NASZE PRZEśYCIA 1952 KRONIKA KLASY 3A GIMNAZJUM IM. M. KOPERNIKA W BOTTISHAM

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "NASZE PRZEśYCIA 1952 KRONIKA KLASY 3A GIMNAZJUM IM. M. KOPERNIKA W BOTTISHAM"

Transkrypt

1 NASZE PRZEśYCIA 1952 KRONIKA KLASY 3A GIMNAZJUM IM. M. KOPERNIKA W BOTTISHAM Kronika zawiera 19 Ŝyciorysów uczniów gimnazjum napisanych na przełomie 1952/53 roku. śyciorysy zostały przepisane z zachowaniem oryginalnej pisowni w kolejności identycznej jak w kronice. Lista uczniów, których Ŝyciorysy znajdują się w Kronice: 1. KRZYSZTOF MIŁOSZEWSKI 2. PAWEŁ CZERNIK 3. WINCENTY OPAŁKA 4. CZESŁAW UGLIK 5. KRZYSZTOF BARDOWSKI 6. ANDRZEJ AGOPSOWICZ 7. ANDRZEJ LIPIŃSKI 8. FRANCISZEK WOJEWÓDKA 9. ZDZISŁAW JAN ŁUCEK 10. TADEUSZ CYMBALUK 11. ROMUALD KUBISZ 12. ANDRZEJ CHOROSZEWSKI 13. WITOLD LESZCZYŃSKI 14. PIOTR OSTROWSKI 15. MARIAN JAGIELSKI 16. LEON WIŚNIEWSKI 17. MIECZYSŁAW RAKOWSKI 18. MIECZYSŁAW KOZŁOWSKI 19. RYSZARD OWCZAREK Korekty oraz uwagi redakcyjne zostały wyboldowane i umieszczone w nawiasach kwadratowych. Opracował Wojciech Luchowski Grudzień 2008 [KRZYSZTOF MIŁOSZEWSKI] 1

2 [wklejona fotografia] JakaŜ piękna musi być Polska. CzegoŜ bym nie dał dziś za to aby choć trochę pamiętać te czasy, kiedy będąc małym dwuletnim dzieckiem nie rozumiejąc niczego Ŝyłem z Rodzicami w Ojczyźnie. Nie rozumiałem dlaczego, poco i dokąd jechaliśmy, gdy dnia 5-tego września 1939 r. opuszczaliśmy Warszawę. Nie wiedziałem teŝ jaka rozpacz musiała targać sercami moich Rodziców. JakąŜ cięŝką musiała być chwila przekroczenia granicy naszej Ojczyzny nie wiedząc kiedy się ją przekroczy w stronę przeciwną. NaleŜę do tych szczęśliwych którzy nie widzieli Rosji. Jechaliśmy przez Rumunię, Bułgarię, Turcję, Palestynę, Liban, aŝ wreszcie po długich latach wylądowałem na brzegach tej Wyspy. Moim gorącym pragnieniem jest aby następną moją przystanią dla mnie była zatoka, której brzegi uderzają o brzegi Polski. Z Rumunii nie pamiętam wiele. Za małym byłem aby rozumieć i pamiętać. Luźnie fragmenty w formie oderwanych obrazów stają mi czasem przed oczyma. Pamiętam gdy pewnego dnia obudziłem się rano (spaliśmy na duŝym łóŝku we dwóch z bratem w Soffi w hotelu) i pierwsze moje spojrzenie skierowałem w przeciwległy kąt pokoju. Ah! jaka radość mnie ogarnęła. W kącie stała olbrzymia, sięgająca sufitu choinka. Zerwałem się z łóŝka i z okrzykiem radości począłem tańczyć wokół wykrzykując swoim dziecięcym głosikiem: Choinka! Choinka! Aniołek przyniósł choinkę! Obudziłem się. Wszystko wirowało mi w oczach. ŁóŜka suwały się po pokoju. Lampa huśtała się od ściany do ściany. Byłem PrzeraŜony. Pamiętam jak Mamusia chwyciwszy mnie za ręce otuliła mnie kołdrą i wybiegła na schody, po których zbiegał juŝ tłum ludzi z innych pięter. Huk rozdzierał co chwila powietrze Nie wiedziałem co się działo Kilka lat później zrozumiałem iŝ było to trzęsienie ziemi. Z Soffi pojechaliśmy do Istambułu. Mieszkaliśmy w jakimś pensjonacie przeznaczonym specjalnie dla Polaków. Lubiałem chodzić z jedną znajomą, którą nazywałem ciocią, nad brzeg morza z którego co chwila wyskakiwały w powietrze olbrzymie delfiny. A potem jechaliśmy długo pociągiem przez niezliczone ilości tuneli, co mnie bardzo bawiło. Mieliśmy wagon w którym się spało. Zbyszek spał nademną na piętrze jak ja to nazywałem. Bardzo mi się podobała lampka która za pociśnięciem guzika zapalała się ładnie. Przez cały czas zapalałem i gasiłem ją a w dzień chodziłem do przedziału w którym była łazienka i znów bawiłem się róŝnego rodzaju guzikami. JakiŜ nie zadowolony więc byłem gdy przesidliśmy się do pociągu, w którym trzeba było się zadowolić siedzeniem jak w zwykłym autobusie. Była to droga z Istambułu do Mersyny [MERSIN]. 2

3 Z Mersyny jechaliśmy okrętem Warszawą do Haiffy [HAIFA]. W Haiffie pozostaliśmy przez jakiś czas poczem pojechaliśmy do Jerozolimy. Jechaliśmy autem osobowym. Kierowca bardzo mi się podobał. Miał na głowie długi zawój biały z dwoma zwojami czarnego sznura zwisającego w formie frendzli. Pierwszym owocem jaki zjadłem była pomarańcz. Całe nasze auto było zawalone pomarańczami. Co chwila arabowie zatrzymywali auto i pakowali worki pełne tych owoców Ŝądając bardzo małej zapłaty. W Jerozolimie mieszkaliśmy w dzielnicy Katamon. W tej dzielnicy mieszkaliśmy przez cały prawie cały czas naszego pobytu w Palestynie. Bardzo ładna dzielnica. Dom, w którym mieszkaliśmy był piętrowy. Mieszkaliśmy na parterze. Wokół domu był ogród, w którym mogliśmy się dowoli nabawić. W Palestynie, spokojnie mieszkaliśmy przez sześć lat. AŜ wreszcie zaczęła się wojna. Nie było to wojna regularna. Było to coś w rodzaju wojny podjazdowej. Nie było prawie dnia aby huki wybuchających min podkładanych pod biura, kina, więzienia mury starego miasta i róŝne inne instytucje, nie rozdzierały powietrza. Strzelaniny powtarzały się bardzo często. śycie w tym pięknym i spokojnym kraju stało się niebezpieczne. Na skutek tej wojny musieliśmy się wyprowadzić z naszego juŝ wówczas trzeciego i najładniejszego mieszkania na Katamon ie. Przeprowadziliśmy się pod opiekuńcze mury starego miasta. Częściej teraz odwiedzałem Bazylikę Grobu i Drogę KrzyŜową i inne święte miejsca. W ostatnim tym roku nie pojechaliśmy jak zawsze na Pasterkę do Betlejem. AŜ przyszedł dzień wyjazdu z Palestyny. Z Ŝalem opuszczałem ten kraj moich lat dziecinnych. Był on dla mnie jakby Ojczyzną zŝyłem się z nim. Przywykłem do krzykliwych i prawie dzikich Arabów. Opuszczałem Palestynę z cięŝkim sercem. Jechaliśmy autobusami. Długi sznur autobusów ciągnął szerokimi, krętymi drogami wśród gór, zielonych pól i łąk przybranych kwiatami i otoczonych kępami drzew. Ten cichy piękny krajobraz tak był mi znany i bliski. Tyle razy oglądałem go przez okna aut i autobusów kiedy jeździłem na obozy harcerskie i wycieczki Ŝe na myśl Ŝe juŝ go nigdy chyba nie zobaczę, łzy stanęły mi w oczach i spłynęły mi po policzkach. Libanie! Kraju lasów, gór, śniegów i morza. Kraju! W którym zaznałem tyle szczęścia i radości jak jeszcze nigdy dotąd Siedziałem na skale wystającej ze stoku górskiego, na kształt balkonu sterczącego na gładkim murze kamienicy i przyglądałem się krajobrazowi. 3

4 Wokół mnie były drzewa. Tylko z prawej mej strony pas drzew się przerywał tworząc okno na świat. Spojrzałem: w dole była dolina na której dnie płynął cicho szemrząc strumień. Przeciwległe zbocze doliny było zboczem wysokiej góry której szczyt zasłonięty był chmurą za którą krył się śnieg i mróz. Dolina kończyła opodal tworząc małą równinę na której końcu widać było cichy błękit morza i białe Ŝagle kołyszących się na fali łodzi rybackich. Wszędzie było cicho i przyjemnie. Słońce uśmiechało się do mnie rzucając mi swe złote promienie W Libanie mieszkaliśmy przez dwa lata w mieście Ghazir. Niedaleko za wioską był stary klasztor św. Antoniego w którym sto lat przeszło temu Słowacki tworzył Anhellego i Cedry libańskie. Gdy opuszczałem Liban udając się za morza ogarnął mnie znów bezgraniczny smutek. Chciałbym go jeszcze raz zobaczyć. Po tak pięknych i drogich mi krajach jak Liban i Palestyna, Anglia wydała mi się okropnością. Poczułem jakąś mimowolną odrazę do niej gdy stanąłem na jej ziemi poraz pierwszy. Nie podobała mi się, nawet nie wiem dlaczego. Mieszkałem jakiś czas w obozie Lowther Park w Cumberland. Obóz był w ładnej okolicy ale pogoda jaka w tej ładnej okolicy panuje jest straszna. W ciągu dwóch miesięcy letnich które tam spędziłem były tylko dwa dni naprawdę ładne i ciepłe. Pozatem lało jak z cebra przez całe lato Jak w Angli. Przyjechałem do szkoły w Bottisham. Po raz pierwszy w Ŝyciu byłem w internacie, zdala od wszystkich najbliŝszych, wśród nieznanych mi chłopców i profesorów. Było mi źle. Nie miałem nikogo bliskiego z którym mógłbym porozmawiać i zwierzyć się ze swych przykrości. Kląłem szkołę i wszystkich tych co mnie otaczali. Nie byłem sprawiedliwym. Internat nauczył mnie być samodzielnym. Nauczył mnie szanować i kochać rodziców swoich gdyŝ wtedy poznaje się miłość do nich gdy jest się od nich z daleka. Internat zrobił ze mnie młodzieńca który ma swój cel i zainteresowania i potrafi sobie dać radę w Ŝyciu.. [wklejona mapka podróŝy] Wędrówka moja była długa i mozolna. Jadąc przez wiele państw dojrzewałem powoli aŝ dojechałem do Angli gdzie stałem się chłopcem młodym i samodzielnym. Przejechałem kawał świata, i najgorętszym moim pragnieniem jest aby jak najprędzej mój zbłąkany okręt był doprowadzony przez Boga do mojej prawdziwej Ojczyzny o której słyszałem wiele lecz której nie znam zupełnie! [wklejona fotografia] Krzysztof Miłoszewski 4

5 [PAWEŁ CZERNIK] [puste miejsce przeznaczone na fotografię] Cisza i pustka dokoła, poza zabudowaniami osady Okołowicze. Biało, zimno, ponuro. Czarny dym, z daleka widoczny, wije się i sunie w górę. Śnieg leciuchno sypie, wiatr co chwila przeleci, zakręci się i pomyka ku Niemnowi, to znowu i zwraca z szumem i jękiem, wyciem i hałasem okręca się dokoła drzew i chałup, jak gdyby chciał im, ludziom, wyjawić jakąś straszliwą tajemnicę. Drzewa w białych czapach, rozłoŝywszy szeroko gałęzie, gną się ku krzewom, powtarzając jakąś historię, historię tej ziemi, ziemi i ludzi. I znowu nastaje cisza niczym nieprzerwana, to cisza boleści natury tej ziemi, przyrody!... 5

