Od Augustwalde do Wielgowa Polscy, niemieccy i radzieccy mieszkańcy w latach

Save this PDF as:
 WORD  PNG  TXT  JPG

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "Od Augustwalde do Wielgowa Polscy, niemieccy i radzieccy mieszkańcy w latach 1939 1949"

Transkrypt

1 Uniwersytet Szczeciński Instytut Historii i Stosunków Międzynarodowych Katarzyna Teresa Marciszewska nr albumu: Od Augustwalde do Wielgowa Polscy, niemieccy i radzieccy mieszkańcy w latach Hasła przedmiotowe: - Pomorze Zachodnie - migracje - Wielgowo w Polsce Ludowej Praca magisterska napisana pod kierunkiem prof. dr hab. Jana M. Piskorskiego Szczecin 2008

2 2. Augustwalde, Franzhausen i Hohenkrug bei Augustwalde od października 1939 do marca 1945 roku 2.1. Osiedla od października 1939 do grudnia 1944 roku Niemieccy mieszkańcy Augustwalde Augustwalde jako miejscowość kuracyjna była chętnie odwiedzana przez ludzi z zewnątrz, zwłaszcza w niedziele. Do obecnego Wielgowa przyjeżdżali wówczas niemieccy wycieczkowicze z centrum Szczecina, grzybiarze i zbieracze jagód. 1 Popularność wielgowskich lasów wśród amatorów podgrzybków i prawdziwków nie jest domeną tylko dzisiejszych czasów. Doceniali je również Niemcy. Chociaż w czasie wojny takie wyprawy do Augustwalde stawały się coraz rzadsze. Dalej funkcjonował pałac w obecnej Olesznej. Nie tylko dla polskich mieszkańców, którzy przybyli po wojnie do Wielgowa, pałac Henningsholm prezentował się okazale. Karl Baumann wspomina, że niemieccy mieszkańcy nazywali go zamkiem. 2 Rola pałacu we wrześniu 1939 roku została omówiona już w poprzednim rozdziale. Po zakończeniu zwycięskiej kampanii z Polską nie zatracił swojego wojskowego charakteru. Co prawda feldmarszałek Albert Kesselring nie wrócił już do Olesznej, ale nadal pałac dla lotnictwa pełnił ważną rolę. Jak wynika ze wspomnień niemieckich mieszkańców, kolej funkcjonowała aż do roku 1945 bardzo dobrze. Karl Baumann wspomina: kolej funkcjonowała dobrze! Zbyt dobrze? Tak bez niej wiele byłoby niemożliwe. To się tyczy wszystkiego, co odnosi się do wojny. Także deportacji, wszystkiego negatywnego. Ale również tego, co służyło ludziom gospodarki. 3 Jeszcze w lutym 1945 roku, według relacji polskiego jeńca Eugeniusza Karasia, który zimą 1945 na kilkanaście dni trafił do Augustwalde, odbywały się transporty kolejowe z niemieckimi dziećmi. 4 Na wagonach umieszczano następującą sentencję głoszącą: koła toczą się do zwycięstwa. Karl Baumann, który mieszkał niedaleko torów, widział wielokrotnie takie napisy na pociągach. 5 Wspominano już w poprzednim rozdziale, że w Augustwalde przeważali protestanci, chociaż była też spora grupa katolików. Karl Baumann należał do tej pierwszej grupy. O kościele i jego podejściu do religii mówi ten fragment listu: Musieliśmy [chodzić na religię] 2 lata w ramach lekcji. ( ) W niedzielę chodziliśmy do kościoła, jak często? Żeby być konformistami. Z chęcią robilibyśmy coś innego. ( ) Mój pastor błagał Dobrego Pana: o zwycięstwo naszego oręża. ( ) Nie jestem już członkiem kościoła. 6 Dalej świadek rozważa, czy wszyscy pastorzy i księża obu walczących stron modlili się o pomyślność dla swoich wojsk? I komu tak naprawdę pomagał Bóg? Bo jeżeli służył pomocą, to dlaczego takiego wsparcia udzielił właśnie Stalinowi? Widać w tym fragmencie duży żal do kościoła, religii i Boga. Bo czy pastor powinien się modlić o zwycięstwo Wehrmachtu, który choćby w jednej wsi - Zubrzy, z której przybędą później nowi mieszkańcy dawnego Augustwalde, splamił się krwią 25 młodych ludzi? A takich miejsc było tysiące, a i ofiar często więcej. Pastor z Augustwalde nie zdawał sobie zapewne sprawy z tego, o co właściwie się modli. Ale czy mógł postępować inaczej, gdy wielu wzorowych parafian walczyło na odległych frontach, a 1 List Karla Baumanna 2 Tamże. 3 Tamże. 4 E. Karaś, Wspomnienia, s. 29, rękopis w zbiorach Książnicy Pomorskiej. 5 List Karla Baumanna 6 Tamże. 2

3 ich żony i matki na pewno oczekiwały od duchownego, aby modlił się o ich synów i mężów? Według mnie powinien jednak formułować swoje modlitwy w inny sposób, mówiąc na przykład o pomyślnym powrocie do domu walczących mężczyzn. Początkowo, w pierwszych latach wojny, życie w Augustwalde nie zmieniło się tak bardzo. Władze hitlerowskie cieszyły się silną pozycją w obecnym Wielgowie. Margarete Falk wspomina: działały organizacje młodzieżowe, Hitlerjugend, Jungvolk, Bund Deutscher Mädel i Jungmädchen. Mężczyźni zostawali prawie zawsze żołnierzami, a część kobiet była w Nationalisozialistische Volkswohlfahrt (NSV). 7 W Augustwalde swoją siedzibę miało również NSDAP. I to w tym lokalu w grudniu 1940 roku odbyła się manifestacja pod hasłem: Z naszymi flagami - zwycięstwo. Spotkania te miały zostać zorganizowane na terenie całego Pomorza Zachodniego. Co ciekawe, tylko NSDAP z Augustwalde wśród innych dzielnicowych komórek partii, posiadało na tyle pojemną siedzibę, że nie musiało wypożyczać sali. 8 Wydaje się, że również Hitlerjugend pełnił ważną rolę w życiu mieszkańców. W listopadzie 1940 roku rodzinę Moderow z Augustwalde spotkała tragedia. Po ciężkiej chorobie zmarł ich 19 letni syn - Heinz Moderow. Rodzice młodzieńca w Pommersche Zeitung z 12 listopada 1940 roku dziękowali poszczególnym oficjałom za okazane współczucie: z całego serca dziękujemy za podnoszące na duchu, okazane z każdej strony, dowody serdecznego współczucia w związku ze śmiercią naszego ukochanego syna. Szczególnie wdzięczni jesteśmy bahnführer Neumannowi i garnizonowi Hitlerjugend, za imponującą uroczystość pogrzebową, jak również delegacji partii i jej członkom( ). 9 W Augustwalde znajdował się garnizon szkoleniowy Hitlerjugend, który pozostawał aktywny aż do ewakuacji mieszkańców. Eugeniusz Karaś, wspomina o wydarzeniu z 3 lutego 1945 roku: w godzinach popołudniowych rozeszła się pogłoska, że patrole Hitlerjugend batalionu wykonującego wraz z miejscową ludnością umocnienia obronne, przystąpiły do obławy na jeńców. Okazało się, że patrole przeszukały kilka stodół znajdując trzech jeńców, jednak na skutek alarmu przerwały poszukiwania odchodząc w nieznanym kierunku. 10 Przed ewakuacją, na podstawie zarządzenia Goebbelsa powstał Volkssturm, do którego powołano wszystkich mężczyzn od 16 d 65 roku życia. 11 Trzon tej armii musieli stanowić starcy i młodzi chłopcy, ponieważ większość młodych i w średnim wieku mężczyzn albo zginęło na wojnie albo służyło w Wehrmachcie. O tym jak prezentowali się volkssturmowcy wspomina Józef Kuropieska, polski jeniec z Woldenbergu (Dobiegniew) i późniejszy generał broni, który w lutym 1945 roku jedną z nocy spędził w Augustwalde: w czasie nocnego marszu już w pierwszym lesie napotkaliśmy służbistych staruchów, często z bronią myśliwską, dozorujących skrzyżowania, przejścia i dukty leśne. Był to osławiony, powołany do życia przed niewielu dniami, volkssturm Ewakuowani ze Szczecina i uciekinierzy z Prus Wschodnich w Augustwalde W Augustwalde, jak wynika z relacji polskich świadków, zbudowano baraki dla zbombardowanych mieszkańców Szczecina. Obok nich znajdowały się dwa bunkry, które prawdopodobnie służyły do ochrony dla ewakuowanych szczecinian podczas bombardowań. Co prawda część polskich świadków stwierdziła, że w tym miejscu, to jest między ulicami Drewnianą, Sasanki i Wesołą znajdował się obóz dla robotników przymusowych, ale 7 List Margarete Falk w posiadaniu autorki. 8 Die Kundgebungswelle in Pommern durch den Gauleiter eröffnet, w: Pommersche Zeitung z , 160/1940, s Nekrolog Heinza Moderowa, w: Pommersche Zeitung z roku, 135/ Karaś, Wspomnienia, s K. Golczewski, Pomorze Zachodnie na przełomie dwu epok , Poznań 1964, s J. Kuropieska, Obozowe refleksje. Oflag II C, Kraków 1985, s

4 obecność bunkrów sugeruje, że teren ten zamieszkiwali raczej ewakuowani Niemcy. Taki pogląd wyraziła druga grupa moich rozmówców. Natomiast robotnicy przymusowi mieszkali w pobliżu dzisiejszych ulic: Magnoliowej, Wiślanej i Borsuczej. Kazimierz Szyndlarewicz wspomina obóz dla ewakuowanych : To tam były baraki mieszkalne. Mnóstwo baraków. Takie baraki były po 120 metrów długie. Tam były kuchnie, łazienki, światło. Szkoła nawet była. I to wszystko było zrobione z takich płyt. ( ) Pytaliśmy się na przykład, czemu to było stawiane. Bo to było dla tych wszystkich, jak Szczecin został zbombardowany i ci, co mieli mieszkania zbombardowane, tutaj się przeprowadzili i w barakach mieszkali. To było tymczasowe, ale bardzo fajne. Wszystko było, ładnie. 13 Dziś po barakach pozostały jedynie niewyraźnie fundamenty. W całości przetrwały tylko bunkry. Jeden w lepszym stanie, drugi prezentuje się gorzej. Do obecnego Wielgowa wysyłano również dzieci, które mogły we względnym spokoju kontynuować przerwaną naukę na skutek działań wojennych. Ilsa Gudden, która pracowała w szkole w obecnym Kijewie (Rosengarten) - nie tak odległym od ulicy Stary Szlak, wspomina: uczennice i uczniów szkół podstawowych, średnich i wyższych z centrum Szczecina ewakuowano w ramach wysyłki na wieś na Pomorze przedodrzańskie i na wyspę Rugię. Również matki z przedszkolakami wysłano z miasta w okolice Szczecina. ( ) Centrum Szczecina było pozbawione dzieci. ( ) Jak na ówczesne warunki lekcje odbywały się normalnie. Od tych 7 9 letnich dzieci wymagano tak samo wiele jak i od tych, które wysyłane na wieś, znajdowały się nie tylko w spokojnym, ale też zawsze bezpiecznym otoczeniu. 14 Jednakże Augustwalde, ze względu na swoje położenie, nie mogło cieszyć się takim spokojem jak nieco dalej położone od Szczecina wsie. Prawdopodobnie już w kwietniu 1943 roku mogły spaść pierwsze bomby na obecne Wielgowo. 15 Wiązało się to z bliskim położeniem zakładów POMO strategicznych dla niemieckiego lotnictwa. Już w poprzednim rozdziale została przytoczona wypowiedź Joachima Polzina o nalocie na dzisiejsze Sławociesze. Podobne bombardowanie z 4 lutego 1945 roku opisał Eugeniusz Karaś: od godziny 9 nad Wielgowem walki powietrzne. Skutek: jeden pocisk zabił konia obok domu, inny ugodził w futrynę sąsiedniego domu. W godzinach popołudniowych nastąpiło uspokojenie. 16 Pomimo wspomnianych nalotów, Augustwalde nie zostało mocno zniszczone podczas wojny, ale ludność dzielnicy słyszała doskonale odgłosy bombardowań dochodzące z centrum Szczecina, które musiały robić wrażenie i wzbudzać przerażenie. 17 Pod koniec 1944 roku do Augustwalde zaczęli przybywać niemieccy uciekinierzy z Prus Wschodnich. Lokowano ich w stodołach. Oni stawali się teraz dla mieszkańców głównym źródłem informacji o okrucieństwach popełnianych przez Armię Czerwoną. Świadczy o tym relacja z pobliskich Klinisk Wielkich: jako, że nadciągała zawierucha wojenna coraz bliżej niemieckich granic, niepokój i strach wkradł się także we wsiach do serc. Jesienią 1944 roku już pierwsze kolumny ze wschodnich Prus przybyły do wsi i dalej przez Odrę. Byle za Odrę, by Rosjanom nie wpaść w ręce, było ich dewizą. Od stycznia 1945 roku prąd zbiegów bez końca zaczął płynąć przez wieś. 18 Nie mogło być inaczej w pobliskim Augustwalde. Strach narastał w niemieckich sercach z każdą złą wiadomością przychodzącą z frontu wschodniego. 13 Zapis wywiadu z Kazimierzem Szyndlarewiczem (ur w Zubrzy) przeprowadzonego 7 lutego 2007 roku w Aneksie nr Ilsa Gudden, Zobowiązana do służby wojskowej w Szczecinie między 1 stycznia a 25 kwietnia 1945 roku. Fragmenty relacji Ilsy Gudden., w: Szczecin Dokumenty Wspomnienia, praca zbiorowa, Rostock 1994, s Golczewski, Pomorze, s Karaś, Wspomnienia, s Golczewski, Pomorze, s U. Reinke, Christinenberg wird Kampfgebiet, URL: , 15:00. 4

