Narodziny Metanoi. Stanisław Krajski *** Copyright by Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie za zgodą autora

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "Narodziny Metanoi. Stanisław Krajski *** Copyright by Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie za zgodą autora"

Transkrypt

1 Narodziny Metanoi Stanisław Krajski *** Copyright by Stowarzyszenie Fides et Ratio w Krakowie za zgodą autora

2 Gdy rzeczywistość przypomina senny koszmar zaczynamy śnić na jawie. Nasze sny nie tylko dają nam siły. One także mogą zmienić nasze życie. George J. Brown

3 Od autora: Oddaję Państwu do rąk swój debiut powieściowy. Dziś zdaję sobie sprawę z tego, że pierwszą książkę powinno się, w zasadzie, napisać tylko tak dla wprawy, by zaraz wrzucić ją do ognia. Nigdy bowiem, chyba, nie da się w niej uniknąć jakiejś nieporadności, chropowatości, różnych warsztatowych błędów i wpadek. Oczywiście wszystko to starałem się usunąć, poprawić, skorygować. Nie wiem czy do końca to mi się udało. Nie mogłem jednak zniszczyć tej książki. Opisuje ona przecież ważny początek wielkiej historii, początek, bez którego by jej po prostu nie było. A poza tym wydarzenia w niej opisane stały się, w jakiejś mierze, cząstką mnie samego. Polubiłem swoich bohaterów. Pokochałem ich wręcz jak swoją rodzinę. Wiem, że trudno mi będzie któregoś z nich skazać w przyszłości na śmierć. Narodziny Metanoji to pierwszy z przynajmniej pietnastu tomów powieści-rzeki. Tyle ich bowiem wymyśliłem w wolnych chwilach, przeważnie w pociągach wiozących mnie, przynajmniej raz na tydzień, w różne części Polski na zaproszenia osób i środowisk pragnących wysłuchać tego, co mam do powiedzenia. Jeżeli znajdą się ludzie, którzy będą chcieli czytać tę sagę powstaną jej kolejne tomy. Jeśli nie Narodziny Metanoji pozostaną historią niedokończoną, a nawet, w jakiejś mierze, nie zaczęta. Choć wcale tego nie jestem pewny bo jak już stwierdziłem polubiłem, a nawet pokochałem tych swoich bohaterów i być może opisałbym ich dalsze życie zgadzając się na to, że śledzić je będzie niewielu czytelników. Warte jest ono tego bo i ciekawe i wplecione w ważne wydarzenia. Jak mógłbym wiedząc, z grubsza, co się stanie opuścić ich, nie towarzyszyć im w ich małych i wielkich radościach i sukcesach, małych i wielkich tragediach i cierpieniach, w szczęściu i rozpaczy. Ja przecież wiem co ich czeka, jakie burze, dziejowe nawałnice, katastrofy. Ale wiem też jak to się skończy, jaki wspaniały będzie finał. Oni przecież doczekają tego czego i my byśmy chcieli doczekać Wolnego Świata, który będzie realizacją Królestwa Chrystusowego na ziemi, Wolnej i Prawdziwej Polski, Europy, z której każdy z nas mógłby być dumny, Kościoła takiego jaki jest w naszych wyobrażeniach i snach. Tak więc rozpoczynam za chwilę tę historię, która jakoś będzie nie z tej ziemi ale rozegra się na niej i być może nie tylko na kartach mojej powieści ale także poza nimi bo przecież wszystko jest możliwe na tym świecie. Dlaczego więc nie miałoby być możliwe to, co pojawia się w naszych snach w nocy gdy w dzień czujemy gorycz jakiejś beznadziei wpatrując się i wsłuchując w otaczjący nas świat.

4

5 Rozdział I - 1 stycznia 2100 r. Jest ósma rano. Wszyscy w domu śpią. Nawet Rudy, nasz kundel, wielkie bydlę, jak mówi moja żona Jadwiga, skrzyżowanie dorsza z kangurem, chrapie w najlepsze. Czuję jakiś jaskółczy niepokój. Nie mogę sobie znaleźć miejsca. Ubieram się, zdejmuję z wieszaka smycz. Rudy jest już przy mnie. Za spacer dałby sobie zawsze łapę uciąć. Wychodzimy. Siąpi deszcz. Ulice są puste. Uświadamiam sobie, że ten fakt, iż obudziłem się w nowym wieku jakoś mną wstrząsnął. To powód, żeby spojrzeć za siebie, zrobić choćby mały, życiowy rachunek sumienia. Nie jest dobrze. Coś wielkiego straciłem, czegoś ważnego nie odnalazłem. No i w ogóle. Zastanawiam się nad tym w ogóle. No tak. Polski nie ma już od 50 lat. Tęsknię za nią bardzo, choć nawet nie mogę jej pamiętać. Znam ją z opowieści dziadka i z książek. Wciąż mówi o niej ojciec. W naszej rodzinie jest ona żywa. Żyjemy w tym euroregionie Mazowsze, euroregionie, który staje się coraz bardziej pusty i martwy, i tęsknimy za Polską. Młodzi najczęściej wyjeżdżają na całe lata albo i na stałe do Bajdocji (tak w naszej rodzinie nazywamy Zachód). Bajdocja, to nie tylko kraina absurdu, ale również, od już chyba kilkunastu lat, gigantyczny dom starców, bogatych, hipochondrycznych, egocentrycznych, zdziwaczałych starców, którzy za wszelką cenę pragną wciąż być dwudziestolatkami i korzystać z życia ile wlezie. Gdy idzie się ulicami Berlina, Paryża, Londynu czy Amsterdamu, ze wszystkim stron słychać sygnały karetek pogotowia. Staruszkowie mrą na ulicach jak muchy. Jesteśmy pokoleniem opiekunów i pielęgniarek, służących, śmieciarzy, pomywaczy i grabarzy. Następne pokolenie będzie już pewnie tylko pokoleniem grabarzy. Rudy zobaczył kota. Kocha je, jak Alf włochaty kosmita z ulubionego serialu moich dzieci, serialu powtarzanego w telewizji od ponad stu lat, który wciąż mówi o pieczonych, duszonych i smażonych kotach. Zresztą, nota bene, Rudy z wyglądu bardzo przypomina Alfa. Znajomi mówią, że ma ryj, a nie pysk. Kot jest wielki, łaciaty, stary. Zauważył Rudego, ale wyraźnie go zignorował. Rudy, idiota, cały zjeżony, groźnie warcząc pędzi w kierunku kocura. Kot ani drgnie. Przypomina to, jako żywo, sytuację z mojej ulubionej lektury Trzech panów w łódce nie licząc psa. Rudy rozwija już prędkość dwudziestu kilometrów na godzinę. Wznosi coś w rodzaju okrzyku radości. Kot spokojny i opanowany przestaje myć łapę, podnosi się i przyjmuje bojową postawę. Jego ogon sztywny jak drut przypomina bojową chorągiew. Rudy hamuje wszystkimi czterema łapami naraz, robi w tył zwrot i chowa się za moimi

6 nogami. Kot znika w zaułku. Widzisz kretynie mówię do Rudego jaki to bohater z ciebie. Rudy udaje, że nie słyszy. W Warszawie mieszka dziś 500 tys. ludzi, choć zameldowanych jest milion. Reszta jest na Zachodzie. Wieś mazowiecka umarła już dawno. Wyludnione wsie, ugory, lasy, w których nikt nie zbiera grzybów. W soboty tłumy ciągną do okalających miasto Parków Rozrywki. W tych gigantycznych kompleksach wesołych miasteczek, obiektów sportowych, sztucznych jezior, w których pływają mechaniczne, skomputeryzowane potwory, safari pełnych dzikich zwierząt, średniowiecznych zamków, w których straszą plastikowe duchy, barów, restauracji, kin, hoteli, mieszkańcy miast spędzają każdą wolną chwilę, również urlopy. Ludzie poszaleli. Pracują ponad miarę. Bawią się bez miary. Religia, ojczyzna, rodzina, moralność, a nawet miłość i szczęście, to dziś dla większości z nich puste słowa. Pełne teraz są tylko kufle, kieliszki i strzykawki, knajpy, gabinety masażu, wreszcie szpitale psychiatryczne. Te ostatnie zresztą pękają w szwach od kiedy zalegalizowano tzw. miękkie narkotyki i przemysł farmaceutyczny zaczął wypuszczać tysiące specyfików, które jak głoszą to ich reklamy pomogą ci odnaleźć siebie, radość i spokój. Na Mazowszu konsumpcja narkotyków nie jest jeszcze taka, jak na Zachodzie czy choćby w takich euroregionach, jak Nadodrze czy Pomerania, ale i tu narkotyczny trans jest dla tysięcy codziennością. Swoje żniwo zbiera przede wszystkim Rare Bird osiągnięcie współczesnej chemii, który wstrzyknięty domięśniowo powoduje szczególny, a często też dosłowny odlot. Po pierwszym każdego miesiąca trzeba uważać, gdy się idzie ulicą. W powietrzu latają bowiem nie tylko ptaki i samoloty. Kiedyś opryskał mi całą twarz mózg jakiegoś nastolatka, który rozbił się o chodnik po wyskoczeniu z czwartego piętra. Gdy leciał słychać było jego krzyk. Przypominał krzyk mewy. Dawno temu Marks powiedział, że religia jest opium dla ludu. Dziś można by powiedzieć, że opium stało się religią ludu. W śmietniku grzebie jakiś człowiek. Ubrany jest w zieloną kurtkę, pomarańczowe spodnie i niebieskie buty. To strój Papug współczesnych kloszardów, którzy wywodzą się najczęściej z inteligencji i tworzą przedziwną, ulubioną przez mass media, subkulturę. Trochę przypominają starożytnych stoików. Rudy przystaje, przekrzywia śmiesznie łeb i zdezorientowany wpatruje się w Papugę. Człowiek również patrzy na niego i przekrzywia głowę, jakby przedrzeźniał psa. Wreszcie przenosi smutny wzrok na mnie i zaczyna piać, jak kogut. Rudy dostaje szału, warczy i szczeka. Sierść jeży mu się na karku. Chwytam go za obrożę i odciągam. Wchodzimy do parku. Na Mazowszu, jak zresztą w pozostałych euroregionach byłej

7 Polski, na scenie politycznej funkcjonują w zasadzie tylko dwie partie Sojusz Centrolewicy i Unia Centroprawicy. Ta pierwsza, akcentuje socjal, który zresztą jest można powiedzieć wszechobecny dziesiątki zasiłków, zapomóg, bezpłatnych świadczeń i wciąż rosnące podatki. Ta druga, akcentuje tzw. uniwersalne wartości tolerancję, wolność, równość, braterstwo, demokrację, prawa człowieka i obywatela skutecznie ubezwłasnowolniając państwo i zapewniając bezkarność chuliganom, przestępcom, narkomanom, satanistom i dziesiątkom innych sekt, które zagnieżdżają się już w szkolnictwie i mass mediach i przenikają struktury państwa. Kościół katolicki, do którego przyznaje się 10% społeczeństwa skupia się na działalności charytatywnej. Parafie funkcjonują w oparciu o tzw. wspólnoty podstawowe niewielkie grupki katolików, którzy modlą się i odwiedzają biednych i chorych. W życiu społecznym czy politycznym katolików nie widać. Stapiają się z resztą świata przyjmując jego reguły i warunki. Powołań kapłańskich jest coraz mniej. Już dziś na dwie parafia Mazowsza przypada jeden ksiądz. Mass media, głównie anglojęzyczne, osiągnęły już dno. Prasa to przeważnie pisma kobiece, w których więcej kolorowych obrazków niż tekstu, tzw. pisma dla mężczyzn, które kiedyś nazywano świerszczykami i brukowce, które karmią swoich czytelników plotkami i wyssanymi z palca niesamowitymi historiami typu Kosmici znów wylądowali. Najlepsze wśród stacji telewizyjnych są te, które nadają tylko stare dwudziestowieczne filmy. W programach pozostałych królują głupie konkursy, programy poszczególnych sekt (Kościół katolicki też ma swoje półgodzinne, cotygodniowe okienko), tasiemcowe seriale, w których życie gwiazd pokazywane jest minuta po minucie nie pomijając oczywiście życia seksualnego, a nawet wizyt w ubikacji i wiadomości co dwie godziny, w których relacjonuje się wyłącznie ostatnie posunięcia władz Unii Europejskiej i władz lokalnych, katastrofy, wypadki, sport, krwawe walki gladiatorów i tzw. wydarzenia kulturalne czyli, przeważnie, koncerty neorockowe, superhardmetalowe i najczęściej satanistyczne, uliczne happeningi. Reklama zajmuje co najmniej połowę czasu antenowego. Jest ordynarna, nasycona seksem i przemocą, nachalna. Przeciętny obywatel Unii, także obywatel Mazowsza spędza przed telewizorem ponad sześć godzin dziennie. Największą oglądalność mają konkursy, których uczestnicy wygrywają kwoty pozwalające po kupieniu dużej posiadłości z domem i basenem kąpielowym, żyć w niej spokojnie do końca życia. Kto chce wziąć udział w takim konkursie musi wykupić, za duże pieniądze, tzw. voucher. Każdego dnia odbywa się, oczywiście również w telewizji, losowanie. Szczęśliwcy stają do kilkuetapowego konkursu, który jest relacjonowany na żywo. Nie pozwalamy dzieciom ich oglądać, bo upokorzenia, jakim muszą poddawać się ci szczęśliwcy w

