Równoległość. w poszukiwaniu zezowatego szczęścia.



Podobne dokumenty
NAUKA JAK ZOSTAĆ BOGATYM. Wallace Wattles

NAUKA JAK ZOSTAĆ BOGATYM. Wallace Wattles

System Uniwersalnego Klucza (The Master Key System)

Zrozumieć kulturę. System filozoficzny Floriana Znanieckiego

ROZWÓJ JAK WSPÓŁPRACOWAĆ Z ŁASKĄ?

CZAS I WIECZNOŚĆ W FILOZOFII PRZYRODY

Zdolne dziecko. Pierwsza pomoc

KTO SKONSTRUUJE MYŚLĄCĄ ISTOTĘ, BĘDZIE MIAŁ WSZYSTKIE PRAWA I OBOWIĄZKI BOGA

Daphne K. 12 kroków. z Jezusem. osobista historia uzdrowienia. tłumaczenie Ewa Sroczyńska

Jak ćma przejawy depresji w różnych okresach życia

JAK ZOSTAĆ PRZYWÓDCĄ STADA

Powab i moc wyjaśniająca kognitywistyki

MOC ZIEMI RYTUAŁY I ZAKLĘCIA W MAGII NATURALNEJ. Spis treści SCOTT CUNNINGHAM

CZAS JAKO TAJEMNICA W PERSPEKTYWIE TEOLOGICZNEJ

Anna Głąb. Moralność jako uwaga. logos_i_ethos_2013_2_(35), s Słownik etyczny Iris Murdoch 1

Rozwój psychiczny młodzieży

Mądrość i czas. Etienne Gilson

Wyzwania dla polskiej szkoły i ucznia. Witold Kołodziejczyk Marcin Polak

Czas i przestrzeń w teorii względności

POZIOM PODSTAWOWY MAJ 2013

CZAS w życiu Polaków

WSZECHŚWIAT: NIESKOŃCZONOŚĆ I CZAS

Z języka angielskiego przełożył Juliusz Kydryński

WYKŁADY PISMA ŚWIĘTEGO. Ścieżka sprawiedliwych, jako światłość jasna, która im dalej, tym bardziej świeci aż do dnia doskonałego.

DO BISKUPÓW, KAPŁANÓW, RODZIN ZAKONNYCH I WIERNYCH KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO O CHRZEŚCIJAŃSKIM SENSIE LUDZKIEGO CIERPIENIA

Czas wykraczania poza gen

ASYMETRIA CZASU 1. Jerzy Gołosz ABSTRACT

ANALITYCZNE KATEGORIE OBCOŚCI

Transkrypt:

Równoległość czyli w poszukiwaniu zezowatego szczęścia. Czas... podstawowy czynnik kształtujący nasze postrzeganie niewyobrażalnie wielkiego układu, którego stanowimy integralną część. Kto wie, może ta integralność nasza jest właśnie powodem, dla którego nie spotyka się ludzi z innych wymiarów. Choć właściwie należałoby powiedzieć dla którego niepodobna udowodnić spotkań z ludźmi z innych wymiarów, jak i samego faktu istnienia takich ludzi i wymiarów. Choć właściwie można, ale dowody te tak bardzo zaburzają nasze postrzeganie Wszechświata, że skłonni jesteśmy je ignorować, bądź też przyjmujemy je do wiadomości, ale zupełnie ich nie rozumiemy. Choć może właśnie rozumiemy, tylko nie mamy odwagi przyznać się do tego. Wolimy więc udawać. Jakaż zawiłość! Już dochodzimy dzięki niej do pewnych wniosków, a jeszcze donikąd nie wyszliśmy. Cały czas poruszamy się w granicach wyznaczonych przez nasz egocentryzm. A zatem wszystko staramy się mierzyć skalą właściwą naszemu systemowi wartości. Ale czy słusznie? Jakby nie było, wszystkie te rzeczywiste i domniemane światy postrzegamy za sprawą, i przez pryzmat czasu. Jest on dla nas nieodzowny w stopniu tak daleko posuniętym, że aż... niezauważalnym. Jest ów czas tak banalnie oczywisty, że nie dostrzegamy jego rozlicznych zawiłości, fanaberii być może i wszelkich skutków, jakie niesie ze sobą fakt, że ten nasz władca absolutny jest przez nas odbierany w taki, a nie inny sposób. I cały czas nie można zaprzeczyć twierdzeniu, że ten sposób jest właściwy, choć zapewne nie ostateczny i nie jedynie słuszny. Sęk w tym, że właściwy danej chwili w dziejach stereotyp myślenia nader często niczym gęsta mgła przesłania nam horyzont, a wraz z nim mnogość ścieżek i kierunków w jakich zmierzają. Niestety, w poszukiwaniach i wędrówkach po naszym Wszechświecie nader często przyjmujemy postawę zazdrosnej, choć kochającej przecież matki, która nie dopuszcza do siebie myśli, że ślub nie musi spowodować utraty syna, a daje szansę na pozyskanie córki. Cóż, tak już jest, ale to temat na osobną rozprawę. Jeszcze w XIX wieku śmierć kobiety w wyniku zakażenia i gorączki połogowej była na porządku dziennym, postrzegana raczej jako wynik mrocznej boskiej loterii.

