Wydanie specjalne z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny œwiatowej 1 IX 2009, ROK XX

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "Wydanie specjalne z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny œwiatowej 1 IX 2009, ROK XX"

Transkrypt

1 Wydanie specjalne z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny œwiatowej 1 IX 2009, ROK XX cena 9 z³ ISNN wrzeœnia 1939 roku Niemcy wkroczyli do Wolsztyna

2 Wolsztyn podczas okupacji niemieckiej Ulica Poznañska Mniejszoœæ niemiecka wita o³nierzy niemieckich na Rynku w Wolsztynie Wolsztyñski Rynek w czasach okupacji Obóz w Komorowie

3 str. 3 Z okazji 70. rocznicy wybuchu II wojny œwiatowej wydajemy specjalny numer,,g³osu Wolsztyñskiego, w którym zebraliœmy g³ównie teksty publikowane w naszym piœmie w latach Bohaterami s¹ mieszkañcy Wolsztyna i powiatu wolsztyñskiego. Dziêki ich relacjom zebranym w ci¹gu tych lat powsta³a cz¹stka historii ludzi, którzy na Ziemi Wolsztyñskiej mieszkali przed wojn¹, a tak e tych, których los rzuci³ w te strony po wojnie w wyniku zmiany polskich granic. Niestety, wielu bohaterów tych wspomnieñ odesz³o, ale pozosta³ przekaz ich wojennych i okupacyjnych doœwiadczeñ. Szczególnie Wielkopolanom znane by³y okrucieñstwa okupanta niemieckiego. W³adze komunistyczne nie dopuœci³y do podrêczników historii prawdy o dramacie ludzi, rozgrywaj¹cym siê na Kresach Wschodnich. Pamiêtam dyskusjê po lekcjach w liceum poznañskim, kiedy œciera³y siê nasze pogl¹dy w kwestii,,gorszego wroga - Niemcy czy Rosjanie? Gorszym w opinii kole anek okaza³ siê Niemiec, choæ niektóre zdecydowanie upiera³y siê przy wschodnim wrogu. Ksi¹ ki, filmy o tematyce okupacyjnej, wojennej, a przede wszystkim opowieœci rodziców i dziadków wywar³y piêtno na pokoleniu powojennym m³odzie y. W ostatnim okresie niepokoj¹ce s¹ doniesienia ze œwiata. Podaje siê w wielu publikacjach: polskie obozy koncentracyjne, sugeruj¹c tym samym, e to my Polacy jesteœmy odpowiedzialni za obozy œmierci. Po wypowiedziach Eriki Steinbach na temat powojennych wypêdzeñ z Polski Niemców, zaapelowa³am do Czytelników, by w G³osie opublikowali swoje prze ycia wojenne. Nie przypuszcza³am, e doczekam czasów, w których bêdzie siê nas Polaków oskar aæ za niepope³nione winy. Niech wiêc to wydanie G³osu Wolsztyñskiego bêdzie œwiadectwem prawdy o wojnie i okupacji. Spisali je, opowiedzieli œwiadkowie tamtych wydarzeñ. Mam nadziejê, e nasza publikacja zainteresuje tak e m³odzie. Anna Domagalska 1.IX napad Hitlera na Polskê 17.IX napad Stalina na Polskê W razie zmian terytorialnych i politycznych na obszarach nale ¹cych do pañstwa polskiego, strefy interesów Niemiec i ZSRR bêd¹ rozgraniczone mniej wiêcej wzd³u linii rzek Narwi, Wis³y i Sanu. Zagadnienie, czy interesy obu stron czyni¹ po ¹danym utrzymanie odrêbnego pañstwa polskiego i jakie maj¹ byæ granice tego pañstwa, mo e byæ ostatecznie rozstrzygniête dopiero w toku wydarzeñ politycznych. W ka dym razie oba rz¹dy rozwa ¹ tê sprawê w drodze przyjaznego porozumienia. 17 wrzeœnia wype³niaj¹c zapisy tajnego protoko³u Paktu Ribbentrop- Mo³otow, na ziemie polskie wkroczyli o³nierze Armii Czerwonej Morze Ba³tyckie

4 str. 4 Pierwsze dni II wojny œwiatowej w Wolsztynie Samo miasto w pierwszych dniach wojny by³o w miarê bezpieczne ju choæby z tego wzglêdu, e Niemcy stanowili poni ej 10% jego ludnoœci, gdy dla ca³ego powiatu odsetek ten przekracza³ 20. Od 1 wrzeœnia 1939 r. rozpoczê³a siê strzelanina na granicy i po wsiach. Mieszkaj¹cy w powiecie Niemcy byli bowiem od d³u szego czasu przygotowywani do czynnego nawet z broni¹ w rêku w³¹czenia siê do wojny. P³onê³y wiêc stogi zbo a i s³omy. W nocy z 1 na 2 lub z 2 na 3 wrzeœnia sp³on¹³ wolsztyñski dworzec kolejowy (...) W tych pierwszych dniach ewakuowa³y siê równie urzêdy ze Starostwem na czele. Ciekawe, e w kawalkadzie samochodów staroœciñskich nie znalaz³o siê miejsce dla burmistrza K. Modliñskiego. Burmistrz, który przekroczy³ ju siedemdziesi¹tkê, pieszo uda³ siê przez Goœcieszyn i Rakoniewice do Grodziska. Tam za namow¹ R. Olszewskiego, swego wieloletniego podw³adnego zawróci³ do Wolsztyna, gdzie po paru latach umar³ œmierci¹ naturaln¹ ( ) O godzinie 2 w nocy z 2 na 3 wrzeœnia polska samoobrona wysadzi³a most kolejowy na Dojcy, co by³o sygna³em do pospiesznego wycofania wszystkich jej oddzia³ów. Po po³udniu zjawili siê jeszcze polscy o³nierze na tankietkach, ale wkrótce wycofali siê w kierunku Poznania. Zatem od niedzieli 3 wrzeœnia miasto sta³o siê bezpañskie albo inaczej mówi¹c bezbronne. Wolsztyniacy nie byliby jednak Wielkopolanami, gdyby nie próbowali chocia jakoœ temu przeciwdzia³aæ. Powsta³a zatem polska Stra Obywatelska, pilnuj¹ca porz¹dku. Dozorowa³a ona równie maj¹tek internowanych Niemców, jak np. browar czy wytwórnia wódek. Ustna relacja dodaje tak e, e z powodu szczup³oœci polskich si³ do Stra- y dokooptowano wkrótce równie miejscowych Niemców. W œrodê 6 wrzeœnia w po³udnie do Wolsztyna wkroczy³ pierwszy oddzia³ niemiecki pod dowództwem hauptfeldfebla Carla Beyera. Kilku z jego o³nierzy jak stwierdza wspomniana ju niemiecka broszura -,,postara³o siê o to, by polska ludnoœæ miasta nie pozwoli³a sobie na adne wrogie kroki wobec pozosta³ych tu niewielu Niemców. Wieczorem w kawiarni Schulza Niemcy wybrali tymczasowym burmistrzem kupca Findeklee. O zmroku wkroczy³y zaœ do miasta wiêksze oddzia³y Wehrmachtu ich patrole ruszy³y w teren aresztowaæ polskich przywódców. Nazajutrz rozpoczê³y siê oficjalne niemieckie rz¹dy ( ) Funkcjê landrata pe³ni³ pocz¹tkowo miejscowy dzia³acz asesor B. Schulz. Z Zielonej Góry przyby³o tzw. komando Bormanna - 40 funkcjo-nariuszy Wzmocnionej Ochrony Policyjnej (Verstaerkte Polizei-schutz - VPS). Po tygodniu przyby³a druga taka grupa, tym razem z Wroc³awia. Jej dowódc¹ by³ Kurt Reimann, który do koñca 1939 r. pe³ni³ funkcjê powiatowego komendanta andarmerii. Hitlerowcy jeszcze przed wojn¹ przygotowali siê do nastêpuj¹cej teraz fali aresztowañ, sporz¹dzaj¹c listy polskich dzia³aczy, polityków, powstañców wielkopolskich itd. Listy te zosta³y nawet opublikowane w specjalnej ksiêdze zwanej,,sonderfandungsbuch. Aktywiœci niemieccy mieszkaj¹cy w Polsce równie uk³adali takie listy i tak samo by³o w naszym rejonie. Na podstawie tych e list w³adze hitlerowskie przeprowadza³y teraz liczne aresztowania. Pocz¹tkowo do przetrzymywania aresztowanych Niemcy wykorzystali areszt przy ul. Wschowskiej (na terenie ob. szpitala) oraz piwnice ratusza, w którym umieœcili te s¹d specjalny czyli Sondergericht. Pomieszczeñ dla zatrzymanych szybko jednak zabrak³o i to pomi- G³os Wolsztyñski mo znacznego ich,,zagêszczenia. Dlatego jeszcze we wrzeœniu 1939 r. hitlerowcy wykorzystali w tym celu opuszczony budynek dawnej fabryki cygar, tzw.,,rafiê przy ul. Poniatowskiego. Pomieœci³a ona naraz ok. 350 osób, które tam e przes³uchiwano, przy okazji znêcaj¹c siê nad nimi. W sumie przez Rafiê przewinê³o siê ok. 450 osób, zanim j¹ w grudniu 1939 r. zlikwidowano, przenosz¹c resztê wiêÿniów do os³awionego Fortu VII w Poznaniu. W koñcu wrzeœnia 1939 r. powsta³ równie obóz w Komorowie (Stalag XXI C). Zal¹ ek obozu mieœci³ siê w zabudowaniach maj¹tku S. Micha³owskiego, ziêcia hrabiny I. Mycielskiej, miêdzy dzisiejszymi ulicami Komorowsk¹ i Drzyma³y. Przetrzymywano w nim jeñców wojennych, ale nie tylko. Najpierw byli to o³nierze Wojska Polskiego, wziêci do niewoli niemieckiej w toku kampanii wrzeœniowej. Obok nich znaleÿli siê tu jednak tak- e cywile z Wolsztyna i okolicy, dla których by³ to etap przejœciowy. Ci, którzy mieli wiêcej szczêœcia, trafiali st¹d jako wysiedleñcy do Generalnej Guberni. Inni, w tym zw³aszcza nauczyciele, ksiê a, urzêdnicy, dzia³acze spo³eczni czy stra nicy graniczni, kierowani byli do obozów koncentracyjnych w Mauthausen, Dachau, Gusen i Oœwiêcimiu. Rzadko który z nich powróci³ ywy. Na prze³omie maja i czerwca 1940 r. do obozu zaczêli nap³ywaæ jeñcy francuscy. Podobnie jak uprzednio wiêzionych tu Polaków, zatrudniano ich w okolicznych gospodarstwach rolnych i zak³adach rzemieœlniczych a tak e przy rozbudowie samego obozu. Z czasem zaj¹³ on bowiem 8,5 ha miêdzy ulicami Komorowsk¹, Drzyma³y, Krêt¹ i Powstañców Wlkp. Otoczony by³ podwójnym drutem kolczastym i pilnowany z siedmiu wie stra niczych. Najwiêkszy rozwój

5 str. 5 obozu nast¹pi³ po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej latem 1941 r. W roku nastêpnym przetrzymywano tu ok. 5 tys. jeñców radzieckich, czyli tyle samo, ile liczy³ wówczas Wolsztyn. Warunki ycia w mieœcie - mimo czasu wojny - by³y jednak nieporównywalnie lepsze ni w obozie. Wystarczy nastêpuj¹cy cytat z relacji naocznego œwiadka: Jeñcy radzieccy trafiali do obozu skrajnie wyczerpani. Byli zag³odzeni do tego stopnia, e niektórzy z nich wykrawali miêso ze zw³ok swoich wspó³kolegów i próbowali siê nim ywiæ. Byli strasznie wychudzeni i pozbawieni miêœni. Niektórzy nie byli w stanie chodziæ o w³asnych si³ach. Zdarza³o siê, e doros³y jeniec wa y³ 39 kg. Nic wiêc dziwnego, e w tych warunkach w obozie zmar³o i zosta³o zamêczonych ponad osób, g³ównie jeñców radzieckich. Chowano ich na cmentarzu po ydowskim przy ul. Powstañców Wlkp., na którym po wojnie postawiono krzy prawos³awny a potem przywieziony z Rakoniewic pomnik o³nierza i dwa dzia³a. W okolicach Wolsztyna dokonywano jawnych egzekucji - jak na Bielniku czy w Tuchorzy - ale tak e potajemnych. Np. w lipcu 1942 Niemcy zamordowali - najprawdopodobniej w pobliskich lasach - by³ego wojewodê poznañskiego Adolfa Bniñskiego i oficerów z komendy poznañskiego okrêgu AK. Pierwsze masowe wysiedlenie z powiatu wolsztyñskiego nast¹pi³o w dniach 8-10 XII 1939 r. i objê³o 1113 osób. W sumie podczas wojny Niemcy wysiedlili prawie 6,5 tysi¹ca Polaków a na roboty przymusowe wywieÿli ponad 3 tysi¹ce. Jeœli Wolsztyn liczy³ przed wojn¹ prawie 10% ludnoœci powiatu, to wœród wy ej wymienionych jego mieszkañcy musieli stanowiæ podobny odsetek, o ile nie wy szy. Potwierdzaj¹ to zreszt¹ dane niemieckie, wg których w okresie od wrzeœnia 1939 do stycznia 1945 r. liczba Niemców w ca³ym powiecie wzros³a o ok. 80%, natomiast w samym Wolsztynie - a dziewiêciokrotnie. Liczba Polaków w tym samym czasie spad³a w powiecie o ok. 6%, podczas gdy w mieœcie - o 42,5%. Druga wojna œwiatowa poch³onê³a z naszego powiatu prawie 800 ofiar œmiertelnych stwierdzonych ponad wszelk¹ w¹tpliwoœæ i prawie 140 prawdopodobnie. Do dziœ bilans tych strat nie jest zamkniêty - i pewnie nigdy nie bêdzie. Bo jak np. zakwalifikowaæ œmieræ Walentego Czechowskiego? Ten wielce zas³u ony dzia³acz Polonii berliñskiej, przeszed³szy na emeryturê osiad³ w grudniu 1938 r. w Wolsztynie. Po wkroczeniu Niemców tylko przypadkiem unikn¹³ aresztowania podczas pierwszej wielkiej fali zatrzymañ. Jako chory na cukrzycê potrzebowa³ specjalnych leków, których odmówi³ mu niemiecki powiernik apteki. W rezultacie 31 XII 1939 r. Walenty Czechowski zmar³. Ofiar¹ hitlerowców pad³ równie najs³ynniejszy wolsztynianin tego czasu, Marcin Ro ek. Od pocz¹tku okupacji musia³ siê ukrywaæ, ale w koñcu przeœladowcy go dopadli. Osadzony w Oœwiêcimiu, mia³ szansê uratowaæ siê za cenê namalowania portretu A. Hitlera. Odmówi³. Poniós³ œmieræ w obozie 10 VI 1944 r. Fragmenty ksi¹ ki Konrada Bednarczyka,,Wolsztyn w przesz³oœci Wydawnictwo Wolsztyñskie Woldruk 2002r. Tu w pa³acu wolsztyñskim w czasie wojny szkolono niemieck¹ m³odzie

6 str. 6 Ostatnie tygodnie II Rzeczypospolitej Polskiej w Wolsztynie Relacja starosty Józefa Kaczorowskiego Któregoœ dnia w po³owie sierpnia l 939 r. rozesz³a siê pog³oska, e Niemcy przechowuj¹ hitlerowskie flagi nades³ane im do udekorowania miasta w momencie wkraczania wojsk niemieckich. Nie zwraca³em na te gadaniny adnej uwagi - bo i po co? Byæ mo e, e niejeden z nich mia³ ju przygotowan¹ flagê. No to có z tego? Przecie wa niejsze by³o to, e prawie wszyscy oni nosili w swych sercach obraz Führera i oczekiwali jego nadejœcia. Flagi mo na by³o im zabraæ, je eli by siê znalaz³o w czasie rewizji, ale czy mo na by³o im wydrzeæ ich mi³oœæ do Niemiec, do Hitlera, zmusiæ czy nak³oniæ do lojalnoœci do Polski? Pró ne nadzieje. Uwa a³em, e jakiekolwiek szykany w stosunku do nich, niepowa ne rewizje w poszukiwaniu flag by³yby poni ej naszej godnoœci. By³yby czymœ ma³ym, g³upkowato z³oœliwym - przynios³oby tylko wiêksz¹ nienawiœæ bez adnego po ytku. Tym bardziej, e z Wolsztyna bêdziemy musieli siê wycofaæ. O nastrojach niemieckich by³em dobrze poinformowany. Byli pomiêdzy nimi i tacy, którzy -diabli wiedz¹ - dlaczego oskar ali siê wzajemnie i donosili ró ne prawdziwe i nieprawdziwe wiadomoœci o swych politycznych poczynaniach. Tak np. wiedzia³em, e ksiêgarz Scholz wykorzysta³ przepustkê graniczn¹ w ten sposób, e porusza³ siê z ni¹ nie tylko w pasie 10 km, przygranicznym, ale zawêdrowa³ z ni¹ a do Norymbergi, wiedzia³em, e pani hrabina Schliffen po zajêciu Pragi przez Hitlera oœwiadczy³a, e cieszy siê ogromnie dass mein liebes Vaterland wieder größer geworden ist, ( e moja kochana ojczyzna ponownie jest powiêkszona) wiedzia- ³em, e ten e Scholz jest cz³onkiem Starosta powiatu wolsztyñskiego Józef Kaczorowski NSDAP - co by³o zakazane. Wiedzia- ³em, e jedna Niemka z Tuchorzy napisa³a list do Hitlera, eby wyzwoli³ Niemców z polskiego jarzma. No ale có z tego, e wiedzia³em - udowodniæ im to by³o praktycznie niemo liwe -a zreszt¹ co by z tego przysz³o. Podobnych informacji dostawa³em po kilka na dzieñ - i wszystkie pakowa³em do kosza. Jednego tylko nie darowa³em. O eniony z Niemk¹, obywatelk¹ polsk¹ - w³aœcicielk¹ maj¹tku Chorzemin - obywatel niemiecki, oficer rezerwy Wehrmachtu, niejaki Geisler, odezwa³ siê przy œwiadkach, e wola³by wylaæ mleko na gnój, ni oddaæ je do polskiej mleczarni. Skierowa³em sprawê do prokuratora - lecz krymina³u unikn¹³. Bez s¹du przecie nikt go nie aresztowa³, a za takie przestêpstwo w Polsce odpowiada³o siê z wolnej stopy. Pan Geisler zemœci³ siê za to na donosicielu, bowiem domyœli³ siê kto nim móg³ byæ i po wkroczeniu Niemców spowodowa³ jego aresztowanie i rozstrzelanie. By³ nim urzêdnik mego Starostwa - wiêcej Niemiec ni Polak, chocia o polskim nazwisku. Nigdy nie przypuszcza³em, e jego w³aœnie taki los spotka. Uwa a³em go za bardzo niepewnego i wyobra a³em sobie, e on pierwszy podniesie rêkê i wo³aæ bêdzie Heil Hitler!. W zwi¹zku z tymi pogarszaj¹cymi siê nastrojami, no i trochê podszyci strachem o ca³oœæ swej skóry zjawili siê w tym czasie u mnie w starostwie czo³owi reprezentanci niemiecczyzny wolsztyñskiej, kupiec Bruno Schulz, popularnie zwany Eisen Schulzem, gdy handlowa³ elazem na skalê hurtow¹ i wspomniany ju wy ej ksiêgarz Scholz. Przyszli z zapewnieniem, e ludnoœæ niemiecka jest spokojna i lojalna, ale poniewa zdarzaj¹ siê zaczepki ze strony Polaków, prosz¹ o moj¹ opiekê. Wda³em siê z nimi w d³u sz¹ rozmowê, chcia³em im powiedzieæ co naprawdê myœlê - i dlatego zagra³em ca³kiem w otwarte karty. Nie mam powodu tego a³owaæ, bo przecie prawie wszystko, co im powiedzia³em, sprawdzi³o siê dok³adnie. Na ich buñczuczne oœwiadczenie o lojalnoœci odpowiedzia³em wprost. W wasz¹ lojalnoœæ nie wierzê - gdy na waszym miejscu te nie by³bym lojalny, chyba ebym by³ renegatem. Jesteœcie Niemcami, nigdy nie udawaliœcie Polaków, a wiêc bli szy wam Hitler i Hackenkreuz ni polski orze³ i Polska. Zaskoczy³em ich tym powiedzeniem. Eisen-Schulz usi³owa³ wykrêciæ siê powiedzeniem: - My nie pragniemy wojny, my chcemy porozumienia niemiecko-polskiego. - Wy chcecie porozumienia, ale Hitler nie chce. Zerwa³ przecie z nami pakt o nieagresji dlatego, e my nie chcemy zgodziæ siê na oddanie mu Gdañska i Pomorza. A mo e porozumienie wed³ug Was ma polegaæ na tym, e my na roz-

7 str. 7 kaz Hitlera jak cielêta w rzeÿni oddamy co do nas nale y? Milczeli w dalszym ci¹gu. Chc¹c ich dobiæ dodajê: powiadacie jednak, e chcecie porozumienia, a wiêc mo eœcie po to przyszli do mnie, aby zaprotestowaæ przeciwko ¹daniom Hitlera - oœwiadczyæ oficjalnie na piœmie, e wojny nie chcecie, ale porozumienia, e nie zgadzacie siê z agresywn¹ polityk¹ Hitlera. Je eli jesteœcie gotowi taki dokument podpisaæ w imieniu waszych niemieckich partii (Bruno Schulz - prezes Deustsche Vereinigung, Scholz - Deutsche Jung Partei), które reprezentujecie, to zaraz ka ê dokument sporz¹dziæ. No co podpiszecie? My nic podpisywaæ nie mo emy - oœwiadcza Schulz. Nie jesteœmy do tego upowa nieni. Czy tylko o upowa nienie wam chodzi? Chyba nie. Na pewno nie. Wy chcecie takiego porozumienia, jakiego ¹da od nas Hitler. Chcecie, abyœmy siê ca³kowicie i bez reszty podporz¹dkowali. Jesteœcie lojalni w stosunku do Hitlera, a nie do Polski. Znowu milczenie. - To my chcieliœmy porozumienia, ale nie wy. Podpisaliœmy pakt o nieagresji z Hitlerem, pozwoliliœmy wam na swobodny rozwój waszego szkolnictwa, organizacji spo³ecznych, ycia politycznego - chcieliœmy wierzyæ, e to samo spotka mniejszoœæ polsk¹ w Niemczech, odpowiedÿ wasza by³a w Opolu, gdzie wasi dzielni m³odzieñcy z H.J. (Hitler Jugend - Organizacja M³odzie y Hitlerowskiej) bili polskie aktorki. Przekonaliœmy nasze spo³eczeñstwo, e Hitlerowi mo na ufaæ, e jego s³owa i ¹dania ustêpstw w Sudetach s¹ naprawdê jego letzte territoviale Forderungen in Europa (ostatnie ¹dania terytorialne w Europie), e bêdzie on w stosunku do Polski lojalny. Tymczasem by³ to tylko podstêp. Pan Hitler zaj¹³ ca³e Czechy i ¹da teraz od nas ustêpstw terytorialnych. Po co wiêc przyszliœcie do mnie i po co twierdzicie, e chcecie porozumienia? Kim w³aœciwie jesteœcie - obywatelami polskimi, czy agentami Hitlera? Zaczerwieniony Schulz odpowiada: - My jesteœmy tylko Niemcami. - Wiem o tym i o to nie mam do was pretensji. Ale powiadacie, e chcecie porozumienia, to nie przychodÿcie do mnie z tymi oœwiadczeniami, tylko poœlijcie je Hitlerowi, e nie chcecie wojny. Wiem jednak, e tego nie zrobicie, bo wszyscy w gruncie rzeczy chcecie tej wojny i chcecie powrotu tych polskich ziem - Poznañskiego i Pomorza do Niemiec. Scholz chcia³ coœ powiedzieæ, Machn¹³em rêk¹. - Lepiej niech pan nic mówi w tej sprawie, bo przyznaæ siê do waszych pragnieñ nie bêdziecie chcieli, a odpowiedzi wymijaj¹cych nie potrzebujê. - Nie, panie Starosto, ja chcia³em powiedzieæ, e Polacy te wysuwaj¹ ¹dania terytorialnych ustêpstw w stosunku do Niemiec. Mówi siê o Odrze i Nysie. - Je eli tê sprawê poruszacie, to wam powiem, e ¹dania ustêpstw terytorialnych ze strony Polski postawi³ szef Pañstwa Niemieckiego, natomiast ¹dania ustêpstw terytorialnych przez Niemcy nie postawi³ aden czynnik oficjalny tylko nieodpowiedzialni dziennikarze, czy literaci, a to nie to samo, moi panowie. Oœwiadczam wam, e my zmian granic nie pragniemy. Scholz mi przerywa: - Panie Starosto, pan jako Polak na pewno tak e pragnie, aby granice Polski zosta³y przesuniête na Odrê. Przyznajê, e s³owa Scholza by³y ca³kiem a point (w porê), nawet dowcipne. Nie mog³em i nie chcia³em temu zaprzeczyæ, a z drugiej strony nie mog³em pozwoliæ na to, aby wzi¹³ nade mn¹ górê. Po sekundzie namys³u, w ci¹gu której w oczach Niemców czai³y siê b³yski zwyciêstwa w dyskusji, odpowiedzia³em: - Byæ mo e, e i ja pragnê powrotu Polski na te ziemie, sk¹d wasi praojcowie wyrzucili nas ogniem i mieczem, ale wiêcej jeszcze pragnê pokoju i uczciwych stosunków pomiêdzy Polsk¹ i Niemcami. Jestem nie tylko Polakiem, ale i Europejczykiem. Te uczciwe stosunki mo emy osi¹gn¹æ tylko na drodze kompromisu. Kompromis jest sztuk¹ ycia, a przede wszystkim sztuk¹ i podstaw¹ polityki. Jeœliby Niemcy zrezygnowa³y raz na zawsze ze wszystkich ¹dañ terytorialnych pod naszym adresem i uzna³y dzisiejsz¹ granicê polskoniemieck¹ za nienaruszaln¹, to i my, nasz rz¹d czy Sejm na pewno zrobi to samo. Zaprzysiê emy tê dzisiejsz¹ granicê jako ostatecznie ustalon¹ i œwiêt¹. Rozumiecie Panowie. Od was to tylko zale y. Ale pamiêtajcie, e je eli wasz Hitler rozpêta wojnê, to wtedy postawimy najuroczyœciej ¹danie przyznania nam granic na Odrze i Nysie - po chwili zawieszenia g³osu doda³em - no i tê granicê osi¹gniemy, bo przecie tej wojny pragnie. No i bêdzie j¹ mia³ z ca³ym œwiatem. - Anglia nie bêdzie siê biæ o Polskê - wtr¹ca zjadliwie Schulz. - Panie Schulz, powiadam z ironi¹ - to argument wziêty z Völkischer Beobachter, czytam przecie czasem te wasze propagandowe enuncjacje - mo e ten argument wam wystarcza, ale mnie z pewnoœci¹ nie. Anglia nie bêdzie siê biæ o Polskê, to na pewno, ale bêdzie siê biæ o swój w³asny dobrze zrozumia³y interes. A to najwa niejsze i nam wystarczy. Czy Pan sobie wyobra a, e Anglia bêdzie siê cieszyæ, e podbijacie nowy kraj, kiedyœcie zagarnêli si³¹ Nadreniê, Austriê, Sudety, potem ca³e Czechy, a teraz zamierzacie podbiæ Polskê? - Hitler chce tylko powrotu Gdañska do Niemiec i przejœcia przez polski korytarz - wtr¹ca Scholz. - I pan w to pierwszy nie wierzy, panie Scholz. Pan przecie by³ w Niemczech po instrukcje partyjne, jeÿdzi³ pan nielegalnie do Norymbergi - do samego Ÿród³a w³adzy niemieckiej. Po co mi Pan wiêc opowiada o tym, e tylko chcecie Gdañska i przejœcia przez korytarz. Przeczytajcie zreszt¹ drukowan¹ przed paroma dniami w krakowskim Ilustrowanym Kurierze Codziennym korespondencjê z W³och, gdzie jest mowa o waszych celach wojennych, tak jak je sprecyzowa³ minister spraw zagranicznych Mussoliniego hr. Ciano. S³owa moje o nielegalnym wyjeÿdzie Scholza zrobi³y na nim wra enie. Zblad³ wyraÿnie. Nie przypuszcza³ pewnie, e wiem o tej jego podró y i poczu³ obawê, e mo e go bêdê poci¹ga³ do odpowiedzialnoœci za to przestêpstwo graniczne. Z pob³a liwoœci¹ powiedzia³em: - Niech siê pan uspokoi, Panie Scholz,

