Mont Blanc relacja z wyprawy

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "Mont Blanc 2006 - relacja z wyprawy"

Transkrypt

1 Artykuł pobrano ze strony eioba.pl Mont Blanc relacja z wyprawy Relacja z wyprawy na szczyt Białej Góry (Mont Blanc 4808 m n.p.m) zrealizowanej w czerwcu Wyprawa zrealizowana w czercu Wszyscy zdobyliśmy szczyt Białej Góry - Mont Blanc 4808 m n.p.m. Wszyscy też cali i zdrowi wrócilismy do Polski. Dziękujemy wszystkim przyjaznym ludziom, którzy trzymali za nas kciuki!! CEL WYPRAWY Jesteśmy grupą ludzi, którzy pochodzą z różnych stron Polski. Zajmujemy się na co dzień "zwykłymi" sprawami "zwyczajnych" ludzi: praca, dom, rodzina, dzieci. Spotkaliśmy się, i trudno powiedzieć czy ten zbieg okoliczności to przypadek czy przeznaczenie. Pewne jest to, że wszyscy szukamy nowych wyzwań, szukamy sposobów na przekraczanie granic tych intelektualnych, i tych fizycznie istniejących. Połączyła nas przede wszystkim pasja życia, by dany nam czas wykorzystać do maksimum. Z jednej strony w każdej sytuacji życiowej, czerpać jak najwięcej dla siebie nauki, a jednocześnie marzyć i realizować marzenia, nie czekając, aż coś samo się zrobi. Nie jesteśmy wyczynowcami w żadnej dziedzinie sportu, jesteśmy wyczynowcami w określaniu celów, ponieważ wierzymy, że chcieć to móc, że wiara w marzenia pozwala je realizować, ponieważ nie boimy się podejmować tego, co trudne. Jesteśmy bowiem przekonani, że nie ma takiego momentu w życiu człowieka, żeby nie mógł zrobić więcej, i chcemy się o tym przekonywać nieustannie, i w codziennej pracy i w zdobywaniu celów. Chcemy sobie udowodnić, że jesteśmy w stanie siłą wspólnych marzeń zorganizować wyprawę na Mount Blanc: przygotować się do niej pod każdym względem, a następnie wejść na górę i popatrzeć na świat z dachu Europy. Chcemy się przekonać o największej wartości wspólnego pokonywania trudności zewnętrznych i własnych ograniczeń - o wartości przyjaźni, albowiem w takich warunkach poznajemy nie tylko siebie samych, ale i siebie nawzajem. Mamy nadzieję w ten sposób pokazać innym, że wszystko jest możliwe, jeśli się tego bardzo chce, i, że moc jest z tymi, którzy dzieląc marzenia nie ustają w wysiłkach. RELACJA Z WYPRAWY - GRUPA 1(foto) Ze względów logostycznych podzieliliśmy się na dwie grupy.

2 GRUPA 1: Bartosz Bukowiecki, Sławomir Mazonik, Przemysław Pajcz, Konrad Sawastian Przygotowania W mojej głowie Mont Blanc tkwił już na dobre od ładnych kilku lat. W zasadzie nie miałem wówczas pojęcia, że ludzie z którymi zrealizuję jedno ze swoich marzeń są mi jeszcze zupełnie obcy, że nie będzie to nikt z kim przemierzałem nasze polskie góry ani nikt z dotychczasowych przyjaciół. Poznaliśmy się raptem rok temu podczas telewizyjnego programu Zdobywcy, a po jego zakończeniu część znajomości i przyjaźni przetrwała, tak zrodziła się Siła Wspólnych Marzeń. Już w listopadzie ustaliliśmy kierunek i cel wyjazdu Dach Europy Mont Blanc. Nikt z nas nie miał doświadczenia w tak wysokich górach, nie planowaliśmy też wynajęcia przewodnika zatem czekało nas trochę pracy organizacyjnej. Pół roku przed wyjazdem znany był termin, ustalona była lista potrzebnego sprzętu, miejsce startu i przebieg trasy. Ekwipunek był istotnym elementem planowania i przygotowań, bo oprócz standardowego wyposażenia turystycznego jak kuchenki, plecaki, czy namioty dochodziło wszystko to co związane jest z poruszaniem się w warunkach zwiększonego ryzyka ( kaski, uprzęże, liny asekuracyjne, karabinki i taśmy do asekuracji ) oraz do bezpiecznego poruszania się po lodowcu ( raki, czekany, buty wysokogórskie, odpowiednie okulary przeciwsłoneczne, wysokościomierz, itd. ) Listę ekwipunku wypełniały też odpowiednie śpiwory, oraz odzież, latarki czołowe, zapasy żywności itp. ) Z naszej czwórki, bo w tylu ostatecznie zdobywaliśmy górę ( w odrębnej ekipie szła kilkuosobowa grupa, która ze względów logistycznych odrębny samochód, inna trasa oraz czas dojazdu, w rezultacie poruszała się osobno ) w zasadzie cała trójka, poza mną, przygotowywała się też kondycyjnie : Bartek urządzał sobie kilka razy w tygodniu długie marszobiegi, Konrad oprócz, z racji wykonywanego zawodu, codziennego przemierzania lasów dodatkowo biegał, a Sławek był już na tyle rozbiegany, ze wziął nawet udział w maratonie. Miałem więc pewne obawy, co do równowagi sił, gdyż oderwany zostałem prawie wprost zza biurka, miałem tylko nadzieję, że wytrzymałość jako cecha motoryczna kształtowana latami oraz moje obycie i wiele wędrówek w polskich górach, oraz jednak dość aktywne życie pozwolą wyrównanie szans. Nikt jednak nie wiedział jak zadziała na nas wyskość, tego powyżej 4 tys, metrów nie można być pewnym. Choroba wysokościowa dopada wszystkich, albo nie dopada nikogo, albo jednego, albo kilku. I w zasadzie nie można się na nią w żaden sposób przygotować, zapobiec pozostaje tylko aklimatyzacja do warunków i rozsądek przy podchodzeniu już na miejscu. Cześć sprzętu i wyposażenia sprawdziłem już pół roku przed wyjazdem w styczniu wchodząc zimą, w kilkustopniowym mrozie na Stóg Izerski tam sprawdziłem dopasowanie raków do butów, poczułem jak chodzi się w tak niecodziennym przecież obuwiu, jak spisują się stuptuty ochraniacze przeciwśniegowe zakładane na buty i nogawki, czy mały plecak wypadowy będzie wystarczającej pojemności. Drugi wyjazd, tym razem w Tatry, ale również weekendowy, miał miejsce miesiąc później i wzięli w nim udział wszyscy uczestnicy wyprawy. Poza oczywiście wycieczką w góry, symulowaliśmy zjazdy po oblodzonym stoku, które mogą się zdarzyć na lodowcu i konieczne wówczas hamowanie czekanem, chłopacy pierwszy raz pochodzili trochę w rakach, związaliśmy się też lina asekuracyjną, która towarzyszyć nam miała już na lodowcu. Był jeszcze jeden wyjazd w Tatry, już w maju, a więc na miesiąc przed, ale niestety bez Bartka i Konrada. Dla Sławka, który co prawda mieszka tuż koło Szczyrku, ale z górami nie miał wiele do czynienia, było to pierwsze zetknięcie z Tatrami Wysokimi. Na Zawrat brnęliśmy w śniegu, drugiego dnia z kolei wybraliśmy się na Kościelec, który przypomina nieco część podejść, które były przed nami w znacznie większej jednak skali, ale doświadczenie z wszech miar wskazane ( np. każdy indywidualnie musi zadecydować, w którym momencie zakłada cięższe buty wysokogórskie, czy wygodnie mu w takim obuwiu chodzić po skale ) Mailowo ustalaliśmy ostatnie szczegóły jaką ilość gazu zabieramy, gdzie się spotykamy, czego nam brakuje,co można ewentualnie wypożyczyć i od kogo, ile aparatów, no i co z.saksofonem Tak oczekiwaliśmy na dzień wyjazdu. Każdy z nas otrzymał patronaty honorowe od włodarzy miejscowości, gmin czy powiatów, w których mieszkamy. W moim przypadku był to patronat honorowy Starosty Poznańskiego oraz Wójta Gminy Tarnowo Podgórne. 23 czerwiec piątek Zebraliśmy się już dzień wcześniej w przygranicznej miejscowości i to z dwóch powodów : po pierwsze tam wypoczywał Bartek, a poza tym stamtąd bliżej, zawsze 2-3 godziny w zapasie.jak się okazało nie wystarczyły planowaliśmy od razu dojechać do Chamonix czy Les Houches, jednak trasa przez caluśki kraj naszych zachodnich sąsiadów i czekająca nas droga lokalnymi francuskimi drogami okazała się zbyt długa.nocujemy na zupełnie przypadkowej francuskiej łące. Jak się potem okazało to pierwsze odstępstwo od pierwotnego planu było pierwsze

3 ale nie ostatnie. Można nawet powiedzieć, ze na miejscu wywróciliśmy plan do góry nogami tylko cel się nie zmienił Mont Blanc :) 24 czerwiec sobota O poranku, w małym, sennym francuskim miasteczku kupujemy bagiety, które suche smakują nam wyjątkowo, w kolejnym miasteczku poranna kawa w barze na rogu to nieprawdopodobne- w sobotę, po ósmej rano jest już wielu porannych gości, którzy w gronie znajomych delektują się poranną kawą w malutkich filiżaneczkach. Po drodze robimy jeszcze ostatnie zakupy, brakujące taśmy i linę oraz równie ważną, dokładną, w skali 1: , mapę okolicy wraz z całą drogą, którą przejdzie nam przemierzyć. Na camping Bellevue w Les Hauches docieramy tuż po południu, tam odbierzemy wypożyczone z Polski namioty, które zabrała druga ekipa.

4 Mamy dużo czasu, piękny widok, zaciszne miejsce, francuskie różowe wino i siebie nawzajem.rozbijamy namioty, pakujemy do wyjścia na dzień następny i około północy idziemy spać.choć pierwotnie niedziela miała upłynąć na wycieczce w góry z lekkimi plecakami, decydujemy od razu, że zwijamy obóz i ruszamy w góry. 25 czerwiec niedziela Ciepły poranek, nawet zastanawiam się czy te wszystkie zimowe rzeczy, cieple śpiwory rzeczywiście się przydadzą, taki upał, w dzień siedzieliśmy w samych spodenkach, w nocy w śpiworze nie można było wytrzymać, czy aby na pewno zabierać zimowe spodnie? Tak, zabieramy wszystko, choć to waży, w sumie każdy plecak waży ok. 30 kg Kolejka linową z Les Houches wjeżdżamy na 1800 m n.p.m., niedaleko górnej stacji kolejki jest stacja popularnego TMB, czyli Tramwaj du Mont Blanc, który rozpoczyna swój bieg w St- Gervais-Les Bains a kończy na Le Nid daigle na wysokości 2372 m n.p.m. Odcinek pomiędzy dwoma kolejnymi stacjami pokonujemy już pieszo, idąc wzdłuż torowiska. Przy końcowej stacji ( nie ma zbyt wielu ludzi, bo do 01 lipca popularny tramwaj nie kursuje, przechodząc przegląd po okresie zimowym )robimy dłuższy odpoczynek i decydujemy, że jeszcze 400 m w górę i nocujemy. Początkowo wybieramy złą drogę, wiedzeni urokiem potężnego jęzora lodowca Glacier de Bionnassay, musimy zawracać, ta godzina kosztuje nas sporo sił, zwłaszcza, że od momentu startu dzieli nas już 600 m różnicy wzniesień. Po monotonnym marszu wzdłuż trasy kolejki teraz już tylko prawdziwe góry. Po rumoszu skalnym, powoli pniemy się w górę. Zaczyna padać, do miejsca schronienia już tylko 100 m w górę, jakieś pół godziny. Bartek z Konradem rozważają nawet przez moment rozbicie namiotu natychmiast, gdy tylko znajdzie się jakiś prosty skrawek skały czy śniegu, udaje się ich jednak przekonać, że warto włożyć jeszcze trochę wysiłku w tych niesprzyjających warunkach by dotrzeć do celu. Naprawdę zmęczeni docieramy wreszcie do schronu/baraku Forestiere, mamy szczęście, jest trochę miejsca na podłodze. Pierwszy raz roztapiamy śnieg, by ugotować coś do jedzenia, zwykle są do gotowe do zalania gorącą wodą dania.odpoczywamy, przygotowujemy nocleg mamy dach nad głową, bez żadnych wygód, ale tu deszcz nas nie dopadnie.200 m niżej pożegnaliśmy ostatnie muchy, a ich miejsce zajęły kozice. W odróżnieniu od naszych,tatrzańskich nie są tak płochliwe, pozwalają zbliżyć się na odległość kilku metrów.

5 Wieczorem spoglądamy na dolinę, w której migoczą światła Chamonix, wysyłamy smsy, a Sławek ku zaskoczeniu pozostałych, nocujących w schronie turystów przygrywa na saksofonie.gdzie on go zmieścił? 26 czerwiec poniedziałek To ma być z założenia lekki dzień i aklimatyzacja do wysokości. Podchodzimy stroma granią do schroniska de Tete Rousse ( 3167 m n.p.m. ). Odpoczywamy przy piwie Mont Blanc ( do wyboru tradycyjne jasne lub moje ulubione pszeniczne, mniam ), Tete Rousse ( nieco ciemniejsze )

6 Schronisko w żadnym wypadku nie przypomina ( ani z zewnątrz bardziej nowoczesne biuro ; ani wewnątrz bar sieci fast foodów) znanych nam, polskich schronisk z klimatem.zdecydowanie bardziej odpowiadają mi nasze stylowe, wkomponowane w krajobraz, stare schroniska, w których wciąż jeszcze można kupić ręcznie lepione pierogi z jagodami. Na kamieniach i śniegu, w miejscu będącym już w praktyce lodowcem o nazwie takiej samym jak schronisko Glacier de Tete Rousse, rozbijamy namioty, zakładamy nasz obóz wypadowy. Przydają się śnieżne łopaty, zupełnie niepotrzebnie niesiemy szpilki, które zupełnie się nie przydają. Wszystkie odciągi mocujemy są do kamieni, dodatkowo wzmacniając wielkimi skalnymi kawałkami, by namiot nie odfrunął w przypadku silnego wiatru. Jest upalnie ale przyjemnie, spacerujemy po lodowcu w samych spodenkach, ta swoista lodowa plaża nas rozleniwia, gotujemy, rozmawiamy tak właśnie miało być i jest :)

7 Dookoła tylko góry, przed nami Wielkim Kuluar ( Le Grd Couloir ) ze słynnymi spadającymi kamieniami, zwanymi pieszczotliwie The Rolling Stones. One rzeczywiście tam lecą, co rusz widzimy spadające kamienie, a to, że widzimy je z takiej odległości oznacza, ze nie są małe, to realne zagrożenie, z którym przyjdzie zmierzyć się następnego dnia. Im więcej ich leci i im wyraźniej je słychać tym bardziej czujemy się w sercu gór. Dziś pewnie wielu zasypia przy rechotaniu żab, ktoś z naszych rodzin może słyszy szczekanie psa, ktoś inny szum morza czy strumyka, odgłosy ulicy a my spadające kamienie to one usypiają nas do snu. W nocy temperatura spada do minus 4, jest wyraźnie zimniej, zimowe śpiwory są znacznie przydatniejsze. 27 czerwiec wtorek Namioty, cześć jedzenia, brudna odzież, ale i czysta bielizna, duże plecaki, trochę drobiazgów, drugie buty, łopata zostają w bazie, zabieramy najpotrzebniejsze rzeczy, pakujemy małe plecaki nie będzie nas w bazie 2 lub 3 dni, jeśli wszystko pójdzie dobrze. Co wśród tych najpotrzebniejszych rzeczy robi saksofon?...też bierzemy. Przed nami najtrudniejszy fragment wspinaczki 500 m w górę po skale a po dłuższym odpoczynku drugie tyle już po lodowcu. Ruszamy już w uprzężach, w kaskach na głowach, które potrzebne w zasadzie są właśnie w drodze z Tette Rousse ( 3167 m npm ) do schroniska Gouter ( 3782 m n.p.m. )Przed Wielkim Kuluarem zakładam raki, choć to tylko kilkadziesiąt metrów. Trzeba przejść przez stromo opadający w dół lodowcowy jęzor przy opadających, staczających się z góry dość obficie kamieniach.

