6. ZIMOWE PODRÓŻE. w roku. Wyczuwałem je, jak źrebak wyczuwa zielone pola. Minęło

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "6. ZIMOWE PODRÓŻE. w roku. Wyczuwałem je, jak źrebak wyczuwa zielone pola. Minęło"

Transkrypt

1 6. ZIMOWE PODRÓŻE P rzez siedemdziesiąt lat przeżyłem chyba więcej rozdzierających pożegnań niż ktokolwiek inny. Uważam, że niewielu ludzi rozumie ten aspekt życia koncertującego artysty. O ile wiem, niektórzy z nas wyjeżdżają z lekkim sercem, ba, nawet nie mogą usiedzieć na miejscu. Jednak ja należę do ludzi, dla których rodzina ma ogromną wartość, tak samo jak wtedy, gdy byłem chłopcem, i wprost uwielbiam być w domu. Nie sugeruję, że ciągłe podróżowanie jest tylko dla mnie pasmem udręki, ukrywanym za fasadą sztucznego uśmiechu. Wyjazdy stały się przyzwyczajeniem, jakiego nabrałem dość wcześnie. Dały mi wiele satysfakcji, lecz w zamian wymagały dojmującego bólu pożegnań. W pierwszych latach tournée po Ameryce Aba i ja zostawialiśmy matkę z siostrami w Europie na długie trzy miesiące. Jedno takie pożegnanie było szczególnie bolesne: zdarzyło się w Neapolu 7 stycznia, w dzień urodzin Mamminy, lecz w gorączce przygotowań nikt z nas o tym nie pamiętał, a mama była zbyt dumna, by pisnąć choć słówko. Ojciec przypisywał jej ponury nastrój nadchodzącemu rozstaniu, dopóki na godzinę przed wyjściem statku w morze nie przyszło oświecenie i nie wróciła mu pamięć. Nawet bez takich katastrof, pożegnania, które rozdzielały rodzinę na długo, były dokuczliwe, a tęsknota za powrotem zawsze czaiła się w cieniu przyjemności płynących z przygody. Mimo to cieszyłem się z perspektywy wyruszenia w drogę. Zapach jesieni i parowych silników składały się dla mnie na woń życia nomadów, które rozpoczynając się w październiku, trwało sześć miesięcy w roku. Wyczuwałem je, jak źrebak wyczuwa zielone pola. Minęło wiele lat, podróżowanie stało się trwałą częścią mojego życia, zupełnie jak codzienne chodzenie do biura dla innych ludzi, a nowe stacje, hotele i sale koncertowe zyskały zadziwiające podobieństwo do wszystkich innych. Może to wskazywać zarówno na stępienie ciekawości, jak i na jej zaspokojenie. W młodości każda podróż oznaczała dla mnie odkrywanie czegoś nowego, nawet jeżeli wcześniej już to odkryłem. 136

2 Uwielbiałem podniecenie związane z podróżą z głębi lądu do portu na wybrzeżu. Nawet pociąg różnił się od innych, pracowicie obsługujących małe krajowe trasy, lecz udzielał mu się przepych czekającej go morskiej podróży. Jeżeli portem tym był na przykład Hawr, przejście z pociągu na statek było stosunkowo łatwe, piechotą po zadaszonym molo, lecz wielokrotnie płynęliśmy do Ameryki brytyjskimi liniowcami z Cherbourga, gdzie dystans między nabrzeżem a okrętem trzeba było pokonać łódką. Zwykle była noc i wiał silny wiatr, gdy mała łupina, załadowana po burty pasażerami i bagażem wypływała na wody kanału La Manche. Podrzucani falami, smagani wiatrem, ochlapywani deszczem i morską pianą zbliżaliśmy się do ogromnego, skąpanego w światłach pałacu na kotwicy. Oczom naszym ukazywali się marynarze, szykujący się do rzucenia nam trapu, a po wejściu na pokład, pośród wspaniałej feerii światła i ciepła odczuwaliśmy ogromną radość. Co to była za przyjemność i jak wiele stracił świat wraz z ich odejściem! Po drugiej stronie Atlantyku leżała Ameryka, czekając na odkrycie zadanie tak wielkie, że nawet częściowa jego realizacja wymagała kilku dobrych lat podróży. Mijając bezkresne prerie lub Wielkie Jezioro Słone, Aba i ja siedzieliśmy w wagonie obserwacyjnym, mając w nozdrzach zapach żelaznych kół na żelaznych drogach, a w uszach stukot kół. Do przedziału wracaliśmy zakurzeni i brudni. W ten sposób po raz pierwszy zobaczyliśmy Teksas i południowe stany tonące w dereniach i azaliach, a także Everglady na południu Florydy. Do Nowego Orleanu pojechaliśmy pociągiem Crescent Limited tak eleganckim, że składał się tylko z prywatnych apartamentów, z ubraną na biało służbą (aż trudno uwierzyć, że taki snobizm jeszcze tak niedawno był na porządku dziennym). Po przybyciu na miejsce jedliśmy kraby w miękkich pancerzykach i zachwycaliśmy się balkonami z kutego żelaza. Trasa przebiegała w stosunkowo spokojnym tempie, w każdym miejscu zatrzymywaliśmy się na kilka dni, co dawało nam czas na zwiedzanie, oglądanie krajobrazów i uzmysłowienie sobie szalonej różnorodności mojej ojczyzny. Do Palm Beach po raz pierwszy pojechałem w towarzystwie całej rodziny i to dopiero po usilnych próbach przekonania rodziców. Jack Salter, mój agent, poinformował nas o propozycji koncertu w Everglades Club za pięć tysięcy dolarów, w eleganckim centrum eleganckiego miasta, jednak żaden z tych faktów nie wywołał entuzjastycznej reakcji ze strony ojca i matki. Podejrzewali, że do klubu nie mogli należeć Żydzi. Pan Salter uspokoił ich, że wręcz przeciwnie, umowa została sporządzona przez pana nazwiskiem Seligman. Po 137

3 tym zapewnieniu rodzice dokonali pierwszego ustępstwa na rzecz socjety i wszyscy wyruszyliśmy na Florydę, gdzie okazało się, że pan Seligman był chyba jedynym Żydem w klubie. Ciekawe było przyjrzeć się życiu wyższych sfer, zobaczyć, jak panowie grają w polo, które jest chyba najciekawszą grą dla obserwatorów, kąpać się na pięknych plażach i rozkoszować egzotyczną roślinnością Evergladów. Właśnie w Palm Beach po raz pierwszy w życiu usłyszałem prawdziwe brzmienie jazzu. Po drugiej stronie torów kolejowych grupa murzyńskich chłopców grała dla własnej rozrywki na tarkach do prania i innych instrumentach. Nie posiadałem się z podziwu. Po roku lub dwóch takich trzymiesięcznych rozstań rodzice uznali, że lepiej będzie dla nas wszystkich, gdy Mammina i siostry założą bazę w Nowym Jorku, gdzie rodzina mogłaby przebywać razem pomiędzy koncertami w Bostonie, Nowym Orleanie i w innych miastach. Podróże pozostawiono mnie i Abie. Stały strumień listów, telegramów, do których z biegiem czasu dołączyły rozmowy telefoniczne, pomagał nam utrzymywać kontakt. Dzięki temu nadal czuliśmy się jedną rodziną. W podróży przeistaczaliśmy się z ojcem w parę kolegów. Nigdy nie uważałem go za mentora ani za nauczyciela, jeszcze mniej za policjanta, chociaż, co naturalne, zawsze troszczył się o mnie. W ogóle był troskliwym człowiekiem. Ilekroć Mammina dokuczała mu swoimi p-p-p-planami, dawał jej zdecydowany odpór. Jego motto brzmiało: Sprawdzać, i jeszcze raz sprawdzać. Szczególną uwagę zwracał na wszelkie nagłe zmiany temperatury i kazał wszystkim spać ze skarpetkami i pantoflami pod ręką, co miało zapobiegać złowrogim zakusom chłodnawej rankiem podłogi, dybiącej na nasze zdrowie. Często zwracał matce uwagę, że chodząc boso, ryzykuje życie, ona zaś obojętnie traktowała jego ostrzeżenia. Dla mnie podporządkowanie się nie stanowiło kłopotu. Co ciekawe, nigdy nie zmieniałem koszuli po koncercie, dopóki po zakończeniu występu w Lipsku Bruno Walter nie poradził mi, darowując buteleczkę własnego linimentu o zapachu żywicy, bym się nim nacierał i za każdym razem zmieniał koszulę. Aba, zawsze rygorystycznie wierny zasadom, które przyjął za swoje, przypominał mi o tym tak długo, jak długo pozostawałem pod jego opieką. Mimo troskliwości i uwagi nie zawsze mógł uchronić mnie przed zmęczeniem. Kiedyś w Bostonie przeżyłem pewną przygodę. Gdybym wtedy nie potraktował jej jak ostrzeżenia, z pewnością przydarzyłaby mi się później. Zasnąłem podczas koncertu. Podczas drugiego tutti w Koncercie Beethovena straciłem kontakt z tym, co się 138

4 dzieje na estradzie i wpadłem w stan przyjemnego odprężenia, jak koń drzemiący na stojąco na łące. Mniej więcej na dwa takty przed moim wejściem zorientowałem się, że jestem na estradzie, że za mną gra orkiestra, że przede mną są słuchacze, a dyrygent Siergiej Kusewicki stara się zwrócić moją uwagę i że w przeciągu najbliższych pięciu sekund mam coś zrobić. Tyle o użyteczności odruchu warunkowego, lecz chociaż wtedy cieszyłem się z uratowania koncertu, później żałowałem, iż sen nie okazał się na tyle głęboki, by pozwolić mi przegapić wejście, bo tylko to mogło ponad wszelką wątpliwość potwierdzić prawdziwość moich słów. Jednym z obowiązków ojca było chronienie mnie przed dziennikarzami, z czego wywiązywał się nader skutecznie. W ciągu tych lat udzielił kilku wywiadów, mama jednego, a ja ani jednego, dopóki nie dorosłem. Co jakiś czas robiono mi zdjęcia. Kilku reporterów zbierało się wtedy w jednym miejscu z nieporęcznymi aparatami, jakich wtedy używano, posypywali tacki proszkiem i odpalali flesze, co spowijało wszystkich obecnych kłębami wstrętnego dymu. Lecz te krótkie chwile były moimi jedynymi spotkaniami ze światem dziennikarskim. Bez wątpienia Aba troszczył się bardziej o mnie niż o siebie. Podczas pierwszych naszych podróży cierpiał na nawracające ataki bólu spowodowane dolegliwościami woreczka żółciowego, wychudł na wiór, aż wreszcie musiał poddać się operacji w Nowym Jorku. Jej termin zbiegł się z rozpoczęciem moich koncertów, więc Mammina zajęła jego miejsce u mojego boku. Nagle poczułem, że już nie jestem dzieckiem. Bardzo sprytnie i uprzejmie dała mi do zrozumienia (jak wcześniej), że teraz ja odpowiadam za nią. Nie podejrzewając niczego, pokazywałem jej drogę, radziłem, co najlepiej zamówić na śniadanie, pokazywałem miejscowe ciekawostki, jak ekspert opiekujący się nowicjuszem. Oprócz jednego z rodziców w podróżach towarzyszyła nam zawsze trzecia osoba: mój akompaniator. W odróżnieniu od pianisty skrzypek prawie nigdy nie pokazuje się bez wsparcia, bo istnieje niewiele utworów na skrzypce solo. Podczas pierwszej trasy w 1928 roku akompaniował mi Louis Persinger, lecz w Europie trzeba było zaangażować profesjonalistę. Nie było to zadanie dla każdego: nie tylko musiał dobrze grać na fortepianie, musiał także pasować do naszego rodzinnego kręgu. Przez jakiś czas zastanawialiśmy się nad zaangażowaniem młodego Louisa Kentnera, lecz skala jego talentu i osobowości sprawiły, że nie mieścił się w jej ramach. Rozsadziłby spoistość rodziny. Jednak szczęśliwy los zrządził, że przyszłość miała 139

