Wszelkie prawa do tekstu zastrzeżone. Tekst jest wyłączną własnością autorki i podlega ochronie prawem autorskim.

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "Wszelkie prawa do tekstu zastrzeżone. Tekst jest wyłączną własnością autorki i podlega ochronie prawem autorskim."

Transkrypt

1

2 1 Pisk opon. Krzyk. Uderzenie. Ciało dziewczyny odbiło się od maski srebrnego samochodu, obróciło wolno w powietrzu z lekkością znaną tylko baletnicom, po czym bezwładnie, zupełnie już bez gracji, opadło na ziemię. Z wiklinowego koszyka szybującego wysoko rozsypały się dookoła soczyste, dojrzałe truskawki, tworząc wokół miejsca tragedii wielkie, lśniące czerwienią plamy. Czas zaskoczony tragedią zatrzymał się na kilka sekund, by popatrzeć. Ulica zamarła. Spacerujący w leniwe niedzielne popołudnie ludzie zatrzymali się i wstrzymali oddechy. Gołębie zazwyczaj ruchliwe ponad miarę, przerwały swój lot - spore stadko bezgłośnie przysiadło na chodniku, jakby w oczekiwaniu na to co wydarzy się dalej. Ucichł szelest liści na wietrze. Trwające sekundy ciszy, stały się schronieniem dla przerażenia i bezradności w obliczu rozgrywającej się właśnie kolejnej ludzkiej tragedii. A potem wszystko zaczęło dziać się jednocześnie. Kierowca rozbitego Mercedesa szamocząc się rozpaczliwie z zablokowanym pasem bezpieczeństwa, nie szczędząc przy tym soczystych przekleństw wysyłanych w stronę nieznanych adresatów, próbował niezdarnie wydostać się z samochodu. W tym samym czasie do nieprzytomnej dziewczyny o włosach rudych jak u młodej wiewiórki, podbiegł starszy mężczyzna w tweedowej, zielonej marynarce. Pochylił się zwinnie nad jej ciałem i przyciskając smukłe palce do jej tętnicy sprawdził czy żyje. Muśnięciem dłoni odgarnął z jej twarzy kosmyki włosów. Dziewczyna była ranna; głęboka rana z prawej strony żeber krwawiła mocno. Należało zatamować krwotok, zanim będzie za późno. Mężczyzna zdecydowanym ruchem ucisnął krwawiące miejsce, czując pod palcami gorąco krwi sączącej się przez materiał letniej sukienki. Gdy z mieszaniną lęku i zaciekawienia zaczął przyglądać się twarzy dziewczyny, jej ciało, jakby rażone prądem, lekko drgnęło. Żyła. Mimo to oddychała płytko. Zbyt płytko, by liczyć na to, że wytrzyma do przyjazdu karetki. Tłum gapiów na chodniku gęstniał z minuty na minutę, ale nikt poza mężczyzną nie odważył się wyjść na ulicę. Możemy skłamać, że widząc leżącą na rozgrzanym asfalcie dziewczynę w lnianej sukience pokrytej wielkimi plamami krwi ludzie nie mogli zapanować nad lękiem. Rzeczywistość wyglądają jednak tak, że ich zdaniem lepiej byłoby, gdyby dziewczyna wstała, otrzepała się i prędziutko poszła do domu. Ludzie bowiem w obliczu tragedii wolą zachować dystans, by nie zapadła im w pamięci na dłużej niż do kolacji. Rozgniecione soczyste truskawki leżały na ulicy. Ich sok miejscami mieszał się z krwią. Na jezdnię wybiegło dwóch policjantów. Zupełnie niechcący rozgnietli kilka truskawek; młodszy policjant, ocierając pot z czoła, w myślach przeklinając panujący tego dnia w Warszawie upał, wzywał przez radio karetkę, starszy zatrzymywał przejeżdżające ulicą samochody. Było nieznośnie gorąco. W powietrzu roznosił się wolno mdły zapach krwi, truskawek i płynu do spryskiwacza. Z daleka dało się słyszeć coraz głośniejsze wycie syren pogotowia.

3 Klęczący przy dziewczynie mężczyzna korzystając z panującego dookoła zamieszania, podniósł z ziemi zwiniętą w rulon kartkę oplecioną czerwoną wstążką i zręcznie wsunął ją do wewnętrznej kieszeni swojej marynarki. Potem nachylił się nisko nad twarzą dziewczyny i głaszcząc ją po włosach wyszeptał: - Wiem że mnie słyszysz. Pozwól się uratować. W Twoich żyłach płynie Agape. - W niedalekiej odległości od Placu Konstytucji rozległ się grzmot. Niebo, parę minut wcześniej całkiem pogodne, zachodziło ciemnymi, ciężkimi chmurami, których granat wpadający w czerń wolno przysłaniał promienie lipcowego słońca. Na chodniku przy Marszałkowskiej w zwartym jak salceson tłumie gapiów stał grubas z bujną czupryną, w wymiętoszonej ponad wszelkie granice koszulce polo. Żywo gestykulując, relacjonował zebranym przebieg wypadku. Dziewczyna, całkiem ładna, wybiegła na czerwonym świetle prosto pod koła nadjeżdżającego Mercedesa, a potem tylko pisk, zgrzyt i o! O proszę tu wzdychając wskazał paluchem w stronę ulicy. - Po niej! Ludzie, mówię wam, jak te truskawki poleciały w powietrzu, to Jezus Maryja jak to wyglądało! - Nie przerywając opowiadania obserwował mężczyznę klęczącego przy dziewczynie. Od chwili gdy zauważył, że tamten podniósł jakiś zwitek z ulicy i schował do kieszeni marynarki, uznał, że nie może spuścić go z oka. Sekundy mijały, zamieniając się w minuty. Stojący przy rozbitym Mercedesie wysoki policjant, po tym jak zatrzymał ruch na ulicy, zajął się pilnowaniem kierowcy Mercedesa, który potrącił dziewczynę. Za sam wygląd spuściłbym mu niezły wpierdol pomyślał policjant. Zrobiłby to, gdyby tylko nie był na służbie. No właśnie, od pięciu minut powinien być już po pracy. Przyglądając się z pogardą twarzy kierowcy myślał o tym, czy żona ugotowała mu obiad, czy jak zwykle będzie musiał zadowolić się mrożonkami. Odkąd urodziła dziecko, przestała o niego dbać. A może to on przestał dbać o nią? Nie ważne. Nie należy zbyt wiele o tym myśleć. Zerknął w stronę leżącej na ulicy dziewczyny i klęczącego obok niej faceta. Żałował jej. Była ładna. I taka młoda. Przez głowę przebiegła mu myśl o tym jak to dobrze, że jego żona jest teraz w domu i że to nie ją potrącił samochód. Nie mógł wiedzieć, że właśnie w tej chwili gdy o niej pomyślał, spadła z drabiny w kuchni szukając płatków mlecznych. Policjant rozmyślał o swoich sprawach, nerwowo rozglądając się po ulicy, mając nadzieję, że przyśpieszy tym przyjazd kolegów z drogówki, którym będzie mógł zostawić kierowcę, świadków i całe to zamieszanie. Jako policjant widział już wiele, ale ta ruda dziewczyna w białej sukience leżąca w kałuży krwi, te truskawki rozsypane dookoła niej Tego widoku łatwo nie wymaże z pamięci. Wzdychając, spojrzał w niebo. Upał gęstniał. Powietrze traciło resztki tlenu. Kierowca Mercedesa o zagadkowym imieniu Dimitr - niski, niebieskooki blondyn, wyglądem przypominający prosię, stał oparty o uchylone drzwi samochodu. Z miną wyrażającą rozpacz i niedowierzanie, zerkał bezradnie na klęczącego przy dziewczynie lekarza i stojącego obok niego faceta w dziwacznej marynarce, licząc w myślach ile dostałby za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym - Broń Boże, żeby tak nie było - a ile lat mniej za samo potrącenie pieszej na pasach. Nie mógł znieść widoku rozbitej maski swojego nowiutkiego, srebrnego samochodu, którym kilka minut wcześniej wyjechał z myjni, a którym za tydzień miał zamiar pojechać w odwiedziny do matki na wieś. Zaciągał się mocno papierosem. Kłęby dymu zawieszone w gęstym od upału powietrzu, leciały w zwolnionym tepie prosto w stronę policjanta stojącego obok, wywołując u niego dudniący kaszel. - A uduś się, sukinsynu! - szeptał Dymitr za każdym razem, gdy wypuszczał z ust kolejny obłoczek dymu. Powiedzmy szczerze i niech Dimitr nie ma nam tego za złe - nie było mu żal tej dziewczyny. W tamtej chwili żałował jedynie, że w porę nie udało mu się odjechać z miejsca wypadku. Nie byłby to ani pierwszy ani ostatni raz.

4 Nad Placem Konstytucji przeleciało stado gołębi, najwyraźniej znudzone oglądaniem scen ratunkowych. Jeden ptak przysiadł na latarni i narobił na plecy młodszego z policjantów. który szedł właśnie w stronę ludzi stojących na chodniku. - Kto z państwa widział wypadek? - - Ja! - krzyknął grubas komentator, wypuszczając w ramach gruźliczego kaszlu pocisk ze śliny prosto w oko małego chłopca wiszącego jak małpka w objęciach strapionej matki. Kilka osób korzystając z zamieszania, w obawie przez kontaktem ze stróżem prawa, a może także wielce obrzydliwym brzuchem grubasa, czmychnęło. Mężczyzna w tweedowej marynarce, obserwujący grubasa z ulicy, ruszył szybkim krokiem w stronę chodnika. W jego brązowych oczach pojawił się strach. Jeśli nie zdąży na czas, grubas może wszystko zepsuć. - Złoży pan zeznania? - - Pewnie panie milicjancie, że złożę. - - Milicji to dawno już nie ma, teraz są psy co z nimi nawet suki nie chcą tańcować! - krzyknął ochryple staruszek stojący z tyłu powodując tym zamęt w tłumie, po czym odszedł w stronę Kruczej. Przez tłum przetoczyła się fala śmiechu. - Kontynuuj pan! - - Tak, no więc stałem, dokładnie, żeby nie skłamać, o tu palcem wskazał w stronę latarni, co na niej ptaszysko siedziało - i czekałem, bo się światła zmieniły, nie zdążyłem przejść, te zielone to strasznie krótko świeci! - Tłum głośno przytaknął. Kobieta o piskliwym głosie stojąca obok grubasa dodała, że to skandal, że co chwila jakiś wypadek przez te światła, ktoś powinien wreszcie się za to zabrać, ale nie ma kto, bo w tym mieście to o nic się doprosić nie można. - Bardzo państwa proszę - zaapelował policjant, ocierając ręką pot z czoła. - Ci państwo mają rację! - Głowy zebranych odwróciły się jednocześnie w stronę z której dobiegł silny, stanowczy głos. Mężczyzna w tweedowej marynarce z groźną miną przeciskał się przez tłum. Przez to, że chwilę temu ratował dziewczynę, stał się w oczach ludzi bohaterem. Bo ludzie chcą wszędzie dookoła widzieć bohaterów. Potrzebują ich, by spokojnie żyć i umierać, i by odpowiedzialność za ich złe wybory spadła ewentualnie na kogoś innego. Tłum rozstępował się na boki, próbując zrobić mężczyźnie miejsce. Ten ścierając ligniną krew z rąk, przyglądał się grubasowi. - No więc mówi pan, że widział wypadek?! - - Widziałem, czy nie, nie pana sprawa. - - A ja panu mówię, że moja. Pan nic nie widział, i perfidnie kłamie, żerując na ludzkiej tragedii. - Tłum zamilkł. Grubas nerwowo zamrugał, jakby nie mógł uwierzyć, że ten dziwak w zielonej marynarce grubszej niż jesienne palto, próbuje właśnie podważyć wagę jego słów i odebrać należny mu z urzędu kloszarda podziw i szacunek. Zdaniem Grubasa, mężczyzna ten tamten ło wpierdala się właśnie w nie swoje sprawy. Ale czy naszym zdaniem, jako porządny obywatel, nie ma do tego prawa? Czy po tym jak, miejmy nadzieję, uratował dziewczynie życie, albo chociaż przedłużył je o kilka minut - bo po minach ratowników układających ją na noszach, nie można domyślić się w jakim teraz jest stanie - nie ma prawa podważyć wiarygodności jakiegoś śmierdzącego typa? W obliczu szykującego się mordobicia, ludzie w tłumie zaczęli się wolno odsuwać. - Powtórz mendo, coś powiedział? - - Powiedziałem, że pan jest łajdakiem, do tego całkiem pijanym. - - Ja pijany? Ja ci sukinsynie zaraz pokaże pijanego! - - Na jedno wychodzi, czy ja widzę, czy pan mi pokaże. - mężczyzna w marynarce mówiąc to, puścił oko do dwóch chłopaków stojących najbliżej niego. Byli gotowi do akcji. DRES DRES BĘDZIE FEST!