8 Robię pierwsze dwa kroki i nagle poniżej mnie przelatuje francuski myśliwiec, huk jest potężny, drgania powodują istny deszcz kamieni z góry, szybko wycofuję się i przyklejam do skały, przy mnie dwóch francuskich turystów. Kamienie lecą, odbijając się w niekontrolowany sposób od skał i śniegu. Z pewnością pilot złamał przepisy, stworzył duże zagrożenie, ja naprawdę się boję- pierwszy raz w tych górach.ucichło, kamienie toczą się jak zwykle, ruszam na przeprawę przez kuluar ale już bez pewności, bez przyjemności, chciałbym być już po drugiej stronie. Strach trochę mnie sparaliżował, wbijam czekan co pół metra, poruszam się krokiem dostawnym co znacznie wydłuża przejście przez lodowy jęzor. Gdy jestem już po drugiej stronie czuje dużą ulgę. Jakiś Anglik przez dobre dwadzieścia minut nie może zdecydować się na tę przeprawę, muszą wrócić po niego koledzy. Z jednej strony kuluaru ja, z drugiej Bartek z Konradem obserwują jego walkę z samym sobą, widać jego strach, Sławek już daleko w górze. Po około trzech godzinach jestem już na granicy skał i wielkiego lodowca, na Aiguille du Gouter w schronisku o tej samej nazwie. Tu pierwszy od kilku dni prawdziwy, ciepły posiłek, herbata. Niedobre wiadomości od schodzących ze schroniska nie spowodowały zmiany planów. Tego dnia prawie nikomu nie udało się wejść na Białą Górę, weszły tylko dwie trójki z przewodnikami, reszta zawracała z powodu na fatalne warunki atmosferyczne. My postanowiliśmy podejść jeszcze kolejne 500 m w górę po lodowcu, by zwiększyć swoje szanse na zdobycie góry w przypadku niestabilnej pogody. Większość wyrusza z Goutera ok. 2 w nocy by po 6 godzinach być na szczycie, my chcemy ten czas skrócić o połowę i wyruszyć o świcie. Z takim planem, wczesnym popołudniem, przed w dwóch dwójkach, już połączeni linami asekuracyjnymi, w rakach i z czekanami jesteśmy gotowi do kontynuowania naszej drogi. Chcemy dotrzeć do schronu Vallot. Oficjalnie wolno tam spać tylko w przypadkach burzy, opadów, generalnie złej pogody uniemożliwiającej wędrówkę, ponadto w schronisku znajdujemy informację, że schron jest w remoncie, ale to raczej dbanie o interes, o sprzedaz miejsc noclegowych w schronisku niż realne prace remontowe. Mamy też informację, że dzień przed nami spali tam Niemcy, więc taka możliwość istnieje. Ruszamy do krainy lodu i śniegu. Widoczność słaba, mgła i wiatr, ślady niewyraźne. Najlepszą orientację daje wysokościomierz, kierunek znamy, trzeba się wspiąć po lodzie na Dome du Gouter ( 4304 m npm ) i tam wypatrywać schronu. Z Dome du Router trzeba będzie zejść 100 metrów by pokonując przełęcz ( Col du Dome )wspiąć się 150 m do schronu. Podchodząc, co 100 m w górę robimy 5-10 minutową przerwę, przerwy na złapanie oddechu co 20 kroków. Wysokościomierz pokazuje 4300, czas na określenie kierunku zejścia na przełęcz. Nic nie widać, mgła gęsta, ryzyko, że przejdziemy kilkadziesiąt metrów od schronu lub nieco zboczymy z właściwej drogi duże. Nie podejmujemy ryzyka i skuleni siedzimy na lodowcu, Bartek zapalony survivalowiec wykopuje śnieżną jamę, jest równie urocza jak kuchnia, którą z kamieni wybudował przy obozowisku. Niepokój narasta, mgła nie ustaje, choć

9 dość mocna wiejący wiatr daje szanse na jej rozdmuchanie. Nagle przejaśnia się na chwilę, gwałtownie wstajemy, rozbiegamy się w promieniu kilkunastu metrów by wypatrywać schronu. Jest!!! Skaczemy do góry z radości, to pierwszy taki moment, gdy cieszymy się wspólnie, uśmiechnięci z drobnego wydawać by się mogło powodu, to wręcz taniec radości. Nie cieszyliśmy się już nawet tak mocno potem, gdy zdobyliśmy górę. Sprawdziło się przysłowie, że góra nie jest najważniejsza, ale droga która na nią prowadzi. Zostało pół godziny, znamy kierunek, topografie terenu, teraz już nic nam nie przeszkodzi, nawet szalejący wiatr na przełęczy i oblodzone podejście. W stalowym kontenerze czujemy się luksusowo. Wnosimy trochę śniegu do roztapiania ( powyżej 3000 m to jedyny sposób pozyskania wody w terenie naturalnym ), grzejemy wodę, znowu parę zupek i przed ósmą jesteśmy w śpiworach. Konrad źle znosi wysokość, boli go głowa. Oby noc dała wytchnienie i pozwoliła zebrać siły. W schronie mieszkamy z 4 Włochami, pod stopniami wewnątrz śnieg, małe okienka, metalowa puszka, a my w niej tacy zadowoleni, że udało się tu dotrzeć, małe rzeczy cieszą. Temperatura minus 10, w samej bieliźnie trochę marznę, ale jakoś nie chce się nic robić nawet ubierać.rzeczywiście zaczynamy życ w zwolnionym tempie. O zmroku rozszalała się burza, potężny wiatr, jakiego dotąd nie przeżywał nikt z nas, gradobicie potęgowane przez metalową konstrukcje i blaszane ściany, nie najlepsze samopoczucie i wystraszeni Włosi. To była okropna noc, w ogóle nie spałem, nawet nie wiem kiedy się skończyła. Trudno powiedzieć bym odpoczął, na pewno mięśnie trochę się zregenerowały, ale stan ducha nie najlepszy. Pomimo iż barak ze stali i waży pewnie ładnych parę ton bałem się po raz drugi. Wszyscy się bali podczas tej burzy, nie piorunów czy błyskawic, ale każdy z nas miał wrażenie, że to może być fatalna w skutkach noc, ze kontener nie wytrzyma, albo, ze zdmuchnie go z tej skały, na której został posadowiony. I cała sytuacja nie była wesoła, brak możliwości odwrotu, zapas jedzenia na 2 dni, Włosi bez zapasu jedzeni, dosłownie bez grama prowiantu!, bez kuchenek i bez gazu, z resztą zimnej wody w termosach, bez śpiworów i materacy. Dobrze, że w baraku były koce- pod nimi, przykryci foliami NRC w ubraniach jakoś przetrwali noc, my w nieco bardziej komfortowych warunkach. 28 czerwiec- środa Jest siódma, potem ósma, a noc jakby się nie skończyła, ciemno, mglisto, hulający wiatr, tylko grad nie wali już tak jak w nocy i pozwala skupić myśli. Trzeba coś zaplanować, bo przecież nie możemy tak tkwić bez końca w tym schronie. Przecież około 6-ej czy 7 -ej rano mieliśmy ruszać na szczyt, trzeba mieć rezerwę na powrót. Około 9.00 postanawiamy, że rezygnujemy, jak tylko pogoda nieco się poprawi odprowadzamy Włochów do

10 Goutera, oni chcą być jak najszybciej w bezpiecznym miejscu i sami zwrócili się do nas z taką prośbą, nie znają drogi, a my przecież dzień wcześniej podchodziliśmy z tamtej strony, więc we mgle szanse, że nie zabłądzimy są znacznie większe. Do Goutera mieliśmy wracać nawet we mgle, czy przy silnym wietrze. Po następnej godzinie wiatr osłabł, była szansa, że wschodzące coraz wyżej słonce, które dla nas było zupełnie niewidoczne spowoduje ruchy powietrza i również poprawi się widoczność. Włosi zmieniają plan jak warunki pogodowe na to pozwolą schodzą na stronę włoską, zatem i my możemy pozwolić sobie na korektę planu. Jeśli do południa pogoda zmieni się na tyle, by umożliwić wspinaczkę ruszymy w górę, wówczas z kolejnym noclegiem w Vallocie, gdyż nie zdążylibyśmy już zejść do naszej bazy namiotowej położonej 1600 m niżej od szczytu. Po rozjaśnia się, tylko na siebie spojrzeliśmy, nikt nic nie musiał mówić, w minutę byliśmy gotowi, zastrzyk adrenaliny, szybkie działanie by wykorzystać może przebłysk pogody ( a może to trwała poprawa? ). Nie ustrzegliśmy się w tym gorączkowym przygotowaniu od błędów nie zabraliśmy na szczyt ani odrobiny wody, bo to tylko 3 godziny, pierwszy raz nie nasmarowaliśmy twarzy kremem z silnymi filtrami UV ( bo nie było to odruchowe przy mglistej pogodzie ). I zapłaciliśmy za to spieczone nosy i schodząca skóra oraz odwodnienie organizmu, ale o tym za chwilę. Nie zapomnieliśmy ( Sławek ).saksofonu, który na Mont Blanc mógł się przecież przydać ;) Opady gradu, dziwnej struktury i kształtów śniegu ( białe kuleczki ), potężna wichura, spowodowały iż większą część drogi przecierałem szlak, brnąc często po kolana. Ta pełnia zimy w środku upałów na dole była nieprawdopodobna, jak i otaczające nas lodowe formy, kraina bajkowa, pusta, nikogo prócz nas. Po niespełna trzech godzinach, pokonując lodowe granie Grande Les Bosses, Petite wysokościomierz pokazał 4800 m, wszędzie było już z górki, Sławek był niespokojny, rozglądał się gdzie by tu jeszcze można wyżej podejść, ale wyżej już nie było, jakoś nie chciał w to uwierzyć patrząc na chmury, które przesłaniały widok. Chciało się powiedzieć : to już? No i wtedy Sławek wyciągnął instrument, zaryzykowałbym twierdzenie, że to pierwszy saksofonista z instrumentem na Mont Blanc warto było. Na szczyt dociera Bartek z Konradem, jest cała ekipa, teraz przeżywamy wspólnie chwile radości, po poranku, który na to zupełnie nie wskazywał. Na szczycie spędzam w sumie około 40 minut spoglądając na świat z innej perspektywy, daleko w dole pod nami, ponad kilometr niżej sterczą skalne szczyty, które normalnie budzą grozę oglądane z Chamonix. Nawet monumentalna Aiguille du Midi jest kilometr niżej. "...nic wspanialszego i dzikszego jak widok z góry Mont-Blanc inaczej go sobie wyobrazić niepodobna jak wystawując się uniesionym przez jakiego dobrego czy złego ducha w chwili, gdy Bóg Chaos utwarzał. Wszystko, co

11 jest dziełem człeka, znika przez swą małość; tysiące gór olbrzymich z granitowymi szczytami lub śnieżnym tarczami, niebo prawie czarnego koloru, słonce przyćmione, blask rażący od śniegu, rzadkie powietrze, a stąd krótki oddech i szybkie bicie pulsu, nadludzkim jakimś czuciem i uczuciem przejmują śmiertelnika..." To fragment relacji z wyprawy Antoniego Malczewskiego z 1818 roku, który cytuje Andrzej Zawada na potwierdzenie, iż Polak pierwszy zdobył francuską górę; brakuje tylko stosownej tablicy z odpowiednim opisem tego wydarzenia Ale widok ze szczytu ujął bardzo trafnie (Bartosz) Schodząc w dół mijamy tylko 1 ekipę, chyba Czechów, którzy w tym dniu byli drugą i ostatnia ekipą, które weszła na szczyt. Jesteśmy spełnieni, udało się, dopiero przy zejściu często zatrzymujemy się na dłużej i kontemplujemy miejsce w którym się znaleźliśmy, jest czas na zdjęcia, na pożegnanie z baśniową lodową krainą. W schronie spotykamy już kolejną ekipę Czechów, którzy zaatakują następnego ranka. My myślami jesteśmy już na dole, to nieprawdopodobne jak teraz ciągnie nas w dół, tęsknimy za bliskimi, to w zasadzie mój pierwszy moment, gdzie tyle myślę o żonie i córeczkach na tej wyprawie, wcześniej myśli były niespokojne, koncentrowały się na tym jak najlepiej przeć pod górę, teraz gwałtowny zwrot, być już w domu. Rozmawiamy całymi godzinami o herbacie, o tym co zjemy, naprawdę brązowawa woda z roztopu wychodzi nam już bokiem, licytujemy się co kto kupi w supermarkecie. 29 czerwiec czwartek Wcześnie rano opuszczamy schron, do supermarketu już tylko dwa dni ale 2 godziny do herbaty, makaronu, czy nawet omleta, w Gouter. Na chwilę poranna mgła rozwiewa się i odkrywa nam na pożegnaie Biała Górę i schron w którym spędziliśmy dwie noce. Wciąż nie mijamy podchodzących turystów, widać warunki pogodowe w nocy uniemożliwiły wyjście. Nie mylimy się, wszyscy próbujący startu o 2.00 zrezygnowali, ale około 9.00 mijamy już pierwszych, idących zakosami turystów. Dalej ciągnie już cały rozciągnięty tłum, może z 50 osób a my mieliśmy szczyt tylko dla siebie, to zupełnie inne przeżycie. W Gouterze zamawiamy 4 litry herbaty, która znika błyskawicznie, odpoczynek i powrót skalną granią do bazy namiotowej. Grań jest przysypana śniegiem, którego na początku się trochę obawiamy, ale nie jest zbyt ślisko, cały czas jednak, gdy tylko do skał przytwierdzone są stalowe liny, wykorzystujemy je do asekuracji, wpinając