5 skrzyżować nasze drogi: jako solistów w sali koncertowej i szwagrów w życiu prywatnym. Przez nasz dom przewinęło się sporo akompaniatorów, z niektórymi zaprzyjaźniliśmy się na dłużej. Pierwszym, przyjętym z polecenia Adolfa Buscha na sezon , był Hubert Giesen. Był dobrym muzykiem, niezawodnym i mocno zakorzenionym w tradycji niemieckiej, choć trochę mało elastycznym. Szanował moją matkę i sprawowane przez nią rządy, ja z kolei ufałem jego intuicji muzycznej i ogólnie rzecz biorąc dobrze czułem się w jego towarzystwie. Po dwóch sezonach z Hoopsie, jak go nazywaliśmy, Sam Franko amerykański skrzypek i kompozytor, który na emeryturę wyjechał do Berlina zaproponował nam Artura Balsama. Artur Balsam był jednym z najlepszych muzyków, jakich znałem. Z pochodzenia polski Żyd, potrzebował muzyki jak tlenu, dlatego przybył do Berlina, by zaczerpnąć oddechu, uczyć się w Hochschule i nie opuścić ani jednego koncertu, recitalu czy próby otwartej. Był prawdziwym wcieleniem życzliwego, łagodnego i wrażliwego młodego człowieka nauki, który zamiast ślęczeć dniami i nocami nad Talmudem, spędzał je ćwicząc i uczęszczając na koncerty. Pozostały czas wolny spędzał z nosem utkwionym w partyturach w wydaniu kieszonkowym. Podobnie jak niektóre kobiety robią na drutach, żeby uspokoić się i skupić, on kopiował partytury, z pietyzmem kaligrafując każdą nutę. Był kochanym człowiekiem, nieśmiałym bez fortepianu i prawdziwym władcą przy klawiaturze. Pamiętam, że Willa Cather podarowała mi kiedyś tom wierszy Heinego i Fausta Goethego. Balsam, który dobrze znał niemiecki, czytywał wraz ze mną te wiersze. Później przez długie lata był pianistą u Filharmoników Nowojorskich, a jeszcze później został cenionym solistą i nauczycielem. Gdy odszedł od nas, by zająć się własną karierą, do rodziny dołączył znakomity belgijski pianista Marcel Gazelle. Podobnie jak moje siostry, Marcel studiował u Ciampiego. Właśnie z jego polecenia zjawił się u nas w 1933 roku i pozostał z nami, dopóki nie wyjechaliśmy z Europy. Koncentrowaliśmy wspólnie każdej zimy, a także razem odbyliśmy podróż dookoła świata w 1935 roku. Nawet później rozstawaliśmy się tylko na krótko. Mam nadzieję, że kolejne strony wyjaśnią, dlaczego niewielu ludzi odegrało większą rolę w moim życiu niż Marcel. Właśnie z nim na nowo odkryłem Europę pod koniec II wojny światowej, właśnie z nim otworzyłem moją szkołę. Przez ostatnie lata swojego życia był jej dyrektorem artystycznym. Zaliczał się do moich najcenniejszych przyjaciół i kolegów. Od samego początku tak doskonale wpasował się w moją rodzinę, jakby nagle podarowano mi starszego brata. 140

6 Niewysoki, jasnowłosy, o bystrym umyśle i zwinnym ciele, był także najsympatyczniejszym, najżyczliwszym i najlepszym kompanem, jakiego można by sobie wymarzyć. Świetnie znał się na żartach, zachowując dobry nastrój nawet wtedy, gdy przykuty mdłościami do koi podczas przeprawy przez burzliwe Morze Tasmańskie otrzymał z okrutnych rąk Hephzibah, Yaltah i moich wyborną kolację złożoną ze śledzi i czekoladowego puddingu. Kochaliśmy go wszyscy. Nasza jednomyślność, bez najmniejszych nawet zastrzeżeń, była więcej niż dowodem naszej akceptacji, stanowiła kolejną nić więzi między nami. Ze swej strony Marcel rozumiał nas tak dobrze, jak my siebie nawzajem. Wychował się w ogrodniczym regionie Belgii, co dało mu umiłowanie zajęć na wolnym powietrzu oraz cierpliwość ogrodnika w stosunku do dzieci rozwijających się swoim naturalnym rytmem. Samodzielny od wczesnych lat dziecinnych i obdarzony nieskończenie praktycznym franko-belgijskim umysłem, z łatwością rozwiązywał wszelkie trudności, od samego początku radząc sobie z podróżami, bagażami, rozkładami zajęć i spotkań, a potem stał się siłą sprawczą najpierw wydziału fortepianu w konserwatorium w Gandawie, a potem w mojej szkole w Stoke d Abernon. W niezwykły sposób łączył geniusz administracyjny z poświęceniem i stałą gotowością niesienia pomocy. Pod koniec lat trzydziestych Marcel ożenił się i zabrał ze sobą do Gandawy moją przyjaciółkę z lat dziecinnych, skrzypaczkę Jacqueline Salomons. Wiele lat później, gdy udało mi się namówić go do pracy w Anglii, przyjechała razem z nim i zajęła się nauczaniem młodych skrzypków. Ogromną radość sprawia mi świadomość, że można w ten sposób zachować więzi z przeszłością. Dzięki Jacqueline, której już dziś nie ma wśród nas, i mnie w Surrey przetrwał duch Enescu. Jeżeli wszystkie podróże mojego życia czegoś mnie nauczyły, to z pewnością tego, że muzyka stanowi odbicie społeczeństwa, krajobrazów, a nawet klimatu i budowy geologicznej danego kraju. Weźmy, na przykład, Brahmsa. Jego dzieła, wyrosłe z mglistych krajobrazów północnych Niemiec, pełne są poszukiwań po omacku, rozmarzenia i introspekcji. Mgła tworzy wrażenie nieskończoności. Może rozciągać się tylko na pół metra, lecz równie dobrze może zakrywać cały świat, dokładnie tego nie wiadomo, i w tej niepewnej, niezmierzonej nieskończoności mgły człowiek zwraca się ku sobie, żeby przetrząsnąć zakamarki własnej duszy. Nieprzypadkowo mieszkańcy Hamburga i Bremy rozumieją Brahmsa jak żadna inna publiczność. I nie chodzi tu wcale o to, że Toscanini, wychowany pod bezchmurnym, słonecznym niebem Italii, nie potrafiłby wypełnić cichych przestrzeni w muzyce Brahmsa. Jest jeszcze za wcześnie, by stwierdzić, 141

7 czy współczesna muzyka, utraciwszy w większości swoje korzenie i zdana na łaskę byle kulturalnego powiewu, potrafi wyrazić nasze globalne społeczeństwo w tak samo zadowalający sposób, jak muzyka z przeszłości wyrażała bardziej stabilne społeczeństwa; niewykluczone też, że kompozytorzy nie mogą przetrwać bez lokalnej bazy. Lecz dla interpretatora starającego się oddać sprawiedliwość wielu kompozytorom, posiadanie różnorodnego dziedzictwa jest raczej korzystne. Nie potrafię od siebie oddzielić poszczególnych wpływów na moją grę od dawna bowiem stopiły się w jedno, jednak wyobrażam sobie nałożone wzajemnie na siebie elementy francuskie, niemieckie, włoskie i angielskie na rosyjsko-żydowsko-amerykańskich fundamentach. Wszystkie składają się na kompas z pół tuzinem gwiazd polarnych, z których każda koryguje odczyt innych, gwarantując, że interpretacja danego utworu jest wystarczająco klasyczna dla Niemca, wystarczająco wyrazista dla Rosjanina, wystarczająco wytworna dla Amerykanina, wystarczająco elegancka dla Francuza, wystarczająco logiczna dla Anglika Oczywiście kompasem tym nie steruje się świadomie, cechy narodowe są ważne tylko o tyle, o ile stanowią część mnie, sprawiając, że przynajmniej pod względem muzycznym jestem obywatelem świata. Fundamenty pod to zostały położone, gdy byłem nastolatkiem, podczas podróży nie tylko po Stanach Zjednoczonych, lecz także wzdłuż i wszerz zachodniej i środkowej Europy oraz na Wyspy Brytyjskie. Podczas cumowania w Wielkiej Brytanii w listopadzie 1929 roku wydawało mi się, że nawet nabrzeże tchnie atmosferą odmienną od amerykańskich czy francuskich nabrzeży, atmosferą dojrzałej stabilizacji, która przekonała mnie, że istnieje na świecie naród, którego wieki nauczyły roztropnej powściągliwości. Z tamtej wizyty w Londynie sprzed sześćdziesięciu lat dwa wydarzenia szczególnie zapisały mi się w pamięci. W dzień po moim recitalu w Rotten Row, ni stąd, ni zowąd spotkałem dżentelmena, który zsiadł z konia, żeby się przedstawić. Pokazał nam część londyńskich zabytków, a potem zaprosił do domu, by zademonstrować kolekcję różnych rodzajów drewna, przywiezionego z każdego zakątka ziemi. Był to Alexander L. Howard, kupiec, którego wiedza na temat drewna daleko wykraczała poza potrzeby handlu i sama w sobie stała się źródłem przyjemności. Był dla mnie pierwszym przykładem entuzjasty, którego zainteresowania czyniły bogatszym, co zaliczam do najbardziej godnych podziwu cech Brytyjczyków. Drugim wspomnieniem jest nieskazitelnie wykrochmalony fartuch pokojówki, która w naszym hotelowym apartamencie rozpalała 142

8 ogień lub dokładała do niego z mosiężnego pojemnika. Tradycyjny angielski ogień, płonący w otwartym kominku, przywodził mi na myśl czasy Karola Dickensa. Wydawał mi się nieskończenie staromodny i zarazem wspaniały, a wraz z cichą, wesołą i opanowaną pokojówką, pozostawił po sobie wrażenie angielskiej przytulności, nie dopuszczającej do głosu przygnębienia. Podczas tej i następnych podróży do Anglii odniosłem nieodparte wrażenie, że właśnie tam ojciec uspokajał się. Trzeba przyznać, że ilekroć podróżowaliśmy razem, Aba był zadowolony. Tak samo jak ja cieszył się połączeniem swobody i obowiązku, lecz w Anglii oddychał spokojnie i ufał światu, nigdy nie kwestionując stawek za koncerty, co zdarzało mu się gdzie indziej. Nawet gdy przyjeżdżaliśmy z całą rodziną, żyliśmy innym rytmem, jakby wspierało nas społeczeństwo, które podziela nasze poglądy na pracę, cierpliwość oraz dyscyplinę, i które nie traktowało nas odmiennie ani nie uważało za stosowne obsypywać nas przesadnie pochwałami. Jak się później okazało, w Anglii mieszkali pierwsi bliscy krewni, jakich poznałem (później mieli pojawić się inni w Rosji i w Izraelu). Nawet ktoś, kogo dzieciństwo było gęsto zaludnione tłumami kuzynów i wujów, z pewnością doceniłby rodzinę Millerów. Dla mnie byli rzeczywiście nie lada gratką. Dalecy krewni mojej matki, wuj Jack i ciocia Edie Millerowie, mieszkali z synem Jonem oraz córką Sonią w dużym, pięknym domu w pobliżu Richmond Park. Wuj Jack, który dorobił się majątku na sieci sklepów tytoniowych, był człowiekiem z rodzaju tych, których hojności nie sposób się oprzeć. Na przykład niebacznie wyrażony podziw dla jego zegarka wiązał się z ryzykiem, że natychmiast otrzymam go w prezencie, i chociaż z biegiem czasu nauczyłem się zachowywać to uczucie dla siebie, w następnych latach stałem się odbiorcą wielu bardzo wartościowych przedmiotów, tylko dlatego, że istniały, a wuj Jack sądził, że posiadanie ich sprawi mi radość. Ciotkę Edie pokochałem od pierwszego wejrzenia. Była delikatną, wrażliwą i dystyngowaną osobą, znakomitą pianistką-amatorką, dobrze znaną w gronie angielskich muzyków ze względu na osobiste ciepło i niespotykaną gościnność. Podczas każdej wizyty w Anglii odwiedzaliśmy Richmond Park, w rewanżu ona przychodziła na koncerty i organizowała nam czas. Gdy podczas drugiej trasy koncertowej zachorowałem, to właśnie ona zajęła się wszystkim (chorobie, którą okazało się zapalenie wyrostka, położyła wreszcie kres operacja w Bazylei w 1930 roku). Zawsze miała dla mnie specjalny podarunek kosz tropikalnych owoców: liczi, flaszowców, śliw daktylowych, 143

