ZESPOt REDAKCJA. BOHDAN CYWINSKI (redaktor naczelny), HALINA BORTNOWSKA (sekretarz redakcji), STANISLAW GRYGIEL, FRANCISZEK BLAJDA PRENU MERATA

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "ZESPOt REDAKCJA. BOHDAN CYWINSKI (redaktor naczelny), HALINA BORTNOWSKA (sekretarz redakcji), STANISLAW GRYGIEL, FRANCISZEK BLAJDA PRENU MERATA"

Transkrypt

1

2 ZESPOt HANNA MALEWSKA, MARIA MORSTIN-GORSKA, STEFAN SWIEZAWSKI, STA NISLAW STOMMA, JERZY TUROWICZ, STEFAN WILKANOWICZ, JACEK WAi NIAKOWSKI, HALINA BORTNOWSKA, STANISLAW GRYGIEL, MAREK SKWAR NICKI, BOHDAN CYWINSKI REDAKCJA BOHDAN CYWINSKI (redaktor naczelny), HALINA BORTNOWSKA (sekretarz redakcji), STANISLAW GRYGIEL, FRANCISZEK BLAJDA ADRES REDAKCJI: KRAKOW, SIENNA 5, I P., TEL ADRES ADMINISTRACJI: KRAKOW, WISLNA 12, I P., TEL PRENU MERATA krajowa: kwartalnie zi 45.-; polrocznie zl 90.-; rocznie zl180.- Wplaty na konto "Ruch", Krakow, AI. Pokoju 5. PKO nr a lbo przez urzeldy pocztowe i Iistonoszy. Prenumerata zagraniczna: kwartalnie zl 63.-; polrocznie zl 126.-; rocznie zi Prenumerata przez wplaty na konto BKWZ "Ruch" Warszawa, ul. Wronia 23, PKO nr Cena zeszytu zi 15.- Egzemplarze archiwalne..znaku" nabywac moina w Administracji miesielcznika "Znak", Krakow, ul. Wislna 12 oraz w nast~pujqcych ksie:garniach: Katowice: KsiE:garnia sw. Jacka. ul. 3 Maja 18; Krakow: KsiE:garnia Krakowska. ul. Sw. Krzyi:a 13; Poznan: KsiE:garnia 5w. Wojciecha, PI. Wolnosci 1; Warszawa: ksiegarnia sw. Wojciecha, ul. Freta 48; Wroclaw: K s i~garnia Archidiecezjalna, ul. Katedralna 6. Noklod ag. Ark. druk. 10 Popier sot. kl. V 61 X g. Zorn. 853{ Drukarnia Wydawnicza Krakow, Wadowicka 8

3 / ZNAK MIESIEiCZNIK ROK XXV LlPIEC 1973 KRAK6w Nr 229(7) ZBAWIENIE DZISIAJ... Sq w cllrzescijanstwie slowa klucze - slowa punkty krystalizacji mysli i przezyc. Czy "zbawienie" jest takim slowem? Jest to termin bardzo wyrainie i bardzo wylqcznie religijny: w j~zyku polskim nie jest juz uzywany w znaczeniu sw1eckim. Ten iakt moze przyczyniac si~ do pewnego oslabienia, zatarcia takze religijnego znaczenia: slowa, przy pomocy ktorych usilujemy wskazac zbawczq prawd~ potrzebujqcq konotacji ziemskich - rozumiemy je przeciez poprzez nawiqzanie nie tylko do doswiadczenia religijnego, ale i do niezliczonych innych ludzkich doswiadczen prowadzqcych nas ku wymiarowi gl~bi. W tym, co mozna uznac za najbardziej charakterystyczne przejawy wspolczesnej kultury i wspolczesnych poszukiwan myslowych, pie brak swiadectw odwieczncj t~sknoty czlowieka z p r z e m ian ami c z a s u, z a i n n y m los e m, za czyms, com a n a d e j sc, a co bardziej jest naszym domem, niz to, co jest. W tych swiadectwach teologowie szukajq kontekstu dla gloszenia dobrej nowiny 0 zbawieniu. Ewangelia rzuca swiatlo na te swiadectwa, ale i one pomagajq Ewangeli~ odczytywac tak, aby naprawdt: oswietlala nam drogt:. Znakiem czasu jest takze iakt, ze poszukiwania te corazcz~sciej doko

4 818 WST~P nywane sq wsp6lnie przez chrzescijan roznych wyznan i to z calq otwartosciq takze na glosy spoza chrzescijan stwa. W niniejszym numerze przedstawiamy owoce takiego wlasnie ekumenicznego wysilku. Pierwsza inicjatywa wiqze si~ z programem studyjnym zainicjowanym przez $wiatowq Rad~ KOSciolou' wlasnie pod haslem "zbawienie dzisiaj". Z dorobku tego programu pochodzi zamiesz-' czony w numerze "ekv,meniczny modlitewnik", a bardziej szczegolowy wglqd w osiqgni~cia i dalsze plany daje wywiad z uczestnikami $wiatowej Konferencji Misyjnej, ktor.a odbyla si~ w Bangkoku, w styczniu br. W tym samym czasie odbylo si~ w Poznaniu male spotkanie pol. skich teolog6w roznych wyznan poswi~cone temu samemu zagadnieniu. Z material6w tego spotkania zamieszczamy referat ks. prof. Witolda Benedyktowicza, superintendenta Kosciola Metodystycznego w Polsce na temat teologii zbawienia. Katolickie pendant - nie r6zniqce si~ przeciez zflsadniczq tendencjq - dajq prace o. Jacka Salija OP i o. Andrzeja Kloczowskiego OP. W atmosfer~ nie tylko ekumenicznego dialogu wprowadza oryginalne studium pi6ra oratorianina z Lipska ks. Eberharda Kirscha na temat "zbawienie a szcz~scie". Numer ten inicjuje w Znaku problematyk~ "Zbawienia dzisiaj". Zamierzamy sledzic dalszy rozw6j prac idqcych w tym kierunku i powracac do nich jeszcze niejednokrotnie.

5 WITOLD BENEDYKTOWICZ TEOLOGIA ZBAWIENIA DZIS Gdybysmy przeprowadzili ankiet~, lub wywiady, by ustalic, co przeci~tny, wsp6lczesny chrzeseij.:min mysli 0 zbawieniu, to otrzymaliby.smy takq zapewne odpowiedz: "Zbawienie - to moje nieskonczone istnienie po smierei w stanie blogosei, na kt6re musz ~ sobie ZASLU2YC przez przykladne pod wzgl~dem MORALNYM I REL1GIJNYM zycie doczesne. To, ezy b~d~ zbawiony, okaze si~ po smierci." Tak by nam powiedzial czlowiek 'Z ulicy w tym miescie. Tak brzmialaby odpowiedz katolika czy protestanta, z tym, ze protestant podkreslilby jeszcze role, Zbawiciela oraz znaczenie milosierdzia Bozego; metodysta zas dodalby, nawiqzujqc do dziedzictwa doktryna.lnego swego Kosciola, ze juz teraz rna pewnosc zbawienia. Owa "ankietowa" odpowiedz nie bylaby wprawdzie calkiem bl~dna, ale tez nader niedoskonala i niepelna. Dla ludzi spoza Kosciola bylaby jednak mdla i nieprzekonywujqea, a dla wielu wierzqcyeh zbyt malo mobilizujqca. ezy tak rozumiane zbawienic mogloby si~ stae najwazniejszq sprawq osobistq? Trzeba narn nowej (a rnoze wlasnie starej, biblijnej) artykulaeji tej kwestii. W Starym Testamencie jduah znaczy - pornoc, ratunek, zbawienie, szcz~scie, zwyci~stwo, a czasownik jasa znaczy doslownie: bye szerokim, przestrzennym. Ludzie doznajq wybawienia od perturbacji (Psalm 34, 6; 1z. 33, 2; Jer. 14,8; 30,7),od nieprzyjaci6l(2sam. 3, 18), przemocy (2 Sam. 22, 3), hanby (Ps. 57, 4), od smierci (Psalm 6, 5) i grzechu (Ezech. 36, 29; Mat. 1, 21.). Konstytutywnyrn dla idei zbawienia wydarzeniem jest w Starym Te~tarnencie exodus - wyjscie z Egiptu, a raczej wybawienie 1zra ela z niewoli egipskiej. Minimalistyczneznaczenie poj~cia dotyczy wyratowania kogos z aktualnego niebezpieczenstwa, szczeg61nie z kl :ski w bitwie. Stqd i zwyci~scy dow6dcy wojskowi oznaczani Sq mianem zbawc6w (S~dz. 3, 9, 15; Neh. 9, 27). Biblia Gdanska i Biblia Tysiqclecia nazywa ich "wybawicielami". Lecz i w takich

6 820 WITOLD BENEDYKTOWICZ sytuacjach refleksja religijna odnosi akt wybawienia do Boga: wybawc~ jest Pan Zast~pow (por. S~dz. 7, 2, ponadto Deut. 20, 2-4). Zbawienie, ktorego dawcq jest Pan, rna wszakie rowniei znaczenie pozytywne: gwarantuje ono [lie tylko ratunek przed. wrogiem, ale takie bezpieczenstwo i pomyslnosc wiernych (Psalm 118, 25). St~d zbawienie jest wydarzeniem rozgrywaj'lcym si~ w czasie i dotycz~cym sytuacji ludzkiej w jej ksztalcie materialnym. W zwiastowaniu prorokow poj~cie to zyskuje rysy bardziej religijne, etyczne i eschatologiczne. M6wi si~ 0 s'ldzie nad Izraelem, po ktorym Jahwe da si~ poznae resztce ludu jako zbawca. "Dzien Panski" oznacza zaglad~ wrogow Izraela (Iz. 13, 34; 63, 1-6; Ezech. 39, 21). Znamienny jest tei wszakie uniwersalizm dziela zbawienia: ono jest udzialem wszystjkich narod6w (Mich. 4, 1-4. Wamnkiem dostctpienia iego rprzyszlego zbawienia jest po k uta - Tadykalna przemiana czlowieka w sensie duchowym i ety<:mym (Iz. 1, 19-20).. Z przyszlym zbawieniem l~<czy si~ wielka odnowa swiarta (Iz. 35, 1; 65, 1). Moinazatem powiedziec, ie zbawienie zyskuje wymiar kosmiczny. Wyst~puje tu jeszcze jeden motyw: zapowiedi zmartwychwstania (Iz. 26, 19; Dan. 12, 2). 8mierc przestaje bye definitywnym koncem czlowieka. Fakt 'Zbawienia transcenduje skonczonosc lud:zjkq. Ewangelie wi~i~ dzielo zbawienia z osob~ Jezusa. Wprawdzie slowo soteria slyszymy z ust Jezusa tylko dwa razy (Luk. 19, 9 i Jan 4,22); lecz czasownik sodzein - zbawie ~ wyst~puje cz~sciej w kontekscie slow i czynow Jezusowych, w sensie uzdrowienia, odnalezienia zguby i ocalenia, wreszcie w sensie eschatycznym, dotycz~cym jego krolestwa. Zwi~zek idei zbawienia z rzeczywistosci~ krolestwa jest nierozet'w'alny : "Zbawienie jest rewersem, ilcr'olestwo awersem nauczania Jezusa" 1. Bye zbawionym znaczy wedlug Jezusa iye iyciem dzieci Boga, ktory jest Ojcem; jest to iycie w prawosci i sprawiedliwosci, milosci hraterskiej i w pelnej ufnosci zaleinosci od Ojca. Pelni'a tego zycia dost~pna jest dla zbawionych takie w tym iyciu, bo iadne nieszcz~scie nie jest w stanie zachwiae ani zakl6cie zawartej w nim blogosci; smiere zas moie tylko utwierdzie zbawionych w dobro- dziejstwach tego iycia (Luk. 20, 34-36). Jest ana bowiem przezwyci~iona w zmartwychwstaniu. Dzieje Apostolskie i Listy s~ tryumfaln~ proklamacj~ Jezusa jako Zbawiciela. Zbawienie w Jezusie przewyisza wszystkie dotychczasowe rodzaje zbawienia. Jest ono zbawieniem od grzech6w, jest z.bawieniem grzesznik6w (1 Tym. 1, 15), odpuszczeniem grzech6w (Obj. 1, 15), uwolnieniem od smierci (Hebr. 5, 7; Jak. 5,. 20; 2 Tym. 1 W. Adams Brown.

7 feologia ZBAWIENIA OZIS 821 1, 10), jak i uwolnieniem od gniewu Bozego (Rzym. 5, 9; 1, 32); rna one wymiar kosmiczny (Rzym. 8, 21), a jednoczesnie jest indywidualnym zbawieniem dusz (1 Piotra 1, 9, 10; Hebr. 10, 39). Zbawicielern jest tylko i wyl'lcznie Jezus (Dz. Ap. 4, 12). Wedlug Pawla, zbawie nie stanie si~ widoczne w momencie paruzji, Iecz juz obecnie jest one zespoleniem si~ wierz'lcych z uwielbionym Chrystusem w jego ciele, kt6rym jest Kosci61. R6wniez u sw. Jana zbawienie jest obecne w aktualnym duchowym doswiadczeniu, a inkarnacja przedwiecznegtl Logosu rna charakter soteryczny. Jednoczesnie zbawienie manifestacja jego pelni rnaj'l charakter eschatyczny. Sila, z jak'l si~ akcentuje nauk~ 0 zbawieniu w teologii, jest w znacznej mierze zalezna od teologicznej.koncepcji czlowieka i grzechu, a wi~c antropologii i harnartologii. W sporze doktrynab nym z Pelagiuszem zwyci~zyl sw. Augustyn, kt6ry rozurnial grzech jako calkowity upadek czlowieka, a nie tylko jako oslabienie woli ludzkiej. St'ld zbawienie moze bye tylko spraw'l laski, a nie wolnego etycznego dzialania czlowieka. W Kosciele zwyci~zyla jednak orientacja pelagianska wzgl~dnie semipelagianska i nawet naukp, sw. Augustyna interpretowano w takim duchu. Dopiero Reformacja, w szczeg61nosci Luter nawi'l'zal z powrotern do sw. Augustyna. R6zniea mi~dzy formul'l katolickq a lutersk'l da si~ wyrazie nast~puj'!co: czlowiek GRZESZY i dlatego jest grzesznikiem - to ujp,cie katolickie; i - czlowiek grzeszy, poniewaz JEST GRZESZNI KIEM - to stanowisko teologii luterskiej. Teologia Lutra jest sprowadzeniem teologii do soteriologii. Z redukcj'l soteriologiczn'l mamy tez do czynienia w metodyzmie i salutyzmie.,kalwinizm zaakcentowal znaczenie laski w dziele zbawienia, luteranizrn polozyl nacisk na wierze, przez kt6rq czlowiek przyjmuje dobro zbawienia (sola fide). B6g jest dla nas laskaw propter Christum - to zn6w akcent znamienny dia Lutra, co znalazlo wyraz w zdecydowanym chrystocentryzmie jego doktryny. Warto pami~tae 0 tym, jesli przypomnimy sobie hipotetyczn'l odpowiedz na ankiet~ 0 zbawieniu. (Halina Bortnowska stwierdzila, ze przeprowadzila tak'l,pr6bnq ankiet~" i ze istotnie wypowiedzi wi~kszosci byly wypowiedziami na ternat zbawienia bez Zbawidela; niemal nie bylo w nich miejsca dia Chrystusa zbawiaj'lcego; wyst~powal on raczej jako ten, kto wzywa i powoluje ludzi do pracy nad wlasnym zbawieniem. A wi~c w praktyce przewazaj'l wsr6d chrzescijan koncepcje autosoteryczne. W tym miejscu przypominaj'l mi si~ slowa z drugiej zwrotki Mi~dzynarodc5wki: Nie nam wygl'ldae zmilowania Z wyrok6w boskich, z carskich praw,

8 822 WITOLD BENEDYKTOWICZ Z wlasnego prawa bierz nadania I z wlasnej woli SAM S1Fi ZBAWI Co ze stanowiska chrzescijanskiego wstrzqsn~lo mnq kiedys jako blasfemia, funkcjonuje znakomicie wsrod przewazajqcej cz~sci wierzqcych: zbawiajq si~ sami, czy to przez wlasne zaslugi, dobre l.ic:zynki, czy to przez s w 0 j q wiar~.). Nalezy poj~ciu zbawienia przywr6cic jego podstawowq kdnotacj~: z b a w i e n i e tor a tun e k. Bywajq sytuacje, z ktorych moze my si~ sami uratowac, sami, wlasnymi silami. Lecz biblijna i chrzescijansb. koncepcja syt uacji ludzkiej jest inna : polozenie czlowie kr coram Deo jest takze, ze czlowiek nie moze si~ uratowac sam ~ on pot rzebuje rat 0 w n i k a. Znamy takie sytuacje z naszego wlas ~ego doswiadczenia. Ten aspekt powinnismy przyblizye wspolczesnemu sluchaczowi, gdy chcemy mowie 0 zbawieniu. Chrzescijanstwo nie jest systemem autosoterycznym. Ratunek, ocalenie, gloszone przez chrzescijanstwo, jest dzielem Zbawiciela. Soteriologii nie da si~ oddzielic od chrystologii. Swiadectwo 0 zbawieniu jako ratunku maze bye doslyszane i przyje.te przez wspolczesnego czlowieka. Wprawdzie ratunek potrzebny jest w sytuacji kryzysowej, lecz ktm nie.ezuje si~ zagrozony? Ktoz n ie jest narazony na niebezpieczenstw:?, ehoroby, niepowodzenia, wragose, z10, kar~, nicose, smierc? Egzystencjalizm s i~ nie myli, upatrujqc w kryzysie staly element kondyeji ludzkiej. (0. K loezowski poruszyl w dyskusji krytyk~, ktorq Dietrich Bonhoeffer kierowal pod adresem K osciola i duchowienstwa: duszpasterze i kaznodzieje czyhajq na slabosci ludzie, doszukujq si!; mrocznych stron osobowosci i egzysteneji, wybierajq momenty kryzysowe, by dopiero tam i wtedy przyjse do czlowieka z or!;dziem chrzescijanskim, jakby nie bylo one skierowane do zdrowych, pelnych radosci zycia ludzi. Lecz... ktoz jest zdrow? Kto nie potrzebuje lekarza? Kto nie jest zagrozony? 1zajasz wie 0 n~d zy swego ludu (1z. 1, 5-6). Paw'el mowi z naciskiem, ze nie ma dobryeh, prawyeh (Rzym. 3, 10). A milieu, w ktorym zyl Bonhoeffer? Nawet sprzeciw jego srodowiska wobee tyranii kiedyz nast,!pil i w jakich okolieznosciach dojrzal do spisku? I jakiz program przynosi! narodowl wlasnemu i Europie? Wreszcie, czyz los Bonhoeffera nie swiadczy wymownie na r zecz powsze.:::hnosci kryzysu?) Wedle przekazu biblijnego upadek byl udzialem calej ludzkosci i cal ego czlowieka. Pi~tno ezy skaza upadku odcisni~ta jest w gt~bi naszego jesterstwa i wszystko, co czynimy, tworzymy, budujemy, nosi na sobie slady tego upadku. Obecny jest on w grzechu, zarow 110 jako w stanie (habitus) czlowieka jak i w poszczegolnych grzesz

9 'TEOLOGIA ZBAWIENIA DZI$ 823 nych czynach: Towarzyszy nam stale jako wina. Wina i swiadomose skonczonosci Sq Zrodlem naszego nieustannego niepokoju. o niepokoju najwi~cej mieli do powiedzenia egzystencjalisci, po CZqWszy od Kierkegaarda (Angst, anx i ety, angoisse; warto pamifl tac o etymologii - lacir'tskie angustia - to ciasnota, wqskose. Czy w tyrn kontekscie nie nalezy przypomniec znaczenia hebrajskiego Ja.~a - bye szerokirn, przestronnym -? Pojflcie Angst stalo si~ jednym z centralnych poj~e fiiozofii egzystencjalistycznej.) Chrzescijailstwo nie jest egzystencjalizmern, lecz jak slusznie podkreslil P awe1 Tillich - egzystencjajizm sta1 si~ sprzymierzeilcem chrzescijailstwa, dzie;lki nowatorskiej analizie kondycji ludzkiej. Tillichowska artykulacja biblijnego i chrzescijallskiego przekazu o upadku czlowieka.moze bye niezmiernie pozyteczna w skorelowaniu slowa 0 zbawieniu z aktualnq prohlernatykq antropologicznq. W tym sposohie wyrazenia upadek przedstawiony jest jako przej!ide z esencji do egzystencji. Na gruncie mitu i dogmatu, natura esencjalna czlowieka ulega ~ zdaniem Tillicha - projekcji w przeszlose. Rzutowan3 wstecz, natura esencjalna czlowieka jawi sie;l jako historia przed wszelkq historiq; jej syrnbolem jest Eden, ogr6d rajski lub aetas aurea - zloty w iek ludzkosci. Natomiast w pojflciach psychologicznych, stan esencjalny czlowieka proponuje ten teolog okreslic jako "rozmarzonq resp. sniqcq niewinnosc". Esencja, obecna dla czlowieka w jego egzystencjalnej sytuacji juz tylko jako sen 0 niewinnosci, rna wprawdzie potenc;jalnose, ale nie jest aktualnosciq. Esencja jest poza czasem, wyprzedza czasowose, jest wi~c poza wzgle;ldnie ponad historiq. Ani sie;l jej nie da zamlmqe v.' kategorii przestrzennosci, ona nie rna swojego miejsca, nie ma zadnego miejsca w ogole; jest wi~c au tapas - utopiq. Metafor a snu czy marzenia jest 'zatem nader stosowna do opisania bytu esencjalnego. Niepokoj (Angst) zwiqzany jest z wolnosciq. Ona to, wolnose, jest jednym z motywow przejscia od esencji do egzystencji. Mowil ju:i: o tyrn Kierkegaard. Egzystencjalnq analiz~ wolnosci odnosi Tillich do biblijnego przekazu 0 upadku w nast~pujqcy sposob: ksi~ga Genesis rnowi 0 boskim zakazie spozywania owocu z drzewa poznania. Przy wszelkim nakazie musimy przyjqc z~loze nie, ze to co nakazane, nie jest jeszcze spelnione. Zakaz, 0 ktorym mowa w pierwsze j k s i~dze Biblii, zaldada pewien rodza j rozdzialu pomi~dzy Stw6rcq a stworzeniem. Zdaniem Tillicha owo rozdzielenie stanowi 'l1ajwazniejszy punkt w interpretacji upadku: mamy tu bowiem do czynienia z grzechem, ktory wprawdzie JESZCZE nie jest grzechem, ale.tuz nie jest niewinnosciq. Skoilczona wolnosc czlowieka stala sie: swiadoma sarna siebie. W n a st~pstwie tego uswiadomienia dqzy w kierunku wlasnej aktuajizacji. Jest przeto zyczeniem grzechu.

10 824 WITOLD BENEDYKTOWICZ Czlowiek popada w Ikonflilkt mi Zy zycze.niem zaktualizowania swcj wolnosci a postulatem zachowania swej "marzqcej niewinnosci". I decyduje si~ na t~ aktualizacj~. Czlowiek doznaje podw6jnego niepokoju: obawia si~ utracenia siebie przez samourzeczywistnienie i jecmoczesnie utraty samego siebie przez nieurzeczywistfiienie. Jest on skonfrontowany z alternatywq: alba 2lachowac SWq "sennq niewinnosc" bez doznania rzeczywistej egzystencji, albo stracic swojq niewinnosc w zamian za poznanie, moc i win~. Przejscie od esencji do egzystencji jest jakosciq uniwersalnq bytu czlowieka i w og6ie wszelkiego skoiic'zonego bytu. To przejscie nie jest jakims wydarzeniem, kt6re si~ rozegralo w przeszlosci, poniewaz ontologicznie wyprzedza one wszystko, cokolwiek si~ dzieje w przestrzeni i w czasie. W tym sensie upadek transcendentny determinuje tragiczno-uniwersalny charakter egzystencji. Czlowiek i jego swiat znajdujq si~ przeto w stalilie egzy'stencjalnej alienacji, wyrazajqcej si~ w niewierze, hybris i pozqdliwosc. Sprzecznosc tkwi w samym czlowieku i prowadzi go do samounicestwienia. SHa samounicestwienia nie przychodzi wi~c z zewnqtrz, ale jest ukonstytuowana W lsamej strukturze alienacji. PowilIlIn.o si~ zatem mowic o swoistej "strukturze destrukcji", jakkolwiek jest to okreslenie paradoksalne. Znaczy to, ze destrukcja. zaleina jest od struktury, w obr~bie kt6rej dziala. Trzeba sobie zdac spraw~ z wsp6lzaleznosei negatywu i pozytywu, smierci i zycia, bytu i niebytu. Potrzeba wyzwolenia si~ od takiej rzeczywistosci, domawanej jako alienacja, jest oozywista. Potrzeba ta byla realizowana w religii cz~stokroc jako akt autosoteryczny. Legalizm oferowal samozbawienie przez wypelnianie prawa (Zakonu). Asceci szukali zbawienia na drodze wyrzeczeii i umartwien; rowniez protestajnccy purytanie szli tq autosoterycznq drogq. Sakramentalizm i posluszeiistwo doktrynie byly takze srodkami autosoterycznymi, jak dla pietyst6w byl nim emocjonalizm. Rowniez mistycyzm bywal srodkiem samozbawienia. "Falsa religio nie jest identyczna z szczeg6lnymi religiami historycznymi, lecz z probami samozbawienia w kazdej religii, nawet w chrzescijaiistwie." 2 Nie tylko w imi~ identycznosci chrzescijaiistwa ale dla samej rzeczy nie mozemy dopuscic do gloszenia zbawienia bez Zbawiciela. Sola gratia i sola fides Sq aktualne dzis tak sarno jak dla ludzi Reformacji XVI wieku. Geniusz chrzescijaiistwa przekazuje nam prawd~ 0 ratunku, kt6rego dopelnia boski ratownik. W spolecznosci Kosdola i w wierz e dost~pujemy dobra zbawienia, kt6rego dawcq jest sam B6g w Jezusie Chrystusie. Paul Tillich, Systemattscne Tneotogte, Band II, Stuttgart 195J. Witold Benedyktowicl

11 JACEK SALIJ OP ZBAWCZY CZYN JEZUSA CHRYSTUSA SOTERIOLOGIA CHRZE$CIJANSKA NA TLE PRAWDY o WSZECHOBECNO$CI BOGA Smierc i zmartwychwstanie Chrystusa stajq si~ czyms pustym, nielogic2li1ym lub nawet niemoralnym, jesli ktos probuje ujmowac je w kategoriach pozareligijnych 1. W naszej swiadomosci kulturalnej wciqz jeszcze jest zywa ksiqzka Wladyslawa Witwiokiego Wiara oswieconych, w ktorej dowodzi si~ istnienia u wyksztalconych chrzescijan jakiejs irracjonalnej zaslony, oddzielajqcej swiadomosc swieckq od religijnej. Ci sami ludzie, ktorzy na terenie swieckim Sq nawykli do myslenia samodzielnego i krytycznego, stajq si~ rzekomo naiwnie bezkrytycznymi dziecmi, z chwilq kiedy przechodzq na teren religijny. Witwicki przeprowadzil swojq tez~ ns. przykladzie wlasnie nauki o odkupieniu. Wybitny psycholog widzial w niej wyraz prymitywnych bazujqcych na zasadzie odwetu, poj~c 0 sprawiedliwosci: nauka o odkupieniu ujawnialaby Boga jako bezdusznego msciciela, ktory zeslal na m~k~ wlasnego Syna, byleby tylko zostala wyrownana zniewaga, wyrzqdzona mu przez ludzki grzech. Przy talkim pojmmvaniu odkupienia, nic dziwnego, ze Witwicki nie umial inaczej wytlumaczyc wiary w t~ prawd~ u ludzi wyksztalconych, jak tylko zahamo waniami krytycyzmu. Nie tu miejsce wykazywac, ze osobisty poglqd Witwickiego na temat nauki 0 odkupieniu jest zalozeniem, ktorego nieuprawnionq obecnosc da sie, wykryc zarowno w opowiadaniu, przekladajqcym wydarzenie na Kalwarii na sytuacj~ swieckq, jak w relacjonowanych ankietach. Ponadto wydaje si~, ze nieumiej~tnose u respondentow Witwickiego szybkiego zwerbalizowania roznicy mi~dzy ich rzeczywistym przekonaniem religijnym a proponowanym im z zewnqtrz obrazem tego przekonania, nie uprawnia do wniosku, ze takiej roinicy rzeczywiscie nie bylo. MysI~, ze chrzescijanin 0 dose przeci~tnej nawet wrazliwosci re- I Tekst wykladu, wygloszonego 25 lutego 1973 w kosciele akademickim Sw. Anny w Krakowie.

12 826 JACEK SALlJ OP ligijnej b~dzie protestowal przeeiw ujmowaniu prawdy wiary w wyabstrahowaniu od jej religijnej speeyfiki. Mozna wprawdzie powiedziee, ze przez swojq smiere Chrystus zlozyl Bogu zadoseuezynienie za nasze grzeehy, ale jesli Idos jednoznaeznie pr6buje rozumiee odkupienie w kategoriaeh wartosci materialnyeh, rozpoznamy w t akim u j~ciu jedynie karykatur~ naszej wiary w odkupienie. My nie umiemy wierzye w odkupienie inaezej, jak w dzielo milosei Boga do ezlowieka. To prawda, ze ofiara Syna Bozego byla aktem posluszenstwa wobee Ojea (Flp 2, 8), ale byl to zarazem ealkowicie dobrowolny ezyn Jego milosci do nas: "Syn Bozy umilowal mnie i samego siebie w y dal za mnie" (Gal 2, 20). Na plaszezyznie milosei takie slowa jak n a prawienie obrazy ezy posluszenstwo majq zupelnie inny sens nii: tam, gdzie obowiqzuje zewn~trzna sila i nie dostrzega si~ wartosci duehowyeh. Spos6b zas, w jaki dokonalo si~ odkupienie i w jaki realizuja. si ~ w obee ka:i:dego z nas, jest zarazem znakiem jego wiarygodnosei. Skqdinqd wiemy, i± zla nie da si~ usunqe silq zewn~ t r zn q - w ten spos6b mozna je co najw yzej przyhumie, co zresztq tez jest wysoce problematyezne. 5mierc Chrystusa objawia nam jedynie skutecznq drog~ walki ze zlem: przez milose, szaeunek dla os6b, wiernose wobee prawdy i sprawiedliwosei. Wlasnie dlatego, mimo ze juz jestesmy odkupieni, nie zostalo nam oszcz ~dzone twarde borykanie si~ ze zlem. Nie 0 to ehodzi, ze takie rozwiqzanie byloby zbyt latwe. Ono zawieraloby w sobie zlekeewazenie naszej godnosei os6b. Nasze pretensje do Boga, iz nie zeeheial nas wyzwolie od zla bez n aszego wsp6ldzialania, Sq w gruneie rzeezy pretensjami, ze Bog odnosi si~ do nas z szaeunkiem, jaki nalezy si~ osobom, ze nie zeeheial nas potraktowae jak bierne przedmioty. W wykladzie niniejszym eheiaibym pokazo.e P anstwu zbawezy ezyn Jezusa Chrystusa - Jego smiere i zmartwyehwstanie - od strol1y malo znanej. ChciaJ:bym mianowicie na prawd~ 0 zbawieniu popatrzee no. tie prawdy 0 wszeehobeenosci Boga. WSZECHOBECNOSC BOGA Powszeehnie uzywa si~ sformulowania, ze B6g istnieje poza ezasem i przestrzeniq, albo trafniej: ponad czasem i przestrzeniq. S'l to sformulowania na pewno sluszne, niemniej mogq wprowadzae w biqd: jesli sugerujq komus dosiowne, przestrzenne rozumienie owego "poza" czy "ponad". Z tego, ze B6g istnieje ponad ezasem i przestrzeniq, nie wynika oezywiscie, iz nie istnieje w ezasie i przestrzeni. Takze w czasoprzestrzeni B6g istnieje w sensie dosiownym, w kazdym tu i teraz. Poniewaz jednak nie rna i nie moze bye zad

13 ZBAWCZY CZYN JEZUSA CHRYSTUSA 827 nej proporcjonalnosci mi~dzy skonczonym a tym co aktualnie nieskoitezone, obecnose Boza rozsadza ramy czasu i przestrzeni. B6g w naszym swiecie jest obecny rzeczywiscie, ale nie na sposob czasoprzestrzenny. W kazdym miejscu i w kazdym czasie jest obecny nie cz~sciq siebie - jakby nam podpowiadala wyobraznia - ale ca 1ym sobq. Znakomicie wyrazil to jeden z pierwszych myslicieli chrzescijaitskich, dzialajqcy 1800 lat temu sw. Teofil z Antiochii: "Cechq Boga najwyzszego, wszechmocnego i prawdziwego jest nie tylko bye ws z~dzie, ale takze wszystko widziee, wszystko slyszee: On nie jest ograniczony miejscem, bo inaczej obejmujqce go miejsce bybby wi~ ks ze od niego... Bog nie jest o b j~ty zadnym miejscem, leez sam jest miejscem wszystkiego... On sam dla siebie jest miejseem i starszym jest niz czas" (Do Autolyka II, 3. 10; tl. J. Czuj). Klasyczna teologia problematyk~ wszechobeonosci Boga probowala wyrazie trojstopniowo. Pierwszym elementem wszechobecnosci bylaby boska wszechwiedza: Bog w tym sensie jest wsz~dzie obecny, ie wszystko widzi, nic nie moze si~ dziae bez Jego w iedzy, w ukryciu przed Nim. Ale wszechobeenose Boza to takze moc podtrzymu jcjca wszystko w istnieniu, Bog jest wsz~dzie obecny jako aktualne zrodlo wszelkiego bytu. I wreszcie trzeci, najgl~bszy stopien wszechobeenosci Boga, wszechobecnosce substancjalna. J ezeli jest ws z~dz ie obecny przez swoje dzialanie, a skqdinqd wiemy, ze Jego dzialanie nie jest rozne od Niego samego, wobec tego jest wsz~dzie obecny samym sobq i ealym sobq. M oina jeszcze do tego dodae aspekt zbawezy wszechobeenosci: B6g jest w s z~dzie obecny dla nas, zawsze i wsz~dzie got6w, aby obdarzae n as milosciq i zbawiae. Nie tr udno zauwazye, ze problematyka Bozej wszechobecnosci ujawnia calq jednostronnose i niewystarczalnose obrazu Boga, ktory jest w niebie, ktory jest ponad czasem i przestrzeniq. Trzeba dodae obraz uzupelniajqcy: obraz Boga, ktory jest w samym wn~ tr zu kazdego bytu, ktory jest ostatecznym dnem wszystkiego, co istnieje, ktory kazdej osobie i rzeczy jest blizszy niz one same sobie. W apokryficznej Ewangelii Tomasza wyrazono to ze zmys}owq wr~cz konkretnosciq: "Rozlupcie drzewo, ja tam jestem. Podniescie kamien, a zna jdziecie mnie" (nr 77; n. W. Myszor). Niestety, 0 Bogu mozemy mowie tylko przy pomocy niedoskonalych obrazow. Uzywajqc obrazow czasoprzestrzennych, trzeba powstrzymywae wyobrazni~, aby tego co w nich czysto malarskie nie rozumiala doslownie i nie stosowala wobec Boga miary wzi~tej z rzeczy materialnych. Pojmujqc wi~c Boga jako ostatccznq gl~bi~ wszystkiego, nie mozna oczywiscie wpase w jakis panteizm, zapomniee 0 transcendencji, duchowosci i osobowosci Wszechobecnego.

14 828 JACEK SAlIJ OP DUCHOWE WYMIARV MATERII Jesli kazdy byt jest zakorzeniony bezposrednio w Bogu, rzutuje to w sposob oczywisty na jego natur~. Chodzi nie tyiko 0 to, ze wszystko, co stworzyl Bog, jest dobre. Wszystko, co istnieje - rowlill.ez materia - rna wymiary duchowe. Prawda ta b~dzie stanowie istotny element vi wizji odkupienia, jakq chc~ tu zaproponowae, zalezy mi wi~c szczegolnie, aby bye dobrze zrozumianym i nie posqdzonym o jakis tani mistycyzm. Co mam na mysli, mowiqc 0 duchowych wymiarach materii, sprobuj~ moze pokazae, biorqc za punkt wyjscia sukcesy techniczne. Istnieje w naszej tradycji kulturalnej maniera takiego wyrazania si~ 0 osiqgnl~cia,ch techniki, ja!k gdyby zostaly one dokonane przez zastosowanie przemocy wobec materii. Mowimy wi~c 0 tym, ze dokonujemy podboju natury, ujarzmiamy zywioly, zmuszamy przyrod~ do sluzenia nam. Nie wydaje si~, aby ten sposob nazywania najlepiej wyrazal istot~ naszych sukces6w technicznych. Przemoc wobec materii probuje stosowae jedynie czlowiek 0 mentalnosci magicznej: bije w b~bny, aby spowodwae deszcz, rozpala ogniska, aby duchy przodkow spuscily mu z samolotow podarki. Wiadomo na ogol, jaka jest skuteczno,se tego rodzaju.zabiegow. Tajemnica naszych osiqgni~e technicznych jest inna: Staramy si~ materi~ traktowaez szacunkiem, mozna by wr~cz powiedziee: dialogowae z niq. Podstawowym warunkiem dialogu jest poznanie partnera i poszanowanie dla jego wewn~trznej struktury. Z chwilq kiedy czlowiek zajql takq postaw~ wobec materii, a wi~c zrezygnowal z prob przemocy i zaczql dzialae w ramach praw, ktorymi ona si~ rzqdzi, materia jakby si~ przed nami otworzyla. Dotarlismy do tych jej warstw, gdzie jest nam ona zyczliwa i gotowa do uslug. Ale uzytecznose nie jest najgl~bszq warstwq materii. Uzytecznosc wydaje si~ otwarta ku wartosciom absolutnym, a prawa przyrody zwiqzane z prawami moralnymi. Ludzkose doswiadczyla niezliczonej ilosci pomylek i niepowodzen, wyniklych z przyj~cia uzytecznosci za ostateczny wymiar materii. Z materii mozna np. sporzqdzie narz~dzia nienawisci i sluzy ona do tego swietnie. Ale rzeczywistosc nie da si~ oszukae. Ludzie, ktorzy chcieliby tq drogq osiqgnqe trwale wartosci, post~pujq rownie naiwnie - tyle ze na innej plaszczyznie - jak ich przodkowie, co bili w b~bny, aby sprowadzie deszcz. Materii nie mozna zmusie przemocq, aby jej uzytecznose wzbogacala nas jako ludzi. Jesli chcemy, aby sluzebnosc materii byla dla nas dobroczynna, musimy uszanowac jej skierowanie ku wartosciom absolutnym. Inaczej ui:ytecznosci. dobr doczesnych b~dziemy doowiadczali jako nfeujarzmionego zywiolu, mogqcego zniszczyc w czlo

15 ZB!.wCZV CZYN JEZUSA CHRYSTUSA 829 wieku to, 00 najistollniejsze. Jest to doswiadczenie Ibardzo subiemywne, bo pierwiastek zniszczenia znajduje si~ nie w dobrach materialnych, ale w czlowieku, kt6ry falszywie je traktuje. Materii mozna uzye zar6wno do skrzywdzenia drugiego czlowieka, jak dla okazania mu braterstwa i solidarnosci, ale tylko w tym drugim wypadku traktujemy materi~ zgodnie z jej duchowq struktur4. Jezeli rozw6j techniki powoduje skazenie srodowiska materialnego i duchowego, zr6dla zla nalezy szukae nie w materii czy technice; jest to wynik gwaltu dokonywanego na materii, kt6rq wbrew jej naturze chcielibysmy wykorzystae, nie liczqc si~ z dobrem calosciowym. Spozywanie pokarmu moze miee sens czysto biologiczny, moze nawet ujawni~e zezwierz~cenie czlowieka, ale w rzeczywistosci jest to czynnose biologiczna, posiadajqca wyrazne wyrniary duchowe: wsp6lny posilek jest uprzywilejowanym czasem, kiedy wzmacniajq si~ wi~zy mi~dzy ludzmi, wyraza si~ i utrwala wzajemna milose. Mysl~, ze od dalszego egzemplifikowania mozemy si~ zwolnie. Pomijam calq - nieskoilczenie bogatsz~ - problematyk~ wymiarow duchowych w czlowieku, zwlaszcza ze zwykle jestesmy na niq bardziej uwrazliwieni. Ograniczmy si~ do dw6ch konkluzji dotychczasowych rozwazan. Wydaje si~, ze jesli ktoo nauczy si~ dostrzegac duchowe wymiary materii, zobaczy dose latwo - niemal oczyrna ciala - wszechobecnose Boga. Swiatlo duchowe, kt6rym oswiecona jest materia, swiadczy 0 zr6dle, z kt6rego wyplywa. 1m gl~biej - nie m6wit:: im szerzej, bo to jest zupelnie inny wymiar - poznajemy materi~, tym wyrazisciej ujawnia si~ nam rzeczywistose tego swiatla. W daleko jeszcze wi~kszym stopniu doswiadczamy tego, kiedy czlowiek coraz bardziej wnika w glqb samego siebie. Z takim doswiadczeniem lqczy si~ jednak bezposrednio inne: Istnieje nieprzekraczalna granica na tej drodze wgl~biania si~ w rzeczywistose. Czlowiek moze widziee coraz wi~cej swiatla, ale nie jest w stanie naturalnymi silami zobaczye Tego, kt6ry jest zr6 diem swiatla, Boga. Jest to zrozumiale: B6g, najblizszy wszelkiemu bytowi, b~dqcy w nim od wewnqtrz jako sarno h6dlo jego istnienia, jest zarazem Nieskonczenie Transcendentny. ezy POTRZEBUJEMY ODKUPIENIAt Sprobujmy oa tie dotychczasowych TOzwazanpostawic pytanie: ezy potrzebujemy odkupienia? Jednq ludzkq niemoznose juz sobie uswiadomilismy: niemoznose bezposredniego dotkni~cia Boga, realnego - nie tylko przez mysl czy uczucie - spotkania z Nim. Aby spotkae si~ z Bogiem na zasadzie partnerstwa, zwiqzae si~ z Nim

16 830 lacek SAUl OP milosciq, czlowiek musi stae si~ kims wi~cej niz czlowiekiem, musi go przeniknqe i przemienie ponadludzka moc Boza. Idealna nawet otwartose na swiaho wszechobecnosci Bozej nie uzdolni nas do wejscia w osobowy kontakt z Bogiem, bo On jest transcendentny. Teologia okresli to, iz niemozliwa jest milom: z Bogiem czyli zbawienie bez laski. Tylko laska moze nas uczynie uczestnikami Bozej natury, a wi~c zniwelowae..: jakims sensie nieskonczonq przepase dzielqcq czlowieka od Stw6rcy. Istnieje dalsza jeszcze niemoznose czlowiecza, kt6ra domaga si~ odkupienia: niemoznose calkowitego wyzwolenia si~ od :>:1a. Czlowiek rna nieprzezwyci~zalnq sklonnose w tald spos6b przezywae swiat, jak gdyby nie mial on wymiar6w duchowych. Dose latwo zapominamy nawet 0 wymiarach duchowych, kt6r:e cechujq natur ~ czlowieka, mnie samego i moich bliznkh. Zlo jest zahamowaniem postrzegar..ia swiatla Bozego, przenikajqcego wszys1jko, co istnieje, zakl6ceniem w odbiorze mocy, jaka plynie z wszechobecnosci Dobroci Absolutnej. Czlowiek chce wprawdzie waiczye ze ziem, osiqga nawet w tej walee powazne rezultaty. Niemniej jest faktem, ze im wi~cej mamy sukces6w w tej waice, tym gle;biej doswiadczamy, 1Z calkowite wykorzenienie zla przerasta nasze naturalne shy. Nie t1) miejsce wykazywae, ze lqczy si~ to z istnieniem szatana, duchowego bytu radykalnie zaangazowanego w :7.10. Mysl~, ze mozria si~ zwolnie od dokladniejszego opisu, jak bardzo potrzebujemy odkupienia, do jakiego stopnia jestesmy wplqtani w zlo. Chodzi 0 niezliczone sytuacje, kiedy racja nie jest po stronie racji, ale ten rna racj~, kto rna pieniqdze, sil~, kto umie glosniej h'llasowae; kiedy prawda i slusznose Sq przesladowane jako falsz, a kl<lmstwo jest podawane za prawd~. Chodzi r6wniez 0 niezliczone wi~zy, kt6rymi jestesmy zwiqzani, a kt6re ponizajq naszq ludzkq godnose. Wsp6lczesni prorocy coraz glosniej ostrzegajq, ze stalismy si~ niewolnikami rozmaitych zbiorowych konformizm6w, ulegamy naciskowi najbardziej nieprawdopodobnych anonimowych autorytet6w, motorem naszych dzialan 'Sq takie czy inne nieuprawnione identyfikacje czy przeniesienia. Odkupienia domaga si~ wreszcie wlasciwy wszystkim ludziom, choe w niejednakowym stopniu, duch faryzeizmu, czyli nieswiadomose potrzeby odkupienia: sklonnose do bicia si~ w piersi za komara, kt6ry utopil si~ w mojej studni, pasja moralna skierowana przeciwko zdzblu, jakie zaplqtalo si~ w oka przeciwnik6w. LUDZKI SENS 2VCIA I SMIERCI CHRVSTUSA Te trzy momenty - duchowe wymiary rzeczywistosci (wszech~ obecnose Boh), nasze zahamowania w przezywaniu rzeczywisfusgi

17 ZBAWCZY CZYN JEZUSA CHRYSTUSA 831 takq, jakq ona jest (tajemnica zla), i radykarna niemoznosc natury I dzkiej wejscia w osobowy kontakt z Bogiem (koniecznosc laski) - Sq kontekstem, w ktorym chcielibysmy spojrzec na sens zbawczego czynu Chrystusa. Sprobujmy najpierw PostE1Powanie i smiere Chrystusa ocenic z czysto ludzkiego punktu widzenia. Jest to wpratwdzie podejscie abstrakcyjne, poniewaz o~oba, 0 ktorq tu chodzi, jest Synem Boiym, niemniej wydaje sie1, ze jest ono metodycznie uzasadnione. Ot02 tylko po ludzku rzecz biorqc Chrystus byl niew,!tpliwie kims, kto zupelnie nie potrzebowal odkupienia. W Ewangeliach ukazuje si~ On jako ktos idealnie otwarty na duchowe wymiary swiata i czlowieka. Tak nauczae i czynic mogl jedynie czlowiek idealnie wolny. Liczy si~ dla Niego tylko prawda. sprawiedliwosc, milose; w ~ z ystko inne - uznawane konsekwencje, opinie1 ludzkq, spoleczne naciski, nawet wlasne zagroienie - ocenial wylqcznie z punktu widzenia tego co absolutne. Wsz~ dzie, gdzie pojawil si~ Chrystus, ludzie i rzeczy zaczynajq ujawni3.e si~ w swojej prawdzie. Kiedys np. stado ludzkie przyprowadza do Niego cudzo!oinic~. Chrystus nie peroruje ani nie jest zaklopotany, po prostu zwraca uwag~ na oczywiste prawdy: Popatrzcie na samych siebie, kio z was jest bez grzechu... Z drugiej strony nie bagatelizuje winy tamtej kobiety: z10 bowiem jest zlem. Ale jednoczesnie pokazuje grzesznicy, ie przeciei nie jest ona zepsuta do gruntu, mozliwa jest pokuta i pojednanie: Idz i nie grzesz wi~cej. Z tak,! same! przenikliwosciq osqdzi balwochwalczy stosunek do d6br materialnych. Zr6dlo zla lezy w czlowieku, a nie w tych dobrach: "Nie gromadzcie sobie skarbow na ziemi... Jesli swiatlo, ktore jest w tobie, jest ciemnosciq, jakze wielka to ciemnose... starajcie sig najpierw 0 krolestwo Boga i 0 Jego sprawiedliwose" (Mt 6,19-33). Kiedy Chrystus ukazuje nam wewn~trzny falsz naszych rzekomo dobrych czyn6w. (Mt 6, 1-18), alba oglasza 'zasade:, ze ze zlem nie moi na paktowae (Mt 5, 29n), ze warto i trzeba nadstawiae karku <lla sprawiedliwosci (Mt 5, 10), albo poucza, ze istniejq wartosci wainiejsze od iycia (Mt 10, 28) - trudno nie widziee, ie Sq to slowa kogos, kto wie ai do konca, czym jest wolnose i prawda. Ta absolutna, oparta na najgl~bszym realizmie, wolnose Chrystua uderza szczeg6lnie w okolicznosciach Jego smierci. Chrystus moli si~ za swoich mordercow, ale modlitwa 'za nieprzyjaci61 nie od 'odzi Go do rzeczywistosci, przecirwnie, swiadczy 0 najgl~bszym pozueiu rzeczywistosci. Chrystus nie wyszukuje wi~c jakichs fikcyjycp, okolicznosci lagodzqcych, obce jest Mu tanie milosierdzie, ktoe nakazywaloby nie nazywae po imieniu zla, jakie czyni moj blizni. liepoje1ta wolnose Chrystusa zawarta w Jego modlitwie za mor

18 832 JACEK SAUJ OP derc6w to zdolnosc obiektywnej oceny drugiego czlowieka, i to na wet w chwili, kiedy on wyrzqdza mi najwi~kszq krzywd~. Ojcze odpusc im, bo nie wiedzq, co czyniq. Bo wlasnie tak przedstawiala si~ obiektywna sytuacja morderc6w Chrystusa: czynili niewqtpliwie zlo, ale zarazem nie wiedzieli, co czyniq. Zresztq sama smierc J ezusa byla' cenq, jakq zaplacil On za swoj'l wolnosc. Ludzie nie mogli zniesc tego swiatla, kt6re ujawnialo pustk~ i poz6r ich wn~trza. Chcieli Go zmusic do milczenia, ale z pewnosciq by Go nie zabili, gdyby udalo si~ im Go przestraszyc, gdyby w obawie 0 swoje zycie przestal On wreszcie odr6zniac prawd~ od pozoru i nie naruszal ustalonych granic mi~dzy sprawiedliwymi i celnikami. SENS BOSKI NASLADOWANIA CHRYSTUSA Czy mozna nauk~ i czyny Chrystusa ujmowac wylqcznie na plaszczyznie moralnej, jedynie jako wezwanie do nasladowania? Naszkicowana przed chwilq sylwetka Jezusa ukazuje wyraznie, ze wszelkie pr6by patrzenia na Niego z czysto ludzkiego punktu widzenia Sq sluszne jedynie metodycznie, ale nie merytorycznie. W miar~ poznawania Jezusa, zalozenie, aby oceniac Go tylko jako czlowieka, okazuje si~ niemozliwe do zachowania. Juz sam fakt tak niewiary': godnej wolnosci trzeba uznac za cos ponadludzkiego. Codzienne doswiadczenie poucza nas az nadto dowodnie, ze peine wkorzenienie w duchowe wymiary swiata jest w naszej obecnej sytuacji niemozliwe i nie ma ludzi wolnych od ograniczen i brak6w. Zmartwychwstanie nie pojawia si~ wi~c w historii Jezusa jak deus ex machina, takie zakonczenie wydarzen na Kalwarii jest doskonale proporcjonalne z calq dzialalnosciq i smierciq tego czlowieka. Ponadludzka moc cechowala przeciez r6wniez calq dzialalnosc i smierc proroka z Nazaretu. Pominmy tutaj cal", problematyk~ apologetycznq i stanmy od razu na plaszczyznie wiary, ze Jezus, kt6ry umarl na krzyzu i zmartwychwstal, jest Synem Bozym, r6wnym w B6stwie Ojcu i Duchowi. Sytuacj~ J ezusa, Syna Bozego i Syna Czlowieczego, charakteryzujq dwa nast~pujqce momenty. Po pierwsze, zostala w Nim rozdarta,2 zdawaloby si~ absolutnie nieprzekraczalna, granica mi~dzy transcendentnq Boskosciq a stworzonq naturq ludzkq. Granic~ t~ przekroczyl B6g, a nie czlowiek, mianowicie Syn Bozy przyjql czlo Utywam tego slowa w nawiltzaniu do Ewangelii Sw. Marka, k6try w oplsle ehrztu Chrystusa mowi 0 rozdartyeh niebiosach (sehidzomenous tous ouranous), z ktoryeh ZStliPii Dueh Swh:ty i odezwal sit: glos Ojea.

19 ZB~WCZY CZYN JEZUSA CHRYSTUSA 833 wieczenstwo, urodzil si~ i zyl jako czlowiek. Po wt6re, chociai sam jest absolutnq swi~tosciq, urodzil si(! i iyl w warunkach wlasciwych nam wszystkim, tzn. ch<tial byc nie tylko wsr6d grzesznikow, ale razem z grzesznikami. Ostatniq konsekwencjq tego postanowienia byla smierc, kt6rq poni6s1 za to, ze byl sprawiedliwy. Prosty opis sytuacji Jezusa Chrystusa wskazuje na jakqs jej celowcsc skierowanq ku wszystkim ludziom. Zapytajmy wi(!c: Co Chrystus chcial przekazac ludziom, kiedy przyjql na siebie naszq sytuacj~ grzesznik6w? Jesli powiemy, ie uczynil tak tylko po to, aby nam dac moralny przyklad, w jakims sensie osmieszamy Boga: przypisujemy Mu dzialanie na zasadzie przyslowiowej gory rodzqcej mysz. Nie t~zeba byc Bogiem, ieby dawac swoim bliznim morainy przyklad. Sama absurdalnosc takiej nieproporcjonalnosci czynu Chrystusa do tak znikomego tylko skutku kaie wykluczyc t~ hipotez(!. Nie uratuje jej odpowiedz, ie przeciei czyn Chrystusa jest niewqtpliwie najbardziej swietlany, i co wi~cej, najdoskonalej swietiany. Nie spos6b bowiem nie zauwaiye, Ze i w takim uj~ciu problemu stawiamy Boga na tej samej p1aszczyinie 'co siebie, wyobrazamy Go sobie na obraz i podobienstwo czlowieka, tyle ie odpowiednio doskonalszego. Pytanie 0 celowosc i ycia i smierci Chrystusa trzeba rozwiqzac w oparciu 0 zaloienie, ie Bog niewqtpliwie dziala na sposob Boski. (Zauwazmy, ze ciqgle jeszcze nie wskazujemy na fakt zmartwychwstania, ktore jest swiadectwem i konsekwencjq boskich wymiarow czynu Chrystusa). Ot6i dzialanie boskie rozni si~ nieskoilczenie od ludzkiego: ludzkie dzialanie jest wtorne w stosunku do rzeczywistosci, na niej bazuje, podczas gdy dzialanie boskie tworzy rzeczywistose, nieustatililie daje jej istnienie i trese..zbawczy czyn Chrystusa jest czynem ludzlcim, ale spelnionym przez osob(!, lct6ra jest Bogiem. Jest to wi~c czyn 0 wymiarach boskich, bo czynu dokonuje osoba, a nie natura. Czyn Chrystusa jest czynem Osoby Boskiej, dokonanym w ludzkiej naturze. Dopiero po tych ustaleniach spr6bujmy spojrzee na zycie i smierc Chrystusa jako na przyklad do nasladowan~a. Bo Chrystus niewqtpliwie po to talc 2y1 i ta:k umad, aby nam pokaziae drog~, iktorq mamy isc. Slowo Boie mowi 0 tym bardzo CZ(!sto. Chrystus jednak na spos6b boski wzywa nas do nasladowania, tzn. nie tylko przez zach~t~, ale przez realnq moc oczyszczajqcq i przeb6stwiajqcq, nie jako moralizator, ale jaiko Zbawiciel. Nasladowanie Chrystusa wykracza dgl.leko poza sfer~ moralnq. Mozna by m6wic 0 nasladowaniu moralnym i nasladowaniu sakramentalnym: oba si(! wzajemnie warunkujq, oba wykraczajq ponad w6j czysto ludzki sens. Poniewaz Chrystus jest Bogiem, w sakra 2 - ZNAK

20 834 lacek SAUl OP men tach nasladujemy Go nie tylko symbolicznie, ale realnie. Nasladu jemy - znaczy tutaj: upodabniamy sie: do Niego ontycznie, jesiesmy uzdrawiani i przeb6stwiani, stajemy. s i ~ zdolni do osobowej milosci z Bogiem. "Czyz nie wiecie, ze my wszyscy, ktorzy otrzymalismy chrzest zanurzajqcy w Chrystusa Jezusa, zostalismy zanurzeni w Jego smien':?.. zostalismy razem z Nim pogrzebani po to. abysmy i my wkroczyli w nowe zycie - jak Chrystus powstal z martwych dzi~ki chwale Ojca" (Rz 6, 3n). Jesli zas ktos jest wszczepiony w Chrystusa, r6wniez moraine nasiadowanie Go dokonuje sie: w ponadludzkiej mocy, jaka od Niego plynie. Wiara Kosciola nie moze uznae za swoje pomysl6w chrzescijanskich sentymentalistow, zeby az Bog mial si~ narodzie po to, by ludzie stali si~ moralnie lepsi. Zbawczy czyn Chrystusa przyniosl nieskonczenie bogatsze owoce. Uslyszenie morainego wezwania, z jakim przyszedl Ch rystus, jest jedynie w arunkiem naszego przemienienia w syn6w Bozych, conditio sine qua non uczestnictwa w tej mqdrosci i milosci, jakq poznaje i kocha sam Bog. W swietle przedstawionych wyzej rozwazan 0 wszechobecnosci Bozej, zbawcz,y czyn Chrystusa rna wi~c dla nas podwojny sens. Ci kt6rzy prawdziwie nasladujq Chrystusa, coraz g l~ biej wkorzeniajq si~ w rzeczywistosc, swiat stopniowo odkrywa przed nimi swoje duchowe wymiary, ukazuje si~ im jako Bozy swiat; Boza wszechobecnose staje si~ dia nich coraz w i~ cej namacalna. Moc Chrystusa oczyszcza nas bowiem z grzechu, usuwa zahamowania utrudniajqce nam przezywanie rzeczywistosci '- w tym takze naszego wlasnego cz10 wieczenstwa - takq jakq ona jest. To jest to, 0 czym pisal Norwid: Zmienione Sq niebiosa, ziemia odmieniona, Nie sarna B 0 s k 0 s c - L u d z k 0 s c ludziom objawiona 3. Ale zbawczy sens czynu Chrystusa jest jeszcze nieskonczenie g!~bszy. Chrystus nie tylko uzdraw~a nas, tak ze mozemy oglqdac plynqce od Boga swiatlo, jakie przenika calq rzeczywistose. On czyni nas podobnymi sobie i w ten spos6b otwiera na osobowe zwiqzanie z Transcendentnym, kt6ry bez tak wysokiego posrednictwa bylby dla nas absolutnie nieosiqgalny. T~ mac, ontycznie przemieniajqcq czlowieka i wszczepiajqcq go w rzeczywistose transcendentnq wobec swiata widzialnego, chrzescijanie nazywajq r6znie: laskq uswi ~cajqcq, swi ~ tosciq, przeb6stwieniem, laskq usynowienia. Ukazuje si ~ teraz sens zmartwychwstania Chrystusa. Jest one nie tylko uroczystym obwieszczeniem tej rzeczywiscie boskiej nowiny, o ktorej przed chwilq m6wilismy. Jest nie tylko zapowiedziq i gwarancjq naszego ostatecznego zmartwychwstania. Zmartwychwstanie Rzecz 0 wo!nosci, Pisma wszystkte, t. 3, PIW 1971, 587.