8 ramach poszczególnych konkurencji nie mają już granic. Tak więc np. w jednym z takich sylwestrowych konkursów panie biorące w nim udział musiały doprowadzić do wzwodu swoich partnerów. Radiostacje nadają głównie muzykę skomponowaną i wykonywaną przez komputery. Przetykana jest ona obficie reklamami i wypowiedziami radiosłuchaczy, za które muszą płacić, ale za to mogą mówić, co tylko chcą. Nazywa się to Hyde Park. W większości są to wiązanki przekleństw skierowane pod adresem przełożonych w pracy, władz państwowych czy sąsiadów, sprośne propozycje pod adresem spikerek lub coś, co można nazwać ogólnym świntuszeniem. W parku także jest pusto. Rudy szaleje. Goni gołębie i kaczki omijając szerokimi łukami majestatyczne łabędzie. W pewnym momencie mija nas na oko czterdziestokilkuletnia kobieta, która prowadzi na smyczy trzy kundle. Zatrzymuje się przy mnie i zagaja. Dopytuje się o wiek, płeć i stan zdrowia Rudego. Pyta się, czym go karmię. Oburza się, gdy mówię, że resztkami naszych obiadów. Robi mi cały wykład na temat racjonalnego żywienia psów. Opowiada o swoich dzieciach (tak nazywa te kundle). Mówi, że są całym jej światem. Pyta się, czy kocham swojego psa. Odpowiadam, jak mi się wydaje zgryźliwie, że kocham żonę i dzieci, a Rudego cenię i szanuję. Kiwa głową poważnie. Psy to wartościowe, godne szacunku istoty. stwierdza. Naszą konwersację przerywa Rudy wgryzając się w ucho jednego z kundli. - Niedobly piesek szczebiocze kobieta. Rozdzielamy psy (w międzyczasie jeden z nich rozdziera mi nogawkę spodni). Kobieta kwituje to stwierdzeniem: Widzi pan, jaki zmyślny. Psy żegnają się wściekłym warkotem. Dość już mam tego w ogóle. Co ja tu robię w tym świecie? To nie jest mój świat. Co będzie ze mną? Co będzie z moją rodziną? Czy nie utoniemy w tej rzece Babilonu? Skończyłem studia filozoficzne na Katolickim Uniwersytecie w Warszawie ucząc się nowinek, które delikatnie mówiąc, pachną modernizmem i pogaństwem, i studiując równolegle św. Tomasza z Akwinu i pozostałych Doktorów Kościoła. Rozpocząłem pracę w naszym rodzinnym wydawnictwie, które po śmierci ojca prowadzimy wraz z trzema braćmi. Wydajemy wszystko, co się tylko sprzeda od książek kucharskich po dziewiętnastowieczne romanse. Cóż z tego, że kontynuujemy tradycję wydawnictwa wypuszczając w niewielkich nakładach w oryginale i pięciu językach Doktorów Kościoła, jeżeli stanowi to 5% naszej działalności. Rozpraszamy życie na głupoty. Tracimy czas. Stajemy się maszynkami do robienia pieniędzy. Mam 40 lat i co? I pstro. Nul. Zero. Dzieci mi rosną jak na drożdżach, a ja nie mam dla nich czasu. Jak tak dalej pójdzie mogą gdzieś zabłądzić w tych wszechobecnych strukturach grzechu, stopić się z tym światem. A to, praktycznie, oznacza śmierć duszy. Czy mogę patrzeć na to, jak umierają moi synowie? Jak potem, kiedy będzie już za późno, będę się

9 czuł? Mam wspaniałą żonę. Mijamy się w przelocie. Rzadko poświęcamy sobie czas. Czy czegoś tutaj nie marnuję, czegoś nieodwracalnie nie tracę? Jaki to wszystko ma cel i sens? Deszcz przybiera na sile. Ulice są w dalszym ciągu puste. Zimny wiatr wieje mi prosto w twarz. Przygniatają mnie czarne chmury. Przyspieszam kroku. Wyślemy synów do dziadka. Usiądziemy z Jadwigą przy kominku i porozmawiamy. Może coś razem wymyślimy? Może jest jakieś wyjście z tego labiryntu?

10 Rozdział II - Rozruchy Budzi mnie telefon. Patrzę na zegarek. Jest Zrywam się z łóżka. Podnoszę słuchawkę. - Włącz radio słyszę głos Leona, mojego najstarszego brata. - Nie wychodźcie z domu dodaje i odkłada słuchawkę. Idę do kuchni, nastawiam radio, robię sobie kawę. Spiker mówi szybko podnieconym głosem. Od trzeciej w nocy na ulicach Warszawy trwają zamieszki. Jest już 20 zabitych, w tym 18 policjantów i 100 rannych, w tym 80 policjantów. Zaczęło się od tego, że w nocy samochód policyjny jadący na sygnale wpadł na grupę tzw. Aniołów Śmierci, reprezentujących szczególnie agresywną subkulturę marginesu, którzy wybiegli nagle na jezdnię goniąc jakiegoś zapóźnionego przechodnia. Trzech Aniołów zostało rannych, jeden bardzo ciężko. Dwóm policjantom udało się uciec. Kierowca został zatłuczony na śmierć. Natychmiast przyjechały policyjne posiłki i zaczęła się regularna bitwa, która ze Śródmieścia przeniosła się w kilka godzin do innych dzielnic. O trzeciej w nocy zmarł w szpitalu ranny Anioł. Wiadomość o tym rozeszła się szybko po wszystkich subkulturach i gangach młodzieżowych poprzez komórki ich przywódców. Kilkusetosobowe bandy uzbrojone w noże i pałki elektryczne szły przez miasto, niszcząc po drodze samochody i wystawy sklepów, w kierunku Komendy Głównej Policji, skandując: Śmierć za śmierć, śmierć glinom. Wbrew oczekiwaniom policji zamieszki nie skończyły się nad ranem. Trwają nadal i przybierają na sile. W pokoju dzwoni budzik. Za chwilę wchodzi do kuchni zaspana Jadwiga. Za nią sznurkiem dzieciaki. Referuję sytuację. - Dzieci nie pójdą do szkoły stwierdza żona. Ty też lepiej siedź w domu. O 8.00 nowe wiadomości. Spiker jąka się z przejęcia. Znaczna część Śródmieścia się pali. Straż pożarna nie może dojechać. Wszędzie barykady. Coraz więcej zabitych i rannych. Policja dalej używa tylko broni obezwładniającej i granatów gazowych. W studiu radiowym jakieś zamieszanie, szybka niezrozumiała wymiana zdań, jakby kłótnia. Po chwili słychać głos dziennikarza, który jest w samym środku walk. Mówi przez komórkę: - Jestem w pobliżu sklepu z bronią myśliwską i sportową przy ul. Giordano Bruno. Tłum wyłamał właśnie drzwi. Wdzierają się do środka. Najbliższy oddział policji znajduje się około 50 metrów stąd. Próbują się tu przedrzeć. Nie mają jednak większych szans. Atakuje ich kilkudziesięcioosobowa grupa młodzieży. Są obrzucani kamieniami i butelkami z benzyną. Jedna z butelek rozbija się o ścianę domu. Stojący obok policjant zamienia się w żywą pochodnię. Koledzy próbują go ugasić. Nie są mu

11 jednak w stanie pomóc, bo właśnie zostają zaatakowani od tyłu przez grupę Aniołów Śmierci. Ze sklepu wylegają młodzi ludzie uzbrojeni w sztucery i karabinki sportowe. Zaczynają strzelać w kierunku policjantów. Dwóch policjantów pada. Wszyscy krzyczą. Uciekają. Coraz więcej osób strzela. Płonący policjant przewraca się na ziemię. Jeszcze się rusza. Jego twarz czernieje. Głos dziennikarza nagle się urywa. Przez chwilę słychać muzykę. Przerywa ją spiker mówiąc o tym, że został powołany specjalny sztab rządowy, który zastanawia się w tej chwili, czy należy rozdać policjantom ostrą amunicję. Ściszam radio. Siedzimy przez chwilę w milczeniu. - Trzeba zrobić większe zakupy mówię. Wyprowadzę też Rudego. - Tylko uważaj Jadwiga jest przerażona. Wychodzę na ulicę. Jest spokojnie. W sklepie kolejka. Ludzie zdenerwowani, podekscytowani, komentują dzisiejsze wydarzenia. Wszyscy robią zakupy na kilka dni. Wychodzę ze sklepu obładowany jak wielbłąd. Już tu słychać strzały i wybuchy. Czuć swąd spalenizny. Nad Śródmieściem unosi się czarny dym. Przystaję. Czekam aż Rudy się wybiega. Uświadamiam sobie, że pierwszy raz od wielu miesięcy będę miał czas dla siebie i rodziny. - Co tak długo, już się niepokoiłam stwierdza Jadwiga. Rzucam zakupy w kąt. Dzieci rozłożyły już jakąś grę planszową. - Wreszcie możemy spokojnie porozmawiać mówię. Wczoraj nie doszliśmy do żadnego wniosku. - Byłam zmęczona usprawiedliwia się Jadwiga. - Wiesz, myślę, że najlepiej byłoby gdzieś uciec, zaszyć się, przynajmniej na kilka lat, w jakiejś dziurze. Zajęlibyśmy się sobą i dziećmi. Mielibyśmy masę, morze czasu rozmarzyłem się Chodzilibyśmy na długie spacery. Siedzielibyśmy wieczorami przy kominku, rozmawiali albo słuchali muzyki. Latem włóczylibyśmy się po lesie, pływali łódką, wieczorami siadalibyśmy przed domem i patrzyli na rozgwieżdżone niebo. - No dobrze. Ale co z wydawnictwem, szkołą chłopców. Z czego byśmy żyli. Mówisz o domu, kominku, lesie, pływaniu łódką. Nie mamy przecież żadnego domu żona była jak zawsze praktyczna. - Wynajęlibyśmy komuś mieszkanie stwierdziłem To już byłoby sporo grosza. Trochę mamy pieniędzy na koncie. Wystarczy, żeby kupić, gdzieś na Mazurach, jakąś opuszczoną chałupę. Robilibyśmy redakcję i korektę książek. Z tego też coś by było. Wydawnictwo mogłoby przestać dawać te prace na zewnątrz. Spróbowałbym coś pisać. Z tego mogłyby być większe pieniądze. Poza tym, jakby nie było, jestem przecież właścicielem wydawnictwa w jednej czwartej. Jakiś dochód mamy tu więc zapewniony. Pieniędzy mielibyśmy aż za dużo. Na wsi życie kosztowałoby nas jedną piątą tego co tutaj. Chłopaki chodziliby do wiejskiej szkoły, a my byśmy ich douczali. Mielibyśmy przecież masę czasu dla nich. Moglibyśmy ułożyć własny program nauczania, taką prawdziwą szkołę. Bracia by sobie poradzili. Myślę, że nie robiliby tu trudności. -

