IRENEUSZ SEWASTIANOWICZ (ANDRZEJ IRSKI)

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "IRENEUSZ SEWASTIANOWICZ (ANDRZEJ IRSKI)"

Transkrypt

1 IRENEUSZ SEWASTIANOWICZ (ANDRZEJ IRSKI) 113 PAN SAMOCHODZIK I DEPOZYT HRABIEGO PACA

2

3 WSTĘP Pełgające płomienie świec osadzonych w srebrnych kandelabrach nie były w stanie rozproszyć mroku panującego w ogromnym salonie. Widmowate cienie tańczyły po ścianach, skwierczał kapiący wosk, bo nikt nie troszczył się o przycinanie knotów. Tak samo, jak nikt nie zadbał o napalenie w piecach, nie podrzucił drewna do kominka. Służba rozpierzchła się z samego rana, gdy ktoś przyniósł wieść o zbliżaniu się konnego oddziału Moskali. Może to była przedwczesna panika, bo mijały kolejne godziny i za oknem nie rozlegał się tętent kopyt, nikt nie dobijał się do pałacowych bram. Panował niczym niezmącony spokój, ale mężczyzna siedzący przy długim stole wiedział, że jest to cisza przed burzą. Miał trochę ponad pięćdziesiąt lat. Charakterystyczny orli nos wyglądał tak samo jak na portretach, które wyszły spod pędzla znakomitych malarzy i teraz zdobiły pałacową galerię. W ogóle twarz, chociaż poznaczona pionowymi bruzdami, zmieniła się niewiele, ciągle bujna była też fryzura, jednak ciemne włosy coraz wyraźniej przyprószał szron siwizny. Pogrążony w myślach, sięgnął po puchar napełniony czerwonym winem i wypił kilka łyków. Uświadomił sobie, że wkrótce minie rok, odkąd podchorążowie pod wodzą Piotra Wysockiego ruszyli na Belweder i dali sygnał do ogólnonarodowego powstania. Nie był zwolennikiem tej rewolty wywołanej przez żądnych czynu młodych ludzi, czerpiąc ze swego życiowego doświadczenia przewidywał, że zakończy się ona klęską. Kadłubowe Królestwo Kongresowe nie mogło bowiem przeciwstawić się carskiemu imperium, na którym nawet Napoleon połamał sobie zęby. Nie podzielał więc entuzjazmu na warszawskich ulicach, który zapanował po sławnej listopadowej nocy, ale wiedział, gdzie jest jego miejsce. On, dawny szwoleżer i uczestnik tylu wojennych kampanii, aż za dobrze rozumiał, na czym polega obowiązek wobec ojczyzny. Dlatego bez oporów zgodził się na wejście do Rady Administracyjnej, a później do Rządu Tymczasowego. Nie zgodził się tylko na przyjęcie funkcji naczelnego wodza, którą zaproponowano mu dwa miesiące później. Nie i po trzykroć razy nie! zdecydowanie odpowiedział wtedy. Gdyby sercem o ojczyznę wojować można, ach, wtenczas pierwszy bym po

4 buławę sięgał, bo w uczuciach dla niej, mniemam, iż nikt mnie nie przewyższy. Ale do wojny, a szczególnie w naszem położeniu, nie serca tylko trzeba, ale głowy i głowy dobrze militarnej. Tej, wyznaję szczerze, nie posiadam, a oprócz tego jestem słaby, cierpię na reumatyzm w głowie. Czy była to tylko wymówka, wygodny pretekst, żeby nie brać na siebie winy za nieuchronnie nadciągającą klęskę? I tak, i nie. Przez dwa miesiące doświadczył małostkowości wielu ludzi odpowiedzialnych za losy powstania, widział walkę koterii i pozbawioną skrupułów pogoń za stanowiskami i innymi zaszczytami. Uważał się za żołnierza, więc mierziły go te politykierskie gry. Nie skłamał jednak narzekając na kłopoty ze zdrowiem. Od lat cierpiał na podagrę, a ostatnio ataki zdarzały się częściej i stawały się coraz bardziej dokuczliwe. Także ów reumatyzm w głowie nie był czczym wymysłem, chociaż kolejni medycy nie potrafili zdiagnozować choroby. Odmówił wtedy i nie żałował później swojej decyzji, ale nie zawahał się ani przez moment, gdy potrzebny był dowódca rezerwowego korpusu armii polskiej. Stanął na jego czele, bił się pod Iganiami i Ostrołęką. Dwukrotnie trafiły go rosyjskie kule, a rany jeszcze nie zabliźniły się do końca. Oderwał się od wspomnień i kolejny raz sięgnął po list, który zaledwie pół godziny temu doręczył mu posłaniec. Wziął do ręki pergaminowy arkusz, przybliżył go do oczu i czytał: Szanowny Jenerale, Czcigodny Hrabio! Mój Sąsiedzie, Przyyacielu i Bracie... List przywiózł mu Rzędzian, dawny napoleoński wiarus, który tutaj spokojnie dożywał swoich dni i zasłużenie cieszył się opinią najbardziej zaufanego wśród zaufanych. Ignacy! Jesteś tam? głos hrabiego donośnie zabrzmiał w opustoszałych komnatach. Jestem! do salonu dziarsko wmaszerował siwowłosy starzec. Ubrany był w wypłowiały kawaleryjski mundur bez szarż i odznak, o posadzkę postukiwał drewnianą protezą, która poniżej kolana zastępowała mu prawą nogę. Pamiątka z odwrotu Wielkiej Armii spod Moskwy. Dobrze się spisałeś pochwalił go hrabia. Usiądź i napij się wina, bo zimniej tutaj niż w psiarni.

5 Rzędzian zajął miejsce przy stole i ochoczo sięgnął po puchar z rubinowym trunkiem. Opowiadaj, co u naszego przyjaciela zachęcił gospodarz pałacu. Z listu za dużo się nie dowiedziałem. Widać, że pisany w pośpiechu. W samej rzeczy tak było, bo czas mnie poganiał. Chciałem jak najszybciej wrócić i panu hrabiemu zdać relację. Mów więc, co u naszego sąsiada. Na zdrowie nie narzeka, interesa też idą dobrze. Tylko na żałość wielką cierpi, że ojczyzna znów w nieszczęściu. Przemyśliwał o wyjeździe, ale pewnie zostanie Liczy, że car dotrzyma amnestii, którą niedawno ogłosił. Dlatego i panu hrabiemu radzi jeszcze raz wszystko przemyśleć, żeby nie podejmować pochopnych decyzji. Ziąb doskwierał, więc hrabia mocniej opatulił się angielskim płaszczem do konnej jazdy. Może car i dotrzyma, ale wpierw trzeba będzie się ukorzyć. Szanuję jego postanowienie, ale ja tu już nie zostanę. Czasem lepsza tułaczka na obczyźnie niż upokorzenie w domu. A co z moją przesyłką? Jeszcze dziś miała być ukryta w bezpiecznym miejscu, a w przyszłości rozdysponowana zgodnie z wolą właściciela. Pan hrabia zna to miejsce? Znam i dlatego list już mi niepotrzebny. Ukryj go tak, żeby nie wpadł w niepowołane ręce. Na dziedzińcu zadudniły końskie kopyta, rozległy się rosyjskie pokrzykiwania, a po chwili usłyszeli łomotanie w pałacowe drzwi. Hrabia podniósł się zza stołu. Na mnie już czas. Żegnaj, przyjacielu! objął Rzędziana. W oczach starego wiarusa pokazały się łzy. Hałasy na podwórzu przybrały na sile. Hrabia wziął świecę i przeszedł do narożnej sali, która służyła mu za garderobę. Otworzył drzwi jednej z szaf. Nie było w niej ubrań. Wąskie, kręte schody prowadziły na dół, do tylko nielicznym znanych podziemi. Tunel, który zaczynał się pod pałacem miał prawie trzysta metrów długości i kończył się w parku, gdzie wybudowano niewielką kapliczkę, maskującą wyjście z lochu. Na dworze było mokro i wilgotno. Hrabia usłyszał ciche parsknięcie konia.

6 Cicho, Lucky! To ja! pogłaskał po chrapach swojego ulubionego deresza. Znajomi czasami śmiali się z jego zamiłowania do angielszczyzny, nie rozumieli, dlaczego nawet wierzchowca trzeba chrzcić cudzoziemskimi imionami. Lucky jednak na swoje imię zasługiwał. Rzeczywiście, był szczęśliwy, co udowodnił aż nadto wynosząc na swym grzbiecie rannego właściciela z bitewnego pobojowiska pod Ostrołęką... Stał w milczeniu i po raz ostatni patrzył na oświetlony księżycowym blaskiem pałac. To było dzieło jego życia, którego sława dawno przekroczyła granice Rzeczypospolitej. Przypomniał sobie zdarzenie sprzed dwóch lat. Jako jedyny z senatorów nie wziął wtedy udziału w odbywającej się w Warszawie koronacji cara Mikołaja I na króla polskiego. Uważał taki akt za upokarzający i wolał pozostać w swoich włościach. Nieobecność została zauważona. I właściwie zinterpretowana. O dziwo, imperator nie poczuł się obrażony, chociaż słynął z wysokiego mniemania o sobie. Przeciwnie synowi Aleksandrowi, przyszłemu następcy tronu, a wtedy zaledwie jedenastolatkowi polecił, aby ten w powrotnej drodze do Moskwy odwiedził posiadłość hrabiego, o której opowiadano prawdziwe legendy. Tak się stało. Orszak wielmoży niespodziewanie pojawił się na pałacowym dziedzińcu. Carewicza i towarzyszącą mu świtę podejmowano najwymyślniejszymi trunkami i potrawami. Honory domu pełnił marszałek dworu. Gospodarz nie pokazał się nawet przez chwilę. Podobno miał kolejny atak podagry. Ostatni raz hrabia Ludwik Michał Pac popatrzył na pałac w Dowspudzie. Pomimo wieku zręcznie wskoczył na grzbiet Lucky ego i pogalopował uśpioną polną drogą. Zaledwie dziesięć kilometrów dalej, w Cimochach zaczynały się Prusy. Umówiony przewodnik czekał tuż za granicznym słupem... Wataha kozaków z krzykiem wtargnęła do pałacu. Dowodzący nimi oficer w wielkiej papasze groźnie wymachiwał szablą. Gdie jenierał? Kuda uszoł etot buntowszczik? Na Rzędzianie wrzaski nie zrobiły wrażenia. Zachował spokój. Nie ma hrabiego. Wyjechał do Warszawy odpowiedział po polsku, chociaż dobrze znał rosyjski.

7 Kozacy nie dali mu wiary i rozbiegli się po komnatach. Jeden z nich zauważył niedomknięte drzwi szafy i odkrył tajne przejście. Teraz harmider sięgnął zenitu. Żołnierze popędzili podziemnym tunelem, dotarli do ogrodu i wrócili, żeby zdać relację dowódcy. Rozwścieczony oficer całą swoją złość skierował na Rzędziana. Ty toże buntowszczik! popatrzył na starego wiarusa i ciął go szablą przez pierś. Mężczyzna osunął się na podłogę, a na jego kawaleryjskim mundurze pojawiła się krew. Przez całą noc kozacy plądrowali pałac. Strzelali z pistoletów do portretów i obrazów, tłukli porcelanową zastawę i bez żadnego umiaru raczyli się znalezionym w piwnicy winem. Rano odjechali. Do pałacu wróciła służba. Znaleziono i opatrzono rannego Rzędziana, lecz na ratunek było już za późno. Z wykrwawienia zmarł jeszcze tego samego dnia. Na stole ciągle leżał list, którego Ignacy nie zdążył ukryć, a którym nie zainteresowali się kozacy. Nikt nie przypuszczał, że ów list przetrwa kolejne zawieruchy dziejowe i wiele lat później otworzy drogę do skarbu. A tak właśnie się stało.