21 Z9AWCZY CZYN JEZUSA CHRYSTUSA 835 Chrystusa realnie zapoczqtkowalo nowq ludzkosc, ludzkosc odkupionq i przeb6stwionq. Rzeczywistosc zmartwychwstania juz teraz w nas trwa i rozwija sj~, chats na razie przewaznie niewidzialnie. Mi rno ze zlo bardzo realnie jest jeszcze obecne w nas i w naszym zyciu, jego korzenie Sq juz definitywnie podci~te. Ci, ktorzy nalezq do Chrystusa, juz teraz Sq - choc jeszcze w sposob niedoskonaly i jakby przez zaslon~ - dz~ecmi Boga i uczestnikami J ego Bostwa. W pierwszej c z~sci wykladu staralem si~ pokazac w zajemne napi~ cie i uzupelnianie s i~ obrazu Boga transcendentnego i Boga immanentnego. Bog jest ponad swiatem i czlowiekiem, ale jednoczesnie jest w samym srodku swiata i czlowieka. Otoz trzeba by jeszcze dodac obraz trzeci: Bog jest nie tylko po n a dna m i, jest nie tylko Bogiem w n a s, On jest ponadto - jak trafnie zauwaza J. Moltmann - Bogiem p r zed n a mi. Ale Ten, do ktorego dqzymy i z ktorym jestesmy juz c~sciowo zlqczeni, jest juz li1ie tylko Stworcq. On jest Ukochanym i Ojcem. Jacek Salij OP

22 JAN ANDRZEJ KLOCZOWSKI OP MIEJSCE MARYI W DZIELE ZBAWIENIA Nielatwo jest mowie 0 Maryi. Nie tylko dlatego, ze napisano i powiedziano jut 0 Niej tyle slow wspanialych i barnalrnych, tyle poswi ~ conn Jej gl~bokich strof poetyckich.i tyle grafomanskich popisow. Trudnose lezy w tyro, ze szczegolnie w dziedzinie pobqznosci m a- ryjnej widae jak na dloni jedoo z gl6wnych grzechow naszego katolicyzrrnu: przerost dew 0 c j i ponad s w i ado m 0 s e religijnq. Jest to zjawisko niebezpieczne, gdyz jest no. og6l wyrazem niedojrzalej wiary, ktora szuka w,religii bardziej zabezpieczenia niz wezwania i m ocy do sprostania trudnym sytuacjom zycio"vym. Z drugiej strony spotykamy postawy skrajnie odmienne, gdzie na zasadzie prawa ' reakcji odmawia si~ Maryi istotnego, waznego miejsca w naszym zyciu chrzescijanskim. Spotyk~my swoiscie inteligenckq "antymaryjnose". Zadaniem, jakie stawia sdbie niniejszy wyklad *, jest pokazae tre ~ ciowe bogactwo wiary, zwr6cic uwag~ na istotne powiqzania Maryi z dziejami i faktem naszego zbawienia. Zbyt bowiem oddalilismy Maryj~ w naszej poboznosci od tych najwazniejszych rzeczywistosci, przez co Jej miejsce w modlitwach wielu jest niepokojcjco samoistne. W tym celu przedstawimy Maryj~ jako c6rk~ Syjonu, p e tni~ Izraela, J ej udzial we Wcieleniu (dziewicze macierzynstwo), Maryja pod krzyzem (udzial w Odkupieniu), a wreszcie miejsce Ma,ryi w Koscie Ie. Cykl nasz jest cyklem teologii biblijnej, dlatego tez skoncentrujemy si ~ na darnych Pisma sw., nie powiemy nic 0 rozwoju rozumienia tajemll'icy Maryi. 1. PELNIA IZRAELA Dzialania Boga mozna rozpatrywac w dwu zasadniczych kierunkach: B6g oczyszcza i naprawia, a jednoczesnie przygotowuje, budzqc coraz doskonalszq wiar~. Maryja jest szczytem i zwienczeniem Jest to uzupelniony tekst wykladu. wygloszonego w ramach cyklu..podstaw ~wintopoglqdu chrzescijanskiego" W 1973 r. w kosciele sw. Anny w Krakowle.

23 IQI IEISCE MARYI W DZIElE ZBAWIENIA 837 obu tych kierunk6w. Sw. Lukasz, opisujqc scen~ Zw,iastowania, kaze Aniolowi przybywajqcernu do Maryi wyglosic il1'ie zwylcl:e slowa semickiego pozdrowienia: "pok6j warn" (J 20,19), lecz slowa "HAIRE", co niezbyt dokladnie tlumaczy Biblia Tysiqclecia jako "b~dz pozdro \Viona", idqc zresztq tutaj za polskq tradycjq tlu!lllaczen biblijnych, ktara przeciez w "Zdrowaskach" weszla do naszego j~zy'ka codziennej modlitwy. Wlasciwszy jednak z filologicznego, jak r6wniez i z teologicznego punktu widzenia bylby przeklad: "wesel si~, raduj". Zatraca si~ tutaj banalny charakter tego pozdrowienia. Wezwanie "wesel si~" brzmi echem dawnych zapowiedzi rnesjanskich. Przeczytajmy fragment z proroctwa Sofoniasza: "Chwal, c6rko syjonska! wykrzykuj, Izraelu! wesel si~ i raduj si~ ze wszystkiego serca, c6rko Jeruzalem! Uchylil Pan sqd nad tobq, odwr6cil nieprzyjaci6l twoich, kr6lem Izraela jest Pan posr6d ciebie, nie b~dziesz si~ bac zlego wi~cej. Owego dnia powiedzq do Jeruzal..em: 'Nie b6j si~!', a Syjonowi: 'Niech nie slabnq r~ce twoje'. Pan, Bog tw6j, ws'rod ciebie rnomy, on zbawi, rozweseli si~ nad tobq radosciq, milczec b~dzie w milosci swej, radowac si~ b~dzie z ciebie w chwale." (Sof 3, 14-18). B6g zwraca si~ do narodu wybranego, symboliczll1ie okreslanego jako "c6i1ka Syjonu", z zapowiedziq i wezwa<niem do radosci eschatologiczll1ej, do radosci z rychlego juz przyjscia P,ana. To, pelne zapowiedzi wezwanie staje si~ dla Maryi aktualizacjq wszystkich proroctw. ToO, co bylo zapowiedziq - staje si~ rzeczywistosciq. B6g mial swoje obyczaje w dzialaniu wobec czlowieka. Gdy Izrael zrywal przymierze zawarte z 1;\ogiem na Synaju - zrywal poprzez niewiernosc wobec jedynego Pana i klanial si~ bogom cudzym, ostry klimat monotei'mlu zamieniajqc na lagodny p61cien agrarnych kult6w - B6g karal sw6j Iud. Prorocy pokazywali religijny sens polityczll1ych wydarzen, kl~sk dziejowych Izraela. Jednak z kazdej takiej kl~ski wychodzila i pozostawala w lqcznosci z Bogiem res z t a, niewiel!ka pozostalosc tych prawdziwie wiernych i sprawiedliwych. Ta reszta byla nosnikiem obietnicy, podmiotem mesjanskiego,oczekiwania. Oczyszczeni poprzez dzialanie Boga wzmagali swojq nadziej~ i wiar~. B6g nie chcial przyjsc do ludu "nie chciarny". Chcial, aby Wdelernie bylo odpowiedziq na pragnienia, oczekiwania i nadzieje ludzi. Maryja tak przedstawia J q w Ewangelii Lukasz - jest szczytem i pelniq tego oczekiwania. Rysuje si~ ciekawa paralela pomi~dzy Ma['yjq a Abrahamem. Patria;,rcha zawierzyl Bogu, vdpowiedzial na Jego wezwanie, i ta odpowiedz uczynila go ojcern wszystkich wierzqcych. By! skalq (Iz 51, 1), na kt6rej oparla si~ cala dalsza historia rnarodu wybrooego. U poczqtku Nowego Przymierza stoi Maryja. Jej t~slmota i nadzieja Sq odpowiedziq, Sq zawierzeniem zbawczym obietnicom Boga. Tutaj odkrywamy gl~bcki sens chrzescijanskiej prawdy 0 Niepokalarnym P0cz~ciu Matki Zbawiciela. Zostala ona od samego po

24 JAN ANDRZEJ KlOCZOWSKI OP.9 JI ~ wyrwana z kr~gu zla, w jaki ludzkose jest wpleeiona. ('> ~ jest tyll{o Jej osobistym przywilejem, leez jest dar.",m Boga, ktory w Maryi wlasnie cheial UWiel1.czye dlu <wkowy proces oezyszezania ludzkosci., jej uzdolnienie i przy..anie do przyjscia Mesjasza. Proroey uzywali dla opisania sy.clacji ludu wobec Boga metafory Obh.1bieniey. Jednak jej krueha m i lose byla chwiejna i niewierna. Ostae si~ mogla wobec Boga jedynie jako skruszona grzesznica. Obdarzajqc Ma ryj ~ godnosei,q wyjscia spad grzechu pierworodnego, pr zywrocil Bog ludzkosd godnose, u czynil sobie z jednego z nas, czlowieka jak my, godnego siebie pail"tnera dialogu. Maryja otrzymala pelni ~ laski, zanim jeszcze mogla miee jakqkolwiek z aslug~. J ej miejsce w dziele Zbawienia jest bezwzgl<,;dnie darmowym dzielem Boga. Moze to nas czasami napawae niepok ojem, przezywamy bowiem nasze chrzescijm1stwo na spos6b bardzo pelagianski, to znaczy uwazamy moraine "prowadzenie si<,;" za samq iresc zycia chrzescijanskiego i spodziewamy si ~ nagrody, tak jak solidny robotnik spodziewa si <,;, ze nie zostanie oszukany przy wyplacie, ktora mu si~ ze sprawiedliwosei n alezy. Sytuacja Mar yi przypomina nam, ze wszystko jest laskq, ze fakt naszej przynaleznosci do Boga jest w ynikiem daru, calkiem darmo i niezqsluzenie otrzymanego. Cale nasze zycie chrzescijanskie - z etykq, kultem, modlitwq -- jest tylko probq belkotliwej odpowiedzi na ten dar. By jasniej to zobaezyc spojrzmy na Maryj~, jako na pelni~ Izraela, p od innym jeszcze aspektem. - W Magnificat Maryja spiewa 0 Bogu: "On okazuje moc r a'll1ieniem swoim, rozprasza pys2idyeh i ieh sere zamysly. Strqca wladc6w z tronu, a wywyisza pokornyeh. Glodnych nasyca dobrami, a bogatych z niczym odprawia" (Lk 1, 51-53) Spiewa to 0 sobie, jest bowiem w najpelniejszym sensie biblijnym "ubogq Jahwe". "Reszta Izraela", ci nieliezl1! j)()zostali z karzqcego gniewu Bozego, to wlasciwie ubodzy. Nie chodzi tu przede w szystkim i jedynie 0 ubostwo materialne. "Ubostwo" biblijne oznacza przede vvszystkim j a k 0 S c stosunku do Boga. Ubogi to ten, ktory widzi wszechmoc Boga, Jego r~iewyraza lno sc i transcendenej~. Przeciwiensiwem jest faryzeusz i uczony w Pismie, wiedzqey lepiej od Boga kim On jest i piszqcy uczon e scenariusze dla Jego dzialania wobec ludzi. Ubogi jest otw arty na dzialanie Boga i przyjmuje je jako niezasluzony dar. Taka jest postawa Maryi wobec Boga. Dlatego jest pelnia, Izraela i "szczytem ludzkosci" oezekujqeej Boga. Jej "fiat" jest powiedzi:me nie tylko w jej wlasnym imieniu, ale w imieniu nas wszystkich. Bog jq do tego uprawnit

25 MIEJ SCE MARYI W DZIELE ZBAWIENIA 2. UDZIAl WE WCIELENIU (OOiE MACIERZYf\iSTWO) 839 Zasadniczym poslannictwem Maryi bylo w lqczye Logos, drugq Osob~ Trojcy - w ludzkose. List do Galatow (4, 4-5), powstaly prawdopodobnie w latach 53-58, zawiera pierwszq nowotestamentowq wzrniank~ 0 Maryi. "Gdy jednak nadeszla pelnia czasu, zeslal B6g syna swego, z ro d z 0 n e g 0 z n i e w i a sty, zrodzonego pod P rawem, aby wykuph tych, kt6rzy podlegli Prarwu, abysmy mogli otrzymac przybrane synostwo" (Gal 4, 4-5). Maryja jest lviatkq Boga, bo zrodzila G('), w Jego czlowieczenstwie - dla nas. Taki tytul nadal J ej sobol' efeski (431), wynika bowiem logicznie z prawdy 0 pelnym czlowieczensnvie J ezusa. Jej macierzyd.stwo jest nie tylko fizycz'l1e, ale przede w szystkim duchowe, gdyz ona im ieniem calej ludz.1{osci odpowiada "fiat", "niech si ~ stanie" na Zwiastowanie Aniola. 1stot& Macierzynstwa Maryi jest n'ow a i jedyn a w calym porzqdku stworzenia relacja pomi ~ dzy Niq a Bogiem. Wszak Syn, kt6rego zrodzila w Jego czlowieczei1stwie, i k tory byl Jej P raw dziwym Synem nigdy nie przestal bye Bogiem. To decyduje 0 jedynym miejscu Maryi, najpelniej z lu dzi. polqczonej z Bogiem. Powroemy do teksiu Lukasza. Aniol zapowiada pocz~ ci e i narodzenie Mesjasza. Slowa jego Sq utkane z cytat6w roznych proroctw, Starego Testamentu, cne wlasnie teraz oto zostajq spelnione. Maryja stawia pytanie : "Jakze si~ to stanie, skoro nie zn am pozycia z m~zem?" Aniol jej odpowiada : "Duch Swi~ty zstqpi n a Ciebie, i moc Najwyzszego osloni Ci~. Dlatego tez Swi~ te, ktore si ~ narodzi, b~dzie nazwane Synem Bozym" (Lk 1, 34-5). Mam y tutaj okreslony w j~ zyku biblijnym f a k t isens d z i e w i c z eg o macierzynstwa Maryi. Wydawae by si ~ czasami mogio, ze nauk a 0 dziewictwie m a cierzynstwa Maryi jest sladem jakiegos manicheizmu, pogardy dla spraw ludzkiego ciala. J ak gdyby Kosciol gloszqc t~ n auk ~ twierdzil: Ona, ta naj swi~t sza, nie mogla iniee nic w sp6lnego z "tymi sprawami". Jednak biblijna trese wiary jest duzo bogatsza. Nie nalezy biologicznie patrzee na t~ prawd~ wiary, jej sens bowiem jest teologiczny. Na Maryj ~ zstqpil Duch i oslania jq m 0 c Najwyzszego. K s i~g a Wyjscia opisuje obecnose Boga wposr6d wybranego narodu pod postaciq obloku, ocieniajqcego 'l1amiot, w kt6rym przechow ywano tablice Przymierza (Wj 40, 31). W psalmach w ielokrotnie Bog przyrownywany jest do ptaka, w ktorego cieniu spoczywajq ludzie (Ps 63, 62, 8 : "Bo stales si~ dla mniepomocq, i w cieniu Twych skrzydel wolaro radosnie"). Obraz ten naprowadza nas na poczqtkowe slow a Ks i~gi Rodzaju : "Ziemia zas byla bezladem i pustkowiem: ciemnose byla nad PQwierzchniq bezmiaru wod, a Duch Bozy unosil si~ nad wodami" (Rdz

26 :9 <l.n ANDRZEJ KlOCZOWSKI OP Jf ~ wyrwana z kr~go~ chroni je od na (V ~ jest tyl~o J ej ~~ iest sens' meta.",m Boga, ktory v'-io ~C '1ych religii.,1ekowy proces oczys(t> tv.4 ~~ 'osu, do.vanie do przyjscia Mes.'(>I'[~ ~ 0~ - ~.IJv -'rzy. clelcji ludu wobec Boga met~ <I'<'c{ '~ 0.(,0 a'j'~ <:a, lose byla chwiejna i niewie>' t O(,l0. ~ /JOt:O>o..~ q, aj>..o jako skruszona grzesznica. tt> J; ~<~ ott>o <l't<1/\ 0 q. grzechu pierworodnego,' ~ <10 ct<.~q<l' C{'l<l't. ;p.0 is''c{ 0 z sobie z jednego z nas, czl tv. ~...q o<>(,l ~ <. <1<,.Q(,l l '<"qtt> so,.1em logu. Maryja otrzymala.t9<1'.f.<{, ;p.~is"0 IJ.<:><1'4.; ".?Jtott>%'.L spokolwiek za slug ~. J ej rr'<i'4./ rl o ~.q. Oct.A.&o 'f J czynu darmowyrn dzielem Be 'P: ~'" d./ (>~O~ l 0t: I'q <? L. Sensem <I' ';; ~.,,~' przezywamy bowiem 1.i>,~<I' (,l."., tp,.' (,l(> ;P,.. k ' t t, 'C;. glans '''s. v-q. <'" 1, 0 znaczy u, <r./~ <>: <..f: ' <?<I' NP', w kt6rej irese zycia chrzescij tv. " <>';0 ') ct ift:;/ q 00 'C, ll La tylko w perlidny r obotnik SPOO~h0q{t" 4 <1'.04 0 <'.Qq, ' Wsze1kie pr6by k tora mu sip, ze svv, ' ~.f<» /J. <'~ <1'1' tv.~.ie powiedziee: fa1 nam, ze wszystkq~~~. tcf~ o<,~ q, jest w ynikiem da <'.q::".q {'l<?o c{c1.f Lbawiciel nie jest Nadn asze zycie chrzj(><. <~~0 &.Y~ ">-0, It.sche, owocem ludzkiego probq. b~~ 0.ui \f.y0 ~%. q ~{'l<'.q let tak swi~ty jajk Maryja, By JasmeJ too ~ 0 " <' q, j lko Bog i Jego decyzja przepod innym j e?~\?~ ;;' 1'0 ')ql'o J ak widziane od strony Bog~ 5'f;./",0.i> <' q.t:p~~, ill nowego stworzenia, talk ogla, "On o~. ',,' <'.Q.;/e? '{iem ubostwa i niezdolnosci czlor ozprl?<> ' 0 <'.Q. ~, St rqcl"~ tv.~c4:/0 mmicy Bozf:'go Macierzynstwa, musi Gl o ~. QSA.J~, (,l :1pektywach. Maryja jest blogoslawiona, {'l A ' 'VC; qj., ' <./. (,l~ ~c;, Jej wielkie rzeczy" (Lk 1,49) Spie'V'q <1' -2);.q cr" tv.q. uwierzyla. Eli:bieta mowi w scenie nawiedze-' " u b 0 ",.701,,,estes, ktoras uwierzyla, ze spetnia, si~ slowa pogniew<> 0,,a" (Lk 1, 45) kim ;J..~ :/,,martwym narz~dziem w r~kach de Boga. Jest zywym, "\;'~ ws""",.:kiem, partnerem pelnego godnosci dialogu. Odpowia sty.0 ja sluzebnica Panska, niech mi si~ stanie wedlug slo (Lk 1, 38). Odpowiedz ta jest najpebniejszym wyrazem T.cyi. c a Maryi jest najpierw aktem 0 d d an i a, po!l1iewaz wszys ;st laska, Boga, naturaljne jest, ze oddaje si~ calkowicie wlasnie.u. Jej wia.ra jest rowniez aktem posluszenstwa: "Oto sluzebnica Panska". Wchodzi w plan Bozy, akceptuje swa, rol~

27 "'IEJSCE MARYI W DZIElE ZBAWIENIA 841 matki Mesjasza. Nie przyjmuje tego jako aktu osobistego wyroznienia. Maryja jest: "W istocie swojej, od pierwszego tchnienia z udzialem Laski najzupelniej zgodna, jako latorosl ze zlotem promienia, uprz~dzajqca si~ swymi wloknami" (Norwid - Litania) Wiara Maryi jest wreszcie aktem jej u f nos c i: "Niech mi si~ stanie wedlug slowa Twego". Zdziwiona i zbulwersowana zadawala pytanie nie b~dqce odmowq wiary, lecz probq zrozumienia jej tresci - w jaki sposob ona, dziewka, stanie si~ matkq. Zrozumiawszy wielkosc Bozego zamiaru, oddaje 'si~ Bogu, w pelnym zaufaniu posluszenstwie Jego slowu. Jest to jakby model swiadomej akceptacji wiary kazdego chrzescijanina. l'-,aska, dotykajq,c swiadomosci czlo, \Vieka, budujqc na jego naturze, dokonuje jednak zasadniczego przewartoscio\vania, domaga si~ innego spojrzenia na siebie i swiat. Slowo Boze i zywa obeonosc Ducha sw. rozswietla nas jednak wewn~trznie i pozwala zaufac prawdzie Dobrej Nowiny. Podobnie jak Abraham, Maryja jest "pannq wiernq", matkq wszystkich wierzqcych. 3. UDZIAl W DZIELE ODKUPIENIA Lukasz opisywal rol~ Maryi w dziele Wcielenia, brak natomiast prawie zupelnie dalszych wzjil1ianek 0 Jej zyciu i roll Nie dziwi nas to zresztq, jest bowiem zgodne z Lukaszowym zwyczajem umieszczanie w jednym miejscu wszystkiego, co dotyczylo danej osoby. Jan, ktory z kolei nie pomieszcza w swej Ewangelii dziecinstwa, oporwiadu dwa epizody z publicznego zycia Jezusa, w ktorych Maryja odgrywa nieposledniq rol~. Sq to: scena w Kanie Galilejskiej, kiedy to Jezus na posredniczq interwencj~ Maryi dokonuje pierwszego cudu, po ktorym "uwierzyli w Niego Jego uczniowie" (J 2, 11); oraz scena pod Krzyzem, kiedy umierajqcy Jezus wypowiada do Maryi slowa: "Niewiasto, oto syn twoj", oraz "Oto matka twoja" (J 19, 26-27). Mamy tutaj do czynienia z typowq dla styhl sw. Jaria sytuacjq: w warstwie opisowej, ktora wydaje si~ ewokowac najbardziej bezposredniq i zyciowq sytuacj~ ' - kryje si~ gl~boki symbolizm, ktory pozonlie malo znaczqcym slowom nadaje gl~boki wymiar. Miejsce obydwu "epizodow maryjnych" w konstrukcji Ewangelii Jana jest znamienne. Umieszczone na poczqtku i u kresu opowiada;nia 0 pubiic:?jnej dziala1nosci. o czynach i slowach Jezusa, tworzq figur~ stylistycznq zwanq inkluzjq, stosowanq w tekstach biblijnych dla pocikreslenia wagi danej mysii - w naszym wypadku chodzi 0 dyskretne, a przeciez znaczqce podkreslenie roii Maryi w dziejach Zbawiciela.

28 842 JAN ANDRZEJ KlOCZOWSKI OP W wypadku opisu cudu w Kanie Galilejskiej, mamy do czynienia z symbolicznq zapowiedziq uczty eucharystycznej (pomnozenie wina), podobnie jak poiniejszy epizod rozmnozenia chleba da okazj<:: do wylozenia nauki 0 chlebie zywym. Uczta euchurystyczna jest znakiem i przygotowaniem uczty eschatologicznej, jednego z symboli biblijnych, opisujqcych za.slubiny Boga z ludimi. Do tegoprowadzi cala dzialalnosc Jezusa, a sens uczty niebiallskiej odkrywamy w tekscie Apokalipsy (19, 7-8, 21, 2-9). Przy tak bogatych konotacjach znaczeniowych or<::downictwo Maryi nabiera ogromnej wagi - staje si<:: znakiem i zapowiedziq Jej wstawiennictwa za nami w niebie. Podobnie slowa wypowiedziane przez umierajqcego J ezusa do Matki i umilowanego ucznia majq gl~bsze znaczenie, niz tylk o osobistq t rosk~ Syna 0 losy osamotnionej lviatki. Niewqtpliwie rowniez taki sens zawarty jest w tych slowach, ale kontekst calego opisu wskazuje na znaczenie duzo bogatsze. J an opisuje najwainiejszq chwil~ w dziejach swiata, opisuje jq-w swietle pr oroctw, dopelniajqcych si<:: w zbawczej smierci J ezusa. Wydaje s i~ wi<::c logiczne, ze mamy prawo doszukiwae si<:: gl<::bszych, niz tylko osobiste, znaczen interesujqcych nas slow. W opisie cudu w Kanie Galilejskiej, jak rowniez w scenie "testamentu" spod krzyi:a, Maryja nie zostaje nazwana Matkq, lecz "niewiastq". Jest to szczegolnie uroczyste wyrazenie, ponownie przywolujqce n a mysl pierwsze karty Ksi<::gi Rodzaju, kiedy to Adam n adaje Ewie imi<:: i funkcj<:: "matki wszechzyjqcych" (Rdz 3, 20). Jak Ewa jest archetypem kobiety dajqcej zycie w porzqdku n aturalnym, tak Maryja zostaje Matkq ludzi wprowadzonych w "nowy porzqdek stworzenia". Sarna zostala odkupiona, sama jest "lask i pelna", u tkana niejako z Bozych darow. Jej iycie jednak jest pelnq wolnosci odp owiedziq Bogu, a tak jak odpowiadajqc Aniolowi przyj<::la imieniem lu dzkosci wiese 0 Wcielen iu, wi~c e j nawet, wyrazila na to zgod<::, tak teraz w imieniu ludzkosci znajduje si<:: pod Krzyzem, gdzie Jej osobiste cierpienie lqczy si<:: z cierpieniem Syna. Pel:n2. wiary raz jeszcze powtarza "Oto ja sluzebnica Panska". Dramatu, jaki si <:: teraz rozgrywa, sarna nie rozumie do k6nca, Jej jednak obecnose jest peina po Sl llszensh va woli Boga. To jest i Jej ofiara. Jak nikt z ludzi "dopelnia tego, czego brak m<::kom Jezusowyrn", by zastos'0wae do Niej slowa sw. Pawla (1<:01. 1, 24).,,0to Matka twoja" odnosi si<:: do k azdego wie-: rzqcego. Podsumujmy: rola Maryi nie polega tylko na Jej Boskim lviacierzyitstwie. Jest dalej obecna w zbawczym dziele Syna, a ta Jej blisko e nie rna jedynie charakteru historycznego, nie dotyczy tylko przeszlosci. Opisy ewangelistow, g16wnie sw. Jana sugerujq, iz nabiera ona znaczenia eschatologicznego. Maryja nie tylko by I a obecna

29 MI JSCE MARYI W DZIELE ZBAWIENIA 843 wobec swego Syna, Ona j est obecna teraz. Slowa "Oto Matka twoja" odnoszq si~ nie tylko do swi~tego Jana, lecz do wszystkich wierzqcych. 4. MARYJA A KOsCIOt To, co powiedzielismy, skierowuje naszq uwag~ na zwiqzek Maryi Z Kosci:llem. W 12-tym 'rozdziale Objawienia spotykamy obraz "niewiasty w slonce obleczonej", ktora odbywa walk~ ze "smokiem barwy ognia". Ustalila si~ zgodna dzisiaj interpretacja tego tekstu, gb szcjca jego podw6jne oznaczenie: Niewiastq jest zar6wno Kosci61, jak i Maryja, eschatologiczna po.stac Kosciola. Te dwa symbole splatajq sit; w nierozerwalnq calose, kt6ra raz ukazuje indywidualne oblicze l\faryi, to znowu jest Matkq-Kosciolem, rodzqcym w iernych. Maryja pod kt zyzem symbolizowala Matk~-Kosci61, rodzqcq wiernych i umilowanych uczni6w. Tutc>.j symbolizuje Kosci6l wakzqcy i trumiujqcy w wake 0 uzyskanie eschatologic:mego dziedzictwa. Maryja moze pemit t~ rol~, albowiem w Niej najpelniej zrealizowalo si~ to, eo jest samq tresciq Kosciola - Laska i obecnosc Ducha swit;tego w ludzkich duszach. Ciekawe swiatlo rzuca na to prawoslawna teologia ikony. Ojcowie greeey zastanawiali si~ nad tyro, ze brak nam obrazu konkretnego, osobowego dzialania Ducha sw., takiego, jakim jest czlowieczenstwo Jezusa. Dochodzq jednak do wniosku, ze Maryja jest prawdziwq ikonq, prawdziwym obrazem dzialcmia Ducha sw. W niej pokazywal Bog najpeliniej czym jest czlowiek, jezeli calkow icie odda sie, Bogu, powierzy Mu uinie swoje zycie. Patrzqc w oblicze Maryi, patrzymy na najdoskonalsze Boze dzielo, w kt6rym laska i wolnosc splatajq si~ w nierozdziel:ny w~zel. Bt;dqc eschatologicznq ikonq Koscioh, jest przy Synu i pemi swo '1\ funkcj ~. Pismo sw. czyni do tego aluzj~, acz niejasnq i dopieco swiadectwa tradycji wiary pozniejszych wiek6w dajq nam ulamkowc) przynajmniej odpowiedz. Funkcj~ t~ proponowano rozrnaicie nazywae - mowiono nawet 0 posrednictwie. Zawsze jednak musimy pamit;tac, iz posrednictwo Maryi ma okreslone znaczenie, gdyz jedynym posrednikiem jest Jezus Chrystus. Wydaje si~, ze skromniejsza b~dzie naz\va "wstawiennictwo". Nie rodzi one tych mylqcych skojarzeil jak posrednictwo, natomiast r6wnie dobr ze oddaje specjalne miejsce Ma- ryi. w dziele Zbawienia. 5. MIT A WIARA W TEOLOGII MARY JNEJ Wsp6lczesne podejrzenia, jakie wysuni~to wobec chrzescijanstwa, r.ie oszcz~dzily i mariologi"i. Musimy wi~c na zakonczenie naszych

30 844 JAN ANDRZEJ KlOCZOWSKI OP rozwazan przynajmniej zasygnalizowac ten temat, zastrzegaja,c si~, iz brak miejsca nie pozwala potraktowac go dostatecznie szeroko. Pierwsze podejrzenia nasun~ly b3jdania z dziedziny his tor i i rei i g i i. Postawiono mianowicie problem, czy kult Maryi na te. renie chrzescijanstwarue jest po prostu kontynuacja, kultu Wielkiej Matki, znanego w tylu religiach swiata. Byla to Tellus Mater, personifikacja Ziemi i jej plodnosci, pra-matka, kt6ra zrodzila wszystkich w swym lonie. Kazda matka ludzka, gdy rodzi, powtarza tylk'o paradygmatyczny czyn, jaki w pra-czasie mityc:m1ym dokonala tamta matka. Bogini ta nosi r6zne imiona - Demeter, Izyda Astarte, raz jest dziewicq, raz kochanka, i malzonkq, stale jednak jest wcieleniem tej samej postaci. Hisooria religii m6wi nam, ze kult Matlri zwia,zany jest z kulturami rolni czymi, dawniejsze bowiem religie plemi:on koczowniczych bardziej koncentrowaly si~ na bogach uranicznych, niebo bylo gl6wnym i pierwszym objawieniem sacrum. Wraz z rozwojem kultur rolnych nastqpilo przesulili~cie uwagi religijnej i sam tajemniczy przebieg procesu przyrodnkzego, tajemnica zycia i smierci, plodnosci i lilarodzin staly si~ gl6wnymi nosnikami hierofanii. Chr'zescijanie pierwszych wiek6w ostvoznie podchodzili do kultu maryjnego, rozwijal si~ on niezmietnie wolno. Niewqtpliwie podyktowane to bylo obawq przed zanieczyszczeniem chrzes«ijanstwa resztkami kult6w poganskich. Znamy herezj~ "kollyrydiant6w" 0 ktorych Epifaniusz pisal, ze "w swym szalenstwie tak wynosili Dziewic~, ze zajmowala ona miejsce Boga". JedlIlak wraz z przyj~ciem chrzescijanstwa przez swiat starozytny uwaga ta jakby oslabla. W V wieku powstaje na miejscu dawnej swia,tyni Artemidy w Efezie wielkie sanktuarium maryjne. W Rzymie kosci6l Santa Maria Antiqua powstaje na miejscu swiqtyni Vesta Mater, a w Chartres kult Matki Bozej wydaje si~ zast~powac kult Virgo paritura. Co wi~c jest istotnq trescia,,kultu Maryi, jaki spotykamy w chrzescijanstwie katolickim, tak rzymskim, jak i wschodnim, czy jest to tresc ewangelic:m1a czy tez pogans'ka? Drugie podejrzenie podsun~la psychoanaliza. Z jednej strony Freud wykazal nieznane dotychczas wymiary pop~du seksualnego w czlowieku, i dlatego w swietle jego poglqd6w i ustalen, niezalewie od tego, czy przyjmiemy je w cz~sci przynajmniej czy odrzuc amy, rzeczywistosc ludzkiego erosa jawi si~ nam inaczej niz w wiekach bezposredniej spontanicznosci. Dlatego nie zawsze mozemy teraz przyja,c j~zyk, jaki byl do niedawna jeszcze w uzyciu, gdy chocby Scheeben pisal 0 "oblu.bienczym macierzyilstwie". Zbyt przypomina to nam opisy kompleksu Edypa. Drugi z klasykow psychoanalizy, Carl Gustav Jung, z innej strony rzucil swiatlo nn zagadnienie kultu maryjnego. Byl to dla niego tytho szczegolny wypadek pojawienia si~ archetypu WieNdej Ma:tki. Arch~-

31 MI~JSCE MARYI W DZIElE ZBAWIENIA 845 typ jest dla Junga przejawem podswiadomosei zbiorowej, jakby magazynu przechowujqcego doswiadezenia ludzkosci. Przejawia si~ ezy tez powinien przejawic w zyciu kazdego ezlowieka, pod grozbq nie zrealizowania jego ezlowieczenstwa. Archetypy sa, nlejako symbolami, obrazowo wyrazonymi stanami duszy ludzkiej. Czlowiek dochodzi do pelnej doj rzalosci psychicznej, gdy wszystkie ukryte wewn~ trzne dynamlzmy dochodza, 'll niego do glos'll 1 harmonijnie zostajq wyrazone na plaszczyznie swiadomosci. Taka harmonia wymaga odpowiedniej proporcji pomi~dzy czynnikami m~skimi a kobiecymi w psyehice czlowieka, stcj:d Jung 0 wiele wyzej stawia katolicyzrn od protestootyzmu, gdyz ten ostatni jest 0 wiele bardziej religiq Ojca, brak w nim lagodzqcej obecnosci Mavki. Prot~stantY:Mll w duzo mniejszym stopniu jest zdolny - zdaniem Junga - do wprowadzenia ladu i harmonii w zycie czlowieka. Jung naleial do entuzjast6w dogmatu o Wniebowzi~ciu, uwazal go za najdonioslejsze wydarzenie religijne od czas6w Refonmacji. Wa:ma jednak dla niego byla nie tyle t1'esc dogmatyczna, co psychologiczna tej prawdy, ogloszonej przez Piusa XII. Jak mamy podejsc do tej konfrontacji stanowisk? Pami~tac musimy zawsze, ze katolicka zasada uniwersalnosci kaze nam podchodzic z duzymszacunkiem do kazdej ludzkiej rzeczywistosci. Dlatego tez nie widzimy nk gorszqcego w fakcie, oczywistym z opunktu widzenia historycznego, zajmowania przez Maryj~ miejsca poganskich bogin. Sob6r Watykanski II sformu~owal wamq zasad~, kt6ra zresztq byla zawsze zasadq post~powania Kosciola, kt6ry "dzialalnosciq swojq sprawia, ze cokolwiek dobrego znajduje si~ zasiane w sei-cach i umyslach ludzkich lub we wlasnych obrz~dach i kulturach.narod6w, wszystko to nie tylko nie ginie, lecz doznaje ulepszenia, wyniesienia na wyzszy ~om 5. pemego udoskonalenia na chwal~ Bozq... i dla szcz~sciaczlowieka.". (Konstytucja 0 Kosciele, 17). Tak jak filozofowie chrzescijanscy znajdowali slady pierwotnego objawienia w naukach filozof6w greokich, w idei Dobra u Platona, czy w koncepcji Boga u Arystotelesa, tak i eleme'nty j~zyka i wrazliwosci religijnej lud6w starozytnych zostaly przezen przemienione a ollie unicestwione. Musimy jednak pami~tac, ze nie chodzi tutaj 0 proste przej~cie i przeniesicnle heterogenicznych w stosunku do Ewangelii element6w, chrzescijanstwo nie jest eklektycznym zbiorem element6w 1'6znych religii, rna swojq wlasnq struktur~, do ktorej kiedy wlqczr jakies elementy, to tylko oczyszczajqc je i przeksztalcajqc. Czasami chodzi wi~c 0 przej~cie pewnego j~zyka symbolu, zasadnicza tresc wiary musi pozostac w zgodzie z Ewangeliq. I tu na zawsze pozostanie faktem, ze Maryja nle jest personifikacjq sil przyrody, nle jest Wielkq Matkq religii kultur agrarnych, lecz jest konkretnym czlo

32 J JAN ANDRZEJ KLOCZOWSKI OP ul J', ~ "'1 i kobiet~ izraelskq, skromnq i pozostajqcq w pona marginesie wielkich wydarzeil, nie tylko poliawet jakby na marginesie dzialalnosci Jej Syna. 'emy odrywac od j~zyka Ewangelii, nawet wte )oli, ktore w innych religiaeh stanowily jakby?mnicy Jej boskiego maeierzyilstwa. Tam jed - ~J Jest porzqdek historyeznych wydarzeil, tam persomtaj reallna osobowosc historyczna. :::itqd stala koniecznosc uwagi i 03tr02mosei w uzywaniu okreslel1 nie powiqza'nych koherentnie z ealosciq logiki Objawienia. Jej w yjqtkowosc jest wyjqtkowosciq odmiennq ad st::mowiska Jezusa Chrystusa, jedynego prawdziwego Posrednika i Objawiciela Ojca. Mozemy przejmowac symbole, zgodzic si~ na psyehologiczne znaczenie arehetypu Wielkiej Matki, nie mozemy jednak mieszac rzeezywistosci wial'y z porzqdkiem mitologieznym. Wspokzesna teologia i mariologia 'postuluje oczyszczenie potoeznych jeszeze w j~zykukatolic..1{iej poboznosci okresleil, zwrotow ezy obrazow, ktore moglyby nasuwac niejasnosci co do prawdziwego stanowiska Kosciola w kwestii dogmatu maryjnego. Wydaje sip" ze ezasami jp,zyk ten przywoluje mitologiezny obraz "wieeznej kobiecosci - das Ewigweibliehe". Jest to jakies roztopienie realnej osobowosci psyehologieznej Maryi w abstrakeyjnej idei kobieeosci. Moze nam to pomoe w opisaniu i okresleniu speeyficznie k 0 b i e c e j roli l\l[aryi w dziele zbawienia, nie mozna jednak sprowadzac wszystkiego do abstrakcji, przy jednoezesnym zapoznaniu podstawowych relaeji osobowyeh. Funkcjonuje rowniez pewna tradycja rozumienia macierzyilstwa. ktorej nie mozna w zaden sposob pogodzic z ewangelieznq wizjq zbawienia i miejsea Maryi w tym dziele Boga. Czasami zbyt egzaltowana poboznosc przeciwstawia macierzyilstwo i wyrozumialosc Matki gniewowi i srogosci Ojca, a nawet Chrystusa. Temat ten pojawil sip, w poboznosci chrzescijanskiej stosunkowo pozno, bo dopiero z poczqtkiem XV wieku i nie nalezy do najstarszej tradyeji chrzescijailskiego j~zyka kultu Maryi. Francuski pisarz religijny XVII wieku pisal: "Jezus pragnie pot~pic, Maryja chce zbawic". Jasne stanowisko w tym wzgl~dzie zajql ostatnio Pawel VI w przemowieniu z 15 sierpnia 1964 r. : "Niektorzy naiwnie uwazajq Maryj~ za bardziej milosiernq od Pana. Dziecinnie majq Go zasrozszego od Niej, uciekajqc si~ do Matki Boga przed karq, jakq Pan nam zgotowal. Fakt wstawiennictwa Maryji jest pewny, ale zrodlem wszelkiego dobra, takze i jej dobroei, jest zawsze sam Bog. Chrystus jest jed y n y m Po s r e d n i k i e m, jedynym zrodlem laski. Maryja salida wszystko zawdzip,'j cza Chrystusowi". Slowa te Sq wyraznq wskazowkq dla przemyslenia na nowo j~zyk a

33 MIEJSCE MARYI W DZIElE ZBAVJIENIA 847 nie tyle maryjnego dogmatu. co maryjnej poboznosci. Wydaje si ~ to koniecznym warunkiem ocalenia db wsp61czesnosci wielkich prawd wiary 0 niezastclpionym miejscu Maryi w boskim dziele zbawienia. Jan Andrzej Kfoczowski OP W mmejszym opracowaniu korzystalem z prac wybitnego mariologa rancuskiego R. Laurentin. Glownie: Court traite de theologie mariaie, Paris 1959 (Zob. polskie opracowanie tego tekstu, uwzgl~dniajeice dorobek Soboru, piora B. Przybylskiego OP w : Wprowadzenie do zagadnieii teologicznych, Poznan 1969, S ), oraz tegoi Laurentina - Foi et iviythe en tmologie mariaie, w: Nouvelle Revue Theologique, 89 (1967), nt'. 3, s

34 EBERHARD KIRSCH ZBAWIENIE PRZEZ SZCZ~SCIE? UWAGI WST~PNE 1. Sposob postawienia pytania zdradza, ze nie my sami je sfoitilulowalismy 1 - jest n~m poniekqd narzucone; swiat pyta: jak to jest z waszym zbawieniem? Czy w dzisiejszym czlowieku wiese 0 zbawieniu budzi t~sknot~? ezy tez przeciwnie: poslannictwo zbaw ienia z punktu staje w konflikcie z ludzkimi pragnieniami? Jezeli przyjmiemy zawa'rte w tym poslannictwie wyzwanie, to sam ksztalt tego pytania wyzwoli w nas gotowosc do jego podj~cia. Jesli natomiast wyzwa:..f1ie odrzucimy, w pytaniu tym dostrze'zemy tylko bezprawne roszczenie. 2. Juz na wst~pie m~szych rozwazan nasuwajq si~ dwa zastrzezenia. Po pierwsze - slowo "zbawienie" kojarzy si~ z roinymi doswiadczeniami, i to juz w naszym wlasnym kr~gu kulturowym - a coz dcpiero poza nim? 2 Czy wario dla rzeczowego wyjasnienia tak wieloznaczmego ter-minu jak "zbawienie" uciekac si~ do slow a "szcz~scie", kt6re sarno r6wniez jest bogate w roznorodne sensy? Po drugie: Czy teologia i Kosciol podejmujqc kwesti~ szcz~scia nie wykraczajq poza wlasny teren? Czy zada'!liem teologii nie jest m6 wic 0 Bogu - a jesli '0 czlowieku, to po to, by go przedstawiac w odniesieniu do Boga? 3 I czyz Kosci61 nie powinien gl'osic KrzyZa (1 Kor 1, 18)? To znaczy m6wic 0 Chrystusie cierpiqcym i 0 czlovrieku upodobniajqcym si~ do niego wlasnie przez cierpienie? 3. Trzeba jedn3ik przeciez mow1c 0 zbawieniu w sposob zrozumiaty: nawet jesli nie jest ono tym samym, co szcz~scie. Zdawanie sprawy 1 Nasze sformu!owanie nawiqzuje do pytania R. Bultmanna: Anknupfu"g und Widerspruch. Theol. zettschrtft, 2 (1946) , 5 oraz w Glauben und VeTstellen, II TUbingen, , , Por. artykut wst<:pny Weiterfuhrende Impulse oder F!ickwerk w: potsdame~ Ktrche, Nr. ll , Obok szeroko znanych prac R. Bultmanna i jego ucznh)w por. tez K. Rahner, Horer des Wortes. Zur Grundlegung einer Re!tgionsphtlosophie. MUnchen 2, 1963.

35 Z~AWIENIE PRZEZ SZCZ~SCIE 849 z nadziei nalezy do obowiqzkow chrzescijanina (1 P 3, 15). Nawet twierdzqc, ze pojmowanie zbawienia nie rna swej podstawy w ludzkiej t~5knocie do szcz~scia, czy uszcz~sliwianiu ludzi, musimy pilnie eadac mozliwosci zyskania posluchu dla naszego gloszenia zbawienia. Teologia nie ograniczajqca si~ do inwentaryzacji tego, co dane, stale szuka ekwiwalentow poj~c biblijnych w doswiadczeniu ludzkim. Wystarczy wspomniec powiqzania mi~dzy takimi poj~ciami jak Szalom i salus publica 4, usprawiedliwienie i etyka spoleczna 5, dobra nowina wolnosci i dzieje wyzwalania si~ czlowieka. 6 Czy musimy wykluczyc tego rodzaju powiqzania poje;cia zbawienia z innymi poj ~ ciami, jesli nie chcemy sie; wyrzec t~ s knoty za Bogiem - "Calkowicie Innym" 7? Ale zrezygnowac z takich powiqzan, to stanqc wobec perspektywy czegos obcego i nie do poj<;cia. W konsekwencji znaczy to oczekiwac, ze swiat Bozy spaooie z nieba, gdy stary swiat rozsypie si~ w ruin~. A przeciez z faktu, iz zbawienie to rzecz ludzkimi silami nieosiqgalna, nie wynika jakas niemoznosc mowienia 0 nim w sposob po ludzku sensowny. Mamy prawo zastanawiac si~ i pytac, jaki jest stosunek wiesci 0 zbawieniu do doswiadczen szcz~scia, jakie znajq ludzie nam wspolczesni, w czym nawiqzuje ona do tych doswiadczen, a w czym im sie; sprzeciwia. 4. Ludzie wierzqcy w punkcie wyjscia zgodzq si<,: z twierdzeniem, ze zbawienie nie jest efektem ludzkich wysilkow. Nie wierzymy, ze Krolestwo niebieskie jest po prostu punktern docelowym naszego ludzkiego dqzenia do post~pu, automatycznym niejako przedluzeniem naszej praktyld zmieniania swiata. Z tego punktu widzenia warto sobie przyswoie dose juz szeroko rozpowszechnione rozroznienie mi~dzy "Tym co przyszle", futurum, a "Przyjsciem", adventus. Istotna 1'oznica zachodzi pomi<,:dzy tym, czego moze dokonae ludzkie planowanie i tworzenie, a tym, czego mamy oczekiwae od Boga. My sami ksztaltujemy przyszlose, to natomiast, co przychodzi od Boga, jest zawsze darem. 5. Moina pytae, jaka zachodzi relacja pomi<,:dzy zbawieniem a szcz~sciem: chcemy zobaczye, jak zbawienie staje si~ zrozumiale w re, c. Westermann, Der Frieden (shalom) in Alten Testament, Z ~ ieh en d er Z eit, 1~70, H eft 10, s J. Wiebering, Reehtferitgung und SoztaLethtk, Zetehen der Zei t, 1970, Heft 11, J. Moltmann, Gott vers!;hnt und maeht fret, Zeichen der Zeit, 1971, Heft I, s Pod ty m ty tulem ukazala sit: skarga pesy:nisty, uwazajqc<'go teologit: za wyraz tego typu t~sknot y - i iegnajqcego sio: z niq : M. Horckheimer, Dte Sehnsucht nae/, dem Ganz Andenn, Hamburg ZNAK

36 850 EBERHARD KIRSCH iucji do s zcz~scia (I), jak zbawienie otwiera przed nami per s pektyw ~ szcz~scia (II), jak zbawienie poprawia nasze pojmowanie szcz~sci a (III). Jednoczesnie obserwujemy, jak mowienie 0 szcz~sciu wychodzi na dobre gloszeniu.z;bawienia (I), jakakceptacja zbawienia angazuje wierzc\cych i majc\cych nadziej~ w w alce 0 szcz~scie wlasne i innych (II), jak szukanie i doswiadczanie szcz~s cia kwestionowane jest przez dobrc\ nowin~ 0 zbawieniu i 0 ile wi~cej ona daje (III). Trzy tezy majc\ przedstawic tak powic\zania, jak i r6znice pomi~dzy zbawieniem a s zcz~s ciem. T e zap i e r w s z a : M6wienie 0 szcz~ ciu wprowadza rozr6znienia V) nasze rozumienie zbawienia. I. MOWIENIE 0 SZCZ ~$CIU Nasza gotowosc dialogu wyrazi si ~ w tym, ze nie b~ dziemy zrazu proponowac jakiegos okreslenia szcz~ s cia. Nie chcemy z gory roz strzygac, co chcemy rozumiec przez szcz~scie, lecz r aczej doszukac si~, jakie doswiadczenia znajdujc\ wyraz w roznych sposobach mo w ienia 0 szcz~sc iu. Dzi~ki temu b ~dziemy mogli skomponowac po j~ cia s zcz~sc ia z r6znych elementow. 1 tak naszkicu jemy: Ludow e uj~cie SZCZ ~ SC la. Wskazuje ono na powszechnosc dqzenia do szcz~s cia. Gdy staramy si ~ u chwycic sens slowa szcz~scie np. w r6znych przyslowiach naitafiamy na przeciwstawienie: s z cz~s cie-pech : "Trzeba miec szcz~scie!", "Szcz~scie i szklo - kruchy towar". Szcz~ scie' jest przypadkiem, grymasem w zgl ~ dn ie usmiechem fortuny. Czy czlowiek moze sobie gotowac szcz~scie? Usposobic si~ do niego? Spuszczac si~ na nie? Istnieje pewna dyspozycja, kt6ra w spos6b najbardziej brutalny wyraza si~ w zdaniu : " szcz~s liwy, k to zapomina 0 tym, czego nie da si~ zmienic". Ale jest inna teza: "kazdy jest kowalem sw ego Iosu". Tu m amy juz w i~cej gotowosci do ksztaltowan ia swego zycia. Na czym wi~c w koncu polega szcz~scie? Dia jednych to w ygoda i ograniczenie pragnien: "samo szcz~scie - domek m aly". Dla innych r ozw6j i wykorzystanie wszystkich mozliwosci : "Najwyzszym s zcz~sciem ziemian jest przecie osobowosc" (Goethe). P rzyslowia i aforyzmy m6wic\ 0 p 0 s i a dan i u szcz~scia i 0 b y c i u szcz~sliwym. Wyznaczniki,szcz~s ci a SC\ subiektywne. Cele zas pryw a1j-!1e.

37 lbawienie PRZEZ SZCZ~SCIE Popularno-oswiatowe uj~cie szcz~scia. Bardziej pedagogicznie podchodzi do zagadnienia literatura wychoctzqca z zalozenia, ze szcz~scia moma si~ n auczye. 8 Literatura ta zawiera liczhe mowy obroncze i panegiryki na czese szcz~scia. Przede wszystkim jednak uwaia si~ ona za uniwersalnego doradc~, 'wr~cz za nauczycielk:~ zycia. Zalemie od poglqd6w autoraformulowane Sq.r6:lme podstawowc zasady szukania szcz~scia: Harmonia i pogoda przewaiajq jako recepty. Mamy tez pouczenia, jak zachowywae panowanie nad sobq i jak przyzwoicie si~ nudzie, jak nie dopuszczae do smutnych mysli i jak uczyc si~ sztuki odpr~zenia i dobrego samopoczucia, jak sobie radzie ze zlym nastrojem, nieciekawym towarzystwem itp. Higiena psychiczna, zapomnienie 0 smutkach i spok6j domowy zajmujq poczesne miejsca w programie. Bez wqtpienia jakies ABC sztuki zycia moze si~ wszystkim przydac. Literatura ta jednalc nie porusza wcale pytania 0 uwarunkowania takwysoko cenionego szcz~scia. Z tej racji wiele rad, pozomie praktycmych i na czasie, bo wykluczajqcych wszelk:q utopijnosc,9 w istocie nie moze miee zastosowania w zyciu: Sq to rady dla tych, co sami juz wszystko majq, a zagadnienie sprawiedliwosci spolecznej dla nich nie istnieje. Sq to lektury dla ludzi nasyconych wlasnym dobrobytem, kt'6rym potrzebna jest pomoc w trawieniu Uj~ cie empiryczno-socjologiczne. Tu mozemy oczekiwae opisu naukowego, kt6remu zawsze zagraza pomijanie element6w subiektywnych, pragnien i doswiadczen szcz~scia. Ale spotyka si~ tez i calkiem nienaukowe obrazy stanu rzeczy, nawet wr~cz hagiograficzne przedstawienia "poszukiwaczy szcz~scia" i "fhozofii szcz~scia". 10 Nasuwa si~ jednak pytanie dlaczego wlasnie te a nie inne zjawiska uznawane Sq za typowe. Dokladniej da si~ juz przedstawic cele, ja Ide ludzie sobie stawiajq, pragnienia i nawet poj~cia szcz~scia, badajqc zmiany przdstawieii szcz~scia, kryteria sukcesu v.ryst~pujqce w r6i nych warstwach spolecznych, klasach, grupach wieku itp. Przydatne jest takze Cliualizowanie modeli w alki 0 szcz~scie funkcjonujq Z posrod licznych pozycjl wymielliamy: A. H. Z. Carr, GLUck haben witt geternt sein Kteiner L eitfaden des Erlotgs tm tltgttchen Leben, Wien 1957; A. Heck scher, GWck lil.1 aue, Kaln-Berlin 1964; B. Russell, Eroberung des GLUck. Neue Wege zu einer besseren Lebensgestattvng, Darmstadt 1951; Alain, D i e Pfticht glucklicll 2U setn, Dusseldorf 1960; U. v. Kardoll, GWckttch setn und gwckttch machen ABC der Leben skunst, MUnchen M. Auclair Ktetne Schute des GWck, Stuttgart 19dO. Tak np. H. J. Baden, Der M ensch und setn GWck, GUtersloh 1957, Z ogromnym patosem pote:pia wszelkie myslenie.nastawiorie na przysz!om jako lekcewazenie tcrazniejszo Ci i tworzenie mitow. 10 Por. L. Marcuse, Pllttosophie des GWcks von Htob bts Freud, ZUrich 1972.

38 852 EBERHARD KIRSCH cych w Europie (postawy aktywne, wychylone w przyszlose), w Azji (spokojniejsze, bardziej skoncentrowane na terainiejszosci) itp.ll Punktem zbieznosci ma bye "zadowolenie". W konkretnych wypadkach roznie to przebiega, rozne Sq oceny. Ktos unika tego, do czego ktos drugi dqzy, jeden lubi prac~, inny czas wolny, jeden traktuje jako hobby to, co dla drugiego jest ci~zkim trudem. Jeden latwo si~ entuzjazmuje, inny raczed pelen rezerwy, jeden kocha walk~, drugi l~ka si~ konfliktow. Jeden poczuwa si~ do obowiqzkow wobec spolecznosci, inny wciqz zaj~ty jest tylko sobq samym... i tak dalej. Badania opinii publicznej konstatujq jednak, ze 0 trwalym doswiadczeniu szcz~scia mozna mowic tylko wtedy, gdy cale zycie ma sens i kierunek. Stwierdzenie to obejmuje zarowno mlodziez, jak i pokolenie starsze, a nawet starcow Uj~cie polityczno-ideologiczne. Gdy w konstytucjach czy w programach partyjnych mowi si~ 0 szcz~sciu, rozumie si~ przez nie publiczny dobrobyt, zaspokojenie pragnien jednostek w obr~bie ogolnego uksztaltowania zycia: "Mamy tylko jeden cel przenikajqcy calq polityk~ naszej partii: trzeba czynie wszystko dla dobra czlowieka, dla szcz~scia ludu, dla jnte-resow klasy robotniczej i wszystkich pracujqcuch. Na tym polega sens socjalizmu. Po to pracujemy i 0 to walczymy."13 Urzeczywistnienie tego wielkiego celu jest rzeczq przyszlosci, trzeba na to jeszcze wiele pracowac i niemalo walczye. Ale decyzja, by dqzye do tego, jako do jedynego celu wskazuje, ze wszelka dzialalnosc spoleczna ma zmierzac do zadowolenia, radosci zycia i bezpieeznej przyszlosci jednostek, a jednostki majq osiqgnqc zharmonizowanie swych dqzen z wymaganiami zycia spolecznego. Czy mozna zaufae takiemu haslu? Politycy wszystkich czas6w zawsze wypisywali haslo szcz~scia na swyeh sztandarach. Oeena, jaki humani:ll1ll na~ prawd~ sluzy czlowiekowi wymaga zbada.nia kwestii, jakie Sq 3poleczne uwarunkowania szcz~scia jednostki.l1 Rzeczywisty socjalizm stworzyl takie warunki w tej mierze, w jakiej wyeliminowal stosunki spoleezne, w ktorych czlowiek byl istotq wyzyskiwanq i zniewolo'nq. W oparciu 0 ten stan rz~czy walezy si~ 0 "jakose zycia" 15 zaslugujq- U H. Kundler (Praga), Anatomle des GWcks, Kaln " Sposr6d licznych badan i anklet czytelnlczych na temat sensu :i:ycia uwagll zwracaj'l sprawozdania z badan nad starzeniem sie np. E. Mai, Liingel" [eben kelne Utopte (Etn Interview) w: Uranta, Jg 1972, Heft 11, s. 26 nn. Obok czynnikow filozoficznych akcentuje sill tu spoleczne i kulturalne aspekty zdrowia i poczucia szcze:scia. ls Ze sprawozdania Komitetu Centralnego na VIII Zjezdzie SED, Berlin " Tu por. A. Schaff, Der Kampf um das GWek. Marx oder Sartre? Versueh. finer Phtlosophte des Mensehen, Berlin 1965, " Terminu tego uzywamy w sensie rozwinil:tym przez A. Nordena, M i tetnander t:nd FUretnander, Berlin 1972, 33.

39 ZilAWIENIE PRZEZ SZCZ~SCIE 853 c1l. na miano szcz~scla. Jest rzecz1l. oczywistq, ze cel tego rodzaju moina sobie stawiae tylko w oparciu 0 po<;taw~ mora1nq fundamentalnie z nim zgodnq Uj~cie artystyczne. Sztuka we wszysbkich swych formach dziala tu inspirujqco. Dzialalnose artystyczna opiera si~ na zalozeniu, ze jednostka wypowiada si~ nie w oderwaniu od relacji spolecznych, lecz za ich posrednictwem. Nawet jesli ktosma calkiem prywatnq wizj~ szcz~scia, nie potrafi jej jednak zrealizowae poza spoleczenstwem i nie pawinien realizowae jego kosztem. Nie musimy tu omawiae roli ~ztuki w rozwoju spoleczenstwa,17 W zyciu jednostek rola jej zasluguje na najwyz3zll uwag~: to sztuka wskazuje na to, ze marzenie moze stae si~ rzeczywistosciq, ze niq si~ staje. Sztuka uczula na zagrozenie szczp.scia, pobudzajqc do "edukacji uczue" i analizuja,c przyczyny alienacji,18 Wiqze si~ z tym spostrzezenie Christy Wolf na temat "niezb~dnosci prozy": "Egzystencja ludzka zubozona jest niewypowiedzianie, jesli nie moze porownujetc si~ z innymi brae siebie za ich podobienstwo, jesli nie odnajduje swego miejsca w bezprzykladnym pochodzie ludzkosci pielgrzymujqcej od chaosu ku ut~sknionemu porzqdkowi - ku temu, co wyraza stare, tradycyjne okreslenie 'Gesittung', obyczajnose, cywilizacja w sensie moralnego udoskonalenia".19 Kochac, bye potrzebnym, wspominac, ise dalej - to skromne i przypadkowe doswiadczenia szczp,scia zawierajqce si~ w niewyczerpalnej pelni mozliwosci, jakq sztuka nam przedstawia Uj~cie religijno-krytyczne. Klasycznym zr6dlem jest tu wprowadzenie Marksa do krytyki heglowskiej filozofii prawa: "Obalenie religii jako! 1u z 0 r y c z neg 0 szczp,scia ludu jest warunkiem rzeczywistego szczp,scia".20 Teza ta nieodparcie pociqga za sobq pytanie, czy uwazamy, ze swiat da si~ zmienic, i czy chcemy wspolnie zmieniac go na lepszy z punktu widzenia czlowieka. Punktem wyjsc.ia krytyki Marksa jest przekonanie, ze chrzescijanie rezygnujq z ulep 11 Por. praca zb. Lebensweise und Moral!m Sozia!lsmus, Berlin 1972 T. Hahn, We sen und Funktion mora!!scher Trlebkrii[te in der sozialistischen Gesellschaftstormation. Deutsche tcttschrtft filr Theologgie, Heft 5/1968, Por. KonzeptionelLe Vorgaben zur Entwicklung des sozia!istischen Kultur!eben, im Johre Beilage zu Sonntag Beran, Novembre 1972, oraz A. Norden, Mltelnander und FUl'elnander, op. cit II Por. np. K. Hirdina, Das Phlinomen Liebe. Sonntag, "Christa Wolf, Lesen und Schre ben. Aufslttze tlnd Betrachtungen, Berlin und Weimar 1972, K. Marx, Zur Kritik der Hegelschen Rechtsphilosophie. Eintettung. w: K. Marx, F. Engels, Werke, Bd I, Berlin 1970,

40 854 EBERHARD KIRSCH szania tego swiata, oczekuj~c pociechy od przyszlego swiata sprawiedliwego, ktory gotowy spadnie z nieba. Gdy ewangelia zbawienia gloszona jest jako poslannictwo znoszenia cierpienia, natychmiast stosuje si~ do niej okresienie "opium ". Poetyokim wyrazem tego rodzaju krytyki jest okrzyk Heine'go: "N a ziemi chcemy krolestwo niebieskie zalozye".21 Taka k<rytyka religii jest aktualna w stosunku do filozofii religijnej, dia k torej budowa lepszego swiata jest mozliwa tylko na gruzach starego i przemijajqcego. T~s lm ota tej filozofii do Boga Calkowicie Innego znajduje r ozne sposoby wyrazu. Wszystkim jej formam wspoina jest totalna negacja tego, co terazniejsze (poki i 0 ile jest terazniejsze). Tego typu myslenie pociqga za sob~ gorzkie konsekwencje: niedostrzeganie tkwiqcych w terazniejszosci alternatyw oraz chorobliwq rezygnacj ~...23 Aktualnq jest ta krytyka r6wniez w stosunku do teologii, ktora p'ozwala si ~ inspirowae takiej filozofii. Akceptu jqc krytyczne podejscie do ideologii m ieszczanskiej teologia Szkoly Frankfurdzkiej wkracza w rewolucyjne szranki. Chcialaby zmieniae swiat, ale nieraz nie pyta, dose pilnie, co wlasciwie zmienie nalezy.24 Albo: chcialaby zmieniae, lecz sqdzi, ze jest to mozliwe poprzez zabaw~, poprzez swego rodzaju igranie z rzeczywistosciq. Nie kwestionuje zalozenia, z~ to technika jest przyczyn ~ przymusow i wyobcowania czlowieka. Czlowiek moze s i~ wymknqe z kr6lestwa koniecznosci, gdy w duchu zabawy zdeeyduje si~ na przyszlose wolnq od nacisku, jaki wywiera dqzenie do os ic!.gni~e.25 Nasuw El. s i~ tu pytanie, czy to rozw i ~z an ie czyni juz zadose krytyce marksistowskiej'l Czlowiek wyzwolony dzi~ki zabawie i dla igrania, stanie si~ obey krolestwu koniecznosci, porzueajqc swiat zdemon iwwanej techniki. Marks zas stal na stanowisku, ze nie wolno uciekae do krolestwa wolnosci ; spoleezenstwo powinno sobie to krolestwo na stale wyw ywa1czye Uj~cie teologiczno-krytyczne. Krytyka religii od dawna prowokuje teolog6w. Przez dlugi ezas usilowali oni odrzueie t~ krytyk~ wykazujqc, ze wiara to nie t o sarno co religia. Dzis widzq juz jednak jasniej, ze sz ez~scie jest zaniedbanym a waznym tematem refleksji te 11 H. Heine, D eutschl and. Ein W interm iirchen, Caput r. If P or. n ota 7 I. W t yro punkcie aktualnq staje si E: k rytyka ideologii m ieszczanskiej z jej ahlstorycznym l zalozeniam l i d ljzenlem d o stabillzacji w obre:bie status quo; por. seria pod r ed. H. Buhra, Zur Krltik der bilrgeriich en Ideologie, Berlin od T u w spom niec trzeba liczne warianty tzw. t eologii r ewolucji. Z licznych glos6w krytycznych ; p or. M. Robbe, Chrlstentum und Christen im Splttkapitalismus, Deu t sche Z eithsch r ift f ilr Philosophie, Heft , I. Por. J. Moltm an n, Die Erst en Freigel assenen d er Schl)pfung. V ersu che ilber die F r eude an d er Freih eit und das W ohtgefallen am Sptet, MUnchen 1971.