5 - Panowie, proszę o spokój! - krzyknął policjant, zerkając błagalnie w niebo, gdzie czarne chmury całkiem już zakryły słońce. - Wszyscy jesteśmy zdenerwowani, ale to nie - - Taki jesteś cwaniak? To pokaż coś schował do kieszonki! Tak ratowałeś dziewczynę, żeś ją obcyndolił z paru groszy, całkiem kurwa przy okazji. - rzucił oskarżenie Grubas, machając palcem w stronę mężczyzny w marynarce, jakby chciał wydrylować wiśnię. - Jak Pan śmie oskarżać tego człowieka! Przecież on uratował życie tamtej biednej dziewczynie! - Tłum wyraźnie podzielał oburzenie atrakcyjnej blondynki. Rozległo się głośne buczenie i gwizdy kierowane w stronę grubasa. - Zamknij mordę tłuściochu! - krzyknął ktoś z tyłu, zdaje się, dla kurażu, bo potem zwiał prędko. SŁOWA NA WIATR, WIATR NA SŁOWA. - Ja niczego nie ukradłem temu biednemu dziecku - tłumaczył mężczyzna w tweedowej marynarce - Na dowód tego mogę poddać się rewizji, choćby i w tej chwili.- - Nie trzeba! Pan jesteś bohaterem! - krzyknęła starsza kobieta stojąca gdzieś w tłumie. Kilka osób zaczęło bić brawo. Mały chłopiec trzymający się kurczowo ramion matki, krzyknął Bis! sądząc, że bierze udział w jakimś przedstawieniu. - Spokój!- próbował przekrzyczeć tłum zdezorientowany policjant. Mężczyzna w tweedowej marynarce przyglądając się grubasowi powiedział: - Ten pan ma w kieszeniach ze dwa albo trzy portfele, które ukradł przed chwilą korzystając z zamieszania. Napięcie które z powodu upału, a przede wszystkim problemów osobistych każdego z osobna i wszystkich razem narastało w ludziach, wreszcie znalazło możliwość ujścia. Dwóch chłopaków stojących obok mężczyzny w marynarce podbiegło do grubasa i złapało go za ręce, wykręcając je do tyłu jak mokrą szmatę. Grubas wyjąc z wściekłości i z bólu wyrywał się i szamotał. Polała się krew. Ktoś w tłumie odepchnął policjanta próbującego przecisnąć się w kierunku bójki, wytrącając mu z rak kajdanki. Starsza Pani kwiaciarka stojąca blisko krawężnika, niedowidząc na prawe oko, krzyczała głośno Ludzie, łapać złodzieja!. Z bramy kamienicy przy Marszałkowskiej, jak na wezwanie przybiegło dwóch pijaków. Zupełnie niezorientowani w obrocie spraw, krzycząc Kobietę bijesz?, rzucili się na stojącego na chodniku przypadkowego mężczyznę, ciągnąc go za włosy i kopiąc w łydki, sprawnie powalając go tym na ziemię. Bity próbował krzyczeć że to pomyłka, ale w odpowiedzi usłyszał tylko Pomyłka, to ma na imię moja była żona, frajerze!. Matka dziecku, moja żona, co mi zostało, odstawiwszy syna w bezpieczne miejsce za filarem kamienicy biegiem wróciła w tłum, próbując odzyskać swój portfel. Osłaniając rękoma głowę przed przypadkowymi ciosami, krzyczała głośno Zabierzcie mu portfel! - na co jeden z mężczyzn wstał, rozejrzał się dookoła mętnym wzrokiem i wycierając dłonie o poły marynarki odpowiedział że bić może, ale kraść nie będzie. Blondynka łapiąc się bezradnie za głowę, nie próbując nawet tłumaczyć sedna sprawy sama przecisnęła się do grubasa i klękając przy nim wyjęła z kieszeni jego spodni trzy portfele w tym swój, pokazując je zdziwionym mężczyznom. GRZMIAŁO, HUCZAŁO, WSZYSTKO SIĘ POMIESZAŁO. Policjant odnalazł w rynsztoku kajdanki, które o mały włos nie wpadły do studzienki ściekowej. Wzywając przez radio pomocy, przeciskał się przez tłum. Niebo przecinały kolejne błyskawice. Najwyższy czas by zaczęło padać, minął już dobrą chwilę temu. Najwyraźniej niebiosa zrozpaczone tragedią dziewczyny, czekały na boski znak, by zalać okoliczne ulice i chodniki strugami swoich łez. Starsza Pani stojąca przy krawężniku, ta sama która chwilę wcześniej wzywała zebranych do łapania złodzieja, obserwowała z groźną miną policjanta przeciskającego się w tłumie. Zdjęła z nogi pokaźnych rozmiarów kalosz, rozejrzała się, po czym z rozmachem rzuciła go w stronę policjanta. Kalosz z impetem spadł na głowę chłopaka, który z przytkniętą do krwawiącej wargi dłonią próbował wycofać się z tłumu.

6 - CO ZA CHUJ?!- Rozzłoszczony nie na żarty chłopak klnąc dalej pod nosem, złapał kalosz i zanurkował w tłumie szukając kogoś, kto miałby na nodze o jednego gumiaka za mało. Prostując się zobaczył stojącego przed nim policjanta. MUKA. - Jebnąć ci? - Wariat, trzeba z nim ostrożnie! pomyślał policjant, chowając pałkę za plecami, i przyglądając się dokładniej chłopakowi. - Niech pan pójdzie do karetki, powinien zobaczyć pana lekarz. - - Lekarza to ty będziesz potrzebował, jak nie wypierdolisz stąd do domu. - - Jeżeli się pan nie odsunie będę musiał użyć siły. - powiedział stanowczo policjant, próbując ominąć chłopaka do którego kończyła mu się już cierpliwość. - Dobra. Albo nie. - Policjant otrzymał od chłopaka cios prosto w twarz. Z nosa trysnęła mu fontanna krwi. Zachwiał się, po czym runął w tył, wpadając na ludzi stojących tuż za nim. Tracąc przytomność zdążył pomyśleć tylko o tym, że miało być tak pięknie planował dziś spędzić upojny wieczór z kochanką. Drugi policjant biegł w stronę wzburzonego tłumu wlekąc za sobą na smyczy z kajdanek kierowcę Mercedesa. - Proszę się rozejść. Spokój mówię! - - Uważaj jak się ciebie boją. Wpierdolą ci tak jak twojemu koledze i jeszcze ja oberwę przy okazji!- - A ciebie łajzo kto pytał o zdanie? Zamknij gębę i ruszaj się! - Policjantowi zaświtała w głowie pewna myśl. Spojrzał na kierowcę i na agresywny tłum. - To ten facet, to on potrącił dziewczynę! - krzyknął głośno odpinając kajdanki. HUZIA NA JUZIA A HUZIO ZDECHŁ. Policjant ledwo zdążył odskoczyć na bok, kiedy tłum staranował go jak stado koni na padoku, rzucając się na kierowcę Mercedesa. Łysy mężczyzna stojący najbliżej kierowcy zsunął mu spodnie, co spotkało się z wielkim uznaniem tłumu; posypały się kopniaki prosto na goły tyłek. Z daleka słychać było wycie syren radiowozów. Mężczyzna w marynarce, stając na ulicy, z uśmiechem przyglądał się szalejącemu na chodniku tłumowi. Wszystko dobre, co się dobrze kończy pomyślał mężczyzna. Zwinięta w rulon kartka spoczywała bezpiecznie w wewnętrznej kieszeni jego marynarki. Na niebie rozległ się grzmot. Pierwsza kropla deszczu, zesłanego nareszcie by zmyć z ulicy cierpienie i krew, spadła na głowę lekarza pogotowia. Zamykając drzwi samochodu przyglądał się przez okno bójce na chodniku, nie mogąc uwierzyć w latające nad tłumem kalosze. Syrena karetki przeciągłym wyciem oznajmiła radosną nowinę - dziewczyna żyje. 2 Czuję nic. Nic nie czuję. Ale mogę myśleć. Czy ten stan to właśnie śmierć? Błoga lekkość, która niczego nie ogranicza, niczego nie wymusza. Ciemność, która otacza mnie zewsząd, nie powoduje strachu. Daje raczej poczucie wolności. Myślę że tak, tego właśnie oczekiwałam. Wolności. Spokoju. Braku rozczarowań, które tak bardzo zatruwały moje życie. Rozkoszuję się niebytem, nicością, wolnością i pustką, które mnie otaczają. Przyznaję spodziewałam się, że będzie trochę inaczej, że odczucia i wizje będą głębsze, że będę mogła spojrzeć na swoje ciało z góry, uwolniona od trosk i lęków, że pokażę wszystkim środkowy palec i rozpłynę się w światłości. Tymczasem trwam w ciemności, otoczona pustką i myślami. O czym to ja właściwie Nagłe uczucie spadania. Czuję się jakbym pogrążona w głębokim śnie leciała w otchłań i nie mogła się obudzić. Jakie to okropne! Rozsadza mnie od wewnątrz ogromne ciśnienie, każdą część ciała z osobna i wszystkie razem. Wszystkie fragmenty mnie rozsypują się w nicości

7 zwanej wszechświatem jak po wielkim wybuchu. Moja dusza, lekka jak mgiełka, unosi się w niespokojnych wiatrach nicości. Potem widzę światło, razi mnie w oczy tak bardzo, że nie mogę wytrzymać. No nie po oczach! Gdybym miała dłoń, mogłabym je zasłonić. Gdybym miała ciało, mogłabym odwrócić głowę. A tak, mogę jedynie obserwować biernie swoje cierpienie. Pod tym względem w takim razie niebyt jest niedoskonały. Nie podoba mi się! Won z nim! Czuję wstrząs. Silny, jakby podłączono moje ciało do prądu. Czy to kara? Czy trafiłam do piekła? Przepraszam, Jezu, przepraszam za wszystko, nie chciałam, cokolwiek zrobiłam, teraz wiem że to było złe i bardzo przepraszam, niech tylko odłączą mnie od tego prądu, nie wytrzymam dłużej! Jakby na życzenie czuję silne szarpnięcie, i nagłe zderzenie z czymś twardym, ciepłym, miejscami miękkim. Czyżby to było moje? Czy znam ja to? Nie, to niemożliwe Próbuję sama sobie wmówić że to nie to. Nie mogłam zderzyć się ze swoim ciałem! A jednak Wlazłam w nie, jak butem w gówno na ulicy. Oto święty Franciszku, Matko Tereso zameldowana w Kalkucie, czasowo przebywająca pod innym adresem i reszto ledwo co poznanych mieszkańców niebios, moja dusza, spotkała się z cierpiącym ciałem. Tak się niefortunnie złożyło, że znowu jestem całością, jednym istnieniem, niedoskonałą pełnią boskiej woli. Wiem to. Przypomina mi o tym ból. Niewyobrażalnie silny. Pulsujący. To pojawia się, to znika. Jakby ktoś wyrywał mi żebra. Nagły ucisk w lewym boku, tak silny, że nie mogę oddychać, jakby ktoś położył mi cegłę na żebrach, pozbawiając mnie tchu. Ból nie słabnie ani na chwilę. Czuję swoje ciało z niezwykłą intensywnością, każdy jego centymetr jest przepełniony cierpieniem. Ni cienia rozkoszy, za to boli mnie wszystko, tak bardzo, że nie mogę wytrzymać, nie potrafię odróżnić bólu w poszczególnych częściach ciała, cała jestem nim, a on jest mną - pełna synchroniczna jedność. Boże, Bożuniu, Bożunieńku, nie wytrzymam! Może to nie potrwa długo. Może to tylko chwila, po której wrócę do wcześniejszego stanu błogości. Tereso Matko Kalkutko, nie siadaj na moim ciepłym miejscu, poczekaj jeno chwilę! Ja wrócę. W moich uszach dzwonią tysiące dzwoneczków. Próbuję wyobrazić sobie, że to piękne dzwoneczki, złote, trzymane przez elfy albo wróżki, które latają wokół mojej rudej głowy. Na chwilę pomaga. Potem jednak dzwoneczki cichną i zastępuje je niewyraźne wołanie, męski, silny głos, który rozsadza mi głowę - Wiem że mnie słyszysz. Pozwól się uratować. W Twoich żyłach płynie Agape. - Agape? Czym jest Agape? Czy to lek? Czy to pomoże mi pozbyć się bólu? Pozwoli rozpłynąć się w błogiej nirwanie? Czy ten męski, stanowczy głos to głos Buddy? Albo Boga? Czy suma sumarum to nie jedno i to samo? Znowu szarpnięcie. Ucisk na żebrach wraca ze zdwojoną siłą. Dlaczego ktoś chce mnie udusić? Dlaczego uciska tak mocno moje żebra? Z daleka słyszę krzyk - Łapać złodzieja! - Czyżby to on próbował wyrwać mi serce, powodując ten okropny ból? Złodziej serc zaczaił się akurat na mnie? Dlaczego? Czy nie wystarczy mu moje duchowe cierpienie? W uszach znowu dzwonią dzwoneczki, lecz teraz łatwiej mi oddychać - ktoś otworzył mi płuca jak okna w wiejskim domu w letni poranek. Błoga cisza otacza mnie wolno z każdej strony. Ból ustaje, a razem z nim odpływa świadomość. Kolejne szarpnięcie. Świadomość wraca. Kto mną tak szarpie? Czy tak trudno jest postępować z ciałem delikatniej? Nagle wszystko dookoła zaczyna drgać, jakbym leżała na pędzącej motorówce, która przecina wysokie fale. Głowę rozsadza mi przeciągłe wycie, na pewno to już nie dzwoneczki, ale coś głośniejszego i o wyższych tonach, co staje się nie do wytrzymania. Głowę rozsadza mi ból, pulsujący, silny, jakby ktoś uderzał młotkiem o moją czaszkę w równych odstępach czasu. Próbuję otworzyć oczy - jeśli żyję, i jeśli to co się dzieje, dzieje się naprawdę, powinno się udać Moje powieki drgają, ale poza lekkim uchyleniem nie dają się otworzyć. Są ciężkie i jakby sklejone poranną BLECH ropą. W ustach

8 czuję smak krwi, cierpki, metaliczny. Próbuję poruszyć rękoma, ale nie mogę. To samo z nogami. Bezwładne ciało i władny umysł. Najgorszy z możliwych scenariuszy. Nadal nie wiem gdzie jestem i co się ze mną stało. Może to dobrze. A może źle. Może powinnam uciekać, krzyczeć, wołać o pomoc? A może za chwilę obudzę się i będę szczęśliwa, że to wszystko było tylko koszmarnym snem. - Dziewczyna 23 lata, potrącona przez samochód, stabilna, otwarte złamanie żeber, złamanie podudzia lewego z przemieszczeniem, wstrząśnienie mózgu, nieprzytomna. - Ale ktoś się urządził! Jak to trzeba na siebie uważać! Czuję się trochę niezręcznie podsłuchując czyjąś rozmowę, ale co tam, facet mówi tak głośno, że chcąc nie chcąc, muszę go słuchać. Szkoda mi tej dziewczyny co o niej mówi, naprawdę jej współczuję. Jest w moim wieku. Na pewno miała tyle planów, pomysłów, a tu nagle BĘC i po krzyku. - Dzięki, przejmujemy ją. - kobiecy niski głos, który jakby znam, dochodzący jakby znad mojej głowy - A. dobrze, że jesteś, mamy krwotok, co prawda zatamowany, ale zerknij. Nie wygląda najlepiej. Do tego zrobiłabym rentgen i tomografię głowy - - Dobra. Dzwoniłaś na ortopedię? - - Tak, operują, ktoś zaraz zejdzie. - - Neurolog też się przyda. - - Schodzi z oddziału. - HMM. Skądś znam ten męski głos. Znam jakby bardzo dobrze. Jest podobny do głosu A., mojego niedoszłego kochanka i obecnego przyjaciela. A. jest chirurgiem w szpitalu. Nie znam lepszego lekarza niż on. Jest tak zdrowo pierdolnięty, że śmiało można uznać go za wybitnego. Podchodzi pod wszelkie paragrafy bycia geniuszem w dziedzinie chirurgii, a w innych to nie wiem Na jego widok robię się mokra. Niestety przez skrupuły nie mogę z nim kopulować jak dzikie zwierze. Tak się nieszczęśliwie złożyło, że jest żonaty, chociaż oficjalnie nigdy się do tego nie przyznał. To skomplikowana relacja, jak wszystko w moim życiu. Jedynie proste jest to, że zajętych nie tykam, bo takie relacje się potem długo trawi i często prowadzą do niestrawności - zgaga i te sprawy. Zazwyczaj kobieta wychodzi z takiej relacji, że tak powiem, przerżnięta na pół, a facet cały i oczyszczony ze złogów zalegających mu na kręgosłupie. A. podoba mi się prawie tak jak R.. To znaczy, żebyśmy się dobrze zrozumieli - z A. mogłabym się pieprzyć, a R. urodziłabym dzieci i gotowałabym obiady na deser rozkładając nogi. R. też jest lekarzem, tyle, że ginekologiem. Obaj z A. pracują w tym samym szpitalu. Na tym samym piętrze. Mogłabym dawać dupy im obu, biegając między oddziałami w te i we w te. Gumy brałabym od R., ma ich w kieszeniach dużo. Jakby ktoś mnie zatrzymał na korytarzu i zapytał co robię, powiedziałabym że jestem z neurologii. - Podłączcie jej płyny - - Robi się, słoneczko! - kobiecy, kokieteryjny głos znowu nad moją głową, szuranie butami i po tym lekkie skrzypienie drzwi po którym następuje cisza. - Sandy, słyszysz mnie? - znowu ten męski, silny głos. Ale przypadek, że jakąś dziewczynę ten facet nazywa tak jak mnie A.! Niezły numer! - Sandy.słyszysz? - ten sam co chwilę temu męski głos, dochodzący z bardzo bliska, jakby ktoś mówiąc nachylał się nad moją głową. I ten zapach perfum, ostry, znajomy. - Jesteś w szpitalu, miałaś wypadek, wszystko będzie dobrze. - Czyjaś ręką głaszcze mnie po głowie. Czyjeś słowa w kilka sekund rozdzierają moje serce i duszę, powodując, że wszystko w mojej głowie natychmiast wraca na swoje miejsce. Bezgłośny szloch wolno rozchodzi się po mojej duszy, wstrząsając ciałem. Pulsujący ból ciała miesza się z rozpaczą. Płaczę i czuję jak łzy, mimo zamkniętych powiek zalewają moje policzki. Czyjaś ręką ociera je delikatnie. - Nie płacz, wszystko będzie dobrze. -

