litera tó w P olskich i P en C lubu. W czasie okupacji hitlerow skiej był żołnierzem podziem ia. Brał u d z ia ł w tra g ic z n y c h w alkach Pow stania Warsz aw sk ie g o, a p o jego u p a d k u został w ięźniem obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. O d lat siedem dziesiątych należał do kręgów opozycji. Jego tek sty publicystyczn e, a p ó ź n ie j ró w n ie ż książki, ukazyw ały się w tzw. d ru g im obiegu". JÓZEF T ISC H N ER ( ) 28 czerw ca zm arł w K rakow ie ks. prof. Jozef Tischner, filozof, publicysta, w ykładow ca Papieskiej A k a d e m ii Teologicznej, U niw ersytetu Jagiellońskiego i krakow skiej W yższej Szkoły Tea tra ln e j. Jako k a p e la n Solidarności" głosił h o milie na m szach solidarn o śc io w y c h, św ię cił sztandary, a w stanie w o jennym pom agał internow a n y m d z ia ła c z o m. Jego E tyka so lid a rn o ści", której zręby pow stały p o d c z a s o k o lic z n o ściow ych kazań, w p o d prow adził w alkę z cenzurą (w Zw iązku Literató w P o ls k ic h b y ł jej głów nym anim atorem ). W okresie pierw szej Solidarności" jako negocjato r m ia ł sw ój is to tn y udział w tym, że dotychczas anonim ow a cenzura, p o d d a n a z o s ta ła p e w n y m re g u la c jo m praw nym, co um ożliw i ło a u to ro m sk u te c z n ą dyskusję z jej zarządzeniam i. W okresie stanu w o jen n eg o zn a la z ł się w śród internow anych. Istotą tw órczości p i sarskiej A ndrzeja Szczypiorskiego była w alka z totalitaryzm em i ksenofobią. Znaczące są tutaj jego dw ie powieści: Początek" i M sza za m iaziem iu osiągnęła d ziesiątki w ydań. W latach dziew iędziesiątych Józef Tischner objaw ił się Polsce jako ksiądz - góral dzięki znakom itej H i storii filozofii p o góralsk u " i z re a liz o w a n y m p rz e z TYP p ro g ra m ie Siedem grzechów głów nych po góralsku". Jako kapelan Zw iązku Podhalan, działał n a rzecz skrystalizowania idei góralszczyzny, co w iązało się z w spom aganiem rozwoju życia k u ltu ra ln e g o na Podhalu. Słynne stały się jego kazania - kom entarze do góralskich pieśni. Ks. Tischnera nazyw a no często filozofem n a dziei, bo w łaśnie słowo nadzieja" było kluczosto A rras", w k tó ry ch p o ru s z o n e z o s ta ły te właśnie tematy, tak w ażne dla pisarza. Dla większości z nas, A n d rz e j S z c z y p io rsk i b y ł z n a n y p rz e d e w szystkim, jako doskon a ły p u b lic y s ta o ostrym, ale spraw iedliw ym piórze. Jego teksty, nie pozbaw ione poczucia hum oru, charakteryzują się m ądrością i zrozum iałością, co nie jest dzisiaj p o w sz e c h n e w środow isku literackim. Z g o d n ie ze sw oją w o lą, A n d rz e j S zczy p io rs k i s p o c z ą ł n a cm entarzu ew angelicko - reform ow anym w Warszaw ie. I.C z. w ym w jego esejach filozoficznych i religijnych, w jego publicystyce i kazaniach. W swoich w ystąpieniach zw racał w ielokrotnie uw agę na zasadę religii, która nie polega na dzieleniu ludzi, rysow a niu granic, czy w skazyw aniu wrogów, bo tą zasad ą jest w ięź: Boga z człowiekiem i człowieka z człowiekiem. N a pogrzeb swojego d u sz p aste rz a przybyło praw ie 20 tys. Podhalan, którzy pożegnali go góralską m uzyką. Ks. Józef Tischner został pochow a ny w Łopusznej. N a jego grobie stanął prosty krzyż z brzozow ych belek. I.C z. -

42 Zamiast katechizmu Tarcza wiary P sa lm ista D a w id w c h w ili n ie b e z p ie c z e ń stw a śp iew ał p ieśn i: Ale Ty, Panie jesteś tar- 1czą moją..." (Ps. 3,4)/ Tarczą moją j e s t B ó g, : W y b a w ic ie l tych, k tó r z y są p ra w eg o serca." (Ps. 7,11), W ierność Jego je s t ta rczą i p u k le rze m " (Ps. : 91,4). P o d o b n ie S alom on stw ierd za, że Bóg je st ta rczą d la tych, k tó r z y p o stę p u ją n ien a g a n n ie" : (P rz. 2,7) i dla ty c h, k tó r z y M n u fa ją " (P rz. 30,5). To starotestam entow e poró w nan ie trafiło i do reform ow anego h y m n u w nieeo zm ienionej for- : m ie wyjętej z Psalm u: W arownym grodem jest nam Bóg i wiemy, ż e słow a te były całą opołcą obrońców czystego Słow a Bożego, opoką tych, którzy w jego obronie ginęli w m ęczarniach kazam at i stosów. Jego słow a rzeczyw iście były tarczą b o jow ników wiary, i to w podw ójnym sensie. Tarcza rycerzy była uży w an a jako osłona ciała, ona skupiała na sobie w szystkie ciosy w roga. W zn a czeniu biblijnym jest u żyta jako synonim Boga, który osłania Jego w yznaw cę, ale z drugiej strony jest synonim em Słow a B ożego/którym broni się atakow any. Słowa, które Biblia nazy w a m ieczem obosiecznym " (Hbr. 4,12). W końcowej części Listu do Efezjan m am y opis chrześcijańskiej zbroi, porów nanej do rycerskiej. N ie jest to zbroja służąca do zabijania. M a ona raczej w yzw alać ludzi z fałszu antyew angelickiej nauki. Poza tym m usim y pam iętać, że n ik t nie jest tak zajadle atakow any, jak uczniow ie C hrystusa, przeciw którym sprzysięgło się całe piekło. D lateg o w a ż n e jest uzb ro jen ie k ażd eg o żo łn ierza C hrystusa: w spraw iedliw ość, gotow ość głoszenia Ew angelii, w pew ność zbaw ienia, ale p rzede w szystkim w miecz Ducha, którym jest Sloiuo Boże" i tarczę wiary. Tarcza w iary oznacza tu pew ność, ufność w m oc i skuteczność Słow a Bożego; oznacza o d d a nie się w służbę C hrystusow i. O na pom aga zgasić w szystkie ogniste pociski złego (Ef. 6,16). W iara zaś jest nie tylko stw ierdzeniem, że Bóg istnieje, to w ie i szatan, ale jest ufnością prow adzącą do posłuszeństw a Bogu, a to jest najlepszą obroną p rzed atakam i starej m agii pełnej fałszu i now o czesnej filozofii" kłam stw a. O na najlepiej nas broni i da n am pew ność zw ycięstw a, bo za nią stoi Bóg. H e n ry k D o m in ik Na naukową nutę Akademia Muzyczna i Uniwersytet Śląski w Katowicach podejmują różne tematy prac magisterskich, a niektóre dotyczą także naszego Kościoła. Jedną z nich obroniła Aleksandra B obrzyk, a jej ty tu ł to: Działalność chóru «Largo Cantabile» Parafii Ewangelicko-A ugsburskiej w Katowicach". Maszynopis podzielono na sześć rozdziałów i obejm uje 126 stron. Jest rów nież Bibliografia, Indeks nazw isk i Aneks. go na kilka podtytułów, w których om aw ia takie tematy, jak: Tworzenie się idei pieśni religijnej", Dr Marcin Luter a muzyka", Pieśń religijna", Podstaw ow e kancjonały w Polsce", Początki pieśni chóralnej w Kościele ewangelicko-augsburskim " oraz Stan obecny ew angelickiego śpiew actw a chóralnego na Śląsku". W rozdziale tym napisała m. in.: Niemałe znaczenie dla rozprzestrzenienia się pieśni protestanckiej miała działalność Chór Largo Cantabile" W pierwszym rzędzie, piąta z lewej A. Bobrzyk We Wstępie autorka nap isała m iędzy innym i: Praca przedstawia działalność ewangelickiego chóru jako godnego kontynuatora wciąż żywej tradycji śpiewu w kościele luterańskim, a także przebogatych ziuy czajów śpiewaczych ziem śląskich. (...) Gromadzenie materiałów i ich opracowywanie dostarczyło mi wiele satysfakcji, głównie ze względu na moje osobiste zainteresowania amatorskim ruchem śpiewaczym oraz powiązanie emocjonalne i zawodowe z opisywanym chórem". Rozdział I to: Muzyka i pieśń religijna w Kościele e w a n g e lic k o -a u g s b u r skim". Bobrzyk podzieliła pedagogiczna Ojca Reformacji. Przywiązywał on ogromną wagę do kwestii wszechstronnego w ykształcenia. Podkreślał także konieczność nauczania śpiewu i muzyki, o czym świadczy fakt, iż w czasach Marcina Lutra wproiuadzono w szkołach ewangelickich codziennie jedną godzinę nauczania muzyki. W wielu miejscowościach zakładano nawet szkoły wzbogacone intensywniejszymi programami nauczania muzycznego, w których skład wchodziły, np. technika frazowania, notacja muzyczna czy nauka kontrapunktu. W ten sposób, dzięki nabożeństwom domowym oraz placówkom oświatoiuym, 40 Słowo i M yśl 7-9/2000

