Dom cudów. Matthew Bateson: A rebel with a cause. Emerytura w Wielkiej Brytanii. Czy mennonitom wolno nosić guziki? Krystyna Prońko w Jazz Cafe»21

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "Dom cudów. Matthew Bateson: A rebel with a cause. Emerytura w Wielkiej Brytanii. Czy mennonitom wolno nosić guziki? Krystyna Prońko w Jazz Cafe»21"

Transkrypt

1 London 28 February 12 March (161) Free Issn reportaż»7 Dom cudów Michał sędzikowski: Dzień po tym, gdy Krzysztof dołączył do AA, rankiem jego telefon nie przestawał dzwonić. Ludzie, których poznał poprzedniego dnia, pytali go o jego samopoczucie i czy czegoś nie potrzebuje. In FoCus»14-15 Matthew Bateson: A rebel with a cause Joanna Mackiewicz-Gemes: The émigrés problem is that they belong nowhere, they missed the boat totally. Communist Poland disowned them and Britain marginalized them. Czas to PIenIądz»18 Emerytura w Wielkiej Brytanii Krzysztof Krupecki: Jak w kontekście świadczeń, które przysługują nam w rodzimym kraju, kształtują się możliwości spędzenia jesieni życia na Wyspach? PytanIa obieżyświata»21 Czy mennonitom wolno nosić guziki? Włodzimierz Fenrych: Emigrowali do Ameryki, przede wszystkim do Pensylwanii Są tam natychmiast rozpoznawalni, bowiem zasada prostoty życia powoduje, że noszą oni własnoręcznie szyte ubrania o tradycyjnym kroju, jakby żywcem wzięte z innej epoki. Krystyna Prońko w Jazz Cafe»21 Zahaczającą o politykę, a jednocześnie pełną wyważonego humoru poezję zaprezentował Wiesław B. Bołtryk Kawałek podłogi Takiego święta poezji polski Londyn nie widział od lat. Poezji młodej. Niekoniecznie wiekiem, przede wszystkim jeśli chodzi o świeżość spojrzenia. Poezji zróżnicowanej. Zarówno formalnie, jak i pod względem poziomu. Poezji recytowanej, śpiewanej..., a także tej bez słów: zagranej. Na fortepianie, gitarze, bębenkach. Trafiającej do odbiorcy na równi z czytanymi wersami. Mój JESTEM kawałek podłogi zjednoczył wrażliwych na poezję ludzi i, miejmy nadzieję, pchnął na nowy tor polską literaturę nad Tamizą.»3 Dla czytelników Nowego Czasu mamy cztery bilety. Aby wziąć udział w losowaniu prosimy wysłać z imieniem i nazwiskiem oraz adresem i numerem telefonu do 15 marca na adres: z hasłem Prońko.

2 2 28 lutego 2011 nowy czas Największą mądrością jest czas, wszystko ujawni. Tales z Miletu niedziela, 27 LuteGo, anastazji, GabRieLa 1990 Polska i Izrael ponownie nawiązały stosunki dyplomatyczne zerwane wcześniej w 1968 roku. PonieDziałek, 28 LuteGo, MakaReGo, RoMana 1991 Stany Zjednoczone zawarły rozejm z Irakiem w wojnie w Zatoce Perskiej. Irak zobowiązał się zastosować do rezolucji ONZ w sprawie Kuwejtu i nakazał swoim oddziałom przerwanie ognia. WtoRek, 1 MaRCa, albina, antoniny 1950 Premiera filmu Koralowy pałac, pierwszego w historii kolorowego filmu kręconego pod wodą Waldemar Pawlak ustąpił ze stanowiska premiera rządu polskiego.. ŚRoDa, 2 MaRCa, PaWła, HeLeny 1931 Urodził się Michaił Gorbaczow, polityk, prezydent ZSRR, inicjator pierestrojki, laureat Pokojowej Nagrody Nobla w 1990 roku Pierwszy Czech w kosmosie V. Remek. CzWaRtek, 3 MaRCa, kunegundy, HieRoniMa Urodził się Jacek Kuroń, od 1964 w opozycji do władz PRL; współzałożyciel KOR-u; współtwórca porozumień Okrągłego Stołu, od 1989 poseł na Sejm. Piątek, 4 MaRCa, kazimierza, łucji 1946 Winston Churchill użył określenia żelazna kurtyna podczas przemówienia wygłoszonego w Fulton. Zapowiedź początku zimnej wojny. sobota, 5 MaRCa, FRyDeRyka, adriana 1836 Samuel Colt zbudował pierwszy pistolet W Wielkiej Brytanii zakończyły się trwające blisko rok strajki górników; niedziela, 6 MaRCa, WiktoRa, Róży 1869 Rosyjski uczony Dmitrij Mendelejew opublikował pierwszą wersję układu okresowego pierwiastków, zwaną później Mendelejewa W większości zachodnich krajów zanotowano obecność wirusa komputerowego Michał Anioł. W Polsce nie wyrządził on poważnych szkód. PonieDziałek, 7 MaRCa, tomasza, PaWła 1941 Wykonano wyrok śmierci na Igo Symie, aktorze filmowym. Został skazany przez sąd wojskowy Polski Podziemnej za kolaborację z Niemcami Dwa dni po śmierci Stalina Katowice zmieniły swoją nazwę na Stalinogród. Nazwa ta obowiązywała do 1956 roku. WtoRek, 8 MaRCa, beaty, WinCenteGo 1910 W Kopenhadze podczas II Międzynarodowego Zjazdu Kobiet Socjalistek obwołano 8 marca Międzynarodowym Dniem Kobiet Na Uniwersytecie Warszawskim odbył się wiec studencki, który zapoczątkował tzw. wydarzenia marcowe. ŚRoDa, 9 MaRCa, FRanCiszki, katarzyny 1831 Król Francji Ludwik Filip wydał dekret o utworzeniu Legii Cudzoziemskiej Prezydent USA Ronald Reagan oficjalnie przyznał, że Stany Zjednoczone sprzedają nielegalnie broń Iranowi. CzWaRtek, 10 MaRCa, MakaReGo, CyPRiana 1952 Na Kubie przejął władzę Fulgencio Batista i obwołał się dyktatorem. Został obalony 1 stycznia 1959 roku Urodził się Juliusz Machulski, reżyser takich komedii jak Vabank, Eksmisja, Kingsajz, Killer. Piątek, 11 MaRCa, konstantego, benedykta 1985 Michaił Gorbaczow został sekretarzem generalnym KC KPZR Koniec dyktatury generała Augusto Pinocheta w Chile. Doszedł do władzy w 1974 roku w wyniku wojskowego puczu, który obalił demokratycznie wybranego prezydenta Salvadora Allende. sobota, 12 MaRCa, GRzeGoRza, bernarda 1999 Zmarł Yehudi Menuhin, amerykański skrzypek i dyrygent; jeden z najwybitniejszych wirtuozów skrzypiec XX wieku Polska została oficjalnie przyjęta do NATO. 63 King s Grove, London SE15 2NA Tel.: , RedaktoR naczelny: Grzegorz Małkiewicz Redakcja: Teresa Bazarnik Jacek Ozaist, Daniel Kowalski Alex Sławiński; WSPÓŁPRACA REDAKCYJNA: Lidia Aleksandrowicz; FelIetony: Krystyna Cywińska, Wacław Lewandowski; RySUnkI: Andrzej Krauze, Andrzej Lichota; zdjęcia: Piotr Apolinarski, Aneta Grochowska; WSpółpRaca: Małgorzata Białecka, Grzegorz Borkowski, Włodzimierz Fenrych, Tomasz Furmanek, Mikołaj Hęciak, Grażyna Maxwell, Michał Opolski, Łucja Piejko, Roma Piotrowska, Fryderyk Rossakovsky-Lloyd, Michał Sędzikowski, Wojciech Sobczyński, Agnieszka Stando dział MaRketIngU: tel./fax: , mobile: Marcin Rogoziński WydaWca: CZAS Publishers Ltd. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych reklam i ogłoszeń oraz zastrzega sobie prawo niezamieszczenia ogłoszenia. nowyczas Szanowny Panie Redaktorze, chcę pogratulować Pana gazecie Nowy Czas bardzo dobrych artykulów na różnorodne tematy. Z przyjemnością biorę do ręki Pana gazetę, bo tematy, które są poruszane interesują nie tylko mnie, ale jak wiem i polską społeczność, zwłaszcza londyńską, o której mało pisze się w innych pismach. Chociażby wiadomości o Fawley Court. Sprawa ciągnąca się od bardzo długiego czasu, przysparzająca wstyd i niesmak, zwłaszcza że dotyczy zakonu księży marianów. Jest prośba, żeby ten temat był przedstawiany również w języku polskim. Słyszę, że pewna część starej emigracji, której jest jeszcze spora liczba, nie zawsze jest zdolna wszystko zrozumieć, a co dopiero młoda, obecna emigracja, która jeszcze nie posiadła doskonale języka angielskiego. Ja osobiście stwierdzam, że artykuł w ostatnim Nowym Czasie [Who owns Fawley Court, NC, nr 3/160) jest pisany ładnym, naukowym językiem. Cieszę się także, że w Pana gazecie jest poruszana sprawa Smoleńska. Uważam, że powinno się pisać wszędzie więcej i częściej na ten temat. Rząd polski i prezydent wszelkimi sposobami starają się zminimalizować katastrofę smoleńską, co jest wręcz ośmieszjące Polskę, iż nie potrafi lub nie chce dociec prawdy niewytłumaczalnej śmierci głowy Państwa oraz wielu bardzo ważnych obywateli. Tylko ludzie nieczuli i obojętni na tak ważne sprawy Państwa Polskiego potrafią mówić, że ta sytuacja ich nudzi, co zresztą jest na rękę rządzącym w Polsce... Serdecznie pozdrawiam DANUTA SZlACheTKO Szanowna Redakcjo, pilnie śledzę artykuły związane ze skandalem wokół Fawley Court, publikowane na łamach Nowego Czasu i zauważam, że sytuacja zaczyna rozwijać się jak w niezłym kryminale. Wydaje mi się, że wszyscy w pewnym momencie zwątpiliśmy, że ta sprawa ma jakiekolwiek szanse powodzenia. Zresztą trudno się dziwić, skoro polskie organizacje działające tu od lat, będące świadkami tego, czym był Fawley Court przez całe lata dla brytyjskiej Polonii, tak łatwo przystały na dyktat księży marianów. Czy rodzi się nowa świadomość tego, jaką wartość tu zbudowaliśmy, co jest naszym dziedzictwem? Przecież nie stanowimy tu tylko bliżej nieokreślonej masy, tworzącej jedynie tanią siłę roboczą. Mamy tu swoją przeszłość!!! Czy znajdą się inni Old Boys, by walczyć o resztki polskiej spuścizny na Wyspach? Czy może Fawley Court Old Boys tak się wyspecjalizują, że staną się instytucją broniącą polskiego dziedzictwa na Wyspach Brytyjskich, by do takiego skandalu, jak Fawley Court, już nigdy nie doszło? Potrzebne nam są organizacje odpowiedzialne, którym możemy zaufać, skoro te istniejące, z dumnym słowem Polska/skie w tytule Zjedno- czeniepolskie,polskamisjakatolicka, PolskaMacierzSzkolna,StowarzyszenieKombatantówPolskich zamiast gobronić,liczątylkonamarnygrosz. Ażtrudnouwierzyć,jakzczasem wszystkie nibytuprzechowywane ideałysięzdewaluowały.aprzecież jestnastucorazwięcej,aniemniej Alezdrugiejstrony jakwidać próżnianieistnieje rodząsiętakie inicjatywy,jakfawleycourtold Boys.Nic,tylkopogratulowaćiżyczyćwytrwałościiniespożytejenergii. Tegosamegooczywiścieżyczęredakcji NowegoCzasu.Obyściesię obroniliprzedrecesją! Zpoważaniem RegiNAKRZySZTOFiAK Czas na prenumeratę Imię i Nazwisko... Adres Kod pocztowy... Tel... Liczba wydań... Prenumerata od numeru...(włącznie) Prenumeratę zamówić można na dowolny adres wukbądźteżwkrajachunii. Aby dokonać zamówienia należy wypełnić i odesłać formularz na adreswydawcywrazzzałączonym czekiem lub postal order. liczba wydań UK UE Limitowaną edycję CD+DVD Prawo do bycia idiotą wylosował Robert Wezgowiec. Gratulujemy! Nie możemy dotrzeć wszędzie. Masz trudności ze znalezieniem Nowego Czasu? Zaprenumeruj nas!!!!!! Czeki prosimy wystawiać na: CZAS PUBLISHERS LTD 63 Kings Grove London SE15 2NA

3 28 lutego 2011 nowy czas 3 czas na wyspie Kawałek podłogi dla poezji Alex Sławiński Grupa artystyczna PoEzja Londyn istnieje zaledwie od kilku miesięcy. Założona została przez ludzi stosunkowo świeżych w Londynie. Nie znających jeszcze dobrze tutejszej bohemy artystycznej Polonii. A także rządzących nią układów, zależności, sympatii, antypatii, koterii... I na dobrą sprawę sprawiających wrażenie niezbyt interesujących się specyfiką polonijnej sadzawki artystycznej. Zabagnionej, prawie wyschłej, w której tylko kilka starych żab zdaje się czuć jeszcze w miarę komfortowo. Przywieźli ze sobą powiew nowego. Oraz wiarę, że można zrobić coś konkretnego, wielkiego i sensownego. Gdy tylko ma się siły i chęć do działania. Zgromadzili ludzi o podobnym sposobie myślenia. Już sama nazwa wskazuje, że grupę interesuje przede wszystkim działanie. Zamiast szumnych Stowarzyszeń, Związków, Associations, Prezesów, Skarbników i Sekretarek jest po prostu Poezja. Bo zorganizowanie jednego chociażby wieczoru poetyckiego prezentującego poezję tworzoną tu i teraz znaczy więcej niż betonowe siedziby i błogosławieństwa ministerstw od kultury. Niedzielny wieczór, 20 lutego, był właśnie świętem słowa. Przygotowywanym długo, z wielkim trudem i dbałością o szczegół. Adam Siemieńczyk, założyciel PoEzji Londyn, spędził kilka miesięcy na organizowaniu imprezy, która przeszła do historii pod nazwą Mój JESTEM kawałek podłogi. Poznawał tutejszych artystów, nawiązywał kontakty z polskimi i brytyjskimi mediami, zapraszał gości z Polski oraz brytyjskiej prowincji (o ile reprezentowany przez Piotra Kasjasa półtoramilionowy Birmingham możemy za takową uznać)... Po to, by zaserwować zatłoczonej Jazz Cafe w POSK-u artystyczną wieczerzę na najwyższym poziomie. We wszystkich działaniach wspierała go siostra, Marta Brassart. Propagowanie sztuki i promocja artystów jest nie tylko jej pasją, ale i zawodem. Jestem przekonany, że nawet najbardziej wybredny koneser czy też krytyk poezji miał okazję znaleźć owego wieczoru coś interesującego dla siebie. Albowiem jedno, czego zabrakło owej niedzieli, to monotonii. Bo czego tam nie było Mieszały się trendy, prądy i style. Począwszy od głęboko osadzonych formalnie w klasyce tekstów Beaty Korabiowskiej (która sama często podkreśla zafascynowanie Kochanowskim). Poprzez bardzo liryczne wiersze Anny Marii Różańskiej. A także egzystencjalne utwory Romana Maciejewskiego- -Vargi i zahaczającą o politykę, a jednocześnie pełną wyważonego humoru poezję Wiesława B. Bołtryka. Skończywszy na nowatorskim, idącym z duchem czasu podejściem Artura Tomaszewskiego czy Łukasza Bieleckiego, debiutujących twórców, zafascynowanych hip-hopowym budowaniem rymu Pojawiły się też teksty poetek zrzeszonych w innych grupach: Anny Marii Mickiewicz, Dany Parys-White oraz Izy Smolarek. Wspólnie, przed tą samą publicznością, stanęli zarówno poeci uznani, o sporym dorobku literackim, jak i osoby, które dopiero rozwijają skrzydła. Niezależnie od artystycznego doświadczenia i obycia z publicznością, potrafili porwać zebranych i skłonić ich do współdziałania. Do czynnego odbioru. Liczne brawa i krzyki mówiły same za siebie. Tym właśnie ów kawałek podłogi poskowej Jazz Cafe różnił się od miękkich, cichych dywanów miejskich bibliotek, towarzyszących setkom nudnych, strupieszałych wieczorków autorskich. Swą żywiołową reakcją publiczność przebiła niejeden rockowy koncert. A skoro już jesteśmy przy tematach muzycznych płynące ze sceny dźwięki instrumentów stanowiły zarówno tło i dopełnienie wiersza, jak też w fantastyczny sposób budowały przestrzeń same w sobie. O ile poeci pokazali mistrzostwo słowa, tak Maciej Pysz i Przemysław Śledź zaprezentowali mistrzostwo gitary. Zaś Agata Rozumek, łącząc słowo (zarówno polskie, jak i angielskie) z muzyką, skradła serca publiczności. Józef Skrzek miał chyba niezłego nosa, proponując Adamowi Siemieńczykowi, że specjalnie na tę imprezę skomponuje utwór (wykonany przez znakomitą pianistkę Ulę Szczepanek). Występujący na kawałku podłogi muzycy mimo że na razie mniej od niego utytułowani swą duszą artystyczną i talentem już awansują do tej samej co on, muzycznej ligi. Wspólnego grania było tego wieczoru więcej. Do duetu: Dan Mansouri Sebastian Kwiatkowski dołączył Przemek Śledź. O ile wiem, ich wspólne granie nie było wcześniej zaplanowane. A jednak trio wypadło świetnie. Dan może po polsku nie mówi, ale za to śpiewa w naszym języku znakomicie. Liczba ponad miliona wejść na jego klipy na Youtube, mówi za siebie. W pełni zasłużył na aplauz zgotowany mu przez publiczność. O ile poeta może swoje słowa zaśpiewać, tak i muzyk często znakomicie sprawdza się w roli recytatora. Monikę Lidke znałem wcześniej jako wokalistkę. Ciężką pracą i talentem zdobywa kolejnych fanów, zarówno tu, w Londynie, jak i w Polsce oraz Francji. Spodziewałem się, że zaśpiewa coś ze swego repertuaru. Tymczasem byłem mile zaskoczony, gdy ujrzałem ją czytającą wiersze. Wystąpiła Roman Maciejewski i Przemek Śledź Adam Siemieńczyk i Marta Brassart w towarzystwie Włodzimierza Fenrycha, kulturoznawcy, podróżnika, pisarza i publicysty (czytelnikom Nowego Czasu dobrze znanego z licznych artykułów drukowanych na łamach pisma). Dialog poetycki, jaki zaprezentowali, wywarł na mnie duże wrażenie. Zabrzmiał tak naturalnie, jakby oboje pracowali ze sobą od lat (niektórzy słuchacze nawet się pogubili, sądząc, że są to ich własne utwory, a nie prezentowana przez nich poezja Anny Marii Mickiewicz). O imprezie można by opowiadać godzinami. Bo też trwała do późnych godzin wieczornych. Jednak by poczuć atmosferę wieczoru, należałoby tam po prostu być. Przejść się wśród tłumu ALekSAndeR nawrocki: nie spodziewałem się, że przyjdzie tylu ludzi. Jeszcze dziś informację o wydarzeniu puścimy do internetu, na nasze blogi. Zabrakło mi tylko jednego naszych oficjeli od kultury. Gdyby taka rzecz działa się w innym państwie, to by przyszedł dyrektor instytutu kultury Polskiej, attaché kulturalny (jeśli nie ambasador). A tutaj nikogo nie było. Po to im płacimy podatki, by pomagali polskiej kulturze. Ale ważne, że poeci dopisali. chciałbym wydać ich wiersze w antologii. Włodzimierz Fenrych i Monika Lidke Anna Maria Rozanska twórców, odtwórców, miłośników poezji, piosenki. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich, którzy zaprezentowali tam swą twórczość. I pewnie ich krzywdzę, pomijając milczeniem. Wydaje mi się jednak, że niejednej z owych postaci będę miał jeszcze okazję poświęcić w przyszłości tekst. Mój JESTEM kawałek podłogi przejdzie też do historii jako Prapremiera XI Światowego Dnia Poezji. Światowy Dzień Poezji pod patronatem UNESCO obchodzony jest od lat w wielu krajach naszego globu. Jego data zmieniała się w zależności od miejsca i czasu. Od 1999 roku główne uroczystości odbywają się 21 marca w Paryżu. W Polsce, za sprawą Aleksandra Nawrockiego, znanego poety i wydawcy magazynu Poezja Dzisiaj, ma miejsce głównie w Warszawie. Aleksander Nawrocki przyjechał do Londynu na zaproszenie Adama i Marty. Formuła imprezy zainteresowała go na tyle, że jeszcze przed wydarzeniem zgodził się opublikować na łamach kierowanego przez siebie pisma kilka tekstów poetów związanych z PoEzją Londyn. Podczas niedzielnego wieczoru powiedział mi, że nie spodziewał się aż takiego rozmachu i poziomu artystycznego imprezy. W jego ustach takie stwierdzenie było najlepszym komplementem. Czy można też było wymyślić lepszą formułę dla niedzielnego wieczoru? Nie wiem. Pewnie gdyby można, to by ją wymyślono. Organizatorzy naprawdę postarali się, by impreza była na jak najwyższym poziomie. Jednak kto wie, czy nie wpadli nieco w sidła własnych starań widziałem, że pod koniec imprezy publiczność już była mocno zmęczona. Dla wielu widzów ów maraton poetycko-muzyczny był zdecydowanie zbyt forsowny. Pogubili się w nadmiarze wrażeń. Szum i hałas, jaki miejscami podnosił się na widowni, nie był przyjemny ani dla odbiorców, ani dla artystów, chyba jednak lepiej odbiera się poezję w warunkach kameralnych. Jest wielka szansa, że dzięki nawiązanym kontaktom tworzący na Wyspach poeci w końcu będą mogli dotrzeć do szerszego odbiorcy. Niedzielne wydarzenie pokazało, że młodzi artyści świetnie odnaleźli się w nowej, niezależnej formule. To ich świat, ich miejsce, tu żyją i tworzą. Czyż więc można było wymyślić dla wieczoru lepsze hasło niż Mój JESTEM kawałek połogi?

4 4 28 lultego 2011 nowy czas czas na wyspie Najzdrowsza polonijna organizacja Pol scy le ka rze nie mu szą się mar twić, że ich przy jeż dża ją cy z kra ju ko le dzy pra cu ją po ni żej kwa li fi ka cji. trud no by ło by spo tkać w Lon dy nie po sia da - cza dy plo mu Aka de mii Me dycz nej w ro li po moc ni ka mu ra rza. Jed nak na wet w swo im za wo dzie moż na osią gnąć wię cej al bo mniej. w sze re - gach Po lish Me di cal As so cia tion ra czej wię cej. Zarząd PMA. Od lewej: dr Lidia Siemaszkiewicz, dr Jan Kłosok, dr Stefan Rakowicz, Jerzy Naks (skarbnik) i dr Iwona Szyszko Ro bert Ma ło lep szy In ży nie ro wie zrze sze ni w Sto wa rzy sze niu Tech ni ków Pol skich sta le ubo le - wa ją, że no wo przy by li ab sol wen ci kra jo wych uczel ni tech nicz nych po dej - mu ją za ję cia nie ade kwat ne do po zio mu wy kształ ce nia. STP, któ re w mi nio nym ro ku ob cho dzi ło 70-le cie dzia łal no ści, sta ra się za ra dzić te mu zja wi sku. Or ga ni zu je szko le nia, kur sy, a człon ko wie Sto wa rzy sze nia po - ma ga ją w za wo do wym star cie mniej do świad czo nym na Wy spach ko le - gom. Już za trzy la ta na 70. uro dzi ny bę dzie za pra szał Zwią zek Le ka rzy Pol skich na Ob czyź nie (Po lish Me di cal As so cia tion). To rów nie za słu żo na emi gra cyj na or ga ni za cja za wo do wa z bo ga tą hi sto rią. Dziś li - czą ca po nad 150. człon ków, ak tyw na i cie szą ca się du żym prez ti żem, choć zna na głów nie w śro do wi sku me dycz nym. Jak za pew nia pre zes dr Ste fan Ra ko wicz, ofer ta związ ku ad re so wa na jest do le ka rzy, sto ma to lo - gów oraz far ma ceu tów, za rów no wy kształ co nych w Wiel kiej Bry ta nii jak i Pol sce. Tak że do stu den tów oraz osób, któ re za koń czy ły już czyn ną dzia - łal ność za wo do wą. Zda niem dok to ra Ra ko wi cza, dzię ki Po lish Me di cal As so cia tion, ko le dzy z Pol ski ła twiej mo gą wejść w bry tyj ski sys tem me - dycz ny. Licz nie przy jeż dża ją cy z kra ju le ka rze za zwy czaj nie pra cu ją po ni żej kwa li fi ka cji. Trud no by ło by spo tkać w Lon dy nie po sia da cza dy plo mu Aka de mii Me dycz nej w ro li po moc ni ka mu ra rza, al bo bar ma na w pu - bie. Po wsta ło na to miast wie le pol skich przy chod ni i ga bi ne tów spe cja li - stycz nych. Z pew no ścią przy naj mniej część spo śród przy by łych pla nu je ka rie rę w bry tyj skiej pu blicz nej służ bie zdro wia, a mo że na wet od da nie się pra cy na uko wej. Tu wie dza, do świad cze nie oraz sze ro kie kon tak ty człon ków PMA wy da ją się być nie oce nio ne. Trud no za prze czyć, że ja - ko uro dze ni na Wy spach lub miesz ka ją cy tu od wie lu lat zna my nie co le - piej ję zyk an giel ski, szcze gól nie w za kre sie fa cho wej ter mi no lo gii. Chęt nie udzie li my wspar - cia ko le gom po dej mu ją cym kur sy al bo zda ją - cym eg za mi ny. Nie daw no po ma ga li śmy wła śnie le kar ce, któ ra przy stę po wa ła do eg za mi nu za wo - do we go. Dziś ma atrak cyj ne sta no wi sko w jed - nym z lon dyń skich szpi ta li tłu ma czy Ste fan Ra ko wicz wy BIt NI I uty tu ło wa NI Zwią zek ma swo ją sie dzi bę w gma chu In sty tu tu Pol skie go i Mu zeum im. Ge ne ra ła Si kor skie go przy 20 Prin cess Ga te. Tu raz na kwar tał od by - wa ją się spo tka nia, po łą czo ne z wy kła da mi na - uko wy mi. O swo ich pra cach ba daw czych, dzia łal no ści aka de mic kiej, no wych me to dach te - ra peu tycz nych i osią gnię ciach za wo do wych mó - wią le ka rze zrze sze ni w Związ ku i za pra sza ni go ście. Wśród pre le gen tów był kwiat pol skich na ukow ców w Wiel kiej Bry ta nii, z Sir Lesz kiem Bo ry sie wi czem na cze le. Wi ce rek tor Cam brid ge Uni ver si ty i dy rek tor Me di cal Re se arch Co un cil za sły nął ja ko od kryw ca szcze pion ki prze ciw wi - ru so wi wy wo łu ją ce mu ra ka szyj ki ma ci cy. Suk - ces me dycz ny do ce ni ła kró lo wa Elż bie ta II, ho no ru jąc Po la ka ty tu łem szla chec kim. Sir Bo - ry sie wicz nie jest zresz tą je dy nym pol skim le ka - Gra Michał Ćwiżewicz rzem w Wiel kiej Bry ta nii po sia da ją cym god ność szla chec ką. Reu ma to log, dr Ha li na Fitz -Cla ren ce, to po mę żu Hra bi na Mun ster. Trud no zna leźć w An glii aka de mic ki szpi tal, w któ rym nie by ło by le ka rzy pol skie go po cho dze nia zaj mu ją cych eks po no - wa ne sta no wi ska. O na uko wo -ba daw czych osią gnię ciach na - szych ro da ków pi szą czę sto bran żo we wy daw nic twa. Spo łecz no ści pol skiej są jed nak za zwy czaj mniej zna ni, chy ba że ko muś zda rzy się zo stać ich pa cjen tem. To bar dzo za ję ci lu dzie. Nie wio dą ży cia ce le bry tów. Cza sem trud no im zna - leźć czas, że by przy je chać na na sze kwar tal ne spo tka nie do - da je dr Ra ko wicz. W pol skim Lon dy nie po pu lar na jest nie wąt pli wie dr Bo - że na La skie wicz, prze wod ni czą ca Me di cal Aid for Po land Fund fun da cji or ga ni zu ją cej po moc me dycz ną dla szpi ta li w kra ju. Na zwi sko dr. An drze ja Me eson -Kie la now skie go po ja wia się w me diach, gdy mo wa jest o Za ko nie Ka wa le rów Mal tań - skich, któ re go jest człon kiem oraz przy te ma tach zwią za nych z pol skim dzie dzic twem na ro do wym w Wiel kiej Bry ta nii dok - tor pia stu je funk cję wi ce pre ze sa Po lish He ri ta ge So cie ty. OtwAR ci, to wa RZy Scy, PO MOc NI Po lish Me di cal As so cia tion, co pod kre śla ją zrze sze ni, ma rów - nież za za da nie pod trzy my wa nie i roz wi ja nie ży cia to wa rzy - skie go pol skie go śro do wi ska me dycz ne go, a tak że pro wa dzi dzia łal ność spo łecz ną i cha ry ta tyw ną. To wszyst ko jed no cze - śnie uda ło się zre ali zo wać ostat nio w Am ba sa dzie RP w Lon - dy nie pod czas kon cer tu na rzecz Ośrod ka Re ha bi li ta cyj no - Edu ka cyj ne go w San do mie rzu, zde wa sto wa ne go przez ze szło - rocz ną po wódź. Na wi dow ni za sia dły, m.in. pa ni am ba sa dor Bar ba ra Tu ge -Ere ciń ska i księż na Re na ta Sa pie ha, a więk - szość go ści sta no wi li wła śnie pol scy le ka rze z ro dzi na mi. Wśród nich zaś zna la zła się dr Zo fia No wiak, ab sol went ka słyn ne go Pol skie go Wy dzia łu Le kar skie go przy Uni wer sy te cie w Edyn bur gu ist nie ją ce go w la tach Dr Bożena Laskiewicz opowiada o skutkach powodzi w Sandomierzu O sy tu acji i po trze bach od bu do wy wa ne go te raz Ośrod ka Ca ri ta su mó wi ła dr Bo że na La skie wicz. Po je cha ła do San do - mie rza nie dłu go po ustą pie niu wo dy i na wła sne oczy wi dzia ła roz miar znisz czeń. Gwiaz dą te go wie czo ru był zna ko mi ty skrzy pek Mi chał Ćwi że wicz, któ re mu to wa rzy szył pia ni sta John Paul Ekins. Po - nad pla no we bi sy wy sta wi ły ar ty stom naj lep szą re cen zję. Po uczcie mu zycz nej, nie co stra wy dla cia ła, lamp ka wi na i oka zja, że by za mie nić kil ka słów. Mi ło zna leźć się wśród lu dzi, któ rzy nie ma ją na wy ku na rze ka nia. W zde cy do wa nej więk - szo ści nie ma ją też po wo dów. W roz mo wach pod kre śla ją do - brą sy tu ację za wo do wą pol skich le ka rzy w Wiel kiej Bry ta nii. Do da ją za ra zem, że to nie przy cho dzi sa mo. Na swój suk ces pra co wa li la ta mi. Szcze gól nie du żo wy sił ku mu sia ły wło żyć oso by, któ re ukoń czy ły stu dia w Pol sce. Wej ście w bry tyj ski sys tem opie ki zdro wot nej, a przede wszyst kim speł nie nie licz - nych wy mo gów od no śnie kwa li fi ka cji po chła nia ło wie le cza su i tru du. Dzię ki na sze mu Związ ko wi, ko le dzy le ka rze przy jeż - dża ją cy obec nie z kra ju nie mu szą już wy wa żać otwar tych drzwi. Ci, któ rzy prze by li tę dro gę wcze śniej, po mo gą omi - nąć licz ne prze szko dy i wy bo je za chę ca pre zes Ra ko wicz. Stro na in ter ne to wa Związ ku Le ka rzy Pol skich na Ob czyź - nie: li sh me di ca las so cia tion.co.uk. Tam rów nież in for - ma cje na te mat przy na leż no ści do tej or ga ni za cji.