6 Naraz cóŝ to? Słychać chrzęst butów i po chwili na ścieŝce ukazuje się troje ludzi. Szybko zbliŝają się do chaty. Stukają. Drzwi się otwierają i w nich staje niemłoda juŝ kobieta. Wie co znaczą te wczesne odwiedziny. Budzi męŝa i dzieci. Szybko zaczynają się pakować. Tymczasem przybyli idą na strych, biorą kiełbasę i szynkę i wracają na dół. Wyjmują z szafy chleb i w najlepsze jedzą. Pakowanie prawie juŝ gotowe, Ojciec zaprzęga konie, a Matka wkłada na wóz, pozostałości. Widzi to jeden z przybyłych, Polak z pochodzenia, lecz sprzedawczyk, politruk sowiecki.- Chwyta za pakunki i rozrzuca je po śniegu krzycząc; Wy praklatyje Palaki, po szto wam tyje lachmany. Ojciec popatrzył na niego z złością i nic nie mówiąc, poszedł do chaty. Po chwili wyszedł z pierzyną, chciał nią okręcić najmłodsze dzieci, lecz politruk podskoczył do niego i szarpnął. Posypało się pierze, a wraz z nim dało się słyszeć głuche uderzenie w twarz. Sprzedawczyk upadł na ziemię z krwią na ustach, lecz szybko zerwał się i chwycił za pistolet. W tej samej chwili w ramiona Ojca z krzykiem rzuca się najstarsza córka. W sercu zdrajcy czy odezwała się litość, czy teŝ wspomnienie własnej rodziny Nie strzelił. * ** Gdy wywieziono mię z Polski do Rosji miałem wówczas zaledwie trzy latka, to teŝ nic prawie nie pamiętam z Polski, a co wiem o Niej, to dowiedziałem się od rodziców, lub od tych którzy Ją pamiętają i o niej uczą. W Rosji głodu niebyło, poznaliśmy go dopiero w Uzbekistanie, gdzie zmarł mój najmłodszy brat i siostra. Z Uzbekistanu wyjechaliśmy do Persji, gdzie zamieszkaliśmy w Teheranie. Tutaj głodu niebyło. MoŜna było Ŝyć. Po pewnym czasie, tato wstąpił do wojska, a siostrę, brata i mnie oddał do sierocińca. Mamusia była kucharką przy junaczkach, gdzie były teŝ moje trzy starsze siostry. W sierocińcu zdarzył mi się następujący wypadek. Pewnej nocy wyszedłem na stronę, gdy chciałem juŝ wracać do sypialni, na drodze mojej stanęli dwaj męŝczyźni. Byli to Persowie. Przestraszony chciałem krzyknąć nie zdąŝyłem, gdyŝ jeden z nich zatkał mi usta i wziąwszy na ręce zaniósł mię do pobliskiego auta. Drugi zapuścił motor i auto ruszyło. Nie pamiętam dalej, zasnąłem. Na drugi dzień, z wielkim zdziwieniem stwierdziłem, Ŝe znajduję się w nieznanym mi pokoju. Dwaj Persowie siedzieli w pobliŝu mnie i dziwnie uśmiechali się. Zerwałem się i chciałem uciekać, lecz jeden z nich roześmiawszy się chwycił mię mocno za ręce i związał je. Znowu jazda. Trzy dobre godziny minęły, gdy na drodze ukazały się dwa auta. Trzymający mię Pers szybko wyjął chustkę i zakneblował mi usta, poczem przykrył mię jakąś płachtą. Po chwili auto stanęło. Usłyszałem rozmowę prowadzoną w jęz. perskim, nie rozumiałem. Począłem szamotać się. Ktoś odkrył mię, zobaczyłem śniadą twarz policjanta i trupią twarz szofera. Odstawiono mię do sierocińca i odtąd kaŝdy mię nazywał Persem. Z Persji przez Indie wyjechałem do Afryki. Wraz ze mną jechała siostra. Brat został, poniewaŝ był chory. Sierociniec nasz umieszczono w Ugandzie, w osiedlu Masindi w pobliŝu jez. Victori. Byliśmy tam z pół roku, poczem przejechałem z siostrą do osiedla Tengeru w Tanganice [TENGERU W TANZANII], gdzie połączyłem się z rodziną. W Tengeru zacząłem uczęszczać do szkoły. Było wesoło. Znalazłem kolegów, których zresztą porzuciłem szybko. Pociągało mię co innego. Step i las afrykański. Dzika Tanganika stała się dla mnie jak gdyby drugą Ojczyzną. Polubiłem ją dla jej dzikości i piękna. 6

7 Czas szedł a ja rosłem. Zacząłem chodzić na polowania. Malcem byłem i słusznie nie chciano mię brać, lecz po kilkukrotnych wyprawach przekonałem ich, Ŝe jestem wytrwalszy od niejednego z nich. Trzymałem wraz z bratem, dwa psy, Ciapka i Do[?]ora z którymi chodziliśmy na polowania. Pamiętam dzień, w którym złapaliśmy pierwszą sarnę. Idziemy sobie ścieŝyną, gdy nagle pod gałęzi zwalonego drzewa wyskakuje sarna, psy za nią. Nie minęły trzy minuty, gdy usłyszeliśmy bek. Biegniemy. W pewnym momencie niezauwaŝywszy dołu, wpadam do niego, Bartek, kolega mego brata, za mną. Szczęście, Ŝe dół był zarośnięty krzewami, a od góry wpadały do niego ljany, za których pomocą wydostaliśmy się na powierzchnię. Pędzimy dalej, gdy dobiegamy, kozioł leŝy juŝ nieŝywy. BieŜemy go na kołki i niesiemy do pobliskiej chaty murzyńskiej, tam krajemy go na kawałki i wracamy do domu. Było to kilka dni przed świętami. Na BoŜe Narodzenie mieliśmy mięsa co niemiara. Na step chodziliśmy przewaŝnie na wakacjach, poniewaŝ na taką wyprawę potrzebny był czas. Idąc tam braliśmy ze sobą łuki, samopały, proce i kije do ręki. Oto jedna z takich wypraw. Wyruszyliśmy chyba o szóstej, jeŝeli nie wcześniej. Cel nasz to schwytanie kilku dzikich indyków. Idziemy raźno. Co chwila w oddali ukazuje się stado gazel, umykających przed zbliŝającymi się ludźmi. Potem ukazują się Ŝyrafy, te nie boją się, moŝna do nich podejść na kilkanaście metrów. Dalej znowu zebry i strusie. Szukamy jaj Co chwila pod nóg zrywają się kuropatwy i przeleciawszy kawałek, spadają w suchą trawę. Po pewnym czasie w oddali ukazuje się zielony pas drzew. Domyslamy się, Ŝe jest to rzeka. Przyspieszamy kroku. Nad rzeką myjemy się i pijemy, poczem przeprawiwszy się na drugi brzeg dla wygody, pieczemy nad ogniem zająca którego po drodze złapały psy. Pieczemy go po massajsku na patykach. Podjadłwszy trochę, idziemy dalej. Znowu gazele, antylopy, Ŝyrafy, zebry, strusie, perliczki, zające, kuropatwy i.t.d. a dzikich indyków jak nie widać tak nie widać. Idziemy juŝ około godziny, gdy znowu ukazuje się rzeka. U brzegu znajdujemy zabitego jeŝozwierza, bierzemy kilkanaście kolców, przydadzą się. Odpoczywamy nad rzeka kilkanaście minut, potem walimy dalej. Po niedługim czasie w nieduŝej odległości od nas ukazuje się stado antylop, chyba z pięćdziesiąt sztuk. Psy podrywają się i gonią, my równieŝ. Idziemy i idziemy, indyków jak niema tak niema, juŝ zaczęliśmy wątpić, czy je w ogóle zobaczymy, gdy w oddali ukazało się kilka punkcików Indyki Wiemy co teraz robić, oto gonić je dopóty, dopóki nie zmęczą się. Tak tez robimy. Indyki nie dają się. Psy niejednemu juŝ wyrwały pióra z ogonów, a one uciekają. Miała się ku końcowi gonitwa i złapalibyśmy kilka indyków, gdy w oddali zobaczyliśmy dym, a zaraz potem ognisko, wkoło którego znajdowało się kilkudziesięciu czarnych. Nie zauwaŝyli nas. Zwracamy i szybko umykamy gdzie oczy niosą. W przestrachu nie zwaŝamy gdzie biegniemy. Powoli ustajemy. Zmęczeni jesteśmy jak po najcięŝszej robocie, nogi uginają się, pic się chce, pot leje się strugami, a do rzeki jeszcze daleko. Po pewnym czasie, po lewej stronie, zauwaŝamy ciemny pas drzew chyba rzeka skręcamy. Idziemy szybko, biegniemy. Lecz cóŝ za rozczarowanie zamiast rzeki znajdujemy wyschłe jej łoŝysko, a pic się chce, ślina w ustach zamieniła się na lepką papkę. CóŜ robić Idziemy dalej, rzeki niema, w gardle pali jak po połknięciu gorącego kartofla. Mija godzina, dwie, trzy. Ogarnia nas przestrach, cóŝ będzie jeŝeli nie znajdziemy wody? Nareszcie widzimy las, teraz na pewno jest rzeka, zaczynamy biec Przybiegamy rzeka jest, lecz brzeg stromy, którędy zejść? posuwamy się wzdłuŝ rzeki, dalej stromy, chyba z piętnaście metrów. Przeklinamy naszą wyprawę, co do jasnego ciasnego, czy ta rzeka nie ma niŝszego brzegu? 7

8 Znajdujemy w końcu moŝliwość przejścia, oto jedno z drzew pochylając się na bok sięga jedną gałęzią na drugi brzeg. Gałęź jest cienka, więcej podobna do lijany, aniŝeli gałęzi. Przełazimy pojedynczo na drugi brzeg. NaraŜamy się na złamanie karku, lecz teraz waŝniejsza jest woda. (Kiedy drugi raz przyliśmy na te miejsce, idąc trochę dalej znaleźliśmy całkiem wygodne przejście). Nad rzeką mamy pół-godzinny odpoczynek. Gasimy przede wszystkim pragnienie, jakiego nie odczułem przedtem i potem. Ochłonięci i świeźi wyruszyliśmy dalej, w powrotną drogę * * * Pewnego razu poszedłem raz z Polkiem, kolegą brata na tataraki. Idąc nad strumieniem, natknęliśmy się trzcinę cukrową. Polek kazał mi jej naciąć, a sam zanurzył się do krzaków. Wyciełem kilka sztuk gdy niepostrzeŝony przeze mnie z trzciny wynurzył się Massaj, wracający właśnie Polek krzyknął i szybko zaczął umykać. Ja nie zdąŝyłem. Brudne masajsko chwyciło mnie za włosy. Zacząłem szarpać się i kopać. Wściekły ze złości Massaj, chwycił za task t. zw. pango, który upadł mu na ziemię przy chwytaniu mnie, i zamachnął się. Krzyczałem przeraŝony śmiertelnie. Mimo woli zamknąłem oczy. Na pewno rozpłata mi głowę pomyślałem. Lecz cóŝ to? tasak z brzękiem upadł na ziemię. CóŜ się stało oto drugi Massaj, ubrany trochę lepiej, bo z płachta na grzbiecie, w ostatniej chwili odepchnął mu rękę. Nastąpiła kłótnia. Po massajsku, więc nie rozumiałem, lecz po chwili mój zbawca odezwał się do mnie w jęz. kiswahili. Zapytując dlaczegom ciął jego trzcinę. Wtedy długo nie namyślając się, zwaliłem całą winę na Polka, nie było go więc mu nic zrobić niemogli. Niewiadomo, co byłoby dalej, gdyby na ścieŝce nie ukazała się grupa Polaków. Zobaczywszy białych, czarni szybko skryli się w trzcinę, a ja szybko, maratońskim, zaczęłem biec w stronę obozu. Gdy przybyłem do domu, mama nie na Ŝarty przestraszyła się, widząc mą trupio blada twarz. Szybko kazała mi wleźć do łóŝka, myśląc, Ŝe dostałem malari. Wiadomo, niepowiedziałem jej prawdy. Na drugi dzień wstały zdrowy i rześki jak ryba. ZbliŜył się dzień wyjazdu do Anglii. Radość wielka. Anglia przecieŝ jest w europie, tam będzie jak w Polsce; własny dom, pole, krowy, konie, na pewno będzie i las, a w nim zwierzyna. PrzyjeŜamy do Anglii. Do portu w Liverpool. Wita nas cudowna anglosaska pogoda; deszcz i mgła, a po niej beczki, patrzymy na nie jak na dziwolągi. Przenosimy się z obozu do obozu, aŝ nareszcie osiedlamy się w Market Harborough. Zaczynam chodzić do szkoły. Spotykam tam nowe typy chłopców, z Indii, Palestyny, Egiptu, Libanu, Niemiec, nie mogę przystosować się do nich chodzę jak struty. Po niedługim czasie, dostaje zawiadomienie, ze jestem przyjęty do gimnazjum im. Mikołaja Kopernika w Cambridge. Tu spotykam kilku starych Afrykańczyków. Pozmieniali się. Pogoda i flegmatyczne twarze Anglosasów wyryły piętno na ich twarzy i zachowaniu się. 8