5 Cudzoziemscy robotnicy przymusowi w Augustwalde Niestety jedyna żyjąca osoba z Wielgowa, która pracowała tutaj jako robotnica przymusowa odmówiła mi udzielenia wywiadu. Widocznie są to sprawy zbyt bolesne dla niej. Muszę zatem bazować na kilkuzdaniowych wspomnieniach Niemców, którzy sami wtedy byli dziećmi oraz na podstawie wspomnień Eugeniusza Karasia - jeńca wojennego z Woldenbergu (Dobiegniewa), który w Wielgowie przebywał zaledwie dwa tygodnie, ale pozostawił po sobie interesujący rękopis. Pomorze Zachodnie potrzebowało robotników przymusowych bardziej niż inne regiony III Rzeszy. Choćby z tego powodu, że wieś zachodniopomorska wysłała na wojnę najwyższy odsetek swoich mieszkańców. Do połowy roku 1940 z samego terenu Szczecina powołano pod broń 14 tysięcy mężczyzn. 19 W Augustwalde i okolicach, jak wynika z artykułu Bogdana Frankiewicza były dwa obozy dla robotników przymusowych. Pierwszy, Reichsbahnlager, czyli obóz obsługujący kolej, znajdował się na terenie obecnego Zdunowa. Drugi, Wohnlager, czyli obóz mieszkalny, został zlokalizowany na obszarze dzisiejszego Wielgowa. 20 Mianem Wohnlager często określano barak, gdzie mieszkała załoga pobliskiego zakładu. 21 Właśnie w tym obozie zostali osadzeni robotnicy pracujący w fabryce POMO w Arnimswalde. Wśród 8 tysięcy cudzoziemców, których tam zatrudniono, było niewielu Polaków. Większość z nich pochodziła z Europy Zachodniej. Oprócz obozu w Augustwalde, POMO miało swoje baraki w Załomiu, Płoni, Zdrojach i w Mostach. 22 Margarete Falk zapamiętała również baraki postawione wiosną 1944 roku przez zakłady Siemens Schuckert, gdzie mogła mieszkać kolejna grupa przymusowych robotników. Postawiono je przy obecnej ulicy Przylesie, przy drodze do pałacu Henningsholm. 23 Nie jest to wszakże błąd czy przeoczenie Bogdana Frankiewicza, który sam przyznaje, że dane, którymi dysponował, były niekompletne i pomijały ponad 70 obozów przyzakładowych (Betriebslager) większych lub mniejszych przedsiębiorstw. 24 W innym, późniejszym opracowaniu, Bogdan Frankiewicz podaje, że na terenie obecnego Zdunowa i Sławociesza znajdowały się dwa obozy dla polskich i radzieckich robotników przymusowych. Według niemieckich przepisów, obywatele tych dwóch państw mogli mieszkać tylko w obozach zbiorowego zakwaterowania. Dotyczyło to zarówno zatrudnionych w przemyśle jak i rolnictwie. Robotnikom zgrupowanych w tych dwóch obozach zabroniono kontaktów nie tylko z Niemcami, ale także z innymi cudzoziemcami. 25 Z powyższych danych wynika, że na terenie dawnego Augustwalde i okolicach mogły funkcjonować aż 4 obozy pracy przymusowej (Sławociesze, Zdunowo, Wielgowo i Oleszna). W dwóch z nich (Sławociesze i Zdunowo) dominowali Polacy i Rosjanie, natomiast w Wielgowie - robotnicy z Europy Zachodniej, których warunki pracy i płacy były lepsze niż pracowników ze Wschodu. 26 Niedaleko Wielgowa, bo w nieistniejącej obecnie Rzęśnicy, znajdował się obóz RAB, czyli miejsce, gdzie zamieszkiwali więźniowie przeznaczeni do budowy słynnej berlinki (autostrady Berlin Królewiec). Jak podaje Bogdan Frankiewicz, większość obozów tego typu została przygotowana najpierw dla Polaków, chociaż od 1941 roku zaczęto osadzać tam 19 B. Frankiewicz, Praca przymusowa na Pomorzu Zachodnim w latach II wojny światowej, Poznań 1969, s Tenże, Hitlerowskie obozy pracy przymusowej oraz obozy karne i jenieckie na terenie Szczecina w latach II wojny światowej, w: Przegląd Zachodniopomorski, 4/1965, Szczecin 1965, s. 124, Tamże, s Tamże, s List Margarete Falk 24 Frankiewicz, Hitlerowskie, s Tenże, Praca, s Tamże, s

6 jeńców rosyjskich. 27 Pierwsi obywatele Rzeczypospolitej zostali skierowani do obozów RAB 20 listopada 1939 roku. Pochodzili głównie z Bydgoszczy, Poznania i Łodzi. Pod koniec 1940 roku Polaków zaczęto przekazywać do dyspozycji rolnikom i przemysłowcom. Ich miejsce zajęli jeńcy francuscy. 28 Przybycie w 1941 roku radzieckich jeńców spowodowało dramatyczne pogorszenie się warunków życia i stanu zdrowia więźniów. Pod koniec tego roku wszystkie obozy RAB zostały zamknięte z powodu szerzącego się w nich tyfusu plamistego. Umierali nie tylko jeńcy, ale także pilnujący ich niemieccy strażnicy. Szybkie rozprzestrzenianie się choroby spowodowało również panikę wśród ludności pobliskich wsi. 29 Według relacji Margarete Falk, już na przełomie lat 1939 i 1940 zaczęli napływać do Augustwalde pierwsi polscy robotnicy przymusowi. Joachim Polzin również pamięta przebywających w Augustwalde Polaków. Z jednym z polskich mężczyzn pracował przy wykopkach ziemniaków. Inna Polka pracowała w jego domu jako pomoc. Według tego samego świadka w obecnym Wielgowie pracowali także jeńcy wojenni. 30 Eugeniusz Karaś zapamiętał Basię: Basia pracowała niewolniczo u gospodarzy. Była wywieziona z Kutna w wieku 14 lat ( ). Imię Basia miała przybrane, po prostu tak ją przezywali. Obecnie mieszka i pracuje w Maszewie (w handlu). Jest mężatką, z imienia i nazwiska Regina Szmycińska. 31 Duża liczba polskich robotników przymusowych w Augustwalde nie była niczym nadzwyczajnym. Według Bogdana Frankiewicza prawie w każdej wsi na Pomorzu Zachodnim znajdowali się Polacy. Od jednego do dwóch miało pracować u gospodarzy indywidualnych. 32 Jak układały się relacje pomiędzy cudzoziemskimi robotnikami a niemieckimi mieszkańcami Augustwalde? Zapewne nie odbiegały zasadniczo od stosunków panujących w pozostałych dzielnicach Szczecina. 18 czerwca 1940 roku prezydent policji Jahn ogłosił w szczecińskiej prasie zasady postępowania wobec polskich robotników. Po pierwsze, Polacy musieli nosić opaski z literą P, po drugie mieli wyznaczone godziny policyjne, po trzecie zakazano im chodzenia do kina, teatru, kościoła czy restauracji. Następnie, Niemcy nie mogli mieszkać i kontaktować się z Polakami. Nawet wspólne posiłki były zakazane. Z biegiem czasu pojawiały się kolejne ograniczenia: zakupy tylko w wyznaczone dni (wtorek i czwartek w rejencji szczecińskiej), zakaz jazdy na rowerze czy korzystania z komunikacji miejskiej i kolejowej. 33 Przeciętni Niemcy w większości nie znali tych przepisów, z tego też powodu, wielu Polaków łamało te zasady. Władze próbowały z tym walczyć, wydając na przykład specjalne pouczenia dla niemieckich gospodyń dotyczących polskich pomocy domowych. Ciekawe, czy gospodyni Basi lub matka Joachima Polzina, także zostały objęte tym szkoleniem? Innym problemem było nienoszenie przez Polaków opaski z literą P, gdyż ich pracodawcy często nie przywiązywali do tego wagi. Wśród robotników przymusowych szerzyły się samobójstwa, wynikające z obawy przed przydzieleniem ich do pracodawców osławionych złym traktowaniem podwładnych. 34 Wysoka śmiertelność wśród cudzoziemskich robotników wynikała z jeszcze innych przyczyn. Margarete Falk napisała w swoim liście ciekawe zdanie: między 1939 a 1945 ani razu nie miałam możliwości obserwować cudzoziemców. To zostałoby natychmiast zauważone Frankiewicz, Hitlerowskie, s. 133, Tenże, Praca, s Tenże, Hitlerowskie, s. 133, List Joachima Polzina 31 Karaś, Wspomnienia, s Frankiewicz, Praca, s Tamże, s Frankiewicz, Hitlerowskie, s List Margarete Falk 6

7 Zauważone przez kogo? Przez gestapo albo miejscowe Hitlerjugend, które nie życzyło sobie żadnych kontaktów pomiędzy niemieckimi dziewczętami a Polakami? Czy dlatego właśnie Margarete musiała się trzymać z daleka od polskich robotników? Tego wątku pani Falk już nie rozwinęła. Chociaż im bliżej było ewakuacji, tym niemieckie kobiety stawały się odważniejsze i wchodziły w kontakty intymne z robotnikami przymusowymi. Również w Augustwalde. Wspomina o tym Józef Kuropieska: w obejściu, w którym spałem kilka godzin, natknąłem się na jeńca Francuza, pracującego w tym gospodarstwie. Rolnik z zawodu, wielce chwalił sobie tę pracę, czując się jak samodzielny gospodarz. Zapewne dzielił również łoże z gospodynią, co można było wywnioskować z jego pożądliwych i odwzajemnianych spojrzeń jakich jej nie szczędził nawet w naszym towarzystwie. Mąż gospodyni walczył o lepsze jutro Trzeciej Rzeszy. Francuz pomógł nam rzetelnie, obdarowując nas na drogę nie tylko smacznym chlebem, ale i sporym garnczkiem smalcu. 36 Zaskakujące jest to, że para nie kryła się z relacjami, jakie ich łączyły. Ale czy należy dziwić się, że Niemka żyła z Francuzem, kiedy wszyscy niemieccy mężczyźni od kilku lat służyli już na froncie niemieckim? Ich miejsce zajmowali często jeńcy albo robotnicy przymusowi. Im bliżej końca wojny, tym problem narastał. Bogdan Frankiewicz w swoim opracowaniu zauważył, że w wielu pomorskich powiatach, w pewnym momencie zaczęli przeważać mężczyźni cudzoziemcy nad Niemcami - wśród których część stanowiły osoby w podeszłym wieku. 37 Wojenne związki cudzoziemiec - Niemka mogą zaskakiwać, chociaż pamiętajmy, że natura nie lubi próżni i dla kobiet pochodzenie ich kochanków nagle przestało być problemem. Za wchodzenie w kontakty seksualne z obcymi, groziły dotkliwe represje, zarówno dla cudzoziemców jak i dla Niemek. W interesujący sposób opisuje ten problem Andrzej Zientarski w swojej książce przywołując przykład byłego jeńca Wacława Niebrzegowskiego pracującego w rejonie Bytowa: dobrze traktowany przez swojego pracodawcę nawiązał bliższe stosunki z jego córką Elfriedą Schöwe, która 25 maja 1941 roku urodziła córkę, Heidelore Schöwe. Już po aresztowaniu ( ) Niebrzegowski przez oświadczenie w sądzie w Słupsku uznał dziecko za swoje. Dnia 7 października 1941 roku został w Rokitach powieszony. ( ) Elfriede Schöwe poza obcięciem włosów została również aresztowana i na 9 miesięcy pozbawiona wolności. 38 Takich przykładów podaje Zientarski bez liku. Jest wiele książek, które podejmują ten temat, na przykład praca Martina Kitchena. 39 Można dziś powiedzieć bez wahania, że związki między robotnikami przymusowymi a Niemkami były faktem. Kto jednak donosił na kobiety, które decydowały się na ryzykowne związki? Mógł to być na przykład kierownik miejscowej szkoły będący równocześnie aktywistą partii hitlerowskiej. 40 W Augustwalde, jak pamiętamy, znajdowały się garnizony Hitlerjugend i siedziba gminnego NSDAP. Zapewne to te dwie instytucje stały na straży moralności niemieckich kobiet. Zastanówmy się teraz nad tym, na ile swobody mogli sobie pozwolić miejscowi robotnicy przymusowi? Była robotnica, która odmówiła wywiadu, opowiedziała mi o paraliżującym ją strachu, który towarzyszył jej podczas całego pobytu tutaj, ale wydaje się jednak, że im bliżej był front, tym Polacy i inni cudzoziemcy pozwalali sobie na coraz więcej, aż do finału zabawy tanecznej, która odbyła się tuż przed ewakuacją Niemców, o której będzie mowa później. Według Eugeniusza Karasia, relacje pomiędzy cudzoziemcami a pozostałymi niemieckimi mieszkańcami były zaskakująco poprawne: na ludzki stosunek do polskich jeńców wpływ miała duża ilość zatrudnionych Polaków, którzy pracowali na nich i 36 Kuropieska, Obozowe, s Frankiewicz, Praca, s A. Zientarski, Represje gestapo wobec polskich robotników przymusowych na Pomorzu Zachodnim , Koszalin 1979, s M. Kitchen, Nazistowskie Niemcy w czasie wojny, Warszawa Zientarski, Represje, s