5 nowy czas 28 lutego czas na wyspie Krystyna, Christine, Pauline Aleksandra Ptasińska W niedzielę 20 lutego, równocześnie z imprezą w Jazz Cafe POSK (Mój JE- STEM kawałek podłogi), w Sali Teatralnej Polskiego Ośrodka Społeczno- Kulturalnego Scena Poetycka zaprezentowała program artystyczny o Krystynie Skarbek. Pierwsza część wydarzenia była programem poetyckim wyreżyserowanym przez Helenę Kaut-Howson. W roli Krystyny Skarbek wystąpiła Joanna Kańska, pozostałe role zagrali Zbigniew Grusznic i Wojtek Piekarski. W drugiej części zaprezentowano film dokumentalny w reżyserii Mieczysławy Wazacz pt. Hrabianka Skarbek No Ordinary Countess (w polsko-angielskiej wersji językowej). Przedstawienie wypadło niestety dosyć blado, właściwie nie zachwyciły ani scenariusz, ani gra aktorska. O wiele ciekawsze mogłoby być spotkanie z twórcami filmu i wciąż żyjącymi świadkami tamtych wydarzeń. Dokument o hrabiance był bowiem wciągający niczym dobre kino akcji. Bo też Krystyna Skarbek była postacią intrygującą, jej życie wypełnione było niebezpiecznymi przygodami, a śmierć wynikiem fatalnego zauroczenia. Wystarczy wspomnieć, że Ian Fleming prawdopodobnie na niej wzorował postać Vesper Lynd pierwszej dziewczyny Bonda w Casino Royale. Ale Krystyna Skarbek nie była tylko piękną kobietą o zniewalającym uśmiechu była przede wszystkim jedną z najważniejszych agentek SOE (Special Operations Executive, brytyjskiej tajnej agencji wywiadowczej), kobietą odważną, inteligentną i niezwykle przebiegłą. Jako dziecko otrzymywała lekcje języka francuskiego, niemieckiego i angielskiego, ojciec nauczył ją jazdy konnej, a podczas pobytów w górach również na nartach to wszystko przydało się Krystynie w pracy wywiadowczej. Mogła łatwo zmieniać tożsamość występowała raz jako Christine Granville, innym razem jako Pauline Armand. Powierzano jej często Duszpaterstwo Akademickie w Londynie zaprasza na OstAtki w sobotę 5 marca, od do Ognisko Polskie, 55 Exhibition Road, London sw7 2PN. Bilety 2 w przedsprzedaży po Mszach Świętych w Duszpasterstwie lub przez Krystyna skarbek była postacią intrygującą, jej życie wypełnione było niebezpiecznymi przygodami, a śmierć wynikiem fatalnego zauroczenia. wystarczy wspomnieć, że ian fleming prawdopodobnie na niej wzorował postać pierwszej dziewczyny bonda w casino royale misje bardzo niebezpieczne, wymagające krzepy fizycznej, np. podróż zimą do okupowanej Polski konspiracyjnym szlakiem przez Słowację. Kobieta, która zgłaszając się do SOE spotkała się początkowo z niechęcią, wkrótce stała się jednym z najważniejszych agentów oraz ulubienicą Churchilla. Niejednokrotnie ratowała życie ludzkie, bo była równie odważna jak inteligentna. Schwytana przez gestapo tak mocno ugryzła się w język podczas przesłuchania, że zaczęła pluć krwią (sprytny wybieg kogoś, kto miał zniszczone płuca w wyniku pracy w biurze fabryki Fiata, umieszczonym nad lakierownią). Lekarz bez wahania orzekł, że Krystyna jest w ostatnim stadium gruźlicy i należy ją natychmiast zwolnić. Jednak najsłynniejszą akcją Skarbek było uratowanie trzech aresztowanych szefów siatki sabotażowo-dywersyjnej we Francji. W rozmowie z gestapo radziła uwolnienie więźniów bezczelnie twierdząc, że jest żoną jednego z nich François Cammaertsa i co więcej siostrzenicą brytyjskiego generała Montgomery ego. Była tak przekonująca, że lokalny dowódca gestapo zarządził wypuszczenie pojmanych za obietnicę NEW TIME darowania mu życia po wkroczeniu aliantów. Krystyna Skarbek była wolnym duchem, nigdy nie szukała stabilizacji. Jej dwa małżeństwa rozpadły się, ale na swojej drodze spotkała wielu mężczyzn, z którymi połączyło ją nie tylko uczucie, ale przede wszystkim wspólne cele walka za wolność Europy i bezgraniczna lojalność wobec aliantów. Choć cieszyła się ogromnym powodzeniem uroda Skarbek była zjawiskowa zawsze przedkładała ponad szczęście osobiste losy ojczyzny i ideały, za które walczyła, tak przynajmniej wynika z filmu, który oglądaliśmy. Smutne jest zakończenie historii pięknej agentki po wojnie nie mogła wrócić do Polski, a rząd brytyjski był bardzo nieprzychylny obcokrajowcom, nawet tak zasłużonym jak Krystyna Skarbek. W końcu znalazła pracę na statku pasażerskim. Tam poznała stewarda, Dennisa Muldowneya, który zakochał się w niej bez pamięci. Kilkakrotnie odrzucany, w końcu zdecydował się na czyn desperacki w przerwie między rejsami zaskoczył Skarbek w londyńskim hotelu, w którym mieszkała i pchnął ją nożem. Gdy schwytała go policja, prosił o szybką śmierć dla siebie, żeby mógł połączyć się z ukochaną w zaświatach. W tragicznej śmierci Krystyny Skarbek doszukiwano się spisku i zabójstwa na zlecenie, ale tych informacji nigdy nie udało się potwierdzić. O filmie i postaci Krystyny Skarbek rozmawiałam z reżyserką, panią Mieczysławą Wazacz. Do nakręcenia filmu o hrabiance namówił mnie jej kuzyn,andrzejskarbek.spotkałamgopodczaspokazu jednegozmoichdokumentów,późniejwidziałampiękny portretskarbkównywinstytucieimuzeumim.gen.sikorskiegowlondynieipostanowiłamzbadaćiopisaćjej historię.najbardziejzaciekawiłomniejednakjejskomplikowanepochodzenie.[krystynabyłącórkązubożałego hrabiegoskarbkaizamożnejżydówkistefaniigoldfeder.dziękimałżeństwuhrabianiestraciłposiadłościi mógłnadalprowadzićhulaszczeżycie,goldfederówna zaśzyskaławysokistatusspołeczny przyp.aut.]robiąc filmzastanawiałamsię,nailedziałaniaskarbekwynikały zpolskiegopatriotyzmu,naileznienawiścidofaszyzmu ihitlera.bardzochciałamukazaćprawdziwąhistorię Skarbek,ponieważprzezlatanarosłowokółjejpostaci wielesensacji.możnaznaleźćnaprzykładinformacje,że byłakochankąianafleminga.wieluautorówpiszących oskarbekskupiałosięjedynienajejżyciuosobistymi licznychromansach,zapominającwłaściwieotym,co zrobiładlacałejeuropy.łatwomibyłodotrzećdoosób, któreznałyskarbekinamówićjedorozmowy,ponieważ wszyscyjąpodziwialiikochali.imteżzależałonatym, żebyskończyćzfabrykowaniemsensacyjnychinformacji najejtemat.mężczyźni,zktórymirozmawiałam,podkreślaliprzedewszystkimjejpoświęcenie,odwagę,bronili jejdobregoimienia.krystynaskarbekbyłajaknaswoje czasyosobąspecyficzną,nieprzywiązywałasiędojednej osoby.wogóleniezajmowałasięsobą,aswojąpracą, bezwahanianarażałaswojeżyciedladobrapewnych idei.możewłaśniedziękitemubyłatakznakomitą agentką. Szkoda,żeorganizatorzynieskoordynowalitych dwóchdużychwydarzeńwposk-u.możewychodzonozzałożenia,żeto,cozainteresujemłodszych odbiorców(mójjestemkawałekpodłogi),będzienie dozniesieniadlastarszejpubliczności?alboże cizdołu zasnęlibynafilmiedokumentalnymopolskiejhrabiance,którapodczasiiwojnyświatowejpracowałajako szpiegdlabrytyjskiegowywiadu?efektbyłtaki,że dół o górze nawetniewiedział(aszkoda,botowłaśnie ci zdołu powinnipoznaćfascynującąpostaćkrystyny Skarbek). Góra natomiastrozeszłasiędodomówpo zakończeniuprogramuwsaliteatralnej,niemając świadomości,cobuzowałowpodziemiach(słowo, muzyka,energia!).tylkonieliczni(wśródktórychbyłam ija),chcączobaczyćtrochętego,trochętamtego,biegali wtakciepółgodzinnympoposk-owychschodach. Nowy Czas od początku adresowany był do wymagającego czytelnika; inteligentnego i wykształconego, o ugruntowanych poglądach, szerokich zainteresowaniach i bogatym doświadczeniu, świadomego swojej wartości i praw. Myślisz, więc czytasz Nowy Czas Wiemy, że od ponad dwóch lat skutecznie trafiamy właśnie do tego wyjątkowego segmentu polskiej społeczności żyjącej wzjednoczonymkrólestwie.publikujemyprzedewszystkim wyczerpujące teksty o problematyce społecznej, gospodarczej, multikulturowej, a także autorskie komentarze i felietony oraz rysunki satyryczne znanych twórców. Wydajemy nowoczesną i oryginalną gazetę, potrafiącą utrzymać uwagę czytelnika na dłuższy czas. Po prostu dostarczamy wartość. Polish Quality Paper in Great Britain

6 6 28 lutego 2011 nowy czas czas na wyspie Co dalej z multikulti? Wielokulturowość zawiodła przekonują coraz częściej europejscy politycy. Niedawno dołączył do nich brytyjski premier. Adam Dąbrowski Jest tu dużo Polaków. Ale sklepy sprzedają też artykuły sprowadzone specjalnie dla Litwinów i Rosjan. Czasem kupują oni coś w koszernych piekarniach prowadzonych przez członków licznej tu społeczności żydowskiej. Jidysz miesza się z tureckim, w okolicy osiedliło się bowiem dużo przybyszów znad Bosforu. Restauracje nigeryjskie sąsiadują z knajpkami jamajskimi i chińskimi. Londyńskie Hackney to najbardziej zróżnicowana i wielokulturowa dzielnica Londynu. Dla mnie to mikrokosmos wielokulturowej Brytanii pisze na swoim blogu lewicowa posłanka Dianne Abbot. Ale całkiem niedaleko, choć formalnie już poza granicami Hackney, stoi North London Mosque. Meczet, mieszczący się o ironio! przy ulicy św. Tomasza, jest uważany za centrum radykalnego islamu na Wyspach. Brytyjska wielokulturowość ma dwie twarze. merkel W piekle DanTeGo Burza wokół multikulturalizmu nie zaczęła się od Camerona i jego głośnego przemówienia podczas monachijskiej konferencji w sprawie globalnego bezpieczeństwa. Pierwszy sygnał dała, w październiku minionego roku, kanclerz Niemiec Angela Merkel. Społeczeństwo wielokulturowe zawiodło ogłosiła Merkel członkom konserwatywnych młodzieżówek. I uderzyła w ton, który w dzisiejszej Europie może zaskakiwać: Czujemy się przywiązani do chrześcijańskich wartości. Kto tego nie akceptuje, ten nie ma tutaj swojego miejsca powiedziała pani kanclerz. Mocno zabrzmiał głos sprzeciwu Władimira Kaminera, rosyjskiego pisarza, który od niemal dwudziestu lat mieszka w Berlinie. W tekście dla die tageszeitung oskarża on niemieckich polityków o hipokryzję. Pisze, że w czasach kryzysu najdonioślej słychać głos tych, którzy śnią o społeczeństwie, które pozbyło się ludzi nieprzydatnych nie wytwarzających wartości dodanej, a w dodatku dziwacznie się ubierających i kiepsko władających niemieckim. A przecież w lepszych czasach Niemcy robiły wszystko, by sprowadzić do siebie słabo opłacanych robotników z Turcji. Dopóki gospodarcze niebo nad Niemcami było bezchmurne, różnice kulturowe nie były jakoś przeszkodą. Może dyskurs kulturowy jest tylko przykrywką dla desperackiej polityki gospodarczej? Silni i słabi będą złączeni ze sobą już na zawsze. Kiedyś nadejdą jeszcze lepsze czasy i docenimy tę symbiozę. Dziś natomiast pojawiają się ludzie, którzy próbują zbuntować te grupy przeciwko sobie. ( ) Powinni za to trafić do ósmego kręgu piekła Dantego i dołączyć do reszty fałszywych doradców. A może znajdziemy ich w dziewiątym ze zdrajcami. Jest tam przecież ponuro i zimno. Lód skuwa wszystko, a żaden z potępionych nie podaje ręki drugiemu kończy swój emocjonalny tekst Kaminer. Dzwoń do Polski za mniej niż1p 1p Bez przedpłat i abonamentu Bez kontraktu Bezpłatny wykaz połączeń online Zadzwoń do nas na lub zarejestruj się przez internet ZA DARMO! Twoja linia telefoniczna, abonament i numer telefonu pozostaje bez zmian. Polska 0.8p Polska tel. komórkowy Orange, Plus GSM 5p USA 0.8p Kanada 0.8p Czechy tel. stacjonarny 2p Irlandia tel. stacjonarny 1p CameRon na KRuChym lodzie Gra w wykluczanie nigdy nie kończy się dobrze. Nieprzypadkowo Cameron na każdym kroku podkreśla różnicę między islamem, a tym, co postrzega jako jego polityczne wynaturzenie. Brytyjski premier zdaje sobie sprawę, że stąpa po kruchym lodzie, a jeden nieuważny krok wciągnie pod wodę, gdzie czyhają upiory plemiennego nacjonalizmu i rasizmu. Niektórzy komentatorzy już złośliwie wytykali liderowi konserwatystów, że jego monachijskie przemówienie przypadło na ten sam dzień, w którym skrajnie prawicowa English Defence League zorganizowała wielką antyimigrancką demonstrację w Luton. Ale mimo tych przytyków nawet oni przyznają, że Cameron nie gra, rzecz jasna, w jednej drużynie z bandą chuliganów i kiboli piłkarskich, która zamieniła ulice podlondyńskiej mieściny w arenę rytualnego pokazu jedności i prymitywnej siły. Premier nie wzywa do wojny przeciwko sklepikarzom, u których rano kupujemy gazetę, czy ludziom, którzy co piątek chodzą do meczetu w Regent s Park, by potem wybrać się na lody w jednej z pobliskich kawiarni. W Monachium Cameron mówił o gettoizacji kulturowej, do której zdaniem niektórych doprowadził dotychczasowy model wielokulturowości. multikulturalizm na nowo Coraz częściej w Europie słychać następującą tezę: neutralność a może jałowość dotychczasowego modelu współistnienia kultur prowadzi do braku wzajemnego zainteresowania i alienacji mniejszości. Taka sytuacja to zło samo w sobie, a w dodatku tworzy ona podatny grunt dla ekstremizmów. Być może stąd bierze się popularność Abu Hamzy, imama związanego ze wspomnianym już North London Mosque. Od wielu lat w samym środku jednego z najbardziej liberalnych miast świata Hamza wzywa wiernych do kulturowego (i nie tylko) dżihadu. Oto parę przykładów: Zabicie niemuzułmanina, który z tobą walczy jest okay. Można powiedzieć, że i zabicie tego, który z tobą nie walczy też jest w porządku. (Zamachy) nie mogą być nazywane samobójstwem ( ). To poświęcenie, bo to jedyny sposób na zadanie ran wrogom islamu. Nie idźcie do właściciela sklepu z winami, by namawiać go, by przestał go prowadzić i zamiast tego poszedł do meczetu. Upewnijcie się raczej, że człowiek, który wydał temu sklepowi pozwolenie na handel przestanie istnieć. Wykończcie go. liberalny paradoks W swoim przemówieniu Cameron zwraca uwagę na pewien liberalny paradoks, jeden z wielkich tematów współczesnej teorii polityki. To pytanie o granice i stabilność wielkiego kompromisu, jakim jest liberalizm. Jak demokracja najbardziej chwiejny ze wszystkich ustrojów ma odnieść się do stronnictw, które otwarcie ją podważają? Jak dalece może posunąć się tolerancja dla społeczności nietolerancyjnych? Nienarzucanie danej wspólnocie zachodnich wartości, uszanowanie jej odmienności i specyficznej wrażliwości nierzadko jest szlachetnym i dojrzałym gestem. Ale co, gdy ta David Cameron: Zamiast biernej tolerancji, jak w ostatnich latach, trzeba nam aktywnego, zdecydowanego liberalizmu. Społeczeństwo zadowalające się bierną tolerancją mówi obywatelowi: dopóki przestrzegasz prawa, damy ci święty spokój. ( ) Kraj prawdziwie liberalny na tym nie poprzestaje. Głosi i promuje określone wartości. Wolność słowa, wolność wyznania, demokrację, rządy prawa. Równość bez względu na rasę, płeć czy preferencje seksualne. Taki kraj mówi obywatelom: to właśnie określa nas jako społeczeństwo wspólnota łamie prawa kobiet? Czy uzasadnianie naszej bierności niewtrącaniem się w inną kulturę nie jest wtedy tylko marną wymówką? Wielokulturowość nie jest po prostu doktryną polityczną. To nieusuwalna cecha naszych czasów. Nie zniknie, jeśli zamkniemy oczy, jak robią to niektórzy europejscy prawicowcy, marzący skrycie o powrocie do Edenu monokulturowości. Przez wiele lat dominujący model forsował rodzaj cywilizacyjnej doktryny nieingerencji. Poszczególne wspólnoty miały żyć obok siebie, a nie ze sobą. Filozof Chandran Kukathas zalecał nawet, by współczesne społeczeństwa przypominały liberalny archipelag, system luźno powiązanych, niezbyt sobą zainteresowanych, centrów kulturowych. Ale czy płonące, emigranckie przedmieścia we Francji nie pokazują, że model potrzebuje korekty? Czy fakt, że zamachów na londyńskie metro dokonali wykształceni, nieźle sytuowani ludzie, a nie jak głosi pewien nurt lewicowego redukcjonizmu zdesperowane biedą ofiary bezdusznego kapitalizmu, nie pokazuje, że dzisiejszym społeczeństwom zglobalizowanej Europy potrzebna jest jednak solidniejsza podstawa kulturowa, zjednoczenie wokół jakiegoś minimum wartości liberalnych? Być może. Pytanie: w jaki sposób stworzyć taką wielokulturową wspólnotę? Jak sprawić, by jej budowanie nie zmieniło się w skierowaną przeciwko Obcemu grę w wykluczanie? Dyskusja trwa. Cameron i Merkel otworzyli właśnie kolejny rozdział. A epilog przeczytają kiedyś mieszkańcy Hackney.

7 nowy czas 28 lutego reportaż Dom Cudów Michał Sędzikowski Roman należy do najbardziej ekskluzywnego klubu na świecie. Wcześniej jednak mieszkał w Budzie. Tak nazywał zapominany miejski szalet, miejsce, w którym schronił się... Kiedy? Gdy próbował sobie przypomnieć, przed jego oczyma przesuwało się pasmo upokarzających obrazów, jak z kroniki filmowej jego osobistego diabła. Oto on, Roman, wczesnym rankiem leży na ławce w parku, otoczony pustymi butelkami, resztkami jedzenia, wystającymi ze splądrowanych przez szczury plastykowych torebek. Nie rozumie, skąd w twarzach pochylających się nad nim policjantów tyle ledwie skrywanego niesmaku. Próbuje ich zapytać, o co chodzi, ale z jego ust dobywa się bełkot. Tknięty nagłym impulsem, zrywa się z ławki i chce uciekać. Podstępne spodnie zaplątane wokół kostek wchodzą w sojusz z grawitacją, co skutkuje rozbitym nosem. Roman nie poddaje się, walczy dalej. Czołgając się w resztkach jedzenia i przewracając puste butelki, usiłuje zbiec przed funkcjonariuszami. Zdobywanie zaopatrzenia było zawsze zadaniem trudnym. Roman wiedział, że gdy tylko wchodzi do supermarketu, zwraca na siebie uwagę. Ludzie odsuwają się, dostrzegając w osobniku chodzący worek problemów, a czujny ochroniarz rusza w ślad za nim. Roman już jednak wie, jak przechytrzyć ochronę. Do czasu. Gdy podstępne spodnie znów powalają go na ziemię, ląduje w areszcie. Trzeźwiejąc wspomina dwójkę dzieci, które zostawił w Polsce, matkę, brata rodzinę, którą wraz z całym człowieczeństwem zabrał mu alkohol. Gdy na drugi dzień policjanci chcą go wypuścić, pada przed nimi na kolana i błaga, by mógł pozostać w areszcie. Tutaj jest bardziej wolnym człowiekiem niż na ulicy, pozostawiony na pastwę nałogu. Policjanci litują się. Roman dostaje kuratora. Sympatyczna czarnoskóra kobieta pomaga mu nawiązać kontakt z oddziałem AA w zachodnim Londynie. Roman wniósł pełną opłatę za przynależność do tej organizacji. Poza rodziną i przyjaciółmi, w Polsce stracił mieszkanie, pracę, zawalił studia, zniszczył sobie żołądek i reputację. Roman pojawił się nawet w polskiej telewizji jako negatywny charakter w historii, opowiadającej o ohydnej próbie obrabowania staruszka na cmentarzu. Nie ma dokumentów, telefonu ani kontaktów. Ma tylko ubranie na sobie i dwanaście stopni trzeźwienia do pokonania. Gdy się z nim spotkałem, Roman był na trzecim kroku trzeźwienia powierzył swoje życie i wolę Bogu. Gdy jadę z nim autobusem, by towarzyszyć mu w jego codziennym mitingu, mam obawy, iż atmosfera i uczestnicy spotkań AA wywrą na mnie przygnębiające wrażenie. Wszakże prawie każdy ma w swojej rodzinie takiego wujka Romana, który jest antybohaterem i postrachem dzieci. Niezorientowani mogą wyobrażać sobie, iż na miejscu zastaną towarzystwo przegranych starszych panów, zachrypniętym głosem zwierzających się sobie z trudnego dzieciństwa. Nic bardziej mylnego. Gdy docieramy na miejsce, widzę przed budynkiem grupę ludzi, którzy mogliby być choćby i członkami klubu szachowego. Od nastolatków, po osoby starsze. Różnej rasy i narodowości, brzydcy i ładni, nieśmiali i wygadani, zadbani i niechlujni,weseli i przygnębieni, wykształceni i prości. Po prostu ludzie, ludzie, których łączy ich problem i wzajemne wsparcie, jakiego sobie dostarczają. Nasza organizacja, jest trochę jak włoska mafia śmieje się Krzysztof nikogo, kto do nas przystępuje, nie opuszczamy w biedzie. By zaś zostać jednym z nas, wystarczy po prostu przyjść i przyznać się do własnej bezsilności wobec alkoholu i że utraciło się kontrolę nad własnym życiem. To jest krok pierwszy na drodze do duchowego uzdrowienia. Dzień po tym, gdy Krzysztof dołączył do AA, rankiem jego telefon nie przestawał dzwonić. Ludzie, których poznał poprzedniego dnia, pytali go o jego samopoczucie i czy czegoś nie potrzebuje. Dawno nie czułem się tak silny, jak tamtego ranka mówi ot, wobec upiora nałogu nie stałem sam, lecz ramię w ramię z ludźmi gotowymi mi w każdej chwili pomóc. Pomoc nie ogranicza się wyłącznie do tej duchowej i emocjonalnej. Nie oszukujmy się! mówi Krzysztof. Ludzie, którzy zapłacili za przynależność do AA wszystkim, co w życiu mieli, potrzebują też materialnej pomocy. Jeśli wykażesz wolę walki z nałogiem, możesz liczyć na jedzenie, dach nad głową, a nawet pracę i drobne na przetrwanie najtrudniejszych dni. Każdy wyciągnie do ciebie rękę, a kilkadziesiąt rąk wyciągnie cię z najgłębszego bagna. Jest jednak jeden warunek: musisz tę pomoc przyjąć, tzn. być gotowym zmienić swoje życie. Przed wejściem do sali spotkań poznaję sponsora Romana. Jako sponsor przekazuję tylko to, co mi przekazano: I am just the messenger mówi starszy jegomość irlandzkiego pochodzenia. Nadzoruję postępy Romana, przede mną rozlicza się ze swojej przeszłości i jest zobowiązany słuchać moich rad. Rady te są czasami bardzo restrykcyjne. Roman musi każdego dnia zjawiać się na mitingu, czasami nawet kosztem pójścia do pracy. Jeśli sponsor uzna, że to konieczne, Roman nie może nawet opuszczać miasta. Jestem na samym początku intensywnego duchowego programu przyznaje Roman. Gdybym teraz wyjechał, chociażby na święta, spotkać się z rodziną, najprawdopodobniej znowu zacząłbym pić. Sponsorowi należy ufać i nie kwestionować jego decyzji. Oczywiście czasami ludziom jest nie po drodze ze sobą, wówczas mogą starać się o przyznanie innego sponsora. Jednym z grzechów alkoholika jest jego pycha mówi Irlandczyk. Powinieneś stosować się do zaleceń sponsora, nawet jeśli wydają ci się głupie bądź niepotrzebne. Skoro przyznałeś się do własnej bezsilności, nie masz innego wyjścia jak dać sobie pomóc innym. Zanim wszedłem do sali spotkań, zdążyłem już poznać kilkanaście osób. Każdy chce poznać twoje imię i serdecznie wita cię w grupie. Ludzie bez skrępowania opowiadają o swoim problemie i są gotowi usłyszeć o moich perypetiach. Zaczyna mi się robić głupio, że przyszedłem tylko wspierać Romana. Na anglojęzycznym mitingu obowiązuje zasada, iż przy stole siadają tylko osoby, które pokonały odpowiednią ilość kroków. Oni też zabierają głos. Początkujący zajmują miejsca w fotelach, rozstawionych dookoła sali i podczas godzinnej sesji mogą się tylko przysłuchiwać. Rej wodzi raźny starszy pan ubrany w staromodny garnitur, który skojarzył mi się od razu z Panem Kleksem. Sam niewiele mówi, ale koordynuje przebieg spotkania. Dyscyplina i dobra organizacja są konieczne w tak dużej grupie. Naliczyłem prawie 30 osób, a czas jest ograniczony. Siedzę w fotelu i staram się nadążać za programem. Mają mi w tym pomóc książka, która jest tzw. biblią alkoholika oraz broszurka z wymienionymi i opisanymi dwunastoma krokami. Uczestnicy nie tylko czytają głośno wybrane ustępy, ale również odnoszą się do nich, dając przykłady z własnego życia. Słucham opowieści Polaka, który mówi o tym, jak sprzedał wszystko co miał, by kupić alkohol. Z niedowierzaniem przyznaje, że był zdolny zimą, w środku nocy, iść szczerym polem kilka kilometrów, by sprzedać ukradzione ojcu-elektrykowi kable. Dobijał się potem do zaprzyjaźnionego złomiarza, by dostać za nie parę złotych. Z nimi w ręku szedł następne parę kilometrów, by w końcu nad ranem w melinie kupić wino. To nie do wiary mówi ale robiąc to, nie wydawało mi się jeszcze, że dzieje się ze mną coś niedobrego. Chyba myślałem, że po prostu lubię alkohol... Dla alkoholika nie ma czegoś takiego, jak po prostu jeden drink. Nie piłem całe lata zabiera głos dobrze ubrany mężczyzna w średnim wieku. Jego sposób wysławiania, jak i słownictwo sugerują dobre wykształcenie. Raz, zupełnie nieoczekiwanie, przyszło mi do głowy, że po tak długim czasie mogę pozwolić sobie na szklankę piwa do obiadu. Gdy ją wypiłem, uznałem, że szkoda wyrzucać nieopróżnioną butelkę i wypiłem resztę. Nie pamiętam, co myślałem, idąc chwilę później do sklepu po jeszcze jedno piwo. A potem po następne. Nie wiem również, jak to się stało, że znalazłem się w pubie zamawiając whisky. Potem, zataczając się krzyczałem wyzwiska za przejeżdżającymi samochodami. Ale zaraz... gdybym ja wiedział, jaki to był dzień? Wszystkie one zlały się w jedną noc piekła pełnego wymiotów, awantur, bójek. Tej jednej czarnej nocy zniknął mój samochód, rodzina, dom i dobra praca. Zrzekłem się tego wszystkiego za szklankę piwa do obiadu. Gdy wychodzimy, zatrzymuje mnie młody chłopak, z wyglądu typowy hoody, z takich, których lepiej omijać w ciemnych zaułkach. Pyta mnie o wrażenia z pierwszego spotkania i oferuje pomoc. Wyjaśniam, że jestem tutaj, by wspierać Romana. Hoody rzeczywiście nie tak dawno wzbudzał postrach w ciemnych zaułkach. Od kiedy jednak przystąpił do wspólnoty, podjął studia i uprawia sport. Rozmowę przerywa mi Roman, mówiąc, że jest tu pewna starsza pani, którą trzeba odprowadzić do domu. Boi się sama wracać. Ta młodzież jest dzisiaj taka straszna narzeka. Hoody uśmiecha się, gotowy również eskortować wystraszoną staruszkę. To mój dobry uczynek na ten wieczór. Niewiele więcej mogę póki co zrobić dla innych mówi Roman. Gdy kwadrans później wracamy, na przystanek, spotykamy Pana Kleksa. Chwali Romana za spostrzegawczość. Lisa jest zbyt nieśmiała, żeby sama poprosić o pomoc. Czy cieszyliście się już dzisiejszym dniem? pyta. Patrzę zaskoczony. Nie wiem, co ma na myśli. Nagle, razem z Romanem chwytają mnie za ręce i zaczynają podskakiwać, wznosząc radosne okrzyki. Moja konsternacja ustępuje, kiedy zaczynają się śmiać. Proste, ale skuteczne zauważam. Jest to przykład tego, że wystarczy odrobina chęci, by zmienić dzień na lepszy. Pan Kleks wyciąga brulion i pisze coś z przejęciem. Patrzę pytająco na Romana. Ten daje mi znak, żebym poczekał cierpliwie. Za chwilę starszy mężczyzna wręcza mi zapisaną kartkę papieru. To wiersz specjalnie dla ciebie mówi. Jestem tak oszołomiony, że nie wiem, co powiedzieć. Jeszcze nikt nie napisał dla mnie wiersza. Bezbłędnie wyczułem w osobniku z rozwianym siwym włosem duszę poety. Niesamowici ludzie stwierdzam. Alkoholizm to jedyna choroba, którą pokonując, stajesz się lepszy niż byłeś kiedykolwiek wcześniej zauważa Roman, patrząc w ślad za oddalającym się raźnym krokiem Panem Kleksem. Parę dni później, na skutek zatrucia alkoholem, pogotowie zabrało Romana do szpitala. Podobno trafił na intensywną terapię, kiedy będąc już w szpitalu wypił spirytus do dezynfekcji rąk. Zbiegł parę godzin później i słuch po nim zaginął. Jeśli to przeżył i go spotkam, znowu podam mu rękę mówi Krzysztof. My tu wszyscy jesteśmy bardzo wierzący. Nie oceniamy bliźnich. Zamiast tego im pomagamy. Matka Romana nie chce nawet już nawet wiedzieć, co się dzieje z synem. Tam, gdzie się kończy ludzka cierpliwość, tam pozostaje już tylko boskie miłosierdzie. Dlatego w Domu Cudów nie ma ludzi przegranych. WykazpolskojęzycznychmitingówAAwWielkiej Brytanii można znaleźć pod adresem