8 str. 8 G³os Wolsztyñski nie ka e pana aresztowaæ za to, gdy po pierwsze nie mam na to dowodów, aby pana oskar yæ, a pan i tak by siê do tego nie przyzna³, a po drugie - i tu œciszy³em g³os i doda³em z powag¹ - z waszej woli zbli amy siê do rozgrywki nie przed ³aw¹ s¹dow¹, a na polu walki i wynik jej bêdzie wyrokiem na pana. - Pan starosta, jak widzê, jest bardzo pewien, e Polska tê wojnê wygra - oœwiadcza kpi¹co Schulz. - Oczywiœcie - odpowiadam - jestem tego pewien, gdy Polska jest teraz w doborowym towarzystwie. Dziêki panu Hitlerowi zmieniliœmy pakt o nieagresji z Niemcami na przymierze z Wielk¹ Brytani¹ - powiedzia³em Wielk¹ Brytani¹ a nie Angli¹ - aby u yæ s³owa Wielka dla podkreœlenia mocy tego pañstwa, chocia gdyby mnie o to zaczepili, móg³bym powiedzieæ, e jest to oficjalna nazwa tego Pañstwa, a wy Niemcy dopiero marzycie o wielkich Niemczech. - Dalej -mówi³em - mamy poprawne stosunki z Rosj¹, Ameryka na pewno nie pozostanie neutralna, a wiec bêdziecie mieli ca³y œwiat przeciwko sobie. - To wszystko - odezwa³ siê Schulz - jest mo e bardzo logiczne, co pan twierdzi panie Starosto, ale zanim ten Œwiat - s³owo to wymówi³ wyraÿnie szyderczo -siê ruszy, to Polska mo e byæ pobita. - Ma pan racjê - odpowiadam - jesteœcie na pewno silniejsi od nas i dlatego prawdopodobnie nas pobijecie, dojdziecie do wschodnich granic Polski, a tymczasem na Zachodzie bêd¹ gotowi i Anglicy, i Francuzi, i Amerykanie do wojny z Wami - nie o Polskê, jak to ju powiedzia³em, ale o swoje bezpieczeñstwo. Rosja te nie powita was z radoœci¹ na swojej granicy, a wiêc pobicie Polski to nie bêdzie koniec wojny, ale jej pocz¹tek. - W czasie wojny jednak - odpowiada Schulz -zdarzaj¹ siê wypadki niespodziewane, takie niespodzianki, które rozwiaæ mog¹ wszelkie rozumowania i nadzieje. - Pilnujcie siê wiêc - parujê tê zaczepkê - abyœcie sami nie doznali niespodzianek. Wystarczy, aby siê znalaz³ jakiœ jeden rozs¹dny Niemiec i wpakowa³ kulê w ³eb Hitlera, a bêdziecie mieli niespodziankê, która rozwieje wam marzenia o Grossdeutschlandzie. - Nikt z Niemców nie chce œmierci Hitlera. Wiêc to siê nie zdarzy powiada Scholz. - Ja widzia³em w Niemczech, jak¹ czci¹ go otacza ca³y naród niemiecki. - e dzisiaj tak jest, wiem o tym dobrze. Ja sam przypuszcza³em, e to wielki cz³owiek. Ale gdy zlec¹ na Niemcy setki ton bomb angielskich czy amerykañskich, to mi³oœæ do Hitlera wywietrzeje Niemcom z g³owy i bêdziecie mieli gotow¹ rewolucjê. Ju tak jest, e wy Niemcy potraficie siê biæ dobrze tylko gdy idziecie naprzód i macie pewnoœæ zwyciêstwa, ale gdy przyjdzie wam siê cofaæ, a co wa niejsze biæ siê we w³asnym kraju, to duch armii niemieckiej za³amie siê, w ci¹gu paru dni i lufy karabinów zwróc¹ siê przeciw waszym przywódcom. Bêdziecie mieli u siebie rewolucjê, a to bêdzie nieunikniony koniec tej wojny dla was. S³owa moje wyraÿnie zaniepokoi³y Schulza. A eby skoñczyæ ju rozmowê, doda³em: - A ja wam yczê tej rewolucji, bo ona tylko mo e ocaliæ kulturê niemieck¹, dla której mam pe³en szacunek, przed jej ca³kowitym zniszczeniem przez re- im Hitlera. - A ja panu mówiê - krzyczy Schulz - e rewolucji nie bêdzie. - To tym gorzej dla was i dla przysz³oœci Niemiec, ale pan siê myli, rewolucja bêdzie. - Kiedy? - pyta Schulz. Po chwili namys³u, a raczej siêgniêciu do mej wyobraÿni, odpowiadam: - Za jakieœ trzy lata. - To niemo liwe - mówi Schulz. - Chce siê pan za³o yæ? - i wyci¹gam rêkê. Gest ten wzi¹³ za chêæ zakoñczenia rozmowy z mojej strony. Wsta³, ale zgody na zak³ad daæ nie chcia³. Wsta³em równie i chc¹c naprawdê skoñczyæ rozmowê doda³em: - Wracajcie panowie do swych rodaków i powiedÿcie im, aby nie myœleli o Hackenkreuzach rysowanych na œcianach domów wolsztyñskich, ani o flagach niemieckich chowanych w ukryciu po domach i skrytkach. Ja zaœ bêdê pilnowa³, aby was nikt nie prowokowa³ ani nie bi³. Jako Polak i Europejczyk bicia nie lubiê i takimi aktami gwa³tu siê brzydzê. Zastrzegam siê tylko jak najmocniej przed jakimikolwiek prowokacjami ze strony waszej m³odzie y. Wówczas wyst¹piê z ca³¹ energi¹ i to przede wszystkim przeciwko Wam dwóm Panowie, gdy Wy przecie jesteœcie mózgiem ca³ej niemiecczyzny w powiecie. Od was zacznê, o tym pamiêtajcie. Poda³em im rêkê -skonfundowani wyszli. Czêœæ II Parê dni po przytoczonej wy ej rozmowie przyszed³ pierwszy cios niespodzianka, jakby to powiedzia³ Bruno Schulz. Mianowicie Deutsche Nachrichten Büro Niemiecka Agencja Informacyjna rozg³osi³a Urbi et Orbi, e minister spraw zagranicznych Rzeszy Joachim von Ribbentropp udaje siê do Moskwy w celu podpisania paktu o nieagresji ze Zwi¹zkiem Sowieckim. By³ to dla mnie piorun z jasnego nieba. Przyznajê otwarcie, e ówczesne moje rozumowania na tematy polityki zagranicznej by³y bardzo amatorskie, by nie rzec, e kawiarniane. Nie znaczy to oczywiœcie, abym dzisiaj by³ wytrawnym politykiem i kompletnym znawc¹ tych zagadnieñ. Po pewnym zastanowieniu oceni³em sytuacjê nastêpuj¹co: Rosja obawia siê wojny z Hitlerem i pozwala mu na zaatakowanie Polski i nawet jej pobicie. Chce byæ neutralna w tym sporze i w koñcowym momencie na neutralnoœci coœ zarobi. By³a to ocena niew¹tpliwie naiwna. No ale có robiæ tak¹, a nie inn¹ m¹drzejsz¹ wtedy sobie stworzy³em. Wyci¹gn¹³em jednak z tego wniosek s³uszny wojna teraz sta³a siê ju pewna. Hitler, je eli nie liczyæ Polski ma woln¹ rêkê na wschodzie a na zachodzie, jak sam twierdzi, ma najpotê niejszy w œwiecie Westwall daleko mocniejszy ni 10 linii Maginot a. Prasa krajowa, o ile pamiêtam, zamieszcza³a na ten temat niewiele mówi¹ce ogólniki, które mia³y za zadanie uspokajaæ opiniê publiczn¹. Tu trzeba stwierdziæ, e nastrój

9 str. 9 spo³eczeñstwa polskiego by³ wspania³y. Nie by³o nawet najmniejszego pop³ochu, strachu, histerii. Panowa³ ca³kowity spokój, wielka godnoœæ i najwy ej trochê smutku, e pokój wisi na w³osku a wojna za pasem. Jakby na z³oœæ dla mnie i dla pog³êbienia przykrego nastroju perspektywy opuszczenia domu, który uwa a³em bez ma³a za swój w³asny na jednym z dêbów w ogrodzie usadawia³ siê z³owieszczy puszczyk. Co noc huka³ d³ugo, ponuro i przejmuj¹co. Nie jestem przes¹dny z natury, ale kto z nas ludzi jest ca³kiem wolny od tych sugestywnych, tradycyjnie przekazywanych wyobra eñ, czy nakazów. Jest to obsesja, która kr¹ y ko³o cz³owieka i zmusza go do zastanowienia czy nie lepiej zawróciæ z drogi, gdy czarny kot przebiegnie przed koñmi, albo jak siê to robi przyjemnie i to wbrew woli gdy na pocz¹tku podró y zobaczy siê usmolonego kominiarza. Tak by³o i z tym puszczykiem. Przylatywa³ i huka³ z³owieszczo. Dlaczego z³owieszczo? mówi³em sobie, ot pewnie to s¹ jego pienia mi³osne: wzywa teraz sw¹ kochankê na romansow¹ przygodê. Przecie to niemo liwe, szepta³ mi sceptyczny rozs¹dek, to sierpieñ, adne przyzwoite stworzenie Boskie w tym czasie i w tej szerokoœci geograficznej nie poszukuje przygód mi³osnych. To nie cz³owiek,,an obscene creature, który zawsze gotów jest do p³ciowych ekscesów, tylko ptak Bo y, stworzenie wolne od grzechu. Nie pomaga³o. Uporczywa, zakorzeniona w m³odoœci, jeszcze przez mego dawno zmar³ego dziadka Leopolda, wiara, e puszczyk wró y nieszczêœcie, podnieca³a moj¹ wyobraÿniê i mocno denerwowa³a. Raz nie wytrzyma³em. Podszed³em do dêbu i kopa³em d³ugo w pieñ chc¹c wystraszyæ tego wroga mego spokoju. Ucich³ na chwilê, ale nie odlecia³. Tym gorzej dla mnie: Czemu to ptasie bydlê myœla³em nie umieœci³o siê w pobli u Reichskanzlei w Berlinie i nie zagra³o na nerwach tego przes¹dnego bo ka z niemieckiej Wallhali, wró ¹c mu klêskê. Mo e by ten ptasi g³os zawróci³ go z szalonej drogi, na któr¹ wkroczy³? Czemu to mnie spokojnemu zabiera nadziejê a jemu daje spokój? Czêœæ III W tym odcinku starosta Kaczorowski relacjonuje ostatnie dni w Wolsztynie przed II wojn¹ œwiatow¹. Przytacza rozmowê z pani¹ Lehfeld - w³aœcicielk¹ Powodowa. Wypadki zaczê³y siê teraz toczyæ szybko. Depesze z poleceniami powo³ania pod broñ ró nych specjalistów wojskowych za pomoc¹ tak zwanych kart ró- owych, sypa³y siê jedna za drug¹. Zarz¹dzenia o mobilizacji œrodków ywnoœci i paszy, o przygotowaniach organizacyjno-gospodarczych na czas wojny sz³y równoczeœnie. Roboty by³o du o. Ca³ymi dniami, nieraz nocami, trzeba by³o siedzieæ w biurze. Podwórze starostwa zapchane zmobilizowanymi przeze mnie autami. Co chwila ktoœ wyje d a³ lub przyje d a³. Z zagranicy przysz³y potwierdzenia, ju poprzednio og³oszone przez I.K.C. wiadomoœci o mobilizacji w Niemczech dziesiêciu roczników rezerwy. Poci¹gi miêdzynarodowe kulawo, ale jeszcze jakoœ przechodzi³y granicê, a wreszcie zdaje siê 29 sierpnia, ruch usta³ ca³kowicie. Granicê po zachodniej stronie objê³o wojsko niemieckie, a z naszej strony by³a wielka przestrzeñ wolna droga, na której kry³o siê parudziesiêciu stra ników granicznych, którzy zeszli z linii granicznej, aby nie dawaæ Niemcom sposobnoœci do prowokacji. Na pocz¹tku tego okresu zaszed³ doœæ ciekawy przypadek, œwiadcz¹cy o stosowanych metodach w naszej dyplomacji, która jak to zaraz wyka ê, chwyta- ³a siê bardzo cieniutkich nici i w¹tpliwych nadziei. W zwi¹zku z przygotowaniami wojennymi nakaza³em rekwizycjê prawie wszystkich prywatnych samochodów osobowych, których nie zabrano do wojska oczywiœcie w pierwszej linii nale ¹cych do osób narodowoœci niemieckiej. Zgromadzi³em je na podwórzu starostwa, aby móc w ka - dej chwili przeprowadziæ ewakuacjê urzêdu staroœciñskiego i urzêdników. Co prawda w myœl,,planu mieliœmy przewidziany poci¹g ewakuacyjny ale ja w mo liwoœæ jego podstawienia, za- ³adowania i przejazdu absolutnie nie wierzy³em. Wola³em komunikacjê samochodow¹ gdy uwa a³em j¹ za pewniejsz¹ i bezpieczniejsz¹ ze wzglêdu na bomby lotnicze. Nakaz dostarczenia swego samochodu do Starostwa otrzyma³ równie Niemiec, w³aœciciel maj¹tków Karna Belêcin, niejaki Wenzel. Jednak z jego samochodu bardzo szybko zrezygnowa³em, gdy by³ to olbrzymi stary grat, na bardzo s³abych oponach r¹cy potworn¹ iloœæ benzyny. Jakimœ cudem o tej rekwizycji samochodu Wenzla dowiedzia³o siê nasze Ministerstwo Spraw Zagranicznych i poprzez wojewodê interweniowali u mnie, abym ten samochód zwolni³. Jako wyjaœnienie dosta³em tak¹ informacjê:,,m.s.z. liczy na nieporozumienia pomiêdzy Goeringiem a Hitlerem a poniewa Wenzel jest skuzynowany czy te zaprzyjaÿniony z Goeringiem nale y mu robiæ wszelkie u³atwienia i w adnym przypadku go nie szykanowaæ. Odpowiedzia³em, e dziêkujê za informacjê a co do samochodu to ju go zwolni³em, jako nienadaj¹cy siê do mych potrzeb. Do dziœ nie wiem czy supozycje naszego M.S.Z. by³y choæ cokolwiek uzasadnione. Mo - liwe, e coœ siê w tym kry³o a mo e tylko naszemu ambasadorowi Lipskiemu tak siê wydawa³o ot takie normalne ludzkie,,wishfulthinking 1. W ka dym razie, uleg³em pewnej sugestii tej wiadomoœci. Pamiêtam, e gdy 1 wrzeœnia miêdzy 9 a 11 rano s³ucha³em przez radio przebiegu posiedzenia Reichstagu, to w g³osie Goeringa, który przemówi³ po deklaracji wojennej i,,politycznym testamencie Hitlera brzmia³a jakby nuta niepokoju. Ja j¹ dostrzeg³em mo e to równie by³o,,wishfulthinking a ponadto w tej mowie nie wyczuwa³o siê wiary w to co czyni jego Führer. Równie w zwi¹zku z rekwizycjami samochodów zg³osi³a siê do mnie w tym czasie ona w³aœciciela maj¹tku Powodowo Niemka p. Lehfeld. M¹ jej, obywatel polski, ale równie Niemiec, jednak z racji powi¹zañ z rodzin¹ ydowsk¹ by³ na indeksie rasowym,,narodowych socjalistów ; jednak wezwany

10 str. 10 G³os Wolsztyñski jako oficer rezerwy zg³osi³ siê do polskiej s³u by wojskowej ona zaœ osobiœcie odstawi³a swego ukochanego Mercedesa. Poniewa chcia³a mnie widzieæ, przyj¹³em j¹ przypuszczaj¹c, e bêdzie prosiæ o zwolnienie jej auta z rekwizycji. By³a to m³oda, najwy ej 27- letnia, bardzo przystojna i sympatyczna dama. Pozna³em j¹ ju gdzieœ uprzednio lecz przypadkowo, gdy prywatnych stosunków towarzyskich z Niemcami nie utrzymywa³em. Mówi³a do mnie po polsku, lecz zabawnie brzmi¹cym w ustach eleganckiej damy, podwórzowym jêzykiem s³u by folwarcznej. - Przysz³am, aby wyraziæ Panu moje oburzenie z powodu obrzydliwych k³amstw szerzonych przez radio niemieckie o stosunkach panuj¹cych w Polsce, o rzekomych gwa³tach i przeœladowaniach mniejszoœci niemieckiej. Jestem tym zgorszona i bardzo mi jest przykro. Spojrza³em na ni¹ ze zdziwieniem. By³a to przecie Niemka, córka niemieckiego dygnitarza z czasów cesarskich, jakiegoœ pruskiego arystokraty. Zastanowi³o mnie, czy by ta,,feudalna czêœæ spo³eczeñstwa niemieckiego odnosi³a siê niechêtnie do zak³amanych i chamskich poci¹gniêæ tego pochodz¹cego z do³ów spo³ecznych wodza nowych Niemiec? - Nie od dzisiaj znosi Polska odpowiedzia³em kalumnie i oszczerstwa rzucane przez propagandê niemieck¹. S¹ one tak stare jak historia obu naszych narodów. Zgadzam siê jednak z Pani¹, e takiego nasilenia fa³szerstw i straszliwego braku uczciwoœci i honoru, jakie charakteryzuj¹ obecne wypowiedzi prasy i radia niemieckiego nigdy jeszcze nie by³o. Zdaje siê, e winien temu wszystkiemu jest ten, kto ten szaleñczy ruch rozpêta³. Zawiesi³em g³os, chc¹c daæ jej mo - noœæ wypowiedzenia siê na temat osoby Führera, lecz spotka³ mnie zawód. - Ja nie wierzê odpowiedzia³a eby tak chcia³ Hitler. On z pewnoœci¹ o tym wszystkim jeszcze nie wie. On jest zbyt wielki na to, aby posuwaæ siê do tak niskich i pod³ych czynów. Czy Pani jednak siê nie myli? przerwa³em jej. Niestety, mamy dowody, e on o tym wszystkim nie tylko wie, ale ca³¹ robot¹ kieruje. - To niemo liwe. Przekona siê Pani jeszcze, ale czy nie bêdzie wtedy za póÿno na zmianê s¹dów? Nie chcia³em jej ani mêczyæ, ani przypieraæ do muru. By³em jej poniek¹d wdziêczny za to, e napiêtnowa³a fa³sze i bezczelne k³amstwa, a z drugiej strony i za to, e wzbudza³a we mnie nadziejê, e istnieje jeszcze ktoœ taki komu mo na by przypisaæ nazwê: Niemiec Europejczyk. By³em dla niej bardzo grzeczny i pe³en kurtuazji. Na po egnanie, co siê w biurze u mnie bardzo rzadko zdarza³o poca³owa³em j¹ w rêkê Mniej wiêcej po roku dotar³y do mnie wiadomoœci do Warszawy, e pani Lehfeld wyg³asza³a o mnie hymny pochwalne do oficerów niemieckich. Dla pikanterii dodam, e o tych hymnach dowiedzia³a siê równie, i to stosunkowo niedawno, wdowa po jednym z wolsztyñskich prominentów, osoba doœæ naiwna i z wybitnym dowodem taktu i trafnoœci s¹du orzek³a, e,,starosta Kaczorowski by³ zawsze przyjacielem Niemców. Czêœæ IV Wojna wisia³a w powietrzu, a ci¹gle by³o brak konkretnych poleceñ i planów na wypadek jej wybuchu. Nikt z nas starostów nie wiedzia³ co ma robiæ, kogo s³uchaæ, na co czekaæ z kim siê porozumiewaæ i komu rozkazywaæ. Szczególnie delikatnej natury by³y kontakty z wieloma spoœród naszych wojskowych, którym zesz³oroczny,,sukces na Œl¹sku Cieszyñskim wybitnie uderzy³ do g³owy. Plan ewakuacji, który otrzymaliœmy z województwa by³ schematyczny, sztywny, z miejsca oceniony przeze mnie jako najzupe³niej nierealny nie do wykonania na wypadek ataku niemieckiego od granicy, która le- a³a w odleg³oœci 8 km od miasta. Dochodzi³y wiadomoœci, e w rejonie Kargowa Œwiêtno stoi lekka dywizja pancerna samochody, opancerzone i kawaleria. Pomiêdzy miastem i granic¹, jeœli nie liczyæ stra ników granicznych i paru policjantów 2 w Kopanicy, 3 w Siedlcach i 8 w Wolsztynie nie by³o absolutnie nic. Pod sam koniec miesi¹ca przyjecha³ do mnie nowy wojewoda poznañski pu³kownik Bociañski, który obj¹³ tê funkcjê po pu³kowniku Maruszewskim. Zna³em go z czasów wojskowych nie wyró nia³ siê jakimiœ wybitnymi cechami. Zapyta³em go jednak, co mam robiæ gdyby ta dywizja niemiecka zaczê³a atakowaæ Wolsztyn odpowiedÿ dosta³em typow¹ dla mentalnoœci naszych wy szych wojskowych, którzy wojnê w dalszym ci¹gu wyobra ali sobie w stylu podjazdów i walk z lat , lub te wojny polsko-bolszewickiej: Niech pan wtedy zbierze ko³o siebie P.W. (Przysposobienie Wojskowe) i odstrzeliwuje siê Niemcom i w razie potrzeby wycofuje siê na Poznañ, po czym jako objaœnienie doda³ -,,Kawaleria bêdzie trzymaæ siê z daleka, je eli zachowacie spokój. Radê jego uzna³em w duchu za dziecinadê, je eli nie kpiny ze zdrowego rozs¹dku. Zdawa³em sobie bowiem sprawê, e nie kawaleria by nas goni³a tylko samochody pancerne i lekkie czo³gi kawalerzyœci, którzy by tym samochodom towarzyszyli najwy ej obrewidowaliby nasze trupy. Nie odpowiedzia³em te Bociañskiemu nic zby³em go milczeniem. Posiedzia³ jeszcze u mnie trochê i pojecha³. Nie mia³em czasu ani ochoty na jakiekolwiek z nim rozmowy. Roboty przecie mia³em co niemiara. Poznañska Izba Rolnicza zwo³a³a zjazd Prezesów i Delegatów Kó³ek Rolniczych w celu zorganizowania samopomocy s¹siedzkiej w gospodarstwach rolnych potrzebnej ze wzglêdu na liczne powo³ania do wojska i mo liwoœæ mobilizacji powszechnej. Musia³em przemawiaæ. By³ to mój ostatni wystêp publiczny. Mówi³em doœæ d³ugo, dostatecznie mocno, jednak bez hurra patriotyzmu i tromtadracji. Czekaj¹ nas ciê kie czasy mówi³em lecz Polak od wieków przyzwyczajony jest do ciê aru krzywd, jakie niemiecka przemoc narzuca³a i narzuca nam na barki. Nie zmogli

11 str. 11 naszych ojców, dziadków i pradziadów, nie zmog¹ i nas, choæbyœmy nie wiem jakie piek³o przejœæ musieli. W solidarnej narodowej ³¹cznoœci, w przywi¹zaniu do polskoœci i wiary œwiêtej le y nasza si³a i tê si³ê musicie tu na pograniczu okazaæ... Zrobiono mi serdeczn¹, wzruszaj¹c¹ owacjê. Ch³opi mnie tam lubili. Którejœ nocy przysz³a d³uga szyfrowana depesza. Spodzie-wa³em siê, e bêdzie to rozkaz wykonania planu unieruchomienia, lub unieszko-dliwienia aktywnych elementów niemie-ckich. Dotyczy³a tej sprawy, ale odsuwa³a wykonanie tych przygotowañ na ostatni moment. Rozeœmia³em siê. W ostatnim momencie aktywny element usunie siê nam spod obserwacji: bêdziemy ich mogli szukaæ jak wiatru w polu. Zastanowi³o mnie to jednak widaæ rz¹d nasz za wszelk¹ cenê nie chce rozpocz¹æ akcji, która odbi³aby siê szerokim echem i mog³a byæ uwa ana przez Niemców za prowokacjê. Ludzie zaczêli wyje d aæ. Wielu by³o takich, którzy opóÿnili wys³anie swych rodzin, licz¹c na zapowiedziany poci¹g ewakuacyjny, gdy mnie kto pyta³, rozwiewa³em tê nadziejê. Radzi³em: Korzystajcie, e jeszcze poci¹gi nasze chodz¹ i wysy³ajcie rodziny zaraz: nie wiadomo co bêdzie jutro, a poci¹gu ewakuacyjnego mo e wcale nie byæ, albo nie bêdzie móg³ odejœæ. Sam wys³a³em do Warszawy kosz wy³adowany pami¹tkami rodzinnymi, moimi notatkami i papierkami. Poza tym nie chc¹c mieæ przy sobie za du o pieniêdzy, które przede wszystkim onie i synowi w Warszwie bêd¹ po-trzebne, a ze mn¹ Bóg wie tylko co siê jeszcze tutaj stanie, wys³a³em 28 sierpnia poczt¹ parê tysiêcy z³otych. Kosz doszed³, a pieniêdzy nikt z nas wiêcej nie ogl¹da³. Ludzka hiena skorzysta³a z rozprzê enia wojennego i pieni¹dze sobie przyw³aszczy³a. Jakiœ urzêdniczyna w Warszawie, bo z Wolsztyna pieni¹dze wysz³y, chcia³ siê wzbogaciæ, ale czy siê wzbogaci³?? Niech mu Pan Bóg to wybaczy, bo ja ju mu to wybaczy³em. Nastêpnego dnia wraz z Sekretarzem Wydzia³u Powiatowego, panem Pruchniewiczem, wys³aliœmy kilkanaœcie beli gotowych materia³ów produkcji za³o onej przeze mnie i sfinansowanej g³ównie przez Stefana Tyszkiewicza z Pogorzeli Spó³ki,,Samodzia³ Wielkopolski. By³o tego co najmniej 600 metrów najlepszej jakoœci we³ny ubraniowej. Nie dosz³y do odbiorcy sklepu w Warszawie. Kolej t³umaczy³a siê póÿniej, e spali³y siê na dworcu w czasie bombardowania. Jestem prawie pewien, e to k³amstwo. Parê lat póÿniej jeszcze w czasie wojny widzia³em w koœciele w Warszawie kogoœ ubranego w materia³ niew¹tpliwie naszej produkcji i nie wypuszczonego jeszcze do sprzeda y. By³ on w tym transporcie, a e mia³ tak oryginalny wzór, kompozycji naszego mistrza tkacza pana Wdowiaka, e nie budzi³o we mnie w¹tpliwoœci jego pochodzenie. Czêœæ V A wojna wci¹ nie wybucha³a. Zdawa³o siê, e wrzód ju tak nabrzmia³, e pêkn¹æ musi w tej chwili, a tymczasem nowy dzieñ siê rozpoczyna³ tak samo jak poprzedni. Któregoœ dnia doniesiono mi z Kopanicy, e kilku o³nierzy niemieckich z broni¹ w rêku przekroczy³o granicê i dosz³o do betonowej budki, któr¹ kazali nam postawiæ w ostatnich tygodniach w miejscach przejœæ granicznych. W budce tej kry³ siê, dla pewnoœci bez broni nasz stra nik graniczny. O ile pamiêtam relacje z tego wydarzenia, Niemcy poparzyli tylko na niego i odeszli. Zastanawia³em siê tylko, czy to by³a chêæ prowokacji? Zastanawiaj¹ce by³o to, e do tej pory nie og³oszono mobilizacji powszechnej. Dotychczasowe powo³ania objê³y tylko tak zwane jednostki os³onowe, a wiêc jakieœ najwy ej 40% stanu mobilizacyjnego ca³oœci naszych si³ zbrojnych. Zatem co to wszystko znaczy? Czy to mo e tylko niesamowita gra prowadzona przez pijanego sza³em histriona 1, który chce swoj¹ pieœñ gróÿb wojennych doprowadziæ do najwy szego cis, ale mimo wszystko wojny siê boi? Wolne chwile spêdza³em nad rozwi¹zywaniem tej zagadki. Gdy przysz³a wiadomoœæ chyba 29 sierpnia, e lekka dywizja odesz³a z Kargowej, zacz¹³em snuæ rojenia, e mo e maj¹ racjê ci optymiœci, którzy powiadaj¹, e adnej wojny nie bêdzie. Dywizja ta rzeczywiœcie odesz³a, by po dwóch dniach zaatakowaæ i spaliæ Wieluñ. Wreszcie przysz³a depesza, której orygina³ przez lata mojej pracy w Sztabie Generalnym przechowywa³em w kasie ogniotrwa³ej i której treœæ do dziœ umiem na pamiêæ:,,powszechna mobilizacja zarz¹dzona Prezes Rady Ministrów. Przysz³a, ale co za coup de the atre 2 po paru godzinach by³a odwo³ana i po nastêpnych paru godzinach znowu potwierdzona. Ta chaotyczna decyzja, a w³aœciwie brak decyzji naszych najwy szych czynników irytowa³a mnie okropnie, wprost kl¹³em. Czy oni zdaj¹ sobie sprawê jaki ba³agan wywo³uj¹ i e to mo e spowodowaæ klêskê, zaraz w pierwszych dniach wojny. Pamiêtam z wyk³adów naszego m¹drego Colonel a Faury ego 3,,Rozkaz mob. raz wydany nie mo e byæ cofniêty a do czasu kiedy mobilizacja bêdzie ca³kowicie zakoñczona pod groz¹ kompletnego rozprzê enia i zde-zorganizowania bojowych si³ pañstwa. No tak, ale Rydz Œmig³y nie koñczy³ Wy szej Szko³y Wojennej i nie by³ uczniem Faury ego, by³ za to Marsza³kiem Polski, promowanym na Wodza Narodu przez ca³¹ zak³aman¹ klikê tromtadratów wywodz¹cych siê niestety z ruchu stworzonego przez Józefa Pi³sudskiego. Denerwowa³em moimi przekleñstwami i pesymistycznymi uwagami mego zacnego wicestarostê Tadeusza Hassny ego, który w m³odzieñczej wierze w pracê biurow¹ i papierki nie zdawa³ sobie sprawy jak mylny rozkaz, zarz¹dzenia przyczynia siê do nieodwracalnego ba³aganu. Jedno opóÿnienie, jedno niezrozumienie treœci i robi siê gdzieœ korek, zad³awi ca³y zdawa³oby siê dobrze obmyœlany przez biuro-kratów system. Papier jest dobry jak jest jeden, mo liwie krótki i jasny. Kiedy jest ich za du o a przy tym niejasnych, a broñ Bo e sprzecznych, to koñczy siê wszystko. Mówi³em mu wtedy równie po co Pan pakuje akta mobilizacyjne. Niech Pan je zaraz spali. Ale panie Starosto przydadz¹ siê