8 ich wzajemny stosunek Polaków do Niemców i odwrotnie był wyjątkowo poprawny, zwłaszcza w ostatnich dniach w warunkach zagrożenia wojennego. 41 Mało tego, według jego relacji, niemieccy gospodarze przyjeżdżali do Wielgowa i okolic po wojnie, aby spotkać się ze swoimi polskimi przyjaciółmi z czasów wojny: [niemiecka gospodyni] przyjeżdżała w odwiedziny do Wielgowa, gdzie spotykała się z Basią i innymi, którzy pracowali u Niemców w Wielgowie i pozostali tu po wojnie. 42 Te przyjaźnie trwały lub trwają od kilkudziesięciu lat i zawiązały się na przykład między Margarete Falk oraz rodziną Grabkowskich. Wnukowie dawnego robotnika przymusowego spędzali wielokrotnie u pani Margarete wakacje w Niemczech. Przyjaźń zawiązała się również między rodziną Polzin a państwem Konopczak, chociaż akurat oni nie poznali się w czasie wojny, a dopiero w późniejszych latach Osiedla od stycznia do marca 1945 roku Pobyt w Augustwalde jeńców wojennych z oflagu Woldenberg (Dobiegniew) 24 stycznia 1945 z powodu zbliżających się wojsk radzieckich, hitlerowskie dowództwo obozu jenieckiego Woldenberg (obecnie Dobiegniew) zadecydowało o ewakuacji jeńców. Więźniów podzielono na dwie grupy. Grupa Zachód wyruszyła wcześniej i to właśnie ci żołnierze trafili do Augustwalde. Natomiast kolumna Wschód trafiła do wsi Dziedzice koło Barlinka, gdzie doczekali wejścia Armii Czerwonej, co dla części więźniów było operacją śmiertelną, ponieważ jeden z radzieckich czołgów omyłkowo ostrzelał stodołę, gdzie przebywali jeńcy. 43 Grupa Zachód na wyzwolenie musiała poczekać dłużej. Zanim trafili do obecnego Wielgowa, minęli po drodze między innymi osady Osiek, Ogardy, a następnie: Przelewice, Kosin, Barnim, Kunowo, Kobylanka, Struga i dotarliśmy (1 lutego 1945 roku) do Wielgowa koło Szczecina. Po parodniowym odpoczynku ruszyliśmy dalej, tj. nasz batalion (V) i 150 rozbitków z IV. Trasa wiodła przez Dąbie Szczecińskie, Zdroje do Wstowa, położonego tuż koło Szczecina na zachodnim brzegu Odry. Stan Koczującego Oflagu II C, za Odrą, wynosił tylko 873 oficerów. 44 Wyzwolenie grupy Zachód nastąpiło dopiero 3 maja 1945 roku. O komendancie tej kolumny, kapitanie Hoppe, jeniec Józef Bohatkiewicz wyrażał się w samych superlatywach: ( ) hauptmann Hoppe, komendant naszej grupy, Alzatczyk, człowiek wielce wykształcony, władający biegle kilkoma językami zachodnioeuropejskimi, czynił wszystko, by pomóc nam w czasie marszu i na postojach, organizując lepsze noclegi i wyżywienie. 45 W grupie Zachód szli cytowani już wcześniej Józef Bohatkiewicz, Józef Kuropieska oraz Eugeniusz Karaś. Najszerszą i najciekawszą relację o pobycie w Augustwalde pozostawił z całej trójki właśnie Karaś celnik z Gdyni. Opisał on w bardzo ciekawy sposób życie mieszkańców obecnego Wielgowa w ciągu dwóch, lutowych miesięcy, tuż przed ewakuacją Niemców. Ta interesująca relacja była pokłosiem próby ukrycia się w Augustwalde i dotrwania do zdobycia tej dzielnicy przez Armię Czerwoną. Chociaż większość kolumny, do której należeli Kuropieska i Bohatkiewicz, nie zdecydowała się na taki krok i spędziła w obecnym Wielgowie tylko jedną noc. 46 Natomiast Karaś i kilkunastu innych jeńców postanowili zaryzykować: zaobserwowany przez nas widoczny wszędzie pośpiech i nieład, zachęcał do poczynienia prób ukrycia się. Toteż, kiedy następnego [dnia] to 41 Karaś, Wspomnienia, s Tamże, s J. Bohatkiewicz, Oflag II C Woldenberg, Warszawa 1971, s Tamże, s Tamże, s Kuropieska, Obozowe, s

9 jest 2 lutego 1945 roku kolumny jeńców wyprowadzone zostały w kierunku Odry, w stodołach pozostało ukrytych 13 jeńców różnych stopni. Tym razem jednak nikt nie przeszkadzał i nie przeszukiwał stodół w czasie zbiórki i wystarczyło się ( ) zagrzebać w słomie, jak zrobiłem ja i podporucznicy: Karczewski i Maculewicz w naszej stodole albo wleźć do młockarni, jak to zrobił porucznik Sypniewski (dyrektor administracyjny Pomorskiej Akademii Medycznej). 47 Pomimo chaosu, który panował w Augustwalde, nie udało im się osiągnąć zamierzonego celu. 12 lutego 1945 roku patrol Wehrmachtu schwytał jeńców i wywiózł w stronę Szczecina. Eugeniusz Karaś zwraca uwagę na to, jak ważną rolę dla niemieckiego wojska pełniło w tym okresie dzisiejsze Zdunowo: tą nietypową sytuację można wytłumaczyć odosobnieniem miejscowości od głównych szlaków komunikacyjnych i upatrzonego przez dowództwo wojskowe Zdunowa, jako punkt przeformowywania rozbitych jednostek frontowych i zatrzymywania się uciekinierów dla odpoczynku przed odejściem za Odrę. Dlatego można tu było spotkać rekonwalescentów, ludzi zagubionych i chorych. 48 Ciekawą scenę opisał Eugeniusz Karaś, kiedy strażnik 2 lutego odkrył, że część więźniów pozostała w Augustwalde: wachman, wysłany zapewne do sprawdzenia, czy ktoś nie pozostał, może dlatego, że działał w pojedynkę, zamiast nas wypędzić, zaczął pertraktować. Powiedział, że jeśli dostanie trochę papierosów, to zapomni o nas. Nikt z nas jednak nie posiadał papierosów. Proponujemy w zamian co innego, ale wachman się upiera i gdy tak głowimy się nad tą przykrą sprawą, kalecząc języki, nagle słyszymy gderliwy głos spod młockarni wymyślający wachmanowi po niemiecku. Nie był to Niemiec, a jeniec. ( ) Krzyczy na Niemca, że żadnych papierosów nie mamy. To wy spaliliście nasze papierosy! Rozdzieliliście nasze zapasy między sobą, wszystkie, które były w obozie! ( ) Nie wiadomo, co podziałało na wachmana, że się wyniósł, czy to, że my wiemy, że oni palili nasze papierosy, czy jeniec i jego arogancki głos? Możliwe, że bał się ujawnienia sprawy ( ), gdy ten spod młockarni się rozkrzyczał. Polski jeniec krzyczący na swojego niemieckiego strażnika musiało to wyglądać osobliwie. Handel papierosami w tamtych czasach stawiano wyżej niż rozkazy dowódcy. Józef Kuropieska również porusza sprawę zgubnego nałogu, dziwiąc się swoim towarzyszom drogi: jakoś wytrzymywałem, ale większość palaczy pogoni za samosiejką po folwarkach poświęcała znacznie więcej energii niż poszukiwaniu chleba. 49 W tamtych czasach papierosy nabierały ogromnej wartości. Dzięki relacji Karasia, możemy się dowiedzieć, jak układały się relacje pomiędzy polskimi jeńcami a niemieckimi uciekinierami: w parniku była ciepła woda i można było poprawić wygląd, a nawet pożyczonymi nożyczkami pościnać odrosty włosów z bokobrodów i twarzy. Zabiegom dokonywanym przez Karczewskiego przyglądali się zaglądający do parnika uciekinierzy spod Chojnic. Dzieci doradzały Karczewskiemu, gdzie ma wyciąć, a gdzie zostawić włosy. Zwabiona mydełkami, które rozdaliśmy dzieciom, zaglądnęła też nie bardzo rozgarnięta uciekinierka z Bydgoszczy, próbując nas rozbawić niemieckimi i polskimi dowcipami, mieszając zdania i wyrazy niemieckie z polskimi, w których najczęściej powtarzały się słowa: szajs i d 50 Część niemieckich mieszkańców była już mniej przyjaźnie nastawiona do jeńców. Eugeniusz Karaś wspomina, że Niemcy nie mieli zamiaru patrzeć bezczynnie na włóczących się po okolicy więźniów: za każdym razem, gdy za torami zjawiła się jakaś rozbita jednostka z dowódcą, meldowano mu, że w wiosce egzystują samopas jeńcy. Wtedy dowódca wysyłał patrole, które ściągały jeńców ze stodół i odprowadzały do baraków za tory. Potem dowódca, który był ( ) zapracowany, próbował się dowiedzieć telefonicznie, co ma dalej z jeńcami począć, zwykle też wzywał lekarza, by sprawdził, czy jeńcy rzeczywiście są niezdolni do 47 Karaś, Wspomnienia, s Tamże, s Kuropieska, Obozowe, s Karaś, Wspomnienia, s