9 To A. Teraz jestem pewna. A skoro A. to A., to znaczy, że jestem w szpitalu. Jestem tą dziewczyną o której chwilę temu rozmawiali lekarze i którą ich zdaniem potrącił samochód. To znaczy, że nie wiedzą, nikt nie powiedział im, że to nie tak, że ja Brakuje mi powietrza. Nie mogę złapać tchu. Ból rozsadza mi klatkę piersiową. Słabnę. Otwieram oczy. Zapadam się w ciemność widząc ją. Krzyki ludzi dookoła mnie cichną. - Kurwa mać!, Podłącz ją pod tlen, znowu krwotok z tętnicy, uciskaj - krzyczy A.. Jego głos jest stanowczy, silny, ale znam go i wiem, że jest w nim też strach - Dzwoń na blok operacyjny, otwieramy ją! - Nie chcę na blok operacyjny! Już nie chcę umierać. Teraz, jak nigdy wcześniej bardzo chcę żyć. Mamo! Próbuję skupić swoje myśli na tym, że chcę, bardzo chcę żyć, nie umierać. W głowie słyszę piskliwy głos: - Raz podjęta decyzja, jest wiążąca dla obu stron. - Ale ja chcę się wycofać, natychmiast. - Ale już za późno! - 3 Za oknem świeci księżyc. Jest druga albo trzecia rano. Gwiazdy rozświetlone złotym blaskiem, czerpiąc rozkosz z ostatnich chwil zanim wzejdzie słońce, mrugają do mnie zalotnie. Gdzieś daleko szczeka pies; pewnie nie może znieść tego, że trzymają go na uwięzi. Myślę o tym biednym psie, a na parapecie okna ląduje w tym czasie maleńki ptaszek. Jest śliczny. Przez to, że jest ciemno nie widzę jakie kolory mają jego piórka. Tymczasem on przechyla główkę w prawo i zerka w moją stronę przystawiając dziubasek do okna, jakby chciał zrobić nim STUK PUK. Krótką chwilę przypatrujemy się sobie, po czym ptaszyna odlatuje rozpływając się w ciemnościach. Wolność on odleciał, ja nie. Próbuję rozejrzeć się dookoła, ale moja szyja, sztywna, zabezpieczona kołnierzem ortopedycznym, ani drgnie. Głowa jest ciężka, jakbym miała w niej parę kilo mąki. Jedyne czym mogę ruszać to ręce i prawa noga. Pulsujący ból, delikatniejszy niż wcześniej pojawia się to tu, to tam, przypominając mi, że żyję. Więc jednak decyzja była odwracalna. Staram się zamknąć oczy i zasnąć, ale im bardziej próbuję, tym więcej myśli pojawia się w mojej głowie mieszając się ze wspomnieniami i pytaniami. Wiem że nie ucieknę od nich. Pozwalam im wiec swobodnie płynąć, przesuwać się jak film w starym kinie, wędrować gdzie chcą i jak chcą, w dowolnych konfiguracjach i układach. Moją duszę przygniata wielki ciężar. To poczucie winy tańcuje z moim sumieniem. Łatwo się ich nie pozbędę, a może być tak, że nie opuszczą mnie nigdy. Nie znam nikogo, kto byłby w stanie przed nimi uciec. Są jak sędziowie, którzy znając dokładnie wszystkie akta sprawy lepiej niż ktokolwiek, wydają wyrok nie zważając na wnioski obrońców. Nie uznają odroczeń ani wyroków w zawieszeniu. Winna! - głos w mojej głowie zdaje się krzyczeć - Wyrok skazujący na wieczne potępienie! Łzy napływają mi do oczu. Zamykam je zaciskając mocno wargi i bezgłośnie szlocham. Gdybym chociaż mogła przycisnąć twarz do poduszki, ukryć swój żal, zostać z nim sam na sam, bez wystawiania go na widok publiczny, byłoby mi łatwiej to wszystko znieść. Palcami wędruję po ciele, żeby jakoś odwrócić uwagę od nieszczęścia wolnych myśli. Skóra boli od najlżejszego dotyku, wyczuwam wiele zadrapań i płytkich ran. Z lewej strony, tuż pod sercem wymacuję wielki opatrunek. Trochę brzydzi mnie dotykanie go, i trochę boję się, że dotykając go wyczuję szwy ukryte pod nim. Całą klatkę piersiową mam obklejoną plastrami; to pewnie czujniki od aparatury badającej bicie serca i inne takie. Czyżby lekarze bali się, że mogę umrzeć? Czy A. jest gdzieś w szpitalu? Myśl o śmierci w samotności przeraża mnie. Łzy znowu tryskają mi z oczu, tym razem nie mogę jednak opanować towarzyszącego im głośnego szlochu. Nie jestem w stanie zapanować nad emocjami. Z resztą, mam już dość

10 udawania, że chcę nad nimi panować, że jestem silna i dam radę. To co się wydarzyło, stało się właśnie dlatego, że zbyt długo próbowałam udawać, że panuję nad sytuacją. Nie, nie panuję. Jestem bezradna. Zagubiona. Potrzebuję pomocy. Zrobiłam coś strasznego. Nie mogę znieść myśli o tym, że się na to odważyłam. Nie wiem jak żyć. Nie wiem w jakim stanie jest moje ciało, wiem jedynie, że dusza jest już prawie martwa. - Kochana, nie płacz, już dobrze! - Do sali wchodzi pielęgniarka, zapalając lampy od których kręci mi się w głowie. Odruchowo zaciskam powieki. - Przepraszam, zapalę lampkę przy Twoim łóżku. - mówi z troską w głosie, zerkając na aparaturę zawieszoną nad moją głową, pikającą miarowo. - Coś cię boli? - Nie mogę odpowiedzieć. Słowa grzęzną mi w gardle, a z ust wylatują w zastępstwie pojedyncze koślawe sylaby, brzmiące koszmarnie. Jedyne w pełni wartościowe dźwięki jakie mogę z siebie wydawać to szloch i wycie. Cóż za ironia - ja, do tej pory taka wygada, pyskata, mówiąca z prędkością karabinu maszynowego, nie mogę wydusić z siebie nawet zdechłego - Nie boli!. Pielęgniarka podłącza mi kolejną kroplówkę, głaszcze mnie po głowie i wychodzi. Teraz wszyscy będą się nade mną litować i okazywać mi współczucie. Nie dziękuję, nie życzę sobie! Wypierdalać z mojej sali prędziutko! TUP TUP TUP. Najmniej zależy mi, żeby po tym co się stało odbywały się tu pielgrzymki i nawiedzania litościwie współczujących. Sanktuarium Maryjne pod wezwaniem Zatroskanych i Cierpiących znajduje się w innej sali, na innym oddziale, w innym szpitalu, w innym mieście! Jakby kto pytał, zależy mi wyłącznie na poczuciu szczęścia i spokoju, których bardzo mi brakuje od nawet nie wiem kiedy, i których na pewno, biorąc pod uwagę okrutne okoliczności, prędko nie zaznam. Z tą myślą zasypiam. Kiedy się budzę, za oknami jest już jasno. Po sali krzątają się pielęgniarki i salowe. Z korytarza dobiega szum życia szpitalnego - pierdnięcia, charknięcia, beknięcia i nawoływania sióstr, zmieszane razem jak dobry koktajl. A więc podsumujmy; z tego co widzę unosząc leciaśnie głowę, jestem w sali pooperacyjnej, na oddziale chirurgii ogólnej. Znam to miejsce dobrze, bo kilka miesięcy temu leżała tu moja silnie przestraszona matka. Na szczęście, nie była w tak złym stanie jak ja teraz. Odwiedzałam ją. Codziennie siedziałam przy jej łóżku. I co? I nic. Teraz kiedy zły los odwrócił nasze role, matki mej ani widu, ani słychu. Naprzeciwko mojego łóżka leży kobieta z rurą wpuszczoną przez nos do żołądka. Przez tę sadomaso rurkę, cofa się z żołądka strawione albo i niestrawione jedzenie, przepływając swobodnie i bez wstydu do worka leżącego przy jej nogach - moja matka miała założoną podobną przyjemność, którą zaordynował jej drugi po A. najlepszy chirurg na oddziale. Tych dobrych chirurgów wcale nie ma tu tak wielu, ale można liczyć, że nawet jeśli nie są śmietaną szpitala, nie wysyłają od tak pacjentów na łono wuja Abrahama. Za bardzo boją się zaniżać statystyki oddziału zgonami. Jak pacjent ma zamiar wyzionąć ducha, to oni go HOP SIUP na wózeczek, i biegną z nim na oddział wewnętrzny ile sił w nogach. A jak umrze w windzie, to wtedy zawieszają mu plakietkę NN i uciekają. No więc pani leżąca naprzeciwko, odbywa właśnie poranną toaletę. Czy ja też będę myta? Czy to, że leżę na sali pooperacyjnej oznacza, że byłam operowana? Co będzie ze mną dalej? Czy będę żyła? Czy ktokolwiek z moich bliskich wie, że tu jestem? Tyle pytań i żadnych odpowiedzi. Podchodzi do mnie pielęgniarka, i byłabym ją capnęła... - Jak tam kochanieńka? Lepiej? Przespałaś dwa dni.- - Bleachg - - Co? - - Bleamcm -

11 Nic nie rozumie ta moja pielęgniarka, musi jakaś mało kumata. A. tłumaczył mi, że pielęgniarki na tym oddziale dzielą się na kumate i brzydkie i niekumate, ale dobrze dające dupy. Na którą wypadło dziś, nie trudno odgadnąć. Oby A. nie miał dyżuru. Przespałam dwa dni. Nie mogę w to uwierzyć. Skoro dwa dni to dwa dni, to dziś musi być środa. Nieźle naszprycowali mnie lekami. Gdzieś w oddali słychać syrenę karetki. Nie wiem czemu, ale im głośniej ją słyszę, tym bardziej mam ochotę zwiać z oddziału. Już widzę oczyma wyobraźni, jak kuśtykam korytarzem ciągnąc za sobą kable od aparatury niczym meduzie macki. Myślę że ten strach, wynika z podświadomego lęku przed tym, co działo się ze mną po wypadku. Tak, to dobre wytłumaczenie, zostawiam je sobie. Z wypadku pamiętam tylko jedno słowo, Agape. Pojawiło się w mojej głowie nagle i nie wiem skąd, lecz, gdyż, podoba mi się, i przez to powtarzam je w myślach co i rusz. O, nawet teraz je powtarzam, patrząc na salową idącą w moją stronę z czerwoną miską pod pachą. Broń Cię Boże kobieto myć mnie w tym siedlisku bakterii i płynów ustrojowych innych pacjentów! Won z tym od mojego tyłka! - Pani Krysiu panienkę myjemy ostrożnie, bez sadzania. - rozkazuje jej pielęgniarka. Z tej pielęgniarki to grubszy cwaniak, mówi my, a potem wychodzi z sali. Pani Krysia bezceremonialnie nalewa do miski wody i pierdoląc z grubsza niuanse wrzuca w nią mydło i gąbkę, pobierając je z mojej szafeczki. Środki ochrony czystości mam jak widzę własne. Bogu i Matce dzięki! Pierwszy raz w życiu nie mogę umyć się sama. Jakie to uwłaczające czuć czyjeś palce w tyłku. Pozbawiona władzy nad własnym ciałem, jestem zdana na łaskę i niełaskę obcych ludzi. Gdzie jest moja matka? Matka ma obowiązek siedzieć z tyłu! Tak powiedział! A gdyby tu nagle w przyszłości, był dom starców i Pańska matka by tędy przechodziła, to co? I nie mówcie mi, że nie macie matki, bo w każdej chwili możecie ją mieć! No więc dlaczego moja matka nie może przyjść do szpitala, żeby mnie umyć? Ale, ale, zaraz potem pojawia się kolejna myśl - czy na pewno chcę ją tu widzieć? Czy mam ochotę patrzeć na jej bezradne spojrzenia pełne lęku? Tym razem niestety nie będę mogła jej pomóc. Pierwszy raz w życiu. Czy ona będzie w stanie pomóc mi? Nie sądzę. Po myciu śniadanie. Nie dostaję nic. Za cały posiłek muszą mi wystarczyć kroplówki. Wielkie bańki, chyba z osiem sztuk, stoją na stoliku przy łóżku i czekają na swoją kolej, by rozpłynąć się żyłami po moim organizmie. Są jak nektar bogów, jak życiodajna ambrozja. Pies jebał ambrozję, dajcie chleba! Rozglądam się ostrożnie, unosząc lekko głowę. Nic w tej sali się nie zmieniło. Zawsze zadziwia mnie, że szpitale niezależnie od pory roku, upływu czasu, rotacji pacjentów, wyglądają tak samo, zaopatrzone w te same sprzęty, aparatury, narzędzia i naczynia niezbędne do ratowania ludzkiego życia. Niezależnie od tego kiedy bym się tu nie pojawiła i w jakich okolicznościach, wszystko jest tu identyczne, stoi w tych samych miejscach, wydaje takie same odgłosy. Nawet lekarze ciągle są ci sami i wyglądają tak samo - co nie dla wszystkich oznacza komplement. Za oknem śpiewają ptaki. Widać czubki drzew rosnących w lesie kołyszące się lekko na wietrze. Słońce powoli wznosi się na horyzoncie, co inne opada. Zapowiada się piękny, letni dzień. Pielęgniarka, która mówiła, że spałam dwa dni weszła znowu, otworzyła okno i wyszła. Do sali wdarł się powiew letniego powietrza. Tęsknię tak bardzo za tym, by móc znaleźć się w lesie, pójść na spacer, na rower, gdziekolwiek byle poczuć wolność, bez nogi w gipsie, opatrunku na piersi, całej tej aparatury i kroplówek. Wzdycham głośno, odwracając głowę w stronę drzwi. Stoi w nich A. przyglądając mi się z błogą miną, zupełnie nie pasującą do wykonywanego przez niego zawodu RACH CIACH CIACHA. - Cześć Sandy! Jak się dziś czujemy? -