12 str. 12 G³os Wolsztyñski do opracowania nowego planu mobilizacyjnego Drugiego wrzeœnia samochód z tymi aktami przepad³ bez wieœci. Pakowanie ich rzeczywiœcie siê przyda³o. Czêœæ VI Zarz¹dzona ostatecznie mobilizacja i z drugiej strony nowe wiadomoœci z Niemiec doprowadzi³y do kulminacji. Zacz¹³ siê robiæ przewidywany przeze mnie ba³agan. Afisze mobilizacyjne, które po miesi¹cach czy nawet latach przechowywania w pancernej szafie Starostwa uroczyœcie odpieczêtowaliœmy, okaza³o siê, e by³y wadliwie opracowane przez moich nastêpców w sztabie. Nie chcê przez to powiedzieæ, e ja takich czy podobnych pomy³ek bym nie pope³ni³. Stwierdzam tylko fakt, e na podstawie tych afiszów powsta³y w¹tpliwoœci dotycz¹ce obowi¹zku stawiennictwa pewnych starszych zw³aszcza roczników. T³umy rezerwi-stów zg³asza³y siê do Starostwa o wyja-œnienia, których daæ nie mog³em. O porozumieniu telefonicznym ze Sztabem w Warszawie, czy choæby z DOK w Po-znaniu nie mo na by³o nawet marzyæ. Wreszcie zdecydowa³em siê na krok szalony z punktu widzenia mobilizacji. Stare w¹tpliwe roczniki odsy³a³em do domów. Nie umiem ju dzisiaj sprecyzowaæ na czym polega³ ten b³¹d w afiszach mobilizacyjnych. Up³ynê³o ju blisko dziesiêæ lat od tego momentu, ale pamiêtam siebie gdym w irytacji na powstaj¹cy ba³agan kaza³ wielu ludziom iœæ do domu. Czy zrobi³em Ÿle nie wiem, mo e jednak dziêki mojej decyzji uratowa³em trochê ludzi od niepotrzebnych wêdrówek, udrêczeñ, niewoli, a nawet œmierci. Trzydziestego pierwszego sierpnia, nie pamiêtam ju na jakiej podstawie, wyrobi³em sobie s¹d, e je eli wojna siê zacznie to jutro, a je eli jutro jej nie bêdzie, to ca³a historia rozejdzie siê po koœciach.w dniu tym 31 VIII czêœciowo na podstawie chaotycznych albo niewystarczaj¹cych instrukcji z województwa i czêœciowo na podstawie moich oso-bistych decyzji rozpocz¹³em ewakuacjê tak zwanego pierwszego eszelonu. By³a to czêœæ urzêdników Starostwa, z pewn¹ iloœci¹ akt i czêœci¹ urzêdniczych ro-dzin. Ruszyli oni transportem konnym wytyczonym szlakiem drogowym w kierunku na Stryj ko³o Lwowa, gdzie by³ wyznaczony rejon ewakuacyjny dla naszego powiatu. Do transportu do- ³¹czy³ Stefan Micha³owski z Komorowa, który zreszt¹ dostarczy³ koni do tego eszelonu. Sam zasiad³ na sw¹ bryczkê z kilkoma walizkami garniturów, jak przysta³o na tego nieprzeciêtnego eleganta wyruszy³ w drogê na Grodzisk Mosinê przed wyjazdem przyszed³ do mnie do Starostwa na po egnanie. Uœcisnêliœmy sobie rêce, raczej nic nie mówi¹c. Nie chcia³em wtajemniczaæ go w moje pesymistyczne myœli co do powsta³ego ba³aganu. Teraz niedawno, wspominaj¹c tê chwilê po egnania powiedzia³ mi:,,robi³eœ wra enie, e bez dostatecznych rozkazów i instrukcji na w³asn¹ rêkê i w³asny sposób przeprowadzasz likwidacjê w³adz pañstwowych w powiecie. Masz racjê, tak by³o. Wobec napiêtej sytuacji zale a³o mi bardzo, aby dy ur nocny by³ w mo- liwie inteligentnych rêkach. Zg³osi³ siê na ochotnika doktór Katyñski, lekarz powiatowy. By³em z tego zadowolony, gdy znaj¹c go, wiedzia³em, e nie zawiedzie. Ko³o dwunastej w nocy poszed³em do domu przespaæ siê trochê. Szed³em po raz ostatni do tego,,mojego domu, który by³ moim przez osiem i pó³ lat. Zastanawiaj¹c siê czy czasem nie robiê tej wêdrówki po raz ostatni, szed³em umyœlnie wolno, aby przyjrzeæ siê tej co-dziennej mojej drodze, odbywanej co najmniej czterokrotnie. Patrzy³em na zniszczony staroœciñski korytarz, paskudne schody, ordynarne trza-skaj¹ce drzwi wiod¹ce na podwórze i nie do-strzega³em tej brzydoty lecz siebie, który têdy z najrozmaitszymi myœlami, w najró norodniejszych nastrojach, ale zawsze szczêœliwy i prawie zawsze zadowolony prze-chodzi³ tysi¹ce razy. By³o mi tu naprawdê dobrze. Pocz¹tkowo trudno i obco, ale gdym zdoby³ zaufanie, a z biegiem czasu nawet i serce tych opornych, ale dobrych wolsztynian nic nie sta³o na drodze do szczêœliwego bytowania i mogê siê pochwaliæ dobrej pracy dla kraju i tego powiatu. Gdy znalaz³em siê na podwórzu w tê cich¹, cudown¹ ksiê ycow¹ noc, sentyment mocniej jeszcze ow³adn¹³ moj¹ wyobraÿni¹. Spojrza³em na,,dom mój, ton¹cy w srebrze ksiê yca, otoczony plamami wielkich, cichych teraz wysokich drzew, dom w którym by³o mi tak dobrze, tak wygodnie, tak dostatnio, tak swojsko gdzie syn mój wyrós³ z ma³ego dziecka na m³odzieñca, gdzie ona moja wypoczê³a, dosz³a do si³ i zdrowia, na ten dom, który kocha³em jak w³asny zrobi³o mi siê bardzo smêtnie, rzewnie i g³upio Tak nadchodzi burza, która wyrwie z korzeniami, zniszczy moje oœmioletnie ycie w tych murach i rzuci mnie, moj¹ onê i syna na tu³aczkê i ponie-wierkê a mo e i na œmieræ. Stan¹³em poœrodku podwórza stê a³y w têsknocie za tym co ju uciek³o. Po chwili powiedzia³em na pó³ g³oœno: - No nie trzeba siê rozczulaæ. Poszed³em spaæ. Po raz ostatni w tym domu. 1 wrzeœnia Czêœæ VII Zbudzi³ mnie gwa³towny dzwonek telefonu. Zerwa³em siê z ³ó ka. Mówi³ Katyñski podnieconym g³osem: - Panie Starosto Niemcy atakuj¹ Kopanicê. Jakie wiadomoœci nadesz³y? zapyta³em. -Tylko tyle co powiedzia³em. Dziêkujê. Zaraz schodzê do Was. Po³o y³em s³uchawkê. By³ to bardzo wczesny poranek. Coœ ko³o 5.00 rano. Zapowiada³ siê cudny dzieñ. Ubieraj¹c siê patrzy³em na jasny b³êkit nieba, na œciemnia³¹ ju zieleñ drzew i na lekk¹ mg³ê snuj¹c¹ siê po krzakach bzu. Œwiat budzi³ siê do ycia, a mnie zbudzono na wygnanie. Przecie nie by³o w¹tpliwoœci, e od tego wojna

13 str. 13 siê zacznie. By³em ca³kowicie spokojny, czujny z wyostrzon¹ uwag¹, jak pies myœliwski wypuszczony w pole. To, czego siê obawia³em, e wiadomoœæ o wojnie za³amie moje nerwy, chwaliæ Boga nie ziœci³o siê. Jak koñ, który wyœcigu nie chcia³, to jednak, kiedy do niego dosz³o, bezwiednie, instynktownie opanowa³ siê przed rozpoczêciem biegu. Poczu³em siê gotów na wszystko. Nieogolony, a nawet nie umyty, zbieg³em na dó³ i przez podwórze do Starostwa. Katyñski nie mia³ adnych dalszych wiadomoœci. Uda³em siê wiêc natychmiast do Komendy Stra y Granicznej, teraz bez ma³a Komendy Wojskowej. Dzieli³ mnie tylko budynek poczty. Zasta³em tam podnieconych kilku ludzi, lecz nie otrzyma³em nic konkretnego, prócz tego, e stra nik graniczny i domy miejskie od strony granicy zosta³y ostrzelane przez Niemców. - Czy stra nik zosta³ na miejscu? - zapyta³em. Nie wiadomo. Nie mo emy nawi¹zaæ ³¹cznoœci telefonicznej z Kopanic¹. - Kiedy nadesz³a wiadomoœæ o ostrzelaniu? Przed mniej wiêcej dwunastoma minutami. Zawiadomiliœmy zaraz Starostwo. - Tak jest odpowiedzia³em. Wiem o tym. Czy to wojna czy tylko prowokacja graniczna? W odpowiedzi Komendant wzruszy³ ramionami. Wyszed³em. Mimo wczesnej godziny dnia ulica ju by³a zape³niona ludÿmi. Stali grupkami: w podnieceniu, ale spokojnie rozmawiali miêdzy sob¹. Widocznie wiadomoœci o wypadkach w Kopanicy ju siê po mieœcie rozszerzy³y. Wróci³em do starostwa. Pochodzi³em po biurze w oczekiwaniu na dalsze wiadomoœci. Mia³em czas na rozmyœlania. Brak wiadomoœci wzbudza³ moje w¹tpliwoœci czy wypadki kopanickie oznaczaj¹ wojnê. Przecie mówi¹ Francuzi: Pas de nouvelles bonnes nouvelles. 1 Jednak nie mog³em w to wierzyæ. To nie mo e byæ tylko prowokacja. Czemu jednak nie ma ruchu lotnictwa ani z naszej, ani z niemieckiej strony? Coœ jest w tym dziwnego. Chodzi³em z k¹ta w k¹t. Czasem ktoœ do mnie podszed³ zapyta³ o coœ. Odpowiada³em krótko nie wdaj¹c siê w adne d³u sze pogawêdki ani filozofowania. Pojawi³ siê oficer Przysposobienia Wojskowego. Da³em mu polecenie, aby wzi¹³ auto i pojecha³ pod Kopanicê zasiêgn¹æ jêzyka. I znowu cisza. Zdecydowa³em wróciæ do domu i zasi¹œæ przy aparacie radiowym. Nastawi³em Warszawê. Cisza, lecz stacja pracuje. Trwa to doœæ d³ugo. Przestrajam aparat na Berlin poranna lekka weso³a muzyczka. Czekam kilkanaœcie minut. Nic bez przerwy graj¹, jakby nie byli winni, e zaczêli strzelaæ do spokojnych uœpionych domów w Kopanicy. Wracam na Warszawê znowu cisza. Zostawiam w³¹czony aparat i proszê podaæ œniadanie. Po chwili s³yszê w g³oœniku jakiœ nieznany mi g³os:,,uwaga nadchodzi i jakiœ zagadkowy numer czy znak. Co to znaczy? myœlê. Nie rozumiem. Czekam dalej i jem œniadanie. Znów odzywa siê g³os w odbiorniku mówi jakiœ numer i podobne s³owa:,,uwaga, uwaga przeszed³. Diabli wiedz¹ co to za zabawa. Kto nadchodzi i kto przeszed³? Wy³¹czy³em radio i wróci³em do Starostwa. Tu by³o wszystko bez zmiany. adnych wiadomoœci. Znowu krótkie rozmowy. Masa zapytañ ze strony urzêdów i w³adz lokalnych na które nie umiem nic konkretnego odpowiedzieæ. Poszed³em raz jeszcze do Komendy Stra y Granicznej, ale i tutaj nie uzyska³em niczego. 1,,pas de nouvelles bonnes nouvelles (franc) brak wiadomoœci, to dobre wiadomoœci. Czêœæ VIII Nie wiem, która to by³a godzina, kiedy znowu znalaz³em siê przy aparacie radiowym. S¹dzê, e rano. W³¹czy³em odbiornik nastawiony na Warszawê odezwa³ siê tylko szmerem pracuj¹cego nadajnika. Przestawiam siê na Berlin i tu s³yszê i poznajê od razu g³os Adolfa Hitlera:,, und das Deutsche Reich und sein Staatsoberhaupt das dulden würden, dan würde die deutsche Nationnichts anderes verdienen als von der politischen Bühne abzutreten! Meine Friedensliebe und meine endlose Langnut soll mann nicht mit Schwäche oder gar mit Feigheit verwechseln!" (gdyby Rzesza Niemiecka i G³owa pañstwa mia³a to znosiæ, to potem Naród Niemiecki nie zas³ugiwa³by na nic innego jak zejœcie ze sceny politycznej. Moje umi³owanie pokoju i moja nieograniczona cierpliwoœæ nie mog¹ byæ mylnie rozumiane jako s³aboœæ a tym bardziej jako tchórzostwo) Zastanawiam siê grozi, ale mówi jeszcze o swojej Friedensliebie,, diese vermittlungsvorschläge als Antwort polnische Generalmobilmachung...neue schwere Greueltaten heute nacht 14 gewesen. Darunter drei ganz schwere." (... te propozycje ugodowe...jako odpowiedÿ polska mobilizacja powszechna...dzisiejszej nocy mia³y miejsce nowe okrutne napaœci. W tym trzy bardzo powa ne) A wiêc chyba nie ma wojny. To tylko by³y,,zwischenfälle"... S³ucham dalej.,,ich habe mich daher nun entschlossen, mit Polen in der gleichen Sprache zu reden, die Polen seit Monaten uns gegenüber anwendet!". (Dlatego postanowi³em teraz rozmawiaæ z Polsk¹ takim samym jêzykiem jakiego Polska od miesiêcy u ywa w stosunku do nas!)

14 str. 14 G³os Wolsztyñski Co to znaczy? Inder gleichen Sprache? Jaki to ma byæ jêzyk przecie my nie strzelamy. Usunêliœmy nawet uzbrojon¹ stra z granicy, aby nie dawaæ pretekstu do prowokacji? Znowu s³ucham.,,ich bin glücklich, ihnen nun von dieser Stelle aus ein besonderes Ereignis mitteilen zu können Russland und Deutschland verschiedne Doktrinen regiert werden. Jeder Kampf unserer Völker gegeneinander würde nur anderen einen Nutzen Abwerfen. Daher haben wir uns entschlossen, einen Pakt abzuschliessen, der zwischen uns beiden für alle Zukunft jede gewaltanwendung ausschliesst " (Jestem szczêœliwy, e mogê z tego miejsca powiadomiæ was o szczególnie wa nym osi¹gniêciu....rosja i Niemcy s¹ rz¹dzone na podstawie odmiennych doktryn....walka naszych narodów przynosi³aby korzyœci jedynie innym. Dlatego postanowiliœmy zawrzeæ pakt, który miêdzy nami dwoma na zawsze wyklucza ka de u ycie si³y... ) O tym wiemy przecie. Po co on to mówi teraz? mówiê do siebie. P³yn¹ dalsze s³owa wychwalaj¹ce ten pakt, który ma byæ ostateczny i przeniesie niebywa³¹ zmianê w stosunkach niemiecko-rosyjskich. Hitler mówi spokojnie, usi³uje nadaæ sobie ton wielkiego mê a stanu oznajmiaj¹cego zdziwionemu œwiatu, e to on w³aœnie dokona³ tego wielkiego dzie³a. Pycha,wariacka pewnoœæ siebie go rozsadza. G³os dobywa siê jak ze skrzyni z puszki Pandory. Nagle dochodzi z g³oœnika wœciek³y ryk:,,polen hat nun heute Nacht zum erstenmal auf unserem eigenen Territorium auch durch reguläre Soldaten geschossen. Seit 5.45 Uhr wird jetzt zurückgeschossen! Und von jetzt ab wird Bombe mit Bombe vergolten. Wer mit Gift kämpft, wird mit Giftgas bekämpft." (Dzisiejszej nocy regularny oddzia³ wojska polskiego przekroczy³ granicê i ostrzela³ nasze w³asne terytorium. Od godziny 5.45 na ogieñ odpowiadamy ogniem. Od tej chwili na bombê odpowiadamy bomb¹. Kto walczy trucizn¹, bêdzie zwalczany gazem ) Co takiego? My na ich terytorium? To nieprawdopodobne to wprost niemo liwe! mówiê g³oœno do siebie, ale on mówi przecie, e od 5.45,,wird jetzt zurückgeschossen". A wiêc to wojna! Mój Bo e sta³o siê. Chwila, chwileczka zadumy. Ponurej zadumy. Lecz g³os Hitlera nie pozwala dumaæ. apiê ju teraz pojedyncze s³owa. Myœl chce odgadn¹æ tê zagadkê o walce regularnych oddzia³ów polskich na terytorium niemieckim wskutek czego on Hitler musia³ rozkazaæ odwet. Czy by to by³o mo liwe? Nasza prowokacja? Je eli to prawda to chyba jakiœ zwariowany endek jakiœ drugi Doboszyñski, któremu nienawiœæ do Niemców i Sanacji zaciemni³a rozum. Na w³asn¹ rêkê gdzieœ przekroczy³ granicê, postrzela³ do Niemców, aby Beckowi zamkn¹æ drogê do paktów czy ustêpstw. A zreszt¹ teraz to ju wszystko jedno. Gdy armaty rozpoczê³y gadaæ nie czas rozwi¹zywaæ zagadki. Znów s³yszê Hitlera.,,Mein ganzes Leben gehört von jetzt ab erst recht meinem Volke! Ich will jetzt nichts anders sein als erste Soldat des deutschen Reiches!" (Od tej chwili moje ycie nale y do mego Narodu! Chcê teraz byæ pierwszym o³nierzem Rzeszy Niemieckiej!) - Pierwszy o³nierz!,,ich habe damit wieder jenen Rock angezogen, der mir selbst der heiligste und teuerste war. Ich werde ihn nur ausziehen nach dem Sieg oder ich werde dieses ende nicht erleben." (Ponownie ubra³em siê w ten mundur, który by³ dla mnie samego najœwiêtszy i najdro szy. Zdejmê go, gdy osi¹gniemy zwyciêstwo, albo tego koñca nie prze yjê!) Serce mi drgnê³o, krew uderzy³a do g³owy i myœl nag³a: - A wiêc Adolfie, ju majaczy ci siê œmieræ przed oczyma? Masz przeczucie, jaki bêdzie koniec rozpoczêtego przez ciebie szaleñstwa? I znowu s³yszê:,,sollte mir in diesem Kampf etwas zustossen, dann ist mein erster Nachfolger Parteigenosse Göring. Sollte Parteigenosse Göring etwas zustossen, ist sein Nachfolger Heß." (Jeœli w tej walce doznam ciosu, to moim pierwszym nastêpc¹ bêdzie towarzysz partyjny Goering. Jeœli towarzysz partyjny Goering dozna ciosu, to jego nastêpc¹ bêdzie towarzysz Hess). Nie s³ucham ju dalej chocia g³os zachrypniêty, g³os jego wbija mi siê w dalszym ci¹gu w uszy - i podniecona moja wyobraÿnia widzi ju nieunikniony koniec tego szaleñca i koniec tego zbrodniczego pañstwa, a mo e i narodu. Przypomina mi siê gdzieœ czytana, czy zas³yszana przepowiednia, e po jakiejœ wojnie zostanie tylu Niemców, e zmieszcz¹ siê wszyscy pod jednym dêbem. A wiêc mo e to teraz siê ziœci! Hitler ju widzi swój koniec, widzi swoj¹ œmieræ oraz œmieræ Goeringa i Hessa. To jest przeczucie, wszystko w rêkach Boga Hitler krzyczy histerycznie:,,deutschland Sieg Heil!", a za nim rozjuszona bestia germañska, krwi i zdobyczy ³akn¹ca dusza krzy acka dziœ na Parteitag'u ryczy za nim Heil Heil Heil! By³em podniecony. Szybkimi krokami przemierza³em salon chc¹c jakby zag³uszyæ w sobie dolatuj¹cy do mnie sza³ rozhisteryzowanego i zhitleryzowanego t³umu. W pewnej chwili mia³em tego doœæ i nawet chcia³em wy³¹czyæ radio ale w tym momencie s³yszê g³os Goeringa: -,,Mein Führer" - Uderza mnie jego brzmienie co za kontrast z tym rykiem sza³u i radoœci. G³os cichy, s³aby, bez buty, bez pychy, bez radoœci. Prawie smutny. A wiêc i ty mówiê do siebie widzisz i przeczuwasz ju katastrofê. Zl¹k³eœ siê jasnowidza, który ci przed chwil¹ przepowiedzia³ œmieræ mo liw¹. Nie grzmisz, nie cieszysz siê, nie wyra asz wdziêcznoœci Führerowi za rozpoczêcie wojny, za ten,,historyczny" czyn, który ma stworzyæ na gruzach naszego kraju Lebensraum (przestrzeñ yciow¹) dla waszych barbarzyñców. Mówisz zrezygnowany. Doskonale zaczêliœcie wojnê a my j¹ wygramy.

15 str. 15 Czêœæ IX Wys³ucha³em krótkiego przemówienia Goeringa i wy³¹czy³em aparat. Zalega³a cisza, taka wolsztyñska, pó³-wsiowa cisza, ale w mózgu wrza³o jeszcze. Wojna i wizja. Wizja narzucona przez sugestie Hitlera, oraz za³amany jakby g³os Goeringa. Realny fakt to wojna. A wizja? Czym jest ta wizja? Faktem czy u³ud¹? Czym siê rz¹dziæ, czy t¹ wzbudzon¹ nadziej¹, czy te realnym faktem, e Hitler i Goering jeszcze yj¹ i tocz¹ z nami wojnê. Wiara daje si³ê, daje mo noœæ przezwyciê enia rzeczywistoœci i faktów, które narzuci nam cudza wola. Trzeba czerpaæ si³ê z wiary. Myœleæ o wojnie, a nadziejê chowaæ w sercu. Wsta³em i poszed³em do Starostwa. By³em rad, em wys³ucha³ i przemyœla³ tê mowê. *** W Starostwie ju o wojnie wiedziano. Ktoœ wys³ucha³ Orêdzia Prezydenta Rzeczypospolitej i wiadomoœæ o tym przyniós³ do biura. Nikt wiêc mnie nie pyta³ o treœæ mowy Hitlera, a sam zaœ nie mia³em ochoty do zwierzeñ na temat moich wra eñ i prób rozwik³ania tajemnic jutra. Zreszt¹ na rozmowy i filozofowanie nie by³o czasu. Trzeba by³o zaj¹æ siê rzeczywistoœci¹. Oficer P.W. wys³any przeze mnie do Kopanicy, powróci³. Twierdzi³, e do Kopanicy dojechaæ nie móg³. Jakie poda³ motywy - nie pamiêtam. Wkrótce potem nadesz³y wiadomoœci ze Stra y Granicznej, notabene zgo³a fa³szywe, e Kopanica zosta³a zajêta przez Niemców. Nastrój w mieœcie stawa³ siê gor¹czkowy. Pada³y coraz liczniejsze pytania - gdzie jest nasze wojsko? Dlaczego nie ma tu wojska? Czy maj¹ zamiar oddaæ nas Niemcom? Niekiedy pytania te by³y kierowane do mnie. Có na nie mog³em odpowiedzieæ? Zdawkowe s³owa pocieszeñ. Nic wiêcej. Sam rozumia³em, e obrona Wolsztyna ani nie jest mo liwa, ani potrzebna. Tego jednak biednym stroskanym ludziom mówiæ nie mog³em. Trzeba by³o k³amaæ. Jakby na potwierdzenie moich k³amstw, ko³o jedenastej przyjecha³y z wielkim ha³asem tankietki. By³o ich szeœæ. Przybycie ich z miejsca poprawi³o nastroje miasta. Uwierzono, e wojsko idzie i bêdzie obrona. Przyznajê, e nadejœcie tankietek wp³ynê³o równie dodatnio na moje samopoczucie. Nabra³em nadziei, e nie bêdê zaskoczony przez Niemców, e pod os³on¹ karabinów maszynowych i dzia³ek bêdzie mo na wycofaæ siê z Wolsztyna w jakim takim porz¹dku, tym bardziej, e liczy³em, e w œlad za tankietkami nadejdzie jakiœ batalion wojska czy choæby P.W. Tankietki posta³y chwilê naprzeciw poczty i wyruszy³y w kierunku na Kopanicê, aby po jakiejœ godzinie powróciæ z jednym uszkodzonym (lecz nie przez walkê) pojazdem i nastêpnie po króciutkim postoju odjechaæ w kierunku Poznania. Obliczy³em, e nie mogli byæ w Kopanicy, a przynajmniej, e by³o to w¹tpliwe. Pró ne wiêc by³y zarówno moje rachunki na os³onê ogniow¹, jak i czczymi okaza³y siê nadzieje wolsztynian na obronê. I znów jak od œwitu, pomiêdzy nami i maszeruj¹cymi na nas Niemcami nie by³o niczego prócz paru kilometrów odleg³oœci. By³a to sytuacja nieznoœna. Zastanawia³em siê co ja mam w tej sytuacji robiæ, jak zachowaæ siê? Czekaæ na nadejœcie Niemców? Daæ siê pochwyciæ? Kiedy siê wycofaæ? Gdy Niemcy bêd¹ w Nia³ku? Strzelaæ z rewolweru? Œmieszne i beznadziejne! Przypomnia³a mi siê rozmowa z wojewod¹ Maruszewskim, prowadzona kiedyœ w maju czy w czerwcu. Mówi³ na ten sam temat. Zastanawia³ siê, co on jako wojewoda ma robiæ, gdyby Niemcy wkraczali do Poznania - czy ma siê broniæ z rewolwerem i daæ siê zabiæ, czy te wycofaæ siê wczeœniej. Odpowiedzia³em mu na to, e takie zachowanie by³oby ca³kiem niepotrzebne. Wojewoda nie jest po to, by strzela³ z rewolweru do czo³gów. Wojsko prowadzi walkê i wojsko bêdzie decydowaæ kiedy ma siê wycofaæ, jeœli nie bêdzie mog³o zabezpieczyæ miasta. Próbowa³em tê sam¹ receptê zastosowaæ do mojej sytuacji. By³o to rozwi¹zanie logiczne, a jednak stwarza³o dziwny niesmak. Jak to ja,,ojciec" powiatu, opiekun miasta mam opuœciæ mój posterunek, oddanych mojej opiece wspó³obywateli, dlatego, e Niemcy zbli aj¹ siê do miasta? Jakie jest jednak wyjœcie z tej matni? Nie ma! A tymczasem beznadziejna cisza trwa³a. Co chwila wychodzi³em na balkon staroœciañski i nads³uchiwa³em. Nic i nic. Cisza œlicznego pogodnego dnia, nieruchomych drzew i milcz¹cych z niepokojem ludzi. Ko³o po³udnia poczta poda³a nam fantastyczn¹ wiadomoœæ, jako komunikat od w³adz wojskowych, jak mówiono,,ze sztabu dywizji", e wojska polskie zdoby³y Gdañsk i Prusy Wschodnie. Wezwano do udekorowania miasta flagami. Hassny, który z ogromnym entuzjazmem powtórzy³ mi ten s³awetny komunikat, by³ wyraÿnie na mnie oburzony, gdy mu powiedzia³em, e to k³amstwo i bujda propagandowa dla stwarzania sztucznych nastrojów. Miasto by³o jednak pos³uszne. Flagi zawis³y na wszystkich domach. Czerwieñ tych flag sprawi³a wtedy na mnie wra enie kiepskiej szminki na chorej, zbiedzonej i zalêknionej kobiecie. Zdawa³em sobie ca³kiem jasno sprawê, e to straszne k³amstwo o zdobyciu Gdañska i Prus to zwyk³a blaga, by podnieœæ na duchu spo³eczeñstwo pogranicza. Po raz pierwszy w mym yciu polska flaga sta³a siê dla mnie œmieszna. Ogarnê³o mnie rozgoryczenie. Musi byæ Ÿle, bardzo Ÿle, jeœli karmi¹ nas fa³szami i podniecaj¹ nastroje chor¹giewkami. Przecie jest jasne, myœla³em ze smutkiem, e bêd¹c w pocz¹tkowym stadium mobilizacji, armia ma do dyspozycji jedynie jednostki os³onowe przeznaczone do obrony mobilizacji i miejsc koncentracji. Czy wiêc tymi stosunkowo s³abymi si³ami mo na by siê powa yæ na zdobywanie Gdañska i Prus? To wykluczone. S¹dzi³em i nie myli³em siê. Wojska nasze nawet nie próbowa³y ataku na Gdañsk czy Prusy. I s³usznie. Czêœæ X A tu cisza w dalszym ci¹gu. Nie mog³em poj¹æ co siê dzieje w Kopanicy? Co jest z atakiem niemieckim? Dlacze-

16 str. 16 G³os Wolsztyñski go, jeœli zajêli Kopanicê, nie maszeruj¹ dalej? Dlaczego nie id¹ od strony Œwiêtna na Kêb³owo Widzim? Nasuwa³a mi siê odpowiedÿ, e widocznie na g³ównym kierunku ataku musia³o ich spotkaæ niepowodzenie. By³oby to jednak zbyt dobre aby by³o prawdziwe. A mo e? Bo e mi³osierny spraw, aby domys³ ten by³ trafny. Rozmyœlania przerwa³ mi dzwonek telefonu. Podnios³em s³uchawkê. Mówi³a znana mi od lat telefonistka pocztowa:,,panie Starosto, Zb¹szyñ po egna³ siê z nami tamtejszy urz¹d pocztowy wycofuje siê z miasta. A wiêc atak na Zb¹szyñ. eby zasiêgn¹æ dok³adniejszych wiadomoœci, poszed³em do Stra y Granicznej. W drodze na ulicy us³ysza³em od strony Zb¹szynia odg³osy dwu- trzech silnych detonacji. Wysadzaj¹ mosty pomyœla- ³em. W Komendzie Stra y niewiele siê dowiedzia³em. Posterunki stra y razem z policj¹ wycofuj¹ siê z Chobienic, odynia, Kêb³owa, Kaszczoru i Przemêtu. Jaka sytuacja w Kopanicy czy Zb¹szyniu nie wiadomo. Ko³o trzynastej zjechali policjanci z Kêb³owa, odynia i Siedlec. Wiadomoœci, jakie przywieÿli g³osi³y, e Niemcy wszêdzie przekroczyli granicê. Jakimi si³ami, tego powiedzieæ nie umieli. Wieœci te nie by³y jednak prawdziwe, gdy niemal w tej samej chwili odezwa³ siê telefon z nad samej granicy od kierownika Urzêdu Celnego na szosie Obra Œwiêtno. Zaniepokojony cz³owiek pyta³ mnie o radê, co ma robiæ. Siedzi w lesie 10 metrów od granicy, samiuteñki. Boi siê, e Niemcy mog¹ go pochwyciæ, chcia³by po³¹czyæ siê z rodzin¹. Zapyta³em go, co robi¹ Niemcy? Nic konkretnego nie wiedzia³. Zdawa³em sobie sprawê, e jego sytuacja nie jest ³atwa las ze wszystkich stron, obserwacja adna. Có mog³em mu poradziæ? Niech Pan przyje d a do Wolsztyna i tu czeka na dalsze decyzje powiedzia³em. A wiêc chaos sprzecznych wiadomoœci. Taka zwyk³a sytuacja, gdy lekki strach ogarnia ludzi. Widzi wtedy i mówi¹ o tym, czego nie ma. Tylko o tym, co im siê zdaje. Trudno tak by³o zawsze i bêdzie póki ludzie bêd¹ yli na œwiecie. Poszed³em pos³uchaæ wiadomoœci radiowych. Panna s³u ¹ca skorzysta³a z mej obecnoœci i poda³a mi obiad. Ostatni obiad w domu; dobry i podany jak siê nale y. Mój Bo e, jak rzadko w ci¹gu nastêpnych dziesiêciu lat jad³em obiady równie smaczne w piêknym jadalnym pokoju, poœród w³asnych starych mebli. Z radia niczego siê nie dowiedzia³em. Poszed³em na piêtro do mego sypialnego pokoju, zapakowa³em trzy walizki. Nastêpnie korzystaj¹c z uprzejmoœci w³aœcicielek sklepu z przeciwka, panien Petras, odda³em im na przechowanie kosz z porcelan¹, wartoœciowsze ksi¹ ki i trochê ubrañ. W moim domowym gabinecie roz³o y³em na biurku dla u ytku najeÿdÿców Rauschninga,,Die Revolution des Nihilismus. Niech czytaj¹ na zbawienie swych dusz! Z okna pierwszego piêtra zauwa y³em, jak na s¹siednich posesjach ludzie gor¹czkowo zakopywali jakieœ skrzynie. Odwieczne sposoby ratowania dobytku przed rabunkiem. Przypomnia³em sobie, e przed dwoma dniami moje panny s³u ¹ce zakopa³y równie to, co uwa a³y za najcenniejsze, a mianowicie skrzynkê ze s³ojami konserw domowych. Zakopanie nic nie pomog³o. Wojenni lokatorzy domu wszystko znaleÿli! Powróci³em do Starostwa. Wkrótce odezwa³ siê telefon. Urz¹d Wojewódzki zawiadamia³ mnie, e nale y wykonaæ natychmiast instrukcjê o unieszkodliwieniu wrogich elementów niemieckich. Dok³adnego tytu³u tej instrukcji w chwili pisania tych s³ów nie potrafiê odtworzyæ. Z miejsca odpowiedzia³em, e na to jest ju za póÿno. Aktywny element niemiecki gdzieœ znikn¹³. Wiedzia³em np., e Brunon Schulz wyjecha³ w nocy samochodem w nieznanym kierunku i nie powróci³. Nawet drugorzêdni dzia³acze ukrywaj¹ siê w cudzych domach. Kogo wiêc chcecie aresztowaæ? Jakieœ pionki bez znaczenia i wp³ywów. Nic tym nie zwojujemy, a narazimy ludnoœæ polsk¹ na mo - liw¹ zemstê niemieck¹, w przypadku gdybyœmy ten teren musieli opuœciæ. Usi³owano mi coœ t³umaczyæ mówi¹c, e taki jest rozkaz. Odpowiedzia³em:,,Zrozumcie, e jest za póÿno. Niemcy tu atakuj¹. Znaczna czêœæ policji zesz³a ze swoich posterunków. Tracê ³¹cznoœæ telefoniczn¹ z powiatem. W tych warunkach zrobiæ nic nie mogê. Odpowiedziano mi:,,niech pan robi co siê tylko da. Zirytowa³em siê na tê horrendaln¹ bezmyœlnoœæ i ba³agan. Jak mo na ¹daæ wykonywania takich decyzji na niebronionym pograniczu, gdy pluton niemieckiej policji mo e w ci¹gu 25 minut od przekroczenia granicy wjechaæ w œrodek miasta i zacz¹æ zaprowadzaæ hitlerowskie porz¹dki. Co sobie te niedowarzone urzêdasy myœl¹. Niech was diabli porw¹. Mog³em jeszcze próbowaæ szukaæ zaewidencjonowanych tzw. szkodliwych elementów niemieckich w Wolsztynie i gminach Jab³onna i Rakoniewice, gdzie w³adze funkcjonowa³y jeszcze jako tako. Zastanawia³em siê co robiæ? Czy ich siê znajdzie? A nawet jeœliby siê kogoœ znalaz³o, to jaki bêdzie tego skutek. Przecie oddajemy ten teren bez walki. Nie powrócimy tu wczeœniej ni za miesi¹ce, a mo e lata. Polacy tu zostan¹. Có z tego, e piêciu, czy dziesiêciu Niemców aktywniejszych lecz nie przywódców pochwycimy i wywieziemy do wiêzieñ Poznania czy Warszawy. Czy tym czynem cokolwiek za³atwimy, rozwi¹ emy, czy choæby u³atwimy? Po stokroæ nie. Odwrotnie. Stworzymy podstawê, damy powód sforze oszo³omionych pocz¹tkowymi zwyciêstwami i rozwydrzonych Niemców do zemsty na Bogu ducha winnych Polakach. Te cisn¹ce siê do g³owy myœli przyczyni³y siê do podjêcia decyzji: Zarz¹dzenia nie wykonaæ. I nie wykona³em. Nawet o nim nie wspomnia³em Komendantowi Policji i wicestaroœcie. Nie zdawa³em sobie wtedy sprawy jak donios³¹ i s³uszn¹ by³a ta moja decyzja. Uratowa³em ni¹ prawdopodobnie ycie kilkunastu Polakom. W powiatach koœciañskim, gostyñskim, leszczyñskim, gdzie zarz¹dzenie to zosta³o w mniejszym lub wiêkszym zakresie wykonane, Niemcy w odwecie rozstrzelali publicznie po kilkunastu niewinnych ludzi.