43 idee Reformacji, zawarte również w pieśniach, rozprzestrzeniały się w Niemczech, w całej Europie, w tym w Polsce". We fragmencie pracy, który dotyczy obecnego stanu ewangelickiego śpiewactwa chóralnego na Śląsku, napisała: W województwie śląskim, obejmującym dwie diecezje: częściowo katowicką oraz całą diecezję cieszyńską, działają obecnie 62 chóry: 37 chórów mieszanych, 3 chóry męskie, 1 żeński oraz 21 zespołów dziecięco-młodzieżowych. Śpiewa w nich łącznie około 2400 chórzystów w różnym wieku. Istnieją także: jedna orkiestra dęta i jeden zespół puzonistów, które skupiają 38 członków. Łączna' ilość występów chórów i zespołów instrum entalnych wynosi w ciągu roku średnio ponad tysiąc". Rozdział II poświęcony jest Historii Parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Katowicach". Rozdział III, to najobszerniejszy fragm ent p racy, w którym autorka na 64, stronach omawia historię chóru Largo Cantabile". Podaje ona, że 1 września 1904 roku Ernst Greulich podjął się prow adzenia chóru w p a ra fii Z m artwychw stania Pańskiego w Katowicach. Nauczyciel ten nie był jednak jego założycielem. Początek działalności zespołu sięga najpraw dopodobniej ostatnich dziesięcioleci XIX wieku. Na przestrzeni tych lat chór wielokrotnie koncertował w różnych m iastach kraju. Śpiewał w Polskim Radio w Katowicach, A ustrii, Republice Czeskiej i Niemczech. A ktyw nie bierze udział w życiu Kościoła. N agrał dwie kasety magnetofonowe. Jego repertuar jest bardzo bogaty. Wykonuje kompozycje polskich i obcych twórców, m. in. J.R Haendla - Alleluja z o rato riu m M e sjasz", G. Verdiego - Modlitw ę kapłana z opery Nabucco", L. van Beethovena - Bóg moja pieśń" oraz wiele utworów, głównie o tematyce religijnej. W ciągu praw ie 100-letniej działalności zespołem kierow ało 16 dyrygentów, k tó rzy byli m uzykam i. Wśród nich byli m. in. Jan Gawlas i Karol Stryja. W 1981 roku opiekę nad chórem przejął Mirosław Bliwert, a od 1995 roku drugim dyrygentem jest Aleksandra Bobrzyk. W ubiegłym roku śpiewacy przyjęci zostali do Śląskiego O d d z ia łu P olskiego Z w iązku C hórów i O r kiestr w Katowicach. A leksandra Bobrzyk pracę m agisterską na Wydziale Kompozycji, Teorii i Edukacji Muzycznej napisała pod kierunkiem adiunkta II stopnia, M irosławy Knapik. Obroniła ją 20 maja w Katedrze Chóralistyki Akademii Muzycznej w Katowicach. W tym czasie u k o ń czy ła rów nież drugą specjalność - Rytmikę - na Wydziale Wychow ania M uzycznego. Doskonaliła swoje umiejętności także w czasie Warsztatów Ewangelickiej M u zyki Kościelnej dla kantorów, organistów i dyrygentów, które w 1994 roku odbyły się w Austrii. W 1998 roku uczestniczyła w II M iędzynarodow ym K onkursie R ytm iki w Niemczech, gdzie wraz z zespołem zajęła I miejsce. O d dw óch lat prow adzi chór m ieszany Nowego Przymierza parafii ewangelicko-metodystycznej w Katowicach. Henryk O rzyszek Łużyckie spotkanie W dniach 8 i 9 lipca w Milkel (łużycka nazwa Minakał)odbyły się doroczne łużyckie kościelne dni. W sobotę, o godz,14:00 w kościele ewangelickim w Milkel wszystkich gości przywitał Słowem Bożym ks. Malink. Hasłem biblijnym czterdziestego piątego łużyckiego kościelnego spotkania były słowa z księgi Przypow ieści Salomona 13,14: Nauka mędrca jest krynicą życia". Po wspólnej kawie i cieście, nauczyciel, Jan Barth wskazał w swoim wykładzie na potrzebę uczenia dzieci języka łużyckiego, już od najmłodszych lat. Obecnie w szkołach uczy się tego języka około 5500 dzieci i młodzieży. Pragnieniem jednak łużyckiej społeczności jest, aby dzieci mogły poznawać ten język, najpierw w swoich rodzinach, a potem w przedszkolach. Pan Barth zwrócił uwagę na odpowiedzialność rodziców w tej kwestii. Po południu zw iedzaliśm y okolice i mieliśmy sposobność, by porozm awiać z naszym i gośćmi z Czech z Kościoła ewangelickiego, którzy od wielu lat przyjaźnią się z Łużyczanami i przyjeżdżają na łużyckie spotkania. W niedzielę wszyscy spotkaliśmy się na nabożeństwie, które odprawili ks. sup. Albert i ks. Malink. Po nabożeństwie były słowa pozdrowień - od Kościoła Krajowego Saksonii, Śląskiego Kościoła Górnych Łużyc, Kościoła Czeskiego, Katolickiego Kościoła Górnych Łużyc, Ewangelickiego Kościoła Dolnych Łużyc i od nas. Kościoła Ewangelickiego w Polsce, który reprezentował ks.a.dyczek z parafiankami z Żar. Po obiedzie śpiewane były tradycyjne piękne, łużyckie pieśni. Wystąpił również łu życki chór z gimnazjum w Bautzen. AD Koncert chaiytatywrty w Legnicy Letni w ypoczynek dzieci z rodzin patologicznych stał się możliwy dzięki specjalnemu koncertowi charytatywnemu, jaki zorganizowany został 14 lipca br. w legnickim kościele ewangelickim. Koncert współczesnej polskiej m u zyki gospel zaprezentował zespół Trzecia G odzina Dnia. W jego skład wchodzą studenci z całego kraju należący do różnych Kościołów, a solistką jest N atalia N iem ien, córka znanego piosenkarza. Radosny śpiew przyciągnął bardzo w ielu słuchaczy. Młodzież z Legnicy w y pełniła kościół, żywo reagując na prezentow aną treść pieśni o charakterze religijnym. Lokalna prasa pisała o radosnym przeżywaniu wiary młodych protestantów, chcących wesprzeć najbiedniejsze dzieci. Dochód z koncertu zasilił konto obozu w ypoczynkowego dla dzieci, organizowanego w Sulistrowiczkach. W przyszłości legnicka parafia planuje podobne akcje, połączone ze zwiastowaniem Słowa Bożego, mające na celu pomoc najuboższym. Ks. Cezary Królewicz Słoma i Myśl 7-9/