12 Wiesz, że boję się wsi, pustych przestrzeni, ciemności, piorunów, krów, gęsi i pająków. Dom na odludziu. Jeszcze nas napadną Jadwiga ujawniła swoje niepokoje. Jakoś nie mogę sobie tej naszej sielanki wyobrazić. - Ale pomyśl byłem trochę poirytowany. Bylibyśmy całą dobę razem. Mamy Rudego. Kupilibyśmy jakiegoś obronnego psa. Mam pistolet gazowy. Jakbyś chciała, to sprawiłbym sobie normalny. Kupilibyśmy dom obok jakichś ludzi. Tutaj cię szybciej zabiją. Widzisz, co się dzieje. - Nie denerwuj się żona uśmiechnęła się trochę, jak mi się wydawało, z przymusem. Może i masz rację. Daj mi więcej czasu. - No, dobrze burknąłem. Przemyśl sobie to wszystko. Byłem już zdecydowany. Poczekam pomyślałem Jadwiga musi się zgodzić. Zawsze prędzej czy później, zgadzała się ze mną. Okoliczności są sprzyjające. Rozruchy, jak wszystko na to wskazuje, dopiero się rozkręcają. Za kilka dni będzie inaczej śpiewać. Trzy dni później siedzieliśmy całą rodziną przy śniadaniu i słuchaliśmy radia. Od rozpoczęcia rozruchów nie wychyliliśmy nosa z domu. Było coraz gorzej. Walki docierały już nawet do naszej dzielnicy. W mass mediach królował, jak dotąd, ton optymizmu. Wciąż słyszeliśmy: Nadciągają posiłki z innych euroregionów. Niedługo to się skończy. Zamieszki powoli wygasają. Dziś, pierwszy raz, ton był inny. Spiker mówił powoli, uroczyście, zgnębionym tonem: - Zamieszki przybierają na sile. Trwają nie tylko w Warszawie, ale również w większości miast Mazowsza. Zginęło już 420 policjantów i 50 cywili, w tym 40 osób przypadkowych. Rannych jest 1000 policjantów i 400 cywili, w tym 200 osób przypadkowych. Spłonęło 113 budynków, zniszczono 2300 samochodów, zdemolowano i okradziono 1200 sklepów. Aresztowano 2000 osób. Dziś rano tłum zaatakował jadący pod eskortą samochód wicepremiera Mazowsza Samuela Grinberga. Ochrona otworzyła ogień zabijając 5 osób. Napastnicy odpowiedzieli ogniem ze sztucerów i broni krótkiej i obrzucili samochód kamieniami i butelkami z benzyną. Zginął wicepremier, jego sekretarz i 6 członków obstawy. Komendant warszawskiej policji oświadczył wczoraj późnym wieczorem, że jeżeli nie pozwoli się policji na użycie ostrej amunicji, jej oddziały wycofają się z ulic. Obradujący dziś w nocy parlament Mazowsza wprowadził od 4.00 stan wyjątkowy na terenie naszego euroregionu i uchwalił ustawy specjalne zezwalające policji na zastosowanie wszelkich środków mogących doprowadzić do przywrócenia spokoju, wprowadzających godzinę policyjną między a 6.00, umożliwiających premierowi podjęcie, w razie konieczności, decyzji o użyciu wojska w tłumieniu zamieszek. Dziś rano komendant warszawskiej policji wezwał mieszkańców Warszawy do pozostania w domach i oświadczył, że policja może strzelać bez ostrzeżenia do osób podejrzanych. Jadwiga zdenerwowana upuściła kubek z herbatą parząc sobie dotkliwie kolana. Zgasiłem radio.

13 Albert, ośmiolatek, dla którego ostatnie dni były tylko przedłużeniem przerwy świątecznej, zrozumiał jedno: - Dalej nie będzie szkoły krzyknął uradowany. Hip, hip, hura! Hura! Hura! Rudy natomiast, jakby wyczuwając nastrój, skomląc cicho wczołgał się pod fotel. Starsi synowie widząc przerażenie żony patrzyli na mnie pytająco. - No cóż stwierdziłem uspokajająco. Nie mamy się czego bać. Nic nam w domu nie grozi nie grozi. Wypowiedziałem te słowa chyba w złą godzinę. Za chwilę bowiem usłyszeliśmy za oknem pisk hamulców, głuchy huk, krzyk przerażonych kobiet i dzikie, pijackie wycie, dobywające się z wielu gardeł. Wyszedłem na balkon. Po przeciwnej stronie ulicy wgnieciony w latarnię stał policyjny samochód. Kierowca, wyraźnie nieprzytomny, leżał na kierownicy. Drugi policjant próbował wydostać się z wraku. W kierunku samochodu leciały kamienie. Śledząc ich lot zobaczyłem biegnący w jego stronę tłum wyraźnie pijanych i rozwścieczonych młodych mężczyzn. Dobiegli do samochodu. Jeden z nich miał w ręku pistolet. Przystawił go do głowy szamocącego się policjanta i nacisnął spust. Zobaczyłem, jak jego mózg dosłownie rozpryskuje się dookoła. Cofnąłem się do mieszkania. - Nie podchodźcie do okien krzyknąłem do żony i synów. Gdzieś blisko z hukiem rozprysła się szyba. Uświadomiłem sobie, że ten hałas dochodzi z kuchni i że nie ma w pokoju Alberta. W tym samym momencie usłyszeliśmy jego krzyk. - Na ziemię krzyknąłem do Jadwigi i synów, i pobiegłem do kuchni. Albert, moje dziecko, leżał na podłodze przyciskając ręce do twarzy. Spod palców płynęła mu obficie krew. Cicho jęczał. Cała kuchnia była w odpryskach szyby. Obok Alberta leżało pół cegły. Oderwałem mu ręce od twarzy. Oczy miał zamknięte, zalane krwią, wielki guz na czole, odłamki szkła powbijane dosłownie wszędzie. Zacząłem coś mówić do niego. Uświadomiłem sobie, że jest nieprzytomny. W tym momencie wbiegła do kuchni Jadwiga. Zatrzymała się nagle, zbladła, zaczęła przeraźliwie krzyczeć. Uderzyłem ją kilka razy w twarz otwartą dłonią. Natychmiast oprzytomniała. - Szybko, zanieś go do samochodu wyjęczała. Wziąłem Alberta delikatnie na ręce. Jadwiga z kluczykami od samochodu w ręku już była na klatce schodowej. - Szybciej, szybciej łkała. Gdy dochodziłem do samochodu niosąc wciąż nieprzytomnego Alberta, Jadwiga siedziała już za kierownicą. Ruszyła z piskiem opon. Przejechała przez trawnik łamiąc krzaki i dewastując budkę telefoniczną, która z trzaskiem się przewróciła. Na ulicy było akurat pusto. Gdy jednak skręciliśmy w kierunku szpitala czerniakowskiego zobaczyliśmy tłum idący środkiem jezdni, tłum podpitych wyraźnie, wrzeszczących mężczyzn, rzucających kamieniami w witryny sklepów i okna domów. Zobaczyłem, jak twarz Jadwigi tężeje, staje się surowa. Żona nacisnęła klakson i przyspieszyła. W naszym kierunku posypały się kamienie. Jeden

14 trafił w dach samochodu. Zbliżaliśmy się z zawrotną prędkością do tłumu. Młodzi ludzie zaczęli uciekać na boki. Dwóch wyraźnie pijanych stanęło w rozkroku na środku ulicy. W rękach trzymali kamienie, gotowi do rzutu. Krzyczeli coś obelżywie. Ich twarze wykrzywiała wściekłość. Jadwiga tylko się pochyliła. Samochód jeszcze przyspieszył. Jeden z mężczyzn rzucił w naszą stronę kamieniem. Przednia szybka pokryła się drobną pajęczyną pęknięć. W tym samym momencie samochód wpadł na nich. Mężczyzna z lewej odepchnięty uderzeniem upadł na chodnik. Ten z prawej próbował odskoczyć. Już nie zdąrzył. Jego ciało głucho uderzyło w maskę samochodu i przetoczyło się przez dach. Nawet się nie obejrzeliśmy. Wjeżdżając na szpitalne podwórko Jadwiga nacisnęła klakson i nie przestała go naciskać aż do momentu, gdy w drzwiach ukazali się sanitariusze. Wszystko odbyło się szybko i sprawnie. Albert był już we wnętrzu szpitala. Jadwiga krzyknęła jeszcze: - Wracaj szybko do domu. Zadzwonię. Do domu wróciłem piechotą, podwórkami. Było bardzo cicho. Widocznie zamieszki przeniosły się do innej dzielnicy. Dzieci przestraszone siedziały wciąż pod parapetem. Przywitały mnie, jakby wrócił z dalekiej podróży. Ulica za oknem była pusta. Włączyłem telewizor. Zacząłem przygotowywać posiłek. Spiker stwierdził, że sytuacja się uspokaja, że policja i wojsko rozproszyły największe bandy i aresztowano tysiące ludzi. Przestrzegał jednak przed wychodzeniem z domu. Gdy skończyliśmy jeść zadzwonił telefon. Głos Jadwigi był spokojny: - Nie ma żadnego niebezpieczeństwa powiedziała będzie zdrowy. Zostanę z nim. I wiesz co, miałeś rację. Uciekajmy stąd, jak najprędzej.

15 Rozdział III - Narada rodzinna W początkach marca w Warszawie panował już spokój. Tylko służby miejskie miały jeszcze pełne ręce roboty. Usuwały wraki spalonych samochodów, kładły chodniki. Ekipy budowlane uwijały się wokół wypalonych budynków. W innych miastach zamieszki powoli wygasały. Naszą decyzję o przeniesieniu się na wieś przekazaliśmy już całej rodzinie. Na jutro została zwołana u mego najstarszego brata Leona, specjalna narada rodzinna dotycząca tej sprawy. Narady takie zwoływano w naszej rodzinie od niepamiętnych czasów we wszystkich ważniejszych sprawach. Brali w nich udział wszyscy dorośli. Praktyka pokazywała, że taka rodzinna burza mózgów dawała wiele, że wspólne głośne myślenie, dyskusja, pozwalały odnajdować optymalne rozwiązania. Poza tym, gdy w sprawę angażowała się dosłownie cała rodzina można było być pewnym, że podstawowe związane z nią, przynajmniej materialne, problemy zostaną pokonane. Siedzieliśmy przy kolacji. Albert czuł się już dobrze. Otrząsnął się z szoku. Minione wydarzenia nie pozostawiły na nim żadnego śladu. No, może nie do końca. On chyba najbardziej chciał, i to jak najszybciej, opuścić Warszawę. - Ale gdzie znajduje się ta Księżycowa Dolina Jadwiga nawiązała do powieści Jacka Londona. - Myślę, że dobre byłyby Mazury powiedziałem. Trzeba przejrzeć mapy, wsiąść w samochód, objechać wybrane miejsca, znaleźć jakieś siedlisko, kupić je i zamieszkać w nim. Jeżeli będziemy mieli szczęście za tydzień możemy rozpocząć nowe życie. - Co powiedzą twoi bracia. Wszystko to jest takie niekonkretne, niejasne. Wyśmieją nas Jadwiga wyraziła swój niepokój. - Nie bój się. Myślę, że nas nie wyśmieją. Raczej doradzą. Pomogą. - Nie jestem tego taka pewna. Jadwiga nie była wciąż do końca przekonana. *** Spotkanie rodzinne zaczęło się, jak zawsze, pacyfikacją dzieciarni. Gdy jest ich równo dwunastka w wieku od 2 do 15 lat, nie słyszymy nawet swoich głosów. Robert wypędził je więc do ogrodu zobowiązując najstarszego, piętnastoletniego Andrzeja, syna Antoniego, do czuwania nad bezpieczeństwem i spokojem całej gromadki. Następnie otworzył posiedzenie rodzinne uderzając łyżeczką od herbaty w szklankę. - Proszę wstać, sąd idzie zażartował co oskarżeni mają na swoją obronę? Zreferowałem