10 marszu, jak sami mówią. Ponieważ obławy urządzane były zawsze wieczorem, oddział Wehrmachtu czy SS, który się przeformowywał, nie mógł doprowadzić akcji z jeńcami do końca, gdyż najczęściej jednostka sformowana czy nie, stawiana była nad ranem w stan alarmowy i odchodziła w stronę Pyrzyc. 51 Powyższe wydarzenia zdarzyły się więźniom kilkakrotnie podczas pobytu w Augustwalde. Zmieniały się jedynie nazwy jednostek, które próbowały uporządkować ich sprawy. 3 lutego jeńcami zainteresował się Hitlerjugend, następnie 7 lutego jednostki SS, a dopiero 12 lutego patrolowi Wehrmachtu udało się wywieźć jeńców z dzielnicy. Sukces tej akcji wynikał jedynie z tego, że dzień wcześniej za torami, w Zdunowie, rozlokował się batalion Wehrmachtu. 52 Pomimo powyższej relacji, świadek zaskoczony przecież nienajgorszym stosunkiem większości niemieckich mieszkańców do Polaków i innych cudzoziemców, w jakiś sposób próbował sobie tą anomalię wytłumaczyć. Nie pasowała ona wszakże do wizerunku Niemców, jakie poznali Polacy w okupowanym kraju: w ten sposób stawaliśmy się elementem związanym losowo z mieszkańcami wioski, którzy od wielu dni, byli przyzwyczajeni do wędrówki ludów, swoich, Rosjan, Jugosłowian cywilnych i wojskowych wszystkich w opłakanym stanie. 53 Do tego należałoby dodać paraliżujący strach, który ogarniał coraz większą liczbę Niemców mieszkających w Augustwalde, oraz świadomość, że już wkrótce będą rozliczani za drugą wojnę światową. Co ciekawsze, dawne ofiary, im bardziej zbliżał się front, tym pozwalały sobie na coraz więcej. Według relacji, podporucznik Sekulski zamieszkał w siedzibie gminy opuszczonej już przez niemieckie władze. Co lepsze, wpisał innych jeńców na stan zamieszkania, aby nabyli prawo do otrzymywania kartek żywnościowych. Karaś wspomina również pułkownika Grabowskiego, który zamieszkał: u dokuczliwej Niemki, którą podobno wykwaterował z jej sypialni. 54 Jeńcy spędzali czas na spotkaniach towarzyskich i naradach dotyczących przyszłości i polityki, z zatrudnionymi u Niemców Polakami. W jednej z takich narad, u pułkownika Grabowskiego, uczestniczył obywatel niemiecki: na spotkanie przybyli nie tylko wojskowi, ale i cywilni, w tym jeden Niemiec, zatrudniony przymusowo, sympatyzujący z Polakami. 55 Ta lekkomyślność w organizowaniu narad politycznych może zaskakiwać. Zwłaszcza, że na przykład Kazimierz Golczewski w swojej pracy, twierdzi, że w ostatnich dniach przed ewakuacjami na Pomorzu, wzrastał terror, zarówno wobec cudzoziemców, jak i Niemców, którzy nie chcieli wykonywać rozkazów. Podczas wycofywania się z Dąbia, esesmani rozstrzelali próbujących się ukryć w piwnicach i strychach Polaków. 56 Podobny przykład na to, że terror wobec cudzoziemców nie zmniejszał się, a nawet narastał, podaje Bogdan Frankiewicz. Na przełomie lat 1944/1945 na Pomorzu działała grupa Waltera Empachera (Empacher Kreis), która nawiązała kontakty z jeńcami i robotnikami przymusowymi. Jednym z ośrodków tej współpracy była fabryka POMO w Arnimswalde. Spiskowcy zostali wykryci przez gestapo na początku 1945 roku i straceni w dniach 8 i 9 lutego 1945 roku. 57 Z relacji Eugeniusza Karasia wynika wszakże, że przynajmniej podczas jego pobytu, niemieckie jednostki nie dręczyły pozostałych w Augustwalde jeńców. Wręcz przeciwnie, byli więźniowie mogli pozwolić sobie na sporą swobodę. 51 Tamże, s Tamże, s Tamże, s Tamże, s Tamże, s Golczewski, Pomorze, s Frankiewicz, Praca, s

11 Ewakuacja niemieckich mieszkańców Augustwalde Zanim nastąpiła ewakuacja, wśród niemieckich mieszkańców dawało się wyczuć narastający strach przeradzający się w przerażenie. Co gorsza, Niemcy, doskonale zdawali sobie doskonale sprawę z tego, co może czekać ich z rąk czerwonoarmistów. W Augustwalde przebywało przecież wielu uciekinierów ze Wschodu. Poza tym niektórzy mieszkańcy wyjeżdżali do odbitych chwilowo przez Niemców wsi znajdujących się w pobliżu Pyrzyc, aby zorientować się w sytuacji, jak na przykład brat gospodyni, u której mieszkał Eugeniusz Karaś. Do swojej rodzinnej wsi wybrał się na motocyklu: by sprawdzić, czy wieś w związku z pogłoską o odparciu natarcia radzieckiego w dniu 4 lutego została uwolniona. Po powrocie opowiadał, że wioska została odbita, ale widział wiele trupów osób cywilnych między zabudowaniami. Ponieważ niektórzy mieszkańcy przypuszczają, że mogli być pomordowani, tłumaczymy im, że cywilni mieszkańcy zginęli od przypadkowych kul, a w żadnym razie nie uczynili tego żołnierze radzieccy. 58 Wydaje się, że Karaś się mylił, ale co miał napisać w czasach, gdy Polska była w przymusowym sojuszu ze Związkiem Radzieckim? Ewakuacja okolic Szczecina i samego miasta nie mogła zostać przeprowadzona sprawnie, ponieważ opracowane plany tej operacji nie zakładały, że front wschodni będzie się przesuwał tak szybko. Przewidywały one trzy etapy tej skomplikowanej akcji. Pierwszy zakładał ewakuację kobiet, dzieci, starców i osób, które nie były zatrudnione w strategicznych zakładach. Za następnym etapem krył się demontaż i przenoszenie fabryk, urzędów, przedsiębiorstw. I ostatni miał być zupełnym opróżnieniem miasta lub miejscowości. 59 W przypadku Augustwalde i okolic ta operacja nie została zakończona. Nie wywieziono maszyn z zakładów POMO czy choćby zwykłych urządzeń rolniczych. Część ludności nie zdążyła uciec. Być może była to ich świadoma decyzja. Co się działo z Niemcami, którzy nie opuścili obecnego Wielgowa, omówię w kolejnym rozdziale. Przebieg samej ewakuacji Niemców z Augustwalde najpełniej opisała rękami swojej wnuczki Laury Freese - Jutta Neumuth: ( ) [Rodzice Jutty Neumuth] obawiali się konieczności ucieczki przed Armią Czerwoną, która przesuwała się na zachód i była coraz bliżej. Rodzina nie mogła uciekać, gdzie i kiedy im się podobało. SS i SA decydowały, kiedy i kto ma się ewakuować. Wszystko było bardzo zorganizowane. Krążyły pogłoski, że niektórzy mieszkańcy zostali rozstrzelani (przez SS), ponieważ próbowali uciekać na własną rękę. Rodzice Jutty przeczuwali, że i oni niedługo będą musieli uciekać. Na tę okazję mieli oni przygotowany wózek, na którym były zapakowane pieluchy, prowiant suszony, który nie zajmował dużo miejsca, garnki, trochę ubrań i poszewki, obrazy i dokumenty. Styczeń 1945: było bardzo zimno. SS chodziła od domu do domu. Wydano rozkaz, że rodziny miały się w trzy godziny stawić przed domem spakowane i gotowe do drogi. Pomimo tego, że Jutta miała już 3 latka, musiała być wieziona w swoim wózku dziecięcym, ponieważ nie była w stanie pokonywać dużych odległości. Jej brat ukończył 11 lat. Tak więc po spakowaniu stali przed domem z plecakami własnej roboty, bo prawdziwych wtedy nikt nie miał. Wózek był zapakowany. Gospodarze mieli duże wozy konne, ale rodzice Jutty byli tylko krawcami. Maszerowano pieszo od 10 do 20 kilometrów dziennie. Od 8 dni byli w drodze w kierunku na zachód. Dotarli w końcu do Friedlandu, gdzie mieszkali 4 tygodnie z innymi rodzinami w stodołach. 60 Powyższa relacja jest interesująca, jednakże ewakuacja została przeprowadzona na przełomie lutego i marca 1945 roku, a nie w styczniu. Kazimierz Golczewski informuje w swoim opracowaniu, że ogólna ewakuacja ludności na terenie Szczecina rozpoczęła się w 58 Karaś, Wspomnienia, s Golczewski, Pomorze, s. 63, L. Freese, Befragung der Grossmutter, die aus den Erinnerungen der Eltern berichtet, URL: , 13:00. 11

12 połowie lutego i trwała aż do 1 marca 1945 roku. 61 Karl Baumann w swoim liście potwierdza, że wyjazd Niemców nastąpił właśnie wtedy, a więc tuż przed zdobyciem obecnego Wielgowa przez Armię Czerwoną: uciekali rolnicy z koniem i wozem, większość wyjeżdżała także pociągiem (nie było żadnych aut). 62 Również Eugeniusz Karaś wspominał o ewakuacji na przełomie lutego i marca. W jego relacji dotyczącej 10 lutego 1945 roku znajdujemy opis, w jaki sposób ewakuowano niemieckie dzieci: wyprawy w pobliże stacji kolejowej. Obserwujemy z ukrycia transporty kolejowe ze sprzętem różnego rodzaju i dziećmi, siedzących na stopniowo podwyższanych ławkach, przy otwartych drzwiach (niektóre), pod opieką pielęgniarek. 63 Z powyższego fragmentu widać wyraźnie, że zaczęto realizować dopiero pierwszy etap ewakuacji. Także mieszkańcy pobliskich Klinisk Wielkich wyjechali na początku marca: sytuacja była teraz groźna dla naszych wsi, coś musiało nastąpić i wydano 5 marca rozkaz opuszczenia wsi. O 10 biły dzwony. One przypominały mieszkańcom o wyjeździe i jednocześnie ogłaszały godzinę śmierci wsi. ( ) Przedstawiciele partii zabrali się na czas w drogę. Wieczorem 5 marca wieś opustoszała. Kolumna ciągnęła się w nocy, samochód na samochodzie, w podwójnych i potrójnych szeregach na autostradzie. To było mozolne parcie naprzód, co chwilę przerywane postojami. Nocne rosyjskie bombowce zrzucały na oślep swoje bomby na uciekinierów. To dawało zabitych i rannych. 64 To zadziwiające i karygodne, że zdecydowano się na tak późną ewakuację ludności i to w większości kobiet, dzieci i starców. To dodatkowo obciążało i tak już zbrodnicze poczynania SS. Jak wynika z relacji z Klinisk i Eugeniusza Karasia, władze gminne i partyjne opuściły te miejscowości o wiele szybciej niż ich mieszkańcy, zresztą podobnie było w całych Prusach wschodnich. Partyjniacy wyjechali z obecnego Wielgowa najpóźniej w styczniu 1945 roku: brak władzy miejscowej i ( ) partyjnej, zaś pozostali pojedynczy partajgenossi są wystraszeni ostatnimi wydarzeniami. 65 Gdzie podziała się ta buta i pewność siebie towarzyszy z NSDAP? Czyżby malała proporcjonalnie do zbliżania się Armii Czerwonej? Po ewakuacji wielu Niemców długo nie rozpakowywało swoich walizek, podobnie jak rok później przybyli do Wielgowa Polacy z dawnych Kresów Wschodnich. Karl Baumann wspomina: Drażliwy temat. Kiedy zaświtało nam, że nie ma powrotu. Wielu siedziało długo na walizkach. Układ Poczdamski? To wszystko będzie polskie? Tylko pod zarządem polskim? Co to oznacza? To nie może być prawda. To było odbierane jako wielka niesprawiedliwość. Amerykanie nam pomogą, jesteśmy przecież największymi antykomunistami. Utworzyła się partia BVD Bund der Vertriebenen, jako związek interesów, z czasem powiększał się. My, młodsi, inaczej się z tym obchodziliśmy, zaczęliśmy tutaj nasze życie. Zaczęła się zimna wojna, to pasowało do obrazka: przeklęci komuniści. Byłem zdania, że my Niemcy całkiem dobrze na tym wyszliśmy, przede wszystkim na Zachodzie. Przy tych wszystkich okropnościach, które wyrządziliśmy. Ale czy kalam swoje gniazdo? Życzyłbym sobie inny sposób zadośćuczynienia, ale Niemcy i Polacy nie potrafiliby pewnie żyć obok siebie. 66 Margarete Falk również potwierdziła, że dawni mieszkańcy Augustwalde mieli nadzieję na powrót do swoich domów. 67 Część mieszkańców po ewakuacji wracała do Augustwalde, ale było ich niewielu. Wspomina o tym Joachim Polzin: moja rodzina i ja powróciliśmy na początku czerwca 1945 roku do Fritzenhof, a pod koniec lipca 1945 roku musieliśmy znowu uciekać. Zatrzymaliśmy na chwilę 61 Golczewski, Pomorze, s List Karla Baumanna 63 Karaś, Wspomnienia, s Reinke, Christinenberg, URL: , 15: Karaś, Wspomnienia, s List Karla Baumanna 67 List Margarete Falk 12