44 Wizyta ewangelickiego prymasa Niemiec W dniach lipcabr. złożył wizytę w Polsce ks. bp Manfred Kock, ewangelicki prym as Niemiec, p rzew o d n iczący R ady Ewangelickiego Kościoła Niemiec (EKD). Gość wraz z m ałżonką i w spółpracow nikam i kościelnym i przebywał w naszym kraju na zaproszenie Polskiej Rady Ekumenicznej i Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Zapoznał się z życiem Kościołów mniejszościowych w Polsce, zwiedził Warszawę i M azury - gdzie m. in. odwiedził miejscowe parafie i ewangelickie dom y opieki - oraz spotkał się z duchow ieństw em. Prym as Niemiec spotkał się także z p. A leksandrem Kwaśniewskim, prezydentem RP. P odejm ow any był przez prezesa i prezydium Polskiej Rady Ekumenicznej, w siedzibie której w y głosił wykład pt. Dzisiejsze oblicze Ewangelickiego Kościoła N iem iec w kontekście jednoczącej się Europy - szanse i zagrożenia". Ks. bp M. Kock odwiedził również siedzibę Związku Gmin Wyznaniow ych Żydow skich, a w Mikołajkach, podczas niedzielnego nabożeństw a, wygłosił kazanie. Goście z Niemiec przeprow adzili rozmowy z ks. bp. Wiktorem W ysoczańskim, zwierzchnikiem Kościoła polskokatolickiego. Odnosząc się do podnoszonych w niektórych kręgach zarzutów, jakoby K ościoły ew angelickie Niemiec zbyt późno w y powiedziały się w sprawie odszkodowań dla byłych robotników p rzy m u so wych w III Rzeszy, ks. bp M. Kock stw ierd ził, że ostatnie oświadczenie Kościołów w tej kwestii nie było ani pierw szym, ani jedynym. Przypomniał, iż już w 1945 r. chrześcijanie ew angeliccy złożyli w y znanie w in w tzw. Wyznaniu Winy ze Stuttgartu", zaś potem, w Memorandum " z 1965 r., ponownie podnieśli ten problem. Ponadto utw orzona i fin anso w an a p rzez EKD Akcja Z naki N adziei" p rzez dziesięciolecia w spierała byłych w ięźniów obozów koncentracyjnych oraz ofiary nazizmu. Podczas w y k ład u w siedzibie Polskiej R ady Ekumenicznej ks. bp M. Kock pow iedział:,/...) Pojednanie iv Europie musi odbywać się na płaszczyźnie wolności i sprawiedliwości społecznej. I w tym duchu rozumiemy naszą misję chrześcijańską w jednoczącej się Europie. (...) Podział Kościołów osłabia naszą pozycję jako chrześcijan i stawia pod znakiem zapytania naszą wiarygodność. I tak długo, jak długo Kościoły będą podzielone, prowadząc między sobą teologiczne spory, tak długo będą rów nież stanow iły ideologiczny argument dla przeciwników chrześcijaństwa. (...) Kościołom nie chodzi o triumfalistyczną odnowę Europy, lecz o to, aby nasz kontynent miał duszę, aby były nią natchnione w szystkie warstwy społeczne - także i te, które nie wywodzą się z kościełnej tradycji. Europa jest starsza niż Kościoły, a jej kultura ma korzenie judaistyczne". Ks. bp M. Kock wypowiedział się również na temat gospodarki rynkowej, stwierdzając, iż rynek nie stanowi wartości samej w sobie i sam przez się nie zapeionia sprawiedliwości i ochrony społecznej. Potrzebny jest w tej kwestii krytyczny głos Kościołów chrześcijańskich". Wizyta została oceniona wysoko przez polskich gospodarzy, jako im puls do dalszej w spółpracy pom iędzy chrześcijanam i obydw u krajów w dobie jednoczącej się Europy i wyzwań, jakie niesie kolejne stulecie. Ks. bp M anfred Kock u rodził się w 1936 r. w Westfalii. Teologię ukończył w Bethel, Monastyrze i Tybindze. Od 1961 r. był asy sten tem w w yższej szkole biblijnej w Bethel. W latach był duszpasterzem w Recklinghausen, a przez następnych pięć lat zajmował się pracą młodzieżową w Kolonii. W 1976 r. został proboszczem w Kolonii. Ks. M. Kock od 1980 r. pełnił u rz ą d su p e rin te n d e n ta koła kościelnego Kolonii- Północ, a w 1988 r. został su p e rin te n d e n te m tego miasta. Od lutego 1997 r. jest prezesem (zwierzchnikiem) Ewangelickiego Kościoła Nadrenii, a od listopada 1997 r. przew odniczącym Rady (prymasem) EKD. Ks. M. Kock jest żonaty i ma troje dzieci. Oprać, bmt WĘDRUJĄCY" ODDZIAŁ Jedną z form działalności rozwijanych przez cieszyński oddział PTEw., ku ogromnej radości jego członków i sympatyków, jest organizowanie wycieczek. Pierwszą, krajową, była wycieczka do Cisownicy, zorganizowana w 1990 r. Wypady poza granice kraju zainkjowała wyprawa śladami ks. Jerzego Trzanowskiego, która odbyła się w 1992 r. Ruch wycieczkowy bardzo wydatnie ożywił się, kiedy w r. 1994, przy oddziale, powstał Klub Seniora. Od tego momentu organizuje się ok. 15 wyjazdów rocznie.przeważają wycieczki jednodniowe, pozwalające poznać najbliżej położone tere- Uczestnicy setnej wycieczki 42 Słowo i Myśl 7-9/2000

45 O D SŁO N IĘC IE TABLICY KS. SEN. O SK A RA M ICHEJDY 28 maja zbór cieszyński obchodził 291 rocznicę założenia Kościoła Jezusowego. Radość licznie zebranych na nabożeństwie zborowników była tym większa, że mogli oglądać odświeżone wnętrze świątyni. Gość cieszyńskiego zboru, prezes Synodu Kościoła Ewangelicko - Augsburskiego w RP, ks. Tadeusz Szurman wygłosił kazanie. N abożeństw o uświetniły śpiewem połączone chóry zborowe. Dodatkowym akcentem uroczystości było odsłonięcie tablicy pamiątkowej ku czci Odsłonięcie tablicy Zofia Lipowaczan i ks. Jan Melcer ks. sen. Oskara Michejdy, poprzedzone przypomnieniem, przez inż. Władysława Sosnę, jego postaci. Symbolicznego odsłonięcia tablicy dokonała córka tego, zasłużonego dla śląsko - cieszyńskidr ewangelików, duszpasterza, Zoha Lipowczan. Tablicę poświęcił ks. prezes Tadeusz Szurman w asyście wszystkidr cieszyńskich proboszczów: ks. Jana Melcera, ks. Emila Gajdacza i ks. Janusza Sikory. Tablicę ufundow ał cieszyński oddział PTEw., a jej autorem jest prof. Jan Herma, wykładowca Filii Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. Pod umieszczoną na tablicy podobizną ks. sen. Oskara Michejdy wyryto napis: KS. SEN.OSKARÖWI MICHEJDZIE NIEZRÓWNANEMU KAZNODZIEI I PUBLICYŚCIE OBROŃCY DZIEDZICTWA EWANGELIKÓW POLSKICH NA ŚLĄSKU CIESZYŃSKIM WDZIĘCZNI ZBOROWNICY PTEw ny, zarówno w kraju, jak i w Czechach czy Słowacji. Organizowane są także wycieczki wielodniowe, m. in. na Dolny Śląsk, Mazury, Podhale, Ziemię Lubelską, Sądecczyznę, Morawy, Orawę, Liptów i Spisz. Programy wyjazdów są starannie przygotowane przez doświadczonych turystów i przewodników PTTK (na emeryturze), małżeństwo Emilię i Władysława Sosnów. iva Ich wysiłki są doceniane przez uczestników wycieczek, którzy z wdzięcznością przyjmują troskę o zapewnienie im możliwości efektywnego spędzania wolnego czasu. 25 maja br. członkowie cieszyńskiego oddziału PTEw. zaliczyli setną już wycieczkę. Należałoby pogratulować takiej prężności organizacyjnej. lua Z k ra ju SYNOD 2000 Obradujący w maju doroczny Synod Kościoła Ewangelicko - Reformowanego w Polsce miał charakter szczególny - na przełomie wieków postawił przed całą społecznością pytanie o Dziś i jutro Kościoła Ewangelicko - Reformowanego w Polsce". Synodałowie, zdając sobie sprawę z konieczności sformułowania programu opartego o wnioski wypływające z obecnej sytuacji Kościoła, kraju i społeczeństwa, próbowali taki skonkretyzować. Omówiono niepokojące zjawiska: odchodzenie młodych po konfirmacji z życia kościelnego, znikanie tych, którzy wybrali ten Kościół w drodze konwersji, problem małżeństw mieszanych wyznaniowe (z katolikami). Rozwiązań szukano w odrodzeniu Kościoła i zmianie stylu jego oddziaływania poprzez: promowanie młodych; pogłębianie duchowości poprzez tworzenie małych sąsiedzko - przyjacielskich grup będących miejscem spotkań m odlitewnych, studiowania Pisma Świętego i wzajemnego wsparcia; otwarcie budynków kościelnych poza godzinami nabożeństw, aby każdy o dowolnej porze mógł tam wejść; przesunięcie nabożeństw w sezonie letnim na godziny popołudniowe; bliższą współpracę między parafiami; w artościowe, zmuszające do refleksji kazania; otwartość na problem y otaczającego świata. Bp Zdzisław Tranda, w swoim referacie, zasygnalizował sprawę ewentualnego związania się - w formie unii czy federacji - z jednym, lub dwoma bratnimi Kościołami ewangelickimi: augsburskim i m etodystycznym. Ta propozycja ma długą historię, poprzez Ugodę sandomierską (1570 r.), unię zborów małopolskiego i mazowieckiego zawartą w Sielcu (1777 r.), powołanie wspólnego konsystorza luteranów i reformowanych w Warszawie (1828 r.). Zjednoczenie Kościoła ewang. - reformowanego z Kościołem ewang. - augsburskim postulowały także przed paru laty holenderskie Kościoły reformowane. Uwzględniając ewentualność jakiejś formy federacyjnej z jednym czy dwoma bratnimi Kościołami, delegaci na Synod 2000 wysunęli pewne obiekcje związane z różnicami ustrojowymi, konserwatyzmem niektórych środowisk i dysproporcją liczebną wyznawców. W maju br. przebywał w Polsce sekretarz generalny Światowego Związku Baptystycznego, dr Denton Lotz. Przed laty był bardzo silnie związany z Kościołem Chrześcijan Baptystów w RP, czynnie pomagając swoim współwyznawcom w zbiórce funduszy na budowę kaplic i domów zborowych oraz Wyższego Baptystycznego Sem inarium Teologicznego w Radości. 