17 str. 17 Czêœæ XI I znów telefon. Tym razem poczta. Odzywa siê ta sama telefonistka i mówi wzruszonym g³osem: Panie Starosto! Zrywamy ³¹cznoœæ. Mamy polecenie zdj¹æ aparaty, centralki i wycofaæ siê z Wolsztyna. Kiedy tu powrócimy? Panie Starosto, czy jest tak Ÿle, e musimy wyje d aæ? Na te pytania powinien odpowiedzieæ starosta. Tak siê ludziom zdaje, e Starosta musi wiedzieæ wiêcej ni przeciêtny obywatel. On musi znaæ nawet tajemnice pañstwowe. A co ja mog³em tej biednej niewieœcie odpowiedzieæ? Posta³em chwilê przy oknie mego gabinetu, popatrzy³em na ulicê, na dach po³o onego naprzeciw domu, na skrawek starego cmentarza, na czysty, czyœciutki b³êkit nieba i myœla³em: Oto zbli a siê kres, koniec starostowania w Wolsztynie. Za chwilê zacznie siê tu³aczka, troski, k³opoty a mo e œmieræ. Mimo e niebo czyste i lekkie tylko wiatr wieje rozpêtany w Berlinie huragan dotar³ ju do mnie. Za chwilê wyrzuci mnie z domu w nieznane w z³owrog¹ i nieznan¹ przysz³oœæ Nie myœla³em wtedy o Polsce, o tym, e ten huragan zmiecie Pañstwo Polskie w przeci¹gu miesi¹ca. Zdawa³o mi siê, e tylko my ludzie z pogranicza cierpieæ bêdziemy na bezdomnoœæ, trudy i niewygody. Nie przeczuwa³am, e ta wœciek³a, rozpêtana przez niemieckich szaleñców burza dotknie wszystkich Polaków a potem niemal wszystkich Europejczyków, ba, prawie ca³y œwiat. Wszêdzie bêd¹ ludzie bez domów, wszêdzie przyjdzie œmieræ i a³oba, a na olbrzymiej czêœci Europy zapanuje szatan. Grabie, gwa³t, bezprawie, mord, po oga, obozy œmierci, dymy krematoriów i bestialski stosunek cz³owieka do cz³owieka. Chrystus ujdzie w cieñ lasów i gór, a na ziemi zapanuje krwawy, z³oœliwy, ale wyæwiczony cham uzbrojony w najnowoczeœniejsz¹ technikê i bêdzie pastwiæ siê nad swym bratem cz³owiekiem, dlatego, e mówi innym jêzykiem, albo nie chce uchyliæ karku, pozbyæ siê swych przekonañ czy biæ pok³ony przed obc¹ doktryn¹ No i nie myœla³em i nie przeczuwa³em, e to tyle, tyle lat trwaæ bêdzie. Spojrza- ³em na mój gabinet biurko fotele i œciany osiem z gór¹ lat tu dzieñ za dniem pracowa³em i oto za minut parê ju mnie tu nie bêdzie Czy powrócê? Bóg to jeden wie. Lecz wróciæ chcia³bym. Je eli yæ bêdê, to muszê tu wróciæ na dowód Prawdy, na dowód wy- szoœci s³usznoœci nad gwa³tem. Je eli dziœ st¹d odchodzê to tylko jako szermierz, który uchyla siê by unikn¹æ ciosu, ale po chwili wraca do pozycji,,gotów. Tak wróciæ tu chcê, bo z y³em siê z ludÿmi, tu pracowa³em na ich korzyœæ. Tak rozmyœlaj¹c opuœci³em mój gabinet, by do niego ju nie powróciæ. Poszed³em do budynku Stra y Granicznej w tym momencie ju Komendy Wojskowej po wiadomoœci. Zasta³em tam oficera stra y, pana bardzo pewnego siebie. Od dawna,,mia³em z nim na pieñku. Komendant ten z min¹ generalsk¹ oœwiadczy³ mi, e sytuacja jest bardzo powa na i e wkrótce w³adze bêd¹ musia³y opuœciæ Wolsztyn. Mówi³ to tonem tak tajemniczym, jakby uwa- a³, e mnie nie mo na mówiæ o tym co,,on wie. Bez odpowiedzi wyszed³em. Nie chcia³o mi siê z nim gadaæ. Nazwiska jego nie pamiêtam. Wracaj¹c zobaczy³em przed poczt¹ wóz, na który ³adowano dobytek poczty. Jakieœ skrzynie, centralki telefoniczne i aparaty. Ko³o wozu sta³ zacny s³u bista, naczelnik poczty pan Sobolewski a przy nim szybko zwiêkszaj¹ca siê gromada ludzi z okolicznych domów z niepokojem patrz¹ca na widome oznaki koñca. Zatrzyma³em siê na chwilê. Jakiœ nieznany mi m³ody cz³owiek patrz¹c siê na mnie zacz¹³ wykrzykiwaæ:,,w³adze opuszczaj¹ Wolsztyn. To zdrada! Oddaj¹ nas Niemcom. Dajcie nam broñ! Bêdziemy siê biæ. Nie damy Niemcom naszego miasta. Ludzie! Ludzie to zdrada! W tym naiwnym pe³nym goryczy okrzyku, m³odzieniec wykaza³ prawoœæ swego serca. Lecz có mia³em zrobiæ? Powiedzia³em ostro: Niech Pan nie gada g³upstw, bo ka ê Pana zamkn¹æ. Odszed³em. W starostwie zasta³em zawiadowcê stacji kolejowej Wolsztyn. Przyszed³ mnie zawiadomiæ, e zgodnie z instrukcj¹ za chwilê podpali budynek dworca, a ponadto, e zapowiedziany poci¹g ewakuacyjny nie nadszed³, a wiêc i nie odejdzie. By³a mniej wiêcej godzina szesnasta trzydzieœci. Piêtnaœcie minut póÿniej z pobliskiego dworca buchnê³y p³omienie. Poleci³em zlikwidowaæ Urz¹d Staroœciñski. Znoszono skrzynie z aktami, których zapobiegliwy Wicestarosta Hassny zabiera³ stanowczo za du o. Jednoczeœnie urzêdnicy z rodzinami poczêli ³adowaæ swe manatki do stoj¹cych na podwórzu zarekwirowanych samochodów. Usiad³em na schodkach wilii staroœciñskiej w oczekiwaniu ju tylko na polecenie ewakuacji. W pewnej chwili ktoœ krzykn¹³ lec¹ niemieckie aeroplany. Zapanowa³ lekki niepokój. Niektórzy wyci¹gnêli maski gazowe, inni kryli siê po k¹tach, Hassny poda³ mi maskê. Otworzy³em j¹, by zobaczyæ zawartoœæ puszki, ale z miejsca siê nie ruszy³em. Po paru minutach okaza³o siê, e alarm by³ fa³szywy. Tak up³yn¹³ czas do siedemnastej trzydzieœci, gdy przysz³o ze Stra- y zawiadomienie, e czas wyje d aæ. Zasiad³em za kierownic¹ ma³ej,,tatry W drugim ogromnym,,daimlerze odje d ali pan Tadeusz Hassny, Doktor Katyñski, Komendant Policji Sauter 1, a dalej w siedmiu czy oœmiu autach ci z urzêdników, którzy wyje d aæ chcieli. Na koñcu policjanci na rowerach. Rzuci³em okiem po raz ostatni na dom, gdzie w oknie mego gabinetu tkwi³y obie me panny s³u ¹ce, a pomiêdzy nimi nasz pies, m³ody wilk,,boy z niepokojem patrzy³ na moje poczynania. Z ciê kim, bardzo ciê kim sercem nacisn¹³em starter Józef Kaczorowski GW 8,9,10,11,12,13,14,15,16,17/2002 Sauter Wiktor Hugo Komendant Policji Pañstwowej w powiecie wolsztyñskim. Po ewakuacji we wrzeœniu 1939 na Kresy Wschodnie wziêty do niewoli przez NKWD lub Armiê Czerwon¹ zosta³ uwiêziony w Ostaszkowie, wraz z wiêkszoœci¹ policjantów wszelkich rang z ca³ej Polski i o³nierzami Korpusu Ochrony Pogranicza. Zamordowany w roku 1940 (prawdopodobnie w Twerze, w okresie w³adzy sowieckiej Kalinin). Wg Jêdrzej Tucholski,,Mord w Katyniu Kozielsk, Ostaszków, Starobielsk. I.W.Pax Warszawa 1991.

18 str. 18 Z kalendarzyka Krystyny G³os Wolsztyñski Przegl¹daj¹c rodzinne pami¹tki wpad³ mi w rêce kieszonkowy kalendarzyk na rok 1939, wydany przez Komunaln¹ Kasê Oszczêdnoœci Miasta Wolsztyna. Jego w³aœcicielk¹ by³a wówczas wolsztyñska gimnazjalistka Krystyna Szczêsna, mieszkaj¹ca razem z matk¹ Mari¹ przy ulicy Koœcielnej 7. W kalendarzyku owym znalaz³em kreœlone o³ówkiem zapiski z prze yæ 16-letniej dziewczyny z ostatnich dni sierpnia i z wrzeœnia 1939 roku. Ze wzglêdu na ograniczonoœæ miejsca, wybra³em wa niejsze momenty. Oto one: 28 sierpnia. Z bólem serca opuszczam Wolsztyn. Jest poniedzia³ek. W naszym miasteczku straszne zdenerwowanie. Wszystko wyje d a. I ja nie zdajê sobie zupe³nie sprawy z tego, co mnie czeka, a mo e bêd¹c zbyt pesymistycznie ustosunkowana wzglêdem wojny, da³am siê bez wahania namówiæ do wyjazdu? Mamusia uwa a³a, e je eli nie ona, to przynajmniej ja uratujê sobie ycie wyje d aj¹c w g³¹b kraju. W niedzielê po po³udniu matka moja zatelefonowa³a do Ko³a, aby mog³a mnie przys³aæ (dop. m. mieszka³ tam wuj Krystyny, wówczas starosta kolski).,,poniedzia³ek. Od rana straszna latanina... Po egna³am siê z naszym personelem i poœpieszy³am u boku matki na dworzec. Niewiele mo na by³o rozmawiaæ, bo ³zy cisnê³y siê do oczu i gard³a. Wreszcie na dworcu pe³no znajomych... Dost¹pi³o do mnie trzech kolegów - Bogdan Schilf, Edmund Siwek i Józef Olszewski. Oni rozweselili mnie trochê, robi¹c z wszystkiego arty. Jeszcze chwila a poci¹g ruszy. Ostatnie uca³owanie r¹czek, uœciski oraz ostatnie s³owa i,,niech Bóg ma Ciê w swojej opiece. I ju jadê, jadê i nie wiem sama, a ³zy mi lec¹ ciurkiem, tak samo, jak przy tym pisaniu. Ca³¹ drogê stojê przy oknie p³aczê nad tym, e opuszczam dom. W jednym z przedzia³ów zauwa y³am moj¹ przyjació³kê Martynê oraz dalsz¹ znajom¹ z Grodziska Ludkê Joachimsk¹. W Poznaniu spotka³am siê z nimi i po krótkiej pogawêdce, z ³zami w oczach egna³am Martynkê. Czas wsiadaæ do wagonu, bo poci¹g ten id¹cy do Warszawy strasznie by³ przepe³niony... Na stacji S³upca widzia³am dwa d³ugie poci¹gi pe³ne kawalerii i artylerii. Nied³ugo potem znalaz³am siê w Kole. Po kilkudniowym pobycie w Kole dosz³a do nas wiadomoœæ o wojnie. Nikomu nie myœla³o siê o wyjeÿdzie z Ko³a. Nawet jakiœ dureñ przyjecha³ p. adwokat z Wrzeœni - z³o yæ u nas drogie rzeczy. Nastêpnego dnia dowiedzia³am siê od wujka, e w Wolsztynie jest og³oszona przymusowa ewakuacja. S³ysza³ to od inspektora szkolnego z Wolsztyna p. Bombickiego. Od us³yszenia tej wiadomoœci, nocami nie mog³am spaæ, a we dnie ci¹gle wygl¹da³am czy nie zobaczê kochanej mamusi. By³am nawet raz na dworcu... Pewnego dnia by³am z wujkiem przed domem, gdy wtem z jednej strony nadlecia³y trzy samoloty, z drugiej szeœæ. Wszyscy wyszli na dwór i kiwali czapkami myœl¹c, e to nasi... Wtem da³ siê s³yszeæ straszny huk i uciekliœmy do mieszkania a tu drzwi strasznie trzaskaj¹... By³y to niemieckie bombowce. Zrzuci³y pewnie z dwadzieœcia bomb... Jedna chybi³a mostu, reszta wycelowana by³a na stacjê kolejow¹... Inne trafi³y w poci¹g ewakuowanych z Krotoszyna... Nastêpnego dnia chowaj¹c siê przed nalotem w bramie jakiegoœ domu spotka³am p. Sobolewskiego i p. Pawu³ê. Mówili mi, e o mojej matce nic nie wiedz¹, e oni uciekli z Wolsztyna autem w ostatniej chwili, gdy Niemcy byli ju w Powodowie. Byli z nimi równie p. Gry owie. Tej samej nocy spa³am w sto³owym pokoju na pod³odze, gdy mój pokój zaj¹³ starosta z Obornik a gabinet jego córka staroœcina z Mogilna... O godz. 1 w nocy us³ysza³am pukanie do okna... Jak siê okaza³o, by³ to woÿny z starostwa i powiedzia³, e jest ewakuacja i e wujek ma przyjœæ natychmiast po pieni¹dze...chc¹c nie chc¹c musia³am zostawiæ swoje worki i na zwyczajnym wozie dostarczonym wujkowi wyjechaæ do maj¹tku Lesice, oddalonego o dziesiêæ kilometrów od Ko³a... W wspomnianym maj¹tku przespa³o siê trochê i po œniadaniu w dworku, wyruszyliœmy inn¹ furmank¹ (gdy poprzednia nam zwia³a), w dalsz¹ drogê. Zatrzymujemy siê w êczycy, gdy wujek ma tam znajomego a woÿnica chce jechaæ do domu... Mówiono nam, e bezpiecznie jest w Pi¹tku oddalonym st¹d o 19 km. Prosiliœmy woÿnicê, aby nas odwióz³, ale daremne by³y nasze b³agania... W konsekwencji zatrzymaliœmy siê u p. Gencerabki. Ju spaliœmy, gdy przyszed³ woÿny z Urzêdu Skarbowego donieœæ o ewakuacji... Zostaliœmy na rynku ³êczyckim z walizkami i z jedn¹ jedyn¹ drog¹ wyjœcia, udaæ siê dalej pieszo. Walizki zostawiliœmy u ca³kiem obcych ludzi. Mnie zosta³a siê w koñcu jedna walizka, z któr¹ jeszcze siê nie rozsta³am. Idziemy w stronê Pi¹tku... W dalszej drodze spotkaliœmy jad¹cych wozem burmistrza i doktora z Ko³a... Jakoœ dostaliœmy siê na wóz. Rano ju by³o, wiêc zmuszeni byliœmy ze wzglêdu na naloty, ukryæ siê... Mo- e jeden kilometr od Pi¹tku zbaczamy w bok, by tu u jakiegoœ gospodarza zatrzymaæ siê... Le eliœmy w krzakach, gdy wtem nadlatuje ca³a eskadra samolotów. Schowaliœmy siê do piwnicy. Myœleliœmy, e ju zbli a siê koniec naszego ycia. Bóg mi³osierny wyratowa³ nas z ciê kiej opresji. Co chwila spada³y z hukiem bomby, a maszynówki ani na moment nie zaprzesta³y swej pracy... Jedna bomba lecia³a za drug¹... Wszystko dooko³a siê pali³o. O 7-mej rano wróciliœmy do gospody i po zabraniu naszych rzeczy ruszyliœmy w dalsz¹ drogê. Strach mnie ogarn¹³ na widok po aru, który panoszy³ siê na naszej drodze. Przeje d amy przez Pi¹tek. Ca³a osada siê pali. Z jednej i z drugiej strony szosy wal¹ siê pal¹ce domy a my musimy koniecznie przedostaæ siê œrodkiem, by móc pojechaæ dalej. S¹dzê, e cudem nas Bóg uratowa³, e nie zatrzymaliœmy siê w Pi¹tku, to te palec bo y... Jakoœ szczêœliwie przejechaliœmy, lecz na drodze trzeba by³o godzinami czekaæ, takie utworzy- ³y siê zatory. Ca³¹ noc jechaliœmy zanim dostaliœmy siê do owicza. I to miasto jeszcze p³onê³o... Z owicza chcieliœmy dostaæ siê do Warszawy... Przed Sochaczewem kilka razy uciekaliœmy z wozu... Niedaleko Sochaczewa zatrzymaliœmy siê w jakiejœ gospodzie... Wkrótce zaczê³o siê bombardowanie. Prze ywaliœmy prawie

19 str. 19 to samo co w Pi¹tku... Dopiero o 7- mej wyruszyliœmy dalej. Po drodze by³o pe³no trupów i ludzi i koni... Sochaczew strasznie zniszczony... Woleliœmy o tej porze jechaæ z wojskiem, gdy ³atwiej i prêdzej bylibyœmy w Warszawie... Warszawa W³ochy strasznie zniszczona. Sama Warszawa nie by³a jeszcze zniszczona. Ruch panowa³ straszny. W ka dej bramie domu rozlewano herbatê. I nam uciekinierom dano herbatê i bu³kê. Chcieliœmy jak najprêdzej na Pragê. Przed figur¹ Matki Bo ej pomodli³am siê szczerze, by mnie i moj¹ kochan¹ Mamusiê zostawi³a przy yciu... Czekaj¹c, spotka³am p. Winieckiego. I on o Wolsztynie nic nie wiedzia³... By³a ju godz. O, a wiêc musieliœmy zatrzymaæ siê na Pradze... Ca³y Na skrzyd³ach myœli swoich przenoszê siê do 1939 roku. Mam wiêc 13, a nie 66 lat. Patrzê i s³ucham, s³ucham i patrzê na wszystko z ciekawoœci¹ i niepokojem. Obserwujê ojca, który pilnie œledzi radiowe wiadomoœci pochodz¹ce z ró - nych krajów Europy, a potem komentuje w gronie kolegów. Nie bêdzie tak Ÿle, pan minister Józef Beck dojdzie chyba z Niemcami do porozumienia. Codziennie s³yszê zdradziecki g³os niemieckiego spikera: Tu radio Breslau, Leipcig und Tropan a nastêpnie wiadomoœci w jêzyku polskim. W ka - dym s³owie wyczuwam s³odk¹ truciznê faszystowskiej propagandy. W szkole trwa zbiórka z³omu bardzo potrzebnego na nasze uzbrojenie. Wynoszê z domowego podwórza elazne przedmioty. Z pomoc¹ kole anek wci¹gam na wózek kawa³ szyny. Gdy ojciec ujrza³ nas w akcji, prze egna³ siê lew¹ rêk¹ i zaj¹³ siê sam wydawaniem z³omu, bo bez pytania zabiera³am potrzebne mu materia³y. Kierownik naszej szko³y, p. Jan Lipiñski, uczy nas mi³oœci do zagro onej ziemi ojczystej. Podczas lekcji poleci³ mi odczytaæ s³owa napisane przez marsza³ka Edwarda Rydza-Œmig³ego: Nie oddamy guzika od sukni. Z miesi¹ca na miesi¹c, z dnia na dzieñ niepokój wzrasta. Oto ostatnie dni sierpnia. Powszechna mobilizacja. egna siê z nami mój ulubiony, zawsze radosny wujek, Jaœko Ceglarek (dentysta pochodz¹cy z Widzimia). Zostadom trz¹s³ siê, gdy nadlecia³y stalowe ptaki... Co dziesiêæ minut odwo³ywane by³y i znowu og³aszane alarmy. Trudno by³o patrzeæ na ³unê pal¹cego siê Dworca Wschodniego. Ca³e popo³udnie by³o jednym pasmem nalotów. Wieczorem, maj¹c przed oczyma po- ary, pojechaliœmy w stronê Grochowa. Tu prze y³am bardzo ciê ki moment. Droga ca³a zepsuta. Wszystko podminowane, ufortyfikowane, z boku jedno pasmo po aru, z ty³u po ary... My nie ruszamy z miejsca. Na drodze tej uformowa³y siê trzy szeregi... Myœla³am ju, e wszystkich zostawiê i bêdê ucieka³a razem z niekoñcz¹c¹ siê ³awic¹ ludzi Wrzesieñ, œroda, 13-go. Zatrzymujemy siê w Radoœci... Najgorsze przesz³o. Warszawa dogorywa³a. Koñczy³a siê polska wojna. Krystyna z wujostwem koczowali w Radoœci. Biedowali, g³odowali. Wreszcie w kalendarzyku znajdujê zapis z 6 paÿdziernika o zezwoleniu komendantury niemieckiej - B³onie pod Warszaw¹ na powrót do domu, do Wolsztyna. Wraca do ukochanej matki i swojego miasta 16 paÿdziernika 1939 roku. Niestety, pobyt w domu nie trwa³ d³ugo, bowiem jeszcze w grudniu przed Bo ym Narodzeniem razem z matk¹ i innymi wolsztyniakami, wysiedleni, zaczynaj¹ okupacyjn¹ gehennê. Wracaj¹ dopiero po opuszczeniu Wolsztyna przez wojska niemieckie w 1945 roku. Wynotowa³: Aleksander Weso³owski Poznañ-Wolsztyn, w marcu 1992 r. Mia³am 13 lat wi³ on w domu m³od¹ onê i roczn¹ córeczkê Krysiê. Jaœko u³an nie powróci³, zgin¹³ w rejonie Leszna. Przybiega do mnie kole anka Wala Rypiñska, jest bardzo przejêta Jadziu, mama p³acze, nasz Tadeusz przyjecha³ na krótko i po egna³ siê z rodzin¹, bo pachnie wojn¹.. Tadeusz, starszy brat Wali, by³ piêknym m³odzieñcem po szkole kadetów. Urodziwy, nieco dumny, w galowym mundurze jak z obrazka. Trzeba siê by³o za nim obejrzeæ. Niestety, ju nie wróci³. Odda³ ycie za Polskê. Mój najstarszy brat, Józef Florian, ma 17 lat. Bierze udzia³ w æwiczeniach PW (przysposobienie wojskowe). Sytuacja coraz bardziej napiêta. Hitler poczyna sobie zbyt œmia³o... Co? Chce mieæ korytarz prowadz¹cy przez Pomorze do Prus Wschodnich? Jest pi¹tek - 1 wrzeœnia - godz Tragiczna dla Polski wiadomoœæ: WOJ- NA, II Wojna Œwiatowa. Niemcy zaatakowa³y Polskê. Panika wœród ludnoœci Wolsztyna. Mieszkamy przecie 10 km od granicy. Mój brat z grup¹ rówieœników i swoim sier antem wyje d a dwukonnym wozem w stronê Warszawy. Ch³opcy ubrani s¹ w drelichowe mundurki, maj¹ kilka karabinów. Przez ca³y wrzesieñ tu- ³aj¹ siê po polskich drogach. S¹ g³odni. Œpi¹ pod go³ym niebem, a bombowce niemieckie ko³uj¹, zrzucaj¹ pociski, dziesi¹tkuj¹ ludnoœæ cywiln¹ i rozproszonych o³nierzy. W Wolsztynie wiele rodzin zbiera siê do ucieczki z miasta. Moi rodzice równie decyduj¹ siê na opuszczenie domu. Pakuj¹ ciep³e okrycia, zbieraj¹ pieni¹dze i wyruszaj¹ w drogê razem z trojgiem dzieci. Pierwsz¹ noc spêdziliœmy u Cioci mieszkaj¹cej w Kamieñcu ko³o Grodziska. Nastêpnego dnia doszliœmy do wioski Konojady w pobli u Koœciana. Tam so³tys zgromadzi³ mê czyzn i odczyta³ odezwê, w której nakazywano, aby opuszczali domy i udali siê we wschodnim kierunku. Mój ojciec spyta³ krótko a dok¹d oni wszyscy pójd¹?. Zrozumia³, e ta wêdrówka nie ma realnych podstaw. Postanowi³ wiêc wróciæ z rodzin¹ do domu. Nastêpnego dnia przybyliœmy do Wolsztyna. Jeszcze by³ wolny. Kiedy 3 wrzeœnia Francja i Anglia wypowiedzia³y Niemcom tzw. Dziwn¹ wojnê (bez walki na l¹dzie), wst¹pi³ w serce promyk nadziei, ale tak naprawdê - to strach parali owa³ ycie. P³on¹³ dworzec PKP, wysadzano tory. Oko³o 7 wrzeœnia, bez walki, wjechali na motocyklach pierwsi niemieccy o³nierze. Z dnia na dzieñ przybywa³o ich wiêcej. Wszyscy Polacy patrzyli na siebie poszerzonymi Ÿrenicami i zadawali sobie pytanie: Co to bêdzie? Co to bêdzie? Moj¹ nadziej¹ by³a Matka Bo a i kochaj¹cy rodzice. GW (Pamiêtnik trzynastolatki latki publikujemy na str )

20 str. 20 UCIECZKA I POWRÓT W po³owie sierpnia 1939 r., dosta³em wezwanie do Stra y Granicznej (mieœci³a siê w budynku przed poczt¹ od strony torów kolejowych). W biurze tym pracowa³ pan Œron, ja by³em goñcem. Pracowaliœmy w trzech,,kolumnach sk³adaj¹cych siê z 5 osób. Naszym obowi¹zkiem by³o nads³uchiwanie i przekazywanie wiadomoœci z granicy polsko-niemieckiej. Wszystkie informacje trafia³y do p. Œrona. W mojej kolumnie by³a Agnieszka Wieczorkówna, Matysiak syn ogrodnika, Florian Pacyna i o³nierze. W razie zerwania linii telefonicznej moim zadaniem by³o powiadomienie instalatora z poczty. Kiedy pod koniec sierpnia dostaliœmy informacjê, e Niemcy s¹ na granicy, ewakuowali nas. Za³adowali na wozy Eisen-Schulza, który da³ te kuczera. Zaczê³a siê ucieczka. W Rakoniewicach mieliœmy obj¹æ pocztê. Nocleg by³ ju uszykowany, ale nie zd¹ yliœmy siê rozlokowaæ, kiedy przez telefon poinformowano eby natychmiast jechaæ do Grodziska. Byliœmy tam trzy dni, ale nie by³o ju adnych po³¹czeñ. W Grodzisku zrobi³ siê szum, ludzie mówili, e samolot rozpyla gaz. Przyjecha³ jakiœ wojskowy samochód i zabra³ kobiety w stronê Warszawy. My zostaliœmy i wozem uciekaliœmy w kierunku Poznania. Wyruszyliœmy potem w stronê Warszawy. W Swarzêdzu widzieliœmy bombardowanie i pierwsze trupy o³nierzy. Spaliœmy, gdzie siê da³o w stogach, stodo³ach. Razem z F. Pacyn¹ mogliœmy kupowaæ ywnoœæ, bo przed wyjazdem z Wolsztyna otrzymaliœmy po 35 z³. W Lasotkach,,zapomnieliœmy o wojnie byliœmy szczêœliwi. Gospodynie gotowa³y, rolnicy zabijali œwinie. W pobliskiej I³owie (miejscowoœci ydowskiej, wielkoœci Rostarzewa) kupiliœmy puszki po cukierkach, a gospodyni z Lasotek przetopi³a zakupion¹ przez nas s³oninê i w³o y³a w puszki. Tam te ku- Antoni Lorenc piliœmy centnar yta. Niestety, traf chcia³, e wiatrak, w którym m³ynarz mia³ przemleæ zbo e, zosta³ spalony w czasie bombardowania. Florian Pacyna jako fryzjer goli³ o³nierzy, mieszkaj¹cych z nami w gospodarstwie. Ja by³em,,pomagierem mydli³em brody. W drodze do domu Kiedy nadchodzili Niemcy, wojsko chcia³o siê ju poddawaæ, ale gospodarstwo by³o tak urz¹dzone, e przez stodo³ê mo na by³o przejechaæ a na pole i ³¹kê. Kiedy na ³¹ce pokaza³ siê czo³g, o³nierze ustawili siê w stodole i nerwowo obserwowali. Gdy podjecha³, wystrzelili i trafili go. Kolejne czo³gi odjecha³y. Za chwilê rozpocz¹³ siê ostrza³ artyleryjski i o 2 w nocy wkroczy³y wojska niemieckie i zabrali nas wszystkich do lagru. Matysiak nie chcia³ iœæ, bo siê ba³ Niemców ukry³ siê gdzieœ, a my z Pacyn¹, czwórkami, poszliœmy z wojskiem. W tej kolumnie spotkaliœmy pana Ceglarka i Floriana Nowaka. Przy naszej czwórce szed³ niemiecki o³nierz i spyta³, czemu my cywile nie jesteœmy w wojsku. Florek trochê umia³ po niemiecku, odpowiedzia³, e nie podlega s³u bie, a dodatkowo opiekuje siê mn¹. Niemiec powiedzia³, ebyœmy na jego znak wyst¹pili z szeregu i ju nie wracali. Przeskoczyliœmy przez rów. W ci¹gu dnia przemierzaliœmy po 30 km. Spotkaliœmy mieszkañca Poznania tramwajarza z synem. Po drodze Niemcy brali wszystkich jeñców do cegielni, przedsiêbiorstw, mê czyzn powy ej 18 lat wiêzili. Przypadkowo zamknêli Florka. Pana z Poznania nie wziêli, bo bardzo dobrze zna³ niemiecki. Przez dwa dni maszerowa³em z nim. Florek w tym czasie dowiedzia³ siê od stra ników, e nie ma siê pchaæ do samochodów wywo ¹cych do pracy w Niemczech. Kiedy zosta³o 14 osób, Niemcom nie op³aca³o siê po nich przyje d aæ i wypuœcili ich. Pacyna wzi¹³ znaleziony gdzieœ po³amany rower, zwi¹za³ drutem i dogoni³ nas. Z tym rowerem doszliœmy a do Wolsztyna. Pacyna mia³ z lagru przepustkê do Wolsztyna. Ja jako niepe³noletni nic. We Wrzeœni rozstaliœmy siê z poznaniakami. Przed Poznaniem wylegitymowa³o nas wojsko. Przepuœcili Pacynê, a mnie Niemiec zapyta³: -,,Hast du hunger? (czy jesteœ g³odny?) Wczeœniej nauczy- ³em siê, e na pytanie Niemca mam odpowiedzieæ: siebzehn Jahre (siedemnaœcie lat) i tak w³aœnie, nie rozumiej¹c pytania, odpowiedzia³em. Niemiec z uœmiechem przepuœci³ mnie. Z Poznania do Wolsztyna szliœmy prawie cztery dni. Mo na by³o chodziæ tylko do i któregoœ dnia stra nicy zamknêli nas jako zak³adników (chyba w Strykowie). Szczêœliwie do yliœmy rana, dostaliœmy czarnej kawy i sucharów na drogê. Zatrzymaliœmy siê w Rostarzewie u krewnych Pacyny. Nakarmili nas. O by³em w domu w Wolsztynie. Wspomnieñ wys³ucha³a Emilia abuda GW