12 karabinki, które taśmą połączone są z naszymi uprzężami. Ciągnie nas w dół, więc przy namiotach postanawiamy je złożyć, uczcić sukces Siły Wspólnych Marzeń i znów zasiadamy przy małym zimnym Mont Blancu.Zaraz potem dalej w dół do schronu Forestiere, w którym też spaliśmy idąc w górę. Pada deszcz, który jakoś przeszkadza znacznie mniej, tyle w nas pozytywnej energii. I znów w międzynarodowym towarzystwie, z Hiszpanami wymieniamy się uwagami, dowcipkujemy. Znów woda ze śniegu na zupę, herbatka malinowa, a pragnienie nie maleje. Zasypiam po dwóch nieprzespanych nocach, jest ciepło ( w nocy minus 1 ) nie wieje, prawie jak w domu 30 czerwiec piątek Sławek nie gra już na saksofonie, posiłek ograniczamy do minimum, wyraźnie nam się spieszy. Pojawiają się pierwsze strumienie, woda smakuje Pokonujemy ta samą drogę tyle, ze w przeciwnym kierunku, nogi same nas niosą, sam marsz tak nie męczy co znowu ciężkie plecaki. Ostatnie strome zejście do Le Nid d-aigle- końcowej stacji kolejki TMB, dwie stacje w dół po torach i docieramy do górnej stacji kolejki linowej,stamtąd już w dół, pierwsze kroki do.supermarketu, uczta dla oka, za chwilę dla ciała. Siadamy na naszym campingu pod drzewem i pijemy, jemy, pijemy. W krótkim czasie każdy z nas wypija po ok. 3 litry płynów. Nie rozbijamy namiotów wciąż ciągnie nas w dół, czyli do domu. Po prawdziwej biesiadzie, pierwszym od tygodnia prysznicu, po założeniu czystych ubrań jedziemy do Chamonix, to kilka kilometrów i naprawdę szkoda by było nie poczuć klimatu tej górskiej perełki. Naprawdę nie żałujemy, miejsce takie jak je sobie wyobrażałem, z niezliczoną ilością kawiarenek, restauracyjek, uliczek.krótko mówiąc nie Kościelec a Krupówki. Po południu ruszamy w drogę powrotną, ostatni nocleg ( pod chmurką we francuskim lesie ). 01 lipiec sobota Jak to dobrze, że trwają Mistrzostwa Świata, autostrady w Niemczech wydają się puste. Nie wiemy kto z kim, nie znamy wyników, ale powoli wracamy do rzeczywistości. W pierwszej polskiej restauracji zasiadamy przy dogrywce, potem karne, najważniejsze, ze półfinały i finał przed nami. Tak to znak, że czas Białej Góry się skończył na dobre. W podróży był czas na rozmyślania i rozmowy o kolejnej podróży Siły Wspólnych Marzeń. A marzenia są daleko RELACJA Z WYPRAWY - GRUPA 2 W skład grupy wchodzą: Adaś - Adam Więch z Warszawy, Zdobywca, doświadczony grotołaz, znający doskonale materię wyprawy; wyrozumiały i wymagający, w sytuacjach trudnych apodyktyczny i zasadniczy, z sercem na dłoni marzyciel, współtwórca projektu SWM Maja - Przemysław Major z Bierunia, biały Zdobywca, lokalny patriota, pracownik Starostwa Powiatowego, miłośnik gór, człowiek-dusza pełen spokoju, marzyciel Mariusz - Mariusz Florczak z Elbląga, Zdobywca, z zawodu handlowiec, z wykształcenia budowlaniec, na czym skorzysta cała ekipa; pełen pozytywnej energii, uczynny, nieco porywczy, z poczuciem humoru, łowca przygód, marzyciel Jędrek - Jędrzej Pawlak z Łodzi, świeżo upieczony strażak, sprawdzony towarzysz Adasia z wycieczek po dziurach, pasjonata lodowej wspinaczki i nurkowania, życzliwy, otwarty i spontaniczny, zakręcony marzyciel Drtka - Dorota Leligdowicz z Zielonej Góry, Zdobywca, mała kobietka z głową w chmurach, trudny charakter, zasadnicza, wymagająca i ciepła, współtwórca projektu SWM...Pięć indywidualności przez 10 dni razem, na dobre i na złe Czwartek - preludium Godz.13:23 Prognoza pogody na Blanca: Izoterma 0st.na 3800 m n.p.m., izoterma -10 st. na 5300m n.p.m., do poniedziałku opady, potem do soboty pogoda

13 słoneczna i stabilna. A. Godz.15:50 Biorę menażkę, a właściwie dwie, pojemnik na wodę odpuść, kup dwie wody z dzióbkami zamykanymi. A. Prognoza pogody nastraja optymistycznie. Próbuję sobie przypomnieć znaczenie słowa izoterma, kiedy dzwoni Jędrek. Znalazł dla mnie w Łodzi ciepłe duże rękawiczki, łapawice z wewnętrznymi 5 palcami; moja decyzja na tak trochę w ciemno, ale Jędrek jest doświadczony, więc ustalamy rozmiar i zamykamy temat (cena z rabatem 185 plnów). Sprawdzą się rewelacyjnie pod każdym względem. Pojawia się nam też temat szerokich kółek do kijków trekkingowych, nieodzowny element przy poruszaniu się po śniegu. Zamówiłam je, ale nie dotarły i zostaną wyprodukowane ze starych kijków narciarskich. Wygląda na to, że adept strażak ma wiele talentów i znakomicie sobie radzi z majsterkowaniem, bo szable własnej roboty, wyglądające jak mega śledzie do mocowania namiotów w śniegu, zrobią na nas duże wrażenie. W Zielonej ostatnie zakupy, urosły zapasy jedzonka. Adam sugeruje więcej urozmaicenia w naszej wyprawowej kuchni, wobec tego dokupię pastę z łososia, pasztet sojowy z pieczarkami, pastę z boczniaków, sałatkę z makreli i wodę z dzióbkami:) Pakowanie?? Cóż, pakowanie na potem, na noc, na jutro, bo tyle jeszcze spraw do zorganizowania; pewien osobnik wjechał w mój samochód i przysporzył mi sporo dodatkowej pracy formalności w PZU to prawdziwa katorga i strata tak bardzo potrzebnego dziś czasu, ale mam szczęście, bo znalazłam dobrego mechanika (jak dobrze mieć kochanych znajomych, którzy mają innych fajnych znajomych). Poza tym inne większe przyjemności: przedwyjazdowe spotkanie w radio Zielona Góra, pożegnania ze znajomymi i życzenia powodzenia. Późnym wieczorem do Warszawy dojeżdża Przemek Maja, Jędrek i Mariusz. Jest około 22-ej, kiedy gorączkowo poszukujemy bagażnika na dach, albowiem w ostatniej chwili okazało się, że bagaże zajmują więcej miejsca niż przewidywaliśmy. Udało się!!! Nie brakuje na tym pięknym świecie ludzi z dobrym sercem. Atmosfera napięcia i entuzjazmu. Telefony i smsy: uważaj na siebie, pomyśl o mnie na górze, dużo życzliwości i serdeczności Piątek, dzień pierwszy W drodze tam W Warszawie pobudka około 4tej, Maja wstaje jako pierwszy, czyżby bezsenność w stolicy? O 5:24 Cześć Dorotko. Jeśli będziesz jeszcze robić zakupy to możesz mi kupić izostar w proszku i 20 baterii paluszków. Przemek O 6:14 Ruszamy Miałem kłopot z alarmem. Adam O 7:31 Klimat jest zajefajny. Rozważamy pozostanie w ZG W końcu to może być MB na zielono no i twarożek z dodatkami brzmi zachęcająco. Przemek Tyle wieści od czterech chłopaków w drodze do Zielonej Góry. Tymczasem w moim domu od 5tej ruch jak w młynie; wyciągam swoje rzeczy, układam, sprawdzam z listą. Dzwonię, omawiam sprawy domowe, ustalam, kto, co i kiedy w czasie mej nieobecności. Twaróg z rzodkiewką czeka na głodnych podróżników, w piekarniku dochodzi ryba, nasz ostatni przedwyprawowy obiad, który zamierzamy zjeść w piątkę późnym popołudniem, gdzieś po drodze. I wreszcie pakowanie: wrzucam jak leci, bo czasu mało, w końcu i tak będzie przepak na miejscu. Panowie już prawie w Poznaniu, a ja głęboko w lesie. Kiedy wjeżdżają do Sulechowa ok.12tej, ja pędzę na pocztę i na ostatnie zakupy: baterie paluszki, izostar, dorzucam chałwę i sezamki, coś do picia na drogę. Wracam przed 13tą, francuski samochód załadowany na maxa stoi przed moim domem, a w domu znikają zapasy z mojej lodówki:) Jak dobrze Was widzieć nareszcie poznaję Jędrka kipi pozytywną energią i życzliwością. Serdeczne uściski z Mariuszem, Przemkiem, Adasiem jeszcze miesiąc temu łaziliśmy po ośnieżonych Tatrach, a teraz, hmmm, teraz nadszedł czas na konfrontację z naszymi marzeniami i z samymi sobą. Komentują moje nowiutkie, jeszcze pachnące Scarpy od Krzysia (dotarły wczoraj we właściwym rozmiarze 39). Mnie się też bardzo podobają, są z jednego kawałka skóry, bardzo wygodne, lekkie i ze sztywną podeszwą

14 z wypustkami na raki automatyczne. Skorupy, pomarańczowe trezety, są ciężkie i zastanawiam się, czy je w ogóle zabrać. Czuję, że na Blanca wystarczą skórzane. Na wszelki wypadek zabieram obydwie pary. Trochę kręciołki domowej, pakowanie w samochód moich rzeczy i w tym momencie się zaczyna nieoczekiwany ciąg zdarzeń przesądzających o dalszym przebiegu naszej wyprawy. Kiedy już wszystko zapakowano, samochodzik się zbuntował i osiadł na laurach, czyli nieco się ugiął pod ciężarem gatunkowym swej zawartości. Adaś zaniepokojony, jak sam mówi, włącza górską fazę trochę nerwowo, nieco potoczyście, zdecydowane działania i decyzje. Przepakowaliśmy samochód, ruszyliśmy. Niestety, na wysepkach, w najmniejszej dziurze jezdni, słychać było złowieszcze dźwięki. Zawróciliśmy i przed domem ponowna reorganizacja zawartości bagażników. Coś się dało przekręcić i odkręcić i przełożyć. Dochodziła 15ta. Po kilkunastu kilometrach znów stop, bo coś nie tak z nośnością, Spróbujemy jeszcze coś zmienić. Za Leśniowem w drodze na Gubin okupowaliśmy stację benzynową prawie 2 godziny, próbując ratować sytuację, by udało się zabrać sprzęt w całości (wieźliśmy pożyczony szpej dla drugiej grupy wchodzącej na MB), a kiedy uznaliśmy, że już jest najlepiej, jak być może, postanowiliśmy ruszyć przed siebie. Jedziemy powoli, bezpiecznie, średnio 120km/h; 500 km stąd, w Neumarkt, mamy dach nad głową, gdzie możemy odpocząć i zdecydować, co dalej, i gdzie możemy przenocować. Wiemy już, że na czas planowany nie dojedziemy. Po drodze jeden krótki postój na małą czarną, Adaś oddaje kierownicę Przemkowi. Kiedy okolice Norymbergi otulał zmrok, wjeżdżaliśmy do znajomego mi małego miasteczka; miałam obawy, że zabłądzimy, ponieważ nigdy nocą tam nie jeździłam, ale się udało. Z daleka widać było wzgórza, na jednym oświetlone ruiny zamku, na drugim z daleka widoczny kościółek; nasze zainteresowanie wzbudziła łuna ognia ponad drzewami jedna myśl: pożar, ale to w jakimś gospodarstwie coś ktoś wypalał, bo paliło się ku naszemu zdumieniu w ciszy i spokoju. A na miejscu, w sąsiedztwie urokliwej Starówki, na zacisznym parkingu zostawiliśmy samochód; zabraliśmy tylko niezbędne rzeczy, bo czekał na nas klucz i chata czem bogata; ciepły prysznic i już już odgrzewał się obiad. Wyszła nam pyszna obiadokolacja, surówka z sałaty lodowej, pomidorów, kukurydzy i czerwonej fasoli, doprawiona oliwą z oliwek, i trzy rodzaje ryby zapiekane z grzybami w folii, a to tego piwo pszeniczne schłodzone, dla Przemka Żywiec, dla mnie włoskie białe wino wytrawne i długie nocne rozmowy: dylemat, jak możemy i musimy zrewidować nasze dotychczasowe plany, i, trudne, acz zdecydowane postanowienia, na jutro, pojutrze i całe POTEM. Ustaliliśmy, iż każdy z nas ma w zapasie jeszcze poniedziałek, wszak stracimy jeden dzień więcej na dojazd, i taka możliwość eliminowała niepokój, że zabraknie nam czasu na wejście na Górę. Będziemy stanowić dwa zespoły, trzyosobowy i dwuosobowy, czasowi pozostawiamy skład samo się w trakcie ułoży (czasem trzeba pozwolić rzeczom się dziać po prostu, choć ja wiem na pewno, że chcę iść z Adamem). Czas na krótki sen Sobota, dzień drugi, 990 m n.p.m. Góry moje Pobudka o 5-tej. Za oknem śpiew ptaków, błękitne niebo pełne słońca, a w nas energia na nowe, nieznane. Śniadanie: pasztet, łosoś, powidła, chleb żytni i dużo herbaty z cytryną. Klucz zatrzaskujemy, tajemne cyfry 35 otwierają nam drogę w pewnymi problemami, bo trójka nie wchodzi. Po interwencji Hansa ruszyliśmy. Na najbliższym parkingu Maja wraca za kierownicę Peguota. Wygląda na to, że się zaakceptowali, polubili, dopasowali, bo ten układ obowiązuje przez większość drogi:) W okolicach Freiburga szybkie zakupy, zaopatrzenie w świeże jedzonko, chleb, owoce, napoje. Tankowanie, i dalej przed siebie, z dużą ostrożnością. Wjazd do Szwajcarii wzbudzał w nas pewien niepokój ze względu na obostrzenia, jeśli chodzi o ładowność samochodu, ale bez problemu naklejono nam kosztowną winietę (Przemek wręczył uroczej pani w mundurze 50 euro, dostał resztę we frankach, i z tego nam wyszło, że wydaliśmy około 30 euro). Bazylea przywołała dobre wspomnienia mojego tam pobytu przed laty, podobnie przejazd nad Jeziorem Genewskim z, gdzieś w dali widoczną, przepiękną Lozanną. Potem to już wspinaczka serpentyną do góry do granicy z Francją. Zaczął padać deszcz. Krótki postój na przełęczy w Argentiere 1253 m n.p.m. i w końcu powitaliśmy zachmurzone Chamonix. Zatrzymaliśmy się już przy samym wjeździe, pierwszej ulicy, gdzie w jednym ciągu, jeden za drugim sklepy, knajpki, parkingi, albowiem mieliśmy dwie ważne sprawy do załatwienia: ubezpieczenie dla Maji oraz uprząż dla mnie, którą zapomniałam zabrać wraz z termosem; nie zdążyłam przejrzeć powtórnie listy (lekcja na przyszłość!!!!). Uprząż znakomita w dobrej cenie (45 euro) w pierwszym alpinistycznym sklepie z przemiłą obsługą, a po ubezpieczenie kierują nas do centrum miasta, niedaleko kościoła, Mc Donalda i ośrodka informacji turystycznej; szybko, szybko, żeby zdążyć do 17tej. Jadąc z górki na pazurki odsłonił nam się widok przecudny, z lodowcem, a przy nim ledwie widocznym wlotem tunelu Mont Blanc, a nad tym niezwykłej urody szczyty tonące w chmurach przewalających się i odsłaniających biel śniegu. Miejsce jest mi bardzo znajome. W czasie rodzinnej podróży w 1998 roku (zwiedzaliśmy wybrane miejsca w Szwajcarii, we Włoszech i we Francji) w drodze do Aosty i góry Piemontu przez tunel Mont Blanc, zatrzymaliśmy się

