ROGER HOBBS GHOSTMAN PRZEŁOŻYŁ: MACIEJ SZYMAŃSKI INNE KSIĄŻKI:

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "ROGER HOBBS GHOSTMAN PRZEŁOŻYŁ: MACIEJ SZYMAŃSKI INNE KSIĄŻKI:"

Transkrypt

1

2 ROGER HOBBS GHOSTMAN PRZEŁOŻYŁ: MACIEJ SZYMAŃSKI 2013 INNE KSIĄŻKI:

3 SPIS TREŚCI Prolog SPIS TREŚCI

4

5 Prolog ATLANTIC CITY, NEW JERSEY Hector Moreno i Jerome Ribbons siedzieli w samochodzie, na parterze parkingowca należącego do hotelu i kasyna Atlantic Regency, wciągając przez zwiniętą pięciodolarowkę opary krystalicznej metamfetaminy, podgrzanej zapalniczką na pomiętym kawałku folii aluminiowej. Mieli jeszcze pół godziny. Istnieją trzy dobre metody na obrobienie kasyna. Pierwsza to wejście frontowymi drzwiami. Sprawdzała się w latach osiemdziesiątych, ale dziś już nie. Paru facetów wchodziło do lokalu i wsuwało lufy za kraty, za którymi siedziała ślicznotka od żetonów. Naturalnie zaczynała płakać i błagać o darowanie życia, a kierownik natychmiast oddawał to, co było w szufladzie. Napastnicy zabierali łup, wychodzili na ulicę i odjeżdżali, a wszystko przez to, że kasynom bardziej opłacało się stracić forsę niż doprowadzić do strzelaniny. Ale czasy się zmieniają. Dziś kasjerzy są specjalnie przeszkoleni, a ochrona znacznie bardziej agresywna. Gdy tylko włączy się cichy alarm, a zawsze się włącza, nie wiadomo skąd pojawiają się faceci pod bronią. I nadal, jak dawniej, czekają, aż sprawcy wyjdą z budynku, ale gdy tylko przekroczą próg, staje przed nimi ze czterdziestu ochroniarzy z karabinami AR-15 i strzelbami gotowymi do strzału. Nie ma już tego dwuminutowego opóźnienia, które pozwoliłoby na ucieczkę. Drugi sposób to skok na żetony. Trzeba zjechać do sali windą z apartamentów, podejść prosto do stolika do ruletki, przy którym toczy się gra o wysokie stawki, wyjąć spluwę i wpakować kulę prosto w podwójne zero. Huk wystrzału skutecznie wypłoszy graczy, a krupier zwieje jako pierwszy. Bogacze nie są z natury odważni, a najemna siła robocza - tym bardziej. A gdy ludzie się rozbiegną, trzeba zgarnąć do worka żetony ze stołu. Kolejne dwie kule, tym razem wbite w sufit, przekonają wszystkich, że traktujesz swoją robotę poważnie. Wtedy pozostaje już tylko wiać ile sił w nogach. Brzmi to idiotycznie, ale naprawdę działa. Nie trzeba się zbliżać do kas, więc i reakcja na atak będzie spóźniona. Ochroniarze nie będą czekali na zewnątrz, jak w przypadku pierwszego scenariusza. Możliwe, że zdołasz nawet

6 dobiec na parking i dotrzeć do najbliższej szosy. Pozostaje jednak problem z żetonami. Jeżeli zgarnąłeś ich naprawdę sporo, powiedzmy za milion dolarów lub więcej, kasyno dokona wymiany pozostałych - w lokalu pojawią się nowe, inaczej wyglądające żetony, a ty zostaniesz z workiem bezwartościowej gliny. Co gorsza, cały numer zaczyna trącić myszką, bo niektóre kasyna stawiają na nowoczesność: montują w żetonach mikroczipy, żeby łatwiej było je liczyć. Dzięki nim mogą zidentyfikować te skradzione. Tym sposobem w ciągu sześciu godzin będziesz poszukiwany od Vegas po Monako, a żetony do niczego ci się nie przydadzą. Trzecia metoda polega na kradzieży pieniędzy w drodze - trzeba przechwycić opancerzoną furgonetkę. Kasyna obracają ogromnymi kwotami; przewożą nawet więcej gotówki niż banki. Tylko w filmach widuje się wielkie palety studolarówek zamknięte w sejfie kasyna. W rzeczywistości używa się mniejszych kasetek ulokowanych w różnych częściach lokalu i nie gromadzi się setek milionów dolarów w jednym miejscu. Kasyna robią z pieniędzmi to samo, co inne instytucje podobnych rozmiarów: gdy mają nadmiar gotówki, odsyłają ją do banku, a gdy jej brakuje, sprowadzają potrzebną kwotę opancerzonym wozem. Zwykle dwa albo trzy kursy dziennie załatwiają sprawę. Kłopot w tym, że wzięcie szturmem takiej furgonetki jest w zasadzie niewykonalne. Nowoczesne samochody opancerzone to praktycznie czołgi pełne pieniędzy. Napad na bank przechowujący pieniądze kasyna także nie wchodzi w rachubę, bo banki mają jeszcze lepszą ochronę. Dlatego trzeba wykonać ruch dokładnie w samym środku całej operacji, to jest w chwili, gdy ochroniarze ładują forsę do wozu lub ją wyładowują. Zdarza się, że ułatwiają złodziejowi zadanie. Dla większości kasyn specjalny garaż dla samochodu pancernego to zbędny wydatek - transferu gotówki dokonuje się przy którymś z tylnych albo bocznych wejść, naturalnie za każdym razem przy innym. Ochroniarze otwierają tył wozu i przenoszą pieniądze za szklane drzwi lokalu. I to właśnie jest złota minuta profesjonalnego napadu. Trzeba by obrabować z pół tuzina banków, żeby zdobyć kwotę, która w ciągu tych sześćdziesięciu sekund - i to dwa razy dziennie - przechodzi z rąk do rąk na świeżym powietrzu. Wystarczy, by ekipa zawodowców unieszkodliwiła dwóch lub trzech facetów ostrzyżonych na jeża i uzbrojonych w broń palną, a następnie odjechała z łupem, zanim zjawi się policja. Tak, to naprawdę aż tak proste. Naturalnie trzeba jeszcze wiedzieć, kiedy podjedzie furgonetka, o jaką chodzi kwotę i przy którym wejściu nastąpi przeładunek, ale takie informacje da się zdobyć - to w zasadzie najłatwiejsza część akcji. Najtrudniej zaś jest uciec. Ale jeśli uda ci się zwinąć pieniądze i zniknąć w ciągu dwóch minut, będziesz bogaty. Jerome Ribbons spojrzał na swego złotego roleksa. Była piąta trzydzieści rano.

7 Jeszcze pół godziny do pierwszej dostawy. Skok na kasyno wymaga miesięcy przygotowań. Na szczęście Ribbons brał już udział w podobnych operacjach. Dwukrotnie też siedział w więzieniu w Filadelfii. Nie był to zbyt chwalebny epizod w jego życiorysie, nawet jeśli teraz w grę wchodziło wejście w kolejny poważny konflikt z prawem, ale oznaczał on, że Ribbons ma dostateczną motywację do tego, by nie dać się złapać. W latach dziewięćdziesiątych Jerome uczestniczył w napadzie z bronią w ręku na Citibank w Northern Liberties; za tamten skok odsiedział pięć lat, ale za cztery czy pięć innych, w których brał udział od tamtej pory - już nie. Był potężnym facetem. Mierzył co najmniej sześć stóp i cztery cale, a masę miał równie imponującą. Fałdy tłuszczu wylewały się zza jego paska, a krągłe i gładkie oblicze przypominało twarz pulchnego bobasa. Gdy miał dobry dzień, wyciskał czterysta; po kilku ścieżkach kokainy nawet sześćset. Był dobry w te klocki. Hector Moreno był raczej typem żołnierza. Wysoki na pięć i pół stopy, ważył cztery razy mniej niż Ribbons. Miał włosy krótkie jak pustynna trawa, a pod skórą koloru kawy widać było kości. Jako były wojskowy nieźle strzelał. Prawie nie mrugał, chyba że w nerwowym tiku. W jego papierach można było znaleźć wzmiankę o niehonorowym zwolnieniu ze służby, za to ani słowa o wyrokach. Wyrzucony z armii, wrócił do Bostonu i przez pierwszy rok kroił kotlety, a przez następny wymuszał haracze od handlarzy narkotyków w Vegas. A to była jego pierwsza poważna robota, więc się denerwował. Miał w wozie cały zestaw prochów - do łykania, wdychania, wciągania i palenia. Zamierzał zapanować nad nerwami za pomocą garści speedu. Nigdy nie miał dość. Wdychał opary metamfetaminy przez cały czas, gdy w nieskończoność powtarzali plan działania, lecz i tego było mu za mało. Zaciągnął się po raz ostatni, aż zwilgotniały mu oczy. Towar przygotował jego przyjaciel, w przyczepie gdzieś na zachód od Schuylkill. Był to marny strawberry quick, ale Moreno miał to gdzieś. Przed takim skokiem potrzebował energii i skupienia, a nie kompletnego odlotu na jakimś świństwie wymieszanym z rozcieńczalnikiem do farb. Ribbons znowu zerknął na zegarek. Dwadzieścia cztery minuty. Nie odzywali się. Nie musieli. Moreno wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego, a potem przekazał folię z narkotykiem Ribbonsowi. Dwukrotnie energicznie wydmuchnął obłok dymu. Ribbons najpierw znieczulił usta połówką kwarty bourbona; wiedział, że grzana meta to gorące i gorzkie doznanie. Nie spieszył się, ścigając kroplę po folii twardymi opuszkami palców. To nie był jego pierwszy raz. Narkotyk dobrze mu robił, ale nie aż tak dobrze, jak adrenalina, którą miał poczuć w masce na twarzy i z bronią w ręku. Lubił być w samym

8 środku akcji. Moreno obserwował go w milczeniu, paląc papierosa i raz po raz łykając syrop na kaszel prosto z butelki. Czuł przyspieszone bicie serca. Wielu ludzi z jego dawnej ekipy dobrze zapłaciłoby za prochy, które tu mieli, ale żaden z nich już nie raczył się syropem na kaszel. Tylko on. A to dlatego, że dzięki niemu miewał wizje, które zwykle towarzyszą bardzo wysokiej, prawie śmiertelnej gorączce. Wizje Boga czekającego na końcu tunelu. Tylko nikt nigdy nie uprzedził go, że będą problemy z oddychaniem, z rytmem pracy serca, gdy dekstrometorfan rozejdzie się we krwi niczym jedna ósma uncji ketaminy. Czekał, słuchając radia. Moreno wyrzucił papierosa za okno. - Wybrałeś już dom? - spytał. - Tak. Niebieski, wiktoriański. W pięknym miejscu nad wodą. Virginia. - Babka coś mówiła? - Że mamy rynek nabywcy. Bezproblemowa transakcja. Przez chwilę siedzieli w milczeniu, słuchając radiowego meldunku o porannych korkach. Właściwie nie mieli już o czym rozmawiać - nie było takich spraw, których nie omówiliby po tysiąckroć, pijąc kawę nad planami budynku i przed jarzącymi się ekranami komputerów. Dlatego teraz mogli spokojnie słuchać radia. Robota była od dawna zaplanowana, choć może błędem byłoby twierdzić, że to oni ją zaplanowali. Człowiek, który wpadł na pomysł, znajdował się o trzy tysiące mil stąd na zachód, w Seattle, i czuwał przy telefonie. Był specem od rabowania banków. Większość tego typu operacji to dzieło amatorów, zwykle kompletnie nieudana - naćpane typy próbują obrobić bank, dają się złapać i lądują w pudle. Robota ze specem to zupełnie inna sprawa. To numer, o którym słyszy się tylko raz, w wieczornych wiadomościach, a potem nastaje cisza. To dlatego, że jest udany od początku do końca. Tak było i w tym przypadku: spec nakreślił precyzyjny plan działania, ustalił terminarz, przewidział zakończenie. To on wiedział o wszystkim i pociągał za sznurki. Ribbons i Moreno nie lubili wymieniać jego nazwiska. Nikt nie lubił. To przynosiło pecha. Moreno i Ribbons nie byli jednak tępakami. Znali system pracy kamer bezpieczeństwa. Znali na wylot budowę opancerzonej furgonetki. Znali nazwiska kierowców i kierowników kasyna, ich nawyki, ich życiorysy, numery telefonów, imiona dziewczyn. Wiedzieli wręcz zbyt wiele, bo zdobywanie informacji było nieodłączną częścią procesu przygotowawczego. Milion zdarzeń mogło pokrzyżować ich plany. Chodziło o to, by jakoś