8 8 28 lutego 2011 nowy czas tragedia smoleńska Naciski z Moskwy i brakujące zapisy rozmów Kajetan Marzec W stenogramach i kopiach zapisów rozmów z kokpitu Tu-154M brakuje fragmentów, które odnoszą się do skierowania załogi do lądowania od wschodniej, bardziej niebezpiecznej strony lotniska w Smoleńsku. Nie ma też zapisów poleceń wieży naprowadzających samolot według radaru RSP, a takie komendy kontrolerzy musieli wydawać. W lądowaniu według RSP, jakie obowiązuje na Siewiernym, odpowiedzialność za bezpieczeństwo ponosi wieża mówił Gazecie Polskiej jeden z kontrolerów lotu na Okęciu. Fragmenty te musiały zostać wycięte. Nie widzę innego wytłumaczenia podkreślił kontroler lotów na lotnisku Warszawa-Okęcie, jeden z najbardziej doświadczonych fachowców w branży. Na lotnisku Smoleńsk-Siewiernyj można lądować jak na każdym lotnisku z dwóch kierunków, w tym wypadku ze wschodu na zachód (E-W, 259) i z zachodu na wschód (W-E, 79). Chodzi o to, że samolotom łatwiej startować i lądować pod wiatr, w związku z czym przy dobrych warunkach pogodowych to prędkość i kierunek wiatru ma decydujące znaczenie przy wyborze przez wieżę strony lotniska. W stenogramach powinien znaleźć się zapis standardowej rozmowy między załogą tupolewa a kontrolą lotów, dotyczącej wyboru kierunku podejścia. Ani jednak w dźwiękowej kopii rozmów z kokpitu, ani w jej transkrypcji nie ma nawet śladu takiej konwersacji, pomimo że takie rozmowy znajdują się w opublikowanych rozmowach lotniska w Smoleńsku z innymi samolotami lądującymi tam tego dnia. TAJEMNICZA ROLA PŁK. NIKOŁAJA KRASNOKUT- SKIEGO I NACISKI Z MOSKWY 10 kwietnia 2010 roku polski Tu-154M podchodził do lądowania od strony wschodniej (E-W, 259) trudniejszej ze względu na nietypowe ukształtowanie terenu (zagłębienia) oraz rozsiane przed pasem budynki i drzewa. Jest to niebezpieczne, gdyż jak pisał Nasz Dziennik ( ) w czasie mgły w pobliżu wgłębień terenu od strony wschodniej wytwarzają się specyficzne i bardzo niebezpieczne prądy powietrzne. Dlatego według Siergieja Wieriewkina, byłego zastępcy naczelnika portu lotniczego Moskwa Wnukowo, z którym rozmawiał Nasz Dziennik, po katastrofie IŁ lat temu w czasie mgły wydano zalecenie, by we mgle nie sprowadzać samolotów po feralnym kursie 259, tylko z kursu przeciwnego, czyli 79 stopni. Jak podawał Nasz Dziennik, wiedzieć o tym zarządzeniu musiał obecny 10 kwietnia na wieży płk Nikołaj Krasnokutski, były dowódca pułku gwardyjskiego, który kontaktował się z tajemniczą Logiką z Moskwy. W uwagach do raportu MAK polska komisja przy MSWiA badająca przyczyny katastrofy smoleńskiej stwierdza, że na kontrolera lotów ppłk. Pawła Plusnina wywierał naciski zwierzchnik płk Nikołaj Krasnokutski, który też był w wieży. Jednocześnie istotny jest fakt, że jak wykazała polska komisja w swoich poprawkach do raportu MAK, płk Krasnokutski bezprawnie sprowadzał w dniu 10 kwietnia 2010 roku polskiego Tu-154M, gdyż nie miał prawa rozmawiać z załogą rządowego tupolewa, a jednak to robił. Mimo kilkakrotnych sugestii kontrolera lotów, aby przerwać podejście do lądowania o godz. 08:26:17, a więc 15 minut przed katastrofą, płk Krasnokutski jednoznacznym rozkazem: Doprowadzamy do 100 m, 100 m i koniec rozmowy zakończył dyskusję w wieży. Komisja przy MSWiA jednoznacznie stwierdza też, że decyzja Krasnokutskiego zakończyła jakiekolwiek dalsze próby kontrolera lotów odesłania samolotu na lotnisko zapasowe. Jednocześnie płk Krasnokutski siedem minut po wywarciu nacisków na kontrolerów lotniska w Smoleńsku, o godz. 08:33:52 zameldował do tajemniczego generała: Wszystko gotowe, towarzyszu generale, do trawersu podchodzi, wszystko włączone. Rozmowę płk. Krasnokutskiego z tajemniczym generałem nagrał otwarty mikrofon na wieży lotniska w Smoleńsku, ale rozmowa ta nie jest obecna w stenogramach rozmów telefonicznych z wieży, co oznacza, że musiała się odbywać za pomocą innych, nieoficjalnych środków łączności. Pomimo wysłanych przez stronę polską zapytań, Rosjanie nie wyjaśnili, kim jest tajemniczy generał, ani za pomocą jakich środków łączności była prowadzona ta rozmowa. PODEJRZANA KOPIA CZARNEJ SKRZYNKI Przejmując samolot kontrola lotów musi powitać załogę i powiedzieć, jaki będzie rodzaj podejścia, określić kierunek, np. pas 26, i rodzaj radaru. Dla kontrolerów to jest jak pacierz. Załoga dzięki takim informacjom może rozplanować dystans i prędkość schodzenia, bo pamiętajmy, że w przypadku podejścia ze strony przeciwnej do kierunku lotu samolot musi np. okrążyć lotnisko mówił Gazecie Polskiej kontroler lotu na Okęciu, który obsługiwał w swojej karierze zawodowej wiele lotów VIP-owskich, w tym także z głowami innych państw. Z rozmów radiowych wieży z samolotem Ił-76 wynika, że o godz. 06:47:53 (czasu polskiego) załoga Ił-a 76 zapytała się o kierunek lądowania. Po kilku sekundach otrzymała krótką informację o kierunku lądowania 259, a z dalszej części wynika, że o godz. 06:54:17 kontroler lotniska w Smoleńsku podał dla rosyjskiego Ił-76 komunikat, który zawierał: dane o widzialności, prędkości i kierunku wiatru, ciśnienie i temperaturę oraz co najważniejsze kierunek lądowania i rodzaj radaru. Załoga Ił-76 potwierdziła te informacje. O godz. 06:55:51 kierunek lądowania 259 został także podany polskiemu samolotowi Jak-40, który wiózł Terroryzm w Rosji Stanisław Mickiewicz Ostatni zamach terrorystyczny w Rosji pokazał, że nikt w tym kraju nie może się czuć bezpiecznie. Zamachowcy nie tylko pozostają aktywni na Kaukazie, ale są w stanie zaatakować nawet najbardziej newralgiczne miejsca w Moskwie, tak jak lotnisko czy w zeszłym roku metro. Wiele osób krytykowało niski poziom bezpieczeństwa na moskiewskim lotnisku, ale tak naprawdę problem z terrozyzmem ma bardzo głębokie korzenie, i wiele zależy od rosyjskich władz, czy zamachy terrorystyczne przestaną być realnym zagrożeniem dla mieszkańców Rosji. Poniedziałek 24 stycznia, lotnisko Domodiedowo niedaleko Moskwy. Rosjanie powoli z powrotem przyzwyczajają się do normalnego trybu życia po dziesięciu dniach wolnych od pracy na początku miesiąca z okazji Nowego Roku i prawosławnych świąt Bożego Narodzenia. Domodiedowo to najbardziej prestiżowe lotnisko w Rosji: nowoczesny terminal, wygodne połączenie kolejowe z centrum stolicy. Jest to dużo lepsza wizytówka Moskwy dla zagranicznych biznesmenów niż siermiężne, pamiętające czasy sowieckie Szeremietowo. Godzina 16:37, w hali przylotów międzynarodowych wysadza się zamachowiec-samobójca. Bilans to 35 ofiar śmiertelnych, i według niektórych danych aż 180 rannych. Prezydent Miedwiediew opóźnia wyjazd na forum ekonomiczne w Davos, a w kraju zostaje ogłoszona żałoba narodowa. MULTI-ETNICZNA ROSJA Przed II wojną światową oficjalna sowiecka propaganda szczyciła się wieloetnicznym modelem społeczeństwa, który panował w Związku Sowieckim. Zgodnie z doktryną Lenina, rewolucja miała zapanować na całym świecie. Plakaty pokazywały uśmiechnięte twarze wielu narodowości; miało to silną propagandową wymowę szczególnie w porównaniu z narastającym rasizmem w Niemczech. Natomiast w rzeczywistości Stalin zafundował swoim mniejszościom etnicznym prześladowania i przesiedlenia, np. przesiedlenie Tatarów krymskich. Kiedy Związek Sowiecki rozpadł się w 1991 roku, wiele z tych narodowości postanowiło stworzyć własne państwa. Niemniej jednak nie wszystkim udało się uzyskać niepodległość; Czeczenia także ogłosiła oddzielenie się od Rosji. Skończyło się to pierwszą wojną czeczeńską, pełną brutalnych rzezi po obu stronach i uzyskaniem szerokiej autonomii od Rosji. TAJEMNICZE WYBUCHY Rok 1999 był dla Borysa Jelcyna przełomowym. Od jego decyzji zależało jak dalej potoczą się losy kraju. Schorowany prezydent wiedział, że trzeba działać szybko. Rodacy po prostu się go wstydzili; za granicą miał opinię alkoholika, w kraju pamiętano źle przeprowadzone reformy gospodarcze, które skończyły się powszechną biedą i rekordową hiperinflacją. Najważniejsze zaplecze gospodarki: surowce naturalne, przejęła powiązana z władzą grupa oligarchów, mieli oni już także w rękach wiele ważnych instytucji, np. media. Pierwsza wojna w Czeczenii skończyła się dla Rosjan porażką i upokorzeniem. Naród potrzebował zjednoczyć się wokół przywódcy, który przywróciłby Rosji honor i pozycję na świecie. Wybraniec Jelcyna, Władimir Putin, były oficer KGB i urzędnik z Petersburga, nadawał się do tego idealnie, ale był z nim jeden problem; był mało znany. W sierpniu 1999 roku czeczeńscy partyzanci zaatakowali sąsiadujący Dagestan, na co Rosjanie odpowiedzieli wkroczeniem do Czeczenii. Tak zaczęła

9 nowy czas 28 lutego tragedia smoleńska polskich dziennikarzy. Zarówno w stenogramach, jak i kopii pliku audio (polska strona nie ma oryginałów) rozmów załogi Tu-154M nie ma żadnej informacji na temat kierunku lądowania i systemu wykorzystywanego w lądowaniu (RSP z OSP). W stenogramach z 10 kwietnia 2010 roku znajdujemy tylko dwa fragmenty odnoszące się do kierunku lądowania, ponadto żaden z nich nie jest zapisem rozmów z kontrolerami lotu. Najpierw, o godz. 8:10 (czasu polskiego), czyli 31 minut przed katastrofą, ktp. Arkadiusz Protasiuk mówi: Ustawiamy sobie, 259 [kierunek ze wschodu na zachód przyp. red.] z tamtej strony. Dziesięć minut później, o godz. 8:20, padają słowa świadczące o tym, że załoga nie otrzymała jeszcze z wieży wytycznych w sprawie kierunku podejścia. II pilot Robert Grzywna mówi: Tu jakby było 259, byłoby nawet lepiej, bo by było nie pod słońce. Tryb przypuszczający jednoznacznie wskazuje, że piloci czekają na decyzję kontrolerów. Ostatecznie podejście nastąpiło właśnie z kierunku 259, ale w kopii rozmów nie znajdziemy nawet jednego słowa mówiącego o decyzji wieży w tej sprawie! Po słowach Tu jakby było 259, byłoby nawet lepiej, bo by było nie pod słońce spodziewamy się, że w dalszych minutach usłyszymy dyskusję na temat kierunku lądowania pomiędzy załogą Tu-154 a kontrolerami lotu oraz dane z wieży na temat wiatru i inne informacje, dzięki którym załoga Tu-154 będzie mogła przyjąć kierunek lądowania zapewniający maksymalny zakres bezpieczeństwa. Nic takiego jednak nie ma. O godz. 8:23 piloci nawiązują kontakt z wieżą i kilka minut później dowiadujemy się, że lecą już na wschodnią stronę lotniska, aby lądować od wschodu na zachód. Nie pada ani jedno słowo mówiące o podjęciu takiej decyzji. Co ciekawe, minister Jerzy Miller w wystąpieniu sejmowym dotyczącym raportu MAK w styczniu 2011 roku kilkakrotnie powiedział, że polska strona bada 30-minutową wersję kopii zapisu rozmów załogi Tu-154M, która nie powinna obejmować fragmentu z godz. 08:10, gdyż katastrofa zdarzyła się o godz. 08:41. Zapis pliku audio z godz. 08:10 nie został przedstawiony ani w prezentacji komisji MAK w Moskwie ani w prezentacji komisji Jerzego Millera w Warszawie. W obu przypadkach zapis audio zaczynał się od późniejszych fragmentów. Należy przypomnieć, że czerwcowa informacja o opublikowaniu 38-minutowej wersji stenogramów z czarnej skrzynki Tu-154M wywołała spore zdziwienie wśród specjalistów, gdyż wszystkie czarne skrzynki samolotów są wyposażone w 30-minutową taśmę. Strona rosyjska wyjaśniała pózniej, że w Tu-154M została umieszczona cieńsza taśma, jednak nie ma żadnych dokumentów potwierdzających umieszczenie w czarnej skrzynce polskiego Tu-154M niestandardowej taśmy, choć w przypadku wymiany takie dokumenty powinny być bezwzględnie obecne. Tajemnica zachodniej strony lądowania Dopiero w raporcie końcowym komisja MAK po raz pierwszy informuje, że urządzenia naprowadzające systemu naziemnych radiolatarnii NDB (Non- -directional Beacon) są w tej chwili tylko po stronie wschodniej. Dziennikarz rosyjski S. Amielin pisał, że urządzenia te zostały zdemontowane w okresie jesienno-zimowym 2009 roku, czyli w czasie, gdy rosyjska i polska prasa oraz radca ambasady Rosji mówili o planowanej wizycie w kwietniu 2010 polskiej delegacji w Katyniu koło Smoleńska. Sprawa jest o tyle dziwna, że z rozmów załogi Tu-154M 10 kwietnia 2010 oraz z publikacji prasowych bezpośrednio po katastrofie wynika, że nikt w Polsce nie wiedział o rzekomych zmianach w wyposażeniu lotniska w Smoleńsku, choć takie informacje bezwzględnie powinny być przekazane przez stronę rosyjską. Zamiast tego pojawiały się wielokrotnie tytuły prasowe, np.: Dlaczego lądowali od wschodu? lub 7 kwietnia lądowano też od wschodu. Oficjalne wypowiedzi osób związanych z śledztwem nic nie wspominały o zdemontowanych urządzeniach NDB od zachodniej strony. Przez dziewięć miesięcy nikt oficjalnie nie potwierdził, że nie można było lądować od zachodu. Zdjęcia rzekomo zniszczonych obiektów zachodniej strony lotniska zostały opublikowane przez S. Amielina dopiero w pazdźierniku 2010 roku tylko dlatego, że polscy internauci (związani z wojskowością) dwa miesiące wcześniej, w sierpniu 2010 roku odkryli zdjęcia przedstawiające radar ustawiony na zachodnią stronę lądowania, co wskazywało, że ta strona jest czynna. Tajemnica zachodniej strony lądowania, choć dotyczy najprostszych spraw, zawiera najwięcej białych plam, niedopowiedzeń i niejasności. na kursie i ścieżce Kolejna zastanawiająca sprawa to brak w kopiach dźwiękowych rozmów i w stenogramach fragmentów dotyczących korygowania lotu przez kontrolerów. Na lotnisku w Smoleńsku od wschodu (E- -W, 259) podchodzi się według radaru i dwóch radiolatarni prowadzących (NDB). Potwierdzają to sami Rosjanie: Na lotnisku Smoleńsk Północny system podejścia do lądowania RSP z OSP dla KM=259 składa się z radiolokacyjnego systemu lądowania RSP-6m2, bliższej radiolatarni prowadzącej PAR- -10 i dalszej radiolatarni prowadzącej PAR-10 oraz markerów (str. 140 polskiej wersji raportu MAK). Przypominam, że informacja o tym systemie RSP+OSP (ang. PAR+NDB) jest obecna także w rozmowach kontroli w Smoleńsku z rosyjskim Ił-76, który podchodził do lądowania w tym samym dniu co Tu-154M. Radar RSP, odpowiednik polskiego RSL występującego na lotniskach wojskowych, to radar precyzyjny. Oznacza to, że odpowiedzialność leży całkowicie po stronie rosyjskiej, bo podejście według takiego radaru wymaga ciągłej współpracy wieży z załogą samolotu mówił ekspert GP, kontroler lotu z Okęcia. Według niego przerwa w tym, co mówi do załogi wieża, nie może być dłuższa niż kilka sekund. Kontrolerzy muszą cały czas naprowadzać samolot. Pracownik wieży lotów jest w tym wypadku członkiem załogi twierdził ekspert GP. Dziwi więc, że uwagi kontrolerów zapisane na taśmie dźwiękowej są szczątkowe, a wieża powtarza tylko, że samolot jest na ścieżce i kursie, choć przypomnijmy w trakcie padania tych komend Tu-154M nigdy w rzeczywistości na ścieżce i kursie nie przebywał. Wręcz przeciwnie, z niewyjaśnionych dotąd przyczyn znajdował się najpierw zbyt wysoko, potem zbyt nisko. Jednocześnie, jak przyznała nawet sama komisja MAK, wszystkie komunikaty o odległości od pasa startowego były podawane z błędem ok metrów, co oznaczało, że załoga miała prawo myśleć, że jest bliżej lotniska niż była w rzeczywistości. Mój kolega z wieży lotniska Okęcie sprowadził na radarach RSL ponad dwa tysiące samolotów i nigdy nie spotkał się z sytuacją, w której maszyna byłaby zawsze idealnie na ścieżce i kursie. W każdym przypadku lot trzeba było mniej lub bardziej korygować, np. nakazać obniżenie lub podniesienie lotu lub odbicie lekko w lewo lub prawo. Tutaj albo poprawki kontrolerów zostały wycięte, albo w ogóle nie padły uważał rozmówca Gazety Polskiej. Zastanawia też, dlaczego na taśmach nie słychać, jak załoga kwituje, czyli potwierdza komendy wieży. Kpt. Arkadiusz Protasiuk przed tragicznym lotem aż sześć razy lądował w Smoleńsku i doskonale znał rosyjskie procedury. Jednocześnie z zapisów rozmów załogi Tu-154M wynika, że załoga polskiego tupolewa uzgodniła, że nawigator będzie czytał wysokość po odległości, a więc tak jak przewiduje tzw. kwitowanie. Prawdopodobnie więc wycięto część ważnych rozmów polskiej załogi ze smoleńską wieżą. Podejrzane kopie czarnych skrzynek Jakie są brakujące polecenia i informacje, które wydawali polskiej załodze rosyjscy kontrolerzy naprowadzający Tu-154 M101? Dlaczego samolot lądował od strony wschodniej i z jakiego powodu mimo precyzyjnego podejścia z pomocą radaru, doszło do katastrofy? Dlaczego wywierał naciski i z kim rozmawiał rosyjski płk Krasnokutski? Za pomocą jakich środków łączności rozmawiał z tajemniczym generałem, skoro rozmowa nie została nagrana w rozmowach wychodzących z wieży lotniska w Smoleńsku? Odpowiedzi na te pytania nigdy nie uzyskamy, jeśli Rosja nie zwróci nam oryginałów polskich czarnych skrzynek. Oryginały czarnych skrzynek Tu-154M wciąż są w rękach rosyjskich, pomimo zakończenia dochodzenia komisji MAK (październik 2010) oraz pomimo opublikowania raportu końcowego (13 styczeń 2011). Zgodnie z przepisami, według których odbywało się badanie katastrofy polskiego rządowego Tu-154M, wrak samolotu oraz wszystkie dowody rzeczowe, w tym czarne skrzynki, powinny wrócić do Polski w chwili zakończenia dochodzenia komisji MAK. Polska prasa oraz polski rząd codziennie powinny dopominać się o polską własność. Materiały te mają ogromne znaczenie, gdyż nawet polska prokuratura wojskowa w swoich ostatnich wypowiedziach dała do zrozumienia, że dopuszcza możliwość tego, że polska strona otrzymała sfałszowane lub niepelne kopie czarnych skrzynek. Jednocześnie dzień po publikacji artykułu GP MAK zmanipulował zapis czarnych skrzynek? polska komisja badająca katastrofę Tu-154M przełożyła o sześć tygodni publikację swoich ustaleń, tłumacząc się bezwględną koniecznością przeprowadzenia eksperymentu na drugim Tu-154M, dotyczącego tego, w jaki sposób są rejestrowane na czarnych skrzynkach poszczególne działania załogi. O tym, dlaczego i jakie wątpliwości popjawiają się w związku z tym zagadnieniem w następnym artykule. Kajetan Marzec Autor, wykorzystując swoje doświadczenie z pracy w obsłudze radiolokacyjnej cywilnych i wojskowych statków powietrznych, od wielu miesięcy prowadzi niezależne analizy faktów związanych z katastrofą smoleńską. Jest w stałym kontakcie z pilotami, fizykami, matematykami, inżynierami i innymi osobami, które swoją wiedzą i doświadczeniem starają się bronić honoru żołnierza polskiego i godności Tych, którzy zginęli 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie rządowego Tu-154M w Smoleńsku. english się druga wojna czeczeńska. Miesiąc później nastąpił pierwszy wybuch w bloku mieszkalnym, w Bujnansku w Dagestanie. Był to dopiero początek krwawej serii zamachów na bloki w Rosji; dwa kolejne miały miejsce w Moskwie i jeden w Wołgodonsku. Łącznie zginęło prawie 300 osób, a drugie tyle zostało rannych. Władze natychmiast winą obwiniły czeczeńskich terrorystów. W kraju zapadła panika i antyczeczeńska nagonka. Największe podejrzenia wzbudził jednak nieudany wybuch w bloku w Riazaniu. Jeden z mieszkańców zauważył kilka osób wnoszących worki do piwnicy. Po interwencji Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) stwierdzono, że cała ta akcja to tylko ćwiczenia, a podejrzanych wypuszczono. Fala zamachów Pacyfikacja Czeczenii przebiegała wyjątkowo bezwględnie, zginęło tysiące cywilów, a kraj został ponownie doszczętnie zniszczony. Wiele informacji na ten temat zawdzięczamy słynnej niezależnej dziennikarce Annie Politkowskiej, która regularnia opisywała zbrodnie rosyjskich wojsk w Czeczenii. W tym czasie niezależne media w Rosji zostały zamknięte i Rosjanie mieli tylko dostęp do oficjalnej propagandy. Co prawda Rosjanom udało się przywrócić kontrolę nad Czeczenią już w połowie 2000 roku, ale walka partyzancka trwała jeszcze prawie dziesięć lat, a najgroźniejsze bojówki organizowały krwawą zemstę na Rosjanach. Pierwszy potężny cios w sercu Rosji po zakończeniu wojny nastąpił w październiku 2002 roku. Czeczeńska bojówka terrorystyczna zajęła teatr na Dubrowce w Moskwie. Po trzech dniach siły specjalne wpuściły gaz usypiający na salę, po czym przeprowadziły szturm w celu uwolnienia zakładników. Podczas akcji zginęło ponad sto ludzi. Niecałe dwa lata później, przywódca czeczeńskich terrorystów, Szamil Basajew, związany z al-kaidą, zorganizował kolejny atak; tym razem na szkołę w Biesłanie w Północnej Osetii. Rosyjskie służby kolejny raz przeprowadziły szturm i w wyniku strzelaniny zginęło aż 334 osób, w tym 186 dzieci. Nienawiść do Czeczenów wzrosła do poziomów wcześniej niespotykanych. W następnych latach miały miejsce większe i mniejsze zamachy w Rosji, które z czasem się nasiliły; pod koniec 2009 roku terroryści wysadzili Newski Express, który łączy Moskwę z Petersburgiem. W zamachu zginęło 28 pasażerów, a 96 zostało rannych. W marcu zeszłego roku tzw. czarne wdowy z Kaukazu wysadziły się w moskiewskim metrze zginęło 40 osób. Zamach w Domodiedowie najprawdopodobniej przeprowadziła bojówka przywódcy kaukaskich terrorystów; Doku Umarowa, który mianował się emirem Kaukazu i ma zamiar stworzyć w regionie radykalne państwo islamskie, na wzór Talibów. Przejął przywództwo nad islamskimi terrorystami po tym, jak Rosjanie zabili Basajewa w 2006 roku. Umarow przyznał się, w filmie umieszczonym w internecie, do zorganizowania zamachu w Domodiedowie i ogłosił, że ten rok będzie dla Rosjan rokiem krwi i łez. niespokojny kaukaz Władimir Putin ogłosił, że Czeczeńcy nie są odpowiedzialni za zamach w Domodiedowie. Ma zapewne rację, ponieważ Czeczenią rządzi twardą ręką namiestnik Moskwy, Ramzan Kadyrow, który przywrócił w kraju spokój i szybką odbudowę, w zamian za totalitarne rządy. Natomiast sytuacja wygląda zupełnie inaczej w sąsiednich regionach. W zeszłym roku na Kaukazie doszło do tysiąca zamachów. Dotychczas najbardziej niespokojny był Dagestan, ale po brutalnej reakcji władz, zamachy przeniosły się do Kabardo-Bałkarii. Władze obwiniają szerzenie się terrozyzmu popularnością bojówek islamskich. Przyczyną ich popularności jest wyjątkowo niski poziom życia; bieda, bezrobocie oraz korupcja lokalnych urzędników. Pieniądze przysyłane z Moskwy giną wśród lokalnych władz. Sprawę też komplikuje niechęć Rosjan do narodowości kaukaskich. W Moskwie i Petersburgu nierzadkie są rasistowskie napady i morderstwa na przybyszy zarówno z tego regionu, jak i z Azji Środkowej, które milicja bagatelizuje i rzadko kiedy winni zostają ukarani. Widać już, że polityka Kremla wobec Kaukazu nie przynosi żadnych pozytywnych rezultatów. Samą przemocą nie stłumią bojówek terrorystycznych. Szansą na stabilizację jest rozwój gospodarczy na Kaukazie i większa akceptacja narodowości kaukaskich w Rosji. Jeśli problem nie zostanie rozwiązany, zamachy na terenie Rosji raczej nie ustaną. Stanisław Mickiewicz Autor jest analitykiem ds. politycznych i ekonomicznych Europy Środkowo- -Wschodniej