16 krótko nasze plany. Była to tylko formalność. Ze wszystkimi rozmawiałem już na ten temat kilkakrotnie przez telefon. Kobiety omówiły już tę sprawę na swoim babskim spotkaniu. Pierwszy zabrał głos Tomasz, najmłodszy z moich braci. - W porządku powiedział. Czasami sam odczuwam chęć takiej ucieczki. Nas jednak na nią nie stać stwierdził, jakby ze smutkiem, patrząc na swoją żonę. - No wiesz powiedziała. Jak można mieszkać gdzie indziej niż w Warszawie. Czy naprawdę sobie to wyobrażasz? - Pewnie, że tak. Oczywiście wiązałoby się to ze zmianą całego trybu życia. Ale pomyśl ta cisza, spokój, brak stresów, pośpiechu i ta masa czasu, którą moglibyśmy przeznaczyć tylko dla siebie. - To mrzonki Zocha, żona Tomasza, parsknęła śmiechem. - Dla nas to nie są mrzonki mruknąłem Jesteśmy zdecydowani, zdeterminowani, silni, zwarci i gotowi. - To wszystko na razie teoria stwierdził Robert. Prosimy o konkrety. - No tak. A więc No cóż. Myślę, że zacząłem się plątać. - A ja mam lepszy pomysł przerwał moje jąkanie Cyryl. Chyba wszyscy zapomnieliście, że mamy małą posiadłość pod Warszawą pod dziadku. Kiedy ostatni raz byliście w Kosewku? To dla nich idealne miejsce. 50 km od Warszawy, 3 km od Pomiechówka. Dom w niezłym stanie. Wszystkie wygody. Sad, ogród, 2 hektary ziemi. Zabudowania gospodarcze. Domek letni. Wszystko to nad rzeką i blisko lasu. Gdyby tam się przenieśli Wawrzyniec mógłby często wpadać do Warszawy i praktycznie nic nie zmieniłoby się w jego pracy dla wydawnictwa. Jakby jednak chciał nie opuszczać wsi, także nie byłoby kłopotu. Mógłby robić redakcję, korekty. Może też coś, by wreszcie napisał. Przydałby się nam jakiś bestseller. Jeśli Wawrzyniec zacząłby pisać, miałby blisko wszystkie źródła, archiwa, biblioteki. Każdą rzecz szybko by otrzymał. Ale zobaczcie. Chce wsi, to niech będzie konsekwentny. Na wsi żyją rolnicy. Niech będzie rolnikiem, nietypowym, ale rolnikiem. Mówicie, że mam hopla na punkcie zdrowej żywności. Sami jednak wiecie, co my jemy. Sama chemia, hormony, inżynieria genetyczna. Niech zacznie uprawiać ziemię, hodować zwierzaki. Pomyślcie, wszyscy mielibyśmy smaczne, zdrowe ziemniaki, cebulę, inne warzywa, owoce, jajka, mleko, mięso, a oni mieliby i radość, i utrzymanie. Jakby jeszcze Wawrzyniec dorabiał w wydawnictwie, żyć nie umierać. - Jesteś genialny Jadwiga była zachwycona. - Mógłbyś też Wawrzyńcu zostać pszczelarzem Tomasz przypomniał sobie o swoim odwiecznym bólu. Wciąż przy każdej okazji wspominał o miodach pitnych, jakie robił jego teść i miodzie gryczanym, który dostarczał całej rodzinie, póki miał siły. - Pomógłbym ci w produkcji trójniaków, dwójniaków i półtoraków rozmarzył się. Wszyscy zaczęli mówić naraz. Halina, żona Roberta, krzyczała coś o spędzaniu wiosennych, letnich i jesiennych weekendów, o grzybach, spacerach po łąkach,

17 pływaniu łódką. Zocha, zwracając się do swojego męża, stwierdziła: - Wreszcie miałbyś, gdzie uciekać i dodała po chwili skąd wracać. - Będę ci Wawrzyńcu pomagał w zagospodarowaniu w każdej wolnej chwili zapewniał Tomasz. Robert zaczął walić pięścią w stół. - Hej, cisza, spokój krzyknął. No to co, wszystko postanowione. Kto jest przeciw. Nie widzę. Kto się wstrzymał? Nie widzę. Kiedy wyjeżdżacie? - Choćby jutro uśmiechnął się Wawrzyniec. - Za tydzień sprostowała Jadwiga poważnie. W tym momencie do pokoju wpadła z krzykiem dzieciarnia domagając się włączenia telewizora. Alf przedpotopowy serial i ulubiony film większości dzieci zaczynał się za pięć minut. Robert włączył telewizor. Dzieciaki porozsiadały się na podłodze. Starsi przeszli do ogrodu. Marcowy wieczór był niespodziewanie ciepły. Niebo było bezchmurne, czyste, gwieździste. Robert rozstawił leżaki, rozdał koce. Rozmowa się jednak nie kleiła. Każdy wracał już myślą do swoich problemów. Antoni zaczął szeptem kłócić się o coś z żoną. Zocha, jak to ona, zaczęła plotkować z Renatą, żoną Cyryla, o jakiejś Mariannie. Tylko jeszcze Cyryl próbował podtrzymać wątek. Wawrzyniec umówił się na następny dzień z Tomaszem i Cyrylem, by omówić różne szczegóły. Towarzystwo jeszcze trochę pogadało. Wypito po szklance gorącego ponczu. Wreszcie zaczęto się rozchodzić. Żegnając się z Wawrzyńcem i Jadwigą, Robert życzył im wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia. Tomasz ściskając dłoń Wawrzyńca szepnął: - Nie wyobrażasz sobie, jak wam zazdroszczę.

18 Rozdział IV - Wiosna Połowa kwietnia. Wiosna w pełni. Ciepła jak nigdy. Pogoda jak drut. Niebo bez jednej chmurki. Wszystkie sprawy zamknięte. Ostatnie dni, to był młyn. Nie mieliśmy nawet czasu zajrzeć do Kosewka. Dziś więc jedziemy tam pierwszy raz. Radość, ale i zaniepokojenie. Czy nam się spodoba? W jakim stanie jest dom? To jednak było wariactwo dokonywać tak ważnego wyboru, tak w ciemno. Dojeżdżamy do Pomiechówka. Skręcamy w lewo. Droga staje się wąska i kręta. W asfalcie pełno dziur. Szosa prowadzi wzdłuż rzeki. Wspaniałe widoki. Teren górzysty. Stary las. Dzieciaki piszczą coraz bardziej podniecone. Rudy szczeka. Jadwiga jest uśmiechnięta. Dojeżdżamy. Mijamy grupę zaniedbanych domków letniskowych. Widać, że od lat nikt w nich nie mieszkał. Dalej ruiny typowo wiejskich zabudowań. Wreszcie zaczyna się Kosewko. To dziś tylko kilka budynków w niewielkiej dolinie, otoczonej lasem, którą przez środek przecina rzeka, teraz szeroko rozlana, majestatyczna. Z daleka rozpoznaję dom dziadka ukryty w zieleni, nieotynkowany dom z czerwonej cegły. Od pierwszej chwili mi się tu podoba. Otwieram starą, zardzewiałą bramę. Wszyscy wyskakują z samochodu. Dzieciaki rozbiegają się po ogrodzie, buszują w sadzie. Otwieram dom. Wszędzie pajęczyny i mysie bobki. Jednak sucho, żadnej wilgoci, zacieków. Ściany i podłoga w dobrym stanie. Oglądamy pokoje. Jadwidze podobają się stare wiklinowe i ratanowe meble. Rudy biega z nosem przy ziemi, parska i kicha, poszczekuje radośnie. Dzieci tylko zajrzały do wnętrza i już są z powrotem na dworze. Słychać ich podniesione, podniecone głosy. Idziemy wszyscy nad rzekę. Podwórko przy zabudowaniach gospodarczych porośnięte jest wysoką trawą i dziewannami. Drewniany domek, także nasza własność, stoi nad samą rzeką. Wygląda dobrze, choć cały obłazi z farby. Cicho. Słychać tylko daleko śpiew skowronków. Wiatru prawie nie ma. Kładziemy się na łące nad rzeką. Pachnie miętą i tatarakiem. Z daleka słychać kumkanie samotnej żaby. Odzywa się też na chwilę kukułka. Kwietniowe słońce pieści nasze twarze. Kładę się na plecach. Zapadam się w wysokiej trawie. Widzę tylko niebo. Samotne, pierzaste obłoczki, poruszają się leniwie. Szczęście myślę nazywa się Kosewko i zaraz głośno wypowiadam tę myśl. Jadwiga nic nie mówi, bierze mnie za rękę i uśmiecha się jakoś tak miło i promiennie. Nigdy nie widziałem takiego uśmiechu na jej twarzy. Idziemy powoli wzdłuż rzeki. Nikogo. O obecności ludzi świadczy tylko dym unoszący się z komina jednego z domów. Sprzątamy dom. Wybieramy dla siebie

19 pokoje. Zmęczeni siadamy na tarasie i wpatrzeni we wschodzący księżyc, snujemy plany na najbliższe dni. Chłopcy pytają, kiedy sprawimy sobie łódki, kajaki, wędki, rowery. Rudy utytłany, jak świnia, leży pod naszymi nogami i głośno chrapie. *** Już tydzień mieszkamy w Kosewku. Jesteśmy skonani, ale szczęśliwi. Pokoje wymalowane, wysprzątane, umeblowane. Trochę mebli przywieźliśmy z Warszawy. Reszta miejscowe. Ogródek skopany. Niektóre warzywa już posiane w ogródku, inne w skrzynkach w domu. Zajmują aż dwa pokoje. Posadziliśmy też kilka drzewek owocowych tak, żeby w sadzie były wszystkie owoce, jakie tylko rosną w naszym klimacie. Posadziliśmy również porzeczki, agrest, maliny i jeżyny, wiele krzewów ozdobnych i bylin. Trochę nadszarpnęło to nasz budżet, ale trzeba myśleć o przyszłości i samowystarczalności. Po podwórku chodzi 10 kur i wielki, prawdziwie polski kogut, jak ze starego obrazka, z wielkim czerwonym ogonem. Rudy wciąż z nim wojuje. Od czasu jednak, gdy dostał parę razy dziobem po łbie, trzyma dystans i próbuje koguta zaskoczyć od tyłu. Ten jednak ma się na baczności. W klatkach siedzi kilka królików, a na łące upalikowana pasie się nasza duma i już ulubienica, koza Łatka. Poranek jest słoneczny. Wszyscy jeszcze śpią. Wychodzę na taras, z którego widać rzekę. Patrzę, jak oniemiały. W ciągu nocy rozkwitły wszystkie akacje porastające jej brzegi. Rzeka wygląda, jak panna młoda. Nieskazitelna biel odcina się ostro od świeżej zieleni lasu. Budzę Jadwigę. Nawet nie pijemy kawy. Akacje wabią nas i kuszą. Idziemy. Nad rzeką pięknie. Zapach akacjowych kwiatów jest odurzający. Trawa pokryta rosą lśni i skrzy się, jak diamentowe pole z baśni Leśmiana o Sindbadzie Żeglarzu. Zabłąkany w obłoku skowronek śpiewa niestrudzenie. Objęci, milczący, zstępujemy z pagórka idąc prosto w słońce, które grzeje delikatnie. *** Początek maja. Ogródek obsiany do końca. Zdecydowaliśmy się też posadzić wcześniej pomidory, paprykę, brokuły itd. Jest tak ciepło. Na podwórku obok kur stadko kaczek. Od kilku dni zajmuję się tresowaniem byka sąsiada. Zaczęło się od tego, że gdy stałem przy płocie, podszedł do mnie, przełożył łeb między drągami i obwąchując moje ramię

20 ryknął nagle. Odskoczyłem odruchowo. Pogłaskałem go. Wyciągnąłem w jego stronę ogryzek jabłka, które właśnie jadłem. Nie odmówił. Dziś przybiega truchcikiem do płotu, gdy tylko mnie zobaczy. Nazwałem go Bucuś. Nauczyłem reagować na to imię. Rozpieszczam go różnymi smakołykami. Najbardziej lubi skórki od banana i bezy. Rudy początkowo go obszczekiwał. Szybko jednak mu się to znudziło. Bucuś całkowicie go ignorował. Zresztą Rudy rzadko teraz bywa w domu. Poznał się z miejscowymi kundlami i włóczy się z nimi całymi dniami. Dzieciaki jeżdżą do szkoły w Pomiechówku rowerami. Wracają późno. Trudno im się rozstawać z nowymi kolegami. Po powrocie do domu coś zjedzą i znowu gdzieś znikają. Tak jak Rudy włóczą się po okolicy. Poznają wszystkie kąty. Jadwiga polubiła szczególnie pracę w ogródku. Sadzi, piele, podlewa, coś tam podcina. To już jej królestwo. Mnie nie wolno niczego dotykać. Oprócz zwykłych zajęć domowych karmi też kury i kaczki. Dzieci zajmują się królikami, ja kozą. Nauczyłem się ją doić. Z jej mleka robię sery. Dużo czytamy. Chodzimy rano i wieczorem na długie spacery. *** Obchodząc wieczorem całe nasze gospodarstwo wykryłem w zaroślach bzu przy letnim domku słowika. Udajemy się tam teraz wieczorami na koncerty, tak jak inni udają się do filharmonii. Bierzemy leżaki, koce, kawę w termosie. Rozsiadamy się. My na leżakach, chłopcy na kocach i czekamy w ciszy na zmrok. Gdy pokazują się pierwsze gwiazdy nasz słowik rozpoczyna swoją pieśń. Maluchy zasypiają przy niej szybko i trzeba je potem zanosić do domu. Dziś koncert był szczególnie udany. Niebo bez jednej chmurki, niezamglone. Wieczorny wiatr ucichł i nawet wiejskie psy zamilkły. Krwista, olbrzymia kula słońca powoli zaszła za las. Przestaliśmy rozmawiać. Od czasu do czasu pisnęło tylko któreś z dzieci. Powoli, bardzo powoli, zaczął zapadać mrok. Niebo ciemniejąc ukazywało naszym oczom coraz więcej gwiazd. Gdy w całej okazałości zalśnił nad nami Wielki Wóz słownik rozpoczął koncert. Wzięliśmy się z Jadwigą za ręce. Wpatrywałem się w niebo i trwałem tak nieporuszony, zanurzając się wręcz dosłownie w tym śpiewie, w gwiazdach i zarazem zapadając się, to było przedziwne uczucie, w siebie, w swoją duszę. Na chwilę poczułem straszną pustkę. Ścisnąłem mocniej dłoń Jadwigi i w pewnym momencie stanął mi przed oczami przydrożny krzyż, który mija się przy wjeździe do Kosewka. Chrystus przybity do niego ogromniał mi w oczach aż zacząłem widzieć tylko Jego spokojną twarz. Nagle otworzył oczy i spojrzał na mnie.