8

9 ROZDZIAŁ 1 KOBIETA Z WĄSAMI PROPOZYCJA MILADY TAJEMNICZY LIST W POSZUKIWANIU MIERNIKA BIWAK NAD MAMRAMI W LEŚNEJ SAMOTNI SPOTKANIE Z KŁUSOWNIKAMI PAC I BRZOSTOWSKI WYNAJMUJĘ TRATWĘ ZAŁOGA W KOMPLECIE Moi załoganci śpiewali pewnie już z kwadrans. Szczerze mówiąc i nazywając rzeczy po imieniu, należałoby stwierdzić, że wrzeszczeli jak opętani: Lance do boju, szable w dłoń, Bolszewika goń, goń, goń!... Z mostu z wyraźną przyganą przyglądało się nam dwóch mężczyzn. Sądząc po ubiorze byli turystami, którzy przyjechali zapolować na suma lub szczupaka. Tymczasem bezradnie moczyli spławiki w wodzie i pewnie uważali, że to hałasy płoszą ryby. Chłopcy nie ograniczali się do krzyków, lecz z uporem godnym lepszej sprawy wymachiwali dwumetrowymi drągami. Zareagowałem, gdy końcówka jednego z nich omal nie musnęła mi głowy. Przestańcie! burknąłem. Weźcie się do roboty, bo nie wypłyniemy do wieczora. Niechętnie, ale odłożyli drągi, fachowo nazywane pływami lub pychami, i zajęli się przenoszeniem bagaży z wehikułu na nasz transatlantyk. Stałem na brzegu i patrzyłem na leniwy, ledwo zauważalny nurt Biebrzy, z trudem przebijającej się przez rozległe pasma przybrzeżnych trzcin. Zastanawiałem się, czy będzie to tylko miło spędzony urlop, do czego raczej nie miałem wątpliwości, czy też rzeka poprowadzi mnie ku nowej przygodzie. Był początek lipca, lecz wszystko zaczęło się ponad trzy miesiące wcześniej. Właśnie kończył się marzec i słońce coraz śmielej zaglądało do

10 mojego biurowego pokoiku w gmachu przy Krakowskim Przedmieściu. Siedziałem nad jakimiś papierami, odruchowo przekładałem je na biurku, ale myślami błądziłem daleko. Chyba jak wszyscy byłem zmęczony zimą, więc każdego dnia rano wyglądałem w drodze do pracy pierwszych oznak wiosny. Niestety, Warszawa ciągle wydawała się szara i ponura. To nic pocieszałem się w duchu. Jeszcze trochę cierpliwości. Zazielenią się drzewa, będzie można odwiesić do szafy grubą kurtkę i odstawić ciężkie buciory. A potem lato, urlop, wyjazd gdzieś nad jeziora albo w góry.... Ostry dźwięk telefonu wyrwał mnie z marzeń i przywrócił do rzeczywistości. Niechętnie podniosłem słuchawkę. Dzwoniono z ministerialnej portierni. Usłyszałem, że poszukuje mnie jakaś kobieta. Na pewno chodzi jej o mnie? upewniałem się, bo z nikim na dziś nie byłem umówiony. Wyraźnie powiedziała, że z detektywem Dańcem. Drugi taki chyba u nas nie pracuje. I proszę zejść jak najszybciej, bo ta pani jest bardzo zniecierpliwiona. Zbiegłem po schodach. W hallu czekała dość wysoka i tęga kobieta. Ubrana była w czarny, skórzany płaszcz, na głowie miała kapelusz tej samej barwy. Jej wiek oceniłem na mniej więcej sześćdziesiąt lat. Ze zdziwieniem pod nosem niewiasty zauważyłem ciemne ślady zarostu. Dama z wąsem natychmiast nazwałem ją w myślach. Pani do mnie? zapytałem. Do detektywa Dańca! odparła tubalnym głosem i zlustrowała mnie od stóp do głowy. Inaczej sobie pana wyobrażałam. Nie wygląda pan na detektywa. Bo i nim nie jestem. Jestem urzędnikiem, który zajmuje się ochroną zabytków wyjaśniałem zgodnie z prawdą. Jak zwał, tak zwał! lekceważąco machnęła ręką. Chyba nie będziemy rozmawiać na korytarzu. Oczywiście, że nie. Zapraszam do siebie. Zaprowadziłem ją do swojego ciasnego pokoiku, którego całe umeblowanie stanowiły podniszczone biurko, regał z książkami, trzy krzesła i mocno już zdezelowany komputer. Pomogłem damie z wąsem zdjąć płaszcz i poprosiłem, żeby usiadła. Zaproponowałem kawę lub herbatę, lecz odmówiła.

11 Ciekawie rozglądała się po wnętrzu. Kiepski ten pański apartament rzekła bez ogródek, a ja musiałem jej przyznać rację. Nasze ministerstwo do bogatych nie należy. Na wszystko brakuje pieniędzy. Wyciągnęła rękę. Nazywam się Emilia Piątkowska. Znajomi mówią na mnie Milady. Czytał pan Trzech muszkieterów? miała mocny i zdecydowany uścisk dłoni, ale nie to zaskoczyło mnie najbardziej. Czytałem powieść Dumasa i pamiętałem, że Milady była nie tylko uosobieniem zła, lecz również piękną kobietą, a tego ostatniego o damie z wąsem, nawet przy maksimum dobrej woli, raczej nie mógłbym powiedzieć. Chyba zauważyła moje zdziwienie, bo dodała: Tak naprawdę, to przezwisko wzięło się nie z książki, tylko od Emilii, od mojego imienia... Zrobiło mi się głupio, więc próbowałem zmienić temat. A jaką sprawę ma pani do mnie? Od kogo pani o mnie słyszała? Nie odpowiedziała, bo zajęła się szukaniem czegoś w przepastnej torebce. Nie wierzyłem własnym oczom, gdy wyciągnęła z niej nabitą fajkę i zapalniczkę. Chciałem jej powiedzieć, że w całym budynku ministerstwa obowiązuje zakaz palenia, lecz była szybsza. Wiem, że nie można, ale i tak zapalę! oznajmiła kategorycznie, nie pozostawiając mi żadnych szans nawet na próbę dyskusji. Głupie zakazy są po to, żeby ich nie przestrzegać. Biurowy pokoik zapełnił się wkrótce kłębami dymu i na pocieszenie zostało mi jedynie to, że Milady używała dobrego gatunku tytoniu. Coraz bardziej zniecierpliwiony czekałem, aż kobieta przejdzie do rzeczy. Wreszcie to zrobiła, chociaż nie do końca. Nieważne od kogo słyszałam, ale wiem, że jest pan detektywem, szuka pan skarbów i niejeden już znalazł. Przyszłam z pewną propozycją. Razem możemy ubić dobry interes. Powtórnie próbowałem wyjaśnić, że nie jestem detektywem, tylko urzędnikiem. Wyraźnie rozdrażniona powtórzyła swoje: Jak zwał, tak zwał... Pomoże pan znaleźć skarb i podzielimy się po połowie. Myślę, że będzie to spora suma. Wystarczy do końca życia. Nie będzie pan już musiał wysiadywać w tej obskurnej klitce.

12 Starałem się zachować powagę, ale przychodziło mi to z trudem. Iluż to łowców skarbów widziałem w życiu, iluż z nich przyjmowałem w tym pokoiku? Godzinami potrafili snuć fantastyczne wizje i zapewniać, że skrzynie ze złotem albo worki z klejnotami są na wyciągnięcie ręki. Milady chyba potrafiła czytać w myślach. Niech pan nie bierze mnie za wariatkę! powiedziała groźnie. Wcale tego nie robię. Skąd pani to przyszło do głowy? Po minie widać. Już ja wiem swoje! burknęła ze złością, wypuściła z fajki kolejny kłąb dymu i niespodziewanie zaczęła opowiadać o sobie: Od niedawna jestem emerytką, ale czterdzieści lat przepracowałam w wojsku. I to na kierowniczych stanowiskach. Rzucali mnie po całej Polsce i zawsze byłam kierowniczką kasyna albo klubu oficerskiego. Nawet nie wie pan, jaka to odpowiedzialna praca. A ja umiałam trzymać dyscyplinę, wszyscy i wszystko musiało chodzić jak w szwajcarskim zegarku. Z udawanym zrozumieniem pokiwałem głową. To naprawdę musiała być ciężka i odpowiedzialna praca. I była! kobiecie wyraźnie poprawił się humor. Przede mną majorzy i pułkownicy stawali na baczność. Nie mówię już nawet o nieboszczyku mężu, bo on był tylko chorążym. Znów pokiwałem głową, bo nawet generała stojącego na baczność przed Milady mogłem sobie wyobrazić. Ona wreszcie uznała, że pora przejść do konkretów. Jak mówiłam wcześniej, pan pomoże znaleźć skarb, a później dzielimy się po połowie. Nie zastanawiałem się już, czy jest wariatką, ale musiałem damę z wąsem mocno rozczarować. Prawdopodobnie chodzi pani o jakieś zabytkowe przedmioty. Nawet gdybyśmy je znaleźli, są one własnością państwa. Pani, chociaż też niekoniecznie, może dostałaby jakieś znaleźne. Ja jestem urzędnikiem, więc nawet na to nie mógłbym liczyć. Zepsułem jej humor, ale jeszcze nie rezygnowała. Przecież nikt nie musi wiedzieć o naszej umowie i o naszych poszukiwaniach.

13 Przykro mi, ale tego typu układy mnie nie interesują odpowiedziałem najbardziej zdecydowanie, jak potrafiłem. Trudno! Poszukam innego wspólnika do kosza wystukała zawartość wypalonej fajki. A nie interesuje pana, co to za skarb? Interesowało. I to bardzo, lecz starałem się zachować obojętną minę. I tak pani nie powie... Nie powinnam przyznała mi rację, lecz po chwili sięgnęła do swojej przepastnej torby. Wyjęła kserograficzną odbitkę jakiegoś dokumentu i położyła na biurku. Niech pan czyta. To jest wyjaśniła kopia dziewiętnastowiecznego listu. Nie wyglądała na znawczynię historii, więc domyśliłem się, że kopię albo oryginał musiała już komuś pokazywać, że zasięgała rady. Już na pierwszy rzut oka zauważyłem, że autorem listu musiał być człowiek biegle władający piórem. Pisownia i stylistyka rzeczywiście wskazywały na pierwszą połowę XIX wieku. Czytałem: Szanowny Jenerale, Czcigodny Hrabio! Mój Sąsiedzie, Przyyacielu i Bracie... Kolejne zdania i akapity wnosiły do treści niewiele. Zawierały grzecznościowe uprzejmości, zachwyty nad pałacem, który podobno ma tyle drzwiow, ile rok ma dniow i podziękowania za bliżej nieokreśloną pomoc, jakiej kiedyś nadawca doznał od adresata listu. Były też rozważania, co czeka nieszczęsną Polskę po przegranej rewolucyi. Niech pan czyta tutaj Milady pokazała palcem odpowiedni fragment: Rzecz ową, naycennieyszą ukryją, gdzie Bobra znak cyrkla robi, gdzie na zgubę Bobrana kaplica stała y gdzie Braci naszych mieysce spotkań. Znasz Hrabyo to mieysce... List urywał się nagle, nie było podpisu. Wyglądało to tak, jakby ktoś odciął przynajmniej jedną trzecią strony. A gdzie reszta listu? zapytałem rozczarowany. Miałam tylko ten fragment odpowiedziała, lecz nie zabrzmiało to przekonująco. Oddałem odbitkę, a ona schowała ją do torebki. Domyśla się pan, do kogo był adresowany list? Domyślałem się, ale nie chciałem zdradzać się ze swoją wiedzą. A pani się domyśla? Uśmiechnęła się z wyższością.

14 Nie domyślam się, tylko wiem. W dodatku panu powiem, bo to żadna tajemnica. Bobra, to dawna nazwa Biebrzy, a w tamtych stronach stał tylko jeden pałac......pałac hrabiego Paca w Dowspudzie dokończyłem. Z aprobatą pokiwała głową. Nie jest pan taki głupi, na jakiego wygląda. Ten wątpliwy komplement niespecjalnie przypadł mi do gustu, ale nie zareagowałem. Nie chciałem zrażać Milady, bo liczyłem, że uda mi się wyciągnąć z niej jeszcze jakieś informacje na temat tajemniczego listu. Ku mojemu zdziwieniu dama z wąsem stawała się coraz bardziej rozmowna. Nie zapyta pan, skąd wzięłam list? Nie mam odwagi, skoro nie zostaliśmy wspólnikami. Niech stracę! zdecydowała się bez żadnych zachęt z mojej strony i opowiedziała o zdarzeniu sprzed dziesięciu lat. Była wówczas kierowniczką kasyna oficerskiego w Węgorzewie. Miasteczko niewielkie, znałam tam prawie wszystkich. Kiedyś przyszedł do mnie taki tamtejszy pijaczek. Nazywał się Miernik, chyba Kazimierz było mu na imię. Mieszkał na Ogrodowej, a to przez ogródki działkowe tylko kawałek do koszar. Przyniósł jakieś dwie stare książki po francusku i ten list. Chciał sprzedać, bo zabrakło mu na wódkę. Zaczepiał każdego po kolei, aż wreszcie trafiło na mnie. I pani kupiła? Zaraz tam kupiłam skrzywiła się. Na książki nawet nie spojrzałam, bo nie znam francuskiego. A list wzięłam tylko dlatego, że Miernik był strasznie namolny. Dałam mu chyba na ćwiartkę. Wkrótce potem z Węgorzewa przeniosłam się do Zegrza. Milady twierdziła, że wtedy nawet nie przeczytała listu. Wrzuciła pomiędzy domowe szpargały i zapomniała o nim. Wygrzebała go dopiero niedawno z dna komody, gdy po śmierci męża robiła w mieszkaniu generalne porządki. Nie pytała pani, skąd Miernik wziął list? Nie musiałam pytać, bo on gadał jak nakręcony, byle tylko wcisnąć towar. Podobno jego dziadek, zanim po wojnie przeniósł się na Ziemie Odzyskane, był organistą gdzieś koło Suwałk i te szpargały znalazł na kościelnym strychu.