10 10 28 lutego 2011 nowy czas felietony opinie King s Grove London SE15 2NA Donos na rednacza Krystyna Cywińska Stary człowiek, a może. Donoszę, że tak pomyślałam po przeczytaniu w Dzienniku Polskim refleksji Szymona Zaremby. Refleksji dotyczących kolaboracji i kolaborantów. Tematyki nieustającej w kraju i za granicą. Szymon Zaremba jest jednym z ostatnich londyńskich działaczy niepodległościowych. Czyli prawie historyczny mamut. Z definicji powinien być skostniały i zesztywniały w swoich poglądach. A nie jest. Choć jest już w wieku matuzalowym. Stara się, jak może, ten stary człowiek dotrzymać kroku przemijaniu. Bo wszystko przemija, a czas przynosi inne, zrewidowane poglądy. Źle to czy dobrze? Grzech to czy cnota? Szymon Zaremba, prezes wydawnictwa londyńskiego Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza, dziwi się pomawianiu i oskarżaniu różnych osób o kolaborację z ubecją. Głównie na tzw. emigracji. Dziwi się, jak rozumiem, nagonce na różne osoby, którym może można by coś udowodnić, choć nie wiadomo dokładnie co. A jeśli wiadomo, to niewiele. W tych refleksjach na łamach swego Dziennika prezes Zaremba dokonuje swego rodzaju analizy kolaboranctwa. Świadomie czy nieświadomie, z takich czy innych powodów. A powody zawsze są różne. No i pan Szymon Zaremba wzbudził ostrą reakcję redaktora naczelnego Nowego Czasu Grzegorza Małkiewicza. O co tym Polakom chodzi? pyta Zaremba. Czy chodzi im o to, czy ubecja była polską organizacją? Nim ktoś napisze, że żydowską, niech sprawdzi w osobowych danych ubecji. Okaże się, że po 1968 roku znaczną większość ubeków stanowili rdzenni Polacy katolicy. Można by wtedy twierdzić, ryzykownie, że ubecja była polską organizacją. Skoro jednak jak wiadomo ubecja była ramieniem KGB, definicja się komplikuje. Skomplikowany jest, na dodatek, stosunek do PRL. Czy był ten PRL, czy nie był prawdziwą Polską? Dla wielu, którzy PRL przeżyli, był. A byli członkowie jej czołowej partii PZPR, i to na wysokich szczeblach są nadal wybitnymi politykami w naszym wolnym kraju. Niektórzy z nich, może nawet wielu, mieli też zapewne takie czy inne powiązania z ubecją. Czyli mamy popularnych polityków, których można by było uznać za kolaborantów. Choćby w cudzysłowie. Tak zrozumiałam wywód Szymona Zaremby. Nie jako odstępstwo czy sprzeniewierzenie się ideałom niepodległościowym. A tak właśnie wypowiedź prezesa Zaremby zrozumiał Grzegorz Małkiewicz. Ja jego wypowiedź uznałam raczej za racjonalną ocenę rzeczywistości. Nie zawsze należy okładać kamieniami tych, którzy coś przeskrobali, podpisali czy nagadali pod presją. Lech Wałęsa też coś podpisał i coś tam nagadał. No i co z tego? Jego wielkości w niczym to nie ujmuje. Ujawniać kolaborantów, pociągnąć ich do odpowiedzialności to jedno, ale czepiać się o kolaborację podejrzanych, to drugie. Parafrazując Mrożka donoszę, że ochotniczo zakończyłam tępienie kolaborantów w mojej wiosce Clapham w Londynie. Jednemu z nich przyłożyłam torebką, a innemu wałkiem do ciasta. Ale nie zamierzam wsiadać na wysokiego konia i z lancą w dłoni bić się o definicję niezłomności. Bo czas na pstrym koniu jedzie. Co piszę, darząc wielkim szacunkiem opinie niezłomnego Grzegorza Małkiewicza. Choć niekoniecznie je podzielam. Grzesiu kochany, zirytowało cię nawiązanie przez Szymona Zarembę do czasu konspiracji w okresie niemieckiej okupacji. Jak prezes Zaremba napisał, nie piętnowano tych, którzy się załamywali w śledztwie czy w przesłuchaniach. Ostrożność i wyrozumiałość była wpisana w system konspiracyjny. Kolaborantami byli ci, którzy świadomie, dla zysków współpracowali z gestapo. Nie ci, których gestapo łamało. Niestety, wiele polskich wsi, miast i miasteczek miało kolaborantów. Wśród nich i takich, którzy dla zysku wydawali i mordowali siekierami Żydów. Kolaborantami bywali też i Żydzi. Tropili swoich rodaków, pobierali od nich haracz, wydawali ich w niemieckie ręce. Znany i opisany jest przypadek tzw. Grupy Blauweiss. Organizacji składającej się z osób pochodzenia żydowskiego zajmujących się tym procederem. Mój mąż wykonał na przywódcy tej grupy i kilkorgu jego współtowarzyszach wyrok śmierci. Strzelał do nich w Warszawie w biały dzień. Wyrok był w Podziemiu prawomocny. Myślę o tym, oglądając świetny telewizyjny serial Czas honoru. Serial o tamtych strasznych czasach i ludziach strachem wyniszczanych. Czas strachu, wyniszczania i deprawowania nie skończył się wraz z końcem wojny. W więzieniach ubecji ludzie się załamywali, sypali, podpisywali różne rzeczy. Kolaborowali także, żeby lepiej żyć, dostawać talony i kupony, a także wyjeżdżać za granicę. Byli tacy, którzy wierzyli w system, i tacy, którzy za opór przeciw systemowi ponosili śmierć. Po co o tym piszę? O tych znanych sprawach, przynudzając przeszłością młode pokolenia? Piszę po to, żeby dokonać we własnym odczuciu, bo nic tu po sumieniu, pewnej analizy złożoności naszego życia w kraju i za granicą. Być wiernym swoim zasadom to piękne. I łatwe, kiedy nic to nie kosztuje. A na emigracji wierność zasadom niepodległości i nieprzejednania nic nie kosztowała. Poza składkami na organizacje tę wierność podtrzymującymi. Donoszę, za Mrożkiem, że ogólnie żyło nam się tu dobrze. I będzie się żyło jeszcze lepiej, jak się nie będzie nikogo pociągało za każdą wypowiedź. No chyba że w celach polemiczno-dydaktycznych. Co też starałam się zrobić w tym felietonie, dziękując za temat panom Szymonowi Zarembie i Grzegorzowi Małkiewiczowi. A już myślałam, że będzie tematyczna klapa i klops. Z pozdrowieniami, Wasza staruszka, która jeszcze co nieco może. Dodaj swój komentarz na Życie jak burleska We dwoje czy na singla? pyta koleżanka, która nie może się zdecydować. Wychodzić za mąż, czy nie. Ostatnio odesłała z kwitkiem kolejnego kandydata. Czwartego. Jeszcze nie teraz przyznała. Kandydata zrobiło mi się żal. Fajny chłopak. Uczynny, pracowity, spokojny, a nader wszystko przystojny. W skrócie: bardzo dobry materiał na męża. Koleżanka zresztą nie jest wcale gorsza. Dobra praca w City, już drugie własne mieszkanie (kupiła ruderę, którą przez kilka miesięcy sama remontowała, tak dla frajdy) i uroda, że nie można przejść obojętnie. A jednak mimo prawie trzydziestu pięciu lat wcale jej nie śpieszno na ślubny kobierzec. Może nawet nigdy się na niego nie zdecyduje. Po co? pyta przewrotnie. Muszę przyznać, że postępowanie Bożeny trochę mnie dziwi. Gdy poznała swojego ostatniego chłopaka, była taka happy, że nikt ze znajomych nie wiedział, co z tym fantem zrobić. Kilka tygodni wcześniej odprawiła z kwitkiem poprzedniego, przyznając że nie jest jeszcze gotowa na małżeństwo. Gdy przedstawiała nam Patricka, twierdziła, że tym razem chyba ulegnie. Że to już po raz ostatni, że już czas się ustatkować, pomyśleć poważniej o przyszłości. Zobacz, jaki on słodki przekonywała. Czy już wtedy wiedziała, że i tego odprawi? Tego nie wiem. Ale przyznaję, że gdy odprawiła, nikogo to nie zaskoczyło. A wszystko było dobrze między nimi aż do momentu, gdy biedaczyna nie wytrzymał i postanowił poprosić ją o rękę. Gdyby tego nie zrobił, pewnie nadal byliby razem. Znowu pojechaliby na szalone wakacje, razem mieszkali. Wszystko byłoby po staremu. Głupek! Powinien wiedzieć! Hm, widocznie nie wiedział... Co takiego jest w małżeństwie, że coraz mniej osób decyduje się na zmianę stanu cywilnego? Jaka jest różnica pomiędzy małżeństwem a życiem w związku, który nigdy się nie kończy? Wspólny dom, mieszkanie. Wspólne wakacje. Tylko tego jednego papierka brak? Wśród moich znajomych pełno jest takich, co to niby na kocią łapę: nieoficjalnie, na szaro, a jednak na pierwszy rzut oka widać, że są szczęśliwi, że im tak dobrze, wygodnie, fajnie. Że można i tak, inną drogą, być razem. I to przez lata, wiele lat. Albo, jak Bożena, samemu. Teraz przekonuje, że ma dosyć chłopaków, partnerów. Chce trochę sama pobyć. Ja jej nie wierzę. Na stronie internetowej The Single Life znaleźć można setki opowieści o tym, dlaczego ludzie decydują się na życie w pojedynkę. Opowieści są różne: od tragicznych rozstań z ukochaną (nikt nie chce tego przeżywać po raz kolejny), poprzez opowieści tych, którzy lubią polować w barach, na koncertach, w kinach, internecie, parku (zdziwilibyście się, wiedząc, w jakich to miejscach ludzie potrafią polować!) tylko po to, by przez noc lub dwie cieszyć się zdobyczą i polowanie zacząć od nowa. Dla samej frajdy polowania. Trafiony, znaczy się zatopiony. Następny proszę. Są również i tacy, którzy dzięki swojemu ekscentrycznemu zachowaniu nie znajdą nikogo, kto by z nimi kiedykolwiek wytrzymał dłużej niż dzień. Może dwa. Ale są również i tacy, dla których bycie na kocią łapę, bez małżeńskiej smyczy, jest jedyną możliwą drogą, którą da się iść przez życie. W której czują się dobrze, bezpiecznie, szczęśliwie. Wiem coś o tym. Sam taki jestem. Przekonania nie zmienię. V. Valdi nowyczas.co.uk

11 nowy czas 28 lutego felietony i opinie Na czasie Grzegorz Małkiewicz KOMENTARZ ANDRZEJA KRAUZEGO Już myślałem, że temat kolaboracji odrobiłem, a tu donos o mojej niezłomności, więc wyjścia nie mam, muszę bronić owej niezłomności, tej podłej cnoty, która jak sugeruje Krystyna Cywińska utrudnia rewidowanie poglądów i racjonalne widzenie świata. Sądząc po wstępie, racjonalizm ten przychodzi z wiekiem, czego wyrazem były opublikowane w Dzienniku Polskim refleksje prezesa Szymona Zaremby, z którym w ostatnim numerze Nowego Czasu pozwoliłem sobie na polemikę. Poczułem się jak żółtodziób, do czego pretensji nie mam, bo w moim wieku z każdej dawki eliksiru należy się cieszyć. Sprawa wydaje się jednak bardziej trywialna. Nie chodzi o wiek adwersarzy, nie chodzi o przekonania i niezłomność, ale o zestaw założeń wyjściowych. To one decydują o konkluzji. W historii liczą się fakty, a okoliczności mogą być co najwyżej tłem. Mówienie o ich funkcji łagodzącej nie ma z racjonalizmem nic wspólnego, może być tylko błyskotliwą, jak w przypadku Krystyny Cywińskiej, publicystyką. Niestety, debata na temat najnowszej historii Polski, jej okresu komunistycznego zniewolenia, od dwudziestu lat jest domeną publicystyki. Historyków porównuje się do zajadłych tropicieli haków na uczciwych ludzi. Publicystów ich broniących, w towarzystwie kulturalnym, nazywa się niezłomnymi, w mniej kulturalnym oszołomami. Bardzo sobie cenię, i piszę to bez ironii, że przebywam w towarzystwie kulturalnym. Do Polski, jak zwykle, nowe idee docierają poniewczasie. Koniec ideologii obwieszczony na Zachodzie w latach osiemdziesiątych miał krótki żywot. W Polsce, z wiadomych względów, trafił na podatny grunt polityczny, pozwolił zrewidować, jak to określa Krystyna Cywińska, poglądy, a ostatnim działaczom niepodległościowym ułatwił dotrzymanie kroku przemijaniu. Z końcem ideologii wiązała się deklaracja końca historii. Na deklaracji zostało, ale nie w Polsce. Jak się niedawno dowiedziałem, nauczanie historii w szkołach w ostatnim dwudziestoleciu tak było pomyślane, że nauczycielom nie starczało czasu na naukę współczesnej historii Polski, czyli okresu PRL. Dużo miejsca poświęcało się natomiast nauce o legionach rzymskich czy niemieckiej reformacji. Nieświadome zaniedbanie? I jak w takiej sytuacji reagować na rażące nadużycia? Czy można potępiać nauczycieli w komunistycznej Polsce, którzy uczyli oportunizmu, a Katyń ewentualnie przerabiali, ale na lekcjach geografii, a nie historii. Co z tej debaty trafia do młodego Polaka, który po prostu nie zna historii swojego kraju? I dowiaduje się od działacza niepodległościowego, że Urząd Bezpieczeństwa był polską organizacją. Nawet nie w znaczeniu narodowościowym, ale sugerowanej ciągłości historycznej polskiego państwa. Naprawdę nie o to chodzi, że na emigracji wierność zasadom niepodległości i nieprzejednania nic nie kosztowała. Taką opinię słyszałem od dziecka z komunistycznych mediów. Emigracja miała dać świadectwo niezgody na zniewolenie narodu, dlatego ze zdumieniem czytam oświadczenia ostatnich działaczy niepodległościowych, że PRL był prawdziwą Polską. I tu tkwi sedno sprawy, reszta to didaskalia, nieistotne przypisy, substytut naszej historii, ale nie historia, którą mamy prawo poznać. Przy takim założeniu również sprawa kolaborantów wygląda inaczej. Napisałem o tym wyraźnie w poprzednim felietonie, z czym zresztą zgadza się Krystyna Cywińska, pisząc: Ujawniać kolaborantów, pociągnąć ich do odpowiedzialności to jedno, ale czepiać się o kolaborację podejrzanych to drugie. Ktoś jednak zadbał o to, żeby tych podejrzanych, niesłusznie oskarżonych było jak najwięcej, żeby skompromitować jakiekolwiek próby rozliczenia. W zgiełku medialnym postanowiono ukryć odpowiedzialnych nawet za zbrodnie. Włodarze PRL wydawali rozkazy strzelania do Polaków, ale do tej pory nikt jeszcze za te czyny nie odpowiedział. W lustracji i dekomunizacji, których nie było, słabi i złamani nie byli celem ponurych odwetowców. Kolaborantom powojennym i funkcjonariuszom reżymu nie grozi też kara śmierci, jak było w czasie wojny, a jedynie śmierć cywilna. O czym pisałem bez irytacji. Krysiu, nie wszystko przemija. Relatywizm sprawdził się w fizyce, doprowadził do nieoczekiwanego w dziejach skoku cywilizacyjnego i technologicznego. W życiu społecznym jest narzędziem pauperyzacji człowieka, poniżaniem jego godności, narzędziem manipulacji, jest wywracaniem wszystkich tych wartości, wokół których społeczności i wspólnoty narodowe powstały. Można, oczywiście, relatywizować, pod jednym wszakże warunkiem: wtedy gdy zgodzimy się, że wspólnota jest przeżytkiem do niczego nam niepotrzebnym, a do poczucia tożsamości wystarczy nam bigos i flaszka czystej. Dla mnie to trochę za mało, tym bardziej że za bigosem nie przepadam, a po czystej chciałbym się pojedynkować z inaczej myślącymi. Choć właściwie pojedynek bo w argumenty nikt się już nie wsłuchuje pozostał może jedynym rozwiązaniem. Wacław Lewandowski Czego chcą? Zima ludów w Afryce północnej i na Bliskim Wschodzie została początkowo przyjęta przez komentatorów z entuzjazmem, zwłaszcza przez niektórych arabistów, którzy twierdzili, że w dobie globalizacji społeczeństwa arabskie nie chcą już znosić uciążliwych dyktatur i niskiego standardu życia, upominają się więc o demokrację i prawa człowieka. Nie można bowiem w dzisiejszym świecie zataić przed tymi ludźmi dobrodziejstw, które swoim obywatelom gwarantują zachodnie demokracje, jest zatem zrozumiałe, że i Arabowie analogicznych dobrodziejstw dla siebie pragną i o nie się upominają. Zrazu wydawało się, że rozszerzająca się z kraju na kraj fala obywatelskiego protestu gładko zniesie dyktatury, nigdzie nie napotykając stanowczego oporu. Pierwszym podważeniem tych przypuszczeń było długie wahanie Mubaraka, który nie od razu zdecydował się na odejście; drugim, poważniejszym, jest oświadczenie Kadafiego, że władzy nad Libią nie odda, a z przeciwnikami będzie walczył na śmierć i życie, do ostatniego pocisku, złożone w imieniu dyktatora przez jego syna. Tu żarty się kończą, a biorąc pod uwagę wiadomości o licznych już ofiarach śmiertelnych wypada powiedzieć, że już się skończyły. Trudno, oczywiście, o sympatię dla Kadafiego czy innego arabskiego satrapy, jasne więc że opinia światowa sympatyzuje z protestującymi. Pytanie jednak, na ile sytuacja jest prosta. Pamiętam przecież, jak światowa opinia sympatyzowała z irańskimi studentami, którzy wzniecili rewolucję celem obalenia Szahinszaha. Wydawało się wówczas, że ci studenci chcą prawdziwej demokracji i chcą dla siebie praw obywatelskich, jakimi cieszy się człowiek Zachodu. Rychło jednak okazało się, że w wyniku rewolucji powstał model państwa islamskiego, antydemokratycznego i antyzachodniego, marzącego o broni jądrowej i unicestwieniu Izraela. Nic przeto dziwnego, że w obecnej chwili zimą ludów najbardziej zaniepokojeni są Izraelczycy. Nikt bowiem dziś nie zagwarantuje, że potężny ruch obywatelskich buntów nie przerodzi się w nową, nieobliczalną, antyzachodnią i zabójczą dla państwa żydowskiego fundamentalistyczną międzynarodówkę islamską. Na razie niczego nie wiadomo i wszystko może się zdarzyć. Na razie można przypisywać manifestującym tłumom dążności i pragnienia jakie nam tylko przyjdą do głowy. Warto jednak pamiętać, że każda rachuba może być zawodna. Nie ma żadnej pewności, że ideały demokracji są dla tych zbuntowanych kuszące i powabne. Nie ma pewności, że nie są one im nienawistne. Na izraelskie obawy trzeba spojrzeć poważnie i bez lekceważenia, bo przecież w wyniku tego, co się teraz w bezpośrednim otoczeniu Izraela rozgrywa, możemy wkrótce obudzić się w świecie dalece odmienionym. I nie odmienionym na lepsze Świat wyczekuje i zdaje się pocieszać nadzieją, że to wszystko ku lepszemu poprowadzi. Być to może. Chciałoby się jednak móc mieć nadzieję, że najwięksi polityczni gracze naszego globu zdają sobie sprawę, że istnieją i działają siły, które gotowe są pchnąć energię arabskich rewolt w bardzo niepożądanym przez nas kierunku. Mało tego chciałoby się móc wierzyć, że owi gracze mają jakieś scenariusze zapobiegania złemu obrotowi spraw na Bliskim Wschodzie. Chciałoby się, jednym słowem, nie mieć obaw, że Zachód znów okaże się naiwny i zbyt optymistyczny w swych rachubach. Chciałoby się i to bardzo Protestującym chciałbym życzyć jak najlepiej, gdybym tylko mógł wiedzieć, że na pewno ich marzenia nie godzą w nasz świat i nasze życie. Brak mi danych, by o tym orzekać. Nie wiem, jakie są ich marzenia. Czy ktoś to dzisiaj wie?

12 12 28 lutego 2011 nowy czas drugi brzeg Romuald Wernik Zmarły w Londynie Romuald Wernik całe swoje życie poświęcił jednej idei bolesnej historii Kresów. Urodził się w 1924 roku na Wołyniu. W czasie II wojny światowej wysiedlony z rodzinnych stron, nigdy o nich nie zapomniał i konsekwentnie w licznych publikacjach książkowych i artykułach w prasie emigracyjnej, a po roku 1989 również krajowej, przypominał, wbrew panującej koniunkturze politycznej, ludobójstwo Jerzy Nowosielski Karin Stanek dokonane na Polakach przez ich ukraińskich sąsiadów. W 1940 roku wraz z matką, babką i siostrą został zesłany na Syberię. Ojca, aresztowanego wcześniej, Sowieci, rozstrzelali pod Kijowem, o czym rodzina dowiedziała się po 50 latach. Po,,amnestii wstępuje do 5 Dywizji Kresowej. Z Armią Polską w ZSSR ewakuuje się na Bliski Wschód. W Palestynie kończy gimnazjum Junackiej Szkoły Kadeckiej. Po wojnie przybywa do Wielkiej Brytanii i studiuje historię sztuki na uczelni angielskiej. Po studiach pracuje jako projektant wnętrz i prowadzi na Portobello galerię sztuki polskiej. Bierze czynny udział w życiu politycznym i społecznym emigracji. Należał do Komitetu Wykonawczego Ligi Niepodległości Polski, był posłem do Rady Rzeczypospolitej. Wchodził w skład władz Związku Ziem Wschodnich Rzeczypospolitej Polskiej. Wielokrotnie pełnił funkcję prezesa Koła Junackiej Szkoły Kadetów. Był prezesem Towarzystwa Uczczenia Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa i Związku Ziem Wschodnich II Rzeczypospolitej, W latach 60. należała do najpopularniejszych polskich piosenkarek, znana m.in. z piosenek Jedziemy autostopem i Chłopiec z gitarą. Urodziła się 18 sierpnia 1943 (lub 1946) roku w Bytomiu w rodzinie górniczej. Po ukończeniu siedmiu klas szkoły podstawowej pracowała jako goniec. Na scenie zadebiutowała w 1962 roku piosenką Jimmy Joe. W tym samym roku, po zwycięstwie odniesionym w konkursie Czerwono-Czarni szukają młodych talentów w Zabrzu i Krakowie, została wokalistką grupy. Występowała z nią do roku członkiem władz Towarzystwa Pomocy Polskiemu Uniwersytetowi w Wilnie, krajowego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą. Publikował w londyńskich Wiadomościach, w Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza, w Tygodniu Polskim, Orle Białym, Gazecie Niedzielnej, i w wychodzącym w Toronto Głosie Polskim. Od 1999 do 2005 redagował Głos Emigracji. Zajmował się głównie tematyką stosunków polsko-rosyjskich i polsko-ukraińskich, ale ogłaszał też artykuły o sztuce. Łącznie pozostawił ponad 1300 artykułów. Równie imponujący jest dorobek książkowy Romualda Wernika, w tym 15 książek kresowych w których przedstawia losy Kresów od Powstania Styczniowego do czasów współczesnych ze szczególnym uwzględnieniem okresu II wojny poświęconym ofiarom sowieckich deportacji i ludobójczej akcji Ukraińskiej Powstańczej Armii. W swojej twórczości podtrzymywał stanowisko nienaruszalności polskich granic. Był jeden z najwybitniejszych polskich malarzy o międzynarodowej sławie. Urodził się w Krakowie 7 stycznia 1923 roku z matki katoliczki i ojca unity, pochodzącego z ruskich Łemków. Wcześnie wykazywał plastyczne, a także muzyczne uzdolnienia. Początkowo pasjonował się impresjonizmem i ekspresjonizmem, potem zainteresował go kubizm. Wojna przerwała jego gimnazjalną naukę. W 1940 roku podjął naukę w Instytucie Sztuk Plastycznych, tzw. Kunstgewebeschule. Traktowany przez Niemców jak szkoła zawodowa, instytut był zakonspirowaną ASP, gdzie nauczali profesorowie krakowskiej uczelni. W 1945 roku, po wojnie, Nowosielski podjął studia na krakowskiej ASP u profesora Eibischa. Został przyjęty od razu na trzeci rok. Po półtorarocznej nauce zarzucił jednak studia. Nowosielski nigdy nie malował niczego z natury, a dla studenta ASP to była podstawa edukacji. W tym czasie związał się z działającą w Krakowie grupą tzw. Nowoczesnych. Wystawiał z Kantorem, Brzozowskim, Mikulskim, Skarżyńskim, lecz ciągle był niezadowolony z własnych osiągnięć. Przełom nastąpił w 1947 roku, kiedy Nowosielski odkrył uduchowioną formę abstrakcji. Z jednej strony interesowała mnie abstrakcja geometryczna, z drugiej zaś pewne elementy figuracji Ikona uświadomiła mi, że te dwie tendencje w sztuce się nie wykluczają, a wręcz przeciwnie, w każdym dobrym obrazie muszą ze sobą współistnieć mówił artysta o znalezieniu swojej drogi. Pozostał jej wierny do końca życia. Taki wybór nie sprzyjał karierze w okresie dominującego socrealizmu. Nowosielski nie szuka jednak kompromisów. W 1949 roku na Zjeździe Związków Plastyków Nowosielski wystąpił przeciwko naginaniu sztuki do politycznej idei. Zrezygnował też z udziału w wystawach, a następnie z posady w Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych, przeniósł się do Łodzi, zaczął pracę jako kierownik artystyczny Państwowej Dyrekcji Teatrów Lalek. Utrzymywał się głównie z polichromowania cerkwi i kościołów. Uczestniczył w blisko 100 wystawach indywidualnych, ponad 250 zbiorowych w Polsce i poza granicami. Wraz z grupą występowała na festiwalach w Sopocie (1962 i 1964) i w Opolu ( ), gdzie została wyróżniona m.in. za wykonanie piosenek Jedziemy autostopem i Chłopiec z gitarą. Po odejściu od Czerwono-Czarnych występowała solo, a także z grupami: The Samuels, Aryston, Inni oraz Schemat. Wylansowała m.in. takie przeboje jak: Malowana lala, Tato, kup mi dżinsy, Trzysta tysięcy gitar. W 1976 roku wyjechała z Polski do Niemiec, gdzie mieszkała do śmierci. Zmarła 15 lutego 2011 w niemieckim szpitalu na zapalenie płuc. Ś P ROMUALD WERNIK Pisarz kresowy Ur. 23 grudnia 1924 roku w Zdołbunowie na Wołyniu. Zmarł 16 Lutego 2011 roku w Londynie. W zsyłce r wywieziony przez Sowietów pod Archangielsk. Po tzw. Amnestii (1941) z Armią Andersa ewakuowany do Iraku. Wychowanek Junackiej Szkoły Kadetów w Palestynie. Autor 15 książek, dziennikarz, redaktor Głosu Emigracji i Kwartalnika Kresowego, wieloletni współpracownik Dziennika Polskiego. Członek krajowego Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą, członek KC Ligi Niepodległości Polski, najmłodszy członek Rady Rzeczpospolitej, jeden z założycieli Koła Junackiej Szkoły Kadetów i jego kilkakrotny prezes, ostatni prezes Związku Ziem Wschodnich II RP. Całe życie służył sprawie Kresów. Żałobna Msza św. w kościele pw. św. Andrzeja Boboli: 1 Leysfield Rd, London W12, czwartek: 3 marca o godz Spopielenie w Mortlake Crematorium o godz Ukochany Mąż i Ojciec w głębokim smutku i żalu pozostawia Żonę Elżbietę, Synów - Jaremę i Stefana z Lisą, Wnuczki Kasię i Minkę, Siostrę Halinę z Rodziną oraz Rodzinę w Anglii, Polsce i Australii. Zamiast kwiatów prosimy o ofiary na Komitet Pomocy Polakom Na Wschodzie, 238/246 King Street, London W6 0RF Śp. ROMUALD WERNIK 23 XII II 2011 Z wielkim żalem żegnamy wyjątkowego Pisarza i naszego Laureata Jego Małżonce, Synom i Bliskim składamy wyrazy głębokiego współczucia Cześć Jego Pamięci! Prezes i Zarząd Stowarzyszenia Pisarzy Polskich za Granicą

