Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk, który da ci pełny dostęp do spisu treści książki.

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk, który da ci pełny dostęp do spisu treści książki."

Transkrypt

1 Aby rozpocząć lekturę, kliknij na taki przycisk, który da ci pełny dostęp do spisu treści książki. Jeśli chcesz połączyć się z Portem Wydawniczym LITERATURA.NET.PL kliknij na logo poniżej.

2 BOLESŁAW PRUS WCZORAJ DZIŚ JUTRO WYBÓR FELIETONÓW Wybrał, opracował i przypisami opatrzył Zygmunt Szweykowski 1

3 RZUT OKA NA UJAZDÓW POPRZEDZONY KRÓTKIM WSTĘPEM O ŚWIĘTACH Pomiędzy trzemaset tysiącami warszawian rozmaitych znajduje się od kilkudziesięciu do stu tysięcy warszawian przeciętnych, to jest nadzwyczajnie podobnych do siebie i niewiele różniących się od reszty. Warszawianin przeciętny nie jest ani zbyt wysoki, ani zbyt niski, niechudy i nietłusty. Obok śladu łysiny posiada trochę włosów, a niezależnie od nich: dość obfitą garderobę, parę córek wiecznie przygotowanych do wyjścia za mąż i synka, który w czterech niższych klasach wisi na włosku, a w piątej urywa się i zostaje użytecznym obywatelem kraju. Przeciętny warszawianin ma także kilku przyjaciół, wobec których zachowuje się w sposób pełen godności, tudzież małżonkę, przy której bywa poważnym od święta, a bardzo potulnym w dzień powszedni. Wszyscy przeciętni warszawianie drzemią po południu i narzekają na reumatyzm w czasie słoty. Każdy z nich zajmuje się polityką, reguluje zegarek podług kompasa 1, boi się złodziei i kary wiecznej, nie wierzy w lokomotywę drożną 2 ani w śmietnik pana Maciejowskiego 3 i gniewa się na magistrat za nie oświetlanie ratuszowego zegara 4. Gdy kilku takich jegomości zejdzie się razem, przekonywają się wówczas, że każdy z nich ma taki sam nos pałkowaty, taki sam tużurek, faworyty i rękawiczki jak wszyscy pozostali. A gdy zaczną rozmawiać... Jadłem dziś na obiad zupę grochową... I ja też. A i ja. Ale ja z kapustą. Ja z kwaszoną. A ja... ze słodką! Ale potem jadłem pierożki. Pewnie leniwe? No tak. Ze śmietaną? Rozumie się. A potem kufelek piwa? A naturalnie. To tak jak i ja. I ja. 1 Kompas znajdował się w Ogrodzie Saskim. 2 Lokomotywa drożna albo lokomotywa uliczna jeżdżąca bez szyn jakoby nawet po najgorszych drogach i ulicach źle zabrukowanych. Był to wynalazek angielskiej firmy Aveling and Porter w Rochesterze. Reklamowe próby z tą lokomotywą (niezbyt zresztą udane) odbywały się kilkakrotnie w Warszawie pod kierunkiem angielskich mechaników w r i 1877 (zob. Kroniki, t. III, s. 281 i 601). 3 Adam Maciejowski, były właściciel drukarni, i Henryk Kowaliński, były urzędnik, wynaleźli machinę hermetyczną do wywożenia śmieci. Podjęli się oczyszczać Warszawę, o ile oczywiście właściciele domów zechcą wejść z nimi w układy. W początkach 1877 r. warszawski generał-gubernator pozwolił im na rozpoczęcie działalności. 4 W Warszawie wówczas oświetlony był w nocy tylko jeden zegar na dworcu Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej (Aleje Jerozolimskie róg Marszałkowskiej). Jeśli chodzi o zegar w magistracie na placu Teatralnym, to dopiero na wiosnę 1877 r. zapowiedziano przystąpienie do robót nad jego oświetleniem. (Zob. Kurier Warszawski 1877, nry 25, 48.) 2

4 A i ja. Potem wszyscy ziewają jak na komendę i bębnią w stół tymi samymi palcami tej samej ręki. Boże mój, Boże!... jakie to dziwne miasto ta Warszawa i jej obywatele. Każdy mieszka na innej ulicy, w innym cyrkule 5, pod innym numerem a pomimo to wszyscy podobni są do siebie jak krople rosy na ściernisku. Żaden z nich nie słyszał o Newtonie, każdy uwielbiał Blondina 6 i każdy dziwi się, że tak wielki poeta jak pan Gomulicki mógł się urodzić w miejscowości tak jałowej jak Mława albo Pułtusk 7. Spiritus flat, ubi vult. Duch nawet z piasku może coś wydmuchać. W piekielnie jednostajnym życiu przeciętnego warszawianina (zwanego niekiedy filistrem) wszelkie święta stanowią pewien rodzaj przełomu. Podczas Zielonych Świątek chodzi on z rodziną na Saską Kępę lub Bielany; na Boże Narodzenie je obiad wieczorem; a na Wielkanoc trudno nawet wyliczyć niespodzianek, jakich doświadcza. Naprzód w Wielki Czwartek (jeżeli ma czas) pomaga paniom łuskać migdały. Później (jeżeli mu czas pozwoli) tłucze cukier lub ubija żółtka, zdjąwszy poprzednio kamizelkę. Potem (jeżeli nie ma nic lepszego do roboty) każą mu firanki zakładać, a wreszcie gdy już wszystko do pieczenia ciast zostało przygotowane, wypędzają go z domu na całe dwa dni z rublem w kieszeni i parasolem pod pachą. Za to w Wielką Sobotę wieczorem cała rodzina zamawia go na dwa dni następne. Trzeba przecież złożyć wizytę ojcu pani, rodzicom pana, ciotce, która ma podobno zapisać posag starszej córce, stryjowi, którego dotknął paraliż a oprócz tego robić honory gościom przychodzącym i z każdym z nich wypić kieliszek wina. Nie ma jednak obawy, aby skutkiem tego którykolwiek z przeciętnych warszawian na łonie rodziny wpadł w stan graniczący z bezświadomością: pan taki bowiem dostaje jeden kieliszek honorowy z rana, z którego wieczorem zdać musi rachunek przed małżonką i przyszłością. Tegoroczne święta zeszły filistrom w sposób wyjątkowo ohydny. Od wschodu słońca każdy z nich już widział, że żona ma minę kwaśną i że panny siedzą w oknach. Deszcz padał! A w takich warunkach niepodobna ani wizyt składać, ani spodziewać się znacznego napływu gości. Około jedenastej damy już są ubrane, mięso pokrajane i jajko popieprzone. Pani starsza bierze do ręki widelec, a pan chrząka. No, mój mężu, życzę ci, ażebyś... Ach! jaki deszcz! Następuje pocałunek w czoło; mąż zaczyna potnieć, a jedna z panien mówi: Pewnie już nie będziemy u stryja. Ani u cioci dodaje druga, biorąc z kolei widelce do ręki. No, Peciu, życzę ci, ażebyś nas na rok przyszły w swoim domu święconym przyjmowała mówi matka. Mnie u mamy bardzo dobrze! odpowiada zarumieniona Pecia, spoglądając od niechcenia w okno, czy nie idzie czasem szczupły pan Kasjan. W tej samej chwili ojciec zbliża się do drugiej córki: No, Klociu, życzę ci, ażebyś nas na rok przyszły w swoim domu... Reszta frazesu kostnieje mu w gardle. Biedny ojciec! on już od dziesięciu lat wiecznie te same powtarza życzenia i wiecznie bez skutku. Klocia w odpowiedzi wzdycha. Przychodzi kolej na Frania. 5 Cyrkuł komisariat policji; w Warszawie było naówczas 12 cyrkułów. 6 Blondin, znany francuski linochód (prawdziwe nazwisko: Jan Franciszek Emil Gravelet); występował także w Warszawie. Majątek zdobył w Ameryce, popisując się chodzeniem na linie nad wodospadami Niagary. 7 Wiktor Gomulicki urodził się w rzeczywistości w Ostrołęce. 3

5 No, mój Franiu, życzę ci, ażebyś raz przecie przestał być zakałą rodziny! Zakała rodziny połyka z pośpiechu całe jajo i zbliża się do stołu, na którym nie widać morałów, lecz za to dużo butelek figuruje. Coraz podlejsze wino kupuje ojciec! mruczy niepoprawny Franuś dławiąc się szynką. Rodzice tymczasem obchodzą z jajkiem siedmioletniego Edzia, pięcioletnią Józię i mamkę, która dziesięciomiesięcznego Niutka przyniosła na rękach. Wzruszająca ceremonia skończyła się, młodzi i starzy atakują mięso z zapałem godnym ludzi epoki krzemiennej. Potem Pecia robi uwagę. Proszę mamy, może by kto po doróżkę poszedł? Mężu, wyjdź z łaski swojej. Mąż z łaski swojej wychodzi i po upływie pół godziny wraca zmoczony jak topielec. Doróżki ani śladu, deszcz leje wciąż, w rodzinie zły humor. O pierwszej słychać w przedpokoju szmer. Panny poprawiają fałdy sukien i rumienią się, pani przygotowuje widelce, a pan znowu chrząka, ponieważ nic więcej nie umie. We drzwiach ukazuje się... inny przeciętny warszawianin, pan Kalasanty, dla którego płeć piękna przestała już być niebezpieczną, a obchodzenie znajomych z powinszowaniami stanowi punkt honoru, choćby pioruny trzaskały! Przybyły donosi o tym, że deszcz pada, co zdaje się niezmiernie dziwić rodzinę ciągle patrzącą w okna. Obaj przeciętni warszawianie dają sobie buzi, każda zaś z pań otrzymuje platoniczny całus w rączkę. Następuje drugi paroksyzm jedzenia, po czym ojciec drugi raz wychodzi po doróżkę i zmoknięty wraca z niczym. Od tej chwili jedzenie, wychodzenie po doróżkę, moknięcie na deszczu, zły humor i ziewania powtarzają się co godzina. Nad wieczorem panny bledną, głowa domu śpi chodząc. Frania, zakałę rodziny, dwu przyjaciół przyprowadzają pod ręce, mamka okazuje się niezdolną do pełnienia swej specjalności, a niańka pod sekretem donosi pani, że Edzia i Józię brzuszek zabolał. W taki sposób, o Europo! my, przeciętni warszawianie, przepędziliśmy obecne święta. Z powodu deszczu u nas nie był nikt i my u nikogo; zresztą nudziliśmy się i chorowaliśmy jak zwykle, zgodnie z prastarym obyczajem. Od czasu jak jeden z moich przyjaciół został mianowany doktorem filozofii... pływania po piasku, przekonałem się, że najznakomitszą humorystyką jest samo życie i że dla skromnego oficjalisty z Kuriera 8 celem marzeń powinno być tylko: dokładne kopiowanie życia. Z tego powodu w tym, co powiem niżej, znajdziecie tylko fotografie rzeczy widzianych, ani zaś słówka przesady lub własnego konceptu. Ludowe igrzyska znane już były starożytnej Grecji. Odbywały się one pod odkrytym, wiecznie lazurowym niebem, na ziemi prawdopodobnie suchej, wśród róż, cyprysów, laurów, dębów i drzew oliwnych. Podczas uroczystości tych świętowała cała Grecja i z całej też Grecji zbiegał się na nie lud w najlepsze swoje szaty ubrany. Lud ten niełatwo było zabawić, a trudniej jeszcze zachwycić. Na każdej ulicy miasta spotykał on posągi boskiej piękności rzeźbione dłutem Fidiaszów. Świątynie, senat, a nawet domy prywatne wznosili genialni architekci, których na próżno chcieliby naśladować, a nawet zrozumieć dzisiejsi budowniczowie pierwszej i drugiej klasy. W teatrach widywał lud tragedie Sofoklesa lub komedie Arystofanesa, które na wieki budzić będą podziw miłośników sztuki scenicznej. Na rynkach słuchał on filozofów, od których uczą się filozofowie dzisiejsi, albo mówców, których ognista wymowa popychała go do zwycięstw. 8 Prus żartobliwie określa tak swą rolę w Kurierze Warszawskim. * 4