9 Paweł Czernik. Bottisham 3 lipiec 1952 [WINCENTY OPAŁKA] [wklejona fotografia] Mając 4 lata w r zostałem wywieziony z Polski do Uzbekistanu w Rosji. Mieliśmy tam bardzo cięŝkie Ŝycie. Mama musiała pracować na nas by zarobić trochę chleba. Pamiętam ten dzień w którym mama moja zachorowała. Była to późna jesień. Późnym wieczorem przyszła mama z pracy. Była blada i zmęczona. Poszła szybko spać nic nie jedząc. Na drugi dzień juŝ nie mogła wstać. Najstarsza siostra poszła za nią do pracy. Wreszcie przyszedł dzień w którym wywieziono nas dalej. Wieziono nas jak bydło które nie wie gdzie jedzie, w najgorszych jakie moŝna sobie wyobrazić warunkach. Była to najgorsza podróŝ w moim Ŝyciu. Właśnie wtedy straciłem ojca. Będąc małym nie rozumiałem bardzo co to jest stracić ojca. 9

10 Lecz teraz wiem. Po amnestii wyjechaliśmy wraz z innymi rodzinami do Krasnowocka [być moŝe chodzi o KRSNAOJARSK]. [wklejona fotografia Lwowa z podpisem : MIASTO LWÓW KTÓREGO NIE PAMIĘTAM] W Krasnowocku mnię wraz z dwoma braćmi i z siostrą odesłano do sierocińca. Mama i siostra zostały. Nasza czwórka pojechała do Persji. W Persji było nieźle. Pamiętam jak na jednym z posiłków dali nam szpinak i wszyscy nie znając tej potrawy wyrzucili go pod stół. Jadąc przez Persję, po górach wiele widziałem pięknych obrazów. Lecz nie mogę ich opisać bo nie pamiętam. Po wielu dniach podróŝy zawieziono do Indii do Bombayu [BOMBAJ]. Tam było nam tak dobrze jak w raju. Mieszkaliśmy nad morzem. Prawie co dzień siedziałem w wodzie. Nie umiałem pływać więc musiałem siedzieć. Nic specjalnego tam mię nie spotkało, tylko to Ŝe raz dostałem po głowie od Indusa kokosem. Po miesiącu pobytu w Bombaju pojechałem do Karachi. Tam kilka razy byłem i widziałem huragan. Wiele razy pozrywał namioty. A ile szkody narobił. Byłem równieŝ i w Jamugarze [JAMNAGAR]. W roku 1942 wyjechałem do Afryki. Wsiedliśmy na okręt, by opuścić ten gościnny kawałek ziemi. Jadąc okrętem przez Ocean Indyjski przerzyliśmy burzę. Okręt kołysał się jak łupka z orzechu rzucana przez fale. Wtedy właśnie byłem na drugim pokładzie. Musiałem przejść na pierwszy. Idąc schodami poślizgnąłem się i upadłem. Padając rozbiłem sobie głowę. Wypadek ten pamiętam do dziś. Wreszcie zawinąłem do Mombasy w Afryce. Z tamtąd zawieziono nas do Makindo. [najprawdopodobniej chodzi o MAKINDA lub MALINDI w TANZANII] Zapakowano nas do baraków w których nie było ani okien ani drzwi, tylko jako zasłony wisiały szmaty. Było tam w niewielu wypadkach niebezpiecznie. Lwy podchodziły nocą pod same baraki. Po kilku tygodniach zabrali nas na lory i zawieźli do osiedli Tangeru. [TENGERU W TANZANII] Tam spotkałem mamę i najstarsza siostrę. Mając 7 lat poszedłem do szkoły. Uczyłem się dosyć dobrze. Doszedłem do piątej klasy ze świadectwem bardzo dobrym. A teraz trochę o bozie. OtóŜ obóz nasz leŝał u podnórza góry Meru [GÓRA MERU], tak Ŝe z obozu widać było nieraz ognie które nie wiadomo skąd powstawały. W tym samym łańcuchu tylko dalej o wiele leŝała góra Kilemanjaro [KILIMANDśARO] na której leŝały wieczne śniegi oryginalnie wyglądające w tym tropikalnym krajobrazie. [wklejona fotografia z podpisem: OSIEDLE TANGERU] 10

11 Nie daleko od obozu było jezioro Doluty. Za tym jeziorem ciągnęła się DŜungla. [wklejona fotografia z podpisem: DśUNGLA] Gdy się wyszło drugą stroną obozu miało się tylko stepy przed sobą. Nie bardzo daleko takŝe leŝało miasto Arusha, przez które przechodziła główna droga do Nairobi. Koło obozu przechodził tor kolejowy z Moshy [MOSHI] do Arushy i Nairobi. W Afryce miałem wiele drobnych i niebezpiecznych przygód. Ale to jakoś minęło. W r wyjechałem do Anglii. [wklejona fotografia z podpisem: NAIROBI. STOLICE KENY] Płynąłem okrętem Cornwal Castle. Był to statek jedno kominowy. Jadąc, jechałem przez kanał Suezki [KANAŁ SUESKI] i przez cieśninę Gibraltar. Dnia 29 czerwca 1948 r. przybiłem do brzegu w porcie angielskim w Southampton. W porcie załadowano nas na pociąg i zawieziono nas do Daglingworth. Tam byłem dwa tygodnie. Po dwóch tygodniach pojechałem do Cornwallii do obozu S Morgan. Tam było mi dobrze jak w raju. Morze było mile od obozu. Miasto było teŝ mile a lotnisko pod morzem jak to mówią. Obóz leŝał w dolinie. Było tam bardzo ciepło. Nieraz tylko wiał wiatr lub padał deszcz, jak to zwykle w Anglii bywa. Z tamtąd dostałem się do szkoły w Bottisham. Nie było to tak łatwo poniewaŝ musiałem zdawać egzamin aŝ 3 razy. Wreszcie w r przyjechałem tu do Bottisham. Bottisham. Dnia 7 lipca 1952 r. Wincenty Opałka 11

12 [CZESŁAW UGLIK] [wklejona fotografia] Urodziłem się dnia 18.II.1936 w Berezie Kartuskiej woj. Poleski. Polski w ogóle nie pamiętam, bo jak mam pamiętać kiedy w Polsce byłem trzyletnim smykiem. Do Kazakstanu [KAZACHSTAN] w Rosji wywieziono nas w 1940 r. Z tego okresu pozostały mi tylko mgliste wspomnienia. Jedną rzeczą którą dobrze zapamiętałem z Rosji to, gdy na rekach Mamusi siedząc przyglądałem się Tatusiowi przebywającemu w miejscowym więzieniu w oczekiwaniu na deportację dalej. Następnie pamiętam jak jeździłem sankami z góry i ostatnie wspomnienie to juŝ z okrętu wiozącego duŝą grupę ludzi przez morze Kaspijskie do Persji do Pahlewi. W obozie Pahlewskim byłem zaledwie kilka dni skąd przewieziono nas do 3go. a potem do 1go. obozu. W Persji nabawiłem się perskich wrzodów na rękach. Wrzody jeździłem leczyć Teheranu. W kilka miesięcy potem wyjechałem do Afryki. Pamiętam gdy na okręcie mamusia powalona choroba morską leŝała całymi dniami i nocami na pokładzie i jak ja w raz z kilku innymi takimi jak ja maluchami chodziliśmy do kuchni okrętowej po świeŝe przeznaczone dla załogi bułki które nam kucharze dawali. (mówiąc nawiasem pasaŝerom chleb dawano niezbyt smakowity i dobry). Po trzytygodniowej podróŝy wpłynęliśmy do portu w Mombasie. [wklejona fotografia] Mombasa sprawiła na mnie przyjemne wraŝenie. Tak port jak i miasto widziane z pokładu okrętu było bardzo ładne. Po przybiciu do mola przeładowano nas od razu do pociągu który zawiózł mnie do obozu w Tanganice Tangeru [TENGERU W TANZANII]. 12

13 Obóz połoŝony był o kilka mil od góry Meru która wraz z innymi otaczała go pierścieniem. Na wschodzie daleko na horyzoncie błyszczały śnieŝne szczyty KilimandŜaro. TuŜ za obozem leŝało jezioro wulkaniczne otoczone wokół dosyć wysokimi pagórkami. Sam obóz był bardzo duŝy bo liczył z górą 5000 mieszkańców. Obóz podzielony był na 7 grup. [puste miejsce przeznaczone na fotografię] Do Tangeru przyjechałem w 1942 r. a opuściłem go w 1947 r. Tam jako szkrab pięcio letni zacząłem chodzić do szkoły. Nauka szła mi dobrze, ale zdrowie niedopisywało, bo bardzo chorowałem na malarię. Ale tym nieba rdzo się przejmowałem. Zaraz po wyjściu ze szpitala szło się nad jezioro i kapało się w bieliźnie. PoniewaŜ po wykapaniu się mokre kalesony nakładałem aŝeby Mamusia niepoznała Ŝe kapałem się, bo na jezioro chodziłem najczęściej bez pozwolenia. Więc tydzień potem wracałem do szpitala na dwa tygodnie. Ale nie tylko do rozrywek naleŝało kapanie się bo przecieŝ wokół rosła dŝungla, więc po powrocie ze szkoły szło się do lasu na kilka godzin pojeździć na ljanach i połazić po drzewach. Wieczorem natomiast wyświetlano filmy. Kino było na otwartym powietrzu otoczone tylko bambusowym częstokołem więc właziło się do kina przez dziurę jak to u nas nazywano. Wreszcie w roku Maja wyjechałem do Anglii, przez Nairobi samolotem po raz pierwszy w Ŝyciu. PodróŜ ta trwała tylko dobę, ale była bardzo przyjemna. Lądowaliśmy 3rzy. razy: w południe w Hartumie, (co za gorąc nawet cień nie daje ochłody) w nocy w Trypolisie. Miasto i lotnisko z lotu ptaka wyglądało w nocy malowniczo i czarująco. I wreszcie o 10 rano wylądowaliśmy w Londynie, który przyjął nas deszczem i mgłą. Po słonecznej Afryce Anglia sprawiła na mnie przygnębiające wraŝenie. W obozie Dalingworth byłem bardzo krótko. Z tego obozu Tatuś zabrał do Amesbury w Wittshire. PołoŜony w parku obóz wojskowy P.K.P.Ru stwarzał wygodne i przyjemne warunki Ŝycia. Gdy PKPR się skończyło z Ŝalem musiałem opuścić ten obóz w parku nad rzeką Avon. Mieszkając w Amesbury chodziłem do szkoły angielskiej. Obóz Checkendon aczkolwiek równieŝ połoŝony dogodnie sprawia o wiele gorsze wraŝenie. Tam teŝ miejscowej szkole polskiej kończę 5 klasę powszechną. Potem przydzielono mnie do szkoły w Diddington gdzie chodzę 3 miesiące do roku zostałem przeniesiony do szkoły w Bottisham. Tu zostałem przyjęty do kl. 1B. Od tego czasu stale uczę się w tej szkole juŝ przez trzy lata. Pisanie Ŝyciorysu zacząłem pisać w Bottisham skończyłem w [wklejona fotografia] Diddington 16. IX Czesław Uglik 13

14 [KRZYSZTOF BARDOWSKI] [wklejona fotografia] W Poznaniu, przy ulicy księdza Kantaka w dniu 23 kwietnia, 1938 roku, zapanowała wielka radość. Ta wielka radość była spowodowana moim urodzeniem się. W rok po moim urodzeniu wybuchła druga wojna światowa. Niemcy Sąsiedzi nasi z zachodu zaatkowali zachodnie granice naszego Kraju. Nasza rodzina tak jak wiele innych w obawie przed Niemcami uciekła z Polski zachodniej do wschodniej. Zatrzymaliśmy się we Lwowie. Tymczasem Rosja sprzymierzeniec zachodu a przezto i polski zdradziła Polskę. I gdy Polska walczyła z Niemcami na zachodzie, Rosja ze wschodu uderzyła na Nią. Rosjanie od razu zaczęli wywozić tysiące ludzi na Sybir. Pomiędzy nimi znalazła się nasza rodzina. W Rosji było nam bardzo źle. Nie mieliśmy co jeść i nie mieliśmy ubrań które w tamtych warunkach były konieczne. Z opowiadania moich rodziców pamiętam. Gdy nas wieziono do Astrachania moja mamusia na chwilę wysiadła z pociągu, gdyŝ chciała kupić trochę mleka. W czasie nieobecności mamusi nasz pociąg ruszył. Mamusia wsiadła do jednego z ostatnich wagonów. W czasie nieobecności mojej Mamusi moją siostrą i mną zaopiekowała się pewna pani. Po dość długim czasie Mamusia moja chodząc do wagonu do wagonu znalazła nas. Ile to przeŝycie nas kosztowało tylko Bóg jeden wie. Pani Jasztowa gdyŝ takie było nazwisko owej pani od tego czasu jechała z nami. Po amnestji wyszukanej dla obywateli polskich w 1941 roku pojechaliśmy do Iranu (Persji). Tam zamieszkaliśmy w mieście Isfahanie. Pani Jasztowa mieszkała razem z nami. 14