12 Zabrzmiało to tak, jakbyśmy wczoraj rozmawiali i dziś mogły zajść nowe okoliczności. Mimo wszystko uśmiecham się do niego. A. podchodzi wolno do mojego łóżka, zerka na monitor aparatury, na kroplówkę skapującą wolno, potem na gips na mojej nodze, a na koniec odsłaniając kołdrę także na opatrunek na moich żebrach. Ewidentnie boi się spojrzeć mi w oczy. - Dobra muszę iść na blok, ale potem wpadnę zobaczyć co i jak Na krótką chwilę nasze oczy spotykają się, po czym speszony A. odwraca się i wychodzi. Dobra. Jak musisz to musisz - myślę. Rozbawiła mnie ta jego nieśmiałość, która zupełnie nie pasuje do tego jak wygląda. Niski, łysy, muskularny, dobrze zbudowany brunet, a w bezpośrednim kontakcie całkowicie nieśmiały i zagubiony chłopiec w okularach i sweterku we serek. Kochany A. Po tym jak wyszedł A., leżałam nie wiem jak długo, starając się odganiać natrętne myśli. Naszpikowana lekami, nie czuję bólu, na którym mogłabym skupić uwagę. W tej sytuacji byłoby łatwiej, gdyby ktoś zechciał mnie odwiedzić. Niestety, brutalna prawda i teraz zajrzała mi bezlitośnie w oczy - nie mam przyjaciół. Nie mam znajomych. Mam tylko rodzinę, a i ta pozostawia wiele do życzenia. Musi dochodzić trzynasta, bo na korytarzu pojawił się wózek z obiadami dla pacjentów. Zerkając na niego, na samą myśl o jedzeniu, odczuwam przykre mdłości. Odwracam głowę w stronę okna. Po chwili, mimochodem zerkam jednak w stronę drzwi. Stoi w nich salowa. Z Rozgląda się po sali z miną wypłoszonej sarny, ewidentnie kogoś szukając. Kiedy mnie zauważa, uśmiecha się i konspiracyjnie przykładając palec do ust, rusza w moją stronę. Czego do cholery chce? Czyżby coś się stało? W wyobraźni widzę idących korytarzem policjantów z kajdankami i zamiennie wściekłego kierowcę tego nieszczęsnego samochodu, który we mnie wjechał, mającego zamiar urządzić mi dziką awanturę. Przygotowuję się na najgorsze, a salowa podchodzi wyciągając z kieszeni. stronę wyrwaną z gazety Super Express. Nie rozumiem zupełnie o co chodzi. Salowa chyba wyczytała to z mojej miny, bo mówi tak: - Zobacz, piszą o Tobie.- Zostawiła mi wspomniany fragment gazety i wyszła rozwozić dalej obiady po salach. Porzuciła mnie od tak, żebym się mogła pomartwić zanim przeczytam artykuł. Paniczny lęk rozlewa się we mnie jak farba z pękniętej puszki. To znaczy, że już wiedzą. Wszyscy wiedzą, że ja OJ OJ OJ! To dlatego A. nie chciał spojrzeć mi w oczy. To dlatego pielęgniarki są takie miłe i współczujące. Wszystko jasne. Nagle ogarnęło mnie poczucie wstydu. Patrzę w stronę otwartych drzwi i przechodzących korytarzem ludzi, zerkających w moją stronę. Oni pewnie też już wiedzą. Wszyscy wiedzą. R. i moja matka. Biję się z myślami będąc bliska płaczu. Dobra, przeczytam artykuł. Wolno rozkładam stronę gazety jakby miało wypaść z niej wielkie, śmierdzące kupsko i zerkam na nią to prawym, to lewym okiem. Nagłówek rozkładówki z poniedziałkowego wydania, wytłuszczony, widoczny z daleka, zapowiada niezłą sensację. Do tego zdjęcie - duże, kolorowe, rozmiar na pół strony. Chyba się powtarzam, ale NIE ROZUMIEM. Czytam: Potrącił i chciał uciec Młoda dziewczyna potrącona na pasach w centrum Warszawy. Dramatyczna akcja ratunkowa. Samosąd na kierowcy. W niedzielę w godzinach popołudniowych, na przejściu dla pieszych przy Placu Konstytucji mieszkankę Warszawy (23l.), potracił luksusowy Mercedes. Z informacji, jakie otrzymaliśmy od dyrekcji Szpitala do którego przewieziono dziewczynę, jej stan jest stabilny, ale trudno przewidywać co wydarzy się w kolejnych godzinach.

13 Agresywny kierowca luksusowego mercedesa D.(32 lata), po próbie ucieczki z miejsca wypadku, został zatrzymany przez stołecznych funkcjonariuszy. Przebywa w areszcie. Wypadek wzbudził tak ogromne emocje świadków, że w tłumie doszło do bójki, w której wzięło udział około trzydziestu osób. Co zaskakujące, były wśród nich także osoby starsze, w wieku od 50ciu do nawet 80 lat. Z relacji świadków wynika, że pośrednim powodem zamieszek było złapanie na gorącym uczynku kieszonkowca, który podając się za świadka wypadku, relacjonując zebranym przebieg zdarzenia, okradł z portfeli kilka z osób stojących w tłumie. W bójce ranny został jeden funkcjonariusz policji, kierowca samochodu i kilku uczestników. W najgorszym stanie jest młody chłopak ugodzony kaloszem w głowę. Z podejrzeniem urazu wewnątrzczaszkowego został przewieziony do jednego z warszawskich szpitali. Do uspokojenia agresywnego tłumu wezwano cztery radiowozy i kilkudziesięciu funkcjonariuszy. Poza pałkami i gazem łzawiącym, funkcjonariusze musieli użyć także armatek wodnych. W trakcie starć z policją zatrzymano piętnaście osób. - Nie spotkaliśmy się wcześniej z taką agresją wśród świadków wypadku drogowego, nawet biorąc pod uwagę dodatkowe okoliczności w postaci kradzieży na miejscu zdarzenia - mówi rzecznik prasowy Komendy Stołecznej Policji - Niewiarygodne wydają się powody, podawane przez tłum, świadczące o tym, że bójkę sprowokował starszy mężczyzna, jak podają świadkowie ubrany w tweedową, zieloną marynarkę, który według zeznań uratował życie dziewczyny ciężko rannej w wypadku drogowym. Nikt ze świadków nie jest w stanie opisać dokładnie jego wyglądu, co znacznie utrudnia ewentualne poszukiwania dodaje rzecznik. Chwilę po wypadku, nad Warszawą przeszła ogromna nawałnica. Jak mówi meteorolog z którą udało nam się skontaktować, to właśnie bliskość burzy, mogła wpłynąć na pobudzenie świadków zdarzenia, a w efekcie lincz i zamieszki uliczne. Nie mogę uwierzyć. Czytam artykuł jeszcze raz i znowu przyglądam się fotografii. Radiowozy na sygnale, leżący na ulicy ludzie z kajdankami na rękach, szamocząca się kobieta, płaczące dziecko, armatki wodne, kilkudziesięciu rozproszonych po ulicy policjantów, kilka karetek. Wszystko skąpane w strugach deszczu. Dopiero po chwili zauważam na zdjęciu stojący na środku ulicy samochód. Srebrny. Mercedes klasy S. Przyglądam mu się intensywnie szukając wiem czego. Samochód stoi w deszczu, popękana przednia szyba, wgnieciony przód maski. Lewy reflektor wybity. Krew na ziemi. Czyja? Moja. MO JA. Nie żeby duża kałuża, ale wyraźnie widoczne plamy; trochę na masce i na szybie, najwięcej na ulicy. Przy przednich kołach auta leży mój zielony koszyk. Dookoła samochodu rozsypane truskawki i ich PLASK plamy. - Tidi mjejfe - próbuje wyszeptać sama do siebie To moje.- Przykładam drżącą dłoń do ust. Z moich oczu płyną wolno łzy KAP KAP. Robi mi się zimno. Naciągam mocniej kołdrę, próbując zakryć nią twarz i przycisnąć skrawek do oczu. Strona gazety szybuje jak samolocik z papieru, spadając obok łóżka. Trzęsę się z przerażenia i z bezradności. Gdybym mogła cofnąć czas, wrócić tam, złapać się za ramię i powiedzieć nie rób tego! Ale nie mogę. Niczego nie da się cofnąć. Naprawić. Przez moją głupotę, ucierpiało tylu ludzi. Jest za późno. Próbuję pocieszać się tym, że nikt nie wie co stało się naprawdę. Przynajmniej na razie, ale co będzie jeśli się dowiedzą? Kiedyś w końcu to nastąpi, a wtedy KLOPS. Spoglądam w okno obserwując wolno sunące po niebie jasne chmury i wsłuchując się w śpiew ptaków. Robi mi się tak bardzo żal mojego życia. Mojej męki. Tragedii, które co chwila atakują mnie z każdej strony, jak sępy chcące rozdziobać moje ciało i duszę. Płakam. Bardzo, bardzo mocno. Łzy płyną po moich policzkach nie jak wcześniej KAP KAP, ale jak woda w strumyku. Rozbolała mnie głowa. Ból, silny, pulsujący, atakuje mnie od wewnątrz, jakby wymierzając zasłużoną karę. - Co się dzieje? -

14 Do sali wchodzi pielęgniarka. Widząc że płaczę, nie wie co robić. Nie jest przygotowana na mój wylew emocji - nie ma przy sobie żadnych pigułek ani nic. Patrzy przez chwilę na mnie, potem jej wzrok czujny kieruje się na podłogę i leżącą tam gazetę. Podnosi ją. Czyta. Macham na nią ręką jakbym chciała odpędzić muchę, wyję jak hiena, łzy ciurkiem płyną, kurek się urwał. Pielęgniarka zabiera gazetki część i wychodzi. Ledwie mija kilkanaście sekund gdy słyszę awanturę wielką: - Kurwa mać! Pani Krysiu co to jest! - - Ale co? - - Kto zaniósł to gówno tej dziewczynie z pooperacyjnej? - -Jakie gówno?- - To - Następuje chwila ciszy. Salowa pewnie czyta artykuł. Struga durnia. - Nie nie wiem! Ja byłam u chorych, potem myłam podłogi, nie widziałam, ja na pewno nie! - - Co jest? - do rozmowy włączył się stanowczo A., pewnie wrócił z operacji. - No zobacz - Znowu następuje chwila ciszy przerywana szelestem papieru. Przerywa ją pielęgniarka: - To ja jej podaję końskie dawki leków uspokajających, od rana ćwierkam z radości, że już nie trzeba, bo się obudziła i jest spokojna, a tu masz. Ktoś się zabawia w informatora. Uprzejmie donosi jakby to było teraz najważniejsze. - - Daj spokój, nic jej nie będzie. Tak czy siak kiedyś by to zobaczyła. to głos A. - Ale to za wcześnie, dwa dni po operacji, pacjentka leżąca, stale na lekach nasennych i uspokajających! - pielęgniarka nie daje się przekonać - Od wczoraj odbieram co chwile telefony z policji, tak się śpieszą, żeby ją przesłuchać. Dziś już ze trzy razy dzwonili. - - No to im powiedz jak znowu zadzwonią, że damy znać jak się będzie nadawała do rozmów. I przestań się tak denerwować - A. uspokaja dalej pielęgniarkę. - A róbcie co chcecie! Ja nie mam czasu biegać wokół jej jednej. Mam tu kilkudziesięciu pacjentów i nie wiem w co ręce włożyć. - - Ja bym Ci mógł coś zasugerować, ale to później. - O Ty kutasie! Zupełnie nie tego spodziewałam się po A. Powinien wejść do mnie na salę, zapytać jak się czuję, sprawdzić stan opatrunków, czy co tam jeszcze. Wtedy mogłabym bezkarnie płakać dalej, za pozwoleniem i w asyście lekarza prowadzącego i przyjaciela w jednym. Już ja mu pokażę jak dojdę do siebie, co myślę o jego trosce i propozycjach kierowanych do pielęgniarek! Mimo wściekłości na A., skupiam się na analizowaniu co powiem policjantom, kiedy przyjadą mnie przesłuchać. Boję się. Do tego nie pamiętam ani sekundy z wypadku. W pamięci zostały mi tylko wspomnienia z kilkunastu minut przed nim, ale ich jakość nie jest w HD. Może to dobrze, przynajmniej nie będą mnie długo męczyć. Znowu przypomina mi się to słowo - Agape. Zamykam oczy. Próbuje przypomnieć sobie dlaczego to słowo ciągle do mnie wraca. Nie przypominam go sobie z życia przed wypadkiem. Ani z książek, ani filmów, ani muzyki. Usłyszałam je podczas wypadku. Jakim sposobem zostało mi w głowie tylko jedno słowo? Agape. Teraz brzmi to jak buddyjska mantra. Powtarzam Agape, Agape, Agape, tak długo, aż zasypiam. Śni mi się las, ciemny, złowieszczy, w którym nie mogę znaleźć ścieżki. Goni mnie niedźwiedź, wielki, biały, za którym ciągnie się długi, ciężki łańcuch. Próbuje złapać ten łańcuch i pogłaskać niedźwiedzia, ale kiedy się do niego zbliżam, znika. - Dziś się ocknęła. Była przytomna przez kilka godzin. Jest zmęczona, proszę jej nie budzić. Sen to dla niej najlepsze lekarstwo. -