9 granatów, mango i innych, które w tamtych czasach można było dostać tylko w Londynie, lecz nie w żadnej innej stolicy rozwiniętego świata. Nie było ich nawet w Paryżu ani w Nowym Jorku. Wtedy nie miałem o tym pojęcia, lecz kontakty z rodziną Millerów stanowiły drugą zaprzepaszczoną sposobność poznania Diany. Matka Diany i ciotka Edie, obracając się w tych samych artystycznych kręgach, dobrze się znały. Gdy Diana i ja pobraliśmy się, ciotka Edie była najdroższą spośród znanych nam obojgu osób. Niestety, już nie żyje. Zawsze będzie mi jej brakować, bo bardzo ją kochałem. W Londynie nie brakowało owoców tropikalnych, jednak jego mieszkańcy traktowali bliżej znane mi owoce w sposób, który wprawiłby w osłupienie każdego Kalifornijczyka. Podczas mojego pierwszego pobytu na Wyspach zaprzyjaźniłem się z panem Tattersallem, z dynastii hodowców koni wyścigowych, dobrze znanej w Londynie za czasów księcia Regenta. Właśnie pan Tattersall pierwszy pokazał mi londyńską Tower, lecz nie mniej intrygująca od tej historycznej budowli była kolejna nowość, jaką mi zademonstrował: sekator do winogron. Tam, skąd pochodziłem, winogrona jadało się palcami, jednak w tej odległości od winnic ludzie używali dziwnego małego narzędzia do ucinania (a raczej odrywania, ponieważ z reguły słabo działało) porcji owoców z kiści dla każdego z gości przy stole. Przygotowując się do pierwszej wizyty w Londynie, skorzystałem z usług angielskiego menażera Lionela Powella. Układ jego biura przypominał swego rodzaju ziemski mikrokosmos, a każdemu kontynentowi przypisany był inny pokój. Dzięki niemu nawiązałem kontakty z firmą fonograficzną HMV (potem EMI), które przetrwały po dziś dzień. W tym względzie wiele zawdzięczam Davidowi Bicknellowi, który reprezentował firmę podczas podpisywania ze mną pierwszego kontraktu w 1929 roku i przez wiele lat później. Jego pełna ciepła, zawsze uśmiechnięta, rumiana angielska twarz sprawiała, że wszelkie negocjacje przebiegały w przyjaznej atmosferze, dzięki czemu nasze wspólne przedsięwzięcia z reguły kończyły się sukcesem. Spośród wszystkich wizyt w Anglii jedna jest dla mnie powodem szczególnej dumy. Miała miejsce w 1932 roku. W pewien letni piątek, odstępując od zasad rządzących wycieczkami, monsieur Vian, ojciec i ja wyruszyliśmy z Ville d Avray do Calais i dalej, do Londynu. Nasza wyprawa była bardzo przyjemna. Monsieur Vian nigdy wcześniej nie był w Anglii i swoim szampańskim humorem zaraził nawet nas, wytrawnych podróżników. Co do mnie, miałem właśnie dostąpić wielkiego, onieśmielającego przywileju: 144

10 nagrania dzieła współczesnego kompozytora pod jego własną dyrekcją. Kompozytorem tym był sir Edward Elgar, a utworem jego Koncert skrzypcowy, nad którym pracowałem sam, konsultując się jednak z Enescu przed wyjazdem do Londynu. Pamiętam, że Enescu scharakteryzował wtedy drugi temat solisty jako bardzo angielski. Mimo wcześniejszych doświadczeń nie bardzo zrozumiałem, o co mu chodzi, lecz teraz zgadzam się z nim w zupełności. Angielskość w tym kontekście rozumiem jako coś w rodzaju namiętnej niewinności, jakże odmiennej od czystej namiętności agresywnej, wybuchowej, wyszukanej itd. znanej mi z innych krajów. Jeżeli klimat rzeczywiście kształtuje muzykę, twórczość Elgara, tak angielska, że niemal niezrozumiała dla innych, wyraża zmienność w granicach dopuszczalnych przez pogodę. Pogoda też nie zna przesady, z wyjątkiem własnej płynności i reakcji na nią ludzi, którzy potrafią dostrzec niezliczone odcienie szarości na niebie i w zieleni krajobrazu, nigdy nie dochodząc do niestosownej skrajności. Jak później miałem się przekonać, w Anglii można przeżyć, nie używając w ogóle słów tak ani nie. Utrzymywanie, że którekolwiek z nich ma wartość absolutną, sugeruje fanatyzm, który, nawet w interesie najwznioślejszych spraw, zasługuje na powszechną nieufność. Po angielskiej stronie kanału La Manche czekał na nas prześliczny stary rolls-royce, należący do Harolda Holta, mojego angielskiego agenta (następcy Lionela Powella). Zawieziono nas do Grosvenor House, gdzie nie wpuszczono mnie do sali jadalnej ze względu na niestosowny strój (miałem wtedy na sobie szorty, a ponieważ szanuję zasady, więc nie protestowałem). Następnego ranka przybył Ivor Newton, żeby razem ze mną przegrać koncert, zanim zaprezentuję go Elgarowi. Było to moje pierwsze spotkanie z Ivorem i w ogóle z angielskim pianistą. Nie było nam pisane widzieć się przez dłuższy czas, lecz później często razem koncertowaliśmy. Ceniłem go bardzo wysoko. Jego uprzejmość, urok, zdolność wczuwania się w położenie innych i błyskotliwość przydawały się, gdy akompaniował znanym śpiewaczkom (które należy rozpieszczać, zważać na ich czasami nierówne tempa i transponować akompaniament, jeżeli pewnego dnia poczują, że nie mogą zaśpiewać pewnych dźwięków). Był znakomitym towarzyszem podróży. O godzinie drugiej obaj byliśmy już na miejscu, gdy przybył sir Edward. Jego wygląd zupełnie mnie zaskoczył. Z mojego doświadczenia kompozytorzy bywali prorokami z Biblii (Bloch) lub rycerskimi bohaterami (Enescu), nigdy zaś wiekowymi dżentelmenami z prowincji, którzy, dla dopełnienia obrazu, powinni chodzić ze sforą ujadających psów u nogi, i których podejście 145

11 do obowiązków wydało mi się, mówiąc oględnie, obojętne. Zaczęliśmy grać od momentu wejścia solisty. Nawet nie udało mi się dotrzeć do drugiego angielskiego tematu, gdy sir Edward przerwał nam. Powiedział, że jest pewien, iż nagranie pójdzie znakomicie, a tymczasem, jeżeli nie mamy nic przeciwko temu, pójdzie sobie na wyścigi! Na pocieszenie pozostawała mi myśl, że uznał moje umiejętności za wystarczające, chociaż niezupełnie udało mi się pozbyć podejrzeń, iż zawody zepchnęły na drugi plan wszelkie kwestie moich zalet i wad. Biorąc przykład z sir Edwarda, Aba i ja wyszliśmy na spacer. Mieliśmy rację, ufając osądowi mistrza. W studio Elgar emanował godnością, bez cienia zarozumiałości. Nigdy nie widziałem, żeby ktoś dyrygował bardziej oszczędnie lub okazywał mniej ochoty do narzucania własnej woli innym. Wszystko szło płynnie i spokojnie, zupełnie jakby jego obecność i ruchy były zbędne (wręcz przeciwnie). To wydarzenie nauczyło mnie o Anglii czegoś nowego: autorytet nie powinien natarczywie przypominać o swoim istnieniu. Zdecydowanie nie powinien ukrywać się za wyniosłymi manierami ani wyrażać liczbą orderów, lecz opanowaniem przywódcy pod ostrzałem. Im wódz spokojniejszy, im mniej dominuje, tym większy jest jego autorytet. Ten rodzaj autorytetu doskonali się przez tresurę psów, koni i manewry pułków, administrowanie całym imperium za pośrednictwem garści urzędników państwowych, przez całe lata godząc sprzeczne interesy wewnątrz systemu. Elgar w żadnym razie nie musiał martwić się o opozycję: orkiestra poddawała się jego niewidzialnemu autorytetowi z radością, ufnością i poświęceniem. Nagranie nie tylko udało się, było też dobre. Kilka miesięcy po naszym pierwszym spotkaniu po raz kolejny wykonaliśmy ten koncert, tym razem w Royal Albert Hall. Był to występ, który szesnastoletniego chłopca zarazem uczył pokory i dawał mu powód do dumy. W pierwszej połowie sir Thomas Beecham dyrygował moim wykonaniem koncertów skrzypcowych Bacha i Mozarta, a po przerwie Elgar, wsparty na czerwonym aksamitnym taborecie, poprowadził swój własny koncert. Wystąpienie u boku ulubionego kompozytora Anglików, a także najznakomitszego angielskiego dyrygenta było jak uzyskanie honorowego obywatelstwa miasta albo przyjęcie do rodziny. Nawet dzisiaj w tych metaforach nie ma ani krzty przesady. Doskonale oddają życzliwość, z jaką spotykam się w całej Anglii. Bardzo zależało mi na tym, żeby jak najprędzej zaprezentować nowo odkryty koncert we Francji. Cóż innego ma robić muzyczny kosmopolita, jak nie przenosić pyłek z kwiatu na kwiat, zapładniać, 146

12 rozpowszechniać, snuć pajęcze nici i budować filigranowe mosty? Nadal w ten sposób rozumiem swoje posłanie. Enescu znakomicie przygotował orkiestrę, rozumiejąc dzieło tak dobrze, że gdy Elgar przyszedł na próbę generalną, wysłuchał jej, nie przerywając ani razu. Francuska publiczność przyjęła koncert uprzejmie. W Ameryce muzyka Elgara dobrze się przyjęła, bo w kraju tak różnorodnym i tak otwartym na rzeczy nowe, na stare, na egzotyczne i na te zbyt dobrze znane każda muzyka może liczyć na swoją publiczność. Amerykanie potrafią przyznać, że czegoś nie znają i dać szansę nowości, co jest ich ogromną zaletą. Często grywałem tam Koncert Elgara, po raz pierwszy pod dyrekcją sir Malcolma Sargenta, i byłem świadkiem wzrostu jego popularności. Raz lub dwa zrobiłem skrót w ostatniej części, tuż przed czarowną kadencją, gdzie powtórzenie tematu sprawia, że napięcie opada, co rozprasza uwagę słuchaczy. Kiedyś spróbowałem skróconej wersji w Anglii i zostałem za to skarcony zupełnie słusznie, bo nie można poczynać sobie obcesowo z narodowym dziedzictwem żadnego kraju, bez względu na to, jak czyste ma się intencje. Zimowe miesiące spędzane w Nowym Jorku w dużym stopniu przyczyniały się do mojego muzycznego rozwoju, a osobą, której to zawdzięczam, był Toscanini. Tylko tym, którzy nigdy nie znali maestra, trudno będzie wyobrazić sobie, jak dalece dominował nad życiem muzycznym miasta. Żaden inny dyrygent nie zdobył sobie podobnej pozycji w żadnym innym mieście. Muzycznego prymatu Berlina nigdy nie podawano w wątpliwość, lecz w stolicy Niemiec o uwagę zabiegało przynajmniej z pół tuzina wielkich dyrygentów Walter, Kleiber, Muck, Busch, Furtwängler. W Nowym Jorku pozycja Toscaniniego była niekwestionowana. Jego osobowość wywarła na mnie ogromne wrażenie. Chociaż grywałem, na przykład, z Brunonem Walterem, nie przebywałem w muzycznej atmosferze, którą tworzył. Powrót do Nowego Jorku w latach trzydziestych oznaczał dla mnie zanurzenie w nadzwyczajnym środowisku stworzonym przez znakomitego dyrygenta. Nawet z oddali Toscanini emanował niesamowitą siłą, ponieważ każdego ranka w niedzielę dyrygował orkiestrą Filharmonii Nowojorskiej w programie nadawanym przez radio. Pamiętam, jak kiedyś w górach w pobliżu Denver ojciec zatrzymał samochód, żebyśmy mogli posłuchać jednego z tych niedzielnych koncertów i mimo słabej jakości dźwięku samochodowego radia, charakter i energia interpretacji Toscaniniego nieomylnie dawały się wyczuć. Gdy teraz słucham jego nagrań, często nie zgadzam się z jego interpretacjami. Muszę też przyznać, że pozostawił po sobie pamięć 147