41 ZBAWIENIE PRZEZ SZCZI;SCIE 855 ologicznej W zwia,21lm z tyro staraja, si~ zbadac historyczne korzenie tego zaniedbania i ustalic nowy katalog zadan. Badania te u kazujq wielowarstwowy, zlozony proces alienacji chrzescijanstwa przez pozachrzescijanskie motywy ucieczki od swiata, pogardy ciala itp.27 Ale widac tez, jak calkiem poprawne przedsi~wzi ~ci a teologiczne w iodly nieraz do nieprzewidzianych wniosk6w. 28 J esli teologia pragnie u prawiae dialog, nie powinna zby t latwo i pr~dk o godzic s i~ z faktem n~dzy ludzktej, czy widziec w niej nieodmienny los ludzki. Podstawowa cecha egzystencj chrzescijanskiej - dzwiganie Krzyza - nie moze i-yc dowolnie transponowane, nie chodzi tu 0 tworzenie jakiegos agregatu cierpienia. Krzyz nie jest zagrozeniem szcz~sci a. P rzeciwnie: w nim wypclnia s i~ absolutne TAK Boga wobec ludzkosci i bolesna, sie;lgaja,ca az po zmiaidzenie wlasnej egzystencji solidarnosc z nieszcz~sliwymi. Ukrzyzowany J ezus jest znakiem Bozej walki o szcze;lscie czlowieka 29 II. NASZE ROZUMIENIE ZBAWIENIA Powyzsze uje;lcia SzczE;lscia ob razuja, sytuacje, w kt6rych mamy zdawac spraw~ z naszej nadzieli zbawienia Sytuacja stawia wymagania, k t6rych nie mozna pomina,c. Nie chodzi 0 to, by u sprawiedliwiac Boze o r~ dz ie w oczach wsp6lczesnych. Rzecz w tym, ze okolicznosci czynia, je dla nas dwuznacznym. Czy fakt, ze panowanie Boga radykalnie usytuowane jest w przyszlosci oznacza, ze skazani jestesmy na wyczekiwanie pozahistorycznej Utopii? Czy tez dany juz w terazniejszosci sens panowania Bozego oznacza, iz wolno nam t~ utopie;l miec za ster i wyznacznik doczesnego dzialania? Pojmow anie odpowiedzialnosci chrzescijanina latwo sprowadzic do falszywej alternatywy pomi~dzy dzielem Bozym w zaswiatach i dost~pnym ludziom doskonaleniem sw iata. W gruncie rzeczy ta falszywa alternatywa jest wlasnie alternatywa, zbaw ienia i SzczE;lscia. Jezeli zdecydujemy, ze 0 szcz~sciu i zbawieniu trzeba my.. Por. J. de Vries, art. GIilck, w: RGG' II, 1928 nn. Odpowiednik katolicki rozwij a haslo "szcze:scle" szerzej dzie:ki odmiennej tradycji m yslowej, por. G. Siewerth, art. G LUck, G!i1ckst reben, GIilckseltgkett, w. IThK IV, " Programowo pisze 0 tym H. Ruhr, Das Gtilck und die T heol ogie. W ider die WeltflUcht, Stu ttgart, Ksillzka chce dodac odwagi szukajllcym szcze:scla I pogodzic teologie: ze Swia tern. U P roblem nadziei w perspektywie Krzyza i Kr6lestwa Bozego omawia w swej nowej ksillzce U. Heidinger, W ider die V ersohnu n g Gott es mit dem E!end. Eim: Krittk des chrtstlfchen The!smu8 tlnd A -thetsmus, ZUrich, II P or. nota 45

42 856 EBERHARD KIRSCH slee lqcznie, to musimy na nowo przemyslee kwestie zwiqzane ze zbawieniem Uwewn~tTznienie: W koscielnych uj~ciach problemu W bardw znacznym stopniu przewaza zainteresowanie jednostkq. Chodzi o indywidualnq dost~pn0sc i sil~ przyciqgajqcq zbawienia. 31 Sprawq zasadniczq jest, by jcdnostka znalazla usprawiedliwienie przed Bogiem. Tradycja teologiczna skoncentrowala si~ na jednostce i rozwin~la kwesti~ jej usprawiedliwienia w perspektywie prawa i Ewangelii jako podstaw~ calego uprawiania teologii. Nie chcemy tu pi~tnowae owego zainteresowania samokresleniern jednostki. Trzeba tylko uswiadomie sobie, ze wypracowywanie wielu poj~c teologicznych, jak na przyklad poj~cia sprawiedliwosci polegajqcej n a "nieliczeniu grzechu ze wzgl~du na wiar~ w Chrystusa", dokonalo si~ pod silnym wplywem tego i'ndywidualistyczmego kontekstu myslowego. Wszystkie interpretacje skoncentrowane na czlowieku, czy to personalistyczne czy egzystencjalistyczne, wykazujq tendencj~ do prywatyzowania. Podkreslanie, ze zbawienie rna charakter czystego daru, jest uzasadnion0 i konieczne. Ale przy tej okazji, Z\l\1ykle bez wyraznego stwierdzania, sugeruje si~ jednak wniosek, ze wiara chrzescijanska nie rna nic wsp6lnego z toczqcq si~ na swiecie walkq 0 sprawiedliwy podzial d6br i ci~zar6w. Wniosek ten jednak nie rna zadnych podstaw w objawieniu. Problem prywatyzacji moze tu bye tylko wskazany, a nie rqzwini~ty. Odsylamy tu do dyskusji E. Kasernanna z E. Fuchsem i G. Ebelingiem 32, takze z Bultmannem. 33 Dyskusja ta dowodzi, Z2 nasze podejscie do tekst6w trzeba poddawac krytyce w ten sam spos6b, w jaki poddaje si~ krytyce r62:ne formy ideologii. W swietle takiej krytyki dochodzi s i~ do innej lektury tekst6w - na przyklad do rozumienia sprawiedliwosci Bozej jako sily zbawczej, si ~gajqcej az do l'amej istoty stworzenia. Nada to takze wlasciwe znaczenie wieht swiadectwom tekst6w Starego i Nowego Testamentu. Sprawdzmy wi~c, co znajdziemy w slownikach teologicznych. W Slowniku Teologicznym Nowego Testamentu mamy tez~: "Nowotestamentowy termin soteria nie odnosi si~ do stosunk6w ziemskich".34 Poglqd ten uzasadnia si~ twierdzeniem, ze nikt sam z siebie, ludzkimi silami, nie moze zbawienia urzeczywistnic. To twierdzenie " Podobne k w estie rozwaza dol<ladnie G. Ebeling, Das Verstiindnis von Hei[ i n sakularisier ier Z eit. Konterte, 4 (w yd. v. H. J. Schultz) Stuttgart und Berlin " Krytycznie pisze n a ten temat m. in. G. Jacob Verkundigung llnd ZUkllnf t, Ber li n 1972, 35. " E. Kasemann, Zum Thema der urchri stlichen ApokaLlIptik, w : Exegetische Versuche und B estnnungen, Berlin " Tamze. Gottesgerechttgkeit bet Paulus, " W. Forster, C. Fahrer, erl. SOTERIA w: ThW VII,

43 ZEtAWIENIE PRZEZ SZCZ~SCIE 857 nie jest sluszne, leez odpowiada na pytania: j a k dane jest zbawienie, W odroznieniu od gnozy i poglqdow zydowskieh dowodzi si~, ze nie dqzymy do wyzwolenia wlasnymi silami. Czlowiek nie wydobywa si~ z grzeehu ani przez mistyezne wtajemniezenie (ezy praktyki magiczne), ani przez posluszenstwo prawu (wlasne osiqgni~eia). Czlowiek otrzymuje zbawienie wylqe:lmie przez ezyn zbawezy Boga w Chrystu~ sic Jezusie. Ale ezy nie trzeba tu pytac dalej: w jakiej rhierze przyrzeczone i dane zbawienie jest dla ezlowieka wazne? Jak peine laski oddanie si~ Boga zmienia ezlowieka i lud~kie stosunki? Nasze teologiezne uj~cie zbawienia pozbawione jest wielu rzeezowyeh elementow, ktore Nowy Testament najwyrazniej zawiera. Wezmy na przyklad list do Rzymian 8, 24: "W nadziei bowiem juz jestesmy zbawieni. Nadzieja zas, ktorej (spelnienie juz) si~ oglqda, nie jest nadziejq, bo jak mozm si~ jeszeze spodziewac tego, co juz si~ oglqda?" Slownik teologiezny komentuje: "Choc kontekst Rz 8, 24 wyraznie dotyezy eschatvlogieznego wypelnia'nia soteria, poprzez aoryst esothemen Pawel nawiqzywac moze do soteria dokonanej w zasadzie przez przyj~eie Ewangelii".35 Czy jednak z uwagi na ten wlasnie kontekst nie nalezaloby w interpretaeji tekstu polozyc nacisk wlasnie na tym, co przed nami? Obiebnice Boie Sq w moey, obowlqzujq. Ale ilez jeszeze walk, ciel'pien i zmagan b~dzie musial zniesc czlowiek pojednany juz z Bogiem? Czy spojrzenie na niewyzwolone jeszeze stworzenie nie powinno pobudzac ezlowieka do solidarnosci'? Tylko w swietle tego Pawlowego traktatu 0 nadziei da si~ rzee za Bonhoefferem: "Nie 'wszystkie 'nasze iyczenia, leez wszystkie swoje obietniee spelnia Bog." Wodniesieniu do uzdrbwien Jezusa CZ~3to powraeajqey w ewangeliaeh zwrot "wiara twoja ci~ uzdrowila" musimy brae w pelnym jego znaezeniu. Chodzi tu 0 cos wigeej, nii sarno tylko powiqzanie wiary z cielesnym zdrowiem.36 Okreslone ezyny symboliezne Chrystusa dowodzq, i e "zbaweza moe Jezusa i zbaweza sila wiary obejmujq zycie eielesne" 37 - to znaezy, ze cielesne dobre samopoezucie zawiera ~i ~ w poj~eiu "ezlowieka zbawionego". W zwiqzku z tym wydaje si~ oezywistym, ze blogoslawienstwo dane czyniqeym pokoj (blogoslawienstwo, ezyli orzeczenie, ze oni wlasnie Sq szez~s liwi) odnosi si~ do tych, co tu na ziemi dzialajq na rzeez prawdziwie ludzkieh stosunkow mit;dzy ludzmi i w ten sposob stajq po stronie Bozej sprawy i do Eoga nalezq Uduehowienie. Z opisanym wyzej indywidualizmem scisle wiqie si~ niebezpieezenstwo nadmiernej ezy falszywej spirytualizaeji. " ThW VII, Tamze, 1)90 " Tamze.

44 858 EBERHARD KIRSCH Trese obietnic Bozych - Pok6j, Wolnose, Sprawiedliwose, Pojednanie i Przebaczenie - zaczynajq bye pojmowane wylqcznie jako doswiadczenia wewn ~ trzne i czysto osobiste. Nie mozemy tu wdawae s i ~ w anojiz~ przyczyn tej utraty kontaktu z rzeczywistosciq spolecznq. Przyczynia s i~ do tego spos6b stawiania pytan przez dlugi czas wlasciwy teologii, tak protestanckiej jak i katolickiej. Sw6j wklad w ten stan r zeczy wlozyla zar6wno interpretacja egzystencjalistyczna jak i metafizyka. S8 Utracie kontaktu z rzeczywistosciq mozemy si~ przyjrzec na przykladzie problemu rewolucyjnego zastosow ania przymusu. Chrzescijanie diu go uwazali za oczywiste, ze dobra nowina milosci i pojednania wyklucza rozwiqzywanie konflikt6w przy zastosowaniu srodk6w gwaltownych. Analiza stosowania takich srodk6w wskazuje jednak, ze Sq one w uzyciu nie tylko tam, gdzie chodzi 0 obalenie dawnego porzqdku drogq rewolucji, lecz jeszcze wi~kszej mierze, gdy chodzi o jego o bron~, 0 utrzymanie istniejqcej niesprawiedliwej struktury wladzy. Etyka chrzescijanska nie moze operowae podw6jnq miarq, usprawiedliwiajqc gwalt popelniany przez dzierzycieli panowania. Z tej racji niejednokrotnie, choe z wieloma zastrzezeniami, Koscioly opowiadajqsi~ dzis po stronie ludzi si~gajqcych po srodki rewolucyjne. Udzial chrzescijan Ameryki Lacinskiej w ruchach rewolucyjnych przestal bye faktem niezwyklym i p o t~pianym, poparcie udzielone przez Swia1iowq Rad~ Koscio16w ruchom wyzwolenczym kierowanym przeciw bialemu rasizmowi spotkalo s i~ na calym swiecie ze zrozumieniem, chot takze i z protestami. "Jestesmy alba bez Chrystusa za istniejqcym porzqdkiem, alba z Chrystusem przeciw niemu" powiedzial na spotkaniu duchowienstwa ekwadorskiego ks. Proano Villabo, biskup Riobama, zwany "ojcem ubogich". Bardziej tradycyjnie nastawione kola koscielne zqdajq obecnie jego dymisji.89 Wsz~ dzie, na calym wiecie, podnoszq s i ~ glosy domagajqce si~ usuni~cia imperializmu i wyzysku, chocby i rewolucyjnymi srodkami. Ta postawa opiera s i~ na zrozumieniu, ze ewangeliczne po t~pianie srodk6w gwaltownych praktykowane jest w spos6b niezgodny z duchem Ewangelii, gdy gloszqc je nie liczymy si~ z k onkretnymi stosunkami spolecznymi. Po t~pienie gwaltu, kt6rego dopuszczajq si~ ludzie dq- Zqcy do zmiany, moze o:maczac poparcie dla stalego i moze czasem bardziej ukrytego ale groiniejszego gwaltu uprawianego przez posiadajqcych wladz~. Ten kto nie rozumie sytuacji spolecznej, moze de.. Problemy hermeneutyczne m usz1l byc om6wione szerzej w Innym kontekscie. Teologowie roznych orientacji zgodz1l sit'; jednak, ze Swiat poje:c teologicznych i je:zyk kazait nieraz oderwane S1l od slownictwa uzywancgo potocznie. Sartre zlosliwie okresla wlasciwy nam spos6b m6wienia jak o mieszanie rzeczy z ich imionam i... T a g des Hen n, Jg 22 nr 11, Leipzig

45 ZBAWIENIE PRZEZ SZCZ~ SCI E 859 facto zamieniac ewangeliczne wezwanie do pokuty i pojednania w jego przeciwienstwo : moze uspra\viedli>'jiac i uspokajac sumienie tych, ktorzy Sq odpowiedzialni za sytua cj~ nie do przyj ~ci a, a odpychae i pote:piac tych, co pow olu jqc si~ na Ewan g eli~ lub nie, m ogliby bye moze t~ sytu a cj ~ zmienic na znosnq.40 II :!) r u g ate z a: Nadzieja zbawienia pobudza do starania 0 szcz~i cie. I. MIEC NADZIEJIi ZBAWIENIA Mowienie 0 szcztisciu moze nas pobudzic do t ozumienia zbawienia jako dobra, kt6re mamy na d zi ej~ posiqsc. Dobro lezqce w sferze nadziei to nie tylko dobro, kt6rego uzyskanie nie od nas zaleiy - to takze dobra przyszle. Zadna sytuacja mieszczqca si~ w terazniejszosci nie jest adekwatnym wyrazem zbawienia, nie potrafim y takiej sytuacji urzeczywistnic. A jednak dar, kt6rym jest sam B6g, jest darem juz obecnym teraz, dzialajqcym teraz. 0 tym dzialaniu wsr6d ludzi naleiy m6wic. To, co rzeczywiste, musi dzialac. Gdzie Sq w i~c oznaki zbawienia, skoro obietniee Boze cz~sto kryjq s i~ pod tym eo jest im przeciwne? Zbawienie w obietnicy. Pmviedziec, ze 0 zbawieniu trzeba m6 wic wylqcznie w odniesieniu do Boga 41 to tyle, eo nie powiedziec wlasciwie nie. Stwierdzamy wtedy tylko, z e zba\vienie otrzymujemy VI darze, ale nie m6wimy c o B6g chce nam dac. Nie przekonujemy tei innyeh, ze ten dar wart jest posiadania. List do Rzymian, rozdzial 8, wskazuje na r6znice pomi~dzy stanem zbawienia a terazniejszq sytuacjq. Zbawienie nie jest jakqs rzeczywistosciq juz gotowq. Fakt, iz zbawienie samych siebie nie lezy w naszej mocy, tym wyrazniej nas uderza, skoro jeszcze w pelni nie posiedlismy zba\vienia lecz m ajqc je tylko w zadatku, \vidzimy jako otwartq pe rspek tyw~. Zbawienie dla wszystkich i dla kazdego z osobna osiqgnie swq pelni~ dopiero wtedy, gdy cale stworzenie b~ d zie rum w pelni obj~te, a B6g b~ dzie wszystkim we w szystkich, zajmujqc nalezne sobie miejsce. W tym n api~c i u p omi~dzy T e r a z i W t ed y miesci s i~ ogromne It Z uwagi n a ogr aniczone rozmiary ar tykulu m usim y t u pominl\ c szersze r ozwaza nia na temat rzeczowych problem6w zwil\zanych z ideologil\ r ewoltlcj i, jest jeanak rzeczl\ jasnl\, ze ideologia ta nie moze ogran iczac si ~ do m ~ tne g o popierania zmian j ako zmian.. " ThW, 1004 (por. nota 34)

46 :560 EBERHARD KIRSCH pole dla ludzkiej aktywnosci. Mamy nadzieje: na zbawienie jako na -ostateczne i wszechobejmujqce urzeczywistnienie wszystkich obietnic Bozych, a zw1aszcza wolnosci, sprawiedliwosci i pojednania. Okazuje sie: wi~c, ze Boze zaofiarcwanie zbawienia rna co~ wspolnego ze szcz~sciem ziemski-rn. W tyro punkcie 1an'lo pase moze zarzut sekula Tyzowania Dobrej Nowiny: cz1owiek, kt6ry w swej dzialal-nosci czerpie inspiracj~ z obietrric Bozych, w istocie pr6buje dokonac sam tego, co zastrzezone jest Bogu. Ale czyz ten, kto dzi~ki obietnicom wie, iz B6g jest przyjacielem ludzkosci, moze nie troszczye si~ 0 jej ]osy? Czy jest do pomyslenia, by czlowiek odwolujqc si~ do Boga, mial odm6wic swiatu swego wk1adu sluzby? Cozby to byl za Bog, ktory by pozwala1 si~ kochac obok, pomimo ludzi i swiata. Nie moglibysmy zaufae zbawieniu, jakie nam proponuje, gdyby wyst~powal jako pot~ga konkurencyjna wobec ludzkiego szcz~scia Poslannictwo Chrystusowe i SZCZ~SCte ludzkie. Pos1annictwo Chrystu.sa wobec swiata jest dzis takze rozwazane na tle wspomnianych wyzej przyszlosciowych horyzontow. Juz na II Zgromadzeniu Dgolnyro Swiatowej Rady Kosciolow w Evanston (1954) dyskusja ekumeniczna dotyczyla tematu: "Chrystus-nadzieja swiata". Nie byly to rozwazania czysto akademickie. 42 Zw1aszcza dla kraj6w Trzeciego Swiata bardzo istotnq jest mozliwose podj~cia problemu, czy rewolucja Krolestwa Bozego ma, czy nie ma cos wsp61nego z ustanawianiem sprawiedliwych stosunk6w mi~dzyludzkich? Czy ci, co gloszq pos1annictwo walnosci dzieci Bozych, zaangarujq si~ tez po stronie walczqcych 0 wyzwolenie czlowieka? Chrzescijanie Sq poddawani ocenie nie w zaleznosci od tego, jak cz~sto majq slowo "zbawienie" na ustach, lecz wedle dzialania, do jakiego poslannictwo zbawienia daje im impuls. Jesli jako chrzescijanie sqdziroy, ze poslannictwo Chrystusa -rna sens i znaczenie dla wszystkich ludzi, musimy nauczyc si~ widziec w tyro poslannictwie takze wklad w budow~ humanizmu naszych czas6w. Dziela Ducha i jego sila muszq znajdowac wyraz w zyciu spolecznym - jesli to nie nast~puje, zmieniamy poslannictwo Chrystusa w doktryn~ dla wtajemniczonych.43 Nic wi~c dzhvnego, ze pytanie 0 zwiqzki - i r6znice - pomi~dzy terazniejszosciq a przyszlosciq stale przewija si~ we wszytkich koscielnych debatach, jako SZeTSZY kontekst konkretnych zagadnien ekumenicznych. " W zwi'lzku z Evanston omawia te: kwesti<: bardziej teoretycznie I-I. J. Marg ull, Theo!ogie der mussionarischen Verkundigung. Evangetisation a!s oekumel:i, ches Problem, stuttgart '" Na temat utraty kontaktu z rzeczywistosci'l POl'. G. Ebeling, Erwagungen zu einer evange!tschen Fundamenta!theologie, ZTHK 67 (1970),

47 Z/lAWIEN IE PRZEZ SZCZ~SCIE W jaki spos6b Chrystus moze bye nadziejq swiata? Wedle swiatwa tradycji chrzescijanskiej, Chrystus jest naszq nadziejq, poniewaz swym Zyciem pokonal moce smierci. 44 To zas otworzylo ludziom no Wq przyszlose. Mocq Jezusa mozemy jedni dla drugich bye tym, czym On stal si~ dla nas Troska Jezusa 0 szcz~scie czlowieka. W swietle Krzyza widzimy jasno, ze nie tylko smiere Jezusa ma znaczenie zbawcze, lecz cale Jego zycie. Nieomylnie posluszny swemu Bogu Jezus bez reszty byl po stronie Iudzi, stanql przy uginajqcych si~ pod ci~zarem egoizmu, i~ku i samotnosci. Byl poslusznym Bogu swiadkiem Bozej dobroci i zycziiwosci Boga wobec ludzi - swiadkiem przeciwstawiajqcym si~ szatanskim tendencjom Iudzi z ich az nadto ludzkim Bogiem i nie- Iudzkim prawem. To posluszenstwo Bogu przywiodlo na Jezusa cierpienie i smiere.4 5 Nie mozemy tu omawiae wszystkich sens6w smierci Jezusa. Ten jednak sens wydaje nam si~ dzis szczeg6lnie godny podkreslenia - na Krzyzu wypelnia si~ i wypowiada bez reszty absolutne TAK Boga wobec Iudzkosci, widoczne jest w post~powa niu Jezusa i w Jego przypowiesciach. Interpretacja ta doszukuje si~ zna ku zbawienia nie w samej smierci jako takiej, Iecz w jej ukierunkowaniu, w "po co" tego faktu. W tym wla nie dostrzega perspektyw~ zbawienia, zycia i sz~z~scia. Nie jestesmy tez w stanie referowae tu tego, co 0 post~powaniu Jezusa mozna powiedziee od strony histol'ycznej. Jednak podj~cie nowych badan i refleksji nad tq kwestic), staje si~ coraz pilniejszq sprawa" jako przyczynek do wyzwolenia chrzescijanstwa od falszywych idealistycznych interpretacji. Nie chodzi tu 0 powr6t do slusznie zarzuconyc:h historycznych rekonst,rukcji. Nie mam tez na mysli poddawania si~ modzie nawia,zuja,cej do ruchow przebudzeniowych (w stylu "ruchu Jezusa"). Wychodzimy raczej z przekonania, ze poslannictwo chrzescijanskie nie moze bye 0 derwane od Jezusa po ludzku zyja,cego mi~dzy ludzmi i wyst~pujqcego w obronie Iudzkiego szcz~scia. Ewangelia z wlasciwym sobie gatunkiem literaokim powstala, choe istniala juz przeciez wtedy chrystologia. W chrzescijanskiej tradycji reiacji 0 zyciu Jezusa jasno ukazuje si~ co to znaczy, ze Jezus Chrystus jest czlowiekiem dla innych.46.. Par. W. Schrage, Das Verstltndnts des Todes Jesu Chrtstt als Grund des Hells, Berlin 1967, J. M. Robinson, Keryoma und htstortscher Jesus, ZUrich-Stuttgart 1960, twierdzi, iz krzyz Jezusa bylby zle rozumiany, gdybysmy "czasowemu dystansowi pomit:dzy nauczaniem a smierci!j Jezusa nadali sens fundamentalnego teologicznego rozr6znienia... Krzyz powinien bye interpretowany jako najwyzsza aktualizacja IXlslannictwa Jezusa" (5. 109)... 0 roznych podejsclach do prcblemu Jczusa informuje G. SchUrmann Das Gehetmnts.Tesu, VersuchlZ zur Jesusfraoe, Leipzig 1972.

48 862 EBERHARD KI RSCH Nasze staranie 0 szcz~s cie: szcz~scie dla mnie ~ szcz~s cie dia innych. W naszym omowieniu roznych uj~c problemu szcz~s cia doszlismy do przekonania, ze szcz~scie doswiadczane jest w polu napi~cia mi~dzy jednostkq i spoleczenstwem. To znaczy: jednostika b~d zie w stanie w pelni si~ zrealizowac tylko wtedy, gdy uzgodni swoje dqzenia z wymaganiami partnerow, wzgl~dnie calej spoleczinosci. Urzeczywistnianie siebie musi bye zharmonizowane z tym, co stanowi dobro wspolne. Ale z drugiej strony wspolnota takze musi dqzye do tego, aby dana jednostka mogla bye sobq! Gdy mowi s i~, ze najwyzszym celem pracy politycznej jest szcz~scie ludzi, to nie mamy na mysli ani jakiejs j,dei czlowieka, na rzecz ktorej jednostki mialyby si~ poswi~cac, ani idealu czlowieka egoistycznie rozwijajqcego siebie k osztem spoleczinosci. To napi~cie mi~dzy jednostkq a spolecznosciq widoczne jest i w swiadectwach bibljinych. Z jednej strony cztowiek majqcy nad z iej~ na zbawienie poslany jest do innych, aby im pomagal i 1'atowal w duchu swojej nadziei. Z drugiej strony kazdemu rna bye w pe}n i womo bye sobq. Uczymy s i ~ jednak z Ew angelii, ze u rzeczyw istnianie siebie moze prowadzie do liczenia s i~ tylko ze sobq, do nadawania sobie wylqcznego znaczenia i do zatracenia miary. DIatego tez dqzenie do urzeczywistniania siebie poddawane jest k1'ytyce - impuisem do autokrytyki bywa wskazanie na potrzeb~ diwigania KrzyZa,47 p6jscia drogq wyrzeczenia, zaparcia si~ siebie. Ale W oparciu 0 te wskazowki n ie da s i~ stworzyc: ch rzescijanskiej koncepcji zycia, w ktorej cierpienie jako takie, sarno w sobie byloby wartosciq, programem zyciow ym. Chrzescijm1.ski styl zycia jest zapow iedziq wawienia, gdy rozszerza szanse bycia s zc~sliwym. Dobra Nowina zbawienia tylko tam m oze s i~ rozlegac, gdzie prow adzi s i~ w a Ik~ 0 szcz~scie wlasne i cudze i gdzie boleje s i ~ nad kazdym ubyt Idem czy pomniejszeniem szcz~s ci a. III T r z e cia t e z a : Dar zbawienia kontroluje nasze dqzenie do szczr: scia. Ta ostatnia teza nie wymaga szerszego omawiania. W roznych w a., 1'iantach stanowi ona podstawq"i,vy temat teologii chrzescijanskiej. Nie umies2jcza:my jej tu na koncu po to, by jednak przed szcz~s ciem ostrzec... Chcemy raczej sami poddae kontroli naszq mow~ na czese s zcz~scia. Poslannictwo zbawienia nie budzi nieufnosci wobec szcz~- " Por. Mt 10, 38, por. Mk 8, 34.

49 ZBAWI ENIE PRZEZ SZCZ~SCIE 863 scia, lecz interpretuje drogi, kt6rymi ludzie do s zcz~scia dqzq. Byloby rzeczq glupiq udzielac blogoslawienstwa wszystkim wlasnym i cudzym oczekiwaniom szcz~scia. Sq oczekiwania niewinne i oczekiwania obciqzone grzechem. Istnieje egocentryczna, nacechowana chciwosciq watha 0 swoje, 0 przewag~ tego, co moje. Istnieje zagorzaly, nerwowy l~k przed porazkq, przed niezaspokojeniem. Jako odpowiedz na oczekiwania przekreslone,.zalamane, zamienione w zwqtpienie, nadzieja chrzescijanska prezentuje szans~ zaufania i przebaczenia. Dobra Nowina chrzescijanska jest pelna zapr oszen, lagodnych wezwan do urnosci i przebaczenia. Mamy w chrzescijanstwie wiele pozytywnych doswiadczen, wiele przyklad6w humoru, wytrwalosci w grze z zyciem, przyjmowania z zaufaniem tego, co n aprawd~ nieuniknione, poddawania refleksji wlasnej postawy, co pozwala nauczyc si ~ zyc szcz~s liwiej. Te doswiadczenia mogq pom6c innym - uwidacznia s i~ w nich bowiem zarazem pragnienie szcz~sci a i wied za, ze nie mozna go na sobie w ymusic, potrzebny jest dystans. Byloby takze r zeczq glupiq zamykac oczy na to, co szcz~scie umniejsza bez naszej winy, lecz z racji samej naszej skonczonosci jak choroby kalectwa, uposledzenia wrodzone, smierc. I te doswiadczenia Dobra Nowina "zbawienia dzis" musi objqc. J esli doswiadczenia szcz~scia Sq zapowiedziq zbaw ienia ~ to musimy tez siwier Qzic, ze zycie stale tkwi jeszcze W okowach smierci. Wyzwolenie do zycia przejawia si~ w przeczuciu radosci, swobodzie, humorze, zdolnosc1 do zabawy, a przede wszystkim w milosci. Analogicznie kryzysy rozstania, pozegnan, rezygnacji z ulubionych przyzwyczajen, przezywanie naszego ograniczenia to wszystko oznaki smierci. Chrzescijanska Dobra Nowina glosi jednak, ze smierc nie pokona zycia. Ewangelia jest wezwaniem do zy c ia. Stresemy nasze wywody: 0 zbawieniu moma mowlc w spos6b zrozumialy tylko w powiqzaniu z tym, co stanowi ludzkie doswiadczenie szc~scia - 0 szcz~sciu zas mozna m6wic odpowiedzialnie tylko ze 5wiadomosciq tego, czym jest smiens i czym jest bezinteresowna milose. Eberhard Kirsch tlum. Halina Bortnowska Artykul mme}szy ukazal s i ~ w publikowanym w NRD miesi~cznikll E'wangelickim Zeichen der Zeit (nr ) w ramach cyklu zwi1:\zanego z pracq tzw. "seminari6w parafialnych", studyjnych zespo16w swieckich podejmuj1:\cych obecnie temat "Zbawienie dzisiaj". Por. zamieszczony w tym samym numerze wywiad na temat Konferencji Swiatowej Rady Koscio16w w Bangkoku poswi~conej temu problemowi. Autor artykulu jest teologiem katolickim, czlonkiem ekipy Oratorium w Lipsku.

50 PRZYJAC NIESPODZIEWANE...Chrystus przyszedl, aby ludzie mieli prawdziwe zycie w sobie i bt;dqc so bq abym ja m6gi bye sobq i abys ty m6gi bye sobq aby odpowiedziee na pytania, Jakie mnie dr~czq a nie na te, 1ct6re inni wkiadajq mi w usta P1'zyszedl tez postawie swoje pytanie mnie jako mnie... Chryst us pmgnie mnie takiego Jakim jestem i ciebie takiego Jakim jestes aby nas uczynie tyrn, czym bye powinnismy abysmy mogli dojrzec d o pelni cziowiecze11stwa m iel'zonej mia1'q nie mniejszq,niz Chrystusowa... Cz y to brzmi jak fragment uchwaly kongresowej? A jedna1c jest to jeden z wnios1c6w bardzo niezwy1dego zgromadzenia - narady n[l ternat "Zbawienia dzisiaj" zorganizowanej przez 8wiatow q Rad ~ Kosciol6w na przelomie grudnia i stycznia br. w Bangko1cu. Juz sama m etoda pmcy tej namdy teolog6w, 1n'isjonarzy i dzialaczy chrzescija11s7cich z calego swiata wskazuje nowe mozliwosci potozurnienia mic::dzy ludzmi i inicjowania zespolow ej refle1csji nad tym, co nas 'Wsp6lnie obchodzi. Cytowane wyzej TOzwazanie jest ow ocem pracy gmpy roboczej zastanawiajqcej sic:: nad kwestiq wiary i poszukiwania wlasnej tozsamosci. Byly i inne cie1cawe grupy: na przyklad zajmujqca sic:: zagadnieniem dialogu z wielkimi religiami swiata, Omawiano tez pasjonujqcy problem sensu chrzescijaiiskich misji, ich przeksztalcania si~ w stru1ctur~ wsp6ipracy chrzescijan 1'6znych 7contynent6v; ewangelizujqcych swiat. o wrazeniach i wnioskach z konferencji rozmawiamy z jej uczestnikami: ks. pastorem Gerhardem Linnem, kierownikiem Missionarischer Dienst, plac6wki opracowujqcej e1csperymentalne programy wyk01'zystywane w pracy duszpasters1ciej parafii ewangeiickich w NRD, oraz z paniq Elisabeth Adler, kierowniczkq Akademii Ewangeli.ckiej w Berlinie instytucji organizujqcej religijne doksztalcanie swiec7cich oraz ciekawe spotkania dyskusyjne, w 7ct6rych nieraz uczestniczyli takze Folacy i wsp6zpracownicy naszych redakcji. W sesji Akademii poswi~conej mysli Dietricha Bonhoeffem brain

51 R~ZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIA DZISIAJ" m. in. udzial Anna Marawska, ad wielu lat wspolpracujqca z tq instytucjq. Na wstr:pie prasimy a kilka padstawawych infarrnacji a kanferencji: 865 GERHARD LINN: Konferencja na temat "Zbawienie dzisiaj" poprzedzala zgromadzenie og6lne Komisji do spraw misji i ewangelizacji Swiiltowej Rady Kosciol6w i opierala si~ na kilkuletnim studillm zainicjowanym przez 6w misyjny pion Rady. U podstaw projektu lezalo przekonanie, ze obok narad nad tym, co mozna okreslic jako strateg i~ misji, koniecznie jest dzis potrzebna wsp6lna re Deksja na temo.t t res c i poslannictwa chrzescijanskiego. Przygotowania do konferencji nie ograniczyly si~ do zam6wienia referat6w u kilku specjalist6w... Refleksj~ podj~ly liczne grupy w wielu krajach, takze grupy lokalne na poziomie parafii. Byly to prace teologiczne, ale takze' pr6by analizy doswiadczen ludzkich, w kt6rych jak sa,dzono - mozna dostrzec "oznaki zbawienia". W NRD odnieslismy wrazenie, ze tematykq sugerowanq w tym programie Rady Kosciol6w warto zainteresowac szersze kr~gi wiernych. W najblizszym okresie pytaniem 0 "zbawienie dzisiaj" zajmq si~ nasze "semiuaria parafialne" (czyli zespoly studyjne swieckich, iuz od kilku lat istnieja,ce przy licznych parafiach ew angelickich w NRD). Pracuje juz zesp61 przygotowawczy, skupiajqcy przedstawicieli wszystkieh Koscio16w Krajowych NRD. Z zespolem tym wsp61dziala kilka grup eksperymentalnych, kt6re wypr6bowlljq pomoce, Jakie chcemy oddac do dyspozycji grup, kt6re zechcq wzia,c udzial w tej pracy. ZNAK: Wobec takiego zaangazowania lokalnego, udzial w centralnym wydarzeniu, Jakim bylo 8potkanie w Bangkoku musial byc dla was nie tylko osobistym przezyciem, leez i okazjq do zbierania maierial6w i studium metod pracy. Jak doszlo do tej wyprawy do Bangkoku? GERHARD LINN: W konfereneji wzi~li udzial oficjalni delegaci Koscio16w Ewangelickich w NRD - w sumie 7 os6b, a ponadto zaproszono 2 osoby - wlasnie nas - do pomocy w jej prowadzeniu. Elizabeth Adler przewodniczyla jednej z grup studium biblijnego. a mnie powierzono fllnkcj~ "reflektora"... ZNAK: To cos nowego, na czym polegala ta funkeja? GERHARD LINN: Instytucj~ "reflektor6w" wprowadzono po raz pierwszy wlasnie w Bangkoku, byl to jede'11 z oryginalnych element6w struktury tej konferencji. Sam termin nie wydaje mi si~ najszcz~sliwszy, ale jednak si~ przyjql. "Reflektor" ma byc czyms w 1'0':) 4 - ZNAK

52 r'l ROZMOWY 0 KONFERENCJ I..ZBAWIEN IE DZISIAJ " :iadla; chodzi 0 uchwycenie i przekazanie uczestnikom GWU konferencji obrazu tego, CO dzieje si~ w grupach - leksyjnego i sklaniajqcego do refleksji, dlatego analogi a zwierciadlo chwyta obraz w spos6b mechaniczny, nie prze,e go a reflektorzy muszq duzo mysiec... Z drugiej strony byierciadla krzywe, pomniejszajqce i powi~kszajqce tu ana W&J'l _ logia jest udana: nie jest latwo bye reflektorem - mielismy wielkie trudnosci w odnalezieniu siebie w tej funkcji, stawiajqcej wymagania nie tylko intelektualne. Napewno trzeba do tego charyzmatyk6w, ludzi przezwyci~z aj qcych sw6j egocentryzm, um iejqcych sluchae. W Bangkoku grupa reflektor6w uczyla si~ tego dopiero i dlatego moze nie wniosla tyle, ile by mogla wniesc, gdybysmy byli lepiej przy- gotowani wew n ~ trzn ie. ZNAK : Jak z tego wynika pr aca w grupach m iala w Bangkoku duze znaczenie? ELISABETH ADLER: Konferencja byla przygotowana przez wiele grup i w czasie jej trwania ten styl mial takze dominowac. W zalozeniu kazdy uczestnik mial sza ns ~ w niesienia swego wkladu poprzez swojq grup~ roboczq. Naprawd~ nie bylo to zgromadzenie, na ktarym d, co wiedzq, pouczajq tych, co nie wiedzq. Przyj ~to sluszne m oim zdaniem zalozenie, ze jako chrzesd janie wszyscy uczestnicy wiedzq cos 0 zbawieniu, wszyscy jakos zbawienia doswiadczyli i doswiadczajq, i to wlasnie majq wyrazie przez slowa i przez wspalne sw i ~tow a nie. Byly wi~c grupy dyskusyjne, ale takze grupy medytacji i inne, wypowiadajqce s i ~ poprzez sz t uk ~, obraz, spiew. Dwa punkty wyjscia: doswiadczenie i yciowe oraz Pismo s wi~te mialy zostae zintegrowane... GERHARD LINN: J edyny wyklad na poczqtku konferencji wyglosit M. M. Thomas, przewodniczqcy Rady Kosciolaw. Byla to bardzo osobliwa wypowiedz, prezentujqca problem zbawienia z perspektywy jego rodzinnego kraju, Indii. Bardzo udane bylo studium biblijne pod kierownictwem H. R. Webera, dawnego dyrektora Instytutu Ekumenicznego w Bossey, znakomitego specjalisty w tym zakresie. Udalo mu si~ szybko zaktywizowac uczestnik6w, rezygnujqc z wykladu, a stawiajqc im rai ne zadania, inicjujqc rozmowy po mi ~ d zy Sqsiadami na sali itp. Posiedzenia plenam e mialy na tej konferencji o wiele mniejsze znaczenie nii zazwyczaj, dowartosciowano natomiast grupy robocze r6znych typ6w. Kazdy m agl sobie wybrae grup~ - najw i ~k sze powodienie mialy wspomniane juz gru py bibiijne. Obok pracy w tych grupach, poczqtkowo rawnolegle, a potem jui wylqcznb prowadzona byl:a praca w sekcjach tematycznych. Bylo ich trzy:

53 ROZMOWY 0 KONFERENCJI " ZBAWIENIA DZISIAJ" Kultura i tozsamosc, 2. Zbawienie i sprawiedliwosc spoleczna. 3. Odnowa Kosciola w wypelnianiu jego misji. W kazdej sekcji byly jeszcze podsekcje obradujqce takze osobno. Sekcje mialy w zasadzie przygotowac wnioski na posiedzenia plenarne, natomiast malym gruporn roboczym, biblijnym i innym, pozostawiono calkowitq swobode;. Tematyka posie9.zen plenarnych byla urozmaicona - obok sprawozdari sekcji, jedno z posiedzen bylo poswi~cone dialogovii z buddyzmem - panujqcq religiq kraju w ktorym obradow alismy - trzy posiedzenia przygo towali reflektorzy celem przeanalizowania przebiegu obrad. Reflektorzy sami spotykali s i ~ co wiecz6r celem wymiany spostrzezeri. ZNAK: Czy uczestnicy konferencji byli poinformowani od poczqtku kto pelni fun k c j ~ reflektor6w? GERHARD LINN: Oczywiscie. Nasza obecnosc nie budzila opor6w uczestnik6w. Natomiast zastrzezenia, a nawet protesty niekt6rych z nieh wywolal fakt, ze reflektorzy nie byli zobowiqzani 9.0 skladania typowych sprawozdan, ze wolno i m bylo subiektywnie interpretowac wydarzenia i formulow ac wnioski. Kierownictwo konferencji prag n~lo zywego i bardziej egzystencjalnego kontaktu z grupami, stqd ta nowa funkcja nie polegajqca na protok610waniu, lecz na wyodrf,b nianiu moment6w, w k t6rych dzieje si~ cos waznego, czy to z punktu widzenia myslowego, czy we wsp6lzyciu u czestnik6w. J a osobiscie, jako reflektor uwazalem za swoje szczeg61ne zadanie trosk~ o to, by w szyscy doszli do glosu, by zostali wysluchani takze ci, kt6 rzy reprezentujq poglqdy znajdujqce niewielu zwolennik6w... Moja og6lne wrazenie jest nast~ pujqce: swoboda pozostawiona grupom dala cenne efekty, zwlaszcza gdy chonzi 0 zycie modlitwy, n abozenstwa. Pi~k nym przezyciem bylo ze tk ni ~ c ie si ~ z tak wieloma r6znymi typami poboznosci, stylami zycia religijnego, kt6re jednak m ogly koegzystowaco Calosc bylaby jednak bardziej sp6jna - nie zatracajqc urozmaicenia - gdyby reflektorzy w czesniej byli w stanie skupic si~ na swoich specyficznych zadaniach. A tymczasem dopiero pod koniec spotkania weszli oni w swojq ro l ~ i m ieli w iele ciekawych i k ontrowersyjnych w niosk6w, ale bylo juz zap6zno by je na prawd~ wykorzystac. ZNAK : Idqc tak swobodnie za tokiem rozmowy pomin~lism y waznq kwestif, osobowego sldadu k onferencji - a przeciez dia zrozumienia jej przebiegu to spraw a bardzo istotna. ELISABETH ADLER: Uczestnicy - w liczbie okofo byli cz~ sciowo delegatami organiz3.cji 'misyjnych i Koscio16w, wzgl~dn ie kra

54 868 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIE DZISIAJ" jowych rad ekumenicznych. Byli wi~ c bardzo r6zni - od czlonk6w zarzqd6w towarzystw misyjnych i profesor6w misjologii po ludzi pra (;ujqcych w misji wewn~t!'znej. Na przestrzeni ostatnich dziesiqtk6w lat coraz szybciej narasta swiadomosc, ze misje we wszystkich swych formach Sq zadaniem calego Kosciola a nie tylko wyspecjalizowanych struktur. Stqd udzial czlonk6w Koscio16w kt6rych dzialalnosc zawodowa nie rna nic wsp6lnego z dzialalnosciq misyjnq tradycyjnego typu, daje natomiast wglqd w problemy zycia spolecznego. FrzewaZnie byli to ludzie pracujqcy w grupach podejmujqcych akcje spoleczne i kulturalne wyr6zniajqc'e si~ oryginalnymi metodami, ciekawq koncepcjq itp. Niekt6rzy z nich byli zaproszeni bezposrednio przez Rad~ Koscio16w, poniewaz Koscioly lokalne nie umialy same ich odnalezc. Sklad uczestnik6w byl wi~c urozmaicony. Istnialy obawy, ze wystqpi podzia! na swego rodzaju biurokrat6w misyjnych i na ludzi zaangazowanych raczej w dzialalnosc spolecznq. Tak s i ~ jednak nie stalo. Nawet bardzo tradycyjnie nastawieni misjonarzc czuli, ze potrzebna jest g l~ boka refleksja nad nowymi doswiadczeniami. ZNAK: Takze misjonarze katoliccy odczuwajq t~ potrzeb~. Tu m ale pytanie informacyjne: czy byli w Bangkoku przedstawiciele misji katolickich i zakon6w misyjnych? Jak wyglqdala wsp61praca? GERHARD LINN: Byla niewielka grupa uczestnik6w katolik6w, w tym oficjalni delegaci watykanskiego Sekretariatu do Spraw JednOSCI Chrzescijan oraz Kongregacji do Rozkrzewiania Wiary... Byli takze katolicy zaproszeni przez Rad ~ Koscio16w. Wazny precedens stanowila obeanosc ojca Stranskyego ze Stan6w Zjednoczonych, przelozonego misyjnego Zgrom adzenia Paulist6w, delegowanego przez Amerykanskq Rad~ Koscio16w, w kt6rej reprezentowany jest r6wniez Kosci61 Katolicki. Ojciec Stransky oraz profesor Charles Moeller z Uniwersytetu Katolickiego w Louvain weszli do grona reflektor6w. Przynaleznosc wyznaniowa odgrywala na konferencji bardzo malq rol~. Ze wzgl~du na klimat szybko zrezygnowano takze ze stroj6w, kt6re moglyby jq podkreslac. 0 tym Idm kto jest swiadczyla wylqcznie tresc jego wystqpien. Z ramienia grupy reflektor6w Ojciec Stransky przewodniczyl dwom posiedzeniom plenarnym. Wsr6cl czternastu reflektor6w bylo trzech Europejczyk6w wi~kszosc reflektor6w byla teologami, byl tez jeden biskup... ZNAK: Czy katolicy wniesli cos w samq problematyk~ konferencji? ELISABETH ADLER : Pewien przyklad wzi~ty z katolickiej praktyki ' misyjnej odegral duzq rol~, choc nie ze wzgl~du na to, ze byl wl a~":

55 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIA DZISIAJ" 869 /lie katolicki, a z racji bogactwa problem6w, jakie nasuwal. Chodzi o decyzj~ Bialych Ojc6w pracujqcych w M~zambiku, kt6rzy wycofali siq stamt~d uwazajqc, ze ze wzgl~du na bliskie powiqzania Kosciola Katolickiego w Portugalii z rzildem tego kraju ich dalsza dzialalnosc w Mozambiku nie moze byc znakiem zbawienia. Wydarzenie to bylo analizowane jako dow6d, i2: 'W pewnych sytuacjach swiadectwem misyjnym moze byc wlasnie odejscie, opuszczenie pewnego pola... StaranD si~ ustalic, jakie kryteria usprawiedliwiajq tak skrajnq decyzj~. postawiono pytanie, czy misjonarze innych wyznan nie powinni p6jsc sladem Bialych OJcow. rch przyklad wzbudzil wielkie zaintercsowanie i naprawd~ gl~boki szacunek. Wydarzenie to mialocharakter poniekqd symboiiczny - szeroka dzialalnosc misyjna chrzescijan europejskich rozpocz~la si~ wlashie od pierwszych prob katolik6w iberyjskich... Konferencja w Bangkoku uznala, ze e,ra tego typu misji wychodzqcych z europejskiej metropolii ku krajom od niej zaleznym jest skoitczona - zaczyna si~ nowa era wspolpracy chrzescijan wszystkich kontynent6w w zakresie misji. GERHARD LINN: Tu takze wspomniec nalezy 0 irinym analizowanym przykladzie, mianowicie 0 dawnej Misji Paryskiej prowadzonej przez protestantow francuskich. Misja ta przeksztalcila si~ w instytucj~ pod na zw~ Akcja Apostolska. Akcji tej przewodniczq zwierzchnicy wszystkich uczestniczqcych Kosciolow Francji, Wloch Madagaskaru, Kamerunu i Wysp Oceanu Spokojnego. Ta Rada ustab gdzie i jakie potrzebne sa, prace 0 charakterze misyjnym i jakie przedsi~wzi ~ cia majq priorytet. Wsp6lnie takze dysponuje si~ funduszami na te akcje. Pracownicy misyjni takze rekrutujq si~ ze wszystkich kraj6w uczestniczqcych. ZNAK: Bylo to zapewne latwiejsze do przeprowadzenia, ponie\vaz Koscioly Reformowane Francji nigdy nie mialy scislejszych powiqzait z kolonialnq wladzq panstwowq. ELISABETH ADLER: Na konferencji w Bangkoku wyraznie wystqpilo dqzenie do intemacjonalizacji misji, nawet na terenach gdzie, jak np. w Afryce P61nocnej, Koscioly lokalne '8q bardzo slabe. Zary-: sowal s i ~ nawet postulat t2\'1. "moratorium", tzn. ustalenia iz po pewnym okresie czasu Koscioly powstajqce w drodze misji powinny s i~ usamodzielnic. Majq malezc wlasnq tozsamosc i dojrzalosc duchowq, pozwalajqcq we wlasnym srodowisku swiadczyc na,wlasny spos6b, n ie b~dqc tylko odbiciem tego, co przezywal lub przezywa Kosci61, z ktorego wyszla pierwotna misja. W tradycyjnie nastawionych misjonarzach postulat ten budzi obawy i zastrzezenia, widzi si~ w nim przejaw swego rodzaju zarozumialstwa, ch~ci wywyzszania

56 870 ROZMOWY 0 KONFERENCJI.. ZBAWIENIE DZISIAJ" s i~ ze strony mlodych Kosciolow. Ale moratorium nie jest pomyslane jako droga do izolacji nowych Kosciolow, lecz jako warunek lepszej duszpasterskiej i ludzkiej wspolpracy - nawet jesli w tym celu trzeba odejse, przestae przyjmowae pomoc... GERHARD LINN: Moratorium moze bye zrealizowane tylko i wylqcznie w ramach partnerskiej wspolpracy, jako wspolna decyzja, a nie jako jednostronny krok Kosciolow zachodnich, europejskich czy amerykanskich. Na to polozono wielki nacisk, a takze na fakt, ZC nie wszp,dzie sprawa jest aktualna, Sq kraje, gdzie problem nie dojrzal i inne, na przyklad Indonezja, gdzie Koscioly lokalne juz odnalazly swoje oblicze i zagraniczni wspolpracownicy nie przeslaniajq go... ZNAK: Sarna historia czasem ustala moratorium... ELISABETH ADLER: Rozpoczyna s i~ wtedy procesrefieksji - czy w tych okolicznosciach historyczrtych nie wyraza si~ wola Boza, czy nie jest to szansa dana przez Opatrznosc, szansa krytycznych przemyslen... GERHARD LINN: Sam od dziecinstwa chcialem bye misjonarzem w szkole dokuczano mi, ze mus z~ \vi~cej jesc, bo inaczej nie b~d~ dobrym kqskiem dla moich ukochanych ludozercow. Sqdzilem, ze w tych moich marzeniach wyraza sie wola Boh. J uz jako student teologii przygotowywalem si~ do w yjazdu do Tanzanii, zaczqlem si~ uczyc swahili itd. Udzial w konferencji w Bangkoku pozwolil mi do konca zrozumiec dlaczego w yjazd do Afryki nie byl wolq Bozq : to odebraloby mi mozliwosc pelnienia wlasciwych zadan. Nie tylko sarna konferencja, lecz i podroz jakq po niej odbylem, zwiedzajqc polnocnq cz~ s c Syjamu wywolala we m nie wrazenie, ze misjonarze europejscy' i arnerykailscy tylko z rzadka i z wielkim trudem docierajq do realnej problernatyki lokalnej, stanclwiqcej 0 prawdziwym zakrzenieniu rnisji: w rzeczywistosci. Lokalny Kosoiol Ew angelicki - liczbowo bardzo slaby - rna powaine trudnosci we wspolpracy z misjonarzami, ktorzyl nie Sq z nim zintegrowani. Rzqd dopuszcza do dzialalnosci wszystkich zagranicznych misjonarzy, ktorzy sobie tego zyczq ~ Sq to przewaznie ludzie nastawieni skrajnie konserwatywnie, tak od strony religijnej jak i politycznej, nie interesujq si~ zyciern spolecznym niepoj~te bylo dla nich, ze chcialem na przyklad obejrzec sp old zi elni ~ rolniczq zalozonq przez grup~ chrzescijan...

57 1l0ZMOWY 0 KONFEREN CJI "ZBAWJENIA DZISIAJ" 871 ZNAK: Konferencje mi~dzyn~rodowe miewajq roznq atmos fe r~. Czy koncepcja moratorium nie wywolala zbyt ostrych konfliktow? GERHARD LINN : Na posiedzeniach plenarnych bylo w iele momenl6w trudnych i dramatycznych, dnjqcych do myslenia. P rzedstawicie Ie Trzeciego Swiata rzucali twarde oskarzenia, dzialalnosc Kosciolow byla oceniana surowo, jeszcze ostrzejsza byla krytyka dotychczasowych form pomocy majqcej sluzyc rozwojowi gospodarczemu. Zarzucano Kosciolom wysylajqcym misjonarzy, ze po s t~pujq tak, jakby zbawienie mogio tylko przyjse z Zachodu i ze nie realizuje s i ~ prawdziwej wsp6lnoty. Przeciwstawiano m tawicznie tych, co dysponujq sil'l, tym, ktorzy jej nie posiadajq. 'IN sposob czasem wr~cz prymitywny doszukiwano s i~ w k a z d y m ukladzie stosunkow "wyzyskiwanych" i "wyzyskiwaczy", w postaci wyraznych kategorii. Studium biblijne w malych grupach przynioslo - w pewnych przynajmniej tvypadkach - jakies surpassement, odejscie od zbyt uproszczonych schemat6w, kontakt z rzeczywistosciq, jaka si~ za nimi kryje drama,tycznq ale nie schematycznq. Na przyklad w grupie biblijnej, w kt6rej bylem reflektorem, takze p o dj~ to k wes t i~ "zbawienie-wyzwolenie z ucisku spolecznego". Ale tu inscenizu jqc sytuac j~ wyzysku uczestnicy spontanicznie odeszli od uproszczen wy s t~ p uj'l cych w bardziej abstrakcyjnych polemikach na posiedzeniach plenarnych. Role policjant6w dozorujqcych wyzyskiwanych robotnik6w grupa powierzyla ludziom z tych samych kraj6w, co role robotnik6w. Wyr azilo si ~ w tym doswiadczenie, ze problem nie sprow adza si~ tylko do kolonidnego czy quasi kolonialnego Uci3ku z zewnqtrz, nie jest tez' na przyklad problemem czysto rasowym... Inscenizacja wskazaia tez ze wyzwolenie jest czyms w i ~ce j niz tylko zamianq r61... ZNAK: Czy studium biblijne wywarlo zn aczniejszy w plyw na przebieg konferencji? GERHARD LINN: Zdecydowanie tak, choe byl to wplyw posredni. Grupy biblijne stw orzyly klimat decydujqcy 0 charakterze jaki przybraia konferencja. Waznym czynnikiem byl wyb6r tekst6w. Rozpocz~ t o pod Ks i~ gi Wyjscia 1,6-2,10 - od historii ucisku Izraela w Egipcie i ocalenia Mojzesza. Nast~ pny tekst to Lk 4, : Jezus w Synagodze cytuj'lcy tekst Izajasza "Duch Pansk i nade m n'l, poniewaz mnie namascil i pos1al mr.ie, abym ubogim nios1 dobrq now i n~... " Potem wzi ~to jeszcze psalm 22 "Pan moim pasterzem" i wreszcie wielkq w iz j~ escha tologicznq: Obj. 4-7 (tu zwiaszcza 7, 9-12). Warto zwracie uwag~, ze Sq to teksty, gdzie nie wyst ~ pu je t e r min "zbawienie", lecz opisane jest faktycznie zbawcze dzia1anie Boze.

58 872 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIE DZISIAJ" I jakos analogicznie grupy biblijne same staly si~ nie tylko podmiolem teoretycznych refleksji nad zbavlrieniem, lecz wsp61notami, kt6 rych sarno istnienie m6wi cos 0 zbawieniu... ZNAK: Koncepcja moratorium zaklada przejscie od ukladu, w kt6 rym KJscioly europejskie i amerykanskie byly dajqcymi, a mlode Koscioly - biorqcymi, do relacji partnerskiej wymiany. Czy tego rodzaju wymiana byla bardziej konkretnie postulowana? I czy mia 1a miejsce na samej konferencji? ELISABETH ADLER: Pocikreslano, ze taka wymiana odbywa si~ jui w zyciu spolecznym i politycznym, z czego trzeba korzystac. R6wniei w Bangkoku zmierzanc' do tego - z dobrym skutkiem... Rozpowszechnione jest przekonanie, ze tylko Koscioly macierzyste dysponujq zasobami intelekt'..lalnymi i teologicznymi pozwalajqcymi na bardziej w ydatny wklad oryginalnej mysli. Okazalo si~ to nieprawdq. Na przyklad w grupach biblijnych odbywala si~ naprawd~ wsp61na praca nad tekstami, cz~sto z dominujqcym udzialem wlasnie przedstawicieli mlodych Koscio16w. Umieli oni czytac Pismo w spos6b bardziej egzystencjalny, wiodqcy ku praktyce zyciowej. W mojej grupie pracowalismy nad psalmem 78 "Nad gruzami Jerozolimy". Zaklina si~ t 2.m BogCl., by ukaral nieprzyj::>.ci6l. Uczestnicy ukladali parafrazy wyrazajqce tresc psalmu w relacji do sytuacji swoich kraj6w. Teksty te byly bardzo wymowne, choc pozostawaly niemal na poczekaniu. ZNAK: Moze moglibysmy si~ z kt6ryms z nich zapoznac. ELISABETH ADLER: Oto dwa najbardziej chyba charakterystyczne. Najpierw glos z Afryki Poludniowej: Boze, biali wzi~li w posiadanie nasze dziedzictwo pozostawili nas bez niczego zniszczyli zycie ludu oderwali zony od m~zow i dzieci od ojcow odebrali nam prawo glosu na ziemi gdzie Ty kazald mi si~ narodzic oni decydujq kim mam bye i gdzie wolno mt przebywae Jak dlugo tak b~dzie jak dlugo jeszcze bftdziesz na to pozwalae? Przebacz, ze my takze grzeszylismy p1,zeciw Tobie i przeciw braciom

59 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIA DZISIAJ" ~73 Niech wreszcie pojednanie stanie si~ owocem twojej interwencji. A oto tekst ze Stan6w Zjednoczonych: Boie jak dlugo b~dziesz pozwalac mojemu ludowi isc drogq zniszczenia Dumni z naszej wiedzy, bogactwa i pot~gi porzucilismy Twoje Prawo stalismy si~ tymi co uciskajq ubogich nie idziemy za naukq Ojc6w i przykladem innych lud6w zamykamy oczy na wlasne przew'inienill samowol~ bierzemy za wolnosc w imi~ prawa do bycia sobq pl,zekreslamy prawa innych rzucamy bomby na dzieci naszych bliinich. Powr6c Panie i zbudi nas ze zlego snu wyzw6l z pychy kai nam ukorzyc si~ przed Tobq i uratuj od zaglady upok6rz nas, abysmy uwierzyli, ze jestes Bogiem a b~dziemy Ci dziqkowac. ModUtwy te powstaly, jak powiedzialem, bardzo spontanicznie, Nie byly przepracowywane. Psalm wskazal nam, ze wierzqcy moze i po winien w s z y s t k '0 wyrazic przed Bogiem. Mozna nie we wszyst kim zgadzac si~ z ich autorami - nie Sq to teksty do przyj~cia dla wszystkich, jakies modele interpretacji. Cytujemy je jako przyklad, ze moina psalm odczytywac po swojemu w kontekscie wlasnej sy tuacji. Modlitwy te sprowokowaly bardzo ciekawq i gl~bokq roz mow~ w grupie... GERHARD LINN: Jeszcze cos w odpowiedzi na postawione poprzed nio pytanie - w przeciwiensnvie do wieln wczesniejszych spotkan konferencja ta byla zdecydo"llvanie og6lnoswiatowq takze w zakresie poruszanych problem6w - gdy chodzi 0 sklad osobowy byl on dose wyr6wnany juz dawniej. NowvScia, by! ndzial przedstawicieli Koscio 16w Trzeciego Swiata takze w debacie na temat co robie w Europie czy w Stanach Zjednoczonych; w refleksji nad n a s z q sytuacja, re ligijnq. Gdy chodzi 0 materiiily, na jakich opierala si~ dy;;kusja - tzw. action 1'eports tym razem przewazala Azja...