15 u stóp lodowca Bossons. Na zawsze został we mnie obraz olbrzymiej poszarpanej powierzchni lodu, którego chłód wywoływał dreszcze w upalny dzień lata, i zawieszona, gdzieś w przestrzeniach, kolejka linowa na Aiquille Du Midi. Obiecałam sobie wtedy, że kiedyś wyjadę nią na samą górę, by spojrzeć na najwyższy szczyt Europy i na świat w dolinach. Wygląda na to, że w miarę upływu lat stawiam sobie coraz wyżej poprzeczkę, a tym samym utrudniam życie. Znalezienie miejsca do parkowania w centrum Chamonix to problem nie lada, ale mieliśmy szczęście, kilkanaście metrów od kościoła z panoramą na masyw MB i lodowiec. A potem. Potem siedziałam na fotelu przed wspomnianym już ośrodkiem, w samym środku miasta, i czekając na Adama i Przemka, patrzyłam na oświetlone już popołudniowym słońcem i błyszczące od śniegu i lodu góry, i choć zmęczenie i tyle niewiadomych niespokojnych myśli, to było we mnie tak cicho, jak było nieopisywalnie pięknie; bo to był ten jedyny moment, na który się cierpliwie czeka: czas rozmowy pomiędzy wędrowcą a Górą, Górą, która mówi tajemnymi znakami, która przywołuje do siebie, daje pewność i nadzieję - tych kilkunastu samotnych minut nigdy nie zapomnę. Ubezpieczenie załatwione. Ewentualny przelot helikopterem kosztuje w miarę do ugryzienia (3 euro za dzień). Pozostała czwórka posiada ubezpieczenie alpejskie, alpenverein, (OEAV), które jest ważne przez cały kalendarzowy rok, i do końca stycznia następnego roku można je przedłużać na kolejny rok. Kosztuje ono w najprostszej wersji 57 euro, i gwarantuje pełną opiekę lekarską z opcją akcji z helikopterem plus zniżki w schroniskach do 50%. Wskoczyliśmy jeszcze do sklepiku obok. Kupiłam spodnie dla siebie, lekkie i wygodne, do łażenia w różnych warunkach, szybko wysychające i przewiewne, a Maja nabył świetnie leżący kapelusz (mam nadzieję, że zasłużyliśmy u firmy The North Face na mały sponsoring na kolejną wyprawę). Obudziliśmy zalegających w samochodzie we śnie od czekania i zmęczenia Jędrka i Mariusza i ruszyliśmy na wyczucie w kierunku Les Houches na kamping Bellevue. Tam przekazaliśmy namioty, czekany i raki drugiej grupie, i, ledwie rozbiliśmy namioty, lunęło z nieba (kaprysiła pogoda w tym dniu). Szybko zameldowaliśmy się i pojechaliśmy zrobić zakupy. Miałam ogromną ochotę na dobre wino, owoce i coś swojskiego na obiadokolację. W Chamonix łazęgowaliśmy z parasolem w ręku, bo soczyście padało. Szczyty pokrywały grubą warstwą ciemne chmury. W poszukiwaniu połączeń do Grenoble (Jędrek planuje poznać masyw Monte Rosa od 16tego lipca) trafiliśmy na schludny i zadbany budynek dworca kolejowego, w którego zaułku dwóch ludków na palniku w znajomej menażce gotowało jedzonko ze znajomych opakowań krajanie radzą sobie w każdej sytuacji i w każdym miejscu. Minęliśmy pomnik pierwszych zdobywców Góry (1786 rok, lekarz Michel Paccard i przewodnik Jacques Balmat), a w małym, pachnącym aromatycznymi owocami sklepiku, kupiliśmy nektarynki, gruszki, ser, oliwki i czerwone wino wytrawne. Na chwilę przestało padać; w drodze powrotnej zatrzymaliśmy się na poboczu. Obezwładniał nas widok lodowca, patrzyliśmy nań z podziwem i robiliśmy zdjęcia. Po powrocie szybkie gotowanie: my (ja z Adasiem) zdecydowaliśmy się spaghetti po chińsku na kostce rosołowej, z oliwkami i świeżo zakupioną bazylią. Na drugiej kuchence pachniało coś wędzonego (używaliśmy do gotowania na dole mojej nabijanej kuchenki oraz Adasia zakręcanej, obydwie Campingaz, zaś na górę zostawiliśmy znakomitego Jędrkowego Primusa i Colemana Majora. Zapada zmrok, czołówki poszły w ruch, zapaliliśmy też świecę zrobiło się bardzo przytulnie. Smaczne jedzenie i długie pogaduchy z kubeczkiem wina w dłoni; nalewamy je z sześciennego pojemnika z kranikiem, bardzo zabawna namiastka beczułki. Obserwujemy po północno-zachodniej stronie świata nad szczytami grę świateł, i zastanawiamy się, czy te migoczące czerwone i powoli zanikające to race, sygnały od oczekujących pomocy zagubionych wędrowców, czy też swoista, ustalona gra świateł, w jakimś nieznanym nam celu. Magicznie się działo pomiędzy niebem a ziemią, aż przyszedł czas na sen. Śpimy w dwóch namiotach ekspedycyjnych, 3osobowy Alpinus sprawdzony w trudnych warunkach, wypożyczony nam przez Magdę i 2 osobowy Marabut, którego świeżo nabył Jędrek Niedziela, dzień trzeci, 2372 m n.p.m. Jaskinia Obudziłam się o 4tej, potem o 5tej, nie mogłam spać; emocje, no i te nasze niezwykłe:) śpiworki, ech gorąco było w tych naszych puchaczach, bardzo gorąco; wyszłam z namiotu gdyby nie jednostajny szum samochodów na pobliskim rozjazdu dróg, łudząco przypominający szum wodospadu, to panowałaby niczym zmącona cisza. Chłód poranka, pod stopami rosa. Słońce jeszcze kryło się za okolicznymi niewysokimi górami, ale za przyczyną natury część szczytów najwyższych po stronie południowo zachodniej była pięknie oświetlona, tak, jak tylko potrafi poranne słońce Pobudka po 6tej. Panowie wychodząc z namiotów komentują okolicę; na północy, pośród zielonych wzgórz,

16 zwracają naszą uwagę wypiętrzone przedziwne formy skalne, jak w Wielkim Kanionie, idealne do wspinaczki. Po przeciwnej stronie ukryła się nasza Góra, myślimy o niej, każdy po swojemu. Krzątanina, śniadanie i wreszcie to, co najważniejsze pakowanie plecaków, po kolei: sprzęt w całości, jedzenie, by wystarczyło, ciuchy niezbędne minimum. Na drogę batony i napoje pod ręką, a reszta rzeczy zostaje w samochodzie. Wrzucamy też na siedzenie kartki z adresami do naszych najbliższych. Samochód zaczeka za drobną opłatą w bezpiecznym miejscu, czyli na parkingu przy kempingu. Jędrek uregulował wszelkie rachunki (wyszło mniej więcej 5 euro za nocleg na głowę i około 1euro za parking). Jeszcze krótki rekonesans po okolicy, by złapać ciszę wewnętrzną za ogon, jeszcze ostatni rzut oka wokół siebie i na siebie nawzajem. Na pamiątkę tego poranka pozostała mi zasuszona margerytka w notatniku, którą podarował mi Mariusz na pogłębienie uśmiechu i pozytywnego nastroju. Załadowani udaliśmy się w stronę kolejki Bellevue, by wyjechać z wysokości 990 m n.p.m. na wysokość 1780 m n.p.m.; nabyliśmy bilety w obie strony w korzystnej ofercie za 6 euro, i hop do wagonika i hop go góry nad wierzchołkami drzew. Wysiedliśmy jeszcze na granicy lasu, zielonego, gęstego. Powietrze rześkie, dużo chłodniejsze niż na dole, ale słońce jest bezlitosne i gorące. Niebo bezchmurne. Wyruszyliśmy. Najpierw schodzimy nieco w dół, do przystanku Tramway Du Mont - Blanc, który zacznie kursować dopiero za tydzień, a następnie krok za krokiem, wzdłuż torów, w kierunku stacji górnej, Nid D Aigle na wys m n.p.m. czasem wydeptaną ścieżką, czasem po kamieniach, a czasem po torach, po prostu. Teren urozmaicony, powyżej linii lasu trawa, skały, pośród których w nasłonecznionych miejscach dominują ciemnoróżowe kwiaty karłowatej azalii. Zaskakujące, że ta delikatna roślina wykształciła w sobie odmianę wegetującą w surowym klimacie gór; miejsce wygląda na wyjątkowo nasłonecznione, a jednocześnie wystarczająco osłonięte przed wiatrem. Przystanki robimy krótkie, żeby napić się, zrzucić nadmiar odzieży, nałożyć krem na twarz i dłonie, bo upał nieznośny i ciągle pod górę i w stronę słońca. No właśnie, jest tak, że chce się śpiewać: iść, ciągle iść w stronę słońca humory nam dopisują, dodajemy sobie otuchy i żartujemy z siebie nawzajem. Osłodą dla zmęczonego ciała jest estetyczna radość dla ducha: roztaczające się widoki, zwłaszcza niezwykle malowniczy Aiquille Du Midi, który odsłoni nam się przez najbliższe dni po wielekroć. Na prawo za zakrętem, mocno pod górę, widać tunel wydrążony w skale, jeszcze nie wiemy, że zapamiętamy go w szczególny sposób, jeszcze nie wiemy, że tuż za nim znajduje się ostatnia stacja górskiego tramwaju. Póki, co idziemy, skoncentrowani, by rozruszać ciało, znaleźć jego rytm, wytrzymałość i siłę, to pierwszy najtrudniejszy etap, zwłaszcza, że nie na co dzień nosi się takie ciężary na ramionach. Nie wiem, ile waży mój Alpinus 65. Panowie pomagają mi go włożyć, bo jest bardzo ciężki, ale dobrze mi się go niesie; efektywne są moje spacery wieczorne po Wzgórzach Piastowskich z plecakiem pełnym kamieni i puszek. Moi współtowarzysze swoje 80tki mają po brzegi wyładowane: namioty, liny, łopaty ważą swoje i zajmują sporo miejsca. Mariusz niesie dodatkowo w kieszeni jedną z moich butelek z napojem doprawionym na czerwono, ma podobno pomóc przy dużym wysiłku; w sumie pomaga, ale skończy się to dla mnie problemami natury fizjologicznej (trzeba uważać z dozowaniem). Przed tunelem zatrzymujemy się głodni na coś niecoś, małe i słodkie, a zaraz potem mijamy tunel w tunelu, czyli poprzeczny otwór w ścianie, który stanie się niebawem naszym oknem na przepastny świat. Zza zakrętu wyłania się drugi tunel, tuż za nim stacja końcowa, a tam stoły i ławki, nawet toaleta, z której mogą korzystać tylko bardzo zdesperowani potrzebujący. Idziemy w górę niepewni dalszej drogi, albowiem kłębią się szare chmury burzowe. Barometr wskazuje gwałtowne obniżanie się ciśnienia, dlatego Adaś zarządza odwrót; nie będziemy ryzykować wychodzenia wyeksponowaną częścią, poza tym jesteśmy wystarczająco wysoko, by zasmakować aklimatyzacji schodzimy do tunelu przy tunelu, który przyjaźnie nazwiemy jaskinią. Miejsce niesamowite, bo z jednej strony szeroka na około na 2 metry ścieżka ściele się nad przepaścią (wiedzie tędy szlak), zaś nad nią zwisa długa skalna ściana, z drugiej strony ciemność wnętrza z torami, gdzie słychać spadające krople wody i skrzek ptactwa. W środku przewiew taki, że chwilami urywa głowę, ale wystarczyło trochę uporządkować podłoże, sprawdzić, czy coś się nie oberwie i na łepek nie spadnie, by stwierdzić, że to najlepsze miejsce na pierwszy górski nocleg. W międzyczasie pogoda jak w przysłowiowym marcowym garncu, raz słońce, raz deszcz, tak, że chwilami mamy wątpliwości, czy nie ruszać, aż w końcu dajemy spokój dywagacjom, bo miejsce nam się podoba; leniuchujemy, rozmawiamy o psotnej zmiennej pogodzie, o możliwościach wędrówki w dniach następnych i gotujemy; z jednej menażki zjadamy na spółkę z Adamem kuskus na kostce rosołowej knorra z oliwkami i kostce z papryką; Mariusz z Jędrkiem i Przemkiem degustują liofizowane spaghetti wprost z torebki: całkiem smaczne jedzenie, ale niewarte tak wysokiej ceny (prawie 30 pln) stwierdza Mariusz. Siedząc między skałami mamy u stóp kawałek niezwykłego świata, widzimy przemieszczające się chmury burzowe między szczytami i w dolinach to widowisko, którego nigdy nie doświadczy się na nizinach. W międzyczasie odwiedzili nas świstak i kozica, ot tak, skubiąc kępy zielonej trawy. Niecodzienni to goście, dlatego łowiliśmy chwile spotkania na swoich aparatach.

17 Na koniec pichcenia herbata do termosu i przygotowanie legowiska. Z niebieskiej płachty Przemka robimy zasłonę dla wiatru nie jest łatwo przy porywistym wietrze przymocować linki, trudno znaleźć uchwyty, bo skała krucha. W końcu Adam z Przemkiem osiągają swój cel mamy niebieską zasłonkę w naszym oknie. Układamy z plecaków mur, a za nim na skos układamy maty Znów pada, a wiatr zacina deszczem, chmury schodzą nisko, dlatego szybko wkładamy na plecaki przeciwdeszczowe pokrowce. I nagle, w naszym górskim hotelu pojawiła się mgła i wszystko pokryło się kroplami wilgoci. Puchowe śpiwory zagrożone, bo nasączają się w mgnieniu oka. Wystarczy dłonią dotknąć powierzchni, by się o tym przekonać. Zazdroszczę Adasiowi płachty biwakowej, nam zostało jedynie po cichu modlić się, by, chociaż w środku, było sucho i ciepło. Wszak tam też ukryliśmy cześć naszych ubrań z telefonem i aparatem fotograficznym oraz termosy z herbatą. Pozytywnym aspektem tak czarownej aury była darmowa maseczka nawilżająca, idealna na świeżo opalone twarze mimo filtrów 30 (Mariusz), 50 (ja i Jędrek), 60 (Przemek), a nawet 100 (Adaś). Sny przerywane przez schodzących nocą wędrowców, czasem zagrzmiało gdzieś w oddali, z ciemności dochodził głuchy dźwięk skraplających się na skalnych ścianach chmur??? Poniedziałek, dzień czwarty, 3167 m n.p.m. Tete Rousse Planowaliśmy pobudkę o wschodzie słońca, koło czwartej. Budzik obudził nas w tonących wokół ciemnościach widocznie słońce wschodzi później. Wstaliśmy o piątej. Spakowaliśmy wilgotne śpiwory, z przekonaniem, że potem przewietrzą się i wyschną w słońcu. Na szczęście plecaki suche, ubrania też. Przy tej okazji wspomnę, że na tej wysokości spaliśmy w śpiworach w tradycyjnej bieliźnie, gdyż było w nich bardzo ciepło. Na śniadanie owsianka z rodzynkami, obok pachnie szynką i kabanosami, łyk gorącej herbaty, którą można zaparzyć bez problemu. Napoje na drogę to herbata w termosach i woda z izostarem; niedaleko górnej stacji znajduje się strumień, gdzie można uzupełnić zapasy. Poranna toaleta i po 6tej opuszczamy naszą jaskinię. Zostawiam swoje sandały - Jędrek ukryje je między deskami drewnianego budynku stacji, gdzie widać inne zdeponowane w ten sposób rzeczy czekające na swoich właścicieli. Na mnie tutaj też już coś czeka. Kilkadziesiąt metrów dalej, na rozwidleniu dróg (drogowskazy) kierujemy się na lewo, w stronę Tete Rousse (droga w prawo na lodowiec Bionnassay); czerwony szlak na zboczach Rognes to nie jedna ścieżka, a splot wielu ścieżek między skałkami, jak pajęczyna; trzeba uważać na ruchome kamienie, bo na takich łatwo skręcić nogę; czasem zagubiona płachta śniegu, a pośród mchu dużo kwiatów fioletowych i różowych, maleńkich, gęsto porastają zaułki naskalne. Nie mam pojęcia jak się zwą, ale są niezwykłej urody, i choć bez nazwy, to zachwycają zatrzymuję się wielekroć przy nich; Mariusz robi zdjęcia i szybkim krokiem dogania Jędrka, który z niespożytą energią, jak pędziwiatr, znika w dali. Idę przed siebie powoli. Na zachodniej stronie oświetlone stoki gór, a po naszej chłód cienia. Nagle potworny huk; słyszę krzyk Adama za mną Schodzi lawina, ogromna, daleko od nas, ale słychać ją tak, iż w pierwszej chwili pomyślałam o wybuchu, a potem ogarnęło mnie niesamowite uczucie porażenia ogromną siłą masy osuwającego się śniegu. Około 8:30 zatrzymujemy się przy schronie Forestiere na wys m n.p.m. Tam śniegu mnóstwo między kamiennymi głazami, chmury odsłaniają w dali lśniące srebrzyście w słońcu schronisko Goutera. Siadam w kamiennym zaułku w promieniach ciepła, by odetchnąć i nacieszyć oczy monumentalnością otoczenia. Słyszę nawoływania Jędrka, ruszamy dalej, powoli. Jest stromo; droga wije się pośród brunatno pomarańczowych skał. Mijamy pamiątkowy krzyż; ktoś sprzed wieku zostawił swój ślad. Czasem napotykamy ciekawe okazy kamieni; obiecujemy sobie z Adasiem pamiętać o nich przy schodzeniu, tak, żeby na pamiątkę zabrać ze sobą na niziny. Znów w dali, ale jakby bliżej, imponująco się odsłania bajkowa góra, Aiquille Du Midi 3842m n.p.m. Jej zarysy mają charakterystyczny kształt szpiców, między którymi znajduje się kładka. To górna stacja najwyższej i najdłuższej na świecie kolejki linowej i punkt startowy alternatywnej drogi na Mont Blanc. Robię kilka zdjęć, trudno się oprzeć chęci utrwalenia tego wyjątkowego dzieła natury. Zjadamy chałwę i naprzód. Nagle, wyłoniło się zza zakrętu, nieco w dali, na prawo, za imponującą i olśniewającą bielą lodowca, schronisko Tete Rousse na 3187 m n.p.m., nasz cel w tym dniu. Krzyczę z radości: jak pięknie!!! Jest gorąco, zapadają się nogi w mokrym śniegu; wydawało się, że tak blisko, a jednak ten kawałek drogi w pełnym słońcu wymaga wysiłku. Mariusz i Jędrek dotarli pierwsi. Ukryli się za granią i rzucają w nas śnieżkami. Chybione rzuty sprawiają obu stronom dużo zabawy. Liczę ostatnie kroki, by zrzucić plecak i ciuchy z siebie, napić się wody, skorzystać z toalety. Schodząc z lodowca rozglądam się wokół szukając pola namiotowego. Nasi sprinterzy przywołują nas na drugą stronę wzniesienia, gdzie w ułożonych kamiennych kręgach są wyznaczone miejsca. Tuż obok toaleta wyglądająca jak znany powszechnie wychodek, ale z tą różnicą, że jest schludnie, czysto i ciepło, bez uciążliwych zapachów. Brakuje tylko bieżącej wody na pełnię luksusu. Nie mogę się nadziwić takiej możliwości w takim miejscu. Szybko wyciągamy śpiwory, tak, żeby wyschły, bo nie wiadomo, czym nas kapryśna pogoda zaskoczy. Choć