15 Milady sięgnęła po płaszcz i kapelusz, jeszcze raz wyraziła ubolewanie, że nie chcę jej pomóc w poszukiwaniach skarbu. A skąd pani wie, że w liście jest mowa o skarbie? Znów się rozzłościła. A o czym innym? Co to jest rzecz najważniejsza? Chyba nie chodzi o worek piasku czy kamieni. Jeżeli jest pan historykiem, to powinien pan wiedzieć, że Pac w tamtych czasach zaliczał się do najbogatszych ludzi w Polsce. To akurat wiedziałem. Rozsierdzona Milady rzuciła na biurko swoją wizytówkę. Gdyby jednak pan zmienił zdanie, to proszę zadzwonić. A jak nie, to sama znajdę skarb. U mnie, jak już coś postanowię, nie ma odwrotu! Zaabsorbowany innymi obowiązkami, długo nie wracałem do sprawy dziewiętnastowiecznego listu, chociaż skłamałbym mówiąc, że nie zaintrygowała mnie jego treść. Niewątpliwie kryła w sobie jakąś zagadkę, a może nawet miała rację Milady, że zawierała wskazówkę, jak dotrzeć do ukrytego skarbu. Kończył się kwiecień, zieleniły się i kwitły drzewa, niemal każdy marzył, żeby chociaż na dzień lub dwa wyrwać się z miasta, posiedzieć nad wodą, pospacerować po lesie. Nie trzeba dodawać, że też miałem takie marzenia. Pomocny w tym roku okazał się kalendarz. Święto Pracy wypadało w środę, rocznica Konstytucji 3 Maja w piątek, więc zapowiadał się wyjątkowo długi weekend. Wystarczało wziąć urlop w czwartek i można było leniuchować beztrosko przez pięć dni. Setki tysięcy osób, jak Polska długa i szeroka, zacierały z tego powodu ręce. Tym razem i ja postanowiłem skorzystać z okazji. Usłyszałem wprawdzie od dyrektora Hipolita Wróbla, że jestem migającym się od pracy obibokiem, że urlop mam prawie codziennie, lecz podanie podpisał mi bez problemów. Uradowany perspektywą wyprawy, pierwszej w tym roku jeśli nie liczyć wyjazdów służbowych, we wtorek po południu spakowałem plecak, z pawlacza wyciągnąłem niewielki namiocik i śpiwór. Już wcześniej postanowiłem, że pojadę na Mazury, gdzieś w okolice Wielkich Jezior. Może znajdzie się okazja, żeby chociaż na parę godzin wynająć jakąś łajbę, a jeśli nawet nie, to przynajmniej wstąpię na przystań, posiedzę na pomoście i popatrzę na żagle. To też miało swój urok.

16 Snułem te plany, gdy przypomniałem sobie wizytę Milady. Przekonywała mnie, że list kupiła w Węgorzewie od miejscowego pijaka. Jak się on nazywał? usiłowałem teraz sobie przypomnieć. Aha, Kazimierz Miernik, który mieszkał przy ulicy Ogrodowej. Być może ten człowiek żyje do dzisiaj. Może dowiedziałbym się czegoś więcej o pochodzeniu dokumentu pomyślałem i postanowiłem, że właśnie od Węgorzewa zacznę swoją eskapadę. Wyjechałem wczesnym rankiem. Naiwnie liczyłem, że o tej porze nie będzie tłoku na drogach. Niestety, podobnie rozumowali inni. Długi sznur pojazdów ciągnął się szosą prowadzącą na północ. Wędkarze, żeglarze, amatorzy grilla wszyscy się spieszyli, wszyscy jak najszybciej chcieli być na miejscu. Starałem się jechać zgodnie z przepisami, co irytowało wielu kierowców. Wyprzedzając mój wehikuł trąbili, niektórzy nie szczędzili obraźliwych gestów. Nie było to przyjemne, lecz nie zwracałem na nich uwagi, zdążyłem już przyzwyczaić się do takich zachowań. Dzień był ciepły i słoneczny, więc szeroko odkręciłem boczną szybę. Włączyłem radio i poszukałem muzyki. Wróćmy na jeziora, Na samotny brzeg. Zostań tu, gdzie las i woda, Masztów cichy śpiew. Białe żagle, Które kryje mgła. I nic nie mów, Bo przygoda trwa. Wróćmy na jeziora, Gdy zapadnie mrok. Znajdziesz tu swoją przygodę, Wrócisz tu za rok. Lubiłem tę starą piosenkę Czerwonych Gitar, nadal chętnie nuconą przy ogniskach i w żeglarskich przystaniach, a teraz szczególnie wydawała mi się na czasie. Wprawdzie na krótko, ale właśnie wracałem na jeziora i zamierzałem poszukać tam swojej przygody.

17 Pomimo tłoku na szosie, wehikuł pochłaniał kolejne kilometry i podróż wcale nie wydawała się nużąca. Za Łomżą zatrzymałem się w przydrożnym zajeździe, żeby zjeść mocno spóźnione śniadanie. Zamówiłem jajecznicę na kiełbasie, wziąłem do tego kawę i usiadłem przy ustawionym na zewnątrz stoliku z parasolem. Jadłem, wystawiałem twarz do coraz mocniej przygrzewającego słońca i zastanawiałem się, co czeka mnie w najbliższych dniach. Przy sąsiednim stoliku ulokowali się dwaj kierowcy ciężarówek. Pochłaniali wielkie porcje golonki i narzekali, że wszyscy mają weekend, a oni muszą pracować. Z docierających do moich uszu strzępów rozmowy dowiedziałem się, że jadą do Estonii, w dodatku z towarem, który może się zepsuć, więc szybko muszą dostarczyć go na miejsce. W duchu musiałem przyznać im rację, bo też nie miałbym uradowanej miny, gdyby w świąteczny dzień kazano mi setki kilometrów pędzić na złamanie karku czterdziestotonowym kolosem. W dodatku byłem wdzięczny tirowcom, bo zajęci własnymi sprawami, nie zwracali uwagi na wehikuł. Nie usłyszałem więc zwykłych w podobnych sytuacjach rad, abym oddał gruchota na złomowisko. Powiedziałem im do widzenia i znów ruszyłem w drogę. Wkrótce zostawiłem za sobą Pisz, po lewej stronie miałem niewidoczne z szosy jezioro Śniardwy. Nie bez racji nazywa się je Mazurskim Morzem. I nie chodzi tu tylko o wielkość, rzeczywiście, imponującą. Nawet najbardziej doświadczony żeglarz nie powinien lekceważyć Śniardw wystarczy przypomnieć tragiczne żniwo, jakie przed kilkoma laty zebrał tu biały szkwał. W Giżycku było tłoczno jak w pełni sezonu. Nie miałem takiego zamiaru, ale pewnie długo musiałbym szukać miejsca do parkowania. Ten pierwszy w tym roku najazd turystów sprawił zapewne, że ręce zacierali właściciele restauracji, barów i sklepów. Powoli już mogli podliczać zyski. Pomyślałem, że w Węgorzewie, do którego dotarłem dwadzieścia minut później, jest podobnie. Zatrzymałem się przy stacji PKN Orlen, bo należało nakarmić wehikuł. Zatankowałem do pełna i zapłaciłem rachunek, który wysokością mógł o ból głowy przyprawić nawet człowieka znacznie lepiej zarabiającego ode mnie. Jak dojechać na ulicę Ogrodową? zapytałem benzyniarza. Pokazał mi palcem.

18 Tutaj. Pierwsza w lewo. Uliczka łagodnie pięła się pod górę, po jej obu stronach stały domki kryte czerwoną dachówką, na podwórzach zieleniły się drzewa i krzewy. Nie była długa, kończyła się tak, jak mówiła Milady, przy ogródkach działkowych. Zatrzymałem się i rozglądałem się za jakimś przechodniem. Akurat z sąsiedniej posesji wyszła podpierająca się laską siwowłosa kobieta. Wysiadłem z wehikułu. Przepraszam panią ukłoniłem się grzecznie. Szukam Kazimierza Miernika. Wiem, że gdzieś tutaj mieszka albo mieszkał... Kobieta popatrzyła na mnie badawczo i zdecydowanie pokręciła głową. Ktoś taki nigdy tutaj nie mieszkał. Jestem pewna! Ale mówiono mi... Ktoś się pomylił albo celowo okłamał. Ja tu zaraz po wojnie sprowadziłam się z Wileńszczyzny. Żadnego Miernika nigdy nie było. A i w całym Węgorzewie raczej nie było takiego. Całkiem mnie zamurowało. Wierzyłem mojej rozmówczyni i już wiedziałem, że Milady skłamała. Tylko po co to zrobiła? W dodatku łgała niezwykle przekonująco. Nigdy nie posądzałbym jej o takie umiejętności. Naprawdę nie znajdzie pan tutaj żadnego Miernika kobieta spojrzała na zegarek. Na mnie już czas, bo nie zdążę do kościoła. Nogi znacząco postukała laską w chodnik już nie takie jak kiedyś. Mogę podwieźć zaproponowałem. Chętnie się zgodziła i wkrótce byliśmy przed niewielkim kościołem, jak zdążyłem się już dowiedzieć, pod wezwaniem Matki Boskiej Fatimskiej. Podziękowałem za informacje i pojechałem na przystań. Zgodnie z przewidywaniami panował tu niemały ruch. Przy pomoście kołysały się dziesiątki łódek, często niezwykle wypasionych i zapewne kosztujących krocie. Niektóre rzucały cumy i na włączonych silnikach wypływały w stronę niewidocznego stąd jeziora Mamry. Spacerowałem po porcie i z prawdziwą przyjemnością wdychałem wilgotne powietrze, lecz minę miałem nietęgą. Szybko zorientowałem się, że nie wynajmę żadnej łajby. Nie brakowało wprawdzie wolnych, ale tylko takich, które były zdecydowanie nie na moją kieszeń. Sen o żeglowaniu prysł jak mydlana bańka.

19 Z konieczności zdecydowałem się na spacer po miasteczku, które znałem nie najgorzej, ale w którym nie byłem od trzech lat. Węgorzewo, po niemiecku nazywane Angerburgiem, ma długą historię. Wszystko zaczęło się od drewnianego zamku, który w 1336 roku Krzyżacy zbudowali u ujścia Węgorapy. Trzydzieści lat później spalili go Litwini, ale rycerze Najświętszej Marii Panny postawili nowy, tym razem murowany. W jego cieniu wyrosła osada, której książę Albrecht Fryderyk Hohenzollern w 1571 roku nadał prawa miejskie. Dziejowe zawieruchy i plagi nie oszczędzały Angerburga. W 1656 roku został zniszczony przez Tatarów w służbie polskiego króla Jana Kazimierza, a na początku XVIII wieku mieszkańców zdziesiątkowała epidemia dżumy. Skrupulatni kronikarze odnotowują ponadto, że w 1734 roku w węgorzewskim zamku przebywał król Stanisław Leszczyński, który przez Prusy uciekał do Francji przed Rosjanami. Osobny rozdział napisała ostatnia wojna światowa. Bliskość Wilczego Szańca, w którym rezydował Hitler, sprawiła że niemieckie dowództwo wojsk lądowych obrało na swoją siedzibę podwęgorzewskie Mamerki. Z kolei w nieodległym Pozezdrzu jedną ze swoich kwater miał Heinrich Himmler. I tu, i tam do dzisiaj zachowała się część bunkrów, udostępnionych do zwiedzania. Rosjanie, w styczniu 1945 roku wkraczający do Prus Wschodnich, stosowali taktykę spalonej ziemi. Nie oszczędzili również Węgorzewa, z dymem puścili całe centrum. Do dziś nie ma tu typowego rynku wielki plac z muszlą koncertową w środku otaczają przypadkowe, przeważnie pozbawione wdzięku, kamienice i pawilony. Natomiast samo miasteczko robi sympatyczne wrażenie i na korzyść zmienia się z roku na rok, o czym teraz mogłem przekonać się na własne oczy. Problem w tym, że jak całe Mazury ożywa tylko w sezonie, kiedy staje się bramą na Wielkie Jeziora. W innych miesiącach życie toczy się tu leniwie i sennie. W dodatku nie jest to łatwe życie. Jedynym poważnym pracodawcą jest 11. Mazurski Pułk Artylerii im. gen. Józefa Bema, lecz wojsko nie przygarnie wszystkich i stąd pnące się stale słupki bezrobocia. W niewielkim lokalu, niedaleko odrestaurowanego i sprzedanego prywatnemu inwestorowi zamku, zjadłem pizzę. Byłem trochę zmęczony kilkugodzinną podróżą i spacerem. Należało jeszcze zrobić zakupy i poszukać noclegu.