6 Otóż i ten lud miewał swoje zabawy, a nawet zapalał się nimi. Co kilka lat wśród stutysięcznego tłumu młodzież i dziewice greckie popisywały się zręcznością i siłą. Jedni rzucali olbrzymie metalowe kręgi lub trafiali włóczniami do celu. Inni ścigali się pieszo lub konno. Atleci z różnych krańców Grecji wywalczali pierwszeństwo dla swych rodzinnych miast, powalając na ziemię przeciwników, przed którymi lwy uciekały. Jeszcze inni przy odgłosie harf improwizowali pieśni na cześć bohaterów i przypominali Grecji jej wielkość. Zwycięzca otrzymywał w nagrodę oklask zgromadzonego ludu i wieniec laurowy, a imię jego, choć nie wydrukowane w żadnym piśmie periodycznym, od pokolenia do pokolenia przechodziło. Na Ujazdowie nie ma dębów ani drzew oliwnych, ani laurów; jest tylko trawka, na którą się nawet kozy nie łakomią, jest lud ubrany w świąteczne szaty, a nad nim niebo, które dla rozmaitości sypie śnieżek lub spłukuje go deszczykiem. Zamiast dwukołowych wozów toczą się doróżki i żółte omnibusy za cenę umiarkowaną. Błoto na drodze jest tak gęste, jak krem w dziesięciogroszowych ciastkach. W Alejach Ujazdowskich widzimy wilgotną ławeczkę, a na niej parę małżonków: dwudziestoletniego męża i pięćdziesięcioletnią żonę. Poczciwcy ci idą z daleka, zapewnie z Pragi; chcąc zatem nadwątlone siły pokrzepić i przygotować duszę do uszlachetniających wrażeń, rozwiązują czerwoną chustkę i jedzą ukrytą w niej babę tudzież kiełbasę. Najadłszy się, jak tego uroczystość chwili wymagała, mąż uciera nos w jeden róg chustki, żona w drugi, po czym, zawiązawszy starannie wszystkie cztery rogi, idą na plac z resztką baby i z resztką kiełbasy. O kilkadziesiąt kroków dalej trzy osoby płci męskiej i dwie żeńskiej siedzą na murawie, narażając się tym sposobem na jedną z tysiąca chorób, które jutro mogą ich nazwiska na szpitalnej liście zamieścić. Ponieważ zaś w tej chwili zaczyna znowu padać śnieg, zabierają się więc z powrotem do domu nieciekawi nawet tego, co się na placu igrzysk dzieje. W tym miejscu słychać już łoskot przypominający pobijanie beczek: to liczne orkiestry regulują klepki w głowach warszawskiemu ludowi. Jeszcze dalej, tuż obok straganu z wodą sodową, pomarańczami, fałszowanymi za pomocą krwi 9, i mnóstwem innych rzeczy smacznych, widzimy grupę złożoną z kilku osób. Ojciec w cylindrze przytrzymuje główkę kilkuletniemu cherubinkowi w kurteczce... Biedny mały! padł ofiarą zimnego mięsa, ciast i... huśtawki. Na placu igrzysk znajdujemy hojnie rozrzucone dzieła z zakresu wszystkich sztuk pięknych. Obrzydłe piwiarnie i hecarnie, sklecone z kilkunastu tarcic, paru łokci płótna i odrobiny powrozów reprezentują architekturę. Szyldy z mówiącą głową, z pewną liczbą błaznów wyginających się na drabinach i drągach, a wreszcie obraz Turka z karabinem, który chce zabić Turka z pałaszem reprezentują malarstwo. Wypchany paw tudzież żółte konie, czerwone lwy i kozy tak odrapane, że aż się słabo robi, reprezentują karuzelową rzeźbę; katarynki zaś, co pięć kroków grające inny taniec, wrzaskliwe trąby, klarynety i bębny przy akompaniamencie szmeru tłumów i trzasku policzków, które sobie wymierzają szopowi artyści stanowią muzykę. Serce i umysł mają co używać i w czym wybierać! Na dworze jest chłód listopadowy, mimo to widzimy amatorów jedzących bardzo popularne lody. Kto zaś chce się rozgrzać albo posilić, ten idzie do budy, gdzie sprzedają piwo, herbatę, a nawet coś do jedzenia, wszystko w gatunku przednim. Dla zamącenia do reszty już i tak dość słabych inteligencji obywatelskich pobudowano: karuzele, młyny diabelskie i huśtawki; pierwsze w kierunku płaszczyzny poziomej, a drugie i trzecie w kierunku pionowej, przyprawiają amatorów o nudności po kilka groszy za porcję. Są tu jeszcze dwie panoramy stałe, jedna panorameczka przenośna, gabinet figur 9 W Warszawie krążyły pogłoski (które przedostawały się nawet na łamy prasy), że sprzedawane na ulicach pomarańcze malinowe były barwione krwią. 5

7 woskowych i teatry ludowe. W jednym z nich tańcują dość zabawne marionetki, a magik, nazwany młodym Pinetim 10, popisuje się ze zręcznością. Młodzieniec ten rumiany i tęgo zbudowany, wygląda w swoim czarnym fraku, jakby go psu z gardła wyciągnięto; jest jednak dość wymownym i szczególniej biegłym w sztuce tasowania kart. W największym teatrzyku przedstawia się coś z gimnastyki i Zampa rozbójnik z tragedii 11. Publiczność złożona z rzemieślników, sług, żołnierzy i uczniów gimnazjum chętnie bije brawo młodziutkim artystom, którzy prezentują się tak, jakby tylko popasali na Ujazdowie w drodze z ochrony do osad rolnych 12. Biedacy ci okazują dość pospolite sztuki gimnastyczne; jeżeli jednak weźmiemy pod uwagę to, iż przedstawienie odbywa się co pół godziny, pojmiemy łatwo, że każdy z malców owych, wieszając się na trapezie albo tylko wywracając kozły, naraża się na śmierć, a przynajmniej na złamanie nogi lub ręki. Podróżnicy dziwy opowiadają o muzyce i teatrach chińskich. Co do mnie, po przepędzeniu małej godzinki w naszych teatrzykach ludowych doszedłem do wniosku, że my przynajmniej nie mamy czego Chińczykom zazdrościć. Muzyka złożona z trąb i klarynetów jest rzeczywiście straszna; artyści w ogóle dobrzy, po twarzach ich jednak i rękach łatwo poznać, że deszcz spłukał nie tylko ubrania i wino, ale nawet mydło ze słupów 13. Warszawa dlatego przez te parę dni wyglądała trochę czyściej, że biedacy ci wyjechali na Ujazdów. W Niemczech każdy zwykły śmiertelnik pokazałby prawie te same sztuki gimnastyczne, które my podziwiamy. W Czechach kilku pierwszych lepszych oberwańców utworzyłoby nieskończenie lepszą orkiestrę od tej, która nam uszy rozdziera. Włoch lub pełen smaku robotnik paryski nie spojrzałby bez obrzydzenia na malowidła, które nas zachwycają. W Anglii znowu i Ameryce każdy człowiek od urodzenia do śmierci waży się co roku; u nas waga osobowa stanowi zabawkę równie kosztowną i bezmyślną jak inne. A z jakichże to drobnych, mizernych i jakby schorowanych ludzi składa się ten tłum wielotysięczny! Żołnierze przesuwający się między nimi wyglądają jak najedzone Herkulesy przy zgłodniałych Pigmejczykach. Majątkowy zaś stan zebranej tu publiczności określa się tym najlepiej, że nic tu jakoś o kradzieżach nie słychać. Jaki taki może i sięgnie ręką do cudzej kieszeni, lecz zapewnie wnet ją cofa, przekonawszy się, że jest nie tylko pusta, ale nawet dziurawa. Bywały i w Grecji igrzyska ludowe, ale chyba nie takie jak u nas. Toteż spośród mas gromadzących się na nie wyrastali: Solony, Likurgi, Leonidasy, Sokratesy, Peryklesy i cała armia ludzi, którzy dziś widać są już zbyteczni dla świata. Co do mnie, chciałbym być przynajmniej ślepym jak Homer. Nie widziałbym wówczas ani tego nieba, które nas darzy śniegiem, ani błota, w którym lgniemy po kostki, ani tych ludzi, którzy wznoszą się nad tłum tylko dzięki huśtawkom i słupom, i w nagrodę swych zasług, zamiast 10 Pinetti jeden z najwybitniejszych w skali światowej mistrzów sztuki kuglarskiej. Występował i w Polsce w końcu XVIII i na początku XIX stulecia, wywołując takie wrażenie, że przypisywano mu niemal nadludzkie właściwości. O występach Pinettiego w Wilnie w r pisze Michał Witkowski w pracy Świat teatralny młodego Mickiewicza (s ) i przypomina, że nazwisko Pinettiego wspomniane jest w księdze XII Pana Tadeusza. Podczas uczty generał Dąbrowski mówi: Mój Panie Wojski, czy to chińskie cienie? Czy to Pinety Panu dał w służbę swe bisy? Sława Pinettiego przetrwała w Polsce jak widzimy aż czasów Prusa. 11 Nie udało się stwierdzić, co to za utwór ta tragedia Zampa rozbójnik. Nie jest to bowiem z pewnością głośna swego czasu opera Herolda Livreta pt. Zampa ou la Fiancée de marbre (1831). 12 Towarzystwo Osad Rolnych (zatwierdzone w r. 1870) miało na celu opiekę nad skazanymi przez sądy nieletnimi przestępcami. Po wyroku kierowano ich do domu poprawczego we wsi Studzieniec (powiat skierniewicki), gdzie nauka i przymusowa praca miały im dawać przysposobienie zawodowe. Towarzystwo utrzymywało się głównie z ofiar publicznych. (Zob. Bolesław Prus, Osada w Studzieńcu, Kurier Warszawski 1880, nr 111, przedruk: Pisma, t. XXVIII.) 13 Jedną z atrakcji wielkanocnych zabaw ludowych na Ujazdowie były słupy posmarowane mydłem, a na ich szczycie znajdował się zegarek lub garderoba dla zdobywcy, który by wdrapał się na wierzchołek. 6

8 laurowego wieńca otrzymują stare spodnie. Kto zatem chce, niech się cieszy igrzyskami ludowymi na Ujazdowie. 7

9 ZAWIERCIE 14 O 36 mil za Warszawą, a więc jeszcze o kilka mil za Jasną Górą, leży osada Zawiercie Wielkie. Widok ogólny płaszczyzna upstrzona żółtawym zbożem lub zielonymi łąkami; na południowym skraju kilka małych wzgórz o łagodnej krzywiźnie, cały widnokrąg zamknięty przerzedzonymi, o ile się zdaje, lasami i młodocianymi zagajnikami. Grunt piaszczysty, na którym chętnie wyrastają ziemniaki, lecz zboża są liche. Tu i ówdzie jakiś moczar, sadzawka lub wąska a kręta struga, niekiedy tak zasłonięta trawą, że nie wiadomo, gdzie się zaczyna, a gdzie kończy. Sama osada Zawiercie rozciąga się pod stacją tegoż nazwiska wzdłuż drogi żelaznej może na wiorstę. Tu jeden domek otoczony starym płotem, ówdzie cały szereg domków wśród drzew, a gdzie indziej taka ich gromada, że tworzą pewien rodzaj małego miasteczka. Największe skupienie przypadło około spalonej fabryki nie jedynej przecież w okolicy. W promieniu wiorstowym widać kilka wysokich, dymiących się kominów, które należą do fabryki wełnianej i bawełnianej. Próbowano tu nawet kopać węgiel kamienny, lecz niefortunnie. Węgiel wprawdzie znalazł się, lecz że posiadał małą siłę ogrzewającą, więc dano mu spokój. W Zawierciu prócz stacji jest na boku dom zajezdny, do którego nie radziłbym zajeżdżać, choć ma na szyldzie bardzo żwawego krakowiaka, zawieszonego pomiędzy wieprzowiną i trunkami o niebywałych kolorach. Spotkałem się też ze znakiem szewca, piekarza, który ładniej maluje, aniżeli piecze i handlarza rużnych towaruw. Pokazuje się, że nie tylko w Warszawie umieją ludzie uprawiać klasyczną szyldową ortografię. Domy mieszkalne są drewniane pod gontem; parę z nich buduje się dopiero. Ludność nosi się z waszecia: mężczyźni w surdutach krótszych lub dłuższych, lecz w każdym razie dość długo używanych kobiety w małomiasteczkowych sukienkach ze stanikiem. Dzisiejsza moda, którą Kurier Świąteczny scharakteryzował w trójwierszu: U góry opięte, U dołu ściśnięte, A w środku wydęte nie znana jest jeszcze pięknym zawierciankom, między którymi, mówiąc nawiasowo, pod względem wdzięków panuje wielka rozmaitość. Twarze mieszkańców, z wyjątkiem czerstwych i pyzatych dzieci (do dziesiątego roku), są chorowite i blade. Sądzę, że wielu z nich umiera na suchoty; jest to los robotników tkackich. Respiratory przynajmniej niektórych mogłyby uratować od trawiącej choroby; na nieszczęście lud respiratorów używać nie chce. Świadkiem tego doktor Markiewicz 16, który chciał w Soczewce (fabryka papieru) przynajmniej sortownikom gałganów założyć kagańce ochraniające płuca od pyłu i nic nie wskórał... Okoliczność tę pesymista przypisałby może 14 Prus do Zawiercia wysłany był przez redakcję Kuriera Warszawskiego w związku z pożarem fabryki bawełny. 15 Prus przekomponował ten trójwiersz, umieszczony pod odpowiednim rysunkiem w numerze 37 Kuriera Świątecznego. Czytamy tam: U góry ścięte, [aluzja do płaskich kapeluszy damskich, W środku rozdęte, będących wtedy w modzie] A w dole spięte. 16 Stanisław Markiewicz był wówczas lekarzem w fabryce papieru w Soczewce (Płockie) i pisywał stamtąd stale korespondencje do Gazety Warszawskiej. 8