18 teraz świeci słońce, to w każdej chwili może się to zmienić, zwłaszcza, że prognozy są raczej pesymistyczne: ma trochę padać, mocno wiać, przewidywana nawet burza. Wybieramy miejsce pod szmaragdowego Alpinusa, oczyszczamy podłoże z ostrych kamieni. Najtrudniej wbić śledzie, ale Przemek z Adasiem doskonale sobie radzą, naciągi solidnie mocujemy między głazami, tak, by przetrwały niespodzianki alpejskiej natury, a kołnierze tropiku obkładamy kamieniami. Ekspedycyjny Marabut Khumbu, jak żółta łódź polodowcowa, został rozbity na śniegu w celu przetestowania. W tym dniu ułożyły się nam same z siebie 2 zespoły: mocna dwójka Mariusz i Jędrek, notabene najmłodszy i najstarszy uczestnik tej wyprawy:) oraz Adam, ja i Przemek. W takim samym składzie dzielimy namioty i w pewnej mierze kuchnię. Podzielam wegetariańską Adama, ale czasem skubnę Mariuszowi kawałek kabanosa. Dzisiaj gotowanie w trudniejszych warunkach. Układamy z kamieni osłonę przed wiatrem. Okazuje się, że bez problemu na tej wysokości można przygotować wrzątek, ale mamy deficyt wody. Butelka wody w schronisku kosztuje kilka euro, dlatego Mariusz zabiera łopatę i wrzuca śnieg w czarne worki będzie wytapianie na słońcu i zbieranie drogocennego płynu do pustych butelek. Syzyfowa to praca, ale skuteczna. Mariusz jednak nie daje za wygraną. Rzekłszy: budowlaniec jestem, wiec muszę coś zbudować, zniknął na długi czas. Widzieliśmy, jak kręci się po okolicy, przerzuca kamienie no i okazało się, że odkrył zdobył. Jak prawdziwy Zdobywca i różdżkarz zarazem, dotarł do źródła bieżącej wody, wprost z lodowca. Ogłosił koniec karkołomnego wytapiania wody w słońcu, wylał Przemkową menażkę wody, której uzbieranie, mieszanie kolejnych porcji śniegu w wodzie, zabrało dużo czasu. Pozbierał wszystkie naczynia, zabrał kubeczek i poszedł do swojego źródełka, które działało w dzień, a w nocy zamarzało; dzieliliśmy się tym odkryciem potem przy każdej okazji ułatwiając tym samym życie innym rozbitkom:) Na obiad dzisiaj pyszności, bo makaron z pikantnie przyprawionymi oliwkami i z serem; obok dojrzewa kuskus z kiełbaską i kostką rosołową. Planujemy potem zwiedzenie schroniska, małą kawę, piwo; Przemek ma tę przyjemność za sobą, my mamy nań ogromną ochotę wszak każdy z nas jest po raz pierwszy w swoim życiu na takiej wysokości i trzeba to uczcić. Jesteśmy podekscytowani, trochę zmęczeni. Adam dzwoni do Goutera, pyta o pogodę i o możliwość rezerwacji noclegów nie ma szans, wszystko zajęte. Przemyśliwuje dalsze kroki, tak lub siak, i kończy natenczas kwestią: nie dość, że mnie w d. ściska, w żołądku skręca, mam ból głowy i mdłości, to niebawem dojdzie histeria. Zostawiliśmy temat na potem. W międzyczasie tuż obok z wielkim hałasem ląduje granatowy helikopter i zostawia grupę z przewodnikiem, a zabiera umęczonego po zejściu starszego mężczyznę. Przyglądamy się temu zdarzeniu z zainteresowaniem. Zalegając w śpiworach patrzymy na kuluar Rolling Stones, na przechodzących w poprzek ludzi i toczące się nieustannie kamienie. Czasem leci telewizor albo lodówka miejsce porusza naszą wyobraźnię. Nad nim wznosi się Gouter, widać schronisko, do którego prowadzi bardzo stroma skalista droga. Mam ochotę na samotny spacer. Zakładam kurtkę, buty i zamierzam dojść do owej, z daleka widocznej ścieżki w kuluarze; zamierzam liczyć kamienie, jak żartobliwie wcześniej o tym mówiliśmy z Adasiem. Śnieg mokry, zapadam się w nim, ale jestem zdecydowana. Nie liczę czasu, tylko kroki i oddech. W końcu wychodzę powyżej lodowca na skalisty fragment, wspinam się po stalowych linach i jestem na miejscu. Cicho, nikt nie wychodzi ani nie schodzi. W dole małe kolorowe punkciki naszych namiotów, a naprzeciw słynny żleb pokryty śniegiem do samego przepastnego dołu. Po stromej i długiej od samego Goutera ścianie toczą się przez cały czas kamienie, większe, mniejsze i zupełnie drobniutkie. Znaczą ciemne od błota ślady na całej połaci śniegu, ale większość spada w najniższy fragment owej ściany formując i pogłębiając rynnę, którą trzeba przekroczyć, przeskoczyć? Tak, ten moment będzie trudny do przejścia myślę. Poniżej ścieżki rozpostarta lina asekuracyjna, trzeba do niej co najmniej 2 metrową lonżę. Najbezpieczniej przechodzić rankiem, kiedy kamienie przymarznięte i kiedy ślady zmrożone, łatwiej manipulować czekanem, stawiać kroki, no i nic przypadkiem koło głowy nie przeleci; dla bezpieczeństwa dobrze założyć raki. Nie jest tak strasznie, jak na to wygląda, mówię chłopakom po zejściu na dół. Wydaje mi się, że przemokły mi nowiutkie świeżutkie Scarpy. Dla pewności pożyczam od Maji wosk i wspólnie z Jędrkiem wcieramy go systematycznie i solidnie. Zabieg ten sprawia, że buty nie są już takie śliczne; skóra straciła swoją urodę, ale za to mam pewność, że mogę w nich iść dalej niezagrożona. Czuję znużenie i przedziwne dreszcze, takie od środka. Jestem przekonana, że to reakcja na wysokość, bo mimo otulenia w śpiwór nie przestaję drżeć. I nie wiadomo skąd kaszel. Biorę aspirynę i niebawem przechodzi. Udajemy się w piątkę do schroniska. Mijamy starszy budynek z zamkniętymi drzwiami, za którym znajduje się nowo wybudowany, efektownie usytuowany na skraju skalnej ściany. Trzeba zdjąć buty, włożyć papucie. W korytarzu znajdują się szafki, gdzie można zostawić depozyt za euro, z czego na pewno skorzystamy, wychodząc wyżej. W sali restauracyjnej okna z panoramą na okolicę i gwar rozmów. Zamawiamy kawę 2.5 euro, herbatę 2 euro, piwo Mont Blanc i napój piwny orzeźwiający Panache, każde 5 euro. Rozmawiamy przez chwilę z obsługą o pogodzie, pytamy o prognozę na najbliższe dni. Wtorek nie zapowiada się najlepiej: wietrznie, burzowo, od czwartku ma się ustabilizować. Siadamy przy stole, pachnie aromatyczna kawa, próbuję Panache pyszne. Obserwujemy towarzystwo przy innych stolikach i obgadujemy, przeważnie pozytywnie:) Przekomarzamy się nawzajem, to szczególnie ulubiony sport Adama i

19 Jędrka, bo uprawiają go nieustannie. Komentujemy naszą sytuację i decydujemy, że pozostaniemy tutaj jeszcze jeden dzień. Zaaklimatyzujemy się solidnie, przeczekamy niepewną pogodę. Przemieszczamy się w stronę okna, z którego widać zachodzące słońce, wyjątkowo pięknie zachodzi, intensywnie wybarwiając otoczenie. Robimy mnóstwo zdjęć. Przemek i Jędrek wysyłają mmsy z romantycznymi fotkami. Siedzimy dopóty, dopóki czerwona kula na dobre schowa się za tutejszym horyzontem. Czas wracać do siebie. Na zewnątrz zrobiło się dużo chłodniej, przenikliwy wiatr, kłębią się chmury. Przygotowujemy herbatę na noc, układamy rzeczy w namiocie tak, by w razie mokrej niespodzianki z nieba nie zamokły. Niezbędne ubrania do śpiwora, reszta do plecaków, które wkładamy do plastikowych worków i zamykamy je w przedsionku. Podobnie postępujemy z częścią jedzenia oraz z butami. Z ulgą wrzucamy się do ciepłych śpiworków. Rozmawiamy. Przemek zasypia. Adaś wyjmuje IP-oda, słychać dźwięki gitary Knopflera, brzmią intrygująco i niezwykle w alpejskich przestrzeniach. Słucham mojego ulubionego koncertowego Telegraph Road. Zasypiam. Budzę się często, bo gorąco, bo pić się chce, bo ciężko jest oddychać. Kaszlę suchym kaszlem. Chłopacy też się przebudzają. Piję wodę, herbatę, zdejmuję z siebie to, co zbędne. W końcu zasypiam na dobre, nawet mi się coś ładnego śni Wtorek, dzień piąty, 3167 m n.p.m. Aklimatyzacja Budzimy się wcześnie, ale nie wstajemy; dziś dzień totalnego leniuchowania, wypoczywania i wysypiania pełna aklimatyzacja z elementami rozpoznania swojego organizmu i terenu. Rozsuwamy suwaki na niezbędne minimum, by widzieć kawałek świata na zewnątrz. Ekspresowo, bez wkładania kurtki przebiegam z wiatrem, który mocno dmucha, do toalety, gdzie ciepło i spokój. Wracam, ubieram się cieplej i idę na lodowiec zrobić zdjęcie na dzień dobry chłopakom w żółtym namiocie. Wskakuję do śpiwora, wyjmuję zapiśnik, notuję, potem czytam Alchemika; Adam patrzy na mnie z wyrazem niedowierzania: targałaś książkę na górę?? Wiedziałam, że będzie czas na zamyślenie i na zaczytanie. Zasypiam ponownie, Adam także śpi, Przemek czyta książkę, i tak mija czas do 9tej. Wstajemy, bo ileż można zalegać, nawet leniuchowanie może być meczące. Słońce świeci, wiatr wieje.i tyle się dzieje. Wokół robi się gęsto od ludzi wychodzących na górę, większość to klienci z przewodnikami oni już tutaj na lodowcu startują w asekuracji, spięci linami, w pełnym rynsztunku. W większości są to zespoły trójkowe, optymalna ilość dla przewodnika, by dało się tych ludzi wyciągnąć na górę. I nie ma w tym przesady, bo widzieliśmy wielu ludzi, zasapanych, ledwie żywych, mokrych ze zmęczenia i potu, na napiętej linie. Czas na śniadanie, bo w żołądku burczy. Mariusz z Jędrkiem przenoszą namiot w pobliże naszego, bo na śniegu chłodno, no i daleko do nas:) Jędrek nie jest w pełni zadowolony z namiotu, podłoga ma słabą izolację. Mariusz wyjmuje flagę, którą przygotował na ten nasz wyjazd spełnionych wspólnych marzeń. Flaga jest biało czerwona z napisami: Siła Wspólnych Marzeń na białym tle, oraz Mont Blanc 2006 na czerwonym tle. Zamocowana na kijku łopoce na wietrze i ładnie kontrastuje z bielą śniegu. Z zaciekawieniem spoglądają nań przechodzący, niektórzy próbują czytać napisy; karkołomnie to wychodzi i zabawnie zarazem. Śniadanie dzisiaj trochę lżejsze, bo dzień mniej wysiłkowy; kaszka manna, kanapki z ostatnich kromek chleba z żółtym wędzonym serem oraz z pasztetem sojowym. Siedzimy na skałach wokół naszej kuchni wyprawowej i niespiesznie delektujemy się chwilą. Przyglądamy się uważnie poczynaniom wychodzących, zwracamy uwagę na sposób ich przygotowań do dalszej drogi, śledzimy ich kroki, aż do linii skał po drugiej stronie kuluaru. Zdarza się, że niektóre grupy wracają niebawem możemy domniemywać, że rzeczywistość przerosła ich możliwości. Czyli nie jest tak łatwo, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. To, że w kierunku białej góry zmierza mnóstwo ludzi, nie znaczy, że łatwo pozwala do siebie dotrzeć. Jak widać, nie wszystkim się to udaje, nawet za duże pieniądze. Zabieramy się za porządkowanie namiotów, przeglądamy wszystko to, co każdy z nas ma w swoim bagażu. Na górę zabierzemy tyle, by wystarczyło na 3 dni plus 1 dzień zapasu. Pozostałe rzeczy segregujemy w workach i zanosimy do schroniska do depozytu. Adam dzwoni do Goutera. Hurra!!! Odwołano rezerwacje z powodu trudnej pogody i mamy zaklepane 5 miejsc w schronisku, ze środy na czwartek. Na drugi nocleg nie mamy co liczyć, ale tym faktem nie martwimy się, gdyż wierzymy, że w sytuacji awaryjnej ze schroniska nas nie wyrzucą. Namioty zostawimy tak, jak stoją, ponieważ pytanie o możliwość rozbicia się w okolicach schroniska Goutera jest kwitowane krótkim: nie, a poza tym trudno byłoby je rozbić w tak wietrzną pogodę. Ponadto zależy nam, by bagaż każdego z nas ważył jak najmniej. Nocka w schronisku z rabatem na legitymacje OEAV kosztuje euro, wiec możemy pozwolić sobie na ten luksus. Prognoza pogody? Dziś wieje mocno i będzie nadal wiało i na pewno będzie burza, najpóźniej nocą, ale od jutra ma być lepiej, podobno na dłużej. Ciekawe, czy za każdym razem sprawdzają się słowa: a po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój wiele razy jeszcze będę zadawać sobie to pytanie, i wierzyć nieustannie, mimo wszystko, że tak się właśnie dzieje.