13 nie tylko pozytywnych dokonań. Całe pokolenie dyrygentów niewolniczo odtwarzało zewnętrzne cechy jego sztuki dynamikę, niewzruszone tempa i precyzję rytmiczną lecz bez elastyczności, głębi i pewnych nierówności, które brały się z głębokiego zrozumienia muzyki. O ile on sam, podczas koncertów czy audycji radiowych, ustanawiał wzory doskonałości, jakich wcześniej w Ameryce nie było, jego naśladowcy masowo produkowali miałkie, szybkie, mdłe i puste interpretacje, dokonując egzekucji Beethovena na uszach amerykańskiej publiczności. Po tych zastrzeżeniach muszę jednak przyznać, że jestem wielkim dłużnikiem Toscaniniego. Symfonie Beethovena w jego interpretacji nadal rozbrzmiewają mi w uszach, a gdy sam dyryguję, wyczuwam ich echo, mimo że od tamtych czasów słyszałem niezliczone ich wykonania. Toscanini nie był doskonałym akompaniatorem na wzór Brunona Waltera. Prawdę mówiąc, trudno znaleźć dyrygentów, którzy bardziej by się od siebie różnili. Walter przechadzał się, podziwiając każdy kwiat, podczas gdy Toscanini wytrwale dążył do obranego celu. Jestem pewien, że odróżniał muzykę od muzyków, kształtując tych drugich pod dyktando tej pierwszej z bezlitosną precyzją. Nie tolerował najmniejszych nawet zbędnych ozdobników ani cienia przesady. Wobec mnie zachowywał się po ojcowsku, za co ja odpłacałem synowskim szacunkiem. Pewnej zimy razem wykonaliśmy Koncert Beethovena, przestudiowawszy go najpierw z fortepianem i osiągnąwszy doskonałe porozumienie. Wątpię, czy poszedłby na choćby najmniejszy kompromis między własną, wyidealizowaną koncepcją utworu, a moimi poglądami, lecz z drugiej strony nie pamiętam, żeby jego interpretacja kiedykolwiek mnie uraziła lub była sprzeczna z moimi odczuciami. Właśnie podczas przygotowań do tego koncertu Toscanini zademonstrował mi, co to znaczy pewność siebie. Pracując w jego apartamencie w hotelu Astor na Times Square (właścicielem hotelu był Włoch, w związku z czym podawanemu tam spaghetti nie można było niczego zarzucić), dotarliśmy do środka wolnej części, gdzie, po drugim tutti, dźwięk oznaczony jako perdendosi zawisa jakby na nitce, gdy nagle zadzwonił telefon. Naturalnie nie zwróciłem na to uwagi, podobnie jak mój ojciec, siedzący w kąciku oraz stukający w klawisze Toscanini (nie należał do wielkich pianistów). Telefon zadzwonił po raz drugi. Graliśmy dalej, lecz napięcie w pokoju z wolna osiągało punkt wrzenia. Po trzecim dzwonku Toscanini przerwał, wstał z taboretu i lekkimi, zdecydowanymi krokami podszedł nie do telefonu, lecz do gniazdka. Wyrwał je razem z pękiem kabli, kawałkami 148

14 drewna i tynku, po czym, bez słowa, bardzo spokojny, wrócił na swoje miejsce i kontynuował od miejsca, w którym przerwaliśmy. Gdy skończyła się trzecia część, rozległo się nieśmiałe pukanie do drzwi. Odprężony, bynajmniej nie zażenowany, Toscanini przyjaźnie zawołał: Avanti!, pierwsze słowa, jakie wypowiedział po tym, co zaszło. Drzwi otworzyły się, ukazując naszym oczom pełną skruchy trójkę: właściciela hotelu, jego żonę i elektryka. Wszyscy obiecali, że więcej się to nie powtórzy. Wybuch Toscaniniego przyjąłem na poły z przerażeniem, na poły z zazdrością, bo ani na chwilę nie stracił zimnej krwi. Ilekroć spotykaliśmy się, zawsze brał mnie w opiekę, jaką może dać tylko osoba zupełnie zjednoczona z sobą. Kiedyś, gdy razem płynęliśmy przez Atlantyk z Genui do Nowego Jorku, przeziębiłem się. Toscanini codziennie przychodził do mojej kajuty, słuchał, jak gram, doradzał mi, omawiał różne możliwości interpretacji. Dał mi kąsek mądrości do wykorzystania poza salą koncertową: ilekroć czuł przygnębienie, myślał o tysiącach ludzi, którym wiedzie się gorzej, i natychmiast humor mu wracał. Dopiero później uderzyło mnie, że jego moralny punkt widzenia jest niezupełnie bez zarzutu, lecz czy można zarzucić samozadowolenie komuś, kto tak dalece odporny był na autoanalizę? Po zakończeniu podróży miałem po raz pierwszy wystąpić w koncercie transmitowanym przez radio z Symfonią hiszpańską, pod dyrekcją Waltera Damroscha, niestety, moje przeklęte przeziębienie stawiało wszystko pod znakiem zapytania. Początkowo Mammina stanowczo oświadczyła, że nie powinienem ryzykować zdrowia w studiu, później zmiękła nieco pod wpływem płomiennych błagań moich i Aby. Zgodziła się, ale pod jednym warunkiem: mogę zagrać, jeżeli założę plaster z gorczycy. Dla ojca wydawało się to niemal tak okropne jak odwołanie audycji, lecz ja uważałem, że jestem równie wytrzymały, jak mały Holender z opowiadania, który palcem zatykał przeciekającą groblę. Zgodziłem się na to niezwykłe zastrzeżenie. Obietnica wystarczyła, zdałem egzamin. Mama, która zawsze stosowała środki zapobiegawcze o połowę silniejsze niż inni ludzie, tym razem zrobiła najłagodniejszy plaster, jaki można sobie było wyobrazić. Niemal zupełnie go nie czułem. Toscanini nie zdobył sobie bezkrytycznej akceptacji Mamminy. Częściowo była to moja wina. Uważała, że jestem zbyt uniżony w jego obecności, a gdy razem graliśmy Beethovena dzień lub dwa po epizodzie z telefonem, zwróciła mi uwagę na przesadną służalczość, może obawiając się, że zatracę siebie w jego potężnym polu magnetycznym. Uważała, że nie spełnia jej kryteriów wielkości człowieka, 149

15 co mnie szczególnie nie zdziwiło, biorąc pod uwagę ich ostrość. Nieumiejętność trzymania nerwów na wodzy wzbudzała jej pogardę, co przypisywała nie śródziemnomorskiemu, lecz chłopskiemu pochodzeniu Toscaniniego. Wielki dyrygent był zdolny do małoduszności. Wiele lat później, w czerwcu 1946 roku, byłem tego świadkiem. Różni artyści, wśród nich ja, którzy dawali wtedy koncerty w Mediolanie, żeby zdobyć pieniądze na remont La Scali, zostali zaproszeni na kolację wydawaną przez córkę Toscaniniego, hrabinę de Castelbarco. Przy jednym stole siedział on, ja i paru innych muzyków. Rozmowa, jak zwykle przy takich okazjach, zeszła na dyrygentów. Toscanini rozszarpywał na strzępy jednego kolegę po drugim, a zebrani przy stole pochlebcy bez mrugnięcia okiem przełykali jego złośliwości. Gdy na wieczny spoczynek, chociaż bez błogosławieństwa, złożono szczątki piętnastego kompozytora, nie mogłem się już dłużej powstrzymać: Ależ maestro, z pewnością Bruno Walter ma jakieś zalety! Bruno Walter? odparł Toscanini. Sentymentalny głupek! I w ten sposób reputacja szesnastego kolegi legła w gruzach. Naszą nowojorską bazą był apartament w hotelu Ansonia na górnym Broadwayu, w którym muzycy bywali częstymi gośćmi, więc nikomu nie przeszkadzało, że ćwiczą. Oprócz sypialni mieliśmy dla siebie także kuchnię i pokój gościnny, wszystko znacznie tańsze i bardziej odpowiadające naszemu stylowi życia niż podobne instytucje przy Fifth Avenue czy Park Avenue. Robiliśmy to, co nam się podobało, zatrudniliśmy hożą, dobroduszną murzyńską kucharkę, podejmowaliśmy przyjaciół i znajomych, w tym czarnoskórego pieśniarza Rolanda Hayesa i Olina Downesa, krytyka muzycznego z New York Timesa. Ehrmanowie odwiedzali nas, ilekroć ich nowojorski pobyt pokrywał się z naszym, a krąg miejscowych znajomości stale się rozszerzał i pogłębiał. Gdy jeszcze nie podróżowaliśmy do Ameryki całą rodziną, Aba i ja zatrzymywaliśmy się w Nowym Jorku u doktora Garbata i jego żony. Pamiętam, jak wiele matczynego ciepła i opiekuńczości doznałem od pani Garbat, zwłaszcza pewnego razu w 1931 roku, gdy niedyspozycja zagrażała recitalowi, na którym miałem wykonać Sonatę Francka, a na widowni miał zasiąść sam Toscanini. Ojciec i pani Garbat tak się o mnie zatroszczyli, że dotarłem na salę koncertową w zupełnie znośnej formie. Nasza przyjaźń z rodziną Leventrittów stała się coraz ważniejszą częścią mojego życia, zwłaszcza ze względu na ich córkę, Rosalie, która bardzo mi się spodobała. Przez Leventrittów poznaliśmy z kolei Lionello Pererę, włoskiego bankiera, ojca trzech czarujących 150

16 córek. Spośród nich najbardziej zaprzyjaźniłem się z Lydią. Rosalie i Lydia były moimi nowojorskimi sympatiami, lecz nasze spotkania odbywały się głównie w rodzinnym gronie w jednym z domów, gdzie całe młode pokolenie zbierało się razem, żeby wymyślać i rozwiązywać rebusy. Brat Rosalie, Victor, studiował wtedy na Harvardzie. Świetnie grał w szachy i zawsze ze mną wygrywał, za wyjątkiem tego jednego razu, gdy po koncercie w Bostonie pod batutą Kusewickiego wróciłem do hotelu i odniosłem moje jedyne zwycięstwo. Jak zbyt wielu błyskotliwych młodych mężczyzn, których znałem, Victor także umarł młodo. Od czasu do czasu w Nowym Jorku odwiedzał nas Enescu. Jedną taką wizytę pamiętam szczególnie wyraźnie. Rodzice często zabierali nas do Teatru Żydowskiego, prężnego ośrodka dramatycznego i ludowej kultury jidysz, stanowiącego klasę samą dla siebie pośród nowojorskich rozrywek. Pragnęliśmy zabrać tam Enescu, więc drastycznie naruszyliśmy rodzinny porządek dnia. Po kolacji w libańskiej restauracji pojechaliśmy do teatru, a stamtąd do kolejnej restauracji, żeby się zabawić. O czwartej nad ranem wszyscy czuliśmy się wyczerpani wieczorem spędzonym w tak hulaszczy sposób. Po raz pierwszy w życiu nie położyłem się wtedy spać. Później Enescu przyszedł na próbę Koncertu Brahmsa, który zagrałem tak źle, że kazał mi po raz kolejny przegrać ostatnią część, gdy dyrygent i orkiestra już się rozeszli. Po próbie miałem zaproszenie na lunch od Esther, wtedy już żony młodego i przystojnego Claude a Lazarda, oczekującej pierwszego dziecka. Mimo to nie przestała być moją Dulcyneą. Poruszony perspektywą tego spotkania i obawiając się, że nie zdążę, zagrałem ostatnią część o wiele za szybko, gubiąc po drodze wszelką dynamikę i napięcie. Enescu zwrócił mi uwagę, że nie można tego zostawić w tak opłakanym stanie, i kazał od razu wszystko poprawić. Poprawiłem. Wyznałem mu potem, że kobieta, z którą byłem umówiony, spodziewa się dziecka. W swej rycerskości doskonale zrozumiał mój niepokój. Ach! To najświętszy stan kobiety powiedział. Mimo to Brahms zawsze był u niego na pierwszym miejscu. Enescu w wieku dziesięciu czy jedenastu lat grał w sekcji smyczkowej orkiestry Konserwatorium Wiedeńskiego. Był najmłodszym muzykiem w jej składzie, gdy konserwatoryjna orkiestra wykonywała jedną z symfonii Brahmsa pod dyrekcją samego kompozytora, który na zawsze pozostał jego ulubionym. Mam świadomość, że jego interpretacja muzyki tego genialnego Niemca pozostawiła na mojej niezatarte piętno. Apartament w hotelu Ansonia był za mały na przyjęcia, dlatego matka nie mogła zapraszać wszystkich. Mimo to niektórzy z naszych 151