9 opanować ten chaos, a nie wpakować się weń. I dlatego teraz mogli w spokoju słuchać meldunków o korkach ulicznych. Po dwudziestu minutach zadzwonił telefon Ribbonsa. Przenikliwy, świergotliwy sygnał rozbrzmiał dwukrotnie. Był przypisany do konkretnego numeru. Nie musiał odbierać; obaj wiedzieli, co oznacza ten dźwięk. Spojrzeli po sobie. Ribbons przekierował połączenie do poczty głosowej i włożywszy prochy do schowka na rękawiczki, spojrzał na zegarek po raz trzeci i ostatni. Pozostały dwie minuty do szóstej rano. Rozpoczęło się dwuminutowe odliczanie. Ribbons wyjął ze schowka kominiarkę z gęsto tkanej bawełny, włożył ją i starannie dopasował otwory do twarzy. Moreno niespiesznie uczynił to samo. Teraz Ribbons spiął przewody pod deską rozdzielczą, by uruchomić silnik. Na podłodze leżała kamizelka taktyczna KDH z wkładem balistycznym czwartego typu, zdolnym zatrzymać pociski wystrzelone z karabinu szturmowego z odległości pięćdziesięciu stóp. Należała do Ribbonsa - to on miał walczyć na pierwszej linii. Kłopot polegał na tym, że brzuch zwisał mu spod kamizelki. Na tylnej kanapie, pod kocem, leżał karabin myśliwski Remington model 700, załadowany pięcioma nabojami, wyposażony w celownik laserowy i zmodyfikowany ośmioipółcalowy tłumik AWC Thundertrap - broń Moreno. Obok czekał karabin maszynowy Kałasznikow, typ 56, z trzema magazynkami nabojów myśliwskich ze studwudziestogramowymi pociskami pełnopłaszczowymi z łódkowym ścięciem dennym, po trzydzieści sztuk w każdym. Ribbons sięgnął po AK, wsunął magazynek do gniazda, przeładował i zwrócił się do Moreno: - Jesteś na to gotowy tak samo jak ja? - Jestem - padła odpowiedź. Znowu milczeli. Światła w parkingowcu zamigotały i zgasły - po wschodzie słońca nie były już potrzebne. Dodge spirit, w którym siedzieli, był pokryty brunatnymi plamami rdzy. Boczne wejście do kasyna, przy którym miała się zatrzymać furgonetka, było tuż przed nimi, po drugiej stronie ulicy. Strumyki deszczówki na przedniej szybie przypominały Ribbonsowi obraz w kalejdoskopie. Gdy do przyjazdu furgonetki pozostało dziewięćdziesiąt sekund, Moreno wysiadł z wozu i zajął pozycję za zaporą oddzielającą chodnik od ulicy. Słone powietrze wyżarło beton aż po stalowe, żebrowane pręty zbrojeniowe. Zerknął w górę, na kamery systemu bezpieczeństwa. Obiektywy spoglądały w drugą stronę. Doskonały moment, pomyślał. System był szczelny, ale nie na tyle, by objąć nadzorem miejsca parkingowe naprzeciwko kasyna. Moreno już od tygodni znał układ kamer i jego słabe punkty. Zresztą czy

10 kogokolwiek może interesować to, co dzieje się na parkingu o szóstej rano? Moreno oparł karabin o betonowy kloc, ściągnął dekiel z celownika i przeładował. Teraz z samochodu wysiadł Ribbons i póki kamery spoglądały w przeciwną stronę, pospiesznie zajął pozycję za jedną z kolumn, również poza ich zasięgiem. Zaczął oddychać głęboko i szybko, by się rozluźnić i przygotować do biegu. W jego wielkich łapach kałasznikow wyglądał niepozornie. Ribbons przycisnął go do piersi, czując pierwszą falę mdłości. Dobrze znał to uczucie. Nerwy. Może nie takie jak u Moreno, pomyślał, ale jednak. Zawsze. Sześćdziesiąt sekund. Ribbons odliczał bezgłośnie. Czas był kluczowym elementem. Otrzymali wyraźny rozkaz: nie ruszać się, póki nie nadejdzie właściwy moment. Poczuł, że spocone dłonie zaczynają ślizgać się w rękawiczkach. Nieco trudniej jest precyzyjnie strzelać, gdy ręce pokrywa warstewka lateksu, ale i w tej kwestii rozkazy były jednoznaczne: pozostać w rękawiczkach aż do końca dnia. Ribbons siedział nieruchomo jak Budda za filarem, za którym nie całkiem się mieścił. Nie mógł się ruszyć nawet na tyle, by podciągnąć rękaw kurtki i spojrzeć na zegarek. Skoncentrował się na oddychaniu. Wdech. Wydech. Sekundy tykały miarowo w jego głowie, a krople wody kapały z betonowego stropu parkingowca. Równo o szóstej furgonetka firmy Atlantic Armored wjechała na skrzyżowanie na zielonym świetle i skręciła w uliczkę. Kierowca i ochroniarz mieli na sobie brązowe mundury. Wóz był wysoki na dziesięć stóp i ważył prawie trzy tony. Białe burty zdobiło logo Atlantic Armored. Zatrzymał się w oznaczonej strefie rozładunku, tuż pod neonem Regency. Ribbons oddychał tak głęboko i szybko, że prawie nie słyszał warkotu silnika. Opancerzone furgonetki nie są łatwym celem. Budzą respekt - i to nie tylko z powodów tak oczywistych, jak trzycalowy pancerz, opony wzmocnione czterdziestoma pięcioma warstwami kevlaru czy szyby ze specjalnego poliwęglanu, zdolnego zatrzymać nawet dziesięciomilimetrowe pociski przeciwpancerne. Nie, w tym nie było nic niezwykłego. O wiele bardziej niebezpieczne jest to, co kryje się we wnętrzu. Ochroniarze na przykład są dobrze wyszkoleni i mają broń. Kamery rejestrują wszystko, co dzieje się w środku. Szesnaście otworów strzelniczych umożliwia skuteczną obronę przed napastnikami. A do tego jeszcze sejf z pieniędzmi jest wyposażony w płyty magnetyczne. Gdy tylko ktoś spróbuje zabrać łup, zaczyna się odliczanie i gdy minie oznaczony czas, eksplodują mikroładunki z atramentem, niszcząc całe pliki skradzionych banknotów. Ale dla speca i jego ekipy, jeśli tylko mają dobry plan, wszystkie te przeszkody tracą znaczenie. Zawsze znajdzie się słaby punkt - tym razem znalazły się nawet dwa. Pierwszy był

11 dość oczywisty: nic nie pozostaje we wnętrzu furgonetki na zawsze. Wystarczy zaczekać, aż ochroniarze wysiądą, a wtedy wszystkie te pancerze, kamery i płyty magnetyczne przestają się liczyć. Drugi słaby punkt wymagał jednak przemyślenia. I sporej dawki okrucieństwa. Zabij ochroniarzy, a gotówka będzie twoja. Było ich dwóch; obaj siedzieli z przodu, w kabinie. Jeden kierował, drugi zajmował się forsą. Z zebranych informacji wynikało, że mają paroletnie doświadczenie. Jeden miał też rodzinę, drugi nie. Gdy tylko wóz się zatrzymał, wysiedli. Ledwie zamknęli za sobą drzwi, a już łysiejący facet w tandetnym, czarnym garniturze z identyfikatorem w klapie wyszedł im na spotkanie. Był to kierownik skarbca kasyna, jegomość po czterdziestce, z nieskazitelnie czystą kartoteką. W życiu nie dostał nawet mandatu za złe parkowanie. Wyjął z kieszeni klucz i podał go ochroniarzowi odpowiedzialnemu za gotówkę. On sam bowiem, choć taki nieskazitelny, nie miał prawa wejść do furgonetki. I nie zrobił tego ani razu przez dziesięć lat pracy. Dwaj w mundurach zawsze wyjmowali pieniądze, a on dostarczał je do skarbca. Teraz zaś czekał na chodniku, rozcierając dłonie. Trzydzieści sekund. Kierowca odpiął od pasa kolejny klucz i podał koledze, a ten otworzył tylne drzwi furgonetki i wszedł do środka. W boczną ścianę budy był wbudowany sejf z płytami magnetycznymi, pokryty kuloodpornym pancerzem ceramicznym. Klucz, który miał przy sobie ochroniarz, pasował do jednego z zamków; klucz kierownika skarbca - do drugiego. Nigdy dotąd nie zdarzyło się, by ktoś obrabował opancerzoną furgonetkę Atlantic Armored. Firma zapewniała usługi na najwyższym poziomie, a stać ją było na to dzięki paranoicznym bankierom obsługującym hotelowe transakcje warte nieporównywalnie więcej niż cała flota pancernych wozów. W tym mieście bezpieczeństwo liczyło się ponad wszystko. Zwłaszcza gdy chodziło o dwunastokilogramowy blok pakowanych próżniowo studolarówek, tych najnowszych, z lśniącym, metalowym paskiem przecinającym banknot. Ów blok był podzielony na porcje po sto banknotów, nazywane paskami z powodu ułatwiających liczenie, papierowych pasków w kolorze musztardy, spinających każdą porcję. Każdy pasek był wart dziesięć tysięcy dolarów amerykańskich. W dwunastokilogramowym bloku wielkości sporego neseseru mieściły się 122 paski, czyli dolarów. Ochroniarz zsunął ładunek pieniędzy z magnetycznej płyty. W szufladzie naprzeciwko sejfu leżała niebieska torba z kevlaru. Umieścił w niej gotówkę, a torbę włożył do wózka, który wisiał na ścianie. Wyjął z kieszeni okulary przeciwsłoneczne, włożył je i z trudem manewrując sporym wózkiem, wyjechał na chodnik. Dziesięć sekund.

12 Gdy tylko ochroniarz wyłonił się z wnętrza wozu, kierowca wyjął z kabury glocka 19. Trzymał go nisko, przy biodrze, jak nakazuje procedura tego typu operacji. Wyglądał na znudzonego. To była pierwsza dostawa tego dnia, a czekało jeszcze dziesięć podobnych - przez cały dzień miał kursować między kasynami a bankami. Poprawił położenie pistoletu w dłoni, ale nie trzymał palca na spuście. Ochroniarz zamknął tylne drzwi wozu i zwrócił klucz kierownikowi skarbca, który niezwłocznie przypiął go do pasa. Kierowca spojrzał w stronę parkingowca, a potem odwrócił się, zrobił dwa kroki w kierunku drzwi kasyna i skinął na pozostałych, by podążyli za nim z pieniędzmi. To był ten moment. Ribbons dał sygnał. Karabin podskoczył nieznacznie w ramionach Moreno. Strzał nie był bezgłośny, ale mocno stłumiony - jakby z automatu do wbijania gwoździ. Pocisk trafił w głowę kierowcy tuż pod linią włosów, za uchem. Przebił czaszkę na wylot i wyleciał nosem. Krew i mózg bryznęły na chodnik. Moreno nie czekał, aż ciało upadnie. Z tej odległości nie mógł chybić. Szarpnął za dźwignię i łuska wyskoczyła z zamka. Potrzebował tylko ułamka sekundy na namierzenie nowego celu; zupełnie jakby przez całe życie nie robił nic innego. Najbliżej miał kierownika skarbca. Tym razem kula przebiła mostek i rozerwała serce. Cel numer trzy był już w ruchu. Ochroniarz rzucił się w kierunku furgonetki, ale potknął się i runął na chodnik. Wyszarpnął z kabury glocka. Moreno śledził celownikiem jego ruchy, wreszcie strzelił, ale kula minęła cel o dobrą stopę. Ochroniarz odpełzł dalej, szukając schronienia. Moreno skinął na Ribbonsa; nie miał szans na trafienie z tej pozycji. Ribbons wyszedł z kryjówki i uniósłszy kałasznikowa do ramienia, wypalił długą serią. Nie używał tłumika; strzały rozbrzmiały w porannej ciszy niczym warkot młota pneumatycznego w samym środku nocy. Niektóre z trzydziestu pocisków trafiły w szklane drzwi kasyna, roznosząc je na drobne kawałeczki. Ochroniarz miał zginąć mocą prawa wielkich liczb. Większość kul chybiła, ale jedna trafiła w cel, a ściślej w kręgosłup, poniżej serca. Mężczyzna zwinął się z bólu, a z wnętrza kasyna dobiegły krzyki wystraszonych ludzi. Ribbons przeskoczył nad betonową barierką oddzielającą parkingowiec od ulicy i truchtem podbiegł do opancerzonej furgonetki. Wyrzucił pusty magazynek i wetknął do gniazda kolejny. Na ulicy nie pojawił się ani jeden samochód. Nie o tej porze. Ribbons uniósł karabin maszynowy jedną ręką, celując przed siebie, na wypadek gdyby ktoś wyskoczył z kasyna, by przejąć ładunek gotówki. Po chwili pochylił się, nie odrywając wzroku od rozbitych drzwi, i wolną ręką spróbował uwolnić niebieską torbę, przypiętą do wózka dużymi, plastikowymi klamrami. Nie przewidział jednego: że tak trudno będzie rozpiąć zatrzaski