6 V br. w Warszawie, odbył się pogrzeb zmarłego w wieku 93 lat długoletniego redaktora naczelnego Zwiastuna", ks. dr. Tadeusza Wojaka. Ordynowany przez bp. J. Burschego w 1931 r., w 1938 został duszpasterzem polskiej młodzieży luterańskiej. We wrześniu 1939 r., podczas pożaru kościoła Św. Trójcy w Warszawie wraz z ks. Henrykiem Wenegerem zdołał ocalić Biblię Brzeską i naczynia komunijne. Po wojnie odbudowywał życie parafialne w Starym Bielsku i Słoiuo i Myśl 7-9/

46 w spółorganizow ał pracę ewangelizacyjno - misyjną Kościoła. 12 V br. przebywający w Polsce Dalajlama - duchowy i polityczny przywódca Tybetańczyków - odwiedził warszawską świątynię środowisk twórczych przy placu Teatralnym. Modlił się tam wraz z przedstawicielami Kościołów: rzymskokatolickiego, prawosławnego, ewangelickich oraz społeczności buddystów, a także gmin: żydowskiej i muzułmańskiej. W swoim wystąpieniu podkreślił, że wszystkie wielkie religie niosą ze sobą przesłanie miłości i na tej podstawie możemy budować praw dziwą harmonię. 26 V br. we wrocławskim kościele garnizonowym św. Elżbiety, podczas nabożeństwa ekumenicznego, zwierzchnik Kościoła Polskokatolickiego w RP, bp Wiktor Wysoczański wystąpił w im ieniu swoich współwyznawców z aktem prośby o wybaczenie: W Roku Wielkiego Jubileuszu, pełni pokory i zrozumienia naszych niedoskonałości i przewinień - my, Kościół polskokatolicki - stajemy przed naszymi braćmi rzymskokatolickiego Kościoła, wyciągamy nasze dłonie ku pojednaniu i powtarzamy: przebaczamy i prosimy o przebaczenie". W nabożeństwie wzięli udział biskupi uczestniczący w M iędzynarodow ej Konferencji Biskupów Unii Utrechckiej, przedstawiciele Cerkwi praw osławnej oraz Kościołów ewangelickich. W dniach 2-4 VI br. odbywał się w Poznaniu Zjazd Młodzieży Diecezji Pomorsko - Wielkopolskiej, pod hasłem: Chrześcijanin wobec k u ltury śm ierci". Uczestnicy zjazdu mieli okazję wysłuchać dwóch wykładów - Tomasz Wola przedstaw ił zagadnienie śmierci Boga w filozofii, a ks. Wojciech Rudkowski mówił o problemie samobójstw. Film pt.: Matrix", dał młodym widzom impuls do dyskusji na temat wolności człowieka. Na przybyłą na zjazd młodzież czekały też inne atrakcje: zwiedzanie Poznania, dyskoteka, w spólny grill. W sobotę członkowie zjazdu w zięli udział w otwarciu wystawy poświęconej Katarzynie von Bora - żonie Marcina Lutra, zorganizow anej przy w spółudziale Zakładu Kultury Instytutu Filologii Germańskiej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Zjazd zakończyło nabożeństwo spowiednio - kom unijne w edług liturgii młodzieżowej, po którym nastąpiło spotkanie m łodzieży z poznańskimi parafianami. 6 VI br. w Częstochowie, w ewangelickim kościele Wniebowstąpienia Pańskiego odbyło się doroczne nabożeństwo ekumeniczne, w ram ach II Tygodnia Powszechnej Modlitwy o Jedność Chrześcijan. Nabożeństwo zorganizował miejscowy proboszcz ks. Henryk Kurzawa, a wśród przybyłych gości byli duchowni kilku Kościołów: m. in. bp Rudolf Pastucha (ew. - augsb.), bp Władysław Volny (ew. - augsb. z czeskiego Cieszyna), bp Jerzy Szotmiller (poi. - kat.), bp Jan Franciszek Wątroba (rzym.~ kat.) oraz przedstaw iciele Kościołów: ewangelicko - reformowanego, prawosławnego, Starokatolickiego Mariawitów. Zebranych powitał prezes Śląskiego Oddziału Polskiej Rady Ekum enicznej ks. radca Jan Gross. Kazanie wygłosił bp W. Volny w oparciu o fragm ent Listu św. Pawła do Kolosan (3,12-17). Kaznodzieja zwrócił uwagę zebranych na to, że od ekumenii nie ma odw rotu - albo chrześcijaństwo w XXI w. będzie chrześcijaństwem ekumenicznym, albo wcale go nie będzie. Druga część nabożeństwa, poprzedzona odśpiewaniem pieśni Warownym Grodem", była poświęcona 88. rocznicy poświęcenia kamienia węgielnego pod kościół Wniebowstąpienia Pańskiego. Przewodniczył jej ks. H. Kurzawa. Trzecią część nabożeństwa - wspomnienie zamordowanych w Charkowie i Starobielsku polskich oficerów - poprowadził ks. Jan Hause (emerytowany N a czelny Kapelan Wojskowy). Ponieważ wspominani byli również żołnierze w yznania mojżeszowego, modlitwę żydowską odmówił i zaśpiewał piękną, hebrajską pieśń dwunastoletni Jakub, członek miejscowej Gminy Żydowskiej. 11 VI br. w Bydgoszczy zorganizowano spotkanie z udziałem sześćdziesięciu osób konfirmowanych w ewangelickich świątyniach tego miasta. Z tej okazji odbyło się uroczyste nabożeństwo. Miejscowy proboszcz, ks. Marek Londzin, w swoim przem ówieniu do byłych konfirmantów podkreślił znaczenie ich przewodników wiary, a w kazaniu przypomniał im akt konfirmacji. Po nabożeństwie, w sali parafialnej, byli konfirmanci i ich rodziny spotkali się z bydgoskimi parafianami. 12 VI br. parafia ewangelicko - augsburska w Goleszowie obchodziła jubileusz 40 - lecia spotkań młodzieżowych. Obchody jubileuszu rozpoczęły się nabożeństwem, w czasie którego kazanie wygłosił ks. Jan Badura w oparciu o słowa: Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i dom twój" (Dz. 16, 31), otrzymane przez niego w dniu konfirmacji od ks. Jana Grossa, który rozwinął pracę młodzieżową w Goleszowie. Po nabożeństwie odbyło się spotkanie uczestników goleszowskich zebrań z duszpasterzami pracującymi z m łodym i ludźm i kiedyś i dzisiaj. % 18 VI br. w Mikołajkach Pomorskich (filiale parafii w Elblągu) obchodzono uroczyście lecie poświęcenia kamienia węgielnego pod budowę miejscowego kościoła ewangelickiego. W śród jubileuszowych gości byli: zwierzchnik Kościoła ewang. - augsb. - bp Jan Szarek, zwierzchnicy diecezji mazurskiej i pomorsko - wielkopolskiej - biskupi Rudolf Bażanowski i Michał Warczyński, ordynariusz diecezji elbląskiej Kościoła rzymskokatolickiego - bp A n drzej Śliwiński, duchowni luterańscy i rzymskokatoliccy oraz wójt gminy Mikołajki Pomorskie. Nabożeństwo uświetniły występy: chóru z parafii luterańskiej w Sopocie i chóru Credo" z Cieszyna. Jubileusz stał się okazją do praktycznego, a nie deklarowanego ekumenizmu. Proboszcz miejscowej parafii rzymskokatolickiej, z tej okazji nie tylko przesunął odpust przypadający w niedzielę 18 VI na inny termin. Zachęcił ponadto swoich parafian do wzięcia udziału w luterańskim święcie. 21 VI br. w Bytomiu - Miechowicach uczczono 70.