15 W tym domu był, mały i grzeczny piesek. Nikogo on nigdy nie atakował ani nie gryzł. Pewnego razu z siostrą moja postanowiliśmy się zabawić. Zabawa nasza miała być polowaniem. Mieliśmy polować na dzikie zwierzęta. Takim właśnie zwierzęciem miał być ów, wyŝej wymieniony piesek. Miało to się dziać w Puszczy, ale Ŝe puszczy tam nie było więc wyobraziliśmy ją sobie. Do puszczy musieliśmy dojechać. Wysokie poręcze od łóŝek zastępowały nam konie. Pudełka od papierosów zastępowały nam pociski. Polowanie zaczęło się. Gdy na naszych koniach dojechaliśmy do wyobraŝonej przez nas puszczy, zobaczyliśmy tego pieska pod fortepianem. Zaczęliśmy w niego rzucać owymi pudełkami. Piesek ten się przestraszył i zaczął ze strachu wyć i szczekać. Głos tego psa musiał nam przypominać ryk rannego zwierza, gdyŝ cieszyliśmy się bardzo. Trudno, tej dzikiej zabawie nie moŝna się dziwić, gdyŝ to co teraz bym się wstydził zrobić to wtedy robiłem z wielka radością. Zabawa ta skończyła się zbiciem przez jedno z nas pięknego szklanego abaŝuru i choć tak źle się skończyła zostawiła mi bardzo miłe wspomnienia. Innym razem wsadziłem głowę pomiędzy dwa pręty Ŝelazne. No i oczywiście nie mogłem głowy wyciągnąć. Siedziałem tak zgięty przez długi czas gdyŝ ani mnie ani mojej siostrze nie przyszło na myśl był głowę przekręcił. W końcu przyjechała pani i pan Josztowie i głowę mi wyciągnęli. Minęło kilka lat, w czasie których przejechałem 3 i 2 obóz (Persja), Bagdad (Irak), Basra (Irak), Damaszek (Syria) i w końcu dojechałem do Bejroutu stolicy Libanu. Tam zatrzymałem się na trzy dni. Po trzech dniach dowiedziałem się Ŝe mamy jechać do Ghaziru [GHAZIR]. Wsadzono nas do cięŝarowego wojskowego auta chevrolet i pojechaliśmy do Ghaziru. Całą drogę jechaliśmy serpentyną i szosą ciągnącą wzdłuŝ morza. Widzieliśmy hen wysoko Matkę Boską Libańską. [zostawione puste miejsce na fotografię] Była piękna pogoda. Cała droga, gdy odjechaliśmy od morza w góry, wlokła się serpentyną po bokach której były jary, wąwozy, i wąwoziki, strome urwiska i wejścia do malutkich jaskiń. WyŜej juŝ gdy dojeŝdŝaliśmy do osiedla to między zboŝem widać było setki tulipanów i fiołków alpejskich. Ptaków nie było ani widać ani słychać. Wreszcie dojechałem do osiedla w którym miałem mieszkać. Było ono połoŝone o jakiś 3 kilometry od morza drogą i około 350 metrów nad poziomem morza. Domy w Ghazirze były z ciosanych kamieni. Tu znowu spotkałem się z państwem Josztami którzy przed nami wyjechali do Libanu. Tu znowu razem mieszkaliśmy z nimi. Oprócz państwa Josztów spotkałem jeszcze kilku kolegów z 3-go obozu z Persji. 15

16 Pewnego razu poszedłem do mego kolegi w odwiedziny. Byliśmy bardzo ciekawi co widać z dachu więc wleźliśmy na dach. Matka mego kolegi zobaczyła nas na dachu więc zaczęła na nas krzyczeć byśmy schodzili z niego. Mój kolega zszedł pierwszy. Po nim po ciękiej gałęzi zacząłem schodzić ja. Nagle gałąź pękła i spadłem jak długi na kupę leŝących podemną kamieni. Odrazu poderwałem się, ale ledwo zrobiłem kilka kroków powtórnie upadłem. Tym razem straciłem przytomność Ocknąłem się leŝąc na łóŝku matki mego kolegi. Pierwszą twarz którą zobaczyłem była blada z przestrachu twarz mojej siostry. Zaraz wzięto mnie taksówką do domu. Na drugi dzień poszedłem do szkoły Rok później wyjechałem Libanu. Do Anglii. Jadąc przez Palestynę byłem zmuszony przez pewien wypadek zostać w niej prawie trzy miesiące. Z Palestyny przez Egipt, gdzie byłem teŝ trzy miesiące, Maltę i Gibraltar dojechałem do Liverpoolu Tu jeŝdŝąc z hostelu do hostelu zajechałem wreszcie do szkoły Bottisham gdzie zacząłem pisać swój Ŝyciorys i razem ze Bottishamem pojechałem do Diddington gdzie skończyłem go pisać. Diddington K. Berdowski [Krzysztof Berdowski utonął w jeziorze Wadhurst 4 sierpnia 1953 r. podczas obozu harcerskiego. Opis wypadku oraz związane z nim wycinki prasowe umieszczone są w kronice.] 16

17 [ANDRZEJ AGOPSOWICZ] [zostawione puste miejsce na fotografię] Pierwsze wraŝenia moje odniosłem w Afryce. Do Afryki pojechałem będąc dwuletnim dzieckiem. Niepamiętam Polski, lecz widzę ja wyraźnie z opisów i opowiadań moich rodziców. Opis przygód moich do przybycia do Afryki opieram na tym co usłyszałem od rodziców. Dom nasz stał niedaleko miasta Kołomyji. Niedaleko płynął rwący, przeźroczysty Prut aby o kilkadziesiąt kilometrów dalej przepłynąć granice Rumuńską. Ta bliska granica odegrała wielka rolę w naszej tułaczce po świecie. Bo pewnego dnia przed domem moich rodziców staje wóz naszych sąsiadów. Sąsiad śpiesznie wyskakuje z wozu i puka do drzwi. Przynosi bardzo waŝne nowiny. Wybuchła wojna. Trzeba się na gwałt pakować, brać tylko najbardziej wartościowe rzeczy. Za dziesięć minut trzeba wyjechać z domu aby się dostać za granicę, bo most przez Prut ma być wysadzony. ZdąŜyliśmy jeszcze przekroczyć granicę. W Rumunii dołączyliśmy się do niewielkiej grupy rodzin polskich tak samo z kraju uciekających. Po drodze do Francji mój Ojciec musiał wstąpić do wojska. Troska o mnie spadła na ręce Matki i starzejącej się Babki. Z Francji płynęliśmy okrętem przez morze Śródziemne do Algieru. Algier. Tu dopiero pierwsze obrazy zarysowują się w mojej pamięci. Pamiętam to duŝe miasto portowe jak gdybym je przed chwilą oglądał. Jego jak śnieg białych kamienic nie zapomnę nigdy. W Algierze z początku zamieszkaliśmy we wielkim budynku który kiedyś był szkołą. Tu dopiero zauwaŝyłem i zrozumiałem Ŝe istnieję i jestem człowiekiem. Zrozumiałem Ŝe jestem na obczyźnie daleko od swojego kraju. Pamiętam jak często powtarzałem: Kto ty jesteś? Polak mały, Jaki znak twój? Orzeł biały Tymczasem wojna i do Algieru zawitała. Niemieckie samoloty bombardowały port, a amerykańskie okręty odpowiadały na bomby armatami, których huk powodował drganie domów i sypanie się szyb. W laskach opodal tez stały wojska amerykańskie i angielskie. Teraz dopiero wiem Ŝe walki te oswobodziły miasto z pod okupacji niemieckiej. Niemcy wywozili z Algieru jedzenie dla wojska, a my głodowaliśmy. Mniejwięcej w 42-gim roku przeprowadziliśmy się do prywatnego mieszkania. Tu zetknąłem się pierwszy raz z obcymi ludźmi. Gospodarzami byli Francuzi o raczej niskiej kulturze. Teściowa zięcia była wielką miłośniczką zwierząt, ale jej zamiłowanie przechodziło wszelkie granice. W pokojach jej chodziły dwa psy, kilka kotów, kury i kaczka, a na werandzie mieszkał indyk. Psy całymi dniami uganiały się za kotami, a te, jakgdyby skarŝąc się, wyły po nocach. Indyka droczyłem wraz z kolegami gwizdaniem. Indyk swoim przeraźliwym głosem sprowadzał na balkon starą teściową która jak ksiądz z ambony, uŝywając tylko nieco innych słów prawiła nam kazanie. 17

18 Kolegami moimi byli Francuzi. Nauczyłem się od nich bardzo szybko mówić biegle po francusku. Oni jako moi koledzy byli bardzo dobrzy ale na ogół Francuzi algierscy byli raczej wrogo usposobieni dla Polaków tak jak i dla Arabów. Arabowie byli natomiast bardzo przyjaźni. Rozumieli nasze połoŝenie, bo sami w podobnym byli. Na czarnym rynku sprzedawali bardzo niechętnie Francuzom, natomiast Polakom przemycali towar do domów. Gdy w Algierze zapanował pokój, Polacy zaczęli myśleć o szkolnictwie. Matka dała mnie do prymitywnej szkółki prowadzonej przez bardzo dobrą nauczycielkę. Do szkółki chodziło dość duŝo dzieci w moim wieku. Chodziliśmy często na spacery i wycieczki. Mimo wszystko szkoły nie lubiłem i nadal nie znoszę. Nudziło mi się tam, a zresztą w ogóle w całym mieście od czasu pokoju nic się ciekawego nie działo. Czekałem więc na dzień który by zmienił to Zycie. Oto i dzień nadszedł. Na ulicach miasta Francuzi poczęli niespodziewanie wrzeszczeć radośnie, tańczyć i rzucać się nawzajem w objęcia. W ten to sposób dowiedziałem się Ŝe jest juŝ po wojnie. Dostajemy parę dni później telegram od Ojca: Oczekuję was we Włoszech. Drugi Korpus sprowadzał do Włoch rodziny swoich Ŝołnierzy, a Ojciec był właśnie w bazie. Parę dni które musiałem przeczekać do wyjazdu zdawały mi się długie jak lata. AŜ nadszedł dzień wyjazdu. Uszczęśliwiony byłem gdy się znalazłem juŝ na statku. Na okręcie znalazłem sobie towarzystwo do zabawy, ale nie mogłem się spokojnie bawić gdy zobaczyłem Babcię smutnie siedzącą na tyle okrętu. Widząc łzy toczące się po pomarszczonych policzkach zapytałem o przyczynę smutku. Odpowiedź nic mnie całkiem nie zadowoliła. Popatrzyłem za jej wzrokiem który padał na port. Wtedy i mnie oblała fala dziwnego uczucia. Jaskrawo białe kamienice i ciemne palmy miedzy nimi zdawały się oskarŝać mnie o niewdzięczność za te lata gościnności. Widok był piękny. Port jest połoŝony u stóp gór pokrytych ciemną zielenią, która tworzy tło dla tej raŝącej bieli domów. Nad wszystkim wisiało ciemne niebo bez jednej chmurki i to wszystko odbite w spokojnej wodzie. Raptem w porcie zrobił się ruch. Zaryczały syreny a wodę wzburzyły małe holowniki które wyciągały olbrzyma z portu na głębsze wody. Dwa dni i dwie nice płynęliśmy olbrzymią Malloą do celu. Włochy. Kraj pięknej pogody, słońca i owoców. Włochy witają mnie dziwnie. Oto z daleka widzę wielką kopcącą górę. Jest to Wezuwiusz. Potem wpływamy w sławny port Neapol. Mieszkaliśmy parę dni w Aversa, niedaleko Neapolu później w obozie Barletta niedaleko od Barii. Pewnego dnia w Barllecie, gdy bawiłem się na podłodze wszedł do pokoju jakiś nieznany mi męŝczyzna. Matka się zerwała z miejsca i z wielką radością rzuciła mu się na szyję. Był to mój ojciec. Niechciałem się z ojcem rozstać ani na sekundę. Chodziłem za nim jak cień. Ale Ojciec był w wojsku gdzie słuŝba stoi na pierwszym miejscu. Ojciec musiał pojechać do Taranto na samym południu. Ja, z Matką i Babcią, przeprowadziliśmy się do budynku gimnazjum polskiego w Trani. Moja matka pracowała w gimnazjum. Trani leŝy nad morzem, czego nie mało korzystałem. Niedaleko gimnazjum rosły winogrona. Często kładłem się miedzy ich karłowate krzaki i jadłem do znudzenia. We Włoszech byłem niestety krótko bo trzeba było z wojskiem jechać do Anglii. Wyjazd do Anglii był bardzo źle zorganizowany. Były opóźnienia wielkie. Jazda pociągiem była mecząca. Jechaliśmy pociągiem ze dwa dni, przez Alpy i Francję do Calais. Z Calais płynęliśmy małym statkiem około dwóch godzin. PrzyjeŜdŜamy do tej Anglii, deszczem opływającej. Tu zaraz trzeba iść do tej znienawidzonej szkoły. Jestem juŝ tu sześć lat. Nieznoszę tego kraju. Nikt nie wie jak pragnąłbym wrócić przez śliczne Włochy, Rzym znowu zobaczyć, z powrotem przez morze śródziemne na krótki czas tam gdzie dzieciństwo było moje, tamtędy, i dotrzeć tam gdzie 18