21 NIE DA SIÊ NIEMCOM Brunon Szczeciñski G³os Wolsztyñski str. 21 Oto wspomnienia Brunona Szczeciñskiego z Nia³ka Wielkiego. Od 25 sierpnia 1939 roku dzia³aliœmy w Samoobronie w Jab³onnie. Dowódc¹ by³ Bogdan Stanowski. By³o nas oko³o 100 osób. By³em ³¹cznikiem z obron¹ w Chobienicach, od strony Babimostu. W pobli u koœcio³a sta³a stra graniczna, oko- ³o 10 o³nierzy, do tego czterech naszych. Ale rozbroili nas Niemcy. Ca³¹ grup¹ pojechaliœmy do Czarnej Wsi. W KuŸnicy trafiliœmy, gdy bojówki niemieckie bi³y Lemañskiego. Kiedy zobaczyli nas Niemcy, to siê rozpryœli jak kuropatwy przed jastrzêbiem. Jeden z Niemców, Schauer, który mia³ przydomek Wiesen, zacz¹³ uciekaæ. Mój ojciec za nim pojecha³ i postrzeli³ go z broni œrutowej. Mówi³ nam póÿniej o tym i us³ysza³a to Probstka Polka mieszkaj¹ca z Niemcem. Kiedy wróciliœmy do domu, matkê i siostrê odwiedzili ju wczeœniej Niemcy i je pobili. Pojechaliœmy przez Opalenicê, Stêszew do Poznania. Mieliœmy wszyscy krótk¹ broñ, ja mia³em d³ug¹ francusk¹ i 49 naboi. (W czasie dzia³ania samoobrony z³apa³em 8 niemieckich dezerterów). Jak eœmy przyjechali na Górczyn szlabany by³y zamkniête. Tam te chodzi³a samoobrona. Mieli zarz¹dzenie prezydenta miasta, e nie wolno przejœæ z broni¹. Niestety, my broni nie zdamy! Musimy dostaæ siê do prezydenta. Stanowski i Marek, malarz pojechali motorem zarekwirowanym w Borui Koœcielnej u piekarza Rauscha. Wrócili pod wieczór ze zgod¹. Podjecha³a platforma ci¹gniêta przez dwa konie. Broñ po³o yliœmy na niej i szliœmy obok (krótk¹ broñ mieliœmy schowan¹ w kieszeniach). ZawieŸli nas do szko³y. Pertaktracje trwa³y dwa dni. Potem puœcili nas w kierunku Gniezna; wczeœniej promem przewieÿli przez Wartê. Noc zasta³a nas w Czerniejewie. Nad ranem, by³a mo e 6.00, us³yszeliœmy nalot na stacjê (nocowaliœmy 200m od stacji kolejowej w stodole hrabiego). Na torach sta³o piêæ sk³adów poci¹gów (od Cegielskiego). W jednym wagonie byli urzêdnicy z granicy i poczta. Po wybuchu jednej z bomb porozrzucany by³ dooko³a bilon. Jechaliœmy dalej rowerami do Kutna, a Stanowski oœwiadczy³, e dalej nie da rady. Myœmy z ojcem siê cofnêli. Stanowski radzi³, byœmy nie szli grupowo. Po trzech dniach przyjechaliœmy do Grodziska. Tam spotkaliœmy pierwszych okupantów. Niemioszki biegali z opaskami i czepiali siê tylko, jak sz³a wiêksza grupa osób. Pojechaliœmy na Kobylniki i Gnin, weszliœmy do lasu i w nocy dotarliœmy w pobli e Jab³onny. Ojciec powiedzia³: Ty tutaj zaczekaj, a ja pójdê do Losi (córki, a mojej siostry). Mieszka³a ona na odludziu za Jab³onn¹. Ojciec zapuka³ w okno. Powiedzia³a, e nie mamy siê pokazywaæ, bo szukaj¹ nas Niemcy. Ojciec przyniós³ chleb. No i gdzie teraz? - Na KuŸnicê, do lasu zdecydowa³ ojciec. Ale najpierw ukrywaliœmy siê w Wiosce u Marciniaka naprzeciw cmentarza. A pewnego razu listowy s³ysza³, e ktoœ gada w oborze, otworzy³ drzwi i mnie zobaczy³. Na szczêœcie nie zna³ mnie. Dla bezpieczeñstwa za dwie godziny ju nas nie by³o. Za porêczeniem Marciniaka prawie ca³¹ zimê spêdziliœmy u jego znajomego - Kaczmarka w Kobylnikach. Na wiosnê zrobiliœmy bunkier w lesie, niedaleko Nowej Tuchorzy w kierunku na KuŸnicê. Wykopaliœmy dó³ w ziemi, ob³o yliœmy ko³kami, na wierzchu na ko³kach u³o yliœmy wrzos i œció³kê. Tam nawet mieliœmy piecyk, a z domu pierzynê. Pewnego dnia wszystko zastaliœmy poprzewracane musieliœmy wiêc uciekaæ. W kwietniu 1940 roku ojciec dosta³ papiery dla mnie i dla siebie na nazwisko Kaczmarek i przedosta³ siê do Smardzewa, a ja do Górnego Folwarku (obie miejscowoœci le a³y ju po stronie niemieckiej). Spotkaliœmy siê kiedyœ z ca³¹ grup¹ Polaków przy szlabanie w Babimoœcie. Maciej Kotkowiak zapyta³ wtedy ojca, gdzie on pracuje i coœ sobie zapisa³ na pude³ku od papierosów. 9 maja 1940 roku sadzi³em kartofle. Z przeje d aj¹cego poln¹ drog¹ samochodu wyszed³ policjant i jego pomocnik. Rozmawiali i policjant podszed³ do mnie na pole. Gdy dochodzi³, zauwa y³em, e ma odpiêt¹ kaburê i z³apa³ za pistolet. - Jak siê nazywasz? - Stanis³aw Kaczmarek - A Bruno Szczeciñski, to kto? Zblad³em. - Idziemy do samochodu! Tam siedzia³ ojciec. Skuli nas razem. Stanêliœmy w Babimoœcie przy szlabanach. Kierowca Maks Kutzner z Jab³onny mówi do policjanta: No, ta podró bêdzie ich du o kosztowa³a! Jechaliœmy do Wolsztyna, potem do Rakoniewic. Zatrzymali siê ko³o Gestapo. Zostawili mnie razem z ojcem na

22 str. 22 podwórzu. Musia³em czyœciæ rowery. Wieczorem zamknêli nas w areszcie. W nocy ktoœ podszed³ pod drzwi i powiedzia³: My ci pomo emy siê wydostaæ. - Ja nie jestem winien odpowiedzia³em. - No, ebyœ nie a³owa³! Na drugi dzieñ, oko³o 9.00 przyszed³ czarny gestapowiec z trupi¹ czaszk¹ i powiedzia³ do mnie: adny ch³opaszek, no to pójdziemy! ZawieŸli mnie do Wolsztyna i umieœcili w Komorowie. Na drugi dzieñ wziêli na przes³uchanie by- ³em tak zbity, e stra nik graniczny z Obry, Kêpiak, i Patalas z KuŸnicy zanieœli mnie na pryczê. Siedzieliœmy w wozowni hrabiego. Le a³em trzy dni, póÿniej uczyli nas œpiewaæ po niemiecku i maszerowaæ tak d³ugo, a odtransportowano nas do Poznania na fory siódme (od. Red. Fort VII). Jak nas przywieÿli, patrzymy a tam brama z napisem Überganglager Fort VII i napis Arbeit macht frei. Na moœcie stali gestapowcy i dwóch kapusi malarz B. z Wolsztyna i Stasiu z Ostrowa. Czêstowali papierosami, a jak ktoœ wyci¹gn¹³ rêkê, to tak dosta³, e siê prawie przewróci³. B. doszed³ do mnie. Pozna³ (a ja uczy³em siê jako ogrodnik w ogrodzie sióstr w Wolsztynie. Moim majstrem by³ Rozynek). Poczêstowa³. Odpowiedzia³em: Przecie wiesz, e nie palê. Jak mnie wyr n¹³!... By³o nas 62. Wziêli wszystkich do jednej celi. Najpierw by³o padnij! powstañ! Jak nas zmêczyli, to nawet po plecach biegali. Po jakimœ czasie przeniesiono nas na celê 62 tam by³o przestrzennie, ale na pod³odze by³ bruk, na nim sieczka. Siedzieliœmy doœæ d³ugo. Dali nam jedno wiadro do jedzenia i mówili: Jak macie jakieœ wiadro, to mo ecie wzi¹æ i dostaniecie wiêcej. Pozwolili wyp³ukaæ wiadro do sikania i dali jeœæ. Ale czym? Ktoœ mia³ szklankê i to by³a miarka. Ojciec by³ ca³y czas ze mn¹. Byliœmy tam prawie piêæ miesiêcy. Gestapowcy mieli du ego bia³o-czarnego doga Dianê. Taka cholera to by³a! Jak by³ apel na placu, Niemcy stali do góry na pomoœcie. Wystarczy³o, e powiedzieli: Diana, szukaj yda i pies biega³ miêdzy rzêdami. Ja siê dziwiê do dziœ, jak to by³o mo liwe, ale zawsze znalaz³a i gryz³a. A Niemcy tylko siê œmiali. Jak czerwieni³y siê pomidory, zawieÿli nas na M³yñsk¹. Wczeœniej na forach siódmych, jak zwalniali, kazali podpisywaæ siê na trzech blankietach pod kar¹ œmierci, e nikomu nic nie powiem. Wyszliœmy, a tam sta³a suka (od. Red. ma³y samochód transportowy). Niemiec otworzy³ drzwi. By³em tam ja, ojciec, Franek Marciniak, Stasia i Stasiu Marciniak. Po przyjeÿdzie na M³yñsk¹ dostaliœmy najpierw parê pa³ów i ka dego dali na inny oddzia³. Ja by³em na ósemce, ojciec na dziewi¹tce. Mo e miesi¹c byliœmy w celi 42 obok gilotyny. S³yszeliœmy, jak pod oknem przyprowadzali skazañców w drewnianych pantoflach. Nie by³o s³ychaæ, jak Wejœcie do Fortu VII spada³a gilotyna, ale gdy j¹ podnosili. Kiedy zaczêli zwoziæ kartofle, zawieÿli nas do Wronek. Wezwali mnie do biura. Przyszed³ Niemiec w zielonym mundurze - odznak mia³ od cholery. - Akt oskar enia podpisaæ! Podpisa³em. Tam musieliœmy pracowaæ robiliœmy no yczki i ciêliœmy sznurki, z których robili torebki. Trzy marki, 65 fenigów tyle zarobi³em. Siedzia³em do marca 1941 roku. Potem znów na M³yñsk¹ i tam rozprawa. Siedzia³em za to, e z³apa³em dezerterów i W tej celi siedzia³ B. Szczeciñski

23 str. 23 za posiadanie broni, któr¹ znaleÿli przy ojcu. Skuli nas i podziemnym przejœciem zaprowadzili do s¹du. Ojciec szed³ pierwszy, potem Marciniak i ja. Ojciec uda³, e spad³ mu pantofel i gdy dochodzi³em, odwróci³ siê do mnie i powiedzia³: Wszystkiego siê zaprzyj, bo zginiemy obaj, a tak bêdziemy wiedzieæ, kto wyda³. Wprowadzili nas do sali (Sondergericht). Odczytali akt oskar enia i pytali, czy siê zgadzam, a ja odpowiedzia³em: Nie. A prokurator na to: Ne, ne, ne! A czyje to by³o? - Ojca odpowiedzia³em. Spytali ojca, czy tak by³o. Tak! Odczytano akt oskar enia. Ojcu trzykrotna kara œmierci za zdradê stanu, dla mnie dwa lata ciê kiego wiêzienia, Stasia 5 lat, Franek uniewinniony. Zawo³ali œwiadka Klarê Malik (chodzi³em z ni¹ w Jab³onnie do szko³y). Powiedzia³a, e nas nie zna, ale s³ysza³a, jak Stasia siê wys³owi³a, e mamy trochê broni na Niemców. Kiedy przes³uchanie siê skoñczy³o, uœmiechnê³a siê znacz¹co do prokuratora i artowali ze sob¹. Wyrokiem Stasia, Franek i ja zostaliœmy uniewinnieni. Skuli nas i 9 dni musieliœmy jeszcze czekaæ w celi. Pomylili mnie z ojcem. Zamknêli w jakieœ celi, która okaza³a siê cel¹ dla skazanych na œmieræ, a moje rzeczy zosta³y w celi nr 42. Inni wiêÿniowie pytali, za co dosta³em karê œmierci, a kiedy wyjaœnia³em, e jestem wolny, myœleli, e dosta³em krêæka. Kiedy Niemcy zapalili œwiat³o, zauwa yli, e to nie ja jestem skazany ma karê œmierci. Oberwa³em, e nie powiadomi³em o tym. Po dziewiêciu dniach z depozytu mia³em odebraæ ciuchy, ale moje by³y spalone, bo jak siê tu znalaz³em, to pytali, czy mam jakieœ insekty, a ja po d³ugim pobycie w wiêzieniu zza koszuli wyci¹gn¹³em ca³¹ garœæ. Dosta³em dobre spodnie, marynarkê, zielon¹ kurtkê z ko uchem po jakimœ oficerze. Wyp³acili mi 3 marki i 65 fenigów. Razem ze Stasi¹ i Frankiem poszliœmy na dworzec chudzi i bladzi. Jakiœ baga owy zapyta³, sk¹d idziemy. Wzi¹³ od nas pieni¹dze, kupi³ w niemieckiej kasie bilety, przyniós³ chleb. Kupi³em na peronie 10 dkg cukierków za 25 fenigów. Baga owy zaprowadzi³ nas do kucharza, za 20 fenigów zjedliœmy solidn¹ grochówkê. Zjedliœmy to, a ja mia³em taki apetyt, e wprost niemo liwe. Ten ca³y chleb z Poznania do Rakoniewic zjad³em (oni zjedli tylko po skibce). Stasia i Franek wysiedli w Rakoniewicach, a ja o by³em w Wolsztynie. Poci¹g do Zb¹szynia by³ dopiero o Nie chcia³em czekaæ i pieszo z Wolsztyna poszed³em do KuŸnicy. Co chwilê siada³em na kamieniach. O by³em w KuŸnicy. Z przeciwka ktoœ przeje d a³. Ko³nierz ko ucha postawi³em do góry. Kolega nie pozna³ mnie. Patrzy³ tylko, gdzie idê. Matka, gdy wszed³em do domu powiedzia³a, e Niemcy ju chodz¹ i pytaj¹, czy przyszed³em. Oni ciê zabij¹, jak tu zostaniesz. Uradzi³em z siostr¹, e pojadê na Górny Folwark; rano przed 7.00 siostra wziê³a mnie na rower i pojechaliœmy. Granicê przeszliœmy w Nowej Wsi. Gospodarz ucieszy³ siê, gdy pokaza³em mu zwolnienie i wraz z nim zjad³em obiad grochówkê i parówkê. Pracowa³em tam 3,5 roku. PóŸniej musia³em przenieœæ siê do Podmokli, bo jeden z s¹siadów zg³osi³ policji, e tam jestem. Kiedy zbli a³ siê front, Niemcy szybko uciekli. My te. Stamt¹d pojecha³em do domu. * Po wielu latach otrzyma³em list od mojego ojca pisany z wiêzienia przy ul. M³yñskiej w Poznaniu. List pisany jest o³ówkiem i po polsku nie wiem, dlaczego; wszystko musia³o byæ pisane atramentem i po niemiecku. Ze ³zami w oczach pan Brunon pokaza³ mi ledwo ju widoczny list na po ó³k³ym papierze. 2 maja 1941 r. Kochana Zosiu! Kochane Dzieci! Dzisiaj wieczorem wyspowiada³em siê i przyj¹³em Pana Jezusa, bo jutro rano mam rozstaæ siê z tym œwiatem. egnam Was wszystkich serdecznie po raz ostatni, a dzieciom przesy³am b³ogos³awieñstwo ojcowskie. Proszê Was o modlitwê i mszê œw. za spokój duszy mojej. Przebaczcie mi wszystko, czym Was mo e obrazi³em, bo i Pan Bóg mi przebaczy³. Ufajcie w Boga, pozostañcie wiernymi katolikami a do œmierci. Nigdy nie opuszczajcie Boga, a Bóg Was nie opuœci. Panu Bogu oddajê. Kochaj¹cy Was m¹ i ojciec Szczeciñski Tomasz Ten list dotar³ w czasie wojny do matki. PóŸniej ju po wojnie moja siostra przekaza³a go milicjantowi z Wolsztyna, p. Z., bo stara³a siê o jakieœ odszkodowanie. List zagin¹³. Dosta³em go niespodzianie w koñcu lat 80-tych w Zielonej Górze. Prokurator, przed którym opowiada³em o moich prze yciach, wyci¹gn¹³ go z szuflady. Wyjaœni³ tylko, e znalaz³ go podczas jednej z wizyt w wolsztyñskiej komendzie. I ten sam prokurator, po 13 latach moich bezskutecznych prób zapisania siê w szeregi Zwi¹zku Bojowników o Wolnoœæ i Demokracjê, pomóg³ mi. Coraz mniej jest osób, które prze y³y piek³o wojny. Porucznik Brunon Szczeciñski, który 2 kwietnia 2008 roku skoñczy³ 87 lat, jest jednym z tych, którzy zaœwiadczaj¹ o zbrodniach dokonanych przez Niemców na Polakach. Emilia abuda GW

24 str. 24 Kolacja zosta³a na stole Mia³am 10 lat, ale sporo pamiêtam. Niektóre wydarzenia przypominam sobie na podstawie opowiadañ rodziców. Tu przed wybuchem wojny by³o o niej g³oœno. Przera eni ludzie zaczêli szemraæ, e Niemcy nacieraj¹, e bêdzie strasznie, bo nawet bêd¹ obcinaæ uszy i jêzyki. Mój ojciec wraz z Edwardem Matysikiem, który pracowa³ w biurze Rolnika pojechali motorem do Kopanicy, bo tam mieœci³a siê filia tej firmy. Gdy przyjechali na miejsce, to us³yszeli strza³y. Wystraszyli siê na dobre i zaczêli wracaæ do Wolsztyna. Postanowili, e musz¹ zapewniæ bezpieczeñstwo swoim rodzinom i uciekaæ dalej. Jak tylko wrócili do Wolsztyna, to mama w poœpiechu spakowa³a niektóre nasze rzeczy do worków, tak e pierzyny. Tak siê spieszyliœmy, e kolacja ( pyry z twarogiem i olejem ) zosta³a na stole. By³o nas piêcioro dzieci, najm³odsza siostra Cela by³a jeszcze w pieluszkach. Za³adowaliœmy siê na bardzo du y wóz z elaznymi obrêczami. Ojciec zabra³ te du ¹ plandekê do przykrycia w razie deszczu. Wóz ci¹gnê³y dwa dorodne, kare konie. Te konie nie by³y nasze, ale z Rolnika, gdzie pracowa³. Poniewa na wozie by³o ma³o miejsca, mój brat Kaziu jecha³ za wozem nowym rowerem ojca. Na wóz zabra³y siê te inne osoby z rodziny Matysików i Kutznerów z Karpicka (Józef Kutzner by³ geodet¹). Ruszyliœmy najpierw w stronê Rakoniewic, bo tam rodzice mieli w³asn¹ 1-piêtrow¹ kamienicê. W Rakoniewicach okaza³o siê, e przera eni ludzie te stamt¹d uciekaj¹. W domach nie by³o mê czyzn, zosta³y tylko kobiety z dzieæmi. Mówiono, e mê czyÿni zbieraj¹ siê po lasach. Uda³o siê nam dotrzeæ do Wielichowa. Tam zasta³a nas noc. Ojciec skrêci³ do jakiegoœ gospodarza. Okaza³o siê, e by³o ju u niego wiêcej uciekinierów. Zorganizowano nam nocleg na sianie. Na drugi dzieñ gospodarz poprosi³, aby brat pas³ jego krowy, ale ten przera ony szybko wróci³ z krowami z pola, bo przelatuj¹ce samoloty ostrzeliwa³y siê. Z tego powodu d³u ej nie zostaliœmy w Wielichowie. Gospodarz na drugi dzieñ zabi³ œwiniê, ale gdy tylko zobaczy³ pal¹ce siê w pobli u stogi, to zostawi³ tê œwiniê wisz¹c¹ na drabinie i zaczêliœmy uciekaæ dalej. Ruszyliœmy w kierunku szosy na Poznañ. Szosa ca³y czas by³a zajêta, ale jakoœ uda³o siê wcisn¹æ nam pomiêdzy innych uciekinierów. Po drodze ( dojechaliœmy a pod S³upcê) moja ma³a siostra zgubi³a smoczek i ca³y czas p³aka³a. Na innym wozie jakaœ kobieta rodzi³a. Co jakiœ czas nadlatywa³y samoloty i bombardowa³y drogê. Uciekaliœmy wtedy w radliny ziemniaków na polu. Widzia³am zbombardowany poci¹g i jak z niego wynoszono rannych oraz zabitych. Czêsto zatrzymywa³o nas wojsko niemieckie. Mama zna³a jêzyk i puszczali nas dalej. To tam w Strza³kowie ojciec zdoby³ kawa³ek starego chleba i cuchn¹cy smalec. Te dary mi przypad³y. To dla Marylki -powiedzia³ ojciec, bo ona ma dzisiaj imieniny i urodziny. By³ 8 wrzeœnia 1939 roku. Oczywiœcie podzieli³am siê ze wszystkimi. Dotarliœmy do Strza³kowa. Przy koœciele le a³a zabita jakaœ kobieta. Chyba wylecia³a w powietrze, bo jej rzeczy wisia³y na drzewie. Ojciec zboczy³ wozem do wsi, która prawdopodobnie nazywa³a siê M³odojewo niedaleko S³upcy). Zapad³a ciemna noc, pada³o. Ojciec okry³ nas plandek¹ i sam poszed³ rozejrzeæ siê za spaniem. Uprosi³ o to pewnego gospodarza. Byli ju u niego przybysze z ró nych stron. Miejsce i dla nas znalaz³o siê, ale w chlewiku. Akurat oprosi³a siê œwinia. Rodzice po³o- yli nas w k¹ciku i ca³¹ noc pilnowali, aby maciora nie zrobi³a nam krzywdy. Jakiœ czas tak mieszkaliœmy. Mama doi³a pas¹ce siê krowy na ³¹ce, ale my od tego mleka pochorowaliœmy siê. Jedliœmy rzepê i jab³ka, bo ko³o gospodarstwa rós³ du y sad. Nic innego do jedzenia nie by³o. Szklanka wody kosztowa³a 10 groszy. Drzewa na opa³ nie by³o, a ludzie by siê ogrzaæ suszyli krowie ³ajno. Rano i wieczorami truchleliœmy z powodu nalotów. Wszyscy siê wówczas w izbie modlili. W nocy polskie wojsko, które zd¹ a³o do Warszawy zarekwirowa³o nam konia. Dowiedzieliœmy siê, e im bli ej Warszawy tym jest gorzej i niebezpieczniej, no i rodzice postanowili wracaæ ( bez konia i bez roweru, bo równie siê komuœ przyda³ ). Przez Wartê przeje d aliœmy po zniszczonym moœcie. Pamiêtam deski i drewniane bale. Ojciec wjecha³ wozem na ten prowizoryczny most, ale z drugiego brzegu nadjecha³ jakiœ niemiecki samochód. Okupanci krzyczeli, e mamy usun¹æ siê z drogi. O ma³o co nie potopiliœmy siê. Gdyby nie robotnicy, którzy podbiegli podtrzymaæ opadaj¹cy do rzeki wóz, to ju by nas nie by³o. PóŸniej pomogli nam przejechaæ dalej. Nie wiem jak d³ugo jeszcze byliœmy w tej tragicznej podró y, ale do Wolsztyna dotarliœmy póÿnym wieczorem. To ju nie by³ ten sam Wolsztyn. Musieliœmy zameldowaæ siê na policji ( naro - nikowy dom vis a vis kina). Ojca zawo³ano do œrodka i tam krzyczano na niego, a nasz wóz przetrzepano. Niemcy zrewidowali go, szczególnie zawartoœæ worków. By³y w nich miêdzy innymi nasze brudne rzeczy i brudne pieluchy, bo praæ nie by³o gdzie i czym. Pamiêtam jak Niemcy wyzywali moj¹ mamê o te pieluchy. By³a ju godzina policyjna. W koñcu puœcili nas do domu. Ojciec podci¹³ tak konia, a wóz podskakiwa³ na wolsztyñskich kocich ³bach. Podjechaliœmy pod nasz¹ bramê, ale kolejni Niemcy nie chcieli wpuœciæ nas na podwórze. Powiedzieli, e tam wszystko jest zajête. Przypadkiem z naszego mieszkania wysz³a po wodê (kran by³ na œrodku podwórza) siostra mojego ojca, która przysz³a z Chorzemina, by nikt obcy tam nie wszed³. Jej wyjaœnienia nas uratowa³y. Potem ju w ³ó kach, pod pierzynami ( czerwonymi wsypami) bez poszew czuliœmy siê jak w raju. Gdy rano us³yszeliœmy nadlatuj¹ce samoloty, zerwaliœmy siê na równe nogi. Te samoloty przypomnia- ³y nam o wczeœniejszych prze yciach. Na naszym podwórzu kwaterowa³o niemieckie wojsko. Nie byli dla nas tacy Ÿli. Czasami nam dzieciakom dawali chleb i jak zosta³o im jakieœ jedzenie, to wlewali je nam do kanki. Obok naszego domu mieszka³ niemiecki burmistrz. Przychodzili do niego sprz¹taæ w ogrodzie i ma³ym parku wiêÿniowie z Rafii. Wœród nich by³ brat mojego ojca Henryk urek. Zosta³ zabrany za to, e dla polskiego wojska zarekwirowa³ konie w chorzemiñskim maj¹tku Gajzlerów ( nie znam poprawnej pisowni). Mama ub³aga³a jednego z Niemców, aby pozwoli³ jej porozmawiaæ ze szwagrem. Nie chcia³ siê zgodziæ. Powiedzia³, e grozi mu za to stryczek,