13 u rolnika w Penkun, przy granicy na Odrze. Pod koniec października 1945 roku udaliśmy się do Stavenhagen, w Meklemburgii. Tam był mój chory na tyfus tata. Zmarł, zanim zdążyliśmy się ponownie zobaczyć. 68 O swoim miesięcznym pobycie w Wielgowie Polzin pisze dalej: gdy znów znaleźliśmy się pod koniec czerwca 1945 roku w Hohenkrug Augustwalde, żywiła nas Armia Czerwona. My dzieci, szłyśmy z kubłem na wodę do miejsca, gdzie wydawano posiłki. Tam dostawaliśmy dla całej naszej dużej rodziny gęstą zupę i do tego jeszcze chleb. W czasie tych trzech tygodni, kiedy byliśmy znowu w domu, sprzątaliśmy, uprawialiśmy ogród i sadziliśmy ziemniaki. 69 Również ojciec Jutty Neumuth zdecydował się na powrót i rekonesans po Augustwalde, aby zorientować się w sytuacji: już po krótkim czasie ojciec wybrał się do domu popatrzeć, co tam się dzieje. Przedzierał się koło wojsk radzieckich do Augustwalde. Jak już dotarł do domu, to okazało się, że drzwi są wyważone, meble porozbijane, wszystko z szaf zniknęło, a stolik nocny pływał w wannie. Ojciec wrócił z wiadomością, że ojczyzna została stracona. 70 O tym, że wielu Niemców uważało, że ich ewakuacja jest tymczasowa świadczy również znalezisko, jakie dokonali rodzice Rozalii Sala z domu Gadacz, którzy przybyli do Wielgowa w kwietniu 1946 roku: U nas to zakopane była beczka jajek, taka mała, to na całe Sławociesze smród był. Ser. To taka była beczułeczka. Z deseczek porobione. Cała skrzynia była ubrań, a na wierzchu była piękna lalka. 71 Ukrycie tak nietrwałych rzeczy jak jedzenie i w mniejszym stopniu ubrania świadczyło o tym, że mieszkańcy tego domu mieli zamiar wrócić do dawnego Augustwalde w przeciągu kilku tygodni. W innym przypadku, dla kogo i po co zakopali jaja i ser? Opuszczenie rodzinnej miejscowości było dla niemieckich mieszkańców katastrofą, z którą nie potrafili się pogodzić. Tak było z rodzicami Jutty Neumuth, którzy zostali wysiedlenie do Schwedt: wierzyli, że będą mogli kiedyś powrócić do swojego domu ( ). Wraz z konferencją w Poczdamie okazało się, że marzenia się nie spełnią. ( ) Jeszcze po latach rodzice Jutty siedząc wieczorem obserwowali światła Szczecina i rozpaczali za ojczyzną. Żyli wspomnieniami o Szczecinie, o ich domu i miejscowości rodzinnej. Pogodzili się w końcu z tym faktem, ale nigdy już nie byli szczęśliwi i jeszcze 20 lat później opowiadali o swojej starej ojczyźnie. 72 A jak mieszkający w Augustwalde robotnicy przymusowi i jeńcy zareagowali na ewakuację swoich dawnych gospodarzy? Eugeniusz Karaś w rękopisie wspomina słowa swojej znajomej Basi: Polacy w Wielgowie im bliżej wyzwolenia, tym poczynali sobie śmielej. 1 go marca, w dniu rozpoczęcia ofensywy urządzili sobie wspólną zabawę, zapraszając wysiedleńców innych narodowości, czym bardzo zgorszyli swoich gospodarzy, szykujących się do opuszczenia Wielgowa. Basię zabrali gospodarze ze sobą gdzieś w okolice Rostocku. 73 Tańce, z rozgoryczonymi Niemcami w tle i odgłosem bomb, musiały doprawdy wyglądać groteskowo. Ludzie, niepewni jutra, bez skrupułów realizowali zawołanie filozofa: carpe diem! Zdobycie Augustwalde, Franzhausen i Hohenkrug przez Armię Czerwoną Jak wynika z wykazu w niezbyt obiektywnej książce Czerwone gwiazdy, białe orły, Wielgowo i Sławociesze zostały zdobyte przez sześćdziesiątą pierwszą armię ogólnowojskową dowodzoną przez generała Piotra Biełowa. Augustwalde zostało zajęte 8 marca 68 List Joachima Polzina 69 Tamże. 70 Freese, Befragung, URL: , 13: Zapis wywiadu z Aleksandrem Salą (ur w Wilczycach) i Rozalią Sala z domu Gadacz (ur w Zubrzy) przeprowadzonego 10 kwietnia 2007 roku w Aneksie nr Freese, Befragung, URL: , g. 13: Karaś, Wspomnienia, s

14 1945 roku, natomiast Franzhausen przeszło w ręce czerwonoarmistów dwa dni później, to jest 10 marca. 74 Sąsiadujący z Wielgowem i znajdujący się w lesie Trzebusz zdobyto 10 marca, a dokonał tego siódmy samodzielny korpus kawalerii gwardii. 75 Podana data wyzwolenia Augustwalde może być zbyt wczesna, chociaż nie jest to jakieś wielkie przesunięcie. Świadczy o tym fragment z innego, niemieckiego źródła, który dotyczy pobliskich Klinisk i okolic: Spadochroniarze 5 marca odparli wszystkie ataki na ulicy Falkenberg w Masow (Maszewie), ale front został przełamany w innych miejscach. 7 marca o godzinie 3 opuszczono Masow (Maszewo). Aż do godzin nocnych 7 marca dywizja utrzymuje Gollnow (Goleniów). Dywizja trafia 7 marca z Rurki do Zdrojów. Przyczółek mostu Dąbie obsadzono 8 marca. Wsie leżące wewnątrz linii frontu północnej części przyczółka mostowego to: Lübzin (Lubczyna), Sophiental (Dobroszyn), Rörchen (Rurka), Christinenberg (Kliniska Wielkie), Hornskrug (Rzęśnica). Od Dobroszyna do Klinisk rozlokowała się część drugiego pułku Dania, ( ) dwudziesty piąty pułk strzelców spadochronowych i część dywizji Niderlandy. Silne ataki na Sophiental (Dobroszyn) i Rörchen (Rurkę) zaczynają się już 9 marca. Żołnierze Waffen SS, gromady i spadochroniarze walczą zawzięcie przeciw daleko przewyższającemu ich wrogowi. Kliniska stają się teraz terenem walki. Sowieci wdzierają się z szosy do Klinisk. 76 Wielgowo zdobyto właściwie bez walki. Wskazują na to wspomnienia Leona Degrelle, który w swoim pamiętniku opisał moment wkroczenia Armii Czerwonej do dawnego Augustwalde. Leon Degrelle, Belg, był esesmanem i współtwórcą Legionu Ochotniczego Walonia. Po kapitulacji III Rzeszy uciekł do Hiszpanii, gdzie uzyskał azyl polityczny. W 1973 roku udzielił skandalicznego wywiadu telewizji holenderskiej, w którym nazwał Hitlera największym mężem stanu naszych czasów i podtrzymywał swoją wiarę w ideologię nazistowską. Jego walońska jednostka licząca 1200 osób w ramach trzeciej Armii Pancernej na początku marca przebywała przez jakiś czas w dawnym Augustwalde: O dziesiątej rano dojechałem do Augustenwalde [Augustwalde sic KM]. Ta duża wioska znajdowała się na północno zachodnim końcu lasu, mniej więcej dwanaście kilometrów na wschód od Szczecina. Miejsce wydawało się tak dobrze osłonięte przez masę drzew, że biura korpusu przeniosły się tu poprzedniego wieczoru. Udałem się do generała. Szef sztabu, Obersturbannführer von Bockelberg, uwieszony na telefonie, dawał mi rozpaczliwe znaki. W miarę otrzymywania raportów stukał w mapę: Tutaj dwadzieścia czołgów! Tutaj piętnaście czołgów! Tutaj trzydzieści czołgów Otarł czoło i po chwili: Są wszędzie, nadciągają zewsząd powiedział mi. ( ) W końcu udało mi się zebrać w wiosce część naszych ludzi i oficerów. Wszędzie już pyrkały na ogniu garnki z kurami, zgodnie z najlepszą tradycją wojskową. Z zapałem rzuciliśmy się, by ich pokosztować. 77 Wkroczenie Armii Czerwonej zaskoczyło esesmanów podczas spożywania obiadu. Leon Degrelle i inni esesmani zaczęli sobie nawet z tego faktu żartować: kilka kul stuknęło o fasadę domu. Kolejna, mniej dyskretna, rozbiła okno i wbiła się w ścianę. Zabijają kury stwierdził niewzruszonym głosem major Hellebaut. Nadleciało trzydzieści, czterdzieści kul. Pozwoliłem sobie na małą uwagę: Sądzę, że zabijają dużo kur. Każdy wrócił do przeżuwania swojej. Tym razem seria pocisków wstrząsnęła całym budynkiem: Zabijają kury nawet przy pomocy czołgów stwierdziłem z naciskiem. I podałem mojemu sąsiadowi talerz z przepysznymi owocami, wyciągniętymi ze słoja, który znaleźliśmy w piwnicy nieobecnego właściciela. 78 Opisane niewzruszenie i odwaga miała chyba ukazać przymioty esesmanów. Faktem jednak pozostaje, 74 T. Karwacki, Czerwone gwiazdy, białe orły. W walkach o wolność ziemi szczecińskiej, Szczecin 1981, s. 291, 310, Tamże, s. 292, Reinke, Christinenberg,URL: , 15: L. Degrelle, Front wschodni Wspomnienia, Międzyzdroje 2002, s Tamże, s

15 co wynika z dalszej lektury pamiętnika, że Niemcy wycofywali się z Augustwalde w popłochu. Wielgowo oddali bez walki: Wyszliśmy na próg domu. Przed sobą zobaczyliśmy szalony zamęt. Wielkie korpuśne ciężarówki radiostacje odjeżdżały w pośpiechu, nie zdążywszy nawet zdemontować wysokich na dziesięć metrów anten. Strzelano na wszystkie strony. Przebiegający żołnierze krzyknęli do nas: Są tu! Czterdzieści czołgów! Rzeczywiście, z lasu wyłaniały się sowieckie czołgi, które pokonały trzydzieści metrów nie napotykając na najmniejszą przeszkodę. Nasi ludzie zwinnie jak wiewiórki wskakiwali na ciężarówki korpusu armii. Rosjanie dotarli już do dworca na południowym zachodzie i ostrzeliwali drogę, którą jechał cały sprzęt zgromadzony w Augustenwalde. Samochody hamowały gwałtownie, wyrzucając przed siebie jak ropuchy, głową prosto w błotnisty śnieg, wesołych oficerów ze sztabu, którzy siedzieli na dachach. Zaimprowizowanie oporu było niemożliwe: na miejscu nie mieliśmy ani jednego pojazdu opancerzonego, ani jednej armaty przeciwpancernej, ani jednego działa przeciwlotniczego. Cała okolica była zalana przez oddziały rosyjskie. Droga Augustenwalde Szczecin została odcięta. Musieliśmy skierować się na południe i dotrzeć do drogi do Stargardu. Stamtąd ruszyliśmy do Altdam [Altdamm sic KM]. ( ) Odwrót został przeprowadzony z dużą zręcznością. Ponieśliśmy stosunkowo niewielkie straty w trakcie tego nocnego wyścigu. ( ) Atak Rosjan był godny podziwu. Ale teraz potrzebowali kilku dni, by przeprawić przez las cały sprzęt. Z Altdam ruszyły kontrataki. 79 Z powyższego fragmentu wynika, że Armia Czerwona przybyła z kierunku Goleniowa i wyłoniła się gdzieś w okolicach ulicy Bryczkowskiego. Odcięła drogę, która łączyła obecne Wielgowo z Dąbiem, dlatego też hitlerowcy musieli się salwować ucieczką przez Szosę Stargardzką i okrężną drogą dotrzeć do dawnego Altdamm. Walka o Szczecin miała się teraz rozegrać w lasach pomiędzy Wielgowem, Sławocieszem a Dąbiem. Nie był to łatwy teren. Szczecin jest otoczony lasami, w których znajdowało się wiele strumyków i bagien. Jedną z rzeczek płynących w okolicach Wielgowa, w lesie, nazwano Żołnierską Strugą, prawdopodobnie na pamiątkę zaciętych walk, które toczyły się w tym rejonie. W końcu przecież siły sowieckiej sześćdziesiątej pierwszej armii nacierały na Dąbie z pozycji koło Sławociesza i Trzebusza. 80 Poza tym cały teren wokół dawnego Altdamm przekształcony został w potężną strefę obronną, w ramach której wkomponowano pozycje ogniowe artylerii, gniazda broni maszynowej, schrony bojowe. Z tego też powodu o Dąbie walczono zawzięcie, czasem nawet wręcz. 81 Bój był zacięty, ale wojska hitlerowskie nie miały szans. Armia Czerwona zdecydowanie przeważała pod każdym względem. 21 marca Rosjanie zlikwidowali ostatnie okrążone punkty oporu w Dąbiu. Niemcy wycofali się do lewobrzeżnej części Szczecina. Według sowieckich obliczeń, w trakcie obrony dawnego Altdamm zginęło 40 tysięcy żołnierzy niemieckich, a dalsze 12 tysięcy wzięto do niewoli. 82 Nawet jeżeli dane te są przesadzone, to dodając ofiary radzieckie, w lasach między Wielgowem a Dąbiem pozostało mnóstwo zwłok. Dla pierwszych Polaków przybywających do dawnego Augustwalde widok trupów obleczonych w żołnierski mundur miało stać się sprawą powszednią, przynajmniej na początku ich pobytu. Polscy świadkowie wspominają również o cmentarzysku koni, które znajdowało się w lesie niedaleko Trzebusza. Ogromna ilość rozkładających się zwłok zwierząt robiła na przyjezdnych piorunujące wrażenie. Martwe konie znalazły się w tym miejscu zapewne z powodu uczestnictwa siódmego samodzielnego korpusu kawalerii gwardii w walkach o Dąbie. 79 Tamże, s K. Golczewski, Wyzwolenie Pomorza Zachodniego w roku 1945, Poznań 1971, s Tamże, s Ch. Duffy, Czerwony szturm na Rzeszę, Warszawa 2007, s