19 stała moja kołyska. Przeleciał w tej chwili nademną samolot odrzutowy angielski. Takim bym się chciał dostać tam skąd się tułam, tylko Ŝeby na maszynie były biało-czerwone odznaki! Kiedy tu ciągle nademną głos mówi : JeŜeli chcesz przyczynić Polsce i jej lotnictwu, to ucz się! A. Agopsowicz. [ANDRZEJ LIPIŃSKI] [na sąsiedniej stronie wklejone dwie fotografie Warszawy z podpisem: WARSZAWA KTÓRĄ PAMIĘTAM] Urodziłem się 3-go października 1937-go roku w Warszawie na ulicy Senatorskiej. Dom w którym rodzice mieszkali była sześcio piętrowa kamienica. W gmachu tym spędziłem duŝo bezsennych nocy pełen strachu z powodu bombardowań. Ojciec poszedł na wojnę zostawiając mnie z matką. Co pamiętam z mojej wczesnej młodości jest przygoda z rowerem. Pewnego razu gdy mamusia poszła po zakupy ja wyciągnąłem swój rower na trzech kółkach i poczełem jeździć po klatce schodowej. Lecz zapatrzywszy się w okno a równocześnie jadąc, zjechałem po schodach i mocno się potłukłem. W 1942-im roku zachorowałem Ciało moje pokryte było wszędzie czyrakami. Jak leŝałem na łuŝku to jak na kartoflach. Mamusia powiedziała mi Ŝe na jednym kolanie miałem ich trzynaście. Dopiero po dwóch miesiącach wykurowałem się. Po moim wyzdrowieniu razem z mamusią chandlowałem mięsem i słoniną, by zarobić na utrzymanie w czasie okupacji niemieckiej. Pewnego razu mamusia sama pojechała i pociąg wykolejł się na szczęście nic mamusi się nie stało. Pamiętam pierwszy nalot rosyjski na Warszawę. Pamiętam Ŝe zostałem obudzony przez mamusię i otulony w koc zostałem zniesiony do schronu. Lecz po pół godzinie alarm został odwołany. Rosjanie zrzucili kilka bomb lecz na przedmieściu Warszawy. [wklejona fotografia Warszawy] W 1943-im roku został zabity mój wujek. Pojechał on na handel i został zabity przez partyzantów. Była to wielka strata dla cioci i wogóle całej naszej rodziny. W 1944-tym roku 1 sierpnia wybuchło powstanie. Centrum Warszawy to znaczy i nasza ulica przechodziła z rąk do rąk. AŜ 12-go sierpnia zdobyli nasz dom Ukraińcy. Pamiętam Ŝe gdy opuszczałem dom nasz razem z mamusią przed dome stały dwa potęŝne czołgi niemieckie tygrysy. Była to godzina 2-ga po południu. [wklejona fotografia Warszawy] Z całej ulicy wyprowadzono koło trzech tysięcy ludzi. Przeprowadzili nas przez Senatorską aŝ do Placu Bankowego a z tamtąd do 19

20 Ogrodu Saskiego. Tam juŝ stało osiem karabinów maszynowych i mieli nas prawdopodobnie rozstrzelać. Lecz koło w pół do trzeciej przyszedł niemiecki oficer i powiedział Ŝe zabijanie ludności cywilnej jest wzbronione. Więc poprowadzili nas koło płonącej hali Miroskiej aŝ na Wolę a z Woli na przedmieście Warszawy. Marsz ten trwał około dwóch godzin przy czym pogoda była piękna i z gorąca nie moŝna było wytrzymać. Gdy wyszliśmy z Warszawy Niemcy kazali nam usiąść koło drogi i odpocząć. Lecz ja i mamusia i jeszcze kilka rodzin udając Ŝe idziemy się załatwić uciekliśmy do pobliskiej miejscowości letniskowej za Warszawą która nazywała się Włochy. Tam przenocowaliśmy w stodole i na drugi dzień poszliśmy do wioski teŝ pod Warszawą która nazywała się Ursus. Tam mieszkaliśmy dwa miesiące. Mamusia chodziła kopać okopy w Warszawie za tego gospodarza u którego mieszkaliśmy a on nam za to odstąpił pokój do mieszkania z cało-dziennym utrzymaniem. Gdy mamusia szła kopać okopy ja musiałem pomagać zrywać owoce w sadzie i spełniać inne posługi. Po upadku powstania mamusia postanowiła pojechać do babci, która mieszkała koło Radomia w Przysusze. PoniewaŜ nie mieliśmy tyle pieniędzy, dojechaliśmy tylko do Kielc a z tamtąd na piechotę. Jakieś dwa tygodnie po naszym przybyciu przyjechał mój wujek, który takŝe był w Warszawie w czasie okupacji i powstania. Lecz po kilku tygodniach pobytu tam moŝna powiedzieć przeŝywaliśmy nowe powstanie. W tym małym miasteczku stało kilka oddziałów niemieckich i w tym samym czasie, Rosjanie zdobyli Radom i atakując go przez dwa dnie, Niemcy musieli się poddać. Cały ten czas siedzieliśmy w lesie bo bomby leciały jak grad. Gdy Rosjanie zdobyli Warszawę z końcem 1944-go roku mamusia z wujkiem postanowiła wracać. Choć zima była bardzo sroga zdecydowaliśmy pojechać. Po wielkich trudach przybyliśmy do Warszawy. Tam zamieszkaliśmy na Mokotowie. Z początkiem 1945-go roku mamusia posłała mnie do szkoły, do 1-szej powszechnej, chociaŝ poszedłem po półroczu zostałem najlepszym uczniem. Tymczasem mój wujek pracował w milicji i utrzymywał nas. W zimie w roku 1946-tym gdy juŝ byłem w 2-giej powszechnej zostałem udeŝony z procy w nogę. Wtedy to mało co nie dostałem gruźlicy kości. Na lewej nodze wyrósł mi potęŝny wrzód. Więc mamusia wzięła mnie do kliniki dziecięcej na Litewskiej i tam operowała mnie dr. Glińska. Po operacji leŝałem w domu przez sześć miesięcy w czasie gdy leŝałem na tą nogę chorowałem jeszcze na inne choroby jak np.: koklusz, odra, ospa i świnka. Na miesiąc przed końcem roku poszedłem z powrotem do szkoły. ChociaŜ z gorszym wynikiem jednak zdałem do trzeciej klasy. Raz na wakacjach przyszedł nieznajomy gość. Wyglądał bardzo tajemniczo. Spytał się mamusi jak się nazywa i czy jest Ŝoną Czesława Lipińskiego. Gdy mamusia powiedziała Ŝe tak, to ten dopiero powiedział o co chodzi. Powiedział Ŝe przyszedł z Niemiec od tatusia i Ŝe ma nas zaprowadzić do Niemiec. Powiedział Ŝeby mamusia była za 10-dni w Poznaniu. Mamusia z wujkiem sprzedali wszystkie meble i mieszkanie i wybraliśmy się do Poznania. Po dniu pobycia w Poznaniu razem z tym panem i jeszcze innymi rodzinami które on takŝe miał przeprowadzić a między innymi panią Jarkiewiczową z synem, pojechaliśmy do Kostrzynia, prawie Ŝe na granicy polsko-niemieckiej. Tam mieszkaliśmy potajemnie w opuszczonym domu przez 4-ry dni. Na piąty dzień ukradkiem wsiedliśmy do towarowego pociągu który szedł do Berlina. Z podróŝy tej nic nie pamiętam bo cały czas spałem. O godzinie ósmej rano przyjechaliśmy do Berlina. Po tygodniowym pobycie w Berlinie wyjechaliśmy samochodem do Alchorn. W Alchorn po siedmiu latach zobaczyłem pierwszy raz tatusia. Na nieszczęście nie wiedziałem jak tatuś wygląda mamusia musiała mi go pokazać. Na drugi dzień po naszym przyjeździe tatuś wynajął dwa pokoje w jednej z niemieckich will która była bardzo duŝa. Ja z tatusiem chodziłem na kuchnię Ŝołnierską a mamusi przynosiliśmy w manaszce. Ja prawie cały dzień chodziłem na grzybki a mamusia ususzyła Ŝeby później było co wziąść do Anglii bo dowiedzieliśmy się Ŝe Anglii nie ma grzybów. W Niemczech nauczyłem się jeździć na rowerze ale się 20

21 strasznie potłukłem a raz nawet spadłem do kałuŝy z wodą. Po dwóch miesiącach pobytu w Niemczech przyjechaliśmy do Anglii z portu Niemieckiego Kux Chafen [CUXHAVEN]. Płynęliśmy 3 dni i przbiliśmy do brzegów tej wyspy 26-go listopada 1946-go roku w porcie Londyńskim. Z tamtąd do obozu koło Melton-Mowbray z kąd po dwóch latach przybyłem do tej szkoły, i gdzie zaczełem pisać ten Ŝyciorys. [wklejona fotografia Warszawy] Diddington ALipiński. 29.IX.52. [FRANCISZEK WOJEWÓDKA] [zostawione puste miejsce na fotografię] 21

22 W dniu piątego września, 1937 roku, przyszedłem na świat w małej osadzie. Osada znajdowała się dwanasie kilometrów od Tarnopola, która nazywała się Sienkiewiczówka. Z Polski nic nie pamiętam gdyŝ zostałem wywieziony wraz z rodziną, mając trzy lata. Wywieziono nas do Rosji, gdzie duŝo mieliśmy przeŝyć. Do Rosji jechaliśmy w zimie. Pamiętam tą chwilę dobrze jakby to było dzisiaj. Siedziałem w sankach wraz z naszymi rzeczami. Naokoło, gdzie okiem sięgnąć leŝał śnieg. Nic oprócz niego nie było widać. Reszta mojej rodziny szła pieszo, pchając lub ciągnąc sanie, gdyŝ konie zostały nam zabrane przez bolszewików. Mój braciszek chciał udać bochater i mówił Ŝe będzie szedł pieszo całą drogę. Lecz uszedłszy dość duŝy kawał zaczął narzekać Ŝe go nogi bolą, więc go mamusia musiała posadzić na sankach. Przez cały czas padał śnieg. Rzucono nas do Kazakstanu [KAZACHSTAN]. Tu rozstaliśmy się z Tatusiem, który poszedł do wojska aby nam więcej pomóc. Moje siostry i brat mieszkaliśmy z mamom w małym domku. Mama mósiała cięŝko pracować by nas zdołać wyŝywić. Raz mama miała kilka kromek chleba. Dała nam po jednej na obiad a reszta miała być na kolację. Na kolacji mama zauwaŝyła Ŝe jednej kromki brak. Więc nas się pyta czy któreś z nas nie wzięło tej kromki. Mój braciszek powiedział Ŝe wziął, aby gdy będzie głodny to się posili. Mama pracując cięŝko zachorowała i poszła do rosyjskiego szpitala. Najstarsza siostra odwiedzała mamę co dnia. Raz przyszła zapłakana i powiedziała Ŝe mama umarła. Ta chwila była najtragiczniejsza w moim Ŝyciu. Na drugi dzień poszliśmy do sierocińca. Z sierocińcem przyjechaliśmy do Gorczakowa gdzie zachorowałem na świnkę i poszedłem do szpitala. W szpitalu były z najmłodszą siostrą która cięŝko chorowała. Po długim pobycie w szpitalu siostra mi umarła. Z Gorczakowa razem z całym sierocińcem pojechałem do Indii. Jechaliśmy bardzo wysokimi górami. Przybywszy do Indii, musieliśmy jechać przez rzekę, statkiem parowym. Potem torami przybyliśmy do osiedla nie daleko Jamnagaru [JAMNAGAR]. Osiedle było rozłoŝone na niewielkim pakórku w okolicy o bardzo rozmaiconym krajobrazie. Baraki były budowane z kamieni, a kryte dachówką. Od strony wjazdu był duŝy plac na którym odbywały się wspólne wieczorne i poranne modlitwy. Tydzień po przyjeździe zabrali mię znów do szpitala. Było mi bardzo tęskno za rodziną. Gdy wyszedłem ze szpitala to spoczątku nie wiedziałe gdzie moje siostry mieszkają. Lecz później one przyszły do mnie i do brata. Na początku z bratem uczęszczaliśmy do przeczkola. W kraju tym gdy nadejdzie pora deszczów wszyscy się cieszą ztego. Dlatego Ŝe w Indiach deszcz jest Ŝadkością. Jak pierwszy deszcz zpadnie wszyscy go witają z radością i śmiechem. Gdy byłem w drugiej klasie powszechnej, harcerze urządzili obóz w pobliskim miasteczku Hadianie, na który udali się takŝe zuchy. Siostry moje i brat pojechali na obóz. Ja nie pojechałem dlatego Ŝe jeszcze nie byłem zuchem. Było mi bardzo smutno. Po wyjeździe harcerzy co dnia chodziłem do świetlicy. Raz siedząc w świetlicy, jeden chłopiec powiedział mi Ŝe mnie woła ksiądz, który będzie pod sklepikiem. Przyszedły na miejsce wskazane ksiądz kapelana powiedział mi Ŝe mogę znim pojechać do harcerzy. Bardzo się stego ucieszyłem. Ksiądz wziął ze sobą dubeltówkę i pojechaliśmy taksówką. Gdy zajechaliśmy do obozu harcerzy, moja starsza siostra która była wodzem zuchów zaprowadziła mnie do nich. Zuchy mieszkali w niewielkim domku obok obozu harcerskiego. Tam przechodziło się przez rzeczkę po kamieniach. Zuchów w domu nie zastałem więc musiałem czekać. Zuchy przyszli na kolację to wtedy zobaczyłem się z bratem. 22

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 11 Opracowała Daniela Abramczuk Zdjęcie na okładce Julia na huśtawce pochodzą z książeczki Julia święta Urszula Ledóchowska za zgodą Wydawnictwa FIDES. o Mała Jadwinia

Bardziej szczegółowo

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania.