Ignaz Semmelweis - lekarz, który w roku 1858 jako pierwszy ośmielił się stwierdzić, że śmiertelne dowody obecność mikrobów (znanych już od roku 1667) na ubraniach i rękach jego kolegów po fachu, mogą stanowić przesłankę ku temu, że może nie jest bezzasadnym używanie czystego kitla przy porodzie (poniekąd w przenośni) i mycie rąk, przede wszystkim przed nim, a nie tylko po (dosłownie), został odsądzony od czci i wiary, wyśmiany, wyszydzony i ostatecznie doprowadzony do załamania nerwowego. Kto by pomyślał... Gdyby pięć wieków temu ktokolwiek publicznie stwierdził, że przynajmniej teoretycznie podróż w czasie nie jest wykluczona, a sam czas nie jest zawsze i wszędzie taki sam, prawdopodobnie nawet bez rozprawy spłonąłby na stosie, względnie musiałby nabrać wody w usta (śmiertelnie dosłownie). Szalony postęp cywilizacyjny nauczył nas podstaw tolerancji dla radykalnie czasem odmiennych światopoglądów, teorii. Niestety, choć ugasiliśmy stosy, pewne stężenie radykalizmu w nowych spojrzeniach w stronę horyzontu nierzadko powoduje u obserwatorów odruch podniesienia palca wskazującego w stronę czoła, połączony z reakcją wzrokową klasyfikowaną jako pobłażliwość względem osoby psychicznie... nie w pełni sprawnej. A jednak Ignaz Semmelweis doczekał się bodaj dwóch pomników, a poród dziś odbywa się w otoczeni kitli i przy asyście sterylnych rąk, odzianych w jałowe rękawiczki. Czas... Zwykliśmy postrzegać go jako pewną stałą naszego życia. To jego upływ jest podstawą naszych przemyśleń, spostrzeżeń, odkryć. Czas to szara eminencja skupiająca w swoich rękach wszystkie sznurki teatrzyku naszego istnienia. Tak to widzimy i nie należy się temu dziwić. Władza czasu jest dla nas oczywista i niepodważalna. Dla nas. Ale czy myśląc o innych bytach powinniśmy nadal trzymać się czasu niczym tonący brzytwy. Po pierwsze jeszcze nie toniemy, a po drugie może właśnie ta brzytwa obcięła nam palce na tyle krótko, że nie potrafimy teraz wymacać nowego gruntu, który jest już w naszym zasięgu. Na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci nauczyliśmy się nieco na temat innych form bytu, bo może niekoniecznie życia - w naszym tego słowa rozumieniu. To, czego podwaliny stworzyli autorzy literatury SF, dziś staje się obiektem realnych badań. Od młodzieńczych lat i pierwszego czytania "Niezwyciężonego" Stanisława Lema miałem pewność, że to wszystko może się kiedyś okazać prawdą. Dziś tłum naukowców we wszystkich stronach świata zajmuje się egzobiologią, a druga, pewnie równie liczna