21 Drgnąłem. Znowu zobaczyłem rozgwieżdżone niebo. W tym momencie przeszyła je bezgłośnie błyskawica. Słowik umilkł. Jadwiga zerwała się z miejsca pospieszając dzieci do domu. Zawsze bała się burzy. Wracałem, jak z dalekiej podróży. Serce biło mi, jak po długim biegu. Boże, Boże powtarzałem bezgłośnie. Boże mój. Gdzie ja Ciebie zgubiłem? *** Początek czerwca. Wczoraj przywiozłem trzy kajaki. Dni i noce są gorące. Łąki kipią od kwiatów. Ptaki jakby zwariowały. Drą się jak opętane. Dziś sobota. Dzieciaki tylko wstały zaraz zaczęły dopominać się o wycieczkę kajakową. Postanowiliśmy z Jadwigą, że rzucimy wszystko w kąt i poświęcimy na nią cały dzień. Dzieciaki z własnej inicjatywy nakarmiły i napoiły zwierzaki. Jadwiga zrobiła w kosewskim sklepiku specjalne zakupy napoje, konserwy, kiełbaski, kartofle, pieczywo, słodycze. Załadowaliśmy to wszystko do kajaków i ruszyliśmy w drogę w dół rzeki. Wspaniałe widoki. Zupełnie inna perspektywa niż z brzegu. Jakbyśmy poruszali się w zielonym tunelu. Rzeka cicha i spokojna płynęła leniwie przyspieszając tylko na niektórych zakrętach. Spływaliśmy bardzo powoli nie używając w zasadzie wioseł w ciszy przerywanej tylko śpiewem ptaków i pluskiem wyskakujących z wody ryb. Położyłem się na chwilę na dnie kajaka patrząc na małe pierzaste obłoczki, których dziś nie brakowało na niebie. Uświadomiłem sobie, że od przyjazdu do Kosewka właściwie nie myślę. Po prostu nie mam na to czasu. Po prostu jestem szczęśliwy. Jadwiga odmawia co wieczór z dziećmi cały różaniec, a ja padam skonany na łóżko z jakimś kryminałem i czytam. W ogóle się nie modlę. Nie zajmuję się też, tak naprawdę, synami. Nie rozmawiam z nimi. Jesteśmy razem, ale jakby nie do końca. Czy nie zapomniałem o Bogu? Jak trwoga to do Boga. Teraz jestem szczęśliwy. I gdyby nie to przeżycie z przydrożnym Chrystusem, gdyby nie niedzielna Msza święta, byłbym, jak barbarzyńca, który tylko w przyrodzie znajduje ukojenie i radość. Odmówiłem dziesiątek różańca śledząc jeden z obłoczków. Dopływaliśmy do Pomiechówka. Zamiast nieba ujrzałem brzuch mostu. Usiadłem. Wzięliśmy się za wiosła. - Długo tak będziemy płynąć? Ciężko będzie wracać pod prąd. Może się zatrzymamy i przejdziemy po sklepach i będziemy wracali, a gdzieś w drodze powrotnej zrobimy sobie mały piknik powiedziała Jadwiga. - Na lody. Do pizzerii. Na automaty dzieciaki zaczęły krzyczeć na wyścigi. - Nie ma mowy stwierdziłem. Płyniemy dalej. Do Pomiechówka możemy pójść piechotą, pojechać na rowerach lub samochodem. Rudy, który siedział w

22 kajaku Bazylego i Bernarda zobaczył w tym momencie na brzegu kota i nagle z głośnym pluskiem wskoczył do wody żądny krwi i chwały. Jednym ruchem wiosła ustawiłem swój kajak pomiędzy nim a brzegiem i wciągnąłem go na pokład. - Spokój idioto powiedziałem. Las się skończył, gdy minęliśmy Pomiechówek. Zaczęły się podmokłe łąki. Rzeka rozlewała się tu na dużym obszarze. Poziom wody był jeszcze wysoki. - Popłyńmy na skróty krzyknąłem. Wpłynęliśmy w zarośla. Lawirując pomiędzy krzakami wikliny płynęliśmy równolegle do głównego nurtu. Jadwiga zrywała piękne kwiaty, chyba irysy, których główki zaledwie wystawały z wody. Rudy o mało nie oszalał, gdy zobaczył wydrę uwijającą się na płytkiej wodzie w pogoni za rybami. Musiałem zdzielić go parę razy wiosłem po łbie, żeby się opamiętał. Zaczęliśmy płynąć pomiędzy drzewami. Nigdy jeszcze nie płynąłem kajakiem przez las. Teren zaczął się podnosić. Wróciliśmy do głównego nurtu rzeki. Pomiechówek został daleko za nami. Rzeka zwęziła się i przyspieszyła. Dopływaliśmy do ujścia. Przed nami, jak okiem sięgnąć, brunatne wody Bugo-Narwi. Zrobiło się płytko po kolana, po chwili nawet po kostki, tak że kajaki zaczęły szorować po piasku. Wyskoczyliśmy z nich. Złoty piasek pod naszymi stopami układał się w drobne zmarszczki, jak na twarzy uśmiechniętej, starej, wiejskiej kobiety. Przepchaliśmy kajaki przez łachę, wskoczyliśmy do nich z powrotem i zaczęliśmy płynąć w górę wielkiej rzeki. - Jaki tu niski poziom zdziwiła się Jadwiga. - Zatrzymali wodę w Zalewie Zegrzyńskim wyjaśniłem. To jedyna znana mi rzeka, gdzie są odpływy i przypływy. Ktoś tam w górze raz zakręca, a raz odkręca kurek. Lądujemy krzyknąłem. Przybiliśmy do wielkiej, piaszczystej łachy, której brzeki omywały dwie rzeki. Za nią zaczynały się łąki porośnięte krzakami wikliny i, jak później stwierdziliśmy, dzikimi porzeczkami, malinami i jeżynami. Wciągnęliśmy kajaki na piasek. Dzieciaki od razu zdarły z siebie ubrania i gołe, jak je Pan Bóg stworzył, rozbiegły się z rozdzierającym wrzaskiem. Rudy gonił za nimi, poszczekując wskakiwał do wody za patykami, które rzucali mu najmłodsi, tarzał się w piasku. Wyciągnęliśmy się z Jadwigą na piasku. Był czysty, wręcz nieskalany i gorący. Cisza. Słychać było tylko plusk wody i daleki, bardzo daleki śpiew skowronka. Zamknąłem oczy. Powoli zacząłem zapadać w drzemkę, gdy z krzykiem nadbiegły maluchy. - Tato, tato. Wielka ryba. Uwięziona. Złapiemy ją. Szybko. Wstawaj. Wstałem. Zaprowadziły mnie na koniec łachy. Był tam naturalny basenik, długi na jakieś trzy metry, szeroki na dwa, a w środku wielki szczupak pływający nerwowo z kąta w kąt. - Skąd ta ryba się tam wzięła? zapytał Bazyli. - Jak był wysoki poziom wpłynęła tu, a później, jak woda opadała, nie zdążyła uciec. Może przysnęła wyraziłem przypuszczenie. - Musimy ją złapać stwierdził Bernard.

23 Okazało się, że to nie takie łatwe. Szczupak omijał wyciągnięte ręce. Przepływał między nogami. Rzucał się jak szalony. W pewnym momencie udało mi się go schwytać. Zacząłem krzyczeć: - Mam go, mam go. Nagle walnął mnie ogonem w twarz i wyśliznął się z powrotem do wody. Wreszcie udało mi się wyrzucić go na piasek. - Co z nim zrobimy? zapytał Franek. - Jak to co? roześmiałem się Zjemy go. Rozpalimy ognisko i upieczemy na węglach. Tak też zrobiliśmy. Za pół godziny nie było śladu po szczupaku. - Ale był pyszny westchnęła Jadwiga. Poszliśmy na łąki. Rudy buszował wśród traw. Momentami nie było go w ogóle widać. Jego obecność wskazywało tylko falowanie trawy. Łąki kwitły tysiącem kwiatów. Przeważały białe, żółte i fioletowe. Gdzieniegdzie czerwieniały drobne maki. Zapach ziół, szczególnie mięty i ruty, był delikatny, ale na dłuższą metę odurzający. Położyliśmy się na plecach. Zatonęliśmy w trawie i ziołach. Wpatrzeni w niebo wsłuchiwaliśmy się w szum wiatru. Maluchy długo tak nie wytrzymały. Zaczęły się bawić w Indian, czołgając się i wyskakując na nas z krzykiem. Wreszcie Jadwiga dała hasło do powrotu nad rzekę. - Czas na obiad powiedziała. A na obiad były kiełbaski na patykach, kartofle z ogniska, wołowina pieczona wprost na gorących węglach. Wszystko to popijaliśmy pachnącą dymem herbatą z małego kociołka, który Jadwiga zapobiegliwie zabrała z domu. Po obiedzie zarządziła sjestę. Położyliśmy się na kocach w cieniu nadbrzeżnych krzaków i wdychając zapach mięty, gwarzyliśmy o wszystkim i o niczym coraz bardziej rozleniwieni i senni. Wreszcie dzieciaki posnęły. Jadwiga przytuliła się do mnie i poszliśmy w ślady dzieci pozostawiając czuwanie Rudemu. Obudziłem się pierwszy. Słońce zaczęło się już powoli zniżać ku zachodowi. Spojrzałem na zegarek. Spaliśmy aż dwie godziny. Obudziłem całe towarzystwo i pobiegliśmy wszyscy do rzeki. Woda była ciepła i aksamitna. Pływaliśmy, nurkowaliśmy, pryskaliśmy się wodą, aż zaczęła się nad nami unosić mała tęcza. Gdy suszyliśmy się w słońcu, leżąc na gorącym piasku, Jadwiga powiedziała: - Czas wracać. - Mamo, jeszcze nie, jeszcze trochę dzieci zaprotestowały chórem. - A może zanocujemy zaproponowałem. Zbudujemy szałasy. Będziemy jak Robinson Kruzoe. Czy tu nie jest tak jak na bezludnej wyspie? - Tak, tak, tak krzyczały dzieci. Jadwiga była trochę mniej zadowolona, ale nie zaprotestowała. Zaczęliśmy klecić pierwszy szałas. Gdy był juz gotowy wpadł do niego Rudy z rozpędu uderzając w tylną ściankę. Szałas złożył się jak domek z kart. - Będziemy spali pod gołym niebem przy ognisku, jak prawdziwi traperzy stwierdziłem. Nie trzeba było stawiać szałasów. Mieliśmy więc masę czasu. Poszliśmy na małą wycieczkę. Odkryliśmy krzaki dzikich porzeczek i malin. Niestety owoce nie były jeszcze dojrzałe. - Gdy dojrzeją przypłyniemy tu i zbierzemy je powiedziała