25 Pamiêtaj¹ ten czas... Maria i Tadeusz Woœkowiak wspominaj¹ lata wojny. Ojciec pani Marii (z domu Michalak ) na wieœæ o wybuchu wojny w 1939 roku wyruszy³ rowerem na Wschód, by wst¹piæ do wojska. Wróci³ po dwóch tygodniach. Matka z piêciorgiem dzieci (najm³odsze w wózku) ucieka³a w stronê Grodziska. - Zatrzymaliœmy siê w ¹kiem - wspomina p. Maria - i tam rodzina kaza³a mamie wracaæ do swego mieszkania. Mieszkaliœmy naprzeciw Rafii (dzisiejszego,,bojownika ). Oboje pamiêtaj¹, jak Niemcy wjechali ciê arowymi samochodami do Wolsztyna. Pan Tadeusz powiedzia³, e widzia³ nawet grupê Niemców wje d aj¹c¹ do Wolsztyna na rowerach. Wkrótce dosta³ skierowanie z Arbeitsantu do pracy u gospodarza w Woli Jab³oñskiej. - Po drodze zatrzyma³em siê u niemieckiego so³tysa w B³oñsku. Powiedzia³, e nie dojdê do Woli, bo jest za daleko i on napisa³ do Arbeitsantu, e nie nadajê siê do tej pracy ze wzglêdu na wiek (mia³em wtedy 13 lat). PóŸniej dosta- Kolacja zosta³a na stole ³em skierowanie do firmy Heuer Holz Hallenbau (po wojnie Fabryka Mebli). Pracowa³em tam jako m³odociany pracownik przymusowy od 15 marca 41 r. do 21 stycznia 1945 r. Pracowa³em w hali produkcyjnej, budowaliœmy elementy baraków dla wojska niemieckiego. Sk³adano je póÿniej w miejscu przeznaczenia. Wyuczy³em siê tu zawodu stolarza. By³em te przeznaczony do wywiezienia, ale na szczêœcie skoñczy³a siê wojna. Mój starszy brat by³ wywieziony do pracy, do Niemiec (pracowa³ w rejonie Berlina przy budowach). Mama zosta³a przydzielona do pracy jako sprz¹taczka w firmie,,maciejewski. Wyrzuceni z mieszkania 9-letnia wówczas Maria zza firanki obserwowa³a jak Niemcy ciê arówkami przywozili Polaków do Rafii. Wkrótce rodzina Michalaków musia³a opuœciæ dom. Niemcy wyrzucili nas z mieszkania do jednego pokoju w Nia³ku Wielkim (obecnie ul. Nia³ecka). Wraz z bratem Maria i Tadeusz Woœkowiak cd. ze str. 24 ale w koñcu da³ siê przekonaæ i nawet pilnowa³, eby nikt niczego nie zauwa- y³. Wujek z drugiej strony p³otu wszed³ na œmietnik. Opowiedzia³ mamie co z nimi w tej Rafii robi¹. Bardzo ich bili w nocy i dlatego póÿniej do snu siê nie rozbierali, bo t³ukli ich ostrymi, metalowymi, sprê ystymi, cienkimi listwami. Opowiada³ te inne okropne rzeczy. Nie przypuszcza³, e ich wywioz¹ i strac¹. Zgin¹³ prawdopodobnie w Forcie VII. Ludzie mieszkaj¹cy w pobli- u widzieli, jak ich ³adowano na ciê arówki i wywo ono. Niedaleko nas mieszka³ inny Niemiec, fotograf Enderich. To on, nara aj¹c siebie i swoj¹ rodzinê, zrobi³ zdjêcie komunijne mnie i mojemu kuzynowi Jerzemu Krawczykowi. Do komunii sz³am podczas wojny w ciemnozielonej sukience. Mama nie mia³a dla mnie bia³ej. Kobiety przebiera³y swoje dzieci w koœcielnej kruchcie. Pamiêtam te, e mama musia³a dla Niemców tuczyæ gêsi i skubaæ je. Wolno jej by³o wzi¹æ podroby i pierze. Nadszed³ z³y czas, bo wyw³aszczono nas do Chorzemina. Nasza siedmioosobowa rodzina otrzyma³a pokój bez pieca i kuchniê z szar¹, chropowat¹, cementow¹ pod³og¹. Brat chodzi³ do roboty w firmie Heuer Holz Hallen w Wolsztynie, a ja gdy skoñczy³am czternaœcie lat zatrudniona zosta³am jako pomoc domowa na ulicy Roberta Kocha 21 (od 1 maja 1943 do koñca wojny) u mojej nauczycielki Herty Hübner, która uczy- ³a polskie dzieci w tej szkole ko³o koœcio³a ewangelickiego. Uczyliœmy siê tam tylko jêzyka niemieckiego i matematyki w jêzyku niemieckim. Podczas przerw nie mogliœmy rozmawiaæ po polsku. Pracowa³am w ogrodzie i w G³os Wolsztyñski str. 25 Leonem gry na skrzypcach uczy³ nas Czes³aw Miko³ajczyk (po wojnie by³ kapelmistrzem w Wojsku Polskim). W naszym skromnym pokoiku graliœmy z ojcem (nale a³ przed wojn¹ do orkiestry miejskiej gra³ na klarnecie) pieœni patriotyczne i koœcielne. Do dziœ dziwimy siê z bratem, e nikt nas nie aresztowa³. Komisariat niemieckiej policji znajdowa³ siê w budynku szkolnym w Nia³ku Wielkim. W czasie okupacji brakowa³o nam chleba. Ojciec przynosi³ ryby, a ja przenosi³am je w torbach. Mog³am wymieniaæ ryby na chleb, miêso i wêdliny (Niemcy dzieci nie sprawdzali). Mój ojciec mia³ dobre zdanie o Niemcu Fetterze wstawi³ siê za nim, aby go nie aresztowali, poniewa mia³ du o dzieci. Ojciec pracowa³ jako rybak u Niemca Pfandke, który przyjecha³ z Reichu. Komendant policji niemieckiej Petzold bardzo lubi³ ryby, szczególnie okonie i zawsze chcia³ je mieæ oskrobane. Matka przygotowywa³a ryby. Kiedyœ przyszed³ po okonie do domu, a mama wtedy po urodzeniu mojego brata le a³a w ³ó ku. Jak zobaczy³ j¹ z dzieckiem, zaraz kaza³ mi przyjœæ po wyprawkê. Komendant mieszka³ w naro - nikowym domu przy Ogrodowej i Mickiewicza. Dosta³am olbrzymi¹ paczkê a w niej œpioszki, koszulki, pieluchy. Oboje pamiêtaj¹ smak marmolady z brukwi na kartki. Anna Domagalska Fragment z GW nr domu, opiekowa³am siê te jej synkiem Hartmutem. Na s³u bê przychodzi³am codziennie pieszo z Chorzemina. Najgorzej by³o zim¹, bo mia³am buty z drewnian¹ podeszw¹ i przy ka dym s³upie zatrzymywa³am siê, aby je opukaæ ze œniegu. Moja mama przêd³a na ko- ³owrotku i zrobi³a mi z owczej we³ny halkê, sweter i spódnicê, a nawet gryz¹ce poñczochy. Pewnego razu pani Herta napisa³a coœ na kartce i kaza³a mi iœæ do sklepu spo ywczego Günterów ( ko³o Fetra). Nie rozumia³am co by³o napisane na tej kartce. Poda³am j¹ sprzedawczyniom, a one zaczê³y siê bardzo œmiaæ, bo przeczyta³y: Für 5 Pfenig hau mich blau., co znaczy³o: Za 5 fenigów zbij mnie na niebiesko. Dla nich to by³o œmieszne, ale ja na dobre siê wystraszy³am. Nikt mnie jednak nie zbi³, tylko dosta³am cukierka. Maria G³êbocka

26 str. 26 Oczami dziecka Pani Halina Kuczyñska (znana jako Hania) - z domu Krawczyk powiedzia³a, e na okupacjê i wojnê patrzy³a oczami dziecka. Zarejestrowa- ³a wiele obrazów, zdarzeñ.,,przed wojn¹ mieszkaliœmy w Biedrusku, a ojciec zawodowy wojskowy w VII Pu³ku Strzelców walczy³ nad Bzur¹, a potem w obronie Warszawy. My z mam¹ i bratem czekaliœmy na powrót ojca u cioci w Poznaniu po tu- ³aczce wojennej. Kiedy ojciec przyjecha³ do nas, bez munduru nie pozna³am go, bo zawsze widzia³am go w mundurze. Mia³am wtedy 4,5 roku, gdy z Poznania przez Zb¹szyn dotarliœmy do Wolsztyna. Nie dojechaliœmy na dworzec, poniewa most na Dojcy by³ wysadzony. Wysiedliœmy z poci¹gu na ³¹ce, niedaleko zburzonego mostu. Dworzec by³ spalony. Przyjechaliœmy do dziadków Katarzyny i Jakuba Zboralskich. Babcia prowadzi³a sklep przy ul. 5 Stycznia naprzeciw hotelu Polonia. Wtedy przy sklepie by³ pokój, z którego okna wychodzi³y na figurê Serca Pana Jezusa. Któregoœ dnia biega³am po pokoju, by³a piêkna pogoda, prawdopodobnie pocz¹tek paÿdziernika. Okno by³o doœæ nisko usytuowane i zobaczy³am spadaj¹c¹ g³owê z figury Pana Jezusa. Hotel Polonia, którego wejœcie by³o naprzeciw figury po bokach mia³ tarasy ogródki. Tam na tarasie siedzieli niemieccy o³nierze i stamt¹d pad³y Zdjêcie zrobione specjalnie, aby rodzina p.s. Krawczyka pozna³a ma³ego Rysia. Od lewej: Hania, p. Jadwiga, Eugeniusz, p. Krawczyk z Rysiem na kolanach Dom J.S Krawczyków przy ul. 5 Stycznia jeszcze ze stacj¹ benzynow¹ przed remontem strza³y. Moja mama odci¹gnê³a mnie od okna i zamknê³a je. 7 stycznia 1940 r. dziadkowie musieli opuœciæ w³asne mieszkanie i przenieœæ siê do Wroniaw. Moja mama i tata z dzieæmi zostali. Mojego ojca nikt nie zna³, zamieszkaliœmy w podwórzu w oficynie. Niemcy wyrzucili wolsztyniaków z mieszkañ, kamienic, a potem sami je zajêli. Dla Polaków by³y mieszkania bez wygód w oficynach, suterenach. Po paru miesi¹cach zamieszkaliœmy na ul. Gajewskich w jednym pokoju i tam urodzi³ siê mój brat Ryszard. Ojciec po przyjeÿdzie do Wolsztyna pracowa³ u Niemca Paula Busse, który zaj¹³ dom dziadków. Ojciec z ul. Gajewskich jeÿdzi³ do pracy rowerem, którego rama pod siode³kiem pomalowana by³a na bia³o. Takie oznakowanie obowi¹zywa³o wszystkich Polaków poruszaj¹cych siê rowerem. Do 1942 roku dzieci uczy³y siê w szkole niemieckiej (budynek przy koœciele ewangelickim), póÿniej nie chodzi³y do szko³y. Ja z Lil¹ Lutkowsk¹ chodzi³yœmy do p. Ireny Rabie anki na naukê pisania, czytania i liczenia. Oczywiœcie po kryjomu i dlatego w czasie nauki przygotowane by³y gry i zabawki, aby w razie najœcia Niemców udawaæ zabawê. Zdarza³o siê, e Niemcy polskie dzieci wzywali na policjê i przydzielali im ró ne prace. Ch³opcy musieli czyœciæ Niemcom rowery (dawali im szmatki). Rynek by³ wybrukowany i dzieci musia³y wyrywaæ trawê miêdzy,,kocimi ³bami. Ka de z nas mia- ³o wyznaczony placyk do odchwaszczenia. Jesieni¹, my dzieci, polowaliœmy Stanis³aw Krawczyk (rok 1941) na to, co spad³o z wozu konnego. Przewo ono: wêgiel ziemniaki, buraki. Jak siê znalaz³o buraka to by³a wielka radoœæ. Mama gotowa³a melasê i smarowaliœmy ni¹ chleb. (Nawyk zbierania le ¹cego na drodze buraka pozosta³ mi do dziœ). We wszystkich komórkach polskie rodziny hodowa³y kury, króliki. Dzieci

27 str. 27 chodzi³y po trawê dla zwierz¹t. Nie tylko dostarczenie trawy dla królików nale a³o do moich obowi¹zków, ale tak e opieka nad m³odszym bratem. Mia³ roczek, gdy mama musia³a pracowaæ w szwalni na Bielniku, gdzie szyto mundury (od do 22.00). Ojciec pracowa³ od rana i w czasie przerwy po³udniowej wraca³ do domu, wtedy odpytywa³ mnie z czytania zadanego fragmentu. Moim elementarzem by³,,ma³y Przewodnik Katolicki z 1936 r., który do dzisiaj przechowujê. Brakowa³o jedzenia dlatego mój starszy brat mieszka³ z dziadkami we Wroniawach, gdzie babcia mia³a dwie kozy, kury, króliki, ogródek, a kartkê ywnoœciow¹ przeznaczon¹ dla brata wykorzystywaliœmy w Wolsztynie. Do dziadków chodziliœmy pieszo w niedziele i œwiêta. Po niwach we Wroniawach chodziliœmy na pola zbieraæ k³osy i potem w domu mieli³am ziarna m³ynkiem do kawy. M³ynek przykrywa³em poduszk¹, eby nikt nie s³ysza³, a dziurkê od klucza zas³ania³am czapk¹, aby nikt nie zobaczy³. Potem mama zaczyni³a z tej m¹ki chleb, a ja w foremce ciasto nios³am do piekarza Nowaka na Bia³¹ Górê do wypieku. Na podwieczorek by³ chleb z marmolad¹ z brukwi. Pamiêtam Bo e Narodzenie i Gwiazdora, który do nas przyszed³, aby mi sprawiæ lanie za to, e zgubi³am kartkê na mleko. Wtedy przypomnia³am sobie, e tata te musi dostaæ lanie za zgubion¹ Rauchenkarte (kartka na tytoñ). Do pierwszego roku ycia dzieci otrzymywa³y kartki na pe³ne mleko, a potem,,na odci¹gane. Przenieœliœmy siê do s¹siedniego domu przy ul. Gajewskich, na dwuizbowe mieszkanie bez wygód naprzeciw rzeÿni. W rzeÿni by³y ogromne kolejki, gdy Niemcy sprzedawali sparzone miêso z chorych zwierz¹t i kiszczankê. Tam bawiliœmy siê g³ównie na ulicy, w to co widzia³yœmy jako dzieci. Któryœ z moich rówieœników mia³ scyzoryk i ten scyzoryk przywi¹za³ do sznurka, wdeptaliœmy go w ziemiê. Trzymaliœmy sznurek, aby poci¹gn¹æ go w chwili, gdyby go ktoœ chcia³ podnieœæ. Przez d³u szy czas nikt go nie zauwa- y³. Dopiero dostrzeg³ go Niemiec w mundurze SA. Chcia³ go podnieœæ, wtedy poci¹gnêliœmy za sznurek. Niemiec by³ wœciek³y i goni³ nas. Ju nie pamiêtam jakim cudem uciekliœmy. Dzieci z ul. Gajewskich spêdza³y czas na zabawach na targowisku, plantach (miêdzy gazowni¹, a Stra ¹ Po arn¹) i na ³¹kach, gdzie by³ straszny smród od rowu œciekowego i tam,,niemieckie nosy nie chodzi³y. W obozie w Komorowie i na terenie Niemiecka orkiestra (na boisku liceum) dawnej strzelnicy uwiêziono jeñców rosyjskich. Pêdzili ich z dworca przez ul. Gajewskich, a tych s³aniaj¹cych siê na nogach, upadaj¹cych, zastrzelili. Pamiêtam te, jak rozebrane zw³oki jeñców z obozu w Komorowie wozili na wózkach przez ul. Now¹ i wrzucali do do³ów (niedaleko cmentarza). Tam przesypywali zw³oki wapnem. My jako dzieci patrzy³yœmy na to, a potem bawiliœmy siê w wo enie zabitych jeñców na wózkach. Dziecko bawi siê w to, co widzi. W kamienicy przy ul. Gajewskich, mieszka³y cztery rodziny niemieckie. Niemka matka Marii mojej rówieœniczki, w jej urodziny zaprasza³a mnie na przyjêcie. Na korytarzu dawa³a mi do domu cukierki. Polacy do mieszkania wchodzili tylko bocznym wejœciem od podwórza. Drzwi frontowe by³y tylko dla Niemców. 8-letni W³adek Brzoza wszed³ frontowymi drzwiami, gdy druga s¹siadka Niemka to zobaczy³a - zbi³a go i skopa³a za wejœcie przeznaczone tylko dla Niemców. Pamiêtam te akcjê przeprowadzon¹ w szkole niemieckiej. Przyjechali Niemcy - lekarze, mierzyli czaszki Polaków, rozstaw oczu, uszu i zapisywali kolor w³osów. Dziewczynki badane by³y razem z matkami, a ch³opcy z ojcami. Szukali,,rasowych Niemców. Mego brata Genka uznali za takiego rasowego Niemca. Na pewno wywieÿliby go, gdyby nie pracodawca ojca Paul Besse, który zainterweniowa³ i brat pozosta³ z nami. W sierociñcu w pa³acu mieœci³ siê Hitlerjugend. M³odzie niemiecka z tej organizacji w niedzielê maszerowa³a ulicami Wolsztyna graj¹c na werblach. Niemcy organizowali zbiórki pieniê - ne na rzecz armii niemieckiej. Za dowolny datek mo na by³o sobie wybraæ porcelanowe, piêkne figurki znanych postaci z bajek, czy kwiatów, co dla nas polskich dzieci by³o kusz¹ce. Ka dego tygodnia by³a to inna seria. Ja za moje znalezione fenigi, nie pamiêtam sk¹d je mia³am,,,kupi³am figurki. Wspomnienia z lat wojny i okupacji nie s¹ dla mnie mi³e. Okupant zabra³ nam dzieciñstwo. Wys³ucha³a Anna Domagalska

28 str. 28 G³os Wolsztyñski

29 str. 29 Wypêdzeni z Wolsztyna 1 wrzeœnia 1939 r. wybuch³a okrutna II wojna œwiatowa. Hitler napad³ na Polskê. Wolsztyn by³ miastem przygranicznym, a wiêc pop³och i przera enie wœród ludnoœci polskiej by³o ogromne. My równie byliœmy pe³ni obaw, gdy baliœmy siê, e ojciec jest w niebezpieczeñstwie. Panowa³o bowiem powszechnie przekonanie, e hitlerowcy w pierwszej kolejnoœci bêd¹ aresztowali by³ych powstañców wielkopolskich, do których nale a³ nasz ojciec. W pierwszym dniu wojny Niemcy podpalili dworzec kolejowy. W obawie przed represjami póÿnym wieczorem zapakowaliœmy na czteroko³owy wózek rêczny najpotrzebniejsze rzeczy jak koce, ywnoœæ oraz najm³odszego 6-letniego brata Mariana i wyruszyliœmy w pop³ochu pieszo bocznymi drogami wraz z innymi uciekaj¹cymi. Chcieliœmy byæ dalej od linii frontu. Strach siê wzmaga³, gdy ci¹gle by³o s³ychaæ odg³osy strza- ³ów i detonacji. Ucieczka nasza trwa³a kilka dni, a dotarliœmy do wsi Konojady ko³o Koœciana. Zatrzymywaliœmy siê na wsiach, aby siê posiliæ i odpocz¹æ. Spaliœmy najczêœciej w stodo³ach u dobrych ludzi. Tymczasem linia frontu nas minê³a i dalsza ucieczka nie mia³a ju sensu. Pe³ni obaw ruszyliœmy w drogê powrotn¹. Wróciliœmy do domu, w którym zostali rodzice naszej mamy. Oczywiœcie nadal trwa³y aresztowania, a wiêc strach by³ powszechny. Jesieni¹ 1939 r. andarmeria niemiecka w krótkim czasie aresztowa³a oko³o 450 osób i umieszcza³a je w,,rafii (obecnie spó³dzielnia krawiecka,,bojownik ), sk¹d wywieziono r. 15 wiêÿniów i r. 11 wiêÿniów do lasu,,bielnik. Tam ich rozstrzelano. Innych wywieziono do obozów koncentracyjnych. Aresztowano m.in. tutejszych kap³anów - ksiêdza dziekana Gustawa Bombickiego oraz ks. wikarego Majchrzyckiego, którzy zginêli w obozie. Najstarszy mój brat zosta³ wcielony do Wojska Polskiego (mia³ wówczas 18 lat) i po trzech tygodniach wróci³ do domu. Dotar³ a do Modlina r. otrzymaliœmy od w³adz okupacyjnych nakaz opuszczenia naszego domu przy ul. Strzeleckiej 1 (Strzelnica) i przeprowadzenia siê do budynku obecnego Domu Kultury przy ul. 5 Stycznia. Wydzielono nam trzy pokoje, w których zamieszka³o osiem osób: rodzice, babcia, dziadek i my czworo rodzeñstwa czyli brat Józef (18 lat), ja (16 lat), siostra Jadwiga (14 lat) i brat Marian (6 lat) r. nakazano nam wróciæ do naszego domu. Z kolei r. w nocy oko³o godziny 3.00 us³yszeliœmy g³oœne r¹banie do drzwi, po czym wtargnê³o do nas trzech uzbrojonych Niemców z rozkazem opuszczenia domu w ci¹gu jednej godziny. Ka dy z nas móg³ wzi¹æ tobo³ek z rzeczami i przepêdzono nas do obozu na terenie maj¹tku ziemskiego w Komorowie, gdzie zosta³o zgromadzonych setki polskich rodzin. Siedzieliœmy tam w oborach, chlewniach i stajniach do r. Tego dnia oko³o po³udnia zostaliœmy, pod eskort¹ uzbrojonych Niemców, przepêdzeni na dworzec kolejowy i upchani do wagonów. Wieziono nas bez jedzenia i picia przez trzy dni w nieznane r. zostaliœmy wyrzuceni w nocy z poci¹gu w g³êboki œnieg. Panowa³y ciemnoœci, nie by³o wiadomo gdzie jesteœmy. W oddali widaæ by³o jakieœ œwiate³ka. Brnêliœmy wiêc oko³o 2 km w tym œniegu i doszliœmy do miasteczka Kosów Lacki na Podlasiu. Dobrzy ludzie pozwalali ogrzaæ siê i doczekaæ do rana. So³tysi okolicznych wiosek wysy³ali furmanki, które zabiera³y po kilka rodzin. My oraz pp. Piotrowscy, Wietrzykowscy i Piosikowie znaleÿliœmy schronienie we wsi Skibniew, pow. Soko³ów Podlaski. Tam w miejscowej mleczarni zostaliœmy przyjêci gor¹cym mlekiem i chlebem. Otrzymaliœmy te kilka snopków s³omy oraz star¹ chatê, która ju w³aœciwie nie nadawa³a siê do zamieszkania. Jednak po zapchaniu dziur s³om¹ znaleÿliœmy tam schronienie. Na polepie roz³o yliœmy s³omê. Dla wszystkich by³o miejsce do spania. W wiosce tej by³ koœció³, mleczarnia i ma³y sklepik spo ywczy. Mieliœmy szczêœcie, gdy okaza³o siê, e by³o tam czterech ksiê y, m³odych oblatów: ks. Wac³aw Skibniewski, ks. Józef Koz³owski, ks. Czes³aw Pogorzelski i ks. Mieczys³aw Niepiek³o, którzy otrzymali œwiêcenia kap³añskie w Seminarium w Obrze. Bardzo starali siê jakoœ nam pomóc i raz po raz urz¹dzali zbiórkê ywnoœci w postaci m¹ki i kaszy oraz ziemniaków. Czasem przynosili te bochenek chleba. Czêsto nas odwiedzali i bardzo siê z nimi zaprzyjaÿniliœmy. Ojciec i brat Józef szli do r¹bania lodu, aby cokolwiek zarobiæ. Ja dosta³am pracê w mleczarni, za co codziennie otrzymywa³am dzbanek odci¹ganego mleka. Mama czasem chodzi³a pomagaæ na plebaniê. Mieszkaliœmy tam do wrzeœnia 1941 r., po czym przeprowadziliœmy siê do Soko³owa Podlaskiego. Ojciec i Józek pracowali jako murarze a ja uzyska³am pracê w niemieckiej firmie, w sklepie wielobran owym. W³aœcicielem firmy by³ Georg Kadgiehn z Bydgoszczy, narodowoœci niemieckiej r. Zawarcie paktu trzech mocarstw: Niemcy, W³ochy, Japonia r. Niemcy wypowiadaj¹ wojnê Rosji. W roku 1944, kiedy wojska rosyjskie wycofywa³y siê i zbli a³y siê do granicy nad Bugiem, postanowiliœmy uciekaæ przed frontem i wyjechaæ z Soko- ³owa do G³owna. By³o to miasto graniczne miêdzy Generaln¹ Guberni¹ (Generalguwernement) a Wielkopolsk¹ (Warthegan), która by³a uwa ana przez Niemców za Rzeszê Niemieck¹. Kupiliœmy wiêc konia i wóz. Za³adowaliœmy nasz dobytek i r. nast¹pi³ wyjazd. Ja niestety nie mog³am pojechaæ z rodzin¹, gdy otrzyma³am od mego niemieckiego pracodawcy rozkaz (wraz z dwoma starszymi pracownikami) transportowania wagonu towarowego do Bydgoszczy. *** Wyjazd nast¹pi³ r r. dojechaliœmy na peryferie

30 str. 30 G³os Wolsztyñski Warszawy, gdzie ju przesta³a istnieæ normalna komunikacja kolejowa, gdy r. wybuch³o Powstanie Warszawskie. Moi wspó³uczestnicy podró- y stwierdzili, e nie ma mo liwoœci dalszego transportowania wagonu na zachód i polecili mi, abym na w³asn¹ rêkê próbowa³a przedostaæ siê do rodziny. By³o to bardzo trudne, jecha³am poci¹gami, okrê nymi trasami przez uków, Dêblin a w koñcu po 4 dniach uda³o mi siê dotrzeæ do G³owna. Rodzice, siostra Jadzia i bracia Józef i Marian byli ju bardzo zaniepokojeni o mój los. Radoœæ by³a ogromna, e w koñcu znowu jesteœmy w komplecie. Mieszkaliœmy tam do r r. G³owno zosta³o czêœciowo zbombardowane i Niemcy w pop³ochu uciekali. Z daleka widaæ by³o pal¹c¹ siê ódÿ, a wiec trzeba by³o znowu zaprzêgaæ naszego karego konika i ruszaæ w drogê. Coraz bli ej naszego kochanego Wolsztyna, do którego têskniliœmy przez ca³e 5 lat. Razem z nami jecha³y jeszcze dwa wozy, pp. Weronika i Ludwik Ankiewiczowie z dzieæmi oraz pp. Œniadeccy z Rakoniewic. Wyjechaliœmy za frontem Z G³owna wojska radzieckie w szybkim tempie wypiera³y Niemców. Czêsto po drodze pola i rowy us³ane by³y trupami o³nierzy niemieckich a tak e rosyjskich. Idziemy dalej tras¹: G³owno, Zgierz, Ozorków, êczyca. Codziennie pokonujemy pieszo oko³o 30 km. Mróz jest siarczysty, ci¹gle pada œnieg jest go coraz wiêcej. Droga jest nies³ychanie trudna. Noce spêdzamy przewa nie w oborach, stajniach itp. Dobrzy ludzie nie odmawiaj¹ gor¹cej herbaty i czasami jakiejœ strawy. Pani Ankiewiczowa zachorowa³a, ma wysok¹ temperaturê. Musimy wiêc zrobiæ postój. Zatrzymujemy siê w maj¹tku Jacków, gdzie pozwolono nam na kilkudniowy pobyt nast¹pi³a lekka odwil. Nasz wóz ugrz¹z³ powy ej kó³ w tej œnie nej mazi. Doprzêgamy wiêc konia p. Ankiewicza i z wielkim trudem udaje siê ruszyæ dalej. Droga w dalszym ci¹gu okrutna dobijamy do K³odawy. Ca³y czas idziemy pieszo w pobli u naszego wozu. Doszliœmy do miasta Ko³a. Mosty na Warcie pozrywane. Rzeka jeszcze zamarzniêta, ale na brzegach porozje d ane b³oto. Przeprawiamy siê na drugi brzeg. Niestety znowu spotyka nas ogromna przykroœæ. Trzech ruskich o³nierzy wyprzêg³o nam konia. Stoimy w przybrze nym b³ocie bezradni i zrozpaczeni z za³adowanym wozem i bez konia. o³dacy nie zwa aj¹c na nasze proœby i p³acz, odjechali. Ojciec, w ostatniej chwili, pobieg³ do ruskiej komendantury, gdzie uda³o siê znaleÿæ jakiegoœ oficera, który natychmiast przyby³ i nakaza³ zwróciæ naszego konia. Byliœmy pe³ni obaw, e ci o³dacy mog¹ siê zemœciæ, a wiêc natychmiast zaprzêgamy konia i po wielu trudach wydostajemy siê z tej okropnej mielizny. Jak najprêdzej skrêciliœmy w jak¹œ boczn¹ drogê i schowaliœmy siê do przydro - nej rudery, a eby znikn¹æ z pola widzenia. Przeczekaliœmy tam do nastêpnego dnia. Dalszy etap to Straszków Konin (32 km). W Koninie znowu most zniszczony. Znowu tak samo nies³ychanie trudna przeprawa. Przeje d amy przez zamarzniêt¹ rzekê. Na brzegach porozje d ane b³oto powy ej kostek. Nastêpnego dnia znowu przeszliœmy 33 km i dotarliœmy do Strza³kowa, gdzie mieszka³a siostra mamy, ciocia Jadwiga z rodzin¹. Tam pozostaliœmy przez dwa dni, a eby trochê odpocz¹æ i zmyæ warstwê brudu. 8 II ruszamy dalej. Bez specjalnych przeszkód minêliœmy Wrzeœniê i dobiliœmy do maj¹tku Zbyrki, gdzie otrzymaliœmy ciep³y posi³ek i pozwolono nam przenocowaæ w pa³acu. Sprzedano nam te zapas obroku dla koni, które by³y ju bardzo wyczerpane. Nastêpne etapy to Œroda, Œrem, Czempiñ, Koœcian. Na drogowskazach widaæ ju Wolsztyn 56 km. Czy to mo liwe, e nied³ugo zobaczymy Wolsztyn, do którego têskniliœmy przez 5 lat. Serca rosn¹. Przed tron Najwy szego p³yn¹ s³owa wdziêcznoœci. Jesteœmy ju w Wielichowie. Rodzicie i Jadzia odwiedzaj¹ mieszkaj¹cych tam kuzynów ojca. Ledwie minêliœmy Wielichowo rosyjska ciê arówka zajecha³a nam pieska (Lalkê), który prze- y³ z nami wszystkie z³ego losu dni. By³o nam bardzo przykro. W Rakoniewicach rozstaj¹ siê z nami towarzysze tej ciê kiej podró y pp. Œniadeccy. Spotykamy równie wracaj¹c¹ z wygnania moj¹ kole ankê szkoln¹ W³adziê Domagalsk¹ wraz z jej rodzin¹. I tak po piêciu latach tu³aczki, biedy, ciê kich i koszmarnych prze yæ wracamy. Zbli amy siê do Wolsztyna. Ju widaæ wie ê koœcio³a. Co za radoœæ. Na twarzach wszystkich maluje siê uszczêœliwienie i wzruszenie. zy szczêœcia p³yn¹ po policzkach. Nie wierzymy w³asnym oczom. Widaæ równie pa³ac w parku oraz wypalony sierociniec. Nasz dom dziêki Bogu stoi ca³y, ale niestety nie mo emy w nim zamieszkaæ, gdy pozostawa³ dalej do dyspozycji w³adz wojskowych. W czasie okupacji na naszej posiad³oœci oraz na przyleg³ych terenach bêd¹cych w³asnoœci¹ rodziny hrabiów Mycielskich znajdowa³ siê obóz jeniecki dla podoficerów i szeregowców o nazwie STALAG XXI. W obozie tym byli przewa nie jeñcy rosyjscy, ale byli te jeñcy brytyjscy, francuscy i polscy. Budynki nasze by³y bardzo zniszczone i zdewastowane. Teren otoczony by³ drutem kolczastym o wysokoœci ponad 3m. Nocujemy wiêc u wujostwa Walkowiaków na ul. Lipowej, gdzie s¹ równie rodzice Mamy. Sceny powitania trudno opisaæ. Panuje ogromna radoœæ i szczêœcie. Po kilkunastu dniach wraca z wysiedlenia wujek Franek Wojtkowiak ze swoj¹ rodzin¹. Wujek z tej radoœci przewróci³ siê ze swoj¹ matk¹ a moj¹ babci¹ na pod³ogê. By³a to bardzo komiczna scenka. Wszyscy siê ubawili i œmiali do rozpuku. Zamieszkaliœmy na razie w naszym drugim domu, na ulicy Bia³a Górze (obecnie Roberta Kocha). Ojciec zorganizowa³ ekipê pracowników i otworzy³ przedsiêbiorstwa budowlane. Bardzo siê natrudzi³, aby dom nasz przywróciæ do takiego stanu, który pozwoli³by na zamieszkanie w nim. Irena KuŸnicka GW nr 23/2004, 1/2005