20 To jednak jeszcze nie było lato. Obudziłem się zziębnięty, szybko wygramoliłem się ze śpiwora i wyskoczyłem z namiotu. Dopiero stumetrowa przebieżka sprawiła, że wróciło normalne krążenie krwi i przestałem trząść się jak galareta. Wczoraj, krótko przed zapadnięciem zmierzchu, wyszukałem całkiem puste, nieduże pole biwakowe nad Mamrami. Rozstawiłem namiocik, rozłożyłem karimatę i śpiwór, a następnie rozpaliłem małe ognisko i upiekłem nadzianą na patyk kiełbaskę. Księżyc świecił oślepiającym blaskiem, odbijał się w nieruchomej toni jeziora, cisza była taka, że dzwoniło w uszach, czasem tylko zmącił ją delikatny plusk wody. Pewnie jakaś ryba zaplątała się w trzcinach albo umykała przed goniącym ją drapieżnikiem. Tego mi właśnie brakowało przez ostatnie miesiące. Trochę obawiałem się komarów, ale w tym roku jeszcze chyba nie zaczęły swoich harców, bo nigdzie nie słyszałem złowieszczego bzyczenia, zapowiadającego krwiożerczy atak. Ognisko dogasło, więc położyłem się spać. I zmarznięty obudziłem się o brzasku... Zapowiadał się kolejny pogodny dzień. Umyłem się, a raczej ochlapałem się lodowato zimną wodą, otworzyłem mięsną konserwę, zrobiłem kanapki. Może nie było to zbyt wytworne śniadanie, ale na brak apetytu nie narzekałem. Jedząc, zastanawiałem się, co dalej. Żeglowanie przeszło mi koło nosa, poszukiwania mitycznego Miernika straciły sens, do Warszawy nie chciałem wracać, bo miałem przed sobą jeszcze cztery wolne dni. Siedziałem i myślałem, wreszcie klamka zapadła. Zwinąłem namiot i zapakowałem go do bagażnika, posprzątałem po biwaku. Do zobaczenia, Mazury! powiedziałem głośno. Odpowiedziała mi tylko cisza, więc wsiadłem do wehikułu. Drogi w dawnych Prusach Wschodnich są wąskie i kręte. Budowano je w ten sposób, żeby wykorzystać naturalne ukształtowanie terenu. Podobno brano pod uwagę również względy militarne, bo na wijącej się jak piskorz szosie łatwiej schronić się przed wrogimi samolotami. Tak już zostało. Do granicy obecnych województw warmińsko mazurskiego i podlaskiego znalazłem bodaj jeden prosty odcinek była to niedawno wybudowana obwodnica Gołdapi. Minąłem Filipów, sporo czasu

21 zajęło mi przebijanie się przez zapchane tirami Suwałki, wreszcie Sejny i Giby, niewielką letniskową osadę nad jeziorami Gieret i Pomorze. Byłem zaledwie o parę kilometrów od celu podróży, z którym łączyło mnie tyle wspomnień. Alarmowy system Gubernatora zadziałał widocznie niezawodnie, bo właściciel pojawił się na progu, gdy tylko zbliżyłem się do bramy jego puszczańskiej samotni. Chociaż bliżej było mu do osiemdziesiątki niż do siedemdziesiątki, ciągle trzymał się prosto, a ruchy miał energiczne. Uśmiechnął się szeroko i uściskał mnie serdecznie. Nie był to jednak koniec powitań. Zza chałupy ze szczekaniem wypadł łaciaty foksterier, za nim wielkimi susami pędził szary kocur, który natychmiast wskoczył mi na ramię. Zwierzaki pamiętały mnie, domagały się głaskania i przytulania. Wystarczy tych czułości. Dajcie Pawłowi spokój strofował je Gubernator, ale nie reagowały. Do mnie zwrócił się z wymówką: Mogłeś zadzwonić, że przyjedziesz. Ugotowałbym jakiś porządny obiad. Nie dzwoniłem, bo pan i tak nigdy nie odbiera telefonów odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Robert Jurewicz, nazywany Gubernatorem, uchodził w okolicy za wyjątkowego dziwaka. W rzeczywistości był mądrym i wykształconym człowiekiem. Jako architekt zrobił karierę we Francji, dopiero na emeryturze wrócił do kraju, od nadleśnictwa odkupił zrujnowany dom i osiadł w Puszczy Augustowskiej. Samotnia Gubernatora z zewnątrz sprawiała przygnębiające wrażenie. Większość okien była zabita deskami, oficjalnie Jurewicz korzystał tylko z kuchni i niewielkiego pokoju. W rzeczywistości dom krył wiele tajemnic, które poznałem, gdy szukałem skarbu UB i później, kiedy przez miesiąc musiałem zaopiekować się psem Dropsem i kotem Bigosem. Nie byłem głodny, więc siedzieliśmy i piliśmy kawę. Gubernator zmierzwił swoją długą, siwą brodę i popatrzył na mnie badawczo. Przyjechałeś towarzysko, czy znów tropisz jakąś zagadkę? Trochę tak, trochę tak odparłem wymijająco. To dłuższa opowieść. Jeszcze będzie okazja porozmawiać. A co u pana? Cóż u mnie może być? Siedzę w tej leśnej głuszy, tylko z psem i kotem mogę pogadać. Czasem wybiorę się na ryby i to jedyna rozrywka.

22 Biorą? Różnie bywa. Wiesz przecież, że mam poważnych konkurentów. Gubernator miał na myśli Pampucha i Siejaka, najbardziej w okolicy znanych kłusowników. Zniszczył pan im dwa agregaty przypomniałem. Kupili nowy? Podobno teraz mają siatkę. Znów ukręcili mi kłódkę w łodzi. Niech ich tylko spotkam, to pożałują! Aha, pewnie nie wiesz, że teraz rybacka brygada jest trzyosobowa, bo dołączył do nich Miszkiel. Ten, co siedział w więzieniu? Ten sam. Siedział za jazdę po pijanemu na rowerze, a ty jego matce napisałeś podanie do sądu w głosie Gubernatora zabrzmiała przygana. Nawypisywałeś głupot, że potrzebny jest na gospodarstwie. Dali przerwę w odbywaniu kary i teraz jest dodatkowy ambaras. Pan by też napisał... Może i tak machnął ręką. Ale to ty jesteś dobroczyńcą. Tak ciebie nazywa i pytał, kiedy przyjedziesz, bo musi osobiście podziękować. Niepotrzebne mi jego podziękowania. Nie zamierzam spotykać się z kłusownikami. Gubernator uśmiechnął się pod nosem. Nie zamierzasz, ale pewnie się spotkasz. I to niedługo. Nie wiedziałem, o co mu chodzi. Jurewicz nigdy nie wpuszczał kłusowników do domu, a jeśli próbowali złożyć wizytę, straszył ich strzelbą, starym obrzynem, który posiadał nielegalnie i z tego powodu już parokrotnie zdarzały się mu kłopoty z policją. Teraz Gubernator wyjaśnił, że chce, abym go podwiózł do sklepu w Gibach, bo musi zrobić zakupy. A prawie w ciemno można obstawiać, że będą tam siedzieć kłusownicy i raczyć się swoim ulubionym winem marki Suwalski Patyk. Zbliżało się południe, gdy wybraliśmy się do Gib. Przed sklepem Szarejki stało kilka samochodów, wyraźny znak, że i tutaj turyści wybrali się na długi weekend. Niestety, Gubernator miał rację. Przy ustawionym na tarasie stoliku siedzieli Pampuch, Siejak i ich kompan, którego wcześniej nigdy nie widziałem. Dyskutowali o czymś zawzięcie, gestykulowali, a nieogolone twarze poczerwieniały pewnie nie tylko od słońca. Rybakom chyba dzisiaj

23 powodziło się nie najgorzej, bo przed każdym stała prawie pełna butelka patyka. Na nasz widok wszyscy zerwali się z miejsc. Dzień dobry, panie Gubernatorze! Cześć, Paweł! Co za niespodzianka! Zapraszamy do nas! W odpowiedzi Jurewicz pogroził palcem. Zaraz przyjdę! Będziecie żałować tego spotkania ostrzegł. Zwrócił się do mnie: Sam zrobię zakupy, bo ty się nie znasz na trunkach, nie wiesz, co jest dobre. Możesz iść do nich. Niechętnie, ale tak zrobiłem. Powitania i wymiana uprzejmości trwały pewnie z pięć minut. Najbardziej aktywny był Miszkiel. Jesteś, mój dobroczyńco! Wszystko wiem od matki. To ty wyciągnąłeś mnie z kryminału! wykrzykiwał, aż ze zdziwieniem oglądali się przechodzący koło sklepu ludzie. Wypijesz z nami winko? dopytywali się Siejak i Pampuch. Doskonale wiecie, że takiego świństwa nie biorę do ust. To może piwko? My stawiamy! Poczułem się zniecierpliwiony tą nachalną gościnnością. Widzicie chyba, do diabła, że jestem za kierownicą. A co wy dzisiaj tacy hojni? Wygraliście w lotto? Nie wygraliście, tylko znów kłusujecie! Nie kłusujemy zaprzeczyli bez przekonania. Dźwigając dwie torby z zakupami, ze sklepu wyszedł Gubernator. Stanął przy stoliku jak kat nad ofiarami. Kto znowu urwał kłódkę w mojej łódce? Odpowiadać i to już! Kłusownicy patrzyli na siebie z zakłopotaniem. To nie my... A kto? Pampuch chciał być dowcipny. Pewnie duch Bartosza miał na myśli zamordowanego przed wiekami strażnika królewskiej puszczy, którego zjawa czasem ponoć pojawiała się nad Jeziorem Mokrym. Gubernator odstawił na bok zakupy i zgarnął ze stołu butelki z patykami. Odpowiadajcie, bo wszystko wyleję. Trudno byłoby o bardziej skuteczną groźbę. Kłusownicy podnieśli larum.