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania. Tytuł: Marzenie Franka Kupki Tekst: Anna Cwojdzińska Ilustracje: Aleksandra Bugajewska Wydanie I, lipiec 2012 Text copyright Anna Cwojdzińska Illustration copyright Aleksandra Bugajewska Uprzejmie prosimy

Bardziej szczegółowo

Przed podróŝą na Litwę

Przed podróŝą na Litwę Przed podróŝą na Litwę Źródło: http://www.hotels-europe.com/lithuania/images/lithuania-map-large.jpg BirŜai to niewielkie miasto litewskie wyznaczone jako miejsce kolejnego, juŝ piątego spotkania przedstawicieli

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

Psychologia gracza giełdowego

Psychologia gracza giełdowego Psychologia gracza giełdowego Grzegorz Zalewski DM BOŚ S.A. Hipoteza rynku efektywnego 2 Ceny papierów wartościowych w pełni odzwierciedlają wszystkie dostępne informacje. Hipoteza rynku efektywnego (2)

Bardziej szczegółowo

NIE BLEDNIJ, KORALICZKU!

NIE BLEDNIJ, KORALICZKU! NIE BLEDNIJ, KORALICZKU! W ogrodzie pojawiła się mamusia Piotra i zabrała syna do domu. Chłopak szepnął Karolci, by nikomu nie mówiła o ich przygodzie. Dziewczynka też wracała do domu. Spotkała tatusia,

Bardziej szczegółowo

KSIĄŻECZKA ZUCHA SPRAWNEGO. 21 Gromada Zuchowa Misie Patysie. Opracowała: pwd. Aleksandra Nowak

KSIĄŻECZKA ZUCHA SPRAWNEGO. 21 Gromada Zuchowa Misie Patysie. Opracowała: pwd. Aleksandra Nowak KSIĄŻECZKA ZUCHA SPRAWNEGO 21 Gromada Zuchowa Misie Patysie Opracowała: pwd. Aleksandra Nowak JA W przyszłości chciałabym być, opowiedziałam o tym na zbiórce. Nazywam się W wolnym czasie lubię Urodziny

Bardziej szczegółowo

,,Opowieści ze szlaku. Kacper Werla

,,Opowieści ze szlaku. Kacper Werla ,,Opowieści ze szlaku Kacper Werla Postanowione. Jedziemy z mamą na trzydniową wycieczkę w Karkonosze! Naszą wędrówkę rozpoczynamy w Szklarskiej Porębie. Idziemy czerwonym szlakiem, mijając Wodospad Kamieńczyka

Bardziej szczegółowo

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom.

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. Mogą to być koty: Gdyby również zaszła taka potrzeba zaopiekowalibyśmy się

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska spektakl edukacyjno-profilaktyczny dla najmłodszych. (Scenografia i liczba aktorów - zależne od wyobraźni i możliwości technicznych reżysera.) Uczeń A - Popatrz

Bardziej szczegółowo

Dzieci 6-letnie. Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw

Dzieci 6-letnie. Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw Dzieci 6-letnie Temat: RADOŚĆ I SMUTEK PRAWEM DZIECKA Cele ogólne: Stwarzanie sytuacji edukacyjnych do poznawania przez dzieci swoich praw Cele szczegółowe: DZIECKO: poznaje prawo do radości i smutku potrafi

Bardziej szczegółowo

Scenariusz ślubowania uczniów klasy pierwszej

Scenariusz ślubowania uczniów klasy pierwszej Scenariusz ślubowania uczniów klasy pierwszej Obsada: - prowadząca - Wielki Magik - pomocnicy magika (2 3 osoby) Pomoce: - 2-3 miotły - 2-3 zraszacze - 2-3 kredy - ołówek z biało-czerwoną kokardą - dyplomy

Bardziej szczegółowo

WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW

WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW Teksty biblijne: Dz. Ap. 6, 1 7 Tekst pamięciowy: Gal. 6, 10 ( ) dobrze czyńmy wszystkim ( ) Nikt nie jest za mały, aby pomagać innym! Zastosowanie: * Pan Bóg pragnie, abyśmy otoczyli

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. JÓZEF I JEGO BRACIA 11. JÓZEF I JEGO BRACIA

STARY TESTAMENT. JÓZEF I JEGO BRACIA 11. JÓZEF I JEGO BRACIA JÓZEF I JEGO BRACIA 53 Jakub miał wielu synów. Było ich dwunastu. Jakub kochał wszystkich, ale najbardziej kochał Józefa. Może to dlatego, że Józef urodził się, kiedy Jakub był już stary. Józef był mądrym

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Geneza. Plan wydarzeń

Geneza. Plan wydarzeń Geneza Geneza Pomysł napisania opowiadania o Lampo powstał, kiedy Roman Pisarski poznał historię psa, która została opisana we włoskiej gazecie. Plan wydarzeń 1. Pies przyjeżdża do Marittimy. 2. Zawiadowca

Bardziej szczegółowo

www.abcprzedszkola.pl

www.abcprzedszkola.pl 1 do artykułu z cyklu Bajkowe Abecadło autorstwa Chanthy E.C. zamieszczonego na www.abcprzedszkola.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Występują: Narrator (przedszkolanka lub rodzic) Brzydkie Kaczątko Mama

Bardziej szczegółowo

oryginalny tekst i zdjęcia www.fao.org/food/photo_report

oryginalny tekst i zdjęcia www.fao.org/food/photo_report CHŁOPIEC MIESZKAJĄCY NA WZGÓRZACH MADAGASKARU OPISUJE SWOJE CODZIENNE OBOWIĄZKI, TROSKI I MARZENIA, ORAZ JAK TO SIĘ STAŁO, śe SZKOLNY OGRÓDEK TeleFood SPRAWIŁ, śe DZIECI CZĘŚCIEJ CHODZĄ DO SZKOŁY, LEPIEJ

Bardziej szczegółowo

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku I Komunia Święta Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku Ktoś cię dzisiaj woła, Ktoś cię dzisiaj szuka, Ktoś wyciąga dzisiaj swoją dłoń. Wyjdź Mu na spotkanie Z miłym powitaniem, Nie lekceważ znajomości

Bardziej szczegółowo

Pewien człowiek miał siedmiu synów, lecz ciągle nie miał córeczki, choć

Pewien człowiek miał siedmiu synów, lecz ciągle nie miał córeczki, choć troszeczkę, z każdego kubeczka wypiła łyczek, do ostatniego kubeczka rzuciła zaś obrączkę, którą zabrała ze sobą. Nagle usłyszała trzepot piór i poczuła podmuch powietrza. Karzełek powiedział: Panowie

Bardziej szczegółowo

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy.

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy. Zając wychodził z siebie ze złości i krzyczał: Biegniemy jeszcze raz, jeszcze raz wkoło! Nie ma sprawy, odparł jeż, Ile razy masz ochotę. Biegał więc zając siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle dotrzymywał

Bardziej szczegółowo

LP JA - autoprezentacja JA - autoidentyfikacja MY ONI 1. SZKOŁA: nie było jakiejś fajnej paczki, było ze Ŝeśmy się spotykali w bramie rano i palili

LP JA - autoprezentacja JA - autoidentyfikacja MY ONI 1. SZKOŁA: nie było jakiejś fajnej paczki, było ze Ŝeśmy się spotykali w bramie rano i palili LP JA - autoprezentacja JA - autoidentyfikacja MY ONI 1. SZKOŁA: nie było jakiejś fajnej paczki, było ze Ŝeśmy się spotykali w bramie rano i palili papierosy a później wieczorem po szkole tez Ŝeśmy się

Bardziej szczegółowo

"PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA"

PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA "PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA" Maciej Rak kl.4a 1 PEWNEGO DNIA W SZKOLE NA LEKCJI MATEMATYKI: PANI: Dzieci, proszę o ciszę!!! STAŚ: Słuchajcie pani, bo jak nie, to zgłoszę wychowawczyni żeby wpisała

Bardziej szczegółowo

Raport o kursie. Strona 0. www.oczyszczanieumyslu.pl www.czystyumysl.com

Raport o kursie. Strona 0. www.oczyszczanieumyslu.pl www.czystyumysl.com Raport o kursie Strona 0 Raport o kursie Marcin Tereszkiewicz Raport o kursie Strona 1 Oczyszczanie Umysłu Oczyść swój umysł aby myśleć pozytywnie i przyciągać to czego chcesz Raport o kursie Strona 2

Bardziej szczegółowo

Wakacje to czas zabawy i wypoczynku. Dzieci grają w. Jeżdżą na. Lubią kąpać się w. W sadzie dojrzewają i.

Wakacje to czas zabawy i wypoczynku. Dzieci grają w. Jeżdżą na. Lubią kąpać się w. W sadzie dojrzewają i. Wakacje to czas zabawy i wypoczynku. Dzieci grają w. Jeżdżą na. Lubią kąpać się w. W sadzie dojrzewają i. "Jedziemy na wakacje Jedziemy na wakacje do lasu, nad wodę. Prosimy ciebie, słonko o piękną pogodę.

Bardziej szczegółowo

SP Klasa V, Temat 17

SP Klasa V, Temat 17 Narrator: Po wielu latach od czasu sprzedania Józefa do Egiptu, w kraju Kanaan zapanował wielki głód. Ojciec Józefa Jakub wysłał do Egiptu swoich synów, by zakupili zboże. Tylko najmłodszy Beniamin pozostał

Bardziej szczegółowo

Grzegorz Ciechowski Obywatel G.C. Album: Obywatel świata UMARŁA KLASA

Grzegorz Ciechowski Obywatel G.C. Album: Obywatel świata UMARŁA KLASA Grzegorz Ciechowski Obywatel G.C. Album: Obywatel świata UMARŁA KLASA minęło juŝ piętnaście lat siadamy znów do szkolnych ław to bardzo fajny pomysł był by zrobić taki zjazd ta pani w rogu - zdaje się

Bardziej szczegółowo

INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK

INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK Pobrano ze strony http://www.przedszkole15.com.pl/ INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK Jest to bajka, która pomoże dzieciom zrozumieć, jak należy dbać o przyrodę i zachować się w lesie.

Bardziej szczegółowo

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca Autor wiersza: Anna Sobotka PATRON Każdy patron to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie Pani Ania. Mądra, dobra i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca uszczęśliwić mnie umiała. Myśli moje do Niej

Bardziej szczegółowo

Ziemia. Modlitwa Żeglarza

Ziemia. Modlitwa Żeglarza Ziemia Ziemia, którą mi dajesz, nie jest fikcją ani bajką, Wolność którą mam w Sobie Jest Prawdziwa. Wszystkie góry na drodze muszą, muszą ustąpić, Bo wiara góry przenosi, a ja wierzę Tobie. Ref: Będę

Bardziej szczegółowo

Friedrichshafen 2014. Wjazd pełen miłych niespodzianek

Friedrichshafen 2014. Wjazd pełen miłych niespodzianek Friedrichshafen 2014 Wjazd pełen miłych niespodzianek Do piątku wieczora nie wiedziałem jeszcze czy pojadę, ale udało mi się wrócić na firmę, więc po powrocie do domu szybkie pakowanie i rano o 6.15 wyjazd.