grupa, docieka możliwości istnienia zorganizowanych bytów, czy wręcz inteligencji, opartej na strukturach w niczym nieprzypominających znanego nam życia opartego na węglu, wodorze i tlenie. Bo niby dlaczego gdzieś we Wszechświecie nie miałyby istnieć krzemowe ludziki? Co odważniejsi twierdzą, że obcy są tuż obok, tyle że tak skrajnie inni od nas, że nie potrafimy ich dostrzec. Idźmy dalej... Potrzeba było dwóch wojen światowych, aby w drugiej połowie ubiegłego wieku ludzkość dostrzegła to, co niewidzialne, a dostrzeżone czyni nas wysoce krótkowzrocznymi. Niedole naszego gatunku doprowadziły do powstania możliwości technicznych pozwalających na dostrzeżenie obiektów przeczących, jak się zdawało, zdrowemu rozsądkowi i logice. A jednak Czarne Dziury są dziś faktem, który w sposób znaczący, a może nawet poniekąd kluczowy, determinuje dzisiejsze postępy fizyki, matematyki, astronomii czy nawet filozofii. Na temat Czarnych Dziur wiemy już wiele, ale owo wiele stanowi ledwie ułamek ogółu naszej niewiedzy na temat owych tajemniczych tworów. Mam jednak nadzieję, że w owej niewiedzy kryje się maleńkie źródło światła, gotowe by pokazać nam drogę do świata, który zachwyci nas daleko bardziej niż zasoby Nowej Ziemi, jakimi po roku 1492 za sprawą Krzysztofa Kolumba zachwyciły się koronowane głowy Hiszpanii i Portugalii. Oby tylko nasze zachwyty miały inne podłoże. Okazuje się, że pomimo naszej wielkiej mądrości, wiedzy i zaawansowanej techniki, ten osobliwy twór - Czarna Dziura - wymyka się naszej ocenie. Horyzont Zdarzeń stanowi tymczasem granicę naszego poznania. Co jest dalej? Domyślamy się ledwie. Ale ponad wszelką wątpliwość wiemy, że rzeczywistość świata poza Horyzontem Zdarzeń wymyka się naszym naukom ścisłym, przez co pozostaje nieopisywalna. Taka Osobliwość. Tymczasem. Tu właśnie chciałbym się podzielić ze wszystkimi, którzy do tego miejsca dotarli, myślą śmiałą i szaloną, ale chyba wartą pochylenia się nad nią. Może ona być bowiem tajemniczą siłą jaką posiada poezja rodząca dziwne, oniryczne obrazy niezbadanych światów, by z czasem przywieźć marzycieli na granicę obłędu i geniuszu, gdzie rodzą się nowe idee prowadzące do namacalnego, realnego odkrywania nowych światów A ileż jest do odkrycia! Światło mknie z tak zawrotną prędkością, że większość populacji Ziemi nie jest w stanie ogarnąć wyobraźnią dystansu, jaki pojedynczy foton przebywa w czasie jednej

sekundy. Kiedy nocą spoglądamy w niebo, widzimy fotony, które z tą zawrotną prędkością przybyły do nas z tak daleka, że w momencie, w którym je dostrzegamy zaglądamy w przeszłość odległą o miliony, miliardy lat. I to w każdym kierunku. Każdym. Jaki procent takiego ogromu jesteśmy w stanie ogarnąć wzrokiem i rozumem? Ile możliwości połączeń pierwiastków daje Tablica Mendelejewa? Ile z tych połączeń znamy? Ile razy musimy pomnożyć tę liczbę, aby się dowiedzieć jakie możliwości ma do wykorzystania ciemna materia, stanowiąca przytłaczającą większość wobec materii nam znanej? O istnieniu ciemnej materii do niedawna nie mieliśmy pojęcia. O czym jeszcze nie wiemy? Jesteśmy przekonani, że informacja nie może poruszać się szybciej niż światło. A jednocześnie przyznajemy, że nie znamy praw fizyki, jakimi rządzi się rzeczywistość Osobliwości. Zakładamy, że istnieje rodzaj promieniowania (określonego mianem promieniowania Hawkinga), któremu udaje się wydostać z czeluści Czarnej Dziury. A zatem być może coś porusza się jednak szybciej niż światło. Poza tym nie wiedząc jaką fizyką opisywać wnętrze Czarnej Dziury, nie jest wykluczone, że nie wiemy również czym nas może zaskoczyć tak inna rzeczywistość. A zatem może, jak chcą niektórzy, problem braku komunikacji z E.T. wynika z faktu, że Oni porozumiewają się między sobą w sposób, o jakim my jeszcze nie mamy najmniejszego pojęcia, którego nawet nie przeczuwamy? Nasz maleńki światek istnieje dużo krócej niż połowa wieku Wszechświata, a życie na jego powierzchni, to w tej skali jakieś dwa, dość szybkie mrugnięcia okiem. Jak w tych okolicznościach postrzegać fakt, że większość najbardziej zadziwiających i spektakularnych odkryć przypada na ostatnich, powiedzmy sto pięćdziesiąt lat. Przy czym druga połowa tego okresu pozwoliła nam dojrzeć i otrzeć się o zrozumienie początków wszystkiego. W tak krótkim czasie doszliśmy tak daleko. Dokąd zatem mogła dotrzeć cywilizacja, której istnienie trwa tyle bodaj, co historia naszej planety, a zatem nadal niewiele? Czy doprawdy tak trudno sobie wyobrazić, że gdzieś tam w bezmiarze Kosmosu istnieje jakiś rodzaj bytu, świadomości, dla którego czas dawno przestał być czymś istotnym? Nie w sensie funkcjonowania w warunkach całkowitego bezczasu. Z naszego punktu widzenia to niemożliwe. A jeśli Oni nie mają już świadomości czasu tak, jak bakterie dwa miliardy lat temu nie miały jej jeszcze? A jeśli nauczyli się nad nim panować tak, jak my panujemy nad przestrzenią, to co dalej?