13 jedną dłonią, w lateksowej rękawiczce, po ćwierci grama metamfetaminy, w lipcowym upale. Jego ręka drżała. Moreno obserwował scenę przez celownik. Prędzej, prędzej, prędzej! Włączył się alarm. Głośne wycie i błyski kogutów w holu kasyna miały ostrzegać o pożarze albo trzęsieniu ziemi. Ribbons skrzywił się mimowolnie, a potem posłał serię w stronę drzwi, by zniechęcić ewentualnych chętnych do ucieczki z kasyna. Odrzut sprawił, że poderwał rękę w górę, kierując pociski w kierunku wieży górującej nad budynkiem i niechcący gasząc R w neonie hotelu-kasyna Regency. Mosiężne łuski z brzękiem posypały się na chodnik. Ribbons krzyknął, bo odrzut omal nie złamał mu ręki. Gdy odzyskał kontrolę nad kałasznikowem, ze złością kopnął torbę leżącą na chodniku. Chrzanić to, pomyślał, a potem skierował lufę w stronę ostatniej klamry i roztrzaskał ją jednym strzałem. Ochroniarz, leżący o kilka stóp obok niego, zagulgotał z cicha. Od dłuższej chwili obserwował poczynania napastnika. Spieniona krew sączyła się z jego ust, tworząc aureolę wokół głowy. Ribbons sięgnął po rozerwaną klamrę i zarzucił sobie torbę na ramię. Mijając leżącego ochroniarza, spojrzał na niego, wymierzył i strzelił serię prosto w jego głowę. W oddali - dobrych osiem przecznic od miejsca zbrodni - słychać już było wycie policyjnych syren, zwabionych odgłosami strzelaniny. Trzydzieści sekund na reakcję, przypomniał sobie Ribbons. Zaczął biec najszybciej jak potrafił w stronę parkingowca. Barbiturany nie pomogły; trząsł się cały ze zdenerwowania, a w oczach miał obłęd wojownika-barbarzyńcy. Ulica wciąż była pusta. Nikt nie przeszkadzał mu w biegu. Moreno skinął na niego otwartą dłonią. Biegnij szybciej, spasiony kutafonie! Gdy byli w zasięgu głosu, Ribbons zawołał: - Jadą z północy. Otwieraj wóz, spadamy! Dzieliło ich nie więcej niż dwadzieścia stóp. Kamery już się nie liczyły; nikt nie potrafiłby zidentyfikować napastników ubranych w kominiarki. Pognali w stronę wozu. Ribbons przeskoczył nad betonową barierą, a Moreno, który miał kierować, otworzył przed nim drzwi pasażera. Cały skok nie potrwał dłużej niż pół minuty. Dwadzieścia sześć sekund, tyle wskazywał rolex Ribbonsa. Tak, to było aż tak proste: podejść, zabrać forsę i zwiać. Na twarzy Moreno pojawił się idiotyczny uśmiech. Sądził, że akcja przebiegła idealnie. Tylko że jeszcze nigdy żaden numer nie udał się idealnie. Zawsze pojawia się problem. Na przykład w postaci faceta, który siedział w samochodzie na drugim końcu parkingu i obserwował ich przez lunetę karabinu. To, co się teraz wydarzyło, zlało się przed oczami Ribbonsa w rozmazaną smugę

14 wypadków. W jednej sekundzie wsiadał do samochodu, a w następnej usłyszał huk wystrzału i zobaczył, że Moreno oberwał. Różowa mgiełka, kawałki mózgu i odłamki kości trafiły Ribbonsa niczym szrapnele. Nie miał czasu, by zastanawiać się nad tym, co się stało. Uniósł kałasznikowa i na oślep rozpylił porcję ołowiu w kierunku, z którego dobiegł huk wystrzału. Dostrzegł jakieś błyski w jednym z samochodów stojących za nim, ale nie miał już amunicji, by wypalić w ich stronę. Wyskoczył z dodge a, upuścił pusty magazynek i włożył nowy. Nie zdążył nawet podnieść broni do ramienia, gdy kolejna kula przebiła przednią szybę. Odpowiedział ogniem w stronę błysków. Następny pocisk chybił już minimalnie. Ribbons puścił się biegiem wokół samochodu, ostrzeliwując się krótkimi seriami. Kula, która go wreszcie dosięgła, utknęła w ceramicznej płycie na wysokości barku. Siła uderzenia omal go nie obróciła, ale bólu prawie nie poczuł. Szybko odzyskał równowagę i znowu wystrzelił. W tej samej chwili dostał ponownie, tym razem w pierś, powyżej brzucha. Zabolało jak mocne, szybkie użądlenie. Krzyknął mimowolnie. Magazynek był pusty. Ribbons zaklął i odrzucił bezużyteczny karabin. Wyszarpnął zza paska colta 1911 i trzymając go w wyciągniętej ręce, zaczął strzelać do niewidzialnego celu. Idiotyczna kominiarka zasłoniła mu jedno oko. Pocisk wystrzelony z karabinu uderzył w filar tuż za jego plecami, wzbijając w powietrze fontannę skruszonego tynku i odłamki betonu. Wolną ręką Ribbons ściągnął z fotela zwłoki Moreno. Zerknął do środka, na deskę zachlapaną mózgiem. Kolejna kula przebiła bagażnik dodge a; usłyszał jej grzechot gdzieś w trzewiach samochodu. Silnik nadal pracował. Ribbons wskoczył za kierownicę i wrzucił wsteczny. Nie tracił czasu na zamknięcie drzwi; zatrzasnęły się same, gdy gwałtownie zahamował. Obrócił się w fotelu i wystrzelił raz jeszcze, przez tylną szybę. Sekundę później eksplodowało lusterko, może o stopę od jego głowy. Jedź, idioto! Przypalił gumy. Dodge skoczył w tył i z impetem wbił się między stojące za nim samochody. Sypnęło iskrami. Na wpół oślepiony krwią i przekrzywioną kominiarką Ribbons zmienił bieg i wóz ruszył w stronę pochyłego wyjazdu z parkingowca. O tak wczesnej porze budka ciecia była pusta - i dobrze, bo Ribbons w zasadzie nie widział, dokąd jedzie. Poobijany dodge rozniósł automat biletowy i samą budkę, po czym z mocnym poślizgiem wyskoczył na Pacific Avenue. Na czerwonym świetle wpadł na skrzyżowanie i zatrzymał się na niewłaściwym pasie, przodem w stronę Park Place. Ribbons, skulony za kierownicą, wcisnął pedał gazu do deski. Samochód znowu pomknął do przodu, iskrząc felgami o krawężnik. Gliniarze byli coraz bliżej; to był kod 3, więc wozy patrolowe mknęły na sygnale z maksymalną prędkością. Były na tyle blisko - ledwie o parę przecznic - że stały się realnym zagrożeniem. Ribbons zerwał z twarzy kominiarkę, a krople potu z jego czoła trysnęły na

15 deskę rozdzielczą. Obejrzał się przez ramię, ale w zasięgu wzroku nie było jeszcze nikogo. Pomknął szerokimi bulwarami Atlantic City. Moreno, który miał być wozakiem w tej akcji, zaplanował trasę ucieczki co do sekundy. Niestety, w ciągu dziesięciu sekund cały misterny plan poszedł w diabły. Ribbons szarpnął kierownicą i z piskiem opon przemknął przez parking, by znaleźć się w bocznej uliczce. W ciągu dziesięciu minut informacja o typie i modelu samochodu, którym jechał, miała dotrzeć do wszystkich wozów policyjnych i pieszych patroli w promieniu pięćdziesięciu mil. Musiał czym prędzej ukryć samochód, a następnie pieniądze i siebie. Przede wszystkim jednak musiał zyskać nieco dystansu. Dopiero gdy skręcił w bulwar Martina Luthera Kinga, poczuł krew na ubraniu, gdzieś głęboko pod kamizelką kuloodporną. Dotknął piersi. Dwadzieścia siedem warstw kevlaru spowolniło lot kuli, ale także ją zdeformowało. Wbita w jego ciało, w zasadzie nie sprawiała mu bólu - mógł podziękować za to strzykawce heroiny i całej reszcie prochów od Moreno. Problem polegał na tym, że rana intensywnie krwawiła. Jeśli chciał przeżyć, musiał jak najszybciej ją oczyścić i zamknąć. Z porządnym leczeniem należało trochę poczekać. Nie miał wyboru. Znowu zadzwonił telefon. Tym specjalnym sygnałem. Dzwoniący nie tolerował spóźnień, tym bardziej niekompetencji, a już w ogóle porażek. Jego reputacja bazowała na strachu, który sprawiał, że agenci federalni, mordercy i gwałciciele stawali się posłuszni jak uczniacy. Jego plany były precyzyjne i oczekiwał, że równie precyzyjnie będą realizowane. Porażka nie wchodziła w rachubę. Ribbons jeszcze nigdy nie spotkał kogoś, komu zdarzyłoby się zawieść tego człowieka. Być może dlatego, że nikomu takiemu nie udało się ujść z życiem. Ribbons spojrzał na wyświetlacz telefonu leżącego na sąsiednim fotelu, a potem wyciągnął rękę i odrzucił połączenie. Próbował skupić się na trasie ucieczki, ale mógł myśleć tylko o jednym: o niebieskim domku nad wodą. W narkotykowym otępieniu praktycznie czuł woń starego, wiktoriańskiego budynku i czuł pod palcami łuszczącą się farbę. Jego pierwszy dom. Obraz, którego nie mógł wyrzucić z pamięci, bo był dla niego jak miękki koc dający poczucie bezpieczeństwa i łagodzący ból ran. Ribbons czuł, że da radę. Musi dać. Dwie minuty po szóstej tego cholernego poranka. Dwie minuty po szóstej tego cholernego poranka policja prowadziła już zmasowaną akcję poszukiwawczą, przeczesując ulice miasta. Dwie minuty po szóstej tego cholernego poranka wiadomość o napadzie dotarła już do patroli szosowych i FBI. Zginęło czterech

16 ludzi. Skradziono ponad milion dolarów. Na chodniku zostało ponad sto łusek. Tak, to świetny materiał na pierwsze strony gazet. Dwie minuty po szóstej tego cholernego poranka policjanci zdążyli już obudzić swoich detektywów. Mnie zbudzono dopiero po dwóch godzinach.

17 1 SEATTLE, WASZYNGTON Przenikliwy, piskliwy świergot zwiastujący nadejście nowego a zabrzmiał w mojej głowie jak dzwon. Ocknąłem się wystraszony i natychmiast sięgnąłem po broń. Oddychałem płytko i niespokojnie, czekając, aż oczy przyzwyczają się do blasku ekranów mojego małego systemu bezpieczeństwa. Spojrzałem na podokiennik, na którym zostawiłem zegarek. Niebo za szybą było wciąż czarne jak atrament. Wyjąłem pistolet spod poduszki i położyłem na stoliku nocnym. Oddychaj. Wreszcie pozbierałem się i zerknąłem na monitory. Nikogo nie było ani w korytarzu, ani w windzie. Nikt nie szedł schodami i nie czaił się w holu na dole. Jedyną osobą w zasięgu kamer był nocny portier, zbyt mocno skupiony na czytaniu książki, by cokolwiek zauważyć. Mieszkałem w starym dziesięciopiętrowcu, na ósmym poziomie. Właściwie był to budynek sezonowy - w tej chwili zajęta była ledwie połowa mieszkań i nikt z lokatorów nie miał zwyczaju wstawać tak wcześnie. Ci, którzy jeszcze nie wyjechali na wakacje, byli pogrążeni we śnie. Komputer zaćwierkał po raz drugi. Od niemal dwudziestu lat zajmowałem się napadami z bronią w ręku. Fakt ten miał liczne i ciekawe konsekwencje: choćby to, że byłem paranoikiem i że trzymałem na dnie szuflady stos fałszywych paszportów oraz studolarówek. Zaczynałem w tej branży jako nastolatek; obrobiłem parę banków, bo zdawało mi się, że fajnie będzie poczuć dreszcz emocji. Nie jestem ani największym szczęściarzem, ani wybitnym bystrzakiem, ale nigdy nie zostałem złapany, nigdy mnie nie przesłuchiwano i nigdy nie pobrano ode mnie odcisków palców. Jestem po prostu dobry w tym, co robię. Przetrwałem, bo jestem niebywale ostrożny. Mieszkam sam, sypiam sam, jadam sam. Nikomu nie ufam. Na całym świecie jest może z trzydziestu ludzi, którzy wiedzą o moim istnieniu, ale wcale nie jestem pewny, czy wszyscy oni zaliczają mnie jeszcze do żywych. Z konieczności jestem wyjątkowo skrytą osobą. Nie mam numeru telefonu i nie dostaję listów. Nie mam