60 874 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIE DZISIAJ" ZNAK: Po j ~ c ie action report jest dla nas nowe - pozyteczne bylyby jakies przyklady. ELISABETH ADLER: W sekcji pierwszej "kultura i tozsamosc" do ktorej nalezalam byly trzy podgrupy: dialog z ludzmi innych religii i ideologii; identycznosc rasowa; nawr6cenie i przemiany kulturalne J ako material sluzyly wlasnie owe action reports : na temat "black iheology" czyli teologii w ypracowywanej przez murzynow ameryskich w poszukiwaniu wlasnej tozsamosci kulturalnej i duchowej, oraz na temat "Ludzi Jezusa"... Gdy ch odzi 0 dialog nie bylo zdaje si~ materialu tegotypu... GERHARD LINN: Ja bralem u dzial w pracy tej podsekcji. P ra c~ zacz ~ lismy od wizyty w klasztorze buddyjskim i rozrnowy z mnichami... ZNAK: bardzo interesujqce... GERHARD LINN: A jednak bylo tu - przynajmniej dla mnie doswiadczenie wprawdzie bardzo pouczajqce, ale ogromnie smutne. Przezylismy bardzo silne trudnosci w nawiqzaniu kontaktu. Bylo to wzajemne pouczanie si~, a nie dialog, chocby zaczqtkow y. Opat tego klasztoru wyglosil najpierw wyklad na temat buddyzmu. My postawilismy kilka pytan na temat tego, co widzielismy podczas nabozenstwa i rnedytacji mnich6w. W tym momencie niektorzy u czestnicy zacz~li si~ niecierpliwic - kiedy wreszcie zacznie sie; "dialog". Pewien bardzo widac misyjnie nastawiony dziennikarz zapyt al opata, czy wierzy w Jezusa Chrystusa, ukrzyzowanego i zmartwychwstalego, P ana wszechrzeczy... Na to opat odpad, ze posiada BibliE; i czyta jq ale jeszcze nie doczytal do koflca... ELISABETH ADLER: Chyba jednak dobrze bylo przekonac sie; w praktyce tak dobitnie, choc napewno nie po raz pierwszy, ze nie wystarczy zebrac ludzi razem... GERHARD LINN : Jeszcze jeden fakt byl znamienny. Naszym tlumaczem byl miejscowy swiecki!)rofesor uniwersytetu, chrzescijanino Okazalo si~, ze nie znal on angielskich odpowiednik6w po j~c buddyjskich, chociaz w tyro kraju, w 90 procentach buddyjskim, musial si~ z nimi stale stykac. W tlumaczeniu musieli mu pomagac ludzie z Europy, bardziej w te problemy wprowadzeni. Inne przyklady action reports pochodzq z sekcji "Zbawienie i Sprawiedliwosc spoleczna". Studiowano tam dokumenty pochodzqce z Irlandii, Angoli i Wietnamu, a takze analiz~ ekonomicznych sto

61 , ROZMOWY 0 KONFERENCJI.. ZBAWIENIA DZISIAJ" 875 sunk6w pomi ~ dzy Amerykq P6lnocnq a Poludniowq i z Holandii om6wienie akcji samoopodatkowania na rzecz pomocy krajom Trzeciego Swiata. W podsekcji zajmujqcej si~ kwestiq planowania reform w skali narodowej byly raporty przedstawiajqce udzial grup chrzescijan w r6znych akcjach panstwowych, takich jak reforma rolna, odnowa zycia w osrodkach miejskich, rozbudowa i reformy lecznictwa, akcje oswiatowe. Wreszcie jedna podsekcja omawiala _ inicjatywy lokalne - na przyklad prowadzonq na Sycylii kampanie: majqcq na celu powstrzymanie szkodliwej spolecznie emigracji z w y spy. ZNAK : W jaki"spcs6b wykorzysty\"iano te materialy? GERHARD LINN: Po PFzestudiDwaniu ich, grupy szukaly og61niejszych punkt6w zaczepienia, zestawiajqc wlasne doswiadczenia z cudzyrni. NastE:pnie podejmowano refieksj~ teologicznq.nad zwiqzkiem lych akcji z naszymi pytaniami 0 zbawienie dzisiaj. ZNAK: Jak byly przygotowane te raporty? Czy mialy napraw d ~ wartosc naukowq, czy chodzilo raczej 0 wrazer.ia? ELISABETH ADLER: Bardzo r6:i:nie... Nie bylo jednolitego stylu ani poziomu. Bardzo ciekawe bylo om6wienie dzialalnosci Kosciola Kimbangist6w (Zaire) - Kosciola 0 specyfice afrykanskiej, powstalego l1a gruncie swoistego synkretyzmu. Kosci61 ten ma juz ponad milion czlonk6w i prowadzi zywq dzialalnosc misyjnq w sqsiednich krajach. Styl zycia religijnego jest zblizony do wsp61not pentek;otystycznych, choc historycznie nie ma z nimi nic wsp61nego. Socjologicznie jednak jest podobnym ruchem oddolnym, obejmujqcym szerokie masy i odwolujqcym si~ do ich potrzeb religijnych, nieza pokojonych przez chlodne Koscioly oficjalne, W kt6rych brak ducha wsp6lnoty. Przy calej krytycznej postawie wobec synkretyzmu; pewnych przejaw6w entuzjastycznej religijnosci, gl~ boko imponuje przetrwanie tego Kosciola w whrunkach bezwzgl~dnego przesladowania przez wladze belgijskie oraz fakt, ze kimbangisci obywajq si ~ bez zagranicznej pomocy i funduszy. Uczesnik reprezentujqcy ten Kosci61 na Konferencji jest nauczycielem, po pracy w szkole obowiqzujqcej go w pelnym wymiarze, wieczorami zdobywa wyksztalcenie teologiczne i pelni obowiqzki misyjne. ZNAK: W tym miejscu nasuwa si~ pytanie, czy uczestnicy z kraj6w socjalistycznych wniesli takze jakis sw6j specyficzny dorobek w prace konferencji? GERHA;RD LINN : Bylo nas malo - tylko 9 os6b - nie bylo wi~ c latwo wejsc w tok obrad z tyro, co moglismy ewentualnie zaprezen

62 :876 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIE DZISIAJ" towae z wlasnego doswiadezenia. Cala konfereneja byla wyrazme nastawiona ona konfrontaej~ pomi~dzy swiatem kapitalistycznym i Trzecim Swiatem... ZNAK: Wiem z Biuletynu Rady Kosciol6w, ze wystltpienie Ksi~dza przypominajqce 0 istnieniu takze naszego swiata wywolalo spore wrazenie... GERHARD LINN: Wydaje si~, ze dose wyraznie i mocno przeciwstawilismy si~ temu, <co osobiscie uwazam za krok wstecz w stosunku do poglqd6w wyrazajqcych si~ w dokumentach Zgromadzenia Og6lnego: mianowicie w sprawozdaniu Sekcji III zajmujqcej si~ odnowc\ K05ciola w jego poslannictwie pojawia si~ zn6w zarzucone juz dawniej identyfikowanie liczbowego wzrostu Kosciol 21 z rcalizac.i Cl jej o misji. Glosowalem przeciw przyj<:ciu tego dokumentu wlasnie w oparciu 0 nc>.sze rodzime doswiadczenia. W NRD przekonalismy si~ bardzo dobitnie, ze niekiedy Kosci61 moze przezywac wewn~trzl1io1 odnowq wlasnie w momencie, gdy liczbowo staje si~ slabszy. Z drugiej strony wiemy dobrze z historii, ze zwodziciele ludu znajc1 ujq ezasem powodzenie i wywierajq bardzo silny wplyw na eale masy... Chyba w og6le powinnismy juz umiee ostrozniej patrzee na Kosci61, jako narz~dzje Boze... Jest on nim najpelniej nie wtedy, gdy jest grupq d 0 min u j q c q, lecz wtedy gdy najbardziej realnie sluzy - swiaoczeniem milosci, promieniowaniem prawdy. W NRD rnamy tez doswiadczenie zycia w kraju gl~boko zsekularyzowanym, gdzie chrzescijanstwo dla wielu staje si~ sprawq malo znanq. Wiele okolicznosci historycznych, kt6re liksztaltowaly kultur<: niernieokq, a przez nas teraz Sq przezywane w specyficzny spos6b, sprawia iz mamy pewne zahamowania w m6wieniu 0 Bogu, w uzywaniu j~zyka religijnego, kt6rym w Bangkoku poslugiwano si<: z takq prostotq i oczywistosciq. Przedstawiciele kraj6w anglosaskich z takq latwosci q m6wili 0 zbawieniu... Nam przychodzi to moze za trudno? Kontakt z r6znymi spontanicznymi formami poboznosci byl dla nas czyms orzezwiajqcym, ja sam po raz pierwszy od wielu lat bylem w stanie wlqczye si~ czynnie w takq modlit\v~... Ale z drugiej strony nasuwa si<: tez wqtpliwosc; czy mozna tak latwo? Czy wolno jakby uznae za niebyle doswiadczenie ink znacznej cz~sci ludzkosci - bo przeciez sekularyzacja nie przestaje bye faktem 0 swiatowym zasi~gu? Czy jednak nie kryje si~ w niej wyzwanie, kt6re rna dla nas stae si~ powolaniem, wyzwanie zmuszajqce do refleksji? ELISABETH ADLER: Nasz wklad... to WlqZe si~ z poszukiwaniern wlasnej tozsamosci, jakie i u nas jest aktualne... Chyba w naszym Kosciele zyjemy jeszcze ciqgle jakby na rachurek przeszlosci, tak

63 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIA DZISIAJ" jakby mogl czy mial kiedys nastq'pie powrot do niej - jakby chodzilo 0 przetrwanie, a nie 0 radose wejscia w nowq rzeczywistose, w ktorej bye moie otworzq si~ calkiem nowe szanse komunikow a nia Ewangelii. Trzeba tu gl~biej wejse w to, co w Bangkoku po\,vieclziano 0 dialogu. Wystqpilo tam nowe podejscie chyba bardziej ostroine - ostroine nie w sensie taktycznym - po prostu wi~ksza sv/iadomose komplikacji i zloionosci tych procesow. Akcentowane bylo bardziej otwarcie wobec ludzi innej wiary nii kwestia dialogu z ludimi innej ideologii, powierzona zresztq temu samemu zespolowi. Postawilam zresztq pytanie, czy moma na diuzszq met~ wtlaczac te dwa zagadnienia do jednego worka. Dialog z marksizmem - bo ten dialog niewqtpliwie ma najwi~k:;ze znaczenie sposrod mozliwych dialogow ideologicznych - wymaga wedlug mnie osobnych przemyslen. Istotne jest tu takie nie ograniczanie si~ do dialogu z zachodnimi marksistami: takie nasze doswiadczenie z calq jego zloionosciq musi bye poddane refleksji. ZNAK: Czy doswiadczenia dialogu z przedstawicielami innych religii mogq jakos rzutowae na dialog z marksizmem i odwrotnie? GERHARD LINN: Dostrzeganie pewnych socjologicznych analogii pomi~dzy sytuacjq chrzescijan w spoleczenstwie socjalistycznym i iyjqcych w diasporze posrod ludzi innej wiary nie powinno prowadzie do traktowania marksizmu jako swego rodzaju swieckiej religii. Analogie takie niekiedy istniejq, Sq zwiqzane z samq sytuacjq diaspory jako takiej, ale podstawy dialogu z marksizmem Sq inne i wychoc1zqc od tych historycznie uwaruinkowanych analogii nie daleko zajclziemy. Co oczywiscie nie oznacza, ie dialog z marksizmem nie ma nic wspolnego z problemem zbawienia dzisiaj... ZNAK: Czy konferencja jakos zmienila czy wzbogacila wasze wlasne' pojmowanie zb2.wienia? ELISABETH ADLER: DIa mnie najbardziej znamiennym bylo podkreslenie ze zbawienie wyraia si~ w p r z e z w y c i ~ i e n i u 1 <: k u i gotowosci przyj~cia tego co zadziwia, a takie w przeswiadczeniu, ze potrafimy czynie rzeczy nieoczekiwane - czasem wi~cej nii to na co nas samych st3e... ZNAK: Czy zbawienie nie bylo raczej kojarzone z wyzwoleniem lub ratunkiem? GERHARD LINN: Tak, ale akcentowany byl fakt, ie wyzwolenie ma bye wlasnie wyzwoleniem od l<:ku - l<:ku, ktory moze bye takze

64 878 ROZMOWY 0 KONFERENCJI " ZBAWIENIE DZISIAJ" wywolywany przez niesprawiedliwe Rtruktury. Sq sytuacje, w kt6 rych nie tylko jednostki potrzebujq wyzwolenia od su biektywnego l~ku, lecz chodzi r6wniez 0 obiektywne wyeliminowanie tego, co l~ k budzi i utrzyrouje, i to nie tylko l~k indywidualny, osobisty, lecz jakies zastraszenie spoleczne.. Z drugiej strony przebudzenie swiadomosci i jej rozw6j daje szans~ w e wn~trzne go uniezaleznienia s i~ od struktur ucisku - takiego wyzwolenia wyroaga juz na wst~pie zaangazowanie si~ przeciw tyro strukturom. ZNAK : Co z dorobku k011ferencji rna szanse zastosowania w pracy duszpasterskiej, 11a przyklad w nauczaniu religii ezy w pracach zespo16w studyjnyeh? ELISABETH ADLER: Wazne jest potwierdzenie, ze teksty biblijne m ogq pobudzae do rozwazan 0 zarazem fundamentalnych i praktycznych p roblemach zycia. Europejska akademicka egzegeza cz~ sto paralizuje t~ um iej ~ tn o s e przechodzenia od Biblii do zycia. W rezultacie nie dopuszezamy Pisma do glosu w dzisiejszej rzeczywistosci. Przekonalam si ~, ze choe bardzo w azne, informacje egzegetyczne nie wystarezaj!\, t rzeba s i~ ewiczye bardziej intensywnie w tyro co ezlonkom wielu mlodych K oscio16w przyehodzi tak spontanicznie - w karmieniu si~ Pismem sw. GERHARD LINN: Na dalsze przemyslenia i zastosow anie praktyezne zasluguje takze to co m6wilo si~ 0 tozsamosci kulturalnej - w j a k i s p 0 s 6 b b ye sob!\ i p 0 z w 0 1 i C in n y m bye s 0 b q w a k c i e p r z y j ~ cia z b a w i e n i a? Ponadto obok modeli metody praey w grupach, zwlaszcza zas instytueji reflektor6w, za istotnie godny adaptacji na naszym terenie uwazam program konscientyzaeji. To po j~ cie, az nazbyt teraz m odne na Zachodzie jest jednak czyros cennym. Termin ten, wprowadzony przez Freire'a oznacza bu dzenie swiadomosci, ale swiadomosci sklaniajqcej do dzialania. Program konseientyzacji poj ~ty jest tak, ze w toku tego procesu ludzie sam i uznajq siebie nie za przedmiot leez za podmiot dzia-. lania i to zmienia ich zycie, zaczynajq bye zdoini do sm ielszego poznania i do tworzenia, biorq sw6j los we wlasne rt~ce. Tego rodzaju zasada od poczqtku lezala u podsbw naszej dotyehczasowej pracy w seminariaeh parafiainych. Lecz zawsze trapil nas l~k ezy ludzie kt6rym oddajem y iniej a tyw~, okazq si~ dose tw6rczy, ezy w szystko si~ nie rozplynie... Taki l~k paralizu je zdolnose do w sp61pracy i do w ytwarzania atmosfery tworczej swobody... Bangkok pom6g1 mi w p rze zwyci~z a ni u tego bardzo konkretnego l ~ku, kt6ry jest wielkim ci~za rem.

65 'ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIA DZISIAJ" 879 ELISABETH ADLER: Takze w podsekcji zajmujqcej s i ~ odnowq kom6rek Koscio16w lokalnych powiedziano wiele cennych choc moze nie tak nowych rzeczy - jak na przykald ze Kosci61 powinien polozye silny nacisk na odkrywanie, ozywianie i koordynowanie sil tw6rczych w srodow isku, nie tylko wsr6d samych aktywnych juz chrzescijan... GERHARD LINN : Dalej mowa 0 tyro, ze ksztalcenie duchowienstwa powinno rozwijae uzdolnienia i um iej~tnos ci fachowe potrzebne w tego typu dzialalnosci... ZNAK: Wynika z tego, ze kazdy duchowny powlmen umiee bye reflektorem. A na to trzeba praktyki, moze calego szeregu lokalnyt:h i regionalnych mini-bangkok6w? Bylaby to takze okazja do rzeczywistego przekazania dorobku tej konferencji, k tory tak trudno om6 wie w spos6b zrozumialy dla tych co tam nie byli i nie majq analogicznych doswiadczen. GERHARD LINN: Tego rodzaju projekty wysuwalo wielu uczestnik6w. W sprawozdaniu grupy reflektor6w stwierdzilismy, ze wynikiem tego typu konferencji nie Sq i nie mogq bye dokumenty lecz raczej impulsy, ktore znajdq echo w pracy uczestnikow w ich wlasnych wsp61notach. ROZMOWA Z GERHARDEM HOFMANNEM ZNAK : J ako pracownik Swiatowej Rady Kosciol6w uczestniczyl Pan juz w bardzo w ielu spotkaniach, zjazdacp i konferencjach. W Bangkoku obserwowal P <l,n prace sekcji zajmujqcej si ~ kulturq i tozsamosciq, szukaniem wlasnego oblicza, tw6rczej odr~ bno sci, co jest obeanie haslem nie tylko zwolennik6w "czarnej teologii". Obecnie w ramach swoich genewskich funkcji bierze Pan u dzial w pracach majqcych na celu podsumowanie dorobku tej konferencji i kontyn ua c j~ ro zpoc z~ tych tam prac studyjnych i innych inicjaiyw. Intercsujq nas wi ~c zarowno Pana osobiste wrazenia i wnioski jak i owe plany na przyszlose. Czy w Pana oczach bylo to spotkanie szczeg61 ne, odmienne od poprzednich konsultacji na temat misji i ewangelizacji? GERHARD HOFMANN : Sw6j n a p r aw d ~ specyficzny i o dr~bny charak ter zawdzi~cza Konferencja w Bangkoku g16wnie nowemu stylowi, nowej - w tej skali - metodzie pracy w zespolach. Nie chodzi tu zresztq 0 metod~ tylko : raczej moze 0 typ pracy poznawczej. Pn

66 880 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIE DZISIAJ" raz pierwszy na spotkaniu tego typu punktem wyj scla nie byly reieraty czy teologiczne wyklady, lecz przezycia ludzi, sprawozdania ukazujqce w jakich okolicznosciach, poprzez jakie wydarzenia UCZq si~ oni czym jest zbawienie i doswiao.czajq go. W malych grupach musielismy mowie 0 tym wszystkim bardzo konkretnie i w sposob bardzo osobisty. Ja sam jako teolog mam sklonnosci do abstrakcyjnych wywod6w, moze wiqze si~ to tez pewnie z mojq narodowosciq... Gdy na tej konferencji, przy jednym niewielkim stole spotkali s i~ ludzie z Afryki Poludniowej, na codzien przezywajqcy sytu ac j ~ dyskryminacji rasowej, i my biali - juz nie mozna bylo ukrywac si~ za jakqs abstrakcyjnq argumentacjq... Trzeba bylo powiedziee kim sip, jest, pokazae to. Uderzajqce bylo to zainteresowanie wlasnie zyciem innych, ich codziennosciq, nawet tym, co w przeszlosci ksztaltowaro czyjes postawy, zastanawialismy sip, jak doszlismy tu, gdzie jestesmy... Okazalo si~ waznym, ze pochodz~ z malej wioski, jak na europejskie stosunki nieco odleglej od cywilizacji i ze moj dziadek znal jeszcze niekt6re chlopskie tajemnice, bliskie praktykom afrykanskim... To osobiste porozumienie umozliwilo prawgziwe wsp6lnc Lowe "swip,towanie zbawienia" - dzi~k i czemu wzrosla nasza zdolnose do wsp6lnej modlitwy. W wszystkich sprawozdaniach z Bangkoku, jakie znam, uczestnicy podkreslajq wielkq rol~ malych grup, kt6re lflzwin~ly si~ \v prawdziwe choc prowizoryczne wsp6lnoty podtrzymujqce - sustaining communities - podtrzymujqce co? Chyba tak naprawdp, - naszq zdolnose do stawania sir:: nowymi ludirnl.. ZNAK: Jakie Sq gl6wne osiqgni~cia konferencji? GERHARD 'HOFMANN : Pokazala ona, ze zbawienie nie jest abstrakcyjnym pojr::ciem teologicznym, lecz moze bye wyrazane przez 00. wolanie si~ do doswiadczenia, do roznych sytuacji w jakich ludzie Zyjq. To byh nasza_ hipoteza robocza, kt6ra 6kazala si~ sluszllq. A jednoczesnie nie utozsami:.'mo naiwnie zbawienia z lud2jkimi osia,g!li ~ ciami i rozwiqzaniami problem6w spolecznych, czy innych. Ale widzielismy tez, ze skoro B6g w Chrystusie wkroczyl w historiq ludzkq, zbawienie Chrystusowe musi obejmowae wszystkie dziedzi ny zycia - szukamy go w walce 0 wlasnq kultur~, 0 wyraz swojej osobowosci, 0 sprawiedliwose spolecznq i zniesienie wyzysku a takze 0 o(lnow~ Kosciolow i ich poslannictwa. J ednoczesnie konferencja przyniosla - przynajmniej dla mnie - ostrzezenie przed zbyt latwym optymizmem w odnajdywaniu i identyfikowaniu znak6w obecnosci Bozej i woli Bozej w swiecie. W sprawozdaniu sekcji I czytamy: "Znaki Boze Sq zawsze czyms zadziwiajqcym... Nie ma dziedziny zycia i sytuacji, w kt6rej Bog nie m6glby si~ nam objawiae. Wierzymy, ze jest obecny w calym swoim stworzeniu. Ale

67 ,ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAWIENIA DZISIAJ" 88 1 z wiary tej nie czynirny kryteriurn pozwalajqcego stwierdzie, gdzie Bog dziala! W historii Kosciola wciqz powl'aca trudne pytanie: jaka jest relacja pomip,dzy obietnicarni Bczymi a naszymi ludzkirni planami - mi~dzy kr6lestwern Bozym, juz obecnym i nadchodzqcym, a rzeczywistosciq 5wiata i rzeczywistosciq naszych Koscio16w. ZNAK: Uswiadomienie sobie tego pytania pocia,ga za sobq coraz ostrzejsze przezywanie n a pi ~cia, protest przeciw sprzecznosciorn... GERHARD HOFMANN: To napi~ci e nie powinno bye eliminowane... Trzeba nauczyc si~ zye w napi ~ci u, jakiego wymaga przekonanie o obecnosci Boga w ludzkich sprawach, podczas gdy w praktyce raczej doswiadczamy J ego nieobecnosci... Inaczej m6wiqc chodzi 0 to, jak bye swiadkiem Zmartwychwstania w obliczu Krzyza. Inny aspekt tego nc'.i~i~cia ujawnia si~ w poczuciu naszej bezsilnosci wobec po t~g i zla - a przeciez mamy bye db swiata zapowiedziq, zadabkiem Nowego Stworzenia, znakiern czymono jest... Prace podj~t e w Bangkoku starnowiq pierwszq pr6b~ anahzy sytuacji, w jakich przezywamy te napi~cia - pr6b~ przesledzenia linii frontu, w istocie przebiegajqcego takze przez nas samych.... ZNAK : Co rna bye wynikiern tej analizy - jakie plany? GERHARD HOFMANN : Nie mozemy uprzedzie wynik6w, ale cala praca jest najscislej zwiqzana z wysilkiern ustalania priorytet6w pracy misyjnej Koscio16w. M6wiqc j ~ zykiem biblijnym - analiza rna wskazae znaki czasu, rozeznae je. R6Znie s i ~ dzis interpretuje cz~sto powtarzany postulat czytania znak6w czasu. Warto wi~c moie podkreslie, ze w tym rozeznaw aniu nie szukarny obiektywnych rozwiqzan problern6w naszych czas6w - staramy si~ tylko uchwycie, gdzie przebiegajq linie napi~cia porni~dzy "starym czasern" a "nowym czasern Boiym"... ZNAK : ezy mozna uchwycie znald czasu poniekqd og6lnie waine, aktualne w skali planetarnej? W dyskusjach prowadzonych w Polsce cz~sto podkresla s i~, ze w poszczeg6lnych "swiatach" znaki te mogq bye bardzo odmienne. GERHARD HOFMANN: Wlt"snie w Bangkoku zdalismy sobie spraw ~, jak bardzo r6±ne epoki wsp6listniejq obok siebie nawet w jednym kraju... Zr6inicowanie sytuacji politycznych i kulturalnych rna takze ten aspekt. W zwiqzku z tym nasuwa si~ pytanie: J a k g 1 o s i e D 0 b r q Now i n ~ wsw i e c i e, w k t 6 r y rn t e c h n 0 log i a j u ire ali z u. j e pr z est r zen n e z jed n 0 c zen i e, 5 - ZNAK

68 882 ROZMOWY 0 KONFERENCJI "ZBAW IENIE DZISIAJ" a le n i e n i we I u j e, r 6 z n i c, k t 6 r e s p r a. w i a j q, Ze 1ud z i e s i ed z q cy p rzy jedny m st ol e w i s to c i e ' z y j q w r 0 z n y c h e po k a c h? Musimy oduczye si~ stereotypowego oceniania' w szystkiego w kategoriach "to TIowoczesne", a to "staroswieckie" to "tradycyjne" a to "post ~pow e". Kazdy czas m a swojq w lasnq op tyk~, wlasnq pe rspek tyw~ - ale w szystkie epoki Sq cz~s ci q jednej historii i wszystkie, kazda w tej w lasnej perspektywie potrzebujq odnowy - odnowy z punktu "'ridzenia "nowego czasu" jaki jest darem Boga. ZNAK: Czy Rada Koscio16w podejmie dalsze inicjatyw y stanowiqce k o ntynuac j ~ Konferencji w Bangkoku.? GERHARD HOFMANN: Trudno 0 tym jeszcze m6wie. Wylonily s i~ pewne osrodki zainteresowania, jak kwestia kultury jako wyrazu wlasnej tozsamosci: Chrystus nas wzywa - czy nie wzywa nas takze w jakis bardzo istotny spos6b, abysmy byli sobq? Inny punkt to kwestia shy i bezsilnosci... Zasadnicz ",,- liniq, kt6ra powinna bye kontynu owana jest jednak praktyka integrowania intelektualnych poszukiwan, emocjonalnego doswiadczania, czym jest zbawienie, oraz konkret nych zaangazow ar't. W tym sensie "studium rna bye funkcjq misji" - procesy uczenia si ~ m ajq prowadzie do zmiany zachowan tak os6b jak i wsp6bot. ZNAK : Ten zarys prograrnu przypomina wys uni~te juz w Upsali, na zgromadzeniu og6lnym SWiatowej Rady Koscio16w h asio "swiat u stala porzqdek dzienny". Wtedy jednak, w roku 1968, nie bylismy chyba jeszcze w stanie dojrzee wszystkich konsekwencji tego hasla. Bylo ono rozum iane przez jednych dose powierzchgw nie, w tyro sensie, ze takze swiat podsuwa tematy refleksji, inni zas chyba troch~ ulegli fascynacji tej historycznej agendy. GERHARD HOFMANN : W Bangkoku. zdalismy sobie jasniej sp r aw~, ze Kosci61 rnusi bye w bardzo gl~b o k j m kontakcie z "agendq swiata", musi jq czynie swojq, ale jednoczesnie - i to z now owa linia nap i ~ ci a - Kosci61 musi si~ troszczye 0 to: by nie popase w zniew olenie bezkrytycznie poddajqc si ~ temu, co swiat aktualnie absorbuje. Trzeba wi~ c analizowae sytuacje w spos6b pragmatyczny ale na tym nie koniec. Musirny w nich takze odczytywae wezwanie do wlasnej w ewl1e:trznej przemiany - metanoia. Czy t rzeba m6wic o tyrn, ze istotne znaczenie rna tu konfrontacja agendy swiata wlasnie z Ewangeliq? Rozmawiala : Halina Bortnowska

69 MICHAt HELLER o STRUKTURZE - EWOLUCJI WSZECHSWIATA (1) U5MIECH BEZ KOTA CZYLI o OBSERWACYJNYCH PODSTAWACH KOSMOLOGII I. PRZED WVPRAW>\ W NIEZNANE Immanuel Kant napisal: "...w przyrodzie nie moze bye nie dane, co - niezaleznie od tego, za jak wielkie bysmy je uwazali - nie mogloby, rozwazane w innym stosunku, bye zdegradowane do ezegos nieskonczenie malego i na odwr6t nie nie moze bye w niej tak male, by nie dalo si~ w por6wnaniu z jeszcze mniejszymi rozrniarami p owi~kszye dla naszej wyobrazni do wielkosci calego!iwiata. Do pienvszej z tych obserwacji daly nam obfity material teleskopy, a do drugiej mikroskopy".l Innymi slowy, skala odleglosci (rozmiar6w) jest wzg l~dn a, zalezy ad "wielkosci por6wnawczej" czyli jednostki pomiaru. I tu odgrywa rol~ pewiel! wzglqd psyehologiezny, rozmiary ludzkiegc ciala okreslajq nasze oceny: to, co oglqdamy przez teleskopy jestesmy sklonni uznae za "nieskonczenie wielkie", to co ogl!\ damy przez m ikroskopy ~ za "nieskonczenie male". Chcemy zapuscic si ~ w swiat "nieskonczenie wielkich". Wsp6lezesna astronomia pozagalaktyczna spenetrowala juz spor ~ szlak6w wiodqcych w t~ pasjonujqeq dziedzin ~. Ich przetarcie jest na pewno wielkq przygodq ludzkosci. Zanim sami, prowadzeni przez metody nowoczesnej astronomii, staniemy si~ uczestnikami przygody polegajqcej na eksploracji Wielkiego WszeehSwiata, moze warto przez chwil~ (dla nabrania oddechu przed czekajqcymi 1as emocjami) ~astanowie s i~ nad tym, czego ludzie oczekiwali przygotowujqc si~ do wyprawy w glqb Kosmosu. Pozo st aj ~ wi~ c jeszcze na jakis czas w zaciszu wlcrsnej biblioteki i si~gam po ksi qzk~, kt6ra zostala wydana w r. 1912, a wi~c niemal I Krytyka w!adzy sqdzenta. (przeld. J. Galecki), P WN 1964, s. 84.

70 884 MICHAL HElLER dokladnie wtedy, kiedy rodzila si~ astronomia pozagalaktyczna. W ksiqzce Svante Arrheniusa pt. Obraz Wszechswiata w dziejach ludzkosci czytam: "Davmy jest spor, czy liczba gwiazd jest nieskonczona. Anaxymandel', Demokryt, Sw edenborg t Kant sqdzili, ze gwiazdy Sq niezliczone. Gdyby jednak gvviazdy byly mniej wi~cej rownomiernie rozlozone w przestrzeni i nie byly skupione tam, gdzie z..najduje s i~ nasze slonce, to wowczas cale niebo musialoby blyszczee zarem gwiazd, blyszczee s ilniej anizeli nasze sloj1ce i na ziemi wszystkohy splon~lo, zwlaszcza gdy zwazymy, ze badane przez nas gwiazdy stale Sq gor~tsze od slonca. Skoro jednb-l{ ziemia '8i~ nie spala, to moze to miec dwojakiego rodzaju przy czyn~. Gwiazdy mogq bye skupione w poblizu naszego ukladu slonecznego i im dalej w przestrzeni, tern mogq bye rzadsze. Rzecz dziwna, wi~kszose astronomow zdaje si~ sklaniae do tego zgola nie filozoficz..nego poglqdu. Przez poznanie cisnienia swiatla poglqd ten jednak nie da si~ utrzymae, gdyz pod dzialaniem tego cisnienia w nieskonczonosci czasow wszystkie slonca bylyby rozproszone w nieskonczonej przestrzeni, gdyby raz tylko kolo jednego jakiegos punktu, np. k-olo srodka drogi mlecznej, bylyby si ~ skupialy. Jesli wi~c t~ przyczyn ~ odnucie musimy, to nalezy nam si ~ zvvrocie do tego drugiego przypuszczenia, ze w przestrzeni istnieje bardzo wiele ciemnych cia! niebieskich, bardzo zimnych i daleko wi~cej rozleglych anizeli gwiazdy blyszczqce. Temi cialami Sq wlasnie zimne mglawice. Posiadajq one t~ wlasnose, ze pobierajqc zewn ~trzne dopromieniujqce od nich ciepio, rozszerzajq si~ i ozi~biajq. Podczas rozszerzania te drobiny gazu, ktore majq najwi~kszq szybkose, Sq wyrzucane i zastqpione przez inne masy gazowe z zewn~trzne j bardziej zag~sz'czonej masy mglawicy".2 No coz? Wi~kszose astronomow miala racj ~, "zgola nie filozoficzny poglqd" zostal potwierdzony przez obserwa cje. Nasz uklad planetarny istotnie nalezy do wielkiego "zag~szczelj1.ia" gwiazd zw anego Galaktykq. Oprocz naszej Galaktyki istnieje bardzo wiele innych galaktyk - wzgl~dnie odosobnionych ukladow gwiezdnych. 3 Rozumowanie Svante Arrheniusa z niestabilnoscic\ powodowan~ cisnieniem swiatla, moze wcale nie tak bardzo naiwne jakby si~ na pierwsz'} rzut oka mogio wydawae dzisiejszemu czytelnikowi,4 nie bralo pod uwag~ jednej ewentua1nosci - tej wlasnie, ktorq realizuje przy Nak ladem K si.::garni Ludw ika Fiszcra w Lodzi, 1912, s odkryciu galaktyk por. np.. O. struve, V. Zebergs, Astronomia dwudzi estego wleku, Warszawa 1967, PWN, ostatnie dwa rozdz!aly., Znane sa w dzisiejszej kosmologii modele W.szechSwiata, w kt6rych wlasnie oddzialywaniu promieniowania z materi,! przypisuje si.:: wygladzanie nier6wnomiernosci w poczqtkowym rozkladzie mas (tzw. Mixmaster Universes).

71 ebserwacyjne PODSTAWY KOSMOLOGII 885 roda - ie swiat wcale nie musi bye tworem statycznym. Istotnie, zarowno galak tyki, jak i uklady wyzszego rz~ d u - gromady galaktyk (0 ktorych za chwil~), nie wykazujq cech "niezniszczalnej trwaloki". A dlaczego "niebo nie blyszczy iarem gwiazd"? Gwiazdy, jak juz wiemy, skupiajq si~ w galaktyki, pytanie to nalezaloby zatem przeformulowae: "dlaczego niebo nie blyszczy iarem galaktyk?" Jest to nietrywialny problem kosmologiczny znany pod nazwq paradoksu Olbersa. Ale i tym razem Arrhenius nie mial racji: 'niebo jest ciemne nie z powodu istnienia "zimnych i rozleglych cial" w przestrzeni mi~dzygalaktycznej. Dokladne analizy teoretyczne wskazujq na dwa wyjasnienia paradoksu Olbersa. Ilose promieniowania dochodzqcego do Ziemi z odleglych galaktyk moze bye ograniczona na. skutek ucieczki wszystkich galaktyk w kierunku "od Ziemi" z odpowiednio rcsnqcymi pr~ dko s ciami lub na skutek tego, ze x lat temu zadna galaktyka nie swiecha, w6wczas moiemy otrzymywac promieniowanie ty1ko z obszar6w oddalonych od nas nie bardziej niz 0 x lat swietlnych. Nie jest wykluczone, ie obydwa te efekty lqcznie Sq odpowiedzialne za ten najlatwiejszy do stwierdzenia fakt astronomiczny - nieswiecenia nocnego nieba. 5 Wlasciwie sami nie wiedzlolc kiedy przenieslismy si~ z wygodnego fotela do kosmicznych przestworzy. Ale n asza wycieczka w glcl,b Wielkiego WszechSwiata stanowi tylko wyobrazeniowq przenosni~. Astronomia obserwacyjna jest 'lkazana na prowadzenie badan z powierzchni Ziemi i-co najwy.zej - z jej na jblizszego sqsiedztwa astronomicznego (obserwacje satelitarne, lecz ich era dopiero si~ zaczyna). Tylko teoretyk moie tworzye myslowc k onstrukcje nie przejmujqc s i~ ograniczeniami przestrzeni i czasu. Z jednym wszakze warunkiem, z jego mys10wych konstrukcji musi wynikae cos, co si~ da stwierdzie przy pomocy "ziemskich obserwacji". II. SUPERGALAKTYKA Jest rzeczq charakterystycznq, ie nie we wszystkich kierunkach widac z Ziemi tyle sarno galaktyk. Istniejq obszary ekranujqce (chociaz zupelnie inaczej niz to sobie wyobrazal Svante Arrhenius), poprzez kt6re w og61e nie mozemy si~ wychylic poza wlasnq Gahl'ktyk~. Takim obszarem jest pas Drogi Mlecznej oraz pasy ciemnej (w naszej Galaktyce). Mimo ie obszary te materii mi~d zygwiezdnej 0 paradoksie Olbersa' por. obszerniej: H. Bondi, Kosmologia, Warszawa 1965, PWN, s , a takze rozdzial pt. "Dlaczego niebo nie swieci". w mojej ksiqzce: Wobec Wszech5wl ata, Krak6w 1970, Wyd. Znak, s

72 886 MICHAl HELLER nie bylyby w stanie przeszkodzic paradoksowi Olbersa, jednak wystarczq do tego, by skutecznie zaslaniac nam widok na inne galaktyki. lviusimy si~ r6wniez liczyc z tym, ze i przestrzen mir:dzygalaktyczna jest wype!niona rozrzedzol1q materiq, kt6ra takze cz~sciowo moze pochlaniac promienie swietlne idqce ku nam z odleglych galaktyk. Efekt ten astronomowie nazywajq ekstynkcjq mir:dzygalaktyczl1q. Akurat W okolicach biegun6w galaktycznych - a wi~c daleko od obszar6w Drogi Mlecznej - nie wyst~pu j e ciemna materia mi~ d zygw i azdow a. W tych wi~c abszarach - astronomowie nazywajq je niekiedy czapami polarnymi Ga1aktyki - mozna najwygodniej oglqdac inne ga1aktyki. Jednak nawet w o b r~bie polarnych czap galaktyki nie Sq rozlozone r6wnomiernie. W obydwu czapach ga1aktyki wyrazil,ie grupujq si ~ wzdluz pewnych pas6w i, co ciekawe, wydaje si ~ jakby pasy w czapie p61nocnej byly "dalszym ciqgiem" pas6w z czapy poludniowej. Na to naklada si ~ pewien efekt,,10ka1ny" : w czapie p61nocnej widac w i~cej jasnych ga1aktyk niz w poludniowej. Ten charakterystyczny rozklad galaktyk na niebie wyjasnil astronom G. de Vaucou1eurs 6. SiwierdzH on, ze n asza Galaktyka nalezy do w i~k szego ukladu galaktyk zwanego Supergalaktykq. Superga1aktyka rna ksztalt splaszczonego dysku.. Srodkiem dysku jest g~ste ugrupow~ ie g2.laktyk w gwiazdozbiorze P anny. Rozklad ciemnej materii We\Vl1qtrz naszej Ga1ak tyki nie pozwala wyznaczyc stopnia splaszczenia supergalaktycznego dysku, udalo sir: natomiast wyznaczyc jego promien ; wynosi on ok cm 7. Superga1aktyka jako calosc wykonuje.obr6t wzg1~dem osi przechodzqcej przez jej srodek. Obr6t Supergalaktyki nie przypomina obrotu bryly sztywnej, 1ecz raczej obr6t wie1kiej chmury gazu (pr~ dkosc kqtowa danej galaktyki zalezy od jej odleglosci od srodka Supergalaktyk i). Nasza Galaktyka znajduje sir: na peryferiach Superga1aktyki, w od1eglosci ad srodka oko1o cm, i bierze udzial w jej obrode z prr:dkosciq ok: 500 km/sek w zg1~dem srodb.. Galaktyki w Supergalaktyce tez nie Sq rozlozone ca1kiem r6wnomiernie, 1ecz tworzq mniejsze pod-zgrupowania. Jednym z nich jest tzw. Grupa Lokalna, w kt6rej sklad wchodzi nasza Galaktyka, jej prawie blizniaczy sqsiad - Wie1ka Ga1aktyka w Andromedzie i kilkanascie innych galaktyk.8 Astron omiczieskij Zur nal, 36 (1959) 977., Mi~ d yn a rod owa Unia Astronomiczna zalecila stosowac w astronomii centimetr jnko jedno s tk ~ dlugosei. Dotychezas astronomowie uzywali jednostki zwanej parsekiem: 1 par sek = 3,262 lat swietlnyeh = 3, em. Podana w tekseie odleglosc 5. 10" em jest r6w na ' parsekom, czyli 15 m egaparsekom., Tak wyglqda op is naszego naj blizszego sqsiedztwa kosmieznego w terminologii d e Voueouleursa. Inni b a daeze poslugujq si~ nieeo innymi okresleniami. N p. Zwie

73 OBSERWA CYINE PO DSTAWY KOSMOlOGli 887 Oprocz Supergalaktyki istniejq inne podobne uklady, nazywamy je gromadami galaktyk. PrzeglqdajqC bogaty material obserwacyjny, dose latwo wyroznic jqdra gromad. Charakteryzujq si~ one szczeg61 nie duzym zag~sz cze n iem galaktyk. Natomiast nie spos6b wyraznie odgraniczye od siebie jednq gromad~ od drugiej. Wydaje si~, ze kazd:l galaktyka nalezy d o jakiejs gromady, ale cz~s to nie wiadomo do jal,:iej. Gromady Sq jakby plynne, i;;tniejq pomi~dzy nimi przejscia ciqgle. Wprawdzie w najbogatszym katalogu galaktyk i gromad galaktyk sporzqdzonym przez Zwickyego i w spolpracow nik6w 9 kontury gromad Sq zaznaezone wyraznq liniq, jednak trzeba pami~tac, ze Sq to linie w duzej mierze umovvne, wyznaezano je niezbyt pewn<\ metodq - "na oko". III. KATALOGI GALAKTYK Przy okazji warto wspomniec, ze dla kosmologa, kt6ry sw ojq nauk~ traktuje nie jako dzial abstrakeyjnej rnaternatyki, leez jako empiryeznq nauk~ 0 rzeczywistyrn swiecie, material zgromadzony w katalogaeh galaktyk (jak r6wniez w kfltalogach radiozr6del, kwazar6w itp.) rna podstawowe znaezenie. Na og6l kosmolog-teoretyk nie rna ani przygotowania, ani mozliwosei, by samodzielnie przeprowadzac bardzo i rnudne i bardzo dlugotrwale obserwacje. Tym bardziej, ze do obserwacji "kosmologicznych" nadajq si~ tylko najwi~ksze te1eskopy. N a szcz~s cie istniejq koledzy obserwatorzy, kt6rzy ealy sw6j czas i wszystkie u mi ej~tn os ci poswi~eajq na to, by wydusic "z nieba" kazdq moiliwq in fo rmaej ~. Na tym nie konczy si~ wsp6lpraea obserwator6w z teoretykami. Teoretyk cz~s to konsultuje si~ z obserwatorem w sprawie interpretacji danych eksperymentalnych, a obserwator pilnie nadsluchuje, ezy teoria skonstruowana przez jego koleg~ nie podpowie jakichs nowych sposobow obserwaeyjnego zdobyeia informacji. Najaktualniejszy i zarazern najbardziej obszerny zestaw danych dotyez'1cyeh rozlozenia materii we Wszechswiecie, jaki zebrali obserwatorzy optyezni (0 radiowych powiemy przy innej okazji), znajduje si~ w dw6ch katalogaeh. Pierwszy, to wspomniany juz katalog Zwiekyego. Zawiera on dane dotyczqce 9700 gromad galaktyk. Przeglqd Zwiekyego si~ga w glqb WszeehSwiata az do odleglosci rz~du ]030 em. Drugim jest katalog Abella 10, autor zarejestrowal w nim ky sup e r ga laktyk~ nazywa po prost u groma d'l w Pannie, n a tomiast w edlug Abella gromadq W Pannle nie jest ca la SupergaJakt.yka, lecz tylko jej J'ldro. F. Zwicky et a I., Catalogue of Galaxies an d Clusters of GalaxIes, G tom6w, , California Institute of Technology. " C. O. Abell, Astropliys!cal Jour nal. Supplement 3 (1958), s. 211.

74 888 MICHAL HELLER 2700 gromad galak tyk. Obydwa katalogi odnoszq si~ tylko do g.romad widzialny'ch z p6lnocnej p6lkuli. Brak wiadomosci 0 gromadach galaktyk poludniowej p6tl<::uli jest zwiqzany z bardzo niesymetrycznym rozkladem obserwator6w astronomicznych na Ziemi, prawie w szystkie wi~ksze obserwatoria znajdujq si~ na p61nocnej polkuli. Jest rzeczq bardzo pouczajqcq przyjrzee sie;: pracy astronom6w nad katalogiem. W ostatnich latach grupa. astronom6w z Obserwatorium Astronomicznego Uniwersytetu Jagiellonskiego w Krakowie opracowywala material obserwa.cyjny przyv.'ieziony przez doc. Konrada Hudnic:kiego z Kalifornii, Z obserwatorium na Palomarze. Opracowywane k lisze byly sporzqdzone przy pomocy szerokqtnej kamery Schmidta. Nie pokrywal:y one, tak jak w przeglqdzie Zwickyego czy Abella, calego nieba dost~pnego z p61nocnej p6lkuli, lecz tylk o niewielki wycinek (0 wymiarach 6 X 6 stopni) nazwany przez autor 6w pracy Polem Jagiellonskim. Pole Jagiellonskie zosta10 wybrane nieprzypadkowo. Znajduje s i~ ono w takim miejscu (w okolicy Wielkiej Niediwiedzicy), w kt6rym - j::tk m ozna s i~ spodziew ae - ekstynkcja mi ~ dzyg alaktyczna jest szczcg61nie mala, co pozwala si~g nqe daleko w glqb WszechSw iata. Istotnie, w obszarze odpowiadajqcym Polu Jagiellol1skiemu W k atalogu Zw ickyego znajduje si~ zaledwie okolo 75 galaktyk (jasniejszyr.h od 15,7 wielkosci gwiazdowej), podczas gdy astronomowie krakowscy naliczyli ich Zestaw tych galaktyk, zwan y K atalogiem J agiellonskim, zostal juz opublikowany 11. Ale zanim caly material oddano do druku, uplyne:lo cztery lata zmudnej, wr~cz mr6wczej pracy. Na kilku zsuni ~ tych stolach w "P racowni P ozagalaktycznej" lezala wielka m apa skladajqca si ~ z szeregu posklejanych nega tywnych fotografii Pola Jagiellonskiego, m apa byla podzielona na prostokqty, rodzaj siatki geograficznej ; kilku ludzi chodzilo z zaczerwienionymi oczami (od wpatrywania si~ w klisze); toczyly s i ~ dyskusje na temat wyboru kryteri6w, kt6re mialyby zadecydowae 0 tym, czy dany punkt na kliszy jest galaktykq, prawie galaktykq, gwiazdq czy... zanieczyszczeniem swiatloczulej emulsji. Prawie-galaktykq astm nomowie krakowscy zartobliwie nazywali cos, co moze nie jest gwiazdq (gwiazda na kliszy ma "rozmiary punktow e") i prawdopodobnie nie jest galaktykq (obraz galaktyki na kliszy powinien bye "rozmyty", ale galaktyka mala lub bardzo odlegla maze nie r6znie si~ od punktu). W Katalogu Jagiellonskim przy kazdej galaktyce podano stopien prawdopodobienstwa, z jakim to "cos" ocenia si~ jako galaktyk~. 11 K. R u d nicki, T. Z. Dworak, P. Flin (przy wsp61pr acy B. Bara nowsk iego i A. Sendrakowskiego). A Catalogue Of 1565C GaLaxi es in the JageUon!an FIeld, Acta Cosmologica l, 1 (1972), s. 9.

75 OBSERWACYJNE PODSTAWY KOSMOLOGII 889 Widzimy wi~c, ze na jednostkowych informacjach z Katalogu (kazdego, nie tylko Jagiellonskiego) nie zawsze mozna polegac. Prawdziwe Sq tylko "informacje usrednione", to znaczy dotyczqce mas statystycznych. Zresztq w takich dziedzinach jak badanie rozkladu galaktyk, czy ich gromad, liczq si~ tylko wnioski statystyczne. Wlasnie drugim etapem pracy nad Katalogiem Jagiellonskim jest opracowywanie zawartych w nim informacji przy pomocy metod statystycznych. IV. SKALA ODLEGt O SCI Wrocmy jednak z Krakowa do odleglych przestrzen i kosmicznych. Od czasu slawnej pracy Hubble'a z '.12. astronomowie Sq przekonani, ze Wszechswiat si~ rozszerza. Widma wszystkich odleglych (za wyjqtkiem kilku sposr6d najbliiszych) galaktyk wykazujq przes l.ln i~cia ku czerwieni. Jezeli wykluczyc dzialanie jakichs nie"manych!lam praw fizyki, to przesuil1i~cia te nalezy traktowac jako tzw. efekt Dopplera : jezeli zr6dlo swiatla dostatecznie szybko oddala si~ od obserwatora, to obserwator zauwazy, ze jego widmo jest poczerwienione (prze s uni~te ku czerwieni); jezeli zr6dlo swiatla dostatecznie szybko zbliza si~ do obserwatorct, to obsenvator zauwazy, ze jego wielmo jest bardziej fioletowe. Oczywiscie obserwator musi dysponowac "widmem odniesienia" (wzorcem) emitowanym przez zr6dlo spoczywajqce wzgl~dem niego. Hubble spostrzegl pewnq prawidlowosc: srednio biorqc im galaktyka bardziej oddalona od ziemskiego obserwatora tym wi~ksze przesuni~ cie ku czerwieni w jej widmie. J ezeli przesuni~cie ku czerwi e-ni jest wynikiem zjawiska Dopplera, to wielkosc p rzesuni~cia moze posluiyc jako miara pr~dkosci oddalania si~ galaktyki. Moi na zatem wypowiedziec nast~pujqcq zaleznosc: pr~dkosc ucieczki galaktyki wzgl~dem pewnego obserwatora jest wprost proporcjonalna do odleglosci galaktyki od tego obsen!j'at.ora. Przy czym zaden obserwator nie jest uprzywilejowany. Gdziekolwiek w przestrzeni umiescilibysmy obserwatora, w ten sam spos6b b~dz ie on ocenial zjawisko ucieczki galaktyk. Zaleznosc powyzszq nazywamy prawem Hubble'a. Jesli pr~dkosc galaktyki wzgl~dein obserwatora oznaczyc przez v, odleglosc galaktyki od obserwatora przez r, a wsp61czynnik proporcjonalnosci przez H, to pra-wo Hubble'a mozemy zapisac \V postaci V= H ' r (1) 11 PTOC. Nat. Acad. Sci., 15 (1929), s. 168.

76 890 M ICHAL HELLER Na oznaczenie wsp6lczynnika proporcjonalnosci wybralismy 1ite r ~ H,gdyz przyj ~lo si ~ go nazywac stalq Hubble'a. Prawo Hubble'a swiadczy 0 tym, ie we W~zechswiecie wyst~puje wielkoskalow y, uporzqdkowany ruch - wszystkie galaktyki oddalajq si~ nawzajem od siebie. W zwiqzku z tym m6w i s i~ cz ~sto 0 rozszerzaniu s i~ WszechSwiata. Rozszerzanie Wszechswiata likwiduje paradoks Olbersa. Ten calkiem "zwyczajny" fak t - ie niebo w nocy jest ciemne - nie jest wcale taki "oczywisty", stanowi on na st~pstwo ekspansji kosmicznej. Wprawdzie wszystkie galaktyki biorq u dzial 'w tej kosmicznej wszechucieczce, nie znaczy to jednak, zeby nie mogly posiadac "niezaleznych" rnch6w wlasnych. W przypadkll bliskich galaktyk, nie odznaczajqcych si~ zbyt wielkimi pr~ dkoscia mi ucieczki, ruchy wlasne mogq nawet przewazac, a wi~ c moze si~ zdarzyc, ze jak as bliska galaktyka zamiast uciekac b~dzie s i~ do nas zbliiac. Tak jest rzeczywiscie, w widmach kilku bliskich galaktyk obserw ujemy przesu ni ~cia ku barwom fioletowym. Prawo Hubble'a odgrywa w astronomii (nie tylko w kosmologii!) bardzo waznq rol~. Dla bardzo dalekich galaktyk standartowe metody pomiar u odleglosci astronomicznych zaw odzq. Ale znajqc pr~ d kosc ucieczki danej galaktyki - a mozna jq okreslic m ierzqc przesuni~cie ku czerwieni w widmie - i wartosc liczbowq stalej Hubble'a z wzoru (1) latwo wy1iczyc odleglosc r. W tn spos6b prawo Hubble'a staje si~ w skai nikiem odleglosci w swiecie najdalszych galaktyk. Odleglosc gromady galaktyk jako calosci otrzymujemy wyznaczajqc odleglosci kilku poszczeg61nych galaktyk nalezqcych do tej gromady. Niestety katalogi zawierajq pod tym wzgl ~dem grubo mniej danych obserwacyjnych nizby sobie tego zyczyli teoretycy. Na usprawiedliw ienie obserwator 6w trzeba powiedziec, ze mierzenie przesuni~c ku czerwieni bar dzo dalekich (a wi~c bardzo slabych) galaktyk jest nie lada wyczynem wymagajclcym pracy wielkim teleskopem nieraz w ciqgu k ilk u nocy. Dlatego w praktyce musimy si~ zadowolic przyblizonymi ocenami odleglosci gromad galaktyk, c z ~sto zdajqc s i~ "na oko" sprawnego obserwator a. Talc na przyklad katalog Zwickyego nie podaje odleglcsci gromad, lecz kazdq gromad~ zalicza do jeanej z pi ~c iu tzw. klas odleglosci. Poszczeg61ne k lasy odleglosci odpowiadajq pewnym zakresom pr~dk os ci hubble'owskiej ucieczki. Przedstawia to nas t~pujqce zestawienie : I. Gromady bliskie (near) II. Gromady srednio odlegle (medium distant) pr~dk osc ucieczki do km/s " od km/s

77 9 BSERWACYJNE PODSTAWY KOSMOLOGII 89 T III. Gromady odlegle " od k m /s (distant) IV. Gromady bardzo odlegle (very distant) " od kmis V. Gromady niezwykle odlegle II powyzej km /s (extremely di<;tant) Jezeli np. jakas gromada jest zakw alifikowana jako "bardzo od JegIa", to znaczy, ze pr~dkos ci ucieczki (wyliczone z praw ahubble'a} galaktyk wchodzqcych w sklad tej grom ady Sq zawarte "gdzies" pomi~dzy km/sek a k m/sek. ZresztE\ margines bl~du tych oszacowan jest wi~kszy niz "szerokose" jednej klasy. Zagadnienie odleglosci w astronomii pozagalaktycznej jest jednym z najtrudniejszych, a r6wnoczesnie jednym z najbardziej waznyeh problemow. W praktyce st{)suje si~ dwie metody oszacowan odleglo Sci daleldch obiektow. Pierwsza, jak juz powiedzielismy, "pracuje" w oparciu 0 prawo Hubble'a : przesuni~cie ku ezerwieni w widmie galaktyki uwaza si~ za wskaznik 5ej odleglosci. Ale widma spektralne nie Sq wyskalowane przez Natur~ w kilometrach, leez w c z ~s tosciach (dlugosciach) fal elektromagnetycznych odpowiedzialnyeh za danq lini~ widmowq. Azeby pr zesuni~cie ku czerwieni przeliczye na zwykle jednostki odleglosci (takie jak kilometry czy megaparseki} musimy sami wyskalowac naszq metod~. Sprowadza si~ to do wy- znaczenia liczbowej wartosci st alej Hubble'a H. W tym celu trzeba spraw dzic "dzialanie" prawa Hubble'a dla galaktyk 0 znanych sko.dina,d odleglosciach. Druga metoda jest poj~ ci ow o niezwykle prosta: im galaktyka dalej polozona, tym wydaje si~ mniejsza. Zamiast wprost wielkosci'l latwiej poslugiwae si~ jasnosciq, a wi(,!c im galaktyka mniej jasna, tym jest dalsza..jezeli przyjo.c, ze w szystkie galaktyki so. "naprawd ~ " jednakowo jasne (posiadajq takq samq jasnosc absolutnq), t o. obsenvowanq jasnose moi na uznae za bezposredni wskainik odleglosci. Rzecz w tym, ze zaloienie 0 jednakowej jasnosci absolutnej. galaktyk weale nie jest sluszne. W zastosowaniu do gromad galaktyk mozna polepszye dzialanietej metody. Chcqc porownac oclleglosci dw6ch gromad galaktyki, wybieramy w kazdej z tych gromad np. dziesi~e najjasniejszych galaktyk i porownujemy ze sobq, dajmy na to, trzeciq,. piqtq i dziesiqt~ galaktyk~ w kolejnosci malejqcych jasnosci. W ten spos6b znacznie zmniejsza si~ prawdopodobienstwo, ie trafiamy na galaktyki bardzo r6zniqce si~ mi~d zy sobq pod wzglgdem absolutnej wielkosci.

78 892 MICHAL HELLER V. CZY WSZECHSWIAT JEST HIERARCHICZNY? Istnienie gromad gal&.ktyk nie bumi wqtpliwosci astronomow pozagalaktycznych. Ale czy z kolei gromady galaktyk nie lqczq si~ w gromady drugiego rz~du, te zas w gromady trzeciego rz~du i tak dalej? Z pomyslem takim wystqpil Charlier 13 w 1908 r. Zaproponowany przez niego model nazywa si~ czc:sto hierarchicznym Wszechswiatem. Byla to jednak konstrukcja czysto myslowa. Wsrod astronomow-obserwator6w toczy sic: dzis dyskusja, czy istniejq gromady drugiego rzc:du (gromady gromad galaktyk), ale zaden z astronomow nie rosci sobie pretensji, ie "widzial" gromady trzeciego rzc:du. Czolowym rzecznikiem istnienia gromad drugiego rzc:du jest Abell. Badal on 14 metodami statystycznymi rozklad gromad galaktyk na sferze niebieskiej i doszedl do wniosku, ze gromady wykazujq systematycznq tendencj ~ do lqczenia sic: w wic:ksze uklady oraz wskazal 17 ukladow gromad, ktore - jego zdaniem - mogq kandydowac do miana gromad drugiego rz~du (sam Abell nazywal je super-gromadami) 15. Odmiennego zda.nia jest Zwicky wraz z grupcl swoich wsp61pracownik6w (do grona wspolpracownikow Zwickyego wchodzq rowniez polscy astronomov{ie pozagalaktyczni: Maria Karpowiczowa i Konrad Rudnicki). Na podstawie prawie czterokrotnie wi ~ kszego materialu statystycznego od tego, jakim dysponowal Abell, grupa Zwickyego stwierdzila, ze nie rna podstaw do utrzymywania, iz istniejq uldady wi~ksze od gromad galaktyk. Wskazane przez Abella super-gromady nalezy uwazac za przypadkowe zag~szczenia (fluktuacje g~stosci) mniej w ic:cej rownomiernie rozloionych gromad galaktyk. Wydaje sig, ze gromady galaktyk Sq "podstawowymi konc1ensacjami" materii We Wszechswiecie. Gdy rozpatrujemy obszary o rozmiarach liniowych rz~ du cm, mozemy przyjqc, ze Wszechswiat jest jednakowo g~sto wypelniony gromadami galaktyk. Badania grupy Zwiclcyego nie wykluczajq istnienia "nad-ukladow" materii 0 rozmiarach wi~kszych nii cm. Jezeli jednak uswiadomic sobie, ie Wszechswiat penetrujemy do odleglosci mniejszych niz em, to takinad-uklad m aterii bylby pod wzglc:dem rozmiarow porownywalny z calym obserwowalnym Wszech wiatem. Nowsze badania innych astronomow wydajq sic: potwierdzac wnio " Arktv. Mat. Astr. Fys., Bd. 4, nr. 24. " Astrophys. J., Supp!. 3 (195a) s " Astrophys. J., 66 (1961) s. 607.