16 3. Wielgowo, Sławociesze, Zdunowo od kwietnia 1945 do marca 1946 roku 3.1. Nazewnictwo i przynależność administracyjna po 1945 roku W roku 1945 Hitler przegrał wojnę i na skutek najpierw ewakuacji, a potem wysiedleń usankcjonowanych przez konferencje Wielkiej Trójki, Niemcy przestali być gospodarzami na Pomorzu Zachodnim, Ziemi Lubuskiej, w dawnych Prusach Wschodnich oraz na Śląsku. Tereny te oddano Polsce jako rekompensatę, niepełną wprawdzie, za utracone tereny wschodnie. Wśród wielu dawnych niemieckich miejscowości znalazły się również Augustwalde, Hohenkrug bei Augustwalde, Franzhausen i inne przysiółki znajdujące się w pobliżu. Jako - że znajdowały się po prawej stronie Odry, ich status w 1945 roku był o wiele bardziej przewidywalny niż status samego centrum Szczecina. W najgorszym razie dla państwa polskiego mogły się one stać jedynie przygranicznymi miejscowościami w rodzaju dzisiejszego Kołbaskowa czy Lubieszyna. Być może właśnie ta niepewność co do przyszłości Szczecina, obok odcięcia od reszty Polski i zniszczeń, przyczyniła się do tego, że dawne Augustwalde, Franzhausen i pozostałe dzisiejsze prawobrzeżne osiedla, po wojnie nie zachowały swojego statusu dzielnic miasta, tylko ponownie zdegradowano je do roli wsi i miasteczek (np. Dąbie). Dawne Augustwalde zostało podzielone na dwie części. Zachodnią część, dawną wieś Fritzenhof, określano początkowo mianem Stanisławów bądź Stanisławowo. 83 Skąd się wzięła ta nazwa, nie jest wiadome. Natomiast wschodnia część otrzymała nazwę Wielichowo. 84 Używano tych określeń przez pierwsze lata w korespondencji pomiędzy gminą a starostwem powiatowym. Jak dziś wiadomo, były to tylko nazwy przejściowe. Dawne wschodnie Augustwalde otrzymało w końcu nazwę Wielgowo, a zachodnie Sławociesze. Jeśli chodzi o Zdunowo, to dawne Hohenkrug bei Augustwalde nie miało przejściowej nazwy. W latach Wielgowo i Sławociesze należały do gminy Wołynin, która z kolei znajdowała się w powiecie gryfińskim. Gmina wzięła swoją nazwę od prawie całkowicie zniszczonej w wyniku wojny wsi, która przed 1945 rokiem nazywała się Arnimswalde i w której działała wielokrotnie omawiana już fabryka silników lotniczych. Dziś ta dawna wieś nazywa się Załom i obecnie jest skrajnie położoną dzielnicą Szczecina. Chociaż jak się okazuje, do roku 1948 siedzibą gminy było Wielgowo, a nie Załom. Według wykazu miast wydzielonych, gmin i gromad (sołectw) powiatu gryfińskiego z lipca 1947 roku gmina Wołynin z siedzibą w Wielgowie dzieliła się na cztery gromady: Wołynin, Wielgowo, Stanisławowo i Rzęśnica. 85 Szybko jednak okazało się, że w wykazie tym było wiele niejasności dotyczących nazw miejscowości. Do roku 1948 włącznie mamy do czynienia z bogatą wymianą korespondencji pomiędzy gminą, starostwem a urzędem wojewódzkim w Szczecinie, która przyniosła liczne korekty. Również gmina zmieniła swoją nazwę. I wydaje się, że tuż przed zmianą przynależności administracyjnej Wielgowa i Sławociesza, gmina Załom prezentowała się następująco: 83 Słownik, red. T. Białecki, Szczecin 2002, s Tamże, s AP Szczecin, zespół: Starostwo Powiatowe Gryfińskie, Podział administracyjny powiatu. Zmiany nazw miejscowości i sprawozdania różne: , sygn. 65/357/0/13, Wykaz miast wydzielonych, gmin i gromad (sołectwo) powiatu gryfińskiego stan na dzień

17 Nazwy polskie i niemieckie gromad (w nawiasie nazwa przejściowa) Załom (Wołynin) Arnimswalde Wielgowo (Wielichowo) Augustwalde Sławociesze (Stanisławowo) Franzhausen Nazwy polskie i niemieckie wsi wchodzących w skład gromad Załom Arnimswalde Rzęśnica Hornskrug Trzebusz Stutthof Pucice Oberhof Kniewo Kenwerder Wielgowo Augustwalde Sławociesze Franzhausen Czarna Łąka Wilhelmfelde Czarna Łąka Wilhelmfelde Bystra Bergland Tabela 1 Podział gminy Załom na gromady w lutym 1948 roku. 86 W roku 1948 Wielgowo i Sławociesze stały się częścią powiatu Nowogard. Od tej pory należały do gminy Sowno, noszące wtedy nazwę Polska Wieś. I znów Wielgowo pomimo tego, że było największe, musiało się zadowolić rolą jedynie podrzędnej wsi. To jednak w kwietniu 1950 roku się zmieniło. Gminna Rada Narodowa uchwaliła w tym miesiącu przenosiny siedziby gminy z Sowna do Wielgowa. 87 Osiedle tą ważną funkcję pełniło jedynie do roku 1954, kiedy to dawne Augustwalde przyłączono ostatecznie do Szczecina. Podobnie stało się ze Sławocieszem. 88 Problematyczna wydaje się być początkowa przynależność administracyjna Zdunowa. Jak wynika z opracowań dawne Hohenkrug bei Augustwalde od roku 1945 należało od razu do powiatu Nowogard i podobnie jak pozostałe dzielnice stało się częścią Szczecina w 1954 roku. 89 Wydaje się jednak, że opracowania się mylą, co potwierdza wiele dokumentów. Wśród nich sprawozdanie pochodzące ze Starostwa Powiatu Gryfińskiego z 2 października 1945 roku informujące, że na terenie obwodu znajdują się cztery szpitale, w tym jeden w Hochenkrug [Hohenkrug sic KM]. 90 Także inne dokumenty wspominają, że na terenie ówczesnej gminy Smierdnica znajdował się szpital i że starostwo powiatowe gryfińskie zaliczało je w poczet swoich ośrodków zdrowia. Analogicznie starostwo w Nowogardzie nie wspomina w istniejących dokumentach o tym, aby kiedykolwiek w granicach powiatu znajdowało się Zdunowo. Sytuację komplikuje również fakt, że przez pewien czas szpital był użytkowany przez Armię Czerwoną. Jednakże tezę o przynależności Zdunowa do powiatu gryfińskiego ostatecznie potwierdza meldunek szefa Biura Łącznika Pełnomocnika Rządu RP, w którym wspomina się o miejscowości Zdunowo w gryfińskim powiecie. 91 Niezależnie od tych dywagacji faktem pozostaje, że to maleńkie osiedle w roku 1954 stało się częścią Szczecina. 86 AP Szczecin, zespół: SPG, Podział administracyjny, Pismo Starosty Powiatowego Gryfińskiego z dnia do zarządów miejskich i gminnych w powiecie. 87 AP Płoty, zespół: Powiatowa Rada Narodowa w Nowogardzie, Protokoły z posiedzeń plenarnych i posiedzenia prezydium Gminnej Rady Narodowej w Sownie , sygn. 67/7/0/28, Protokół nr 4/50 z plenarnego posiedzenia Gminnej Rady Narodowej w Sownie odbytego dnia Białecki, Mazurkiewicz, Muszyński, Podziały, s. 201, Tamże, s AP Szczecin, zespół: SPG, Miesięczne opisy obwodów Gryfino za okres marzec1945 listopad 1945, sygn. 67/357/0/1, Miesięczne opisy obwodu Gryfino sierpień listopad sierpień 5, Szczecin - Meldunek szefa Biura Łącznika Pełnomocnika Rządu RP do wojskowych władz polskich i radzieckich dla Wojewody Szczecińskiego w sprawie trudności współpracy z przedstawicielami Północnej Grupy Wojsk Radzieckich przy Urzędzie Wojewódzkim, w: Źródła do dziejów Pomorza Zachodniego. Administracja polska a Armia Czerwona na Pomorzu Zachodnim w latach t. X/XI, red. A. Wojtaszak, Szczecin 2001, s

18 3.2. Osiedla w 1945 roku Stan osiedli i liczba ludności w 1945 roku Informacji i danych dotyczących osiedli w roku 1945 jest niestety niewiele. Niemożliwe okazało się odnalezienie jakichkolwiek źródeł dotyczących osiedli w okresie między kwietniem a czerwcem 1945 roku. Nieco lepiej sytuacja przedstawia się odnośnie drugiej połowy roku, ponieważ udało mi się dotrzeć do niezwykle interesujących wspomnień Aleksandra Sali, który był jednym z pierwszych polskich osadników na tym terenie. Dysponuję również wspomnieniami szczecinian przejeżdżających przez stację kolejową Szczecin Zdunowo i opisującymi, co działo się w pobliżu tego dworca. Ponadto w archiwum znajduje się kilka niepełnych raportów sytuacyjnych z gminy Wołynin z tamtego okresu, kilka sprawozdań pochodzących z oddziału wojewódzkiego PUR oraz interesujące sprawozdanie dotyczące całego powiatu gryfińskiego zwanego wtedy obwodem. W sprawozdaniu możemy dowiedzieć się, czym charakteryzowała się sytuacja powiatu na przełomie 1945 i 1946 roku: był obwód Gryfin terenem najbardziej zaciętych walk, niektóre miejscowości przechodziły kilkakrotnie z rąk do rąk. Na terenie tutejszego obwodu sforsowana została Odra i stąd kierował się główny atak na Szczecin. To też zniszczenia wynoszą od 40 procent do 60 procent i wyżej w północnej części obwodu. ( ) Ludność wynosiła przed wojną około 56 tysięcy, pozostało około 3 tysięcy Niemców, którzy są przeważnie uciekinierami z miast ( ). Ludność polska osiągnęła ostatnio 11 tysięcy licząc również dzieci i starców. Chłonność obwodu uwzględniając tylko gospodarstwa niezniszczone wynosi drugie tyle. Nie ma kim obsadzić administracji, brak kowali, stelmachów, rymarzy a nawet ludzi nadających się na straż bezpieczeństwa dla majątków państwowych. Majątki przejęto od Armii Czerwonej lub Wojska Polskiego bardzo późno (większość ). Inwentarzy brak zupełnie. 92 Z powodu zniszczeń wojennych był też powiat gryfiński jednym z najbardziej wyludnionych obwodów na całym Pomorzu Zachodnim. Kazimierz Golczewski w swoim opracowaniu pisze: wyludnienie Pomorza Zachodniego na skutek hitlerowskiej ewakuacji i panicznej ucieczki ludności było różne; miejscami dochodziło nawet do 90 procent, a nawet więcej (Szczecin, Choszczno, Recz, Drawno, miasto Piła, powiaty Gryfino i Szczecin czy Stargard), a gdzieniegdzie osiągało tylko procent stanu przedwojennego. 93 Z miesięcznych opisów obwodów Gryfino dane pochodzące z gminy Załom, którą wtedy jeszcze nazywano Arnimswalde, są fragmentaryczne i w porównaniu z opisami innych gmin bardzo skąpe. Pierwsze informacje o sytuacji w gminie pochodzą z 5 września 1945 roku, kiedy to dowiadujemy się, że na tutejszym terenie mieszka tylko 17 osób. Tyle też ludności nie potrafi sobie zapewnić samodzielnie żywności. 94 Informacje te jednak wydają się być wątpliwe, ponieważ jedyny istniejący dokument dotyczący tylko dawnego Augustwalde (bez Załomia, Pucic i Czarnej Łąki) pochodzący z 1945 roku, na który udało mi się natrafić, podaje, że 1 października tego roku na terenie dzisiejszych osiedli mieszkało 17 Polaków i AP Szczecin, zespół: SPG, Protokoły zdawczo odbiorcze majątków państwowych. Korespondencja dotycząca administrowania majątków , sygn. 65/357/0/33, Sprawozdanie administracji majątków państwowych z dnia K. Golczewski, Pomorze, s AP Szczecin, zespół: SPG, Miesięczne opisy obwodów Gryfino za okres marzec 1945, Sprawozdanie za październik 1945 z gminy Wołynin. 18