13 nowy czas 28 lutego fawley court FAWLEY COURT, our little piece of heaven, our rights of way FAWLEY COURT OLD BOYS 82 PORTOBELLO ROAD, NOTTING HILL, LONDON W11 2QD tel Fax: Just picture this. You turn up with friends to your home. To your alarm your way is blocked by an unknown nasty alien gate. You manage a perfectly legal way in. You try to go down along the garden path, leading to your beloved riverside country house, of over half a century. Suddenly, your route is barred by ferocious Alsatian dogs. Straining at the leash, these trained creatures are barely restrained by equally rabid security guards. Then, even worse, you find that your very own senior butler, valet and servants, ( compatriots if you will), as if triggered by one command, are now hostile, and also shooing you away Incredible. This is my home. My sanctuary. What in hell s name is going on you ask. What is this? Squatters, an occupation, some snooty new owner, bailiffs, some ill-conceived police protection programme, an absentee landlord, or some new unclear ownership? What in heaven s name have my butler and valet been up to? Surely they haven t gone behind my back and sold the place!? Perplexed, surely you demand there is some proper, authoritative explaining to be done, by someone, somewhere? You want your home, land AND RIGHTS OF WAY BACK! Sad, vexed, but patient, you turn repeatedly to the authorities. The highest in the land. You write; from Her Majesty The Queen Elizabeth II, to one Prime Minister, (Gordon Brown), to a new, second Prime Minister, (David Cameron) and his Deputy Prime Minister (Nick Clegg), the Cabinet, to all MPs (646 twice) at the House of Commons, Parliament. The response is mixed but by and large positive. Perhaps it begins to dawn on the authorities whether this Kafkaesque pantomime is really England? But you begin to take heart, the British Law Courts even the Police Authorities start to listen, and begin to act This wretched scenario has confronted many unsuspecting Anglo-Polonia visitors and worshippers to that unique sanctuary. Many innocently arrive to see or to pray at Fawley Court s (mercifully not yet deconsecrated by Peter Doyle, Bishop of Northampton), main-building Chapel, Father Josef Jarzembowski s grave, St Anne s Grade II listed Church, with its famous royal Prince Stanislaw Radziwill tomb, the blessed Grotto of our Lady. Some arrive hoping to view Fawley Court s six Grade II listed monuments, or simply to enjoy the protected parkland, waterway, riverside walks, or even however vainly at present to inspect Father Josef Jarzembowski s cultural and military Museum painstakingly and uniquely assembled in Britain. Since 1953, many of these visitors, part of an army of legal historic important donors, (embracing three generations of UK Polish exiles!), contributed and invested heavily in the original purchase and upkeep of Divine Mercy College, Fawley Court. As one Private Eye contributor (readers letters), dispossessed youth aptly puts it, we contributed to the purchase of THAT LITTLE PIECE OF HEAVEN. Today, shamefully, those same three generations of UK Polish exiles!), who made possible the purchase of THAT LITTLE PIECE OF HEAVEN are totally ignored. They have not even had extended to them the basic courtesy by the modern imported Marian trustee-priests, of being properly advised on their rights, or the legally required resolution, (Fawley Court sale mandate), on the curious, un-vetted structure of the Marian trusts, or had lucidly explained to them the current new ownership if such there really is. A truly dull-headed Charity Commission, outrageously announces that these same, still allegedly non-uk citizens (which in this case, runs counter to the legal requirement to run a Trust/Charity in England and Wales), and Polishpassport-carrying, country-hopping, institution-wrecking Marian Trustee-Priests, are now free to use their ill-gotten gains from England, to promote Catholicism worldwide, (including Poland!). And how is the UK based Charity Commission supposed to internationally oversee and check all that? Its difficult to know who is mocking who. In any event its bad news for Polonia s UK registered vulture trusts. The funds 13m etc should be frozen and put on deposit in the UK. Confronted in November 2010, by his Ealing parishioners on this scandalous issue, and of Fawley Court s valuable land, its true worth, its development potential, its true identifiable ownership, and the laughable 13m transaction, with the alleged 9.5m shortfall, one of the five trustee-priests, a red-faced Andrzej Gowkielewicz said enigmatically; To jest wszystko tajemnica, ( It is all a secret ). Oh no, its not! This opaque behavior is utterly unacceptable. This is not how regulated trustees behave or conduct themselves in today s open Britain. (Remember both; the Marian s repeatedly publicly promised 22.5m for Fawley Court, and the Charity Commission s own laws, which insist that the highest price/tender must be accepted for a genuinely, independently valued, transparently armslength disposal of trust property/land asset(s). And so to Fawley Court, and OUR (public) rights of way. The need for a formalised public rights of way through and around Fawley Court, while now a necessity, is a misnomer, an oddity. The existence of St Anne s Church and burial ground to which all have a right of access in perpetuity particularly Fawley Court Old Boys together with Catholic (Christian) worshippers is a huge stumbling block for the Marians. This right of access to St Anne s has been in place and practiced for near forty years (!), since the church s inauguration of 15 August 1971, when together with Fawley Court it was especially hailed and blessed by none other than two exceptional worldwide luminaries; Cardinal Karol Wojtyla (Pope Paul John II), and His Eminence, Cardinal Stefan Wyszynski. The Marians are perfectly well aware of this restrictive covenant (and others), favouring our rights of way, and our right of access, all enshrined in existing tort and land law. Marriots of Oxford, the original sales agents, appear to try and skirt round this issue (possibly misinformed no surprise there of course given the Marians shady property deals), by referring obliquely on access to St Anne in their sales literature of June 2008 by saying; RESTRICTIVE COVENANT; The vendor may (sic) require a restrictive covenant limiting future uses (sic) of St Anne Church. A lot of lawyers and the Land Registry, have a lot of explaining to do here. (There are also legal issues of easements, wayleaves, profits a prendre, and quasieasements to consider. But that s all for another day. Remember Savills, the highly respectable London Agents, whose client Spink offered 20m for Fawley Court? Both parties were perfectly aware of the restrictive covenant making permanent access to St Anne s Church binding on any party wanting to buy Fawley Court. Moreover, both Savills and Spink were also very correct in accepting that any sale involving Fawley Court required the Vatican s (Pope Benedict XVI s) permission/blessing. This in itself is impossible, given the prohibitive sanctuary status enjoyed by Fawley Court and St Anne s; granted/imposed by the Polish Church and Papacy itself! Any sale is precluded by these considerations alone. The Marians know this. They should learn that theology, church matters, and property big business just do not mix. They appear to have been running Fawley Court allegedly with family members as if were their own private fiefdom. Important consideration should be given to the history of Zielone Swiatki (Whitsun), organized largely by Polonia and many outside helpers since This festivity was never the exclusive preserve of the Marians. No one needed an invitation to attend. Attended by thousands annually, Zielone Swiatki set the important precedent over half a century, of free, unhindered use of the public routes, and pathways. The many thousands who attended this festivity over the years should write and protest to Helen Beevers at Bucks County Council over their violated rights. There is a vast difference between cordoning off for reasons of Health & Safety regulations, (licenced) land, for parking fees, festivals, craft or antique fairs, marathons, film locations (Sky), private functions (Ambassador) or weddings, (incidentally has all this surplus income been correctly accounted for?), and the use (our) of public rights of way. Adjacent to Fawley Court is a nature area of special importance, Temple Island Meadows; an SSSI, (Site of Special Scientific Interest), it covers some fifteen acres and is extremey important for the preservation and observation of wildlife, birds, flowers, hedgerows, reeds and trees. It is a valuable protected area which everyone has a right to walk to. In place for over twenty years it is visited by public walkers who access and exit via Fawley Court. Its preservation, and protection is of the utmost importance. In summary, there is much to fight for in protecting all of the Fawley Court public, and OUR rights of way; six English Heritage designated monuments, SSSI, access to St Anne s Church with burial ground, and Father Josef s grave, St. Faustina s Apostolate chapel (in unfinished flint form), the protected Capability Brown parkland, special protected trees not to be seen anywhere in Britain. All this should be accessed by us and the public by the North andsouth Lodge gates, by a road via Toad Hall, by two pathways alongside the magical waterway (to the main redbrick Fawley Court building), leading from the already existing and protected Thameside public pathway. Encouragingly in talks with FCOB Helen Beevers of Bucks Country Council has confirmed that evidence will be collated until the end of March. An independent recommendation either for or against public rights of way through Fawley court will be put to a commitee (eight independent local country councillors) in May this year. If the decission is not in our favourthe matter can be appealed to the Secretary of State. Here at long last we have an open democratic process. This was denied us by Wycombe District Council in its handling of Fawley Court s dreaded Auschwitz Belsen gates. Remember your actions and words count! Mirek Malevski Cha ir man FCOB To further register your interest and protest in our Fawley Court Public Rights of Way Campaign contact Helen Beevers, Senior Definitive Map Officer, Buckinghamshire County Council, Planning, Environment & Development, County Hall, Walton Street, Aylesbury, Buckinghamshire, HP20 1UY, tel , if you submitted an application and did not receive a letter recently. For application forms, these can be downloaded from or contact ROW at Contact us at the FCOB on our new The FCOB have joined the Ramblers (www.rambers.org.uk, TO WHOM IT MAY CONCERN Re: FAWLEY COURT, HENLEY This notice is directed to any parties who may consider that they have a beneficial interest in Fawley Court, Henley. They should note that the sale of the property by the Marian Fathers to the new owners may be defective and that any new title may be vulnerable to challenge. Patrick Streeter and Co, Chartered Accountants 1 Watermans End, Matching, HARLOW, Essex CM17 ORQ Tel:

14 14 in focus 28 lutego 2011 nowy czas nowy czas 28 lutego in focus MATTHEW BATESON: A rebel with a cause when approaching matthew s house, one is surprised by its unassuming and modest character, especially knowing that it contains one of the major collections of central european émigré artists in the uk. the interior, cluttered with seemingly unrelated objects, ranging from items found in junk shops, garden centers, reclamation yards to artistic ceramics, exotic masks and touristy decorative objects, confuses the eye. clockwise from the left: mathew bateson at home; marian bohuszszyszko poręba, forest clearing, 1965; jankel Adler, the Actors, 1942; stanisław frenkel, self portrait, 1978; photos: wojciech A. sobczyński appeared to be a completely different painting, full of colour and light. It is hard to escape the feeling of religious connotations in any of Bohusz-Szyszko s paintings, including landscapes, knowing the artist s religious devotion. However, once this subject matter is put aside it is difficult not to immerse oneself in the seductive surface of paint. The solid, old school training (mostly Cracow or Warsaw Art Academy) comes through when one encounters most of the Polish émigré artists in Matthew s collection, like Henryk Gotlib, Zdzislaw Ruszkowski, Josef Herman or Stanislaw Frenkiel. Amongst around 600 pieces of, what Matthew believes, best quality paintings and drawings, the majority are Polish artists. One of Matthew s Gotlib paintings, Torso completed in 1963, shame as Matthew feels it is important to acknowledge those artists as being part of British history of art. It could be that a smaller British institution would be a better choice. Matthew feels that this difficulty exists largely because the profile of the artists remains low without a major exhibition at a prestigious space and a commercial impetus. However, he hopes that with the progress in Poland s economy the taste for collecting will grow and may be one day will reach those forgotten few artists as well. The émigrés problem is that they belong nowhere, they missed the boat totally. Communist Poland disowned them and Britain marginalized them. Thanks to outsider collectors like Matthew, however, not only has Polish art heritage been preserved but also a piece of British art history which one day might be recognized and accepted. Joanna Mackiewicz-Gemes It takes a while to concentrate on the walls covered with paintings. And concentrate one must because next to the paintings of highly accomplished émigré artists hang Matthew s own paintings, often of mixed quality. This idiosyncratic display gives the first clue to Matthew s passion for the art of Central European émigré artists. He explains that what initially inspired him to collect the paintings was the desire to imitate their style. He is still working at it and believes he s getting better. He even started to exhibit his own works. Matthew s collecting adventure began more then 20 years ago when he was 21. He chanced upon an auction of art at Covent Garden where he spotted a drawing by French born Peter de Francia, one of the émigré artists that he had never heard of. As it had the artist s phone number on the back, Matthew contacted him, and the rest, as the cliché says, is history. De Francia generously shared with Matthew his knowledge of art and introduced him to other émigré artists living in London. Soon afterwards Matthew started to frequent auction houses, particularly Philips in Bayswater, called the Abattoir by the dealers, from the way the items for sale were piled up. That is where Matthew managed to salvage a lot of unloved paintings and drawings, often neglected, within broken frames. What appealed to Matthew were the use of heightened colours and the expressionistic treatment of paint, so alien to the English psyche and aesthetics. Matthew is quick to admit that it is very un-english of him to be attracted to this émigré art. Many of his English friends still find it problematic to relate to this style of painting. Douglas Hall in his book Art in Exile suggested that the term Expressionism, as understood by Polish artists, had much broader character then that understood in the West, and it defined any departure from naturalistic depiction that was expressive and subjective. This highly subjective, expressionistic style was so contradictory to the English taste that it has been largely marginalized. An apt illustration of the prevailing attitude to émigré art amongst the English could be the advice of Kenneth Clark, then director of the National Gallery, to Joseph Herman in 1948 after his exhibition at London s Lefevre Gallery. Clark famously told Herman: Mr Herman, you are a very talented painter but my advice to you is to go back to Europe. We English have a great sense of nature but not of humanity (James Hyman, The Battle for Realism). It is therefore surprising that a British collector like Matthew Bateson, with no Polish roots, feels such an undying passion for this kind of art. Matthew describes his passion for collecting as an obsession and sickness, a neurosis and this uncontrollable compulsion to buy having an effect similar to a drug. It served him as a source of great pleasure and an antidote to his work in the insurance industry, cheaper then drugs as he described it, a form of antidepressant. By buying art he was rewarding himself for suffering in a boring City job. The buzz of a good find is similar to striking a good deal, when a feeling that one s own judgement is well exercised. The first purchase was followed by the works of Stanislaw Frenkiel, again encountered in one of the lowly auctions. After contacting the artist and visiting him, Matthew picked up another 20 works dating back from the 70s and 80s. As Matthew got to know more artists personally, he had a chance to buy directly from them. As a consequence, he didn t need a lot of money; the art he liked was cheap and so he felt blessed. The majority of the Polish émigré artists never really established themselves in London, in spite of the efforts of a couple of Polish galleries in the 60 s and 70 s. The support of some critics and writers, notably JP Hodin who owned Frenkiel s Horsmen of the Apocalipse, couldn t persuade the English, famous for their repression of emotion and stiff upper lip, to be more responsive to the Expresssionist style of painting. The Polish émigré artists were not an exception. Matthew is quick to point out that Max Backmann s Tate exhibition in 1965, was poorly received and Oscar Kokoschka, who lived in London for several years, was not highly regarded either. Amongst Around 600 pieces of what matthew believes best quality paintings And drawings, the majority Are polish Artists. To understand better the motivation of a collector like Matthew and his attraction to the art of the outsider émigré artists, it is important to have a look at his background. Born into a middle-class, conventional British family, his father was a banker, his mother a housewife who died when Matthew was very young. He was not exposed to art at home. His love for art was awakened at school where it was his favourite subject. From childhood he felt rebellious against authority. His feeling of being a misunderstood outsider was compounded by the fact that he was gay. Even now he still feels this rebellious feeling when buying yet another one of the old, unloved émigré artist s paintings. One of Matthew s favourite finds are paintings of Marian Bohusz-Szyszko, an important figure amongst Polish artists in the UK, as he was a great teacher, having run a long established art school in London. Although a great master of paint, Bohusz-Szyszko s choice of a narrative, religious subjects, combined with his expressionistic, highly subjective style ostracised him from the local artistic community. Those choices spelt a death knell to any artist in the post-war era. To Matthew though it is not the subject matter that is important (not being an overtly religious person), but the amazing virtuosity of the artist in his handling of the paint. The artist s religious fervour precipitated in pigment with an intensity that matches the emotional impulse to be found in a Van Gogh. It is hard not to be impressed by the skill of the painter when confronted with one of Bohusz-Szyszko s works. The passion and joy of paint seems to speak volumes, something that is rare to encounter amongst British painters. One painting of Bohusz-Szyszko s, Forest Clearin 1965, seems to be particularly close to Matthew s heart. A depiction of woodland scattered with logged trees, a big red bird, like an otherworldly apparition, hovering above. When Matthew bought it, it was so dirty that having spent weeks cleaning it, it created using mostly the edge of a palette knife, suggesting a reclining female nude, has a certain frisson, as if almost falling apart, not quite controlled. It edges between success and failure, is somewhat off kilter and without any sense of formula. A painters painting, as described by Matthew, it is difficult and very strong. Matthew is convinced it would not sell at auction for those reasons. Matthew is very proud to present, what he believes, one of the best oil paintings by Felix Topolski, created in Using typical quick, light brush strokes and agitated lines, the artist depicts the English military ritual disturbed by the turbulance of war. It symbolizes the defiance of the British in the face of adversity and their unwavering resolve to display the pageantry as the sign of the nation s resistance, strength and identity. Often dismissed as a caricaturist and facile illustrator for doing a lot of commercial work, one forgets what an accomplished painter and draughtsman Topolski was. Testifying to the artist s skills is a masterful portrait of Aldous Huxley drawn by Topolski during one of the writer s TV interviews, hanging in Matthew s hallway. To Matthew s astonishment Tate dismissed Topolski s portrait drawings as caricatures. Famous in the 40s, 50s, 60s and once the toast of British high society and an official war artist, he is now dismissed as irrelevant. Matthew confesses that finding a home for his collection is a huge problem. He promised Douglas Hall, when still the director of the Museum of Modern Art in Edinburgh, that he would leave it to the museum. Matthew, however, is concerned that the danger of leaving his collection to a large institution like this is that they would either sell it off or bury it in storage and never show it. It is after all a collection of good examples of the best quality work by overlooked émigré artists. Giving it to a Polish museum, where many donations have already been made, would be a the émigrés problem is that they belong nowhere, they missed the boat totally. communist poland disowned them And britain marginalized them.

15 16 rozmowa na czasie 28 lutego 2011 nowy czas SKIBA W MuZEuM O happeningach, akcjach artystycznych i Muzeum Polskiego Rocka z KRzysztOfeM skibą rozmawia Lucyna Kwas. Za czy na łeś w Po ma rań czo wej Al ter na ty wie. Stąd Two ja skłon ność do eks cen trycz nych ak cji i hap pe nin gów? Mam to we krwi. La ta 80. to by ły smut ne cza sy, w któ rych każ da oso ba od bie ga ją ca wy glą dem czy my śle niem od przy ję tych norm sta wa ła się au to ma tycz nie po dej rza na. Wszyst ko mu sia ło być pod - po rząd ko wa ne sys te mo wi i przez nie go kon tro lo wa ne. Wal de mar Fy drych Ma jor ini cja tor Po ma rań czo wej Al ter na ty wy wy my - ślił ma lo wa nie kra sno lud ków na mu rach i wła dza za sta na wia ła się, co też ta kie go te kra sno lud ki mo gą ozna czać. Oba wia no się, że kra sno lud ki mo gą być prze ciw ko wła dzy. Gdy w for mie ak cji ulicz - nych prze bie rań cy kra sno lud ko wi po ja wi li się na uli cy, by li ści ga ni jak naj więk si zbrod nia rze. To tal ny ab surd! Sys tem, któ ry przy po - mo cy po li cji go ni się z kra sno lud ka mi po uli cach mu si upaść. Dziś ab sur dów wo kół nas też nie bra ku je! Oczy wi ście. Dla te go na dal cza sem ro bi my hap pe nin gi, ta kie jak Lep per Par ty, pod czas któ re go blo ko wa li śmy uli cę Tkac ką za po mo cą pa pie ru to a le to we go, Ła pó wa Par ty, kie dy to do ma ga li - śmy się le ga li za cji ła pó wek, czy Mię dzy na ro do wy Dzień Blon - dyn ki, pod czas któ re go do ma ga li śmy się wpro wa dze nia na te re nie Unii Eu ro pej skiej oraz resz ty świa ta no we go świę ta. Mam wra że nie, że wa sze sta re hap pe nin gi i ak cje z lat 80. by ły bar dziej po li tycz ne, za an ga żo wa ne i ide owe, a te obec - ne są nie co bar dziej roz ryw ko we, mo że na wet nie co ko mer cyj ne. Mam na my śli za rów no Two je daw ne ak cje w łódz kiej Ga le rii Dzia łań Ma nia kal nych, jak i bo je Kon ja w gdań skim To tar cie. To by ła re wo lu cja, a to, co te raz ro bi cie, to ra czej tyl ko za ba wa To myl ne wy obra że nie. Oczy wi ście wspól nie z Kon jem, mię dzy in ny mi dzię ki pro gra mo wi te le wi zyj ne mu La la mi do, któ ry był hi tem w la tach 90. i do dziś jest uwa ża ny za pro gram kul to wy, je - ste śmy po strze ga ni ja ko po sta cie ze świa ta roz ryw ki. Wie le osób nie ma po ję cia, czym zaj mo wa li śmy się w la tach 80. Przy oka zji im - prez w Rock Ca fe i w klu bie Yester day w Gdań sku, któ re słusz nie są ko ja rzo ne z na szy mi po sta cia mi, zda rza ło nam się ro bić pro gra - my i hap pe nin gi czy sto roz ryw ko we, ta kie jak Fe sti wal Zer na śmie wa ją cy się z gwiazd fe sti wa lu w Opo lu, hap pe ning Po zwól - cie Utyć Ma ły szo wi, szy dzą cy z pol skiej mo dy na Ma ły sza, czy wy śmie wa ją cy ba za ro wą kul tu rę Mię dzy na ro do wy Dzień Dre sia - rza. Jed nak wie le hap pe nin gów to ko men ta rze do po li tycz nej rze czy wi sto ści, na przy kład Skok na ka sę, któ ry od był się w ze szłym ro ku na pla ży w Brzeź nie przy oka zji otwar cia wy sta wy po świę co - nej Po ma rań czo wej Al ter na ty wie, czy na praw dę uda ny hap pe ning pod ty tu łem Mu zeum III Woj ny Świa to wej, któ ry zor ga ni zo wa li - śmy ja ko sta ra Po ma rań czo wa Al ter na ty wa w War sza wie na Kra kow skim Przed mie ściu. Roz da wa li śmy sło iki z po pio łem i na - zwa mi miast: Lon dyn, No wy York, War sza wa, Kut no i To kio, su ge ru jąc, że tyl ko to z nich po zo sta nie, gdy ko lej ne kra je za czną wzbo ga cać uran i gro ma dzić w wia drach cięż ką wo dę. To zda rze - nia moc no za an ga żo wa ne, któ rym trud no za rzu cić roz ryw ko wość. Dziś na Kra kow skim Przed mie ściu cięż ko by ło by zor ga ni zo - wać te go ty pu ak cję pa cy fi stycz ną. Przez te hi ste rie z krzy żem to miej sce jest rze czy wi ście dla hap - pe nin gu spa lo ne. To się za mie ni ło w cyrk i co kol wiek byś tam te - raz zro bił, zo sta nie wpi sa ne w woj nę re li gij ną, a te go nie ma my za mia ru ro bić. Ak cja ar ty stycz na Je den Dzień z Ży cia Kon spi ry zor ga ni zo - wa na w rocz ni cę Sierp nia 80 to tak że nie co no wa ja kość w wa szych po czy na niach. Kto by się spo dzie wał, że Kon jo i Ski ba zro bią hap pe ning edu ka cyj ny? Chcie li śmy po ka zać, że o wiel kiej hi sto rii moż na mó wić bez za - dę cia i na we so ło. Ak cja mia ła rze czy wi ście cha rak ter edu ka cyj ny, bo dla wie lu mło dych lu dzi pew ne fak ty z nie da le kiej prze cież prze - szło ści wy da ją się czymś nie sa mo wi cie od le głym i nie zna nym. W do bie lap to pów i in ter ne tu, kie dy to nikt nie wy cho dzi na uli cę bez trzech te le fo nów ko mór ko wych, za pre zen to wa li śmy sta re ma szy ny, na któ rych dru ko wa ło się bi bu łę w la tach 80. Ten skok cy wi li za cyj - ny i tech nicz ny, któ ry się do ko nał jest nie sa mo wi ty. O pew nych rze - czach szyb ko się za po mi na, na przy kład o tym, że za ko mu ny bu ty by ły na kart ki, po me ble sta ło się w ko lej kach, a za wol ne sło wo szło BIG CYC na ży wo! Kon cert, któ ry bę dzie po wtór ką z bom bar do wa nia Lon dy nu! So bo ta, 26 mar ca O2 She pherd's Bush Em pi re She pherds Bush Gre en, W12 8TT Dla czytelników Nowego Czasu mamy 10 biletów, szczegóły w następnym numerze Sup port: Ze spół Czar no -Czar ni Drzwi otwar te od godz ; Start: Bi le ty: w przed sprze day, w dniu kon cer tu do stęp ne on li ne ke tweb.co.uk Ofi cjal ne punk ty sprze da ży bi le tów: PO LISH DE LI EALING 33 High Stre et, W5 5DB; PO LISH DE LI HAM MER SMITH 163 King Stre et, W6 9JT; PO LISH AIR BUS Shop 4, 44 The Mall Ealing Broad way W5 3TJ; BA SIA PO LISH FO OD 190 High Ro ad, Wil les den NW10 2PB; MO RAW SKI DE LI 157 High St., Har les den NW10 4RT; GO SIA TRA VEL, Unit Vic to ria Stre et, SW1E 5LB; GO SIA TRA VEL EALING BROAD WAY 48 Ha ven Gre en, W5 2NX; GO SIA TRA VEL TO OTING BEC PO LO NEZ TRA VEL 16 Tri ni ty Ro ad, Lon don SW17 7RE; POL SMAK, 39 Balls Pond Rd., Hack ney N1 4BW; POSK, Ka sa Bu si ness, Kings Stre et, W6 0RF; W&A DI LI GENT LTD POL SKI SKLEP 65 We st bu ry Ave nue, Wo od Gre en N22 6SA SKLEP WA WEL SKI 360 Re gents Park Rd. Fin chley Cen tral N3 2LJ STYL ULI CY, Ne as den La ne, Lon don NW10 1QG KLUB PO LO NIA, 1a She en Ro ad, Rich mond TW9 1AD