20 W międzyczasie przewija się przez nasze terytorium ekipa z Polski, z Łodzi, dwie dziewczyny i trzech chłopaków. Rozbijają się trochę niżej od nas, na skałach. Wymieniamy się wzajem uwagami, spostrzeżeniami i oczekiwaniami. Planują odpocząć, odetchnąć i startować dzień po nas. Dwukrotnie lądował granatowy helikopter, z prowiantem do schroniska i z ludziskami, którzy rozbili 6 granatowych namiotów na śniegu, i okopali się wysokim śnieżnym murem. Wyglądali na przygotowujących się do jakichś zawodów czyżby Tour Du Mont Blanc? Ogarnąwszy całość naszego dobytku, upichciliśmy obiad. U chłopaków dojrzewał kuskus z dodatkami, my zdecydowaliśmy się na gorące kubki, rosół z makaronem, zupę ogórkową, do tego plastry sera wędzonego i resztki chleba. I nadszedł czas na rozruch, czyli na spacer do Rolling Stonesów: będziemy dzisiaj razem liczyć spadające kamienie. Stuptuty, raki, poza tym lekko odziani, ale w kurtkach, w rękawiczkach i czapkach wydeptaną ścieżką na lodowcu weszliśmy na górę; usiedliśmy z boku przy linie asekuracyjnej i ocenialiśmy stopień zagrożenia przy przejściu na drugą stronę. Kamienie latały na wszystkie strony. W dali kłębiły się chmury. Zeszliśmy z uczuciem ulgi, że rozpoznane miejsce nie wygląda z bliska tak groźnie, jak z daleka. Kubek gorącej herbaty, aspiryna, zabezpieczenie namiotu, plecaków i pozostałych rzeczy, toaleta i sen; wcześniej się położyliśmy. Przemek słuchał muzyki, ja zasypiałam nasłuchując wiatru. Około 23ej wyrwał nas ze snu potężny grzmot. Wiatr szarpał namiotem tak, że zdawało się, że nas ze wszystkim porwie w przepaść nieopodal. Padało mocno i rzęsiście. Na pewno grad, bo uderzał w ściany namiotu z taką mocą, jakby kamienie nań spadały, że głuchy dźwięk budził niepokój: czy taki materiał wytrzyma gwałtowną szarpaninę i uderzenia. Przemek z Adasiem włączyli czołówki i sprawdzali, czy gdzieś nie przecieka. Odsuwaliśmy, co się dało, od ścian namiotu. Ścieśniliśmy się, nasłuchiwaliśmy z niepokojem. W milczeniu modliliśmy się, by wszystko dobrze się dla nas skończyło. A wiatr huczał nieustannie, a błyskawice rozświetlały nocny świat. Nie pamiętam, ile czasu trwało to nasze niespokojne czuwanie, ale w końcu zasnęliśmy Środa, dzień szósty, 3817m n.p.m. U Goutera Obudziłam się koło 7mej, wiało, ale nie tak mocno; poza tym panowała cisza, żadnych odgłosów, i nie było widać przez ścianki namiotu charakterystycznego światła słońca. Tak, to była noc pełna przeżyć i niespodzianek. Najważniejsze, że nie przemokliśmy. Widać, że tkanina namiotu ugina się od wody, ale nie przepuszcza jej, a my przetrwaliśmy szczęśliwie. Ciekawe, czy się uda otworzyć namiot, i co zobaczymy na zewnątrz? Adam nawołuje Jędrka u chłopaków wszystko w porządku, tylko lufcik wentylacyjny zawiódł, bo podwiało śniegiem do środka. Zatem spadł śnieg. Odsunęliśmy zamki i cóż widzimy? Przy namiocie, na kamieniach, w żlebach i na lodowcu dużo świeżego puchu; znać już pierwsze świeże ślady na śniegu. Ktoś odważył się już wyruszyć w górę czy w dół?? I słońce jasne, gorące, na nieboskłonie. Czas wstawać. Zdecydowanie pakujemy się i organizujemy śniadanie. Nie wychodzi nam dziś owsianka za dużo wody i jakoś tak nie smakuje. Jestem trochę poirytowana, w żołądku ściska. Jeszcze po 2 tabletki potasu, łyk herbaty, napoje na drogę na zewnątrz plecaków, batony do kieszeni, aparat do drugiej kieszeni, do trzeciej telefon; acha, trzeba jeszcze wyłączyć PIN, sprawdzam numer ratunkowy. Nakładam na twarz grubą warstwę kremu z filtrem, bo idziemy pod słońce, przypominam o tej ważnej czynności Jędrkowi. Sznuruję buty na podchodzenie, uprząż wrzucam na siebie, trochę się plącze, ale w końcu okiełznam ją. Przy pomocy Adama wpinam karabinki i taśmy. Wkładam stuptuty, raki, cienkie rękawiczki z windstopperem. Jeszcze kask na moją bandankę w kwiaty to chyba wszystko. Dorka, co z Twoją matą pyta Adam. Nie, nie biorę maty samopompujacej, dam radę bez niej, jest za ciężka i nie spełnia swojej roli, tak, jak tego oczekuję. W razie wyjątkowego zimna wykorzystam folię NRC. Jędrek jeszcze się zastanawia nad zabraniem namiotu, ale po krótkiej rozmowie z Adamem odpuszcza temat. Ruszamy. Prawie południe. Trochę późno. Granatowe namioty sąsiadów za śnieżnym murem uginają się od śniegu i wody, niektóre nie wytrzymały naporu alpejskiej burzy, bo zupełnie się położyły ; nasze sprawdziły się na 100%. Wydeptaną i znaną już ścieżką idziemy do kuluaru. Widzimy mnóstwo osób schodzących. Okazuje się, że załamanie pogody pokrzyżowało wielu ludziom plany wejścia na Blanca. Po zejściu z lodowca Tete Rousse zdejmuję raki, łatwiej przemieszczać się po skalistej nawierzchni. Jestem pewna, że przejście na drugą stronę Rolling Stonesów z asekuracją za pomocą czekana zupełnie wystarczy. Utwierdza mnie w tym Jędrek i Mariusz, którzy idą jako pierwsi, Jędrek wręcz biegnie. Stawiam pierwsze kroki ostrożnie. Czuję, że śnieg jest bardzo mokry. Wbijam czekan głęboko. Wyjmowanie go nie jest proste. Adam i Przemek ponaglają mnie, bym przyspieszyła, ale ja potrzebuję absolutnej pewności. Kolejny krok i śnieg usuwa się spod buta, lekko się ześlizguję. Żołądek podchodzi mi do gardła, drętwieję. Idę dalej, bardzo powoli. Wszystko mi jedno czy coś poleci, ja muszę czuć grunt pod stopami. W pełni skoncentrowana stawiam kolejne i kolejne, i wreszcie ostatnie kroki. To było trudne, ale możliwe;

Sprawozdanie z działalności wspinaczkowej Masyw Mont Blanc, Alpy Zima 2015

Sprawozdanie z działalności wspinaczkowej Masyw Mont Blanc, Alpy Zima 2015 Wrocław 24.03.2015 Sprawozdanie z działalności wspinaczkowej Masyw Mont Blanc, Alpy Zima 2015 1. Termin 13.03.2015 21.03.2015 2. Uczestnicy Dawid Sysak, Wrocławski Klub Wysokogórski, członek kadry narodowej

Bardziej szczegółowo

Karkonosze maj 2014 Dzień 1 Dzień 2

Karkonosze maj 2014 Dzień 1 Dzień 2 Karkonosze maj 2014 Dzień 1 30 kwietnia 2014 rok to dzień wyjazdu na weekend majowy. Wyruszamy około 14.30 aby wieczorem dojechać do Karpacza, gdzie na ulicy Dolnej mamy swoją kwaterę. Po wypakowaniu rzeczy

Bardziej szczegółowo

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony.

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony. 114 Lekcja 12 Tak ubrany wychodzi na ulicę. Rezultat jest taki, że Samir jest przeziębiony. Ma katar, kaszel i temperaturę. Musi teraz szybko iść do lekarza. Lekarz bada Samira, daje receptę i to, co Samir

Bardziej szczegółowo

Nadszedł wreszcie upragniony czas wycieczki. Wszyscy nie mogliśmy się doczekać. Agnieszka Kaj i Arek Grześkowiak ciągle odliczali dni do wyjazdu.

Nadszedł wreszcie upragniony czas wycieczki. Wszyscy nie mogliśmy się doczekać. Agnieszka Kaj i Arek Grześkowiak ciągle odliczali dni do wyjazdu. Nadszedł wreszcie upragniony czas wycieczki. Wszyscy nie mogliśmy się doczekać. Agnieszka Kaj i Arek Grześkowiak ciągle odliczali dni do wyjazdu. Droga zapowiadała się długa. Nie mieliśmy rezerwacji w

Bardziej szczegółowo

Wycieczka do Karpacza

Wycieczka do Karpacza Dnia 9 maja uczniowie klas IV VI wyjechali na trzydniową wycieczkę do Karpacza. Opiekowały się nimi p. Lidka Wojciechowska, p. Ksenia Jańska, p. Dominika Małolepsza oraz p. Lidka Mucha, mama Julki i Fabiana.

Bardziej szczegółowo

Cienków Niżny, ujście Białej Wisełki i Wylęgarnia Przemysław Borys, 22.08.15, 9:30-13:30

Cienków Niżny, ujście Białej Wisełki i Wylęgarnia Przemysław Borys, 22.08.15, 9:30-13:30 Cienków Niżny, ujście Białej Wisełki i Wylęgarnia Przemysław Borys, 22.08.15, 9:30-13:30 Ilustracja 1: Wycieczkę zaczynamy po zjechaniu na Czarne (jak nad zalew). Jeszcze przed Wylęgarnią, trochę za wodospadem

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska spektakl edukacyjno-profilaktyczny dla najmłodszych. (Scenografia i liczba aktorów - zależne od wyobraźni i możliwości technicznych reżysera.) Uczeń A - Popatrz

Bardziej szczegółowo

Friedrichshafen 2014. Wjazd pełen miłych niespodzianek

Friedrichshafen 2014. Wjazd pełen miłych niespodzianek Friedrichshafen 2014 Wjazd pełen miłych niespodzianek Do piątku wieczora nie wiedziałem jeszcze czy pojadę, ale udało mi się wrócić na firmę, więc po powrocie do domu szybkie pakowanie i rano o 6.15 wyjazd.

Bardziej szczegółowo

SPRAWOZDANIE Z PRAKTYKI

SPRAWOZDANIE Z PRAKTYKI SPRAWOZDANIE Z PRAKTYKI Pod koniec drugiego roku studiów licencjackich w Wyższej Szkole Turystyki i Hotelarstwa w Gdańsku miałem możliwość odbycia 3-miesięcznej płatnej praktyki w Bawariiw południowych

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

43 JESIENNEGO OPOLSKIEGO RAJDU TATRZA. TATRZAŃSKIEGO 25--30 sierpień 2015r.

43 JESIENNEGO OPOLSKIEGO RAJDU TATRZA. TATRZAŃSKIEGO 25--30 sierpień 2015r. ODDZIAŁ REGIONALNY PTTK ŚLĄSKA SKA OPOLSKIEGO w OPOLU KLUB GÓRSKI ŚWISTAK ŚWISTAK www.swistak.opole.pttk.pl REGULAMIN 43 JESIENNEGO OPOLSKIEGO RAJDU TATRZA TATRZAŃSKIEGO 25--30 sierpień 2015r. TATRY POLSKIE

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK!

PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK! PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK! Jesień to niełatwy czas dla naszego samopoczucia mała ilość słońca i krótki dzień nie wpływają na nas pozytywnie. Co zatem zrobić, aby nie tracić energii i nie popadać w stany

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

południowa ściana - relacja

południowa ściana - relacja PODZIĘKOWANIA południowa ściana - relacja Jak Państwo wiecie, po przylocie do Limy udaliśmy się 400 kilometrów dalej do Huaraz. Na miejscu zajęliśmy się logistyką organizacji akcji górskiej. Miejscowe

Bardziej szczegółowo

ALPEJSKA OAZA SPOKOJU

ALPEJSKA OAZA SPOKOJU ALPEJSKA OAZA SPOKOJU 1. Cele wyprawy 1. Karawanki to część Alp leżąca na pograniczu Słowenii i Austrii. Ich długość to w przybliżeniu 120 kilometrów. Najwyższym szczytem jest Stol - 2236 m n.p.m. Rozciągają

Bardziej szczegółowo

Zasady bezpieczeństwa podczas upałów

Zasady bezpieczeństwa podczas upałów Zasady bezpieczeństwa podczas upałów Zasada nr 1 Noś jasne, luźne, swobodne oraz bawełniane ubrania. Zakładaj tak mało ubrań jak to jest możliwe gdy jesteś w domu. Zasada nr 2 Pij dużo płynów W czasie

Bardziej szczegółowo

Październik. TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa

Październik. TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa Październik TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa Projekt sytuacji edukacyjnych (oprac. mgr Sylwia Kustosz, Edukator Froebel.pl) Przebieg spotkania w Porannym kole: PONIEDZIAŁEK:

Bardziej szczegółowo

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku...

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wyznania Wyznania Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wolę być chwilą w Twoim życiu niż wiecznością w życiu innej!!! Nie wiem, czy chcesz ze mną chodzić,

Bardziej szczegółowo

Bieszczady Ustrzyki Górne Połonina Caryńska Kruhly Wierch (1297 m n.p.m.) Tarnica(1346 m n.p.m.) Wielką Rawkę (1307 m n.p.m.

Bieszczady Ustrzyki Górne Połonina Caryńska Kruhly Wierch (1297 m n.p.m.) Tarnica(1346 m n.p.m.) Wielką Rawkę (1307 m n.p.m. Bieszczady Gdzieś na krańcu Polski, na południowym wschodzie leży legendarna i trudno dostępna kraina górska, czyli słynne Bieszczady. Dostać się tutaj środkiem komunikacji publicznej jest niezwykle ciężko.

Bardziej szczegółowo

KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW

KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW Data: 13.02.2014r. Nauczyciel prowadzący: Klaudia Tatar TEMAT: Podróż do Lodowej Krainy. CELE: - wykonuje podskoki zachowując odpowiednią postawę ciała. - reaguje

Bardziej szczegółowo

1 tydzień = 5 x 4000 m npm

1 tydzień = 5 x 4000 m npm 1 tydzień = 5 x 4000 m npm Pomysł na tygodniowy wyjazd alpejski zapadł jeszcze w czerwcu. Głównym celem na 7 dni w Alpach dla mnie i Marcina stał się Weisshorn (4505 m). Szczyt trudny do zdobycia ze względu

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

Alpejskie przełęcze. Wyprawa motocyklowa przez Austrię, Włochy, Szwajcarię Biuro podróży Papagayo. 2014 ALPEJSKIE PRZEŁĘCZE

Alpejskie przełęcze. Wyprawa motocyklowa przez Austrię, Włochy, Szwajcarię Biuro podróży Papagayo. 2014 ALPEJSKIE PRZEŁĘCZE Alpejskie przełęcze Wyprawa motocyklowa przez Austrię, Włochy, Szwajcarię Biuro podróży Papagayo. 2014 $1 Najsłynniejsze alpejskie przełęcze na motocyklu Grossglocker - Passo Falzarego - Passo di Stelvio

Bardziej szczegółowo

TRAVEL COACHING. WYSPY KANARYJSKIE

TRAVEL COACHING. WYSPY KANARYJSKIE Będąc szczęśliwym jesteś niemal jak słońce emanujesz wewnętrznym ciepłem i energią. Blask, który się z Ciebie emanuje ma moc oświetlenia wszystkich ścieżek, którymi chcesz pójść. Czasami jednak boisz się

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY PIERWSZAK

BEZPIECZNY PIERWSZAK BEZPIECZNY PIERWSZAK BEZPIECZEŃSTWO W DRODZE DO SZKOŁY Codziennie rano wyruszasz w drogę do szkoły i codziennie wracasz do domu. Niezależnie od tego, w jaki sposób pokonujesz tę trasę - ważne, byś poznał

Bardziej szczegółowo

Podróże małe i duże. Wyjazd: 9 sierpnia ( niedziela), spod Ośrodka Kultury w Wiśniowej o godz. 5.30. Powrót ok.22-23.00.