17 przyjaciół odwiedzali nas dość często, jak kochana Willa Cather, której przedstawili nas Jan i Isabelle Hambourg w 1930 roku. Od samego początku zbliżyła się do naszej rodziny: my dzieci od początku nazywaliśmy ją ciocią, a Mammina, nie mogąc się oprzeć jej szczeremu autentyzmowi, traktowała ją jak siostrę. Nie wiem, czy wiedziały, że chociaż dzieliło je pół świata, jako nastolatki obie wywoływały skandale, nosząc krótko obcięte włosy, lecz chyba właśnie to predestynowało je do siostrzanej bliskości. Ich zwierzenia musiały być fascynujące, niestety, nie dane mi było ich podsłuchać. Pragnąc ochronić tę bliskość, a może też przydać jej nimbu nieśmiertelności, po śmierci cioci Willi Mammina spaliła jej listy. Willa Cather była wcieleniem Ameryki, Ameryki, która dawno przestała istnieć. Jej książki, jak wszyscy wiedzą, opisują kraj jeszcze w dużej mierze bliski przyrodzie i rolniczy styl życia osadników, którzy niedawno przybyli z Europy, a których tradycje były tym cenniejsze, że zostały przeszczepione na obcą ziemię. Dopiero niedawno Ameryka stała się społeczeństwem abstrakcji. Niewątpliwie i wtedy istniało abstrakcyjne pojęcie poszukiwania szczęścia, lecz samo szczęście nie stało się jeszcze abstrakcją i miało swoje korzenie w ziemi, jak sama ciocia Willa. Wzrok i słuch miała wyczulone na piękno natury, grę światła w krajobrazie, szelest liści na drzewach, a także realistyczne, przenikliwe i pełne współczucia zrozumienie dla człowieka w jego środowisku. Ludzie, o których pisała, pozostawali członkami własnych społeczności, czy to na Środkowym Zachodzie, w Nowym Meksyku, czy w Quebecu. Właśnie ta cecha świadczy o amerykańskości jej dzieł. Nie jest przesadą stwierdzenie, że ukazała twarz Ameryki nam młodym, którzy dojrzewaliśmy wśród dorosłych urodzonych przeważnie za granicą. Jej męska figura i prowincjonalna świeżość, szczerość i uderzająco niebieskie oczy, różowa skóra i energiczny sposób bycia były zjawiskiem tyleż pokrzepiającym, co obcym, czymś w rodzaju ruchu Christian Temperance czy skautek. We wspomnieniach sprzed ćwierć wieku nadała historyczną perspektywę moim biadaniom nad Nowym Jorkiem, wskrzeszając Manhattan, w którym całe domy należały do pojedynczych rodzin, których ojcowie chodzili pieszo lub jeździli konno na Wall Street, uchylając kapelusza napotkanym po drodze znajomym. A przecież już pod koniec lat dwudziestych sama myśl, że można znać sąsiadów przy Fifth Avenue, wydawała się absurdalna. Emanowała siłą i łagodnością. Odkąd przybyła na wschód, zawsze rezerwowała sobie czas na spacery w Central Parku, który do 152

18 jej rodzinnej Nebraski miał się tak, jak zagajnik do nieskończonych prerii. Lubiła przechadzać się wokół jeziora w parku, gdzie kontakt z ziemią odnawiał świadomość przynależności, w centrum metropolii, w której tak wiele sprzysięgło się przeciwko poczuciu wspólnoty. Razem z siostrami, my, bywalcy wielu parków, często jej towarzyszyliśmy, zmieniając się na honorowym miejscu u jej boku. Spotykałem się z nią, ilekroć nadarzała się sposobność, nie tylko w Nowym Jorku, lecz także w Los Angeles, dokąd czasami przyjeżdżałem na występy, gdy z kolei ona odwiedzała tam krewnych. Moje pierwsze nieszczęśliwe małżeństwo sprawiło, że poszukałem w niej oparcia. Właśnie wtedy ciocia Willa okazała się osobą, której mogłem w pełni zaufać. Mogłem wyznać jej wszystko, co leżało mi na sercu, ze świadomością, że nigdy nie wykorzysta tego przeciwko mnie i nadal będzie mnie szanować. W tamtych dniach wiele spacerowaliśmy wokół jeziora. W parze z siłą ducha szła u niej cierpliwość i sprawiedliwość, które jednak nie wykluczały pewnej dozy surowości sądów. Istniały rzeczy, których nie tolerowała, jak na przykład wystawianie się na widok publiczny w prasie lub w radio. Gardziła wszystkim, czym zachwycały się tłumy, zachowując podziw dla indywidualnych wysiłków człowieka. Stopniowo wycofywała się ze społeczeństwa i zbliżała do nas. Świat zewnętrzny stawał się dla niej coraz mniej przejrzysty, jak spowita mgłami wyspa Grand Manan w zatoce Fundy, gdzie wybudowała sobie letni dom. Lecz życie domowe toczyło się własnymi torami, z przyjęciami, urodzinowymi kolacjami, wyjściami do Metropolitan Opera, koszami kwiatów i drzewek pomarańczowych, przybywających pośród zamieci, a nade wszystko książkami i spacerami po Central Parku. Uwielbiała wszystko to, co stare, europejskie i wielowarstwowe, a przede wszystkim muzykę, czyli rzeczy, których nie odziedziczyła po przodkach. Szacunek nie kierował jej jednak na manowce zwątpienia, okazywanego przez niektórych Amerykanów w obliczu Europy. Na początku 1936 roku, tuż przed powrotem do Kalifornii, musiałem wyrazić niepewność co do własnej przyszłości, bo w odpowiedzi otrzymałem te słowa, które z perspektywy czasu wydają się prorocze: Tak, drogi chłopcze, rzeczywiście masz trudny orzech do zgryzienia. Ale to problem, z którym uporać się musi każdy amerykański artysta. Jeżeli na zawsze pozostaniemy w naszym kraju, będzie nam brakować towarzystwa wprawnych i zdyscyplinowanych umysłów. Tutaj nie ma norm rządzących gustem ani reakcją na sztukę, z wyjątkiem czysto emocjonalnych. 153

19 Z drugiej strony, gdy przyjmiemy Europę bez reszty, stracimy poczucie przynależności, które jest tak ważne, a przez to część naszej rzeczywistości. Znam kilku bardzo utalentowanych młodych pisarzy, którzy w wieku dwudziestu jeden czy dwóch lat postanowili zostać Francuzami. Wyjechali za granicę, zamieszkali tam i odtąd słuch po nich zaginął. Widzisz sam, że nie mogą naprawdę być Francuzami, więc nieświadomie popełniają oszustwo. Rzeczy, które czujemy dzięki swojemu krajowi (ziemia, niebo, slang na ulicach), są chyba najlepszym kapitałem, z jakiego skorzystać może pisarz. Sam charakter twojej pracy oznacza pakuj manatki. Ty, Yehudi, będziesz po prostu musiał robić jedno i drugie, prowadzić dwa życia. Ale uważam, że powinieneś spędzać wakacje w rodzinnym kraju, kiedy tylko jest to możliwe. Jej przyjaciółka i biograf Elizabeth Shepley Sergeant napisała, że w Menuhinach znalazła jakby drugą rodzinę, dokładnie odpowiadającą jej gustom. Zupełnie odmienną od rodziny ukochanego ojca z jej pionierskimi tradycjami; w tym błyskotliwym żydowskim środowisku wykształcenie i sztuka wysuwały się na czoło, podczas gdy wszystko inne miało drugorzędne znaczenie. Gdy rozważyć te słowa w świetle uwagi wypowiedzianej przez Harsányi w Song of the Lark (Pieśni skowronka): Każdy artysta rodzi samego siebie, widać, że tworzenie fikcji i spotkania z nami powodowane były tym samym impulsem, że my, którzy znaleźliśmy naszą amerykańską pisarkę, daliśmy jej europejską powieść. Jeżeli rzeczywiście tak było, oddała nam ten dar w naturze i z nawiązką, dzieląc się z nami swoimi spostrzeżeniami na temat literatury europejskiej, darowując nam tomiki wierszy niemieckich poetów i zapoznając nas ze sztukami Szekspira. W naszym mieszkaniu był mały, bardzo przytulny pokoik. Był w nim stół, wokół którego ciocia Willa, Hephzibah, Yaltah, ja i towarzyszka cioci, Edith Lewis, często zbieraliśmy się, żeby czytać dzieła Szekspira. Każde z nas wcielało się w kilka postaci, a Willa wyjaśniała nam zawiłości języka i znaczenie sytuacji, dzieląc się z nami swoją radością i podnieceniem. Sama przetrząsała antykwariaty, żeby każdy z nas miał swój egzemplarz sztuki. Początkowo nie należałem do kręgu czytelników, gdyż często wyjeżdżałem w trasy koncertowe, lecz ubiegałem się o przyjęcie i zostałem przyjęty. Jej ulubionym autorem był Flaubert, na którym wzorowała oszczędność i elegancję własnego stylu. Cyzelowała własną prozę, dopóki nie błyszczała jak drogocenny kamień. Reprezentując Amerykę i pokazując nam europejskie wartości, ciocia Willa posiadła jedność w różnorodności, którą przeniknięte 154

20 jest całe moje życie. Widziałem już wiele innych Ameryk, odmiennych od mojej własnej, lecz z dystansu. Prawdziwe odkrycia miały nadejść później, a dokonałem ich, wychodząc z przesłanek tyleż amerykańskich, co europejskich. Na długo przed ujrzeniem Europy, nosiliśmy w sobie jej świadomość, ona ukształtowała naszych rodziców, dała nam książki, które czytaliśmy, i była źródłem muzyki. Poznane języki i podróże potwierdziły nasze upodobania, nigdy nie wykluczając Ameryki, lecz uzupełniając ją bogatym zbiorem dodatków. Podróże z lat młodości, odbywane dwa razy do roku przez Atlantyk nie podzieliły mojego życia na dwoje, raczej połączyły moje podwójne dziedzictwo w jedną doskonałą całość. 155

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych

Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych Sytuacja zawodowa pracujących osób niepełnosprawnych dr Renata Maciejewska Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie Struktura próby według miasta i płci Lublin Puławy Włodawa Ogółem

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków,

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, którzy twierdzą, że właściwie w ogóle nie rozmawiają ze swoimi dziećmi, odkąd skończyły osiem czy dziewięć lat. To może wyjaśniać, dlaczego przesiadują

Bardziej szczegółowo

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci!