10 przesądom, choć powód jej leży zapewnie w świegotliwości płci nadobnej, która lubi dużo mówić, wie, że jest miłą, gdy dużo mówi, i za nic w świecie nie użyje środków, które by w czymkolwiek krępowały jej zresztą tak niewinną specjalność! Sama fabryka, należąca do państwa Ginsbergów 17 i produkująca wyroby bawełniane, jak perkal, barchan, kitajkę, ręczniki i tak dalej, leży na początku osady, patrząc od Warszawy, po prawej stronie kolei. Ma ona pod bokiem, o parę kroków, jakąś bezimienną rzeczułkę i niewielką sadzawkę. Jej forma... trudno to opisać formę fabryki, lecz sprobujemy. Wyobraźcie sobie grzebień gęsty, któremu tak wyłamano, ale tak wyłamano zęby, że zostało cztery. Zachował się więc tylko korpus i dwa zęby z południowej, a dwa z północnej strony. W korpusie mieściło się: 6 kotłów, 2 machiny parowe, jedna o sile 110, druga o sile 120 koni, warsztaty ślusarskie, i skład. Idąc dalej korpusem owego grzebienia, trafiamy na budynek trzypiętrowy, w którym na dole, na pierwszym i drugim piętrze, znajdowały się warsztaty tkackie w liczbie 304, na trzecim zaś piętrze część przędzalni, która w ogóle obejmowała wrzecion. Na południe w zębie zachodnim były mieszkania, we wschodnim składy bądź bawełny surowej, bądź tkanin gotowych. Od północy znowu w zębie zachodnim mieściła się blicharnia, we wschodnim na trzecim piętrze przędzalnia, a niżej mnóstwo warsztatów o nazwiskach bardzo zakazanych, jak: gremplarnia, streki, szpulki i tak dalej, służyły one do skubania bawełny i zwijania jej w kłębki; jakie tam jednak były podziały i mechanizmy do wykonywania robót, o tym nie powiem, ponieważ sam wiem o nich bardzo niewiele. Zasoby fabryki ubezpieczone były jak niżej: rubli przypadało na budynki i machiny, rubli na materiał surowy i przerobiony, razem asekuracja fabryki wynosiła rs. Wartość jej jednak dyrekcja ocenia na rs, co wcale nie jest przesadzone, jeżeli według bardzo poważnych podań fabryka ta przynosiła właścicielom czystego zysku tygodniowo rs. Czy to być może?... Nie wiem. Robotnicy dzielili się tu na przychodzących i miejscowych; na mężczyzn, kobiety i dzieci; na płatnych od sztuki i dziennie. Płatni od sztuki zarabiali w ciągu dwu tygodni 6 rs. Płatni dziennie od 5 rs do 2.rs. Dzieci brały dziennie 15, a nawet 20 kopiejek. Robotnicy przychodzący rekrutowali się spośród ludności wiejskiej w dwumilowym promieniu; lichy bowiem, choć własny grunt popychał ich do pracy fabrycznej. Miejscowi mieli mieszkanie w dwu dużych, piętrowych domach, obok fabryki. Każdy z nich z rodziną zajmuje jedną izbę, w której mieści się kuchnia, za co płaci 60 kop. na miesiąc. W sąsiedniej fabryce, należącej do innego właściciela, robotnicy za mieszkanie płacą rs 1 k 20 na miesiąc. Lokali tych jednak nie widziałem. Robotnik osiadły pracuje w fabryce z dziećmi od piątej rano do ósmej w wieczór, z przerwą rozumie się na obiad. Niektórzy z nich posyłają potomstwo swoje do szkółki elementarnej istniejącej w wiosce Zawiercie Małe. Mówiono, że fabrycznych dzieci w owej szkole jest szesnaścioro, choć w samej fabryce jest ich o wiele razy więcej. Każdy członek rodziny pracujący w fabryce pobiera oddzielną płacę, zależnie od uzdolnienia. Dodać tu jeszcze wypada, że fabryka z każdym rokiem rozwijała się. Prawie co rok podwyższano asekurację i wznoszono nowe budynki. Teraz nawet na miesiąc sierpień obstalowano za granicą nowych wrzecion, nie przewidując pożaru. 17 Fabryka Ginsbergów spłonęła 15 lipca. 9

11 Tak rzeczy stały do niedzieli. W dniu tym najbliżej mieszkających robotników nie było, poszli bowiem na spacer. Około ósmej wieczorem dostrzeżono dym w ślusarni czy też w blicharni, był to początek pożaru, tak drobny, że go kilku ludzi ugasić mogło. Nim jednak ludzie ci zbiegli się, ogień ogarnął cały gmach, większy od Banku Polskiego. Napojone kapiącą z machin oliwą podłogi, sterty wełny i tkanin zajęły się z przerażającą szybkością. Robotnicy, których zebrać zdołano, rzucili się w ogień, przy czym kilku odniosło lekkie rany. Wprowadzono w ruch sikawki i dwa ekstynktory 18 fabryczne, przybyło też pięć sikawek z okolicy, ale na próżno. Ogień wydobywał się wszystkimi oknami, a jest ich chyba około setki, pożarł dach ze smołowcowej tektury i strawił belki. Szyby prysnęły, tynk ze ścian opadał. Około dziesiątej z piorunowym grzmotem runęły z wysokości trzech pięter żelazne narzędzia, a na nie popioły dachu. Ściany poczęły pękać, a wyższe części niektórych zwaliły się na ziemię. We dwie godziny po dostrzeżeniu ognia fabryka zamieniła się w szkielet murów okopconych, poszczerbionych, wypełnionych wewnątrz masą nieforemnego żelastwa. Rano ogień przygasł. Świeżą tę a straszną ruinę oglądaliśmy we wtorek z rana. Tu i owdzie tliła się jeszcze wmurowana belka. W niektórych korytarzach panowała podwyższona temperatura. Z kotłów przez popękane wodowskazy sączyła się woda gorąca. Niedaleko od nich leżały stosy farby niebieskiej i czerwonej w formie kadzi, w których je przechowywano, a z których śladu nie zostało. Gromada świeżych cegieł przy jednym z pawilonów i popękane mury innych ostrzegały widza, aby się do nich nie zbliżał, bo lada chwilę runąć i zasypać go mogą. Warsztaty, szyny, koła trybowe, wszystko to formuje jeden stos, podobny z daleka do olbrzymich ździebeł słomy, które młockarnia zmotała. Tylko machiny parowe, żelazne, strachem przejmujące kolosy, stoją jeszcze nietknięte na miejscach. Zdaje się, jakby je śmierć zaskoczyła znienacka wśród pracy. O kilkanaście kroków dalej widzimy inny stos machin ułożony dość symetrycznie. Te znowu przyrządy znajdowały się w szopie, będącej obecnie kupą popiołów. Dokoła zabudowań leżą szmaty spalonych tkanin, nieco dalej całe sztuki w połowie uratowane. Są one przypalone, brudne, mokre i posypane miałkim węglem. W ostatnich czasach w samej fabryce pracowało z górą 1000 robotników, a około nowo wznoszących się pawilonów 400 murarzy i cieśli. Dziś, z bardzo małym wyjątkiem, wszyscy ci ludzie zostali bez chleba. Niektórzy robotnicy przychodni pomieścili się w fabrykach sąsiednich, inni muszą poprzestać na tym, co im ziemia w porze zbiorów przyniesie. Robotnicy miejscowi i pozbawieni wszelkiego zajęcia mają być tymczasowo użyci do oczyszczania zgorzałego gmachu z żelastwa, którym jest wypełniony. Robota ciężka i niebezpieczna, lecz innej nie mają. Tymczasem stoją oni gromadą przed zgliszczami, a kobiety płaczą. Istotnie prawdziwy żal po upadku fabryki widzieć można tylko między robotnikami, dla których była ona matką karmicielką. Przyczynę pożaru wykryje zapewnie dopiero śledztwo. Słyszałem osoby, które nagły wybuch ognia przypisywały cudowi Bożemu, myślę jednak, że można by go równie dobrze wytłomaczyć za pomocą następnej hipotezy. Może być, że ogień wszczął się w blicharni, gdzie jest dużo przetworów chemicznych, i że powstał samodzielnie wśród bawełny: wiadomo przecie, iż siano, słoma wilgotna, a nawet mąka zapalają się same. Może zresztą który z robotników przez nieuwagę rzucił papierosa między tłuste odpadki leżące na kupie w blicharni. Tak podrzucone zarzewie mogło tlić się od soboty i dopiero po 18 Ekstynktory ówczesne przyrządy do gaszenia ognia. * 10

12 upływie doby wybuchnąć. Z jakiejkolwiek przyczyny ogień powstał, w pierwszej chwili jednak z całą łatwością można go było opanować. Na nieszczęście dozór był widać za mały, chociaż według zwyczajów i dokoła fabryki, i na salach powinni się znajdować deżurni. 11

13 KARTKI Z PODRÓŻY Wspomnienie wieku dziecinnego i podróż do Wieliczki. Szczególne objawy ciekawości. Autor znajduje swojaka. Wieliczka z wierzchu. Towarzystwo zwiedzające kopalnię i okropne skutki nieporozumień. Rzecz o soli kuchennej. Najogólniejsza forma i wielkość kopalni. Z czego sól pochodzi. Podróż do wnętrza ziemi. Szyb, kaplica, chodniki, komory, oświetlenie, pieczary. Co to jest ciemność. Podziemny konik. Dola ślimacza. Sadzawka. Restauracja. Podróż windą. Jedziemy tedy do Wieliczki. Dzień jest pochmurny; na ziemię pada deszczyk, a na platformę krakowskiego dworca odprowadzających. Ponieważ zegarek mój nie zgadza się z mariackim, a mariacki z kolejowym, przyszedłem więc za wcześnie i skutkiem tego bawię się jak głuchy na koncercie. Jedyną rozrywkę stanowi obraz kilku Niemców jedzących wieprzowinę z ziemniakami i rozmyślanie na temat: w jaki sposób wyobrażałem sobie kiedyś Wieliczkę. Otóż wyobrażałem ją sobie tak: Jest wydma piaszczysta, na niej parę garści trawy i kilka karłowatych sosenek. W chwili gdy z całą energią młodego wieku biegnę naprzód, aby zobaczyć kopalnię, ktoś woła: Stój! stój!... Spoglądam pod nogi i widzę olbrzymią dziurę jak plac Teatralny, a głęboką jak od Bożego Narodzenia do Wielkiej Nocy, istny cud, żem w nią nie wpadł! Potem ludzie z tych miejsc pakują mnie w kubeł, na mnie jakąś damę, na damę jej córeczkę i wszystkich razem spuszczają na dół za pomocą grubego sznura. Kopalnia widocznie musi się zwężać w głębi, bo mi jest okropnie ciasno i dodajmy gorąco, zapewne skutkiem zbliżenia się do rozpalonego jądra ziemi. Tak sobie przedstawiałem wjazd do Wieliczki, gdym był dzieckiem. Wkrótce miałem się pozbyć złudzeń, ponieważ właśnie wzywano nas, abyśmy zajęli miejsca w wagonach. Aż mi serce rosło na widok mnóstwa podróżnych udających się w tamtą stronę; wiadomo bowiem, że im więcej osób, tym mniej się płaci za wejście i oświecenie jest lepsze. Ruszyliśmy po terespolsku 19. W moim przedziale (dlaczegóż nie miałbym go nazwać moim?) siedzi czterech mężczyzn: ja i jakichś trzech panów. Myślałem, że będą mówili o kopalni, oni jednak woleli rozprawiać naprzód o polityce, później o biedzie, potem znowu o polityce i znowu o biedzie. Pan dobrodziej do Wieliczki? spytałem jednego. A tak! Tam na mnie konie czekają... Źle!... pomyślałem. Już nam kolega ubył. A pan dobrodziej do kopalni? pytałem drugiego. Nie, ja do domu... Trzeci także jechał do domu! Wówczas przerażona fantazja podszepnęła mi, że wszyscy podróżni ze wszystkich przedziałów jadą także do domu... Ażem spotniał. Jeden z sąsiadów (nie wiem nawet dlaczego?) od pierwszej chwili pozyskał całą moją sympatią. Jak żyję, nie widziałem podobnej fizjognomii, a przecież pociąga mnie do siebie, bo czuć go było atramentem... Zwróciłem się więc do niego. 19 Aluzja do Drogi Żelaznej Warszawsko-Terespolskiej (Terespol miasto w powiecie bialskim, woj. lubelskie) znanej z powolnego biegu pociągów. 12