79 OBSERWACYJNE PODSTAWY KOSMOLOGII 893 ski Zwickyego i wspolpracownikow. 16 Pani Karpowiczowa 17 podsumowujqc dyskusj~ mi~dzy Abelem a grupq Zwickyego pisze ostromie: "Wszystkie dotychczasowe badania nie przedstawiajq wystarczajqcych dowodow na to, ze supergromady istniejq, a jesli nawet istniejq, to wyst~powanie ich nie jest zjawiskiem powszechnym, jak w przypadku gromad galaktyk. Bye moze skala czasu jest jeszcze zbyt mala, aby tak wielkie skupiska materii mogly si~ utworzyc".18 Wszystko wskazuje na to, ze WszechSwiat w duzej skali jest srednio jednakowo g~sto wypelniony materiq. T~ wlasnose r02kladu materii nazywamy jednorodnosciq. Pod wzgl~dem g~stosci materii zaden punkt Wszechswiata nie jest wyrozniony. Do niedawna prawie wszystkie n:lsze informacje 0 rozkladzie materii we Wszechswiecie opieraly si~ na astronomii optycznej. Ostatnio coraz wi~kszeg o znaczenia pod tym wzgl~dem nabiera radioastronomia. Badania radioastronomow pi~knie uzupelniajq wyniki obserwacji optycznych. Jak juz wiemy, z Ziemi nie we wszystkich kierunkach widac jednakowo duzo galaktyk. Przypisujemy to ekranujqcym wlasnosciom pasa Drogi Mlecznej i ekstynkcji wewnqtrzgalaktycznej. Ale moze w przestrzeni naprawd~ istniejq kierunki "unikania galaktyk"? Zagadnienie rownouprawnienia wszystkich kierunkow przestrzeni (rownouprawnienie wszystkich kierunkow przestrzeni nazywamy jej izotropowosciq) jest odr~bne od zagadnienia rownouprawnienia wszystkich punktow przestrzeni (jednorodnosci przestrzeni). 0 ile badania optyczne opowiadajq sie, wyraznie za jednorodnosciq Wszechswiata w duzej skali, 0 tyle wobec problemu izotropowosci przestrzeni Sq prawie zupelnie bezsilne. I tu astronomii optycznej w sukurs przybywa radioastronomia. W roku 1965 dwie grupy amerykanskich radioastronomow: A. A. Penzias i R. W. Wilson 19 oraz R. H. Dicke, P. J. Peebles, P. G. Roll i D. T. Wilkinson 20 doniosly 0 waznymodkryciu. Okazalo si~, ze cala przestrzen jest r6w nomiernie pokryta, jakby tlem, promieniowaniem elektromagnetyc:.mym. Widmo tego promieniowania (tzn. zaleznose jego nat~zenia od dlugosci fali) jest takie jakby promieniowanie bylo emiiowane przez cialo doskonale czarne 0 temperaturze 2,7 0 K. Odkryte promieniowanie w zakresie dokladnosci pomiarow wykazujq dokladnq izotropowosc, tzn. nie pochodzi one od zadnego konkretnego zrodla na niebie, lecz cale niebo "swieci" nim jedno- II Par. J. T. Yu, P. J. F. Peebles, Astrophys. J., 141 (1969) s Par. jej interesuj'lcy artykul: Problem gromad wyzszego rzgdu, Post~py Astronomil, 19 (1971) s is'tamze, " Astrophys. J" 142 (1965) s Astrophys. J., 142 (19656) s. 414.

80 894 MICHAL HELLER stajnie. Slusznie zyskalo one sobie nazw~ promieniowania tla. Promieniow anie tla jest bardzo silnym eksperymentalnym dow odem na lzotrop'jwose WszechSwiata w duzej skali. VI. "KOSMOLOGIA USMIECHU" Podsumujmy: Wszechswiat jest wi~c jednorodny i izotropowy. Podstawowq "jednostkq" budowy Wszechswiata jest grom ada galak tyk. Wszystkie galaktyki (a w i ~ c i gromady galaktyk) biorq udzial w e "wsp6lnym ruchu" zgodnie z prawem Hubble'a. Przypadkowe p r~d k osci galaktyk "na wlasnq r~k~ " (tzw. p r~ dk osci w lasne, liczone wzgl~dem najblizszego sqsiedztwa astronomicznego) Sq male w por6wnaniu z systematycznymi pr~dkosciami h ubble'owskimi, a poszczeg6lne gromady jako calosci praktycznie mozemy uwazae za pozbawione ruch6w "na wlasnq r~k~ ". W tym miejscu kosmolog dzi~kuj e swoim kolegom astronomom optycznym i radioastronomom za dostarczenie mu nie zb~ d nych informacji 0 "rozkladzie m aterii w e WszechSwiecie", i sam przyst~puje d o "obr6bki" eksperym entalnego. materialu. Ale interesujq go juz nie poszczeg61ne galaktyki czy ich gromady, lecz struktura-ewolucja WszechSwiata w n aj wi~k szej skali. Kosmolog jest fizykiem-teoretykiem i w jego r~k a ch gromady galaktyk z la.twosciq redukujq si ~ do rozmiar6w m aterialnych punkt6w; kosmolog nazywa je czqstkami fundamentalnymi. Zbi6r w szystkich czqstek fundamentalnych, tzw. s ubstrat, jednorodnie i izotropowo wypelnia Wszechswiat. W tak spreparowanym Wszechswiecie kosmolog zaczyna s i~ rzqdzie dose sam owolnie. Na kazdej czqstce f undamentalnej umieszcza obserwatora ("obserwator fundamentalny") i w mysl zalozenia 0 r6wnom iernym rozkladzie substratu stw ierdza, ze l{azdy obserwator fundamentalny widzi taki sam obraz WszechSwiata. Stw ierdzenie to nosi na zw ~ zasudy kosmologicznej. Teraz juz swiat gromad galaktyk mozna zamienie w matematyczne wzory, czyli zbudowae model kosmologiczny. Znany kosmolog, E. R. Harrison w jednym ze swoich artyku16w 21 przytacza kilka zdan z Alicji w krainie czar6w : "Co to? C z~s to widywalam kota bez usmiechu - pomyslala Alicja - ale usmiech bez kota! To jest najbardziej zadzivviajqca rzecz, jakq kiedykolwiek w zyciu widzialam". Dalej Harrison wyjasnia swoje intencje : "Wszechswiat jest zbyt skomplikowany i zlozony eua jednej nauki. I dlatego w kosm ologii zaczynamy od zlekcewazenia wszystkiego, co uwazamy za nieznaczqce. Rozpoczynamy od wyrzucenia planet (kt6re przeciez ' " The Gri n Cosm o! og ie ~. The Qvarter!y Jour na! of the Roy. Astr. Soc., 2 (1870) s. 214.

81 OBSERWACYJNE PODSTAWY KOSMOLOGI I 895 nie odgrywajq zadnej roli w kosmologii), potem gwiazd (bo przeclez w razie potrzeby zawsze mozna rozbic gal a ktyk~ na gwiazdy), az wreszcie wyrzllcamy i galaktyki. Wszystko We WszechSwiecie zostalo ro zsmarowane do postaci podstawowej, ciqglej cieczy (substratu.)., Zupelnie jak usmiech na twarzy kota Cheshire. Usmiech staje s i~ coraz wi~kszy az stopniowo usuwa szczeg61y i str Llktur~ Wszechswiata - i ostatecznie usmiech pochlania calego kota. Wszystko to, co pozostaje jest bezpostaciowym Wszechswiatem, kt6rego studiowaniem zajmuje si~ cos, co mozna by nazwac "kosmologiq usmiechu" 22. I co najciekawsze, taki zabieg "uc;l.lwania szczeg616w" ok azuje si~ tw6rczy. D zi~ki niemu mozna zbudowac pewne proste modele Wszechswiata i w ten spos6b zblizyc si~ do poznania struktury-ewolucji swiata, w kt6rym zyjemy. To jest oczywiscie tylko pierwszy rok kosmologii. Potem proces trzeba b~dzi e odwr6cic i "og6lne tio", "ka nw~ " z powrotem wypelniac szczeg6lami. W pierwszym etapie konstruowania tla kosmologia byla g16wnie geometriq Wszechswiata ; w drugim etapie, wypelniania tla szczeg61ami - staje si~ fizy'kq Kosmo i>u. Wsp6kzesna kosmologia w osta tnich dzies i ~ ciu latach wkroczyla w ten drugi etap. Michal Heller H Tamze. s. 214.

82 MIECZYSlAW M A LI~SKI Pi t A T Gdy p6inym wiecwrem wpad! do palacu PHata donosieiel zydowski i zachlystujqc si~ poczql opowiadac, co si~ dzialo w Ogrodzie Oliwnym - widzial na wlasne oczy - Pilat sluchajqe jego relacji stwierdzil nie bez troski, ze tak si~ stalo, jak od dawna przewidyvvat Jezeli go w tym wszystkim cos dziwilo, to jedynie ze Jezus tak szybko dal si~ schwytac. Donosiciel wyjasnil, ze jeden z dwunastu wydal Go. - Za trzydziesci srebrnik6w - dorzucil z pogardq - jak za niewolnika! - Wzruszyl ramionami i oparl si~ 0 scian~, wyczerpany biegiem i zdawaniem relacji. Pilat nie sluehal go wlasciwie jui od dawna. Odruchowo przebiegal w mysli garnizony stacjonujqce w poblizu Jerozolimy, ktarymi trzeba bylo wzmocnic zalog~ miasta. Byl zaskoczony. To co uslyszal, nie miescilo mu si~ w glowie. Uwi~zic Jezusa w przeddzien swiqt, gdy cale miasto jest peine przybyszaw z prowincji, jeg'o zwolennik6w, by 10 ze strony faryzeusz6w i kaplan6w czystym szalenstwem. Przeciez ci rozniosq im wi~zienie w drobny pyl, aby wyrwac z ien qk swego Mistrza z Nazaretu. A jezeli Go u Wolniq, to od jutra m amy nowego kr61a zydowskiego. A przy tym zniknie z powierzchni ziemi Annasz, Kajfasz i cala wladza kaplan6w i faryzeusz6w. Tego jeszcze Palestyna nie miala. Ale przeciez oni 0 tym nie mogq nie wiedziec. A wi~c jakis podst~p z ich strony. Ale jab? Na czym on moze polegac? Z drugiej strony musial im przyznac racj~, ze niewiele szans im pozostawalo. Po ostatnich wydarzeniach w Betanii, w zwiqzku z Lazarzem. Jezus zdobyl sobie calq Jer0zo1im~. W tym ukladzie magi zrobic wszystko, co tylko chcial. A oni wciqz nie wiedzieli, czego On chce. Kazal dobrze wynagrodzic doncsiciela i zwracajqc si~ do setnika rzucil : - Narada oficer6w. Zebrali si~ blyskawicznie. Jakby czekali na to. Wyczul, ze wiedzq juz 0 uwi~zieniu Jezusa, ze doskonale zdajq sobie spraw~ z powagi sytuacji. PI'7. dstawil im kr6tko stan rzeczy i ewentualne mozliwosci dalszego rozwoju wypadk6w. Polecil postawic w stan gotowosci wszystkie oddzialy, wzmocnic punkty obrony. Usmiechnql si~ do zebranych. - Przygotowuj~ si~ jak do obl~:i:enia. Tylko ze to wcale rue jest takie smieszne - dodal p61glosem. - Nie dajcie s i~ sprowoko

83 PltAT 897 wac. Gdy Zydzi ZaCZTIq w alczyc po mi~dzy sobq, nie wolno wam si~ angazowac po ktorejkolwiek stronie. Nie podejmujcie zadnej akcji na wlasnq r~k ~. Czek ac na moje rozkazy. Dawac mac 0 kazdym incydencie. - Objasnil ich, ze kaplani mogq zaaresztowanego J ezusa p1'zerzucic do jakiegos miasta 11a prowincji, eel em unikni~ c ia rozruch6w w miescie. - Dlatego stan pogotowia obejmuje ealq Palestyn~, a nie tylko miasto - doda!. Napisal potem jeszcze list do zony, by byla na wszelki wypadek gotowa do drogi. Pozniej wroei! do siebie, poleciwszy uprzednio, aby setnik zameldowal s i ~ u niego. Spacerujqc po sali staral si~ ulozyc plan dzialania na dzien n3st~ pny. Jakos mu to nie szlo. Dopiero po chwili zorientowa! si~, co jest istotnq przyczynq jego niepokoju. Byly to wiadomosei, kt6r2 przed poludniem przyniesiono mu z Rzymu. UsHowal je zlekcewazyc, w ysmiac - powt6rzyl nawet stary dowcip o Tyberiuszu i Sejanie - ale wiedzial, ze si~ oklamuje. Zwlaszcza sformulovvanie : "Tyberiusz nie ma do ciebie juz zaufania" utkwilo \V nim jak zadra. W tym ukladzie sprawa Jezusa, ktorq s i ~ musial zajqc, byla uciqzliwym balastem. J ednego by! pewien -.ze czeka go ci~zki dzien. Usilowal si~ skupic. Chcial przypomniec sobie wszystko, co wiedzial 0 Jezusie. Aby niczego nie uronic, pr6bowal: uporzqdkowac sobie wiadomosci 0 Nim 'Nedlug chronologii zdarzen. Wiedzial o Nim duze, zeby nie powiedziec: wszystko. Przeciez pili1ie sledzil Jego dziala1nosc. A prawie kazdy dzien przynosil now'e w iadomosci. W ciqgu ostatnich pam lat Jezus wyr6s1 na osobt'; pierwszoplanowq w Palestynie, no i w Jerozolimie. M6wili 0 Nim wszyscy: faryzeusze i saduceusze, Iud i wojsko, Zydzi i Rzymianie. Lotem blyskawicy rozchodzily si ~ wszystkie nowosei z Nim zwiqzane. Zainteresowala si~ Nim i zona, choc dotqd wszystkie sprawy tego kraju uwazala za obce sobie i pobyt w Palestynie traktowala jak wygnanie. Byl zdenerwowany. Nawet si~ nie spodziewal, ze tak go przejmie widomosc 0 aresztowaniu Jezusa. Musial przyznac, ze caly jego pobyt w Palestynie zwiqzal si~ jakos z osobq tego czlowieka. J ak w kalejdoskopie pojawily sit'; fragmenty obraz6w, twarze, gesty, st rz~py 1'ozmow, wlasne pytania, oburzenia, zdziwienie. Najpierw - przyjazd do Palestyny. Milczqce tlumy, sporadyczne okrzyki w j~zyku, kt6rego jeszcze nie rozumial, szpalery zolnierzy, kt6rzy odteld wcielz mu towarzyszyli, klatka palacu i pretorium, z kt6rego nie walno mu bylo nigdy wyj~c samotnie. I znowu powr6cil - jak bolesne uklucie spy-, chany tyle razy na dno niepami~ei - moment, gdy otrzymal od cesarza list. Czytal go na glos w swojej letniej rezydencji pod Rzymem zgromadzonym przy stole towarzyszom. Cesarz zawiadamial, ze doceniajelc jego zaslugi i zdolnosci powierza mu odpowiedzialny urzqd, jakim jest namiestnictwo vv podbitej Jerozolimie. To bylo dla niego calkowitq kl~sk~. Nie wyobrazal sobie zycia poza Rzymem. 6 - ZNAK

84 898 MIECZYSLAW MALIriiSKI Jeszcze do teraz powracala na niego fala paniki, kt6ra go wtedy ogarn~la. Byl zupelnie zalamany, nawet zapowiadal, ze sobie zycie odbierze. Wszystkie jego plany rozsypaly si~ w niwecz. Decyzja Tyberiusza byla niedwuznaczna tak dla niego, jak ella przyjaci61. Siw ierdzili zgodnie, ze cezar ich przejrzal. Nie m6gi czy nie chcial, czy bal s i~, a moze mial zbyt malo powod6w przeciwko nim, aby wytoczyc proces i skazac na Smierc, a wi~c obdarzal ich wysokimi l'tanowiskami na krancach swiata. Jemu przypadla Palestyna. Jak to cesarz powi e ~ dzial? "Powierzam ci nieslychanie w alne zadanie mianujqc cie. namiestnikiem Jerozolimy. Jestem przekonany, ze nie zawiedziesz mojego zaufania. Wyjezdzaj jak najpr~dzej, bo tam jestes bardzo potrzebny". po tego czasu nie byl pev.rien, czy dobrze zrobil, ze rue wyciqgnql sztyletu, ktory mial ukryty pod togq i nie zabil Tyberiusza. "Mysl~, ze do kollca zycia b~d~ coraz bardziej zalowal - westchnqlze nie zamor dowalem tyrana. Bylbym drugim Brutusem. Chociaz nie rna por6wnania m i~ dzy Tyberiuszem a Cezarem. Tamten byl w koncn demokratq. Ten jest tylko satrapq wschodnim". Pocieszali go, gdy wyjezdzal, ze to nie koniec a poczqtek, ze pozostanq w kqntakcie, ze jeszcze w r6cq do Rzymu na czele swoich zolnierzy, aby obalic ty'" rani~, a przywrocic wolnosc obyw atelom Rzymu. Nie wierzyl w to, gdy m6wili. A moze i oni w to nie wierzyli. Choc chcial w to wierzyc. Maze i oni dlatego to m6wili. Potem przyjazd do Jerozolimy, gdzie zacz~l a m u cisza w uszach dzwonic. Cisza prowincji, gdzie nic s i~ nie dzieje, bo przeciez dla niego jedynym miejscem waznym byl Rzym. Myslal, ze oszaleje. Z upokorzenia i z pustki. Potem pierwsze kontakty, przed kt6rymi si ~ poczqtkowo bronil, ale rytm m aszyny adm inistracyjnej zaczql go zmuszac do tego, by wejse w ten dziwny swiat. Musial przyznac, ze wciqgal go ten swiat coraz bardziej. Ale byl to mroczny swiat. J edyny jasny punkt, ktory towarzyszyl m u w tym pierwszym trudnym okresie, to byla zona. W Rzymie wlasciwie jej nie dostrzegal. Nie mial czasu dla niej. Nie interesow ala go po prostu. Tu okazala si~ wiernym b warzyszem, kt6ry swojq kobiecq troskliw osciq staral si~ wychodzic naprzeciw jego trudnosciom i zyczeniom. Jeszcze jedna osoba, kt6rq wtedy odkryl, to setnik. Zwalisty mruk patrzqcy spode Iba, troszczqcy si~ 0 pretorium jak 0 wlasny dom, znajqcy si ~ na zolnierzach, jak ojciec na swoich dzieciach. Lubil z nim rozmawiac. Setnik znal Palestyn ~ i nar6d zydowski jak chyba nikt z zalogi. Mial wielu ludzi zaufanych - s p ~dzil tu p61 zycia. M6wU biegle po aramejsku. Ale co najwazniejsze, lubil jego spos6b myslenia - ruezalezny, lagiczny. Poczqtkowo setnik pomagal mu sluzqc najbardziej elementarnymi informacjami, potrzebnymi do zycia w tym kraju. Pami~tal. To bylo chyba na drugi dzien zaraz po przyjeidzie do Jerozolimy. Chcial wyjsc do miasta. I wyszedlby chyba sam, ale w ostatniej chwili

85 PilAT 899 poledl setnikowi, aby mu towarzyszyl. Ten krzyknql n a e sk ort~. "Nie potrzeba. Nie wolaj nikogo. Pojdziemy sami". Setnik zaprzeczyl: "Nie wolno inaczej. I to nie pieszo, ale na koniach." "Na koniach? - Zdumial si~. - Po co? Tylko par~ k rokow". "Latwiej w idziec lecqc8. dzid~. Tu nie kochajq nas" - dorzucil ze smutnym usmiechem. Tak, to nie Rzym, gdzie wsrad spacerujqcych i dyskutujqcych obywateli na Forum mozna bylo spotkac Cezara. Tutaj w helmie, w pancerzu i n a koniu. A potem juz tak zostalo. Przywiqzal si ~ do niego. Setnik byl ella niego u rz~dowym towarzyszem, a r ownoczesnie czlowiekiem, do ktorego mial bezgraniczne zaufanie. Wciqz czul jego dyskretnq opi ek ~. A tej pomocy potrzebowal bezustannie. Musial przyznac, ze bez niej nie potrafilby zrobic jednego rozsqdnego k roku. Wciqz przeeiez spotykal si ~ z rozmaitymi delogacjam i, prosbami, zqdaniami, odwolaniami. Ktos wys t~powal przeciwko komw~ z pow o d6w, ktore dla niego w ogole n ie is1mialy, albo przynajmniej w ydawaly s i~ blahe lub niewazne. Stary setnik to wszystko wyjasnial, rozplqtywal, tlumaczyl, doradzal, ale w taki sposob, ze Pilat nigdy nie wyezul eh~ ci narzueania s i ~, a po prostu ojeow skq t ro s k~. Tak, to jest bar dzo dziwny swiat. "Wystarezy pociqgnqc nosem - jak nieraz mawial do ludzi, ktorzy przyjezdzali z Rzymu - i juz ezlowiek wie, ze jest nie tyllco na Wschodzie ale w Palestynie". Ale bez zart6w - sam 0 tym dobrze wiedzial, jak obey jest ten swiat. "Tyle lat tu jestem, a coraz bar dziej nic z niego nie rozumiem " - pomyslal. Calej innosci tego swiata doswiadczyl bardzo szybk o. To bylo na poczqtku pobytu, chyba na t rzeci dzien po przyjezdzie. Obudzila go cisza. Slonce stalo jui; dose wysoko. Wyszedl do okna. Od miasta nie dolatywal: zaden glos. Ogarn~ lo go zdziw ienie, potem niepokoj, w korieu przerazenie. Zawolal na slu z b~, spytal, co si~ stalo. Dziewczyna w pierwszej chwili nie zrozumiala. Zapytal : "Dlaczego tak cicho?" Usmiechn~ l a si~: "Dzisiaj szabat. Dzien sw ie2ty". To, co po tem slyszal o przepisach obowiqzujqcych w dzien szabatu, wydalo mu s i~ czyms niewiarygodnym, monstrualn ym. P o prostu nie chcial:o m ll 8 i~ w ierzyc, zeby w erze pax romana, w czasach Wergilego i Horacego, takie rzeczy jeszcze mogly istniec na s wiecie. Gdy 0 tyro opow iadal, lubil dodawae ze swoim ironicznym usmieehem : "To jest w izja przyszlosci, do ktorej i my dojdziemy pod laskawym panowaniem boskiego Tyberiusza. Wszystko na rozkaz, zgodnie z przepisem; lqcznie z tym, 0 ktorej godzinie nalezy jese posilki i ile. A najw ainiejsze - co nalezy myslec na ten temat, i nie tylko na ten". Ale byl: ciekawy. Chcial siej dowiedziec, skqd si ~ to wzi~10, ezym sie; tlumaczy. Setnik nie byl w stanie jlj,z na to odpowiedziec. Pilat nie chcial dac za wygranq. PrzyczE>pH siej do tego pytania. Przypuszczal, ze odpowiedi na nie pomoze mu zrozumiec w iele zagadn ien. Pami~ tal jak go to poszukiwanie zafaseynow alo. Wyczekiw al okazji, by,

86 900 MIECZVStAW MALINSKI m6c je komus postawic. Az wreszcie trafil 'l1a tych, kt6rzy moge zaspokoie jego ciekaw ose : n a przelozcnych zydowskich. Jeszcze do dzisiaj mial w 'oczach ich w ystudiowane ruehy, peine szaeunku dla siebie samych. Nie, ci s i ~ nie dadzq Illigdy zbic z tropu. Na\,vet wtedy, gdyby nie nie wiedzieli. Ani w przeeiwnym wypadku: gdyby wszystko wiedzieli, a nie nie chcieli powiedziec. Ach, to glaskanie wypiel~gnow anyeh br6d, te spuszczone powieki, te po'blazliwe usmieehy, te m ilczenia i w yczekiw ania. Nie dali odpowiedzi natychmiast. Tlumaezyli si~, ze Sq lepsi od nieh, kt6rzy bieglej wladajq jgzykiem greckim. Nie ch cieli sami odpowiadae. Poprosili, aby mogli s i~ dolqezyc do tyeh rozm6w u czeni w Pismie i faryzeusze. Pami~t al te rozmowy. Wyezul nawet, jak s i ~ zmien ilo nastawienie Zydow do niego. Chyba z aez~ 1i go tr ak towac jako potenejalnego kandydata n a pr ozelit~, jak oni to nazy'vali. A on poprostu cheial zrozumiee to, co bylo dla niego ni ep o j~ te. Nielatwe byly te rozmowy. Nie tylko przez sam fakt, ze tfzeba bylo sie,! poslugiwac tlumaezem - niekt6rzy z nich nie ehcieh mowic po greeku, eh oe wiedzial, ze zn akomicie fozumiejq go - ale z powodu roznicy w m en talnosci. On po prostu n'le mogl zrozumiee, dlaczego nie m ozna uzyskac,odpowiedzi na pytanie, dlaezego zawsze k azde pytanie jest niejasne, a odpowiedi jeszcze bardziej. Dlaczego "tak" nie jest "tak", a "nie" nie jest "nie". Trzeba bylo ich obstawic, pomocniezymi pytaniam i pozamykae wszystkie wyjscia, zeby uzyskac jakies jednoznaczne stwierdzenie, kt6re zresztq on sam byl zmuszony wypow iedziec. Oni ograniczali si~ tylko do milczenia. Czasem cmokali m ie,!sistymi wargami i prawili komplementy, ze tak bliski jest prawdy. Ale wciqz z t ym przekonaniem, ze to oni Sq wlascieielami P rawdy. "Prawie jak mebla w swojej izbie" - dodawal nieraz w rozmowie na ich temat. To wlasciwie najbardziej go irytowalo: prowokowalo do agresywnych wystqpien wobee nieh. Zalowal- potem, ze sie,! dal poniese irytaeji, bo to 'Po prostu nie mialo sensu, Ale dla niego n ajbardziej byro m~ezqce, ich uciekanie si~ do Objawienia, k t6re nazy'vali Bibliq, P raw em, Prorokami. Wtedy, gdy k onezyly si~ ich kontrargumenty, pozostawalo wlasnie to slowo, alba jeszcze inne: B6g. Ale tematyk a byla ta sama. Wlasnie ze wzgl~du na te matyk~. To byla tematyka ta sama, nad ktorq spe,!dzal niejednq noe z przyjaci6lmi swoimi : wolnose eziowieka w starciu z instytucjami ludzkimi a przede w szystkim z panstwem. Nieraz sobie myslal, ze gdyby opow iedzial k t6remlls z swoich towarzyszy 0 rozmowach, jakie toczyl tlltaj, w Jerozolimie, n a te tematy, to ehyba nikt by mu w to n ie uwierzyl. Pami ~ta l, kiedy wreszcie po jakiejs ekwilibrystyee pytan i odpo "\viedzi zdolal stwierdzie, ze zr6dlem, z -kt6rego wyrastajq te obl~dne przepisy zobowiqzujqce kazdego Zyda od obmywania garnczk6w przed jedzeniem i rqk, do ograniezenia ilosci krok6w, kt6re wolno uezynie w szabat, jest milose Boga. W pierwszej ehwili myslal, ze

87 PilAT 901 si~ przeslyszal. Moze oni go zle zrozumieli, alba on ich zle zrozumial, maze tlumacz zle przetlumaczyl. "Na tym prawie stoi caly Zakon i proro(!y". A wi~c z milosci do Boga "II"yplywa omijanie pogan na ulicy, unikanie staralllne, aby nawet cien ktoregos z nich nie padl na czlawieka, niekontaktowanie si~ z grzesznikami, kamieniowanie jawnogrzesznic. Tlumaczyli mu zaciekle. "I gdy ktos pieniqdze, ktorymi powinien wesprzee rodzicow, zlozy na ofi ar~ swiqtyni..." - czy to tez wyplywa z milosci Boga i blizniego? To k0l1cowe zdumiewajqce stwierdzenie - a wi~c ten, kto wypelni w szystkie przepisy, kocha Boga, chociazby 0 tym nie wiedzial. "A czy wy w ypelniacie pr zepisy?" - zaskoczyl ich pytaniem. Zamilkli. "Jezeli tak, to jestescie swi~ ci ". Zaczql si~ smiae: "Darujcie, ale ja inaczej wyobrazalem sobie swi~tego niz wy". Obrazili s i~ i wyszli. Zostawili po sobie a tm o sfe r~ grozby. Przestali przychodzie. Zalowul, ze w og6le doszlo do tych spotkan. A wlasciwie to n ie. Dzi~ki nim poznal Jozefa z Arymatei. Spostrzegl od razu jego innose. Odbijal od reszty naturalnym zachowaniem si~. jakqs prostotq. Nie spodziewal si ~, ze m aze si~ ldedys zaprzyjaznie z Zydem. Tak. Potem przyszedl zly okres. Wiadomosci od przyjaciol, rozproszonych przez Tyberiusza po calym Imperium, przychodzily coraz rzadziej. Starzeli s i ~, alba w siqkali w swojq robot ~. Kontakty sip, urywaly. W Rzymie prawie nie mial juz nik ogo. Zresztq po=ieniaty si~ i tam uklady. Przyszli nowi ludzie. Chyba nie bardzo mialby do czego wracae. Nawet nie byl pewny, czy by tego chcial. Palestyna, ktora zdawala si~ bye dla!liego przystankiem na drodze do wielkiej kariery, okazala si~ stacjq koncowq. Palestyna w dqgala go coraz bardziej. I wlasnie rozgrywki z faryzeuszami i saduceuszami. Pr6bowal z ro=aitych stron nadgryze ich, ale wszelkie usilowania odbijaly si~ od nich jak od muru. Musial przyznac, ze zal mu bylo tego ludu zydowskiego. Zna1 juz dobrze szerokie ulice Jerozolimy i demne zaulki. Poznal bogate sklepy i biedne kramiki. Znal bogatych i n~dzarzy. Coraz bardziej draznila go panoszqca s i~ jak jakies monstrum swiqtynia. To ona skupiala na sobie uw ag~ wszystkich Zydow. Dna byla najwazniejszq sprawq bogatych i n~d z arzy. 8wiqtynia kapiqca zlotem i jej sludzy, ktorzy glosili milose Boga i blizniego i patrzyli oboj~tnie na n~dz~ swoich pobratymcow. Jego narastajqca nienawisc do tych ludzi wybuchala czasem oburzeniem. Tak, to byla ta nieszcz~sna sprawa z akweduktami. Kiedy zazqdal od kap1anow p ie ni~dzy ze skarbca swiqtynnego na ten cel. "Pomysl nie byt glupi - mruknql ~ tylko z realizacjq bylo, jak zwykle u mnie, krucho". Ale wtedy s i~ rowniez przekonal, jakie kaplani i faryzeusze majq wplywy w Rzymie. Prawie natychmiast przyszto upomnienie od cesarza. Drugi incydent byl daleko gorszy. Az si ~ go nawet teraz zawstydzil. Te emblematy rzymskie, a potem ta bijatyka przebranych zolnierzy. "To

88 902 M IECZYStAW MALINSKI bylo glupstwo z mojej strony". Upomnienie przyszlo jeszeze szybciej, jeszeze bardziej ostre. I wtedy poezul s i~ jak sp ~ tan y. Na tym odcinku., gdzie cheial cos zrobie dla ludu, zostal pokonany. Tym wi!?ksza nien awise rosla w nim przeciwko kaplanom i faryzeuszom. Wszedl setnik. - Co nowego? - spytal Pilat. Jezus zostal zaprowadzony przed Sanhedryn. - Nic wi~ce j? - Nie. - W miescie spok6j? - Spok6j, tylko u Heroda halasujq. - Baw i si!? n asz k I'6l. Gdy przyjdq jakies nowe wiadomosci, daj mi znae. Setnik wyszedl. Pilat zostal sam. Herod, kt6ry zgladzil popi'zednika J ezusa - J ana Chrzeiciela. Wlasnie nie zwr6cilby n awet na tego Chrzeiciela uwagi. Ot, jeden z tych prorok6w, gloszqcyeh pokut~, gdyby nie powiqzanie, jakie istnialo pomi<;dzy nim a Jezusem. Nie przypominal sobie, kiedy pierwszy raz doszla do niego wiadomose o J ezusie. Nie pami<;tal nawet, 0 co to ehodzilo. Czy to bylo to jakies wesele w Kanie GaJilejsk iej, gdzie si<; zdarzyl "cud" przemienienia wody w wino, czy jakies "rozmn ozenie chleba". Nie p ami ~t al. Nie zwr6cil" na to uwagi, bo takieh "cud6w" bylo potem coraz wi<;cej. Dawetly mu tylko okazje do tego, zeby zartowae, wysmiew ae si ~ z latwowiernosei, zaeofania Zyd6w. Ale to, co napi'awd~ uslyszal, co go zainteresowalo, a nawet teraz - z perspektywy czasu - m6gi powiedziec, ze wprowadzilo go w bezbrzezne zdumien ie, to byla wi adomose, ze ten Mistrz z Nazaretu uzdrawia w szabat. Prawie mu si ~ w to wierzye nie chcialo. Zqdal potwierdzenia i sprawdzal prawdziw ose tej informaeji. Kolejne wiadom osci, kt6re do niego docieraly, coraz wi~e j przynosily szezeg616w. Z powodzi zachwyt6w nad cu downym i zdarzeniami, w kt6re on zresztq w dalszym ciqgu nie w ierzyl, wylaw ial fakty, ktore wciqz w ydawaly si<; m u bardziej nieprawdopodobne, n iz te rozmnozenia chleb6w czy chodzenie po morzu. To, co dla niego bylo prawdziwym eudem, to nauki tego syna ciesli, kt6ry glosil, ze nie jest czlowiek dia szabatu, ale szabat dla czlowieka. Kt6ry spokojnie tlumaczyl istote:. sprawy na najprostszych przykiadach, w yjasniajqc bezsens przepis6w faryzejskieh : "A jezeliby tw6j \Vol wpadl do studni, ezy nie wyciqgn iesz go w dzien sobotni?" Tego s i~ absolutnie nie spodziewal, azeby w tym narodzie tak stlam5zonym, zuniformizow anym przepisami, m6gi pojawie si~ ezlowiek tak w olny, ktorego stae bylo na to, zeby popatrzec oezami dzieeka na ten gqszcz przepisow, zakazow i odrzude je, jak on to m6wil "jak si~ odrzuca stare buklaki alba 5tarq sza

89 PILAT 903 t~". A to wszystko ezynil poslugujqe si~ tym samym prawem i tymi samymi prorokami, kt6rzy byli argumentem ostateeznym r6w niez dla uczonyeh w PE mie. Przeciez to on powt6rzyl za prorokami naj Pl'ostsze it zarazem najbardziej wstrzqsajqce stwierdzenie w10zone w usta Boga: "Milosierdzia ehc~ a nie ofiary". Przeciez w tym sforrnulowaniu byl absolutny przewr6t: wazniejszy jest ezyn milosierdzia niz nabozenstwo, niz sarna ofiara. I co na to odpowiedzq kaplani '? PamiGtal, ze poczqtkowo, gdy wystqpienie Jezusa oeenil jako nieprawdopodobne, zaezql wietrzyc jakis pod s t~p; nie bardzo tylko wiedzial, czy to podst ~p ze strony faryzeuszy ezy sadueeuszy; ezy wyrnierzony jest przeciwko Rzymianom ezy przeciwko kaplanom. Ale to wrazenie bylo kr6tkotrwale. Bardzo szybko przekonal si~, ze ten czlowiek jest niezalezny, ze nikt go nie popiera, a naw et m usial stwierdzic ze zdumieniem ze ten genialny nauczyeiel popelnia taktyczny blqd - wys t~puje pr zeciwko wszystkim grupom k ierownietwa zydowskiego, R6wnoczesnie Pilat zdawal sobie z tego sp r aw~, ze szerokie masy tych, k t6rzy Jezusa sluchali, jeszeze nie spostrzegly sig, \V czym rzecz, Weiqz glosno bylo 0 nowyeh eudach : uzdrowienia, wskrzeszenia, polowy ryb, rozm nazanie chleba nie sehodzily ludziom z ust. On sam az drzal z niecierpliwosci, czy i kicdy wreszcie ludzie si ~ zorientujq, 0 co chodzi. e zy wreszcie Go ktos zrozumie. I kto Go pierwszy zrozumie: lud czy faryzeusze. Wlaseiwie to pytanie sobie stawial niepotrzebnie. Na tyle docenial tych ludzi, azeby miec pewnose, ze te fakty i te nauk i nie pozostanq przez nich niezauwazone. Zresztq Jezus wcale nie zam ierzal kamuflowae si~ przed nimi - cho~ ciazby w przypowiesci 0 Samarytaninie pode jll1,ujqcym si~ opieki nad zranionym Zydem. Tylk o kto ze sluehaczy potrafi zrozumiec subtelnosc tej opowiesci, kt6ra wskazywala, jak kaplani i lewici, spieszqcy s i~ z pewnosciq do swiqtyni, by pelnic " sluz b~ bozq", nie podj ()li sluzby w obec tego potrzebujqcego. Pami()tal, jak bez konca stawial sobie te same pytania. K to z tych prostak6w pot afi wzniesc ~i ~ ponad rozmaite zlosliwe stwierdzenia w obec kaplan6w i dostrzeo w niej re alizacj~ tej prawdy: milosierdzia ehc~ a nie ofiary. Na re": ak cj~ faryzeusz6w nie trzeba bylo dlugo czekac. Pilat zaczql obserwowac ieh walk ~ z J ezusem. Najwyrazniej ehcieli Go na czyms takim przylapac, co by Go nie tylko w spos6b absolu tny skom promito walo przed calym narodem, ale bylo zarazem argumentem do wytoczenia Mu procesu i uzyskania wyroku skazujqcego. Pam i ~ ta l dobrze zdarzenie Z; jawl1ogr zesznicq, kt6eq przypmwadzili Mu, aby jq OSqdzil, bo zastano jq na cudzo16stwie, a Mojzesz kazal takie k amieniowac, Gdy sluchal relacji 0 tym w ypaciku, wydawalo m u s i~, ze Jezus wlasciwie nie mial wyjscia z tej sytuacji. Rozwiqzanie sprawy zapytaniem zwr6conym do oskarzycieli : "K to z w as jest bez grzechu, ni ech pierwszy rzuci kamien" uznal za swiadectwo genialnosci tego

90 904 MIECZYSlAW MALI NSKI czlowieka. Swiadectwo geniuszu nie tylko m qdrosci ale i odwagi. I to nie byl zr~czny chwyt, ktorym potrafil si~ wymknqc z zastawionej na Niego zasadzki, ale realizacja tej tezy, jakq Pilat w calej Jego dzialalnosci stwierdzal: w01nosci. Przeciez w koncu uczeni w Pismie czuli sipc bez grzechu. Uwazali siebie za sprawiedliwych, bo spelniali wszystkie przepisy. A wipcc powinni podniesc kamienie i rzucic vv n iq. I nikt z nich nie odwazyl si~ tego zrobic. ezy moze oni zrozumieli tez, ze sprawiedliwosc to jest cos wi~cej niz wypelnianie przepisow. ezy moze z innego powodu. Z powodu tego, co On tam pisal na piasku. Podobno podchodzili kolejno i czytali, co pisa!. J ak on wtedy zazdro.scil temu czlowiekowi. Przeciez sam 0 tym marzyl, aby dawac ludziom wolnosc, otwierac im oczy na Prawd~. Ten nauczyciel glosil to, co bylo jeg() najgl~bszym przekonaniem, co uwazal za swoje i swoich przyjaciol w Rzymie najgl~bsze odkrycie. Zresztq odkrycie b~dqce kontynuacjq mysli greckiej. Wolnosc. Magi czne slowo. Przypominal sobie tamte czasy. Opowiadal zonie us1yszane przypowiesci, ktore Jezus glosil swoim sluchaczom. Ale gdy on stwierdzal, ze to wszystko, co Jezus mowi, jest ponad glow~ Jego sluchaczy, gdy wqtpil, czy potrafiq te pr awdy zrozumiec p1'osci rybacy i 1'olnicy, do ktorych s i ~ zwracal, ona zaprzeczala. Mowila, ze forma, w jakiej Jezus podaje swoje nauki, umozliwia zrozumienie ich kazdemu. Czasem prosila go w swojej prostocie, by ochronil J ezusa przed grozqcym niebezpiecze6stwem. Z niebezpiecze11stwa zdawal sobie chyba spraw~ i Jezns. Pilat wyczul w Jego post ~ pow a niu jakis pospiech. Jakby obawial s i~, ze nie zdqzy wszystkiego powiedziec, wyrazic. Prowokowal, wyzywal, u czynil ze siebie cel, skoncentrowal na sobie uwag~. Bez przerwy szokowal, nie dawal chwili wytchnienia. I chyba byl swiadomy tego, ze zginie. Mowil 0 tym. Nie kryl si ~ z tym. Pilati tu przyznal Mu racjpc. Potem doszlo do tego, ze prawie z dnia na clzie 1 czekal az przyjdzie wiadomosc 0 Jego tragedii, chociaz musial p1'zyznac, ze Jezus przeciqgal dni swojego zycia, odsuwal termin swojej smierci bardzo sprytnie. Zdobyl. sobie Iud, ktory byl clla Niego nie tylko oparciem ale i obronq, a w chwili, kiedy opanowal ju.z p1'awie calc! prowincj~, nawet faryzeusze nie mogli sobie pozwolic na to, by Go zgladzic. Pilat pami~tal takq chwil~, kiedy doniesiono mu 0 s'ffiie1'ci Jezusa. Byl wtedy z zonq p1'zy posilku, gdy przyszedl goniec z wiadomosciq, ze Jezus podobrlo zostal zabity. Po prostu ukamieniowany. Zaskoczyla go reakcja zony. Zrobilo jej si~ slabo, wstala od stolu. Nie spodziewal si~, ze tak zaangazowala s i ~ w los tego czlowieka. Wkrotce jednak okazalo si~, ze wiadomosc tv. byla falszyvva. Jezusowi udalo si~ wyn1knqc. Ale Pilat wiedzial, ze to jest tylko kwestia czaw. Wczesniej czy pmniej stac si~ to m usl. Prz~z moment zdawalo si~, ze ten zamach na Jego zycie zreflektuje Go, ostudzi. Tymczasem stalo si ~ odwrotnie. Jezus jakby wzmogl

91 I'llAT 905 tempo swojej dzialalnosci, ostrosc swoich wystqpien. Wkr6tce padly Jego - slynne potem na calq Palestyn~ - slowa: "Biada wam, faryzeusze obludnicy". Musial przyznac, ze tym go Jezus zaskoczyl kompletnie. Nie, tego si~ nie spodziewal. To bylo najstraszniejsze oskarienie skierowane przeciwko faryzeuszom, jakie Jezus powiedzial. Ale przy tym wszystkim Pilat odczuwal paradoksalnosc sytuacji. Przeciez w koncu faryzeusze, uczeni w Pismie czy kaplani byli tylko pretekstem, byli przykladem falszywie ustawionego zycia. Na tym negatywnym wzorze Jezus chcial swoich sluchaczy nauczyc bezinteresownej sluzby Dobru. Tak, ale poslugiwanie si~ takim przykladem b~dz ie Jezusa kosztowalo zycie. Kazde z Jego "biada wam" to byly zgloski, kt6rymi pisal sw6j wyrok smierci. Pilat wiedzial, ze faryzeusze tego Mu nie mogli darowac. Nie mogli, bo albo zaakceptuj'l to, co J ezus povviedzial i odejdq ze swego urz~ du, alba temuzaprzeczq i zabijq Go. Co zrobiq, nie mial WCltpliwosci. "Groby pobie~ lane". Skqd On wziql takie sformulowania? Czy mogio bye cos bardziej trafnego? Wszedl setnik gwardii pabcowej. Gdy patrzyl na niego, zawsze mu s i~ wydavvalo, ze wszystkie zbroje Sq za. ciasne. - Co w miescie? - zapytal Pilat odruchowo. - Jezus skazany na smierc: przez najwyzszych kaplan6w Sanhedryn. Zapadlo milczenie. Po chwili Pilat spytal : - Jak myslisz, co z1'obicl dalej? Chwila namyslu, a pctem jakby z t1'oskq : - Mysl~, ze albo zabijq Go potajemnie - to jednak jest malo prawdopodobne, b~dq si~ bali odpowiedzialnosci p1'zed Jego zwolennikami... A jezeli b~aq chcieli wszystko fo1'malnie zalatwic, wtedy wczesniej czy p6iniej tutaj przyjdq. - Po co? -- Pilat sta1'al si~ go prowokawac do m6wienia. - OskarZq Go p1'zed tobq zqdajqc zaaresztowania Go. I wtedy, gdy b~dziemy Go mieli w swoim wi~zieniu, my b~dziemy si~ bronie, azeby nam tlumy nie rozniosly wi~zienia, a nie oni. - Nonsens. Na to, zeby Go mogli oddae w nasze r~ce, muszq miec zarzuty przeciwko Niemu. ile sobie przypominam, nigdy nie m6 wiono 0 Nim, zeby kogos zabh, okradl, albo dokonal jakiejs nieuczciwoscl Setnik nie us t~powal: - A jezeli oskarzq Go 0 bunt przeciwko Rzymowi? - Bzdura. On nie chcial nigdy mieszac si~ do polityki. Chyba ty opowiadales mi 0 Jego "Oddajcie co jest cesarskiego cesarzowi". - Tak. A jednak istnieje taka mozliwo ~ c. W czasie Jego wjazdu do Jerozolimy na te swi~ta rozeszly si ~ pogloski, ze Jezus wk1'acza do miasta, aby wziqc je w swoje panowanie i wyzwoli6 od Rzymian.

92 906 MIECZYStAW MALlIiISKI No, ale nie wziql:, ani nie mia! zamiaru. Ale, jak w id z~, ty bardzo interesujesz si~ Jezusem. - Tak. I to nie od dzis. - Skqd Go znasz? - spytal. Spodziewal s i~ jakiejs wymijajqcej odpowiedzi. Setnik znowu chw il~ milczal, a potem zaczql opowiadae: - Moj stary sluga, ktory pracuje w moim majqtku pod Kafarnaum, ci~zko s i~ rozchorowal. - M6wil kr6tkimi zdaniami, przerywal co chwil~, jakby w patr ujqc si<i w przeszlosc. - Bylo z nim bardzo zle. Robilem, co tylko bylo mozna. Wtedy, kiedy zblizal s i~ juz koniec, doniesiono mi, ze On w lasnie przyszedl do miasta i naucza. Wiedzialem juz wczesniej 0 tym, ze uzdrawia. To byla dla mnie ostatnia szansa. PoszecUem do Niego. Otaczaly Go tlumy ludzi. Siedzial zm~czony na kamieniu. Napierala na Niego gawiedz ciek awskich i chorych. Z trudem przedarlem si ~ do Niego. Powiedzialem Mu mojq prosb~. Odrzekl bez w ahania: "Dobrze. Przyjd~ do ciebie". Spojrzalem na J ego poranione nogi, twarz zroszonq potem, spieczone usta. To byl bardzo upalny dzien. - Nie zdqzy dojsc. Powiedzialem : "Kaz, zeby choroba ustqpila, a odejdzie". Wtedy popatrzyl na mnie dziwnie i r zekl krotko: "Idz, sluga twoj zyje". Gdy zobaczyli m nie z daleka moi ludzie, wy biegli w olajqc z rado.sciq, ze ten czlowiek wyzdrowial. Sprawdzilem jeszcze, kiedy si~ polepszylo. To byto wlasnie wtedy. k iedy On pow iedzial: "Sluga tw6j zyje". - Teraz rozumiem dlaczego chcesz, aby On odzyskal wolnosc. Po chwili milczenia setnik. powiedzial: - Nie tylko ja. - A kto jeszcze? - Wielu. Twoja zona z pew nosciq tez, Panie - dor zucil niesmia Skqd wiesz 0 tym? - Nieraz ze mnq rozmawiala 0 Nim. Wypytywala, co w iem nowego. Pilat zachmurzyl si~ : - Wciqz si~ bala - powiedzia1 - ze faryzeusze ktoregos dnia skrycie Go zabijq. - Podszedl do okna. Patrzyl na zolnierzy stojqcych w swietle pochodni. - Ale w kodcu - ozywil si~ - to, zeby On zy1, nie jest tylko w moim interesie. Chyba lezy w interesie Rzymu, aby faryzeusze nie byli niepodzielnymi w1adcami tego narcdu o Tym bal'dziej nie mozemy popelnic takiego bl~ d u, aby oni naszymi r~k am i pr zeprowadzali swoje plany. Setnik milczal. - Chodzmy spac - powiedzial Pilat. Polozy! s j~. Nie m agi zasnqc. CZRS odmierzaly kroki wartownik6w. J eszcze raz usilowal: uporzqdkowac plan dzialania i wtedy sobie przy

93 907 pomnia!, ze Jezus pochodzi z Nazaretu. Az l1siadl z wrazenia na poslaniu.. - "Przeciez On podlega Herodowi. A wi ~c gdyby z Nim przyszli, posle~ ich do Heroda. Niech on Go sqclzi. Ale s i ~ zdziwi. Ale s i~ ucie-= szy, gdy p ozwol ~ mu jego podwladnych sqdzic w moim miescie." Zerwa! go z gl~bokiego snu sluzqcy. Zobaczyl nad sobq zatroskanct twarz, doslyszal slowo: przyszli. Zerwa! s i~ natychmiast. - Kto? - spytal. - Kaplani z Jezusem. - Teraz? Kt6ra godzina? - Piqta. - Po poludniu? - spytal. - Nie. Rano. - Czego chcq? - Zebys Go osqdzil. - ZdeneiWowal si<i. - 0 tej porze? Wykluczone. Powiedz im, zeby si ~ wyniesli to jak n aj pr~dze j. Sluzqcy odszedl. Zgarnial z twarzy resztki snu.. ~ Ach, to tak. A wi~c jednak postanowili skazac Jezusa na smierc jego r~k a mi i to tak wczesnie, jak tylko mozliwe. P6ki Jerozolima spi. Ale nie z tego. Niech sobie poczekajq. Nie wsta n~ az 0 osmej. Usibwal zasna,c, ale nic z tego nie wychodzilo. Wiedzial, ze juz nie zas nie. Wszed! sluzqcy: - Panie, oni nie odejdq. ZCldajq natychm iastowego wysluchania. Grozq, ze chodzi 0 sprawy najwyzszej wagi i jezeli dojdzie do tragede, obwinia, ciebie prze d Rzymem. Co mamy robic? Zaniepokoil s i~. "Grozq" - prz emkn~ lo m u przez m ysl. Powiedzial pojednawczo:. - Mogli m6wic, ze chodzi 0 w azl1q s praw~. Dobrze, wstaj ~. Przy ubieraniu uspokajal si~. "Dobr ze, dobrze. N awet sami nie wiecie, co uslyszycie". N iepr~dk o wyszecll do nich. To byla taka mala satysfakcja, na jakq zawsze sobie pozwalal. Niewidzialny dla nich przygla,dal si ~ im zza zaslon. Nie znalazl zadnej znajomej twarzy. Stali na tarasie w zbitej grupie, z trudem powstrzymujqc gada tliwosc. Szeptali pomi~ d zy sobq, nachyla jqc s i~ do siebie. Przed nimi, w pewnej odleglosci, stal On. Odbijal pom ie=!tymi i brudnymi szatam i od uroczyscie u branych faryzeusz6w. Nie widzial J ego tw arzy. Jezus mial gl~boko opuszczonq glow~. Byl najwyra:lniej wyczerpany. Z trudem utrzymywal r6wnowa g ~. Trzymalby ich tak jeszcze dluzej, gdyby mu nie bylo zal w i ~zni a. Wyszedl na taras. Wysluchiwal z kamienna. twarzq ich pozdrow ien oraz zapewnien wdzi ~cznosci i oddania. przerwal szorstko pytaniem :

94 908 MIECZYSlAW MALINSKI Z czym przychodzicie? Vvskazali na Jezusa: - Abys Go OSqdzil. "Mial racj~ setnik" - pr zemkn ~ l o mu przez mysl. Nie skierowal i1a Niego nawet wzroku.. - Macie prawo, osqdzcie Go sami. - On winien jest smierci, a prawo zakazuje nam zabijac. Nie. Tego nawet setnik nie przewidzial. Oni mi Go tutaj n a to przyprowadzili, abym Go zabil. Mam za nich popel:nic zb ro dni~. - Opanowal: si~ i zapytal spokojnie : - Co takiego uczynil? - Namawia ludzi, by nie placili podatk6w. Przerwal im z ironlcznym usmiechem: - Odkqd to kaplani zacz~1i dbac 0 skarb cesarski? Nie speszeni ciqgn~1i dalej : - Oglosil s i~ kr6lem rydowskim. - Dobrze. Niech wcjdzie. Przeslucham Go - powiedzial kr6tko Pilat. Teraz dopiero, gdy hyli sami, przyglqdnql Mu s i~ uwaznie. Ale nawet gdyby Go znal juz wczesniej i tak by Go nie pozna!. Zapuchni ~ ta twarz, since pod oczami, zgnieciony nos, struzki krwi splywajqce z nosa i z rozbitych ust utworzyly czarne skrzepy na brodzie. "Alez Go hili" - pomyslal. Ogarnql wzrokiem Jego potargane wlosy, pomi~tq, brudnq odziez. Spostrzegl: resztki plwocin. - "A wi ~ c tak wyglqdajq buntownicy przeciwko wladzy" - myslal - "U nas, w Rzymie, takich tez tak bijq. Tylko chyba nie plujq. J eszcze mam szanse, aby tak wyglqdac" - skonstatowal gorzko. Rzucil pytanie nagle, zaskakujqco : - To ty jestes kr6lem zydowskim? - Znal Zyd6w. Niejednego przesluchiwal i skulil &i~ wew<l1~trznie oczekujqc wybuchu, zak l~ c, przysiqg, blagan. Tymczasem nastqpila chwila ciszy. Pomyslal w pierwszym momencie, ze Jezus nie doslyszal pytania. Podni6sl gfow~, zeby je powt6rzyc. Napotkal spojrzenie spod opuchlych, teraz podniesicnych, powiek i uslyszal pytanie, z trudem wypowiadane przez obrzmiale wargi: - Sam od siebie to m6wisz, czy tez inni ci powiedzieli? Nagle uslyszal sw6j glos, Humaczqcy s i ~ przed wi~zniem: - Czy j'3. jestem Zydem? Nar6d tw6j i najwyzsi kaplani wydali mi ciebie. Cos uczynil? - Ale juz si~ opanowal i zalowal tego pytani H. Uslyszal: - Kr6lestwo moje nie jest z tego swiata. Gdyby kr6lestwo moje bylo z tego swiata, sludzy moi biliby si~, abym nie byl wydany Zydom. Poczul prawie zal do Niego. Jezus m6wil tak, jak do prokuratora.

95 P ilat 909 A przeciez on byl po Jego stronie - chcial Mu pomoc. Nie chcial uslyszee takiej odpowiedzi. Powt 6rzyl pytanie: - WiE:c ty jestes kr6lem? Ale tyro razem odpowiedz byla jeszcze wyrazniejsza: - Tys powiedzial. Zde nerwowal sie:. Zalowal jeszcze bardziej swojego pytania. Stan"!l przed Jezusem i z narastajqcym gniewem zaczql Mu m6wie prosto w twarz : - Sluchaj, ty nie mozesz tak m6wic! J a ciebie rozumiem, ale inni CiE: nie zrozumiejq, zwlaszcza ci, kt6rzy chcq twojej smierci. - Wreszcie wybuchnql. - A w ogole po cos im wymyslal od grob6w pobielanych i plemienia jastczurczego?! Oni Sq tacy. ja w iem, ale pocos im to mowil?! Moglbys teraz bye na wolnosci! - Skierow al si~ ku drzwiom, gdy dobiegl go ten sam spokojny glos: - Jam s i~ na to narodzil i na to przyszedlem na swiat, aby dae svliadectwo prawdzie. Nagle poczul jak opada z niego cale zdenerwowanie. - Swiadectwo dae prawdzie - powtorzyl w myslach. - Przeciez ja 0 tym zawsze marzylem. Podszedl i popatrzyl n a Niego jakby go dopiero teraz zauwazy1. - Chyba rna gorqc zk ~ ~ p omyslal. - Ledwie stoi n a nogach. Musi go ta rozbita twarz bardzo bolee. Nie mogl: dluzej tak na Niego patrzee. Zatrzepotal powiekami. Spuscil wzrok w dol. Cheial go oprzec na czyms realnym. P opatrzyl na swoje wypiel~gnowane dlonie. Poprawil na sobie nieskazitelnie czystq tog~. Jeszcze raz spojrzal na Jezusa. Nie, nie chcialby byc na Jego miejscu. Odwrocit si~ ad Niego. - C02 to jest prawda?! - odrzllcil, idqc w kierunku drzwi. Nie cheial Go ju2 miec. Zawiodla go ta rozmowa z Jezusem. Inaczej sobie jq wyobrazal. Chcial si~ Go pozbyc. Czul si~ rozczarowany. Wyszedl na taras zalany sloncem i zwracajqc si~ do Zydow oswiadczyl krotko: - Ja w Nim zadnej winy nie znajduj~. Wybuchn ~ li jazgotem: - Chodzi po calym kraju od Galilei az do Judei i buntuje ludzi. zapowiadajqc powstanie nowego krolestwa. Wiedzial, ze nie powinien juz 0 nic wi~cej pytac ani nic m6wic. Powtarzal sobie : "Nie wolno mi s i~ z nimi wdawac w dyskusj~, bo zawsze przegram". Powinien powiedziec : uwalniam Go. Nie wytrzymal: - Po Galilei tez? Czy On nie jest przypadkiem Galilejczykiem? spy tal prawie mimochodem. - Tak, Galilejczyk -.:... ucichli przeczuwajqc podst~p. - Ach tak - udal: zdziwienie. - Slyszalem, ze Herod jest od paru

96 9 10 M IECZYStAW MALlJ'lSKI dni w miescie. P rzyjechal na swi~ta. Jezus jest jego czlowiekiem. Zap rowadicie Go do Heroda, niech Go osqdzi.. Tego si ~ nie spodziewali. Nie potrafili ukryc zaskoczenia. Jeszcze n ie r uszali s i~ z miejsca. Zacz~ly si~ znowu gwaltowne szepty. Patrzyl n a nich drwiqco. Mial pelnq satysfakcj~, sluchajqc ich spierania si~. Wreszcie poderwali si~ jak stado sploszonych wr6bli i najwyrain iej wsciekli odeszli, popychajqc przed sobq Jezusa. Przechodzili prawie pustymi jeszcze uliczkami odprowadzani zdziw ionym wzrokiem wczesnych przechodni6w. Zanim weszli do palacll, wiedzieli, co zastana, u Heroda. Z daleka rozlegaly si~ pijackie spiewy. Konczyla si~ calonocna uczta. Szli po schodach potrqcani przez pijanych m~zczyzn i kobiety. Pijani byli wsz~dzie. Siedzieli, le :leu, snuli si~ po korytarzach. Z sali buchal od6r potraw, wina i wymiot6w. Poprzez gwar, jaki tu panow al, zaledwie slyczec mozna bylo m uzyk~, ospale przygrywajqcq do tal'lca grupie sennych tancerek. S tan~ li pod scianq zbitq gromada,. W panujqcym na sali p6hnroku dopiero po chwili spostrzegli Heroda. By! r6wniez pijany. Nienawidzili go jeszcze bardziej niz Pilata. Zaw sze, a tym wi~cej teraz, gdy musie Ii go prosic 0 sqdzenie Jezusa. Patrzyli z pogardq, jak usilujqc przekrzyczec halas, opowiadal cos swojemu towarzyszowi. Wyslali jednego ze swoich, aby mu wyjasnil cel ich przybycia. Przyglqdali sil'! r2 a k cji Heroda. Nie rozumial, 0 co chodzi. Nie chcial w og61e rozmawiac. Widac bylo, jak tlumaczy wys!annikovvi, ze teraz jest uczta. Zapn: szal go do z aj~cia.rniejsca, podawal wino. Ale kaplan nie ust~powat Wreszcie odni6sl sukces. Herod zrozumial. Zobaczyli, jak zamarl w pozie jakiegos zdziwienia. Jeszcze nie dowierzal. Poczql s i ~ dopy Lywac, nastawiajqc u cho, n ajwyrainiej chcqc s i~ upewnic, ezy to jest prawda, co mu powiedziano. P odni6:;l s i~ ci~zko na lokciu i POCZq! patrzec w ich kierunku. P otem polecil kaplanowi, aby wszyscy pod eszli blizej. Gdy tak szli przez salli, odprowadzani w zrokiem 'niekt6 r yeh przytomniejszych biesiadnik6w, Herod, wspieraja,c si ~ na swoim sa,siedzie diwigna,l si~ 'na nogf, poczql klaskac w dlonie i uciszac halas. Co trzeiwiejsi w stawali, gromadzili si~ wok61 Heroda. Ten, nit' bardzo pewnie stojqc na nogach, zaezql ochryplym glosem, wymachujqc r~kami, tlumaczyc im, kogo majq przed sobq. Tlum gosci g~ stni al. Przychodzili wolani przez sluzb~ z innych pomieszczen, vestibulum i ogrodu. Podchodzili do Jezusa, dotykali Go, trqcali, smiali s i ~, chichotali, stawiali najrozniejsze pytania, ktos zaczq! dom agac si~, aby u czynil jakis cud, znak. Kaplani patrzyli na t~ scen~ z najwyzszym oburzeniem i w str~ tem. Nie tego chcieli. Nie na to przyszli. Nie daj a,c si~ wciqgnqc w t~ a tmosfe r~ kpin i hrt6w, napierali coraz bardziej stanowczo na Heroda, aby wydal wyrok smierci. Ale Herod juz - o przytomnial. Znakomkie dogadzala mu ta sceneria, aby si~ wyk r~ci~

97 f'llat 911 od sqdzenia Jezusa. On wiedzial, co to znaczy skazac ulubienca ludu. - Sqd? Chcecie, bym go sqdzil? - teraz juz gral role, pijanego. - Dobrze, niech oskarzony sianie tu, swiadkowie niech zajm'l miejsce tam. - Ustawial ich szerokimi, niepewnymi gestami pijaka. - Uciszde si~ - wolal do swoich gosci, rechoczqc. Ale nikt si~ nie uciszal. Zabawa wei'lz trwala. Herod zacz'll zadawac Jezusowi oficjalne pytania, na ktore nie spodziewal si~ odpowiedzi i odpowiedzi nie otrzymal. A wi ~c, 0 co go oskarzacie? - zwrocil si~ do faryzeuszy. - a to, ze obwolal si~ krolem zydowskim. Herod wybuchn'll nowq fal'l smiechu. - No, to mamy przed sob'l krma! A ja to co? - spy tal Jezusa. Jezus milczal. - Sk'ld ty jestes? Czyim jestes synem? Jezus milczal. - On nie wie. On nie wie, czyim jest synem! - Jest synem Bozym, przeciez tak mowit - ktos podpowiedzial. - Gdzies sit; urodzil? J ezus milczal. - On nie wie, gdzie sit; urodzh. - W miescie dawidowym, bo przeciez Ierol moze si E! tylko w miescie Dawida urodzic. - Nie wstyd warn - zwrocil sit; Herod do gosci - zeby nasz krol byl tak ubrany? Szat~ dla krola! Zacz~to wolae 0 szat~. Wreszcie ktos sci'lgn'll ze spi'lcego w pijackim snie biesiadnika bialq tog~. Wkladali j'l pospiesznie na Jezusa. Faryzeusz9 znow u domagali si~ wydania wyroku. Odpad im z p ija~kq dobradusznasci'l: - J ak ja mage! s'ldzie kr6la zydowskiego? J a, k tory jestem jega poddanym? IdZcie do Pilata. On rzqdzi w Jerozolimie. Ja w pelni uznaj~ jego w ladz ~. Od dawna nie mieli wqtpliwosci, ze musz'l wrocic. Pilat podszedl do okna. Na plnc wci'lz nadci'lgali jacys ludzie. Tworzyly si ~ male grupki zywo gestykuluj'lce. Pokazywali na palac. "To z pewnosci'l zwolennicy Jezusa. Mysl'l, ze Jezus jest tutaj" - wyjrzal zza kotary. Plac juz nie byl calkiem pusty, choe Jerozolima jeszcze spata. Polecil wez\,lac setnika;.- No, to pozbylismy si~ klopotu. Odeslalem ich do Heroda. - Zle sie! stalo - uci'll ten krotko. Pilat rozpocz'll sw6j niespokojny spacer po pokoju. - Dlaczego m6wisz, ze tie si~ stalo? - spytal setnika.