24 Niech pan nie wylewa! Szkoda wina! bili się w piersi i zapewniali, że zaraz po weekendzie odkupią kłódkę. To nie usatysfakcjonowało Jurewicza. Macie z daleka omijać Jezioro Mokre, bo strzelba będzie w robocie. Nie pożałuję śrutu! Zostawiliśmy użalających się nad swoim losem rybaków i wróciliśmy do domu. Gubernator usmażył pyszne placki z młodych ziemniaków i ciągle utyskiwał, że nie może mnie podjąć bardziej wykwintnym daniem. Po obiedzie zdecydował się na drzemkę, a ja zrobiłem spacer po okolicy. Podobnie jak wczoraj, dzień był ciepły i słoneczny. Świergotały ptaki, drzewa nabierały zieleni, ciągle jeszcze nieśmiałej, bo Suwalszczyzna nieprzypadkowo uchodzi za polski biegun zimna. Wegetacja roślin jest tu przynajmniej o dwa tygodnie późniejsza niż w innych regionach kraju. Doszedłem do ośrodka Kukle, posiedziałem na pomoście, popatrzyłem na jezioro Pomorze, na którym kołysało się kilka kajaków i jedna, samotna żaglówka. Wieczorem przenieśliśmy się do apartamentów Gubernatora. Tak nazywał on komfortowo wyposażone pomieszczenia za rozsuwaną ścianą, o których wiedzieli nieliczni. Były tu dwie sypialnie, bogato wyposażona biblioteka, nowoczesny sprzęt komputerowy mógł przyprawić o zawrót głowy, sprawnie działała klimatyzacja. Na stole nie mogło zabraknąć whisky przedniej marki, w gustownych szklaneczkach grzechotały kostki lodu, sobie Jurewicz nie odmówił cygara. A teraz opowiadaj! zachęcił. Opowiedziałem więc o wizycie Milady, o dziewiętnastowiecznym liście i o zakończonej fiaskiem wyprawie do Węgorzewa. Nie przerywał mi, słuchał z zainteresowaniem, czekał, aż skończę. I zamierzasz poszukać tej rzeczy najważniejszej skomentował. Trochę się zawahałem. Nie wiem, czy powinienem. O wszystkim dowiedziałem się od Milady, odmówiłem współpracy... Czy nie byłaby to nieuczciwa konkurencja? Przecież sam mówisz, że ten skarb, jeśli istnieje, jest własnością państwa. Obojętne, kto go znajdzie. A ta Milady nie zagrała z tobą uczciwie. Po co kłamała, po co mówiła o nieistniejącym Mierniku. Chyba przekonywał nie powinieneś w tej sytuacji mieć skrupułów.

25 Nie przekonał mnie może do końca, ale byłem skłonny przyznać mu rację. Sącząc whisky, rozmawialiśmy o liście. Żałowałem, że Gubernator go nie widział, znał tylko z mojej opowieści. Był człowiekiem o analitycznym umyśle i mógł dojść do interesujących wniosków. Na początku zgodziliśmy się, że Bobra to obecna Biebrza, musiało chodzić o pałac w Dowspudzie, bo innego nigdy nie było w tych stronach, więc list adresowano do hrabiego Ludwika Michała Paca. Zgadzaliśmy się też co do nazwiska nadawcy. Czerwony hrabia... zaczął Gubernator....hrabia Karol Brzostowski, właściciel dóbr sztabińskich dokończyłem. Rzeczywiście, ze względu na postępowe poglądy, nazywano go Czerwonym Hrabią. Był sąsiadem Paca, przyjaźnili się, razem walczyli w Powstaniu Listopadowym. Jedynie Brzostowski wchodził w rachubę, żeby dojść do takiego wniosku wystarczała nawet dość pobieżna znajomość historii Polski. Nie odkrywaliśmy więc Ameryki, a dalej zaczynały się same niewiadome. Kim był Bobran, gdzie stała jakaś kaplica, gdzie Bobra w znak cyrkla płynie... Jak zapamiętałem z lekcji geografii, Biebrza ma ponad 160 kilometrów długości, zatem bez dodatkowych wskazówek można szukać wiatru w polu, a raczej na rzece... Gubernator po raz ostatni dolał do szklaneczek aromatycznego trunku. Trzeba spać! Rano idziemy na ryby. Jęknąłem. Przecież wie pan, że ja nie łowię. Nie musisz. Popatrzysz, pokibicujesz, pooddychasz świeżym powietrzem nie zważał na protesty. Pewnie wszystko wyłapali kłusownicy... Zobaczymy! Zawsze najlepiej jest przekonać się na własne oczy. Obudził mnie zaraz po wschodzie słońca. Z wędkami, bo mnie też został wręczony długi bambusowy kij, pomaszerowaliśmy przez las mokry od porannej rosy. Zatrzymaliśmy się nad Jeziorem Mokrym, gdzie Gubernator trzymał swoją wiosłową krypę. Rzeczywiście, kłódka była urwana. Bez zapału wziąłem się do wioseł i popłynęliśmy na wyspę Bartosza. Przez prawie godzinę haczyki moczyły się w wodzie, a żaden ze spławików nie chciał

26 nawet drgnąć. Później poszło znacznie lepiej. Nawet ja zdołałem złowić kilka płotek, a Gubernator wyciągnął kilogramowego szczupaka i nieco większego leszcza. Bez rewelacji, ale bywało dużo gorzej Gubernator wreszcie dał znak do odwrotu. Przed domem czekał kot, miauczał i próbował wkładać łapę do wiaderka z naszą zdobyczą. Uspokoił się dopiero wtedy, gdy dostał trzy spore płotki. Pożarł je błyskawicznie, a potem ułożył się na słońcu i zamknął oczy. Gubernator wypatroszył i usmażył ryby, ze smakiem zjedliśmy to późne śniadanie albo wczesny obiad. Trzy dni spędziłem w leśnej samotni. Dawno nie miałem okazji do takiego leniuchowania. Czas płynął od posiłku do posiłku, wypełniany spacerami po okolicy i rozmowami z Jurewiczem. Zastanawiałem się, jak powinienem spędzić lipcowy urlop, a właściwie już wiedziałem, że wybiorę się na Biebrzę. Wypożyczę kajak podzieliłem się planami z Gubernatorem. A może lepiej tratwę? Zdziwiłem się. Przecież nie wybieram się na Dunajec. Naprawdę nie wiedziałem, że od kilku lat dużą popularnością cieszą się spływy tratwami po Biebrzy. Za odpowiednią opłatą można taki okręt wypożyczyć z całym niezbędnym wyposażeniem. Poszukałem w Internecie. Wszystko się zgadzało, w okolicach Lipska i Sztabina funkcjonowało kilka sezonowych wypożyczalni. Odstraszająco działały jedynie ceny, bo za pierwszy dzień rejsu należało zapłacić 300 złotych, a za każdy następny połowę tej sumy. Tygodniowa wyprawa, bo o takiej myślałem, kosztowałaby więc aż 1200 złotych. To trochę nie na moją urzędniczą kieszeń. Pomocna okazała się relacja, którą znalazłem na jednym z blogów. Jej autor barwnie i interesująco opisał swoją ubiegłoroczną wyprawę po Biebrzy. Przy okazji informował, że tratwę pożyczał u pana Chomki w Nowym Lipsku. Była mniejsza od oferowanych gdzie indziej, ale dzięki temu wyszło sporo taniej. Postanowiłem kuć żelazo, póki gorące, i do Warszawy wracałem nieco okrężną trasą.

27 Nowy Lipsk okazał się niewielką wioszczyną złożoną z kilkunastu chat rozrzuconych wśród lasów i nadbiebrzańskich bagien. Trochę błądziłem, dwukrotnie musiałem pytać o drogę, ale wreszcie znalazłem samotnie stojący drewniany dom. Na spotkanie wybiegł mi podpalany wilczur. Szczekał głośno, lecz zarazem przyjaźnie machał ogonem, więc bez specjalnych obaw wysiadłem z wehikułu. Zwabiony hałasem na progu pojawił się siwowłosy, ostrzyżony najeża mężczyzna. Musiał mieć z sześćdziesiąt lat albo więcej. Dzień dobry! powiedziałem. Szukam pana Chomki. Chciałbym... Już pan znalazł przerwał. Ale nie będziemy rozmawiać na podwórku. Zapraszam do środka. Usiedliśmy w skromnie umeblowanej, ale starannie wysprzątanej kuchni, gospodarz zaparzył herbatę i dopiero wtedy pozwolił mi przejść do konkretów. Dowiedziałem się, że wypożycza pan tratwy. Chciałbym jedną wynająć na początku lipca. W zamyśleniu pokiwał głową. Tak, mam dwie tratwy. Sam je zbudowałem, ale oficjalnie żadnej wypożyczalni nie prowadzę. Za duża jest w okolicy konkurencja. Chyba jakoś możemy się dogadać? zasugerowałem. Nie potrzebuje żadnych rachunków i faktur. Znów kiwnął głową. Moglibyśmy, ale jest inny problem. Dzisiaj nie zobaczy pan tych tratw. Jeszcze ich nie ściągnąłem na wodę, a przez zimę stały u sąsiada w stodole. Pech, bo sąsiad wyjechał na kilka dni. Wróci dopiero jutro albo pojutrze. Odpowiedziałem, że to żaden problem, bo jego tratwę widziałem na zdjęciach w Internecie. W sam raz dla mnie. Nie potrzebuję żadnego kolosa, do luksusów też nie jestem przyzwyczajony. Mężczyzna wyraźnie się ucieszył z mojej odpowiedzi. Skoro tak, to pewnie dojdziemy do porozumienia. Jedna tratwa ciągle jest wolna. Drugą, nie dalej jak poza wczoraj, zarezerwowała taka pani. Też popatrzył przez okno na tablice rejestracyjne wehikułu była z

28 Warszawy. Trochę dziwna kobieta, pewnie w moim wieku, ale dziarska, jakby diabeł w niej siedział. W dodatku miała wąsy. Naprawdę! Ostrzegawcze światełko zapaliło się mi w głowie. Miała wąsy? Pamięta pan może nazwisko? Nie pamiętam, ale mogę sprawdzić sięgnął po leżący na parapecie zeszyt. Zapisałem jej adres i telefon przez chwilę, śliniąc palce, przewracał kartki. O, jest! Nazywa się Piątkowska, Emilia Piątkowska... Milady! powiedziałem sam do siebie. Nie krył zdziwienia. Pan ją zna? Patrzcie państwo, niby ta Warszawa wielka, a takie przypadki chodzą po ludziach. Miałem okazję poznać. I nie wiem, czy to jest przypadek przekonałem się właśnie, że Milady nie zrezygnowała z poszukiwań skarbu i w dodatku wpadła na identyczny pomysł jak ja. Kolejny raz musiałem przyznać, że jej nie doceniłem, gdy w marcu przyszła z dziewiętnastowiecznym listem. Od kiedy chce wynająć tratwę? To chyba żadna tajemnica zapytałem. Znów musiał zajrzeć do zeszytu. Od trzeciego lipca i na cały tydzień. A pan, od kiedy? W takim razie o dzień później i też na tydzień. Przyglądał mi się badawczo, ale nie skomentował, prawdopodobnie nie chciał być wścibski. Dogadaliśmy się co do ceny i okazało się, że pan Chomko nie zamierza zedrzeć ze mnie skóry. Odetchnąłem z ulgą i zaproponowałem zaliczkę. Nie trzeba. Wierzę panu, a ja znam się na ludziach. Rozliczymy się już po wszystkim. Od tej pani Emilii też nie wziąłem pieniędzy. Panu Chomce chyba się nudziło i ucieszył się, że znalazł rozmówcę. Zaczął opowiadać o sobie. Dom, w którym teraz siedzieliśmy był jego ojcowizną, lecz spędził w nim tylko dzieciństwo. Całe dorosłe życie przepracował jako górnik w Wałbrzychu. A potem kopalnię zamknęli na cztery spusty. Szczęście w nieszczęściu, że już przysługiwała mi pomostowa emerytura. Inni mieli dużo gorzej. Tak się jakoś składało, że zostałem przy kawalerstwie. W Wałbrzychu nic mnie nie trzymało, wróciłem do tej chałupy. Rodzice dawno poumierali,

29 więc siedzę tu sam jak palec. Emerytura nie za wielka, ale da się przeżyć. Trochę dorabiam na tych tratwach, tylko po cichu, żeby skarbówka się nie zainteresowała. Na pożegnanie pan Chomko zapytał, czy już skompletowałem załogę na lipcowy rejs. W pojedynkę nie da rady. Tratwa to nie żaglówka. Musi pan dobrać jeszcze ze dwóch ludzi ostrzegł. Z tym nie będzie żadnych kłopotów odparłem beztrosko. Najbliższa przyszłość pokazała, że nie miałem racji. Minął maj, zaczął się upalny czerwiec, coraz bardziej zbliżał się termin zaplanowanego i dawno uzgodnionego urlopu. Już kilku znajomym zaproponowałem wspólną wyprawę na Biebrzę i za każdym razem widziałem lekceważące wzruszenie ramion. A co to za atrakcja? Żaby, szuwary i komary... Lepiej na żagle, od biedy mogłyby być kajaki. A najlepiej do cieplejszych krajów... Aż któregoś dnia zadzwonił telefon. Zbliżało się południe, siedziałem w dusznym biurowym pokoiku, nie pomagało otwieranie na oścież okna. Na wyświetlaczu pokazał się napis Bliźniacy. Tak zapisałem numer Jacka i Maćka, gimnazjalistów z Suwałk, których przed rokiem wyratowałem z opałów, kiedy pod Augustowem brali udział w bójce kiboli. Byli bliźniakami, w dodatku podobnymi jak dwie krople wody i nigdy nie nauczyłem się ich odróżniać. Co tam się znów wydarzyło? mruknąłem pod nosem i odebrałem rozmowę. W słuchawce rozległ się radosny, młodzieńczy głosik: Dzień dobry, panie Pawle! Poznaje pan? Przecież wiecie, że was nigdy nie poznaję. Z którym teraz mam przyjemność? Jacek mówi, ale Maciek jest koło mnie usłyszałem odpowiedź. Może tak było, ale mogło też być dokładnie odwrotnie. I czego chcecie? nie siliłem się na grzeczność, bo obawiałem, że telefon może zwiastować jakieś niepotrzebne kłopoty, jak bywało w przeszłości. Chcemy spotkać się z panem. Na razie nie wybieram się do Suwałk. Usłyszałem śmiech.