Podróże małe i duże. Wyjazd: 9 sierpnia ( niedziela), spod Ośrodka Kultury w Wiśniowej o godz. 5.30. Powrót ok.22-23.00. Tatry Słowackie po raz drugi czemu nie? Podróże małe i duże Tym razem z bagażem cennych doświadczeo ruszamy na Stary Smokovec, by stamtąd zacząd wędrówkę po wysokogórskich malowniczych szlakach i dotrzed

Bardziej szczegółowo

UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY. SPRAWDZIAN PRÓBNYW SZÓSTEJ KLASIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ Ferie zimowe w górach

UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY. SPRAWDZIAN PRÓBNYW SZÓSTEJ KLASIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ Ferie zimowe w górach UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY KOD UCZNIA DATA URODZENIA UCZNIA dzień miesiąc rok miejsce na naklejkę z kodem Informacje dla ucznia SPRAWDZIAN PRÓBNYW SZÓSTEJ KLASIE SZKOŁY PODSTAWOWEJ Ferie zimowe w górach

Bardziej szczegółowo

Centralna Komisja Egzaminacyjna Arkusz zawiera informacje prawnie chronione do momentu rozpoczęcia sprawdzianu. UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY

Centralna Komisja Egzaminacyjna Arkusz zawiera informacje prawnie chronione do momentu rozpoczęcia sprawdzianu. UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY Układ graficzny CKE 2010 Centralna Komisja Egzaminacyjna Arkusz zawiera informacje prawnie chronione do momentu rozpoczęcia sprawdzianu. KOD UCZNIA UZUPEŁNIA ZESPÓŁ NADZORUJĄCY PESEL miejsce na naklejkę

Bardziej szczegółowo

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom.

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. Mogą to być koty: Gdyby również zaszła taka potrzeba zaopiekowalibyśmy się

Bardziej szczegółowo

8 marzeń w 8 dni. Dzień 4 Zdrowie, sport, ciało. Weź udział w całym szkoleniu

8 marzeń w 8 dni. Dzień 4 Zdrowie, sport, ciało. Weź udział w całym szkoleniu 8 marzeń w 8 dni Dzień 4 Zdrowie, sport, ciało Weź udział w całym szkoleniu Obszar życia: Zdrowie, sport, ciało Moje efekty końcowe to: 1. Zdrowie i witalność 2. Aktywność fizyczna 3. Wysportowane, jędrne,

Bardziej szczegółowo

PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013

PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013 PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013 Poniedziałek był naszym pierwszym dniem w szkole partnerskiej (przylecieliśmy w niedzielę wieczorem). Uczniowie z pozostałych krajów jeszcze nie dojechali, więc był to bardzo

Bardziej szczegółowo

Witajcie, jak co roku, podaję terminy zaplanowanych wyjazdów wypoczynkowych i zapraszam

Witajcie, jak co roku, podaję terminy zaplanowanych wyjazdów wypoczynkowych i zapraszam Wyjazdy sezon 2016 Witajcie, jak co roku, podaję terminy zaplanowanych wyjazdów wypoczynkowych i zapraszam Wszystkim, którzy mają ochotę z nami się wybrać podaję informacje wyjaśniające: -nasze wyjazdy

Bardziej szczegółowo

Temat: Wybieramy się na wycieczkę w góry

Temat: Wybieramy się na wycieczkę w góry Temat: Wybieramy się na wycieczkę w góry 1. Góry na mapie Polski Zadanie 1. Przyjrzyj się zdjęciu i opisz krajobraz na nim przedstawiony. Pytania pomocnicze: Jakie jest ukształtowanie terenu? Jaka to pora

Bardziej szczegółowo

Witajcie, Czy masz lat 40, czy tylko 4 chodź codziennie na spacery

Witajcie, Czy masz lat 40, czy tylko 4 chodź codziennie na spacery Witajcie, Jestem Rybek, maskotka Rybnika - pięknego miasta położonego na Górnym Śląsku. Jestem taką dziwną rybką, która nie lubi pływać, tylko chodzić. Dużo spaceruję, jeżdżę na rowerze i na hulajnodze,

Bardziej szczegółowo

Comenius wyjazd do Włoch. Jagoda Kazana 6a Alicja Rotter 6a

Comenius wyjazd do Włoch. Jagoda Kazana 6a Alicja Rotter 6a Comenius wyjazd do Włoch Jagoda Kazana 6a Alicja Rotter 6a Spis treści: Przylot Przylot Dzień w szkole Nasi gospodarze rozpoczynali lekcje o godz. 8.00. My uczestniczyliśmy w dwóch lekcjach: plastyce i

Bardziej szczegółowo

KILIMANJARO EXPEDITION 2012

KILIMANJARO EXPEDITION 2012 KILIMANJARO EXPEDITION 2012 OPIS PROJEKTU Celem projektu jest pokazanie osobom, które dowiadują się o chorobie, że raka można pokonać i wrócić do normalnego życia, życia pełnego pasji i marzeń. W tym roku

Bardziej szczegółowo

Psychologia gracza giełdowego

Psychologia gracza giełdowego Psychologia gracza giełdowego Grzegorz Zalewski DM BOŚ S.A. Hipoteza rynku efektywnego 2 Ceny papierów wartościowych w pełni odzwierciedlają wszystkie dostępne informacje. Hipoteza rynku efektywnego (2)

Bardziej szczegółowo

Poszukiwanie skarbu. Liczba osób: 1 + 1. Opis

Poszukiwanie skarbu. Liczba osób: 1 + 1. Opis Poszukiwanie skarbu Liczba osób: 1 + 1. Opis Na dworze, w różnych miejscach (drzewa, krzaki, kamienie, kępki trawy), chowamy jakiś przedmiot. Zależnie od naszych intencji może to być rzecz znana dziecku,

Bardziej szczegółowo

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania.

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania. Tytuł: Marzenie Franka Kupki Tekst: Anna Cwojdzińska Ilustracje: Aleksandra Bugajewska Wydanie I, lipiec 2012 Text copyright Anna Cwojdzińska Illustration copyright Aleksandra Bugajewska Uprzejmie prosimy

Bardziej szczegółowo

Ziemia. Modlitwa Żeglarza

Ziemia. Modlitwa Żeglarza Ziemia Ziemia, którą mi dajesz, nie jest fikcją ani bajką, Wolność którą mam w Sobie Jest Prawdziwa. Wszystkie góry na drodze muszą, muszą ustąpić, Bo wiara góry przenosi, a ja wierzę Tobie. Ref: Będę

Bardziej szczegółowo

Trochę informacji Na początek

Trochę informacji Na początek Betty Book Foto Rozdział 1 Wstęp Fotografia jest sztuką, która nie ustępuje niczym malarstwu i innym dziedzinom sztuk pięknych. Tak jak malarz ma nieskończone możliwości używania barw i technik malarskich,

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

OBÓZ TURYSTYKI AKTYWNEJ KAJAKOWY /kajakowo pieszo - rowerowy/ 01.07.2014-05.07.2014.

OBÓZ TURYSTYKI AKTYWNEJ KAJAKOWY /kajakowo pieszo - rowerowy/ 01.07.2014-05.07.2014. OBÓZ TURYSTYKI AKTYWNEJ KAJAKOWY /kajakowo pieszo - rowerowy/ 01.07.2014-05.07.2014. ROZPOCZĘCIE OBOZU Zdjęcie: panorama Ślemienia TERMIN : 01.07.2014 (wtorek) godzina 9:00 MIEJSCE : Schronisko Młodzieżowe

Bardziej szczegółowo

Mieć świetną prace to wyczyn, zwłaszcza po Wydziale Wiertniczym;)

Mieć świetną prace to wyczyn, zwłaszcza po Wydziale Wiertniczym;) Katarzyna Niepewny Schlumberger, Mieć świetną prace to wyczyn, zwłaszcza po Wydziale Wiertniczym;) Świeci słońce, zrobiło się naprawdę upalnie, a my prażymy się w kombinezonach. Zaraz zaczniemy pompować

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy.

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy. Zając wychodził z siebie ze złości i krzyczał: Biegniemy jeszcze raz, jeszcze raz wkoło! Nie ma sprawy, odparł jeż, Ile razy masz ochotę. Biegał więc zając siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle dotrzymywał

Bardziej szczegółowo

WSPÓLNE PLANOWANIE WYPRAWA ROWEROWA

WSPÓLNE PLANOWANIE WYPRAWA ROWEROWA WSPÓLNE PLANOWANIE WYPRAWA ROWEROWA Majowego popołudnia spotkała się grupa przyjaciół, by zaplanować wspólną wycieczkę rowerową. Doszło do żywej wymiany zdań na temat trasy, programu i czasu trwania wyprawy.

Bardziej szczegółowo

Sprawdzony przepis na udane wakacje

Sprawdzony przepis na udane wakacje Sprawdzony przepis na udane wakacje Po dziesięciu miesiącach ciężkiej pracy i stresów nadchodzi tak wyczekiwany przez wszystkich uczniów czas WAKACJE. Będzie to czas zabawy i nowych, wspaniałych przeżyć.

Bardziej szczegółowo

Pod hiszpańskim niebem

Pod hiszpańskim niebem Pod hiszpańskim niebem 7 dni z Erasmusem ciężko jest z całego pobytu na stypendium opisać tylko siedem dni moja erasmusowa przygoda trwała ich dokładnie sto dziewięćdziesiąt sześć i każdy z tych dni był

Bardziej szczegółowo

Gra planszowa dla 2 5 graczy w wieku powyżej 4 lat

Gra planszowa dla 2 5 graczy w wieku powyżej 4 lat ZAWARTOŚĆ PUDEŁKA: 1 plansza 1 dwunastościenna kostka 36 kartoników ze zdjęciami potwora Nessie 1 woreczek 12 figurek fotografów (3 żółte, 3 czerwone, 2 niebieskie, 2 czarne i 2 zielone) 1 figurka potwora

Bardziej szczegółowo

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą DZIEŃ BEZ CIEBIE Dzień bez Ciebie Dzień bez Ciebie jakoś tak szary to brak mej części i mało widzę co istnieje najpiękniej gdy nie błyszczą Twe słowa tylko przy Tobie nie wiem czy się martwić to myśli

Bardziej szczegółowo

Warszawskie Ferie Civea, Włochy 30.01. 06.02.2016 06.02. 13.02.2016

Warszawskie Ferie Civea, Włochy 30.01. 06.02.2016 06.02. 13.02.2016 Warszawskie Ferie Civea, Włochy 30.01. 06.02.2016 06.02. 13.02.2016 Zapraszamy Państwa serdecznie na wyjazd narciarski z Fabryką Sportu. Miejsce: Civea/Val Di Fiemme/Dolomity/Włochy Termin: 30.01.2016

Bardziej szczegółowo

Temat: Piękno Tatr i ich stolicy czym charakteryzują się górskie krajobrazy?

Temat: Piękno Tatr i ich stolicy czym charakteryzują się górskie krajobrazy? Scenariusz zajęć nr 106 Temat: Piękno Tatr i ich stolicy czym charakteryzują się górskie krajobrazy? Cele operacyjne: Uczeń: podaje elementy krajobrazu górskiego - góry utworzone ze skał, brak roślinności

Bardziej szczegółowo

,,Opowieści ze szlaku. Kacper Werla

,,Opowieści ze szlaku. Kacper Werla ,,Opowieści ze szlaku Kacper Werla Postanowione. Jedziemy z mamą na trzydniową wycieczkę w Karkonosze! Naszą wędrówkę rozpoczynamy w Szklarskiej Porębie. Idziemy czerwonym szlakiem, mijając Wodospad Kamieńczyka

Bardziej szczegółowo

Wysokościomierz barometr BKT 381/ B 381. Instrukcja obsługi. Nr produktu: 860028

Wysokościomierz barometr BKT 381/ B 381. Instrukcja obsługi. Nr produktu: 860028 Wysokościomierz barometr BKT 381/ B 381 Instrukcja obsługi Nr produktu: 860028 1.0 Wprowadzenie Gratulujemy zakupu wysokościomierza i barometru MINGLE Sunartis. Dzięki temu najwyższej jakości urządzeniu

Bardziej szczegółowo

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom.

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. W rodzinie wszystko się mieści Miłość i przyjaźń zawiera Rodzina wszystko oddaje Jak przyjaźń drzwi otwiera. Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. 1 Opracowanie: Anna Polachowska Korekta: Anna

Bardziej szczegółowo

Scenariusz przedstawienia Galimatias z miesiącami

Scenariusz przedstawienia Galimatias z miesiącami Scenariusz przedstawienia Galimatias z miesiącami Scena pierwsza: Na scenie znajdują się postaci Miesięcy. Stoją w różnych miejscach, w złej kolejności. Gestami i mimiką twarzy wyraźnie okazują zdezorientowanie.

Bardziej szczegółowo

Bieszczady i nietylko w 5 dni :) Autor (źródło): Danuta Orzołek wtorek, 10 lipca 2012 10:46 - Poprawiony wtorek, 10 lipca 2012 12:58

Bieszczady i nietylko w 5 dni :) Autor (źródło): Danuta Orzołek wtorek, 10 lipca 2012 10:46 - Poprawiony wtorek, 10 lipca 2012 12:58 Jest 6 lipca 2012 r., autokar na parkingu, wyjazd 6 00. Przystanek końcowy późne popołudnie w Solinie. Zatrzymaliśmy się w jednym z ośrodków wypoczynkowych, gdzie nocowaliśmy przez cały czas pobytu. Zaskoczyła

Bardziej szczegółowo

SPŁYW KAJAKOWY RADUNIĄ

SPŁYW KAJAKOWY RADUNIĄ AKTYWNIE NA WODZIE SPŁYWY KAJAKOWE SPŁYW KAJAKOWY RADUNIĄ Ten jednodniowy spływ kajakowy na odcinku od Ostrzyc do Kiełpina jest idealną propozycją na aktywne spędzenie czasu w pięknym otoczeniu Kaszub.

Bardziej szczegółowo

Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły.

Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły. Scenariusz 6 Temat: Bezpieczna droga do szkoły. Cel zajęć: Kształcenie nawyku właściwego zachowania się w ruchu drogowym oraz utrwalenie podstawowych zasad poruszania się po drogach. Przebieg zajęć: 1.Zajęcia

Bardziej szczegółowo

dla Styczeń 2015 Alpe Di Siusi Rodzinny obóz narciarsko-snowboardowy

dla Styczeń 2015 Alpe Di Siusi Rodzinny obóz narciarsko-snowboardowy dla Styczeń 2015 Alpe Di Siusi Rodzinny obóz narciarsko-snowboardowy 300 dni słonecznych w roku 176 km tras zjazdowych oraz 60 km tras biegowych położonych na wysokości od 1800 do 2200 m npm region obsługuje

Bardziej szczegółowo

Zadania na styczeń/luty

Zadania na styczeń/luty Zadania na styczeń/luty Tekst do zadań 1 2 Poranek. Z radia dobiega miły głos spikera: Jest godzina szósta piętnaście. Mamy kolejny dzień zimy. Temperatura powietrza 5 C, ale w godzinach popołudniowych

Bardziej szczegółowo

Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215. Wiersze. Tadeusz Kantor. http://rcin.org.pl

Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215. Wiersze. Tadeusz Kantor. http://rcin.org.pl Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215 Tadeusz Kantor Tadeusz KANTOR Alaube żeby tylko ta chwila szczególna nie uleciała, jest przed świtem godzina 4 ta nad ranem - ta szczególna chwila, która jest w ą t i

Bardziej szczegółowo

Dolomity latem 2014. Dolomity #1

Dolomity latem 2014. Dolomity #1 Dolomity latem 2014 W tym roku postanowiliśmy zrezygnować z jednego dłuższego wyjazdu na rzecz dwóch krótszych. Termin pierwszego z nich ustaliliśmy na tydzień na przełomie lipca/sierpnia, termin drugiego

Bardziej szczegółowo

OPIS TRASY. długość trasy. czas jazdy z odpoczynkami. czas jazdy bez odpoczynku. dostępność dla typu roweru. trudność kondycyjna. trudność techniczna

OPIS TRASY. długość trasy. czas jazdy z odpoczynkami. czas jazdy bez odpoczynku. dostępność dla typu roweru. trudność kondycyjna. trudność techniczna OPS TRASY długość trasy czas jazdy bez odpoczynku czas jazdy z odpoczynkami dostępność dla typu roweru trudność techniczna trudność kondycyjna 21,7 km 2 h 3h i 30 min trekingowy łatwa górski dla każdego