16 nowy czas 28 lutego kultura się do paki. Chcieliśmy to przypomnieć w formie żywego muzeum. Skoro mówisz coś o muzeum, to zapytam przewrotnie. Czy muzyka rockowa jest rzeczywiście już tak stara, że potrzebne jej muzea? W dzisiejszych czasach wszystko, co jest starsze niż 50 lat, uważa się za obiekt muzealny. Tak traktują to nawet odpowiedne zapisy i regulacje Ministerstwa Kultury. My jednak nie taką motywacją się kierujemy, tworząc od ponad jedenastu lat Muzeum Polskiego Rocka. Odchodzą kolejni mistrzowie muzyki rockowej lat 60. i 70. Nie ma już Klenczona, Nalepy, Kubasińskiej, Niemena Mam wrażenie, że Gdańsk, w którym ten polski rock się zaczął, jest szczególnym miejscem, aby to właśnie tu wzorem Muzeum The Beatles w Liverpoolu urządzić podobną placówkę, w której gromadzilibyśmy pamiątki po naszych muzykach rockowych, przy czym tak naprawdę to nie będzie żadne nudne muzeum, tylko klub muzyczny tętniący życiem, w którym każdy chętny będzie mógł przy okazji poznać trochę polskiego rockandrolla i historii Polski. Chcemy bowiem opowiedzieć młodym ludziom o czasach PRL-u poprzez historię piosenki. Zmaganie się długowłosych muzyków z aparatem administracyjnym świetnie tłumaczy, czym był poprzedni system. Dla dzisiejszej młodzieży to szokujące, że zespoły z Jarocina musiały zanosić teksty swoich numerów do cenzury, a w tamtych czasach to było normalne. Muzeum w Rock Cafe działa już od wielu lat. To wam nie wystarcza? Dokładnie 10 października 1999 roku Franciszek Walicki, ojciec polskiego rocka, przeciął symbolicznie papier nutowy otwierając naszą placówkę rockowo-muzealną. Do dzisiaj wystąpiło tu ponad sto zespołów i wykonawców rockowych. Nie brakowało starych legend, jak Robert Brylewski, John Porter, Józef Skrzek czy Tomek Lipiński, grup takich jak Oddział Zamknięty, Róże Europy, Kobranocka, KSU, Kryzys, Moskwa, Sedes, Farben Lehre, Czarno-Czarni i wiele innych, ale przede wszystkim prezentowali i prezentują się tutaj artyści alternatywni i zdecydowanie młodsi. Rock Cafe jest przedsięwzięciem prywatnym i takim samym jest zgromadzona przez nas kolekcja pamiątek zwana Muzeum Polskiego Rocka. Nadszedł czas, aby ten czysto klubowy i imprezowy pomysł podnieść na nieco wyższe piętro muzeum z prawdziwego zdarzenia. To powinna być zawodowo zarządzana, nowoczesna placówka miejska wyposażona w sprzęt komputerowy i wszelkie cuda techniki, z pracownikami na etacie. Tylko taki obiekt pełen różnych atrakcji i możliwości przyciągnie turystów i publiczność. Obecne Muzeum jest może i sympatyczne, wiele się tu dzieje, ale to tylko kolejny happening Konja i Skiby. W celu zrealizowania tych marzeń założyliście więc Stowarzyszenie Instytut Polskiego Rocka. Nie za naukowa nazwa jak na sferę waszych działań? Nazwa jest dobra, bo nieco intrygująca, a my lubimy wszystko, co niepokoi. Nie jest to też nazwa pozbawiona sensu. Zapraszam na cykl naszych imprez w październiku i w listopadzie pod tytułem Akademia Polskiego Rocka. To seria wykładów i spotkań, które zmienią wasze myślenie o muzyce rockowej. W roli wykładowców gwiazdy dziennikarstwa muzycznego i gwiazdy scen rockowych. Stowarzyszenie jest inicjatywą obywatelską i jako takie dążyć będzie do stworzenia odpowiedniego klimatu, aby budowa w Gdańsku Muzeum Polskiego Rocka przyćmiła swą dynamiką muzea światowe oraz budowy wielkich stadionów sportowych. Tak naprawdę nie będzie to przecież kolejne muzeum z wypastowaną do bólu podłogą i babciami pilnującymi martwych eksponatów, tylko miejsce, w którym oprócz koncertów i happeningów będzie można także dowiedzieć się wiele o historii rocka. Jedną z dróg prowadzących do tego celu jest organizacja cyklicznych imprez, takich jak Akademia, oraz budowa strony internetowej, na którą serdecznie zapraszam: Zjem to senne miasto Aleksandra Junga Wyobraź sobie, że schodzisz do podziemnych korytarzy, twój wzrok powoli przyzwyczaja się do otaczających cię ciemności. Oczy błądzą bez celu, jednak chwila po chwili zauważasz coraz więcej szczegółów. Cienie ogromnych stalaktytów, ukazujące się zza fantastycznych ścian, w tle dźwięk jak z gwiezdnych opowieści. Podążając dalej korytarzem odkrywasz światło w tunelu, drogę do wyjścia z tego podziemnego świata. A tam twoja wyobraźnia i zastana rzeczywistość zabierają cię w podróż po galaktykach i wszechświecie. A gdyby tak w pewnym momencie okazało się, że czarna dziura obrazu wsysa cię do swojego wnętrza i nie pozostaje ci nic innego, jak zgoda na podróż w głąb obrazu, czarnym korytarzem? Gdy przezwyciężysz swoje obawy przed wycieczką w nieznane, otworzy się przed tobą szansa odkrycia ukrytej krainy sztuki filmowej. Czy są to historie wyciągnięte z kart powieści science-fiction, gdzie podziemia i galaktyka, w mgnieniu oka, ułamku sekundy, jedno po drugim stają się osiągalne? Nic z tych rzeczy. To tylko moje subiektywne opisy dwóch prac Marcina Dudka, z których jedną I Will Eat This Sleepy Town przez pięć tygodni można było oglądać w galerii Waterside Project Space. Wystawa była efektem współpracy dwóch artystów, Marcina Dudka, absolwenta Central Saint Martins College of Art & Design, który od dobrych kilku lat tworzy w Londynie oraz Brytyjczyka Bena Washingtona, którego prace to głównie architektoniczne modele. Idea instalacji, jak mówi Marcin, zrodziła się w powiązaniu z jego przeszłością i pochodzeniem z rodziny górniczej. Inspiracje te są dla mnie nowo odkryte. Wcześniej do nich nie nawiązywałem. Podświadomie było to gdzieś zakodowane, ale nie pojawiało się bardzo wyraźnie w moich pracach. Ten fakt otworzył nowe możliwości mówi artysta. Skąd nazwa wystawy I Will Eat This Sleepy Town? pytam autora. Tytuł nawiązuje do miast, które w pewnym okresie przeżywały rozkwit, jednak już w czasie swojej świetności podkopywały własne fundamenty, rozkładały się. Wybrałem Katowice, które są przykładem takiego sennego miasta. Mieszkańcom pozostawiło po sobie spuściznę architektury na powierzchni, a pod ziemią pozostałości w postaci wydrążonych tuneli, które konsumują to miasto. Przemysł kopalniany dawał temu miastu witalność, środki na rozwój, ale w tym samym czasie również je zjadał. Jest to pewna metafora tego, co działo się na i pod powierzchnią, i jak te dwa światy na siebie oddziaływały. Instalacja Marcina Dudka robiła niesamowite wrażenie. Był to długi korytarz zbudowany z posklejanego ze sobą celofanu i pasm taśmy izolacyjnej, które jako całość tworzyły fantastyczne kształty. Doznania potęgowane były słabymi snopami światła, które rzucały cienie na niewielkie wnęki zbudowane w ścianach tunelu. Zgodnie z założeniami twórcy, wzrok widza był stopniowo przyzwyczajany do mroku, tak, by nie czuł się on przytłoczony otaczającymi go ciemnościami i klaustrofobicznymi przestrzeniami. Wychodząc z tunelu odbiorca miał wrażenie wszechogarniającego go światła, a na ogromnym ekranie ukazywała się projekcja przedstawiająca katowicki Spodek (centrum kulturalnoartystyczne), wyglądający jak obiekt z innej galaktyki. Obok tunelu Dudka na wystawie prezentowane były niewielkie modele, obiekty architektoniczne Bena Washingtona, nawiązujące głównie do wspinaczek wysokogórskich, kosmicznych podróży. Zainteresował mnie bardzo sam proces tworzenia podobnych instalacji, szczególnie ze względu na fakt, iż projekt był wynikiem współpracy dwóch artystów. Ben tworzy w całkiem innej sferze sztuki niż ja opowiada Marcin Dudek więc współpraca z nim była dla mnie bardzo inspirująca. Najciekawszym elementem była wspólna praca nad przygotowywaniem komputerowego modelu instalacji. Technologia dała nam nieograniczone możliwości kreowania przestrzeni, włączania nowych pomysłów bez jakichkolwiek ograniczeń, budowania czterometrowych korytarzy w zaledwie kilka sekund. Wersja komputerowa była jednak tak perfekcyjnie wykonana, że narzucała już estetykę, formę całej instalacji. Dlatego rozpoczynając pracę w galerii próbowałem zerwać kompletnie z modelem i zacząć proces tworzenia od początku. Moim zamierzeniem było stworzenie tunelu, który prowadzić miałby do określonego celu. Archeolog, kopiąc pod ziemią, działa w poczuciu głębszego sensu. Tak i w przypadku tej instalacji chciałem, by wystawa Bena była dla odbiorcy skarbem, który odnajduje po przebyciu moich tuneli. Sztuka bez odbiorcy nie istnieje, odbiorca bez sztuki da sobie radę. Co więc robi artysta, by przyciągnąć uwagę widza, by zainteresować go swoimi dziełami? Jako odbiorca sztuki nie lubię czuć nachalności ze strony artysty, natarczywości jego kuratorów. Lubię być pozostawiona z dziełem sama sobie, ze świadomością, że artysta bawił się w twórcę nie tylko Marcin Dudek przy wejściu do swojego Tunelu dla siebie, ale i dla mnie jako odbiorcy. Od przyjazdu do Londynu konsumuję instalacje, które zbudowane zostały z myślą o tym, by widz pozostawił w nich jakąś cząstkę siebie, współtworzył je razem z artystą. Moje pierwsze zetknięcie z instalacjami, w ramach których kreowane są całe wnętrza, to wystawa Mike a Nelsona Coral Reef w Tate Britain, a potem I Will Eat This Sleepy Town. A co mówi artysta na temat kontaktu ze swoim odbiorcą? W galerii istnieje wiele elementów wpływających na odbiór dzieła, takich jak światło, ściany, które w jakiś sposób niszczą więź między odbiorcą a obrazem. W swojej instalacji staram się kreować coś w rodzaju kolażu obejmującego całą przestrzeń, żeby odbiorca czuł, że jest odizolowany od rzeczywistości. W ten sposób chcę nawiązać bezpośredni kontakt z osobą zwiedzającą. Próbuję w jakiś sposób zamknąć całą przestrzeń, wykreować ją od ścian do sufitu, ale też otwieram ją specjalnie dla widza. Materiał, z którego zrobiona jest instalacja, jest delikatny. Reaguje na wszelkiego rodzaju ruchy, dotyk ze strony odbiorcy. Wystawa reaguje na widza i widz reaguje na wystawę. Inspiracje przeszłością górniczą są dla Marcina Dudka tematem nowo odkrytym, obecnym tylko w kilku jego wcześniejszych pracach, ale już wiadomo, że idea ta będzie wpływać na jego kolejne pomysły. Pierwsze moje prace nawiązują bezpośrednio do kopalni, ale już następne będą luźno związane z tym tematem. Interesuje mnie wpływ przestrzeni podziemnej na ludzką świadomość jak reaguje człowiek, przebywając w takich warunkach przez pewien czas. Inspiracje dla moich przyszłych prac czerpię z przestrzeni podziemnych, takich jak np. nielegalne tunele na granicy Meksyku z Ameryką bądź tunele w Wietnamie. W maju tego roku chciałbym również przygotować w Wiedniu instalację nawiązującą do historii Józefa Fritzla, który w piwnicy swojego domu w Amstetten przez 24 lata więził własną córkę. To dość ciężki temat, jednak również niezwykle inspirujący, z którym będę próbował się zmierzyć. Kto nie miał okazji zobaczyć prac Marcina w Londynie, może w kwietniu udać się do Warszawy, w maju do Wiednia bądź poczekać na kolejny pokaz w Londynie. W przypadku twórczości Marcina, każda wystawa jest swoistą kontynuacją poprzedniej, również w formie dosłownej. Fantastyczne korzenie-stalaktyty zwisające ze ścian galerii były zbudowane z elementów poprzedniej instalacji. Jednym słowem, ten kto nie zdążył przybyć do Waterside Project Space na I Will Eat This Sleepy Town będzie mógł w kolejnej prezentacji podjąć próbę wyszukania elementów zjedzonych i przetworzonych na potrzeby nowej wystawy. Czytelnikom życzę więc powodzenia w poszukiwaniu, a Marcinowi sukcesów w tworzeniu.

17 18 28 lutego 2011 nowy czas czas pieniądz biznes podatki nieruchomości Emerytura w Wielkiej Brytanii Znając już historię świadczeń emerytalnych, ich genezę oraz przeobrażenia, jakim podlegały, czas zastanowić się, co czeka nas w Wielkiej Brytanii. Jak w kontekście świadczeń, które przysługują nam w rodzimym kraju, kształtują się możliwości spędzenia jesieni życia na Wyspach? Zanim bliżej przyjrzymy się brytyjskiemu systemowi emerytalnemu, na którego temat pośród Polaków po dziś dzień krążą rozmaite mity, rozstrzygnijmy kwestie wypłaty świadczeń pochodzących z więcej niż jednego kraju jednocześnie. W myśl przepisów obowiązujących w Unii Europejskiej (Wielka Brytania w 1973 przystąpiła do European Communities, dopiero jednak traktat z Maastricht, podpisany w 1993 roku, formalnie stworzył Unię Europejską) każdy, kto pracuje lub pracował na terenie Wielkiej Brytanii ma prawo do otrzymania świadczeń emerytalnych. Jednocześnie prawo w zakresie emerytur nie jest jednolite we wszystkich krajach członkowskich, zatem osoba ubiegająca się o wypłatę emerytury z któregokolwiek spośród krajów EU musi skontaktować się z urzędem odpowiadającym za wypłatę tych świadczeń w kraju, w którym pracowała w ostatniej kolejności. Zatem przechodząc na emeryturę w Wielkiej Brytanii zobligowani jesteśmy, aby poinformować Department for Work and Pensions (DWP) o tym, jak długo i na jakich warunkach pracowaliśmy w Polsce. DWP skontaktuje się wówczas z z Zakładem Ubezpieczeń Społecznych (ZUS) i na tej podstawie obliczona zostanie wysokość świadczenie. Obecnie stosowane są dwie alternatywne metody obliczania świadczenia, gdzie pierwsza jest zazwyczaj etapem przejściowym, swoistą poczekalnią do czasu zastosowania metody drugiej. Na wstępie każde spośród państw, w których pracowaliśmy odprowadzając podatki i płacąc ubezpieczenie oblicza przysługującą nam wysokość emerytury zgodnie z obowiązującymi w tym kraju przepisami. Natychmiast też rozpocznie się wypłata świadczenia. Następnie każde państwo dodaje wszystkie składki emerytalne opłacone we wszystkich krajach, w których opłacane były składki, i na tej podstawie oblicza, jaka wysokość świadczenia przysługiwałaby, gdyby opłacane były one tylko w jednym. Pomimo że tak obliczone świadczenie mogłoby znacznie przewyższać sumę świadczeń z wielu państw, każdy kraj ma obowiązek wypłacić tylko część świadczenia, odpowiednią do uiszczonych w tym kraju składek. Po zakończeniu procesu osoba ubiegająca się o wypłatę emerytury automatycznie otrzyma wyższe spośród świadczeń. Każde państwo wypłaca świadczenie metodą odpowiednią do obowiązujących tam przepisów. Mieszkając w Wielkiej Brytanii możemy otrzymywać emeryturę również z innych państw UE. Ważne, aby upewnić się, że w wyniku pobierania świadczeń z innych krajów nie stracimy praw do UK Pension Credits czy Income Support. Na system świadczeń emerytalnych w Wielkiej Brytanii składa się szereg równolegle funkcjonujących programów. W wyniku reformy przeprowadzonej 6 kwietnia 2010 znakomita większość mieszkańców Wysp opłacających National Insurance Contributions po osiągnięciu wieku emerytalnego zakwalifikuje się na Basic State Pension. Ci spośród nich, którzy są osobami zatrudnionymi i zarabiają powyżej funtów (dane na rok podatkowy 2007/2008) otrzymają również dodatkowe świadczenie tzw. Second State Pension. BASic StAte PenSion w pełnej wysokości przysługuje każdemu kto przez 30 lat lub więcej odprowadzał składki na National Insurance Contributions (przed wprowadzeniem reformy w przypadku mężczyzny było to 44 lata a kobiety 39 lat). Istotny jest fakt, że każdy pełny rok składkowy skutkuje przyznaniem na poczet przyszłej emerytury 1/30 pełnego świadczenia. Można to wyrazić prostym wzorem: około 3,25 x liczba przepracowanych lat = wysokość wypłacanego świadczenia tygodniowo. Np. 3,25 x 10 lat = 32,50 tygodniowo. Maksymalne świadczenie z tytułu Basic State Pension to w chwili obecnej 97,65 tygodniowo. Do kwietnia 2011 Basic State Pension rosła wraz ze wzrostem cen. Od kwietnia 2011 stosowana jest tzw. potrójna gwarancja. Basic State Pension zwiększane będzie co roku o większą spośród cyfr: średni wzrost płac, średni wzrost cen lub 2,5%. Warto zauważyć, że ostatnia spośród wymienionych wartości jest znacznie niższa od obecnego poziomu inflacji. Jakkolwiek w kontekście wypracowywania przyszłej emerytury reforma jest niezwykle korzystna, o tyle zmiany dotyczące wieku emerytalnego już niekoniecznie. Od grudnia 2018 roku wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn zacznie się podnosić, aby w 2020 osiągnąć 66 lat. Rozważane jest też dalsze podniesienie wieku emerytalnego do 68 lat. Niezależnie od tego, kiedy rozpocznie się wypłata emerytury, już dziś możemy sami sprawdzić, w jaki dzień tygodnia będziemy ją otrzymywać. Jest to uzależnione od ostatnich dwóch cyfr w naszym National Insurance Number. AdditionAl StAte PenSion znana również jako SERPS (jest to nazwa stosowana do 6 kwietnia 2002 roku) lub S2P (Second State Pension) nie jest już świadczeniem przysługującym każdemu. Aby otrzymać dodatkowe pieniądze po przejściu na emeryturę, należy spełnić jeden z poniższych warunków: twój roczny dochód przekracza ; opiekujesz się jednym lub kilkorgiem dzieci w wieku poniżej dwunastego roku życia i otrzymujesz child benefit przez cały rok podatkowy; opiekujesz się osobą niepełnosprawną przez cały rok podatkowy; jesteś niezdolny do pracy w następstwie przewlekłej choroby lub niepełnosprawności i otrzymujesz zasiłki z tym związane przez cały rok podatkowy, jednocześnie pracowałeś odprowadzając składki przez minimum 1/10 swojego życia. Obecnie nie można łączyć poszczególnych warunków, aby zbudować większy kapitał, w jednym roku podatkowym tylko jeden spośród wymienionych powodów będzie wpływał na wysokość przyszłej S2P. Second State Pension, jeśli jesteśmy do tego świadczenia uprawnieni, oblicza się w następujący sposób: EARNING BAND Less than LEL (Lower Earnings Limit) LEL to LET (Lower Earnings Threshold) LET to UET (Upper Earnings Threshold.) UET to UEL (Upper Earnings Limit) YEARLY EARNINGS 0-4, ,524-13, ,000-30, ,000 34, % OF EARNINGS S2P Oznacza to, że jeżeli przykładowo dochód znalazł się w przedziale do (jeśli dochód niższy był niż to na potrzeby obliczeń wykorzystana zostanie kwota ) otrzymasz po przejściu na emeryturę dodatkowo około tygodniowo. Będąc emerytem żyjącym w Wielkiej Brytanii w latach można dodatkowo otrzymać uzupełnienie do otrzymywanego świadczenia, aby osiągnęło poziom: 132,60 dla osoby samotnej, 202,40 dla osoby, która ma partnera. Będąc w wieku powyżej 65 lat dodatkowo można zakwalifikować się na 20,52 tygodniowo dla osób samotnych lub 27,09 dla par. Do 6 kwietnia 2012 roku istnieje możliwość przeniesienia gromadzonych na S2P środków na poczet prywatnego programu emerytalnego. Państwo wówczas kwoty pobrane z odprowadzonego NIC raz do roku przetransferuje do tego programu. Zainwestowana zostanie również ostatnia roczna składka na S2P licząc od daty wypisania się z państwowego programu. Brytyjski system państwowych świadczeń emerytalnych jest zatem nader złożony i obecnie podlega licznym przeobrażeniom. Niezmiennie jednak niemalże każda informacja dotycząca zmian w wypłatach emerytur na Wyspach, a pochodząca ze źródeł rządowych, opatrzona jest charakterystyczną uwagą końcową. Państwo brytyjskie nieprzerwanie wzywa, aby nie liczyć na opiekę systemu socjalnego, a samemu zadbać o swoją przyszłość. Prognozy są niezwykle zróżnicowane, ale wszystkie mówią o spadającej wraz z biegiem lat realnej wartości wypłacanych świadczeń. Według najnowszego raportu przeprowadzonego przez brytyjski urząd statystyczny około 80 proc. osób, które przeszły w Wielkiej Brytanii na emeryturę w ciągu ostatnich 10 lat z trudem zaspokaja nawet najbardziej egzystencjalne ze swoich potrzeb. Nawoływania do odbudowania w obywatelach kultury oszczędzania dochodzą zewsząd. W świetle prognoz dotyczących polskiego systemu emerytalnego, niezależnie czy myślimy o powrocie do kraju, czy spędzeniu jesieni życia w Wielkiej Brytanii musimy podążać za tymi głosami i stawiać na siebie. W ten sposób wykorzystując znacznie wyższe niż w kraju zarobki możemy efektywnie i z powodzeniem zadbać o to, aby po zakończeniu aktywności zawodowej uśmiech nie schodził nigdy z naszej twarzy. W następnym artykule przyjrzymy się bliżej alternatywnym sposobom budowy kapitału na przyszłość i rozwiązaniom dostępnym na rynku. Omówimy ich zalety oraz pokażemy słabe strony. Sprawdzimy, czy emerytura jest radosną nowiną czy przykrą koniecznością. Krzysztof Krupecki Profit tree

18 nowy czas 28 lutego czas to pieniądz Portfel polskiego emigranta O tym, czy Zielona Wyspa rzeczywiście tonie i co na to pracujący tam emigranci, jak unikać zgubnych prowizji bankowych i mądrze inwestować pieniądze oraz co będzie przyszłością płatności w internecie rozmawiamy z Pawłem Stosikiem, ekspertem rynków walutowych i hedgingu oraz specjalistą w firmie CurrencyFair, która właśnie wchodzi na polski rynek. Od pięciu lat pracujesz w Irlandii. Czy rzeczywiście Zielona Wyspa jest w tak złym stanie, jak donoszą media? I co z mieszkającymi tam Polakami? Do połowy 2008 roku wszystkim w Irlandii żyło się świetnie. Praca właściwie leżała na ulicy. To był typowy rynek pracownika: jeżeli w jednej pracy ci się nie podobało, odchodziłeś i od następnego dnia zaczynałeś gdzie indziej. Polak z doświadczeniem w finansach, budowlance czy IT był na wagę złota. Zdążyliśmy sobie wyrobić opinię dobrze wykwalifikowanych i ciężko pracujących. Koniunkturę napędzało między innymi budownictwo, stąd Dublin zaczął kojarzyć się z widokiem wszechobecnych żurawi budowlanych. I co się stało? Irlandczycy, jak się później okazało, żyli na kredyt: mieszkania kupowane po horrendalnych cenach i wystawne życie, a wszystko dzięki kartom kredytowym. Polscy emigranci byli bardziej ostrożni i nie włączyli się do tej kultury wydawania. Dlatego chyba kryzys bardziej odczuli Irlandczycy niż Polacy. Ale część emigrantów zaczęła wracać do Polski. To prawda. Pierwsi ucierpieli architekci. Kilku moich znajomych straciło pracę już na początku 2008 roku, kiedy ich firmy przestały otrzymywać zlecenia, a istniejące projekty opóźniały się z powodu braku funduszy. Nastepni w kolejce byli pracownicy branży budowlanej. Media zaczęły wieszczyć masowy powrot Polaków do kraju, bo Zielona Wyspa tonie. Zgadza się, część wyjechała, ale wielu pozostało, bo jak powiedział mi niedawno polski taksówkarz: Lepiej przetrzymać kryzys w Irlandii niż wracać do Polski. Część Polaków, którzy stracili pracę, stara się teraz przeczekać ciężkie czasy, korzystając ze stosunkowo wysokich zasiłków. Ty zajmujesz się finansami: jesteś udziałowcem irlandzkiej firmy CurrencyFair, której doradzasz, jak podbić polski rynek wymiany walut online. Czy kryzys to dobry moment na inwestycję w Polsce? Polacy pracujący za granicą słyną z oszczędności: przez ostatnie pięć lat wysłali do kraju ponad 70 mld złotych! W 2007 była to rekordowa suma 4,5 mld. euro, w następnych latach około 3,5 mld. euro rocznie. Ten strumień pieniędzy między krajami Unii wciąż płynie i będzie dalej płynął, zwłaszcza że już od maja Polacy będą mogli swobodnie pracować w Niemczech. Nowoczesne sposoby przesyłania gotówki będą więc świetnie prosperować. A jak to jest z tą przysłowiową skarpetą. Wciąż większość oszczędności przekracza granice w ten sposób, czy Polacy zaufali już pośrednikom? Trudno powiedzieć, ile z tzw. remittances, czyli pieniędzy przesyłanych z zagranicy do kraju, przekroczyło do tej pory granicę drogą bankową, a ile dojechało do Polski w skarpecie i zostało wymienione na złotówki w kantorach. Pewnie sporo, ale nie sposób tego zbadać. Domyślamy się za to, ile Polacy mogli przy tym stracić na prowizjach, różnicach walutowych i opłatach za przelewy. Średnio licznąc, rok w rok na przesyłających pieniądze kantory i banki zarabiały ponad 50 mln. euro! To dopiero jest suma. 50 mln euro, które przecież można było podzielić między sobą. Albo zainwestować... W czasie kryzysu, kiedy o podwyżkę, a często i pracę cięż- Paweł Stosik ko, ludzie bardziej myślą o tym, w jaki sposób bez ryzyka maksymalizować wykorzystanie posiadanych środków i obniżać koszty. Zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i w Irlandii, większość rachunków bieżących jest nieoprocentowana. Natomiast w Polsce, gdzie w latach trwała między bankami zażarta wojna depozytowa, nawet na rachunkach bieżących można zarobić. Trzeba jedynie mądrze i tanio przetransferowac funty czy euro do i z Polski. I znów wracamy do kwestii: bank, pośrednicy wymiany walut czy kantor? Są już na szczęście alternatywy. Jedną z nich jest Currency- Fair, wymiana peer-to-peer, czyli rodzaj giełdy walut, na której każdy może ustalać własny kurs albo szukać najlepszych dostępnych ofert i wymieniać się między sobą. Tu nie ma formalnych pośredników. Ale nie każdy wie, że takie usługi istnieją. Mój przyjaciel, finansista z londyńskiego City, co miesiąc wysyła trochę funtów do Polski. Za każdy taki przelew musi zapłacić bankowi około funtów. Kursem wymiany kiedyś się nie przejmował, bo, jak twierdził: co to niby jest 2, 3 procent. Dopiero kiedy miał do przelania dużą kwotę, troche go to zabolalo, bo prowizja wyniosła nawet kilkaset funtów. A jak to jest z mieszkaniami, na Wyspach i w Polsce? Coraz więcej emigrantów decyduje się na zakup własnego M na inwestycję lub dla siebie na przyszłość. Kupować czy nie kupować? I jeśli już tak, to gdzie? Warren Buffett, amerykański inwestor giełdowy i trzeci najbogatszy człowiek świata, powiedział kiedyś: Be fearful when others are greedy and be greedy when others are fearful. Mimo że moment największego szoku związanego z obniżką cen mieszkań już chyba minął, rynek nadal jest w fazie, w której używając powiedzenia Warrena Buffetta others are fearful. Teraz jest na pewno dobry moment na zakup mieszkania np. w Irlandii. Ceny w Dublinie spadły o średnio procent, a w niektórych miejscach poza centrum można znaleźć okazje o połowę tańsze niż przed kryzysem. Jeżeli więc ktoś planuje zostać w Irlandii jeszcze kilka lat i nie chce płacić landlordowi 1000 euro miesiecznie do kieszeni, to opcja zakupu własnego kąta jest bardzo opłacalna. A w Polsce? W naszym kraju sytuacja jest trochę podobna do Wysp, mimo że nie odnotowano aż takiego spadku cen jak w Irlandii czy Wielkiej Brytanii. Tak naprawdę do prawdziwego boomu na rynku wynajmu mieszkań dopiero dojdzie. Według statystyk GUS, co roku coraz więcej ludzi przenosi się do dużych aglomeracji i zdecydowana większość z nich wynajmuje tam mieszkania. W wielu dużych miastach, np. w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu, relacja potencjalnego zarobku z wynajmu i kosztu spłaty kredytu jest pozytywna. Zakup własnego mieszkania często równa się wzięciu wieloletniego kredytu. Po ostatnich wahaniach na rynkach walutowych, wiele osób przeklinało kredyty we frankach szwajcarskich. Lepsze są pożyczki w złotówkach? Zdecydowanie nie. Ze względu na stopy procentowe, które w Polsce już raz w tym roku wzrosły i prawdopodobnie wzrosną jeszcze kilkakrotnie, wciąż atrakcyjne wydają się kredyty walutowe we frankach i euro. Oczywiście nie można tu zapominać o ryzyku kursowym, które sprawia, że spłacane raty są często wyższe niż oczekiwaliśmy. A więc euro czy frank? W dłużej perspektywie to euro może być najlepszym rozwiązaniem, bo kurs złotówki do euro powinien charakteryzować się większą przewidywalnością niż inne pary walutowe. Głównie dlatego, że Polska najprawdopodobniej za kilka lat wejdzie do strefy euro, a to gwarantuje, że kurs złotówki względem unijnej waluty bedzie stabilny. Dodatkowo, tak jak to miało miejsce w zeszłym roku, jeśli kurs złotego za mocno sie odchyli od oczekiwań, rząd będzie musiał interweniować. A to jest dodatkowe zabezpieczenie. Idea wymiany walut online, którą promuje CurrencyFair, wymaga zaufania do nowoczesnych technologii. Czy nie jest tak, że Polacy wciąż boją się nowości? Polacy są bardzo ciekawi nowinek, ale jednocześnie podchodzą do nich z dystansem. To samo dotyczy usług finansowych świadczonych przez internet. Zanim zaczniemy obracać oszczędnościami, lubimy najpierw przetestować daną usługę korzystając z małych kwot. Sytuacja wygląda inaczej w przypadku Irlandczyków i Brytyjczyków. Nic zresztą dziwnego. Na Wyspach większość spraw, także finansowych, załatwia się przez internet, stąd większe zaufanie do takich usług niż w Polsce. Do tego dochodzi lepszy dostęp do internetu, no i na pewno mentalność. Wyspiarze są po prostu bardziej easy-going. Żyjemy w czasach, kiedy większość czynności wykonuje się w przestrzeni wirtualnej. Wypłaty z bankomatu i płacenie gotówką odchodzą powoli do przeszłości. Co nas czeka? Karty płatnicze nie wyjdą pewnie z obiegu przez najbliższe kilka lat, ale coraz rzadziej będziemy nosić przy sobie gotówkę. Zwiększą się też warunki bezpieczeństwa. W niektórych krajach już teraz wprowadza się bankomaty, w których pieniądze można pobrać przez przyłożenie kciuka do specjalnego czytnika linii papilarnych. Takie rzeczy kilka lat temu to było science fiction. Sam się zastanawiam, co będzie następne. Może obsługa kont za pomocą myśli? Na razie takie rzeczy możliwe są tylko w filmach...