15 Na wpół śpiąc przysłuchuję się rozmowie prowadzonej przy moim łóżku. Rozpoznaję głos A.. Z kim rozmawia? Mówi spokojnie, jak zawsze, ale jego głos jest zimny i stanowczy. To musi być ktoś spoza szpitala. OBCY. Czuję jak czyjaś dłoń bierze moją dłoń w swoją i delikatnie ją głaszcze. Dłoń obcego jest bardzo miękka, delikatna. OBCY MIĘKKOSKÓREK DWUPAZURZASTY. - A co z nią będzie? Poprawia się? - - Proszę Pani za wcześnie żeby mówić o tym, że jest lepiej. Na pewno jest stabilna. Wybudziła się samodzielnie, nic w jej zachowaniu nie wskazuje na to, że ma uszkodzenia mózgu, tomografia też to wykluczyła, to naprawdę dobry znak. Jest słaba, ale trudno się dziwić po utracie takiej ilości krwi. - A. mówi dalej. Nie słucham go, ponieważ moje myśli krążą wokół Agape. Krew. Agape. Krew. Przypomniało mi się! - W Twoich żyłach płynie Agape. - męski głos rozbrzmiewa w mojej głowie. Czyj to głos? Kto wypowiedział to słowo? Ktoś z tłumu? A może lekarz z pogotowia? Nie wiem. Nie wiem wcale. - A krwotok? Czy może znowu dojść do krwotoku? - - Po dwóch dniach rana jest świeża, nie mogę dać żadnej gwarancji. Moim zdaniem nie powinno być żadnych komplikacji. Wszystko teraz zależy od niej, od jej organizmu, jak szybko się zregeneruje. - - Czyli trzeba czekać? - - Tak. Proszę się nie martwić, wszystko będzie dobrze. - A. wyszedł, obca kobieta została. Obca nie jest obca. Znam dobrze jej głos. To głos mojej matki. Nie chcę jej widzieć. Udając że śpię mocno zaciskam powieki. Walczą we mnie dwa przeciwstawne odczucia - nienawiść i miłość. Z jednej strony kocham ją za to, że jest przy mnie niezależnie od wszystkiego. Z drugiej mam jej za złe jej nieporadność, brak siły, niezdecydowanie i to, że zawsze musiałam we wszystkim jej pomagać. Jakby to ona była moją córką, a nie ja jej. Dziś nie jestem gotowa na to by spojrzeć jej w oczy. Nie wiem czy kiedykolwiek będę miała tyle odwagi, by to zrobić. - Córcia, śpij. - szepcze mi do ucha swoim kobiecym, delikatnym głosem w którym wyczuwalne jest ogromne cierpienie. Jeśli mówi do mnie córciu, to znaczy że jest źle, bardzo źle. - Wszystko będzie dobrze. Spotkałam na korytarzu R., powiedział, że przyjdzie później zobaczyć co u Ciebie. - Postała jeszcze chwilę trwającą wieczność i wyszła, cicho zamykając za sobą drzwi. Chciałam krzyknąć - Mamo wróć, nie zostawiaj mnie! - ale było już za późno. Poza tym, zupełnie rozbiła mnie myśl o tym, że R. już wie, że tu jestem i ma przyjść do mnie. Zobaczy mnie po raz nie wiem który w zupełnej rozsypce, tym razem leżącą bezradnie na szpitalnym łóżku. Kiedy przychodziłam tu zimą odwiedzać mamę, wiele razy wyobrażałam sobie, że R., troskliwy, czuły, delikatny, przychodzi do mnie, przytula, szepcząc do ucha, że jest przy mnie i wszystko będzie dobrze. Poza przelotnymi spotkaniami na szpitalnych korytarzach, nigdy nic takiego się nie stało. Mimo to R. znaczy dla mnie wiele. Bardzo wiele. Zbyt wiele. Gdybym mogła decydować, kogo chcę zobaczyć przy moim łóżku, wybrałabym właśnie jego, i tylko jego. Mój Boże, jaka jestem głupia! Tymczasem minuty mijają. Strasznie wolno, jak przystało na wyczekiwanie. Co chwilę zerkam na zegar wiszący na ścianie obok drzwi. Dwudziesta dwadzieścia pięć sześć.. trzydzieści Późno. Przyjdzie czy nie? Może odbiera poród? Albo się boi? Może nie chce mnie widzieć, nie interesuje go to w jakim jestem stanie? Przecież nie musi chcieć wiedzieć. Nic nas nie łączy. Nie mamy domu, psa, ani dzieci, które tęsknią za mamą. Nie mamy wspólnych planów. Gdybyśmy mieli, nie byłoby mnie tutaj. Nic złego by się nie stało. Od dziecka wierzyłam, że miłość może rozwiązać wszystkie problemy. Tak bardzo chciałam kochać i być kochaną, że nigdy nie mogłam doświadczyć pełni tego uczucia, bojąc się, że je

16 stracę. Obezwładniający, niszczący wszystko strach. Teraz też go czuję. Płynie w moich żyłach razem z krwią i glukozą z kroplówki. Rozchodzi się wolno po moim ciele powodując niemal fizyczne cierpienie. Około dwudziestej drugiej tracę nadzieję na to, że R. przyjdzie. Nawet gdyby przyszedł - ma przecież tak blisko, chirurgia i ginekologia znajdują się na tym samym piętrze - pewnie o tej porze nikt by go nie wpuścił. Jedyne co mi pozostaje, to spróbować zasnąć. Jak powiedział A., sen to dla mnie najlepsze lekarstwo. Lekarstwo na życie. 4 - Nie myśl, że tak łatwo Cię zostawię! - piskliwy, okropny głos, dochodzi z ciemności, rozbija się po mojej głowie - Wrócę po Ciebie szybciej niż myślisz.- Budzę się gwałtownie. Moje ciało jest mokre od potu. Siniaki pulsują. Zadrapania swędzą i szczypią. W głowie słyszę nadal ten głos, który chwilę temu mówił, że wróci po mnie. Cieszę się, że to był tylko sen, ale potem zastanawiam się, czy aby na pewno. Za oknem jest już jasno. Poranny śpiew ptaków jest taki radosny, ożywczy. Przychodzi mi do głowy, że nigdy wcześniej nie cieszyłam się mogąc go usłyszeć, tak samo jak nie dostrzegałam piękna wschodzącego słońca. Oto drobiazgi, które nabierają wartości dopiero, gdy ocieramy się o śmierć. Czuję się lepiej. Dużo lepiej. Coś jakby glizda, łaskocze mnie w gardło od środka. Próbuję ją wykrztusić pokasłując delikatnie, cichutko tak, żeby nie obudzić sąsiadki. I w pewnej chwili zamiast kaszlu wychodzi mi z ust słowo Agape. Powiedziałam Agape! Cieszę się, BRAWO BRAWO, wymyślam następne słowo warte wypowiedzenia w moim nowym życiu. Będzie to.miłość. Tak. Przyglądam się miłości dokładnie, obracam ją, ważę i powoli składając litery wymawiam. Potem wymawiam jeszcze słowa - szczęście, pasja, spełnienie, wiara, siła, działanie, nadzieja, odwaga i bogactwo. Powtarzam je cicho jeszcze kilka razy, upajając się głębią i siłą ich znaczenia, kiedy ze stanu radości wyrywa mnie pielęgniarka wchodząca do sali. - Kto naciskał dzwonek? - pyta zaspanym głosem. - Ja! mówi starsza pani leżąca naprzeciwko mnie. - Co się stało? Coś boli? - - Pani podejdzie do mnie. - Pielęgniarka staje przy jej łóżku, a starsza pani szeptem mówi do niej pokazując w moją stronę machaniem zamkniętej dłoni wokół czoła: - Ja z psychiczną leżeć nie będę, potrzebuję spokoju! Pielęgniarka idąc w moim kierunku odpowiada staruszce, że na pewno nie jestem chora psychicznie, ale że miałam uraz głowy i to przejdzie. - Ale co ma przejść? - pytam ją z uśmiechem. - Nic. Tamta Pani mówi, że powtarzasz jakieś dziwne słowa. Cieszę się, że zaczęłaś mówić, szybko wracasz do sił! - Pielęgniarka zerka na mnie radośnie, zabiera pustą butelkę kroplówki odłączając mnie na jakiś czas od krępującego ruchy prawej ręki kabelka i wychodzi. Staruszka donosicielka udaje że śpi, chociaż kiedy na nią spoglądam widzę, że obserwuje mnie spod na wpół przymkniętych powiek, jakby bała się, że w zemście wstanę (nie wiem jak miałabym to zrobić) i pójdę ją zamordować, korzystając przy tym z wymyślnych tortur na jakie stać tylko najbardziej obłąkanych maniakalnych morderców powtarzających od wczesnego ranka słowa takie jak miłość i szczęście. Co za pizda grochowa, aż słów brak!

17 Koło ósmej przychodzi do mnie A. Zmęczony po nieprzespanej nocy na dyżurze, ma podsinione oczy i zmęczone brwi Breżniewa. Przeciąga się zerkając to na monitor aparatury, to na mnie. - Wyglądasz, jakbyś się mnie bał. - A. zerka na mnie wyraźnie zaskoczony tym, że wrócił mi głos. Uśmiecha się, szczypiąc mnie figlarnie w ramię. - Wiesz że się Ciebie nie boję. Mówiłem Ci już kiedyś, że nie boję się kobiet. - - Srata tata - odpowiadam zaczepnie bo wiem, że się boi. - Nie srata tata, tylko tak. I nie kłóć się ze mną, bo jako Twój lekarz prowadzący mogę zaaplikować Ci pokaźny zastrzyk w dupsko na uspokojenie, i skończy się zabawa. - Chciałam odpowiedzieć mu, że zabawa skończyła się kilka dni temu, ale zepsułabym radosny nastrój flirtu. - No i nad czym tak myślisz Sandy? - - Nad niczym słońce. Idziesz do domu? - mówię z lekką chrypką w głosie. - Idę, ale strach się bać co nawywijasz jak pójdę. - - Jak mogę nawywijać, z nogą w pozycji horyzontalnej i cała w bandażach. - - Już ja Cię znam. Jakby coś to dzwoń. Będę jutro. - - Nie odchodź, umiłowany mój, podobny do gazeli, do młodego jelenia! - - Spadaj mała na bambus! - - Na mercedesa chyba. - Mój żart wcale go nie rozśmieszył, mnie też po chwili zastanowienia wydał się idiotyczny. A. wyszedł z sali. Znów zostałam sama. Do południa leżałam, starając się skupić na powtarzaniu mantry - Om Mani Padme Hum - skierowanej do Awarokiteśwary, jednego z pierwszych Buddów. Jej znaczenie to - naucz mnie współczucia dla innych. Interesuję się Buddyzmem i Ajurwedą i czym to ja się jeszcze nie interesuje, oj tak. Będąc w tym zasranym szpitalu, leżąc w łóżku bez możliwości wykonywania istotniejszych ruchów, z cewnikiem szczypiącym w cipkę, zabandażowana, z bolącą głową, mam do wyboru - skupić się na swoim cierpieniu, albo na cierpieniu innych. Zdecydowanie wolę to drugie. Zawsze kiedy medytuję skupiając się w całości na sensie mantry, oddając swoje istnienie w ręce wyższej energii, dzieje się coś dobrego. Nie, wcale nie oczekuję, że i tym razem coś dobrego wydarzy się od tak bo chcę, poza tym uważam, że chwilowo nie zasługuję. Okno. Za oknem słońce wypuszcza promienie jak strzały wycelowane prosto w moją twarz. Leżę zatopiona w cieple, otoczona światłem, z twarzą zwróconą w stronę wiadomą. Cieszę się z błogiego spokoju, zaczynam czuć się nawet przyjemnie, gdy ni stąd ni zowąd, przy oknie pojawia się pielęgniarka oddziałowa, kolejna znajoma twarz jeszcze z czasów, gdy była tu mama. Pokaźnych rozmiarów brunetka o mocno zielonych oczach i spojrzeniu ostrym jak brzytwa, zasłania ciałem całe wpadające do sali słońce. MOJE SŁOŃCE ZASŁANIA MI. Zerkam na nią z miną kota na pustyni srającego. Odpowiedź jej brzmi: - Kochanieńka oszalałaś chyba! Trzeba było wołać, że słońce daje Ci po oczach, a nie leżeć jak trup i ani be ani me! - - Kiedy ja chciałam - - O! A co ja bym chciała! Po urazie głowy nie ma mowy o żadnym słońcu. - CIACH, zasłoniła roletę w oknie. - Trzeba było nie zasłaniać rolety tylko stać dalej. - - Już Ci lepiej, co?- - Było mi lepiej, ale już nie jest. Ciemność, widzę ciemność! -

18 Oddziałowa wyszła z sali śmiejąc się i kiwając groźnie palcem, jakbym była dwulatkiem chcącym zjeść mydło (tak, zjadłam mydło, wystawiłam rączki z kojca i zgarnęłam kostkę Bambino, a potem cały dzień puszczałam bańki nosem i ustami). Nie minęło nawet kilka minut, drzwi sali uchyliły się znowu. - Słońca nie ma, jestem grzeczna, rączki na kołderce! - krzyczę z zamkniętymi oczami, pewna, że to znowu salowa przyszła sprawdzić czy jakimś cudem nie odsłoniłam okna. - Na kołderce mówisz? No, to jest gorzej niż myślałem. - I wtedy słuchaj, ja tu patrzę co nie, a tam, normalnie, no weeeź. Patrzę, a w drzwiach stoi R. Uśmiecha się jak zawsze słodko wachlując przy tym firaną rzęs z niewinnym spojrzeniem, na jakie stać tylko wziętego ginekologa. Do chwili kiedy go poznałam, byłam pewna, że to moje rzęsy trafią kiedyś do księgi Guinessa. - No jak tam biedactwo się czuje? - R. nigdy jeszcze nie powiedział do mnie po imieniu. Mimo tego, że jesteśmy od ponad dwóch miesięcy na Ty, i że nasze kontakty dawno przestały być tylko formalno - pacjencko - medyczno - normalne. Znamy się ponad pół roku, a nigdy nie zwrócił się do mnie po prostu S. - Czemu Ty nie mówisz do mnie po imieniu? - Podobno ludziom chorym wolno więcej. Postanawiam właśnie teraz skorzystać z nieformalnej Karty Praw Pacjenta. R. stoi dalej w drzwiach, jakby bał się zaryzykować wejścia na salę. Zastanawia się nad odpowiedzią, widzę to po jego nieobecnym wzroku. Dopiero teraz zauważam, że jest w ubraniu prywatnym, nie w kitlu. Korzystając z jego zamyślenia, analizuję ile razy wyobrażałam sobie jak zrywam z niego lekarski uniform, najpierw niebieską koszulkę, potem białe spodnie, albo w odwrotnej kolejności. Rozpatrywałam warianty i wariacje na ten temat setki razy - w trakcie badania z nogami szeroko rozstawionymi na fotelu, przed badaniem zanim zdejmę majtki, żeby mógł zdjąć mi je sam, albo po badaniu kiedy stoję goła od pasa w dół Jest tylko jedno ale R. nie jest moim lekarzem, tylko mojej matki. Raz nawet byłam przy tym jak ją badał. Czy to już podchodzi pod zboczenie? Patrzeć jak facet, któremu chcesz urodzić dzieci wkłada w cipkę Twojej matki wziernik? Wysoki Sądzie - nie zrobiłam się wtedy mokra! Nie podnieciło mnie to. A jak tam u niego było, to nie wiem. No, czyli z kitla już go w myślach rozbierałam. Ale nigdy nie myślałam o tym jak rozbieram go z normalnego ubrania i ta wizja wydała mi się teraz tak szalenie kusząca mimo stanu w jakim się znajduje. Przyglądałam mu się przez chwilę, może zbyt intensywnie, bo chyba zauważył te iskierki w moich oczach i lekko się zaczerwienił. Gdyby był ogierem, pewnie zacząłby strzyc uszami. - No wiesz, po prostu - - No po prostu co? - - No, Twoje imię jest zbyt - - Zbyt co? Wyuzdane? Erotyczne? Nie podoba Ci się? Podnieca Cię? - lekko i niewinnie próbuję go sprowokować. W odpowiedzi otrzymuję jednak tylko uśmiech. - Porozmawiamy o tym kiedy indziej.- R. nieśmiało wchodzi do sali. Odwagi chłopie! krzyczę w myślach, cały czas go obserwując. Ma na sobie granatowe dżinsy, brązowy podkoszulek, a na nogach zgniłozielone trampki marki jak trzeba, no wiesz. Gdybym mogła westchnąć rozpaczliwie, westchnęłabym, powtarzając tę czynność kilkakrotnie. Jak to mówiła moja znajoma, D. - Myśl o cielaku, bądź cielakiem! - Ani razu nie udało mi się wykorzystać jej rady. Myślę o cielaku i byczeję. - Nie masz dziś chyba dyżuru? - pytam, żeby jakoś załagodzić napięcie i przerwać niezręczną ciszę. - Nie, jestem po. - Przed, po, albo w trakcie. Oto co możesz usłyszeć od lekarza.