Bardziej szczegółowo

DZIAŁANIA PROMUJĄCE POSTAWY PROEKOLOGICZNE W NASZYM PRZEDSZKOLU

DZIAŁANIA PROMUJĄCE POSTAWY PROEKOLOGICZNE W NASZYM PRZEDSZKOLU DZIAŁANIA PROMUJĄCE POSTAWY PROEKOLOGICZNE W NASZYM PRZEDSZKOLU Moja planeta jest całkiem nie z tej ziemi Moja planeta nie ma ceny W swojej pracy dokładamy wszelkich starań, by dzieci uczęszczające do

Bardziej szczegółowo

BIG DAY. Teksty do utworów z albumu: www.bigday.pl

BIG DAY. Teksty do utworów z albumu: www.bigday.pl BIG DAY Teksty do utworów z albumu: 6 Wszelkie prawa zastrzeżone ZAIKS/BIEM 2002/2003 www.bigday.pl Jedyna taka noc Taka noc jest tylko raz Właśnie dzisiaj obok nas Możesz być tą jedną z gwiazd Możesz

Bardziej szczegółowo

Cavalese, Włochy 27.02. 05.03.2016

Cavalese, Włochy 27.02. 05.03.2016 Cavalese, Włochy 27.02. 05.03.2016 Zapraszamy Państwa serdecznie na wyjazd narciarski z Fabryką Sportu. Miejsce: Castello Di Fiemme /Cavalese /Val Di Fiemme/Dolomity/Włochy Termin: 27.02.2016 05.03.2016

Bardziej szczegółowo

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD K A T A R Z Y N A O R K I S Z S T O W A R Z Y S Z E N I E N A R Z E C Z D Z I E C I Z N A D P O B U D L I W O Ś C I Ą P S Y C H O R U C H O W Ą Moment narodzenia

Bardziej szczegółowo

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca Autor wiersza: Anna Sobotka PATRON Każdy patron to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie Pani Ania. Mądra, dobra i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca uszczęśliwić mnie umiała. Myśli moje do Niej

Bardziej szczegółowo

Wywiady. Pani Halina Glińska. Tancerka, właścicielka sklepu Just Dance z akcesoriami tanecznymi

Wywiady. Pani Halina Glińska. Tancerka, właścicielka sklepu Just Dance z akcesoriami tanecznymi Wywiady Pani Aleksandra Machnikowska Przedsiębiorca od 2009 roku, najpierw w spółce cywilnej prowadziła sklep Just Dance. Od 2012 roku prowadzi restaurację EL KAKTUS. W styczniu 2014 restauracja EL KAKTUS

Bardziej szczegółowo

Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl. Konspekt szkółki niedzielnej propozycja Ostatnia niedziela po Epifanii

Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl. Konspekt szkółki niedzielnej propozycja Ostatnia niedziela po Epifanii Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl Konspekt szkółki niedzielnej propozycja Ostatnia niedziela po Epifanii Główna myśl: Pan Jezus nie chce żebyś się bał(-a) Tekst: Mt 17,1-9 Przemienienie Jezusa

Bardziej szczegółowo

ALPEN TOUR Biuro Turystyczne - Agent info@alpentour.pl, www.alpentour.pl 22/425-92-26, 691-032-018

ALPEN TOUR Biuro Turystyczne - Agent info@alpentour.pl, www.alpentour.pl 22/425-92-26, 691-032-018 MAGIA LAPONII DZIEWICZEJ KRAINY ZA KOŁEM POLARNYM Laponia jest ziemią Saamów, którzy osiedlili się tutaj 7000 lat temu. Ten lud, początkowo żyjący z rybactwa i łowiectwa, w XVIII w. udomowił renifery i

Bardziej szczegółowo

ZASADY GRY NAJCZĘSCIEJ GRYWANA GRA LICZBOWA NA ŚWIECIE DLA CAŁEJ RODZINY

ZASADY GRY NAJCZĘSCIEJ GRYWANA GRA LICZBOWA NA ŚWIECIE DLA CAŁEJ RODZINY 12355541 Rummikub ZASADY GRY NAJCZĘSCIEJ GRYWANA GRA LICZBOWA NA ŚWIECIE DLA CAŁEJ RODZINY Dla 2 4 graczy w wieku od 7 lat Zawartość opakowania: 104 kostki do gry, ponumerowane od 1 do 13, w czterech kolorach

Bardziej szczegółowo

Jak rozpoczynać każdy dzień jako Zwycięzca?

Jak rozpoczynać każdy dzień jako Zwycięzca? 8 SPOSOBÓW Jak rozpoczynać każdy dzień jako Zwycięzca? Zacznij dzień jako zwycięzca i stań się zwycięzcą! KRZYSZTOF JANKOWSKI Co charakteryzuje zwycięzcę? Zwycięzcy mają zwyczaj kreowania pozytywnych oczekiwań

Bardziej szczegółowo

Ilość dni: 3 lub 5. Obszar geograficzny: Mazury Zachodnie. Pory roku: wiosna, lato, jesień, zima JAK MAZURY TO TYLKO ZACHODNIE!

Ilość dni: 3 lub 5. Obszar geograficzny: Mazury Zachodnie. Pory roku: wiosna, lato, jesień, zima JAK MAZURY TO TYLKO ZACHODNIE! Mazury Zachodnie i kulinaria Ilość dni: 3 lub 5 Obszar geograficzny: Mazury Zachodnie Pory roku: wiosna, lato, jesień, zima JAK MAZURY TO TYLKO ZACHODNIE! Ten pakiet proponujemy wszystkim poszukiwaczom

Bardziej szczegółowo

TRENING BIEGOWY. Przykładowy pierwszy tydzień treningowy mógłby wyglądać następująco:

TRENING BIEGOWY. Przykładowy pierwszy tydzień treningowy mógłby wyglądać następująco: TRENING BIEGOWY Pierwszym krokiem przed rozpoczęciem treningu biegowego jest przeprowadzenie wstępnych badań lekarskich, aby przekonać się czy nie ma jakichkolwiek przeciwwskazań zdrowotnych do uprawiania

Bardziej szczegółowo

Ważne daty w czerwcu

Ważne daty w czerwcu Czerwiec 2016 PISEMKO ŚWIETLICY SZKOLNEJ SP 109 IM. BATALIONÓW CHŁOPSKICH W WARSZAWIE Witajcie to już ostatni numer naszej świetlicowej gazetki w tym roku szkolnym. Zapraszamy do lektury. Miłej zabawy!

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Z kilkoma przerwami zdobywamy Kostrzycę i o 16.30 schodzimy na dół do Kraśnika. Z Kraśnika na kwaterę przywozi nas kolejny dość ekstremalny pojazd.

Z kilkoma przerwami zdobywamy Kostrzycę i o 16.30 schodzimy na dół do Kraśnika. Z Kraśnika na kwaterę przywozi nas kolejny dość ekstremalny pojazd. CZARNOHORA 2012 Wyjazd w Czarnohorę planowaliśmy od przeszło roku. W końcu po zebraniu grupy postanowiłem wyszukać odpowiedni nocleg oraz środki transportu. Termin ustaliliśmy na początek sierpnia 2012

Bardziej szczegółowo

Działanie nr 7 - druga wymiana.

Działanie nr 7 - druga wymiana. Realizacja projektu "MAM PRAWO! Transfer nowoczesnych programów i metod terapii i edukacji dzieci i młodzieży niepełnosprawnej do Centrum dla dzieci niepełnosprawnych ORIONI w Zestafoni" Działanie nr 7

Bardziej szczegółowo

Zapewne wasz trzylatek właśnie rozpocznie lub rozpoczął edukację przedszkolną, która wiąże się z pewnymi trudnościami dodatkowymi emocjami.

Zapewne wasz trzylatek właśnie rozpocznie lub rozpoczął edukację przedszkolną, która wiąże się z pewnymi trudnościami dodatkowymi emocjami. Współczesne przedszkola są otwarte na potrzeby rodziców i dzieci, dlatego też podejmują wiele inicjatyw i działań własnych, których celem jest podnoszenie jakości pracy placówki, a co za tym idzie podniesienie

Bardziej szczegółowo

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku I Komunia Święta Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku Ktoś cię dzisiaj woła, Ktoś cię dzisiaj szuka, Ktoś wyciąga dzisiaj swoją dłoń. Wyjdź Mu na spotkanie Z miłym powitaniem, Nie lekceważ znajomości

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

NARTY SŁOWENIA: BLED-KRVAVEC, VOGEL, KRANSKA GORA

NARTY SŁOWENIA: BLED-KRVAVEC, VOGEL, KRANSKA GORA 1 NARTY SŁOWENIA: BLED-KRVAVEC, VOGEL, KRANSKA GORA 7 dni, SKIPASS, śniadania, obiadokolacje, dojazd własny 3-9 stycznia 2016 r. 10-16 stycznia 2016 r. 17 23 stycznia 2016 r. 24 30 stycznia 2016 r. 31

Bardziej szczegółowo

ZIMOWE WARSZTATY ARTYSTYCZNE. CHOCHOŁÓW 16 23 stycznia 2016

ZIMOWE WARSZTATY ARTYSTYCZNE. CHOCHOŁÓW 16 23 stycznia 2016 ZIMOWE WARSZTATY ARTYSTYCZNE CHOCHOŁÓW 16 23 stycznia 2016 PROGRAM WARSZTATÓW ARTYSTYCZNYCH Organizator: Młodzieżowy Dom Kultury- Dom Harcerza 30-059 Kraków, ul. Reymonta 18 Miejsce: Ośrodek szkolno- wypoczynkowy

Bardziej szczegółowo

Working holiday Kreta 2013

Working holiday Kreta 2013 Working holiday Kreta 2013 Drogi studencie, jeżeli kiedykolwiek zastanawiałeś się nad pracą za granicą, która pozwoli Ci w zdobyciu doświadczenia i rozwoju Twoich umiejętności społecznych, a także przyniesie

Bardziej szczegółowo

Przewodnik dla wyjeżdzających na studia do Lizbony w ramach programu Erasmus+

Przewodnik dla wyjeżdzających na studia do Lizbony w ramach programu Erasmus+ Przewodnik dla wyjeżdzających na studia do Lizbony w ramach programu Erasmus+ Adam Adrianowski Wymiana w roku akademickim 2013/2014 (semestr letni) Civil Engineering Uczelnia Instituto Politécnico de Lisboa

Bardziej szczegółowo

R E L A C J A 1 0 / 2 0 1 4

R E L A C J A 1 0 / 2 0 1 4 Tytuł: Ciągnie wilka do lasu. Autor: Szubi / MT 167 Termin: 19.04.2014 Dystans: 307 km R E L A C J A 1 0 / 2 0 1 4 S E Z O N 2014 Trasa: Baza => Ostrava => Prerov => Tyn nad Becvou => Zamek HELFSZTYN =>

Bardziej szczegółowo

CHORWACJA HOTEL DUBRAVKA *** nasza propozycja na Lato 2016

CHORWACJA HOTEL DUBRAVKA *** nasza propozycja na Lato 2016 CHORWACJA HOTEL DUBRAVKA *** nasza propozycja na Lato 2016 Hotel Dubravka *** Hotel Dubravka *** Atuty oferty Atrakcyjna oferta cenowa hotelu. Położony tuż przy złocistej plaży z długim wybrzeżem oraz

Bardziej szczegółowo

Kamila Kobylarz. A oto wyróżnione prace i kilka ciekawych opracowań: Wesołych Świąt

Kamila Kobylarz. A oto wyróżnione prace i kilka ciekawych opracowań: Wesołych Świąt Uczniowie klas 4-6 wykonali kartki świąteczne techniką komputerową, a do tego opisywali krótko czym dla nich jest MAGIA ŚWIĄT Nagrodzono 2 prace: Kamili Kobylarz i Zuzanny Madejskiej gratulujemy A oto

Bardziej szczegółowo

Reportaż ze szkolenia w CERN w Genewie, 11 17.04.2010 r.

Reportaż ze szkolenia w CERN w Genewie, 11 17.04.2010 r. Reportaż ze szkolenia w CERN w Genewie, 11 17.04.2010 r. Do CERN wyruszyliśmy z parkingu Instytutu Fizyki Uniwersytetu Śląskiego, który był organizatorem tego bardzo interesującego dla fizyków wyjazdu.

Bardziej szczegółowo

8 + 66 =.. 48 + 20 =... 35 + 46 =... 53 7 =... 89 50 =... 72 58 =...

8 + 66 =.. 48 + 20 =... 35 + 46 =... 53 7 =... 89 50 =... 72 58 =... Matematyka test dla uczniów klas trzecich szkół podstawowych w roku szkolnym 2011/2012 Etap szkolny (60 minut) Ryzyko dysleksji [suma punktów].... Imię i nazwisko Klasa 1. Oblicz. 8 + 66 =.. 48 + 20 =...

Bardziej szczegółowo

Jakieś 12 godzin później dotarliśmy do miasta Darwin w Australii. Zostaliśmy tam 2 dni, dlatego że byliśmy zmęczeni i potrzebowaliśmy odpoczynku.

Jakieś 12 godzin później dotarliśmy do miasta Darwin w Australii. Zostaliśmy tam 2 dni, dlatego że byliśmy zmęczeni i potrzebowaliśmy odpoczynku. Dnia 24 września 1984 roku postanowiłam wyruszyć w podróż. Ustaliłam z moją załogą, że przyjmiemy nowego majtka do sprzątania pokładu. Po 2 dniach zgłosił się do nas pewien chłopak. Miał 14 lat. Nie przedstawił

Bardziej szczegółowo

Informacje dla uczestników warsztatów oczyszczających z jogą 21.08-23.08.2015

Informacje dla uczestników warsztatów oczyszczających z jogą 21.08-23.08.2015 Informacje dla uczestników warsztatów oczyszczających z jogą 21.08-23.08.2015 Zapraszamy na warsztaty z jogą leczniczą wg S.Sivanandy połączone z zabiegami oczyszczającymi oraz dietą ayurvedyjską. To wspaniała

Bardziej szczegółowo

WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM

WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM Jednym z najlepszych litewskich i światowych siłaczy. Wielokrotnym Wicemistrzem i Drugim Wicemistrzem Litwy Strongman, drużynowym Mistrzem Świata Par Strongman 2007, drużynowym

Bardziej szczegółowo

Taniec pogrzebowy. Autor: Mariusz Palarczyk. Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: WOJTEK(19 lat) i ANDRZEJ,(55 lat) który pali papierosa

Taniec pogrzebowy. Autor: Mariusz Palarczyk. Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: WOJTEK(19 lat) i ANDRZEJ,(55 lat) który pali papierosa Taniec pogrzebowy Autor: Mariusz Palarczyk Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: (19 lat) i,(55 lat) który pali papierosa Spogląda na puste miejsce na trumnę Szefie, tutaj? Ta, tutaj. Rzuca papierosa

Bardziej szczegółowo

STUDENCKI KLUB PRZODOWNIKÓW TURYSTYKI GÓRSKIEJ KOŁO NR 23 PRZY ODDZIALE MIĘDZYUCZELNIANYM PTTK W WARSZAWIE. ABC turystyki

STUDENCKI KLUB PRZODOWNIKÓW TURYSTYKI GÓRSKIEJ KOŁO NR 23 PRZY ODDZIALE MIĘDZYUCZELNIANYM PTTK W WARSZAWIE. ABC turystyki STUDENCKI KLUB PRZODOWNIKÓW TURYSTYKI GÓRSKIEJ KOŁO NR 23 PRZY ODDZIALE MIĘDZYUCZELNIANYM PTTK W WARSZAWIE materiały szkoleniowe szkoleniowe Kursu Organizatora Turystyki PTTK Rafał Kwatek październik 2007

Bardziej szczegółowo

Sprawozdanie z wycieczki nr 3 Szkolnego Koła Turystyki Aktywnej Hornfelsy

Sprawozdanie z wycieczki nr 3 Szkolnego Koła Turystyki Aktywnej Hornfelsy 26 października odbyła się kolejna wycieczka Szkolnego Koła Turystyki Aktywnej Hornfelsy Jelenia Góra Wojanów Sokolik(642 m) Krzyżna (654 m) - schr. Szwajcarka Trzcińsko Jelenia Góra. Zbiórka uczestników

Bardziej szczegółowo