98 912 MIECZYStAW MALIK/SKI P owiedziales po przesluchaniu: Jaw Nim zadnej winy nie znajduj~. To powinienes Go k azac zwolnic. A ty Go odeslales do Heroda. - Chcialem mu zrobic,przyjemnosc - zasmial s i~ P ilat. - Tylko ja nie jestem taki pewien, ze Herod zeehce Go sqdzic. Kupilby przez to kaplan6w i faryzeuszy, ale mialby przeeiwko sobie ealy Iu d. - Wlasnie ja to przewidzialem i dlatego ieh wyslalem do Heroda. On J ezusa nie skaze na smierc. Raz takie g!upstwo zrobil, zresztq po pijanemu, z Janem Chrzcieielem. Drugi raz tego nie powt6rzy. Wypusci Go na pewno. - Oby si~ tak stalo - w estchnql setnik. - Ty mc.sz zawsze wqtpliwosci - Pilat znowu podszedl do okna. Plae powoli napelnial si~ tlumem. - Popatrz, ilu ieh t u naszlo. lviyslq, ze ja trzymam Jezusa. Setnik milezal. Rozglqdal si~ z niepokojem po plaeu. Ludzi weiqz przybywalo. - Nie rozumiem tego - powiedzial - Przeciez oni powinni wiedziec, ze Jezus jest u Heroda. - Tak ezy owak, ja mysl~, ze sprawa jest zalatvviona. Wreszcie b~d~ m6g1 spokojnie zjesc sniadanie. Przeciez ja jeszcze nie nie jadlem. Sniadanie si ~ przeeiqgalo. LubH nie!'pieszyc si~. Potem przyjq! poranne meldunki. Nie odbiegaly od przeci~tnyeh. Juz zdawalo mu s i ~, ze dzien potoezy si~ tak jak zwykle, gdy doniesiono m u, ze kaplani z Jezusem ezekajq 'na tarasie. Wstal niech~tnie. Z czym przyszli? - Herod oclsyla ci wi ~ znia. Poniew az tu jest Jerozolim a, to choeiaz J ezus jest jego poddanym, nie chee w chodzic w twoje kompetencje. Nie bylo nie innego do zrobienia, jak wyrazic Herodow i podzi~kowanie za ten w spanialomyslny gest i zapewnic go 0 serdeeznej przyjazni. - Napisz to bardzo ozdobnie. Ja potem podpisz~ - r zekl do skryby. Przeszedl do izby przesluehan. Uderzyl go szum doehodzqey z pla~ cu. Podszedl do okna. Plae byl zawalony ludzmi. Glowa przy glowie. Takiej m asy ludzi na tym plaeu jeszeze nie widzial. A wie,c tak, jak m 6wil setnik: zeszli si~, by brenk swojego Nauezyeiela. I w tedy przyszedl mu do glowy swietny pomysl. Zawezwal setnika. - Kogo masz w w ie,zieniu z wyrokiem smierci? - Je3t p aru. Z Zyd6w Bal'abasz i Didymus. - Barabasz - t en bandyta, prawda? - TalL - Dobrze.,Ia im zrobi~ niespodziank~. - Co ty cheesz zr obic, Panie? - Zobaezysz. - Podszedl do' okien wyehodzqeyeh na taras. Zoba

99 PIlAT 913 czyl Jezusa w jakiejs bialej szacie. kt6ra zwisala na nim niezgrabnie. Sklld ta szata? Blazna z Niego chcieli u Heroda zrobic? Jezus wydawal mu si~ jeszcze bardziej zm~czony. Polecil rozstawic zapowiadaczy po placu i przyprowadzic tlumacza. Wyszedl na taras. Usiadl. Wysluchal relacji kaplan6w, a potem juz bez zadnych wstf}p6w zaczql m6 wic. Kr6tkimi frazami, zeby tlumacz mial czas przelozyc, zeby zapowiadacze mogli to przekazac tlumowi: - Wydaliscie mi tego czlowieka, jakoby uwodzqcego Iud. A oto ja badajllc go nie znalazlem w nim zadnej winy z tego, 0 co go oskar±acie. Ani tez Herod - bom'was odeslal do nicgo. Oto nie dowiedziono mu niczego godnego smierci. - Zrobil przerw~. Po chwili kontynuo \Val dalej. - Jest zwyczaj, ie we swi~ta, na znak laskowosci Rzymu dla narodu zydowskiego, wypuszczany bywa jeden z wi~zni6w zydowskich. Na placu zapanowala ci'sza zupelna. M6gI stwierdzic z satysfak'cjq. ze to bylo dla nich zaskoczenie. - Kt6rego chcecie, abym wam wypuscil, Barabasza czy Jezusa, kt6rego zowiq Chrystusem? MiIczenie pogl~bno si~. Dodal, zeby nie bylo wqtpliwosci: - Chcecie, wypuszcz~ wam kr6ia zydowskiego? Nagle uslyszal, najpierw pojedynczy, glos: - Barabasza! Natychmiast przejql to imi~ jak haslo Hum na placu za chwih~ caly plac rozfalowal si~ krzykiem: - Ba-ra-basz! To bylo jak uderzenie. Poczul, ze chwyta go dusznosc. Zamknql oczy. Ryk spot~gowal si~ jeszcze bardziej. Zrozumial, ze wpadl w pulapk~, ktorq sam sobie przygotowal przez wlasnq pr6inosc. Nie widzial wyjscia z tej sytuacji. Nie moze dzialac przeciw ludowi. Zaczql wrzeszczec histerycmie, chcqc zagluszyc ryk tlumu. Krzyk pr,zycichl. Powtorzyl: - Coz chcecie zatem, abym uczynil z kr6iem iydowskim? Zn6w ktos pierwszy krzyknql: - Ukrzyzuj go! Za tym glosem rzucil si~ ryk: - U~krzy-zuj go! To byl drugi cios. Nie rozumial nic..tak to? Lud domaga si~ smierd swojego nauczyciela? Ci, kt6rzy chodzili za nim, sluchali Jego nauk, tyh przez Niego uzdrawiani. Ci, ktorzy witali Go przed paroma dniami, gdy wjezdzal do J erozolimy, oni wolajq teraz: "Ukrzyzuj go!"? Za co? Dlaczego chcq Jego smierci? Nie rozumial nic. Tlum ryczal. "Dobrze, ze wrzeszczq" - pomyslal - "ze nie musz~ mowic". Podszedl zolnierz. To go otrzeiwilo. - Wiadomosc od twojej zony, Panie. 7 - ZNAK.~-...

100 914 MIECZYStAW' MALIN SKI Gwaltownym ruchem rozwinql zwoj. Czytal, nie bardzo w iedzqc, 0 co chodzi. Litery biegaly mu przcd oczami. Nie byl w stanie s i~ skupic. Zaczynal jeszcze raz. "Chce, abym Go uwolnil" - powiedzial do siebie. - "Tak jakby to ode mnie zalezalo" dodal gorzko. Tlum ryczal. Wtedy przyszedl mu do glowy szalenczy pomyst Ale chyba jedyny w tej sytuacji: biczowanie. Jezeli Go zobaczq skrwawionego. Jezeli zobaczq, do czego sami doprowadzili... Dal znak, ze chce m6wic. U ciszylo si~ znowu. Poczql m6wic na poz6r spokojnie, choc przerazenie w nim narasta1o : - Ja w.nim zadnej winy nie zn aj duj~ - powiedzial wsk azujqc na Jezusa. - A zatem ukarz~ go i wypuszcz ~. Zapowiadacze nie zdqzyli ukonczyc tego zdania, gdy roz~ta l si~ szal na placu. To juz nie by!o sk andowanie, ale histeryczne wrzeszczenie: "U-krzy-zuj go!", k t6re przemienialo s i~ w jedno potworne wycie. Pilat wstal i rzucil kr6tkie polecenie: - Ubic'low ac. Odszedl z tarasu. Byl zalamany. Wlasciwie czeko.l tylko na to, aze- by Hum zaczq! sztur'l11owac palac, zeby m6g1 w usprawiedliwiony spos6b dac zo'hlierwm r ozkaz zaatakowania. Niech si~ wywrzeszczq. Chcial ich mn ~ czyc. Niech ich slonce uspokoi. Moze s i~ rozejdq. Ale wiedzial, ze si~ nie rozejdq. Wszedl setnik. Widac bylo, ze z trudem powstrzymuje wzburzenie. Zatrzymal si~ przed nim i spytal : - Dlaczego kazales Go ubiczow ac! Za co? Wiesz przeciez, ze jest niewinny! Wybuchnql calq z!osciq, jaka w nim w zbierala: - Eo go ch c~ ratowac! Nie wicizisz, co s i~ dzieje?! Co chcesz, zeby doszlo do masakry?! To jest ostatnia pr6ba: wziqc ich na litosc. Jak Go zobaczq ubiczow anego, moze ustqpiq. Przeciez to ich Nauczyciel. A jak nie ustqpiq, to jest koniec. Widzial, ze twarz setnika coraz bardziej czerwienieje, ze on jest chyba bliski placzu. Przerwal. Setnik zaczql m6wic urywanymi zdaniami: - Panie, to nie Sq jego ludzie. To Sq sludzy swiqtyni... I motloch uliczny... Kap!ani s~dzili ich na plac. Nawolywali... Pod pozorem, ze chcesz uwolnic tego, kto m6wh, ze zburzy swiqtyni~. PiLat CZU!, jak robi mu si~ zimno. Opart si ~ 0 scian~. "Tak. J a ich wciqi nie doceniam. Glupstwo zrobilem". - To co teraz zrobimy? - zapytal nie czekajqc na odpowiedi. - Wydaj polecenie, azeby przyprowadzili Jezusa zaraz do mnie. A moze poczekamy? Moze si~ troch~ rozejdq. - Nie, nie rozejdq si~. Pilat zaczql chodzic po pokoju.

101 filar Nie rna na co czekac zdecydowal sprobujemy po raz ostatnl Wyszedl na taras. Okrzyki si~ wzmogly. Rozejrzal si~ po tlumie. Teraz bez trudu mogl zobaczyc rozsianych wsrod ludzi kaplanow. "Nawet nie zadaii sobie trudu, by si~ przebrac" - pomyslal. A pod jego oknami stala cala ich grupa. To chyba centrum dow odzenia. Chyba stqd padaly pierwsze slowa : ukrzyiuj go. - Przyprowadzic Jezusa - zwrocil s i~ do zolnierza. Ten, ktory wychodzil teraz, po ubiczowaniu na schody, to juz nie jest ten sam czlowiek, ktorego Pilat widzial rano. To jest maszkara. Jego twarz, to jeden czarny skrzep krwi, po ktorym plynq wciqz nowe krople sp-od wci s ni ~tej na glow~ korony cierniowej. Podszedl do Jezusa, uchwycil Go za rami~, podprowadzil pod balus trad~ i powiedzi al tylko dwa slowa. Slow a oskariajqce zebranych na placu : - Oto czlowiek. Jeszcze tm w nim cien nadziei, ze moze si~ wzruszq. Przeliczyl si~ znowu. Uslyszal krzyk k aplan ow:. - Ukrzyruj go! Podjql go Hum : - U-krzy-zuj go! Znowu si~ zdenerwowal : - Coz zlego uczynil - zaczql wrzeszczec, ale ryk nie ustaw al. Ogarn~ la go wscieklosc. Wstal i schodzqc. z tarasu z pasjq zawolal: - Wei cie go wy i ukrzyzujcie, bo ja w Nim nie znaj duj ~ winy. Odpowiedzieli mu : - My mamy Zakon, a wedlug Zakonu on powinien umrzec, bo sif;; podawal za Syna Bozego. Te slowa u slyszal Pilat juz u wejscia do pretorium. Polecil wprowadzic J ezusa. Wniosl ze sobq zapach krwi i potu. - Skqd ty jestes? - spytal Go. Jezus milczal. - Nie mowisz do mnie? Nie wiesz, ze mam wladz~ wypuscic ciebie i mam wladz~ ukrzyzow ac ci~? Zobaczyl, ze p oruszyly si~ zapllchn i~ te llsta i poslyszal niewyraznie wymawiane slowa : - Nie mialbys zadnej wladzy nade mnq, gdyby ci nie byla dan a z wysoka. Dlatego ten, kto mnie tobie wydal, wi~.kszego dopuscil s i~ grzechu. Z placu dochodzil ryk tlumu. Moma bylo od czasu do czasu rozrozniac jakies wezwania, przeklenstwa, zlorzeczenia. Narastala w nim wscieklosc. Wziql Go znowu za r~k~ aby Go wyprowadzic na taras. Jui wiedzial: uwolni Go wbrew kaplanom i temu oglupialemu motlochowi. I wtedy wszedl zolnierz. - Annasz i Kajfasz chcq z tobq, Panie, rozmawiac.

102 916 MIECZYSlAW MALIIiiSKI Niech wejdq. ~ Z pewnosciq chcq mipomoc w decyzji. Ale si ~ grubo przeliczyli. Weszli w uklonach. Zacz~li mowic. Z poczqtku, jak zwykle, nie 'wiedzial 0 co im chodzi. Zdqrzyl si~ do tego juz przyzwyczaic. Zdani a nic nie m6wi~ce, ktore badaja, teren, markujq, przygotowujq u de rzenie. Znal te metody. Ale dzisiaj go one nie bawily. Az wreszcie wysluchal: grozq. Cos wi~ej nawet. Odslaniaja, swoje bezposrednie powiqzania z Rzymem, 0 ktorych on dobrze wiedzial ale na ktorych tema,t istniala zmowa milczenia. Roslo w nim 2Jdenerwowanie, ale nie dal si~ sprowokowac. Postanowil milczec. Wzi~la gor~ ciekawosc: do czego si~ dzisiaj potrafia. posunqc. Mowiq wprost, ze doniosa, cesarzowi 0 tym incydende. I rysujq przed nlm perspektyw~. Jak ani to zgrabnie formuluja,: - Jezeli go uwolnisz, nie jestes przyjacielem cesarza. Ktokolwiek czyni si~ krolem, sprzeciwia si~ wladzy cesarza. To bylo cos nowego. Tego si~ nie spodziewal. Nie spo"ciziewal si ~, ze si~ posuna. do takiej grozby. W pierwszej chwiii chcial zwymyslac ich i wyrzucic. Ale opanowal si~. Nagle zdal sobie spraw~, ze oni postawiii wszystko na jednq kart~, ze gotowi Sq go nawet :miszczyc, aby przeprowadzic swoj plan. Dopiero teraz zrozumial, jak 'ba:rdzo zalezy im na zgladzeniu Jezus-a. Stanql mu przed oczami stary Tyberiusz ze swidruja,cymi, podejrzliwymi oczkami. Stracony Sejan i koledzy, ktorzy musieii zginqc. "Niech tylko doniosq do Rzymu, ze uwoinilem buntownika, krola zydowskiego". A doniosq. Ogarnql go strach. "Nie wiedzialem, ze oni Go tak nienawidzq. Poczul prawie dotykainie, ze moze podzielic los straconych przyjaci61. Zrozumial, jak mqlo trzeba, aby przyszedl goniec z Rzymu z rozkazem stawienia si~ przed cesarzem i z poleceniem oddania urz~ du namiestnika. - Nagle opadlo z niego poprzednie napi~cie. Poczul si~ zimny i oboj~tny. Przyznal: uderzenie bylo ceine. Ale maze lepiej, ze przyszlo teraz niz potem, gdy bylaby juz za pozno. Wzruszyl ramionami. Mam narazac swojq przyszlosc, swoje zycie i zycie zony, dla jednego Zyda. Chcecie Jego smierci? Prosz~ bardzo. Nie zwracaja,c si~ w kierunku Jezusa usiadl na Litostratos. Oparl:szy si~ opor~cz poczul wilgoe na swej prawej dloni. Spojrzal. Byla cala we krwi. W pierwszej chwili zmieszal si~ - skqd krew? Ale to byl moment. Przeciez Jego ra mi~ bylo cale we krwi. Kazal podac wod~. Obmyl r~ce. Zalegla cisza. Popatrzyl na gru'p~ kaplanow, na zgromadzone tlumy. Poczul przyplyw nienawisci. "Jeszcze si~ pobawi~ z wami" - powiedzial polglosem. Ws'kazuja,c na Jezusa, rzekl: Znowu wytrzymal. Potem, jakby od niechcenia, rzucil w kierimku kaplanow. - Oto krol wasz...'....'- Rozlegl s i~ ryk:

103 PltAT Precz z nim! Ukrzyzuj go! Wytrzymal ich chwil~. - Kr61a waszego mam ukrzyzowae?! - Nie mamy kr61a, jeno cesarza!. - Ukrzyzowae. I jeszcze w stron~ kaplan6w - Nie jestem winien krwi tego sprawiedliwego. To wasza sprawa.. - Krew jego na nas i na syny nasze - doslyszal jakis glos. I to byl koniec. Pilat wr6cil do pretorium, kazal sobie przywolae pisarza. Polecil mu wypisae na tablicy po lacinie, po greoku i po hebrajsku: "Jezus Nazarenski Kr6l Zydowski". - Niech to niosl:l w orszaku, a potem niech przybij~ na krzyiu. Po wydaniu polecenia poszedl do siebie. Jeszcze za chwil~ wywolana go przed palae, ze jakis kaplan w pilnej sprawie chce z nim m6 wic. Wyszedl. Jeden z najblizszych doradc6w Kajfasza przyszedl i prosil w imieniu arcy'kaplana 0 zmian~ tekstu : powinno bye napisane "ten, kt6ry si~ mienil kr6lem zydowskim". Usilowal tlumaezye mu, ze przeciez On nie byl kr6lem zydowskim, ze nikt Go za takiego nie uwazal, tylko On sam siebie tak nazywal. Pilat zimno przysluchiwal sil; tym wywodom: Potem odpowiedzial kr6tko: - Com. napisal, napisalem. - I odszedl. Kolejna bezsilna zemsta. Zemstapokonanego. Wr6cil w gl~b swoich pokoj6w i polozyl si~. Czul si~ zupelnie wyczerpany. Lezal tak, nie wiedzial jak dlugo, w ciszy i chlodzie pokoju, przy zaciqgni~tych zaslonach. Potem zasnql. Zbudzily go pomruki burzy. Poderwal si~, 'Zobaczyl, ze wpokoju jest ciemno. Odchylil zaslony. Nad calq Jerozolimq wisialy niskie, cza!rne chmury. Wyszedl na dziedziniec. Zaczql padae g'ruby deszcz. Pojawily si~ blyskawice, uslyszal huk piorun6w. Stal w g~stym deszczu, czul jak gdyby, ze splywa z niego cale to upokorzenie, cala jego slabose - wszystko to, czego doznal. Wr6cH do domu. Przebrat si~. Rozchmurzylo si~. P6Znym popoludniem,przyszedl J 6zef z Arymatei. Powital go serdec.znie slowami: - Dawno ci~ nie widzialem. J6zef jakby nie slyszal tego zdania. - Przyszedlem z prosbq do ciebie - powiedzial. - Udziel mi laski, pozw6l mi pochowae cialo N auczyciela z Nazaretu. - On juz umarl? - Tak. Juz umarl. Przed chwilq. - Czemu chcesz Go pochowae? Czys ty moze Jego zwolennikiem? - Jego przyjacielem. - Nie spodziewalem si~. - On rna wielu przyjaci61.

104 918 MIECZYStAW MALI~S K I - To gdziescie byli przed ehwilc\, kiedy wszysey wolali "ukrzyzuj go!"? - wyszarpnc\l ze siebie reszt~ swojej zlosei. J 6zef opuscil glow~. ZaczC\1 mowic swoim melodyjnym glosem: - J a 0 tym nic nie wiedzialem. Jeszcze dotc\d ludzie w Jerozolimie nie wiedzc\, co si~ stalo. Mnie 0 aresztowaniu Jezusa w Ogrodzie Oliwnym w Getsemani zawiadomil jeden z Jego u czni6w nad ranem. Zaraz si~ ubralem i poszedlem Go szukac. Ok azalo si ~, ze choc jestem czlonkiem Sanhedrynu, zostalem pomini~ty. Nie zawiadomiono m nie 0 nadzwyczajnym zebr aniu, na ktorym byl sqdwny J ezus. Oni wiedzieli, ze jestem Jego zwolennikiem. Bylem poza kr~giem wtajemniczonych. Nie moglem uzysk ac zadnej informacji. Nigdzie nikt nie nie wiedzial. Az wreszcie przypadkiem dowiedzialem si ~, ze Jezus jest u ciebie, ze juz zostal przez Sanhedryn skazany na smierc. Chcialem przyjsc. Czy wiesz, ze nas nie wpuszczono? Wszystkie dojscia do twego palacu byly obstawione przez slugi kaplanskie. Nie wpuszczono nawet mnie. Zresztc\ to juz byl koniec. Za chw i l~ Jezusa wyprowadzono na smierc. Nie widzialem Go. Tylu bylo zo1: nierzy, faryzeusz6w, kaplanow wokol skazancow. - Ale slyszales, jak tlumy domagaly si~ J ego smierci? J ozef popatrzyl na niego niepewnie: - Czy ty zartujesz, ezy tez naprawd~ nie zdajesz sobie z tego sprawy, ze to byli ludzie swiqtyni? Nic nie odpowiedzial. - Dobrze. Wei, pochowaj - rzekl po chwili. Odwrocil si ~ od niego. Podszedl do okna. Patrzyl na podworzec zalany w odq, parujqcy szybko w cieplych promieniach popoludniowego slonca. Oder wal go od okna gl()s strazy: - Przyszla delegacja zydowska. "Znowu oni, czego jeszcze chcq" ~ pomyslal: rozdrazniony. - Czegochcq? - zapytal.. - ProsZC\, abys si~ zgodzil na dobicie skazancow i zdj~ cie ich z krzyi;ow ze wzgl~du na jutrzejsze swi~to. Jednym kiwni~ciem glowy dal ;mac, ze si~ na to zgadza. Nie powiedzial ani slowa. Gdy odeszli, kazal zawolac setnika. Chcial z nim porozmawiac. Nie mozna go bylo nigdzie znaleic. "Najwyrainiej mnie unika" - pomyslal. Dopiero poinym wieczorem spostrzegl go przechodzc\cego przez dziedziniec. Zawolal go. Szedl powoli, z wyraznq niech~ciq. - Jak bylo z Jego smierciq? - zapytal Pilat. - To dziwne, ze On tak szybko umarl. Setnik unikajqc jego wzroku mowil przyciszonym glosem: - On byl bardzo zm~czony. Nie byl w stanie nawet niesc krzyza. Zaraz na poczc\tku drogi pod nim upadl. - Cos wobec tego zrobil?

105 Pi lat 919 Kazalem jak iemus' wiesniakowi niese krzyz. Ale On i tak mdlal. Doszedl na g6 r~ skrajnie wyczerpany. Myslalem, ze umrze w drodzie. Nie przypuszczalem, ze na krzyzu b~dzie zyl jeszcze szese godzin. Ukrzyzowalismy 0 godzinie dziewiqtej, a umarl okolo trzeciej. Ale trzy ostatnie godziny, to bylo w lasciwie juz konanie. - Okolo trzeciej - pow t6rzyl Pilat. - To wtedy, kiedy taka burza przeszla nad Jerozolimq. - Tak. - Nie lamaliscie Mu kosci? - Nie. Gdy przyszedl od ciebie rozkaz, by skazanc6w dobie, On juz nie zyl, wi ~c tylko jeden z zolnierzy przebil Mu bok. A potem pachowali Go w grobowcu obok. - Tak, wiem - przerwal Pilat. Przez calq noc Pilat polecil lltrzymywae w go towosci wszystkie garnizony. SEm nie rozbieral si~. Tylko par~ razy w ciqgu nocy na kr6tko si ~ zdrzemnql. Kazal si~ informowae na biezqco 0 sytuacji w miescie. W miar~ u plywu czasu przekonywal si~, ze grozba rozruch6w z powodu smierci Jezusa nie istnieje. W miescie panowal spok6j. Jeszcze nie wsz"jscy wiedzieli, jeszcze nie wszyscy w ierzyli. Rozchodzily si~ niejednokrotnie dziwne i smieszne pogloski, ale to nie byl nastr6j zwiastujqcy zamieszki. W samo swi~tv Pilat pod pczorem lustracji garnizon6w przejechal pa r~ razy miasto wzdluz i wszerz. Ulice byly pelne pielgrzym6w. Jak co rok przewijal si~ ulicami kolorowy, po cz~sci egzotyczny, Hum rybak6w, pasterzy, rolnik6w, drobnych kupc6w z Galilei, Judei, Malej Azji. Patrzyl na nich z pogardq, z wscieklosciq. Naj ch~ t niej kazalby ich wszystkich wymor dowae. Za ich biernose i za swojq slabose. Uderzylo go, jak ten Hum byl cichy. Chociaz usilowal kontrolowae si~, aby nie ulegae sugestii, musial stwierdzic, ze takiego nastroju w czasie swiqt nigdy nie zaobserwowal. "Oni juz wiedzq" powiedzial do siebie. Za kazdym razem jechal z silnq eskortq, b~dqc przygotowany na napasci ze strony przybysz6w zawsze wrogo u sposobionych do Rzymian. Ale zadnych tego typu objaw6w w tym roku nie zauwazyl. Ludzie rozst~powali si~ na widok nadciqgajqcej kawalkady. Nie bylo zadnych okrzyk6w, w yzwisk, rzucania kamieniami. To nie byl strach, ale chyba przerazenie tym, czego s i ~ dopuscili ion, i oni. Wieczorem dano mu znae, ze przyszli kaplani i proszq 0 rozmow~. Zdziwil si~. - W takie swi~to oni decydujq si~ na rozmow~ z poganinem. Rzecz bez precedensu! Musiala bye j:=tkas bardzo wazna sprawa. Wyszedl do nich. Byli wyraznie zaniepokojeni. - Panie, przypomnielismy sobie, ze ten zwodziciel zapowiedzial jeszcze za zycia, if po trzech dniach zmartwychwstanie. Wydaj wi~c

106 920 rozkaz, azeby zabezpieczono grobowiec az do trzeciego dnia. W6wczas uczniowie Jego nie b~dq mogli przyjsc i wykrasc Go, a potem rozglosic mi~dzy ludzmi, iz powstat z martwych. Bo wtedy to ostatnie oszustwo byloby gorsze od pierwszego. Spostrzegl inny ton w tym, co m6wili. To bylo prawie zwierzanie si~ przed kims bliskim. Usmiechnql si~ do siebie -,,1 tak stalem si~ ich wsp61ntkiem. Traktuja, mnie jak swojego"; - Obrzydzenie wstrzqsn~lo nim. Patrzyl na nich; widzial, jak pod butq i POWrllq oboj~tnosciq tkwi niepok6j. ZrozuIItial, ze spostrzegli si~, jaki blqd popelnili : nie przewidzieli prosby J6zefa. Nie przypuszczali, ze cialo Jezusa wstanie pochowane w osobnym grobie. Nie dal si~ wciqgnqc w ten zaiyly ton. Odparl kr6tko: - Straz mozecie otrzymac. Idicie i zabezpieczcie gr6b jak potraficie. Nie jadl wieczerzy, poszedl spac wczesnie. Ale to nie byl sen. To byly majaki. Zdawalo mu si~, ze znowu slyszy huczqcy Hum. Zdawalo mu si~, ze widzi znowu stojqcego przed sobq w pustej izbie pretorium Jezusa - strasznq, poszarpanq twarz, zlamanq postac. Budzil si~, zasypial, jawa mieszala mu si~ ze snem. Az obudzil si~ nad ranem wczesnie, jeszcze slonce nie wzeszlo. Zdawalo mu si~, ze zmowu slyszy huk ci~zkich podkutych sandal6w, ze jakas grupa zolnierzy biegnie sploswna po pustym placu. Zerwal si~, ale to nie byla zmora. To byla jawa. Uslyszal jakies krzyki, halas. Narzucil tunik~, wybiegl, chociaz go jeszcze nikt nie wzywal. Zobaczyl gromad~ swoich zolnierzy. Bez helm6w, bez tarcz, bez dzid, o pobladlych twarzach, vvytrze~zcwnych oczach. Otaczali. ich zolinierze ze strazy palacowych. Zawolal : - Co si~ stalo? Tamci zwr6cili na niego swoje puste twarze, nic nie odpowiadajqc... Mieczystaw Malinski

107 TADEUSZ CHRZANOWSKI KAMIEN GLINA Marianowi Korneckiemu przyjacielowi wspoluczstnikowi wi~kszosci slqskich wypraw. Niebogata jest nasza ziemia w kamien. Rodzi go na poludniu, gdzie spif:trzenie skal rozrywa jej leniwe humusy, a na p6lnocy na swym mial:k:im grzbiecie diwiga juz tylko krqglo obtoczone wizyt6wki ze Skandynawii - granity - pamiqtki lodowcowej przygody. Juz 0 cenniejszych, szlachetniejszych zlozach nie wspomn~, gdyz niepozorne one, jak i ta ziemia: na Slqsku i pod Pinczowem szare, niby dzien powszedni, w D~bniku podkrakowskim czarne, 'Iliby stypa. Jeszcze swego czasu i alabastry spod Lwowa rozchodzily si~ po calym kraju, okreslane mianem "ruskich marmur6w", ale zloza nieobfite byly, r6wnie jak te, co na zboczach Sob6tki rodzily zielone gabro. Zeby kilku monarch6w, hierarch6w czy wielmoz6w uswietnic w barwrliejszych marmurach, trzeba je bylo wiezc do nas z daleka: z W~gier lub tez z Solnogrodu u Rakuszan (jak si~ niegdys m6wilo o Salzburgu). A mimo tego ub6stwa kamien rna sw6j udzial w dziejach naszej sztuki, architektury zwlaszcza, bowiem traktowano go z szacunkiem znaczni\~i~kszym niz wsz~dzie tam, gdzie na nim nie zbywalo. Najdostojni~ze pomniki rornanizmu i gotyku z kamienia wzniesiono, lub - jak to si~ dzialo w Krakowie - sztukowano nim i przyozdabiano budowle ceglane. Bowiem, aby miee ' "Polsk~ murowanq", wczesnie si~g ni~to do pcklad6w gliny, kt6rych z kolei nie braklo na tych rolniczych obszarach. Gdy dawniej ziemia "garnki rodzila", tel'az musiala rodzic cegl~. Skqd do nas przyszla? Niewqtpliwie z zachodu, jak 0 tym swiad CZq najstarsze z tego budulca wzniesione zabytki: katedra w Karnieniu Pomorskim z przelomu XII i XUI wieku, w drugiej cwierci XIII stulecia zbudowany kosci6l sw. Jakuba w Sandomierzu, oraz juz ze schyl:k:u.tegoz wieku pochodzqca grupa przejsciowych, romansko-gotyckich kosciol6w na Slqsku (na przyklad Kalk6wpod Nysq). 1'a cegla byla w swej formie rozna od bizantynskiej, co przez ruskie ziemie az do naszych granic wschodnich podeszia, "plackowatej"

108 922 TADEUSZ CHRZANOWSKI i bardziej szarej. Ta gotycka byla wypalona mocno, a nieraz i tak, ze si~ glazurq powlekala. Nie tylko czerwiensza, ale i bardziej kr~pa od tamtej, przypomina ludzi, kt6rzy dopiero opuscili obozowiska w~drownych szlak 6w, alba wprost z puszcz weszli do historii: roslych i barczystych, twardych i krwistych, upartych i zahartowanych wsr6d zim i slot tych p61nocnych obszar6w. Nic wi~c dziwnego, ze w yprowadzanej z takiej cegly architekturze narzucila ona pewne moduly i pewne cechy charakteru rmne od tych, kt6re podsuwaly kamien. Koleje tych dwu budulc6w, kt6re wyznaczyly poczqtek i pierwszy w azny rozdzial dziej6w naszej sztuki, chdalbym dostrzec poprzez zabytki jednej tylko dzielnicy naszego kraju, dzielpicy dawno przez nas postradanej i przez dlugie lata cyklicznie zmien iajqcej "wiascideli" - poprzez zabytki Slqska. I Zderzenie kamienia i guny jest t u szczeg6lnie wyraziste, jako ze dolina Odry wyznacza jak gdyby dzial ziem rodzqcych k amien i ziem kamienia niemal calkowicie ipozbaw ionych. Wi ~ c tuz obok siebie w y rosly wspaniaie, kamienne monumenta oraz masywne budowle "czerwonego gotyku", tak bardzo charakte.rystyczne dla obszaru europejskiego nizu, oraz dzieia mieszane, pr6by syntetyzowania i m a terial6w, i piynqcych z nich norm. Kiedy zaj~to si~ na Slqsku obr6bkq kamienia? Jedynie hipotezy pr6bujq odpowiedziec na to pytanie, bowiem archaicznosc form kaze si ~ nieraz domyslac dziel starszych niz SCl w rzeczywistosci, a odstrasza ostrozniejszych od zbyt smialego datowa nia. Z jakiego bowiem czasu pochodzq n a prawd~ owe rzezby rozproszone wok61 gory Sobotki: te lwy i nieforemne, tajemnicze postad e? Jak dotychczas wiqzano je z osobq Piotra Wlasta, legendarnego fundatora kosciolow w romanskiej Polsce i z klasztorem kanonikow regularnych, sprowadzonych tu az z dalekiego Artois. Ale czy dopra~ Sq one tak "miode"? Wzgl~dnie, czy wszystkie powstaly jako zapo'9f'l.edz niezrealizowanej swiqtyni? Czy nie rna wsr6d nich takze wspomnien poganskiej swi~tosci g6ry,podobnie jak wspomnieniami poganstwa Prus6w i Pomorzan Sq, r6w!i1ie jak sob6tczanski "sfinks", tajemnicze kamienne "baby"? I z jakiej naprawd~ epoki pochodzq tak charakterystyczne dia Slqska krzyze pokutne? Czy byly rzeczywiscie wylqcznie pamiqtkarni jakichs zamierzchlych przewinien, a poniewaz jeszcze dzis idq w setki, to czy naprawd~ ten Slqsk, tak gorqco p6zniej pok6j milujqcy, miai w swej mlodosci nieustannie splywac krwiq bratob6jczych i Sqsiedzkich wasni? A czy ludowa nazwa owych krzyzy - "cyryliki" nie zachowaia jakiegos ziarna prawdy we wspomnieniu mglistego epizodu panstwa wielkomorawskiego oraz pierwszych misyjnych inicjatyw? A moze po prostu spelnialy bardziej przyziemnq rol~: w ska-:

109 - KAMIEN I GliNA 923 zujqc drog~ lub wytyczajqc granice, przy czym ryty na nich czasem znak or~za mogi bye obrazkowym wykladnikiem tak naszej epoce dobrze znanego ostrzezenia, ze "obeym wst~p wzbroniony"? Dziwne Sq te slqskie krzyze pokutne : wykute (wyciosane - chcialoby si~ rzee) w twardym, ehropawym granicie, niskie, w zi emi~ wro s ni~te i ku ziemi pochylone reprezentujq jak gdyby pierwszy krok w nauce opanowania kamieniarskiego rzemiosla. Musiala ona zresztq czynie bardzo szybkie post~ py, skoro wkrotce caly obszar zapelnia si~ swiqtyniami wznoszonymi z pi~knie opracowanego ciosu, a w krotce potem i rzezba si~ pojawia, ktora niejednokrotnie osiqga europejski poziom zarowno w portalu k osciola sw. MarH Magdaleny we Wroclawiu (okolo 1200 r., pochodzqcy z benedyktynskiego kosciola na Olbiniu) jak tez w tchnqcych liryzmem fragmentach trzebnickich (okolo 1230 r.). Byly to oczywiscie przeloty komet: zakrzeple w kamien w~dr6wki sredniowiecznych mistrzow. Ale wkrotce na miejscu podejmowano lekcj~ i chociaz dosye zgrzebne byly te pov.rtorki, to jednak swiadczyly 0 woli wlqczenia si~ w sztuk~ panstwa i c3.1ego kontynentu. Nie tylko brak metryk utrudnia ociczytanie POCZiJtkow. Wielki najazd Tatarow, kulminujqcy w bitwie na Legnickim Polu w r jest cezurq epok: wszystko co przedtem powstalo, jest niklym przeslaniem - spoza morza rabunku, ognia i szalenczego niszczycielstwa. Nauka niemiecka starala si~ zawsze szczeg61nie uwypuklie ten kataklizm, bowi.em wedleniej dopiero po Legnickim Polu, po wielkiej fali kolonizacyjnej, dqzqcej do zaludnienia i odbudow ania zniszczonych obszarow, Slqsk wlqczyl si ~ w pelni w rodzin~ europejskich p&nstw. Nikt nie umniejsza ogromu tatarskiego kataklizmu, co wi~ce.i tylko ludzie ciasni mogq negowae waznq rol~ kulturotworczq kolonizacyjnej fali, ale jest zwyklq nieuczciwosciq twierdzenie, jakoby przedtem Slqsk wraz z calq Polskq do owej rodziny nie nalezal:. Jednakze z pewnym opozfiieniem podqzajqc po europejskich tropach zarowno caly kraj, jak tez i jego dzielnica pracowaly na to, aby w tej rodzinie zyskae nalezne miejsce, a w jej sztuce zadokumentowae swoj wlasny charakter. Slqsk moze pod niektorymi wzgl~dami wyprzedzil inne obszary, bowiem juz przed polowq w. XIV wypracowal swojq wlasnq wersj~ gotyku. Nie wiemy, skqd si~ wywodzil strzegomski Mistrz Jakub, czy wroclawski Mistrz Pieszko (a nawet niepewna jest wlasciwa lekcjatego imienia, ktore w dokumentach pajawia si~ raz w lacmskiej formie "Pesco", to znow w niemieckiej, "Peschke") ale ich architektura staje si~ architekturq slqskq, poniewaz okreslona zostala pewnymi odr~bnymi cechami. Do najwspanialszych jej dzie! nalezy przez owego Mistrza Jakuba zapewne wzniesiona strzegomska fara, a dawniej swiqtynia mozne,

110 924 TADEUSZ CHRZANOWSKI go, rycerskiego zakonu Joann-itow. Jeszcze dzis kolos ten dominuje ksztalt miasta, kt6re w gruncie rzeczy zachowalo sw6j dawny: gotycko-renesansowo-barokowy wymiar. A przede wszystkim swieci. Bowiem gdy slonce uderzy w kamienne sciany budowli, one jak lustro odbijajq jego promienie, rozpryskujqc w zlamanych zolciach i szarosciach ostrosc tego blaslru. Fara strzegomska jest i strzelista i zarazem mocno zwiqzana z ziemiq, a ow szczegolny, "slqski" charakter przejawia si~ najsilniej we wn~trzu, w kt6rym strzelistosc podkresla bardzo suny kontrast mi~dzy smuklq wysok'osciq nawy glownej, a niskosciq naw bocznych, ponadto zas poziomq perspektyw~, od wejscia biegnqcq ku rozswietlonej absydzie; nie przerywajq jej zadne niemal akcenty pionowe. Cechy te sprawily, ze si~ dla tego rodzaju budowli przyj~la nazwa "bazylik.tunelowych". Realizowano ten program rowniez w cegle; ale nawet najdoskonalsze osiqgni~cia (Wroclaw, Swidnica, Brzeg) ust~pujq jednak kamiennemu Strzegomowi. Tworzywo to bowiem ograniczalo gotyckie przeprucie scian, OWq ich redukcjq do samej struktury, otwierajqc wzamian wi~ksze przestrzenie dla dekoracji malarskiej, a takze wykorzystuja;c faktur~ wlasnq jako eleme'nt estetycznie aktywny. Te budowle byly bardziej zwarte, kr~pe, bardziej "mi~siste" w porownaniu z bialo-szarym, odrealnionym wzlotem ciosu. Strzegom jest wspanialszy, ale i bardziej ascetyczny, jest syntezq przeciwienstw: roerzeniem mocy i uduchowienia, statyki i wzlotu. "Tunelowe bazyliki slqskie" to ty1ko jedna z wlasnych, lokalnych wersji gotyku. Drugq stanowiq hale 0 przerz~towych sklepieniach, hale tak cz~sto tr6jabsydowo zamkni~te. Chronologicznie oba typy poniekqd si~ zaz~biajq, ale stylowo reprezentujq dwie ro:ime fazy, ktore nadgorliwi uczeni pragn~liby rozerwac na dwie oddzielne poki: gotyku i gotyku 'poinego. Ale ten p6zny gotyk nie byl czyms innym, jakkolwiek tak daleko odszedl od pierwotnych zalozen i tendencji. Byl konsekwencjq ewolucyjnq i parcelacje dokonywane przez zbyt skrupulatnych periodyzatorow mogq tylko zaciemnic, a nie rozjasnic obraz owej drogi. Ponadto nad interpretacjami owej fazy zaciqzyly wysoce mgliste rozwazania teoretyk6w. Bowiem poiny gatyk nosi rozliczne nazwy (Francuzi powiadajq: "plomienisty", Anglicy: "dekoracyjny" lub nawet "bardzo dekoracyjny", Hiszpanie: "kwiecisty", a Niemcy: "specjalny" i pod OWq "specjalnosciq" rozumiejq - niemiecki). Okreslenie "Sondergotik" wiqze si~ z wydanq w r ksiqzkq Gerstenberga. Jemu i jego nast~pcom zawdzi~czamy wiele cennych.spostrzezen, ale r6wniez OWq typowq niemieckq sonder-grandilokwencj~, 0 kt6rej Panofsky powiadal, ze pozwala:,o. a fairly trivial thought to declaim from behind a woolen curtain.of apparent profundity, and, conversely, a multitude of meanings to.

111 KAMlEr'! I GLiNA 925 lurk behind one tel'll1" *. Mi~dzy innymi wymyslili oni poj~cie "ruchu", co w zastosowaniu do architektury mialo znaczye, ze 0 ile dojrzalq faz~ gotyku charakteryzowal ruch, 0 tyle brakowalo tego elementu w owej pmnej fazie. Wi~ aby si~gnqc po sl,!skie przyklady, to w "bazylikach tunelowych" ow "ruch" jakoby przejawinl si~ w perspektywie biegnqcej ku gorze i ku absydzie, a takie w sekwencji krzyzowych pol sklepiennych. Natomiast "ruchu" nie mialo juz bye w slqskich trojabsydowych halach, bowiem zabraklo w nich ostrego podzialu na nawy, poniewaz zabraklo sklepieii krzyzowych,. ktore zastqpiono gwiaidzistymi, przerzutowyrni, a wreszcie sieciowymi. Jest to niewqtpliwie jede'n z wi~kszych nonsensow, ktory si~ dziwnym zbiegiem zakorzenil w nauce. Powtarza si~ 'bezmysnie te "prawdy", z3jpominajqc, ze ruch moze bye wieloraki i wielokierunkowy. Dla mnie vi kazdym razie 0 wiele wi~cej ruchu od ostro dzielonych sekwencji sklepieii krzyzowych, wykazuje plynna kompozycja poinogotyckich sieci lub cudownie, zygzakowato biegnqra perspektywa sklepieii przerzutowych, i wi~cej wielokierunkowego, wirujqcego, koncentrycznego ruelm obejmuje poinogotycka hala niz w jednym kierunku biegnqca perspektywa bazyliki. To tylko kierunki owego "ruchu" ulegly zmianie, bowiem zmianie uleglo poczucie przestrzeni. o tej "jesieni sredniowiecza" najgl~bsze jak dotychczas spostrzezenia, najpe!niejszq charakterystyk~ zawada slynna ksiqzka Huizingi. Nie ma dotychczas lepszej. Ale rownoczesnie nie ma chyba drugiej takiej, ktora do opisywanej i charakteryzowanej przez siebie epoki odnosilaby si~ z tnkq niech~ciq. Inne, podobne do tej, "monografie epok i obszarow kulturowych" (wsrod ktorych dzielo Burckhardta zachowuje nadal swoj pomni'kowy charakter) wyrastaly z zafascynowania i milosci. Ta rowniez jebt owocem fascynacji, ale z mi {osci nie wyrosla. Moze ta epoka nie zaslugiwala na uwielbienie, ale stala si~ dla wielu obszarow Europy. zwlaszcza dla tych, ktore gotyk przyj~ly z opoznieniem, kulminacjq duchowq i artystycznq. Wi~c 0 ile "bazyliki tunelowe" byly w pewnym sensie spoinionym i krotkotrwalym wykwitem gotyku jeszcze w swej klasycznej i konstruktywnej fazie, wsp6lczesne im hale, a zwlaszcza jedna z najwspanialszych: kosciol Panny Marii na Piasku we Wroclawiu. dzielo wspomnianego jui Mistrza Pieszki, byly niejako pierwszym etapem fazy poznogotyckiej. Slqsk ust~puje niewqtpliwie tym obszarom Europy, gdzie ow poiny gotyk rozkwitl najbujniej, bp'dqc zjawiskiem najbardziej dekoracyjnym, najplomienistszym i najkwiecistszym. W najblizszym sqsie "jakl! zupelnie POSPOlitl! mysl deklamowac zza welnianej kurtyny pozornej gi~bi. i odwrotnie - mn6stwo znaczen umiescic w jednym terminie".

112 926 TADEUSZ CHRZANOWSKI dztwie Czechy i Saksonia dominujq nie:zwykiosciq swych dziel, a jednak i Slqsk wnosi sw6j glos do owej. niezwyklej polifonii, kt6ra w ien'czyfa sredniowiecze, kt6ra wyznaczala drog~ w glqb epoki now ozytnej. Hale Wrodawia, Legnicy; Namyslowa, Opola byly w pewnym sensie dopiero zapowiedziq. Spelnieniem si~ tej koncepcji jest n ajpi ~k niejsza sposr6d slqskich hal: kosci61 sw. Jakuba w zlotej, biskupiej NyS'ie. N a przelomie pierwszej i drugiej ewierci w. XV archhekt Piotr z Zqbkowic zbudowal, a wlasciwie dowiqzal do prz~sel wzniesionych juz wczesniej wielki tr6jnawowy korpus z wielobocznym obejsciem i w iencem kaplic. W swej zewn~trznej bryle jest ten kosci61 nieco jak Strzegom - dominantq miasta, ale jeszcze masywniejszy, jesz. cze bardziej zwarty i mroczllly swq ceglanq dosadnosciq, zrytmizowany szkarpami, a ze pozbawiony wiezy wit:;c tym bardziej do ziemi przykuty. Jego swietno~c cala jest we wn~trzu. Pomimo blt:;dnej konserwacji przeprowadzonej w koncu ubieglego wieku, kt6ra do nawy g16wnej wprowadzila sklepienia krzyzowo-zebrowe, a wi ~ c niezgodne z duchem tej budowli, i tak wywoluje ona U widza ogromne w razenie. I nie chodzi tu 0 doskonalosc proporcji, 0 konsekwen tnosc uldadu, 0 niebywalq rytmik~ tego lasu filar6w, ale takze 0 fakture;, o b a I\ ~ tego wn~trza, 0 jego muzyczne wprost brzmienie. W ceglanych budowlach Slqska, we Wrodawiu szczeg6lnie, kamien by! elementem waznym: tworzyl unerwienia sklepien, podkreslal detal, sluzyl rzezbie architektonicznej. W Nysie spelnia jeszcze dodatkow q r o l~ : smukle ceglane filary dzieli opaskami kamiennych okladzin, co w swym barwnym dwuglosie wypelnia wn~ trze swiqtyn i OWq niezwyklq muzycznosciq. Stosowanie takich okladzin nie jest specjalnosciq Nysy: wczesniej juz pojawily si~ podobne w cysterskim kosciele w Kamiencu Zqbkowickim oraz w saskim Marienstern. W pewnym sensie Piotr z Zqbkowic zastal - przyst~pujqc do pracy - pewne narzucone juz dane. Ale on pozostajqc z nimi w zgodzie, podporzqdkowujqc si~ im i je same podporzqdkowujqc swej k oncepcji, wyprowadzil dzielo 0 niezwyklej pi~knosci, dzielo, kt6re mimo tylu zapozyczen jest owocem geniuszu, a nie mialo tu poprzednik6w, ani tez nie znalazlo nast~pc6w. Dzielo to jest m anifestacjq w czesnej dojrzalosci p6znego slqskiego gotyku. Najp6zniejsza manifestacja tej epoki, doprowadzona az do bolesnej gdyi: ostatecznej dojrzalosci, to wroclawski ratusz. Mimo fraglllent6w s~~gajqcych w. XIII, mimo wielu faz budowlanych, w swym ostatecznym ksztalcie zamkni~ty zostal w okresie mi~dzy 1470 a 1507 r. Tu rowniez cegla spotkala si~ z kamieniem, a koncepcja bazy1i:ki (w zewne;trznym uksztaltowaniu szczyt6w i dach6w) z halq (uklad wn~trza). Tak wi~c wlasciwy, tr6jnawowy blok jest ceglany i akcentujq go szczyty, z kt6rych dwa boczne to nizsze, 0 typowych

113 KAMIEIiI J GLINA 927 ella regionu blendach okiennych (lub jak kto woli krzyzowych), a srodbwy, od tamtych wyzszy i szerszy, wypelniony zostal plynnq, plonqcq i kwitnqcq dekoracjq, splqtanq w niemoznosci ostatecznego oderwania si~ od materil Ale w tej najpozniejszej fazie oddalono si~ od prymatu przyznawanego elewacjom szczytowym i cala pi~knose, cala wspanialosc budowii przejawila: si~ w jej dluzszej, bocznej elewacji, poruszonej niepokojem wykuszy, szczycikow i dekora. cyjnej tragedii dojrzalosci, ktorej ju:i: dalsze r o sni~cie, dalsze rozkwilanie o dj ~ te zostalo wskutek dopelnienia si~ czasu. Cala pokryta jest kamiennq okladzinq, cala zapisana rzezbq, w ktorej starly si~ do krancowosci doprowadzone: naturalizm i abstrakcja. Tuz ponad fryzami gadajqcymi jf;drne. mieszczaiiskie przypow iesci, pnq si~ i w y ginajcl dotknif;te wi~ dni~ciem, fiale i kwiatony. To jest wlasnie b je ~i e ii i owej jesieni smutek: smutek spelnienia. W r. 1348, kiedy za cz~ to juz lub wkrotce miano zaczqe budowq najwybitniejszych dziel slqskiego gotyku, podpisany zostal w Namyslowie pokoj mi~dzy Karolem IV krolem czeskim i cesarzem Rzeszy Niemieckiej, a Kazimierzem Wielkim. Trudno sobie wyobrazic ten Namyslow w r. 1348, gdy nie bylo tu jeszcze ani tej do dzis istniejqcej pot~znej fary, ani zamk u, ani ratusza, choc wszystkie pochodzq z do by gotyku. A mury pew nie tez nie zjezyly si~ basztami i nie wyrosly tak wysoko, :i:e przew yzszyc mialy obwarowania samego Krakowa. Tak ~ w tyro roku Slqsk nie posiadal jeszcze tego, co mialo stae si ~ jego najwspaniaiszyro i najbardziej wlasnyro wyrazem, ale wszystko bylo ju:i: przygotowane. W tyro zas roku Polska. r~kq swego mon archy zrezygnowala z ziemi, ktora stanowila jej pra ve dziedzictwo. Slqsk zaczql SWq w~drowk~ r,a drodze autonomizacji swego Iosu. Dokqd miala zaprow aelzic? Do niezwyklych w swej rytmicznosci "zrnian wlascicieli". W niespelna dw iescie lat po pokoju namyslowskim - w r SIqsk -- dotychczas Ienno krolow czeskich, przechodzi na "prywatnq wlasnosc" Habsburgow. Uplywa z kolei nieco wi~ce j ni:i: dwiescie lat: w r Slqsk wydarty zostaje Habsburgom przez Fryderyka II kr6ia Prus. A potem juz niemal rowne dwuchsetiecie uplywa do mo-. mentu, w kt6fym na kopcqce pogorzeliska nadciqgac zacz~li dose obdarci sekretarze, niezupelnie umundurowani milicjanci oraz ksi~ia proboszczowie w wyswiechtanych sutannach, wiodqcy za sobq,'we wioskowo-pnrafialne trzod.ld spod Lwowa i Tarnopola. Zadziwiajqcy jest porzqdek tych kolejnych etapow, ktore wiodly SIqsk na jego drodze do urojonej autonomizacji, do coraz glf;bszej i coraz dalszej podleglosci. Aby wrocic w swe dawne Iozysko musiala ta ziemia wraz z calq Europq przezyc jedno z 'I1ajwi~kszych politycznych trz~sieii ziemi ludzkosci. I moglo si~ w momencie wejscia na pogorzeliska wydawac tyro obdartym przybyszom, ze trzeba

114 928 TADEUSZ CHRZANOWSKI wszystko zaczynac od nowa. A jakas cz~sc ' prawdy kryla si~ w tym przekonaniu, jakkolwiek Slqsk povvtacal do nas z calym tym bagazem przeszlosci, ktory w zapisie sztuki utwierd.7jly jego poszczegolne dziejowe etapy. Pomi~dzy datq zakoiiczenia robot przy wroclawskim ratuszu, a datq r<)zpocz~cia prac przy przebudowie rezydencji piastowskiej w Brzegu uplywa kilka pustych dziesi~cioleci. Nie Sq one puste w sensie ogolnym: wr~cz przeciwnie - jeden z najpot~zniejszych spazmow przenika wowczas wn~trzno sci i mozg Europy. Puste Sq tylko r~ce, z ktorych nagle wysun~ly si~ dotychczasowe formy, dotychczasowe modele, dotychczasowe przybory. Pierwsze, z lat trzydziestych.w. XVI pochodzqce slady przebudowy zamku, a wlasciwie nowoczesnej juz rezydencji, owej "palazzo in fortezza", tchnq jeszcze naiwnosciq nieudolnej recepcji nowinek spoza Alp - wyszly z rqk rodzimych, slqskich adeptow renesansu. Kiedy jednak rzqdy ksi~shva obejmuje w latach czterdziestych Jerzy II, humanista i wytrawny znawca sztuki, na jego dwor przybywajq Komaskowie i renasans staje si~ faktem. Ale i on nie jest "z pierwszej r~ki", skoro przybysze - jak sama nazwa wskazuje - z okolic jeziora Como, z pogranicza wlosko-szwajcarskiego nowy styl przynosili w nieco skazonej wersji: jeszcze nie przeobrazony w swiadomy manieryzm, ale manierycznie przechylony ku dekoracyjnosci. Do lat szescdziesilltych trwala ta wielka fabryka rezydencji, ktora miala stac si~ wzorem dla innych, nie tylko slqskich (z tych Plakowice Sq jej chyba najblizsze), a jej uczestnicy - glownie rodzina Parriow rozproszyla si~ w swej w~drowce na p6lnoc: budowali zamek w Glistrow, dzialali w Szwecji, jeden ll1e'.wet zablqkal si~ w sniezne ost~py Finlandii. Niestety to arcydzielo, jakim byla siedziba Piast6w w Brzegu, nie przetrwala w calosci do naszych dni. W czasie bombardowania miasta przez wojska pruskie w r zniszczal bogaty wystroj wn~trz z kolekcjq gobelin6w, splon~ly komnaty i strzaskany zostal niemal doszcz~tnie bogato zdobiony kruiganek dziedziiicowy, tak w swej koncepcji podobny, a w swej formie roiny od wawelskiego. Ocalala brama wjazdowa, ten kamienny wyw6d heraldyczny, gdzie nad wjazdem uj~tym zdobionymi groteskq pilastrami naturalnych rozmilu'6w posqgi pary ksiqz~cej: J erzego II i Barbary Brandenburskiej wychodzq jak gdyby naprzeciw przybyszom. Goscinnosc przyj~cia jest jednak tylko pretekstem dla rozwini~cia genealogicznego wywodu, dla tego tla, zlozonego z giermkow trzymajqcych herby skomplikowane jak szarady, z galerii popiersi portretowych skopiowanych z KTOniki Miechowity, pi~knosci pelnego i pychy. Wi~c monarchowie, pomazancy, udzielni ksiqi~ta patronujq jak gdyby tym poznym wnukom, jeszcze dumnym, ale jui naznaczonym

115 I(AMI Erii I GLiNA 929 przeklenstwem zaleznosci, jcszcze wciqz wysoko skoligaconym, ale szukajqcym slawy w przeszlosci. Jest w tym kamiennym obrazie bez ~ilnej pychy jakas smuga cienio., kt6rej przekroczyc niespos6b. W muraeh sredniowiecznego zamku przezyii ci slqscy Piastowicze Polsk ~ Piast6w, a w murach renesansowej rczydeneji przezyc mieli Polsk ~ Jagiellon6w, ba - n&wet i Waz6w, skoro ostatni ksiqzp, brzeski zmarl w kiika 1at po abdykacji Jana Kazimierzo.. Kiedy zakonczono prace przy ozdobie palacu, ksiqzp, Jerzy II pomyslal i 0 bgiej chwale : 0 kaplicy, w kt6rej zresztq mialo sip, znaleie olbrzymie rodowe monumentum z k l~czqcymi ezlonkami rodu. Tym razem nie sprowadzil Wloeha, ale zdolnego saskiego rzezbiarza z Drezna - Michala Kramera. Jego brzeskie dzielo uleglo r6w niez niemal calkowitej zagtadzie w r. 1741, ale w Nysie zachowal sip, kamienny oltarz, wykonany z fundacji biskupa Marcina Gerstmann a. Zadziwiajq dwie rzeczy : po pierwsze - dlaczego ksiqzp, propagujqcy dotychczas sztukp, "more Halico" tworzonq, sip,gnql nagle po mistrza, ktory propagowal sztukp, per analogiam,.more be1gico" dajqcq sip, nazwac? I druga - jak to sip, dzialo, ze z uslug tego mistrza korzystal i ksiqzp" jeden z wodz6w re ormaeji slqskiej, i biskup, kt6ry zresztq z ksip,ciem pozostawal w bliskiej zazylosci, przyjazni niemal? OdpowiedZ na pierwsze pytanie brzmi, w moim przekonaniu, nastp'pujqeo : 8lqsk byl nadal otwarty ku Europie : mial swych reformator6w i meeenas6w z pierwszej re.ki, ale ezy mial wlasny humanizm i wlasnq sztukp" tego z pewnosciq stwierdzic nie mozna. Wytrawny mecenas po Komaskaeh sprowadzal artyst6w zapatrzonych w dzielo Niderlandezyk6w (kt6rzy sami zresztq pojawili si p, we Wroclawiu), bowiem orientowal sip, we Iuktuacjach europejskicj mody. 8lqsk trzymal rp,k p, na pulsie, czerpal niemal u zr6del, ale zarazem nie byl juz w stanie wypowiedziec sie. w ramaeh tej mowy niewqtpliwie wlasnymi slowami. Odpowiedi na drugie pytanie jest jeszcze prostsza: konflikty umyslowe i religijne tamtej epoki mialy inny charakter niz w nieco poiniejszych czasach lub w naszej epoce. Wielki bitewny zgielk polemik, szczp,k argument6w, eksplozje paszkwili zdajq sip, wskazywac, ze ludzie do gardel rzucali si~ sobie nawzajem. Ale przeciez z ugrzecznienia naszych wsp6lczesnyeh polemik mozna by wnio,kowac 0 bezkonfliktowosci naszej epoki, 0 co przeciez trudno jq oskarzac. Nie - na 8lqsku nikt sip, do broni nie rwal, nikt sobie nawzajem nie pragnql "na gardle usiqsc". Melanehton chwalil 81<\ zak6w, ze stanowiq najsilniej pokoj milujqcy nar6d w zwasnionej Europie. Gwaltownosc sporu szla tu bowiem pospolu z liberalizmem wspolistnienia, a kto wie, ezy podloza tego zjawiska nie nalezy szukac w etnicznym skladzie tej "naeji slqskiej", posrod kt6rej wciqz jeszeze dominowal element polski. Chyba i tu mali, bezsilni, pyszni B - ZNAK