14 Dawno pan mieszka w tych stronach? A już kilka lat. Musiał pan nieraz zwiedzać kopalnię? Ani razu! wykrzyknął rozweselony. Pókim mieszkał dalej, wybierałem się, ale teraz odkładam wizytę z dnia na dzień. A pan dobrodziej zwiedzał kopalnią? spytałem drugiego. I ten nie zwiedzał i trzeci też nie zwiedzał, choć wszyscy wybierali się po kilka razy na rok. Teraz dopiero przypomniałem sobie, że słabnięcie ciekawości w miarę zbliżania się do zaciekawiającego przedmiotu stanowi dość pospolite zjawisko. Pewien paryżanin bardzo namiętnie uczęszczał na widowisko ścinania głów biednym bliźnim. Aby nie stracić najmniejszego szczegółu, przepędzał noce o głodzie i chłodzie na placu kaźni, a za miejsce tuż przy gilotynie oddałby połowę majątku. I cóż powiecie? Przyszedł czas, że zaprowadzono go wreszcie na samą gilotynę, lecz wtedy osłabła w nim zwykła ciekawość tak dalece, że kat i pomocnicy musieli go przytrzymywać, aby nie uciekł. Ludzie są zmienni, jak mówiła pewna dama, której mąż przed ślubem wyprawiał serenadę, a po ślubie skórę garbował. W połowie drogi do Wieliczki sympatyczny sąsiad zapytał mnie nagle: Czy pan dobrodziej nie pochodzisz z Królestwa?... A skądżeby?... odparłem urażony tym, że nie poznano się na mojej powierzchowności noszącej przecie ślady wyższej kultury. Ja także z Królestwa!... wykrzyknął tamten, a oczy mu się zaiskrzyły. Padliśmy sobie w objęcia. Nazywam się tak i owak mówił tamten. Ja jestem ten i ów odpowiadam mu. A to to pan jesteś!... woła mój nowy przyjaciel. Więc to pan?... mówię ja, przypomniawszy sobie coś w tej chwili. I znowu padliśmy sobie w objęcia, mój przyjaciel bowiem był to głośny i u nas satyryk krakowski, z którego utworami poznali się już czytelnicy Kuriera. Mieszka prawie nad kopalniami wielickimi, ale też pieprzno i słono pisuje! 20 Ledwie przybyliśmy na stację, mój przyjaciel mówi: Mam tu powóz, siadaj pan więc, podwiozę cię do kopalni. Ha! myślę chodziłem już piechotą, jeździłem wierzchem, pływałem czółnem, alem też jeszcze literackiego powozu nie probował. Przejadę się nim choć do kopalni. No i siedliśmy i zajechaliśmy prościuteczko do jadłodajni. A kiedyśmy wypili po kieliszeczku wódeczki, zjedli odrobinę kawioru, potem skosztowali porteru, potem jeszcze czegoś i jeszcze czegoś, takem się przecie roztkliwił, żem ledwie nie zapłakał. Mój Boże! pomyślałem że też to ja wszędzie na cudzy koszt muszę jadać śniadania... W tej chwili przypomniałem sobie, że godzi się nareszcie zajść i do kopalni. Biorę więc kapelusz, a mój przyjaciel w krzyk: Bój się pan Boga, nie odchódź! Ja tu znajdę człowieka, który cię zawiadomi o czasie, bo teraz jeszcze nie pora. Skosztuj lepiej kropelkę... Skosztowaliśmy kropelkę nowej potrawy, po czym odzywam się: Muszę przecież miasto obejrzeć. Co to za miasto! mówi tamten. Liche miasto jak u nas Łosice!... Ale jeżeli pan 20 Prus ma na myśli Mikołaja Rodocia (właśc. M. Biernackiego), który wówczas mieszkał w majątku Boczowie koło Wieliczki. Niektóre jego satyry drukowane były istotnie w Kurierze Warszawskim w r Prus Rodocia chyba dlatego nazywa poetą krakowskim, że w Krakowie drukował on swe pierwsze utwory satyryczne (pochodził z Królestwa; do Galicji przeniósł się dopiero w r. 1874). Słowa: pieprzno i słono pisuje, odnoszą się pewnie do procesu, który w r wytoczono mu w Krakowie za sianie nienawiści wśród klas społecznych narodu i spalono cały nakład trzeciego zeszytu jego Piosenek i gawęd humorystycznych. 13

15 chcesz, idź, nie zatrzymuję cię, tylko... skosztuj jeszcze odrobinkę! Skosztowałem i tę odrobinkę, a potem drugą z powodu dżdżystego powietrza, trzecią na intencję, żeby było dobrze na świecie, a potem na znak radości, żeśmy się tak niespodzianie poznali. Kiedym wyszedł na ulicę, zobaczyłem zziajanego posłańca, który biegł i wołał: Panie! już czas. Nawiasowo tylko, dla objaśnienia czytelników, dodać muszę, że Wieliczka nie jest bynajmniej wydmą piaszczystą, lecz dość schludnym, powiatowym miasteczkiem, które posiada kościół, szkołę, domy murowane, a nawet coś podobnego do bruku i rynku. Trzeba wiedzieć, że klasy istnieją nie tylko w społeczeństwie, urzędach i gimnazjach, ale nawet w zwiedzaniu kopalni. Kto chce ją oglądać pierwszą klasą przy iluminacji i dźwiękach muzyki, ten płaci 65 reńskich za kilka zaś reńskich dostanie tylko jednego przewodnika z jednym kagankiem. Łatwo pojąć, że im więcej zbierze się osób, tym snadniej złożyć się mogą na pierwszą klasę. Łatwo też odgadnąć, że truchlałem na myśl, co ze mną będzie, jeżeli stanę do apelu sam jeden? Opatrzność jednak zrządziła inaczej, w kancelarii bowiem znalazłem kilku oficerów austriackich z damami, a nadto dwie panie. Solny urzędnik policzył nas jak stado cieląt, my zaś wyraziliśmy chęć zwiedzenia kopalni pierwszą klasą. Właśnie byłem zajęty oglądaniem planów i szaf zapełnionych prześlicznymi okazami soli, z których niejeden z kryształem górnym mógł był walczyć o lepsze, gdy nagle zawołano mnie z dwu stron. Oficerowie w sposób kategoryczny zażądali, abym wniósł do puli pięć reńskich i ileś tam centów, dwie zaś moje rodaczki w sposób równie kategoryczny oświadczyły: że wracają z wód do domu, że kasy ich wyczerpały się i że więcej, jak po 3 reńskie nie zapłacą. Ponieważ argumenta płci pięknej zawsze trafiają mi do przekonania, powtórzyłem je więc oficerom. Coś zaczęli między sobą rechotać, dodawać i odejmować, w końcu zaś oświadczyli, że najzupełniej zgadzają się na propozycję pań moich, byle każda z nich zapłaciła po pięć reńskich i ileś tam centów. Ależ te panie rzekłem wyraźnie oświadczają, że każda z nich zapłaci tylko po trzy reńskie. Między oficerami wszczął się straszny harmider. Jeden z nich aż usiadł na stole, dwaj inni zażądali mnóstwa papieru, poczęli mnożyć i dzielić, a wreszcie wszyscy razem oświadczyli, że najchętniej spełnią całkiem usprawiedliwione żądanie pań, bylem tylko ja zapłacił 10 reńskich z centami. Teraz już wszyscy zaczęliśmy krzyczeć: damy z ciekawości, oficerowie z oszczędności, a ja z poczucia sprawiedliwości. Jednocząc jasny wykład z uszanowaniem dla płci pięknej i stanu rycerskiego, wytłumaczyłem w sposób wcale niedwuznaczny walecznym i przezornym oficerom, że ani centa więcej nie dodam nad to, co się ode mnie należy. Nadmieniłem, że rodaczki moje nieodwołalnie postanowiły się cofnąć i że w takim razie zamiast przyjąć na siebie pięć reńskich z centami, będziemy musieli dźwigać brzemię prawie jedynastu, tyle razy wymienionych papierków. Ostatnia uwaga dała im dużo do myślenia. Znowu zażądali papieru i przy pomocy bardzo zawiłych działań obrachowali, że każdy z nas dopłaci tylko po kilkadziesiąt centów. Tymczasem rodaczki moje uśmiechały się złośliwie i przypominały sobie, że akurat rok temu jacyś dwaj Amerykanie kazali na swój koszt oświetlić całą kopalnię, od innych zaś współzwiedzających nie chcieli przyjąć ani złamanego szeląga. Gdyby nie posądzono mnie o naganny zamiar stawiania zbyt śmiałych hipotez, wówczas powiedziałbym, że co innego oficer austriacki, a co innego dwaj Amerykanie. Zresztą dla niewytwarzania walk dziennikarskich, podziału na ziemiańskie i nieziemiańskie obozy i innych niepokojów społecznych gotów jestem w każdej chwili i w sposób jak najuroczystszy powyższą opinią odwołać. 14

16 Dar boży, solą zwany, potrzebny zwierzętom domowym i ludom ucywilizowanym dla wyrabiania kwasu solnego w żołądkach lub fabrykach, należy do demokracji mineralnej, która wschodzi tam, gdzie jej nie posiano i zapełnia wszystkie kąty świata. Sól kuchenna wespół z solą gorzką, której błogie przymioty cenić umieją nade wszystko emeryci, znajduje się w wodzie mórz i oceanów w takiej obfitości, że jej do ust wziąć nie można. Czysta nasyca wodę wielu jezior azjatyckich w postaci szronu wykwita na powierzchni gruntów lub w głębi ziemi tworzy warstwy na setki stóp grube. Nie dość na tym: w pewnej bowiem hiszpańskiej miejscowości Cadorna zwanej, formuje górę 550 stóp wysoką, a godzinę drogi w obwodzie mającą. Jak bigos składa się z mięsa i kapusty, a niektóre utwory dramatyczne z dobrych chęci i nauki moralnej, tak sól kuchenna składa się również z dwu pierwiastków: sodu i chloru. Każdy z nich pojedyńczo wzięty, jest dla zdrowia szkodliwy, lecz połączone razem wydają rzecz użyteczną, zupełnie jak pewne utwory dramatyczne, w których sama chęć i sam morał zasługuje na pochwałę, lecz całość działa w sposób zanudzający czytelników i widzów. Zresztą o innych dziwnych właściwościach połączeń chemicznych dowiedzieć się można z odpowiednich książek. Tu więc dodam, ku nauce słuchaczy, że sól bywa nie tylko białego koloru, ale jeszcze niebieskiego, zielonego, żółtego, a nawet czerwonego, w końcu zaś że może być przezroczysta jak szkło lub ciemna jak kamień. Solodajna przestrzeń pod Wieliczką tworzy pas długi na trzy bez mała wiorsty i szeroki prawie na wiorstę, zajmuje więc nie o wiele mniej miejsca niż Warszawa. Przy tym roboty kopalniane dotarły w głąb do 130 czy 180 sążni. 21 A teraz zróbmy sobie popularne wyobrażenie o wielkości kopalni. Weźmy miasto takie jak Warszawa i jego ulice, ogrody, place i mieszkania, wypełnijmy gruzem i piaskiem aż po rynny dachów, z czego utworzy się rozległa warstwa mająca stóp 22 wysokości. Czy to będzie obrazem kopalni?... niezupełnie, potrzeba bowiem jeszcze zrobić 18 do 24 warstw podobnych do tamtej i ustawić je jedna na drugiej... Prace tego rodzaju przechodzą siły ludzkie, zazwyczaj więc pozostawiamy je naturze. Teraz czytelnik nie zdziwi się usłyszawszy, że ogólna długość wszystkich pieczar i galerii w Wieliczce wynosi jakoby 62 mile i że dla obejścia ich potrzeba czterech tygodni czasu, licząc, że ktoś chodzić zechce przez osiem godzin co dzień. Podróżni jednak, osobliwie warszawiacy, bawią w podziemiach najwyżej trzy do czterech godzin, wróciwszy zaś do domu i ubrawszy się w ciepły szlafrok, mówią, że już wszystko widzieli! Ponieważ jednak pocierają sobie przy tym podbródek w sposób znaczący, rodzina więc i znajomi są bardzo zadowoleni, a oni także. Cały obszar kopalni, uważany z wierzchu, dzieli się na trzy place, czyli pola, posuwając się zaś w głąb na trzy olbrzymie piętra, których inni liczą cztery, a jeszcze inni pięć. Z pól, czyli ze dworu do wnętrza kopalni prowadzi jedenaście szybów, czyli otworów. Przypuszczam, że uważny czytelnik zechciałby na własną. rękę wykopać nowy szybek, taki niezbyt obszerny, po prostu w celu przekonania się, jak też tam jest we środku... Oto co by znalazł. Na samym wierzchu czarnoziem, później gruby pokład gliny szarej, potem glinę słoną. Trzy te warstwy razem wzięte grube są na 30 sążni. Pod gliną słoną znalazłby znowu glinę słoną, lecz już zawierającą olbrzymie jakby od niechcenia rozrzucone bryły soli zielonej. Pod tą warstwą leży potężny, na kilka dziesiątków sążni gruby pokład zawierający sól tak zwaną śpiżową, a pod nią najczystsza sól szybikowa. Gdyby się chciał wkopać jeszcze głębiej, znalazłby znowu glinę szarą, a pod nią już nie wiadomo co... Skąd się wzięła sól w tym miejscu?... Uczeni mówią, że pozostawiło ją morze, co zdaje się potwierdzać ogromne mnóstwo mikroskopijnych muszelek rozsypanych wśród soli, 21 Sążeń ma około 190 cm. 22 Stopa wynosi około 29 cm. 15