18 konta bankowego ani długów. Za wszystko płacę gotówką, jeśli to możliwe, a jeśli nie, to używam czarnych firmowych kart Visa, z których każda jest własnością innej zagranicznej korporacji. Można ze mną nawiązać kontakt wyłącznie przez , choć nikomu nie gwarantuję, że odpiszę. Zmieniam adres za każdym razem, gdy przenoszę się do innego miasta. Gdy zaczynam odbierać wiadomości od ludzi, których nie znam, albo jeśli zaczyna w nich brakować istotnych dla mnie treści, smażę mój twardy dysk w mikrofalówce, pakuję graty do worka i zaczynam życie na nowo w innym miejscu. Komputer zaświergotał po raz trzeci. Przeciągnąłem palcami po twarzy, a potem sięgnąłem po laptopa leżącego na biurku, tuż obok łóżka. W skrzynce odbiorczej czekała jedna nowa wiadomość. Wszystkie e, które dostaję, zostają przekierowane przez co najmniej kilka anonimowych serwisów pocztowych. Dane przechodzą na przykład przez serwery na Islandii, w Norwegii, Szwecji i w Tajlandii, zanim zostaną poszatkowane i rozesłane do moich skrzynek rozsianych po całym świecie. Ten, kto próbowałby namierzyć moje IP, nie wiedziałby, które jest prawdziwe. Ta wiadomość dotarła dwie minuty wcześniej pod mój pierwszy zagraniczny adres, na serwerze w Rejkiawiku, gdzie została zakodowana za pomocą mojego prywatnego 128-bitowego klucza. Stamtąd powędrowała pod inny adres, naturalnie zarejestrowany pod innym nazwiskiem - i tak dalej. Oslo, Sztokholm, Bangkok, Caracas, São Paulo. Łańcuszek szczęścia składał się z dziesięciu ogniw; w każdej kolejnej skrzynce pozostawała kopia wiadomości. Kapsztad, Londyn, Nowy Jork, Los Angeles, Tokio. Teraz wiadomość była nie do namierzenia, naprawdę prywatna, anonimowa. Okrążyła świat prawie dwukrotnie, zanim dotarła do mnie. Wpisałem hasło i zaczekałem, aż zostanie odszyfrowana. Słuchałem, juk rozpędza się twardy dysk i szumi wentylator procesora. Była piąta rano. Niebo za oknami było prawie puste, jeśli nie liczyć paru samotnych świateł w drapaczach chmur, majaczących w oddali jak gwiezdna mgławica. Nigdy nie lubiłem lipca. W moich stronach całe lato jest nieznośnie gorące. Upał sprawił, że poprzedniej nocy monitory systemu bezpieczeństwa wysiadły na parę sekund, a ja przez dwie godziny szukałem usterki. Otworzyłem okno i postawiłem przy nim wentylator. Czułem zapach pobliskiej stoczni - zapomnianych ładunków, śmieci uraz słonej wody. Dalej, za torami kolejowymi, rozciągała się zatoka podobna do olbrzymiej plamy oleju. O tak wczesnej porze w ciemności dało się zauważyć najwyżej kilka świateł: łodzie rybackie rozstawiały sieci, a z portu wypływały pierwsze promy. Od strony wyspy Bainbridge spływała na miasto mgła. Deszcz już nie padał, a towarowy ekspres mknący na wschód ciągnął za sobą długi cień. Sięgnąłem po zegarek - patek philippe - i zapiąłem go na nadgarstku. Wygląda niepozornie, ale wiem, że będzie

19 wskazywał prawidłową godzinę jeszcze długo po tym, jak wszyscy ludzie, których dziś znam, spoczną w grobach, pociągi przestaną kursować, a zatoka stanie się otwartym oceanem. Program deszyfrujący dał sygnał. Gotowe. Otworzyłem wiadomość. Przekierowana tyle razy, już nie zawierała prawdziwego adresu nadawcy, ale od razu wiedziałem, kto do mnie napisał. Spośród owych trzydziestu osób, które wiedziały, jak się ze mną skontaktować, tylko dwie znały nazwisko widniejące w temacie wiadomości, a tylko jedna z nich na pewno żyła. Jack Delton. Tak naprawdę nie mam na imię Jack. Ani też John, George, Robert, Michael czy Steven. Prawdziwe nie jest też żadne imię czy nazwisko widniejące w moich prawach jazdy, paszportach czy na kartach kredytowych. Nie figuruje absolutnie nigdzie, może z wyjątkiem dyplomu uczelni oraz paru świadectw szkolnych, które trzymam w skrytce bankowej. Jack Delton to tylko pseudonim, którego od dawna nie używam. Właściwie wykorzystałem go tylko raz, podczas pewnej roboty przed pięciu laty... I oto powrócił, ozdobiony żółtym symbolem oznaczającym pilną wiadomość. Kliknąłem. Wiadomość była krótka: Proszę, zadzwoń natychmiast. I jeszcze numer telefonu, z kierunkowym do kompletu. Przez chwilę przypatrywałem się tym paru słowom. Zwykle gdy dostaję tego typu wiadomości, nawet nie myślę o tym, by zadzwonić. Numer kierunkowy wskazywał na miasto, w którym się znajdowałem. Zastanawiałem się przez chwilę nad tym faktem i doszedłem do dwóch wniosków. Albo nadawca miał niesłychane szczęście, albo wiedział, gdzie jestem. Znałem go na tyle dobrze, by skłaniać się ku tej drugiej ewentualności. Z pewnością istniało kilka sposobów na ustalenie miejsca mojego pobytu, ale żaden z nich nie był ani łatwy, ani tani. Sam fakt, że zostałem namierzony, był wystarczającym sygnałem do ewakuacji. Poza tym nie mam zwyczaju dzwonić pod numery, których nie znam. Telefony są niebezpieczne. Trudno jest śledzić drogę zaszyfrowanych i przechodzących przez liczne, anonimowe serwery. Łatwo jest natomiast namierzyć czyjś telefon komórkowy. Potrafi tego dokonać nawet zwykła, lokalna policja, a przecież lokalna policja nie zajmuje się ludźmi mojego pokroju. Tacy jak ja zasługują na szczególne traktowanie: ganiają za nami FBI, Interpol i Secret Service. A każda z tych służb ma całe sale pełne funkcjonariuszy zajmujących się namierzaniem telefonów. Długo wpatrywałem się w miarowo pulsujące imię. Jack. Gdyby wiadomość nadał ktoś inny, już bym ją skasował. Gdyby wiadomość nadał

20 ktoś inny, zamknąłbym to konto pocztowe i wymazał całą zawartość skrzynki. Gdyby wiadomość nadał ktoś inny, usmażyłbym komputery, spakował manatki i kupił bilet na najbliższy lot do Rosji. Nie byłoby mnie już po dwudziestu minutach. Ale to nie była wiadomość od kogoś innego. Tylko dwoje ludzi na całym świecie znało to imię. Wstałem i podszedłem do komody stojącej pod oknem. Odsunąłem kupkę banknotów i żółty, już prawie zapisany notatnik. Gdy nie pracuję, tłumaczę klasykę. Wyjąłem z szuflady białą koszulę, z szafy szary garnitur, a z komody skórzaną kaburę z szelkami. Z kasetki stojącej na blacie wyciągnąłem mały, chromowany rewolwer: Detective Special, ze spiłowaną osłoną spustu i kurkiem. Załadowałem bębenek nabojami kalibru.38, półpłaszczowymi z otworem. Gdy byłem ubrany i gotowy, sięgnąłem po telefon na kartę, włączyłem go i wybrałem numer. Nie usłyszałem nawet jednego sygnału. Połączenie było natychmiastowe. - To ja - powiedziałem. - Ciężko cię znaleźć, Jack. - Czego chcesz? - Chcę, żebyś przyjechał do mojego klubu - odpowiedział Marcus. - Zanim o coś zapytasz, przypomnę: jesteś mi coś winien.

21 2 Nawet z przeciwnej strony ulicy Five Star Diner zalatywał dymem papierosowym i wodą po goleniu. Był wciśnięty niczym kubeł na śmieci między rząd restauracji a sex-shop w mniej trzeźwej połowie Belltown, kwartał od wieży Space Needle, opodal granic dzielnicy South Lake Union. Pod latarnią stało stadko motocykli. Wnętrze lokalu rozświetlała blada poświata neonu oraz kolorowej grającej szafy pełnej lśniących płyt kompaktowych. Drzwi frontowe były uchylone; nawet o tej porze upał nie ustępował. Taksówka zatrzymała się przed wejściem. W porównaniu z innymi miejscowościami, w których miałem okazję pracować - choćby Vegas czy São Paulo - w Seattle było niewiele naprawdę podłych dzielnic, ale ta okolica była wyjątkiem w tym prawie nieskazitelnym mieście. Uliczka wyglądała jak schronisko dla bezdomnych - wszędzie pełno było koców i butelek, a także smrodu podłego piwa i oleju silnikowego. Zapłaciłem za kurs, podając kierowcy banknot przez małe okienko w plastikowej ściance. Odjechał, ledwie zdążyłem stanąć na chodniku i puścić klamkę. Wszedłem kuchennymi drzwiami. Five Star to miejsce publiczne, pomyślałem. Trudniej zrobić komuś krzywdę tam, gdzie każdy szczęśliwy posiadacz oczu i uszu jest potencjalnym świadkiem. Innymi słowy, Marcus dał mi do zrozumienia, że nie chce mnie zabić. Zresztą gdyby chciał, nie przysyłałby wiadomości. Po prostu znalazłby mnie i odwiedził, a następnie położył poduszkę na mojej twarzy i strzelił przez nią, z przyłożenia, jak za dawnych czasów. Spotkanie tutaj było prawie tak dobre, jak przed drzwiami posterunku policji. Była w tym jakaś pokręcona logika. I pociecha. Marcus jeszcze nigdy nie zabił nikogo w swojej restauracji. A przecież nie brakowało mu powodów do tego, by mnie uśmiercić. Kiedyś nie wyszła nam wspólna robota, a jego reputacja mocno na tym ucierpiała. Jednego dnia był mózgiem międzynarodowej przestępczości, a następnego już tylko podrzędnym handlarzem prochami. Dawniej dobierał sobie najlepszych operatorów świata. Teraz rekrutował swoją ochronę spośród ulicznych zbirów. Po tamtej robocie zdawało mi się, że już nigdy nie będzie chciał mnie oglądać. Sądziłem, że prędzej mnie zastrzeli, niż przyśle wiadomość. Ale

22 podświadomie chyba oczekiwałem, że będzie inaczej. W końcu byłem mu coś winien. Ochroniarz na tyłach lokalu spodziewał się, że przyjdę. Był to potężny facet w krótkich, dżinsowych portkach. Przyjrzał mi się bacznie, zanim mnie przepuścił, i skinął głową, jakby mnie rozpoznał, choć nie miałem wątpliwości, że tak nie było. Zmieniałem się już tak wiele razy, że nawet ja sam nie pamiętam, jak naprawdę wyglądam. Moje najnowsze wcielenie miało włosy koloru karmelu, orzechowe oczy i białą cerę, najwyraźniej z braku kontaktu z naturą. Nie wszystkie moje metamorfozy były wynikiem zabiegów chirurgicznych. Szkła kontaktowe, zmniejszenie wagi czy zafarbowanie włosów mogą zmienić człowieka bardziej niż operacja plastyczna kosztująca pięćdziesiąt kawałków, ale to nawet nie połowa sukcesu. Kto potrafi zmienić swój głos i chód, może w dziesięć sekund stać się, kimkolwiek zechce. Jak się przekonałem, nie można zmienić jedynie zapachu. Owszem, da się zamaskować go whiskey, perfumami czy drogimi kremami, ale każdy z nas pachnie tak, jak pachnie. Nauczyła mnie tego moja mentorka. Wiem, że zawsze będę pachniał czarnym pieprzem i kolendrą. Minąłem kucharza, który właśnie zrobił sobie przerwę - ćmił papierosa bez filtra, siedząc na małej baryłce. W kuchni urzędował jego meksykański kolega, zajęty smażeniem. Zerknął na mnie i czym prędzej odwrócił głowę. Powietrze pachniało bekonem, chorizo, smażonymi jajkami i solonym masłem. Pchnąłem drzwi kelnerów i znalazłem się na tyłach sali. Marcus już na mnie czekał, w ósmej loży, pod neonem z logo Bud Light. Siedział przed talerzem nietkniętych jajek na szynce. Tuż obok jego łokcia stała filiżanka z kawą. Przemówił dopiero wtedy, gdy podszedłem bliżej. - Jack. - Sądziłem, że nigdy więcej się nie zobaczymy. Marcus Hayes był wysoki i żylasty, niczym prezes jakiejś firmy komputerowej. Był, szczerze mówiąc, wręcz wychudzony, jakby nie najlepiej czuł się we własnej skórze. Zresztą najlepsi przestępcy nigdy nie wyglądają jak przestępcy. Marcus miał na sobie granatową koszulę; nosił też okulary o szkłach grubych jak denka butelek. Wzrok mu się pogorszył podczas sześcioletniej odsiadki w obozie pracy nad Snake River w Oregonie. Miał bladobłękitne tęczówki, jeszcze jaśniejsze wokół źrenic. Byłem odeń ledwie o dziesięć lat młodszy, ale wyglądał o wiele starzej. Miał pomarszczone dłonie. Nie pozwoliłem sobie, by zmyliła mnie jego aparycja. Był najbardziej brutalnym człowiekiem, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Wsunąłem się do loży, usiadłem naprzeciwko Marcusa i zajrzałem pod stół. Nikt się tam nie krył. Wprawdzie nigdy jeszcze nie strzelano do mnie spod stołu, ale potrafiłem sobie