19 - To co tu robisz? - - No wiesz, chciałem wpaść wczoraj, ale - przerwał, uśmiechając się delikatnie, jakby zastanawiał się nad tym czy dokończyć, czy nie - Twój lekarz, jest dość nerwowy. - - Jak to nerwowy? - pytam ze zdziwieniem. - Po prostu. Nie pozwolił mi wejść do Ciebie i nie chciał powiedzieć jak się czujesz. - - Przecież też jesteś lekarzem, pracujesz w tym szpitalu. Musisz pytać o zgodę, żeby wejść do pacjentki? - - No jeśli to nie jest pacjentka z mojego oddziału i jest późno wieczorem, to raczej tak. Nie możemy tak po prostu wpadać w nocy do każdej sali na każdym oddziale. Tym bardziej, że nie wiedziałem w jakim jesteś stanie. - No tak. Byłoby lekkim zaskoczeniem, gdyby personel medyczny z chirurgii, zobaczył lekarza z ginekologii stojącego w nocy nad moim łóżkiem. Jak to kiedyś powiedział R. - mogłoby być ciekawie -. - Mogłoby być ciekawie, co? - próbuję naśladować jego głos, puszczając do niego oko. - Mogłoby. Szczególnie uwzględniając to, że jesteś unieruchomiona. - To mnie uruchom. - - No wybacz, ale nie leży to w moich kompetencjach. - - A gdyby stało? - - Nie rozumiem. - R. zawsze kiedy rzucam jakieś dwuznaczne uwagi, przerywa rozmowę mówiąc - nie rozumiem. I czerwieni się przy tym jak chłoptaś w liceum przyłapany na podglądaniu koleżanek w trakcie lekcji w-fu. Normalnie nie kontynuowałabym tematu, ale teraz idę na całość. - Czego nie rozumiesz? Że mi się podobasz? Czy że chciałabym uprawiać z Tobą seks? - - O seksie w Twoim stanie nie ma mowy. Musiałbym być nie ginekologiem, a akrobatą cyrkowym, żeby coś z tego wyszło - R. mimo całej swojej nieśmiałości potrafi być złośliwy. USZCZYPNIŚ. Zazwyczaj zawsze wtedy, kiedy się tego nie spodziewam z jego ust pada soczysta riposta. To właśnie lubię w nim najbardziej. - Dobrze, koniec żartów.- - A kto tu żartuje? Ja mówię śmiertelnie poważnie! - odpowiadam z udawaną złością. - Ja też! - - Dobra, dobra Czyli mówisz że przyjechałeś specjalnie do mnie? - - Niezupełnie. - - Mogłeś skłamać, dla dobra mojego stanu psychicznego. - - Z tego co widzę nie jest wcale taki zły. - Chciałam Cię prosić, żebyś porozmawiał z A., ale w tej sytuacji to chyba nie jest najlepszy pomysł, poza tym nie ma go dziś. - - Dobrze że go nie ma, bo pewnie by mnie nie wpuścił. - - A Ty byś się wystraszył i uciekł, tak? Zostawiłbyś mnie? - - Oj od razu zostawił, nie dramatyzuj. - - Nie dramatyzuj, nie dramatyzuj - powtarzam po nim, naśladując starczy głos - Za moich czasów, kobiety były inne.- R. roześmiał się. Uwielbiam jego śmiech, mimo, że brzmi jak chichot elfa. I te pojawiające się w jego oczach iskierki R., nie mam majtek, wiesz? - Potrzebujesz czegoś? - Oj, gdybyś wiedział czego.. - myślę. - Nie, na razie nie. Nie jem, nie piję, nie chodzę, ale żyję - rym, marny, jakoś utworzył się sam. Nie wiem skąd we mnie nagle tyle radości i pozytywnego nastawienia. - Zacznij pisać wiersze, albo książki. -

20 - O, to jest myśl. Mówisz że zostanę sławną pisarką? - - No, nie jest powiedziane że nie. - - A Ty będziesz moim prywatnym ginekologiem - położnikiem, tak? - - Masz w planach częste porody? - Jak na Ciebie patrzę to tak. Wyskakuj ze spodni! znowu myśl taka. - Raczej nie, reprezentuję standardowe podejście do tematu - odpowiadam grzecznie. - A jakie to jest standardowe podejście? - Akurat w tym momencie do sali wchodzi pielęgniarka z zeszytem i długopisem w dłoni. Uprzejmie przeprasza, że przeszkadza, ale musi. Jak nie sąsiadka to słońce, jak nie słońce to spisywanie odczytów z aparatury. Zero prywatności. A żeby Ci tak pindo długopis wypadł! - przeklinam ją w myślach. Nie mija kilka sekund, a długopis jakby ktoś potrząsną ręką pielęgniarki, wypada jej z dłoni, przelatując nad moim łóżkiem i lądując przy nogach R. Kurwa, nie tak to miało być. - Oj, przepraszam! - zwraca się pielęgniarka pinda słodkim głosikiem do R., trzepocząc rzęskami doklej wymazanymi czarnym tuszem. R. Podnosi długopis i czeka na podchodzącą do niego siostrę miłosierdzia usłużną dla lekarzy młodych i przystojnych, mniej dla pacjentów chorych i cierpiących. - A Pan doktor co tu robi? Chyba już po dyżurze? - Franca podła podrywa mojego R.! Przyglądam się jej dokładniej - nie jest brzydka, ładna też nie, ale cholera wie jakie lubi R. To stałe porównywanie się do innych kobiet kiedyś mnie zabije. Przy każdej czuję się gorsza i przez to staję się panicznie zazdrosna. - Pan Doktor przyszedł MNIE odwiedzić. - tłumaczę głośno, sama nie wiem komu, pielęgniarce czy R.. - I czego tak krzyczy? W nocy spać nie daje, a teraz drze się, jakby ją ze skóry obdzierali! Skaranie boskie z tą młodzieżą, mówię Państwu! - Sąsiadka donosicielka włączyła się do rozmowy. Gapi się w stronę R. i pielęgniarki wymieniając z nimi pełne boleści spojrzenia. Opadam zrezygnowana na łóżko, zerkając w stronę okna. Nie pozostaje mi nic innego jak wyskoczyć - myślę. - Już wychodzimy, obie panie jesteście pewnie zmęczone. - odezwał się R. głosem pełnym zrozumienia i współczucia, patrząc najpierw na pielęgniarkę, potem na starą sąsiadkę, a na końcu z uśmiechem na mnie. Pierwszy raz powiedział moje imię! - Idź, idź, pozwól mi umrzeć. - mówię z rozpaczą w głosie. - Złego diabli nie biorą! - skrzeczy znowu staruszka, odwracając się na łóżku plecami do nas. R. puszcza do mnie oko. Gdyby nie on, jak Boga kocham doczołgałabym się do niej i wbiła jej w tyłek stojak na kroplówki, choćby miała to być ostatnia rzecz, jaką zrobię w życiu! Pielęgniarka wyszła. R. znienacka ucałował mnie w czoło i prędziutko oddalił się w kierunku korytarza. Gdyby było przyjęte jako norma wyskakiwanie przez okna zamiast wychodzenia drzwiami, byłby wybrał tę opcję na sto procent, byle szybciej opuścić salę. Po wizycie R. miałam o czym myśleć na co najmniej dwa dni. Byłam tak szczęśliwa, że nie przeszkadzało mi ani to, że jestem w szpitalu, ani to w jakim stanie, ani nawet to, że patrząc na moją sąsiadkę nabierałam chęci do popełnienia mordu w biały dzień, w obecności świadków. 5 Po czwartku przyszedł piątek, po piątku sobota, a po sobocie przywlekła się wolno niedziela. Weekendy w szpitalach są gorsze niż pobyt na zakładowym turnusie wypoczynkowym w Jachrance. Ostatnie dni zlały się w jedną czasoprzestrzeń - były nijakie, bezbarwne i nudne, jak romantyczna komedia nakręcona przez polską ekipę filmową. A teraz trwa koszmarna niedziela, która swoją rozlazłością przyprawia mnie o mdłości. R. nie przyszedł od czwartku

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska

BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska BEZPIECZNY MALUCH NA DRODZE Grażyna Małkowska spektakl edukacyjno-profilaktyczny dla najmłodszych. (Scenografia i liczba aktorów - zależne od wyobraźni i możliwości technicznych reżysera.) Uczeń A - Popatrz

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku...

Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wyznania Wyznania Kocham Cię 70 sekund na minutę, 100 minut na godzinę, 40 godzin na dobę, 500 dni w roku... Wolę być chwilą w Twoim życiu niż wiecznością w życiu innej!!! Nie wiem, czy chcesz ze mną chodzić,

Bardziej szczegółowo

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku

I Komunia Święta. Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku I Komunia Święta Parafia pw. Bł. Jana Pawła II w Gdańsku Ktoś cię dzisiaj woła, Ktoś cię dzisiaj szuka, Ktoś wyciąga dzisiaj swoją dłoń. Wyjdź Mu na spotkanie Z miłym powitaniem, Nie lekceważ znajomości

Bardziej szczegółowo

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą

to myśli o tym co teraz robisz i co ja z Tobą DZIEŃ BEZ CIEBIE Dzień bez Ciebie Dzień bez Ciebie jakoś tak szary to brak mej części i mało widzę co istnieje najpiękniej gdy nie błyszczą Twe słowa tylko przy Tobie nie wiem czy się martwić to myśli

Bardziej szczegółowo

Operacja KRAINA MARZEN

Operacja KRAINA MARZEN Wydawca: Drägerwerk AG & Co. KGaA, Corporate Communications, Moislinger Allee 53 55, 23558 Lubeka www.draeger.com Drägerwerk AG & Co. KGaA, 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone Tekst i koncepcja: Christiane

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy.

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy. Zając wychodził z siebie ze złości i krzyczał: Biegniemy jeszcze raz, jeszcze raz wkoło! Nie ma sprawy, odparł jeż, Ile razy masz ochotę. Biegał więc zając siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle dotrzymywał

Bardziej szczegółowo

"Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem..." Pearlic. Reda 2015.

Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem... Pearlic. Reda 2015. CIEŃ Paulina Klecz "Chciałem cię chronić, będąc twoim cieniem..." Pearlic. Reda 2015. Projekt okładki: Łukasz Orzechowski Copyright Paulina Copyright Pearlic Klecz Wszelkie prawa do publikacji zastrzeżone.

Bardziej szczegółowo

s. Adriana Miś CSS Mały Ogrodnik Opowiadania o owocach Ducha Świętego Wydawnictwo WAM

s. Adriana Miś CSS Mały Ogrodnik Opowiadania o owocach Ducha Świętego Wydawnictwo WAM s. Adriana Miś CSS Mały Ogrodnik Opowiadania o owocach Ducha Świętego Wydawnictwo WAM s. Adriana Miś CSS Mały Ogrodnik Opowiadania o owocach Ducha Świętego Wydawnictwo WAM Nierówna walka Tego dnia Ogrodnik

Bardziej szczegółowo

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Jako mała dziewczynka miałam wiele marzeń. Chciałam pomagać innym ludziom. Szczególnie starzy, samotni

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Taniec pogrzebowy. Autor: Mariusz Palarczyk. Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: WOJTEK(19 lat) i ANDRZEJ,(55 lat) który pali papierosa

Taniec pogrzebowy. Autor: Mariusz Palarczyk. Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: WOJTEK(19 lat) i ANDRZEJ,(55 lat) który pali papierosa Taniec pogrzebowy Autor: Mariusz Palarczyk Cmentarz. Nadjeżdża karawan. Wysiadają 2 osoby: (19 lat) i,(55 lat) który pali papierosa Spogląda na puste miejsce na trumnę Szefie, tutaj? Ta, tutaj. Rzuca papierosa

Bardziej szczegółowo

www.abcprzedszkola.pl

www.abcprzedszkola.pl 1 do artykułu z cyklu Bajkowe Abecadło autorstwa Chanthy E.C. zamieszczonego na www.abcprzedszkola.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Występują: Narrator (przedszkolanka lub rodzic) Brzydkie Kaczątko Mama

Bardziej szczegółowo

ALLELUJA. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja.

ALLELUJA. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. ALLELUJA 1. Niech zabrzmi Panu chwała w niebiosach, na wysokościach niech cześć oddadzą. Wielbijcie Pana Jego Zastępy, Wielbijcie Pana Duchy niebieskie. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja,

Bardziej szczegółowo

M Ą D R O Ś Ć N O C Y

M Ą D R O Ś Ć N O C Y K H E N C Z E N T H R A N G U R I N P O C Z E A SONG FOR T H E K I NG Od pewnego czasu Gampopa miewał wiele dziwnych i żywych snów. Udał się więc do Milarepy po radę. Ten odpowiedział mu: Jesteś wielkim

Bardziej szczegółowo

HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA

HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA Tekst biblijny: Dz. Ap. 16,19 36 Tekst pamięciowy: Dz. Ap. 16,31 ( ) Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom. Bóg chce, abyś uwierzył w Jego Syna, Jezusa

Bardziej szczegółowo

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych dr Renata Maciejewska Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie Struktura próby według miasta i płci Lublin Puławy Włodawa Ogółem

Bardziej szczegółowo

Jak nauczyć szczeniaka załatwiania się na dworze?

Jak nauczyć szczeniaka załatwiania się na dworze? Jak nauczyć szczeniaka załatwiania się na dworze? Właśnie sprawiłeś sobie małego, prześlicznego szczeniaczka. Jakaż wielka jest twoja radość, bo to milutkie, puchate zwierzątko jest po prostu śliczne.