Joanna Charms. Domek Niespodzianka

Joanna Charms. Domek Niespodzianka Joanna Charms Domek Niespodzianka Pomysł na lato Była sobie panna Lilianna. Tak, w każdym razie, zwracała się do niej ciotka Małgorzata. - Dzień dobry, Panno Lilianno. Czy ma Panna ochotę na rogalika z

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

Dzięki ćwiczeniom z panią Suzuki w szkole Hagukumi oraz z moją mamą nauczyłem się komunikować za pomocą pisma. Teraz umiem nawet pisać na komputerze.

Dzięki ćwiczeniom z panią Suzuki w szkole Hagukumi oraz z moją mamą nauczyłem się komunikować za pomocą pisma. Teraz umiem nawet pisać na komputerze. Przedmowa Kiedy byłem mały, nawet nie wiedziałem, że jestem dzieckiem specjalnej troski. Jak się o tym dowiedziałem? Ludzie powiedzieli mi, że jestem inny niż wszyscy i że to jest problem. To była prawda.

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska spektakl edukacyjno-profilaktyczny dla najmłodszych. (Scenografia i liczba aktorów - zależne od wyobraźni i możliwości technicznych reżysera.) Uczeń A - Popatrz

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

Magdalena Bladocha. Marzenie... Gimnazjum im. Jana Pawła II w Mochach

Magdalena Bladocha. Marzenie... Gimnazjum im. Jana Pawła II w Mochach Magdalena Bladocha Marzenie... Gimnazjum im. Jana Pawła II w Mochach Dawno, dawno temu, a może całkiem niedawno. Za siedmioma morzami i za siedmioma górami, a może całkiem blisko tuż obok ciebie mieszkała

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci!

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! W samo południe 14 Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! przed czytaniem 1. W internecie można znaleźć wiele rzeczy. W internecie, czyli właściwie gdzie? Opracujcie hasło INTERNET na podstawie własnych skojarzeń

Bardziej szczegółowo

Pan Toti i urodzinowa wycieczka

Pan Toti i urodzinowa wycieczka Aneta Hyla Pan Toti i urodzinowa wycieczka Biblioteka szkolna 2014/15 Aneta Hyla Pan Toti i urodzinowa wycieczka Biblioteka szkolna 2014/15 P ewnego dnia, gdy Pan Toti wszedł do swojego domku, wydarzyła

Bardziej szczegółowo

Odkrywam Muzeum- Zamek w Łańcucie. Przewodnik dla osób ze spektrum autyzmu

Odkrywam Muzeum- Zamek w Łańcucie. Przewodnik dla osób ze spektrum autyzmu Odkrywam Muzeum- Zamek w Łańcucie Przewodnik dla osób ze spektrum autyzmu Dzisiaj odwiedzę Muzeum- Zamek w Łańcucie! Zamek w Łańcucie był domem dwóch rodzin. Zamek wybudował czterysta lat temu książę Stanisław

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 To jest moje ukochane narzędzie, którym posługuję się na co dzień w Fabryce Opowieści, kiedy pomagam swoim klientom - przede wszystkim przedsiębiorcom, właścicielom firm, ekspertom i trenerom - w taki

Bardziej szczegółowo

Z wizytą u Lary koleżanki z wymiany międzyszkolnej r r. Dzień I r.

Z wizytą u Lary koleżanki z wymiany międzyszkolnej r r. Dzień I r. Z wizytą u Lary koleżanki z wymiany międzyszkolnej 29.01.2017r. - 04.02.2017r. Dzień I - 29.01.2017r. O północy przyjechałam do Berlina. Stamtąd FlixBusem pojechałam do Hannoveru. Tam już czekała na mnie

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

BURSZTYNOWY SEN. ALEKSANDRA ADAMCZYK, 12 lat

BURSZTYNOWY SEN. ALEKSANDRA ADAMCZYK, 12 lat BURSZTYNOWY SEN ALEKSANDRA ADAMCZYK, 12 lat Jestem bursztynnikiem. Myślę, że dobrym bursztynnikiem. Mieszkam w Gdańsku, niestety, niewiele osób mnie docenia. Jednak jestem znany z moich dziwnych snów.

Bardziej szczegółowo

AUDIO / VIDEO (A 2 / B1 ) (wersja dla studenta) ROZMOWY PANI DOMU ROBERT KUDELSKI ( Pani domu, nr )

AUDIO / VIDEO (A 2 / B1 ) (wersja dla studenta) ROZMOWY PANI DOMU ROBERT KUDELSKI ( Pani domu, nr ) AUDIO / VIDEO (A 2 / B1 ) (wersja dla studenta) ROZMOWY PANI DOMU ROBERT KUDELSKI ( Pani domu, nr 4-5 2009) Ten popularny aktor nie lubi udzielać wywiadów. Dla nas jednak zrobił wyjątek. Beata Rayzacher:

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

Opowiedziałem wam już wiele o mnie i nie tylko. Zaczynam opowiadać. A było to tak...

Opowiedziałem wam już wiele o mnie i nie tylko. Zaczynam opowiadać. A było to tak... Wielka przygoda Rozdział 1 To dopiero początek Moja historia zaczęła się bardzo dawno temu, gdy wszystko było inne. Domy były inne zwierzęta i ludzie też. Ja osobiście byłem inny niż wszyscy. Ciągle bujałem

Bardziej szczegółowo

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Szybciej poznaję ceny. To wszystko upraszcza. Mistrz konstrukcji metalowych, Martin Elsässer, w rozmowie o czasie. Liczą się proste rozwiązania wizyta w

Bardziej szczegółowo

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy.

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy. Zając wychodził z siebie ze złości i krzyczał: Biegniemy jeszcze raz, jeszcze raz wkoło! Nie ma sprawy, odparł jeż, Ile razy masz ochotę. Biegał więc zając siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle dotrzymywał

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!!

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W dniu 30-04-2010 roku przeprowadziłem wywiad z moim opą -tak nazywam swojego holenderskiego dziadka, na bardzo polski temat-solidarność. Ten dzień jest może najlepszy

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

Friedrichshafen 2014. Wjazd pełen miłych niespodzianek

Friedrichshafen 2014. Wjazd pełen miłych niespodzianek Friedrichshafen 2014 Wjazd pełen miłych niespodzianek Do piątku wieczora nie wiedziałem jeszcze czy pojadę, ale udało mi się wrócić na firmę, więc po powrocie do domu szybkie pakowanie i rano o 6.15 wyjazd.

Bardziej szczegółowo

"PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA"

PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA "PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA" Maciej Rak kl.4a 1 PEWNEGO DNIA W SZKOLE NA LEKCJI MATEMATYKI: PANI: Dzieci, proszę o ciszę!!! STAŚ: Słuchajcie pani, bo jak nie, to zgłoszę wychowawczyni żeby wpisała

Bardziej szczegółowo

Ziemia. Modlitwa Żeglarza

Ziemia. Modlitwa Żeglarza Ziemia Ziemia, którą mi dajesz, nie jest fikcją ani bajką, Wolność którą mam w Sobie Jest Prawdziwa. Wszystkie góry na drodze muszą, muszą ustąpić, Bo wiara góry przenosi, a ja wierzę Tobie. Ref: Będę

Bardziej szczegółowo

Chłopcy i dziewczynki

Chłopcy i dziewczynki Chłopcy i dziewczynki Maja leżała na plaży. Zmarzła podczas kąpieli w morzu i cała się trzęsła. Mama Zuzia owinęła ją ręcznikiem. Maja położyła się na boku i przesypuje piasek w rączce. Słońce razi ją

Bardziej szczegółowo

Na skraju nocy & Jarosław Bloch Rok udostępnienia: 1994

Na skraju nocy & Jarosław Bloch Rok udostępnienia: 1994 Na skraju nocy & Jarosław Bloch Rok udostępnienia: 1994 NA SKRAJU NOCY Moje obrazy Na skraju nocy widziane oczyma dziecka Na skraju nocy życie wygląda inaczej Na moich obrazach...w nocy Życie w oczach

Bardziej szczegółowo

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku I Komunia Święta Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku Ktoś cię dzisiaj woła, Ktoś cię dzisiaj szuka, Ktoś wyciąga dzisiaj swoją dłoń. Wyjdź Mu na spotkanie Z miłym powitaniem, Nie lekceważ znajomości

Bardziej szczegółowo

Język polski marzec. Klasa V. Teraz polski! 5, rozdział VII. Wymogi podstawy programowej: Zadania do zrobienia:

Język polski marzec. Klasa V. Teraz polski! 5, rozdział VII. Wymogi podstawy programowej: Zadania do zrobienia: Język polski marzec Klasa V Teraz polski! 5, rozdział VII Wymogi podstawy programowej: równoważnik, zdania: pojedyncze, złożone (zdania składowe); pisownia nie z różnymi częściami mowy; redagowanie kartki

Bardziej szczegółowo

Drogi Rodzicu! Masz kłopot ze swoim dzieckiem?. Zwłaszcza rano - spieszysz się do pracy, a ono długo siedzi w

Drogi Rodzicu! Masz kłopot ze swoim dzieckiem?. Zwłaszcza rano - spieszysz się do pracy, a ono długo siedzi w Drogi Rodzicu! Masz kłopot ze swoim dzieckiem?. Zwłaszcza rano - spieszysz się do pracy, a ono długo siedzi w toalecie i każdą czynność wykonuje powoli? Narasta Cię frustracja? Myślisz, że robi to specjalnie,

Bardziej szczegółowo

W ramach projektu Kulinarna Francja - początkiem drogi zawodowej

W ramach projektu Kulinarna Francja - początkiem drogi zawodowej W ramach projektu Kulinarna Francja - początkiem drogi zawodowej Chcielibyśmy podzielić się z wami naszymi przeżyciami, zmartwieniami, oraz pokazać jak wyglądała nasza fantastyczna przygoda w obcym ale

Bardziej szczegółowo

TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta)

TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta) TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta) Materiał prezentuje sposób tworzenia form trybu rozkazującego dla każdej koniugacji (I. m, -sz, II. ę, -isz / -ysz, III. ę, -esz) oraz część do ćwiczeń praktycznych.

Bardziej szczegółowo

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi.