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! W samo południe 14 Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! przed czytaniem 1. W internecie można znaleźć wiele rzeczy. W internecie, czyli właściwie gdzie? Opracujcie hasło INTERNET na podstawie własnych skojarzeń

Bardziej szczegółowo

MODLITWY. Autorka: Anna Młodawska (Leonette)

MODLITWY. Autorka: Anna Młodawska (Leonette) MODLITWY BLOG MOTYWACYJNY www.leonette.pl Panie, Ty wiesz o najsłodszych mych wspomnieniach, Panie, Ty wiesz o największych mych marzeniach, Panie, Ty wiesz czego dzisiaj tak żałuję, Panie, Ty wiesz czego

Bardziej szczegółowo

1 Ojcostwo na co dzień. Czyli czego dziecko potrzebuje od ojca Krzysztof Pilch

1 Ojcostwo na co dzień. Czyli czego dziecko potrzebuje od ojca Krzysztof Pilch 1 2 Spis treści Wstęp......6 Rozdział I: Co wpływa na to, jakim jesteś ojcem?...... 8 Twoje korzenie......8 Stereotypy.... 10 1. Dziecku do prawidłowego rozwoju wystarczy matka.... 11 2. Wychowanie to

Bardziej szczegółowo

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Sens życia Gdy na początku dnia czynię z wiarą znak krzyża, wymawiając słowa "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego", Bóg uświęca cały czas i przestrzeń, która otworzy

Bardziej szczegółowo

Pielgrzymka,18.01. 2013. Kochana Mamo!

Pielgrzymka,18.01. 2013. Kochana Mamo! Pielgrzymka,18.01. 2013 Kochana Mamo! Na początku mego listu chciałbym Ci podziękować za wiedzę, którą mi przekazałaś. Wiedza ta jest niesamowita i wielka. Cudownie ją opanowałem i staram się ją dobrze

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

Ewa Warta-Śmietana artystka śpiewaczka, prezes fundacji

Ewa Warta-Śmietana artystka śpiewaczka, prezes fundacji 1 Ewa Warta-Śmietana artystka śpiewaczka, prezes fundacji To wielkie szczęście, kiedy człowiek wykonuje swój zawód i nazywa to swoim hobby, miłością, pasją czy radością. Można to stwierdzenie odnieść do

Bardziej szczegółowo

SZCZEGÓŁOWE WYMAGANIA Z PRZEDMIOTU -MUZYKA- NA POSZCZEGÓLNE OCENY

SZCZEGÓŁOWE WYMAGANIA Z PRZEDMIOTU -MUZYKA- NA POSZCZEGÓLNE OCENY SZCZEGÓŁOWE WYMAGANIA Z PRZEDMIOTU -MUZYKA- NA POSZCZEGÓLNE OCENY Nauczyciel oceniając ucznia w klasach IV-VI bierze pod uwagę przede wszystkim jego aktywność, zaangażowanie i wkład pracy. Ocenianie aktywności,

Bardziej szczegółowo

Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza. (Albert Einstein)

Wyobraźnia jest ważniejsza niż wiedza. (Albert Einstein) Wiesław Ozga TreningAntystresowy.pl Afirmacje - modlitwa dziękczynna Powinniśmy wiedzieć czego chcemy, widzieć to, cieszyć się i z wielką wdzięcznością dziękować Bogu za to, że nasz doskonały plan staje

Bardziej szczegółowo

Relacja z pobytu na Majorce

Relacja z pobytu na Majorce Relacja z pobytu na Majorce Nasza podróż zaczęła się 27 lipca w Krakowie, skąd wyjechałyśmy na zagraniczne praktyki. Lot by pełen wrażeń i po około 3 godz. byłyśmy na miejscu, czyli w miejscowości Palma

Bardziej szczegółowo

Pod hiszpańskim niebem

Pod hiszpańskim niebem Pod hiszpańskim niebem 7 dni z Erasmusem ciężko jest z całego pobytu na stypendium opisać tylko siedem dni moja erasmusowa przygoda trwała ich dokładnie sto dziewięćdziesiąt sześć i każdy z tych dni był

Bardziej szczegółowo

Moje dziecko. idzie do. przedszkola

Moje dziecko. idzie do. przedszkola Nie jesteśmy po to, by budować statek, ale po to, by wskazywać drogę... Moje dziecko idzie do przedszkola czyli mini- poradnik dla Rodziców dzieci przekraczających po raz pierwszy próg przedszkola Drodzy

Bardziej szczegółowo

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Jako mała dziewczynka miałam wiele marzeń. Chciałam pomagać innym ludziom. Szczególnie starzy, samotni

Bardziej szczegółowo

MOCNE STRONY OSOBOWE:

MOCNE STRONY OSOBOWE: MOCNE STRONY OSOBOWE: To ja Kreatywność / pomysłowość Znajduję różne rozwiązania problemów Łatwo wpadam na nowe pomysły Mam wizjonerskie pomysły Szukam nowych możliwości i wypróbowuję je Potrafię coś zaprojektować

Bardziej szczegółowo

Dzielna dziewczyna życie Montse Grases

Dzielna dziewczyna życie Montse Grases Dzielna dziewczyna życie Montse Grases 1Czy wiesz, że na każdego z nas czeka w niebie wspaniały prezent? Montse Grases urodziła się 10 lipca 1941 roku w Barcelonie. Była wesołą i bardzo dobrą dziewczynką.

Bardziej szczegółowo

Test mocny stron. 1. Lubię myśleć o tym, jak można coś zmienić, ulepszyć. Ani pasuje, ani nie pasuje

Test mocny stron. 1. Lubię myśleć o tym, jak można coś zmienić, ulepszyć. Ani pasuje, ani nie pasuje Test mocny stron Poniżej znajduje się lista 55 stwierdzeń. Prosimy, abyś na skali pod każdym z nich określił, jak bardzo ono do Ciebie. Są to określenia, które wiele osób uznaje za korzystne i atrakcyjne.

Bardziej szczegółowo

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD K A T A R Z Y N A O R K I S Z S T O W A R Z Y S Z E N I E N A R Z E C Z D Z I E C I Z N A D P O B U D L I W O Ś C I Ą P S Y C H O R U C H O W Ą Moment narodzenia

Bardziej szczegółowo

Zasady Byłoby bardzo pomocne, gdyby kwestionariusz został wypełniony przed 3 czerwca 2011 roku.

Zasady Byłoby bardzo pomocne, gdyby kwestionariusz został wypełniony przed 3 czerwca 2011 roku. Opieka zdrowotna przyjazna dziecku - Dzieci i młodzież: powiedz nam co myślisz! Rada Europy jest międzynarodową organizacją, którą tworzy 47 krajów członkowskich. Jej działania obejmują 150 milionów dzieci

Bardziej szczegółowo

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania.

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania. Tytuł: Marzenie Franka Kupki Tekst: Anna Cwojdzińska Ilustracje: Aleksandra Bugajewska Wydanie I, lipiec 2012 Text copyright Anna Cwojdzińska Illustration copyright Aleksandra Bugajewska Uprzejmie prosimy

Bardziej szczegółowo

Dom Ani Mój dom znajduje się w niewielkiej wsi 20km od Ostródy. Dla mnie jest miejscem niezwykłym, chyba najwspanialszym na świecie. To z nim wiążą się moje przeżycia z dzieciństwa, gdyż mieszkam tu od

Bardziej szczegółowo

Centrum Szkoleniowo-Terapeutyczne SELF. www.cst-self.pl

Centrum Szkoleniowo-Terapeutyczne SELF. www.cst-self.pl Centrum Szkoleniowo-Terapeutyczne SELF Biuro i gabinety psychoterapii: ul. Zygmuntowska 12/5, 35-025 Rzeszów Moje dziecko idzie do szkoły Dobry start szkolny ma zasadnicze znaczenie dla dalszej edukacji.

Bardziej szczegółowo

ING to my wszyscy. A nasz cel to: wspieranie i inspirowanie ludzi do bycia o krok do przodu w życiu i w biznesie.

ING to my wszyscy. A nasz cel to: wspieranie i inspirowanie ludzi do bycia o krok do przodu w życiu i w biznesie. Pomarańczowy Kod ING to my wszyscy. A nasz cel to: wspieranie i inspirowanie ludzi do bycia o krok do przodu w życiu i w biznesie. Pomarańczowy Kod determinuje sposób, w jaki realizujemy powyższy cel określa

Bardziej szczegółowo

Za kołem podbiegunowym. O 12UTC notowano 30.5 C w Kevo (69 45 N), 29.7 C w Tanabru (70 12 N), 29.2 C było w Karasjok.

Za kołem podbiegunowym. O 12UTC notowano 30.5 C w Kevo (69 45 N), 29.7 C w Tanabru (70 12 N), 29.2 C było w Karasjok. Dziś jeszcze cieplej Za kołem podbiegunowym. O 12UTC notowano 30.5 C w Kevo (69 45 N), 29.7 C w Tanabru (70 12 N), 29.2 C było w Karasjok. Ponownie padły rekordy ciepła m.in. w Tromsø, gdzie temperatura

Bardziej szczegółowo

M Ą D R O Ś Ć N O C Y

M Ą D R O Ś Ć N O C Y K H E N C Z E N T H R A N G U R I N P O C Z E A SONG FOR T H E K I NG Od pewnego czasu Gampopa miewał wiele dziwnych i żywych snów. Udał się więc do Milarepy po radę. Ten odpowiedział mu: Jesteś wielkim

Bardziej szczegółowo

Podsumowanie projektu

Podsumowanie projektu Podsumowanie projektu ESF01-2013 1 PL1 LEO01 37042 Uczniowie z Malborka wybierają zawody z przyszłością Prezentacja: Michalina Mościszko Projekt: Staże i praktyki zagraniczne dla osób kształcących się

Bardziej szczegółowo

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom.

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. W rodzinie wszystko się mieści Miłość i przyjaźń zawiera Rodzina wszystko oddaje Jak przyjaźń drzwi otwiera. Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. 1 Opracowanie: Anna Polachowska Korekta: Anna

Bardziej szczegółowo

Zapewne wasz trzylatek właśnie rozpocznie lub rozpoczął edukację przedszkolną, która wiąże się z pewnymi trudnościami dodatkowymi emocjami.

Zapewne wasz trzylatek właśnie rozpocznie lub rozpoczął edukację przedszkolną, która wiąże się z pewnymi trudnościami dodatkowymi emocjami. Współczesne przedszkola są otwarte na potrzeby rodziców i dzieci, dlatego też podejmują wiele inicjatyw i działań własnych, których celem jest podnoszenie jakości pracy placówki, a co za tym idzie podniesienie

Bardziej szczegółowo

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (1 J 4,11) Droga Uczennico! Drogi Uczniu!

Umiłowani, jeśli Bóg tak nas umiłował, to i my winniśmy się wzajemnie miłować. (1 J 4,11) Droga Uczennico! Drogi Uczniu! Droga Uczennico! Drogi Uczniu! Jesteś już uczniem i właśnie rozpoczynasz swoją przygodę ze szkołą. Poznajesz nowe koleżanki i nowych kolegów. Tworzysz razem z nimi grupę klasową i katechetyczną. Podczas

Bardziej szczegółowo

Duchowa Mądrość ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD L D KLEMP

Duchowa Mądrość ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD L D KLEMP Duchowa Mądrość o ZDROWIU I UZDRAWIANIU e HAROLD L D KLEMP P Duchowa Mądrość o ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD KLEMP E ECKANKAR www.eckankar.org Duchowa Mądrość o zdrowiu i uzdrawianiu Copyright 2008 ECKANKAR

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać!