47 rocznicę śmierci Ewy von Thiele-Winckler - założycielki m iechowickiego domu opieki Ostoja Pokoju". W okolicznościowym nabożeństwie wzięli udział parafianie oraz księża z sąsiednich parafii. Wygłaszający kazanie, ks. Tadeusz Szurman, podkreślił nieprzemijające wartości dzieła Matki Ewy. Uroczystościom rocznicowym towarzyszyła m u zyka. Po nabożeństwie orkiestra dęta kopalni Miechowice", pod batutą Józefa Słodczyka, wykonała m. in. opracowania muzyczne do słów pieśni Matki Ewy, a chór parafii luterańskiej w Żorach, pod dyrekcją Piotra Gasia, zaśpiewał pieśni te-^ matycznie związane z jej życiem i dziełem. Uroczystości zakończyły się nad grobem założycielki Ostoi Pokoju". 22 VI br. w Bielsku - Białej obradował 137. Zjazd Bratniej Pomocy im. Gustawa Adolfa. Delegaci przyjęli protokół ubiegłorocznych obrad i podsumowali tegoroczną zbiórkę funduszy. Ogółem zebrano zł, w tym zł z ofiar od konfirm antów. Zarząd wnioskował o przyznanie subwencji dla większości zgłoszonych parafii, niestety pokryło to zaledwie 43 % zgłoszonego zapotrzebowania. Obrady zakończyło nabożeństwo w bielskim kościele Zbawiciela, podczas którego kazanie wygłosił sekretarz generalny Gustaw Adolf Werk, ks. Hans Warner. 22 VI br., tradycyjnie już, przy kamieniu na Równicy (parafia Ustroń), spotkali się ci, którzy wspólną modlitwą pragnęli uczcić pamięć prześladowań religijnych. Tegoroczne nabożeństwo prowadzili: proboszcz ustrońskiej parafii ks. Henryk Czembor, bp Mieczysław Cieślar i ks.piotr Wowry. Wygłaszający kazanie, zwierzchnik diecezji warszawskiej, przypomniał zebranym, że Dla ewangelików ten dzień jest, zgodnie z tradycją, dniem, w którym spotykamy się w tym miejscu na nabożeństwie, gdyż przekonani jesteśmy, że Bóg jest obecny wszędzie, gdzie gromadzą się ludzie otwarci na Niego, chcący słuchać Jego Słowa. [...] Droga na Równicę nie była ucieczką od wspólnoty, ale ucieczką do wspólnoty, rodziła się z pragnienia, aby być razem, przeżywać wspólnotę sakramentów. Nasi przodkowie trwali we wspólnocie i dzięki niej przetrwali". 26 VI br. w Mikołajkach, odbyło się coroczne Walne Zgrom adzenie Stowarzyszenia Księży i Katechetów, podczas którego wybrano nowe władze. Prezesem ponownie został ks. Tadeusz Konik. Do zarządu weszli księża: Marcin Hintz, Jan Kozieł, Piotr Mendroch, Janusz Sikora. Do rady programowej powołano księży: Dariusza Dawida, Włodzimierza Nasta, Piotra Szarka, Marka Jerzego Unglorza, a do komisji rewizyjnej: Romana Dordę, Adama Glajcara, Marcina Undasa. 27 VI br. w wypadku sam ochodowym zginął ks. prof. Andrzej Zuberbier, jeden z najwybitniejszych polskich teologów rzym skokatolickich, speqalizujących się w teologii dogmatycznej. Ks. A. Zuberbier był aktyw nym uczestnikiem dialogu międzyreligijnego. W dniach VI br., w Mikołajkach, obradowała Ogólnopolska Konferencja Duchownych Kościoła ewangelicko - augsburskiego. Tematem konferencji była Wizja Kościoła na przełomie tysiącleci". Ową problematykę rozważano na podstawie trzech referatów: ks. prof. Eberharda Jüngela Misja i ewangelizacja sprawą całego Kościoła" (przedstawionego przez prof. K. Karskiego), ks. nadradcy Klausa Teschnera z Diisseldorfu Parafia otwarta dla wszystkich - zadanie misyjne Kościoła na progu trzeciego tysiąclecia", bp. Ryszarda Borskiego Dziś i jutro Kościoła ewangelickiego w Polsce - moja wizja mojego Kościoła". W związku z planowanym przejściem na emeryturę, w styczniu 2001 r., bp. Jana Szarka - dotychczasowego zw ierzchnika polskich luteran, w czasie Ogólnopolskiej Konferencji Duchownych dokonano typowania kandydatów na urząd Biskupa Kościoła (zgodnie z Regulaminem Zwierzchnich Władz Kościoła, par. 45, pkt. 2a). Na urząd Biskupa Kościoła wytypowano: ks. Janusza Jaguckiego, ks. Tadeusza Raszyka, ks. Piotra Gasia. Zgodnie z Regulaminem Zwierzchnich Władz Kościoła (par. 45, pkt 2b) prawo zgłaszania po jednym kandydacie na Biskupa Kościoła mają także, co najmniej piętnastoosobowe, grupy członków Synodu Kościoła. W ybór now ego zw ierzchnika Kościoła Ewangelicko - A ugsburskiego w RP, nastąpi w czasie jesiennej sesji Synodu Kościoła. 2 VII br. we wrocławskiej dzielnicy czterech wyznań, w miejscowej synagodze odbył się ślub, pierwszy po 36 letniej przerwie. Wydarzenie to wywołało pewną sensację, tym bardziej, że nowożeńcy byli Amerykanami, którzy poznali się we Wrocławiu, przy okazji kręcenia filmu o polskich Żydach. W uroczystościach weselnych wzięli udział przedstawiciele parafii chrześcijańskich sąsiadujących z synagogą: ksiądz z parafii rzymskokatolickiej św. Mikołaja, przedstawiciel katedralnej parafii prawosławnej N arodzenia Przenajświętszej Bogurodzicy i państwo Wittowie, reprezentujący luterańską Radę Parafialną. W dniach 1-2 VII br. w Toruniu odbywał się festiwal Song of Songs 2000". W tej, największej w środkowej Europie, imprezie popułaryzującej m uzykę chrześcijańską, wzięła udział rekordowa liczba osób (aż 20 tys.). Na scenie, ustawionej tuż nad brzegiem Wisły wystąpiły największe gwiazdy polskiej i zagranicznej muzyki chrześcijańskiej m. in. Sal Solo. W czasie festiwalu odbyło się ekumeniczne nabożeństwo z udziałem wiernych i duchownych z Kościołów: rzymskokatolickiego, prawosławnego i protestanckich. W dniach 2-9 VII br., w Dzięgielowie odbywał się Tydzień Ewangelizacyjny, zorganizowany przez Centrum Misji i Ewangelizacji Kościoła Ewangelicko - A ugsburskiego w RP. Specjalnymi gośćmi Tygodnia byli: ewangelista Nigel Lee ze Stanów Zjednoczonych i wykładowca Willem J. Ouweneel z Holandii. 2 VII br. Sąd Okręgowy w W arszawie orzekł, że właściciel Inicjatywy Wydawniczej Ad astra" naru

48 szył dobra osobiste Buddyjskiego Związku Wyznaniowego Karma - Kagyu. W wydanej przez tę oficynę książce zatytułow anej Sekty. Ekspansja zła" zamieszczono nieprawdziwe informacje na temat tego związku religijnego - odniesiono do niego m. in. zarzuty, kazirodztwa, handlu dziećmi i organami ludzkimi, zabijania ludzi w ramach grzesznych obrzędów". Sąd nakazał zniszczenie wszystkich egzem plarzy wydanej w 1998 r. książki oraz opublikowanie w gazecie ogólnopolskiej takiego oświadczenia: Wyrażamy ubolewanie, że w książce»sekty. Ekspansja zła«zamieszczono nieprawdziwe informacje na temat Związku buddyjskiego Karma - Kargyu oraz, że został on nazwany sektą o destrukcyjnym charakterze". W ydaw nictwo ma również wypłacić Związkowi 5 tys. zł. tytułem zadośćuczynienia za n aru szen ie dóbr osobistych. 15 VII br. w laterańskim kościele w Wiśle - Centrum odbyło się nabożeństwo dziękczynno - przy czynne z okazji stulecia wiślańskiego pożarnictwa. Organizatorami jubileuszu byli: Ewangelickie Duszpasterstwo Strażackie i Parafia Ewangelicko - Augsburska w Wiśle - Centrum. W nabożeństwie udział wzięli wierni i duchow ieństw o z m iejscowych parafii luterańskich, którzy wraz z zaproszonymi gośćmi w ysłuchali wspomnień o bp. Andrzeju W antule i ks. Jerzym M rowcu - założycielach wiślańskiej straży pożarnej. Kazanie wygłosił zwierzchnik luterańskiej diecezji cieszyńskiej, bp Paweł Auweiler. W lipcu i sierpniu, w ewangelicko - augsburskim kościele w Pasymiu, odbywały się koncerty muzyki poważnej. Wykonawcy, zarówno krajowi, jak i zagraniczni prezentowali wysoki poziom artystyczny. Jak co roku, w Suwałkach, w lipcu i sierpniu, odbywały się koncerty muzyki poważnej, w ramach Suwalskiego Lata Muzycznego. Gospodarzami koncertów były, na przemian, miejscowe parafie: ewangelicko - augsburska i rzymskokatolicka. Wykonawcy - chóry, soliści, zespoły kameralne - prezentowali utwory zarów no religijne, jak i świeckie. 16 VII br. w luterańskim kościele w Suwałkach zostało odprawione międzynarodow e nabożeństw o polsko - niemiecko - holenderskie, w ramach obchodów lecia chrześcijaństwa. W śród przybyłych gości przeważali byli członkowie daw nych okolicznych parafii ewangelickich i ich potomkowie oraz delegacje zaprzyjaźnionych parafii z kraju i zagranicy. Na zakończenie nabożeństwa, które odpraw ił proboszcz parafii ks. Krzysztof M utschm ann, w kościele odbył się koncert. 