23 wyobrazić, jak łatwo przyszłoby mu zaaranżowanie takiej akcji. Wystarczyłby P220 albo inny mały, zgrabny pistolecik z tłumikiem. Pociski niskiej prędkości. Jeden w brzuch, drugi w serce. Jeden z kucharzy odrąbałby mi ręce i głowę, a następnie - zapakowany w worki na śmieci - zanurkowałbym w zatoce. Jakbym nigdy nie istniał. Marcus rozprostował palce, lekko rozdrażniony. Nie obrażaj mnie - powiedział. - Nie sprowadziłem cię tu po to, żeby cię zabić, Jack. - Po prostu sądziłem, że jestem dla ciebie spalony. Że nigdy więcej nie będziesz chciał ze mną pracować. - To najwyraźniej się myliłeś. - Tyle już wydedukowałem. Marcus nic już nie powiedział. Nie musiał. Patrzyłem mu prosto w oczy. Wyciągnął otwartą dłoń, położył ją na stole i pokręcił głową, jakby był rozczarowany. - Naboje - powiedział. - Nie wiedziałem, jakie masz zamiary - wyjaśniłem. - Proszę o naboje - powtórzył. Usłuchałem, ale bez pośpiechu. Wyjąłem rewolwer z kabury dwoma palcami, żeby nie pomyślał, że zamierzam go użyć. Otworzyłem bębenek i wyjąłem naboje, po czym ułożyłem je na stole przy jego talerzu. Zabrzęczały na drewnie jak sztućce i przez chwilę toczyły się, by zatrzymać się w połowie drogi między nami. Włożyłem broń na powrót do kabury. - O co chodzi? - spytałem. - Znałeś Hectora Moreno? Wolno i raczej obojętnie skinąłem głową. - Nie żyje - oznajmił Marcus. Prawie nie zareagowałem, bo i wiadomość nie była szokująca. Wiedziałem, że Moreno nie pożyje długo, odkąd tylko go poznałem - a było to przed dwoma laty w barze w Dubaju. Piłem właśnie sok pomarańczowy przed podróżą do domu. Lokal był naprawdę porządny, pełen facetów w garniturach. Moreno podszedł do mnie od tyłu, ubrany w nowiutki i prążkowany, od Armaniego. Palił słabego papierosa, zaciągając się po dwa razy. Przemówił do mnie, wtrącając słowa z języka, którego nie rozumiałem - z arabskiego, a może z perskiego. Ody skończyliśmy rozmawiać, poszedł palić crack za szopą na parkingu. Czułem zapach kokainy bijący z jego ubrania i prawie widziałem, jak jego serce tłucze się pod żebrami. Był żołnierzem mniej więcej w takim stopniu jak ja Świętym Mikołajem. - A co mi do tego? - spytałem.

24 - Dobrze go znałeś? - Wystarczająco. - To znaczy? - Tak dobrze jak ciebie, Marcus. Ale wiem, że sprowadziłeś mnie tu, żebym słuchał, a nie gadał o ćpunie, którego poznałem przy okazji jakiejś roboty. - Tak czy owak, Jack, Moreno połknął kulkę dziś rano i zasługuje na nasz szacunek. W końcu był jednym z nas. - W dniu, w którym uznam mordercę pokroju Moreno za godnego szacunku, sam połknę kulkę. Milczeliśmy przez moment, a ja przyglądałem się badawczo twarzy Marcusa. Miałem wrażenie, że widzę napięcie i zmęczenie w jego oczach. W filiżance spostrzegłem brązowe kręgi, ślad po kawie. Nie unosiła się nad nią para. Nie było też pustych pojemniczków po śmietance i cukrze. Tylko te ślady i ciemny zaciek mniej więcej od połowy ścianki. Tę kawę podano przynajmniej trzy godziny temu. A przecież nikt nie zamawia kawy o trzeciej nad ranem. - O co chodzi? - spytałem. Marcus sięgnął do kieszeni i wyjął plik dwudziestodolarówek w rozmiarze niedużej książki; banknoty były pospinane gumkami. Położył gotówkę na stoliku. - Dziś rano - rzekł - mój skok z udziałem Moreno zakończył się niepowodzeniem. Wszędzie trupy, łup zniknął, federalni węszą jak najęci. - Czego ode mnie oczekujesz? - Że zrobisz to, w czym jesteś najlepszy - odparł. - Sprawisz, że to wszystko zniknie.

25 3 Pięć tysięcy dolarów nie wygląda jak pięć tysięcy dolarów. Nigdy. Nawet jeśli przeliczysz dwukrotnie, a Marcus na pewno to zrobił. Pięć kawałków wygląda po prostu jak kupka zielonego papieru, szeroka na dwa i pół cala, długa na sześć i wysoka na osiem. Równie dobrze mogłoby tam być dwadzieścia tysięcy albo dwa. W pewnym momencie mózg nie radzi sobie z szybkim liczeniem. Taki stosik wygląda po prostu jak kupa forsy. Marcus przesunął go ku mnie, odpychając naboje. - Z całym szacunkiem, Marcus - powiedziałem, spoglądając na pieniądze - ja nie wstaję z łóżka za mniej niż dwieście tysięcy. - To nie jest oferta, Jack. To na wydatki. A zrobisz to, o co cię proszę, ponieważ jesteś mi coś winien. Już od pięciu lat. Nie mogłem zaprzeczyć. Nie wiem nawet, czy chciałem. Marcus wyjaśnił mi, co się wydarzyło. Zaczął od momentu na pół godziny przed skokiem, a potem przedstawił wypadki tak, jakby komentował bokserski pojedynek - cios za ciosem. Brakowało w tej opowieści płynności; było tak, jakby uczył się mówić, czytając telegramy albo gawędząc z automatyczną sekretarką. Dla niego były to tylko sekwencje faktów, podzielone na krótkie fragmenty, ale bez przerw na złapanie oddechu. - Tutaj jest jeszcze dość wcześnie, więc pewnie nic nie wiesz o sprawie, ale na wschodzie gadają o niej w wiadomościach. Zginęło czterech ludzi, w tym Moreno. Celem był blok gotówki w drodze do kasyna. Łatwizna, jak się domyślasz, robota na trzydzieści sekund. Zdawało mi się, że nie schrzanią jej nawet tacy idioci jak Moreno i jego partner. Wystarczyło unikać kamer, nastraszyć dwóch ochroniarzy z furgonetki, zabrać forsę i odjechać. Zaraz po skoku mieli jechać na północ, na plac magazynowy, a potem zadzwonić do mnie i czekać. Najłatwiejszy numer świata. - A jednak Moreno połknął kulkę - zauważyłem. - I nikt do mnie nie zadzwonił. - Po co go zatrudniłeś? Wyobrażam sobie, że jego partner nie był wiele lepszy. - Chciałem się ich później pozbyć.

26 Potrzebowałem sekundy, żeby to przełknąć. - Co było do wzięcia? - Ponad milion w studolarówkach. Nie wiem, ile dokładnie, to sprawa kasyna. Pierwszy weekend lipca, pierwsza dostawa tego dnia - pewnie milion dwieście, może milion trzysta. Tyle, żeby wystarczyło dla porannych graczy. - Skąd wiesz, że Moreno oberwał? Marcus skinął głowę w stronę włączonego telewizora, podwieszonego w kącie sali. - Jeden ze sprawców został postrzelony. Był biały. A wiem, że partner Moreno był czarnoskóry. Widziałeś kiedy w telewizji zdjęcie któregoś ze swoich ludzi, zrobione przez kamery monitoringu? - Tak. - Ja widziałem dwa. - Kiedy to się stało? Marcus spojrzał na zegarek. Patek philippe. - Prawie cztery godziny temu - odparł. Położyłem rękę na pieniądzach. - Chcesz usłyszeć moją radę? Zaczekaj. Cztery godziny to bardzo mało. Cztery godziny po swoim ostatnim skoku ledwie miałem czas złapać oddech, a co dopiero zadzwonić do kogokolwiek. Gorąco było wtedy w Vegas. Nie wiedziałem, kto zginął, kto dał się złapać, kto przechwycił czeki. Nie wiedziałem nic. W głowie miałem tylko jedno: dostać się na metę i przyczaić się tam, aż prokurator okręgowy odpuści, czyli Bóg wie jak długo. I nie myśl, że ci reporterzy z telewizji wiedzą, co zaszło. Może się okazać, że o jedenastej Moreno wyjdzie ze szpitala i wyląduje w areszcie. Nikt nie będzie niczego pewny co najmniej do południa, Marcus. A ty nie ruszysz sprawy, dopóki nie opadnie kurz, czyli co najmniej do jutra. Wiem, że się martwisz, czy ten czarnoskóry... - Ribbons. Jerome Ribbons. - Wiem, że się martwisz, czy ten Ribbons nie zniknie z kasą, ale musisz zaczekać i się przekonać. Jeśli zaczniesz od zbyt zdecydowanych ruchów, facet pomyśli, że chcesz go dopaść za spapranie roboty, a wtedy ukryje się tak, że już go nie zobaczysz. - To nie jest jedna z tych spraw, które mogą zaczekać - odparł Marcus. - Towar, który przejęli Ribbons i Moreno, jest bardzo niebezpieczny. Mam czterdzieści osiem godzin. - Pieniądze są niebezpieczne? - Tak jest. Gotówka. Cholerna, nieznaczona, pakowana próżniowo, ułożona kolejnymi numerami, autentyczna forsa prosto z Rezerwy Federalnej. Wysłana z Waszyngtonu do

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

Dzięki ćwiczeniom z panią Suzuki w szkole Hagukumi oraz z moją mamą nauczyłem się komunikować za pomocą pisma. Teraz umiem nawet pisać na komputerze.

Dzięki ćwiczeniom z panią Suzuki w szkole Hagukumi oraz z moją mamą nauczyłem się komunikować za pomocą pisma. Teraz umiem nawet pisać na komputerze. Przedmowa Kiedy byłem mały, nawet nie wiedziałem, że jestem dzieckiem specjalnej troski. Jak się o tym dowiedziałem? Ludzie powiedzieli mi, że jestem inny niż wszyscy i że to jest problem. To była prawda.