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłosne Wierszyki Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłość jedyna jest Miłość nie zna końca Miłość cierpliwa jest zawsze ufająca

Bardziej szczegółowo

TRAVEL COACHING. WYSPY KANARYJSKIE

TRAVEL COACHING. WYSPY KANARYJSKIE Będąc szczęśliwym jesteś niemal jak słońce emanujesz wewnętrznym ciepłem i energią. Blask, który się z Ciebie emanuje ma moc oświetlenia wszystkich ścieżek, którymi chcesz pójść. Czasami jednak boisz się

Bardziej szczegółowo

Atmosfera jasnego szczęścia, oto czego duszy dziecięcej potrzeba. W niej żyje i rozwija się dla Boga. św. Urszula Ledóchowska

Atmosfera jasnego szczęścia, oto czego duszy dziecięcej potrzeba. W niej żyje i rozwija się dla Boga. św. Urszula Ledóchowska Atmosfera jasnego szczęścia, oto czego duszy dziecięcej potrzeba. W niej żyje i rozwija się dla Boga. św. Urszula Ledóchowska ATMOSFERA: - klimat społeczny, psychospołeczny - dotyczy tego, jak członkowie

Bardziej szczegółowo

Partnerski Projekt Szkół Comenius, Münster i Bremerhaven, 3-8 X 2011. Podsumowanie ewaluacji - wszystkie szkoły partnerskie

Partnerski Projekt Szkół Comenius, Münster i Bremerhaven, 3-8 X 2011. Podsumowanie ewaluacji - wszystkie szkoły partnerskie ARKUSZ EWALUACJI UCZNIA Partnerski Projekt Szkół Comenius, Münster i Bremerhaven, 3-8 X 2011 Podsumowanie ewaluacji - wszystkie szkoły partnerskie 1. Zawartość merytoryczną (naukową, poznawczą) programu

Bardziej szczegółowo

Operacja KRAINA MARZEN

Operacja KRAINA MARZEN Wydawca: Drägerwerk AG & Co. KGaA, Corporate Communications, Moislinger Allee 53 55, 23558 Lubeka www.draeger.com Drägerwerk AG & Co. KGaA, 2014. Wszelkie prawa zastrzeżone Tekst i koncepcja: Christiane

Bardziej szczegółowo

DOBRE MANIERY. DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania.

DOBRE MANIERY. DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania. DOBRE MANIERY DOBRE MANIERY: zachowanie społecznie właściwe. ETYKIETA: powszechnie przyjęte zasady właściwego zachowania. GRZECZNOŚĆ: dobre maniery i taktowne zachowanie. Dobre maniery świadczą o szacunku

Bardziej szczegółowo

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!!

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W dniu 30-04-2010 roku przeprowadziłem wywiad z moim opą -tak nazywam swojego holenderskiego dziadka, na bardzo polski temat-solidarność. Ten dzień jest może najlepszy

Bardziej szczegółowo

Jaki jest poziom Twojej skuteczności i gotowości do życia z pasją?

Jaki jest poziom Twojej skuteczności i gotowości do życia z pasją? Jaki jest poziom Twojej skuteczności i gotowości do życia z pasją? test, BONUS SPECJALNY dla czytelniczek i klientek Inkubatora Kobiecych Pasji Autorka testu: Grażyna Białopiotrowicz Jaki jest poziom Twojej

Bardziej szczegółowo

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy.

Spacer? uśmiechnął się zając. Mógłbyś używać nóg do bardziej pożytecznych rzeczy. Zając wychodził z siebie ze złości i krzyczał: Biegniemy jeszcze raz, jeszcze raz wkoło! Nie ma sprawy, odparł jeż, Ile razy masz ochotę. Biegał więc zając siedemdziesiąt trzy razy, a jeż ciągle dotrzymywał

Bardziej szczegółowo

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Szybciej poznaję ceny. To wszystko upraszcza. Mistrz konstrukcji metalowych, Martin Elsässer, w rozmowie o czasie. Liczą się proste rozwiązania wizyta w

Bardziej szczegółowo

Wszelkie prawa zastrzeżone. Matko. córki. Konferencja Kobieta jest trendy 5 marca 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone. Matko. córki. Konferencja Kobieta jest trendy 5 marca 2015 Wszelkie prawa zastrzeżone Matko córki Konferencja Kobieta jest trendy 5 marca 2015 Co się zmieniło? 14%-> 40% 44% 25-34 latków mieszka z rodzicami Wzrosła w latach 2002-2014 liczba 30-34-letnich Polaków

Bardziej szczegółowo

Wyniki są pozytywne, ale należy jeszcze zmniejszyć liczbę uczniów przez których ktoś płakał całkiem niedawno, szczególnie w klasie IV.

Wyniki są pozytywne, ale należy jeszcze zmniejszyć liczbę uczniów przez których ktoś płakał całkiem niedawno, szczególnie w klasie IV. Test Czy jesteś tolerancyjny? Człowiek tolerancyjny - jest wyrozumiały dla cudzych poglądów, upodobań, wierzeń, rozumie je i szanuje, zachowując swoją indywidualność: w swoich decyzjach i działaniach uwzględnia

Bardziej szczegółowo

Wycieczka do Gersheim

Wycieczka do Gersheim Wycieczka do Gersheim Na specjalne zaproszenie Pana Hansa Bollingera -dyrektora Gesamtschule Gersheim, prezesa Stowarzyszenia "Spotkania na Granicy" oraz Stowarzyszenia VEUBE - Spohns Haus, grupa siedmiu

Bardziej szczegółowo

SKALA ZDOLNOŚCI SPECJALNYCH W WERSJI DLA GIMNAZJUM (SZS-G) SZS-G Edyta Charzyńska, Ewa Wysocka, 2015

SKALA ZDOLNOŚCI SPECJALNYCH W WERSJI DLA GIMNAZJUM (SZS-G) SZS-G Edyta Charzyńska, Ewa Wysocka, 2015 SKALA ZDOLNOŚCI SPECJALNYCH W WERSJI DLA GIMNAZJUM (SZS-G) SZS-G Edyta Charzyńska, Ewa Wysocka, 2015 INSTRUKCJA Poniżej znajdują się twierdzenia dotyczące pewnych cech, zachowań, umiejętności i zdolności,

Bardziej szczegółowo

ALLELUJA. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja.

ALLELUJA. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. ALLELUJA 1. Niech zabrzmi Panu chwała w niebiosach, na wysokościach niech cześć oddadzą. Wielbijcie Pana Jego Zastępy, Wielbijcie Pana Duchy niebieskie. Ref. Alleluja, alleluja, alleluja, alleluja. Alleluja,

Bardziej szczegółowo

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej.

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. 34-letnia Emilia Zielińska w dniu 11 kwietnia 2014 otrzymała nowe życie - nerkę

Bardziej szczegółowo

Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w

Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w KLASA 1A Interesuje się motoryzacją, a pasją zaraził się od taty. Od lat bierze udział w wyścigach motocyklowych, a w przyszłości chciałby jeździć w zagranicznym klubie lub pracować w dziedzinie motoryzacji.

Bardziej szczegółowo

Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia

Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia Przyjazne dziecku prawodawstwo: Kluczowe pojęcia Co to są prawa?....3 Co to jest dobro dziecka?....4 Co to jest ochrona przed dyskryminacją?....5 Co to jest ochrona?....6 Co to jest sąd?...7 Co to jest

Bardziej szczegółowo

Życzliwość na co dzień

Życzliwość na co dzień Życzliwość na co dzień Codziennie na swojej drodze mijamy setki ludzi - w pracy, szkole, na ulicach, w sklepach i w komunikacji miejskiej. Czy nie byłoby nam wszystkim milej i łatwiej, gdybyśmy byli dla

Bardziej szczegółowo

Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014

Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014 Imię i nazwisko Klasa III Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014 Zestaw humanistyczny Kurs fotografii Instrukcja dla ucznia 1. Wpisz swoje imię i nazwisko oraz klasę. 2. Bardzo uważnie czytaj tekst

Bardziej szczegółowo

I GRA MUZYKA - WYD.: NOWA ERA. według nowej podstawy programowej

I GRA MUZYKA - WYD.: NOWA ERA. według nowej podstawy programowej WYMAGANIA EDUKACYJNE Z PRZEDMIOTU MUZYKA KLASA IV I GRA MUZYKA - WYD.: NOWA ERA według nowej podstawy programowej Ocenę dopuszczająca otrzymuje uczeń, który TREŚCI KONIECZNE- STOPIEŃ DOPUSZCZAJĄCY uczęszcza

Bardziej szczegółowo

Zapoznaj się z opisem trzech sytuacji. Twoim zadaniem będzie odegranie wskazanych ról.

Zapoznaj się z opisem trzech sytuacji. Twoim zadaniem będzie odegranie wskazanych ról. 11. W ramach wymiany młodzieżowej gościsz u siebie kolegę / koleżankę z Danii. Chcesz go / ją lepiej poznać. Zapytaj o jego/jej: miejsce zamieszkania, rodzeństwo, zainteresowania. Po przyjeździe do Londynu

Bardziej szczegółowo

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem!

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem! Proszę bardzo!...książka z przesłaniem! Przesłanie, które daje odpowiedź na pytanie co ja tu właściwie robię? Przesłanie, które odpowie na wszystkie twoje pytania i wątpliwości. Z tej książki dowiesz się,

Bardziej szczegółowo

Krystyna Wajda Horodko. Opowieści spod złocistej. Kraina Wodospadów. Moim dorosłym już dzieciom: Natalii, Filipkowi i Jakubowi

Krystyna Wajda Horodko. Opowieści spod złocistej. Kraina Wodospadów. Moim dorosłym już dzieciom: Natalii, Filipkowi i Jakubowi 2 Krystyna Wajda Horodko Opowieści spod złocistej tęczy Kraina Wodospadów Moim dorosłym już dzieciom: Natalii, Filipkowi i Jakubowi 4 K o s z a l i n 2013 by Krystyna Wajda, Koszalin 2013 ISBN 978-83-64234-09-5

Bardziej szczegółowo

RELACJE Z PIENIĘDZMI

RELACJE Z PIENIĘDZMI RELACJE Z PIENIĘDZMI Zapewne sprawdziłaś już w quizie, kim jesteś w relacji z pieniędzmi. Chomikiem? Strusiem? Motylem? Czy Mikołajem? Każda z tych osobowości ma swoje słabe i mocne strony: CHOMIK ma przymus

Bardziej szczegółowo

Opis wymaganych umiejętności na poszczególnych poziomach egzaminów DELF & DALF

Opis wymaganych umiejętności na poszczególnych poziomach egzaminów DELF & DALF Opis wymaganych umiejętności na poszczególnych poziomach egzaminów DELF & DALF Poziom Rozumienie ze słuchu Rozumienie tekstu pisanego Wypowiedź pisemna Wypowiedź ustna A1 Rozumiem proste słowa i potoczne

Bardziej szczegółowo

Rozdział 1. Nikt się nie ostał

Rozdział 1. Nikt się nie ostał Spis treści O autorze... 5 Plan wydarzeń...5 Streszczenie...7 Bohaterowie...48 Czas akcji...55 Miejsce akcji...55 Problematyka...56 Wypracowania...58 Zadania sprawdzające...63 Test...63 Krzyżówki...65

Bardziej szczegółowo

Powody niechęci dziecka do przedszkola można podzielić na kilka grup...

Powody niechęci dziecka do przedszkola można podzielić na kilka grup... Dlaczego dziecko nie chce iść do przedszkola? Zapytaliśmy Eksperta dlaczego maluchy nie chcą chodzić do przedszkola. Bez względu na to, czy Twój maluch buntuje się sporadycznie, czy nagminnie się awanturuje

Bardziej szczegółowo

Podziękowania naszych podopiecznych:

Podziękowania naszych podopiecznych: Podziękowania naszych podopiecznych: W imieniu swoim jak i moich rodziców składam ogromne podziękowanie Stowarzyszeniu za pomoc finansową. Dzięki działaniu właśnie tego Stowarzyszenia osoby niepełnosprawne

Bardziej szczegółowo

WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW

WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW WYBÓR SIEDMIU DIAKONÓW Teksty biblijne: Dz. Ap. 6, 1 7 Tekst pamięciowy: Gal. 6, 10 ( ) dobrze czyńmy wszystkim ( ) Nikt nie jest za mały, aby pomagać innym! Zastosowanie: * Pan Bóg pragnie, abyśmy otoczyli

Bardziej szczegółowo

Konspekt prezentacji Janusz Kusociński- patron naszej szkoły

Konspekt prezentacji Janusz Kusociński- patron naszej szkoły Konspekt prezentacji Janusz Kusociński- patron naszej szkoły 1. Slajd tytułowy- cytat Janusza Kusocińskiego 2.Slajd- Rodzina Janusz Kusociński urodził się 15 stycznia 1907 r. w Warszawie, jako szóste,

Bardziej szczegółowo

Zmiana przekonań, czyli jak stać się panem swojego umysłu

Zmiana przekonań, czyli jak stać się panem swojego umysłu Zmiana przekonań, czyli jak stać się panem swojego umysłu - Arkusz ćwiczeń - Lista ograniczających przekonań: Żeby być bogatym trzeba ciężko pracować W Polsce trudno jest zrobić biznes Świat jest brutalnym

Bardziej szczegółowo

Rodzina Gierlachów - koncert w rodzinnym mieście

Rodzina Gierlachów - koncert w rodzinnym mieście 1 Rodzina Gierlachów - koncert w rodzinnym mieście Chyba dobrze czuli się Państwo na sanockiej scenie. To było widać i słychać Tatiana Hempel-Gierlach: Tak, w Sanoku zgotowano nam wspaniałe przyjęcie,

Bardziej szczegółowo

ZAŁĄCZNIK: 6 WYMIARÓW ŻYCIA. S2-Efektywne radzenie sobie ze stresem jako czynnik zwiększający kompetencje interpersonalne.