24 Jadwiga. Dzień zaczął się kończyć. Słońce gwałtownie opadało za horyzont. Dalej jednak było gorąco. - Żeby tylko nie było burzy przestraszyła się Jadwiga Nie przeżyłabym jej na takim pustkowiu. - Nie martw się, na pewno nie będzie stwierdziłem stanowczo żeby ją tylko uspokoić. Zaczęliśmy zbierać drewno na ognisko na całą noc, zrywać trawę, ścinać drobne gałązki i mościć z nich posłania. Noc zapadła szybko, gwiaździsta, cicha, gorąca i parna. Ognisko było wysokie na parę metrów. Dzieciaki szybko zasnęły. Jadwiga zaraz poszła w ich ślady. Rudy wykończony zwinął się w kłębek w nogach Bazylego i zaczął chrapać, jak stary pijak. Odszedłem parę metrów od ogniska i zacząłem się modlić. - Panie Boże! Dziękuję Ci za wszystko, za żonę, za dzieci, za zdrowie i za Kosewko, za to lato, noc, gwiazdy, rzekę i łąki, za skowronki, za radość i szczęście, które ostatnio stały się moim udziałem i proszę Cię daj mi Siebie i miłość, którą mógłbym zwrócić się do Ciebie i płonąć nią, żyć nią, budować nią każdy dzień i każdą noc. Opadłem na piasek. Obróciłem się na plecy i zapatrzyłem w gwiazdy. Tak właśnie zaczyna się metanoja wielka przemiana wewnętrzna pomyślałem. Tak zaczyna się prawdziwe życie. Nie spałem tej nocy. Rozmyślałem i modliłem się. Modliłem się i rozmyślałem. Świt przychodził powoli. Budziły się pierwsze ptaki. O dziwo wraz ze świtem nie przyszedł wcale chłód. Pojawiła się tylko rosa, której jednak nie dopuściło do nas ognisko, do którego wciąż dorzucałem drewna. Patrzyłem na wschodzące słońce. W oczach miałem łzy. Tej nocy Bóg dotknął mojego serca. Zrobiłem kawę we włoskim ekspressie, stawiając go na rozżarzonych węglach. Obudziłem pocałunkiem Jadwigę. Piliśmy kawę kontemplując wschodzące słońce. Opowiedziałem żonie o tym, co wydarzyło się tej nocy. Uśmiechnęła się tylko nic nie mówiąc i uklękła na piasku. Poszedłem w jej ślady. Trzymając się za ręce odmówiliśmy radosną część różańca. *** Do kuchni wpadł zapłakany Bazyli. - Mamo, mamo rzucił się Jadwidze w ramiona. - Co się stało? Jadwiga przytuliła go mocno. - Jak rozbieraliśmy się do lekcji WF-u wszedł do szatni nauczyciel, zobaczył, że mam medalik na szyi, zerwał go, rzucił na ziemię i zaczął strasznie krzyczeć Nie wolno ci tego świństwa nosić w szkole. Poszedł ze mną do wychowawczyni. Ona też zaczęła na mnie krzyczeć. Powiedziała, że obniży mi stopień ze sprawowania i że mam jutro przed lekcjami przyprowadzić matkę albo ojca. - Bandyci Jadwiga była wściekła i to słowo samo wyrwało się jej z ust. - Pójdziemy do wychowawczyni oboje powiedział Wawrzyniec do Bazylego nie

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska spektakl edukacyjno-profilaktyczny dla najmłodszych. (Scenografia i liczba aktorów - zależne od wyobraźni i możliwości technicznych reżysera.) Uczeń A - Popatrz

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

Ziemia. Modlitwa Żeglarza

Ziemia. Modlitwa Żeglarza Ziemia Ziemia, którą mi dajesz, nie jest fikcją ani bajką, Wolność którą mam w Sobie Jest Prawdziwa. Wszystkie góry na drodze muszą, muszą ustąpić, Bo wiara góry przenosi, a ja wierzę Tobie. Ref: Będę

Bardziej szczegółowo

Siekierczyn, 12.11.2012r. Kochana Babciu!

Siekierczyn, 12.11.2012r. Kochana Babciu! Siekierczyn, 12.11.2012r. Kochana Babciu! Na wstępie mojego listu serdecznie Cię pozdrawiam. Chcę Ci opowiedzieć, jak dbam o siebie. Zdrowo się odżywiam. Piję soki owocowe. Chodzę z mamą na spacery. Dużo

Bardziej szczegółowo

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy.

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy. Zając wychodził z siebie ze złości i krzyczał: Biegniemy jeszcze raz, jeszcze raz wkoło! Nie ma sprawy, odparł jeż, Ile razy masz ochotę. Biegał więc zając siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle dotrzymywał

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. JÓZEF I JEGO BRACIA 11. JÓZEF I JEGO BRACIA

STARY TESTAMENT. JÓZEF I JEGO BRACIA 11. JÓZEF I JEGO BRACIA JÓZEF I JEGO BRACIA 53 Jakub miał wielu synów. Było ich dwunastu. Jakub kochał wszystkich, ale najbardziej kochał Józefa. Może to dlatego, że Józef urodził się, kiedy Jakub był już stary. Józef był mądrym

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom.

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. W rodzinie wszystko się mieści Miłość i przyjaźń zawiera Rodzina wszystko oddaje Jak przyjaźń drzwi otwiera. Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. 1 Opracowanie: Anna Polachowska Korekta: Anna

Bardziej szczegółowo

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej wyspie, białej jak jego futerko. Pewnego wieczoru miś usiadł na górce i patrzył przed siebie. To, co podziwiał, było niebieskie i pełne gwiazd. Miś nie

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD K A T A R Z Y N A O R K I S Z S T O W A R Z Y S Z E N I E N A R Z E C Z D Z I E C I Z N A D P O B U D L I W O Ś C I Ą P S Y C H O R U C H O W Ą Moment narodzenia

Bardziej szczegółowo

"PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA"

PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA "PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA" Maciej Rak kl.4a 1 PEWNEGO DNIA W SZKOLE NA LEKCJI MATEMATYKI: PANI: Dzieci, proszę o ciszę!!! STAŚ: Słuchajcie pani, bo jak nie, to zgłoszę wychowawczyni żeby wpisała

Bardziej szczegółowo

Marcin Pałasz. ilustracje Olga Reszelska

Marcin Pałasz. ilustracje Olga Reszelska Marcin Pałasz ilustracje Olga Reszelska Copyright by Marcin Pałasz Edycja Copyright by Skrzat, Kraków 2012 Redakcja: Sylwia Marszał Korekta: Agnieszka Sabak Skład: Łukasz Libiszewski Ilustracje: Olga Reszelska

Bardziej szczegółowo

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina...

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina... 1 Budzik dzwonił coraz głośniej i głośniej, a słońce jakby za wszelką cenę chciało się wedrzeć do mojego pokoju. Niedali mi spać już dłużej;wstałam. Wtedy właśnie uswiadomiłam sobie, że jest dzień 11 listopada

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 11 Opracowała Daniela Abramczuk Zdjęcie na okładce Julia na huśtawce pochodzą z książeczki Julia święta Urszula Ledóchowska za zgodą Wydawnictwa FIDES. o Mała Jadwinia

Bardziej szczegółowo

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania.

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania. Tytuł: Marzenie Franka Kupki Tekst: Anna Cwojdzińska Ilustracje: Aleksandra Bugajewska Wydanie I, lipiec 2012 Text copyright Anna Cwojdzińska Illustration copyright Aleksandra Bugajewska Uprzejmie prosimy

Bardziej szczegółowo

SPRAWOZDANIE Z AKCJI KOCHASZ DZIECI, NIE PAL ŚMIECI"

SPRAWOZDANIE Z AKCJI KOCHASZ DZIECI, NIE PAL ŚMIECI SPRAWOZDANIE Z AKCJI KOCHASZ DZIECI, NIE PAL ŚMIECI" Dnia 3.12.201 Or. w Samorządowym Publicznym Przedszkolu Leśne Skrzaty" w Poraju odbyło się spotkanie w ramach akcji Kochasz dzieci, nie pa! śmieci".

Bardziej szczegółowo

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca Autor wiersza: Anna Sobotka PATRON Każdy patron to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie Pani Ania. Mądra, dobra i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca uszczęśliwić mnie umiała. Myśli moje do Niej

Bardziej szczegółowo

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony.

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony. 114 Lekcja 12 Tak ubrany wychodzi na ulicę. Rezultat jest taki, że Samir jest przeziębiony. Ma katar, kaszel i temperaturę. Musi teraz szybko iść do lekarza. Lekarz bada Samira, daje receptę i to, co Samir

Bardziej szczegółowo

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych dr Renata Maciejewska Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie Struktura próby według miasta i płci Lublin Puławy Włodawa Ogółem

Bardziej szczegółowo

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (1 J 4,11) Droga Uczennico! Drogi Uczniu!

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (1 J 4,11) Droga Uczennico! Drogi Uczniu! Droga Uczennico! Drogi Uczniu! Jesteś już uczniem i właśnie rozpoczynasz swoją przygodę ze szkołą. Poznajesz nowe koleżanki i nowych kolegów. Tworzysz razem z nimi grupę klasową i katechetyczną. Podczas

Bardziej szczegółowo

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Jako mała dziewczynka miałam wiele marzeń. Chciałam pomagać innym ludziom. Szczególnie starzy, samotni

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku...

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wyznania Wyznania Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wolę być chwilą w Twoim życiu niż wiecznością w życiu innej!!! Nie wiem, czy chcesz ze mną chodzić,

Bardziej szczegółowo

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY Często będę Ci mówić, że to ważna lekcja, ale ta jest naprawdę ważna! Bez niej i kolejnych trzech, czyli całego pierwszego tygodnia nie dasz rady zacząć drugiego. Jeżeli czytałaś wczorajszą lekcję o 4

Bardziej szczegółowo

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać!

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłosne Wierszyki Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłość jedyna jest Miłość nie zna końca Miłość cierpliwa jest zawsze ufająca

Bardziej szczegółowo

REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1. (wersja dla studentów)

REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1. (wersja dla studentów) REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1 (wersja dla studentów) Reklama jest obecna wszędzie w mediach, na ulicy, w miejscach, w których uczymy się, pracujemy i odpoczywamy. Czasem pomaga nam w codziennych

Bardziej szczegółowo

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!!

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W dniu 30-04-2010 roku przeprowadziłem wywiad z moim opą -tak nazywam swojego holenderskiego dziadka, na bardzo polski temat-solidarność. Ten dzień jest może najlepszy

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 MARKOWI MIDURZE NIGDY BY DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO, ŻE UŻYJE SUPER GLUE PRZECIWKO CZŁOWIEKOWI aatakowałem w tramwaju. Była wtedy jedenasta w nocy. Miałem w kieszeni tubkę super glue,

Bardziej szczegółowo

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH?

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH? JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH? Podstawowa zasada radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych:,,nie reaguj, tylko działaj Rodzice rzadko starają się dojść do tego, dlaczego ich

Bardziej szczegółowo

www.abcprzedszkola.pl

www.abcprzedszkola.pl 1 do artykułu z cyklu Bajkowe Abecadło autorstwa Chanthy E.C. zamieszczonego na www.abcprzedszkola.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Występują: Narrator (przedszkolanka lub rodzic) Brzydkie Kaczątko Mama

Bardziej szczegółowo

ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2.

ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2. ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2. Dzieci z natury są spontaniczne i mało krytyczne. Trudno im również ocenić jak powinny zachować się w danej sytuacji, aby były bezpieczne. Nasze

Bardziej szczegółowo

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Sens życia Gdy na początku dnia czynię z wiarą znak krzyża, wymawiając słowa "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego", Bóg uświęca cały czas i przestrzeń, która otworzy

Bardziej szczegółowo

INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK

INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK Pobrano ze strony http://www.przedszkole15.com.pl/ INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK Jest to bajka, która pomoże dzieciom zrozumieć, jak należy dbać o przyrodę i zachować się w lesie.

Bardziej szczegółowo

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci!

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! W samo południe 14 Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! przed czytaniem 1. W internecie można znaleźć wiele rzeczy. W internecie, czyli właściwie gdzie? Opracujcie hasło INTERNET na podstawie własnych skojarzeń

Bardziej szczegółowo

Drogi Doktorze! Drogi Doktorze!

Drogi Doktorze! Drogi Doktorze! Warszawa, 22 maja 1999 Nazywam się Łucja Kowalska i mam 9 lat. Piszę do Pana, ponieważ słyszałam o Panu na lekcjach języka polskiego. Pani powiedziała nam, że był Pan przyjacielem dzieci i dbał o nasze

Bardziej szczegółowo

TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta)

TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta) TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta) Materiał prezentuje sposób tworzenia form trybu rozkazującego dla każdej koniugacji (I. m, -sz, II. ę, -isz / -ysz, III. ę, -esz) oraz część do ćwiczeń praktycznych.