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. Pokochaj i przytul dziecko z ADHD ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. TYPOWE ZACHOWANIA DZIECI Z ADHD: stale wierci się na krześle,

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

Tak wygląda biuro Oriflame Polska od środka

Tak wygląda biuro Oriflame Polska od środka Tak wygląda biuro Oriflame Polska od środka Gdyby, to była mafia już bym nie żyła... Oto jak z koleżankami otrzymujemy kosmetyki, bawimy się wyśmienicie i jeszcze przy tym zarabiamy (oraz jak możesz do

Bardziej szczegółowo

Widziały gały co brały

Widziały gały co brały Widziały gały co brały KATARZYNA JEZIERSKA-TRATKIEWICZ Widziały gały co brały Uwagi autorki i wydawnictwa Wszystkie informacje zawarte w tej książce zostały przez autorkę starannie zebrane i przygotowane

Bardziej szczegółowo

SMOKING GIVING UP DURING PREGNANCY

SMOKING GIVING UP DURING PREGNANCY SMOKING GIVING UP DURING PREGNANCY Rzucanie palenia w czasie ciąży PRZEWODNIK DLA KOBIET W CIĄŻY PRAGNĄCYC H RZUCIĆ PALENIE Ciąża i palenie Większość kobiet palących w czasie ciąży wie, że może być to

Bardziej szczegółowo

Streszczenie. Streszczenie MIKOŁAJEK I JEGO KOLEDZY

Streszczenie. Streszczenie MIKOŁAJEK I JEGO KOLEDZY Streszczenie MIKOŁAJEK I JEGO KOLEDZY 8 Kleofas ma okulary! MIKOŁAJEK I JEGO KOLEDZY Mikołajek opowiada, że po przyjściu do szkoły on i wszyscy koledzy z klasy bardzo się zdziwili, gdy zobaczyli, że Kleofas,

Bardziej szczegółowo

ERASMUS COVILHA, PORTUGALIA

ERASMUS COVILHA, PORTUGALIA ERASMUS COVILHA, PORTUGALIA UNIVERSIDADE DA BEIRA INTERIOR SEMESTR ZIMOWY 2014/2015 JOANNA ADAMSKA WSTĘP Cześć! Mam na imię Asia. Miałam przyjemność wziąć udział w programie Erasmus. Spędziłam 6 cudownych

Bardziej szczegółowo

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY Często będę Ci mówić, że to ważna lekcja, ale ta jest naprawdę ważna! Bez niej i kolejnych trzech, czyli całego pierwszego tygodnia nie dasz rady zacząć drugiego. Jeżeli czytałaś wczorajszą lekcję o 4

Bardziej szczegółowo

Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE

Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE Pałac na Wyspie Pałac Myślewicki Biały Domek Stara Pomarańczarnia Podchorążówka Stara Kordegarda Amfiteatr Stajnie i wozownie Wejścia do Łazienek Królewskich 2 3 O CO TU CHODZI? Kto

Bardziej szczegółowo

Pod hiszpańskim niebem

Pod hiszpańskim niebem Pod hiszpańskim niebem 7 dni z Erasmusem ciężko jest z całego pobytu na stypendium opisać tylko siedem dni moja erasmusowa przygoda trwała ich dokładnie sto dziewięćdziesiąt sześć i każdy z tych dni był

Bardziej szczegółowo

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków,

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, którzy twierdzą, że właściwie w ogóle nie rozmawiają ze swoimi dziećmi, odkąd skończyły osiem czy dziewięć lat. To może wyjaśniać, dlaczego przesiadują

Bardziej szczegółowo

TRAVEL COACHING. WYSPY KANARYJSKIE

TRAVEL COACHING. WYSPY KANARYJSKIE Będąc szczęśliwym jesteś niemal jak słońce emanujesz wewnętrznym ciepłem i energią. Blask, który się z Ciebie emanuje ma moc oświetlenia wszystkich ścieżek, którymi chcesz pójść. Czasami jednak boisz się

Bardziej szczegółowo

Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii

Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii Główna myśl: Pan Jezus chce być blisko każdego z nas. Tekst: Mt 3,13-17: Chrzest Jezusa Wiersz:

Bardziej szczegółowo

Jak tworzyć mapy myśli

Jak tworzyć mapy myśli 1 Irena Sidor-Rangełow Naucz się w 7 godzin: Jak tworzyć mapy myśli 2 Copyright by Irena Sidor-Rangełowa, Anna Gergana Rangełow, Slavcho Rangelov Projekt okładki Slavcho Rangelov ISBN: 978-83-935157-0-7

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. JÓZEF I JEGO BRACIA 11. JÓZEF I JEGO BRACIA

STARY TESTAMENT. JÓZEF I JEGO BRACIA 11. JÓZEF I JEGO BRACIA JÓZEF I JEGO BRACIA 51 Jakub miał wielu synów. Było ich dwunastu. Jakub kochał wszystkich, ale najbardziej kochał Józefa. Może to dlatego, że Józef urodził się, kiedy Jakub był już stary. Józef był mądrym

Bardziej szczegółowo

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej.

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. 34-letnia Emilia Zielińska w dniu 11 kwietnia 2014 otrzymała nowe życie - nerkę

Bardziej szczegółowo

PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013

PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013 PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013 Poniedziałek był naszym pierwszym dniem w szkole partnerskiej (przylecieliśmy w niedzielę wieczorem). Uczniowie z pozostałych krajów jeszcze nie dojechali, więc był to bardzo

Bardziej szczegółowo

Sprawozdania z wycieczki po Szlaku Piastowskim

Sprawozdania z wycieczki po Szlaku Piastowskim Wycieczka z cyklu: Szlak Piastowski W dniach 29 i 30 maja klasy 3a i 3b pojechały ze swoimi wychowawcami p. I. Wiącek i p. G. Ćwikła na wycieczkę, której trasa i nazwa wiążą się z dynastią Piastów: od

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY PIERWSZAK

BEZPIECZNY PIERWSZAK BEZPIECZNY PIERWSZAK BEZPIECZEŃSTWO W DRODZE DO SZKOŁY Codziennie rano wyruszasz w drogę do szkoły i codziennie wracasz do domu. Niezależnie od tego, w jaki sposób pokonujesz tę trasę - ważne, byś poznał

Bardziej szczegółowo

Pewien młody człowiek popadł w wielki kłopot. Pożyczył 10 tyś. dolarów i przegrał je na wyścigach konnych.

Pewien młody człowiek popadł w wielki kłopot. Pożyczył 10 tyś. dolarów i przegrał je na wyścigach konnych. Artykuł pobrano ze strony eioba.pl Zmienić osobowość Pewien młody człowiek popadł w wielki kłopot. Pożyczył 10 tyś. dolarów i przegrał je na wyścigach konnych. Afirmacja to w działaniu potęga ale... Pewien

Bardziej szczegółowo

Jestem pewny, że Szymon i Jola. premię. (dostać) (ja) parasol, chyba będzie padać. (wziąć) Czy (ty).. mi pomalować mieszkanie?

Jestem pewny, że Szymon i Jola. premię. (dostać) (ja) parasol, chyba będzie padać. (wziąć) Czy (ty).. mi pomalować mieszkanie? CZAS PRZYSZŁY GRY 1. Gra ma na celu utrwalenie form i zastosowania czasu przyszłego niedokonanego i dokonanego. Może być przeprowadzona jako gra planszowa z kostką i pionkami, albo w formie losowania porozcinanych

Bardziej szczegółowo

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania.

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania. Tytuł: Marzenie Franka Kupki Tekst: Anna Cwojdzińska Ilustracje: Aleksandra Bugajewska Wydanie I, lipiec 2012 Text copyright Anna Cwojdzińska Illustration copyright Aleksandra Bugajewska Uprzejmie prosimy

Bardziej szczegółowo

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 11 Opracowała Daniela Abramczuk Zdjęcie na okładce Julia na huśtawce pochodzą z książeczki Julia święta Urszula Ledóchowska za zgodą Wydawnictwa FIDES. o Mała Jadwinia

Bardziej szczegółowo

FILM - SALON SPRZEDAŻY TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH (A2 / B1 )

FILM - SALON SPRZEDAŻY TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH (A2 / B1 ) FILM - SALON SPRZEDAŻY TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH (A2 / B1 ) Klient: Dzień dobry panu! Pracownik: Dzień dobry! W czym mogę pomóc? Klient: Pierwsza sprawa: jestem Włochem i nie zawsze jestem pewny, czy wszystko

Bardziej szczegółowo

Dzieci 6-letnie. Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw

Dzieci 6-letnie. Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw Dzieci 6-letnie Temat: RADOŚĆ I SMUTEK PRAWEM DZIECKA Cele ogólne: Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw Cele szczegółowe: DZIECKO: poznaje prawo do radości i smutku potrafi

Bardziej szczegółowo

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych dr Renata Maciejewska Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie Struktura próby według miasta i płci Lublin Puławy Włodawa Ogółem

Bardziej szczegółowo

Rodzicu! Czy wiesz jak chronić dziecko w Internecie?

Rodzicu! Czy wiesz jak chronić dziecko w Internecie? Rodzicu! Czy wiesz jak chronić dziecko w Internecie? Okazuje się, że nie trzeba do tego wcale wiedzy komputerowej. Wśród przedstawionych rad nie ma bowiem ani jednej, która by takiej wiedzy wymagała. Dowiedz

Bardziej szczegółowo

Czerwony Kapturek inaczej

Czerwony Kapturek inaczej Czerwony Kapturek inaczej Grzegorz Korbański Na skraju lasu, koło wodospadów i kwiecistych ogrodów znajdował się mały, ale bardzo piękny domek. Domek był może i mały ale przyległo do niego wielkie gospodarstwo

Bardziej szczegółowo

Życzliwość na co dzień

Życzliwość na co dzień Życzliwość na co dzień Codziennie na swojej drodze mijamy setki ludzi - w pracy, szkole, na ulicach, w sklepach i w komunikacji miejskiej. Czy nie byłoby nam wszystkim milej i łatwiej, gdybyśmy byli dla

Bardziej szczegółowo

JĘZYK. Materiał szkoleniowy CENTRUM PSR. Wyłącznie do użytku prywatnego przez osoby spoza Centrum PSR

JĘZYK. Materiał szkoleniowy CENTRUM PSR. Wyłącznie do użytku prywatnego przez osoby spoza Centrum PSR AKCEPTACJA - ZROZUMIENIE K: (mówiąc bardzo podniesionym tonem) Co wy tutaj sobie myślicie? Że nie mam co robić, tylko tracić czas! T: Wydaje mi się, że jest Pan zdenerwowany! Ma Pan wiele rzeczy do robienia,

Bardziej szczegółowo

Igor Siódmiak. Moim wychowawcą był Pan Łukasz Kwiatkowski. Lekcji w-f uczył mnie Pan Jacek Lesiuk, więc chętnie uczęszczałem na te lekcje.

Igor Siódmiak. Moim wychowawcą był Pan Łukasz Kwiatkowski. Lekcji w-f uczył mnie Pan Jacek Lesiuk, więc chętnie uczęszczałem na te lekcje. Igor Siódmiak Jak wspominasz szkołę? Szkołę wspominam bardzo dobrze, miałem bardzo zgraną klasę. Panowała w niej bardzo miłą atmosfera. Z nauczycielami zawsze można było porozmawiać. Kto był Twoim wychowawcą?

Bardziej szczegółowo

Ankieta. Instrukcja i Pytania Ankiety dla młodzieży.

Ankieta. Instrukcja i Pytania Ankiety dla młodzieży. Ankieta Instrukcja i Pytania Ankiety dla młodzieży www.fundamentywiary.pl Pytania ankiety i instrukcje Informacje wstępne Wybierz datę przeprowadzenia ankiety w czasie typowego spotkania grupy młodzieżowej.

Bardziej szczegółowo

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej wyspie, białej jak jego futerko. Pewnego wieczoru miś usiadł na górce i patrzył przed siebie. To, co podziwiał, było niebieskie i pełne gwiazd. Miś nie

Bardziej szczegółowo

1 Kiedy Józef doszedł do tych funkcji w więzieniu, trafili tam podczaszy i piekarz króla Egiptu. Obaj narazili się swojemu panu. 2 Faraon rozgniewał

1 Kiedy Józef doszedł do tych funkcji w więzieniu, trafili tam podczaszy i piekarz króla Egiptu. Obaj narazili się swojemu panu. 2 Faraon rozgniewał 1 Kiedy Józef doszedł do tych funkcji w więzieniu, trafili tam podczaszy i piekarz króla Egiptu. Obaj narazili się swojemu panu. 2 Faraon rozgniewał się na obu swych dworzan, na przełożonego podczaszych

Bardziej szczegółowo

ROZPACZLIWIE SZUKAJĄC COPYWRITERA. autor Maciej Wojtas

ROZPACZLIWIE SZUKAJĄC COPYWRITERA. autor Maciej Wojtas ROZPACZLIWIE SZUKAJĄC COPYWRITERA autor Maciej Wojtas 1. SCENA. DZIEŃ. WNĘTRZE. 2 Biuro agencji reklamowej WNM. Przy komputerze siedzi kobieta. Nagle wpada w szał radości. Ożesz japierdziuuuuu... Szefie!

Bardziej szczegółowo

DOBRE MANIERY. DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania.

DOBRE MANIERY. DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania. DOBRE MANIERY DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania. GRZECZNOŚĆ: dobre maniery i taktowne zachowanie. Dobre maniery świadczą o szacunku

Bardziej szczegółowo

Kazanie na uroczystość ustanowienia nowych animatorów. i przyjęcia kandydatów do tej posługi.