17 osobliwie śpiżowej. Ludzie jednak czystych serc i nie szperających umysłów niedobrze rozumieją tę kwestię, a ja z nimi. Trudno nam pojąć, jak niezmiernej masy wód morskich i ilu dziesiątków tysięcy lat potrzeba było na to, aby zostawić tak wielką ilość soli. Jeszcze mniej rozumiemy, dlaczego w warstwach wyższych sól występuje w postaci brył oddzielnych, a jeszcze mniej dlaczego pod Cadorną taż sama sól aż na górę wylazła. Widocznie poprzednio musiała być na dole, skąd później dopiero wyparły ją wewnętrzne siły ziemi. Z tym wszystkim zdaje się, że kiedyś całe szczęśliwe Królestwo Galicji i Lodomerii było dnem morza, którego fale lizały stopy Karpat. Wzdłuż tych gór osiadała sól, podobnie jak dziś przy morskich brzegach osiadają skorupy zmarłych raków i ślimaków. Skutkiem tego mamy obecnie kopalnie w Wieliczce i Bochni, a u podnóża gór na osiemdziesięciomilowej przestrzeni setki źródeł wody słonej, wytryskującej z ukrytych gdzieś w głębinie pokładów. Wszystko to jest bardzo jasne, lecz niekoniecznie zrozumiałe. Nawiasowo też dodam, że i wymiary kopalni wielickiej nie są zbyt dobrze znane, przynajmniej osobom prywatnym; każdy zaś autor podaje inne cyfry. Najmniej jednak wierzyłbym górnikom, którzy zgodnie z przysłowiem: każda liszka swój ogonek chwali lubią mocno przesalać. Załatwiwszy się z czynnościami kancelaryjnymi, przechodzimy pod władzę przewodników i wraz z nimi dostajemy się do budynku drewnianego, który kształtem przypomina stację kolejową drugiego rzędu na drodze nadwiślańskiej. Widzimy piętrowy korpusik i dwa parterowe skrzydła, a wysoko nade drzwiami napis: S z y b D a n i e ł o w i c z a. Szyb ten wykopano jeszcze za czasów Zygmunta III. Wchodzimy do pokoiku na lewo, gdzie damy i mężczyźni otrzymują po czapeczce austriackiej i po płóciennym szlafroczku, posiadającym tę własność, że go w pasie przewiązać można sznurkiem. Skutkiem tej operacji znikają między nami różnice wieku, stanu i płci, właśnie jak powinno być u ludzi, którzy za chwilę wstąpią w głąb ziemi... W tym czasie, gdy ubierające się panie czynią zgiełk i śmiechy, dowódca przewodników tubalnym głosem wykomenderowuje naprzód muzykę, aby nam zrobiła przyjemną niespodziankę w kopalni. Odbywa się też wielkie poszukiwanie latarń i zapalanie świeczek, przy czym mam sposobność zauważyć, że górnicy chodzą w zwykłych paletotach i czapkach i w ogóle dość są podobni do reszty śmiertelników. Czy już wszystkie państwo ubrane? Już! już!... To idźma!... Przewodnicy zaczynają tupać nogami, co tworzy łoskot podobny do uderzania ziemi w trumnę. Zapewne pod wpływem tych posępnych wrażeń jeden z obecnych czule spogląda w oczy swej towarzyszki. Ruszamy. Naczelnik k o r n a k ó w wchodzi za jakieś niepozorne okratowanie z latarką w ręku, skraca się do połowy i znika. Przykład jego naśladuje oficer i dama, drugi przewodnik, znowu oficer i dama, znowu przewodnik, jeszcze kilka osób i jeszcze paru przewodników, a ja na końcu. Kto się poniża, podwyższon będzie! Jesteśmy w studni wypełnionej schodami zwiniętymi jak trybuszon. Słyszę łoskot mnóstwa szybkich kroków i kiedy niekiedy na zakręcie potykam się o głowę ostatniego przewodnika lub cieszę się smutnym blaskiem jego latarni. Świegotowi dam wtorują basy męskie; zresztą jest ciemno jak w piekle. Z początku liczę stopnie, przy sześćdziesiątym którymś tracę jednak rachubę i pytam górnika: A daleko jeszcze? Dobry ten człowiek w odpowiedzi śmieje się gardłowym głosem aktora grającego czarny charakter i pędzi naprzód. Jedna z dam robi uwagę, że taka bieganina w kółko może przyprawić o zawrót głowy. Tymczasem ciemno wciąż, a tam w górze pokład ziemi wzrasta. Już jest gruby na pięć piętr, 16

18 sześć piętr, siedem piętr... zwykłej miary kamienicznej, a mimo to ciągle idziemy naprzód. Zeszliśmy wreszcie z dziesięciu piętr, lecz jeszcze idziemy. Przy niepewnym blasku łojówki dostrzegam, że mój sąsiad w śmiertelnej koszuli i skarbowej czapeczce tam na ziemi zaliczał się do kategorii płci pięknej. Przychodzi mi na myśl prawidło galanterii nakazujące bawić damy, więc pytam: Co by też to było, gdyby się teraz kopalnia zawaliła? Niechże pan da pokój! odpowiada zmęczona towarzyszka, jak gdyby wypadek podobny zależał ode mnie i moich dobrych chęci. Może być i tak wtrąca poganiający nas górnik jeżeli się Panu Bogu spodoba!... I westchnął pobożnie. Mieliśmy już kilkanaście piętr nad głową, skutkiem czego westchnienie górnika spłoszyło mi resztę myśli światowych. Przypomniałem sobie, że i umarli nie leżą w ziemi tak głęboko, jak my jesteśmy obecnie. Nagle urywają się schody. Jesteśmy w czarnym i wilgotnym kurytarzu, którego sklepienia ręką można dosięgnąć. Przewodnicy biegną tak, że niepodobna myśli zebrać. Wtem zwolniliśmy kroku. Czerwonawe światła latarń i szare kontury podróżnych mieszają się i skupiają w jednym miejscu. Kaplica św. Antoniego! mówi starszy kornak. Kaplica św. Antoniego!... Kaplica św. Antoniego!... Powtarzają za nim głosy, nie wiadomo do kogo należące. Wszystko tu z soli. Sklepienia dość foremne, przysadkowate kolumny u wejścia, stopnie, wielki ołtarz i figury aniołów. Wszystko z soli i wszystko szaroczarne, jak owe wielkie i brudne kupy lodu, które widujemy na warszawskich ulicach. Tu błagały Boga o pomoc i miłosierdzie ośm pokoleń górników, ludzi, którzy co dzień żegnają wschodzące słońce, niepewni, czy powitają zachód! Pędzimy znowu. Korytarz jest lekko pochyły i niedługi. Na końcu jego widzimy ogromną salę oświetloną pająkami z soli czystej jak szkło. Wymijamy barierę i po kilku stopniach dostajemy się na drewnianą podłogę. Na przeciwległej ścianie jaśnieje transparent, a nie wiadomo, gdzie ukryta banda czyli muzyka wygrywa polkę, której tony hukliwie odbijają się od chłodnych ścian i sklepień. Szlafrok wysoki chwyta za szlafrok znacznie od niego mniejszy i oba rozpoczynają taniec o trzydzieści kilka sążni pod ziemią. Widok ten budzi we mnie ochotę i nowy paroksyzm galanterii. Chcę naśladować wesołą parę, lecz w chwili gdy mój wybór waha się między dwiema damami i jednym przewodnikiem, przypominam sobie, że wcale tańcować nie umiem. Nigdy sumienie ludzkie nie odezwało się bardziej w porę! Sala, w której bawimy, ma dość równe ściany, dość gładkie sklepienie, jest wyższa i obszerniejsza od sali ratuszowej i podobno nazywa się Łętów. Pomimo muzyki, której tony zyskują tu na sile i światła rozpływającego się wśród nieopisanej pomroki całość robi wrażenie ogromnej piwnicy. Machinalnie dopatrujesz beczek z piwem i kelnera z fartuchem. I znowu jak wicher wpadamy na korytarz, stamtąd na schody i zlatujemy o 60 stóp na dół do olbrzymiej komory Michałowic. Wielkością przypomina ona wnętrze świątyni, pod sklepieniem biegną długie drewniane ganki. I tu wisi żyrandol z soli, dla zrobienia jednak gościom wyższej satysfakcji przewodnicy zapalają bengalskie ognie. Naprzód! a coraz niżej. O 50 stóp głębiej, a potem jeszcze głębiej spotykamy już nie komory, ale pieczary. Jedna z nich, zdaje się Franciszka Józefa, od sklepień do podłogi ma przeszło 300 stóp głębokości. Ogląda się ją dwoma sposobami. Raz z drewnianego mostu, przeszło 50 stóp długiego, drugi raz z samej niziny. W obu razach, pomimo ogni bengalskich, których kolorowe dymy zdaje się połykać spragniona światła pomroka, widzisz ciemność nad głową i ciemność pod nogami. 17

19 Im dalej i niżej, tym okolica dziksza, jeżeli miejsca te godzi się okolicami nazywać. Korytarze schylają się i wyginają. W posępnych ścianach ich od czasu do czasu spotykasz otwory: nowe ulice tego fantastycznego miasta. Gdy chwilkę zatrzymasz się w miejscu, światła maleją, a potem gasną, odgłosy ludzkie milkną i otacza cię ciemność straszliwa. To, co na górze, pod niebem gwiaździstym, choć pochmurnym, jest tylko brakiem światła tu staje się rzeczą nad wszelki wyraz ponurą. Rzecz ta w miarę oddalania się świateł i towarzystwa poczyna zarzucać na ciebie sieci niewidzialne, poczyna oplątywać, dławić, a w końcu przygniatać. W milczeniu pasujesz się z nieujętym wrogiem, dotykasz ścian wilgotnych, myślisz: a może ja zbłądzę?, i czujesz, że ciemność wnika już w głąb twego ciała, nasyca myśl, wypłasza uczucia... Nagle za tobą rozlega się dźwięk dzwonka, jakiś tupot i hurkot... Głosy te rosną, za nimi ukazuje się światło i jakieś dziwne, nieoczekiwane kontury... To górnik po szynach wiezie sól na małym wózku ciągnionym przez drobnego konika. Konik drepci i kiwa głową, górnik dzwoni, a ty chciałbyś ucałować obu, a szczególniej pierwszego. Bo co tu choć i ten niewielki konik robi?... Nie wolałby on być na dworze?... Towarzystwo jest już w nowej pieczarze. Ściany i sklepienia jej składają się z olbrzymich brył soli przypominających klawisze, z których jedne wyskakują nad miarę, inne cofnęły się gdzieś w głąb, tak że ich nie widać. Grube kolumny soli pomieszanej z ziemią lub całe stosy belek ułożonych w formie studni podpierają sklepienia powyginane, a właściwie wyrąbane w kształty dziwaczne i groźne. Idź dalej! idź dalej! woła na nas regulamin kopalni przez usta przewodników. Cząstki tej soli, dziś zbite w masę skamieniałą, odepchnięte od światła i przywalone olbrzymimi warstwami gliny i piasku, kiedyś przed dziesiątkami, jeżeli nie setkami tysięcy lat, w powszechnym życiu ziemi przyjmowały udział. Niespokojne, nie usypiające w swej ruchliwości fale oceanu przerzucały je z jednego końca ziemi na drugi, może muskał je wiatr i pieściły promienie słońca. Nie dość na tym, W tych tęgich bryłach, które dziś z trudnością zwalcza twardy oskard górnika lub gwałtowne wybuchy dynamitu, pływały i jak mogły, używały świata miliardy mikroskopijnych żyjątek. Biedak taki ledwie się urodził, już się ożenił; jeszcze nie urósł, a już miał być połkniętym przez rodzonego syna, który dlatego tylko nie popełnił ojcobójstwa, że mu drobny wzrost na to nie pozwalał. Później obaj tak blisko spokrewnieni ze sobą antagoniści jedli i pili, na co ich stać było żyli, żyli i żyli... bodaj czy nie całą godzinę i nie rozejrzawszy się nawet w swym otoczeniu, przekroczyli szybko tę wąską granicę, jaka ich półsenny byt oddziela od śmierci. Umarli czy zdechli, bo nie wiem, jak powiedzieć, a dziś obaj leżą tu obok siebie, od stu tysięcy lat, miliona lat... może zdziwieni tym, co ich spotkało: życiem swoim nędznym i krótkim, jak błyśnięcie iskry wyrzuconej przez lokomotywy! Jeżeli po niezmierzonych otchłaniach nieskończoności przechadza się istota o tyle wyższa od człowieka, o ile my wyżsi jesteśmy od mikroskopijnego mięczaka. Jeżeli zawadzi kiedy o ziemię i przeglądając ciche groby, pomyśli o półwiekowej trwałości życia naszego. Jeżeli przejrzy to pasmo nienasyconych żądz, nie wykonanych projektów, chwilowych radości i niespełnionych nadziei zaczynających się krzykiem bólu, a kończących łzami zawodu. Jeżeli zobaczy to wszystko, czy pomyśli wówczas: po co oni rodzili się i żyli, jak ja myślę w tej godzinie: po co rodził się i żył ów prawie niewidzialny oceanu mieszkaniec? Czym jest hałaśliwe i barwne istnienie nasze wobec jego przestraszonej i zakłopotanej półegzystencji? Nasze rozległe pomysły wobec jego półświadomości? Nasze gorące uczucia wobec jego prawie roślinnej obojętności? Nasza duma wielka jak świat wobec jego pokory tak małej... ach! tak małej, że ich całe legiony mieściły się w kropelce wody? Któryś stworzył nikłego mięczaka i w głębi kopalń pozwolił zadumać się nad jego grobem człowiekowi zmiłuj się nad obydwoma! W tej chwili znajdujemy się w najniższym punkcie, do którego schodzić wolno. Nad 18