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

Tekst zaproszenia. Rodzice. Tekst 2 Emilia Kowal. wraz z Rodzicami z radością pragnie zaprosić

Tekst zaproszenia. Rodzice. Tekst 2 Emilia Kowal. wraz z Rodzicami z radością pragnie zaprosić Tekst zaproszenia Tekst 1 Mamy zaszczyt zaprosić Sz.P. Na uroczystość PIERWSZEGO PEŁNEGO UCZESTNICTWA WE MSZY ŚIĘTEJ Naszej córki Leny Kardas która odbędzie się dnia 5 maja 2015o godz. 9.30 w kościele

Bardziej szczegółowo

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej.

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. 34-letnia Emilia Zielińska w dniu 11 kwietnia 2014 otrzymała nowe życie - nerkę

Bardziej szczegółowo

Taniec pogrzebowy. Autor: Mariusz Palarczyk. Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: WOJTEK(19 lat) i ANDRZEJ,(55 lat) który pali papierosa

Taniec pogrzebowy. Autor: Mariusz Palarczyk. Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: WOJTEK(19 lat) i ANDRZEJ,(55 lat) który pali papierosa Taniec pogrzebowy Autor: Mariusz Palarczyk Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: (19 lat) i,(55 lat) który pali papierosa Spogląda na puste miejsce na trumnę Szefie, tutaj? Ta, tutaj. Rzuca papierosa

Bardziej szczegółowo

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy. 5 6 Tyle nam powiedział Święty Paweł, jaka może być miłość: cierpliwa, wytrwała... Widzimy taką miłość w życiu między ludźmi. Możemy ją opisać, używając słów mniej lub bardziej udanych, ale można się zgubić

Bardziej szczegółowo

oryginalny tekst i zdjęcia www.fao.org/food/photo_report

oryginalny tekst i zdjęcia www.fao.org/food/photo_report CHŁOPIEC MIESZKAJĄCY NA WZGÓRZACH MADAGASKARU OPISUJE SWOJE CODZIENNE OBOWIĄZKI, TROSKI I MARZENIA, ORAZ JAK TO SIĘ STAŁO, śe SZKOLNY OGRÓDEK TeleFood SPRAWIŁ, śe DZIECI CZĘŚCIEJ CHODZĄ DO SZKOŁY, LEPIEJ

Bardziej szczegółowo

Wolontariat. Igor Jaszczuk kl. IV

Wolontariat. Igor Jaszczuk kl. IV Wolontariat Wolontariat ważna sprawa, nawet super to zabawa. Nabierz w koszyk groszy parę, będziesz miał ich całą chmarę. Z serca swego daj znienacka, będzie wnet Szlachetna Paczka. Komuś w trudzie dopomoże,

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY PIERWSZAK

BEZPIECZNY PIERWSZAK BEZPIECZNY PIERWSZAK BEZPIECZEŃSTWO W DRODZE DO SZKOŁY Codziennie rano wyruszasz w drogę do szkoły i codziennie wracasz do domu. Niezależnie od tego, w jaki sposób pokonujesz tę trasę - ważne, byś poznał

Bardziej szczegółowo

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom.

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. Mogą to być koty: Gdyby również zaszła taka potrzeba zaopiekowalibyśmy się

Bardziej szczegółowo

Tak prezentują się laurki i duży obrazek z życzeniami. Juz jesteśmy bardzo blisko.

Tak prezentują się laurki i duży obrazek z życzeniami. Juz jesteśmy bardzo blisko. Przygotowujemy laurki dla dzielnych strażaków. Starałyśmy się, by prace były ładne. Tak prezentują się laurki i duży obrazek z życzeniami. Juz jesteśmy bardzo blisko. 182 Jeszcze kilka kroków i będziemy

Bardziej szczegółowo

Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły.

Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły. Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły. Cel zajęć: Kształcenie nawyku właściwego zachowania się w ruchu drogowym oraz utrwalenie podstawowych zasad poruszania się po drogach. Przebieg zajęć: 1.Zajęcia

Bardziej szczegółowo

Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie

Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie Teksty narratora i słowa piosenek Ewy Knap Choreografia Małgorzata Piotrowicz W widowisku wykorzystano muzykę zespołu ABBA Samorządowe Przedszkole

Bardziej szczegółowo

Więc Ŝegnamy Cię zimo, ale nie na zawsze, bo juŝ za kilka miesięcy. znów spotkamy się razem.

Więc Ŝegnamy Cię zimo, ale nie na zawsze, bo juŝ za kilka miesięcy. znów spotkamy się razem. PoŜegnanie zimy" Ani się spostrzec moŝna, jak ten czas ucieka, jak na niebie, coraz później wieczór się zaczyna. To oznacza, Ŝe zimą trzeba poŝegnać! Więc Ŝegnamy Cię zimo, ale nie na zawsze, bo juŝ za

Bardziej szczegółowo

Operacja KRAINA MARZEN

Operacja KRAINA MARZEN Wydawca: Drägerwerk AG & Co. KGaA, Corporate Communications, Moislinger Allee 53 55, 23558 Lubeka www.draeger.com Drägerwerk AG & Co. KGaA, 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone Tekst i koncepcja: Christiane

Bardziej szczegółowo

Dzieci 6-letnie. Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw

Dzieci 6-letnie. Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw Dzieci 6-letnie Temat: RADOŚĆ I SMUTEK PRAWEM DZIECKA Cele ogólne: Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw Cele szczegółowe: DZIECKO: poznaje prawo do radości i smutku potrafi

Bardziej szczegółowo

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku I Komunia Święta Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku Ktoś cię dzisiaj woła, Ktoś cię dzisiaj szuka, Ktoś wyciąga dzisiaj swoją dłoń. Wyjdź Mu na spotkanie Z miłym powitaniem, Nie lekceważ znajomości

Bardziej szczegółowo

Geneza. Plan wydarzeń

Geneza. Plan wydarzeń Geneza Geneza Pomysł napisania opowiadania o Lampo powstał, kiedy Roman Pisarski poznał historię psa, która została opisana we włoskiej gazecie. Plan wydarzeń 1. Pies przyjeżdża do Marittimy. 2. Zawiadowca

Bardziej szczegółowo

Ilustrował Marek Nawrocki. Nasza Księgarnia

Ilustrował Marek Nawrocki. Nasza Księgarnia Ilustrował Marek Nawrocki Nasza Księgarnia Maciuś nie może spać i spać! Minęło jutro. I wreszcie miało przyjść pojutrze. Od wyjazdu na wakacje do gęstego lasu dzieliła Okropnego Maciusia tylko jedna noc.

Bardziej szczegółowo

SZKOLNY KONKURS WIEDZY AKTYWNY TRYB ŻYCIA, BEZPIECZEŃSTWO, ZDROWIE Kl. I - II

SZKOLNY KONKURS WIEDZY AKTYWNY TRYB ŻYCIA, BEZPIECZEŃSTWO, ZDROWIE Kl. I - II SZKOLNY KONKURS WIEDZY AKTYWNY TRYB ŻYCIA, BEZPIECZEŃSTWO, ZDROWIE Kl. I - II Test jednokrotnego wyboru 1.Co powinieneś zrobić, kiedy przechodzisz przez jezdnię na przejściu dla pieszych? a) Patrzę w lewo,

Bardziej szczegółowo

Geneza. Plan wydarzeń

Geneza. Plan wydarzeń Geneza Geneza Pomysł napisania opowiadania o Lampo powstał, kiedy Roman Pisarski poznał historię psa, która została opisana we włoskiej gazecie. Plan wydarzeń 1. Pies przyjeżdża do Marittimy. 2. Zawiadowca

Bardziej szczegółowo

Słońce, które tego dnia obudziło Lucię wyjątkowo jasnym promieniem,

Słońce, które tego dnia obudziło Lucię wyjątkowo jasnym promieniem, Słońce, które tego dnia obudziło Lucię wyjątkowo jasnym promieniem, oświetlając następnie przez jakiś czas niemiłą krzątaninę jaka była udziałem kobiety, dość szybko, tak jak to się dzieje w zimie, zniknęło

Bardziej szczegółowo

KONSPEKT ZAJĘĆ Z JĘZYKA POLSKIEGO ZŁOTA KACZKA

KONSPEKT ZAJĘĆ Z JĘZYKA POLSKIEGO ZŁOTA KACZKA GRUPA ŚREDNIA KONSPEKT ZAJĘĆ Z JĘZYKA POLSKIEGO ZŁOTA KACZKA Cel ogólny: tworzenie form 2 osoby l.poj. trybu rozkazującego. Cele operacyjne: uczeń będzie znał legendę o Złotej kaczce w wersji współczesnej,

Bardziej szczegółowo

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły.

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. SZKOŁA dla RODZICÓW Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. (...) Dzieci potrzebują tego, aby ich uczucia były akceptowane i doceniane. Kto pyta nie błądzi. Jak pomóc

Bardziej szczegółowo

ĆWICZENIA W ZAPOBIEGANIU OSTEOPOROZY

ĆWICZENIA W ZAPOBIEGANIU OSTEOPOROZY ĆWICZENIA W ZAPOBIEGANIU OSTEOPOROZY Ćwiczenie 1. - Stajemy w rozkroku na szerokości bioder. Stopy skierowane lekko na zewnątrz, mocno przywierają do podłoża. - Unosimy prawą rękę ciągnąc ją jak najdalej

Bardziej szczegółowo

KARTA ZADAŃ NR 2 Bezpieczne miasto

KARTA ZADAŃ NR 2 Bezpieczne miasto KARTA ZADAŃ NR 2 Bezpieczne miasto To propozycja aktywności możliwa do realizacji w II lub III klasie szkoły podstawowej. Proponowane ćwiczenie może być modyfikowane w zależności od potrzeb i możliwości

Bardziej szczegółowo

Skrajne ubóstwo. 2717 rodzin włączonych do projektu. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą. żyje w skrajnym ubóstwie. bądź niepełnosprawnością.

Skrajne ubóstwo. 2717 rodzin włączonych do projektu. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą. żyje w skrajnym ubóstwie. bądź niepełnosprawnością. Skrajne ubóstwo 2717 rodzin włączonych do projektu żyje w skrajnym ubóstwie. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą bądź niepełnosprawnością. tyle, co na papierosy 66% rodzin włączonych do Paczki w 2013

Bardziej szczegółowo

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą DZIEŃ BEZ CIEBIE Dzień bez Ciebie Dzień bez Ciebie jakoś tak szary to brak mej części i mało widzę co istnieje najpiękniej gdy nie błyszczą Twe słowa tylko przy Tobie nie wiem czy się martwić to myśli

Bardziej szczegółowo

PATRON NASZEJ SZKOŁY. KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI urodził się 23 stycznia 1905 - zmarł 6 grudnia 1953

PATRON NASZEJ SZKOŁY. KONSTANTY ILDEFONS GAŁCZYŃSKI urodził się 23 stycznia 1905 - zmarł 6 grudnia 1953 PATRON NASZEJ SZKOŁY W tym numerze: Twórczość uczniów z 3 d 2-3 Poezja oczami dzieci 3-7 Nasz Konstanty 8 W TYM ROKU OBCHODZIMY 40 LELCIE NADANIA SZKOLE IMIENIA KONSTANTEGO ILDEFONSA GAŁCZYŃSKIEGO KONSTANTY

Bardziej szczegółowo

Bezpieczeństwo w drodze do szkoły ZASADY PRZECHODZENIA PRZEZ JEZDNIĘ

Bezpieczeństwo w drodze do szkoły ZASADY PRZECHODZENIA PRZEZ JEZDNIĘ Bezpieczeństwo w drodze do szkoły Codziennie rano wyruszasz w drogę do szkoły i codziennie wracasz do domu. Niezależnie od tego, w jaki sposób pokonujesz tę trasę - ważne, byś poznał zasady ruchu drogowego,

Bardziej szczegółowo

Gra planszowa dla 2 5 graczy w wieku powyżej 4 lat

Gra planszowa dla 2 5 graczy w wieku powyżej 4 lat ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA: 1 plansza 1 dwunastościenna kostka 36 kartoników ze zdjęciami potwora Nessie 1 woreczek 12 figurek fotografów (3 żółte, 3 czerwone, 2 niebieskie, 2 czarne i 2 zielone) 1 figurka potwora

Bardziej szczegółowo

Wakacje to czas zabawy i wypoczynku. Dzieci grają w. Jeżdżą na. Lubią kąpać się w. W sadzie dojrzewają i.