19 Niemców. 95 Tylko 5 gospodarstw zostało obsadzonych, pozostałych 300 czekało na nowych mieszkańców. Dane wydają się być wiarygodne, porównując je do wspomnień Aleksandra Sali, w których wspominał o kilku rodzinach niemieckich i niewielkiej liczbie Polaków zamieszkujących dawne Augustwalde. Kolejne sprawozdanie, z listopada, podawało już liczbę dla całej gminy Załom. Z tego dokumentu dowiadujemy się, że na terenie gminy wtedy już nazywanej Wołynin przebywa 113 osób, w tym 70 Polaków i 43 Niemców. Wszystkie te osoby zaliczono do ludności wiejskiej. Dwa miesiące później, to jest 31 grudnia, liczba mieszkańców wzrosła tylko o 2 osoby. I co ciekawe, nowymi członkami społeczności gminy zostali Niemcy. 96 Widać wyraźnie, że już w tym okresie przeważają Polacy. Jako, że Załom podczas wojny został bardzo zniszczony, możemy przypuszczać, że ludność ta skupiała się głównie w Wielgowie i na Sławocieszu. Świadczy o tym również to, że siedzibą gminy było Wielgowo, a nie dawne Arnimswalde. Większość wsi z gromady Załom zostało prawie zrównane z ziemią. O tym jak wyglądała po wojnie jedna z tych wsi - Rzęśnica wspomina Józef Wszołek: tam była wioska, duża wioska. Ale zniesiona była z powierzchni ziemi. Dół na dole. Ja tam raz pojechałem zobaczyć. To tylko pooglądałem i smród taki niesamowity był, bo w każdej piwnicy woda była do okien. Na żadnym domu nie było dachówki. I krokiew nawet nie było. Zmiecione było z powierzchni. Ani jednego domu nie było całego. I uciekłem stamtąd. 97 Jak bardzo zniszczone były sąsiednie miejscowości udowadnia sprawozdanie z 2 stycznia 1946 roku, które określa, że na terenie gminy tylko stan 45 procent gospodarstw można było określić jako dobry. 98 Tymczasem polscy mieszkańcy Wielgowa podkreślali, że budynki w ich nowym miejscu zamieszkania nie były zniszczone, chociaż w większości już rozszabrowane. Wiktoria Konopczak wspomina: To znaczy to wszystko było bardzo zdewastowane w sensie, ( ) że były powybijane szyby, powyrywane okna. Taka była dewastacja ogólna. 99 Z tych wypowiedzi wynika zatem niezbicie, że inne zniszczone wsie w tej gminie tak bardzo zaniżyły liczbę domów nadających się do zamieszkania, że średnia dla całego tutejszego rejonu wyniosła tylko 45 procent. Wspomniane wcześniej sprawozdanie podaje także, że w tym okresie na terenie gminy mieszkało 150 osób, w tym 112 Polaków i 38 Niemców. W raporcie odnotowano również, że na terenie gminy działała milicja obywatelska w sile 7 osób. 100 Z relacji Aleksandra Sali wiemy, że milicja w Wielgowie zawiązała się w sierpniu 1945 roku, a jej powstanie opisuje w ten sposób: ojciec już przyprowadził do nas, pamiętam, komendanta ( ) milicji, co była. ( ) To cały samochód broni od nas wzięli. Buty, wszystko zabrali. To ojciec dał wszystko i zrobili się tam Działalność Armii Czerwonej w Wielgowie w 1945 roku 95 AP Szczecin, zespół: Wojewódzki Oddział PUR w Szczecinie, Repatrianci i przesiedleńcy w powiecie Gryfino. Zestawienie ilościowe, sygn. 65/319/0/230, Wykaz danych statystycznych na powiat Gryfin mieszkańców, gospodarstw rolnych oraz warsztatów przemysłowych według stanu na dzień 1 października 1945 roku, s Tamże, s Zapis wywiadu z Józefem Wszołkiem (ur w Zawadzie) i Karoliną Wszołek z domu Sempik (ur w Rzęsnej Polskiej) przeprowadzonego wspólnie z Ryszardem Wojniuszem 31 marca 2007 roku w Aneksie nr AP Szczecin, zespół: SPG, Miesięczne opisy obwodów Gryfino grudzień 1945 styczeń 1946, sygn. 65/357/0/2, Sprawozdanie za grudzień 1945 z gminy Wołynin. 99 Zapis wywiadu z Tadeuszem Konopczakiem (ur w Zubrzy) i Wiktorią Konopczak (ur w Zubrzy) z domu Biernacik przeprowadzonego 25 lutego 2007 roku w Aneksie nr AP Szczecin, zespół: SPG, Miesięczne opisy obwodów Gryfino grudzień 1945, Sprawozdanie za grudzień Zapis wywiadu z Aleksandrem Salą 19

20 O wiele wcześniej od milicji w Wielgowie w różnych punktach osadziło się kilka tysięcy żołnierzy radzieckich. Czerwonoarmiści stacjonowali na przykład w sanatorium w Zdunowie. Józef Wszołek wspomina: Szpital to było Zdunowo, to był szpital wojskowy. Ruskie po prostu mieli, jak to wiadomo, we wojnę. 102 Potwierdza tą wersję, wspomniany już meldunek z roku 1947, w którym możemy przeczytać, że w Zdunowie stacjonuje Armia Czerwona. 103 W samym szpitalu przebywali w 1945 roku i prawdopodobnie w pierwszej połowie roku Pozostawione przez nich sanatorium było w nienajlepszym stanie. Genowefa Adamska wspomina: Ja sama pracowałam przy remoncie. 1947, 1948 rok to pracowałam tu przy remoncie. Wszystko tam było zburzone, bo Ruski byli. To podłogi, wszystko kładli nowe. Odremontowali. ( ) Dużo tam przebudowali. A szpital jak stał tak stoi poniemiecki, ale wszystko od nowa robili. 104 Armia Czerwona stacjonowała również przy dzisiejszej ulicy Stary Szlak. Tadeusz Konopczak wspomina: Tutaj, w lesie na przedłużeniu Starego Szlaku, jak myśmy przyjechali, to przy drodze tej leśnej był zrobiony taki rząd baraków. Długi rząd baraków, w którym przed nami ( ) stało wojsko radzieckie. Bo oni widocznie nie dawali sobie rady tutaj, jak oni się zaraz rozłazili i po prostu ich tam skoszarowali, ponieważ nie było koszar, to pobudowali takie baraczki. Jak budowali baraczki to trzeba było okna, a żeby okno to poszedł z domu wziął okna i drzwi ( ). I przypuszczam, że jeżeli chodzi o Sławociesze, to było w ten sposób: bo te okna i drzwi to były tam. A tam tych baraczków nie było pięć, dziesięć, ale tam było, przypuszczalnie, po mojemu mógł stać batalion, a nawet pułk. Może pułk to nie, ale batalion. To były stawiane, widać, po rusku. Bo i z cegieł kładzione były gwiazdy. 105 Jego słowa potwierdza również Aleksander Sala. Rosyjskie dowództwo stacjonowało w pobliżu ulicy Stary Szlak w pałacu Henningsholm, który zresztą podczas opuszczania spalili. Aleksander Sala wspomina: Pałac był zajęty cały przez Ruskich. ( ) I na tydzień przed tym, jak Ruski wyszli, to w ten dzień, co oni wyszli, to myśmy wcale nie wiedzieli, to w nocy było się stało. Rano wstajemy, wszystko rozwalone, popalone. Te domki z tych szaf to było wszystko spalone. A tydzień przed wyjściem to były chyba takie ze cztery wybuchy przed wieczorem. Tak gdzieś było dość ciemnawo. I pamiętam jak ojciec mówi: Pojedziemy do Czarnowa. Jak żeśmy przyjechali tam, to ziemia się zatrzęsła pod nami. Wszystko kupa gruzu tylko zostało, więcej nic. Nie było nawet wiadome, jak to wyglądało przedtem. 106 Część żołnierzy opuściło wtedy Wielgowo. Stało się to w grudniu 1945 roku, kiedy to starostwo przejmowało część majątków zajętych przez Armię Czerwoną bądź Wojsko Polskie. Potem też, jak mówią zgodnie wszyscy świadkowie, Rosjanie zasiedlili również część domów przy ulicy Wiślanej. W tym miejscu należy się zastanowić, dlaczego Rosjanie stacjonowali właśnie w Wielgowie? Wydaje się, że złożyło się na to kilka przyczyn. Z Wielgowa było blisko do dwóch ważnych, wielkich zakładów przemysłowych: papierni w Strudze i fabryki silników lotniczych w Załomiu. O tym, w jaki sposób działali Rosjanie w dawnych zakładach POMO wspomina Aleksander Sala: jak myśmy pojechali do Załomia, jak myśmy tam weszli, to się w pale nie mieściło, co tam było! Jak żeśmy po jakimś czasie zajechali, wszystkie ściany czarne się zrobiły.( ) Ten Załom to cały Ruski objęli. Tą fabrykę. Wszystko, ale tam już były samochody ustawione, wszystkie te ciężkie maszyny, już wszystko było na samochodach 102 Zapis wywiadu z Józefem Wszołkiem sierpień 5, Szczecin Meldunek, s Zapis wywiadu z Genowefą Adamską (ur w Rzęśnie Polskiej) przeprowadzonego 24 maja 2007 roku w Aneksie nr Zapis wywiadu z Tadeuszem Konopczakiem 106 Zapis wywiadu z Aleksandrem Salą 20

Z ŻYCIA POLESIA Kwartalnik Stowarzyszenia LGD Polesie

Z ŻYCIA POLESIA Kwartalnik Stowarzyszenia LGD Polesie Z ŻYCIA POLESIA Kwartalnik Stowarzyszenia LGD Polesie Numer 11 październik-grudzień 2012 ISSN 2081-9137 Nakład: 5000 egz. Egzemplarz bezpłatny WITAMY Realizowany przez LGD Polesie z 5 najbliższymi sąsiadami

Bardziej szczegółowo

Czas utraconego dzieciństwa (fragmenty)

Czas utraconego dzieciństwa (fragmenty) Henryk Włodzimierz Klimek Czas utraconego dzieciństwa (fragmenty) Matce za Życie, Miłość i Chleb w imieniu sześciorga Jej dzieci Słowo wstępne Sześć lat miałem w 1939 roku, kiedy z symboliczną trupią czaszką

Bardziej szczegółowo

Rozdział I OSTATNIA POTYCZKA I W SOŁDATY

Rozdział I OSTATNIA POTYCZKA I W SOŁDATY Wspomnienia Waldemara Galczaka,wnuczka Jana-piekarza z Miłej Cz.II Stachurscy Rozdział I OSTATNIA POTYCZKA I W SOŁDATY Należałoby zadać sobie trud poszukiwań w archiwach akt dawnych i księgach parafialnych

Bardziej szczegółowo

Praca bez barier Jak POMÓC znaleźć pracę?