ZAŁĄCZNIK: 6 WYMIARÓW ŻYCIA. S2-Efektywne radzenie sobie ze stresem jako czynnik zwiększający kompetencje interpersonalne. Strona1 ZAŁĄCZNIK: 6 WYMIARÓW ŻYCIA S2-Efektywne radzenie sobie ze stresem jako czynnik zwiększający kompetencje interpersonalne. Praca zawodowa to ważny aspekt życia. Aby uniknąć stresu warto zaplanować,

Bardziej szczegółowo

1 Uzależnienia jak ochronić siebie i bliskich Krzysztof Pilch

1 Uzależnienia jak ochronić siebie i bliskich Krzysztof Pilch 1 2 Spis treści Wprowadzenie......5 Rozdział I: Rodzaje uzależnień...... 7 Uzależnienia od substancji......8 Uzależnienia od czynności i zachowań.... 12 Cechy wspólne uzależnień.... 26 Rozdział II: Przyczyny

Bardziej szczegółowo

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH?

JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH? JAK RADZIĆ SOBIE Z NASTOLATKIEM W SYTUACJACH KONFLIKTOWYCH? Podstawowa zasada radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych:,,nie reaguj, tylko działaj Rodzice rzadko starają się dojść do tego, dlaczego ich

Bardziej szczegółowo

HOTEL 55 relaks FENG SHUI

HOTEL 55 relaks FENG SHUI HOTEL 55 relaks FENG SHUI Prezentacja: Joanna Przybysz, Agata Moszczyńska Projekt numer: ESF01-2013 1 PL1 LEO01 37042 Uczniowie z Malborka wybierają zawody z przyszłością Projekt: Staże i praktyki zagraniczne

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy. 5 6 Tyle nam powiedział Święty Paweł, jaka może być miłość: cierpliwa, wytrwała... Widzimy taką miłość w życiu między ludźmi. Możemy ją opisać, używając słów mniej lub bardziej udanych, ale można się zgubić

Bardziej szczegółowo

Słuch polskich seniorów 2014 Wyniki badania TNS Polska

Słuch polskich seniorów 2014 Wyniki badania TNS Polska Słuch polskich seniorów 2014 Wyniki badania TNS Polska Demografia Ludność w Polsce 38,5 mln * 8,3 mln (21,5 %) to osoby w wieku 60 i więcej lat * Populacja osób 60+ w Polsce 2025 8,9 mln 2035 9,6 mln (wg

Bardziej szczegółowo

Antonio Vivaldi. Wielki kompozytor baroku

Antonio Vivaldi. Wielki kompozytor baroku Antonio Vivaldi Wielki kompozytor baroku Antonio Lucio Vivaldi zwany Rudym Księdzem urodził się 1678 roku w Wenecji, a dokonałżywota podczas podróży w Wiedniu. Był to 1741r. W skrócie A kim on był? Kompozytorem

Bardziej szczegółowo

PRZEDMIOTOWY SYSTEM OCENIANIA MUZYKA kl IV

PRZEDMIOTOWY SYSTEM OCENIANIA MUZYKA kl IV PRZEDMIOTOWY SYSTEM OCENIANIA MUZYKA kl IV STANDARDY WYMAGAŃ 1.Uczeń jest zobowiązany być obecnym na lekcji i aktywnie w niej uczestniczyć. 2.Uczeń ma obowiązek posiadać potrzebne do lekcji pomoce takie

Bardziej szczegółowo

Przed podróŝą na Litwę

Przed podróŝą na Litwę Przed podróŝą na Litwę Źródło: http://www.hotels-europe.com/lithuania/images/lithuania-map-large.jpg BirŜai to niewielkie miasto litewskie wyznaczone jako miejsce kolejnego, juŝ piątego spotkania przedstawicieli

Bardziej szczegółowo

Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan

Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan Na świecie żyło wielu ludzi, których losy uznano za bardzo ciekawe i zamieszczono w pięknie wydanych książkach. Zdarzało się też to w gminie Trzebina, gdzie

Bardziej szczegółowo

HISTORIA TABITY. Służ Bogu tam, gdzie jesteś I. WSTĘP. Tekst biblijny: Dz. Ap. 9,36 41. Tekst pamięciowy: Psalm 100,2; Kol. 3,23

HISTORIA TABITY. Służ Bogu tam, gdzie jesteś I. WSTĘP. Tekst biblijny: Dz. Ap. 9,36 41. Tekst pamięciowy: Psalm 100,2; Kol. 3,23 HISTORIA TABITY Tekst biblijny: Dz. Ap. 9,36 41 Tekst pamięciowy: Psalm 100,2; Kol. 3,23 Służcie Panu z radością ( ) Cokolwiek czynicie, z duszy czyńcie jako dla Pana, a nie dla ludzi. Służ Bogu tam, gdzie

Bardziej szczegółowo

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA Drogi uczniu! Instrukcja dla użytkownika testu Najpierw przeczytaj uważnie tekst. Następnie rozwiązuj

Bardziej szczegółowo

ime to człowiek. A czym jest człowieczeństwo?

ime to człowiek. A czym jest człowieczeństwo? Enter our world. ime to człowiek. A czym jest człowieczeństwo? Człowieczeństwo to suma wiedzy, osiągniętej w celu wzbogacenia życia. To co zostaje po przeczytaniu wszystkiego i zapomnieniu wszystkiego.

Bardziej szczegółowo

Twoje prawa obywatelskie

Twoje prawa obywatelskie Twoje prawa obywatelskie Osoba niepełnosprawna w obliczu prawa Inclusion Europe Raport Austria Anglia Belgia Bułgaria Chorwacja Cypr Czechy Dania Estonia Finlandia Francja Grecja Hiszpania Holandia Islandia

Bardziej szczegółowo

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi.

Pokochaj i przytul dziecko z ADHD. ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. Pokochaj i przytul dziecko z ADHD ADHD to zespół zaburzeń polegający na występowaniu wzmożonej pobudliwości i problemów z koncentracją uwagi. TYPOWE ZACHOWANIA DZIECI Z ADHD: stale wierci się na krześle,

Bardziej szczegółowo

HANS CHRISTIAN ANDERSEN. Przygotawała Katarzyna Semla SP-5 Żywiec

HANS CHRISTIAN ANDERSEN. Przygotawała Katarzyna Semla SP-5 Żywiec HANS CHRISTIAN ANDERSEN Przygotawała Katarzyna Semla SP-5 Żywiec HANS CHRISTIAN ANDERSEN Żył w latach 1805 1875; Prozaik, poeta, dramaturg i baśniopisarz duński; W wieku 14 lat, po śmierci ojca, we wrześniu

Bardziej szczegółowo

KARTA ZGŁOSZENIA DZIECKA DO PRZEDSZKOLA

KARTA ZGŁOSZENIA DZIECKA DO PRZEDSZKOLA KARTA ZGŁOSZENIA DZIECKA DO PRZEDSZKOLA... (imię i nazwisko dziecka przyjmowanego do przedszkola) Data i miejsce urodzenia dziecka... Pesel.. Imiona rodziców... Rodzeństwo (imię, nazwisko, wiek).... Adres

Bardziej szczegółowo

Własność : Anny i Szczepana Polachowskich

Własność : Anny i Szczepana Polachowskich 1 Opracowanie: Anna Polachowska Korekta: Anna i Szczepan Polachowski Okładka : Anna Polachowska Zdjęcia wykorzystane do tej książki są autorstwa : Anna i Szczepana Polachowskich I pochodzą z własnej kolekcji

Bardziej szczegółowo

Bóg Ojciec kocha każdego człowieka

Bóg Ojciec kocha każdego człowieka 1 Bóg Ojciec kocha każdego człowieka Bóg kocha mnie, takiego jakim jestem. Raduje się każdym moim gestem. Alleluja Boża radość mnie rozpiera, uuuu (słowa piosenki religijnej) SŁOWA KLUCZE Bóg Ojciec Bóg

Bardziej szczegółowo

WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM

WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM WYWIAD Z VIDASEM BLEKAITISEM Jednym z najlepszych litewskich i światowych siłaczy. Wielokrotnym Wicemistrzem i Drugim Wicemistrzem Litwy Strongman, drużynowym Mistrzem Świata Par Strongman 2007, drużynowym

Bardziej szczegółowo

Sprawozdanie z praktyk

Sprawozdanie z praktyk Sprawozdanie z praktyk L O N D Y N, 1 0-2 3. 0 4. 2 0 1 6 K ATA R Z Y N A W O Ź N I A K I I T O T Sprawozdanie z 2-tygodniowych praktyk, odbytych 10-23.04.2016r. w Londynie w ramach projektu Doświadczenie

Bardziej szczegółowo

Szanowna Mieszkanko, Szanowny Mieszkańcu miejscowości Pleśna! Zabierz głos w sprawie swojej miejscowości!

Szanowna Mieszkanko, Szanowny Mieszkańcu miejscowości Pleśna! Zabierz głos w sprawie swojej miejscowości! Szanowna Mieszkanko, Szanowny Mieszkańcu miejscowości Pleśna! Zabierz głos w sprawie swojej miejscowości! Gmina Pleśna bierze udział w projekcie Samorząd z inicjatywą realizowanym przez Fundację Biuro

Bardziej szczegółowo

WPROWADZENIE. Tworzyć nowe w sobie i świecie

WPROWADZENIE. Tworzyć nowe w sobie i świecie WPROWADZENIE D zień dobry, Przyjaciele. Pragnę powitać tych wszystkich, któ rzy kroczą drogą dalszego energoinformacyjnego rozwoju oraz tych, którzy stawiają na niej dopiero pierwsze kroki. Czy gotowi

Bardziej szczegółowo

Do życzeń dołączył się także Wojtek Urban, który z kolei ukołysał publiczność kolędą Lulajże Jezuniu

Do życzeń dołączył się także Wojtek Urban, który z kolei ukołysał publiczność kolędą Lulajże Jezuniu Zaczarowane Radio Kraków wyśpiewało magię świąt! O 11.00, w Studiu im. Romany Bobrowskiej Radia Kraków, odbył się wyjątkowy koncert Dzieciątko, ach to Ty!, który dźwiękami najpiękniejszych polskich kołysanek

Bardziej szczegółowo

Jak motywować uczniów do nauki

Jak motywować uczniów do nauki Jak motywować uczniów do nauki Właściwa nagroda/ pochwała zawiera konkretne i precyzyjne informacje, które dokładnie wskazują, co dziecko osiągnęło, w czym się poprawiło docenianie nie tylko końcowego

Bardziej szczegółowo

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca Autor wiersza: Anna Sobotka PATRON Każdy patron to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie Pani Ania. Mądra, dobra i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca uszczęśliwić mnie umiała. Myśli moje do Niej

Bardziej szczegółowo

to jest właśnie to, co nazywamy procesem życia, doświadczenie, mądrość, wyciąganie konsekwencji, wyciąganie wniosków.

to jest właśnie to, co nazywamy procesem życia, doświadczenie, mądrość, wyciąganie konsekwencji, wyciąganie wniosków. Cześć, Jak to jest, że rzeczywistość mamy tylko jedną i czy aby na pewno tak jest? I na ile to może przydać się Tobie, na ile to może zmienić Twoją perspektywę i pomóc Tobie w osiąganiu tego do czego dążysz?

Bardziej szczegółowo