16 VII br. luterańskim kościele w Mikołajkach odbyło się uroczyste nabożeństwo dziękczynne z podwójnej okazji: poświęcenia rzeźby Zapraszającego Chrystusa" oraz 10. rocznicy ordynacji proboszcza miejscowej parafii ks.franciszka Czudka. W dniach VIII br., odbył się w Mrągowie Diecezjalny Tydzień Ewangelizacyjny Diecezji Mazurskiej z udzałem ks. Leszka Czyża. Poza koncertami i wykładami zaplanowano obóz młodzieżowy. RAPORT W SPRAWIE SEKT M iędzyresortow y Zespół ds. Nowych Ruchów Religijnych opracował Rap o rt o niektórych zjaw i skach związanych z działalnością sekt w Polsce". Wynika z niego, że ujawniona przestępczość sekt w n a szym kraju nie stanow i większego zagrożenia dla społeczeństwa. Jak wynika z akt sądowych, w latach , jednostki prokuratury przeprowadziły 49 postępowań w sprawach zw iązanych z sektam i. Członkowie sekt najczęściej dopuszczali się czynów polegających na fałszowaniu dokumentów m. in. służących rejestracji związku wyznaniowego, czy uzyskania dostępu do ulg i przywilejów, jakie zapewnia rejestracja. Zdarzało się, że uprow adzali m ałoletnich, stawiali czynny opór i napadali na funkcjonariuszy p u blicznych. W latach prowadzone były również 52 postępow ania w sprawach dotyczących władzy rodzicielskiej, stosunków między małżonkami, ubezwłasnowolnienia, których tłem było uczestnictwo w sektach. Niepokój autorów ra portu wzbudza uaktywnienie się środow isk satanistycznych. Tylko w 1999 r. odnotowano 9 przypadków rytuałów satanistycznych, z którymi związane były dewastacje cmentarzy, kościołów, kradzieże krzyży i ozdób nagrobnych, zabijanie zwierząt, handel narkotykami. Ideologia niektórych sekt prow adzi ich członków lub sympatyków do prób samobójczych. W latach odnotowano 8 takich samobójstw. Ze św iata Dania 2 VII br. w luterańskiej katedrze Roskilde odprawione zostało nabożeństwo żałobne upam iętniające osiem ofiar paniki, jaka wybuchła w czasie festiwalu rockowego, odbywającego się w tym mieście. Festiwal w Roskilde, organizowany od 1971 r., jest największą tego typu im prezą w Europie. Przed feralnym koncertem policja inform ow ała o zgonie dw óch osób w w yniku przedaw kow ania syntetycznego narkotyku ecstazy, używanego często przez fanów rocka. Nie wiadomo, czy zachowanie się tłumu w czasie koncertu miało związek z nadużywaniem tego narkotyku. Grecja Rząd tego kraju podjął, zaakceptowaną przez parlament, decyzję o usunięciu z nowych dowodów osobistych rubryki wyznanie" (oraz m.in. rubry k i zawód" i odcisku palca). Premier Kostas Simitis uzasadniał ten krok argumentując, że adnotacja o wyznaniu dyskrym inuje obywateli wyznania innego niż prawosławie (do którego form alnie należy 97 % Greków). Po odrzuceniu przez rząd zarówno krytyki, jak i propozycji rozm ow y ze strony hierarchii p raw o sławnej, zw ierzchnik Kościoła greckiego oskarżył władze o próbę zniszczenia chrześcijańskiego charakteru państwa". Synod Kościoła wezwał wiernych do demonstracji wydając rządowi tuojnę na ulicach". I rzeczywiście, na ulicach pojawiły się tysięczne tłumy z transparentam i prawosławie albo śmierć". W przypadku Grecji trudno mówić o rozdziale 46 Słowo i M yśl 7-9/2000

49 Kościoła od państwa, co jest dziś normą demokracji, także w naszym kraju. Choć Grecja nie jest państwem wyznaniowym, na stosunki kościelne - państwowe silny wpływ wywiera tradycja, ukształtow ana przez wieki walk z Turcją. Efektem są pewne sprzeczności ustrojowe, np. konstytucja Grecji w jednym miejscu mówi o wolności religii, a w innym zaznacza, że prawosławie jest religią dominującą w kraju. Indonezja Na Molukach ciągle dochodzi do starć między muzułmanami a chrześcijanami. Indonezyjscy chrześcijanie zamieszkujący Ambon (stolicę Moluków), znajdują się w poważnym niebezpieczeństw ie. Jak głosi wspólne oświadczenie wydane przez Agusa Ulahaiyanana, przedstaw iciela miejscowej wspólnoty protestanckiej i Josa Tethoola, rzymskokatolickiego biskupa pomocniczego Ambonu, co najmniej 100 tys. ich współwyznawców powinno zostać natychmiast ewakuowanych z zagrożonych, przez ekstremistów muzułmańskich, terenów. W zamieszkach na wyspie Halmahara zginęło 116 osób. Niedawno doszło do kolejnej tragedii - w masakrze chrześcijańskiej wioski Waai zginęły 22 osoby, a kilkadziesiąt zostało rannych. Według oficjalnych danych, od stycznia 1999 r. na Molukach, w wyniku starć chrześcijan z muzułmanami poniosło śmierć ponad 4 tys. osób. Irlandia Anglikański Kościół Irlandii zaapelował do Kościoła rzymskokatolickiego tego kraju o dopuszczenie interkomunii. Opublikowane w tej sprawie oświadczenie komisji ekumenicznej Kościoła anglikańskiego uznaje za całkowicie niezrozum iały fakt, iż Kościół rzymskokatolicki zabrania swoim wiernym przyjmowania Komunii św. w świątyniach anglikańskich. Takie stanowisko jest krzywdzące dla małżeństw mieszanych wyznaniowe. Kościół anglikański, uznając Kościół rzymskokatolicki za część Kościoła powszechnego, zezwala swoim wiernym przyjmować Kom unię św. w św iątyniach katolickich. Anglikański Kościół Irlandii dopuszcza do Sakramentu Ołtarza także wiernych z innych Kościołów. Liban Wielowyznaniowy Liban to poligon lospółpracy ekumenicznej" - to słowa abpa Józefa Życińskiego (rzym.), który uczestniczył w posiedzeniu Wspólnej Grupy Roboczej Kościoła Rzymskokatolickiego i Światowej Rady Kościołów. Konferencja odbywała się w Libanie i uczestniczyli w niej chrześcijanie tradycji wschodniej i zachodniej. Omawiano m. in. eklezjologiczne następstwa chrztu św., istotę i cel dialogu ekumenicznego, znaczenie ruchów charyzmatycznych. Niemcy Premier Wielkiej Brytanii, Tony Blair, przemawiając na uniwersytecie w Tybindze, zaprezentował wizję wspólnoty państw świata opartą o powszechnie uznawane wartości etyczne. Obawy chrześcijan w obliczu rosnącej globalizacji nie są uzasadnione. Jednakże, aby rozwijać na całym święcie społeczeństwa obywatelskie wiara i rozum nie powinny być sobie przeciwstawiane. Uznał, że jednym z najważniejszych elementów budowania jedności na świecie jest dialog międzyreligijny. X W tym roku po raz pierwszy w święto Wniebow stąpienia Pańskiego otwarto giełdę. Święto to jest dniem wolnym od pracy w całym kraju i dotychczas tradycja ta nie była łamana. Ewangelicki Kościół Niemiec skrytykował to posunięcie, jako kolejny krok w mszczeniu kultury" niedzieli i dni świątecznych. EKD nie dopatrzył się w takiej decyzji żadnej konieczności ani specjalnych zysków finansowych, które by ją uzasadniały. 1 VI br. ekumenicznym nabożeństw em otw arto EXPO Wzięli w nim udział m. in. prezydenci: Niemiec - Johannes Rau oraz Litwy - Valdas Adamkus. Kazanie wygłosiła bp M argot Käßmann, zwierzchniczka Ewangelicko - Luterańskiego Kościoła Krajowego Hanoweru. Po nabożeństwie odbyło się pierwsze dziesięciominutowe rozmyślanie. W ciągu 153 dni trwania wystawy, będzie ich 1275 (organizowane będą w odstępach godzinnych). Pawilon Chrystusa wystawiony został na EXPO 2000 w Hanowerze wspólnie przez Ewangelicki Kościół Niemiec i Kościół rzymskokatolicki. Pawilon, zbudowany w formie kostki ze stali i szklą, otaczają krużganek i fosa. Dach konstrukcji wspiera się na smukłych kolumnach, a przez okna wpada do przestronnego wnętrza wiele światła. Jedyną ozdobą jest, pochodzący z 1070 r., krzyż z wyrzeźbioną w drewnie postacią Chrystusa. W krużganku, nawiązującym do średniowiecznych klasztorów, wystawiono przedmioty codziennego użytku, stroje liturgiczne, Biblie, świece. W podziemiach znajduje się krypta, wysypana piaskiem, rozśw ietlona blaskiem świec - doskonałe miejsce, aby skupić się na modlitwie. Nigeria W Nigerii dom inują dwie religie: islam, który wyznaje ok. 50 % społeczeństwa i chrześcijaństwo, obejmujące ok. 40 % Nigeryjczyków. Różnice religijne w powiązaniu z etnicznymi i ekonomicznymi często są powodem konfliktów między wyznawcami obu religü- W miejscowości Kaduna, podczas zamieszek islamsko - katolickich, 10 osób straciło życie. Spalono również kościoły i meczety. Z raportów policji wynika, że walki wybuchły po odkryciu przez miejscowych chrześcijan zwłok ich współwyznawcy. W odwecie zaatakowano domy i meczety muzułmańskie, co spowodowało kontratak ludności islamskiej. Przywódcy religijni zarówno chrześcijańscy, jak i muzułmańscy, potępili winnych tych walk. Miejscowość Kaduna była już miejscem gwałtownych walk międzyreligijnych, kiedy w lutym br. rząd stanowy chciał na podległym mu terenie zaprowadzić islamskie prawo szariatu. Prezydent Nigerii, Olusegun Obasanjo, który po wielu latach spędzonych w więzieniu odzyskał władzę, jest chrześcijaninem - baptystą. W więzieniu napisał książkę zatytułow aną Przew odnik skutecznej modlitwy", w której stwierdził, że najskuteczniejszą bronią ludzkości jest dzisiaj Sloioo i Myśl 7-9/