31 Wypêdzeni z Wolsztyna Z Komorowa do rampy kolejowej by³o 2400 kroków 3 grudnia 1939 roku mia³o miejsce pierwsze wysiedlenie Polaków mieszkaj¹cych w Wolsztynie i jego okolicy. Zostali oni pocz¹tkowo osadzeni w obozie przejœciowym w Komorowie, zlokalizowanym w zabudowaniach gospodarczych by³ego maj¹tku ziemskiego. By³y to chlewy, stajnie, obory i magazyny tylko wybielone wapnem, a œció³ka ze s³omy stanowi³a miejsca noclegowe. Obóz by³ otoczony drutem kolczastym by³a to pozosta³oœæ po obozie jenieckim polskich o³nierzy, wczeœniej ewakuowanych z Wolsztyna. Obiekt ten by³ strze ony przez uzbrojonych stra ników niemieckich, którzy raczej nie interweniowali, gdy do ogrodzenia podchodzili Polacy mieszkaj¹cy w okolicy. Ludzie ci przynosili uwiêzionym ywnoœæ, odzie zimow¹ oraz drobne przedmioty codziennego u ytku. Przez ca³y czas dowo ono do obozu wysiedlonych z wiosek z okolic Wolsztyna. Po up³ywie tygodnia, a dziwnym trafem zbieg³o siê to ze œwiêtem patronki miasta Wolsztyna, og³oszono w obozie wczeœniejsz¹ pobudkê. W du ych kot³ach przyniesiono czarn¹ kawê i sk¹pe racje suchego prowiantu. Œwiadczy³o to o tym, e wkrótce opuœcimy obóz. I tak siê sta³o, najpierw uformowano d³ug¹ kolumnê przysz³ych przesiedleñców. W pierwszych szeregach ustawiono rodziny z ma³ymi dzieæmi, które stanowi³y czo³o kolumny i mia³y nadawaæ odpowiednie tempo marszu. Zanim wyruszyliœmy, podesz³a do nas grupa wolsztyñskich Niemek, zapraszaj¹c wszystkie kobiety do rewizji osobistej. Konfiskowano posiadane pieni¹dze, bi uteriê, zegarki i inne wartoœciowe przedmioty. Nastêpnie otworzy³y siê bramy obozu i dano sygna³ do wymarszu. Trasa prowadzi³a z Komorowa, ulicami Strzeleck¹ i Gajewskich, w kierunku rampy kolejowej. W tym niezwyk³ym pochodzie szli obok siebie urzêdnicy i rolnicy, kupcy i rzemieœlnicy, nauczyciele i przedwojenni policjanci polscy poni eni, ale dumni. Wszyscy oni byli obywatelami miasta Wolsztyna i jego okolic, obecnie wyw³aszczeni, pozbawieni maj¹tku i œrodków do ycia, teraz miastu niepotrzebni. Dojœcie do rampy kolejowej by³o w tych warunkach nie lada wysi³kiem. O ile przez pierwszych kilkadziesi¹t metrów kolumna utrzymywa³a szyk, to z up³ywem czasu zacz¹³ siê on za³amywaæ, a tempo marszu mala³o. Chwile odpoczynku poszczególnych rodzin stawa³y siê coraz czêstsze, a nawo³ywania Bracia Machoy na wolsztyñskim Rynku (maj 2008 rok) G³os Wolsztyñski str. 31 uzbrojonych konwojentów coraz g³oœniejsze. Ma³e dzieci nie nad¹ a³y za doros³ymi i prosi³y rodziców, by je wzi¹æ na ramiona. W tej sytuacji szyk marszowy kolumny ulega³ za³amaniu. Zaczêto pozostawiaæ na krawê nikach ulicy czêœæ w³asnego baga u s³oiki z ywnoœci¹, garnki, poduszki i koce, gdy nie starcza³o si³, by je nieœæ dalej. Na ulicy le a³y porzucone zabawki. Po pewnym czasie niektórzy baga y ju nie nieœli, a ci¹gnêli je po bruku ulicy Gajewskich. Podczas tego smutnego przemarszu ulice miasta by³y wyludnione, prawdopodobnie z powodu wczeœniejszego zarz¹dzenia okupanta, tylko gdzieniegdzie grupki dzieci obserwowa³y ten niezwyk³y pochód. Gdy dotarliœmy do rampy, na torach kolejowych czeka³ podstawiony sk³ad z³o ony z wagonów towarowych i osobowych. Do tych ostatnich kierowane by³y rodziny z ma³ymi dzieæmi, pozostali do wagonów towarowych, bez dostêpu do toalet, co mia³o niebagatelne znaczenie podczas podró y. Po za³adowaniu wszystkich do poci¹gu, nadal pozostawaliœmy pod stra ¹ uzbrojonych konwojentów. W godzinach popo³udniowych do sk³adu doczepiono parowóz i poci¹g ruszy³. Byliœmy wiêc deportowani, ale dok¹d? Poniewa parowóz zosta³ podstawiony od strony Berzyny, by³y trzy mo liwoœci: kierunek Poznañ, Nowa Sól lub Leszno. Po pewnym czasie zorientowaliœmy siê, e jedziemy w stronê Leszna. Wielu z nas spojrza³o raz jeszcze na swoje rodzinne miasto, niektórzy po raz ostatni. Pozosta³y tam nasze domy, krewni i przyjaciele, a na cmentarzu nasi bliscy. Udawaliœmy siê na tu³aczkê, a na dodatek nie wiadomo by³o dok¹d. Mo e do obozu koncentracyjnego, a mo e na wschód, na dalek¹ Syberiê? Wszyscy wierzyli, e powróc¹ do Wolsztyna. Niestety, nie wszyscy powrócili. Epilog Poci¹g z przesiedleñcami skierowano przez Leszno, Ostrów, Kalisz, Warszawê, Siedlce do Kosowa Lackiego nad Bugiem, tu przy granicy niemiecko-radzieckiej. Po trzech dobach podró y, w œrodku nocy kazano nam wysiadaæ na torowisku zaœnie- onej stacyjki. W poœpiechu ubieraliœmy siê i wyrzucaliœmy z poci¹gu baga e, a towarzyszy³ temu ogólny chaos. Po paru minutach poci¹g odjecha³, a konwojenci krzyczeli: do zobaczenia nigdy! I tak, znaleÿliœmy siê w Generalnej Guberni, wolni, ze swoimi rodzinami. W oddali widoczne by³y œwiate³ka miasteczka. Grupa mê czyzn ruszy³a w tym kierunku, by prosiæ o pomoc. Czeka³y nas trudne lata wojny na wygnaniu. Zygmunt Machoy, Szczecin GW

32 str. 32 Wypêdzeni z Wolsztyna G³os Wolsztyñski Oto moje wspomnienia. Tak siê z³o y³o, e cz³onkowie naszej rodziny byli wielokrotnie wypêdzani i wysiedlani. Wojna rozpêtana przez hitlerowskie Niemcy dotknê³a nas w szczególnie tragiczny sposób. W wyniku wybuchu wojny i ewakuacji, r. w okolicach Garwolina zmar³a nasza siostra Krystyna, a w dniu r. we Lwowie zmar³ nasz ojciec Ludwik Gajska. Mnie jednak ze Lwowa uda³o siê do Wolsztyna wróciæ 14 listopada 1939r. Kiedy ten fakt doszed³ do wiadomoœci Niemców, odpowiedzi¹ by³o: Pierwsze nasze wysiedlenie z mieszkania przy ulicy Sienkiewicza, które ju w dniu 15 listopada 1939 r. musieliœmy opuœciæ i,,znaleÿæ sobie inne! To wolne t³umaczenie dokumentu starosty niemieckiego z dnia 15 XI 1939 r. ob³udnie nazwanego,,verhandlung co oznacza:,,rokowania, a w dalszej treœci wymienia siê przedmioty wyposa enia mieszkania, które tym dokumentem zostaj¹,,beschlagnahmt skonfiskowane! Kserokopiê tego,,dokumentu za³¹czam. Schronienia udzieli³a nam ciocia Zosia Gorzelniak, która przyjê³a nas do swojego domu przy ulicy Dworcowej w Wolsztynie. Wkrótce jednak ten dom zabrali jej Niemcy, a wszystkich z niego wypêdzono. W³aœcicielka domu z rodzin¹ znalaz³a siê w bardzo starym domu na ulicy Poznañskiej nr 40a, my po drugim naszym wypêdzeniu znaleÿliœmy siê w mieszkaniu na ul. D¹browskiego 4. Kiedy mój brat Edmund przebywa³ w wolsztyñskim szpitalu, 9 grudnia 1940r. Autor wspomnieñ (od lewej) ze swoj¹ siostr¹ Krystyn¹ i bratem Edmundem Oto treœæ dokumentu: Na zarz¹dzenie Starosty Powiatu Wolsztyñskiego zostajecie zmuszeni do opuszczenia swojego mieszkania i poszukiwania innego schronienia. Nastêpuj¹ce przedmioty z mieszkania nale y zostawiæ, poniewa s¹ one Wam niniejszym zarekwirowane. mnie z matk¹ W³adys³aw¹ spotka³o trzecie ju, prawdziwe wysiedlenie. Za³omotali do naszych drzwi. Niemiecki andarm zaopatrzony w d³ug¹ broñ wraz z ubranym w brunatny mundur cz³onkiem NSDAP oko³o czwartej rano w ci¹gu,,regulaminowych 30 minut kazali nam siê wynosiæ. Niemiec w cywilu wype³nia³ stosowne,,oszukañcze, podobne do wymienionego wy ej, dokumenty, które tak- e tu przedstawiam. (Otrzyma³em je po powrocie z wygnania od p. Micha³a Brychcego, który znalaz³ je w piwnicy wolsztyñskiego magistratu). Nazwa³em te dokumenty oszukañczymi dlatego, e stwierdzaj¹ one, i nast¹pi³o,,pozostawienie maj¹tku i,,zabezpieczenie rzeczy i papierów wartoœciowych co czytaj¹cym je mo e nasuwaæ przypuszczenie, e nie wywierano tu adnego przymusu, co jest dla nas Polaków przecie zupe³nie oczywiste! Dokonuj¹cy wysiedlenia pod eskort¹ zaprowadzili nas do dawnego Hotelu,,Polonia pp. Ankiewiczów, gdzie spêdzono wszystkich w tym dniu wysiedlonych mieszkañców naszego miasta. Po zgromadzeniu wszystkich, podjecha³y trzy du e autobusy, którymi zawieziono nas do Koœciana. W Rakoniewicach do³adowano do naszego autobusu (co najmniej) dwie rodziny pp. Maraszków i Jurgów. Na dworcu PKP w Koœcianie, na pod³odze, pod eskort¹ andarmów koczowa³o ju wielu, podobnych do nas, nieszczêœników. By³o ju dobre popo³udnie a nikt w tym czasie nie otrzyma³ adnego posi³ku ani picia. Po za³adowaniu do poci¹gu czêœæ uzbrojonej eskorty andarmów odesz³a. Pozostali towarzyszyli nam a do obozu w odzi. Utworzono go na terenie dawnej fabryki Glicksmanna przy ulicy ¹kowej. Na trzech piêtrach hal fabrycznych st³oczono oko³o osób. W marcu 1940 r. komendantem obozu by³ Sauer. Szczêœcie sprzyja³o nam na tyle, e po czterech lub piêciu dniach pobytu, prawie jeszcze noc¹, uformowano wielk¹ kolumnê ludzi przeznaczonych do wy-

33 str. 33 wiezienia na teren Generalnego Gubernatorstwa. Wyselekcjonowani wygnañcy do wywiezienia na roboty przymusowe do Niemiec i rodzice z dzieæmi przewidzianymi do zniemczenia pozostaæ musieli nadal w obozie. Rozdzielano z ca³¹ bezwzglêdnoœci¹ rodziny. Tak na przyk³ad post¹piono z rodzin¹ pañstwa Millów, których córka Zofia musia³a pozostaæ na s³u bie u Niemców w Wolsztynie, wywieziony z rodzicami syn Stanis³aw z obozu z odzi,,zadekretowany zosta³ na roboty do Niemiec. Wiekowych rodziców wywieziono do Generalnego Gubernatorstwa. Poprowadzono nas ul. Krakowsk¹ lub Kopernika obie s¹ równoleg³e - na rampê kolejow¹ przy ul. Towarowej, w pobli u Dworca ódÿ Kaliska, do wagonów osobowych, w których znaleÿliœmy przeznaczone dla nas bochenki œwie ego chleba. Eskortuj¹cy nas andarmi zamknêli wagony na klucz a poci¹g ruszy³,,w nieznane. Jechaliœmy ca³y dzieñ. Trudno by³o ustaliæ gdzie jesteœmy, jednak zdawa³o siê nam, e wo ¹ nas w kó³eczko, gdzie ju byliœmy. I by³o tak faktycznie, bo chodzi³o o to, abyœmy na miejsce przeznaczenia, którym okaza³o siê byæ Rybienko k. Wyszkowa przyjechali noc¹, w czasie powszechnie obowi¹zuj¹cej godziny policyjnej. Okupanci zwykle starali siê ukryæ swoje niecne dzia³ania. *** Poci¹g zatrzyma³ siê w lesie, w którym pali³y siê ogniska a przy nich grzali siê gospodarze, których coraz liczniejsze konie i wozy rozpoznawaliœmy w mrokach nocy. Wkrótce rozleg³y siê okrzyki,,alle raus!. Starszym ludziom opuszczanie wagonów sprawia³o wielk¹ trudnoœæ, poniewa poci¹g sta³ na wysokim nasypie, a miejsce zejœcia przykryte warstw¹ œniegu wydawa³o siê byæ bardzo odleg³e. Wszyscy jednak wzajemnie sobie pomagali tak, e wysiadanie z wagonów nie trwa³o d³ugo. Eskortuj¹cy nas andarmi weszli do wagonów i poci¹g wkrótce odjecha³. Byliœmy wiêc znowu wolni! Wolni przede wszystkim od pilnuj¹cych nas wszêdzie andarmów, ale tak e od tego co pozostawiliœmy w naszych mieszkaniach, domach, obejœciu bez czego zdawa³o siê tak trudno yæ! Nieœmia³o zapraszani przez gospodarzy z ca³ej gminy Wyszków zbli yliœmy siê do ognisk, obok których sta³y konwie z ciep³ym ale niestety kwaœnym ju mlekiem. Wszyscy gospodarze oraz ich konie a tak e i my byliœmy bardzo zziêbniêci, dlatego zachêcano nas abyœmy wsiedli na wozy, którymi zawioz¹ nas do swoich domów. My wolsztyniacy pp. Piotr i Józefa Koz³owscy, Pelagia i Leon Naskrêtowie, Bronis³aw i Mieczys³awa Millowie, Edward i Bronis³awa Muszkietowie, Jan i Marianna Kwapichowie, p. Antkowiakowa z synem Jurkiem (s³ynnym póÿniej dyktatorem mody) i p. Agnieszk¹ Nowick¹, p. Katarzyna DroŸdzik z dzieæmi i mê em (na wygnaniu pozosta³ na zawsze), ni ej podpisany z matk¹ i wielu, wielu innych, których nazwisk nie pamiêtam, staraliœmy siê byæ blisko siebie. Za³adowaliœmy wiêc nasz,,dobytek na wozy gospodarzy ze wsi Wiel¹tki Nowe. Wioz¹cy nas gospodarz Stanis³aw Bieñkowski wyjaœni³ nam, e przejechaliœmy rzekê Bug, gdy tu obok zbli aj¹cego siê rozwidlenia dróg, po prawej stronie, na wysokiej skarpie zauwa yliœmy znacznie uszkodzon¹ budowlê koœcio³a w Wyszkowie. My skrêciliœmy w lewo i jechaliœmy d³u szy czas obok i wzd³u gruzów zniszczonego bombami i wypalonego miasta. Mróz by³ wtedy siarczysty. W tej nocnej ciszy s³ychaæ by³o tylko têtent koñskich kopyt i rytmiczne uderzanie czêœci uprzê y o drewniane elementy wozu. Twarde elazne obrêcze kó³ wozu powodowa³y charakterystyczne skrzypienie ugniatanego œniegu. Od czasu do czasu gospodarz dla rozgrzewki schodzi³ z wozu i nas te do tego zachêca³. Nied³ugo po osi¹gniêciu pierwszych zabudowañ gospodarz wjecha³ w otwart¹ bramê podwórza i oœwiadczy³, e jesteœmy na miejscu! W domu p. Bieñkowska natychmiast rozpali³a ogieñ pod kuchni¹ i wtedy dopiero napiliœmy siê gor¹cego mleka, które na nas oczekiwa³o przy ognisku w Rybienku Leœnym! Gospodarz przyniós³ wielki snop s³omy, rozes³a³ go wprost na pod³odze, na której po³o ona zosta³a jakaœ poœciel i wkrótce, bez zbêdnych s³ów natychmiast zasnêliœmy. Rankiem,,kula So³tysa wezwa³a wygnañców i gospodarzy wsi na zebranie, na którym so³tys p. Krakowiecki powiadomi³ nas, gdzie kto ma zamieszkaæ i od kogo ma oczekiwaæ pomocy w zakresie wy ywienia. My otrzymaliœmy jedn¹ wspóln¹ izbê u pana Teofila Skocznia z 5-osobow¹ rodzin¹ pp. Koz³owskich. Rozumieliœmy, e ciê ko by³o gospodarzowi, który by³ zmuszony nas przyj¹æ. Z regu³y w ka dym domu mieszkalnym by³y tylko dwie izby: mniejsza i wiêksza z przylegaj¹cym alkierzem. My, w siedmioosobowej grupie ledwie mieœciliœmy siê na roz- ³o onej s³omie wzd³u œciany, bez okna. W zakresie pomocy w wy ywieniu ja mia³em najwiêcej szczêœcia, bo so³tys wskaza³ mi liczn¹ rodzinê bardzo dobrej wdowy pani Ma³gorzaty Sitek. Traktowa³a mnie tak samo, jak ka de z jej licznych dzieci! By³a to bardzo zacna, pracowita i szczera kobieta. Nigdy nie zapomnê jej dobrego serca, gdy stale, mimo up³ywu lat czujê siê jej d³u nikiem! By³em w Woli Mystkowskiej na jej grobie. y³a 74 lata zmar³a 13 lipca 1964 roku. *** Ludziom wspó³czeœnie yj¹cym, szczególnie m³odzie y, trudno sobie wyobraziæ prawie ca³kowicie samowystarczaln¹ wieœ, w której yliœmy. Nie by³o w niej elektrycznoœci, gazu, wodoci¹gów, kieratu i maszyny om³otowej, nie tylko adnego motocykla czy samochodu, ale nawet roweru. Najbli szy sklep i piekarnia znajdowa³y siê w Wyszkowie (10 km) i w Pniewach (7 km). Tylko tam zrealizowaæ mo na by³o kartki ywnoœciowe, jakie póÿniej otrzymywaliœmy. W grudniu 1942 roku jeden doros³y mieszkaniec Wyszkowa móg³ kupiæ na kartki ywnoœciowe: 2 kg chleba, 40 dkg m¹ki, 30 dkg makaronu, 20 dkg cukru, 20 dkg marmolady, 5 dkg kaszy i 2 jajka. (...) Okupant ogranicza³ wszelkie przejawy ycia narodowego i temu celowi s³u- y³a likwidacja szkolnictwa. O ile pamiêtam, w naszej i s¹siednich wsiach nie by³o budynku szko³y, mimo oficjalnie istniej¹cego obowi¹zku nauki w zakresie szko- ³y podstawowej. Nie umiem dziœ siê do tego ustosunkowaæ (...). Dlatego prawie jedyn¹ dostêpn¹ wówczas ksi¹ k¹ by³a ksi¹ eczka do nabo eñstwa, zaœ z prasy codziennej wydawany w jêzyku polskim,,nowy Kurier Warszawski, popularnie zwany,,gadzinówk¹ lub,,szmat³awcem, który czasem przynosi- ³em z Wyszkowa do domu (...) *** (...) Z prasy podziemnej znaliœmy hitlerowski plan rozwi¹zania kwestii przeludnienia Generalnego Gubernatorstwa. Potwierdza³y to dymi¹ce kominy krematoriów Treblinki, Majdanka, Oœwiêcimia i wielu innych obozów na terenie okupowanej Polski utworzonych. Tak e na Wie- Dom pañstwa Wierzchoniów na Wiel¹tkach Nowych, w którym póÿniej mieszkaliœmy, oraz jego gospodarz z on¹ i dzieæmi

34 str. 34 G³os Wolsztyñski l¹tkach w dzieñ i w nocy widoczne by³y dymy i ³una p³on¹cej Warszawy w czasie likwidacji getta i póÿniej po wybuchu Powstania Warszawskiego. Przypomnê, w linii prostej na po³udniowy zachód do Warszawy by³o oko³o 60 km. W miarê up³ywu dni wygnañcy nawi¹zywali ró ne kontakty, tak e i takie, które umo liwia³y im wyjazdy z miejsca, w którym przymusowo siê znaleÿli. Do nich nale a³a te pani Antkowiakowa z dwojgiem wspó³wysiedlonych, którzy wyjechali do Miñska Mazowieckiego. W ten sposób w izbie u pana Adama Wierzchonia, w której mieszka³o 5 osób pozosta³y dwie. Wyst¹piliœmy wiêc do so³tysa z proœb¹, aby nas przekwaterowa³ do tych dwojga starszych ludzi. W ten sposób na dotychczasowej kwaterze pozosta³a ju tylko piêcioosobowa rodzina pp. Koz³owskich. ZnaleŸliœmy siê wiêc jeszcze bli ej lasu, co nie by³o bez znaczenia, i w o wiele lepszych warunkach. Czas wyjaœniæ, czym ja jako 14- letni ch³opak siê zajmowa³em. Nadziej¹ by³ las, zarz¹dzany przez Leœnictwo Ochudno, Nadleœnictwo Leszczydó³, wiêc w tym kierunku siê zwróci³em. Ju w marcu i kwietniu 1941 r. rozpocz¹³em od prac przy sadzeniu lasu, gdzie wszystko wykonywane by³o rêcznie. PóŸniej oprócz pracy w lesie,,wytrenowa³em siê na dobrego piechura, gdy co najmniej raz w tygodniu udawa³em siê (pieszo) do odleg³ego o 10 km Wyszkowa, by zakupiæ tam to, co najpotrzebniejsze: ig³y, nici, lekarstwa, czasem (gdy by³y) naftê lub karbid, s³u ¹ce do oœwietlenia, a póÿniej ju zrealizowaæ kartkowe przydzia³y chleba, marmolady itp. Wspomnia³em ju, e wœród wysiedlonych by³o wielu ludzi starszych, którym trzeba by³o pomóc, wiêc baga, który nios³em w drodze powrotnej z miasta czêsto by³ ogromny. Zdarza³o siê te, e wraca³em z niczym, gdy mimo e wychodzi³em z domu kiedy by³o jeszcze ciemno i zanim siê rozwidni³o - by³em ju w Wyszkowie. Kolejka przed piekarni¹ by³a tak du a, e chleba po prostu nie,,zdoby³em. Bywa- ³o, e rusza³em wtedy do odleg³ego o 15 km Pniewa, gdzie nieraz uda³o siê czêœæ przydzia³u zrealizowaæ. Ale do domu pozostawa³o jeszcze dalsze 6 km. Z krewnymi, którym uda³o siê unikn¹æ wysiedlenia, utrzymywaliœmy kontakt korespondencyjny. Zdarza³o siê te, e otrzymywaliœmy nieraz jak¹œ paczkê. Brat po opuszczeniu szpitala w Wolsztynie nie mia³ ju domu, do którego móg³by wróciæ. Utrzymywaliœmy wiêc sta³y kontakt korespondencyjny. Wiêkszoœæ listów kontrolowali Niemcy. Latem 1941 roku na jednym z listów od brata kontroluj¹cy umieœcili antysowieck¹ nalepkê. Zachowa³em j¹ i tu powiêkszon¹ reprodukcjê przedstawiam uwa aj¹c, e zaciekawiæ ona mo e tych, którzy pamiêtaj¹, e wojna toczy³a siê nie tylko na frontach wojennych. Okupanci toczyli tak e wojnê propagandow¹. Plakaciki takie, kolportowane przez Niemców, pojawi³y siê te w lipcu 1941 r. na ulicach Warszawy, tak e o innej treœci np.:,,wolnoœæ religii w Sowietach,,,Kultura sowiecka,,,ten krzy go z³amie itp. O walce, jak¹ toczono w bolszewickiej Rosji z Koœcio³em Katolickim wiadomo by³o ju przed wybuchem wojny w 1939 roku. Napisy na pasach hitlerowskiego wojska,,gott mit uns mieliœmy mo noœæ ogl¹daæ, gdy na nas napadli w 1939 r. Likwidacja figur i krzy y przydro nych oraz zamykanie koœcio³ów i wywózka ksiê y do obozu g³ównie w Dachau rozpoczê³a siê jeszcze przed naszym wysiedleniem. Wszystko wiêc jest jasne. *** W czasach, które wspominam, wojna propagandowa toczy³a siê g³ównie na ³amach prasy za pomoc¹ ró nego rodzaju ulotek, rozklejania afiszów na ulicach miast itp. Radio wtedy jeszcze by³o ma³o rozpowszechnione i technicznie ma³o doskona³e. (Kto z czytelników pamiêta, e na pocz¹tku by³o radio,,kryszta³kowe dzia³aj¹ce zupe³nie bez zasilania pr¹dem?) Polskie wydawnictwa zosta³y zlikwidowane. W ich miejsce hitlerowcy za³o- yli swoje, wœród nich w Generalnym Gubernatorstwie wspomniany ju,,nowy Kurier Warszawski i,,goniec Krakowski, wydawane w jêzyku polskim. W odpowiedzi powsta³a bardzo politycznie zró nicowana polska prasa podziemna, której wiadomoœci czerpane by³y g³ównie z tajnego nas³uchu radia. Z uwagi na to, e wszelkie maszyny drukarskie objête by³y szczególn¹ kontrol¹, to samo dotyczy³o papieru, wiêkszoœæ prasy podziemnej to by³y odbitki powielaczowe. Prasa ta nie tylko informowa³a o wydarzeniach wojennych, ale tak e kszta³ci³a charaktery m³odych i zdolnych do nauki i walki oraz podtrzymywa³a nadziejê na pomyœlne dla nas zakoñczenie wojny. Nie muszê jednak dodawaæ, e dostêp do tych informacji posiadali przede wszystkim mieszkañcy miast i to g³ównie wiêkszych. Dok³adnie pamiêtam (w tym dniu 5 lub 6.VII.1943 r. by³em w Wyszkowie), gdy ukaza³ siê,,nowy Kurier Warszawski. Wtedy ca³¹ tytu³ow¹ stronê poœwiêci³ informacji o œmierci Genera³a W³adys³awa Sikorskiego, który 4 lipca 1943 roku wieczorem zgin¹³ w Gibraltarze. Wiadomoœæ ta dla Polaków by³a bardzo zasmucaj¹ca, bo w Generale Sikorskim, jako organizatorze na Zachodzie, we Francji oddzia³ów Wojska Polskiego i nowego polskiego Rz¹du Londyñskiego, pok³adaliœmy wielkie nadzieje. Mawialiœmy przecie :,,Im s³oneczko wy ej, tym Sikorski bli ej. Prasa podziemna œmieræ Genera³a szeroko komentowa³a, informuj¹c wtedy uczciwie, e wojna jeszcze prêdko siê nie zakoñczy. Któregoœ wiosennego dnia 1941 roku zauwa yliœmy na szosie rozstawione liczne maszyny drogowe i robotników poprawiaj¹cych nawierzchniê drogi. By³o to dla nas zaskakuj¹ce, lecz ju wkrótce nast¹pi³o wyjaœnienie. Pamiêtam, 22 czerwca 1941 roku by³a niedziela. S³oñce na bezchmurnym niebie coraz bardziej rozjaœnia³o gêst¹ œcianê pobliskiego lasu, gdy rozleg³o siê potê ne dudnienie tysiêcy armat i dzia³, zwiastuj¹ce wybuch wojny pomiêdzy zgodnymi dot¹d okupantami naszego kraju. Nie wiedzia³em dok³adnie sk¹d dochodziæ mog³o,,granie armat, w ka - dym razie by³o przeraÿliwe, wyraÿne i jednoznaczne. Wprost na wschód do linii podzia³u zagrabionej Polski (która w wiêkszoœci przebiega³a korytem Bugu) by³o oko³o 70 km. Do wiêkszej przeprawy przez Bug w rejonie Drohiczyna by³o oko³o 90 km a Brzeœæ nad Bugiem oddalony ju by³ o ponad 170 km. Zaledwie parê dni po wybuchu nowej wojny, dochodz¹c poln¹ drog¹ do Wyszkowa obok Huty Szk³a, tu obok torów kolejowych stacji Wyszków, blisko budynku andarmerii, ogrodzono wolny teren p³otem z drutu kolczastego. Wewn¹trz ogrodzenia na pocz¹tku nie by³o adnego nawet baraku, tylko jakieœ namioty. Przy nastêpnym moim dojœciu do ruin miasta, za ogrodzeniem pe³no ju by³o rosyjskich jeñców wojennych. *** (...) Jada³em wspólnie z tymi, z którymi najczêœciej za odrobek transportu koñskiego razem pracowa³em. Posi³ki obiadowe spo ywane by³y na zimno, bo wystarcza³,,glonek (klin) suchego chleba, do którego,,dojada³o siê suszon¹ surow¹ s³oninê lub miêso. Zawsze by³o ono du o mniejsze od pude³eczka zapa³ek, a gdy tego nie by³o, popija³o siê zimnym mlekiem a nawet wod¹. Bywa³o, e gdy ³êciny ziemniaków okry³y ju redliny a w domu panowa³y przednówkowe pustki, id¹c z miasta,,odpoczywa³em obok ziemniaczanego pola, grzebi¹c rêk¹ pod krzakiem ziemniaka. Gdy sprzyja³o szczêœcie, wyjmowa³em tylko jeden (zwykle) m³ody, smaczny ziemniak. Taki krzak rós³ dalej a œlady,,przestêpstwa nie mog³y byæ zauwa alne. Bardzo cieszy³em siê, gdy praca w gospodarstwie przypada³a w dniu, w którym pieczony by³ chleb. Po nagrzaniu pieca, który by³ w ka dym domu, obok paleniska kuchni i wygarniêciu resztek ognia i popio³ów pod p³ytê z fajerkami, pierwszym wypiekiem - myœlê dla zbadania temperatury pieca - by³ tzw.,,wykopieniek. *** (...) Z nie znanych nam powodów w grudniu 1943 roku nasz gajowy Surdyn zosta³ zabrany. Tyle wiedzieliœmy Gajowym zosta³ p. Schumacher, który od 27.XII.1943 r. zleci³ mi wypisywanie i wydawanie wozakom kwitów na wywóz drewna u ytkowego do tartaku w Dalekiem, sk¹d po przetarciu ju transportem