20 głową mamy kilkadziesiąt piętr ziemi i soli, a pod nogami taflę wody! Są to komory: Majer i Rosetti, posiadające słone jezioro. Na wodzie tej znajduje się tratwa; siadamy w nią i jedziemy ku jakimś drzwiom, nad którymi błyszczy transparent. Prawy brzeg jeziora formują amfiteatralne skały soli, w których wykuto łagodnie pochylone schody w górę. Lewy spękane i połamane ściany jaskini, ułożone jakby z wielu brył ogromnych, ku górze wysuwających się jedna spoza drugiej i stopniowo przechodzących w sklepienie. Wyobraźcie sobie bardzo wielki kościół, w którym jesteście w chwili trzęsienia ziemi. Jego ściany wysokie i grube sklepienie naraz pękają, rozpadają się na potężne, nieforemne kawały, które lecą z góry i z boku, ścigają się, wyprzedzają, aby was zdruzgotać. Nagle jakaś siła powstrzymała je... skamieniały w biegu, lecz patrzą na was tak, jak dziki zwierz gotujący się do skoku. W tym czarnym i olbrzymim cielsku domyślacie się na chwilę zakrzepłego życia. Tajemnicze wędzidło hamuje wściekłość potworu, lecz gdy go puści!... Płyniemy przy poważnych dźwiękach orkiestry i kolorowych ogniach, które w rozmaitych załamkach tej najeżonej kłami paszczy zapaliły duchy podziemne. Wyminąwszy wąskie drzwi, widzimy w gładkiej ścianie na prawo jakiś posąg świętego, który od dawnych czasów modli się tu za podróżnych i górników. Na lewo znowu pokarbowane i poorane bryły soli, podobne do schodów ustawionych tak, że zamiast iść w głąb wybiegają naprzód, a każdy ich wyższy stopień coraz groźniej zwiesza się nad głową. W ostatniej pieczarze, gdzie nas zaprowadzono, ściany wyglądają jak półki księgarskie, zapełnione książkami wielkości pieców, to znowu jak duże belki łagodnie zaklęśnięte albo skośnie wprawione, zresztą jak nie wiem co!... Opisać by je można tylko za pomocą mnóstwa wyrazów twardych, niezrozumiałych, nieporządnie ustawionych na papierze, żartujących ze wszelkich prawideł logicznych i gramatycznych. Ten sam sposób przydałby się również do opisu całej kopalni z jej długimi chodnikami, komorami, strasznymi kolumnami, wilgocią i chłodem grobowym. Na zakończenie strzelają nam w akustycznej pieczarze Steinhausera, muzyka gra ponury chorał, a w kilka minut potem stajemy w salce jasno oświetlonej kolorowymi latarniami. Słyszę jakieś liczenie:,,trzydzieści centów! draj gulden! i tak dalej... szkło brzęczy, muzyka staje się bardzo wesołą. Przecieram okulary. Jesteśmy w restauracji podziemnej, gdzie za cenę umiarkowaną napić się można wina umiarkowanej dobroci. Potem prowadzą nas do jakiejś szafy podzielonej na dwie kondygnacje. Szafę zamykają, czujemy lekkie drżenie, jakiś ruch, i po kilkudziesięciu sekundach na zdziwione oczy nasze padają promienie... naturalnego słońca. Jesteśmy znowu w sionce szybu Daniełowicza, lecz tym razem zamiast iść piechotą, z głębiny kilkudziesięciosążniowej przyjechaliśmy windą... Zanim zdołałem się rozejrzeć, już kupiłem parę drobnych przedmiotów z soli i kilka fotografii. Jakiś chłopiec ofiarował się pokazać mi drogę do dworca i odnieść sprawunki. Ile razy byłeś w kopalni? zapytałem go w drodze. Ani razu, panie! odparł z wielką pewnością. Przed nocą znalazłem się pod opiekuńczymi skrzydłami pana Zyblikiewicza 23 i sześćdziesięciu członków krakowskiej rady miejskiej wybranych na lat trzy. Teraz byłem już pewny, że się nic na mnie nie zawali, przynajmniej za wiedzą i upoważnieniem szanownej magistratury Gdy dziś przypominam sobie te rzeczy, myślę, że przez trzy godziny miałem sen dziwny, na którego treść złożyły się przedmioty dotychczas nieznane i nieprzeczuwane Mikołaj Zyblikiewicz był wówczas prezydentem Krakowa. 19

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony.

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony. 114 Lekcja 12 Tak ubrany wychodzi na ulicę. Rezultat jest taki, że Samir jest przeziębiony. Ma katar, kaszel i temperaturę. Musi teraz szybko iść do lekarza. Lekarz bada Samira, daje receptę i to, co Samir

Bardziej szczegółowo

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska spektakl edukacyjno-profilaktyczny dla najmłodszych. (Scenografia i liczba aktorów - zależne od wyobraźni i możliwości technicznych reżysera.) Uczeń A - Popatrz

Bardziej szczegółowo

Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215. Wiersze. Tadeusz Kantor. http://rcin.org.pl

Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215. Wiersze. Tadeusz Kantor. http://rcin.org.pl Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215 Tadeusz Kantor Tadeusz KANTOR Alaube żeby tylko ta chwila szczególna nie uleciała, jest przed świtem godzina 4 ta nad ranem - ta szczególna chwila, która jest w ą t i

Bardziej szczegółowo

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy.

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy. Zając wychodził z siebie ze złości i krzyczał: Biegniemy jeszcze raz, jeszcze raz wkoło! Nie ma sprawy, odparł jeż, Ile razy masz ochotę. Biegał więc zając siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle dotrzymywał

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 11 Opracowała Daniela Abramczuk Zdjęcie na okładce Julia na huśtawce pochodzą z książeczki Julia święta Urszula Ledóchowska za zgodą Wydawnictwa FIDES. o Mała Jadwinia

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. JÓZEF I JEGO BRACIA 11. JÓZEF I JEGO BRACIA

STARY TESTAMENT. JÓZEF I JEGO BRACIA 11. JÓZEF I JEGO BRACIA JÓZEF I JEGO BRACIA 53 Jakub miał wielu synów. Było ich dwunastu. Jakub kochał wszystkich, ale najbardziej kochał Józefa. Może to dlatego, że Józef urodził się, kiedy Jakub był już stary. Józef był mądrym

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP 4. NOE BUDUJE ARKĘ

STARY TESTAMENT. NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP 4. NOE BUDUJE ARKĘ NOE BUDUJE ARKĘ 16 Nastały czasy, kiedy aniołowie schodzili na ziemię i brali sobie za żony piękne dziewczyny. W wyniku tego na świecie rodzili się olbrzymi i mocarze. Nie podobało się to Panu Bogu. Widział,

Bardziej szczegółowo

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku I Komunia Święta Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku Ktoś cię dzisiaj woła, Ktoś cię dzisiaj szuka, Ktoś wyciąga dzisiaj swoją dłoń. Wyjdź Mu na spotkanie Z miłym powitaniem, Nie lekceważ znajomości

Bardziej szczegółowo

Ziemia. Modlitwa Żeglarza

Ziemia. Modlitwa Żeglarza Ziemia Ziemia, którą mi dajesz, nie jest fikcją ani bajką, Wolność którą mam w Sobie Jest Prawdziwa. Wszystkie góry na drodze muszą, muszą ustąpić, Bo wiara góry przenosi, a ja wierzę Tobie. Ref: Będę

Bardziej szczegółowo

SCENARIUSZ KAŻDY PIERWSZAK CHCE ZOSTAĆ SIŁACZKIEM

SCENARIUSZ KAŻDY PIERWSZAK CHCE ZOSTAĆ SIŁACZKIEM SCENARIUSZ KAŻDY PIERWSZAK CHCE ZOSTAĆ SIŁACZKIEM CELE: 1. Uświadomienie dzieciom wpływu aktywności fizycznej na stan zdrowia, prawidłowy rozwój i samopoczucie. 2. Zwiększanie sprawności fizycznej: rozwijanie

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

Akcja edukacja. zadania treningowe z Języka polskiego ZESTAW 8. Zadanie 1. Mama Majki miała na imię A. Lineczka. B. Marysia. C. Aldona. D. Halina.

Akcja edukacja. zadania treningowe z Języka polskiego ZESTAW 8. Zadanie 1. Mama Majki miała na imię A. Lineczka. B. Marysia. C. Aldona. D. Halina. zadania treningowe z Języka polskiego Akcja edukacja ZESTAW 8. Irena Landau Uszy do góry Dzwoniła ciocia Aldona i odwołała przyjazd Reni. Mama nacisnęła w telefonie specjalny guzik i głos cioci było słychać

Bardziej szczegółowo

Zasady bezpieczeństwa podczas upałów

Zasady bezpieczeństwa podczas upałów Zasady bezpieczeństwa podczas upałów Zasada nr 1 Noś jasne, luźne, swobodne oraz bawełniane ubrania. Zakładaj tak mało ubrań jak to jest możliwe gdy jesteś w domu. Zasada nr 2 Pij dużo płynów W czasie

Bardziej szczegółowo

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej wyspie, białej jak jego futerko. Pewnego wieczoru miś usiadł na górce i patrzył przed siebie. To, co podziwiał, było niebieskie i pełne gwiazd. Miś nie

Bardziej szczegółowo

NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP

NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP 15 Nastały czasy, kiedy aniołowie schodzili na ziemię i brali sobie za żony piękne dziewczyny. W wyniku tego na świecie rodzili się olbrzymi i mocarze. Nie podobało się to Panu Bogu.

Bardziej szczegółowo

Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii

Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii Główna myśl: Pan Jezus chce być blisko każdego z nas. Tekst: Mt 3,13-17: Chrzest Jezusa Wiersz:

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

Wolontariat. Igor Jaszczuk kl. IV

Wolontariat. Igor Jaszczuk kl. IV Wolontariat Wolontariat ważna sprawa, nawet super to zabawa. Nabierz w koszyk groszy parę, będziesz miał ich całą chmarę. Z serca swego daj znienacka, będzie wnet Szlachetna Paczka. Komuś w trudzie dopomoże,

Bardziej szczegółowo

Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają.

Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają. Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają. /Matka Celina Zapiski -17.VI.1883r./...dziecko drogie, chcę ci objaśnić...ogólną

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Jako mała dziewczynka miałam wiele marzeń. Chciałam pomagać innym ludziom. Szczególnie starzy, samotni

Bardziej szczegółowo

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Kobieta Przy Studni

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Kobieta Przy Studni Biblia dla Dzieci przedstawia Kobieta Przy Studni Autor: Edward Hughes Ilustracje: Lazarus Redakcja: Ruth Klassen Tłumaczenie: Joanna Kowalska Druk i oprawa: Bible for Children www.m1914.org 2014 Bible

Bardziej szczegółowo

Czy znacie kogoś kto potrafi opowiadać piękne historie? Ja znam jedną osobę, która opowiada nam bardzo piękne, czasem radosne, a czasem smutne

Czy znacie kogoś kto potrafi opowiadać piękne historie? Ja znam jedną osobę, która opowiada nam bardzo piękne, czasem radosne, a czasem smutne Czy znacie kogoś kto potrafi opowiadać piękne historie? Ja znam jedną osobę, która opowiada nam bardzo piękne, czasem radosne, a czasem smutne historie. Tą osobą jest Maryja, mama Pana Jezusa. Maryja opowiada

Bardziej szczegółowo

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina...