50 modlitwa". Wraz ze swymi w spółw yznaw cam i brał udział w obchodach lecia powstania Kościoła baptystycznego w tym kraju. Uroczystą konferencję zorganizowano z tej okazji w mieście Abeokuta, gdzie m isjonarze baptystyczni rozpoczęli pracę w śród miejscowej ludności. Sam prezydent jest członkiem jednego z tutejszych zborów. W swoim wystąpieniu Olusegun Obasanjo zaapelował do chrześcijan i muzułmanów, aby przez dwa dni wspólnie modlili się i pościli w intencji pokoju. Kościół Baptystyczny w Nigerii liczy ponad milion ochrzczonych członków. Stany Zjednoczone Jak podaje dziennik New York Times", Rada Kościołów Stanów Zjednoczonych zamierza utworzyć nową organizację, w ramach której współpracowałyby ze sobą wszystkie Kościoły chrześcijańskie. Kilku członków Rady zostało upoważnionych do podjęcia rozmów z Kościołami nie zrzeszonymi dotąd w Radzie, szczególnie z Kościołem rzymskokatolickim. W radzie Kościołów Stanów Zjednoczonych reprezentowane są duże Kościoły protestanckie i praw o sławne. Poza nią pozostają Południow i Baptyści" - najw iększy protestancki Kościół w tym kraju oraz Kościoły ewangelikalne. Wielka Brytania Podjęta 3 VII br. decyzja ulsterskiej specjalnej Komisji ds. parad, zakazująca marszu oranżystów przez dzielnice katolickie, wywołała katolicko - protestanckie zamieszki. Marsze protestantów w Ulsterze organizow ane są.co roku w okresie od Wielkanocy do września. Ich największe nasilenie przypada właśnie na lipiec, dla uczczenia zw ycięstw a W ilhelma O rańskiego pod Boyne (1690 r.) nad katolickim królem Jakubem II. W wieku 78 lat zmarł Robert Ruńcie, emerytowany arcybiskup Cantenbury, w latach osiemdziesiątych głowa Kościoła Anglikańskiego w Wielkiej Brytanii. Był orędownikiem pomocy dla najbiedniejszych Brytyjczyków. Zebrał miliony funtów w ramach akcji pomocy Kościoła dla rejonów nędzy i deprawacji w największych miastach kraju. Włochy W N eapolu 4 VII br., zmarł w wieku 81 lat Gustaw Herling - Grudziński. W czasie II wojny światowej był nie tylko żołnierzem (walczył m. in. pod Monte Cassino), ale również dziennikarzem prasy wojskowej. Wraz z Jerzym Giedroyciem zredagował pierw szy numer Kultury" ( z przerwami współpracował z nią do 1996 r.). W Radiu Wolna Europa kierował działem kulturalnym. Od 1955 mieszkał i tworzył w Neapolu, gdzie powstały jego najsłynniejsze utwory: Książę N iezłomny", Upiory Rewolucji", Inny świat" i rozpoczęty w latach siedemdziesiątych Dziennik pisany nocą". POLSKI BISKUP ANGIELSKIEGO KOŚCIOŁA 27 V br. w kościele św. Anny przy Gresham Street w Londynie, odbyła się uroczystość introdukcji ks. Waltera Jaguckiego na nowego biskupa Kościoła Luterańskiego w Wielkiej Brytanii. W prow adzenia w urząd dokonali biskupi: dr Martin Lint (Szwecja), Nigel Mc Culoh (Anglia), Floyd Schoenhals (USA) i Jan Szarek (Polska). W ceremonii wzięli udział duchowni i świeccy przedstaw iciele Kościołów rzymskokatolickiego i prawosławnego oraz luterańskich parafii z Wielkiej Brytanii - angielskich, estońskich, łotewskich, niemieckich, węgierskich i polskich - z prezesem Rady Luterańskiej w Wielkiej Brytanii, ks. dziekanem Robertem Patkayem na czele. Bp Walter Jagucki urodził się w 1942 r. w Łodzi. Po ukończeniu studiów na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej został ordynowany przez bp. Andrzeja Wantułę i skierowany do pracy wśród Polonii ewangelickiej w Wielkiej Brytanii. Do 1966 odbywał wikariat u boku ks. seniora Eryka Cimały w Cambridge. W 1966 r. objął parafię w Bradford - Leeds, a w Manchester. W 1970 r. wybrano go na proboszcza angielskiej parafii luterańskiej św. Łukasza w Leeds. Rok później został prezesem Zrzeszenia Polskich Parafii Ewangelicko - Augsburskich w Wielkiej Brytanii. Zaangażował się w pracę w L utheran Church in Great Britain, który w 1988 r. powierzył mu funkcję dziekana. Uchwałą Synodu Kościoła Luterańskiego w Wielkiej Brytanii podniesiono rangę zwierzchnika tego Kościoła z dziekana na biskupa. Tak więc 29IV br., w wyniku wyborów ks. Walter Jagucki został pierwszym biskupem tego Kościoła. Oprać. I. Cz. Serwis informacyjny przygotowano na podstawie doniesień: LWI, SIKEA, prasy krajowej i zagranicznej oraz informacji własnych. Duszpasterstwo w śród Kobiet Centrum Misji i Ewangelizacji zaprasza wszystkie samotne lub czujące się samotnie kobiety do spędzenia weekendu w Dzięgielowie w dniach od 22 do 24 września br= W programie m.in.: wykłady biblijne, rozmowy, modlitwy, spacery. Planowane rozpoczęcie w piątek o godzinie kolacją - w budynku Centrum, zakończenie w niedzielę wieczorem. Koszt pobytu 54 zł dla korzystających z noclegów i wyżywienia. Zakwaterowanie w Salem, w pokojach 2-3 osobowych. Istnieje możliwość przedłużenia pobytu. Zgłoszenia prosimy kierować do 20 września do biura CME: Bzięgielów 15, tel./faks: (033) ,

51 Ruth A. Tucker Sławni i nieznani. Niezwykłe postaci z historii misji". Oficyna Wydawnicza Vocatio, Warszawa 1995, s Pierwszymi chrześcijańskimi misjonarzami byli apostołowie, którzy idąc za słowami Jezusa Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przyicazałem (Mt. 28,19-20), zanieśli Dobrą Nowinę ludom zamieszkującym Cesarstwo Rzymskie. Do końca pierwszego stulecia chrześcijaństwo rozprzestrzeniło się na całym obszarze basenu Morza Śródziemnego. W IV wieku chrześcijaństwo uzyskało status religii tolerowanej przez prawo rzymskie - opowiedzieli się za tym współrządzący cesarstwem Konstantyn (na Zachodzie) i Licyniusz (na Wschodzie). Pokój religijny, wprowadzony w Cesarstwie Rzymskim spowodował dalszy rozwój chrześcijaństwa. Podczas gdy w I w. najważniejszą sprawą dla wyznawców Chrystusa była ewangelizacja i zakładanie lokalnych kościołów, to uzyskana swoboda wyznania uwypukliła kontrowersje doktrynalne w lgnie samego Kościoła, co sprawiło, że biblijny nakaz szerzenia Ewangelii został niemalże zapomniany. Dopiero najazd barbarzyńców na Rzym i chaos, jaki ogarnął po tym Europę, spowodowały odsunięcie na bok teologicznych dysput. Na arenie historii pojawił się Grzegorz Wielki (biskup Rzymu w latach ), któremu udało się przywrócić stabilność Kościoła i odnowić jego działność misyjną. Aby przetrwać wśród wrogich plemion. Kościół zaczął szukać militarnego wsparcia kolejnych władców. W VTTT w. dzięki działalności króla Franków, Karola Wielkiego ( ), chrześcijaństwo, przynajmniej nominalnie, znacznie wzmocniło swój potencjał. Jako główny inicjator renesansu, zwanego później karolińskim, Karol Wielki przyczynił się do rozwoju nauki i kultury chrześcijańskiej. Ani przedtem, ani potem żaden władca nie przykładał tak wielkiej wagi do kopiowania i rozpowszechniania Biblii. W średniowieczu podejmowano również ewangelizację pogan. Istotną rolę odegrali tutaj mnisi, głównie celtyccy, zakładający placówki misyjne w najdalszych zakątkach Europy- Niestety, powoli wśród chrześcijańskich władców i zwierzchników Kościoła zaczęło