19 20 spacery po londynie 28 lutego 2011 nowy czas Spitalfields Od połowy lat dziewięćdziesiątych, wschodni Londyn jest na fali wznoszącej. Na Shoreditch, Bethnal Green czy Hackney ściągają imigranci, artyści i studenci. Tak też jest na Spitalfields. Adam Dąbrowski Spitalfields to jedno z najstarszych przedmieści Londynu. W dwunastym wieku znajdował się tu duży szpital, a od czasów Karola II aż do 1970 w okolicy odbywał się duży targ. Również w siedemnastym wieku na Spitalfields rozkwitło jedwabnictwo. Wszystko za sprawą francuskich Hugenotów, którzy przybyli na Wyspy uciekając przed prześladowaniami w swoim kraju. Dorobili się tu fortuny. Warto poszukać kilku ich imponujących, marmurowych domów, które przetrwały do dziś na Elder Street, Folgate St, Fournier Street i Spital Square. BangLatown Sercem okolicy jest Brick Lane. Nieprzypadkowo na ulicy wita nas orientalny łuk lustrzane odbicie tego, jaki znajduje się przy wejściu do chińskiej dzielnicy nieopodal Leicester Square. Brick Lane to bowiem mała ojczyzna imigrantów z Bangladeszu. Pierwsi zaczęli przybywać nad Tamizę w chwilę po odłączeniu się ich kraju od Indii w latach siedemdziesiątych. Brytyjskie prawo ułatwiało mieszkańcom byłych kolonii wjazd do kraju, a Bangladesz był w owym czasie targany serią katastrof naturalnych (tak jest zresztą do dziś). Mieszkańcy Bangladeszu zajęli miejsce po mieszkających dotąd przy Brick Lane przedstawicielach mniejszości żydowskiej. Wielu Żydów decydowało się bowiem w tym okresie na wyjazd do Izraela. W latach osiemdziesiątych władze dzielnicy Tower Hamlets wprowadziły dwujęzyczne oznaczenia na okolicznych ulicach. Potem latarnie Spitalfields Market przemalowano na kolory narodowe Bangladeszu. Zmieniła się nawet nazwa tutejszego okręgu wyborczego: na Spitalfields and Banglatown. Pod wieloma względami Banglatown jest dziś ciekawsze, bardziej kolorowe i autentyczne niż dzielnica chińska. Ta wielokulturowość nie wszystkim się podobała. W 1999 roku przez dwa tygodnie okoliczni mieszkańcy żyli w strachu. Prywatną wojnę przeciwko czarnoskórym, imigrantom znad Indusu i homoseksualistom wydał bowiem niejaki David Copeland, który podkładał bomby w miejscach, gdzie przebywali przedstawiciele tych mniejszości. Jeden z zamachów miał też miejsce w Banglatown. Obyło się bez ofiar, a tylko sześć osób zostało rannych. Powód? Copeland pomylił się, sądząc, że na Brick Lane główny dzień targowy wypada w sobotę. Gdyby odpalił ładunek w niedzielę, rozmiary tragedii byłyby większe. zagłębie curry Od początku lat dziewięćdziesiątych na Brick Lane ściągają smakosze. Liczba egzotycznych restauracji jest wręcz niesamowita. Co druga obsypana jest przeróżnymi nagrodami kulinarnymi Ceny nie są zwykle zawrotne, a jedzenie jest wyśmienite (choć natarczywość kelnerów zaganiających klientów do środka może drażnić). Kierując się na północ, ku Bethnal Green trafimy do otwartej podczas weekendów ogromnej hali magazynowej, w której rozsiadły się stoiska z jedzeniem z całego świata. Dominują rzecz jasna potrawy z Azji. Zapachy są kuszące, a ceny jeszcze niższe od tych w okolicznych knajpach. Brick Lane Znajdzie się też coś dla tych, którzy od orientalnych smaków chcieliby odpocząć: słynna piekarnia z bajglami. Z zewnątrz wygląda dość obskurnie, ale jest otwarta 24 godziny na dobę i oferuje podobno najlepsze buły w mieście. Gdy w połowie lat dziewięćdziesiątych okoliczne Shoreditch stało się mekką klubowiczów i artystów, przed Beigel Bake (159 Brick Lane) nierzadko o dziwacznych porach zaczęły się ustawiać wielkie kolejki. Nie zniknęły do dziś. Deser spożyć można w jednej z niesamowicie kolorowych cukierni, które zebrały się przy południowym krańcu ulicy. Wybór ciastek, baklav i Turkish Delights jest oszałamiający. Po zaspokojeniu głodu koniecznie trzeba przejść się wzdłuż ulicy. Najlepiej w niedzielę, bo odbywa się tu wtedy pchli targ. Występują artyści od klownów przez połykaczy ognia, po muzyków. Ulica słynie też z graffiti. Uważni czytelnicy wypatrzą tu dzieła D*Face a, Bena Einego i Banksy ego. Miłośnicy tego ostatniego znają też coś dla siebie w The Brick Lane Gallery pod numerem 196. Nad Brick Lane góruje duży budynek, w którym niegdyś mieścił się browar. Powstał w osiemnastym wieku i rozruszał miejscowy handel, by w sto lat później stać się największym tego typu przybytkiem na świecie. Black Eagle Brewery Bena Trumana przetrwał aż do lat osiemdziesiątych minionego wieku. Dziś znajdują się tu lofty i biura. kuba rozpruwacz i kapsuła czasu Jednym z serc nowego wschodniego Londynu są okolice Commercial Street, stworzonej w latach w ramach akcji usuwania slumsów. Łączyła Spitalfields Market z dzisiejszym City. Dziś to ruchliwy zakątek pełen ciekawostek i dziwactw. Jak głosi legenda to tutaj w pubie Ten Bells pod numerem 94 swoje krwawe morderstwa planował Kuba Rozpruwacz. Naprzeciwko, na Fournier Street mieściła się kawiarnia, w której przez trzy dekady, niemal każdego ranka śniadanie jedli słynni artyści Gilbert i George znani z potężnych, popartowych ołtarzy (niektóre można oglądać w Tate Modern). Panowie wciąż zresztą mieszkają w okolicy (ich studio znajduje się pod numerem 12), choć kawiarni już nie ma. Na tej samej ulicy mieści się meczet. Za czasów hugenockich był to kościół ekumeniczny: jedyny poza Jerozolimą budynek, w którym spotykali się wyznawcy trzech głównych religii monoteistycznych. Fantastyczny jest budynek przy znajdującej się nieopodal Folgate Street (numer 18). Należał do ekscentrycznego artysty Dennisa Seversa, który wymyślił sobie, że jego dom będzie kapsułą czasu. Wchodząc do środka trafiamy do mieszkania z początku osiemnastego wieku. Stoły, książki, dywany, obrazy zabierają nas w podróż ku czasom Oświecenia. Se- vers mieszkał tu do swej śmierci w 1999 roku wierny swemu postanowieniu by żyć tak, jak ówcześni hugenoci. Składający się dziesięciu pokojów dom można oglądać tylko w niedziele i dwa poniedziałki miesiąca. Towarzyszyć nam będzie przewodnik. SpitaLfieLdS Market Docieramy do Spitalfields Market przy Lamb Street. Jak już wiemy handlowano tu od siedemnastego wieku. Dziś na miejscu targu znajduje się centrum pełne niezależnych sklepików i kafejek. Na próżno szukać tu marek znanych z głównych ulic handlowych. To królestwo sklepów artystycznych i designerskich. Przykłady? Onedeko, sklep z minimalistycznymi meblami, Wood n Things z ręcznie robionymi zabawkami z drewna i butik Absolute Vintage z ciuchami i dodatkami z lat Dla par lubiących poczuć gotyckie klimaty jest też FairyGothMother, słynny sklep z luksusowymi gorsetami. Zajść można również do pijalni chińskiej herbaty. Kelnerka poda nam ją w trzech miniaturowych filiżankach. We wszystkich znajdować się będzie mieszanka trzech ziół. Smaki napoju w każdej z nich będą się subtelnie różniły, bo w każdym przypadku nacisk położono na inny składnik. To zupełnie, jak wizyta w wielokulturowym, kolorowym wschodnim Londynie, który przyciąga właśnie precyzyjnym zmieszaniem różniących się od siebie komponentów.

20 nowy czas 28 lutego pytania obieżyświata Czy mennonitom wolno nosić guziki? Włodzimierz Fenrych W Pensylwanii i w południowym Ontario widoczne są czasem znaki drogowe informujące, że w tej okolicy można się natknąć na powozy ciągnione przez konie. Można się oczywiście natknąć również na same powozy z siedzącym na koźle brodatym mężczyzną odzianym w staromodny ubiór. Jeśli woźnica ma towarzyszkę, to i ona będzie odziana w ubiór nie z tej epoki, przypominający postacie z holenderskich obrazów z XVII wieku. Można tych ludzi spotkać na rynkach warzywnych jak sprzedają swe organiczne produkty. Do klienta zwracają się po angielsku, ale między sobą rozmawiają w języku zwanym Pensylvania Dutch. Mówi się o nich czasem the simple people ludzie żyjący w prostocie. Oficjalnie jest to grupa religijna mennonici składająca się z kilku podgrup, z których najbardziej znani są amisze. Kto to są ci mennonici? Czemu się tak dziwnie ubierają? Dziś pewnie trudno w to uwierzyć, ale mennonici to pozostałość kontrkulturowego ruchu, odrzucającego władzę państwową i kościelną, dążącego do rewolucji obyczajowej, a niekiedy także politycznej. Wszystko zaczęło się w Zurychu 21 stycznia 1525 roku. Tego dnia w domu Feliksa Mantza spotkali się zwolennicy radykalnej reformacji zniecierpliwieni polityką Zwinglego, próbującego reformować kościół od góry, przejmując najpierw władzę. Radykałowie zgadzali się ze Zwinglim, że katolickie obrzędy to albo szarlataneria, albo czczy zabobon, ale jego politykę małych kroków, przejmowania władzy i stopniowego wprowadzania zmian w obrzędach uważali za kunktatorstwo. Postulowali natychmiastowe stworzenie wspólnoty, która odetnie się od zepsutego świata, a w swych obrzędach i organizacji będzie się wzorować na kościele pierwszych chrześcijan. Wszelkie praktyki religijne, o których nic nie mówi Biblia, należy uznać za zabobon i odrzucić. Przede wszystkim odrzucić należy chrzest niemowląt. Chrzest to jest znak nawrócenia, a tylko dorosła osoba może świadomie się nawrócić. Dlatego tylko dorosła osoba może przyjąć chrzest. Zwingli owych radykałów dobrze znał, niektórzy z nich to byli do niedawna jego uczniowie. Tym niemniej rada miasta Zurychu taki radykalizm uważała za wichrzycielstwo i owym buntownikom zakazała propagowania swych idei. Ci natomiast uznali, że postawiono ich pod murem, a przecież nie po to się jest radykałem i buntownikiem, by podkulać ogon, kiedy władze czegoś zakażą. 25 stycznia 1525 roku Feliks Mantz zwołał w swoim domu spotkanie kilku osób. Wśród zebranych był Konrad Grebel człowiek z uniwersyteckim wykształceniem i syn patrycjusza, a także Georg Balurock do niedawna katolicki ksiądz. W czasie tego spotkania Blaurock poprosił o chrzest, Grebel go ochrzcił, a następnie Blaurock ochrzcił wszystkich zebranych. Mogłoby się wydawać, że to drobny incydent ot grupka dziwaków polewa się wzajemnie wodą. Jednakże praktyka powtórnego chrztu okazała się popularna. Można by pomyśleć niegroźne dziwactwo, ale najwyraźniej nie tak to widzieli współcześni. Już w 1526 roku protestanckie władze Zurychu za udzielenie powtórnego chrztu wyznaczyły karę śmierci. Co oczywiście ruchu nie powstrzymało. Mantz nadal chrzcił nowych adeptów, w związku z czym został aresztowany i 5 stycznia 1527 roku skazany na śmierć. Wyrok wykonano natychmiast, przywiązawszy go do kija utopiono w lodowatej rzece. Podczas egzekucji Mantz śpiewał psalm In manum Tuam Domino commendo spiritum meum. Jego matka i brat obecni przy egzekucji wspierali go duchowo. Aresztowany w tym samym czasie Blaurock skazany został tylko na chłostę i wygnanie, ponieważ nie udowodniono mu dokonywania nowych chrztów. Chłostano go przez całą drogę od targu rybnego do bramy miejskiej, gdzie otrzepał pył Zurychu ze stóp i odszedł w dal. Konrad Grebel już w tym czasie nie żył zmarł na dżumę poprzedniego lata. Zamiast niego ścięto jego ojca. Już się wydawało, że zaraza została w zarodku zdławiona. Wkrótce jednak okazało się, że te egzekucje to była oliwa, którą próbowano zgasić ogień. W ciągu kilku miesięcy wspólnoty ponownie ochrzczonych (zwani z grecka anabaptystami) zaczęły pojawiać się w Niemczech jak grzyby po deszczu. Nowy ruch, w opozycji do wszelkiej władzy, rozprzestrzeniał się podziemnymi kanałami jak kontrkultura. Co rusz pojawiali się nowi przywódcy z nowymi ideami. Niektórzy zakładali komuny bez własności prywatnej. Inni chcieli do tego dołączyć wspólnotę żon. Większość głosiła pacyfizm, a władzę państwową odrzucała jako źródło przemocy. Ale nie wszyscy. W styczniu 1534 roku w Münsterze nastąpiła rewolucja, władzę w mieście przejęli anabaptyści i wprowadzili rządy świętych, którzy nie mają własności prywatnej, pracują zupełnie za darmo, i nie grzeszą nawet za lekkie grzechy, jak przeklinanie i narzekanie na los (a więc i na władzę) karano śmiercią. Wprowadzono również poligamię. Eksperyment nie potrwał długo, bowiem miasto zostało oblężone i w czerwcu 1535 roku upadło. Ale nie był to bynajmniej koniec ruchu. Większość anabaptystów odrzucała przemoc, a więc również rewolucjonistów z Münsteru. Najbardziej elokwentnym krytykiem przemocy był Menno Simmons, pierwotnie katolicki ksiądz, który przyłączył się do anabaptystów w rok po upadku tego miasta. Był to okres, kiedy najbardziej ich prześladowano, obawiając się powtórki krwawych wydarzeń. W swoich licznych pismach Menno podkreślał ewangeliczny pacyfizm (kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie), a zatem odmowę służby w armii, a także odmowę składania przysiąg (mowa wasza niech będzie tak-tak, nie-nie, a co nadto jest, od złego pochodzi) i generalnie odcięcie wspólnot nowo ochrzczonych od grzesznego świata. Nawróceni mieli unikać grzechu, ale jedyną sankcją było wykluczenie ze wspólnoty. Wszelkie chrześcijańskie rytuały uproszczono, komunię z chlebem i winem organizowano tylko raz w roku na Wielkanoc, w ciągu roku było tylko czytanie Pisma i głoszenie kazań. No i wierni mieli prowadzić proste życie i rzetelnie na nie pracować. Menno pisał wiele i w końcu do tych pacyfistycznych anabaptystów przylgnęła nazwa mennonitów. Ekskomunika była główną bronią mennonitów, ale w związku z tym pojawiały się nowe problemy. Za jakie przewinienia ekskomunika ma być nakładana i jak egzekwowana? Czy z wykluczoną ze wspólnoty osobą można zjeść wspólny posiłek? Czy z wykluczonym współmałżonkiem można dzielić łoże? Czy tylko nie dopuścić do udziału w sakramencie komunii? Jak nietrudno się domyślić opinii było wiele, a różnice w opinii prowadziły do jakżeby inaczej wzajemnej ekskomuniki. Jeden z takich rozłamów nastąpił w Szwajcarii w 1693 roku, a doprowadził do niego niejaki Jakob Amman. Głosił on, że komunia powinna być dwa razy w roku (drugi raz jesienią), a łamaniu chleba i piciu wina towarzyszyć winno wzajemne mycie stóp. Amman ekskomunikował wszystkich, którzy uważali inaczej. Uważał on także, że wykluczyć ze wspólnoty należy osoby przyłapane na kłamstwie, a także tych, którzy nie przestrzegają zasady prostoty życia i na przykład noszą guziki przy ubraniach. Prawdziwy chrześcijanin powinien mieć ubranie zapinane na skobelki. Zwolennicy Ammana nazwani zostali amiszami i generalnie z innymi mennonitami bardzo się nie lubią. Podobno kiedy emigrowali do Ameryki, nie chcieli wsiadać nawet na ten sam statek. Można zaobserwować tu ciekawy proces petryfikacji ruch zapoczątkowany przez buntowników głoszących rewolucyjne idee, po dwóch stuleciach prowadził spory dotyczące szczegółów ubioru. I mennonici, i amisze emigrowali do Ameryki, przede wszystkim do Pensylwanii, gdzie z założenia panowała tolerancja religijna. Są oni tam natychmiast rozpoznawalni, bowiem zasada prostoty życia powoduje, że noszą oni własnoręcznie szyte ubrania o tradycyjnym kroju, jakby żywcem wzięte z innej epoki. I oczywiście nie jeżdżą samochodami. Ale guziki mennonici nosić mogą, tylko amisze mają w tej materii obostrzenia.

Opakowania na materiały niebezpieczne

Opakowania na materiały niebezpieczne Założyciel firmy Georg Utz 1916 1988 Opakowania na materiały 208 GGVS Opakowania na materiały 209 Opakowania na materiały Cer ty fi ko wa ne po jem ni ki Utz jest pro du cen tem sze ro kiej ga my opa ko

Bardziej szczegółowo

KRYTERIA OCENIANIA ODPOWIEDZI Próbna Matura z OPERONEM i Gazetą Wyborczą. Wiedza o społeczeństwie Poziom podstawowy

KRYTERIA OCENIANIA ODPOWIEDZI Próbna Matura z OPERONEM i Gazetą Wyborczą. Wiedza o społeczeństwie Poziom podstawowy KRYTERIA OCENIANIA ODPOWIEDZI Wiedza o społeczeństwie Poziom podstawowy Listopad 2011 W ni niej szym sche ma cie oce nia nia za dań otwar tych są pre zen to wa ne przy kła do we po praw ne od po wie dzi.

Bardziej szczegółowo

250 pytań rekrutacyjnych

250 pytań rekrutacyjnych 250 pytań rekrutacyjnych które pomogą Ci zatrudnić właściwych ludzi 250 pytań rekrutacyjnych, które pomogą Ci zatrudnić właściwych ludzi Autorzy Katarzyna Chudzińska dyrektor zarządzający zasobami ludzkimi

Bardziej szczegółowo

2.1. Identyfikacja Interesariuszy. G4 25a

2.1. Identyfikacja Interesariuszy. G4 25a 16 17 2.1. Identyfikacja Interesariuszy Gru py In te re sa riu szy zo sta y wy bra ne w opar ciu o ana li z dzia al - no Êci ope ra cyj nej Gru py Ban ku Mil len nium. W wy ni ku pro ce su ma - po wa nia

Bardziej szczegółowo

Na uczy ciel jest oso bą wspo ma ga ją cą,

Na uczy ciel jest oso bą wspo ma ga ją cą, DZIELIMY SIĘ DOŚWIADCZENIAMI Ratujmy kasztanowce Metoda projektu Istota metody projektów polega na tym, że grupa osób uczących się samodzielnie inicjuje, planuje i wykonuje pewne przedsięwzięcia, a następnie

Bardziej szczegółowo

STA TUT ZWI Z KU KY NO LO GICZ NE GOWPOL SCE

STA TUT ZWI Z KU KY NO LO GICZ NE GOWPOL SCE Statut Zwi zku Kynologicznego w Polsce 2/ 1 STA TUT ZWI Z KU KY NO LO GICZ NE GOWPOL SCE Roz dzia³ I Po sta no wie nia og l ne 1 Sto wa rzy sze nie no si na zw Zwi zek Ky no lo gicz ny w Pol sceµ zwa ny

Bardziej szczegółowo

SPRAWDZIAN KOMPETENCJI DRUGOKLASISTY. Kolorowe zadanie 2012

SPRAWDZIAN KOMPETENCJI DRUGOKLASISTY. Kolorowe zadanie 2012 Imię i nazwisko ucznia... Wypełnia nauczyciel Klasa.... SPRAWDZIAN KOMPETENCJI DRUGOKLASISTY Numer ucznia w dzienniku Instrukcja dla ucznia Kolorowe zadanie 2012 TEST Z JĘZYKA POLSKIEGO Czas pracy: 45

Bardziej szczegółowo

Doskonalenie w zakresie edukacji zdrowotnej kurs dla nauczycieli wf w gimnazjach

Doskonalenie w zakresie edukacji zdrowotnej kurs dla nauczycieli wf w gimnazjach BAR BA RA WOY NA ROW SKA, MA RIA SO KO OW SKA, MAG DA LE NA WOY NA ROW SKA -SO DAN Doskonalenie w zakresie edukacji zdrowotnej kurs dla nauczycieli wf w gimnazjach W nowej podstawie programowej kszta³cenia

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

Fotografia kliniczna w kosmetologii i medycynie estetycznej

Fotografia kliniczna w kosmetologii i medycynie estetycznej aparatura i technika Dr n. farm. Sławomir Wilczyński Katedra i Zakład Biofizyki Wydziału Farmaceutycznego z OML w Sosnowcu, SUM w Katowicach Kierownik Katedry: prof. zw. dr hab. n. fiz. Barbara Pilawa

Bardziej szczegółowo

ARKUSZ PRÓBNEJ MATURY Z OPERONEM CHEMIA

ARKUSZ PRÓBNEJ MATURY Z OPERONEM CHEMIA Miejsce na naklejk z kodem ARKUSZ PRÓBNEJ MATURY Z OPERONEM CHEMIA Instrukcja dla zdajàcego POZIOM PODSTAWOWY Czas pracy 120 minut 1. Spraw dê, czy ar kusz eg za mi na cyj ny za wie ra 11 stron (zadania

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Terminy określone w ogólnych warunkach umowy podstawowej stosuje się odpowiednio w niniejszych ogólnych warunkach ubezpieczenia.

Terminy określone w ogólnych warunkach umowy podstawowej stosuje się odpowiednio w niniejszych ogólnych warunkach ubezpieczenia. Ogólne warunki dodatkowego ubezpieczenia na wypadek śmierci lub trwałego i całkowitego inwalidztwa w wyniku nieszczęśliwego wypadku Niniejsze ogólne warunki ubezpieczenia na wypadek śmierci lub trwałego

Bardziej szczegółowo

Pojemniki niestandardowe

Pojemniki niestandardowe Założyciel firmy Georg Utz 1916 1988 Pojemniki niestandardowe 236 Pojemniki specjalnego przeznaczenia Pojemniki specjalnego przeznaczenia 237 Rozwiązania dopasowane do potrzeb klienta Po jem ni ki spe

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

Wykaz skrótów... 11. Wstęp (Andrzej Patulski)... 13

Wykaz skrótów... 11. Wstęp (Andrzej Patulski)... 13 Wstęp Spis treści Wykaz skrótów... 11 Wstęp (Andrzej Patulski)... 13 1. Źródła i zasady prawa pracy (Krzysztof Walczak)... 19 1.1. Wprowadzenie... 19 1.2. Fi lo zo fia pra wa pra cy... 20 1.3. Pod sta

Bardziej szczegółowo

Medyczny laser CO2. C jaki aparat jest optymalny dla lekarza medycyny estetycznej/dermatologa?

Medyczny laser CO2. C jaki aparat jest optymalny dla lekarza medycyny estetycznej/dermatologa? 1 3aparatura i technika Dr n. farm. S 0 0awomir Wilczy Ґski Katedra i Zak 0 0ad Podstawowych Nauk Biomedycznych, Wydzia 0 0 Farmaceutyczny z OML w Sosnowcu 0 1l 0 2skiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach

Bardziej szczegółowo

1. PRZEWODNIK. 1.1. Spis treœci 1.2. Zespó³ autorski 1.3. Skorowidz rzeczowy 1.4. Wykaz skrótów 1.5. Objaœnienia piktogramów PRZEWODNIK.

1. PRZEWODNIK. 1.1. Spis treœci 1.2. Zespó³ autorski 1.3. Skorowidz rzeczowy 1.4. Wykaz skrótów 1.5. Objaœnienia piktogramów PRZEWODNIK. PRZEWODNIK Rozdzia³ 1, str. 1 SKUTECZNE ZARZ DZANIE SPÓ DZIELNI MIESZKANIOW Spis treœci 1. PRZEWODNIK 1.1. Spis treœci 1.2. Zespó³ autorski 1.3. Skorowidz rzeczowy 1.4. Wykaz skrótów 1.5. Objaœnienia piktogramów

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

ARKUSZ PRÓBNEJ MATURY Z OPERONEM JĘZYK NIEMIECKI

ARKUSZ PRÓBNEJ MATURY Z OPERONEM JĘZYK NIEMIECKI Miejsce na identyfikację szkoły ARKUSZ PRÓBNEJ MATURY Z OPERONEM JĘZYK NIEMIECKI POZIOM ROZSZERZONY CZĘŚĆ I LISTOPAD 2010 Instrukcja dla zdającego Czas pracy 120 minut 1. Sprawdź, czy ar kusz eg za mi

Bardziej szczegółowo

Ubezpieczenia osobowe. Og lne Warunki Ubezpieczenia Sp³aty Kredytu dla Kredytobiorc w Banku PAKIET MULTIBEZPIECZNY. Allianz ubezpieczenia od A do Z.

Ubezpieczenia osobowe. Og lne Warunki Ubezpieczenia Sp³aty Kredytu dla Kredytobiorc w Banku PAKIET MULTIBEZPIECZNY. Allianz ubezpieczenia od A do Z. Ubezpieczenia osobowe Og lne Warunki Ubezpieczenia Sp³aty Kredytu dla Kredytobiorc w Banku PAKIET MULTIBEZPIECZNY Allianz ubezpieczenia od A do Z. Spis treœci.........................................................................................................

Bardziej szczegółowo

Elżbieta Judasz. Prawo pra cy. pierwsze kroki

Elżbieta Judasz. Prawo pra cy. pierwsze kroki Elżbieta Judasz Prawo pra cy pierwsze kroki War sza wa 2012 Aktualizacja Katarzyna Piecyk Pro jekt okład ki www.jsphoto.eu Opra co wa nie re dak cyj ne Izabella Skrzecz Opra co wa nie ty po gra ficz ne

Bardziej szczegółowo

Piotr Wojciechowski PRAWO PRACY. Poradnik dla pracodawcy

Piotr Wojciechowski PRAWO PRACY. Poradnik dla pracodawcy Piotr Wojciechowski PRAWO PRACY Poradnik dla pracodawcy Projekt graficzny okładki Dorota Zając Opracowanie redakcyjne Izabella Skrzecz Opracowanie typograficzne i łamanie Barbara Charewicz Copyright Główny

Bardziej szczegółowo

JUŻ PRA CU JĄ! materiały prasowe

JUŻ PRA CU JĄ! materiały prasowe JUŻ PRA CU JĄ! materiały prasowe Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Projekt jest współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach działania

Bardziej szczegółowo

www.nie bo na zie mi.pl

www.nie bo na zie mi.pl Nie bo Na Zie mi www.nie bo na zie mi.pl Kon rad Mi lew ski Wszel kie pra wa za strze żo ne. Nie au to ry zo wa ne roz po wszech nia nie ca ło ści lub frag men tu ni niej szej pu bli ka cji w ja kiej kol

Bardziej szczegółowo

Jak działa mikroskop? Konspekt lekcji

Jak działa mikroskop? Konspekt lekcji Jak działa mikroskop? Konspekt lekcji Zajęcia zgodne z niniejszym konspektem przeprowadzono z uczniami klasy I gimnazjum podczas Klubu Młodego Odkrywcy DawBas, działającego przy Zespole Szkół w Górsku.