Bardziej szczegółowo

Wiersz Horrorek państwowy nr 3 Ania Juryta

Wiersz Horrorek państwowy nr 3 Ania Juryta Wiersz Horrorek państwowy nr 3 Ania Juryta Nie wiem zupełnie jak to się stało, że w końcu zdać mi się to udało... Wszystko zaczęło się standardowo: Samo południe plac manewrowy... Słońce jak zwykle zaciekle

Bardziej szczegółowo

ĆWICZENIA W ZAPOBIEGANIU OSTEOPOROZY

ĆWICZENIA W ZAPOBIEGANIU OSTEOPOROZY ĆWICZENIA W ZAPOBIEGANIU OSTEOPOROZY Ćwiczenie 1. - Stajemy w rozkroku na szerokości bioder. Stopy skierowane lekko na zewnątrz, mocno przywierają do podłoża. - Unosimy prawą rękę ciągnąc ją jak najdalej

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska spektakl edukacyjno-profilaktyczny dla najmłodszych. (Scenografia i liczba aktorów - zależne od wyobraźni i możliwości technicznych reżysera.) Uczeń A - Popatrz

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Kane & Lynch 2: Dog Days

Kane & Lynch 2: Dog Days Nieoficjalny polski poradnik GRY-OnLine do gry Kane & Lynch 2: Dog Days autor: Michał Kwiść Chwistek Copyright wydawnictwo GRY-OnLine S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone. www.gry-online.pl Producent IO Interactive,

Bardziej szczegółowo

Spersonalizowany Plan Biznesowy

Spersonalizowany Plan Biznesowy Spersonalizowany Plan Biznesowy Zarabiaj pieniądze poprzez proste dzielenie się tym unikalnym pomysłem. DUPLIKOWANIE TWOJEGO BIZNESU EN101 W En101, usiłowaliśmy wyjąć zgadywanie z marketingu. Poniżej,

Bardziej szczegółowo

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY Często będę Ci mówić, że to ważna lekcja, ale ta jest naprawdę ważna! Bez niej i kolejnych trzech, czyli całego pierwszego tygodnia nie dasz rady zacząć drugiego. Jeżeli czytałaś wczorajszą lekcję o 4

Bardziej szczegółowo

AUDIO / VIDEO (A 2 / B1 ) (wersja dla studenta) ROZMOWY PANI DOMU ROBERT KUDELSKI ( Pani domu, nr )

AUDIO / VIDEO (A 2 / B1 ) (wersja dla studenta) ROZMOWY PANI DOMU ROBERT KUDELSKI ( Pani domu, nr ) AUDIO / VIDEO (A 2 / B1 ) (wersja dla studenta) ROZMOWY PANI DOMU ROBERT KUDELSKI ( Pani domu, nr 4-5 2009) Ten popularny aktor nie lubi udzielać wywiadów. Dla nas jednak zrobił wyjątek. Beata Rayzacher:

Bardziej szczegółowo

"Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem..." Pearlic. Reda 2015.

Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem... Pearlic. Reda 2015. CIEŃ Paulina Klecz "Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem..." Pearlic. Reda 2015. Projekt okładki: Łukasz Orzechowski Copyright Paulina Copyright Pearlic Klecz Wszelkie prawa do publikacji zastrzeżone.

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 To jest moje ukochane narzędzie, którym posługuję się na co dzień w Fabryce Opowieści, kiedy pomagam swoim klientom - przede wszystkim przedsiębiorcom, właścicielom firm, ekspertom i trenerom - w taki

Bardziej szczegółowo

Trening INTEGRA Dodatkowe dialogi

Trening INTEGRA Dodatkowe dialogi Trening INTEGRA Dodatkowe dialogi Pobieranie pieniędzy z banku Wersja 1 - Chciałbym/abym wypłacić pieniądze. - Ile dokładnie? - 100 Euro - Proszę o okazanie dokumentu tożsamości. - Mam ze sobą mój paszport

Bardziej szczegółowo

Białystok pozbywa się elektrośmieci

Białystok pozbywa się elektrośmieci Białystok pozbywa się elektrośmieci Mówimy elektrośmieci myślimy wielka pralka, lodówka, no ewentualnie odkurzacz. A co z dziesięcioma telefonami ukrytymi głęboko w szufladzie? Co z zepsutą suszarką? Starym

Bardziej szczegółowo

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Szybciej poznaję ceny. To wszystko upraszcza. Mistrz konstrukcji metalowych, Martin Elsässer, w rozmowie o czasie. Liczą się proste rozwiązania wizyta w

Bardziej szczegółowo

Joanna Charms. Domek Niespodzianka

Joanna Charms. Domek Niespodzianka Joanna Charms Domek Niespodzianka Pomysł na lato Była sobie panna Lilianna. Tak, w każdym razie, zwracała się do niej ciotka Małgorzata. - Dzień dobry, Panno Lilianno. Czy ma Panna ochotę na rogalika z

Bardziej szczegółowo

ROZPACZLIWIE SZUKAJĄC COPYWRITERA. autor Maciej Wojtas

ROZPACZLIWIE SZUKAJĄC COPYWRITERA. autor Maciej Wojtas ROZPACZLIWIE SZUKAJĄC COPYWRITERA autor Maciej Wojtas 1. SCENA. DZIEŃ. WNĘTRZE. 2 Biuro agencji reklamowej WNM. Przy komputerze siedzi kobieta. Nagle wpada w szał radości. Ożesz japierdziuuuuu... Szefie!

Bardziej szczegółowo

projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami

projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami DARMOWY FRAGMENT projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami Od Autorki Cześć drogi Czytelniku! Witaj w darmowym fragmencie podręcznika Jak zacząć projekt biznesowy?! Jego pełna wersja, zbiera w jednym

Bardziej szczegółowo

Pewien młody człowiek popadł w wielki kłopot. Pożyczył 10 tyś. dolarów i przegrał je na wyścigach konnych.

Pewien młody człowiek popadł w wielki kłopot. Pożyczył 10 tyś. dolarów i przegrał je na wyścigach konnych. Artykuł pobrano ze strony eioba.pl Zmienić osobowość Pewien młody człowiek popadł w wielki kłopot. Pożyczył 10 tyś. dolarów i przegrał je na wyścigach konnych. Afirmacja to w działaniu potęga ale... Pewien

Bardziej szczegółowo

FILM - BANK (A2 / B1)

FILM - BANK (A2 / B1) FILM - BANK (A2 / B1) Pierre i Maria: Dzień dobry Pani! Pracownik: Dzień dobry! W czym mogę pomóc? Pierre: Jesteśmy zainteresowani założeniem konta w Państwa banku. Pochodzimy z Francji, ale teraz mieszkamy

Bardziej szczegółowo

BURSZTYNOWY SEN. ALEKSANDRA ADAMCZYK, 12 lat

BURSZTYNOWY SEN. ALEKSANDRA ADAMCZYK, 12 lat BURSZTYNOWY SEN ALEKSANDRA ADAMCZYK, 12 lat Jestem bursztynnikiem. Myślę, że dobrym bursztynnikiem. Mieszkam w Gdańsku, niestety, niewiele osób mnie docenia. Jednak jestem znany z moich dziwnych snów.

Bardziej szczegółowo

Drogi Rodzicu! Masz kłopot ze swoim dzieckiem?. Zwłaszcza rano - spieszysz się do pracy, a ono długo siedzi w

Drogi Rodzicu! Masz kłopot ze swoim dzieckiem?. Zwłaszcza rano - spieszysz się do pracy, a ono długo siedzi w Drogi Rodzicu! Masz kłopot ze swoim dzieckiem?. Zwłaszcza rano - spieszysz się do pracy, a ono długo siedzi w toalecie i każdą czynność wykonuje powoli? Narasta Cię frustracja? Myślisz, że robi to specjalnie,

Bardziej szczegółowo

SMOKING GIVING UP DURING PREGNANCY

SMOKING GIVING UP DURING PREGNANCY SMOKING GIVING UP DURING PREGNANCY Rzucanie palenia w czasie ciąży PRZEWODNIK DLA KOBIET W CIĄŻY PRAGNĄCYC H RZUCIĆ PALENIE Ciąża i palenie Większość kobiet palących w czasie ciąży wie, że może być to

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

AKADEMIA PIŁKARSKA WISŁA KRAKÓW ROCZNIK 2002

AKADEMIA PIŁKARSKA WISŁA KRAKÓW ROCZNIK 2002 AKADEMIA PIŁKARSKA WISŁA KRAKÓW ROCZNIK 2002 Okres przejściowy podzielony na 2 fazy: 18.12-28.12 Odpoczynek 29.12.14-6.01.15 Trening do indywidualnego wykonania zgodny z planem podanym poniżej (możliwe

Bardziej szczegółowo

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy.

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy. Zając wychodził z siebie ze złości i krzyczał: Biegniemy jeszcze raz, jeszcze raz wkoło! Nie ma sprawy, odparł jeż, Ile razy masz ochotę. Biegał więc zając siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle dotrzymywał

Bardziej szczegółowo

PROGRAM WARSZTATÓW ROZWOJOWYCH DLA KOBIET PROGRAM WARSZTATÓW ROZWOJOWYCH DLA KOBIET

PROGRAM WARSZTATÓW ROZWOJOWYCH DLA KOBIET PROGRAM WARSZTATÓW ROZWOJOWYCH DLA KOBIET 1 / 1 1 PROGRAM WARSZTATÓW ROZWOJOWYCH DLA KOBIET 2 / 1 1 CZĘŚĆ PIERWSZA: OGARNIJ, CZEGO TY W OGÓLE CHCESZ?! Jaki jest Twój cel? Czy potrafisz sobie odpowiedzieć, czego dokładnie chcesz? Co jest dla Ciebie

Bardziej szczegółowo

OTWIERANIE OTWIERANIE I URUCHAMIANIE SAMOCHODU ZA POMOCĄ KLUCZA Z PILOTEM ZDALNEGO STEROWANIA

OTWIERANIE OTWIERANIE I URUCHAMIANIE SAMOCHODU ZA POMOCĄ KLUCZA Z PILOTEM ZDALNEGO STEROWANIA 64 I URUCHAMIANIE SAMOCHODU ZA POMOCĄ KLUCZA Z PILOTEM ZDALNEGO STEROWANIA Klucz Klucz umożliwia, poprzez drzwi kierowcy, blokowanie i odblokowanie drzwi, bagażnika i klapki wlewu paliwa, składanie i rozkładanie

Bardziej szczegółowo

Ćwiczenia w chorobie. zwyrodnieniowej. stawów. Rekomendowane przez prof. dr. hab. n. med. Janusza Płomińskiego

Ćwiczenia w chorobie. zwyrodnieniowej. stawów. Rekomendowane przez prof. dr. hab. n. med. Janusza Płomińskiego Ćwiczenia w chorobie zwyrodnieniowej stawów Rekomendowane przez prof. dr. hab. n. med. Janusza Płomińskiego choroby zwyrodnieniowej kolana Ćwiczenia wspomagają utrzymanie w dobrym stanie stawów i mięśni.

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły.

Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły. Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły. Cel zajęć: Kształcenie nawyku właściwego zachowania się w ruchu drogowym oraz utrwalenie podstawowych zasad poruszania się po drogach. Przebieg zajęć: 1.Zajęcia

Bardziej szczegółowo

Na skraju nocy & Jarosław Bloch Rok udostępnienia: 1994

Na skraju nocy & Jarosław Bloch Rok udostępnienia: 1994 Na skraju nocy & Jarosław Bloch Rok udostępnienia: 1994 NA SKRAJU NOCY Moje obrazy Na skraju nocy widziane oczyma dziecka Na skraju nocy życie wygląda inaczej Na moich obrazach...w nocy Życie w oczach

Bardziej szczegółowo

1. Uruchom stronię poczta.foof.pl (pisane bez www). Powinien wyświetlić się następujący ekran

1. Uruchom stronię poczta.foof.pl (pisane bez www). Powinien wyświetlić się następujący ekran Proces rejestracji jest dokładnie opisany na stronie konkursu. Skoro jednak masz problemy upewnij się, że prawidłowo wykonujesz następujące czynności. Jeżeli w dalszym ciągu będziesz miał problemy napisz

Bardziej szczegółowo

Październik. TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa

Październik. TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa Październik TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa Projekt sytuacji edukacyjnych (oprac. mgr Sylwia Kustosz, Edukator Froebel.pl) Przebieg spotkania w Porannym kole: PONIEDZIAŁEK:

Bardziej szczegółowo

8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia

8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia http://produktywnie.pl RAPORT 8 sposobów na więcej czasu w ciągu dnia Jakub Ujejski Powered 1 by PROINCOME Jakub Ujejski Wszystkie prawa zastrzeżone. Strona 1 z 10 1. Wstawaj wcześniej Pomysł, wydawać

Bardziej szczegółowo

DOROTA WIECZOREK DOTYK MROKU

DOROTA WIECZOREK DOTYK MROKU DOROTA WIECZOREK DOTYK MROKU PROLOG PROLOG Tramwaj numer 6 jadący z centrum Gdańska w kierunku Oliwy był prawie pusty, jak zwykle o tak późnej porze zegar elektroniczny wiszący nad kabiną motorniczego

Bardziej szczegółowo

5 kroko w do poprawy szybkos ci uderzeń i wytrzymałos ci rąk

5 kroko w do poprawy szybkos ci uderzeń i wytrzymałos ci rąk 5 kroko w do poprawy szybkos ci uderzeń i wytrzymałos ci rąk 5 kroków do poprawy szybkości uderzeń i wytrzymałości rąk 1 krok - Kołowrotek Zauważyłem jak niektóre osoby ćwicząc sztuki walki mają problem

Bardziej szczegółowo

Odkrywam Muzeum- Zamek w Łańcucie. Przewodnik dla osób ze spektrum autyzmu

Odkrywam Muzeum- Zamek w Łańcucie. Przewodnik dla osób ze spektrum autyzmu Odkrywam Muzeum- Zamek w Łańcucie Przewodnik dla osób ze spektrum autyzmu Dzisiaj odwiedzę Muzeum- Zamek w Łańcucie! Zamek w Łańcucie był domem dwóch rodzin. Zamek wybudował czterysta lat temu książę Stanisław

Bardziej szczegółowo

Część 4. Wyrażanie uczuć.