Kazanie na uroczystość ustanowienia nowych animatorów. i przyjęcia kandydatów do tej posługi. SŁUŻYĆ JEDNEMU PANU. Kazanie na uroczystość ustanowienia nowych animatorów i przyjęcia kandydatów do tej posługi. Katowice, krypta katedry Chrystusa Króla, 18 czerwca 2016 r. "Swojemu słudze Bóg łaskę

Bardziej szczegółowo

To My! W numerze: Wydanie majowe! Redakcja gazetki: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka

To My! W numerze: Wydanie majowe! Redakcja gazetki: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka To My! Wydanie majowe! W numerze: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka Redakcja gazetki: redaktor naczelny - Julia Duchnowska opiekunowie - pan

Bardziej szczegółowo

Odzyskajcie kontrolę nad swoim losem

Odzyskajcie kontrolę nad swoim losem Odzyskajcie kontrolę nad swoim losem Mocno wierzę w szczęście i stwierdzam, że im bardziej nad nim pracuję, tym więcej go mam. Thomas Jefferson Czy zadaliście już sobie pytanie, jaki jest pierwszy warunek

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

Jaki jest Twój ulubiony dzień tygodnia? Czy wiesz jaki dzień tygodnia najbardziej lubią Twoi bliscy?

Jaki jest Twój ulubiony dzień tygodnia? Czy wiesz jaki dzień tygodnia najbardziej lubią Twoi bliscy? Kogo podziwiasz dzisiaj, a kogo podziwiałeś w przeszłości? Jaki jest Twój ulubiony dzień tygodnia? Czy wiesz jaki dzień tygodnia najbardziej lubią Twoi bliscy? Jaka jest Twoja ulubiona potrawa? Czy wiesz

Bardziej szczegółowo

Kielce, Drogi Mikołaju!

Kielce, Drogi Mikołaju! I miejsce Drogi Mikołaju! Kielce, 02.12.2014 Mam na imię Karolina, jestem uczennicą klasy 5b Szkoły Podstawowej nr 15 w Kielcach. Uczę się dobrze. Zbliża się 6 grudnia. Tak jak każde dziecko, marzę o tym,

Bardziej szczegółowo

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem!

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem! Proszę bardzo!...książka z przesłaniem! Przesłanie, które daje odpowiedź na pytanie co ja tu właściwie robię? Przesłanie, które odpowie na wszystkie twoje pytania i wątpliwości. Z tej książki dowiesz się,

Bardziej szczegółowo

Wizyta w Gazecie Krakowskiej

Wizyta w Gazecie Krakowskiej Wizyta w Gazecie Krakowskiej fotoreportaż 15.04.2013 byliśmy w Gazecie Krakowskiej w Nowym Sączu. Dowiedzieliśmy, się jak ciężka i wymagająca jest praca dziennikarza. Opowiedzieli nam o tym pan Paweł Szeliga

Bardziej szczegółowo

Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan

Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan Na świecie żyło wielu ludzi, których losy uznano za bardzo ciekawe i zamieszczono w pięknie wydanych książkach. Zdarzało się też to w gminie Trzebina, gdzie

Bardziej szczegółowo

Copyright 2017 Monika Górska

Copyright 2017 Monika Górska I UŁÓŻ OPOWIEŚĆ, NA DOWOLNY TEMAT. JEDYNYM OGRANICZENIEM DLA TWOJEJ WYOBRAŹNI SĄ CZTERY SŁOWA, KTÓRE ZNA JDZIESZ NA NASTĘPNEJ STRONIE, A KTÓRE KONIECZNIE MUSZĄ ZNALEŹĆ SIĘ W TWOJEJ OPOWIEŚCI. NIE MUSISZ

Bardziej szczegółowo

Dowód osobisty. Dowód osobisty mówi, kim jesteś, jakie masz imię i nazwisko, gdzie mieszkasz. Dowód osobisty mówi, że jesteś obywatelem Polski.

Dowód osobisty. Dowód osobisty mówi, kim jesteś, jakie masz imię i nazwisko, gdzie mieszkasz. Dowód osobisty mówi, że jesteś obywatelem Polski. Dowód osobisty Dowód osobisty mówi, kim jesteś, jakie masz imię i nazwisko, gdzie mieszkasz. Dowód osobisty mówi, że jesteś obywatelem Polski. Dowód osobisty musi posiadać każdy, kto ma 18 lat. Dowód osobisty

Bardziej szczegółowo

Trzy kroki do e-biznesu

Trzy kroki do e-biznesu Wstęp Świat wokół nas pędzi w niewiarygodnym tempie - czy Ty też chwilami masz wrażenie, że nie nadążasz? Może zastanawiasz się, czy istnieje sposób, by dogonić ten pędzący pociąg życia pełen różnego rodzaju

Bardziej szczegółowo

Nowe przygody Pana Toti

Nowe przygody Pana Toti Paulina Bieś, Barbara Krzus, Kamila Krzus, Anna Pawlus, Kamila Pigoń, Paulina Słowik, Natalia Wolny, Marta Zawada Nowe przygody Pana Toti Biblioteka szkolna 2014/15 Paulina Bieś, Barbara Krzus, Kamila

Bardziej szczegółowo

Piaski, r. Witajcie!

Piaski, r. Witajcie! Piszemy listy Witajcie! Na początek pozdrawiam Was serdecznie. Niestety nie znamy się osobiście ale jestem waszą siostrą. Bardzo się cieszę, że rodzice Was adoptowali. Mieszkam w Polsce i dzieli nas ocean.

Bardziej szczegółowo

Wiersz Horrorek państwowy nr 3 Ania Juryta

Wiersz Horrorek państwowy nr 3 Ania Juryta Wiersz Horrorek państwowy nr 3 Ania Juryta Nie wiem zupełnie jak to się stało, że w końcu zdać mi się to udało... Wszystko zaczęło się standardowo: Samo południe plac manewrowy... Słońce jak zwykle zaciekle

Bardziej szczegółowo

Wycieczka młodzieży do Sejmu

Wycieczka młodzieży do Sejmu Miasto i Gmina Siewierz - http://www.siewierz.pl/ Data umieszczenia informacji: 2009-06-29 10:38:28 Wycieczka młodzieży do Sejmu Dnia 23 czerwca 2009 roku członkowie Młodzieżowej Rady Miejskiej wzięli

Bardziej szczegółowo

Indywidualny Zawodowy Plan

Indywidualny Zawodowy Plan Indywidualny Zawodowy Plan Wstęp Witaj w Indywidualnym Zawodowym Planie! Zapraszamy Cię do podróży w przyszłość, do stworzenia swojego własnego planu działania, indywidualnego pomysłu na życie i pracę

Bardziej szczegółowo

SPRAWDZIAN KOMPETENCJI DRUGOKLASISTY. Czy rodzice lubią zwierzęta? 2013

SPRAWDZIAN KOMPETENCJI DRUGOKLASISTY. Czy rodzice lubią zwierzęta? 2013 Imię i nazwisko ucznia... Wypełnia nauczyciel Klasa... SPRAWDZIAN KOMPETENCJI DRUGOKLASISTY Numer ucznia w dzienniku Instrukcja dla ucznia Czy rodzice lubią zwierzęta? 2013 TEST Z JĘZYKA POLSKIEGO Czas

Bardziej szczegółowo

3 dzień: Poznaj siebie, czyli współmałżonek lustrem

3 dzień: Poznaj siebie, czyli współmałżonek lustrem 3 dzień: Poznaj siebie, czyli współmałżonek lustrem Trzeba wierzyć w to, co się robi i robić to z entuzjazmem. Modlić się to udać się na pielgrzymkę do wewnętrznego sanktuarium, aby tam uwielbiać Boga

Bardziej szczegółowo

PODRÓŻE - SŁUCHANIE A2

PODRÓŻE - SŁUCHANIE A2 PODRÓŻE - SŁUCHANIE A2 (Redaktor) Witam państwa w audycji Blisko i daleko. Dziś o podróżach i wycieczkach będziemy rozmawiać z gośćmi. Zaprosiłem panią Iwonę, panią Sylwię i pana Adama, żeby opowiedzieli

Bardziej szczegółowo

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy Empatyczna komunikacja w rodzinie Beata Kosiacka, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie 27 marca 2012 r. EKONOMICZNY UNIWERSYTET DZIECIĘCY WWW.UNIWERSYTET-DZIECIECY.PL Porozumienie

Bardziej szczegółowo

Pielgrzymka,18.01. 2013. Kochana Mamo!

Pielgrzymka,18.01. 2013. Kochana Mamo! Pielgrzymka,18.01. 2013 Kochana Mamo! Na początku mego listu chciałbym Ci podziękować za wiedzę, którą mi przekazałaś. Wiedza ta jest niesamowita i wielka. Cudownie ją opanowałem i staram się ją dobrze

Bardziej szczegółowo

Ryszard Sadaj. O kaczce, która chciała dostać się do encyklopedii. Ilustrował Piotr Olszówka. Wydawnictwo Skrzat

Ryszard Sadaj. O kaczce, która chciała dostać się do encyklopedii. Ilustrował Piotr Olszówka. Wydawnictwo Skrzat Ryszard Sadaj O kaczce, która chciała dostać się do encyklopedii Ilustrował Piotr Olszówka Wydawnictwo Skrzat O kaczce, która chciała... Kaczka Kiwaczka (nazywana tak od dystyngowanego sposobu chodzenia,

Bardziej szczegółowo

Podróże w czasie. Autor: Maja Kleiber Ilustracje: Maja Kleiber

Podróże w czasie. Autor: Maja Kleiber Ilustracje: Maja Kleiber Podróże w czasie Autor: Maja Kleiber Ilustracje: Maja Kleiber 1 Rozdział I Opowieści dziadka Ludwika Pewnego zwyczajnego, zimowego wieczoru, jak każdego dnia dziadek zaprosił nas przed kominek i zaczął

Bardziej szczegółowo

Olaf Tumski: Tomkowe historie 3. Copyright by Olaf Tumski & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Zbigniew Borusiewicz ISBN

Olaf Tumski: Tomkowe historie 3. Copyright by Olaf Tumski & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Zbigniew Borusiewicz ISBN Olaf Tumski Olaf Tumski: Tomkowe historie 3 Copyright by Olaf Tumski & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Zbigniew Borusiewicz ISBN 978-83-63080-60-0 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo Kontakt:

Bardziej szczegółowo

Copyright by Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2007 Text copyright by Grzegorz Kasdepke, 2007 Illustrations copyright by Piotr Rychel, 2007

Copyright by Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2007 Text copyright by Grzegorz Kasdepke, 2007 Illustrations copyright by Piotr Rychel, 2007 Copyright by Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 2007 Text copyright by Grzegorz Kasdepke, 2007 Illustrations copyright by Piotr Rychel, 2007 Zagadka trzynasta, czyli kto popsuł latawiec?! Dla detektywa

Bardziej szczegółowo

Anna Kraszewska ( nauczyciel religii) Katarzyna Nurkowska ( nauczyciel języka polskiego) Publiczne Gimnazjum nr 5 w Białymstoku SCENARIUSZ JASEŁEK

Anna Kraszewska ( nauczyciel religii) Katarzyna Nurkowska ( nauczyciel języka polskiego) Publiczne Gimnazjum nr 5 w Białymstoku SCENARIUSZ JASEŁEK Anna Kraszewska ( nauczyciel religii) Katarzyna Nurkowska ( nauczyciel języka polskiego) Publiczne Gimnazjum nr 5 w Białymstoku SCENARIUSZ JASEŁEK Czas wydarzeń : 24 grudnia Występują : Mama Tata Dzieci

Bardziej szczegółowo

LP JA - autoprezentacja JA - autoidentyfikacja MY ONI 1. SZKOŁA: nie było jakiejś fajnej paczki, było ze Ŝeśmy się spotykali w bramie rano i palili

LP JA - autoprezentacja JA - autoidentyfikacja MY ONI 1. SZKOŁA: nie było jakiejś fajnej paczki, było ze Ŝeśmy się spotykali w bramie rano i palili LP JA - autoprezentacja JA - autoidentyfikacja MY ONI 1. SZKOŁA: nie było jakiejś fajnej paczki, było ze Ŝeśmy się spotykali w bramie rano i palili papierosy a później wieczorem po szkole tez Ŝeśmy się

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. JÓZEF W EGIPCIE 12. JÓZEF W EGIPCIE

STARY TESTAMENT. JÓZEF W EGIPCIE 12. JÓZEF W EGIPCIE JÓZEF W EGIPCIE 57 Po długiej podróży Józef trafił do Egiptu. Kupił go Potyfar, który był dowódcą straży faraona. Józef mieszkał u Potyfara i tak mijał dzień za dniem. Jednak Potyfar widział, że Pan Bóg

Bardziej szczegółowo