Bardziej szczegółowo

Nadszedł wreszcie upragniony czas wycieczki. Wszyscy nie mogliśmy się doczekać. Agnieszka Kaj i Arek Grześkowiak ciągle odliczali dni do wyjazdu.

Nadszedł wreszcie upragniony czas wycieczki. Wszyscy nie mogliśmy się doczekać. Agnieszka Kaj i Arek Grześkowiak ciągle odliczali dni do wyjazdu. Nadszedł wreszcie upragniony czas wycieczki. Wszyscy nie mogliśmy się doczekać. Agnieszka Kaj i Arek Grześkowiak ciągle odliczali dni do wyjazdu. Droga zapowiadała się długa. Nie mieliśmy rezerwacji w

Bardziej szczegółowo

Siekierczyn, 12.11.2012r. Kochana Babciu!

Siekierczyn, 12.11.2012r. Kochana Babciu! Siekierczyn, 12.11.2012r. Kochana Babciu! Na wstępie mojego listu serdecznie Cię pozdrawiam. Chcę Ci opowiedzieć, jak dbam o siebie. Zdrowo się odżywiam. Piję soki owocowe. Chodzę z mamą na spacery. Dużo

Bardziej szczegółowo

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku...

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wyznania Wyznania Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wolę być chwilą w Twoim życiu niż wiecznością w życiu innej!!! Nie wiem, czy chcesz ze mną chodzić,

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

Październik. TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa

Październik. TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa Październik TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa Projekt sytuacji edukacyjnych (oprac. mgr Sylwia Kustosz, Edukator Froebel.pl) Przebieg spotkania w Porannym kole: PONIEDZIAŁEK:

Bardziej szczegółowo

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (1 J 4,11) Droga Uczennico! Drogi Uczniu!

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (1 J 4,11) Droga Uczennico! Drogi Uczniu! Droga Uczennico! Drogi Uczniu! Jesteś już uczniem i właśnie rozpoczynasz swoją przygodę ze szkołą. Poznajesz nowe koleżanki i nowych kolegów. Tworzysz razem z nimi grupę klasową i katechetyczną. Podczas

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci!

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! W samo południe 14 Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! przed czytaniem 1. W internecie można znaleźć wiele rzeczy. W internecie, czyli właściwie gdzie? Opracujcie hasło INTERNET na podstawie własnych skojarzeń

Bardziej szczegółowo

Wolontariat. Igor Jaszczuk kl. IV

Wolontariat. Igor Jaszczuk kl. IV Wolontariat Wolontariat ważna sprawa, nawet super to zabawa. Nabierz w koszyk groszy parę, będziesz miał ich całą chmarę. Z serca swego daj znienacka, będzie wnet Szlachetna Paczka. Komuś w trudzie dopomoże,

Bardziej szczegółowo

0. Planowaliśmy wypad za miasto.. x..ale musieliśmy go przełożyć.

0. Planowaliśmy wypad za miasto.. x..ale musieliśmy go przełożyć. SPÓJNIKI B2 / C1 1. Proszę uzupełnić poniższy tekst odpowiednimi spójnikami: i ale a oraz lecz lub albo.., albo ani.., ani Maria bawiła się z dziećmi w pokoju, (1) Tomasz siedział w fotelu na tarasie (2).

Bardziej szczegółowo

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!!

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W dniu 30-04-2010 roku przeprowadziłem wywiad z moim opą -tak nazywam swojego holenderskiego dziadka, na bardzo polski temat-solidarność. Ten dzień jest może najlepszy

Bardziej szczegółowo

Geneza. Plan wydarzeń

Geneza. Plan wydarzeń Geneza Geneza Pomysł napisania opowiadania o Lampo powstał, kiedy Roman Pisarski poznał historię psa, która została opisana we włoskiej gazecie. Plan wydarzeń 1. Pies przyjeżdża do Marittimy. 2. Zawiadowca

Bardziej szczegółowo

SPRAWOZDANIE Z AKCJI KOCHASZ DZIECI, NIE PAL ŚMIECI"

SPRAWOZDANIE Z AKCJI KOCHASZ DZIECI, NIE PAL ŚMIECI SPRAWOZDANIE Z AKCJI KOCHASZ DZIECI, NIE PAL ŚMIECI" Dnia 3.12.201 Or. w Samorządowym Publicznym Przedszkolu Leśne Skrzaty" w Poraju odbyło się spotkanie w ramach akcji Kochasz dzieci, nie pa! śmieci".

Bardziej szczegółowo

Rodzinki. Prawda: Noe wprowadził do arki po parze zwierząt, aby po wyjściu z niej zapełniły ziemię.

Rodzinki. Prawda: Noe wprowadził do arki po parze zwierząt, aby po wyjściu z niej zapełniły ziemię. Rodzinki Prawda: Bóg umieścił dzieci w rodzinie, aby rodzice troszczyli się o nie. Materiały: kolorowe rozcięte i naklejone na grubszy kartonik rodzinki zwierząt. Zwierzątka te można wykorzystać do wielu

Bardziej szczegółowo

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej.

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. 34-letnia Emilia Zielińska w dniu 11 kwietnia 2014 otrzymała nowe życie - nerkę

Bardziej szczegółowo

Zad. 1 Samochód przejechał drogę s = 15 km w czasie t = 10 min ze stałą prędkością. Z jaką prędkością v jechał samochód?

Zad. 1 Samochód przejechał drogę s = 15 km w czasie t = 10 min ze stałą prędkością. Z jaką prędkością v jechał samochód? Segment A.I Kinematyka I Przygotował: dr Łukasz Pepłowski. Zad. 1 Samochód przejechał drogę s = 15 km w czasie t = 10 min ze stałą prędkością. Z jaką prędkością v jechał samochód? v = s/t, 90 km/h. Zad.

Bardziej szczegółowo

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać!

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłosne Wierszyki Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłość jedyna jest Miłość nie zna końca Miłość cierpliwa jest zawsze ufająca

Bardziej szczegółowo

Pod hiszpańskim niebem

Pod hiszpańskim niebem Pod hiszpańskim niebem 7 dni z Erasmusem ciężko jest z całego pobytu na stypendium opisać tylko siedem dni moja erasmusowa przygoda trwała ich dokładnie sto dziewięćdziesiąt sześć i każdy z tych dni był

Bardziej szczegółowo

o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 15 dodatek do Jadwiżanki 6 (51) Opracowała: Daniela Abramczuk

o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 15 dodatek do Jadwiżanki 6 (51) Opracowała: Daniela Abramczuk o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 15 Opracowała: Daniela Abramczuk o Mała Jadwinia p Notesik Jadwini W naszym domu coś się dzieje. Mamusia śpieszy się, bo ma dużo pracy. Musi zapakować wszystkie rzeczy

Bardziej szczegółowo

Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan

Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan Na świecie żyło wielu ludzi, których losy uznano za bardzo ciekawe i zamieszczono w pięknie wydanych książkach. Zdarzało się też to w gminie Trzebina, gdzie

Bardziej szczegółowo

w czasie powstania pseudonim rocznik Lasek 1922 stopień powstańczy biogram data wywiadu starszy strzelec - 2008-06-11

w czasie powstania pseudonim rocznik Lasek 1922 stopień powstańczy biogram data wywiadu starszy strzelec - 2008-06-11 Bogdan Rokicki formacja Batalion Kiliński, 3. kompania dzielnica Śródmieście Północne w czasie powstania pseudonim rocznik Lasek 1922 stopień powstańczy biogram data wywiadu starszy strzelec - 2008-06-11

Bardziej szczegółowo

Piosenka Przyjedź do nas Mikołaju Narrator 1: Narrator 2: Narrator 3: Narrator 4:

Piosenka Przyjedź do nas Mikołaju Narrator 1: Narrator 2: Narrator 3: Narrator 4: Piosenka Przyjedź do nas Mikołaju Narrator 1: Dawno temu przez wszystkich kochany, żył Biskup Mikołaj, dobrze ludziom znany. Biednym chętnie z pomocą śpieszył, smutnych, nieszczęśliwych zawsze pocieszył.

Bardziej szczegółowo

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina...

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina... 1 Budzik dzwonił coraz głośniej i głośniej, a słońce jakby za wszelką cenę chciało się wedrzeć do mojego pokoju. Niedali mi spać już dłużej;wstałam. Wtedy właśnie uswiadomiłam sobie, że jest dzień 11 listopada

Bardziej szczegółowo

Witajcie, Czy masz lat 40, czy tylko 4 chodź codziennie na spacery

Witajcie, Czy masz lat 40, czy tylko 4 chodź codziennie na spacery Witajcie, Jestem Rybek, maskotka Rybnika - pięknego miasta położonego na Górnym Śląsku. Jestem taką dziwną rybką, która nie lubi pływać, tylko chodzić. Dużo spaceruję, jeżdżę na rowerze i na hulajnodze,

Bardziej szczegółowo

Skrajne ubóstwo. 2717 rodzin włączonych do projektu. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą. żyje w skrajnym ubóstwie. bądź niepełnosprawnością.

Skrajne ubóstwo. 2717 rodzin włączonych do projektu. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą. żyje w skrajnym ubóstwie. bądź niepełnosprawnością. Skrajne ubóstwo 2717 rodzin włączonych do projektu żyje w skrajnym ubóstwie. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą bądź niepełnosprawnością. tyle, co na papierosy 66% rodzin włączonych do Paczki w 2013

Bardziej szczegółowo

Wycieczka do Karpacza

Wycieczka do Karpacza Dnia 9 maja uczniowie klas IV VI wyjechali na trzydniową wycieczkę do Karpacza. Opiekowały się nimi p. Lidka Wojciechowska, p. Ksenia Jańska, p. Dominika Małolepsza oraz p. Lidka Mucha, mama Julki i Fabiana.

Bardziej szczegółowo

Cykl życia sprzętu elektrycznego i elektronicznego

Cykl życia sprzętu elektrycznego i elektronicznego Cykl życia sprzętu elektrycznego i elektronicznego Spis treści: 1. Wstęp. 2. Cykl życia urządzeń elektrycznych i elektronicznych. 3. Cykl życia mojego starego komputera w porównaniu z kosztami eksploatacyjnymi.

Bardziej szczegółowo

Obóz odbywał się od 6 do 28 lipca i z naszej szkoły pojechały na niego dwie uczennice. 5.07.2011 r. (wtorek)

Obóz odbywał się od 6 do 28 lipca i z naszej szkoły pojechały na niego dwie uczennice. 5.07.2011 r. (wtorek) Moscovia letni obóz językowy dla ludzi niemalże z całego świata. Wyjazd daje możliwość nauki j. rosyjskiego w praktyce, a także poznania ludzi z różnych stron świata. Obóz odbywał się od 6 do 28 lipca

Bardziej szczegółowo

UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY. SPRAWDZIAN PRÓBNYW SZÓSTEJ KLASIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ Ferie zimowe w górach

UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY. SPRAWDZIAN PRÓBNYW SZÓSTEJ KLASIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ Ferie zimowe w górach UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY KOD UCZNIA DATA URODZENIA UCZNIA dzień miesiąc rok miejsce na naklejkę z kodem Informacje dla ucznia SPRAWDZIAN PRÓBNYW SZÓSTEJ KLASIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ Ferie zimowe w górach

Bardziej szczegółowo

Więc Ŝegnamy Cię zimo, ale nie na zawsze, bo juŝ za kilka miesięcy. znów spotkamy się razem.

Więc Ŝegnamy Cię zimo, ale nie na zawsze, bo juŝ za kilka miesięcy. znów spotkamy się razem. PoŜegnanie zimy" Ani się spostrzec moŝna, jak ten czas ucieka, jak na niebie, coraz później wieczór się zaczyna. To oznacza, Ŝe zimą trzeba poŝegnać! Więc Ŝegnamy Cię zimo, ale nie na zawsze, bo juŝ za

Bardziej szczegółowo

Kiedy niebo dotyka dzieci

Kiedy niebo dotyka dzieci BOŻA HISTORIA 1 Dzieci Bungomy dla Jezusa! Dzieci Bungomy dla Jezusa! słychać było w całym mieście Bungoma w Kenii. Ponad dwa tysiące dzieci wyszło na ulice. Śpiewały, tańczyły i maszerowały, niosąc transparenty

Bardziej szczegółowo

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy. 5 6 Tyle nam powiedział Święty Paweł, jaka może być miłość: cierpliwa, wytrwała... Widzimy taką miłość w życiu między ludźmi. Możemy ją opisać, używając słów mniej lub bardziej udanych, ale można się zgubić

Bardziej szczegółowo

ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2.

ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2. ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2. Dzieci z natury są spontaniczne i mało krytyczne. Trudno im również ocenić jak powinny zachować się w danej sytuacji, aby były bezpieczne. Nasze

Bardziej szczegółowo

Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2. Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2. Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo Andrzej Graca BEZ SPINY CZYLI NIE MA CZEGO SIĘ BAĆ Andrzej Graca: Bez spiny czyli nie ma czego się bać 3 Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2

Bardziej szczegółowo

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD K A T A R Z Y N A O R K I S Z S T O W A R Z Y S Z E N I E N A R Z E C Z D Z I E C I Z N A D P O B U D L I W O Ś C I Ą P S Y C H O R U C H O W Ą Moment narodzenia

Bardziej szczegółowo

Jakieś 12 godzin później dotarliśmy do miasta Darwin w Australii. Zostaliśmy tam 2 dni, dlatego że byliśmy zmęczeni i potrzebowaliśmy odpoczynku.

Jakieś 12 godzin później dotarliśmy do miasta Darwin w Australii. Zostaliśmy tam 2 dni, dlatego że byliśmy zmęczeni i potrzebowaliśmy odpoczynku. Dnia 24 września 1984 roku postanowiłam wyruszyć w podróż. Ustaliłam z moją załogą, że przyjmiemy nowego majtka do sprzątania pokładu. Po 2 dniach zgłosił się do nas pewien chłopak. Miał 14 lat. Nie przedstawił

Bardziej szczegółowo

ROK HISTORII NAJNOWSZEJ

ROK HISTORII NAJNOWSZEJ Niech Ŝywa pamięć o przeszłości trwa w naszych sercach. Pamiętajmy, iŝ Ŝyjemy w kraju o wspaniałej i trudnej historii. Pamiętajmy teŝ, iŝ uczymy się w szkole związanej z historią naszej ojczyzny. ROK HISTORII

Bardziej szczegółowo

Motto. Wszystko ma swoje przyczyny i sens. Wojciech Zinka

Motto. Wszystko ma swoje przyczyny i sens. Wojciech Zinka Dzień dobry! O mnie Nazywam się Wojciech Zinka i jestem wariatem Na schizofrenię zachorowałem w roku 2004, w wieku 22 lat Opowiem jak szaleństwo zmieniło moje życie Motto Wszystko ma swoje przyczyny i

Bardziej szczegółowo

Katecheza 8 Grupa 1 Grupa 3

Katecheza 8 Grupa 1 Grupa 3 Katecheza 8 Grupa 1 Kazanie do ptaków i posłuszeństwo stworzeń Święty ojciec Franciszek podążał doliną Spoletańską. Przybliżył się do pewnego miejsca blisko Bevagna, w którym zgromadziła się wielka chmara

Bardziej szczegółowo

Ważne daty w czerwcu

Ważne daty w czerwcu Czerwiec 2016 PISEMKO ŚWIETLICY SZKOLNEJ SP 109 IM. BATALIONÓW CHŁOPSKICH W WARSZAWIE Witajcie to już ostatni numer naszej świetlicowej gazetki w tym roku szkolnym. Zapraszamy do lektury. Miłej zabawy!

Bardziej szczegółowo

OGRÓD EDEN, WYGNANIE Z RAJU

OGRÓD EDEN, WYGNANIE Z RAJU OGRÓD EDEN, WYGNANIE Z RAJU 5 Pan Bóg zasadził ogród, w którym rosły piękne drzewa i których owoce można było jeść. Umieścił też pośrodku tego ogrodu drzewo życia oraz drzewo poznania dobra i zła. Ogród

Bardziej szczegółowo

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY Często będę Ci mówić, że to ważna lekcja, ale ta jest naprawdę ważna! Bez niej i kolejnych trzech, czyli całego pierwszego tygodnia nie dasz rady zacząć drugiego. Jeżeli czytałaś wczorajszą lekcję o 4

Bardziej szczegółowo

www.pomaranczoweosiedle.pl mieszkania ze smakiem.

www.pomaranczoweosiedle.pl mieszkania ze smakiem. www.pomaranczoweosiedle.pl mieszkania ze smakiem. Refleksje singla W czasie studiów Gdańsk-Wrzeszcz zaczynał się dla mnie i kończył na olitechnice Gdańskiej. To był mój świat całe moje studenckie życie

Bardziej szczegółowo

KOLOROWANKA ARKA NOEGO I ZWIERZĘTA

KOLOROWANKA ARKA NOEGO I ZWIERZĘTA KOLOROWANKA ARKA NOEGO I ZWIERZĘTA Opowiadania dla dzieci na podstawie Koranu Pokoloruj Opowiadanie. polska wersja: naukapoprzezzabawe.wordpress.com 1 Dawno, dawno temu za czasów Proroka Noe ludzie czci

Bardziej szczegółowo

Bajkę zilustrowały dzieci z Przedszkola Samorządowego POD DĘBEM w Karolewie. z grupy Leśne Ludki. wychowawca: mgr Katarzyna Leopold

Bajkę zilustrowały dzieci z Przedszkola Samorządowego POD DĘBEM w Karolewie. z grupy Leśne Ludki. wychowawca: mgr Katarzyna Leopold KOSMITA W PRZEDSZKOLU B.B Jadach Bajkę zilustrowały dzieci z Przedszkola Samorządowego POD DĘBEM w Karolewie z grupy Leśne Ludki wychowawca: mgr Katarzyna Leopold Pawełek wpadł zdyszany do sali prosto

Bardziej szczegółowo

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA Drogi uczniu! Instrukcja dla użytkownika testu Najpierw przeczytaj uważnie tekst. Następnie rozwiązuj

Bardziej szczegółowo

Comenius wyjazd do Włoch. Jagoda Kazana 6a Alicja Rotter 6a

Comenius wyjazd do Włoch. Jagoda Kazana 6a Alicja Rotter 6a Comenius wyjazd do Włoch Jagoda Kazana 6a Alicja Rotter 6a Spis treści: Przylot Przylot Dzień w szkole Nasi gospodarze rozpoczynali lekcje o godz. 8.00. My uczestniczyliśmy w dwóch lekcjach: plastyce i

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

PIOTR W WIĘZIENIU. Bóg chce, abyś modlił się o innych I. WSTĘP

PIOTR W WIĘZIENIU. Bóg chce, abyś modlił się o innych I. WSTĘP PIOTR W WIĘZIENIU Teksty biblijne: Dz. Ap. 12,1 17 Tekst pamięciowy: Jeremiasz 33,3 dzieci młodsze, Jakub 5,16 dzieci starsze Wołaj do mnie, a odpowiem ci ( ) Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego.

Bardziej szczegółowo

Matematyka test dla uczniów klas trzecich

Matematyka test dla uczniów klas trzecich Matematyka test dla uczniów klas trzecich szkół podstawowych w roku szkolnym 2009/2010 Czas pracy: 60 minut Ryzyko dysleksji [suma punktów] Imię i nazwisko... kl.3... W zadaniach od 1. do 5. podkreśl poprawne

Bardziej szczegółowo

Rozdział 1. Nikt się nie ostał

Rozdział 1. Nikt się nie ostał Spis treści O autorze... 5 Plan wydarzeń...5 Streszczenie...7 Bohaterowie...48 Czas akcji...55 Miejsce akcji...55 Problematyka...56 Wypracowania...58 Zadania sprawdzające...63 Test...63 Krzyżówki...65

Bardziej szczegółowo

II dzień. Podczas porannego zwiedzania wstąpiłyśmy też do sklepu z żelkami. Obiad zjadłyśmy w restauracji.

II dzień. Podczas porannego zwiedzania wstąpiłyśmy też do sklepu z żelkami. Obiad zjadłyśmy w restauracji. 11.11.13 r. Dzień I Dzisiaj wszystko się zaczyna. Ja, Kamila Dudek, Karolina Bałabuch i Julia Biernacik lecimy do hiszpaoskiej szkoły w ramach projektu Wind Open Window Comenius (WOW). Razem z nami udają

Bardziej szczegółowo

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom.

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. W rodzinie wszystko się mieści Miłość i przyjaźń zawiera Rodzina wszystko oddaje Jak przyjaźń drzwi otwiera. Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. 1 Opracowanie: Anna Polachowska Korekta: Anna

Bardziej szczegółowo

Raport z pobytu na stypendium w. ESC Rennes School of Business

Raport z pobytu na stypendium w. ESC Rennes School of Business Raport z pobytu na stypendium w ESC Rennes School of Business Studia Licencjackie kierunek studiów : Zarządzanie semestr: VI numer albumu: 50230 miejsce pobytu: Francja, Rennes okres pobytu: semestr letni

Bardziej szczegółowo

Czy znacie kogoś kto potrafi opowiadać piękne historie? Ja znam jedną osobę, która opowiada nam bardzo piękne, czasem radosne, a czasem smutne

Czy znacie kogoś kto potrafi opowiadać piękne historie? Ja znam jedną osobę, która opowiada nam bardzo piękne, czasem radosne, a czasem smutne Czy znacie kogoś kto potrafi opowiadać piękne historie? Ja znam jedną osobę, która opowiada nam bardzo piękne, czasem radosne, a czasem smutne historie. Tą osobą jest Maryja, mama Pana Jezusa. Maryja opowiada

Bardziej szczegółowo

02.12.2010 r. Jadą, jadą sanie, księŝyc złoty świeci. Hej, jedzie w nich Mikołaj do wszyściutkich dzieci.

02.12.2010 r. Jadą, jadą sanie, księŝyc złoty świeci. Hej, jedzie w nich Mikołaj do wszyściutkich dzieci. 02.12.2010 r. Jadą, jadą sanie, księŝyc złoty świeci. Hej, jedzie w nich Mikołaj do wszyściutkich dzieci. Wszystkie przedszkolaki z utęsknieniem czekały na niezwykłego gościa Mikołaja. paniami powitały

Bardziej szczegółowo

Codziennie jestem bezpieczny

Codziennie jestem bezpieczny Codziennie jestem bezpieczny Europejski numer alarmowy i zasady bezpieczeństwa dla dzieci Drodzy uczniowie, wiedza o tym, jak prawidłowo zachować się w drodze do szkoły, w szkole, na placu zabaw czy w

Bardziej szczegółowo

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej wyspie, białej jak jego futerko. Pewnego wieczoru miś usiadł na górce i patrzył przed siebie. To, co podziwiał, było niebieskie i pełne gwiazd. Miś nie

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

I. WYSPA Z LOTU PTAKA I. WYSPA Z LOTU PTAKA

I. WYSPA Z LOTU PTAKA I. WYSPA Z LOTU PTAKA I. WYSPA Z LOTU PTAKA I. WYSPA Z LOTU PTAKA 13 WYPRAWA NA WYSPĘ ANGIELSKICH CZASÓW J eżeli wyobrazimy sobie angielską gramatykę jako rozległą wyspę, którą chcemy poznać i poczuć się na niej możliwie swobodnie,

Bardziej szczegółowo

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą DZIEŃ BEZ CIEBIE Dzień bez Ciebie Dzień bez Ciebie jakoś tak szary to brak mej części i mało widzę co istnieje najpiękniej gdy nie błyszczą Twe słowa tylko przy Tobie nie wiem czy się martwić to myśli

Bardziej szczegółowo

WYWIAD Z ŚW. STANISŁAWEM KOSTKĄ

WYWIAD Z ŚW. STANISŁAWEM KOSTKĄ WYWIAD Z ŚW. STANISŁAWEM KOSTKĄ Witaj Św. Stanisławie, czy mogę z Tobą przeprowadzić wywiad? - Witam. Tak bardzo chętnie udzielę wywiadu. Gdzie i kiedy się urodziłeś? - Urodziłem się w Październiku 1550r.

Bardziej szczegółowo

NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP

NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP 15 Nastały czasy, kiedy aniołowie schodzili na ziemię i brali sobie za żony piękne dziewczyny. W wyniku tego na świecie rodzili się olbrzymi i mocarze. Nie podobało się to Panu Bogu.

Bardziej szczegółowo

Relacja z pobytu na Majorce

Relacja z pobytu na Majorce Relacja z pobytu na Majorce Nasza podróż zaczęła się 27 lipca w Krakowie, skąd wyjechałyśmy na zagraniczne praktyki. Lot by pełen wrażeń i po około 3 godz. byłyśmy na miejscu, czyli w miejscowości Palma

Bardziej szczegółowo

Widział, że Adam nie ma nikogo takiego jak on. Dlatego Pan Bóg powiedział: Niedobrze jest człowiekowi samemu.

Widział, że Adam nie ma nikogo takiego jak on. Dlatego Pan Bóg powiedział: Niedobrze jest człowiekowi samemu. Adam mieszkał w pięknym ogrodzie. Rosło tam wiele drzew, które dawały wspaniałe owoce: banany, jabłka i różne inne. Było tam mnóstwo zwierząt, żyjących ze sobą w zgodzie. Śpiewały ptaki, a barwne kwiaty

Bardziej szczegółowo