Część 4. Wyrażanie uczuć. Część. Wyrażanie uczuć. 3 5 Tłumienie uczuć. Czy kiedykolwiek tłumiłeś uczucia? Jeżeli tak, to poniżej opisz jak to się stało 3 6 Tajemnica zdrowego wyrażania uczuć! Używanie 'Komunikatów JA'. Jak pewnie

Bardziej szczegółowo

Dowód osobisty. Dowód osobisty mówi, kim jesteś, jakie masz imię i nazwisko, gdzie mieszkasz. Dowód osobisty mówi, że jesteś obywatelem Polski.

Dowód osobisty. Dowód osobisty mówi, kim jesteś, jakie masz imię i nazwisko, gdzie mieszkasz. Dowód osobisty mówi, że jesteś obywatelem Polski. Dowód osobisty Dowód osobisty mówi, kim jesteś, jakie masz imię i nazwisko, gdzie mieszkasz. Dowód osobisty mówi, że jesteś obywatelem Polski. Dowód osobisty musi posiadać każdy, kto ma 18 lat. Dowód osobisty

Bardziej szczegółowo

Zauważcie, że gdy rozmawiamy o szczęściu, zadajemy specyficzne pytania:

Zauważcie, że gdy rozmawiamy o szczęściu, zadajemy specyficzne pytania: Nie potrafimy być szczęśliwi tak sobie, po prostu dla samego faktu; żądamy spełnienia jakichś tam warunków. Mówiąc dosadnie - nie potrafimy wyobrazić sobie, że można być szczęśliwym bez spełnienia tych

Bardziej szczegółowo

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych dr Renata Maciejewska Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie Struktura próby według miasta i płci Lublin Puławy Włodawa Ogółem

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

Trzy kroki do e-biznesu

Trzy kroki do e-biznesu Wstęp Świat wokół nas pędzi w niewiarygodnym tempie - czy Ty też chwilami masz wrażenie, że nie nadążasz? Może zastanawiasz się, czy istnieje sposób, by dogonić ten pędzący pociąg życia pełen różnego rodzaju

Bardziej szczegółowo

DEAD CITY PORADNIK DO GRY (spis treści w zakładkach po lewej)

DEAD CITY PORADNIK DO GRY (spis treści w zakładkach po lewej) DEAD CITY PORADNIK DO GRY (spis treści w zakładkach po lewej) MIESZKANIE PPM kliknij materac zdobędziesz zestaw kluczy z małą latarką. Wyjdź z pokoju. Na mapie wybierz ulicę. BRUDNA ULICA Na ulicy obejrzyj

Bardziej szczegółowo

Sejf Conrad 20EA z zamkiem elektronicznym, pojemność: 8,2 l

Sejf Conrad 20EA z zamkiem elektronicznym, pojemność: 8,2 l INSTRUKCJA OBSŁUGI Sejf Conrad 20EA z zamkiem elektronicznym, pojemność: 8,2 l Nr produktu 755009 Strona 1 z 5 Przeznaczenie Sejf jest używany do przechowywania wartościowych przedmiotów. Posiada on trwałą

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

Lingwistyka.

Lingwistyka. Lingwistyka www.bezpiecznahipnoza.pl Zaprzeczenie - NIE Nie myśl o szkoleniu, na którym właśnie jesteś. Nie myśl o tym czego się nauczysz. Nie myśl jak bardzo zmieni się Twoje życie po szkoleniu, gdy zaczniesz

Bardziej szczegółowo

Dzień dobry, panie Piotrze.

Dzień dobry, panie Piotrze. Staś był taki nieśmiały, że kiedy przyszedł listonosz, żeby doręczyć mu list, wstydził się powiedzieć dzień dobry. Staś lubił listonosza. Chciał z nim porozmawiać. Ale nie potrafił zdobyć się na odwagę.

Bardziej szczegółowo

KARTA ZADAŃ NR 2 Bezpieczne miasto

KARTA ZADAŃ NR 2 Bezpieczne miasto KARTA ZADAŃ NR 2 Bezpieczne miasto To propozycja aktywności możliwa do realizacji w II lub III klasie szkoły podstawowej. Proponowane ćwiczenie może być modyfikowane w zależności od potrzeb i możliwości

Bardziej szczegółowo

Odzyskajcie kontrolę nad swoim losem

Odzyskajcie kontrolę nad swoim losem Odzyskajcie kontrolę nad swoim losem Mocno wierzę w szczęście i stwierdzam, że im bardziej nad nim pracuję, tym więcej go mam. Thomas Jefferson Czy zadaliście już sobie pytanie, jaki jest pierwszy warunek

Bardziej szczegółowo

Chłopcy i dziewczynki

Chłopcy i dziewczynki Chłopcy i dziewczynki Maja leżała na plaży. Zmarzła podczas kąpieli w morzu i cała się trzęsła. Mama Zuzia owinęła ją ręcznikiem. Maja położyła się na boku i przesypuje piasek w rączce. Słońce razi ją

Bardziej szczegółowo

Wszystkie znaki pokazujemy ręką w której nie ma broni (w tym wypadku jest to prawa).

Wszystkie znaki pokazujemy ręką w której nie ma broni (w tym wypadku jest to prawa). Wszystkie znaki pokazujemy ręką w której nie ma broni (w tym wypadku jest to prawa). Zdjęcie Znaczenie Opis wykonania UWAGA. STOP. Podstawowy znak. Wszyscy w zespole (oddziale) zatrzymują się i oczekują

Bardziej szczegółowo

Jak używać poziomów wsparcia i oporu w handlu

Jak używać poziomów wsparcia i oporu w handlu Jak używać poziomów wsparcia i oporu w handlu Teraz, kiedy znasz już podstawy nadszedł czas na to, aby wykorzystać te użyteczne narzędzia w handlu. Chcemy Ci to wytłumaczyć w dość prosty sposób, więc podzielimy

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

Codziennie jestem bezpieczny

Codziennie jestem bezpieczny Codziennie jestem bezpieczny Europejski numer alarmowy i zasady bezpieczeństwa dla dzieci Drodzy uczniowie, wiedza o tym, jak prawidłowo zachować się w drodze do szkoły, w szkole, na placu zabaw czy w

Bardziej szczegółowo

Olaf Tumski: Tomkowe historie 3. Copyright by Olaf Tumski & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Zbigniew Borusiewicz ISBN

Olaf Tumski: Tomkowe historie 3. Copyright by Olaf Tumski & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Zbigniew Borusiewicz ISBN Olaf Tumski Olaf Tumski: Tomkowe historie 3 Copyright by Olaf Tumski & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Zbigniew Borusiewicz ISBN 978-83-63080-60-0 Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo Kontakt:

Bardziej szczegółowo

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 MARKOWI MIDURZE NIGDY BY DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO, ŻE UŻYJE SUPER GLUE PRZECIWKO CZŁOWIEKOWI aatakowałem w tramwaju. Była wtedy jedenasta w nocy. Miałem w kieszeni tubkę super glue,

Bardziej szczegółowo

Część 7: Sygnalizacja i sygnały świetlne

Część 7: Sygnalizacja i sygnały świetlne Część 7: Sygnalizacja i sygnały świetlne Część ta opiera się na części 6, która omawia sygnalizację świetlną oraz oznakowanie dróg. Część ta omawia dwa ogólne formaty sygnałów świetlnych: sygnalizacja

Bardziej szczegółowo

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Jako mała dziewczynka miałam wiele marzeń. Chciałam pomagać innym ludziom. Szczególnie starzy, samotni

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

Temat zajęć: Agresja jak sobie z nią poradzić?

Temat zajęć: Agresja jak sobie z nią poradzić? PRZEMOC I AGRESJA WŚRÓD UCZNIÓW Temat zajęć: Agresja jak sobie z nią poradzić? Czas trwania: 45 minut Cel główny: kształtowanie u uczniów postaw zmierzających do eliminowania zachowań agresywnych oraz

Bardziej szczegółowo

Nieoficjalny poradnik GRY-OnLine do gry. Nibiru. Age of Secrets. autor: Bolesław Void Wójtowicz

Nieoficjalny poradnik GRY-OnLine do gry. Nibiru. Age of Secrets. autor: Bolesław Void Wójtowicz Nieoficjalny poradnik GRY-OnLine do gry Nibiru Age of Secrets autor: Bolesław Void Wójtowicz Copyright wydawnictwo GRY-OnLine S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone. www.gry-online.pl Prawa do użytych w tej publikacji

Bardziej szczegółowo

WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM

WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM Jednym z najlepszych litewskich i światowych siłaczy. Wielokrotnym Wicemistrzem i Drugim Wicemistrzem Litwy Strongman, drużynowym Mistrzem Świata Par Strongman 2007, drużynowym

Bardziej szczegółowo

Nowe przygody Pana Toti

Nowe przygody Pana Toti Paulina Bieś, Barbara Krzus, Kamila Krzus, Anna Pawlus, Kamila Pigoń, Paulina Słowik, Natalia Wolny, Marta Zawada Nowe przygody Pana Toti Biblioteka szkolna 2014/15 Paulina Bieś, Barbara Krzus, Kamila

Bardziej szczegółowo

Zawartość - 55 kart Hanabi (fajerwerków) - 5 karty zasad - 8 niebieskich znaczników - 3 czerwone znaczniki

Zawartość - 55 kart Hanabi (fajerwerków) - 5 karty zasad - 8 niebieskich znaczników - 3 czerwone znaczniki Autor gry: Antoine Bauza Ilustracje: Gérald Guerlais Dla graczy Od 8 lat wzwyż Zawartość - kart Hanabi (fajerwerków) - karty zasad - 8 niebieskich znaczników - czerwone znaczniki Uwaga: Rozkład wartości

Bardziej szczegółowo

Indywidualny Zawodowy Plan

Indywidualny Zawodowy Plan Indywidualny Zawodowy Plan Wstęp Witaj w Indywidualnym Zawodowym Planie! Zapraszamy Cię do podróży w przyszłość, do stworzenia swojego własnego planu działania, indywidualnego pomysłu na życie i pracę

Bardziej szczegółowo

BAW SIĘ I BĄDŹ BEZPIECZNY! GRA EDUKACYJNA

BAW SIĘ I BĄDŹ BEZPIECZNY! GRA EDUKACYJNA BAW SIĘ I BĄDŹ BEZPIECZNY! GRA EDUKACYJNA Gra edukacyjna Baw się i bądź bezpieczny! stanowi podsumowanie wiadomości nabytych przez dzieci w trakcie zajęć poświęconych bezpieczeństwu. Gra oparta jest o

Bardziej szczegółowo

Jak wytresować swojego psa? Częs ć 2. Podstawowe komendy siad i leżeć

Jak wytresować swojego psa? Częs ć 2. Podstawowe komendy siad i leżeć Jak wytresować swojego psa? Częs ć 2 Podstawowe komendy siad i leżeć Podstawowe komendy: siad, leżeć Podstawowymi komendami, które powinien znać pies, są komendy siad oraz leżeć. Są to komendy, które ułatwiają

Bardziej szczegółowo

Poprawny sposób przyłożenia palca. Nota:

Poprawny sposób przyłożenia palca. Nota: Instrukcja jest własnością Firmy KORJAR. Wszystkie zawarte w niej nazwy, marki, linki, screeny itp są zastrzeżone przez swoich właścicieli i są chronione międzynarodowymi przepisami o prawach autorskich.