dominować przekonanie o konieczności militarnej walki za Chrystusa. Wynaturzeniem misji chrześcijańskich były wojny krzyżowe, prowadzone od końca XI do końca XIH w. pod pretekstem wyzwolenia Ziemi Świętej z rąk muzułmanów. Krucjaty, a pod tą nazwą kryją się też wszelkie działania zbrojne przeciw poganom (np. Prusom) czy heretykom (np. albigensom) prowadzone z upoważnienia papiestwa, na długo odwróciły uwagę chrześcijan od prawdziwych metod ewangelizacji. Dopiero w X\T w. dało się zauważyć ożywienie misyjne wśród chrześcijan. Kościół rzymskokatolicki, głównie dzięki działalności zakonów dominikanów i jezuitów, rozpoczął zakładanie placówek misyjnych w Nowym Świecie i Indiach Wschodnich. W tym wieku - wieku kontrreformacji - protestanci nie byli zainteresowani misjami zamorskimi. Ich życie było walką o przetrwanie w obliczu reakcji katolickiej. Następne stulecie przyniosło protestanckie próby misyjne, prowadzone głównie w koloniach amerykańskich. Pierwsze wielkie ożywienie misyjnej działalności protestantów nastąpiło w XVm w., m. in. dzięki działalności pietystów luterańskich, takich jak Ludwik von Zinzendorf czy król Danii, Fryderyk IV. Wiek XIX - to Wielkie Stulecie" ekspansji chrześcijaństwa. Zaczęły powstawać stowarzyszenia misyjne wspomagające finasowo misje zamorskie. Dzięki chrześcijańskim misjom w krajach o niskim poziomie rozwoju następował postęp społeczny, niestety często kosztem całkowitego zniszczenia miejscowych tradycji i zwyczajów. Choć niedoskonali, misjonarze XIX w., w stosunkowo krótkim czasie, przekształcili chrześcijaństwo w największą i najbardziej dynamiczną religię świata. Pytania: 1. W którym wieku chrześcijaństwo uzyskało status religii tolerowanej przez prawo rzymskie? 2. Pod jakim pretekstem prowadzone były wojny krzyżowe? 3. Kim byli pierwsi misjonarze chrześcijańscy? Odpowiedzi na pytania prosimy przesyłać na kartach pocztowych, w terminie do 30 września 2000 roku, na adres redakcji. Wśród uczestników konkursu rozlosujemy nagrodę książkową. ĆKLAHD P U tak mc p'ji' W.E VD E L L Vcłj C tpt ot Ca

52 mieszcza artykuł A. Mc Gratha DWUTYGODNIK EWANGELICKI zatytułowany: Kalwin a powołanie chrześcijańskie". A u tor, analizując kalwińską wizję B. Cichy w swoim artykule ch rześcijań stw a stw ierdza: pt.: Nabożeństwa w leśnych Kalwin rozumiał chrześcijaństwo jako wiarę, która obejmuje za kościołach" przypom ina nam czasy, kiedy ew angelicy na równo życie prywatne, jak i społeczne. [...] Działanie w świecie, wspólne modlitwy wybierali las - jedyne miejsce, gdzie mogli motywowane, ożywiane i usankcjonowane chrześcijańską wiarą, bezpiecznie w yznawać swoją wiarę. Czasy kontrreformacji i nasilające się prześladowania ewange- bem olaizania przez człowieka jego stało się najdoskonalszym sposo lików luiązah/ się z utratą Icośtiołów, zawierzenia Bogu i wdzięczności zalcazem odprawiania nabożeństw dla Niego. [...] Praca jest po prostu aktem uioielbienia - potencjal domowych oraz zakazem sprawowania swoich funkcji przez man- nie twórczym aktem uwielbienia. gelickich księży. Dla niektórych ratunkiem były ościenne księstwa, w wspólnemu, w niej może wyrazić Praca sławi Boga, służy dobru których ewangelicka wiara nie była się ludzka zdolność tworzenia". zakazana". Rozbudowywano w Dla K alw ina praca na niwie nich tzw. kościoły ucieczkowe, Pańskiej to obowiązek każdego aby pomieścić napływających człowieka, proporcjonalnie do talentów i umiejętności danych na nabożeństwa luteran z terenów objętych prześladowaniam i. Dla przybyszów budowano potrzeb zrodzonych w danej sytu przez Boga z jednej strony oraz też kościoły położone tuż obok acji z drugiej. [...] Czego więc możemy się dzisiaj nauczyć od Kal granicy m iędzy księstwam i - tzw. kościoły graniczne. Nie wina?[...] Kalwin zachęca wierzących do zaangażowania - do bycia wszyscy jednak mogli z nich korzystać i dla nich jedynymi sprz- solą ziemi [...]; przypomina dziś mierzeńcami okazywały się lasy, w swoim następcom, że chociaż zaangażowanie w sprawy społeczne których potajemnie wyznawano swoją wiarę". niesie ze sobą wiele zagrożeń, jest wszakże koniecznością, jeśli chrześcijanie mają być zaczynem tam, l a d n ó t a Sjcmm mmm gdzie zaczyn ten jest najbardziej M POŚWIĘCONY POLSKIEMU ĘWANGĘUCYZMOWII EKUMENII potrzebny. Nie tylko ewangelicy 6. n u m er Jednoty" za powinni usłyszeć to wezwanie". PIELGRZYM POLSKI. W 6. n u m erze P ielgrzym a P olskiego", w arty k u le pośw ięconym D arom D u cha Św iętego" P. G ąsiorow - ski pisze: Bóg [...] obdarzył chrześcijan różnym i darami Ducha Świętego, abyśmy mogli odkrywać sens naszej religijnej egzystencji. [...] Mimo, że czasami sądzi się inaczej, to jednak każdy na nowo narodzony chrześcijanin, posiada D u cha Śioiętego i jego dary, czyli każdy chrześcijanin jest charyzm atykiem ". N ależy je d n ak p a m ię ta ć, że tra k to w a n ie d aró w jako sztu k i dla sz tu ki, czy też w ykorzystyw anie ich do sw oich osobistych celów nie jest zgodne z Bożym p lanem. Zapomina się, że celem darów nie jest wyłącznie bycie sztuką dla siebie, ale jest budowaniem i wzmacnianiem Kościoła. Ich celem jest wzajemne usługiwanie. [...] Dary Ducha Świętego są konsekwencją nowego życia w Chrystusie. [...] Każdy z nas nosi w sobie ukryty dar od Boga, który może być w odpowiednim czasie odkryty i uznany za prawdziwy skarb". Gazeta Ewangelicka" w 7 / 8 wakacyjnym, num erze prezentuje w ykład zatytułowany Bezgraniczna nędza - otępieć czy pomagać" Ulricha Parzanego, wygłoszony przez niego w ramach ewangelizaq'i Pro Christ Autor porusza w nim odw ieczny problem cierpienia. Cierpienie nie zna granic. Dotyka młodych i starych, biednych i bogatych, głupich i mądrych, mocnych i bezsilnych. Każdy z nich próbuje się jakoś przed cierpieniem uchronić. [...] Każdy broni się jak tylko potrafi, odpychając myśl o śmierci". Mimo własnej bezsilności wobec cierpienia i śmierci, współczesny człowiek nie szuka pociechy w Słowie Bożym. Nowoczesny człowiek nie chce dać się pocieszyć Bogu. [...] A przedeż tylko O n może w yrw ać ludzi z nędzy ich cierpienia - Dlatego też istnieje tyllw jeden punkt oparcia w całym cierpieniu: loieczny Bóg. [...] Biblia mówi mm, że Boga możm poznać. Biblia mówi, że Bóg spotyka nas w Jezusie z Nazaretu. W tald sposób każdy człowiek na tym świecie może być pewien, że Bóg istnieje". N a całym świecie żyją ludzie, którzy potrzebują i szukają kontaktu z Jezusem. SŁOW O i MYŚL - Przegląd Ewangelicki M iesięcznik Społeczno - Kulturalny http ://f ree. art. p 1/s Io wo i m %. Adres redakcji: Kraków, ul.grodzka 60, tek: (0-12) , fax: (0-12) Skład redakcji: Bogusław Tondera (redaktor naczelny), Iwona Czajka (informacje), Anna Kulasik (korekta), Agata Wójcik (kolportaż). W spółpracow nicy: ks. A.Bieta, ks. dr H.Czembor, H.Dominik, A. Godfrejów, prof, dr hab. R.Leszczyński, prof. dr hab. K.R.Mazurski, ks. prof, dr hab. B.Milerski, dr J.Romankow, W.Sosna, dr J.Szturc, prof, dr hab. K.Toeplitz. R ed ak c ja n ie z w ra c a m a te ria łó w n ie z a m ó w io n y c h i z astrz e g a s o b ie p ra w o a d iu stacji i sk ró tó w w p u b lik o w a n y c h a rty k u ła c h. Z a m ó w ie n ia n a z a k u p i p re n u m e ra tę m ie się c z n ik a p ro sim y k ie ro w a ć p o d a d re se m redakcji. C en a je d n e g o e g z e m p la rz a m ie sięcznik a : - d e ta lic z n a 5,0 0 P IN - w p ren u m eracie indyw idualnej krajow ej z w ysyłką 5,0 0 PLN - w p ren u m eracie indyw idualnej zagran iczn ej 2,0 0 USD (lub ró w n ow artość w innych w alutach ) - d la o d b io rc y z b io ro w e g o (5 eg z. i w ięcej: w P o lsce 4,0 0 PLN; in n e kraje 2,0 0 U SD (lub ró w n o w a rto ść w in n y ch w alu ta ch ) Rozliczenia złotówkowe prosimy kierować na konto: FHG TONDERA Bank Spółdzielczy Rzemiosła Kraków Rozliczenia dewizowe prosimy kierować na konto: FHG TONDERA Bank H andlow y SA O ddział Kraków