Bardziej szczegółowo

Wolontariat. Igor Jaszczuk kl. IV

Wolontariat. Igor Jaszczuk kl. IV Wolontariat Wolontariat ważna sprawa, nawet super to zabawa. Nabierz w koszyk groszy parę, będziesz miał ich całą chmarę. Z serca swego daj znienacka, będzie wnet Szlachetna Paczka. Komuś w trudzie dopomoże,

Bardziej szczegółowo

Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2. Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo

Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2. Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo Andrzej Graca BEZ SPINY CZYLI NIE MA CZEGO SIĘ BAĆ Andrzej Graca: Bez spiny czyli nie ma czego się bać 3 Copyright by Andrzej Graca & e-bookowo Grafika i projekt okładki: Andrzej Graca ISBN 978-83-7859-138-2

Bardziej szczegółowo

13 GRUDNIA 1981 R. 13 grudnia 1981 roku. Jest to jedna z wielu historii, która mogła wydarzyć się w naszym regionie. SCENA I

13 GRUDNIA 1981 R. 13 grudnia 1981 roku. Jest to jedna z wielu historii, która mogła wydarzyć się w naszym regionie. SCENA I 13 GRUDNIA 1981 R. NARRATOR 13 grudnia 1981 roku. Jest to jedna z wielu historii, która mogła wydarzyć się w naszym regionie. SCENA I Mieszkanie przeciętnej rodziny robotniczej na początku lat 80- tych

Bardziej szczegółowo

Łomżyńskie Centrum Rozwoju Edukacji Samorządowy Ośrodek Doradztwa Metodycznego i Doskonalenia Nauczycieli w Łomży

Łomżyńskie Centrum Rozwoju Edukacji Samorządowy Ośrodek Doradztwa Metodycznego i Doskonalenia Nauczycieli w Łomży SCENARIUSZ ZAJĘĆ DO PRZEDSZKOLA Z ADMINISTRACJĄ ZA PAN BRAT - - POZNAJEMY ZAWÓD PRACOWNIKA BIUROWEGO I PRACĘ URZĘDNIKA Cel: uświadomienie dzieciom, że z zawodami biurowymi można spotkać się niemalże na

Bardziej szczegółowo

Drogi Doktorze! Drogi Doktorze!

Drogi Doktorze! Drogi Doktorze! Warszawa, 22 maja 1999 Nazywam się Łucja Kowalska i mam 9 lat. Piszę do Pana, ponieważ słyszałam o Panu na lekcjach języka polskiego. Pani powiedziała nam, że był Pan przyjacielem dzieci i dbał o nasze

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK!

PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK! PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK! Jesień to niełatwy czas dla naszego samopoczucia mała ilość słońca i krótki dzień nie wpływają na nas pozytywnie. Co zatem zrobić, aby nie tracić energii i nie popadać w stany

Bardziej szczegółowo

MODLITWY. Autorka: Anna Młodawska (Leonette)

MODLITWY. Autorka: Anna Młodawska (Leonette) MODLITWY BLOG MOTYWACYJNY www.leonette.pl Panie, Ty wiesz o najsłodszych mych wspomnieniach, Panie, Ty wiesz o największych mych marzeniach, Panie, Ty wiesz czego dzisiaj tak żałuję, Panie, Ty wiesz czego

Bardziej szczegółowo

Marcin Ufnalski. Wiersz o Janie Pawle II. Laura Romanowska

Marcin Ufnalski. Wiersz o Janie Pawle II. Laura Romanowska Ojcze Janie Pawle, kiedy byłeś wśród nas, my, dzieci, i dorośli - bardzo kochaliśmy Cię. A kiedy Cię zabrakło, nie smucimy się, bo wiemy, że gdzieś z nieba patrzysz na nas i uśmiechasz się. Wielka radość

Bardziej szczegółowo

INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK

INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK Pobrano ze strony http://www.przedszkole15.com.pl/ INSCENIZACJA OPARTA NA PODSTAWIE BAJKI CZERWONY KAPTUREK Jest to bajka, która pomoże dzieciom zrozumieć, jak należy dbać o przyrodę i zachować się w lesie.

Bardziej szczegółowo

Niniejszy tekst jest własnością intelektualną autora. W celu jego wykorzystania należy się z nim skontaktować: emilia_moniuszko@poczta.onet.

Niniejszy tekst jest własnością intelektualną autora. W celu jego wykorzystania należy się z nim skontaktować: emilia_moniuszko@poczta.onet. Niniejszy tekst jest własnością intelektualną autora. W celu jego wykorzystania należy się z nim skontaktować: emilia_moniuszko@poczta.onet.pl Scenariusz do przedstawienia interaktywnego dla dzieci pt.:

Bardziej szczegółowo

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej.

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. 34-letnia Emilia Zielińska w dniu 11 kwietnia 2014 otrzymała nowe życie - nerkę

Bardziej szczegółowo

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej

Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej Bangsi mieszkał na Grenlandii. Ogromnej, lodowatej wyspie, białej jak jego futerko. Pewnego wieczoru miś usiadł na górce i patrzył przed siebie. To, co podziwiał, było niebieskie i pełne gwiazd. Miś nie

Bardziej szczegółowo

Droga Krzyżowa STACJA

Droga Krzyżowa STACJA Kogo wybierasz? Jezusa, czy Barabasza? Kogo w życiu wybierasz? Oto nadszedł ten moment, który może kiedyś w życiu pominąłeś Łatwiej jest przecież nie opowiadać się za żadnym życiem. Łatwiej jest egzystować,

Bardziej szczegółowo

PIERWSZA POMOC realizacja programu Ratujemy i uczymy ratować

PIERWSZA POMOC realizacja programu Ratujemy i uczymy ratować PIERWSZA POMOC realizacja programu Ratujemy i uczymy ratować W naszej szkole cyklicznie od 4 lat w klasach III realizowany jest program "Ratujemy i uczymy ratować" przy współpracy Fundacji Wielkiej Orkiestry

Bardziej szczegółowo

Ziemia. Modlitwa Żeglarza

Ziemia. Modlitwa Żeglarza Ziemia Ziemia, którą mi dajesz, nie jest fikcją ani bajką, Wolność którą mam w Sobie Jest Prawdziwa. Wszystkie góry na drodze muszą, muszą ustąpić, Bo wiara góry przenosi, a ja wierzę Tobie. Ref: Będę

Bardziej szczegółowo

Październik. TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa

Październik. TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa Październik TYDZIEŃ 3.: oto bardzo ważna sprawa strona lewa, strona prawa Projekt sytuacji edukacyjnych (oprac. mgr Sylwia Kustosz, Edukator Froebel.pl) Przebieg spotkania w Porannym kole: PONIEDZIAŁEK:

Bardziej szczegółowo

Pewien człowiek miał siedmiu synów, lecz ciągle nie miał córeczki, choć

Pewien człowiek miał siedmiu synów, lecz ciągle nie miał córeczki, choć troszeczkę, z każdego kubeczka wypiła łyczek, do ostatniego kubeczka rzuciła zaś obrączkę, którą zabrała ze sobą. Nagle usłyszała trzepot piór i poczuła podmuch powietrza. Karzełek powiedział: Panowie

Bardziej szczegółowo

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać!

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłosne Wierszyki Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłość jedyna jest Miłość nie zna końca Miłość cierpliwa jest zawsze ufająca

Bardziej szczegółowo

WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW

WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW Teksty biblijne: Dz. Ap. 6, 1 7 Tekst pamięciowy: Gal. 6, 10 ( ) dobrze czyńmy wszystkim ( ) Nikt nie jest za mały, aby pomagać innym! Zastosowanie: * Pan Bóg pragnie, abyśmy otoczyli

Bardziej szczegółowo

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem!

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem! Proszę bardzo!...książka z przesłaniem! Przesłanie, które daje odpowiedź na pytanie co ja tu właściwie robię? Przesłanie, które odpowie na wszystkie twoje pytania i wątpliwości. Z tej książki dowiesz się,

Bardziej szczegółowo

GAZETKA SZKOLNA SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 28 W DABROWIE GÓRNICZEJ SPECJALNE - JAK BEZPIECZNIE DOTRZEC DO SZKOŁY

GAZETKA SZKOLNA SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 28 W DABROWIE GÓRNICZEJ SPECJALNE - JAK BEZPIECZNIE DOTRZEC DO SZKOŁY GAZETKA SZKOLNA SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 28 W DABROWIE GÓRNICZEJ WYDANIE SPECJALNE - JAK BEZPIECZNIE DOTRZEC DO SZKOŁY W numerze: Zasady ruchu drogowego z Pinokiem Co każdy rowerzysta wiedzieć powinien Gdy

Bardziej szczegółowo

Konspekt zajęć - - warsztaty dla rodziców Ratujemy życie

Konspekt zajęć - - warsztaty dla rodziców Ratujemy życie Konspekt zajęć - - warsztaty dla rodziców Ratujemy życie opracowała: Małgorzata Kowalska Data:. Prowadzący:. Temat: Jesteśmy gotowi udzielać pomocy. Cele: uczestnicy zajęć - potrafią zdefiniować terminy:

Bardziej szczegółowo

Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole A D E L E F A B E R E L A I N E M A Z L I S H

Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole A D E L E F A B E R E L A I N E M A Z L I S H Jak mówić, żeby dzieci się uczyły w domu i w szkole A D E L E F A B E R E L A I N E M A Z L I S H ZAMIAST ZAPRZECZAĆ UCZUCIOM NAZWIJ JE ZAMIAST -Tu jest za dużo słów. -Bzdura. Wszystkie słowa są łatwe.

Bardziej szczegółowo

Wyniki są pozytywne, ale należy jeszcze zmniejszyć liczbę uczniów przez których ktoś płakał całkiem niedawno, szczególnie w klasie IV.

Wyniki są pozytywne, ale należy jeszcze zmniejszyć liczbę uczniów przez których ktoś płakał całkiem niedawno, szczególnie w klasie IV. Test Czy jesteś tolerancyjny? Człowiek tolerancyjny - jest wyrozumiały dla cudzych poglądów, upodobań, wierzeń, rozumie je i szanuje, zachowując swoją indywidualność: w swoich decyzjach i działaniach uwzględnia

Bardziej szczegółowo

Czerwony Kapturek Inscenizacja na podstawie przewrotnej bajki Mirosława Grzegórzka z tomiku Słowostwory pod tym samym tytułem tegoż samego autora

Czerwony Kapturek Inscenizacja na podstawie przewrotnej bajki Mirosława Grzegórzka z tomiku Słowostwory pod tym samym tytułem tegoż samego autora Inscenizacja na podstawie przewrotnej bajki Mirosława Grzegórzka z tomiku Słowostwory pod tym samym tytułem tegoż samego autora Osoby: Myśliwy (Gajowy) Babcia Przed domem Czerwonego Kapturka. zacierając

Bardziej szczegółowo

DOBRE MANIERY. DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania.

DOBRE MANIERY. DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania. DOBRE MANIERY DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania. GRZECZNOŚĆ: dobre maniery i taktowne zachowanie. Dobre maniery świadczą o szacunku

Bardziej szczegółowo

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków,

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, którzy twierdzą, że właściwie w ogóle nie rozmawiają ze swoimi dziećmi, odkąd skończyły osiem czy dziewięć lat. To może wyjaśniać, dlaczego przesiadują

Bardziej szczegółowo

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA Drogi uczniu! Instrukcja dla użytkownika testu Najpierw przeczytaj uważnie tekst. Następnie rozwiązuj

Bardziej szczegółowo

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy. 5 6 Tyle nam powiedział Święty Paweł, jaka może być miłość: cierpliwa, wytrwała... Widzimy taką miłość w życiu między ludźmi. Możemy ją opisać, używając słów mniej lub bardziej udanych, ale można się zgubić

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY

Kurs online JAK ZOSTAĆ MAMĄ MOCY Często będę Ci mówić, że to ważna lekcja, ale ta jest naprawdę ważna! Bez niej i kolejnych trzech, czyli całego pierwszego tygodnia nie dasz rady zacząć drugiego. Jeżeli czytałaś wczorajszą lekcję o 4

Bardziej szczegółowo

Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku.

Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku. Nowy rok Nowy Rok Pomyślności i radości, Szczęścia w kartach i miłości, W dzień słoneczny i po zmroku Chcę Ci życzyć w Nowym Roku. Huczą petardy i gra muzyka, Stary rok mija, za las umyka, Cóż w tym dziwnego,

Bardziej szczegółowo

Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215. Wiersze. Tadeusz Kantor. http://rcin.org.pl

Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215. Wiersze. Tadeusz Kantor. http://rcin.org.pl Teksty Drugie 2005, 6, s. 210-215 Tadeusz Kantor Tadeusz KANTOR Alaube żeby tylko ta chwila szczególna nie uleciała, jest przed świtem godzina 4 ta nad ranem - ta szczególna chwila, która jest w ą t i

Bardziej szczegółowo

"PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA"

PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA "PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA" Maciej Rak kl.4a 1 PEWNEGO DNIA W SZKOLE NA LEKCJI MATEMATYKI: PANI: Dzieci, proszę o ciszę!!! STAŚ: Słuchajcie pani, bo jak nie, to zgłoszę wychowawczyni żeby wpisała

Bardziej szczegółowo

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom.

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. Mogą to być koty: Gdyby również zaszła taka potrzeba zaopiekowalibyśmy się

Bardziej szczegółowo

Płacz niemowląt. Ponieważ niemowlęta nie umieją mówić, używają płaczu jako środka wyrazu i komunikowania swoich potrzeb.

Płacz niemowląt. Ponieważ niemowlęta nie umieją mówić, używają płaczu jako środka wyrazu i komunikowania swoich potrzeb. Płacz niemowląt Wprowadzenie Wszystkie niemowlęta płaczą, zwłaszcza w ciągu pierwszych paru tygodni po urodzeniu. Płaczą, kiedy czegoś potrzebują, ale nie zawsze oznacza to, że dzieje się coś złego. Czasem

Bardziej szczegółowo

Scenariusz do filmu Efekt biedronki

Scenariusz do filmu Efekt biedronki (pseudo) Scenariusz do filmu Efekt biedronki wersja wstępna GRAJĄ: Stypend -??? Mariusz Mariusz Jaremko Łukasz Łukasz Jaremko Karolina Karolina Kotecka pani Dyrektor Maria Mach Współlokator -??? oraz uczestnicy

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina...

...Dumny sztandar pręży pierś W słońcu błyszczą karabiny, Dziś rozlega się już pieśń... rytm jej -wolność przypomina... 1 Budzik dzwonił coraz głośniej i głośniej, a słońce jakby za wszelką cenę chciało się wedrzeć do mojego pokoju. Niedali mi spać już dłużej;wstałam. Wtedy właśnie uswiadomiłam sobie, że jest dzień 11 listopada

Bardziej szczegółowo

CO ROBIĆ W NAGŁYCH WYPADKACH

CO ROBIĆ W NAGŁYCH WYPADKACH CO ROBIĆ W NAGŁYCH WYPADKACH ZDROWIE DOM PRZESTĘPSTWA KATASTROFY PODRÓŻE NIEBEZPIECZNE ZWIERZĘTA KOMPUTERY pierwsza pomoc pomoc osobom rannym Niosąc pomoc osobie rannej, zachowujemy spokój i działamy

Bardziej szczegółowo

PIOTR W WIĘZIENIU. Bóg chce, abyś modlił się o innych I. WSTĘP

PIOTR W WIĘZIENIU. Bóg chce, abyś modlił się o innych I. WSTĘP PIOTR W WIĘZIENIU Teksty biblijne: Dz. Ap. 12,1 17 Tekst pamięciowy: Jeremiasz 33,3 dzieci młodsze, Jakub 5,16 dzieci starsze Wołaj do mnie, a odpowiem ci ( ) Wiele może usilna modlitwa sprawiedliwego.