Wakacje to czas zabawy i wypoczynku. Dzieci grają w. Jeżdżą na. Lubią kąpać się w. W sadzie dojrzewają i. Wakacje to czas zabawy i wypoczynku. Dzieci grają w. Jeżdżą na. Lubią kąpać się w. W sadzie dojrzewają i. "Jedziemy na wakacje Jedziemy na wakacje do lasu, nad wodę. Prosimy ciebie, słonko o piękną pogodę.

Bardziej szczegółowo

MAŁY PABLO I DWIE ŚWINKI

MAŁY PABLO I DWIE ŚWINKI ROBERT MAICHER MAŁY PABLO I DWIE ŚWINKI Poleca: SuperKid.pl Zapewnij dzieciom dobry start! Copyright by Robert Maicher Data: 03.02.2008 Tytuł: Mały Pablo i dwie świnki Autor: Robert Maicher Wydanie I Seria:

Bardziej szczegółowo

Poszukiwanie skarbu. Liczba osób: 1 + 1. Opis

Poszukiwanie skarbu. Liczba osób: 1 + 1. Opis Poszukiwanie skarbu Liczba osób: 1 + 1. Opis Na dworze, w różnych miejscach (drzewa, krzaki, kamienie, kępki trawy), chowamy jakiś przedmiot. Zależnie od naszych intencji może to być rzecz znana dziecku,

Bardziej szczegółowo

13 GRUDNIA 1981 R. 13 grudnia 1981 roku. Jest to jedna z wielu historii, która mogła wydarzyć się w naszym regionie. SCENA I

13 GRUDNIA 1981 R. 13 grudnia 1981 roku. Jest to jedna z wielu historii, która mogła wydarzyć się w naszym regionie. SCENA I 13 GRUDNIA 1981 R. NARRATOR 13 grudnia 1981 roku. Jest to jedna z wielu historii, która mogła wydarzyć się w naszym regionie. SCENA I Mieszkanie przeciętnej rodziny robotniczej na początku lat 80- tych

Bardziej szczegółowo

Ważne daty w czerwcu

Ważne daty w czerwcu Czerwiec 2016 PISEMKO ŚWIETLICY SZKOLNEJ SP 109 IM. BATALIONÓW CHŁOPSKICH W WARSZAWIE Witajcie to już ostatni numer naszej świetlicowej gazetki w tym roku szkolnym. Zapraszamy do lektury. Miłej zabawy!

Bardziej szczegółowo

JEAN GUITTON (1901-1995) Daj mi, Boże, pokój, pogodę ducha i radość

JEAN GUITTON (1901-1995) Daj mi, Boże, pokój, pogodę ducha i radość Niech będą błogosławione wszystkie drogi, Proste, krzywe i dookolne, Jeżeli prowadzą do Ciebie, Albowiem moja dusza bardziej tęskni za Tobą, Niż tęsknią nocni stróże, pokryci rosą, Za wschodzącym słońcem.

Bardziej szczegółowo

Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w

Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w KLASA 1A Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w zagranicznym klubie lub pracować w dziedzinie motoryzacji.

Bardziej szczegółowo

to jest właśnie to, co nazywamy procesem życia, doświadczenie, mądrość, wyciąganie konsekwencji, wyciąganie wniosków.

to jest właśnie to, co nazywamy procesem życia, doświadczenie, mądrość, wyciąganie konsekwencji, wyciąganie wniosków. Cześć, Jak to jest, że rzeczywistość mamy tylko jedną i czy aby na pewno tak jest? I na ile to może przydać się Tobie, na ile to może zmienić Twoją perspektywę i pomóc Tobie w osiąganiu tego do czego dążysz?

Bardziej szczegółowo

METODA MEDYTACJI IGNACJAŃSKIEJ

METODA MEDYTACJI IGNACJAŃSKIEJ METODA MEDYTACJI IGNACJAŃSKIEJ Zaczynamy rekolekcje ignacjańskie, inaczej mówiąc Ćwiczenia Duchowne, wg metody św. Ignacego. Ćwiczenia duchowne, jak mówi św. Ignacy to: wszelki sposób odprawiania rachunku

Bardziej szczegółowo

Najlepsza Pozycja Seksualna. oswieconykochanek.pl pozycjeseksualne.pl autor: Brunet

Najlepsza Pozycja Seksualna. oswieconykochanek.pl pozycjeseksualne.pl autor: Brunet Najlepsza Pozycja Seksualna oswieconykochanek.pl pozycjeseksualne.pl autor: Brunet Najlepsza pozycja seksualna. Daje zarówno tobie jak i partnerce maksymalne przeżycia. - do stosowania jeśli chcesz mieć

Bardziej szczegółowo

Motto. Wszystko ma swoje przyczyny i sens. Wojciech Zinka

Motto. Wszystko ma swoje przyczyny i sens. Wojciech Zinka Dzień dobry! O mnie Nazywam się Wojciech Zinka i jestem wariatem Na schizofrenię zachorowałem w roku 2004, w wieku 22 lat Opowiem jak szaleństwo zmieniło moje życie Motto Wszystko ma swoje przyczyny i

Bardziej szczegółowo

Katharsis. Tyle bezimiennych wierszy, ilu poległych rycerzy Dariusz Okoń

Katharsis. Tyle bezimiennych wierszy, ilu poległych rycerzy Dariusz Okoń 1 Spis treści Od Autora......6 Katharsis...7 Zimowy wieczór......8 Cierpienie i rozpacz......9 Cel.... 10 Brat Niebieski.... 11 Czas.... 12 Opętana.... 14 * * * [Moja dusza słaba].... 16 * * * [Człowiek

Bardziej szczegółowo

- ETAP I - TEMAT POJAWIŁ SIĘ PO WYSŁUCHANIU TEJ BAJKI:

- ETAP I - TEMAT POJAWIŁ SIĘ PO WYSŁUCHANIU TEJ BAJKI: PROJEKT: TEMAT POJAWIŁ SIĘ PO WYSŁUCHANIU TEJ BAJKI: Malutkiemu śni się potwór. Nie może przed nim uciec, bo jego nogi są bardzo ciężkie. - Już wiem zawołała i pobiegła na stryszek. - ETAP I - Po chwili

Bardziej szczegółowo

RODZICE, PRACOWNICY SZKOŁY ANKIETA

RODZICE, PRACOWNICY SZKOŁY ANKIETA RODZICE, PRACOWNICY SZKOŁY ANKIETA Szkoła nasza włączyła się do ruchu szkół promujących zdrowie. Rozpoczynając tę pracę chcemy zapytać pracowników o sprawy dotyczące ich zdrowia, samopoczucia i stylu życia.

Bardziej szczegółowo

Bajkę zilustrowały dzieci z Przedszkola Samorządowego POD DĘBEM w Karolewie. z grupy Leśne Ludki. wychowawca: mgr Katarzyna Leopold

Bajkę zilustrowały dzieci z Przedszkola Samorządowego POD DĘBEM w Karolewie. z grupy Leśne Ludki. wychowawca: mgr Katarzyna Leopold KOSMITA W PRZEDSZKOLU B.B Jadach Bajkę zilustrowały dzieci z Przedszkola Samorządowego POD DĘBEM w Karolewie z grupy Leśne Ludki wychowawca: mgr Katarzyna Leopold Pawełek wpadł zdyszany do sali prosto

Bardziej szczegółowo

Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku.

Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku. Nowy rok Nowy Rok Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku. Huczą petardy i gra muzyka, Stary rok mija, za las umyka, Cóż w tym dziwnego,

Bardziej szczegółowo

ALLELUJA. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja.

ALLELUJA. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. ALLELUJA 1. Niech zabrzmi Panu chwała w niebiosach, na wysokościach niech cześć oddadzą. Wielbijcie Pana Jego Zastępy, Wielbijcie Pana Duchy niebieskie. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja,

Bardziej szczegółowo

dla Mariusza Krótka historia o z łosiem w tle.

dla Mariusza Krótka historia o z łosiem w tle. Krótka historia o życiu z łosiem w tle. Kim jest Mariusz? Mariusz Kowalczyk - Mario Przystojny 34 letni brunet o niebieskoszarych oczach, pasjonat muzyki i życia W jego życiu liczą się trzy kobiety: żona

Bardziej szczegółowo

Dzieci to cud! A jak są dzieci, to jest już naprawdę cud". Proszę nam opowiedzieć o tym swoim Cudzie. Don Bosco

Dzieci to cud! A jak są dzieci, to jest już naprawdę cud. Proszę nam opowiedzieć o tym swoim Cudzie. Don Bosco Dzieci to cud! Don Bosco Z Tomaszem Budzyńskim, wokalistą rockowym, kompozytorem, poetą i malarzem, rozmawia Grażyna Starzak W wywiadach, publicznych wypowiedziach, często wspomina Pan o swojej żonie,

Bardziej szczegółowo

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA Drogi uczniu! Instrukcja dla użytkownika testu Najpierw przeczytaj uważnie tekst. Następnie rozwiązuj

Bardziej szczegółowo

KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW

KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW Data: 13.02.2014r. Nauczyciel prowadzący: Klaudia Tatar TEMAT: Podróż do Lodowej Krainy. CELE: - wykonuje podskoki zachowując odpowiednią postawę ciała. - reaguje

Bardziej szczegółowo

Umiesz Liczyć Licz Kalorie

Umiesz Liczyć Licz Kalorie Umiesz Liczyć Licz Kalorie Cześć! W tym krótkim poradniku wytłumaczę Ci dlaczego według mnie jedzenie wszystkiego w odpowiednich ilościach pozwoli utrzymać świetną sylwetkę przez całe życie. Tak dobrze

Bardziej szczegółowo

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi.

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. Pokochaj i przytul dziecko z ADHD ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. TYPOWE ZACHOWANIA DZIECI Z ADHD: stale wierci się na krześle,

Bardziej szczegółowo

Widział, że Adam nie ma nikogo takiego jak on. Dlatego Pan Bóg powiedział: Niedobrze jest człowiekowi samemu.

Widział, że Adam nie ma nikogo takiego jak on. Dlatego Pan Bóg powiedział: Niedobrze jest człowiekowi samemu. Adam mieszkał w pięknym ogrodzie. Rosło tam wiele drzew, które dawały wspaniałe owoce: banany, jabłka i różne inne. Było tam mnóstwo zwierząt, żyjących ze sobą w zgodzie. Śpiewały ptaki, a barwne kwiaty

Bardziej szczegółowo

Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2. Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2. Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo Andrzej Graca BEZ SPINY CZYLI NIE MA CZEGO SIĘ BAĆ Andrzej Graca: Bez spiny czyli nie ma czego się bać 3 Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2

Bardziej szczegółowo

Konspekt szkółki niedzielnej

Konspekt szkółki niedzielnej Główna myśl: Pan Bóg wszystko stworzył Konspekt szkółki niedzielnej 3. NIEDZIELA PO WIELKANOCY Jubilate Tekst: 1 Księga Mojżeszowa 1,1-4,26-31;2,1-4 Stworzenie świata i człowieka Wiersz przewodni: 1 Księga

Bardziej szczegółowo

s. Adriana Miś CSS Mały Ogrodnik Opowiadania o owocach Ducha Świętego Wydawnictwo WAM

s. Adriana Miś CSS Mały Ogrodnik Opowiadania o owocach Ducha Świętego Wydawnictwo WAM s. Adriana Miś CSS Mały Ogrodnik Opowiadania o owocach Ducha Świętego Wydawnictwo WAM s. Adriana Miś CSS Mały Ogrodnik Opowiadania o owocach Ducha Świętego Wydawnictwo WAM Nierówna walka Tego dnia Ogrodnik

Bardziej szczegółowo

ilustrowała Renata Grzybek Wydawnictwo Skrzat Kraków

ilustrowała Renata Grzybek Wydawnictwo Skrzat Kraków ilustrowała Renata Grzybek Wydawnictwo Skrzat Kraków Copyright by Księgarnia Wydawnictwo Skrzat Stanisław Porębski, Kraków 2009, 2015 Tekst: Magdalena Zarębska Ilustracje: Renata Grzybek, Fotolia.com Redakcja:

Bardziej szczegółowo