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina... 1 Budzik dzwonił coraz głośniej i głośniej, a słońce jakby za wszelką cenę chciało się wedrzeć do mojego pokoju. Niedali mi spać już dłużej;wstałam. Wtedy właśnie uswiadomiłam sobie, że jest dzień 11 listopada

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

Taniec pogrzebowy. Autor: Mariusz Palarczyk. Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: WOJTEK(19 lat) i ANDRZEJ,(55 lat) który pali papierosa

Taniec pogrzebowy. Autor: Mariusz Palarczyk. Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: WOJTEK(19 lat) i ANDRZEJ,(55 lat) który pali papierosa Taniec pogrzebowy Autor: Mariusz Palarczyk Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: (19 lat) i,(55 lat) który pali papierosa Spogląda na puste miejsce na trumnę Szefie, tutaj? Ta, tutaj. Rzuca papierosa

Bardziej szczegółowo

Pewien człowiek miał siedmiu synów, lecz ciągle nie miał córeczki, choć

Pewien człowiek miał siedmiu synów, lecz ciągle nie miał córeczki, choć troszeczkę, z każdego kubeczka wypiła łyczek, do ostatniego kubeczka rzuciła zaś obrączkę, którą zabrała ze sobą. Nagle usłyszała trzepot piór i poczuła podmuch powietrza. Karzełek powiedział: Panowie

Bardziej szczegółowo

FINAŁ 17 IGRZYSK MATEMATYCZNYCH SZKÓŁ NIEPUBLICZNYCH. Zadania dla klasy 6

FINAŁ 17 IGRZYSK MATEMATYCZNYCH SZKÓŁ NIEPUBLICZNYCH. Zadania dla klasy 6 FINAŁ 17 IGRZYSK MATEMATYCZNYCH SZKÓŁ NIEPUBLICZNYCH Zadania dla klasy 6 Na rozwiązanie pięciu zadań masz 90 minut. Kolejność rozwiązywania zadań jest dowolna. Maksymalną liczbę punktów możesz uzyskać

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. ŻONA DLA IZAAKA 8. ŻONA DLA IZAAKA

STARY TESTAMENT. ŻONA DLA IZAAKA 8. ŻONA DLA IZAAKA ŻONA DLA IZAAKA 35 Pamiętamy, że Pan Bóg obiecał Abrahamowi i Sarze, że pomimo że są w starym wieku będą mieli syna. O oznaczonym czasie, przepowiedzianym przez Pana Boga narodził się Izaak. Abraham bardzo

Bardziej szczegółowo

"PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA"

PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA "PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA" Maciej Rak kl.4a 1 PEWNEGO DNIA W SZKOLE NA LEKCJI MATEMATYKI: PANI: Dzieci, proszę o ciszę!!! STAŚ: Słuchajcie pani, bo jak nie, to zgłoszę wychowawczyni żeby wpisała

Bardziej szczegółowo

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca Autor wiersza: Anna Sobotka PATRON Każdy patron to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie Pani Ania. Mądra, dobra i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca uszczęśliwić mnie umiała. Myśli moje do Niej

Bardziej szczegółowo

Bóg Ojciec kocha każdego człowieka

Bóg Ojciec kocha każdego człowieka 1 Bóg Ojciec kocha każdego człowieka Bóg kocha mnie, takiego jakim jestem. Raduje się każdym moim gestem. Alleluja Boża radość mnie rozpiera, uuuu (słowa piosenki religijnej) SŁOWA KLUCZE Bóg Ojciec Bóg

Bardziej szczegółowo

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków,

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, którzy twierdzą, że właściwie w ogóle nie rozmawiają ze swoimi dziećmi, odkąd skończyły osiem czy dziewięć lat. To może wyjaśniać, dlaczego przesiadują

Bardziej szczegółowo

PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013

PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013 PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013 Poniedziałek był naszym pierwszym dniem w szkole partnerskiej (przylecieliśmy w niedzielę wieczorem). Uczniowie z pozostałych krajów jeszcze nie dojechali, więc był to bardzo

Bardziej szczegółowo

www.abcprzedszkola.pl

www.abcprzedszkola.pl 1 do artykułu z cyklu Bajkowe Abecadło autorstwa Chanthy E.C. zamieszczonego na www.abcprzedszkola.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Występują: Narrator (przedszkolanka lub rodzic) Brzydkie Kaczątko Mama

Bardziej szczegółowo

Codziennie jestem bezpieczny

Codziennie jestem bezpieczny Codziennie jestem bezpieczny Europejski numer alarmowy i zasady bezpieczeństwa dla dzieci Drodzy uczniowie, wiedza o tym, jak prawidłowo zachować się w drodze do szkoły, w szkole, na placu zabaw czy w

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA

HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA Tekst biblijny: Dz. Ap. 16,19 36 Tekst pamięciowy: Dz. Ap. 16,31 ( ) Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom. Bóg chce, abyś uwierzył w Jego Syna, Jezusa

Bardziej szczegółowo

DZISIAJ OBCHODZIMY 25 URODZINY NASZEGO PRZEDSZKOLA

DZISIAJ OBCHODZIMY 25 URODZINY NASZEGO PRZEDSZKOLA DZISIAJ OBCHODZIMY 25 URODZINY NASZEGO PRZEDSZKOLA /scenariusz zajęcia otwartego-uroczystości z udziałem rodziców i zaproszonych gości/ Autor scenariusza: Małgorzata Kryszczak E.Prokop Z.Nowecka M.Kryszczak

Bardziej szczegółowo

INFORMACJE. Stanisław Kusior. Burmistrz Żabna. Barszcz czerwony, żurek wiejski, święconka i Śmigus Dyngus czyli idą święta

INFORMACJE. Stanisław Kusior. Burmistrz Żabna. Barszcz czerwony, żurek wiejski, święconka i Śmigus Dyngus czyli idą święta INFORMACJE Wielkanoc '2006 W ten czas pokory i nadziei Mieszkańcom naszej gminy życzymy Licznych chwil radości i spokoju Wolnych od trosk, niepokojów. Niech czas ten rodzinnie spędzany Radością i miłością

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

DOBRE MANIERY. DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania.

DOBRE MANIERY. DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania. DOBRE MANIERY DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania. GRZECZNOŚĆ: dobre maniery i taktowne zachowanie. Dobre maniery świadczą o szacunku

Bardziej szczegółowo

PRZEWODNIK DLA NAUCZYCIELI

PRZEWODNIK DLA NAUCZYCIELI 6 PRZEWODNIK DLA NAUCZYCIELI Zabawki jako pomoce dydaktyczne Proponowane ćwiczenia Budowanie MATEMATYKA: podstawowe pojęcia matematyczne odkrywanie podstawowych cech przedmiotów kolor rozpoznawanie liczby

Bardziej szczegółowo

Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie

Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie Teksty narratora i słowa piosenek Ewy Knap Choreografia Małgorzata Piotrowicz W widowisku wykorzystano muzykę zespołu ABBA Samorządowe Przedszkole

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

JAK ROZMAWIAĆ Z BOGIEM?

JAK ROZMAWIAĆ Z BOGIEM? JAK ROZMAWIAĆ Z BOGIEM? wg Lucy Rooney, Robert Faricy SJ MODLITWA NA TYDZIEŃ DRUGI Skrucha i przyjęcie przebaczenia Pana Jezusa Dzień pierwszy Przeczytaj ze zrozumieniem fragment Pisma Świętego: Łk 18,

Bardziej szczegółowo

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku...

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wyznania Wyznania Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wolę być chwilą w Twoim życiu niż wiecznością w życiu innej!!! Nie wiem, czy chcesz ze mną chodzić,

Bardziej szczegółowo

Poszukiwanie skarbu. Liczba osób: 1 + 1. Opis

Poszukiwanie skarbu. Liczba osób: 1 + 1. Opis Poszukiwanie skarbu Liczba osób: 1 + 1. Opis Na dworze, w różnych miejscach (drzewa, krzaki, kamienie, kępki trawy), chowamy jakiś przedmiot. Zależnie od naszych intencji może to być rzecz znana dziecku,

Bardziej szczegółowo

ALLELUJA. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja.

ALLELUJA. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. ALLELUJA 1. Niech zabrzmi Panu chwała w niebiosach, na wysokościach niech cześć oddadzą. Wielbijcie Pana Jego Zastępy, Wielbijcie Pana Duchy niebieskie. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja,

Bardziej szczegółowo

WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW

WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW Teksty biblijne: Dz. Ap. 6, 1 7 Tekst pamięciowy: Gal. 6, 10 ( ) dobrze czyńmy wszystkim ( ) Nikt nie jest za mały, aby pomagać innym! Zastosowanie: * Pan Bóg pragnie, abyśmy otoczyli

Bardziej szczegółowo

Scenariusz zajęć dla dzieci przedszkolnych

Scenariusz zajęć dla dzieci przedszkolnych I. Temat: ŚMIEC I MY Scenariusz zajęć dla dzieci przedszkolnych II. Cel ogólny: Rozwijanie wśród dzieci podczas zajęć świadomości ekologicznej i wrażliwości związanej z poczuciem odpowiedzialności za stan

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

W y s t a w a. Archeologia Sudanu. przewodnik Małego Odkrywcy

W y s t a w a. Archeologia Sudanu. przewodnik Małego Odkrywcy W y s t a w a Archeologia Sudanu przewodnik Małego Odkrywcy 1 2 Stolik i postać przewodniczki Zuzi Strój archeologa Tablica magnetyczna: tajemnicze ogony Klocki z bogiem Apademakiem 2 1 projekt przewodników

Bardziej szczegółowo

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom.

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. Mogą to być koty: Gdyby również zaszła taka potrzeba zaopiekowalibyśmy się

Bardziej szczegółowo

N-LA N-l mówi: -Dziś powitamy się piosenka: Witam Cię, jak się masz, machnij prawą ręką, miło mi widzieć Cię, witam Cię piosenką x 2

N-LA N-l mówi: -Dziś powitamy się piosenka: Witam Cię, jak się masz, machnij prawą ręką, miło mi widzieć Cię, witam Cię piosenką x 2 I Część wstępna TOK ZAJĘĆ 1. Zabawa powitalna pt. Witam Cię CZYNNOŚCI N-LA N-l mówi: -Dziś powitamy się piosenka: Witam Cię, jak się masz, machnij prawą ręką, miło mi widzieć Cię, witam Cię piosenką x

Bardziej szczegółowo

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom.

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. W rodzinie wszystko się mieści Miłość i przyjaźń zawiera Rodzina wszystko oddaje Jak przyjaźń drzwi otwiera. Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. 1 Opracowanie: Anna Polachowska Korekta: Anna

Bardziej szczegółowo

WPROWADZENIE. Tworzyć nowe w sobie i świecie

WPROWADZENIE. Tworzyć nowe w sobie i świecie WPROWADZENIE D zień dobry, Przyjaciele. Pragnę powitać tych wszystkich, któ rzy kroczą drogą dalszego energoinformacyjnego rozwoju oraz tych, którzy stawiają na niej dopiero pierwsze kroki. Czy gotowi

Bardziej szczegółowo

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (1 J 4,11) Droga Uczennico! Drogi Uczniu!

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (1 J 4,11) Droga Uczennico! Drogi Uczniu! Droga Uczennico! Drogi Uczniu! Jesteś już uczniem i właśnie rozpoczynasz swoją przygodę ze szkołą. Poznajesz nowe koleżanki i nowych kolegów. Tworzysz razem z nimi grupę klasową i katechetyczną. Podczas

Bardziej szczegółowo

Tekst zaproszenia. Rodzice. Tekst 2 Emilia Kowal. wraz z Rodzicami z radością pragnie zaprosić

Tekst zaproszenia. Rodzice. Tekst 2 Emilia Kowal. wraz z Rodzicami z radością pragnie zaprosić Tekst zaproszenia Tekst 1 Mamy zaszczyt zaprosić Sz.P. Na uroczystość PIERWSZEGO PEŁNEGO UCZESTNICTWA WE MSZY ŚIĘTEJ Naszej córki Leny Kardas która odbędzie się dnia 5 maja 2015o godz. 9.30 w kościele

Bardziej szczegółowo

Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku.

Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku. Nowy rok Nowy Rok Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku. Huczą petardy i gra muzyka, Stary rok mija, za las umyka, Cóż w tym dziwnego,

Bardziej szczegółowo

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej.

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. 34-letnia Emilia Zielińska w dniu 11 kwietnia 2014 otrzymała nowe życie - nerkę

Bardziej szczegółowo

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 MARKOWI MIDURZE NIGDY BY DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO, ŻE UŻYJE SUPER GLUE PRZECIWKO CZŁOWIEKOWI aatakowałem w tramwaju. Była wtedy jedenasta w nocy. Miałem w kieszeni tubkę super glue,

Bardziej szczegółowo

2 NIEDZIELA PO NARODZENIU PAŃSKIM

2 NIEDZIELA PO NARODZENIU PAŃSKIM 2 NIEDZIELA PO NARODZENIU PAŃSKIM PIERWSZE CZYTANIE Syr 24, 1-2. 8-12 Mądrość Boża mieszka w Jego ludzie Czytanie z Księgi Syracydesa. Mądrość wychwala sama siebie, chlubi się pośród swego ludu. Otwiera

Bardziej szczegółowo

Narysowanie postaci ludzkiej nie należy

Narysowanie postaci ludzkiej nie należy WSTĘP 3 Narysowanie postaci ludzkiej nie należy do prostych zadań. Opanowanie tej sztuki wymaga wielu ćwiczeń i dużej cierpliwości, jednak jest to możliwe dla każdego, kto wykaże się zapałem oraz ambicją,

Bardziej szczegółowo

tradycja, historia, obyczaje kultura Ernest Bryll poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy, także dyplomata. Autor licznych tomików poezji, sztuk scenicznych, oratoriów,

Bardziej szczegółowo

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania.