Bardziej szczegółowo

Komenda Wojewódzka Policji z siedzibą w Radomiu SENIOR NA DRODZE MOCNE I SŁABE STRONY ZAGROŻENIA I SZANSE. www.kwp.radom.pl

Komenda Wojewódzka Policji z siedzibą w Radomiu SENIOR NA DRODZE MOCNE I SŁABE STRONY ZAGROŻENIA I SZANSE. www.kwp.radom.pl Komenda Wojewódzka Policji z siedzibą w Radomiu SENIOR NA DRODZE MOCNE I SŁABE STRONY ZAGROŻENIA I SZANSE www.kwp.radom.pl SKUTKI WYPADKÓW DROGOWYCH CIERPIENIE FIZYCZNE ŚMIERĆ CIERPIENIE PSYCHICZNE STRATY

Bardziej szczegółowo

Trening tchoukballu. Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Tchoukball.pl. Opracowanie: Mikołaj Karolczak

Trening tchoukballu. Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Tchoukball.pl. Opracowanie: Mikołaj Karolczak Trening tchoukballu Stowarzyszenie Kultury Fizycznej Tchoukball.pl 009 Opracowanie: Mikołaj Karolczak Oznaczenia: zawodnik drużyny atakującej zawodnik drużyny atakującej (z piłką) zawodnik drużyny broniącej

Bardziej szczegółowo

Prywatny Rubikon. Esterko zaczął po chwili niepewnie

Prywatny Rubikon. Esterko zaczął po chwili niepewnie Prywatny Rubikon Ten dzień miał być inny, szczególny. W tym dniu miała się rozstrzygnąć jego przyszłość. Nigdy jeszcze w jego życiu nie zależało tak wiele od tak niewielu słów i tak niewielu minut. Jednak

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

KLASYFIKACJA BRONI STRZELECKIEJ.

KLASYFIKACJA BRONI STRZELECKIEJ. Autor: Marek Kaszczyk KLASYFIKACJA BRONI STRZELECKIEJ. 1. Broń palna. Bronią palną jest urządzenie, które w wyniku działania sprężonych gazów, powstających na skutek spalania materiału miotającego, jest

Bardziej szczegółowo

ZASADY GRY NAJCZĘSCIEJ GRYWANA GRA LICZBOWA NA ŚWIECIE DLA CAŁEJ RODZINY

ZASADY GRY NAJCZĘSCIEJ GRYWANA GRA LICZBOWA NA ŚWIECIE DLA CAŁEJ RODZINY 12355541 Rummikub ZASADY GRY NAJCZĘSCIEJ GRYWANA GRA LICZBOWA NA ŚWIECIE DLA CAŁEJ RODZINY Dla 2 4 graczy w wieku od 7 lat Zawartość opakowania: 104 kostki do gry, ponumerowane od 1 do 13, w czterech kolorach

Bardziej szczegółowo

tekst łatwy do czytania Jak otrzymać pomoc z Powiatowego Urzędu Pracy w Poznaniu

tekst łatwy do czytania Jak otrzymać pomoc z Powiatowego Urzędu Pracy w Poznaniu tekst łatwy do czytania Jak otrzymać pomoc z Powiatowego Urzędu Pracy w Poznaniu Jak otrzymać pomoc z Powiatowego Urzędu Pracy w Poznaniu Powiatowy Urząd Pracy w Poznaniu pomaga osobom, które nie mają

Bardziej szczegółowo

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą DZIEŃ BEZ CIEBIE Dzień bez Ciebie Dzień bez Ciebie jakoś tak szary to brak mej części i mało widzę co istnieje najpiękniej gdy nie błyszczą Twe słowa tylko przy Tobie nie wiem czy się martwić to myśli

Bardziej szczegółowo

Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik.

Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik. Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik. Panie Adamie, test przesiewowy i test potwierdzenia wykazały, że jest pan zakażony wirusem HIV. MAM AIDS??! Wiemy teraz, że jest

Bardziej szczegółowo

Nie strasz dziecka policjantem!!!

Nie strasz dziecka policjantem!!! Nie strasz dziecka policjantem!!! Napisano dnia: 2016-01-22 17:35:44 Bądź grzeczny, bo zabierze Cię Pan policjant! zdarza Ci się tak mówić? Zastanów się, czy w ten sposób właśnie nie przyczynisz się do

Bardziej szczegółowo

Jak Zarobić Na Fakcie Własnego Rozwoju I Edukacji. Czyli propozycja, której NIKT jeszcze nie złożył w e-biznesie ani w Polsce ani na świecie.

Jak Zarobić Na Fakcie Własnego Rozwoju I Edukacji. Czyli propozycja, której NIKT jeszcze nie złożył w e-biznesie ani w Polsce ani na świecie. Jak Zarobić Na Fakcie Własnego Rozwoju I Edukacji Czyli propozycja, której NIKT jeszcze nie złożył w e-biznesie ani w Polsce ani na świecie. Przede wszystkim dziękuję Ci, że chciałeś zapoznać się z moją

Bardziej szczegółowo

Muszę przyznać, iż niezbyt lubię gry czysto kooperacyjne oraz oparte na bleie. Nemesis na szczęście okazał się grą innego typu.

Muszę przyznać, iż niezbyt lubię gry czysto kooperacyjne oraz oparte na bleie. Nemesis na szczęście okazał się grą innego typu. Zagrałem dziś w prototyp nowej gry FGH Nemesis. Trochę o grze Od kiedy dowiedziałem się o tej grze bardzo chciałem ją poznać zwłaszcza po tekście na Games Fanatic. (http://www.gamesfanatic.pl/2014/02/03/z-tasmy-produkcyjnej-prototypy-fabryki-gierhistorycznych/)

Bardziej szczegółowo

,,Bezpieczny świat dziecka

,,Bezpieczny świat dziecka W listopadzie 2014r. uczniowie edukacji wczesnoszkolnej brali udział w II edycji konkursu literacko plastycznego organizowanego przez Łódzkie Centrum Doskonalenia Nauczycieli i Kształcenia Praktycznego

Bardziej szczegółowo

Oficjalny polski poradnik GRY-OnLine do gry. Portal 2. autor: Michał Kwiść Chwistek

Oficjalny polski poradnik GRY-OnLine do gry. Portal 2. autor: Michał Kwiść Chwistek Oficjalny polski poradnik GRY-OnLine do gry Portal 2 autor: Michał Kwiść Chwistek Copyright wydawnictwo GRY-OnLine S.A. Wszelkie prawa zastrzeżone. www.gry-online.pl Producent Valve Software, Wydawca Electronic

Bardziej szczegółowo

Czyli w co bawili się nasi rodzice i dziadkowie

Czyli w co bawili się nasi rodzice i dziadkowie Czyli w co bawili się nasi rodzice i dziadkowie Ta gra polegała na tym że rysowało się trasę wyścigu i trzeba było pstrykać kapslami tak, by dotrzeć do mety. Ten, kto był najszybciej na mecie ten wygrywał.

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY PIERWSZAK

BEZPIECZNY PIERWSZAK BEZPIECZNY PIERWSZAK BEZPIECZEŃSTWO W DRODZE DO SZKOŁY Codziennie rano wyruszasz w drogę do szkoły i codziennie wracasz do domu. Niezależnie od tego, w jaki sposób pokonujesz tę trasę - ważne, byś poznał

Bardziej szczegółowo

Mistrzostwa świata. We wszystkich kierunkach panie i panowie skaczą o złoto

Mistrzostwa świata. We wszystkich kierunkach panie i panowie skaczą o złoto Matthias Kneip Mistrzostwa świata We wszystkich kierunkach panie i panowie skaczą o złoto w dal wzwyż i w bok tłum. Daria Adolph 28 Koniec 20. wieku Kto wie czy to jeszcze potrafisz krzyczeli podkładali

Bardziej szczegółowo

Agresja przemoc a nasze dzieci

Agresja przemoc a nasze dzieci Agresja przemoc a nasze dzieci Na początku roku szkolnego 2015/2016 przeprowadziliśmy wśród uczniów naszej szkoły ankiety dotyczące agresji/przemocy wśród młodzieży. Zgodnie z wynikami ankiet uczniowie

Bardziej szczegółowo

Mam jednak nadzieję, że te ćwiczenia Ci się przydadzą :)

Mam jednak nadzieję, że te ćwiczenia Ci się przydadzą :) Przygotowałam dla Ciebie trzy ćwiczenia, które mogą pomóc Ci pisać w oryginalny sposób. Niestety, każdy z nas inaczej postrzega oryginalność dlatego ja zajęłam się tylko tym, co udało mi się rozpracować.

Bardziej szczegółowo

Zaplanuj Twój najlepszy rok w życiu!

Zaplanuj Twój najlepszy rok w życiu! Sukces na Twoich warunkach Zaplanuj Twój najlepszy rok w życiu! "Naszą najgłębszą obawą nie jest to, że jesteśmy zbyt słabi, ale to, że jesteśmy zbyt potężni. To nasz blask nas przeraża, nie ciemność.

Bardziej szczegółowo

INSTRUKCJA JAK ZAROBIĆ W PROSTY SPOSÓB W INTERNECIE 878 PLN BEZ INWESTYCJI I SPRZEDAŻY.

INSTRUKCJA JAK ZAROBIĆ W PROSTY SPOSÓB W INTERNECIE 878 PLN BEZ INWESTYCJI I SPRZEDAŻY. g INSTRUKCJA JAK ZAROBIĆ W PROSTY SPOSÓB W INTERNECIE 878 PLN BEZ INWESTYCJI I SPRZEDAŻY. Jeśli będziesz chcieć, pomogę Ci powtarzać ten, lub lepszy wynik co miesiąc, ale najpierw proszę wykonaj kroki

Bardziej szczegółowo

Jak rozważnie korzystać z telefonu podczas jazdy samochodem

Jak rozważnie korzystać z telefonu podczas jazdy samochodem Jak rozważnie korzystać z telefonu podczas jazdy samochodem www.badzsmart.pl Kierowco, czy zdarzyło Ci się rozmawiać przez telefon prowadząc samochód, pisać lub odczytywać SMS-y, czy używać nawigacji w

Bardziej szczegółowo

Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole A D E L E F A B E R E L A I N E M A Z L I S H

Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole A D E L E F A B E R E L A I N E M A Z L I S H Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole A D E L E F A B E R E L A I N E M A Z L I S H ZAMIAST ZAPRZECZAĆ UCZUCIOM NAZWIJ JE ZAMIAST -Tu jest za dużo słów. -Bzdura. Wszystkie słowa są łatwe.

Bardziej szczegółowo

Bezpieczeństwo w drodze do szkoły ZASADY PRZECHODZENIA PRZEZ JEZDNIĘ

Bezpieczeństwo w drodze do szkoły ZASADY PRZECHODZENIA PRZEZ JEZDNIĘ Bezpieczeństwo w drodze do szkoły Codziennie rano wyruszasz w drogę do szkoły i codziennie wracasz do domu. Niezależnie od tego, w jaki sposób pokonujesz tę trasę - ważne, byś poznał zasady ruchu drogowego,

Bardziej szczegółowo

Lekcja 5 - PROGRAMOWANIE NOWICJUSZ

Lekcja 5 - PROGRAMOWANIE NOWICJUSZ Lekcja 5 - PROGRAMOWANIE NOWICJUSZ 1 Programowanie i program według Baltiego Najpierw sprawdźmy jak program Baltie definiuje pojęcia programowania i programu: Programowanie jest najwyższym trybem Baltiego.

Bardziej szczegółowo

Robot Gaduła. Wstęp. Scratch. Nauczysz się jak zaprogramować własnego, gadającego robota! Zadania do wykonania. Przetestuj swój projekt

Robot Gaduła. Wstęp. Scratch. Nauczysz się jak zaprogramować własnego, gadającego robota! Zadania do wykonania. Przetestuj swój projekt Scratch 1 Robot Gaduła Każdy Klub Kodowania musi być zarejestrowany. Zarejestrowane kluby można zobaczyć na mapie na stronie codeclubworld.org - jeżeli nie ma tam twojego klubu sprawdź na stronie jumpto.cc/18cplpy

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi.

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. Pokochaj i przytul dziecko z ADHD ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. TYPOWE ZACHOWANIA DZIECI Z ADHD: stale wierci się na krześle,

Bardziej szczegółowo

PORADNIK BEZPIECZNEJ JAZDY AUTOSTRADAMI

PORADNIK BEZPIECZNEJ JAZDY AUTOSTRADAMI PORADNIK BEZPIECZNEJ JAZDY AUTOSTRADAMI Poradnik bezpiecznej jazdy autostradami Od początku 2010 roku na autostradzie A4 Katowice- Kraków nie doszło do żadnego wypadku ze skutkiem śmiertelnym. Czyni to

Bardziej szczegółowo

Wypadek drogowy potoczne określenie zdarzenia w ruchu drogowym, gdzie jeden lub więcej uczestników ruchu drogowego bierze udział w zdarzeniu, w

Wypadek drogowy potoczne określenie zdarzenia w ruchu drogowym, gdzie jeden lub więcej uczestników ruchu drogowego bierze udział w zdarzeniu, w Wypadek drogowy potoczne określenie zdarzenia w ruchu drogowym, gdzie jeden lub więcej uczestników ruchu drogowego bierze udział w zdarzeniu, w wyniku którego uczestnik ruchu drogowego został ranny lub

Bardziej szczegółowo