Praca bez barier Jak POMÓC znaleźć pracę? Tomasz przybysz-przybyszewski Praca bez barier Jak POMÓC znaleźć pracę? Publikacja wydana w ramach projektu Wsparcie osób niepełnosprawnych ruchowo na rynku pracy jest współfinansowana ze środków Unii

Bardziej szczegółowo

DZIAŁAJ LOKALNIE WOKÓŁ DOBRA WSPÓLNEGO VI EDYCJA PROGRAMU

DZIAŁAJ LOKALNIE WOKÓŁ DOBRA WSPÓLNEGO VI EDYCJA PROGRAMU DZIAŁAJ LOKALNIE WOKÓŁ DOBRA WSPÓLNEGO VI EDYCJA PROGRAMU DZIAŁAJ LOKALNIE WOKÓŁ DOBRA WSPÓLNEGO VI EDYCJA PROGRAMU 1 2 SPIS TREŚCI 4 JAK REALIZUJEMY PROGRAM DZIAŁAJ LOKALNIE? DOBRO WSPÓLNE. OPISY WYBRANYCH

Bardziej szczegółowo

Z ŻYCIA POLESIA Kwartalnik Stowarzyszenia LGD Polesie

Z ŻYCIA POLESIA Kwartalnik Stowarzyszenia LGD Polesie Z ŻYCIA POLESIA Kwartalnik Stowarzyszenia LGD Polesie Numer 12 styczeń-marzec 2013 ISSN 2081-9137 Nakład: 5000 egz. Egzemplarz bezpłatny WITAMY Zapraszamy do lektury XII już numeru naszego kwartalnika.

Bardziej szczegółowo

Bohater tygodnia: Roman Mucha BEZPŁATNY TYSKI TYGODNIK MIEJSKI. www.tychy.pl. nr 07/93 luty 2009 Tyski Informator Samorządowy Wygrali spokój

Bohater tygodnia: Roman Mucha BEZPŁATNY TYSKI TYGODNIK MIEJSKI. www.tychy.pl. nr 07/93 luty 2009 Tyski Informator Samorządowy Wygrali spokój Flirtach? godziny. Tychy. autobusami MZK na terenie innych miast niż Tychy. Być może takie rozwiązanie zostanie dopuszczone w przyszłości. Główny Inżynier PKP Przewozy Regionalne sp. z o.o. Śląski Zakład

Bardziej szczegółowo

PRZEDSIĘBIORCY ŻĄDAJĄ: BURMISTRZU, ZACZNIJ DZIAŁAĆ

PRZEDSIĘBIORCY ŻĄDAJĄ: BURMISTRZU, ZACZNIJ DZIAŁAĆ 1 WRZEŚNIA Głośno na 2014 Cichej Krytyka ozorkowskiej policji LEKCEWAŻĄ PODOPIECZNYCH? 1 str. 11 str. 10 str. 10 ISSN 2299-3703 nr indeksu 286311 PONIEDZIAŁEK, 1 WRZEŚNIA numer 102/14 W Łęczycy interesy

Bardziej szczegółowo

Trzeba działać szybko, nie tracąc

Trzeba działać szybko, nie tracąc www.dk.com.ua Śladami bestialstwa totalitaryzmu (str. 5) Nr 2 (489) styczeń-luty 2015 Tytuł istnieje od roku 1906 Pismo społeczne, ekonomiczne i literackie Amerykański ekspert Putin to żaden mistrz Rosja

Bardziej szczegółowo

Niepełnosprawni walczą o swój dom

Niepełnosprawni walczą o swój dom l POWIAT PIASECZYŃSKI l POWIAT GRÓJECKI l URSYNÓW l ROK XIII NR 37 (503) 11-17 PAŹDZIERNIK A 2013 ISSN 1643-2843 GAZETA BEZPŁ ATNA l POWIAT GRODZISKI l POWIAT PRUSZKOWSKI l W NUMERZE Becikowego nie będzie

Bardziej szczegółowo

NR 11(95) NR 11(95) LISTOPAD 2013 LISTOPAD

NR 11(95) NR 11(95) LISTOPAD 2013 LISTOPAD REFLEKSJE W ROCZNICĘ NIEPODLEGŁOŚCI FRANCISZEK WYSŁOUCH NR 11(95) LISTOPAD 2013 UCZ SIĘ POLSKIEGO! NR 11(95) LISTOPAD 2013 Stefan Batory brandem Grodna Umiłował Grodno i najchętniej je odwiedzał podnosząc

Bardziej szczegółowo

Ryszard Moździerz. Jak przeŝyłem STAN WOJENNY

Ryszard Moździerz. Jak przeŝyłem STAN WOJENNY Ryszard Moździerz Jak przeŝyłem STAN WOJENNY Wspomnienia te poświęcam wszystkim tym, którzy starali się pomóc mi, w powrocie do Polski. A przede wszystkim: Marcie Gąsiorowskiej Józefowi Gruszce Henrykowi

Bardziej szczegółowo

M AT E R I A Ł Y P O M O C N I C Z E D L A U C Z N I Ó W

M AT E R I A Ł Y P O M O C N I C Z E D L A U C Z N I Ó W M AT E R I A Ł Y P O M O C N I C Z E D L A U C Z N I Ó W m ł o d z i o b y w a t e l e d z i a ł a j ą Publikacja finansowana ze środków Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu Warszawa 2004 03 06 06

Bardziej szczegółowo

Gustaw Herling-Grudziński INNY ŚWIAT

Gustaw Herling-Grudziński INNY ŚWIAT Gustaw Herling-Grudziński INNY ŚWIAT ZSRR, lata 1940 1942. Cześć pierwsza. Witebsk Leningrad Wołogda. Lato 1940 r. dobiega końca. Herling-Grudziński przebywa w więzieniu w Witebsku. Przybyły do jego celi

Bardziej szczegółowo

Remizy mogą działać uczciwie, a strażacy nic na tym nie tracą. Piszemy, jak jest! GAZETA BEZPŁATNA. www.rzgowskaprawda.pl

Remizy mogą działać uczciwie, a strażacy nic na tym nie tracą. Piszemy, jak jest! GAZETA BEZPŁATNA. www.rzgowskaprawda.pl Nr 5, MAJ/CZERWIEC 2014 Piszemy, jak jest! RZGOWSKA PRAWDA 1 GAZETA BEZPŁATNA ISSN 2353-2130 www.rzgowskaprawda.pl Podejrzane karty pojazdów i rachunki telefoniczne Kto bardzie skorzystał na funduszach

Bardziej szczegółowo

STAN KATASTROFY. Po katastrofie smoleńskiej byliśmy świadkami rytuałów żałoby, powrotu wspólnoty cierpienia i symboli romantycznych,

STAN KATASTROFY. Po katastrofie smoleńskiej byliśmy świadkami rytuałów żałoby, powrotu wspólnoty cierpienia i symboli romantycznych, STAN KATASTROFY Po katastrofie smoleńskiej byliśmy świadkami rytuałów żałoby, powrotu wspólnoty cierpienia i symboli romantycznych, a także innych zjawisk, włącznie z mnogością spiskowych interpretacji.

Bardziej szczegółowo

Globalna Praca. Globalna Solidarność

Globalna Praca. Globalna Solidarność Globalna Praca Globalna Solidarność Globalna Praca Globalna Solidarność Globalna Praca Globalna Solidarność Wydanie I Opracowanie: Iwona Bojadżijewa Konsultacja merytoryczna i redakcja: Maria Huma Tłumaczenie

Bardziej szczegółowo

Miliony na osuwiska!

Miliony na osuwiska! Nr 9 (1209) 27 lutego 2015 r. Cena detaliczna 2,50 zł w tym VAT 5% Dołącz do nas na facebook.com/tygodnik.sanocki www.tygodniksanocki.eu nr indeksu 338907 ISSN 1232-6534 PKWiU 58.14.11.0 Nakład 4000 egz.

Bardziej szczegółowo

Nowy lider Solidarności

Nowy lider Solidarności 166 delegatów poparło Piotra Dudę w głosowaniu na szefa Komisji Krajowej NSZZ Solidarność. WIĘCEJ» STRONA 3 Nr 43 2010 KATOWICE 27.10.2010 Zarząd Regionu Śląsko-Dąbrowskiego Tygodnik bezpłatny ISSN 1732-3940

Bardziej szczegółowo

MOC BOŻEGO SŁOWA. od redakcji. duchowość komunii. świadkowie. doświadcrenia. nowe horyronty. słownik. dodatek

MOC BOŻEGO SŁOWA. od redakcji. duchowość komunii. świadkowie. doświadcrenia. nowe horyronty. słownik. dodatek MOC BOŻEGO SŁOWA od redakcji duchowość komunii Carlos Garcia Andrade CMF: KU TEOLOGII SŁOWA 3 świadkowie Camillo Bianchin OFM: DO ZOBACZENIA, PADRE NOVO! 12 doświadcrenia Róża Wilczek: PANIE, DO KOGÓŻ

Bardziej szczegółowo

Celem mojej pielgrzymki jest zawsze inny pielgrzym. Podróż w prozie Olgi Tokarczuk

Celem mojej pielgrzymki jest zawsze inny pielgrzym. Podróż w prozie Olgi Tokarczuk Sławomir Iwasiów Celem mojej pielgrzymki jest zawsze inny pielgrzym. Podróż w prozie Olgi Tokarczuk Od początku kariery pisarskiej twórczość Olgi Tokarczuk była, by tak rzec, przeciwko realizmowi właściwie

Bardziej szczegółowo

Jak działać skutecznie? Por a dnik Lider a lok a lnego

Jak działać skutecznie? Por a dnik Lider a lok a lnego Damian Hamerla Krzysztof Kacuga Jak działać skutecznie? Por a dnik Lider a lok a lnego FUNDACJA EDUKACJA DLA DEMOKRACJI Warszawa 2005 Opracowanie graficzne skład oraz łamanie: Cyprian Malinowski Publikacja

Bardziej szczegółowo

Polacy-Ukraińcy, Polska-Ukraina. Paradoksy stosunków sąsiedzkich

Polacy-Ukraińcy, Polska-Ukraina. Paradoksy stosunków sąsiedzkich Joanna Konieczna Instytut Socjologii Uniwersytet Warszawski Polacy-Ukraińcy, Polska-Ukraina. Paradoksy stosunków sąsiedzkich W poszukiwaniu kontekstu dla współczesnego wizerunku Ukrainy i Ukraińców w oczach

Bardziej szczegółowo

Nasze miasto wita silnego inwestora

Nasze miasto wita silnego inwestora Rok XVII ISSN 1428-3883 Cena 1,5 zł Nr 14(809) 4.04.2014 W numerze Obchodził setne urodziny - s. 3 Niebawem w koluszkowskiej strefie ekonomicznej ruszy budowa innowacyjnego centrum logistycznego Nasze

Bardziej szczegółowo

KAśDY INNY, WSZYSCY RÓWNI...

KAśDY INNY, WSZYSCY RÓWNI... gazetka szkolna II LO im. Romualda Traugutta w Częstochowie ul. Kilińskiego 62 tel. (034) 361 25 68 e-mail: agnieszka.henel@vp.pl Wszelkie uwagi na temat gazetki proszę pisać na Forum Traugutta w kategorii

Bardziej szczegółowo

Zdolne dziecko. Pierwsza pomoc

Zdolne dziecko. Pierwsza pomoc Zdolne dziecko. Pierwsza pomoc Marcin Braun, Maria Mach Zdolne dziecko. Pierwsza pomoc Dość powszechne jest przekonanie, że zdolne dziecko to skarb i sama radość. Jeśli ktoś tej opinii nie podziela,

Bardziej szczegółowo

HANNA CHRZANOWSKA PREKURSORKA PIELĘGNIARSTWA RODZINNEGO

HANNA CHRZANOWSKA PREKURSORKA PIELĘGNIARSTWA RODZINNEGO (Hanna Chrzanowska) Moja praca, to nie tylko mój zawód, ale powołanie. Powołanie to zrozumiem, jeśli przeniknę i przyswoję sobie słowa Chrystusa: nie przyszedłem, aby mnie służono, ale abym służył. Ideał

Bardziej szczegółowo

Daphne K. 12 kroków. z Jezusem. osobista historia uzdrowienia. tłumaczenie Ewa Sroczyńska

Daphne K. 12 kroków. z Jezusem. osobista historia uzdrowienia. tłumaczenie Ewa Sroczyńska Daphne K. 12 kroków z Jezusem osobista historia uzdrowienia tłumaczenie Ewa Sroczyńska S RAFIN Kraków 2012 Tytuł oryginału: wydania polskiego: Wydawnictwo Serafin, Kraków 2012 Redakcja Małgorzata Sękalska,

Bardziej szczegółowo