Bardziej szczegółowo

HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA

HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA Tekst biblijny: Dz. Ap. 16,19 36 Tekst pamięciowy: Dz. Ap. 16,31 ( ) Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom. Bóg chce, abyś uwierzył w Jego Syna, Jezusa

Bardziej szczegółowo

OGسLNE ZASADY zamieszczania nekrolog w

OGسLNE ZASADY zamieszczania nekrolog w OGسLNE ZASADY zamieszczania nekrolog w I. DEKLARACJA WYDAWCY II. OKREعLENIA Ago ra SA, wy daw ca Ga ze ty Wy bor czej wiad czy kom plek so wà usùu gو Ne kro lo gi, po le ga jà cà na za miesz cza niu ne

Bardziej szczegółowo

FILM - SALON SPRZEDAŻY TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH (A2 / B1 )

FILM - SALON SPRZEDAŻY TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH (A2 / B1 ) FILM - SALON SPRZEDAŻY TELEFONÓW KOMÓRKOWYCH (A2 / B1 ) Klient: Dzień dobry panu! Pracownik: Dzień dobry! W czym mogę pomóc? Klient: Pierwsza sprawa: jestem Włochem i nie zawsze jestem pewny, czy wszystko

Bardziej szczegółowo

Niezbędnik finansowy. Bezpieczne oszczędzanie na wymarzony cel. Produkty oszczędnościowe

Niezbędnik finansowy. Bezpieczne oszczędzanie na wymarzony cel. Produkty oszczędnościowe Niezbędnik finansowy Bezpieczne oszczędzanie na wymarzony cel Produkty oszczędnościowe Pro duk ty ofe ro wa ne przez ban ki są two rzo ne z my ślą o klien tach i ich po - trze bach. Planując co miesiąc

Bardziej szczegółowo

Rada Unii Europejskiej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych 2010

Rada Unii Europejskiej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych 2010 Rada Unii Europejskiej Ministerstwo Spraw Zagranicznych 2010 1 Autorzy: Aleksander Parzych, Aureliusz Wlaź Projekt graficzny serii: Techna Studio www.techna.pl Zdjęcia na okładce i w tekście: The Audiovisual

Bardziej szczegółowo

Ubezpieczenia osobowe. Og lne Warunki Ubezpieczenia Sp³aty Kredytu dla Kredytobiorc w Banku PAKIET MULTIBEZPIECZNY. Allianz ubezpieczenia od A do Z.

Ubezpieczenia osobowe. Og lne Warunki Ubezpieczenia Sp³aty Kredytu dla Kredytobiorc w Banku PAKIET MULTIBEZPIECZNY. Allianz ubezpieczenia od A do Z. Ubezpieczenia osobowe Og lne Warunki Ubezpieczenia Sp³aty Kredytu dla Kredytobiorc w Banku PAKIET MULTIBEZPIECZNY Allianz ubezpieczenia od A do Z. Spis treœci.........................................................................................................

Bardziej szczegółowo

Środ ka mi ochro ny indywidualnej wska za ny mi w oce nie ry zy ka za wo do we go przy ob słu dze LPG są także: oku

Środ ka mi ochro ny indywidualnej wska za ny mi w oce nie ry zy ka za wo do we go przy ob słu dze LPG są także: oku BHP NA STACJACH LPG Pra cow nik, przy stę pu jąc do pra cy na sta no wi sku ope ra to ra LPG po wi nien za po znać się z oce ną ry zy - ka za wo do we go dla je go sta no wi ska oraz sto so wać odzież

Bardziej szczegółowo

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem!

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem! Proszę bardzo!...książka z przesłaniem! Przesłanie, które daje odpowiedź na pytanie co ja tu właściwie robię? Przesłanie, które odpowie na wszystkie twoje pytania i wątpliwości. Z tej książki dowiesz się,

Bardziej szczegółowo

Ogólne warunki grupowego pracowniczego ubezpieczenia na życie GRU/P. Ogólne warunki dodatkowych ubezpieczeń grupowych

Ogólne warunki grupowego pracowniczego ubezpieczenia na życie GRU/P. Ogólne warunki dodatkowych ubezpieczeń grupowych Ogólne warunki grupowego pracowniczego ubezpieczenia na życie GRU/P Ogólne warunki dodatkowych ubezpieczeń grupowych Szanowni Państwo, Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom naszych Klientów, zamieściliśmy

Bardziej szczegółowo

Praca w wakacje. www.pip.gov.pl

Praca w wakacje. www.pip.gov.pl www.pip.gov.pl Pierwsza praca Jeżeli chcesz podjąć pracę jako pracownik młodociany mu sisz: mieć co najmniej ukończone gimnazjum oraz po sia dać świa dec two le kar skie stwier dza ją ce, że praca którą

Bardziej szczegółowo

Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w

Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w KLASA 1A Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w zagranicznym klubie lub pracować w dziedzinie motoryzacji.

Bardziej szczegółowo

Ka te dra Fi zy ki na Uni wer sy te cie Przy rod ni czym w Po zna niu ist nie je już po nad 60 lat

Ka te dra Fi zy ki na Uni wer sy te cie Przy rod ni czym w Po zna niu ist nie je już po nad 60 lat Obecni oraz część byłych pracowników Katedry Fizyki, od lewej: dr Grzegorz Hoffmann, dr Wojciech Pukacki, dr Danuta Klimek-Poliszko, dr Stanisław Surma, prof. Stefan Poliszko, mgr Danuta Jankun, dr hab.

Bardziej szczegółowo

Spis treści. Broszura powstała w 2015 r., dzięki dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych

Spis treści. Broszura powstała w 2015 r., dzięki dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych RuSzaMy po zdrowie Broszura powstała w 2015 r., dzięki dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych Opracowanie merytoryczne i zdjęcia: Tomasz Gładysz Opracowanie

Bardziej szczegółowo

Ubezpieczenia osobowe. Ogólne Warunki Ubezpieczenia Spłaty Rat Kredytu dla Kredytobiorców MultiBanku PAKIET STANDARD. Allianz ubezpieczenia od A do Z.

Ubezpieczenia osobowe. Ogólne Warunki Ubezpieczenia Spłaty Rat Kredytu dla Kredytobiorców MultiBanku PAKIET STANDARD. Allianz ubezpieczenia od A do Z. Ubezpieczenia osobowe Ogólne Warunki Ubezpieczenia Spłaty Rat Kredytu dla Kredytobiorców MultiBanku PAKIET STANDARD Allianz ubezpieczenia od A do Z. Spis treści.........................................................................................................

Bardziej szczegółowo

Marek Ko odziej INFORMATYKA PROGRAM NAUCZANIA DLA GIMNAZJUM. G d y n i a 2 0 0 9

Marek Ko odziej INFORMATYKA PROGRAM NAUCZANIA DLA GIMNAZJUM. G d y n i a 2 0 0 9 Marek Ko odziej INFORMATYKA PROGRAM NAUCZANIA DLA GIMNAZJUM G d y n i a 2 0 0 9 Program nauczania do nowej podstawy programowej (Rozporzàdzenie Ministra Edukacji Narodowej z dn. 23.2.2008 r.) skonsultowany

Bardziej szczegółowo

1 Ojcostwo na co dzień. Czyli czego dziecko potrzebuje od ojca Krzysztof Pilch

1 Ojcostwo na co dzień. Czyli czego dziecko potrzebuje od ojca Krzysztof Pilch 1 2 Spis treści Wstęp......6 Rozdział I: Co wpływa na to, jakim jesteś ojcem?...... 8 Twoje korzenie......8 Stereotypy.... 10 1. Dziecku do prawidłowego rozwoju wystarczy matka.... 11 2. Wychowanie to

Bardziej szczegółowo

1 3Przyj 0 1cie FOT. MAT. PRASOWE CUKIERNIA KACZMARCZYK. 58 magazyn wesele

1 3Przyj 0 1cie FOT. MAT. PRASOWE CUKIERNIA KACZMARCZYK. 58 magazyn wesele 1 3Przyj 0 1cie W E S E L N E 58 magazyn wesele 1 3 Tortowy zawr t g 0 0owy C o fantazjach w 0 2wiecie s 0 0odko 0 2ci C u kier ni czy 0 2wiat roz wi ja si 0 1 w b 0 0y ska wicz - nym tem pie, ofe ru j

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

Prawa Dziecka w Unii Europejskiej. Mam prawo do...

Prawa Dziecka w Unii Europejskiej. Mam prawo do... Prawa Dziecka w Unii Europejskiej Mam prawo do... Marta Drężek; W mojej małej ojczyźnie Szczytnie rozwijam się Czy wiesz, że każdemu dziecku*, niezależnie od koloru skóry, wyznania czy pochodzenia, przysługują

Bardziej szczegółowo

Duchowa Mądrość ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD L D KLEMP

Duchowa Mądrość ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD L D KLEMP Duchowa Mądrość o ZDROWIU I UZDRAWIANIU e HAROLD L D KLEMP P Duchowa Mądrość o ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD KLEMP E ECKANKAR www.eckankar.org Duchowa Mądrość o zdrowiu i uzdrawianiu Copyright 2008 ECKANKAR

Bardziej szczegółowo

Twoje prawa obywatelskie

Twoje prawa obywatelskie Twoje prawa obywatelskie Dostęp do praw i sprawiedliwości dla osób z niepełnosprawnością intelektualną Inclusion Europe Raport Austria Anglia Belgia Bułgaria Chorwacja Cypr Czechy Dania Estonia Finlandia

Bardziej szczegółowo

str. 28 DZIENNIK URZÊDOWY KG PSP 1 2 Zarz¹dzenie nr 3

str. 28 DZIENNIK URZÊDOWY KG PSP 1 2 Zarz¹dzenie nr 3 str. 28 DZIENNIK URZÊDOWY KG PSP 1 2 Zarz¹dzenie nr 3 Ko men dan ta G³ówne go Pa ñ stwo wej Stra y Po a r nej z dnia 24 lu te go 2006 r. w spra wie spo so bu pro wa dze nia przez prze³o o nych do ku men

Bardziej szczegółowo

SALON MATURZYSTÓW. Perspektywy 2016

SALON MATURZYSTÓW. Perspektywy 2016 Zgłoszenia nadesłane do 30 czerwca 2016 r. 5% rabatu SALON MATURZYSTÓW ZGŁOSZENIE UCZESTNICTWA CENNIK USŁUG i WYPOSAŻENIA DODATKOWEGO INFORMACJA O WYSTAWCY i ZAMÓWIENIE REKLAMY REGULAMIN SALONU www.salonmaturzystow.pl

Bardziej szczegółowo

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony.

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony. 114 Lekcja 12 Tak ubrany wychodzi na ulicę. Rezultat jest taki, że Samir jest przeziębiony. Ma katar, kaszel i temperaturę. Musi teraz szybko iść do lekarza. Lekarz bada Samira, daje receptę i to, co Samir

Bardziej szczegółowo

Twoje prawa obywatelskie

Twoje prawa obywatelskie Twoje prawa obywatelskie Osoba niepełnosprawna w obliczu prawa Inclusion Europe Raport Austria Anglia Belgia Bułgaria Chorwacja Cypr Czechy Dania Estonia Finlandia Francja Grecja Hiszpania Holandia Islandia

Bardziej szczegółowo

Jak rozpocząć własną działalność gospodarczą?

Jak rozpocząć własną działalność gospodarczą? Jak rozpocząć własną działalność gospodarczą? Polish ND40 Start your own Business p.2 &3 Czy chciałbyś rozpocząć własną działalność gospodarczą? Wielu ludzi rozważa otworzenie własnego biznesu. Znają historię

Bardziej szczegółowo

Metoda projekt w. badawczych. Po szu ku j¹c no wych spo so b w za in te re so -

Metoda projekt w. badawczych. Po szu ku j¹c no wych spo so b w za in te re so - Metoda projekt w badawczych Me to da pro jek t w jest spo so bem wspie ra nia ak tyw ne go za an ga o wa nia i ce lo we go ucze nia siê oraz roz wo ju in te lek tu al ne go, a dla nie kt rych na uczy cie

Bardziej szczegółowo

ubezpieczenia komunikacyjne ogólne warunki ubezpieczeń komunikacyjnych

ubezpieczenia komunikacyjne ogólne warunki ubezpieczeń komunikacyjnych ubezpieczenia komunikacyjne ogólne warunki ubezpieczeń komunikacyjnych Ogólne Warunki Ubezpieczenia Odpowiedzialności Cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych w ruchu zagranicznym - Zielona Karta 24.02.2016

Bardziej szczegółowo

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Szybciej poznaję ceny. To wszystko upraszcza. Mistrz konstrukcji metalowych, Martin Elsässer, w rozmowie o czasie. Liczą się proste rozwiązania wizyta w

Bardziej szczegółowo

Tak wygląda biuro Oriflame Polska od środka

Tak wygląda biuro Oriflame Polska od środka Tak wygląda biuro Oriflame Polska od środka Gdyby, to była mafia już bym nie żyła... Oto jak z koleżankami otrzymujemy kosmetyki, bawimy się wyśmienicie i jeszcze przy tym zarabiamy (oraz jak możesz do

Bardziej szczegółowo

Rzeczpospolita Polska Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Europejska inicjatywa obywatelska

Rzeczpospolita Polska Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Europejska inicjatywa obywatelska Rzeczpospolita Polska Ministerstwo Spraw Zagranicznych Europejska inicjatywa obywatelska Publikacja opracowana na zlecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych przez Instytut Europeistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego

Bardziej szczegółowo

MOZAIKA KOLĘDOWA. Cicha noc / W żłobie leży / Bóg się rodzi Tranquillo e moderato q» œ nœ. Ci - cha. œ œ. . œ. œ bœ. cresc. wszem, cresc. cresc.

MOZAIKA KOLĘDOWA. Cicha noc / W żłobie leży / Bóg się rodzi Tranquillo e moderato q» œ nœ. Ci - cha. œ œ. . œ. œ bœ. cresc. wszem, cresc. cresc. chór lu dęte C C C B B Cicha noc / W żłoie leży / Bóg się rodzi Tranquillo e moderato q» 4 3 4 3 4 3 B 4 3 Ó 4 3 4 3 o - kó czu - wa n nie - sie n n sa - ma n lu - dziom wszem, u - śmiech - MOZAIKA KOLĘDOWA

Bardziej szczegółowo

Po zna je my wy da rze nia z dzie j w PRL -u

Po zna je my wy da rze nia z dzie j w PRL -u Po zna je my wy da rze nia z dzie j w PRL -u Scenariusz lekcji w III klasie gimnazjum Przed sta wia my Ko le an kom i Ko le gom pro po zy cjê sce na riu sza lek cji ote ma cie nie ³a twym, szcze g l nie

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

DROGA KRZYŻOWA TY, KTÓRY CIERPISZ, PODĄŻAJ ZA CHRYSTUSEM

DROGA KRZYŻOWA TY, KTÓRY CIERPISZ, PODĄŻAJ ZA CHRYSTUSEM DROGA KRZYŻOWA TY, KTÓRY CIERPISZ, PODĄŻAJ ZA CHRYSTUSEM Anna Golicz Wydawnictwo WAM Kraków 2010 Wydawnictwo WAM, 2010 Korekta Aleksandra Małysiak Projekt okładki, opracowanie graficzne i zdjęcia Andrzej

Bardziej szczegółowo

MOCNE STRONY OSOBOWE:

MOCNE STRONY OSOBOWE: MOCNE STRONY OSOBOWE: To ja Kreatywność / pomysłowość Znajduję różne rozwiązania problemów Łatwo wpadam na nowe pomysły Mam wizjonerskie pomysły Szukam nowych możliwości i wypróbowuję je Potrafię coś zaprojektować

Bardziej szczegółowo

Wycieczka do Gersheim

Wycieczka do Gersheim Wycieczka do Gersheim Na specjalne zaproszenie Pana Hansa Bollingera -dyrektora Gesamtschule Gersheim, prezesa Stowarzyszenia "Spotkania na Granicy" oraz Stowarzyszenia VEUBE - Spohns Haus, grupa siedmiu

Bardziej szczegółowo

NAUKA JAK UCZYĆ SIĘ SKUTECZNIE (A2 / B1)

NAUKA JAK UCZYĆ SIĘ SKUTECZNIE (A2 / B1) NAUKA JAK UCZYĆ SIĘ SKUTECZNIE (A2 / B1) CZYTANIE A. Mówi się, że człowiek uczy się całe życie. I jest to bez wątpienia prawda. Bo przecież wiedzę zdobywamy nie tylko w szkole, ale również w pracy, albo

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska spektakl edukacyjno-profilaktyczny dla najmłodszych. (Scenografia i liczba aktorów - zależne od wyobraźni i możliwości technicznych reżysera.) Uczeń A - Popatrz

Bardziej szczegółowo

Nagroda Imienia Św. Kamila Światowy Dzień Chorego 2008

Nagroda Imienia Św. Kamila Światowy Dzień Chorego 2008 Nagroda Imienia Św. Kamila Światowy Dzień Chorego 2008 Zakon Posługujących Chorym Warszawa, 10 lutego 2008 r. Zakon Posługujących Chorym Nagroda Imienia Św. Kamila Światowy Dzień Chorego 2008 Komunikat

Bardziej szczegółowo

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina...

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina... 1 Budzik dzwonił coraz głośniej i głośniej, a słońce jakby za wszelką cenę chciało się wedrzeć do mojego pokoju. Niedali mi spać już dłużej;wstałam. Wtedy właśnie uswiadomiłam sobie, że jest dzień 11 listopada

Bardziej szczegółowo

2 8. Polonijny Festiwal Dziecięcych Zespołów Folklorystycznych

2 8. Polonijny Festiwal Dziecięcych Zespołów Folklorystycznych 2 8. Polonijny Festiwal Dziecięcych Zespołów Folklorystycznych W naszym salonie znajdziesz: sprzedaż samochodów nowych skup i sprzedaż samochodów używanych kompleksowa obsługa firm szeroki asortyment oryginalnych

Bardziej szczegółowo

4. po Wielkanocy CANTATE

4. po Wielkanocy CANTATE Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl 4. po Wielkanocy CANTATE Główna myśl: Wysławiaj Boga! Wiersz przewodni: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi. Mt 11,25a Fragment biblijny: Jezus wysławia

Bardziej szczegółowo

Do życzeń dołączył się także Wojtek Urban, który z kolei ukołysał publiczność kolędą Lulajże Jezuniu

Do życzeń dołączył się także Wojtek Urban, który z kolei ukołysał publiczność kolędą Lulajże Jezuniu Zaczarowane Radio Kraków wyśpiewało magię świąt! O 11.00, w Studiu im. Romany Bobrowskiej Radia Kraków, odbył się wyjątkowy koncert Dzieciątko, ach to Ty!, który dźwiękami najpiękniejszych polskich kołysanek

Bardziej szczegółowo

60 zł. 80 zł. Warszawa ul. Sobieskieg o 102a pokoje 2 i 3 osobowe. za dobę dla lekarza Śląskiej Izby Lekarskiej. dla pozostałych gości

60 zł. 80 zł. Warszawa ul. Sobieskieg o 102a pokoje 2 i 3 osobowe. za dobę dla lekarza Śląskiej Izby Lekarskiej. dla pozostałych gości 60 zł za dobę dla lekarza Śląskiej Izby Lekarskiej 80 zł dla pozostałych gości możliwość wystawienia faktury na gabinet Warszawa ul. Sobieskieg o 102a pokoje 2 i 3 osobowe rezerwacje i opłaty w Śląskiej

Bardziej szczegółowo

Unij ne pie nią dze na do cho do we pro jek ty

Unij ne pie nią dze na do cho do we pro jek ty LUTY 2009 15 lutego 14 marca 2009 nr 2/27 Wydawnictwo Eurosystem Warszawa www.forumsamorzadowe.pl ISSN 1897-0079 INDEX 226424 Cena 12 zł (0% VAT) FORUM SAMORZĄDOWE n i e z a l e ż n y m i e s i ę c z n

Bardziej szczegółowo

Dys kry mi na cja bez po śred nia: Dys kry mi na cja po śred nia:

Dys kry mi na cja bez po śred nia: Dys kry mi na cja po śred nia: Objawy dyskryminacji Rodzaje dyskryminacji Kodeks pracy zobowiązuje do równego traktowania osób za trud nio nych, jak i sta ra ją cych się o pra cę. Pra co - daw ca dys kry mi nu je pra cow ni ka je że

Bardziej szczegółowo

Legalność zatrudnienia cudzoziemców

Legalność zatrudnienia cudzoziemców Jarosław Cichoń Legalność zatrudnienia cudzoziemców Informator dla pracodawców Warszawa 2012 Projekt okładki Dorota Zając Opracowanie redakcyjne Monika Kolitowska-Sokół Opracowanie typograficzne i łamanie

Bardziej szczegółowo

Terapia DHEA u kobiet

Terapia DHEA u kobiet Dr n. med. Micha³ Rabijewski Klinika Endokrynologii CMKP w Warszawie Kierownik Kliniki: dr hab. n. med. Wojciech Zgliczy ski, prof. nadzw. w CMKP Terapia DHEA u kobiet Nie do b r an dro ge n w u ko biet

Bardziej szczegółowo

Prawo pracy pierwsze kroki

Prawo pracy pierwsze kroki Prawopracy_PierwszeKroki.pdf 2014-04-23 14:24:09 Elżbieta Judasz Jak powinna być sformułowana dobra umowa o pracę? Jakie są Twoje uprawnienia jako pracownika? Kiedy będzie można skorzystać z urlopu? Dla

Bardziej szczegółowo

LITURGIA DOMOWA. Spis treści. Modlitwy w rodzinach na niedziele Okresu Wielkiego Postu 2016. Gliwice 2016

LITURGIA DOMOWA. Spis treści. Modlitwy w rodzinach na niedziele Okresu Wielkiego Postu 2016. Gliwice 2016 Spis treści Wprowadzenie do Liturgii Domowej na Okres Wielkiego Postu 2016... 2 Spotkania na niedziele Okresu Wielkiego Postu 2016: 1 Niedziela Wielkiego Postu [C]... 3 LITURGIA DOMOWA 2 Niedziela Wielkiego

Bardziej szczegółowo

Reklama 2 PRO MEDICO WRZESIEŃ 2010

Reklama 2 PRO MEDICO WRZESIEŃ 2010 Reklama 2 PRO MEDICO WRZESIEŃ 2010 z mojego punktu widzenia Kon kurs ofert na 2011 rok. Po wie dzieć, że wzbu dził wąt pli wo ści, to był by grzecz no ścio wy eu fe mizm. Wo kół pro ce du ry kon trak to

Bardziej szczegółowo

Ogólne warunki ubezpieczenia Plan Inwestycyjny Multi Progres

Ogólne warunki ubezpieczenia Plan Inwestycyjny Multi Progres inwestycje Ogólne warunki ubezpieczenia Plan Inwestycyjny Multi Progres ubezpieczenie na życie z ubezpieczeniowymi funduszami kapitałowymi ze składką podstawową opłacaną jednorazowo indeks PIMP/11/11/02

Bardziej szczegółowo

Widziały gały co brały

Widziały gały co brały Widziały gały co brały KATARZYNA JEZIERSKA-TRATKIEWICZ Widziały gały co brały Uwagi autorki i wydawnictwa Wszystkie informacje zawarte w tej książce zostały przez autorkę starannie zebrane i przygotowane

Bardziej szczegółowo

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!!

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W dniu 30-04-2010 roku przeprowadziłem wywiad z moim opą -tak nazywam swojego holenderskiego dziadka, na bardzo polski temat-solidarność. Ten dzień jest może najlepszy

Bardziej szczegółowo

Dostosuj swój zakład do obowiązującego prawa pracy

Dostosuj swój zakład do obowiązującego prawa pracy Stanisław Staszewski Dostosuj swój zakład do obowiązującego prawa pracy Lista kontrolna z komentarzem, materiał pomocniczy dla pracodawców Warszawa 2010 Lista kontrolna z komentarzem Sta ni sław Sta szew

Bardziej szczegółowo

Allianz Polska Otwarty Fundusz Emerytalny. Prospekt informacyjny. Warszawa, 5 maja 2010 r.

Allianz Polska Otwarty Fundusz Emerytalny. Prospekt informacyjny. Warszawa, 5 maja 2010 r. Allianz Polska Otwarty Fundusz Emerytalny Prospekt informacyjny Warszawa, 5 maja 2010 r. Prospekt informacyjny Allianz Polska Otwarty Fundusz Emerytalny zarządzany przez Powszechne Towarzystwo Emerytalne

Bardziej szczegółowo

Jan Paweł II JEGO OBRAZ W MOIM SERCU

Jan Paweł II JEGO OBRAZ W MOIM SERCU Jan Paweł II JEGO OBRAZ W MOIM SERCU Jan Paweł II Jan Paweł II właściwie Karol Józef Wojtyła, urodził się 18 maja 1920 w Wadowicach, zmarł 2 kwietnia 2005 w Watykanie polski biskup rzymskokatolicki, biskup

Bardziej szczegółowo

Obóz odbywał się od 6 do 28 lipca i z naszej szkoły pojechały na niego dwie uczennice. 5.07.2011 r. (wtorek)

Obóz odbywał się od 6 do 28 lipca i z naszej szkoły pojechały na niego dwie uczennice. 5.07.2011 r. (wtorek) Moscovia letni obóz językowy dla ludzi niemalże z całego świata. Wyjazd daje możliwość nauki j. rosyjskiego w praktyce, a także poznania ludzi z różnych stron świata. Obóz odbywał się od 6 do 28 lipca

Bardziej szczegółowo

Odpowiedzialnoœو prawna lekarza medycyny estetycznej

Odpowiedzialnoœو prawna lekarza medycyny estetycznej gabinet i prawo Dr n. prawn. Katarzyna D¹bek-Krajewska, radca prawny Odpowiedzialnoœو prawna lekarza medycyny estetycznej Kwestie odpowiedzialnoœci prawnej lekarzy z tytu³u udzielania œwiadcze medycznych

Bardziej szczegółowo

Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają.

Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają. Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają. /Matka Celina Zapiski -17.VI.1883r./...dziecko drogie, chcę ci objaśnić...ogólną

Bardziej szczegółowo

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 11 Opracowała Daniela Abramczuk Zdjęcie na okładce Julia na huśtawce pochodzą z książeczki Julia święta Urszula Ledóchowska za zgodą Wydawnictwa FIDES. o Mała Jadwinia

Bardziej szczegółowo

ISBN: 978-83-931598-0-2

ISBN: 978-83-931598-0-2 ISBN: 978-83-931598-0-2 Fundacja dla Polski ul. Narbutta 20/30 02-541 Warszawa tel. (0-22) 542 5880 fax.(0-22) 542 9890 e-mail: fdp@fdp.org.pl www.fdp.org.pl ISBN: 978-83-931598-0-2 Autorzy: Dominika

Bardziej szczegółowo

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA Drogi uczniu! Instrukcja dla użytkownika testu Najpierw przeczytaj uważnie tekst. Następnie rozwiązuj

Bardziej szczegółowo

dr To masz To kar ski er go no mia pra cy z lap to pem

dr To masz To kar ski er go no mia pra cy z lap to pem dr To masz To kar ski er go no mia pra cy z lap to pem War sza wa 2010 Pro jekt okład ki Do ro ta Za jąc Zdję cie na okład ce Wojciech Sternak Opra co wa nie re dak cyj ne Iza bel la Skrzecz Re dak cja

Bardziej szczegółowo

Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia

Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia Co to są prawa?....3 Co to jest dobro dziecka?....4 Co to jest ochrona przed dyskryminacją?....5 Co to jest ochrona?....6 Co to jest sąd?...7 Co to jest

Bardziej szczegółowo

REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1. (wersja dla studentów)

REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1. (wersja dla studentów) REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1 (wersja dla studentów) Reklama jest obecna wszędzie w mediach, na ulicy, w miejscach, w których uczymy się, pracujemy i odpoczywamy. Czasem pomaga nam w codziennych

Bardziej szczegółowo

Niezbędnik finansowy. Finansujemy nasze marzenia. Kredyty

Niezbędnik finansowy. Finansujemy nasze marzenia. Kredyty Niezbędnik finansowy Finansujemy nasze marzenia Kredyty Pro duk ty ofe ro wa ne przez ban ki są two rzo ne z my ślą o klien tach i ich po - trze bach. Planując co miesiąc do mo wy bu dżet, do brze jed

Bardziej szczegółowo

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH?

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH? JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH? Podstawowa zasada radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych:,,nie reaguj, tylko działaj Rodzice rzadko starają się dojść do tego, dlaczego ich

Bardziej szczegółowo

Mo de le od po wie dzi do ar ku sza Prób nej Ma tu ry z OPE RO NEM. Wie dza o spo e czeƒ stwie Po ziom rozszerzony

Mo de le od po wie dzi do ar ku sza Prób nej Ma tu ry z OPE RO NEM. Wie dza o spo e czeƒ stwie Po ziom rozszerzony Mo de le od po wie dzi do ar ku sza Prób nej Ma tu ry z OPE RO NEM Wie dza o spo e czeƒ stwie Po ziom rozszerzony Listopad 2009 1. c) ini cja ty w lu do wà 2. b) po ma raƒ czo wà re wo lu cjà 3. c) Egipt

Bardziej szczegółowo

Scenariusz ślubowania uczniów klasy pierwszej

Scenariusz ślubowania uczniów klasy pierwszej Scenariusz ślubowania uczniów klasy pierwszej Obsada: - prowadząca - Wielki Magik - pomocnicy magika (2 3 osoby) Pomoce: - 2-3 miotły - 2-3 zraszacze - 2-3 kredy - ołówek z biało-czerwoną kokardą - dyplomy

Bardziej szczegółowo

Unia Europejska przeciwko wykluczaniu społecznemu Inclusion Europe

Unia Europejska przeciwko wykluczaniu społecznemu Inclusion Europe Unia Europejska przeciwko wykluczaniu społecznemu Inclusion Europe Raport Austria Anglia Belgia Bułgaria Chorwacja Cypr Czechy Dania Estonia Finlandia Francja Grecja Hiszpania Holandia Islandia Irlandia

Bardziej szczegółowo

Projekt Aktywne Lenarty współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

Projekt Aktywne Lenarty współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego Projekt Aktywne Lenarty współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego Projekt jest realizowany w ramach umowy podpisanej z Wojewódzkim Urzędem Pracy w Olsztynie

Bardziej szczegółowo

z mojego punktu widzenia

z mojego punktu widzenia reklama 2 kwiet nia br. od bę dzie się XXX Okrę go wy Zjazd Le ka rzy - naj wyż sza wła dza na sze go le kar skie go sa - mo rzą du. W ubie głym mie sią cu zwró ci łem się do wszyst kich Ko le ża nek i

Bardziej szczegółowo