116 930 TADEUSZ CHRZANOWSKI "kr61ewi~ta" nie pragn~1i sprawowac wladzy nad sumieniami poddanych.. Slqsk w dobie renesansu i wczesniejszej fazie manieryzmu (tego "more belgico" tworzonego) przezyl moment euforii tworzywa, olsni 1y go marmury, alabastry, gabro, lupek i co tylko dalo si~ z chudej ziemi dobyc lub od sqsiad6w przywiezc. Pot~zne, marmurowe pomniki nagrobne renesansu w manieryzrnie przeistoczyly si~ w kompozycje wielobarwne, gdzie te efekty nie polichromia dawala (bo i w sredniowieczu i jeszcze w renesansie w obyczaju bylo malowac kamienne posqgi), ale zestawienie w jednym dziele rozmaitych szlachetnych m ateria16w. Nie wszystkich stae bylo na takq r ozrzutnose. Dla sfery rycersko-ziemianskiej, kt6ra w por6wnaniu z wielmozami i oswieconym, a maj~tnym patrycjatem, reprezentow ala cos w rodzaju "middle-class", najstosowniejszym wydal si~ taki kamienny "effigies", ktory by pami~c zmarlego mogl potom nym przekazae. Nie jego cnot i poboznosei, ale jego - jego samego i jego herbow. W ten spos6b rozmnozyly si~ na.slqsku plyty kamienne z plaskorzezbionymi postaeiami zmarlych, wyobrazonych w pelnej postaci. W kamien zakute portrety, ktorych tak ogromnej liczby nie znajdzie si ~ w zadnej innej cz~sei Europy. W takim Kurowie Wielkim pod Glogowem (a dlaczego zaraz "wielkim" sam nie w iem, skoro w ioska jak inne, a smuklowiezy kosciolek ani wspanialszy, ani okazalszy od sqsiednich) plyt takich ponad setka: nie d0sc ze wn~trze swiqtyni wypelnily, ze otoczyly zwartym szykiem jej zew n~trzne seiany, ale nawet przywarly do muru, co cm E:ntarzyk otacza..kt6rys z hlstorykow sztuki przezwal te sepulkralne galerie portretowe "slqskim parkiem sztywnych". W okresleniu tym pobrzmiewa ta w yzszose, kt6ra dqtychczas cechowala lwiq cz~se naszych uczonych m~zow. Raz kiedys stwierdzono, ze owe Slqskie effigies majq rzemieslniczy charakter, ze Sq warsztatowym produktem m asowym, ze nie zawierajq cech indywidualnych. Tak nie jest, chor oczywiscie wi~kszosc nosi cechy prymitywizmu i masowosci. Nie 0 to jednak chodzi, ciekawsze bowiem jest to, ze owa tysiqczn a armia slqskich rycerzy nosi zbroje w ich epoce juz nieaktualnie, "niemodne", co wi~cej eklektyczne. - Ale bo tez rzezbiarz zakuwal w nie portretowanych przy okazji ich z zywotem pozegnania, z zywotem - w czasie ktorego w yjqtkowo tylko staw ali w w ojennej potrzebie. Slqska plyta nagrobna to port.ret zmarlego i zarazem jego symbol. Portretem byla sama glowa, nieraz doskonale scharakteryzowana, kiedy i'l1dziej ledwie starajqca si ~ w yjse poza umowny wizerunek, znakiem bylo wszystko pozostale : zbroja - znak stanu, r~kawice - znak honoru, kartusze herbowe - znak genealogicznej czystosci. Na tym tle trafiajq s i ~ czasem w yjqtki-zagadki, jak podobizna Piotra Strzeli 'vi Suchej k olo Strzelc Opolskich. Strzelowie byla to mo

117 K.AM IEN I GLiNA 931 rawska rodzina g~sto rozrodzona na Slqsku, a gal~z iq do Malopolski si~gajqca (Strzalowie), tyle ze pan Piotr nie zniemczyl si~ by} jeszcze, jak liczni familianci, jak inni morawscy szlachcice - Dluhomilowie, Bohdanowscy, Sedlniccy i 'jak polscy panowie : Proszkowscy, Biesowie, Pretficzowie. Wok61 jego plyty obiega bowiem napis w morawskim utrzymany dialekcie, a w tym napisie niejasna wzmianka, ze byl "z Koruny Polske". Wiemy skqd inqd ze Piotr Strzela swe dobra na Slqsku posiadal i nic nie w skazuje na jego zwiqzki z Rzplitq. Chociaz... jesli baczniej s i~ przyjrzee jego sumiastej twarzy 0 wydatnych kosciach policzkowych, jego podgolonej czuprynie, a przede \vszystkim jego rynsztunkow i, kt6ry wypisz-wymaluj pasuje do tego, co wiemy 0 uzbrojeniu towarzyszy lekkich pancernych chorqgwi, to nagle zaczyna nam si~ rysow ae zadziwiajqca supozycja: ze 6w morawsko-slqski szlachcic bye moze na wojny Batorego czy Zygmunta III chadzal, ze mamy w jego plycie nieklamany portret polskiego husarza! Ale jest to wyjqtek, a na pewnq odpowiedi co do nasuw ajqcych i~ pytan trzeba czekac werdyktu historyk6w. Faktem pozostaje bowiem, ze "nacja slqska" do broni si~ nie rwala, _ani s i~ porywajqc na sqsiad6w, ani przeciw sobie powstajqc. Nietolerancja przyszla tu z innych cz~s ci Europy i wlqczyia Slqsk wbrew jego woli w 6w poligon nienawisci, kt6rym stala s i~ wojna trzydziestoletnia. T~ n ie tolerancj~ niesli w prochownicach szwedzcy zoldacy, kt6 fzy ponoe cu chn~li na mile krwawym potem swego rzemiosla, wiezli w oistrach rajtarzy ksi~cia von Dohna, ktory przem ocq rekatolizujqc te ziemie zyskal sobie przydomek "del' Seligmacher". A ieh wojna ogolocila t~ dziein ic~ z jednej trzeciej ludnosci, zubozyla jq i spodlila, pozostalyeh przy zyciu zamykajqc w k r~gach obl~ dn ej geografii wyznaniowej, opartej na zasadzie : "cuius regio eius religio". Pozory wspanialosci, pozory ehw aly. Brzeska rezydencja jest tu jakgdyby slupem granicznym : jest pierwsza i jest ostatnia zarazem. Odtqd przez dlugie stulecia byl Slqsk skazany na wtornosc. Barok importowano z Wloch drogami wiodqcymi przez Wieder'l, Prag~, 0 19 muniec, troch E; przywieziono gotez z Niderlandow i Bawarii, a wymiany dok onywal z ziemiami Rzplitej, ktora styl ten przyj~la wczesniej i gl~bie j. A kiedy juz Fryderyk II zagarnql te ziemie, wowczas przeszczepiono na nie rokoko, a zaraz potem klasycyzm rodem z Poczdamu i z Berlina. Tak - powstawaly dziela wybitne : Krzesz6w i Legnickie Pole, Lubiqz i nyskie swiqtynie zakonne, twierdza w Srebrnej Gorze i angielsko-malborski neogotyk Schinkla w K amiencu Zqbkowick im. Ale Sq to dziela w tyro stopniu siqskie, ze lezq w obr E;bie tej dzielnicy, nie zapuscily w niq jednak dostatecznie gle;bokich korzeni. Na wlasnq modl~ sformulowano tu juz tylko pmne, w ogonie stylow i mod

118 932 T.A."JEUSZ CHRZANOWSKI wlok qce SiE;) pow t6rzenia i przetworzenia owych kublerowskich "przedmiot6w pierwszych", kt6rych ojczyznami byly iune ziemie, inne geograficzne szerokosci. To byla konsekwencja dqzen autonomizacyjnych, kt6re prowadzily do kolejnych "zmian wlascicieli" i do coraz wie;)kszego uzalezuienia si E;) od coraz odleglejszych i oboje;)tniejszych stolic. HumorystycZhq ilustracjq powyzszego moze bye taki oto przyklad: w Olesnie, powiatowym miasteczku wcisnie;)tym w p61nocno-wschodni zakqtek Slqska, istnial (bowiem spalony w r. 1945, odbudowany zostal z pominificiem wiezyczki) ratusz, a w gruncie rzeczy nie w i ~ cej jak tylko kamieniea, wbudowana w jednq z pierzei rynkowych. Tyle Z8 jej fasadfi budowniczowie Kalbfleisch i Friebel przyozdobili w r doryckim pseudo-,!>ortykiem. P onadto jednak zatrudnieni pr zy budowie dwaj 10kalni ciesle: Bqczek i Pantschek (Pqczek albo Panczak) do tej grecko-berlinskiej architektury dokleili typowq slqsko-b rokow q wiezyczlkfi : drewnianq, deskami szalowanq, a zakonczonq baniastym helmem, jaki w tysiqcach egzemplarzy po': jawil sifi w tutejszej architekturze, odkqd w w. XVI Komaskowie przyniesli tu pierwowz6r owej "welsche Haube". Losy slqskiej sztuki ilustrujq w jakiejs mierze dzieje tej ziemi. Kam ienny i ceglany Slqsk romanizli'.u i gotyku byl w ukladzie Polski piastowskiej pomostem, a poniewaz w kluczowym momencie swego wyjscia ku h istorii zdecydowala sie,: ona na orientacjfi zachodniq, wie;)c byl pomostem najpierwszym, byl dzielnicq wiodqcq. Gdy jednak przyszedl m oment zrastania sie;) panstwa z dzielnicowego rozbicia, a Kazimierz Wielki nie posiadal dose sily (czy moze nawet owej historycznej intuicji), by ore,znie sie;) 0 swoje prawa upomniee, to tutejsi Piastowicze ze swej strony nie' uczynili nic, aby w owym procesie w ziqc udzial. Ich kraj, to znaczy ojczyzna owych ksiqzqtek krew z krw1 i kose z kosci Piasta Kolodzieja, przezyla kolejny kryzys, tracqc w1asnq dy nastie;), ale dzwigne;)la sie;) z niego, gdy moznowladcy wyciqgn E;)li - jak trqfa - z nadniemenskich puszcz, z matecznik6w poga11stwa, tego zabobonnego Litwina, i zagrali nim (a on.wziql w tej grze jak najbardziej swiadomy, w ie;)cej - chytry udzial) przeciw mozniejszym i swiatlejszym kandydatom do korony. Bo ta Polska (k t6rej sie,: slqscy Piastowicze - nie rna co uk rywae wstydliwie : - wyrzekli, wybierajqc orientacje;) zachodniq) nie brala bezmyslnie wszystkiego, co przychodzilo stamtqd i czasem umiala rozsqdnie.spojrzee ku wschodowi. Nie ma powodu ukrywac i tego jeszcze : tak, to my sami zrezygnovvalisrny z tej ziemi w mornende slabosci, a potem wiekami nie znajdowalismy okazji, ani energii, by sie;) 0 niq upomniec. My bylismy wplqtani w nasze tak CZE;)sto niepotrzebne konflikty p6lnocne i wschodnie, a oni - ci slqscy k si qz~ ta takich okazji nie stwarzall,

119 "AMIEN I GlINA 933 gdyz stae ich bylo juz tylko na wymieranie w cieniu genealogicznych splendorow. Ratusz wroclawski w swej zrn~czonej i ostatecznej dojrzalosci kryje smutek epoki odchodzqcej. Wloski i niderlandzki Brzeg zawar! w swym pysznym blasku podobnq aur~, pod makaronicznq pochwalq przeszlosci kryjqc jesien rodu. Proces germanizacji Slqska byl w toku juz od k l~ski tatarskiego najazdu, ale okresowo nasilal si~, zawsze wowczas, kiedy zmienial sif; wlasciciel tej ziemi. Kiedy nim zostala dynastia Habsburgow, glownymi filarami owej germanizacji bylo mieszczanstwo oraz wyzsza i drobna szlachta. Humanisci z Wroclawia, Legnicy i Nysy nawet wowczas, gdy ukladali kunsztowne lacinskie wiersze, to w domll rozmawiali po niemiecku, a bibli~ czytali w tlumaczeniu dr Lutra. U nas,,choe pozbawione naleznych im pmw, miasta polonizowaly sip, szybb (z wyjqtkiem Gdanska oraz kilku w obr~bie Prus Krolewskich) i proces ten dokonal si~ do konca w. XVI. Tu, w tymze samym czasie, dokonala si~ ostateczna germanizacja sfer mieszczanskich oraz szlacheokich, nie tylko zresztq polskiego, lecz takze luzyckiego ezy morawskiego pochodzenia. Bicie i dyskryminacja nie jest z pewnosciq najskuteczniejszq metodq wynaradawiania. 0 wiele lepsze i moralnie grozniejsze jest przekupstwo, a wi~c tytulami i 110norami placone odst~pstwo od j~zy k a. Metody twai"de Iamiq slabszych, ale hartujq mocniejszych. Premiami i dywidendami pustoszy si~ niematerialne wi~zi, a w tej sytuacji czy mozna nawet miee 'Pretensj ~ do tych bogatych Proszkowskich i do tych 0 wiele mniej zamoznych Gaszynskich czy Dluhomilow, ze,.nie dochowali wiernosci", skoro dochowae jej nie umieli czy nie ehcieli potomkowie samego Piasta Kolodzieja? Wi~c wiernose polskosci dochowal tylko slqsk i Iud, ktorego albo!lie dostrzegano z wyzyn "wielkiej polityki", albo cyklicznie poddawano presji administracyjnej. Gdy nie pomogla tu szkola i prawniczy ucisk, chwytano si~ metod tworzenia diaspory, czego ostatnim, na wielkq skal~ za:krojonym przejawem byla kolonizacja fryder ycjanska przeprowadzona w drugiej polowie XVIII wieku. Ale i ona zalamala s i~ w upartyn1 trwaniu polskosci, kt ora zaszyla si~ pod strzechowe dachy, za zr~bowe sciany. Tak wip,c od kamienia i cegly doszlismy do tego tworzy""a, ktore bylo slqskim, dopoki obszar ten nie zaczql swej wyobcowanej w~ drowki przez dzieje. W Opolu na Ostr6wku reszty bierwion Po\v1qzanych w zrp,bowe prostokqty odkrywajq t~ dawnq architektonicz I1q genealogip,. Niepozornym odkrywkom archeologicznym przyglqdajq si~ z gory: wieza gotycka, ceglana, jedyny fragment, co tu z zamku piastowskiego ocalal, a takze pot~zuy blok biurowca, co 'ua jego miejscu stanql: gmach dawnej rejencji opoiskiej. Te starodawne sposoby wiqzania pni, te nieliczne fragmenty, ktore u kazujq, ze zdob

120 934 TADEUSZ CHRZANOWSKI nictwo XI wieku bylo niema! analogiczne, jak zdobnictwo ludowe sprzed lat kilkudziesi~ciu, to wszystko u..kazuje, jak gl~b6k ie rozszczepienie dotkn~lo tego spoleczenstwa, co si~ chcia10 widziec odr~bnq "nacja,", a w rezultacie zagubil swq tozsamosc. Obok kamienia i cegly, a wi~c obok architektury "wyzszych sfer", trwzlla tu bowiem tradycjq przechowana technika i tradycjq u swi~co ny budulec. Sla,sk kwitnie drewnianymi kosciolami, wciqz jeszcze mimo uprzemyslowiienia - naleza,c do najwi~kszego rezerwatu tego typu zabytk6w. Ale jest jakas wyrazno. r6znica mi~dzy drewnianymi swia,tyniami tych ziem, a drewniana, architektura, dawnej Rzplitej. Gdy to. druga architekturq byla, poniewo.z kroku starala si~ dotrzym ac stylom, posluszna owym formom, kt6resmy z roznych stron swiata sprowadzali i wlusnq wypelniali trescia" to. pierwszo. w wi~k szosci swych realizacji stanowila jedynie uparte trwanie przy star odawnych doswiadczeniach, byla z pokolenia w pokolenie przenoszona, wiedza, slqskich ciesli. I tu pewna glossa. Otoi jak si~ wlasciwie mialy do omawianych tu spraw religijne stosunki w poreformacyjnej epoce? Odpowiedz generalna brzmiec b~dzie nast~puja,co : reformacja, ktora na Sla,sku dominowa1a w luteranskiej wersji, przyspieszala niewa,tpliwie proces germanizacyjny, Kosciol zas katolkki ulatwial zo.chowanie mowy, a w i ~c narodowego poczucia. Ale koniecznie trzeba pami~ta c, ze od tej reguly byly wyja,tki i liczne, i znamienne. Biskup Roth prawnymi sankcjami trzebil mow ~ polska, na terenie ksi~stwa biskupiego (a ta jego akcja przynios1a wkrotce potem rezultaty, gdy refqrmacja tak znaczne poczynila na tym obszarze post~py), a tymczasem pod Cieszynem protestantyzm tak bardzo si~ spolonizowal, ie wielu jego wyznawc6w (przyslowie nawet lokalne glosi : "trzyrna si ~ jak protestant pod Cieszynem") trafilo za t~ podwojna, wiernosc do obozow k oncentr8.cyjnych. Osobnym zagadnieniem byla protestancko. enklawa w rejonie Kluczborka. Wskutek zastosowania zasady "cuius regio eius religio" enklawa ta przyj~la protestantyzm, jakkolwiek reformacjo. "sarna przez si~" nie dotarla wlasciwie do tych lesistych, konserwatywnych i wyraznie polskich stron Slqska. Wi~c generacje byczynskich pastorow musialy swe postylle w panareyowym j~zyku drukowac wlasnie tu, w tym miescie, pod kt6rym tak srorriotnie rozbity zostal k o lejny habsburski zakus na koron~ Piastow i Jagiel1on6~. A zapis tego zjawiska znow prowadzi na ku zabytkom przeszlosci. W rejonie Kluczborka zachowalo si~ szczegolnie duzo drewnianych koscio16w, stanowia,cych pewnq odr~bna, grup~ z tej prostej racji, ze Sq protestanckimi (ostatnio szczeg610wo je scharakteryzowal J. Matuszczak we wnikliwej ksia,zce: "Architektura drewnianych kosciolow ewangelickich w powiecie kluczborskim", Bytom 1968). Ot6z co

121 KAMIEKI I GLiNA 935 jest dla nich cechq charakterystycznq : one kosciolami nigdy bye nie przestaly, to znaczy nie przeobrazily si~ w zbory czy domy modlitw y. Nie, to nie tylko inne okreslenie tego samego budynku, to Sq rowniez pewne wy:zmaczniki formalnych i funkcjonalnych roznic. Protestantyzm, odrzucajqc rozblldowanq liturgi~, wlasciwie calkowicie si~ od niej oddalajqc, szukal takiego ukladu wn~trza, w ktorym wszyscy uczestnicy mogliby znaleze wygodne miejsce i wszyscy skupiliby si~ w bezposrednim zasi~gu kazania, gloszonego przez pastora. Stqd forma salowa, pozniej forma centralna, stqd owe teatralne loze skupiajqce si~ wokol ambonowego oharza (paradoksalnie posoborowy Kosciol katolicki w tym samym podqza dzis kierunku). Ale pod Kluczborkiem koscioly nadal pozostaly kosciolami, k onserwujqc SWq po sredniowieczu odziedziczonq dw u-czlonowq form~. Zmiany dokonaly si~ pow ierzchownie: do wn~trz w prowadzono empory, przecuuzajqc na boczne sciany char muzyczny, a na zew nqtrz b ry l~ budowli oblepily malownicze, zadaszone najcz~sciej schodki, do owych l6z prowadzqce. Wlasoiwie dopiero ostatni z tej architektonicznej rodziny - kosciol w Gierolcicach, uzyskal w wyniku przebudowy dokonanej w latach ksztalt wydluzonego osmioboku, wypelnionego wewnqtrz emporami, zbiegajqcymi si~ ku oltarzowi, kt6rego centrum stanowi kazalnica. W llldowej architekturze Slaska drewno odgrywalo rol~ zasadni CZq, niemniej obok niego wczesnie i \V dose szerokim zasi~gu pojawila s i ~ glina. Przyniosl jq na te ziemie szachulec - konstrukcja, w ktorej drewnianq ram~ wypelnia mur, lub glina. Wydaje mi si~, ze do rozpowszechnienia jej przyczynila si~ ekspansja luzyck a idqca ku wschodowi pogorzem Sudet6w, ekspansja daw no wygasla, Id 6ra swe swiadectwo przekazala nam juz tylko w architektonicznej formie, "przyslupu". W kazdym razie az pod Prudnikiem znalazlem w Rudziczce kilka stary.ch chat, W kt6rych drewnianq ram~ wpraw iono bryly gliny mieszanej ze slomq. Ten budulec pojaw ia si~ ponadto w mal ~ j, ale niezwykle interesujqcej enklawie, stanowiqcej jakgdyby pr zedsionek Bramy Morawskiej : w powiatach glubczyckim, raciborskim i cz~sciowo w kilkn jeszcze sqsiednich. Chodzi 0 chlopskie lamusy, a one juz samq na zw~ zdajq s i~ od gliny wywodzie, skoro niemieckie "Leimes" zr6dlo rna w slowie "Leim", gwarowym zmi~kczel1iu "Lehm". Nazwa ta spolszczyla sif,"! i si~gl1~la w glqb ziem Hzplitej, nieco inne przybierajqc znacze!1ie, ale nie na tyle, by si~ dzisiaj wyrzekac w stosunku do owych slqskich spichlerzyk6w, kt6re byly zarazem rodzinnymi skarbczykami gospodarzy z Pilszcza, Borucina czy Dzielnicy.. W ich konstrukcji przejawia si~ ogromna konsekwencja: niewielkie, zblizone do kwadratu budynki, dzielone wewnqtrz z regnly na dwie conajmniej kondygnacje, posiadajq zrqb uksztaltowany w ten

122 936 TADEUSZ CHRZANOWSKI spos6b, ze gdy sciany - przednia i tylna - powoli zw~zajq si~ ku g6rze, to boczne wskutek tego zaginajq sie: i w koncu lqczq z sobq, tworzqc COS W rodzaju sklepienia kolebkowego. Powstaje konstrukcja idealnie zamknifita, kt6rq nazewna.,trz szczelnie oblepia si~ glinq, zasychajqcq w skorupfi chroniqcq podw6jnie : od zmian temperatuf i od ognia. Tworzy si~ drewniano-gliniany termos, utrzymujqcy jednolitq temperatur~ i gwarantujqcy suchose zbozu. A przed spaleniem chroni 6w budynek nie tylko gliniany pancerz lecz i dach, a r aczej spos6b jego osadzenia, jest on bowiem jak kapelusz (a cz~sto sarna forma nasuwa to skojarzenie) nalozony na czubek, a na soianie nier az jeszcze dostrzec mozda bosak, gdyz w wypadku pozaru w zagrodzie mozna nim z latwosciq lan'lopalny dach zrzucie na ziemi~, gdy ~ciany juz si~ same bronie b~dq przed pozqdliwosciq plomieni. Niestety, podobnie jak wsz~dzie w naszym kraju, zycie idzle niepowstrzymanie naprz6d, roztrqcajqc pamiqtki przeszlosci. "Przemija postae swiata", choeby tak malenkiego jak ten slqski, z jego niezdarnymi dqzeniami do autonomizacji swego Iosu i ze swym upartym trwaniem przy swej geneaiogii narodowej. Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach, park etnbgraficmy w Chorzowie, inne jeszcze m u zea i stowarzyszenia kulturalne pr6bujq ocalae to i cwo z tego pogromu, ale jakze malo da si~ jeszcze i da si~ juz ocalie. M6j Boze toe pami~tam jeszcze g6rnoslqskq wies pelnq "starzik6w" z cybuszkam i i bab w sutych sp6dnicach, wies pelnq swietnej drewnianej architektury, a dzis to wszystko w wi ~kszosci n alezy juz do przeszlosci. M6j Boze, kiedyz to po raz pierwszy w~drowalem przez Wroclaw i J eleniq G6r~? - to byro w 1946 r. i dymily jesz cze cieple pogorzeliska. A kiedy za p~d.zilem si~ po raz pierwszy m i~dzy g6rnoslqskie w ioski? Tak, to bylo w r. 1953, gdy na niezawodnym, przedwojennym rowerze marki "Lucznik" pedalowalem z dumq trzymajqc r~ce na kierownicy obciqgni~te j karbowanq, gumowq r urq z L.O.P.P.-owskiej m aski przeciwgazowej. Nie zapomn~ jak w Bqkowie pod Kluczborkiem p rzyj~la nas na nocleg miejscowa rodzina, a w wyniku losowania wypadlo, ze dwaj moi wsp6ltow arzysze m ajq si~ polozye w 16Zku dziecinnyn1, ja natomiast znalazlem si~ na skraju mali enskiego loia, nad kt6ryni wisial imponujqcych rozmiar6w oleodruk z Ostatni& Wieczerzq oraz fotografia pana domu w mundurze feldfebla Wehrmachtu. A potem w r przybylem tu na n iezapomnianej "J awie" (potrzqsajqc Marianem na tylnym siedzeniu) jui nie jako turysta, ale jako pan redaktor Katalogu Zabytk6w Sztuki i wies Wichr6w w powiecie oleskim jawi. si~ m ym wspomnieniom jako dlugi ciqg drewnianych, nacz6lkowych przewainie chalup, kt6rych nawet nie pokwapilismy si~ fotografow ae, tylko zanotowawszy numery pomkn~lism y dalej. A teraz, przed dwoma czy trzema laty zn6w dotarlismy do tej wsi (tym razem w najwspanialszym polskim samochodzie : Syrenc~

123 KAMIEril I GLiNA ) i znaleilismy tu zaledwie dwie rozsypujqee si~ 'chatynki, zamieszkale przez starusz6w, kt6rym!l1owy dom nie zdawal si~ JUZ potrzebny. Cala wies byla nowa, nie powiem ze ladna, ale solidna i sehludna. "Przemija postae swiata" Wichrow6w, Bqkow6w, Pilszcz6w i setek innych wsi, z kt6rych jedne sw6j rodow6d wiodq od czas6w, gdy si~ tu plemi~ Opolan rzqdzilo, a inne z czas6w, gdy tu Fryc koloni st6w osadzal. Ten stary Slqsk przemija w gruncie rzeczy tak samo, jak przemijajq stare Kujawy i stare Podlasia. A kiedy zatrzymuj~ si~ VI samym srodku tego przemijania, kiedy skurcz serea notuje kazde, poszczeg61ne odejscie przeszlosei, wiem, ze jest w tym i moje wlasne przemijanie i ze stojqc w tej rzece, nie b~d~ m6g1 juz nigdy pcnownie wejse w jej nurty, kt6re talc cz~sto mnieniajqc koryto niosq ze sobq dzieje mojego narodu. Czy w takim przelotnym zatrzymaniu si~ bylem w stanie wiernie wysluchae tych przeslan, kt6re jak wiqzki promieni - coraz dalszych, coraz bledszych - wysyla ku nam laser historii?. Tadeusz Chrzanowski

124 .2;: REFLEKSJE W ZAW IESZENIU (9) Kazdy wiedzqcy, ktory zna SWq istot~, powraca do swej istoty powracaniem zupelnym. Liber de causis Subiektywizm aksjologiczny nie zawsze polega na kreowaniu wlasnej skali wartosci. Czp,sto u jego podstaw nie lezy nawet wyb6r. Najcz~sciej opiera sip' on na akceptacji tego, co widziane lub domniemywane jako tak czy inaczej najblizsze. Najblizsze w stosunku do samego siebie. Istnieje proces dostosowywania siebie do war tosci - ale istnieje tez proces dostosowywania wartosci do siebie. Ich miarq stajp' si~ wtedy ostatecznie ja. Problem subiektywizmu dotyczyc musi wprost owej aksjologicznej podstawy w yboru, czyli samego ja. A pierwsza sprawa, kt6ra si~ tu pojawia, przybiera ksztalt pytania 0 swiadomosc owej podstawy, scislej, 0 warunki zdania sobie sprawy z mechanizm 6w rzqdzqcych aktami akceptacji, identyfikacji, wyboru. Bo oto okazuje si~, ze swiadomosc autentycznego ja, jako podstawy wyboru, nie dochodzi niekiedy w og6le do glosu - alba bywa najzupelniej bl~dna. Na ag6l przyjmuje si~, ze wyb6r z0stal dokonany w oparciu 0 jakby "neutralne" ja, otwarte na dostrzezony obielctywie system wartosci. Wqtpliwosci zaczynajq s i~ budzic dopiero wtedy, gdy pojawia s i~ pytanie : "dlaczego wybralem talc a tak?", kt6re nie znika, lecz nieustannie wraca niezaspokojone. Wi~c odwolanie si~ do "obiektywnej" hierarchii wartosci nie wystarcza? Pytanie "dlaczego tak?" nie zniknie dop6ty, dop6ki nie zostanie, chocby tylko na pr6b~, odniesione takze do samego ja. Czy jest one naprawd~ neutralne? A jesli nie - czy w pew nej mierze i one nie podpada pod koniecznosc w y b 0 r u? Lecz jak mog~ "wybierac" swoje wlasne ja? Teorie 0 aksjologicznej tabula rasa nie byly chyba nigdy gloszone z pelnym przekonaniem. Wszyscy wielcy moralisci zakladali, ze czlowiek jest z natury dobry lub z natury zly. Lub dobry i zly r6wnoczesnie, jednakze nie: neutralny. Zas dobry - zly znaczy tu takze: zdolny do wlasciwego lub niewlasciwego wyboru okreslonej hierarchii wartosci. Jak wi~c wyglqda dialektyka decydujqcego wyboru? Co go warunkuje? Co go poprzedza? U samego poczqtku znajdujemy akt identyfikacji. Nie jest to ani

125 - REFLEKSJE W ZAWIESZENIU 939 akt swiadomej projekcji, ani swiadomego uzna,nia. Akt wyboru jest takze jeszcze przed nami. W jakich warunkach dosz10 do identyfikacji? Jakie suy do niej doprowadzily? I na czym ana ostatecznie polega? Dotykamy oto jednej z najbardziej mrocznych tajemnic ksztaltowania si~ czlowieka, jako bytu obdarzonego wartosciq. Cechy dziedziczne, wplyw otoczenia, czysty przypadek, pierwsza fascynacja... Kazdy z tych czynnikow odegrae tu moze decydujqcq rol~. A wi~c determinizm? Nie bojmy si~ tego slowa. Determinizm rna swoje uprzywilejowane miejsce w tlumaczeniu aksjologicznej historii kazdego czlowieka. Rzecz w tym, zeby si~ od roznych zdeterminowan uwalniae - do czego k azdy jest, a przynajmniej powinien bye zdolny. Uwolnienie nie musi cznaczae odrzucenia. Chodzi 0 dopuszczenie samej mozliwosci zaprzeczenia, bez ktorej nie rna refleksji, wyboru, akceptacji. Jednym slo Wem: nie rna swiadomej wolnosci. A poki jej nie ma - C02 dziwnego w tym, ze kto pracowity "z natury", uznaje za najwyzszq wactose pra c~, kto wiecznie glodny ~ jedzenie, kto pelen instynktow macierzynskich czy ojcowskich - posiadanie i wychowywanie dzieci, kto wielce ambitny - "bycie kims", znaczenie? Przyklady m oma m nozye, ale trzeba bye ostroi nym w ich doborze. Pierwotna identyfikacja, dokonujqc si~ najcz~sciej w oparciu 0 to, co w naturze danego czlowieka instytnktowne (okreslenie to nie rna tu zresztq zadnego pejoratywnego znaczenia i bliskie jest temu rozumieniu instynktu, k tore znajdujemy u Bergsona), sarna jest czyms instynktownym, "automatycznym" (na tym wlasnie zasadza si~ jej zdeterminowanie!): totez byloby bl~dem odwolywanie si~ do takich przypadkow, w ktorych dziala, w mniejszym lub wi~kszym stopniu, czynnik wyboru. Dlatego pominqlem : dla uczonego - nauka, lub dla actysty sztuka, trudno bowiem przypuscie, by te wartosci nie przeszly u nich kiedys przez prob~ zwqtpienia. ldentyfikacja pierwotna nie dopuszcza do refleksji. Swiadome, krytyczne ja nie dochodzi w niej do glosu. Ca!kowioie uprzedmiotowiona, widzi wylqcznie jednq, jasno zarysowanq drog~ post~powania. Jej slusztnose nie budzi wqtpliwosci. I to nie dlatego, ze decyduje o niej jej wartose, lecz dlatego, ze na wqtpliwose nie ma na niej miejsca. Podmiot, Jctory "wyznacza" jq i ni'! idzie, nie jest zdolny do wqtpienia. Chyba, ze w jakis sposob zostanie wytrqcony z tego pierwotnego stoou: przez nieoczekiwany wstrzqs wewl1~trzny, przez n ie szcz~scie, czy przez konflikt z jakims innyn1 ja, ktore uprzedmioto who si~ inaczej -lub nie uprzedmiotowilo si~ wcale... Wszystkie te sytuacje Sq wokreslony sposob negatywne. lcn negatywnose roznie moze bye wykorzystana. Najwazniejsze jest wszakze to, ze zmuszajqc do postawienia pytania "diaczego tak?" - doprowadza ona rownoczesnie do uswiadomienia sobie przez podmiot - mojo

126 940 SIGMA jn - potrzeby wyboru. W jego wyniku mog~ OCZYWlSCle zaakceptowac ito, z czym dotqd si~ identyfikowalem. Ale swiadomose koniecznosci tej akceptacji oznacza takze uswiadomienie sobie r62micy mi~cizy pozornie "neutralnym" ja, a jego aksjologicznym "wypelnieniem". Jesli wybieram je ponow!i1ie, wybieram je swiad<ymie - jako takie a nie inne samoswiadome ja. Wybieram i akceptuj~ takiego oto jakim jestem - siebie. To ja wybralem i ja 'pono.. z~ odpowiedzialnosc za swoj wybor. Ale d I a c z ego tak wybralem? Jestesmy znow na poczqtku - ale na poczqtku czegos nowego : otwiera si~ bowiem przed nami porzqdek scisle aksjologiczny. Stadium wczesniejsze bylo de facto przed-aksjologiczne: nie moze bye mowy 0 realizacji wartosci tam, gdzie ni-e rna chocby zaczquku wyboru. Tu juz si~ on dokonal. Wybieram wi~c dalej w oparciu 0 samego siebie, scislej: w oparciu 0 to, j a k i jestem. A to dalej znaczy : akceptuj~ swiadomie to, ku czemu pociqgajq mnie moje sklonnosci, co mi si~ podoba, z czym mi lepiej, wygodniej. I z tym teraz swiadomie starani si~ zidentyfikowac. Uznaj~ to za sluszne, niezaleznie od tego, jak widzq to i oceniajq inni. Na tym polega moja indywidualnose, ktorej nie chc~ stracie i ktorej gotow jestem bronie. Mimo przelamania pierwotnej, nieswiadomej identyfikacji, pozostaj~ nadal w ramach zamkni~tego kr~gu, ktorego granice utozsamiajq si~ z aksjologicznym horyzontem mojego ja. To, co jest moje, jest tym sam ym dobre. Odwrotna zaleznose nie zachodzi. Oboj~tne Sq mi dobra u znawane przez innych: zaklada:m przeciez z gory, ze Sq tak samo subie.ktywne, a wi~c tak sarno "dobre", jak moje. Bqdimy jednak sprawiedliwi. Czy w opisanej tu sytuacji nie znajdziemy nic godnego uz,nania? Czy nie dostrzezemy vv niej przejaw u tego, co bywa nazywane wiernosci q s::tmemu sobie? Rzecz w tym, co to znaczy "wiernose" i co to znaczy "sobie". Czy bezkrytyczna wiernose jest w ogole wiernosciq? I czy nie rna znaczenia to, do jakiego podmiotu si~ odnosi? Nie kazda wiernose sobie jest wartosciowa. Inaczej : nie kazdy zasluguje na pozytywl1q ocen~ wskutek tego tylko, ze jest sobie wierny. Pozytywna ocena wiernosci sobie domaga si ~ wi~ c wyjscia poza czysto formalnie traktowane "sobie" i uwzgl~dnieni a jego aksjologicznej jakosci. Dopiero w tedy, gdy ta jakose jest we wlascliwy sposob spelniona, mozemy mowie 0 wartosci tej wiernosci. Jednym slowem, wiernose sobie bylaby wartosciowa wowczas, gdyby odnosila s i~ do podmiotu rzeczywiscie wartosciowego, podmiotu, ktory bylby w stanie zrealizowae w sobie dobor autentycznie donioslych m orainie w ar tosci. Ale nie 0 takim przypadku myslimy rozpatrujqc to, co mam y w tej chwili na uwadze. Rozwazamy w dalszym ciqgu takq sytu acj~, w ktorej dobor wartosci, wybor systemu wartosci, uzalezniony jest calkowicie od podmiotowych, a wi ~ c subiektywnych dyspo

127 REFLEKSJE W ZAWIESZENIU 941 zycji i tylko w oparciu 0 te dyspozycje jest dokonywany. Wiernosc sobie oznacza tu wiernose byze jakiemu sobie. Nie dokonala si~ tu konfrontacja samych owych dyspozyeji z jakqk(\lwiek 0 b i e k t y w n q skal~ wartosei. Dyspozyeje te nie zostaly wi~ c w zaden spos6b ocenione, mimo to one wlasnie maj'l rozstrzygae i rozstrzygaj'l de facto 0 tym, jak'l sk al~ wartosci dany podmiot przyjmuje. Moze si~ oczywiscie zdarzye, ze skala ta preferowae b~dz i e wartosei nie pozosta jqce \V widocznym konflikeie z tymi, k t6re przyjmuje si~ "na og6l", ze b ~dzi e mogla bye uznana - w jakims przynajmniej aspekcie - za autentycznie wartosciow'l, ze nie b ~ dz ie wzbudzala zasadniczych sprzeciw6w, przynajmniej tak dlugo, jak dlugo b~dzie ehodzilc. o sposoby zaehowania si ~, ezy post~powani a dziejqce s i~ zazwyczaj, w codziennym wzajemnym po st~ po 'waniu z 1 udimi. Przyj~ta ' skala wartosci moze si~ dalej okazae plastyczna i nadajqca si~ do dalszyeh ulepszeii. Do bogacenia si~ 0 wartosci dodatkowe, zakladane ezy nie przewidywane na poczqtku, a kt6re musialy zostae niejako dol'lczone, ze wzgl~ du na sy tu aej~, w jak iej znajdow al s i~ sam podmiot, seislej : z uwagi na sytuacyjne problemy, na kt6re musial znaleze trafn'l, czyli - w rozwazanym tu przypadku - po prostu zgodnq ze swoim i aksjologicznymi zalozeniami odpowiedz. Niemniej jednak wydaje s i~, ie w kazdym wypadku "system" tego rodzaju jest ograniczony, a znaezy to tak:~e : odgraniczony od system6w innyeh. J eszcze inaezej: jest to system zamkni~ty, a poniewaz oparty jest na szezeg61nie 1'0 zumianym interesie wlasnym, na wlasnych dyspozyejach, wlasn ych preferenejaeh, na tym, co najblizsze samemu. nie zreflektowanemu w zaden spos6b i nie poddanemu zadnej krytyce j a, pr ~ dzej ezy p6iniej doprowadzic musi do konfliktu z innymi tego samego rodzaju ezy typu systemami. Wi~cej, pr~dzej ezy p6~niej doprowadzie musi takze do konfliktu z autentycznie obiektywnym, niezaleznym - od takich ezy innyeh sytuaeji - systemem wartosei. W szczeg6lnosei z absolutnym system em wartosci, jesli oezy'niseie system taki istnieje. Kazdy system zamkni~ty skazany jest tym samym na utwierdzc. nie si~ w samym sobie. Na pozo3tawanie w wlasnych nakreslonyeh przez samego siebie granieaeh i na ob ron ~ siebie przed jakimikolwiek wplywami z zewn'ltrz. Kaidy kontakt z innym grozi zaehwianiem si~ tego systemu, kazdy wplyw zewn~trzny grozi jego zalamaniem i wewn~trznym, nie tylko zewn ~ trznym, konfliktem. Obrona moze bye oczywiscie ezysto pasywna, ale moze bye tez aktyw'na. P asywna - gdy doprowadza tylko do zerwania kontakt6w z wszelkimi innymi systemami. A znaczy to: zerwania kontakt6w z innymi ludzmi, jako podmiotami tych system6w. Ale moze bye takze aktywna, moze wyladowywac si~ w walee, w krytyee innych, a nawet ich niszczeniu. Wsp6lZycie oparte na zrozumieniu wartosci, autentycznyeh wartosci innych system6w jest wlasciwie wykluezone. Jesli pojawia s i ~ to

128 942 SIGMA leran cja, to raczej jako puste slowo, niz jako rzeczywistose napelniona odpowiedni<\ tresci<\. Nie jest to toleracja CZYllna, tolerancja zrozumienia, tolerancja wspolodczuwania; jest to tolerancja o boj~tnosci, o b oj ~tnose sama. Na innego rodzaju tolerancj~ w przypadku systemow zamkni~tych nie ma miejsca. Czy wi~c jest mozliwe przelam a nie tego typu systemow? Czy jest mozliwe dokonanie wstrzqsu, kt ory by pozv\rolil otworzyc okna i drzwi talciego ukladu, na dostrzezenie innych wartosci, na autentyczne wzbogacenie si~ poprzez skonfrontowanie z nimi? I na zrewidowanie podstaw, w oparciu 0 ktore dany system zostal przyj~ty? Nie mozna wykluczye takiej mozliw osci. J edna z drog, wiodqcych w tym kierunku, polega na tyro, ze negatywnose zawarta w konfliktowej sytuacji, 0 ktorej mowilismy poprzednio nie skieruje si~ przeciwko systemcm innym, i nie zostanie wykorzystana wylqcznie w obronie wlasnego, ale zwroci si~ ku samym podstaw om, w oparciu 0 k tore ten wlasny system zost al przyj~ty i skollstruowany. A wi~ c : ze negacja zwr6ci s i~ w postaci wqtpiqcej refleksji, ku samemu ja. Zostanie poddany pr6bie i zawieszony pr zyj~ty przez to ja system, ale zostanie poddane pr6bie takze sam o ja, kt6re ow system warunkuje. Nast~pstwa takiej rewizji m ogq bye tragiczne. Nie znajdujqc oparcia w sobie, ja zmu szone jest do szuk ania go POZOi sobq. Wali si~ wlasny subiektywny swiat, ale wali si~ takze swiat ze\vn~trzny, widziany do tej pory w kategoriach w asnej subiektywnosci. Gdzie szukac oparcia, gdzie szukae wyjscia z impasu? Mozliwosci jest wiele. Jedna, najbardziej narzucajqca s i ~ i moze najbardziej praktyczna zarazem, idzie w kierunku poszukiw ania pomocy u innych ludzi. J est to po prostu k onfrontowanie tego, co s i~ do tej pory uw azalo za sluszne i w azn e, wi~cej - najwazniejsze, tego, w czym gruntowalo s i ~ dyrektywy wlasnego post~powa nia oraz wic1zialo najwazniejsze dla siebie w artosci - z tym, co p!'zyjmujq rn. ni; jest to po d j ~cie pr oby spojrzenia na siebie oczami innych, przepuszczenia niejako wlasnej subiektywnosci przez ich kategorie ocen. Tak oto zaczyna si~ szczeg6lna dialektyka, dialektyka k onfrontacji, ktora w efekcie moze okazae s i ~ nieslychanie owocna i dokon ac przelomu. To Hegel byl pierwszy, kt6ry odkryl w aznose tego rodzaju dialektyki w postaci tego, co nazwal sytuacjq pana i niewolnika. Niewolnik potrzebny jest panu, ale takie pan potrzebny jest niewolnikowi. Uogolnijmy: drugi czlowiek potrzebny jest mi w takim samym, a m oze i wi~kszym stopniu, jak ja potrzebny jestem jemu. Dopiero w w ymianie spojrzeii, mysli, doswiadczeii, mozemy pr6bow ae c1ochodzenia do czegos, co przekroczy i jego i mnie, co moze s i~ okazae war tosciowsze niili jego i moje. Jest to ten sam problem, ktory rozpatrywany byl kiedys jako zagadnienie potrzeby bycia widzianym. Potrzeba ta tkw i w kazdym czlowieku i, jak si ~ zdaje, jest rownie pierwolina, jak potrzeba ukrycia - zachowania przed

129 REFl EKSJE W ZAWIESZENIU 943 eu dzym wzrokiem tego, co najbardziej intymne. Dialektyczne spr~zenie obu tych potrzeb pozwala wyjse czlowiekowi poza siebie, spojrzee na siebie inaczej, dostrzec rzeczy, kt6rych nie przewidywal ani w sobie, ani poza sob'l, i przelamae tym samym ograniczenia w lasnego subiektywizmu, ograniczenia wlasnego ja. Ale i to jest tylko etap. Nie moze wystarczye. Konfrontacja z opiniami innych ludzi, konfrontacja z przyjmowanymi przez innych systemami wartosci sarna jest zabiegiem tylko relaty'n-nym. Subiektywnose odwoluje s i ~ tu tylko do innej subiektywnosci. Obiektywnose tym samym nie jest jeszcze zagwarantowana. Nie rna zadnej gwarancji, ze inny okaze si~ lepszy niz ja. J ezeli mam w'ltpliwosci co do tego, czy moja skala wartosoi jest sluszna czy nie, nie mog~ ieh nie miee w stosunku do skali przyjmow anej przez kogos innego. Nie rna zadnego powodu, zebym byl mniej krytyezny w stosunku do inllych jak do samego siebie. Uzasadnienia hierarchii w artosci nie znajde;! w oezach kogos innego, dlatego tylko, ze jest on inny. Mu sze;! szukae jej jeszcze gdzie indziej, jeszcze dalej. Moze istnieje jakis obiektywny uklad w ar tosci, do kt6rego w szyscy w jakims sensie d'lz'l i kt6ry w jakis spos6b pragn q w sobie reaiizowac? Filozofowie od dawna m6wiii 0 tego rodzaju systemie, zakladaii jego istnienie, pokazywali nawet, jak w szczeg6lach on wygl'lda. Platon jest pierwszym, kt6ry przychodzi tu na mysl. Jego teoria idei od strony aksjologic.znej zostala wypracowana w spos6b bardzo szczeg6 lowy, a jego pomysly doczekaly sie;! ro zwini~c w dalszym biegu historii fiiozofii. I na dobrq spraw~ dzisiejsza aksjologia obiek tywistyczna jest niczym innym, jak rozwijaniem tych intuicji, k t6re wtedy zostaly zapocz'ltkowane. Rodzi si~ t~skn o ta za tak q skal'l wartosci, kt6ra by mogla zaspokoie wszystkie postulaty, jakie z niq chcemy wiqzac. Postulat absolutnosci, postulat bezwzgle;!dnej obiekty\vnosci. pastula powszechnosci i transcendencji wobec zmiennych sytuacji. R6wnoczesnie zas, postulat jej stosowalnosci do kazdej sytuacji, a wie;!c mozliwosci szczeg6lnego zrelatywizowania do k onkretnych zachow an, poste;!powan, potrze b. Gdzie szukac takiej skali? Poza so bq? Odpadli juz inni. W przek azach pismiennych? l one sprowadzaj'l sie;! W ostatecznosci tylko do ich autor6w. Moze wie;!c wr6cie do zr6dla? Zr6dla t E;!sknoty, kt6ra jest motorem tego poszukiwania? A wie;!c wr6 cie do j a! Czyz nie jest to powr6t do tego samego, 0 czym m6wilismy poprzednio? Mozemy smialo odpowiedziec, ze nie. MiE;!dzy tym, co opisywalismy przedtem, a powrotem do ja w tym znaczeniu, w jakim chcemy je ukazac obecnie, znajduje si ~ dialektyczna sprzecznose, pozwalajqca na wylonienie sie;! czegos zupelnie nowego. E. Husserl, w rozmowie z siostrq J aegerschmidt powiedzial:: "jest najniebezpieczniejszym bl~dem uwazae, ze subiektywne bl~dy najlepiej pokonuje si~ obiektywnq prawdq. Nie, tylko jaskrawym subiektywizmem

130 944 SIGMA mozemy przemoc subiektywizm biorqc go zllpelnie serio i nie pozwalajqc si~ co do tego wprowadzie w blqd". Zdaj ~ sobie spraw~, ze powolywanie si~ na czyjes nie autoryzowane slowa jest nieslychanie ryzykowne. Jednak trese tej wypowiedzi tak bardzo jest zgodna z calosciq mysli Husserla, ze nie popelnimy chyba bl~du sqdzqc, ze mogla bye przez niego tak wlasnie sformulowana. Pytanie dotyczy teraz tego, jak nalezy pojqc ow radykalny subiektywizm, by znaleze w nim wlasciwy punkt oparcia. Otwiera si~ oto zupelnie nowa dr oga p ost~powania, w istocie swej niezwykle podobna do tej, ktorq zakladal sw. Anzelm w swym dow odzie na istnienie Boga... "To, nad co nic wi~ks zeg o nie da si~ pomyslec". W swietle takiej samej dyrektywy r OZ\'lazac teraz mus z~ i badae samego siebie. Praca, zrazu teoretyczna, prowadzie rna do odpowiedzi na jedno pytanie: co we mnie jest najlepsze? W krytycznym namysle eliminuj~ czynniki ograniczajqce, "podejrzane", alba te, k torym, mimo ze so, w swym porzqdku pozytywne i dobre, potrafi ~ przeciwstawie lepsze. Odslania si~ w ten sposob aksjologiczna mozliwosc jakiegos nowego, a przeciez m 0 j e go ja. Jest to ciqgle jeszcze mozliwosc "czysta", nie skonfrontowana z faktycznymi uwarunkowaniami mego zycia, z sytuacjami, w jakich mog~ si~ znaleic i w jakich znajduj~ si~ naprawd ~. Teraz i one muszq zostae uwzg l~ d nione, ujrzane mozliwie wszechstronnie i zanalizowane w swietle uzyskanego "idealu" - i podniesione same do aksjologicznego optimum, jakie w nich da si~ wykryc. To takze jest tylko mozliwosc, majqca z kolei sprawdzae niejako mozliwosci ro±norodnych zachow an s i~ mnie samego. Ale dociekania aksjologiczne podejmowane na zywym m ateriale istniejqcego, myslqcego i chcqcego ja, przeprowadzane w jego w lasnej i z gory dla niego przeznaczonej perspektywie, nie mogc\ pozostawac w abstrakcji, w cal:kowitym oderwaniu od zycia. Zakotwiczone w owym zywym podmiocie i skierowane ku odsal:nianiu wartosci dokonac si~ mogc\ 0 tyle tylko, 0 ile towarzyszy im autentyczne z a an g a Z 0 wan ie, w ktorym teoria splata si~ najscislej z "praktykq", z normami dzialania i postulatam i autentycznegq b u d ow ani a siebie. Szukanie tego, nad co nic lepszego nie da si~ pomyslec, ma wi~c nie tylko teoretycznq wartose. P rzeniesione na teren prak tyki, dotyczy nie tylko samych mozliwosci. Chce te mozliwosci "probowae", przeniese na grunt twardych faktow - i borykac si ~. ze zdeterminowaniami, zawartymi - jako ich realne ograniczenia w nich samych. Ale i tam szukac wyjse, 'nad ktore lepszych nie da s i~ pomyslee... "Czy nie mozna by zrobic slubu czynienia w kazdym zdarzeniu to, co by si~ zdalo lepsze w granicach mozliwosci..." - notowal Br at Albert Chmielowski... Pozostajemy w granicach subiektywizmu. Powracamy do naszego rzeczywistego ja - ktore jest jednak i rzeczy'viste i "inne" zarazem.

131 REFlEKSJE W ZAWIESZENIU 945 Bo nie wracamy w spos6b bezk'rytyczny, wracamy wzbogaceni widokiem calego bogactwa wartosci, kt6re bralismy pod uwag~, gdy rewidowalismy to wszyst~o, co kiedys przyjmowalismy bezkrytycznie, gdy pr6bowalismy dojrzee nieprzekraczalny pulap naszych aksjologicznych mozliwosci. Wracamy jak ci wi~iniowie platonskiej jaskini, kt6rzy - jesli nam wolno kontynuowae 6w mit - wyszli z niej po to, by wr6cie ze swiatlem. I w tym swietle zobaczyc jej autentycznq prawd~ i przymierzyc do niej prawd~ wartosci, kt6re oglqdali w blasku dnia. W takim wlasnie swietle odkrywamy w samych scbie to, co w nas najcenniejsze: odkrywamy aksjologiczne ejdos czlowieczenstwa. Nie znajdziemy go nigdzie poza tyro. Do istoty czlowieczenstwa nalezy, ze jest zwiqzane z indywidualnym, jednostkowym, ulomnym ale zasadniczo zdolnym do przckraczania siebie ja, ze jest wartosciq indywidualnego czlowieka. W oparciu 0 wartose czystego czlowiel2zenstwa, znajdowanego w samym sobie, mozemy budowac wlasciwy system wartosci. Nie rna niebezpieczenstwa poblqdzenia, jezeli ejdos czlowieczenstwa b~dzie nam rzeczywiscie towarzyszyc de konea, i jezeli 'llaprawd~ na nim oprzemy calq naszq skal~ wartosci.. Lecz: co to jest czlowieczenstwo? Nie odpowiemy tu na to pytanie. Ale spr6bujmy przynajmniej zwr6cic Llwag~ na niekt6re zwi::}zane z istotq czlowieka doswiadczenia. Jedno z nich wybija si~, wskutek 8wej dramatycznosci, na plan pierwszy. Jest to doswiadezenie rozdarcia. Szukajqc czlowieczenstwa w sobie, stwierdzamy przede wszystkim, ze jest.ono w nas w takim samym stopniu, w jakim w nas go nie rna. Jestesmy rozdarci na to, co W nas rzeczywiscie jest - i na to, 'co w nas bye powinno. Rozdarci na byt i powinnosc. Rozelarci na zwyklq egzystencj~, przezywanq aktualnie - i projekcj~ zakotwiczonq wprawdzie w tej egzystencji, ale przokraczajqcq jq. Ale tu zn6w grozi niebezpieczenstwo. Moje "powinienem" musi bye oparte 0 to, co istotnie we mnie najgl~bsze, nie na czymkolwiek iflnym, co nader cz~sto wielkim glosem domaga si~ uwzgl~dnienia. Czy funkcje, kt6re spelniam i stanowiska, j<lkie piastuj~ nie wyznaczajq mi swoich' "wzorc6w idealnych", z kt6rymi powinienem si~ uto:zsamic? CzyZ nie domaga si~ tego.postulat doskonalenia mego za Vlodu i realizowania zyciowych "powolan"? A przeciez nie 0 to, a w kazdym razie nie tylko 0 to tu chodzi. Falszywosc aktualizowanej w ten spos6b sytuacji polegahby no. podw6jnej identyfikacji: mego ja Z okreslonq funkcjq (scislej : autentycznego ja z ja-podmiotem tej i tylko tej funkcji) oraz identyfikacji uksztaltowanego przez t~ funkcj~ ja - z jej "wzorcem i d~a lnym". Efekty, spolecznie rzecz biorqc, mogq bye interesujqce, ba, nader pozytywne: oto nauczyciel realizujqcy w sobie w y I q c z n i e (to trzeba zaakcentowac) ideal nauczy 9 - ZNAK

132 946 SIGMA ciela, inzynier - inzyniera, lekarz - lekarza, ksiqdz - ksi~dza. Czegoz chciee wi~cej? A jednak: im w~zsz a specjalizacja, tym za108 niejszy efekt identyfikacji. Czlowiek, skurczony do bycla-podmiotem funkcji, przestaje bye podmiotem bycia-czlowiekiem i wartosci czlowieczenstwa. Przestaje bye jako czlowiek sob q - i osobq ludzkq, Nie b~dziemy w stanie przedrzec sip, j odwolac do niej: na przeszkodzie stanie twarda, spetryfikowana maska funkcji, czyli spelnianej '\vlasnie roli, kt6ra zdolala wessae w siebie i przetopic na sw6j wz6r wszystkie ludzkie tresci. Naprawd~ chodzi 0 cos zupelnie innego. Ksi ~ ga Rodzaju m6wi, Z2 B6g stworzyl czlowieka n2. sw6j obraz i podobienstwo, Ludwik Feuerbach odwr6cil to twierdzenie: to czlowiek stworzyl Boga, stworzyl go jednak w oparciu 0 to, co w samym sobie ul'jnal za najlepsze. "Z tego, jakim jest jego B6g, poznasz czlowieka i, przeciwnie, z tego, jakim jest czlowiek, dowiadujesz si e" jakim jest jego Bog" - czytamy w 0 istocie chtzescijaiistwa. Z obu tych sprzecznych ujp,c wydobyc mozna jednq dyrektjvite, aksjologicznq: zadaniem czlowieka jest odn,alezienie w sobie obrazu tych w artosci, kt6re absolutyzujq sip, dian w idei Boga. Wyznacz'l ona ludzkq powinnosc, niezaleznie od uznania bytu jej transcendentnego desygnatu. Przyblizanie urzeczywistniania tej powinnosci, ai do granic ludzkich moiliwosei. jest wszystkim, co m ozemy uezynie w perspektywie aksjologicznego staw ania si p, ezlowiekiem. Idealnym kresem jest identyfikacja naszego bytu z OWq najwyiszq, a zarazem najblizszq nam i dajqcq si~ odnalezc tylko w nas wartosciq. Wlasnie: odnaleze. Bo znajdujemy jq, jak' cos, co jest nam dane i w pewien spos6b do nas przychodzi, jalcby niezaleinie od nas choe do nas samych bezwzgle,dnie nalezy. DcSwiadczamy jej w radosci niespodziewanego odkrycia i zdziwi enia: ze w og6le jest. Zdziwienia nie mniej zaskakujqcego, choeemocjonalnie zupelnie innego, jak to, kt6re jawi sie, w nas w wyniku ujawnienia si~ drzemiqcych w nas, poklad6w zla: podlosci, niewiernosci, msciwosci, okrucienstwa. Tymi obciqzamy siebie - tamte przyjmujemy jak dar. Z tymi borykamy si~ nieustannie, doswiadezamy ieh zaborczej, nieok ielzanej aktywnosd, niezdolni zapomniee 0 nieh i stracie ich z oezu, w obawie, ie zaatakujq nas w najbardziej nieodpowiedniej ehwili - tamte czekajq w cierpliwym pogotowiu nie tylko na swe odkrycie, ale przede wszystkim na to, by stae si~ w konkretnej realizacji. Tym wystarezy bezruch, lenistwo, zaniechanie - tamte trzeba zdobywae i urzeezywistniae w nieustannym trudzie. Jest w nas szczeg61ne, apodyktyezne a prioti, kt6re kaze dqzyc do iego, co najlepsze i na tym, co d{)strzeione jako najlepsze - budowac. I jest drugie, najseislej sp rzc:gn i ~ te z doswiadczeniem, a wi~ c syn

133 REFlEKSJE W ZAWIESZENIU 947 tf:tyczne a priori, kt6re apodyktycznie stwierdza, ze wypelnienie tego postulatll nigdy nie b~dzie moiliwe... Ina tym polega bodaj g16wna i najgl~bsza r6znica mi~dzy sytuacjami opisywanymi poprzednio, a tq, W kt6rej znajdujemy si~ obecnie. Nie dochodzi tu juz do identyfikacii ja z byle-ja7w, skalq wartosci, ale tez nie urzeczywistnia..s i~ jeszcze zespolenie z wartosciami, widzianymi jako najwlasciwsze i najbardziej wzniosle. Nie rna utozsamienia, do kt6rego p o w inn 0 dojsc: utozsamienia mi~dzy jestem a powinienem, mi~dzy jestem, a chcialbym byc. Sq to dwa zupelnic r6zne porzqdki, tak r6ine, ze okreslac.by je mozne>. w kategoriach bytu i niebytu, zespalajqcych si~ w jednym podmiocie. Odkryl Hegel w swej Nauce Logiki, ze kiedy byt jest tym samym. co nic, a nic tym samym, co byt, dochodzi do tego, co si~ nazywa sta1aaniem. I odkryl Bergson, ze przeciwienstwem etyki zamkni~tej, a raczej dllszy zamkni~tej, jest dusza otwarta, a przeciwienstwem lego, co statyczne, to, co dynamiczne. Dynamiczne utozsamia si~ ze stajqcym si~. Rozdzial mi~dzy jest ::l powinno bye, jestem a powinlenem, mi~dzy bytem a powinnosciq, umoziiwia stawanie si~ czlowieka. Bez tego bylaby tylko statyczna identyfikacja, niezdolna do wyjscia z siebie i poza siebie, niezc10lna do przelamania siebie. Stajqc si~, jestem z koniecznoscl otwarty. Nie ma ukladll zamkni~tego, kt6ry by si~ stawal w spos6b autentyczny. Stajqc si~ i b~dqc otwartym, jestem otwarty l1a r6znorodne wartosci, kt6re jestem w stanie asymilowac, a w kazdym razie dostrzegac. Stajqc si~ i b~dqc otwartym, jestem otwarty tal<ze na stawanie si ~ innych, co umozliwia mi nie oboj~tnq tolerancj~, ale wsp61przezywanie, wsp610dczllwanie z nimi ich stawania si~. Umozliwia mi dostrzeganie wraz z nimi ich system6w warlosci, zachwycanie si~ nimi, rozpoznawanie ich walor6w nowet wtedy, gdy z takich czy innych wzgl~d6w sam ich nie podzielam. Pozwala mi na wsp61przezywanie ich wysilku, ich przehmywania siebie, ich pokonywania takiego samego rozdarcia, jakie znajduj~ w sobie. Wsp61 odczuwajqc z inny'mi, jestem zdolny do tolerancji jakosciowo innego rodzaju niz tolerancja oboj~tnosci, 0 kt6rej byla mowa poprzednio. W aspekcie tej sytuacji, wjakiej si~ teraz znajduj~, na jej dalekim horyzoncie odnajduj~ cos, do czego realizacji nie jestem calkiem zdolny, ale co nie tylko jawi si~ jako mozliwosc, lecz trwa przede mnq jako wezwanie. R6wnoczesnie wychodz~ ku innym nie jako bierny obserwator, i nawet nie jak ktos, kto wylqcznie wsp61przezywa i wsp6lczuje z nimi. Wychodz~ ku innym jako czlowiek zdolny do zapomnienia 0 sobie. Wychodz~ w postawie, ktorq trzeba okreslic jako postaw~ sluzby. Posiada ona swojq wlasnq dialektyk~, ale warunkowana jest dialektykq rozwoju ja w obliczu wartos'ci - rozwoju b~dqcego najgl~bszq powinnosciq czlowieka. N ajdziwniejsze jest wszakze to, ze tej najgl~bszej powinnosci nic

134 948 SIGMA da si~ zinterpretowae w kategoriach potrzeb, ani do nich sprow adt,;ic. Tak naprawd~ potrzebny jest tylko inzynier, nauczydel, lekarz... "Jak wielkq rzeczq jest czlowiek, gdy jest napr awd~ czlowiekiem". Ale : czy bye naprawd~ czlowiekiem wiqze si~ z jakqs potrzebq? Przeciwnie: nic, co naprawd~ wielkie, nigdy nie bylo wynikiem potrzeby. W tym sensie wartose absolutna - i wszystkie zwiqzane z niq konsekwencje - wcale nie jest potrzebna... Ahc;olut przekracza potrzebg. Jest koniecznosciq. Sigma

135 ZDARZENIA KSIJ\ZKI LUDZIE..TRZECIA SltA" W PSVCHOLOGII Przyjrnuje si~ na ogol powszechnie, ze w psychologii wspolczenej panujq dwa podstawowe nurty. Sq to rnianowicie - nurt psychoanalityczny i behawiofystyczny. Rozniq si~ one bardzo znacznie pod wielorna wzgl~dami, ale glownie ze wzgl~du na przedrniot swoich zainteresowan, charakter swoich zalozen rnetodologicznych, oraz rnetody weryfikacji swoich hipotez. W ostatnich kilkunastu latach uforrnowala si~ w Stanach Zjednoczonych grupa psychologow, ktorzy majq arnbicj~ stworzyc nowy kierunek, ktorego celem byloby przezwyci~zy c krancowosci uj~c, oraz braki zarowno nurtu psychoanalitycznego jak i behawiorystycznego. Kierunek ten nazwany 'przez sarnych jego tworc6w "Trzeciq Silq", okreslany bywa r6wniez jako tzw. psychologia humanistyczna. W ostatnich latachprzybral nawet charakter swoistego ruchu obejrnujqcego swoim zasi~iem nie tylko psycholog6w, ale rowniez socjologow, pedagogow i dziala~zy-spolecznikow. Wsrod pibnier6w tego kierunku nalezy wymienic takie nazwiska jak: A. Maslow, C. Moustakas, K. Goldstein, R. May, N. Hakayawa, H. Otto, S. Jourard i innl! W 1960-tym roku powstalo Amerykanskie Towarzystwo Psychologii Humanistycznej (American Association for Humanistic Psy choi0gy); a od 1961 r. wychodzi osobne czasopismo naukowe - Journal of Humanistic Psychology. CZY REWOLUCJA' Trudno obecnie rozstrzygnqc na ile psychologia humanistyczna wplynie na bieg rozwoju psychologii wsp61czesnej ; czy b~dzie tylko jednym przyczynltiern wi~cej, cz~' tez spowoduje jakis gl~bszy przewrot w obecnyrn status quo psychologii. W wydanej w 1968 r. ksiqzce Disclosing man to himself (Czlowiek odkrywa siebie), S. Jourard m6wi wr~cz 0 humanistycznej rewolucji w psychologii. Podobnie, jeden z gl6wnych tw6rcow Trzeciej I Wintrop H., A humanisti c PS!lcrlO!ogy is born, H um anist, 2 (1964), S ; Bugental J., Humanistic Psychologl:, New York 1965.