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania. Tytuł: Marzenie Franka Kupki Tekst: Anna Cwojdzińska Ilustracje: Aleksandra Bugajewska Wydanie I, lipiec 2012 Text copyright Anna Cwojdzińska Illustration copyright Aleksandra Bugajewska Uprzejmie prosimy

Bardziej szczegółowo

Konspekt szkółki niedzielnej propozycja Niedziela przedpostna Estomihi

Konspekt szkółki niedzielnej propozycja Niedziela przedpostna Estomihi Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl Konspekt szkółki niedzielnej propozycja Niedziela przedpostna Estomihi Główna myśl: Bądź naśladowcą Jezusa Tekst: Mk 8,34 Jezus zapowiada swoją śmierć i zmartwychwstanie

Bardziej szczegółowo

Maria Jolanta Piasecka MGNIENIA

Maria Jolanta Piasecka MGNIENIA Maria Jolanta Piasecka MGNIENIA obrazu mgnienie słowa otwarte litery spirala nasion mgnienie MGNIENIEmostśnieggradbóbźdźbłanasionamotylmotylliściejezioro czascieńniebokrukwiatrkotskórawydechjesionrosawinogronapomi

Bardziej szczegółowo

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Noe i Potop

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Noe i Potop Biblia dla Dzieci przedstawia Noe i Potop Autor: Edward Hughes Ilustracje: Byron Unger; Lazarus Redakcja: M. Maillot; Tammy S. Tłumaczenie: Katarzyna Gablewska Druk i oprawa: Bible for Children www.m1914.org

Bardziej szczegółowo

KRYTERIUM WYMAGAŃ Z RELIGII. Uczeń otrzymujący ocenę wyższą spełnia wymagania na ocenę niższą.

KRYTERIUM WYMAGAŃ Z RELIGII. Uczeń otrzymujący ocenę wyższą spełnia wymagania na ocenę niższą. KRYTERIUM WYMAGAŃ Z RELIGII Uczeń otrzymujący ocenę wyższą spełnia wymagania na ocenę niższą. KLASA I Semestr I Ocena dopuszczająca -Umie wykonać znak krzyża, -Zna niektóre modlitwy i wymaga dużej pomocy

Bardziej szczegółowo

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci!

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! W samo południe 14 Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! przed czytaniem 1. W internecie można znaleźć wiele rzeczy. W internecie, czyli właściwie gdzie? Opracujcie hasło INTERNET na podstawie własnych skojarzeń

Bardziej szczegółowo

Propozycje śpiewów na Rekolekcje Oazowe stopnia podstawowego

Propozycje śpiewów na Rekolekcje Oazowe stopnia podstawowego Propozycje śpiewów na Rekolekcje Oazowe stopnia podstawowego Wersja robocza 1999 Diakonia Muzyczna Ruchu Światło Życie Archidiecezji Warszawskiej i Diecezji Warszawsko Praskiej Objaśnienia: Pd: Piosenka

Bardziej szczegółowo

4. po Wielkanocy CANTATE

4. po Wielkanocy CANTATE Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl 4. po Wielkanocy CANTATE Główna myśl: Wysławiaj Boga! Wiersz przewodni: Wysławiam cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi. Mt 11,25a Fragment biblijny: Jezus wysławia

Bardziej szczegółowo

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD K A T A R Z Y N A O R K I S Z S T O W A R Z Y S Z E N I E N A R Z E C Z D Z I E C I Z N A D P O B U D L I W O Ś C I Ą P S Y C H O R U C H O W Ą Moment narodzenia

Bardziej szczegółowo

TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta)

TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta) TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta) Materiał prezentuje sposób tworzenia form trybu rozkazującego dla każdej koniugacji (I. m, -sz, II. ę, -isz / -ysz, III. ę, -esz) oraz część do ćwiczeń praktycznych.

Bardziej szczegółowo

LITURGIA DOMOWA. Spis treści. Modlitwy w rodzinach na niedziele Okresu Wielkiego Postu 2016. Gliwice 2016

LITURGIA DOMOWA. Spis treści. Modlitwy w rodzinach na niedziele Okresu Wielkiego Postu 2016. Gliwice 2016 Spis treści Wprowadzenie do Liturgii Domowej na Okres Wielkiego Postu 2016... 2 Spotkania na niedziele Okresu Wielkiego Postu 2016: 1 Niedziela Wielkiego Postu [C]... 3 LITURGIA DOMOWA 2 Niedziela Wielkiego

Bardziej szczegółowo

SCENARIUSZ RUCH TO ZDROWIE

SCENARIUSZ RUCH TO ZDROWIE SCENARIUSZ RUCH TO ZDROWIE CELE: 1. Uświadomienie dzieciom wpływu aktywności fizycznej na stan zdrowia, prawidłowy rozwój i samopoczucie. 2. Ćwiczenie umiejętności dodawania i odejmowania w przedziale

Bardziej szczegółowo

Przygotowanie do przyjęcia Sakramentu Pojednania

Przygotowanie do przyjęcia Sakramentu Pojednania Przygotowanie do przyjęcia Sakramentu Pojednania Czasem źle postępujemy Przez moje złe czyny (grzechy) inni ludzie się smucą, a czasami nawet płaczą. Moje złe czyny brudzą serce. Serce staje się brudne

Bardziej szczegółowo

NIE BLEDNIJ, KORALICZKU!

NIE BLEDNIJ, KORALICZKU! NIE BLEDNIJ, KORALICZKU! W ogrodzie pojawiła się mamusia Piotra i zabrała syna do domu. Chłopak szepnął Karolci, by nikomu nie mówiła o ich przygodzie. Dziewczynka też wracała do domu. Spotkała tatusia,

Bardziej szczegółowo

Skrajne ubóstwo. 2717 rodzin włączonych do projektu. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą. żyje w skrajnym ubóstwie. bądź niepełnosprawnością.

Skrajne ubóstwo. 2717 rodzin włączonych do projektu. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą. żyje w skrajnym ubóstwie. bądź niepełnosprawnością. Skrajne ubóstwo 2717 rodzin włączonych do projektu żyje w skrajnym ubóstwie. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą bądź niepełnosprawnością. tyle, co na papierosy 66% rodzin włączonych do Paczki w 2013

Bardziej szczegółowo

TOTUS TUUS Cały twój

TOTUS TUUS Cały twój TOTUS TUUS Cały twój Przecież niecały umieram. To, co we mnie niezniszczalne, trwa Tryptyk rzymski W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie

Bardziej szczegółowo

Baltie 2010 etap szkolny, zadania dla kategorie A, B

Baltie 2010 etap szkolny, zadania dla kategorie A, B Baltie 2010 etap szkolny, zadania dla kategorie A, B W tym roku konkurs w szkolnym kółku będzie zawierał 2 zadania dla kategorii A i B (Baltie 3) oraz 2 zadania dla kategorii C i D (Baltie 4 C#). Zadanie

Bardziej szczegółowo

Ref: Zaraz po wakacjach. 3.Różne wydarzenia z życia przedszkolnego, wspomnienia zostaną w sercu u każdego. 4. Inscenizacja,,Wakacjusz c.d.

Ref: Zaraz po wakacjach. 3.Różne wydarzenia z życia przedszkolnego, wspomnienia zostaną w sercu u każdego. 4. Inscenizacja,,Wakacjusz c.d. SCENARIUSZ NA ZAKOŃCZNIE ROKU SZKOLNEGO DLA GRUPY DZIECI 6 LETNICH Pt.: Wakacje już blisko 1. Piosenka,,Pożegnanie (śpiewana z podziałem na role). 1.Wszystkie buzie dzisiaj czyste miny także uroczyste,

Bardziej szczegółowo

BAW SIĘ I BĄDŹ BEZPIECZNY! GRA EDUKACYJNA

BAW SIĘ I BĄDŹ BEZPIECZNY! GRA EDUKACYJNA BAW SIĘ I BĄDŹ BEZPIECZNY! GRA EDUKACYJNA Gra edukacyjna Baw się i bądź bezpieczny! stanowi podsumowanie wiadomości nabytych przez dzieci w trakcie zajęć poświęconych bezpieczeństwu. Gra oparta jest o

Bardziej szczegółowo

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem!

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem! Proszę bardzo!...książka z przesłaniem! Przesłanie, które daje odpowiedź na pytanie co ja tu właściwie robię? Przesłanie, które odpowie na wszystkie twoje pytania i wątpliwości. Z tej książki dowiesz się,

Bardziej szczegółowo

KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW

KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW KONSPEKT ZAJĘĆ RUCHOWYCH W GRUPIE 4 LATKÓW Data: 13.02.2014r. Nauczyciel prowadzący: Klaudia Tatar TEMAT: Podróż do Lodowej Krainy. CELE: - wykonuje podskoki zachowując odpowiednią postawę ciała. - reaguje

Bardziej szczegółowo

Srebrny grosz Na motywach baśni Hansa Christiana. Andersena

Srebrny grosz Na motywach baśni Hansa Christiana. Andersena Dorota Dankowska Srebrny grosz Na motywach baśni Hansa Christiana. Andersena WYSTĘPUJĄ:, GROSZ 1 GROSZ 2 MONETA 1 MONETA 2 MONETA 3 MONETA 4 MONETA 5 MĘŻCZYZNA 1 MĘŻCZYZNA 2 KOBIETA 1 STARUSZKA PIEKARZ

Bardziej szczegółowo

Uratowanie Prosiaczka

Uratowanie Prosiaczka Streszczenie W czasie tego długotrwałego deszczu Krzyś siedział w domu i rozmyślał o różnych rzeczach. Każdego dnia rano wychodził z parasolem i wtykał patyczek w miejsce, do którego dochodziła woda. Któregoś

Bardziej szczegółowo

Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka?

Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka? Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka? Większe powiada. To może i większa sprawiedliwość mieszka 369 w tym,

Bardziej szczegółowo

Witajcie, Czy masz lat 40, czy tylko 4 chodź codziennie na spacery

Witajcie, Czy masz lat 40, czy tylko 4 chodź codziennie na spacery Witajcie, Jestem Rybek, maskotka Rybnika - pięknego miasta położonego na Górnym Śląsku. Jestem taką dziwną rybką, która nie lubi pływać, tylko chodzić. Dużo spaceruję, jeżdżę na rowerze i na hulajnodze,

Bardziej szczegółowo

Konspekt szkółki niedzielnej

Konspekt szkółki niedzielnej Konspekt szkółki niedzielnej 4 NIEDZIELA POSTU Laetare Główna myśl: Pan Jezus jest jak codzienny chleb Tekst: Jan 6,47-51 Jezus chlebem żywota Daniel 6, 8-12 Zazdrość satrapów Dzieje Apostolskie 2,22-41;2,42-47

Bardziej szczegółowo

1 Rozważania na każdy dzień. Cz. IX Marcin Adam Stradowski J.J. OPs

1 Rozważania na każdy dzień. Cz. IX Marcin Adam Stradowski J.J. OPs 1 2 Spis treści Wszystkich Świętych (1 listopada)......6 Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych (2 listopada)......7 Prawdziwie w Bogu (3 listopada)......8 Przełamać duchową pustkę (4 listopada)......9

Bardziej szczegółowo

Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE

Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE Pałac na Wyspie Pałac Myślewicki Biały Domek Stara Pomarańczarnia Podchorążówka Stara Kordegarda Amfiteatr Stajnie i wozownie Wejścia do Łazienek Królewskich 2 3 O CO TU CHODZI? Kto

Bardziej szczegółowo

Scenariusz zajęć ruchowych grupy Żółte Słoneczka z Tęczowego Przedszkola w Dzierzgoniu w ramach akcji Szkoła w Ruchu Obszar nr 1

Scenariusz zajęć ruchowych grupy Żółte Słoneczka z Tęczowego Przedszkola w Dzierzgoniu w ramach akcji Szkoła w Ruchu Obszar nr 1 Scenariusz zajęć ruchowych grupy Żółte Słoneczka z Tęczowego Przedszkola w Dzierzgoniu w ramach akcji Szkoła w Ruchu Obszar nr 1 Temat: Kolorowe zabawy z chustą animacyjną. Ćwiczenia gimnastyczne Prowadzące:

Bardziej szczegółowo

INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK

INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK Pobrano ze strony http://www.przedszkole15.com.pl/ INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK Jest to bajka, która pomoże dzieciom zrozumieć, jak należy dbać o przyrodę i zachować się w lesie.

Bardziej szczegółowo

Ewangelia Jana 3:16-19

Ewangelia Jana 3:16-19 1. POTRZEBA ŁASKI "(16) Bóg bowiem tak bardzo ukochał świat, że dał swego Jedynego Syna, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. (17) Bóg nie posłał swego Syna na świat, aby

Bardziej szczegółowo

WPROWADZENIE I CEL GRY ELEMENTY GRY

WPROWADZENIE I CEL GRY ELEMENTY GRY WPROWADZENIE I CEL GRY Masz nadzieję zostać ministrem handlu Maharadży. Osiągniesz swój cel, jeśli pod koniec każdego tygodnia (rundy) będziesz bogatszy od swojego przeciwnika. Fortunę zdobędziesz, zbierając

Bardziej szczegółowo