Bardziej szczegółowo

Motto. Wszystko ma swoje przyczyny i sens. Wojciech Zinka

Motto. Wszystko ma swoje przyczyny i sens. Wojciech Zinka Dzień dobry! O mnie Nazywam się Wojciech Zinka i jestem wariatem Na schizofrenię zachorowałem w roku 2004, w wieku 22 lat Opowiem jak szaleństwo zmieniło moje życie Motto Wszystko ma swoje przyczyny i

Bardziej szczegółowo

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Cuda Pana Jezusa

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Cuda Pana Jezusa Biblia dla Dzieci przedstawia Cuda Pana Jezusa Autor: Edward Hughes Ilustracje: Byron Unger; Lazarus Redakcja: E. Frischbutter; Sarah S. Tłumaczenie: Katarzyna Gablewska Druk i oprawa: Bible for Children

Bardziej szczegółowo

ŚPIĄCA KRÓLEWNA. Występują: Narrator 1. Narrator 2. Narrator 3. Królewna Shimonna. Kryształowa wróżka. Bursztynowa wróżka.

ŚPIĄCA KRÓLEWNA. Występują: Narrator 1. Narrator 2. Narrator 3. Królewna Shimonna. Kryształowa wróżka. Bursztynowa wróżka. 1 do artykułu z cyklu Bajkowe Abecadło autorstwa Chanthy E.C. zamieszczonego na www.abcprzedszkola.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. ŚPIĄCA KRÓLEWNA Występują: Narrator 1 Narrator 2 Narrator 3 Królewna Shimonna

Bardziej szczegółowo

Bezpieczeństwo w szkole jest bardzo ważnym elementem, dzięki któremu możecie funkcjonować jako społeczność uczniowska w każdej placówce oświatowej.

Bezpieczeństwo w szkole jest bardzo ważnym elementem, dzięki któremu możecie funkcjonować jako społeczność uczniowska w każdej placówce oświatowej. Autor: Eryk Miotk Bezpieczeństwo w szkole jest bardzo ważnym elementem, dzięki któremu możecie funkcjonować jako społeczność uczniowska w każdej placówce oświatowej. Pamiętajcie, że musicie sami zadbać

Bardziej szczegółowo

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 MARKOWI MIDURZE NIGDY BY DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO, ŻE UŻYJE SUPER GLUE PRZECIWKO CZŁOWIEKOWI aatakowałem w tramwaju. Była wtedy jedenasta w nocy. Miałem w kieszeni tubkę super glue,

Bardziej szczegółowo

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły.

Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. SZKOŁA dla RODZICÓW Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły. (...) Dzieci potrzebują tego, aby ich uczucia były akceptowane i doceniane. Kto pyta nie błądzi. Jak pomóc

Bardziej szczegółowo

Pierwsza pomoc przedmedyczna c.d. -zagrożenia dla ratownika INFORMACJE INSPEKTORATU BHP

Pierwsza pomoc przedmedyczna c.d. -zagrożenia dla ratownika INFORMACJE INSPEKTORATU BHP Pierwsza pomoc przedmedyczna c.d. -zagrożenia dla ratownika INFORMACJE INSPEKTORATU BHP Zagrożenia dla ratownika Podczas udzielania pierwszej pomocy może dojść do zakażenia patogenami przenoszonymi przez

Bardziej szczegółowo

dla Mariusza Krótka historia o z łosiem w tle.

dla Mariusza Krótka historia o z łosiem w tle. Krótka historia o życiu z łosiem w tle. Kim jest Mariusz? Mariusz Kowalczyk - Mario Przystojny 34 letni brunet o niebieskoszarych oczach, pasjonat muzyki i życia W jego życiu liczą się trzy kobiety: żona

Bardziej szczegółowo

WYCISZAMY PLANETĘ CO ROBI CZŁOWIEK STROSKANY, KIEDY NIE MOŻE WYTRZYMAĆ? TRZYMA KARABIN!

WYCISZAMY PLANETĘ CO ROBI CZŁOWIEK STROSKANY, KIEDY NIE MOŻE WYTRZYMAĆ? TRZYMA KARABIN! WYCISZAMY PLANETĘ CO ROBI CZŁOWIEK STROSKANY, KIEDY NIE MOŻE WYTRZYMAĆ? TRZYMA KARABIN! 2 CO ROBI CZŁOWIEK ULEGŁY, KIEDY NIE MOŻE WYTRZYMAĆ? RZUCA BOMBY! CO ROBI CZŁOWIEK MIŁOSIERNY, KIEDY NIE MOŻE WYTRZYMAĆ?

Bardziej szczegółowo

Ilustrował Marek Nawrocki. Nasza Księgarnia

Ilustrował Marek Nawrocki. Nasza Księgarnia Ilustrował Marek Nawrocki Nasza Księgarnia Maciuś nie może spać i spać! Minęło jutro. I wreszcie miało przyjść pojutrze. Od wyjazdu na wakacje do gęstego lasu dzieliła Okropnego Maciusia tylko jedna noc.

Bardziej szczegółowo

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi.

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. Pokochaj i przytul dziecko z ADHD ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. TYPOWE ZACHOWANIA DZIECI Z ADHD: stale wierci się na krześle,

Bardziej szczegółowo

Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia

Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia Co to są prawa?....3 Co to jest dobro dziecka?....4 Co to jest ochrona przed dyskryminacją?....5 Co to jest ochrona?....6 Co to jest sąd?...7 Co to jest

Bardziej szczegółowo

RESUSCYTACJA KRĄŻENIOWO - ODDECHOWA (RKO) CENTRUM POWIADAMIANIA RATUNKOWEGO W POZNANIU

RESUSCYTACJA KRĄŻENIOWO - ODDECHOWA (RKO) CENTRUM POWIADAMIANIA RATUNKOWEGO W POZNANIU RESUSCYTACJA KRĄŻENIOWO - ODDECHOWA (RKO) CENTRUM POWIADAMIANIA RATUNKOWEGO W POZNANIU WIADOMOŚCI PODSTAWOWE Nagłe zatrzymanie krążenia (NZK) jest główną przyczyną śmierci w Europie Dochodzi do 350 700

Bardziej szczegółowo

Podstawowe zabiegi resuscytacyjne u dorosłych

Podstawowe zabiegi resuscytacyjne u dorosłych 1 Podstawowe zabiegi resuscytacyjne u dorosłych Algorytm BLS zaleca: 1. Upewnij się czy poszkodowany i wszyscy świadkowie zdarzenia są bezpieczni. 2. Sprawdź reakcję poszkodowanego (rys. 1): delikatnie

Bardziej szczegółowo

Minęły dwa lata od pierwszego wydania książki o energetycznym

Minęły dwa lata od pierwszego wydania książki o energetycznym Przedmowa Minęły dwa lata od pierwszego wydania książki o energetycznym oczyszczaniu domu. Od tej pory tysiące ludzi korzysta z rytuałów w niej opisanych, by uwolnić swój dom i świadomość od dawnych obciążeń

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

Tekst: Barbara Wicher Ilustracje: Ewa Podleś

Tekst: Barbara Wicher Ilustracje: Ewa Podleś Tekst: Barbara Wicher Ilustracje: Ewa Podleś Wydawnictwo Skrzat Kraków p 3...czytam zdania pojedyncze i złożone pierwsze czytanki Książki z serii Detektyw Łodyga na tropie zagadek przyrodniczych zostały

Bardziej szczegółowo

Przygotowanie do przyjęcia Sakramentu Pojednania

Przygotowanie do przyjęcia Sakramentu Pojednania Przygotowanie do przyjęcia Sakramentu Pojednania Czasem źle postępujemy Przez moje złe czyny (grzechy) inni ludzie się smucą, a czasami nawet płaczą. Moje złe czyny brudzą serce. Serce staje się brudne

Bardziej szczegółowo

PORADNIK ILUSTROWANY EGZAMINU PSA TOWARZYSZĄCEGO I stopnia PT-1

PORADNIK ILUSTROWANY EGZAMINU PSA TOWARZYSZĄCEGO I stopnia PT-1 PORADNIK ILUSTROWANY EGZAMINU PSA TOWARZYSZĄCEGO I stopnia PT-1 Do egzaminu zgłasza się dwóch przewodników z psami. Podchodzą do sędziego, zatrzymują się w postawie zasadniczej, psy siadają przy nodze.

Bardziej szczegółowo

Kierowco-piłeś NIE JEDŹ! Z poważaniem, Uczennica szkoły średniej.

Kierowco-piłeś NIE JEDŹ! Z poważaniem, Uczennica szkoły średniej. Drogi Kierowco! 14.11.2011 r Pamiętasz tamten wieczór...? Ruszyłeś spod dyskoteki z piskiem opon nagle na poboczu pojawiła się dziewczyna... Od wypadku minęły 4 miesiące... Ty jesteś na wolności, moja

Bardziej szczegółowo

16. niedziela po Trójcy Świętej

16. niedziela po Trójcy Świętej Centrum Misji i Ewangelizacji/ www.cme.org.pl 16. niedziela po Trójcy Świętej Główna myśl: Pan Jezus pociesza Tekst: J 11,1,3,17-27 Wskrzeszenie Łazarza Wiersz: Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD K A T A R Z Y N A O R K I S Z S T O W A R Z Y S Z E N I E N A R Z E C Z D Z I E C I Z N A D P O B U D L I W O Ś C I Ą P S Y C H O R U C H O W Ą Moment narodzenia

Bardziej szczegółowo

Katharsis. Tyle bezimiennych wierszy, ilu poległych rycerzy Dariusz Okoń

Katharsis. Tyle bezimiennych wierszy, ilu poległych rycerzy Dariusz Okoń 1 Spis treści Od Autora......6 Katharsis...7 Zimowy wieczór......8 Cierpienie i rozpacz......9 Cel.... 10 Brat Niebieski.... 11 Czas.... 12 Opętana.... 14 * * * [Moja dusza słaba].... 16 * * * [Człowiek

Bardziej szczegółowo

N-LA N-l mówi: -Dziś powitamy się piosenka: Witam Cię, jak się masz, machnij prawą ręką, miło mi widzieć Cię, witam Cię piosenką x 2

N-LA N-l mówi: -Dziś powitamy się piosenka: Witam Cię, jak się masz, machnij prawą ręką, miło mi widzieć Cię, witam Cię piosenką x 2 I Część wstępna TOK ZAJĘĆ 1. Zabawa powitalna pt. Witam Cię CZYNNOŚCI N-LA N-l mówi: -Dziś powitamy się piosenka: Witam Cię, jak się masz, machnij prawą ręką, miło mi widzieć Cię, witam Cię piosenką x

Bardziej szczegółowo

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Szybciej poznaję ceny. To wszystko upraszcza. Mistrz konstrukcji metalowych, Martin Elsässer, w rozmowie o czasie. Liczą się proste rozwiązania wizyta w

Bardziej szczegółowo

Są rodziny, w których życie kwitnie.

Są rodziny, w których życie kwitnie. Są rodziny, w których życie kwitnie. Są rodziny, w których jest źle. Czy Twój dom jest spokojnym miejscem? Czy masz dokąd wracad? Czy czujesz się w domu bezpiecznie? Jeśli tak, to gratuluję. Niektóre dzieci

Bardziej szczegółowo

Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie

Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie Scenariusz widowiska scenicznego Zdrowo żyj Dzieci 5 6 letnie Teksty narratora i słowa piosenek Ewy Knap Choreografia Małgorzata Piotrowicz W widowisku wykorzystano muzykę zespołu ABBA Samorządowe Przedszkole

Bardziej szczegółowo

Marcin Pałasz. ilustracje Olga Reszelska

Marcin Pałasz. ilustracje Olga Reszelska Marcin Pałasz ilustracje Olga Reszelska Copyright by Marcin Pałasz Edycja Copyright by Skrzat, Kraków 2012 Redakcja: Sylwia Marszał Korekta: Agnieszka Sabak Skład: Łukasz Libiszewski Ilustracje: Olga Reszelska

Bardziej szczegółowo

JAK ROZMAWIAĆ Z BOGIEM?

JAK ROZMAWIAĆ Z BOGIEM? JAK ROZMAWIAĆ Z BOGIEM? wg Lucy Rooney, Robert Faricy SJ MODLITWA NA TYDZIEŃ DRUGI Skrucha i przyjęcie przebaczenia Pana Jezusa Dzień pierwszy Przeczytaj ze zrozumieniem fragment Pisma Świętego: Łk 18,

Bardziej szczegółowo

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH?

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH? JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH? Podstawowa zasada radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych:,,nie reaguj, tylko działaj Rodzice rzadko starają się dojść do tego, dlaczego ich

Bardziej szczegółowo

ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2.

ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2. ZASADY BEZPIECZNEGO ZACHOWANIA DLA NAJMŁODSZYCH, cz. 2. Dzieci z natury są spontaniczne i mało krytyczne. Trudno im również ocenić jak powinny zachować się w danej sytuacji, aby były bezpieczne. Nasze

Bardziej szczegółowo

JEAN GUITTON (1901-1995) Daj mi, Boże, pokój, pogodę ducha i radość

JEAN GUITTON (1901-1995) Daj mi, Boże, pokój, pogodę ducha i radość Niech będą błogosławione wszystkie drogi, Proste, krzywe i dookolne, Jeżeli prowadzą do Ciebie, Albowiem moja dusza bardziej tęskni za Tobą, Niż tęsknią nocni stróże, pokryci rosą, Za wschodzącym słońcem.

Bardziej szczegółowo

Schodzi ze sceny. Osoba chora siedzi na stole kołysząc się w przód i w tył

Schodzi ze sceny. Osoba chora siedzi na stole kołysząc się w przód i w tył Aktorzy: Akcja spektaklu tylko na pozór toczy się w świecie urojeń chorego człowieka. Tak naprawdę opowiada ona o toksycznej rzeczywistości, z którą stykamy się na co dzień: fałszywi demagodzy, lęk przed

Bardziej szczegółowo

Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii

Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii Centrum Misji i Ewangelizacji / www.cme.org.pl Konspekt szkółki niedzielnej propozycja 1. niedziela po Epifanii Główna myśl: Pan Jezus chce być blisko każdego z nas. Tekst: Mt 3,13-17: Chrzest Jezusa Wiersz:

Bardziej szczegółowo

POŻEGNANIE Z BLISKIMI

POŻEGNANIE Z BLISKIMI POŻEGNANIE Z BLISKIMI SPIS TREŚCI: Wprowadzenie Rozdział 1 POGRZEB Rozdział INNE SPOSOBY POŻEGNANIA 3 1 POŻEGNANIE Z BLISKIMI Wprowadzenie Czasami będziesz smutny, zły, będziesz płakać czy bać się tego,

Bardziej szczegółowo

Widziały gały co brały

Widziały gały co brały Widziały gały co brały KATARZYNA JEZIERSKA-TRATKIEWICZ Widziały gały co brały Uwagi autorki i wydawnictwa Wszystkie informacje zawarte w tej książce zostały przez autorkę starannie zebrane i przygotowane

Bardziej szczegółowo