136 950 ZDARZENIA - KSI,I\ZKI - LUDZIE SHy -.A. Maslow pisze: "Musz~ wyznac, ze mysl~ 0 tej humanistycznej tendencji w psychologii jako 0 rewolucji w dawnym tego slowa znaczeniu, tzn. 0 takiej rewolucji jakq wywolaly poglqdy Ga1ileusza, Darwina, Einsteina, Freuda, Marksa i innych"2. I chociaz psychologowie orientacji mumanistycznej nie zdolali jeszcze dopracowac sie: solidnej podbudowy meiodologicznej i stworzyc jakiejs jednolitej syntezy teoretyeznej swyeh poglqd6w, to niewqtpliwie przynajmniej niekt6re ieh twierdzenia juz dzisiaj znajdujq sobie prawo obywatels!wa w psyehologii. Na powstanie psychologii humanis!ycznej zlozylo si~ kilka powod6w. Pierwszym z nich to fiasko neopozytywistyeznego modelu nauki, kt6rego rygory metodologiczne, przynajmniej w odniesieniu do psychologii okazaly si~ zbyt ciasne i niewykonalne. Dalsze - to mysl egzystencjalna, g16wnip. z twierdzeniem 0 dynamice procesu "stawania si~ " ; oraz metoda fenomeno)ogiczna, kt6ra pozwolila docenic wurtose bezposreclniego doswiadczenia jako zr6dla wiedzy naukowej. W koncu - praktyka psychoterapeutyczna, kt6ra doprowadzila do przekonania 0 tkwiqcych w osobowosci czlowieka pozytywnych tendencjarh rozwojowych'. NOWY MOD EL NAU KI? Aktualnie zwolennicy psychologii humanistycznej Sq na etapie luytyki psyehologii behawiorystyczriej i psychoanalitycznej. Tej pierwszej zarzucajq oparcie si~ na ciasnej metodologii neopozytywistycznega modelu nauki. Uwazajq, ze chociaz nie mozna tego moclelu calkowicie odrzucie, to jednak nalezy go koniecznie poszerzyc. Powolujq si~ CZE:sto na zdanie H, Murray'a, kt6ry pisal: "Nauki majq do wyboru dwie alternatywy: albo badae tylko wydnkowe, malo wazn ' problemy ludzkie p rzy pomoey J:ygorystycznych metod i technik, albo lez rezygnujqc w pewnych wypadkach z tych rygor6w, przy pomocy mniej scislych, ale za to bardziej do problemu adekwatnych metod badac istotne dla ezlowieka wymiary jego egzystencji" 3. Psyehologia behawiorystyczna wybrala pierwszq alternatyw ~, a tym samym, w imi~ naukowej seislosei igno!'owala szereg spra,v, kt6re stonowiq istotnq tresc zyeia ludzkiego (np. milosc, samoswiadomosc, sumienie,- poczucie winy, problem wartosci przezywanyeh, woln05c, tw6rczosc osobowosciowa Lt.p.) Skoro bowiem za naultowe, zgodnie z rygorami neopozywistycznego modelu nauki, uznane zostalo tyllw to, co daje si~ calkowicie przelozyc na j~zy lt definicji operacyjnych i posiada sens empiryezny mierzony przy pomocy seisle okreslonych wskaznik6w, to wymienione powyzej problemy ludzkie znalazly si~ poza granicami nauki., Maslow A., Toward a psychology Of being, New York 1968 '., cyt. za Bonner H., On being mindful of man, Boston 1965, s. ~

137 -ZOARZENIA - KSIAlKI - LUOZIE 951 W zwiqzku z tym psychologowie humanistyczni zarzucajq dotychczasowej psychologii kult ilosciowych metod pomiaru. Twierdzq, i.e doprowadzone do perfekcji metody statystyczne w gruncie rzeczy nie daly spodziewanych rezultat6w. Moi.na bowiem podac cale szeregi cyfr, tablic z korelacjami, ale co z uchwycenia tych niejednokrotnie bardzo powierzchownych zaleznosci wynika? Czyz nie przypomina to sytuacji, kiedy przy pomocy wagi kolejowej pr6buje si~ weryfikowac hipotezy na temat cie;zaru atomowego w~gla? Psychologc;wie humanistyczni poswi~cili sporo uwagi na wykazanie niewystarczalnosci ilosciowych metod pomiaru, i w zwiqzku z tym przy calym szacunku dla tych metod trzeba docenic najbardziej subiektywnie przezywane "doswiadczenie ludzkie".4 C. Rogers wraz ze swoimi uczniami' udowodnil, i.e to bezposrednie, subiektywnie przezywane "doswiadczenie" ludzkie mo:i:~ stanowic r6wnie dobry przedmiot naukowej ami Iizy psychologicznej, co i ze wn ~ trzni e obserwowane zachowania jednostk i. GtOWNE TWIERDZENIE ZWO LENNIKOW TRZECIEJ SllV 1. PRZEDMIOT PSVCHOLOGII Psychologia powi nna si ~ przcelc wszystkim zajqc badaniern czynnik6w oel kt6rych zalei.y pelny i najbardziej pozytywny rozw6j osobowosci czlowieka. "D0tychczas - jak pisal Maslow - psychologia zajmowa1a si~,:wi erz~tami i neurotykami; a tc jeszcze ani po1owa psychologii". Psychoanalitycy zdradzali sklonnosc do patologizowania wszystkiego, natomiast psychologia behawioryslyczna zaclowalala si~ oclpowiedziq na pytanie - jak czlowiek reaguje. Psychologowie humanistyczni stawiajq sobie pytanie - jaki jest normalny, zclrowy czlowiek, jakie Sq jego mozliwosci rozwojowe, jakie warunki winny bye spelnione, aby te mozli WGsci znalazly swojq r ea lizacj~ w rozwoju. Czlowiek nie tylko reaguje na bodice, on jest zdolny przekroczye determinanty biologiczne i spo!c("zne (tzw. transcendent behavior 8) i tw6rczo kierowac swoim rozwojem. Modelowi "czlowieka-robota", reagujqcego na bodice, trzeba przeciwsta \Vic model "czlowieka-pilota", kt6ry w spos6b aktywny, tworczy ustosunkowuje si~ do rzeczywistosci. JOllrard S., Disclosing man to /limself, Princeton 1968, S 'Rogers C., Psyc/lotherapi e et relati ons humai nes, vol. I i II, LOllvain 1966.; Pages M., Uorientati on non-directive en psychothe1ap!e et en psycho!ogie social.e, Paris' Jourard S., A psychology oj transcen dent behavior, w: Otto H. (ed) Explorations i n human potenti alities, N ew York 1960; G. Privette, T r ansc endent Fun c tio ni ng: the fun use of potentialities, w: Otto H. i J. Mann, Ways of growth: approaches to expandi ng awareness, New Yorl' 1968, s

138 952 ZDARZENIA - KSIA2KI - LUDZIE Maslow wprowadzil rozrozmenie motywacji wynikajl:!cej "z braku" i motywacji wynikajl:!cej "z potrzeby l'ozwoju" (deficiency motivation i growth motivation). Psychologia powinna zajl:!c si~ badaniem tych czynnik6w od kt6rych uzalezniona jest motywacja drugiego rodzaju, mianowicie motywacja rozwoju. 2. SUBIEKTVWNV PUNKT ODNIESIENIA "Poznac i zrozumiec drugiego czlowieka nie mozna wtedy, gdy mysli siel o nim, lub za niego, ale tylko wtedy gdy mysli siel z nim i przez niego" (C. Rogers) Zdaniem psycholog6w humanistycznych peine poznanie psychiki drugiego czlowieka mozna osiqgnqc tylko poprzez tzw. obraz siebie dane.i osoby (self concept). Obraz siebie: "zesp61 pojel':, ocen i sqd6w zorganizowanych wok61,ju',mnie', czyli kr6cej - myslowe oceny siebie. Obraz siebie stanowi strukture~ calkowicie nabytq. Rozwija siel od dziecinstwa, g16wnie przez introjekcjel ocen innycj1 ludzi \V kontaktach interpersonalnych. Chodzi tu g16wnie 0 oceny tzw. os6b znaczqcych, tzn. taldch, na kt6rych ocenie danej jednostre zalezy. Drugim ir6dlem obrazu siebie obok ocen innych jest wlasna refleksja oceniajqca, powstala na podlozu negatywnych lub pozytywnych doswiadczel1 zyciowych jednostki. W ten spos6b tworzy si~ podw6jna struktura obrazu siebie - obraz siebie realny (taki festem), oraz obraz siebie idealny (takim chciaibym bye). W rozwoju osobowosci, w percepcji bodic6w i reagowaniu na nie obraz siebie odgrywa istotnq rolel. Wszelkie bowiem oddzialywujqce na jednostkel bodice wplywajq na nil:! poprzcz jej obraz siebie, i to obraz siehie taki, jald jednostka rna w danej ch\vili (obraz siebie akt.ualny). Obraz siebie jest jakby pryzmatem, kt6ry faktom obiektywnym lladaje w indywidualnym swiecie jednostki jedyny i niepowtarzalny ksztalt. Jest jakby filtrem, ktary selekcjonuje bodice i nadaje im subiektywne znaczenie. Stqd zrozumiee drugiego czlowieka mo:i:na tylko poprzez ten pryzmat obrazu siebie, z wewneltrznego punktu odniesienia. 3. NASTAWIENIE PRZVSZlOSCIOWE I CELOWE Istnienie ludzkie rozgrywa si~ w trzech wymiarach czasowych - terainicjszosc, przeszloec i przyszlosc. Psychologia g l~bi kladla szczeg6lny nacisk na drugi wymiar - przeszlosc. W zwiqzku z tym - jak m6wil Z. Freud - "dziecko jest oj cern czlowieka doroslego", waznosc okresu wczesnego dziecinstwa dla formowania siel osobowosci czlowieka doroslego. Psychologia egzystencjalna natomiast najwielkszq wagel przypisuje terainiejszosci - przezywaniu swojcgo istnienia w konkretnej sytuacji, "tu" i "teraz":

139 ZDARZENIA - KSIJ\2Ki - LUDZIE 953 Psychologowie humanistyczni natomiast zwr6cili uwag~ na znaczenie w rozwoju i funkcjonowaniu osobowosci wymiaru przyszlosci, ujmujl\c w tym wymiarze zar6wno wartosci, kt6re jednostka realizuje, jak ret cele, kt6re pragnie osiqgnqc. Czlowiek jest, uzywajqc terminologii Ch. Buhler - "nastawiony na przyszlosc" (future-oriented) i na realizacj~ celow, kt6re stanowiq wartosc ukierunkowujqcq (goal-directed). Cele te nie mogq bye sztywne, ani tez zbytnio wyidealizowane, ale realne do osiqgni~cia oraz w spos6b mozliwie adekwatny powiqzane z terainiejszosci't, tzn. " z "tu" i "teraz" jednostki w konkretnej sytuacji. Cele bowiem postawione w sposob sztywny, albo zbytnio wyidealizowane i przez to nierealne nie tylko, ze nie rozwijajq osobowosci, ale mogq prowadzic do niepoi~danych wypaczen. 4. DYNAM ICZNA KONCEPCJA ROZWOJU Wspomniany jui: C. Rogers zatytulowal swojq podstawowq k si q zk~ wiele mowiqcym zw rotem -,,0 stawaniu SlE: osobq" (On becoming a person). Psychologowie humanistyczni przyjmujq dynamicznq ko ncepcj~ rozwoju czlowieka, zgodnie z kt6rq czlowiek nie "jest" ale "sta je si~". Punktem wyjscia, jakby bazq tego procesu "stawania si~" jest wrodzony dynamizm rozwojowy, tzw. tendencja do samoaktualizacji. Obejmuje ona dwa poziomy - poziom biologiczny (actualizing tendency), oraz poziom psycho!ogiczny (self actualizing tendency). W trakcie rozwoju po linii tendencji do samoaktualizacji jednostka aldualizuje siebie i urzeczywistnia swoje potencjalne mozlhvosci. Punk tem docelowym tego procesu samoaktualizacji jest osoba w pelni dojrzala, w pelni!unkcjonujqca. C. Rogers i A. Maslow na podstawie w lasnych badait szcze li(6lowo okreslili cechy os6b aktualizujqcych siebie. 7 Udalo si~ nawet w oparciu 0 twierdzenia psycholo"ii humanistyczn ej stworzyc specjalnq metod~ badania poziomu samoaktualizacji (Personal Orientation Inventory, E. L. Shostroma). Nie pora jeszcze by mozna byto dokonac oceny psychologii humanistycznej. Wiele z jej twierdzeit stanie si~ jednak niewqtpliwie t rw alym i wartosciowym ubogaceniem stanu w sp61czesnej psychologii. Wydaje si~ nadto, ze przez sw6j wielki optymizm i zaufanie do mozliwosci rozwojowych czlowieka moze startowic dobrq podstaw~ dia szeroko rozumianej psychoterapii, i moze w zwiqzku z tym oddac niemale uslu gi w pelniejszym zrozumieniu mechanizm6w psychicznych zachodzqcych w kontaktach mi~dzyosobcwych. Ks. W/adyslaw Szewczyk 7 Rogers C., On becoming a pe-rson, Boston 1961 ; Maslow A., M oti v a ti on a n d personality, New York 1970 '.

140 ANTVPROWINCJAl KI LIST OSMV PISANV 00 MIESZKANCA PROWINCJI DO PRZVJACIELA MAl 1973 R. Historia wr<icz n iesamowita! Udalo mi Si<i u chwycie i zakodow ae jeden caly wyklad na uniwersytecie owad6w, 0 istnieniu ktorego donioslem Ci poprzednio. Byla to cudowna chw ila! Tylko prawdziwe odkrycia dostarczajq czlowiekowi prawdziwej radosci. J ak si~ to staio? Calkiem po prostu. Podlqczylem m6j t ranzystor od strony anteny do ga!~ zi brzozy placzqcej, czekajqc, co z tego b~dzie. Po kr~ci tem galkq i oto w miejscu, w kt6rym zazwyczaj cos szumi tylko i szumi uslyszalem glosy. Obejrzalem si<i uw aznie. U stop pnia brzozowego odbywal si~ uniwersytecki wyklad. Poznalem : sam prof. doc. dr. hab. Omomilek Brzeznoplamek. Nad nim tablica i wypisany wyra:lnie tytul calego cyklu: "Wielki Sp6r 0 Psychik~ ". Usiadlem w poblizu cichutko i zaczqlem moje obserwacje. Profesor kolysal s i~ na lodydze szczawiu a wok61 niego nadstawialy uszy mlode owady. Wsr6d nich poznalem swiezo wyl~gni~te Komary, Motyle, Cmy, jakies Modliszki, Tarczyki, Rynnice Topolowe i Korow6dki. Byl tam talcie jeden Obnazacz i jedna Sluzowica Ciemna jako asystentka. Poczqtkowo wydawalo si<i, ze w szystko dzieje si~ jak na naszych uczelniach. Ale bylo to zludzenie. Doprawdy, to cos zupelnie innego. I gdyby Ci kiedys przypadkiem udalo si~ natrc>.fie na owadzi uniwersytet, pami~ta j 0 jednym: musisz pozbye si ~ swoich wspomnie l1. i w szelkich ludzkich wyobrazen. Bo to jest zupelnie inny swiat. Juz same wymagania profesorom stawiane Sq inne. Profesor musi tam bye pod kazdym wzgl~dem post~powy, wyjqwszy pod wzgl~dem nauk owym. I taki wlasnie byl m6j odkryty Omomilek Brzeznoplamek. Jego wyklad dotyczyl kwestii bardziej konkretnej: czy owady posiadajq dusz~? Sprawa wciqz interesuje szerokie kr~gi owadziego swiata. Czy wszystkie owady majq dusz~? Czy dusza kaidego owada jest jednakowo subtelna? Spos6b prowadzenia wykladu byl calkiem niepodobny do naszego. Lqczyl si~ bowiem z intensywnymi ewiczeniami. Profesor wypowiadal SWq mysl a owady mysl t~ cwiczyly. Dawalo to mozliwosc natychmiastowego sprawdzenia, czy mysl przeksztalca rzeczywistose.

141 ANTYPROWINCJAlKI - LIST OSMY 955 o He moglem s i ~ zorientowae, to przeksztalcalct W kazdym razie cz~s c i owo. Cwiczono wlasciwie tylko jedno zdanie wykladu. Oto ono: "Filozofia idealistyczna odrywajqca owada od rzeczywistosci, od swiata zewn~ t rzneg o, rodzila psychologi~ zamurowujqcq go w e wn~trzu wlasnej swiadomosci, a tym samym skazujqcq na niekoii.czqcq si~ a naliz~ introspekcyjnq tego wn~trza, od kt6rego dojscia do swiata zewn~trznego rzeczywiscie nie byto". Tak m owil Pan Profesor. Owady najpierw powtorzyly. Nie razem, lecz gatunkami, r odzajami, rz~dami. Na samym k0l1cu powtorzyly wielkq mysl P asikoniki, bo te mialy najkrotszq pami~ e i wpierw musialy kilka razy slyszee, zeby raz cos powtorzye. Potem rozpocz~ly si~ ewiczenia. "RodzHa psy cho log i~ zamurowujqcq go..." Czynnosci zamurowania ukazilly Korniki Drukarze. Biyskawicznie w szystkie weszly pod ko r~ brzozy, skqd wolaly: "jest dusza, nie rna swiata z ewn~trznego", "jest dusza, nie rna swiata zewn~ trz nego". Korniki ukazywaly jawnie t ~pot~ teorii, bo kazdy widzial cos przeciw nego. Stqd reszta owadow wysun ~!a chorem wniosek : "Jest swiat zewn~trzny, wi~c nie rna du szy". Wniosek powtorzono kilka razy. Naliczylem, ze siedem. Siedem razy tez Korniki Drukarze w lazily i w ylazily spod kory brzozy, przekonujqc s i ~ 0 swym bl~dzie. Potem ewiczono cz~se n a st~pnq zdania: "skazanie na nieskoii.czonq analizq introspekcyjnq". P unkt ci~zkos ci ewiczenia polozono na intl'ospekcji. Ow ady introspekowaly. Ach, co za w idok! Nie rna nie bardziej wzruszajqcego. jak introspekcja, zwlaszcza nieskoii.czona. Chodzilo 0 t o, by jq obrzydzie, wi~c m usiala bye nieskoii.czona. Nagle stalo siq male horrendum. Zadania introspekcji p o dj ~la si~ takze samica Modliszka. Wiesz, kim jest to stworzonko? Czyfaj : "Jest rzeczq powszechnie znanq, ze samica zaraz po k opulacji zjada swego partnera" 1 - pisze znawca jej obyczajow (zyje jeszcze). I to w lasnie si~ dokonalo. Sarniec, krotko rnowiqc, zostal w rarnach introspekcji dokladnie zjedzony. Na ten widok natychrniast w szystkie samce z a k a z a I y swyrn samicom introspekcji. Co mialo oczywiscie skutek w r~ c z przeciwny do zamierzonego przez profesora. Bo oto samice zacz ~!y miee wqtpliwosci. A moze jednak... A m oze My sam ice mamy du s z ~... Ale profesor 0 tym zdawal s i~ nie wiedziee. Nakazal ewiczye protest przeciw introspekcji. Kazdy musial pokazae, ze rna jej dose i chce do swiata zewn~trznego. Owady stan~ ly w polkolu. W srodku kolysal s i~ na swym szczawiu Profesor. Baczyl uwaznie. A protest narastal. Tak tak, to bylo widae. Wszyscy si~ rwali do prawdziwego 1 V. J. Sta n~k, Wie!ki atlas owad6w, W a rszawa 1972, S. 72.

142 956 ANTYPROWINCJAlKI - LIST OSMY zewn~trznego swiata. Korniki wychodzily z brzozy. Chrzqszcz plywak nie chcial juz do wody. Zato Pasikonik a..z piszczal za kqpie1q. I oto stalo si~. "Mur psycho1ogii zamurowujqcej" ~kl Pierwsze odkryly to Cmy i pofrun~ly w stron~ pobliskiego ogniska. Potem Korniki, Pasikoniki, Rynnice Topo1owe. Biedna SluZQwica Ciemna ("kosmo.p<>lityczny szkodnik wisni" - pisze 0 niej nauka) 2 wpadla w dzi6b szpaka. W ok6l Pana Profesora pozostala tylko nieliczna grupa mniej gorliwych, w kt6rych p~taly si~ jeszcze jakies resztki introspekcji. Wsr6d nich rej wodzila samica Modliszka. Kochany! To, co zobaczy1em, bylo mimo wszystko straszne. Samica Modliszka przyblizyla si~ do Profesora i swymi eudownymi oezyrna spojrzala w jego oezy tak jakos ezarujqco i zarazem uleg1e, jak u1eg1e i czarujqco moze spoglqdac ty1ko rzeczywisty swiat zewn~trzny. I Profesor Omomilek Brzeznoplamek stanql na wysokosci zadania... Czas jakis slyszal jeszcze nad swym uchem subtelny glosik, ktory powtarzal: "Sam tego cheiales, kochanie... ", poczem ogarn~la go wie1 k a cisza. No co2:... Trzeba 0 tym powiedziee: samiea Modliszka wierzy gl~bok o, ze rna dusz~. W dodatku jest przekonana, ze jej dusza jest pi~kna, subtelna i na praw d~ czysta. Po wykladzie i po tym, co s i ~ stala, zjawil si~ na szezawiu sam Rektor. Byl bardzo zaklopotany. Zapowiedzial kontynu a cj~ tematu i kontynuacj~ podstawowego rozstr zygni~e ia teoretycznego przez nas~pneg o profesora. Gdy chwi1q ciszy uezezono pami~e Prof. doc. dra hab. Omomilka Brzeznop1amka, 2'los rektora 1ekko zadrzal w podzi~ee. A rektor nie byl byle kim, byl to bardzo twardy chrzqszcz, sam ime Rohatyniec Jawajski. P omysla1em sobie, ze nie jest latwo bye rektorem na owadzim uniwersytecie. Nie rna on wprawdzie klopot6w z nowymi teoriami, ale ile strapien przysparza mu wychowanie, jakie studenci a zwlaszcza studentki vvynosz'l ze swych dom6w! Sciskarn Ci~ serdecznie Twoj Molinista Op. cit., s. 149.

143 ledena s ta wieczorem Z MODLITEWNIKA EKU MEN ICZ NEGO,...Frzyszlismy tutaj uwarunkowani przez sytuacj ~, w k torych zyjemy - sytuacje, mi~dzy ktorymi istniejq az nazbyt ostre kontrasty, przyszlismy obciqzeni pospolitymi uprzedzeniami, przesadnie pewni slusznosci naszych wlasnych poglqdow, iywiqc nadmierne nadzieje, zm~czer.i spotkaniami, obradami i konferencjami, pelni whsnych trosk. A jednak chcielismy dowiedziec si~ czegos 0 sobie nawzajem podzielic si~ z innymi tym, c:zym jest nasze zycie, w trosce 0 to z wysilkiem staralismy s i ~ wyrazic swoje mysli, szukalismy slow pozwalajqcych nawiqzac kontakt, cierpielismy, gdy nas nie sluchano. Udalo nam s i~ spojrzec wspolnie na niektore porazki, jakich doznajemy w codziennej pracy ; razem przezywalismy l~k 0 przyszlosc swiata i smutek slabej wiary. I wtedy wlasnie Bog wyszedl nam na przeciw. objawil si~ w swoim slowie, ktore staralismy s i~ pojqc i w przyjaciolach zgromadzonych przy jednym stole, w przyjaciolach stawiajqcych nam niepokojqce pytania, dzielqcych si~ z nami swoim widzeniem rzeczy, w tych, co nas pocieszali, akceptujqc nas takich, jakimi jestesmy w naszej ograniczonosci. Tylko przeblysk Bozej Obecnosci byl nam danyjeden usmiech jego laskawosci i ledwie uchwytny gest wyrazajqcy J ego sqd 0 nas. Podj~lismy pokut~, bo dojrzelismy, ze Bog 0 tyle jest od nas wi~kszy, doswiadczylismy lagodnej sily, z jakq wzywa nas do ustawicznej wewn~trznej przemiajlly, pogodzil~smy si~ z tym, ze wrocimy tam, skqd przyszlismy z nieco lepszq motywacjq do dobrego, troch~ mqdrzejsi i smutniejsi, troch~ blizsi Boga.

144 958. JEDENASTA WIECZOREM Modlimy si~ za wyzyskiwanych, za tych, 0 kogo nie troszczq si~ systemy, za tych, komu gwau zadajq ideologie, za uwi~zionych wsrod maszyn, usychajqcych w samotnosci, za zatwardzialych w swych wlasnych mniemaniach, gluchych na niespodzianki, slepych na cierpienie, za okaleczonych. brakiem wolnosci modlimy si~ - z gl~bokosci wolamy do Ciebie, Panie - I Modlimy si~ za Kosciol Chrystusa na ziemi, za Kosci61 niepewny swego poslannictwa, wqtpiqcy 0 swej roli, podzielony i rozdarty na wiele sposob6w, pelen nieporozumien za Kosci61, kt6remu nie staje wyobrazni w gloszeniu slowa i posluszenstwa Tobie dla zachowania wsp6lnoty za ten Kosci61, za Kosei61 taki modlimy si~ -. z gl~bokosci wolamy do Ciebie, Panie - Modlimy si~ takze za nas samych, zgromadzonych na tej konferencji za rozdzielonych uprzedzeniami, poddajqcych si~ powierzchownym wrazeniom, za wqtpiqcych, trapionych poczuciem k l~ski, za tych, co starajq si~ bye uczciwi wobec siebie i innych, i za walczqcych 0 wzajemne zpozumienie ZR potrzebujqcych milosci, za krzyczqcych 0 spraw iedli-wose, modlimy s i~ - z gl~bok os ci wolamy do Ciebie, Panie Boze, uslyszelismy westchnienia twoich stworzen.. Ile goryczy i gniewu! jaka bezsilnose! jaki smutek porazki! jaka bolese! *

145 Z MODLITEWNIKA EKUMENICZNEGO ezy Bog jest nieobecny w swiecie? ezyzby zapomnial 0 pokornych i cichych? czy zostalismy opuszczeni w walee z chciwosciq i.z wladzq sily? ezy stoimy z pustymi r~kom1'. zdani na slowa, ktorym brak mocy? 959 ezy mozna bye zbawionym bez nadziei?. - z gl~bokosci wolamy do Ciebie, Panie - Panie, pomoz nam widziee w westchnieniach stworzen nie oznak~ agonii lecz zapowiedz narodzin, pomoi nam widziee w cierpieniu poezqtek przyszlosci, zadatek szcz~scia, krzyk protestu przeeiw nieludzkiej terazniejszosei. - z glt;bokosei wolamy do Ciebie, Panie ~ Panie, daj nam dosluehae si~ w westehnieniaeh stworzenia tonow, z ktoryeh Duch Twoj uklada hymn ehwaly, pomagaj nam widziee w protescie poezqtek sprawiedliwosei, w Krzyzu drog~ do Zmartwyehwstania, w cierpieniu nasienie radosei. Boie, ehwala Ci za Twojq milujqcq wolnose za pott;gt; w bezsile. Twoje zbawienie zdumiewa nas, odkrywamy je w niespodziewanyeh miejscach i w nieoczekiwanyeh postaciach - Boze, chwala Ci - Zbaw nas od pychy przywlaszczajqcej sobie prawo rozporzqdzania Twojq wladzq, zbaw nas od proznych prob kielznania Twojej wolnosci, wyzwalaj nas, abysmy nauczyli si~ przyjm owae twoje niespodzianki, daj nam wolnose podqzania za Tobq drogq, jakq sam dla nas wybierasz. MEDYTACJE Boze, pokaz nam, jak w aznq jest rzeczq stae sit; bezuzytecznym.

146 960 JEDENASTA WIECZOREM Panie Panie.. naucz nas mi1czenia pokory, milczenia mqdrosci, milczenia milosci, milczenia przemawiajqcego bez sl6w,. milczenia wiary, naucz nas ciszy serc i umys16w, bylismy czujnie nasluchujqc mogli uchwycic najlzejsze poruszenia Ducha, w nas samych odkryc gl~bie Boga Kim jestem? Ludimi, kt6rych spotkalem, ksiqzkami, kt6re czytalem doswiadczanq radosci'l, cierpieniem, kt6re widz~, i t~3knotq do Lepszego, kt6re rna nastac wkr6tce Co mam robic? Staram si~ poznawac, byc solidarny i krytyczny, wprowadzac choc male zmiany, stamm si~ kochac, uczyc si~ od Jezusa, jak he: - cies~ si~, ze przyszedt Bangkok 1973 Jestem dorosly, oswiadczam, ze nie trzeba karmic mnie mlekiem Poczuwam si~ do obowiqzku inteligentnej pieczy nad mechanizmem swiata. Obudzilem si~ jako pilot rnteresujqcej planety w moich n~kach jest ster prawdziwy choc tylko jeden z wielu *

147 Z MODLITEWNIKA EKUMENICZNEGO nieziiczonych sterow oddanych w nieznane mi r~ce. 961 Jestem dorosly, si~gam po pokarm przyprawiony 501"1. Wiem, ze bez bolu nic na swiat nie przychodzi, nieraz widzialem pogrzeb ziarna, w ktorym si~ kryla cala nadzieja stukrotnych zbiorow. Jestem dorosly, pij~ nierozcienczone sold, wino i ocet. Jestem, wybieram, wiem, ze stae si~ sobq to ci~zka praca, krok uczyniony nie zawsze jest moim Jestem dorosly, wyszedlem z lona matki, z kolyski i z kojca moj swiat stal s i~ tak szeroki, ze juz nie potrafi~ bye jego srodkiem. Rozkladaj"1c ramiona szukam rownowagi, chwytam wasze r~ce, swiat, ktorego nie jestem srodkiem, przyprawia mnie 0 l~ przestrzeni, temu, kto mnie poprowadzi za r~k~, ch~tnie oddam w dzierzaw~ zbyt trudn"1 wolnose., Jestem dorosly, wiem, ze pragn~ bye takze dzieokiem, niech Twoja Ewangelia uczyni ze mnie drzewo w tym samym czasie dzwigaj"1ce kwiat i owoc, kladl\c dlon na Ewangelii czyni~ rewizj~ zycia;,. - ZNAK

148 962 czy wierz~, ze mog~ jeszcze stac si~ wszystkim, JEDENASTA WIECZOREM ze Sq we mnie niezbadane mozliwosci, ze moze mnie zmienic jedno spotkanie, jeden kwiat moze przyniesc wiosn~? Czy jestem dzieckiem, czy widz~, ze kr61 jest nagi, czy bywa mi smutno, ze nagi kr61 ~marznie na defiladzie, bo nikt mu nie uszyje pizamy w kolorowe smoki? Czy jestem dzieckiem, czy umiem szukac znak6w i czytac je nie znajqc alfabetu? Czy jestem dzieckiem, czy moim jest Twoje Zbawienie? Drezno 1973 * 1 JAN 4, 18 Czy l~k jest w nas, czy tez raczej l~k dopada nas, obejmuje, chwyta, co najwyzej udaje si~ nam odepchnqc go w kqt, gdzie dalej czyha gotowy do skoku,

149 -z MODllTEWNIKA EKUMENICZNEGO spadnie na nas znienacka, gdy 11a chwil~ poczujemy si~ bezpieczni i szczp,sliwi? 963 "W milosci nie rna l~ku. lecz doskonala milose usuwa l~k " A wi~c brakuje nam w1asnie milcsct? Przeciez troch~ jej jednak mamy, troche: milosci do Boga i do Kosciola, troch~ milosci do bliskich a moze nawet i do dalekich, znajdziemy w sobie nawet kropl~ milosci do nieprzyjaci61, ale odrobina milosci tak malo moze pom6c, coz sprawi jedna jej kropla przeciw twardej skale nienawlsci i niech~tnego l~ku. "doskonala milose usuwa l~k" Dawniej czlowiek l~kal si~ utraty bezpieczenstwa cieplej wsp61noty, potem bal si~ szatana i demonow, teraz driy p1'7.ed nieokreslonymi niebezpieczenst\vami, le:ka sie: bezsensu zycia, barier i granic zamykajqcych drog~ do pelni zycia, "lecz doskonala milosc usuwa l~k" Dawniej czlowiek l~kal sip, niezbadanych tajemnic niebezpieczer'istw, ktorymi grozi dzika i pods t~pna przyroda Teraz odnioslszy zwyci~stwo nad naturq czlowiek l~ka si~ tajemnic i zagrozen, jakie si~ wyl~gajq w jego wlasnym sercu najbardziej ze wszystkiego nieobliczalnym.

150 964 JEDENASTA WIECZOREM Dzis czlowiek driy przed tym, co mogq mu zgotowac r~ce i mysl drugiego czlowieka. "lecz doskonata milosc usuwa l~k" Nie ufamy drogom milosci, bo nasza milosc nie jest doskonala, zawsze jej czegos nie dostaje, bardzo wiele jej brak lub tylko jednej rzeczy, dlatego ufamy nazbyt ludzkim rozwiqzaniom. Bardziej niz Wyzwoleniu, ufamy l~k owi, zdajemy si~ na l~k, l~k przed tym, komu nie ufamy, przed tym, kogo si~ boimy, l~k tych, co nas si~ bojq, "l~k kaze driec przed karq, ten zas, kto si~ l~ka, nie wydoskonalil si~ w milosci" Milosc leczy l~k mitosc jest lekarstwem tym jedynym, kt6re pom6c moze, milosc takze do tych, kogo s i~ boimy moze nie bez racji milosc do granic polozonych nam ludziom, milosc do Tego kto.zmartwychwstal i wzywa nas do 'powstania przeciw temu co jest w imi~ doskonalej milosci kt6ra wymiata l~k ze wszystkich kqt6w aby go utopic w swoim morzu. "Nie l~kajcie si~. Duch m6j pozostanie z wami". D"ezno 1973

151 Z MODlITEWNIKA EKUMENICZNEGO DOKSOLOGIA 965 Wielbimy Ci~ Boze Ojcze za nieogarnione bogactwo Twego stworzenia za jedynosc kazdej osoby za tw6rczosc dzi~ki kt6rej odradza sip, nasza kultura za Twojq wiernose ludziom Wielbimy Oi~ J ezu nasz Panie za twojq obeonosc w naszych sprawach za solidarnose z ubogimi za ofiar~ za wszystkich na krzyzu i za objawienie wszystkim ciym jest prawdziwy czlowiek Wielbimy Ci~ Duchu Boze za tchnienie zycia i prawdy za wskazywanie tego co trapi stworzenie za impulsy prowadzqce nas do Chrystusa za niepok6j, jaki budzisz w ludziach za cierpliwe przygotowywanie wypelnienia ludzkich dziejow Wielbimy Ci~ blogoslawiona Trojco za to ze nie spotyka nas to, na co zasluzylismy, Wielbimy Ci~ za nieustajqcq milose ogarniajqcq wszystko co zyje i za nieustajqce pobudzanie do pokuty i wewn~trzne j Wielbimy Ci~ za trwanie zycia na ziemi. AMEN przemiany Bangkok 197:5

152 S OM MAIR E Ava nt-propos : Le sa lut d'aujourd'hui. Witold Benedyktowicz: La theologie contemporaine du salut. Jacek Salij OP: L'oeuvre salutaire du Jesus -Christ. Jan Andrzej Kloczowski OP :" Le rol e de 10 Mere de Dieu dons la Redemption Eberhardt Kirsch: Le salut par Ie bonheur?. Halina Bortnowska: Accepter I'imprevu... interv iew avec Mr Gerhard Linn, chef d u Missionarischer Dienst (NRD) et M -me Elisabeth Adler, chef de l'academie Evangelique a Berlin su r 10 Conference " 848 o rga nisee par Ie Conseil M ondial des Eglises a Bangkok, Novembre-Janvier Michal Heller : O bservations comme fondemenl s de 10 cos mologie. 883 Abbe Mieczyslaw Malinski: Ponce Pil ote - recit. 896 Tadeusz Chrzanowski: La pierre et I'argile - es sai sur I'a rt sac re e n Silesie. 921 Sigma: Reflexions ell suspens C hroniq u e Abbe Wladyslaw Szewczyk: " La troisieme force" "humaniste" dans la psychologie A ntiprovinciales les pri eres oecumeniques. une nouvelle tendance

153 ERRATA Do nru 225 : W liscie do Redakcji str. 440, wiersz 8-6 od dohl winno bye: Pragmatyzm Elzbiety SUjak czerpie swe racje z - chocby przem ilcza nej - swiadom osci tej drogocennosci da ru. Do nru 226/227 : W artyku le Stanislawy Grabskiej "Matka Wcielonego Slow a" st?' 677, w iersz" 15 'od gory: zamiast : ze Slowem Ojca tak dobrze winno bye: ze Slowem Ojca tak doskonale wiersz 19-ty od gory: :>arniast: nadaly znaczenie winno bye: nabraly znaczenia wiersz 24-ty od gory: zamiast: sprawnym dzialaniem Boga winno bye: sprawczym dzialaniem Boga OGLOSZENIE VV dniach wrzr.snia 1973, na AKADEMII KATOLICKIEJ w VVarszawie odbt:dzie sit: doroczny KURS HOMILETYCZNO-KA TECHETYCZNO-LITURGICZNY. VV tym roku b~dzie on poswi'lcony zagadnieniu nowych obrz ~ dow Sakramcntu Bierzmowania i problem om duszpasterskim zwillzanym z tym Sakramentem. Po KURSIE b~dz ie mozna wzi ~c udzial w REKOLEKCJACH KAPLANSKICH, ktore be;dzie prowadzil o. Prof. A. Jankowski. Zgloszenia prosimy kierowac na adres: AKADEMIA TEOLOGII KATOLICKIE.l SEKRETARIAT KURSU 111. Dewajtis nr VVarszawa

154 T R Ese ZESZYTU WST~P WITOLD BENEDYKTOWICZ: TEOLOGIA ZBAWIENIA DZI$ JACEK SALlJ OP: ZBAWCZY CZYN JEZUSA CHRYSTUSA JAN ANDRZEJ KlOCZOWSKI OP: MIEJSCE MARYI W DZIELE ZBA WIENIA EBERHARD KIRSCH : ZBAWIENIE PRZEZ SZCZ~$CIE? PRZYJJ\C NIESPODZIEWANE (ROZMOWY 0 KO NFERENCJI "ZBAWIENIE DZISIAJ" - BANGKOK 1973). 864 M ICHAL H ELLER: USMIECH BEZ KOTA CZVLl 0 OBSERWACYJNYCH PODSTAWACH KOSMOLOGII. M IECZYSlAW MALINSKI: PilAT. TADEUSZ CHRZANOWSKI: KAMIEt~ I GliNA. 921 SIGMA: Rozw AZANIA W ZAWIESZENIU ZOARZ EN I A - K.S l l\ l K I- LUOZIE KS. WlADYSlAW SZEWCZYK: "TRZECIA SllA" W PSYCHOLOGIl ANTYPROWINCJAlKI. LIST bsmy PISA NY O D MIESZKANCA PRO WINCJI DO PRZYJACIELA. JEDENASTA WIECZOREM: SOMMAIRE Z MODLITEWNIKA EKUMEN ICZNEGO

155 W NUMERZE: "Zbawienie" jest jednym z centralnych poj~e chrzescijanskich. ale roini teologowie i roine teologie nadajq mu swoiste zabarwienie w zaleinosci od ksztaltu tworzonej przez siebie syntezy. Ks. prof. Witold Benedyktowicz. wykfadowca teologii na Chrzescijanskiej Akademii Teologicznej wprowadza nas w biblijne pojmowa nie zbawienia i wyra stajqce z niego wspofczesne interpretacje teologiczne. Czy na prawd~ dose jasno zdajemy sobie spraw~ z faktu. ii zbawienie jest darem. a nie naszym osiqgni~ciem? Artykufy o. Salija OP i o. Kfoczowskiego O P pokazujq jakie miejsce w nowoczesnej syntezie teologii katolickiej zajmuje sam Chrystus -Zbawca oraz podporzqdkowana mu sfuiebna a zarazem chwalebna rola Maryi. Dyskusyjny a rtykut ks. Ebe rharda Kirscha zestawia nasze oczekiwanie szcz~sci a z obietnicami Boiymi dotyczqcymi zba wienia. Czy w naszym dqieniu do zbawienia nie jestesmy nastawieni zbyt indywidualistycznie? Czy a kceptujemy catq rzeczywistose zbawienia? Czy pojmujemy je iednostronnie na przykfad jako fakt czysto duchow,? Warto rozmawiae 0 ciekawych sprawach z ciekawymi ludimi: dziafa cze ekume niczni Ge rhard Li nn. Elisabeth Adler i Gerhard Hofmann opowiadajq 0 konfere ncji na temat..zbawienie dzisiaj" znajdujemy tu zarowno przykfad metod pracy zespofowej (np. studium' biblijne). jak i te maty nad ktorymi trzeba pomyslee. a moie podyskutowac we wfasnym gronie. Ko nferencja i rozmowa 0 niej sytuujq zba wienie w pers pektywie aktualnych dqien i pyta n 0 drogi realizacji rodzimej kultury. sprawiediiwose spofecznq i wspolnotowq odnow~ KoSciofa.

156

Czy słowo ludzkie może być słowem Bożym? Doświadczenie mocy słów Biblii w Kościele 113,1, 3)

Czy słowo ludzkie może być słowem Bożym? Doświadczenie mocy słów Biblii w Kościele 113,1, 3) 1 Moc Słowa w Biblii. Czy słowo ludzkie może być słowem Bożym? Niejednokrotnie uczestnicząc we Mszy św., słuchamy homilii wyjaśniającej odczytane fragmenty Pisma świętego. Może nieraz zapytywaliśmy: Dlaczego

Bardziej szczegółowo

DO BISKUPÓW, KAPŁANÓW, RODZIN ZAKONNYCH I WIERNYCH KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO O CHRZEŚCIJAŃSKIM SENSIE LUDZKIEGO CIERPIENIA

DO BISKUPÓW, KAPŁANÓW, RODZIN ZAKONNYCH I WIERNYCH KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO O CHRZEŚCIJAŃSKIM SENSIE LUDZKIEGO CIERPIENIA "Cierpienie, które pod tylu różnymi postaciami obecne jest w naszym ludzkim świecie, jest w nim obecne także i po to, ażeby wyzwalać w człowieku miłość, ów właśnie bezinteresowny dar z własnego ja na rzecz

Bardziej szczegółowo

Odpowiedź na internetową listę zarzutów (inny tytuł O czym 90% katolików nie wie )

Odpowiedź na internetową listę zarzutów (inny tytuł O czym 90% katolików nie wie ) Odpowiedź na internetową listę zarzutów (inny tytuł O czym 90% katolików nie wie ) Od kilku lat krąży po Internecie lista zarzutów wobec Kościoła. Ma wiele wersji, występuje też pod wieloma tytułami (np.

Bardziej szczegółowo

MOC BOŻEGO SŁOWA. od redakcji. duchowość komunii. świadkowie. doświadcrenia. nowe horyronty. słownik. dodatek

MOC BOŻEGO SŁOWA. od redakcji. duchowość komunii. świadkowie. doświadcrenia. nowe horyronty. słownik. dodatek MOC BOŻEGO SŁOWA od redakcji duchowość komunii Carlos Garcia Andrade CMF: KU TEOLOGII SŁOWA 3 świadkowie Camillo Bianchin OFM: DO ZOBACZENIA, PADRE NOVO! 12 doświadcrenia Róża Wilczek: PANIE, DO KOGÓŻ

Bardziej szczegółowo

KIM JEST NASZ NIEPRZYJACIEL I JAK ON DZIAŁA? ZARYS KATOLICKIEJ DEMONOLOGII Ks. dr Marian Piątkowski

KIM JEST NASZ NIEPRZYJACIEL I JAK ON DZIAŁA? ZARYS KATOLICKIEJ DEMONOLOGII Ks. dr Marian Piątkowski KIM JEST NASZ NIEPRZYJACIEL I JAK ON DZIAŁA? ZARYS KATOLICKIEJ DEMONOLOGII Ks. dr Marian Piątkowski (wykład podczas konferencji Międzynarodowego Stowarzyszenia ds. Uwalniania, Jasna Góra 11.7.2005) I.

Bardziej szczegółowo

Ks. Aleksander Zienkiewicz. KAZANIA i HOMILIE NA RÓŻNE OKAZJE. Kraków

Ks. Aleksander Zienkiewicz. KAZANIA i HOMILIE NA RÓŻNE OKAZJE. Kraków KAZANIA i HOMILIE Ks. Aleksander Zienkiewicz KAZANIA i HOMILIE NA RÓŻNE OKAZJE Kraków 2006 by Wydawnictwo OO. Franciszkanów Bratni Zew spółka z o.o. ISBN 83-88903-76-4 Wszelkie prawa zastrzeżone. Książka

Bardziej szczegółowo

WYKŁADY PISMA ŚWIĘTEGO. Ścieżka sprawiedliwych, jako światłość jasna, która im dalej, tym bardziej świeci aż do dnia doskonałego.

WYKŁADY PISMA ŚWIĘTEGO. Ścieżka sprawiedliwych, jako światłość jasna, która im dalej, tym bardziej świeci aż do dnia doskonałego. WYKŁADY PISMA ŚWIĘTEGO Ścieżka sprawiedliwych, jako światłość jasna, która im dalej, tym bardziej świeci aż do dnia doskonałego. TOM II Nadszedł Czas Gdyby przyszły czasy ochłody od obliczności Pańskiej,

Bardziej szczegółowo

CZAS JAKO TAJEMNICA W PERSPEKTYWIE TEOLOGICZNEJ

CZAS JAKO TAJEMNICA W PERSPEKTYWIE TEOLOGICZNEJ PERSPEC IVA Legnickie Studia Teologiczno-Historyczne Rok IX 2010 Nr 2 (17) ANDRZEJ SOBIERAJ CZAS JAKO TAJEMNICA W PERSPEKTYWIE TEOLOGICZNEJ Nie ma już chyba takiego miejsca w przestrzeni szeroko rozumianej

Bardziej szczegółowo

INNY JEZUS INNY DUCH INNA EWANGELIA

INNY JEZUS INNY DUCH INNA EWANGELIA Natan Chesed INNY JEZUS INNY DUCH INNA EWANGELIA Kluczowe doktryny Świadków Jehowy w świetle Biblii INNY JEZUS INNY DUCH INNA EWANGELIA Kluczowe doktryny Świadków Jehowy w świetle Biblii Natan Chesed

Bardziej szczegółowo

Jezus głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił!

Jezus głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił! Mk 1,14 20 PONIEDZIAŁEK Jezus głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił! Czas się wypełnił to są pierwsze słowa Pana Jezusa zapisane w Ewangelii św. Marka. Spróbujmy je skomentować. Również w naszym

Bardziej szczegółowo

PROGRAM SWIATOWEJ POLITYKI ZYDOWSKIEJ

PROGRAM SWIATOWEJ POLITYKI ZYDOWSKIEJ Ks. Dr. Stanislaw Trzeciak Profesor Akademii Duchownej w Petersburgu PROGRAM SWIATOWEJ POLITYKI ZYDOWSKIEJ (Konspiracja i Dekonspiracja) Syn Dawida (Mesjasz) nie przyjdzie wpierw, dopóki nie ustanie nawet

Bardziej szczegółowo

ROZWÓJ JAK WSPÓŁPRACOWAĆ Z ŁASKĄ?

ROZWÓJ JAK WSPÓŁPRACOWAĆ Z ŁASKĄ? ROZWÓJ JAK WSPÓŁPRACOWAĆ Z ŁASKĄ? Monika i Marcin Gajdowie ROZWÓJ Jak współpracować z łaską? Na okładce: Motyw z posadzki katedry pw. Najświętszej Marii Panny w Chartres (Francja) labirynt symbolizujący

Bardziej szczegółowo

Ksià ka jest wyrazem wdzi cznoêci Bogu za 80. rocznic pierwszych objawieƒ or dzia Bo ego Mi osierdzia w P ocku Êw. Faustynie i upami tnieniem 800.

Ksià ka jest wyrazem wdzi cznoêci Bogu za 80. rocznic pierwszych objawieƒ or dzia Bo ego Mi osierdzia w P ocku Êw. Faustynie i upami tnieniem 800. CZAS WALKI DUCHOWEJ Ksià ka jest wyrazem wdzi cznoêci Bogu za 80. rocznic pierwszych objawieƒ or dzia Bo ego Mi osierdzia w P ocku Êw. Faustynie i upami tnieniem 800. rocznicy urodzin b. Salomei. Jest

Bardziej szczegółowo

Post. Cz. I - Moc ze słabości

Post. Cz. I - Moc ze słabości Post Cz. I - Moc ze słabości Potrzeba wyrzeczeń i oddzielenia życia dla Jezusa Duch tego świata potrafi manifestować się w subtelny i wyrafinowany sposób. Przekonuje wszystkich do swoich racji i wspaniałych

Bardziej szczegółowo

PROWADZIĆ życie, W KTÓRYM PODDAJEMY SIĘ

PROWADZIĆ życie, W KTÓRYM PODDAJEMY SIĘ KONFERENCJA SCALANIA TEMAT OGÓLNY: PROWADZIĆ życie, W KTÓRYM PODDAJEMY SIĘ JEDYNEMU ZWIERZCHNICTWU CHRYSTUSA I DOŚWIADCZAĆ ZBAWIENIA W życiu ORAZ KRÓLOWAĆ W życiu ZE WZGLĘDU NA życie CIAŁA WARSZAWA 1-3

Bardziej szczegółowo

GRZEGORZ W. KOŁODKO PRAWO I GOSPODARKA (1998-2000)

GRZEGORZ W. KOŁODKO PRAWO I GOSPODARKA (1998-2000) GRZEGORZ W. KOŁODKO PRAWO I GOSPODARKA (1998-2000) SPIS TREŚCI 1. Waszyńgtonski szczyt 2. Wygrać OECD 3. Ba³tyk Śródziemny 4. Poszukiwacze zaginionego konsensusu 5. Rosyjski syndrom 6. Pakiet 2000 7. Strategia

Bardziej szczegółowo

T r e ś ć: 1. Orędzie proroka Jeremiasza. 2. Orędzie proroka Ezechiela. 3. Nowy Testament. 4. Wnioski Summary

T r e ś ć: 1. Orędzie proroka Jeremiasza. 2. Orędzie proroka Ezechiela. 3. Nowy Testament. 4. Wnioski Summary Ks. Roman KRAWCZYK Wydział Teologii, UWM w Olsztynie STUDIA WARMIŃSKIE XLVII (2010) PRAWO WyPISANE W SERcAcH ludzkich T r e ś ć: 1. Orędzie proroka Jeremiasza. 2. Orędzie proroka Ezechiela. 3. Nowy Testament.

Bardziej szczegółowo

Anna Głąb. Moralność jako uwaga. logos_i_ethos_2013_2_(35), s. 81 108. Słownik etyczny Iris Murdoch 1

Anna Głąb. Moralność jako uwaga. logos_i_ethos_2013_2_(35), s. 81 108. Słownik etyczny Iris Murdoch 1 logos_i_ethos_2013_2_(35), s. 81 108 Anna Głąb Moralność jako uwaga Słownik etyczny Iris Murdoch 1 Iris Murdoch (1919 1999), słuchaczka wykładów Ludwiga Wittgensteina, wykładowczyni filozofii w Oxfordzie,

Bardziej szczegółowo

Jezu, zburz wszystkie mury

Jezu, zburz wszystkie mury Jezu, zburz wszystkie mury 7 DNIOWE MODLITEWNE OBLĘŻENIE JERYCHA Ks. Kamil Spolankiewicz (POLECANA, SKUTECZNA PRAKTYKA DUCHOWA DLA WSZYSTKICH INTENCJI) I. Przeczytać z listu św. Pawła do Efezjan z rozdziału

Bardziej szczegółowo

Mądrość i czas. Etienne Gilson

Mądrość i czas. Etienne Gilson Człowiek w kulturze, 6-7 Etienne Gilson Mądrość i czas Jedną z bardziej osobliwych cech charakterystycznych dzisiejszego katolicyzmu jest pragnienie wierzących katolików, by w swojej wierze być bardziej

Bardziej szczegółowo

Dekalog a prawo naturalne

Dekalog a prawo naturalne Człowiek w kulturze, 3 Andrzej Maryniarczyk Dekalog a prawo naturalne "Człowiek w kulturze", 1994 nr 3, s. 133-150 DEKALOG jest dość często pojmowany przez współczesnego człowieka jako narzędzie ograniczenia

Bardziej szczegółowo

GRUPY DOMOWE A ROZWÓJ KOCIOŁA

GRUPY DOMOWE A ROZWÓJ KOCIOŁA GRUPY DOMOWE A ROZWÓJ KOCIOŁA Tytuł oryginału: Successful Home Cell Groups Przekład: Piotr Cielar Redakcja: Ludmiła i Kazimierz Sosulscy Copyright for the Polish edition: 1992 by Instytut Wydawniczy Agape

Bardziej szczegółowo

Dokumenty Konferencji Episkopatu Polski

Dokumenty Konferencji Episkopatu Polski Dokumenty Konferencji Episkopatu Polski Konferencja Episkopatu Polski Instrukcja dla duszpasterzy, dotycząca małżeństwa konkordatowego W związku z postanowieniami art. 10 Konkordatu i po uchwaleniu odpowiednich

Bardziej szczegółowo

Jeden Mesjasz, ale dwa przyjścia

Jeden Mesjasz, ale dwa przyjścia Jeden Mesjasz, ale dwa przyjścia Autor: James Jacob Prasch A spożywając z nimi posiłek, nakazał im: Nie oddalajcie się z Jerozolimy, lecz oczekujcie obietnicy Ojca, o której słyszeliście ode mnie; Jan

Bardziej szczegółowo

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli.

Wszystkie znaki występujące w tekście są zastrzeżonymi znakami firmowymi bądź towarowymi ich właścicieli. Tytuł oryginału: Mastery Tłumaczenie: Magda Witkowska ISBN: 978-83-246-6976-9 Copyright Robert Greene, 2012 All rights reserved. No part of this book may be reproduced or transmitted in any form or by

Bardziej szczegółowo

LOGOS WYŁANIAJĄCY SIĘ Z ROZMOWY. INNY A PRAWDA W DIALOGU W FILOZOFII HANSA-GEORGA GADAMERA

LOGOS WYŁANIAJĄCY SIĘ Z ROZMOWY. INNY A PRAWDA W DIALOGU W FILOZOFII HANSA-GEORGA GADAMERA Estetyka i Krytyka 25 (2/2012) A R T Y K U ŁY PAWEŁ SZNAJDER LOGOS WYŁANIAJĄCY SIĘ Z ROZMOWY. INNY A PRAWDA W DIALOGU W FILOZOFII HANSA-GEORGA GADAMERA Artykuł podejmuje problem relacji między filozofią

Bardziej szczegółowo

Daphne K. 12 kroków. z Jezusem. osobista historia uzdrowienia. tłumaczenie Ewa Sroczyńska

Daphne K. 12 kroków. z Jezusem. osobista historia uzdrowienia. tłumaczenie Ewa Sroczyńska Daphne K. 12 kroków z Jezusem osobista historia uzdrowienia tłumaczenie Ewa Sroczyńska S RAFIN Kraków 2012 Tytuł oryginału: wydania polskiego: Wydawnictwo Serafin, Kraków 2012 Redakcja Małgorzata Sękalska,

Bardziej szczegółowo

Swój czy obcy? Polak wobec Kościoła

Swój czy obcy? Polak wobec Kościoła / Cena 8 zł (w tym 5% VAT) Nr indeksu 219436 Swój czy obcy? Polak wobec Kościoła ISSN 1895-3972 Spotkanie z ks. Jackiem Prusakiem 4 (19) 2010 Zanikanie Zastanawiałeś się kiedyś, Czytelniku, dlaczego nie

Bardziej szczegółowo

CZAS w życiu Polaków

CZAS w życiu Polaków Elżbieta Tarkowska CZAS w życiu Polaków WYNIKI BADAŃ, HIPOTEZY, IMPRESJE W arszawa 1992 Polska Akademia Nauk Instytut Filozofii i Socjologii Spis treści Słowo w stępu... 1 Część I. PYTANIA I PROBLEMY

Bardziej szczegółowo

RÓŻNE SPOSOBY BIBLIJNEGO ZWIASTOWANIA

RÓŻNE SPOSOBY BIBLIJNEGO ZWIASTOWANIA RÓŻNE SPOSOBY BIBLIJNEGO ZWIASTOWANIA przygotowane przez Richarda L. Blake Xtend Ministries International WPROWADZENIE W poprzedniej sesji dokładnie przyglądaliśmy się procesowi przechodzenia od tekstu

Bardziej szczegółowo