35 str. 35 kolejowym by³o dalej wywo one (...). (...) Na pocz¹tku sierpnia 1944 r. i do naszej wsi dojecha³o wielu o³nierzy Wehrmachtu i na podwórzu naszego gospodarza Adama Wierzchonia postawiono kuchniê polow¹. W pobli u, w namiotach, a tak e w cha³upach rozlokowa³o siê mnóstwo niemieckich o³nierzy. Tylko nieliczni umieli rozmawiaæ po polsku. Matka moja i inni wœród starszych wysiedleñców czêsto wystêpowaæ musieli w roli t³umaczy, a wielu o³nierzy wykazywa³o chêæ rozmowy. Umo liwiono nam nawet wys³anie do Poznañskiego listów na Feldpost (pocztê polow¹). Wkrótce jednak wydano im zakaz przebywania z cywilami. Musieliœmy siê przenieœæ do stodó³, spichrzów itp. Wraz z uchodz¹cym wojskiem pêdzono du e stada byd³a, w tym tak e krów, zarekwirowanych w gospodarstwach. Nie pojone i s³abo karmione byd³o strasznie rycza³o a nie dojonych, rycz¹cych krów nawet dowódcom o³nierzy by³o al. Za zgod¹ jakiegoœ oficera poszed³em wiêc z garnkiem wydoiæ jedn¹ z krów. Gdy ju mia³em pe³en garnek mleka i zadowolony wraca³em do domu, nadjecha³ samochód z andarmami. Mleko kazali pozostawiæ pod p³otem a mnie i wielu z³apanych wczeœniej mê czyzn poprowadzili,,z marszu na wspomnian¹ ju s¹siedni¹ wieœ. Porusza³y siê ni¹ wycofuj¹ce siê samochody ciê arowe, tak e ci¹gn¹ce dzia³ka, czo³gi i w ogóle wielka ci ba uciekaj¹cych ludzi. Rozstawiono nas wzd³u drogi, wyznaczono odcinki, wydano ³opaty i kazano kopaæ zygzakowate rowy. W powietrzu coraz czêœciej przelatywa³y samoloty na ma³ych wysokoœciach. Gdy ju wykopa³em doœæ g³êboki rów nadlecia³y nagle sowieckie myœliwce i z karabinów maszynowych ostrzela³y przeje d aj¹ce tabuny wojska. Zawraca³y parê razy Dobrze, e mia³em siê ju gdzie schowaæ. *** Ostatnie dni sierpnia do 2 wrzeœnia 1944 roku na Wiel¹tkach by³y doœæ spokojne, chocia coraz bardziej s³ychaæ by³o huk wystrza³ów artyleryjskich i grzmot przelatuj¹cych samolotów. Na po- ³udniowej stronie nieba widoczne by³y dymy a wieczorem ³uny walcz¹cej od 1 sierpnia 1944 roku w Powstaniu Warszawy. Spodziewaliœmy siê, e wkrótce front wojenny i do nas siê zbli y. Asekuracyjnie wiêc kilkadziesi¹t metrów od domu i drogi wykopaliœmy ma³y okop, do którego w razie niebezpieczeñstwa zamierzaliœmy siê schroniæ. Ju 3 wrzeœnia 1944 roku rozpoczê³a siê kanonada artyleryjska, a znad lasu na niedu ej jeszcze wysokoœci nadlatywa³y samoloty radzieckie kieruj¹c siê na zachód, nad rzekê Narew. Wreszcie nast¹pi³a denerwuj¹ca i trwaj¹ca kilka godzin cisza i nie wiadomo by³o, co za chwilê nast¹pi. Syn gospodarza, Jasiek, czêsto wychodzi³ do starych rodziców, którzy nie chcieli ze schronu skorzystaæ. Powoli zapada³ zmrok 4 wrzeœnia 1944 roku i minê³a stosunkowo spokojnie noc. Nad ranem znowu falami przelatywa³y nisko samoloty i oko³o godziny dziewi¹tej zauwa yliœmy ostro nie wychodz¹cych z lasu na drogê o³nierzy rosyjskich. By³ to dzieñ 5 wrzeœnia 1944 r. Pierwsze ich pytania skierowane do spotkanego gospodarza to: czy s¹ tu jeszcze,,giermañcy, a jeœli tak to gdzie? Do wszystkich odnosili siê nieufnie, a szczególnie do nas wysiedleñców, których w jakiœ swój sposób rozpoznawali Ze starszymi mieszkañcami Wiel¹tek w przeciwieñstwie do nas poznaniaków, ³atwiej im siê by³o porozumieæ, gdy my ma³o s³ów rosyjskich znaliœmy. Za t¹ stra ¹ przedni¹ nadchodzi³y coraz liczniejsze grupy o³nierzy radzieckich. Nie by³o wœród wchodz¹cego wojska polskich o³nierzy ani adnych wojsk zmechanizowanych. Teraz my yliœmy obaw¹, czy to ju jest to,,wyzwolenie, czy przypadkiem Niemcy jeszcze nie powróc¹? W ci¹gu nastêpnych dni podjête zosta³y jakieœ decyzje odnoœnie obowi¹zków dostawy ywnoœci, w tym tak e i dla nas wysiedleñców. Nas, kilku m³odych ludzi zabrano do budowy lotniska w G³adczynie, gdzie nikt nie zatroszczy³ siê, aby w czasie pracy daæ nam trochê jedzenia lub picia. Wytrzymaliœmy dwa dni. By³y wiêc ucieczki i realna groÿba zastrzelenia uciekinierów, co nam oœwiadczono. W trzecim dniu przywieziono nas samochodem do wsi i wziêto nastêpnych. Wkrótce spostrzegliœmy, e zaraziliœmy siê przywleczonym przez wojsko œwierzbem. By³y to straszne doznania a bior¹c pod uwagê brak mo liwoœci porz¹dnego umycia siê i odzie y na zmianê, kupowane za ostatnie,,grosze maœci siarkowe prawie nie pomaga³y. Dotychczas dokucza³y nam stale inne insekty, zwalczane w miarê mo liwoœci. By³o to jednak do wytrzymania w porównaniu do tej choroby, która by³a koszmarem, tak w dzieñ jak i w nocy. Tymczasem front zatrzyma³ siê w wid³ach Narwi z pó³nocy i wp³ywaj¹cego do niej Bugu na po³udniu. Dzia³ania wojenne na razie usta³y, tylko na po³udniu widaæ by³o w pogodne dni wrzeœnia dymy walcz¹cej Powstañczej Warszawy. Wojsko koczuj¹ce w lasach po pewnym czasie opuœci³o swoje,,ziemlanki, a nowo przyby³e ciê³o nowe,,chojaki i nakrywa³o nimi œwie o wykopane do³y. Wœród nich znalaz³a siê nawet sala wojskowego kina, w którym od wybuchu wojny by³em po raz pierwszy. Pola okry- ³y siê 10 listopada 1944 roku pierwszym œniegiem, a wojska ci¹gle przybywa³o. Rozleg³a siê wieœæ, e bêd¹ przygotowywaæ polowe lotnisko. W sadku naszego gospodarza stan¹³ wóz z polow¹ radiostacj¹, obs³ugiwan¹ przez ³adne nawet, m³ode dziewczyny w mundurach. Starszyzna zajê³a w ka dym domu po jednym pomieszczeniu a my Znowu mieszkaliœmy trochê w spichrzach, trochê w stodo³ach a tak e wraz z byde³kiem, bo tam by³o ciep³o. Coraz trudniej by³o zdobyæ ywnoœæ, bo przesta³ obowi¹zywaæ kartkowy system zaopatrzenia. Ktoœ zaproponowa³, aby pójœæ na pola odleg³ego o 15 km maj¹tku Krêgi, gdzie w polu pozosta³y nie wykopane buraki cukrowe. Byliœmy! Przynios³em oko³o 35 kg tych buraków. Bêdê to pamiêta³ do koñca ycia, gdy w drodze do domu, po koniecznym kolejnym odpoczynku, po przeniesieniu parê kilometrów worka z burakami, nie mog³em sobie tego na ramiê ju podrzuciæ Ugotowany syrop by³ jednak bardzo s³odki. W po³owie listopada 1944 roku,,spod lasa na Wiel¹tkach Nowych do wojska polskiego powo³ano trzech ch³opaków, w tym mojego dobrego przyjaciela Jaœka Rogulskiego. My nadal oczekiwaliœmy ofensywy, która rozpoczê³a siê dopiero 12 stycznia 1945 roku. **** (...) 20 lutego 1945 r. p. Maraszek po rozpoznaniu sytuacji zawiadomi³ nas, e mo emy wracaæ, bo z Wolsztyna hitlerowcy przepêdzeni zostali ju prawie miesi¹c temu. Uzgodniliœmy z p. P. Naskrêtow¹ i pp. Kwapichami, którzy mieszkali doœæ daleko od nas u p. Heleny Skoczeñ, e jej parobek odwiezie nas na trasê przeje d aj¹cych kolejowych transportów wojennych do Radzymina lub Wo- ³omina. Innych mo liwoœci wyjazdu jeszcze wtedy nie by³o. Uzgodniliœmy, e nast¹pi on w œrodê 28 lutego 1945 roku. Policzyliœmy posiadane pieni¹dze, spakowaliœmy nasz bardzo skromny dobytek. Podrêcznym baga em matki by³o blaszane wiadro po marmoladzie, ja przygotowa³em sobie,,walizkê ze skrzynki po amunicji. W dniu poprzedzaj¹cym wyjazd urz¹dziliœmy po egnaln¹ kolacjê, podziêkowaliœmy serdecznie za udzielenie nam kilkuletniej bezp³atnej goœciny p. Adamowi Wierzchoniowi i jego onie a tak- e ich synowi Jaœkowi, który z on¹ Stefani¹ po swoim œlubie byli nowymi w³aœcicielami gospodarstwa. Wymieniliœmy te pami¹tkowe zdjêcia z dedykacjami. Od naszych Gospodarzy i innych tu nie wymienionych osób doznaliœmy wiele dobrego w tych trudnych czasach. Prawdopodobnie w ten pami¹tkowy wieczór dowiedzieliœmy siê te, e z trójki powo³anych do wojska ch³opaków dwóch ju nigdy (w tym Jasiek Rogulski) na Wiel¹tki Nowe nie powróci Jak by³o zaplanowane, wczesnym rankiem 28 lutego 1945 r. opuœciliœmy Wiel¹tki Nowe. (..) Do Wolsztyna wróciliœmy 21 marca 1945 r. Tadeusz Gajska Fragmenty wspomnieñ GW nr 10,11,12,13,14,15,16,17/ 2004

36 str. 36 WSPOMNIENIE O DYREKTORZE Wspomnienie o Panu Józefie Dutkowskim, dyrektorze Gimnazjum i Liceum w Wolsztynie w czasie od 1 wrzeœnia 1933 roku z przerw¹ w czasie okupacji do grudnia 1950 roku. Zbli a siê 70. rocznica napaœci Niemiec na Polskê. Rozpoczê³o siê mêczeñstwo naszego narodu. Po rozpoczêciu II wojny œwiatowej, przez pierwszy tydzieñ grudnia 1939 roku, Niemcy aresztowali wiele polskich rodzin z miasta i powiatu wolsztyñskiego. Zosta³y one umieszczone w obozie pozosta³ym po polskich jeñcach wojennych, w zabudowaniach folwarcznych w Komorowie. W godzinach porannych 8 grudnia, po rewizji osobistej kobiet oraz odebraniu im bi uterii i pieniêdzy, uformowano kolumnê i skierowano j¹ ulicami Strzeleck¹ i Gajewskich ku rampie kolejowej, gdzie czeka³ podstawiony poci¹g. Wieczorem wyruszy³ pierwszy transport wysiedlonych Polaków do Generalnej Guberni na Podlasie do stacji Kosów Lacki. W transporcie tym znajdowa³ siê Józef Dutkowski z rodzin¹ oraz wiele innych znanych z patriotyzmu rodzin, w tym równie moja rodzina z Moch. Na miejsce przeznaczenia transport przyby³ po trzech dobach, gdzie w nocy wysadzono ludzi na peron. Mieszkañcy Kosowa i okolicznych wiosek zabrali nas do swoich domów oraz dzielili siê z wysiedlonymi dachem i chlebem. Kilka rodzin, w tym rodzina dyrektora Dutkowskiego, rodzina Machoyów, Adlerów, Ankiewiczów i moja (Hajduków), zamieszka³o we wsi Tosie, oddalonej o trzy kilometry od miasteczka i koœcio³a. Po kilku miesi¹cach Józef Dutkowski z rodzin¹ przeniós³ siê do Kosowa, gdy ka dy stara³ siê poprawiæ swoje warunki mieszkaniowe i tam prowadzi³ tajne nauczanie. Pamiêtam, jak w ka d¹ niedzielê, po Mszy Œwiêtej o godzinie 9.00, na któr¹ szczególnie chêtnie uczêszczali wysiedleñcy, gromadziliœmy siê wokó³ dyrektora. Zadawaliœmy Mu wiele pytañ, np. kiedy skoñczy siê wojna, jak daleko jest front, kiedy wrócimy do swoich rodzinnych domów? Dyrektor by³ dla nas wielkim oparciem moralnym, zachêca³ do wytrwania, cierpliwoœci, zapewnia³, e czas cierpienia kiedyœ siê skoñczy. Podnosi³ nas na duchu, prze ywaj¹c to samo, co wszyscy wygnañcy. W lipcu 1944 roku, kiedy tereny Podlasia zosta³y oswobodzone spod okupacji niemieckiej, dyrektor Dutkowski z pomoc¹ innych nauczycieli zorganizowa³ w Kosowie dla m³odzie y, pierwsz¹ klasê gimnazjum. Po powrocie z wygnania w 1945 roku, na dworcu w Wolsztynie wita³ Józefa Dutkowskiego jeden z Jego uczniów z przedwojennego gimnazjum, pracuj¹cy wówczas na stacji kolejowej jako dy urny ruchu. Dziêki temu móg³ pomóc Dyrektorowi i Jego rodzinie przetransportowaæ baga e do przedwojennego mieszkania w gmachu szko³y. Dnia 9 kwietnia 1945 roku Pan Józef Dutkowski ponownie obj¹³ funkcjê Dyrektora Gimnazjum i Liceum w Wolsztynie. Nie by³ to ³atwy okres w jego pracy. Ówczesna w³adza ludowa ¹da³a wychowania m³odzie y w duchu socjalizmu i 31 grudnia 1950 roku oskar y³a Dyrektora o,,kult jednostki oraz odwo³a³a Go z pe³nionych funkcji, pozbawiaj¹c równie mieszkania. Tak nieludzko potraktowany, zamieszka³ na strychu w jednym ze wskazanych domów przy Rynku. Wówczas zosta³ zaanga owany przez ksiêdza Teodora Lercha w Ma³ym Seminarium Duchownym, gdzie uczy³ ³aciny i innych przedmiotów. 19 listopada 1956 roku Józef Dutkowski zmar³. Uczestniczy³em w Jego pogrzebie, podczas którego na cmentarzu prof. Wiktor Hajduk wyg³osi³ przemówienie, rehabilituj¹ce pokrzywdzon¹ osobê Dyrektora Józefa Dutkowskiego. Dla licznych pokoleñ maturzystów, zarówno tych przedwojennych, jak i tych, którzy maturê zdawali po II wojnie œwiatowej, Dyrektor Józef Dutkowski by³ przyk³adem wspania³ego cz³owieka. By³ pe³nym zaanga owania pedagogiem, doskona³ym dydaktykiem, organizatorem oraz prawym cz³owiekiem. By³ wychowawc¹ m³odzie y o du ym autorytecie moralnym. Aby postaæ Józefa Dutkowskiego nie zosta³a zapomniana, jeden z Jego uczniów, aktualnie mieszkaj¹cy w Szczecinie, profesor Zygmunt Machoy ufundowa³ w szkole tablicê pami¹tkow¹, któr¹ mia³em zaszczyt osobiœcie poœwiêciæ, a biblioteka licealna zosta³a nazwana imieniem Dyrektora Józefa Dutkowskiego. Powojenni maturzyœci, g³ównie z rocznika 1950 i 1951 spotykaj¹ siê ka dego roku, wraz z profesorem Zygmuntem Machoyem, w Wolsztynie lub Poznaniu, wspominaj¹ swoich profesorów, którzy kszta³towali umys³y i serca. Podczas jednego z takich spotkañ, wystosowali oni pisemn¹ proœbê do w³adz administracyjnych miasta Wolsztyna, do Pana Burmistrza o nadanie jednej z ulic tego miasta imienia Dyrektora Józefa Dutkowskiego. Profesor Witold M³ynarczyk obiecuje, e do³o y starañ, aby w³adze miasta uwzglêdni³y nasz¹ proœbê i spe³ni³y uzasadnione oczekiwania. Bêdziemy bardzo wdziêczni. o. Tadeusz Hajduk OMI

37 str. 37 Z pamiêtnika... Wysiedlono pokaÿn¹ liczbê obywateli Polaków wraz z rodzinami i umieszczono ich w obozie po jeñcach wojennych w Komorowie tu przy Wolsztynie. Tam trzymano ich przez ca³y tydzieñ i w dniu 8 grudnia wywieziono ich do Polski Centralnej w powiecie Soko³owskim. By³ to widok bardzo przygnêbiaj¹cy, gdy ca³e rodziny, nie pomijaj¹c dzieci i starców, a nawet kalecy pieszo sz³y z Komorowa do stoj¹cego poci¹gu nios¹c tobo³ki z przedmiotami, które Niemcy im ³askawie pozwolili zabraæ. Po wyjeÿdzie pierwszego transportu wysiedleñców byliœmy przygotowani tak e do wyjazdu, bowiem kr¹ y³y pog³oski, e kilka dni czy tygodni bêd¹ znów wysiedlaæ, na skutek czego by³y noce przespane niezupe³nie spokojnie. Gdy nadszed³ pierwszy list od wysiedlonych, pospieszyliœmy im natychmiast z pomoc¹, wysy- ³aj¹c do stacji Kosów Lacki trzy skrzynie towaru a mianowicie: cukier, m¹kê, chleb, wêdliny, herbatê, kawê i inne na rêce p. Benebesla, który siê zaj¹³ rozdzia³em. Nadchodzi³y dziêkczynne listy a my w dalszym ci¹gu wysy³aliœmy paczki na lewo i prawo, nie bacz¹c na przykroœci ze strony Niemców. Doœæ wspomnieæ, e otrzyma³em za wysy³kê takich towarów nagrodê w postaci szeœciu tygodni wiêzienia, której to kary jednak e na skutek wysiedlenia nie odcierpia³em. Mieszkanie nasze tymczasem zaczêli zajmowaæ coraz to inni lokatorzy niepo ¹danego gatunku w mundurach. Miêdzy innymi przys³ano nam lokatora w osobie komendanta powiatowego andarmerii, lejtnanta Dietricha. Cz³owiek ten okaza³ siê mo liwy do ulokowania go jako niezbyt groÿny przedstawiciel okupanta. Poza pójœciem do biura zajêciem jego by³o gromadzenie i wysy³anie paczek i skrzyñ z ywnoœci¹ dla rodziny w Faterlandzie. Wieczorami zjawia³ siê codziennie w naszym skromnym pokoju, by po spo yciu kolacji graæ w karty a mianowicie w 66. Z racji swojego pobytu zainstalowa³ sobie aparat radiowy w naszym pokoju, coœmy skwapliwie wykorzystali w jego nieobecnoœci dla wys³uchania stacji zagranicznych. Podczas s³uchania jednej takiej audycji z Londynu w chwili gdy zagrali Jeszcze Polska nie zginê³a niespodziewanie wszed³ do pokoju p. lejtnant, lecz równoczeœnie siê zaraz wycofa³, co dla nas by³o niezrozumia³e, jednak e bardzo po ¹dane. Przypominam sobie dalej taki fakt: otó pewnego razu po zaprzestaniu gry w 66., zaproponowa³em p. lejtnantowi od andarmerii, by trochê pogadaæ na temat wojny. Zw³aszcza pyta³em siê go o termin zakoñczenia wed³ug jego zdania. Oczywiœcie zastrzeg³em siê, e cokolwiek poruszymy, eby tego nie u ywa³ w stosunku s³u bowym odnoœnie mojej osoby. Na moje pytanie, kiedy skoñczy siê wojna, da³ p. Dietrich stanowcz¹ odpowiedÿ, e drugiej zimy wojny nie bêdzie, czyli wojna skoñczy siê w 1940 roku. Moje zdanie by³o jednak e inne i powiedzia³em jemu, e co do terminu zakoñczenia wojny i jego wyniku to on siê bardzo myli. Wzi¹- ³em atlas do rêki i odszukawszy mapê Azji, powiedzia³em jemu, e miêdzy Japoni¹ a Ameryk¹ istnieje zatarg o Filipiny a oprócz tego istniej¹ jeszcze inne nieporozumienia miêdzy temi pañstwami. Niezale nie od tego Ameryka nie pozwoli by Niemcy wed³ug recepty Hitlera opanowa³y kraje, które tylko zechc¹, a ponad to Rosja bêdzie mia³a tak- e coœ do gadania. W konsekwencji Niemcy przegraj¹ wojnê a Polska bêdzie, bowiem sam Hymn Narodowy brzmi: Jeszcze Polska nie zginê³a póki my yjemy. To wypowiedzenie p. lejtnanta trochê podenerwowa³o no i pogadanka nasza siê skoñczy³a. By³em po tej gawêdce i ja zdenerwowany a to z tego powodu, i ba³em siê, e Niemiec zrobi z tego u ytek i ja powêdrujê za kraty, lecz obawy okaza³y siê bezcelowe. e jednak Niemiec ten zrobi³ jakieœ doniesienie, œwiadczy fakt, i dowiedzia³em siê od pewnego urzêdnika z Urzêdu Bezpieczeñstwa, e jest w posiadaniu takiego meldunku. Okazuje siê, e Niemiec jednak nie by³ szczery. Wracaj¹c do naszego codziennego ycia wspomnieæ nale y, e sklep nasz prowadziliœmy w dalszym ci¹gu napotykaj¹c na takie czy inne trudnoœci. Niespodziewanie w dniu 5 maja 1940 by³o to akurat w niedzielê a w dodatku pamiêtny dzieñ, bowiem by³ to dzieñ urodzin naszej Kochanej ony i Mamusi, przyby³o oko³o godziny 10-tej przedpo³udniem dwóch andarmów, ¹daj¹c wydania kluczy od sklepu i magazynów. Nie pozwolili absolutnie nic zabraæ, zapieczêtowali równoczeœnie wszystkie wejœcia tak do sklepów jak i magazynów. Tym samem zostaliœmy pozbawieni jakichkolwiek œrodków ywnoœciowych jak równie i pieniêdzy, które tak e zabrali. W nastêpny poniedzia³ek zawezwano mnie ju do urzêdu pracy (Arbeitsamtu) i prowadzono ulicami do lekarza, który mia³ zbadaæ stan zdrowia i mieli zamiar mnie wys³aæ do prac na cegielniê. Z uwagi na to, i chorujê na wadê sercow¹, przeto otrzyma³em pracê przymusow¹ w tym e arbeitsamcie w charakterze pracownika biurowego za miesiêcznym wynagrodzeniem a 25 marek. Córka W³adzia od razu przeznaczona zosta³a do fabryki cygar, gdzie równie w pocie czo³a, zarabia³a takie same grosze jak ja. W miêdzyczasie przyby³ obj¹æ przedsiêbiorstwo handlowe powiernik / treuhaender/ Niemiec Wolf, pochodz¹cy ze Szczecina. Okaza³o siê, e jest to hitlerowiec niepoœledniego gatunku. Pierwsz¹ jego czynnoœci¹ by³o wywieszenie flagi ze swastyk¹ na balkonie. Z nakazu landrata a podpisanym Niemca E. Schulza, musieliœmy jemu daæ do dyspozycji dwa umeblowane pokoje. Do pomocy w handlu przydzielono jemu zaufan¹ Polkê Srokównê w miejsce starej naszej ekspedientki L. Przyby³ówny. Ze zapasów win nagromadzonych w piwnicy zacz¹³ wysy³aæ na lewo i na prawo ca³e skrzynie a do ca³kowitego wyczerpania zapasów. Roœci³ sobie prawo do wszystkiego, co tylko znajdowa³o siê w obrêbie domostwa. Taki stan rzeczy trwa³ a do czasu wysiedlenia nas t.j. do dnia 9 listopada Z pamiêtnika Józefa Domagalskiego

38 str. 38 Wypêdzeni z Wolsztyna Temat, który ostatnio poruszy³a grupa Niemców, a dotycz¹cy ich wypêdzenia w 1945 roku, wzburzy³ polsk¹ opiniê publiczn¹. To przecie Niemcy wypowiedzieli wojnê Polsce i okupowali j¹ przez ponad 5 lat. Wielu wolsztynian wyrzucili z w³asnych domów i skazali na tu³aczkê. Oto relacja Genowefy - córki Heleny i Józefa Domagalskich, w chwili wysiedlenia maj¹cej 14 lat:,,10 listopada 1940 roku o godz rano zostaliœmy zbudzeni przez uzbrojonych Niemców ojciec, matka i nas czworo dzieci. Kazano nam ubieraæ siê, czym prêdzej, zabraæ podrêczny baga i opuœciæ nasz dom w Wolsztynie przy ul. 5 Stycznia (wczeœniej, na pocz¹tku paÿdziernika 1939 roku w naszym domu wydzielono nam jeden pokój do zamieszkania, a pozosta³e zajêli okupanci). Mama w poœpiechu ubiera³a m³odszych braci, Zdzis³awa i Stanis³awa. Kiedy chcia³a zabraæ ma³¹ poduszkê dla czteroletniego Stasia, jeden z Niemców wyrwa³ j¹ i rzuci³ do pokoju, który opuœciliœmy. Nastêpnie pokój ten zaplombowali. Niemiec zauwa- y³ na rêku ojca z³oty zegarek, kaza³ go natychmiast zdj¹æ i po³o yæ na stole. W tym czasie, kiedy ze ³zami w oczach, opuszczaliœmy nasz dom, Niemka o nazwisku Heinrich, która w 1939 roku zajê³a jeden z naszych pokoi s³ucha³a g³oœno muzyki z radia, by nie s³yszeæ tego, co dzia³o siê za drzwiami, gdy nas wypêdzano. Zabrali nas i innych wysiedlonych z mieszkañ do Hotelu Polonia blisko dworca PKP w Wolsztynie. Nastêpnie poci¹giem zawieÿli nas do Koœciana, a potem przywieÿli do odzi. Tu pêdzono nas do nieczynnych fabryk, i tu zaczê³a siê selekcja. Najpierw siedliœmy ca³ymi rodzinami do sto³ów na zewn¹trz fabryki. Naprzeciwko siedli gestapowcy, którzy nie zadawali adnych pytañ, tylko szczegó³owo przygl¹dali siê nam. Potem rozdzielili nas mê - czyzn, kobiety i dzieci. W tych pustych halach kazano siê rozbieraæ do naga i Niemki, mówi¹ce po polsku, bi³y nas pejczami po karku. Kazali nam oddawaæ ukryte pieni¹dze i kosztownoœci. Czteroletniego Stanis³awa wzi¹³ Niemiec na kolana i pyta³ go, czy coœ ukrywa. Wczeœniej nasza matka zaszy³a mu z³ote monety w podwi¹zkach do poñczoch i powiedzia- ³a mu o tym. Ma³y ch³opiec przyzna³ siê Niemcowi, e mama wszy³a mu z³ote pieni¹dze. Oczywiœcie Niemiec zabra³ monety. Po tej skrupulatnej rewizji, spotkaliœmy siê znów z ca³¹ rodzin¹. Po kilku dniach znowu pêdzono nas do poci¹gu, ale tutaj, by³y ju tylko wagony bydlêce. Traktowano nas jak zwierzêta. Byliœmy zamkniêci w wagonach. Raz po raz w polu zatrzymywano poci¹g, abyœmy mo- gli za³atwiæ potrzeby fizjologiczne. Wo ono nas kilka dni. Najd³u ej staliœmy w Koluszkach. Tam ojciec zapyta³, dok¹d nas wioz¹. Odpowiedzieli, e na wymianê do Rosji. Tak trafiliœmy do Miechowa, nastêpnie kolejk¹ w¹skotorow¹ do Dzia³oszyc i do wsi Sudo³. Tu mieszkaliœmy w jednej izbie 10 osób - przez szeœæ miesiêcy. Z pomoc¹ znajomych wyjechaliœmy do Starachowic, gdzie przebywaliœmy do koñca wojny, do koñca stycznia 1945 roku. Po powrocie do domu zastaliœmy pusty dom puste piwnice, sklep, hurtowniê. Opuœciliœmy dom mieszkanie urz¹dzone w dostatku. Sklep by³ zaopatrzony w towary delikatesowe i kolonialne (czekolady, wina, koniaki itp.). W piwnicy ojciec przetrzymywa³ przed wojn¹ do sprzeda y wina francuskie i reñskie. W hurtowni soli by³o oko³o dwóch wagonów towarów. O represjach, jakie naziœci zastosowali wobec naszego ojca Józefa, niech œwiadczy dokument z 12 paÿdziernika 1939 roku, w którym okupant na³o y³ kontrybucjê rzekomo za przeœladowanie Niemców i za straty jakie oni rzekomo ponieœli ze strony Polaków. By³o to k³amstwo œwiadcz¹ce o represjach wobec naszego ojca i rodziny. Anna Domagalska GW nr

39 Wigilia na wygnaniu G³os Wolsztyñski str. 39 Zdzis³aw Domagalski mia³ 8 lat, gdy wybuch³a wojna. I tak wspomina ten okres - Urodzi³em siê w rodzinie kupieckiej. Mia³em dwie starsze siostry i m³odszego brata. Rodzicom wydawa³o siê, e nic nie mo e zak³óciæ dobrej, rodzinnej atmosfery i e ycie pop³ynie g³adko. W 1938 roku wielkim prze yciem by³o dla mnie wst¹pienie do zuchów. Dzisiaj mo e to siê wydawaæ niezrozumia- ³e dla m³odych ludzi, ale wtedy by³o inne podejœcie do organizacji harcerskiej. Tu przed wybuchem wojny ojciec wywióz³ nas z Wolsztyna. Ta ucieczka by³a podyktowana wiadomoœciami, e wkrótce wybuchnie wojna. Wyruszyliœmy razem z rodzicami i wujostwem. Po drodze zostaliœmy ostrzelani. Przypominam sobie sznury wozów za³adowanych ludÿmi. Wszyscy jechali w kierunku wschodnim. Kilkakrotnie nadlatywa³y samoloty i ostrzeliwa³y kolumnê wozów. Wszyscy pierzchali do rowów. By³o wielu rannych i zabitych. Pamiêtam, jak konie p³oszy- ³y siê. Dla mnie, ch³opca, to by³o ogromne prze ycie. W wiosce niedaleko owicza wujek, maj¹cy doœwiadczenia z I wojny (walczy³ pod Verdun), wykopa³ coœ w rodzaju schronu na polu, wzmocni³ go deskami. No i s³usznie, nad nami dwukrotnie przeszed³ front raz Niemcy, raz Polacy. owicz zdobyli Niemcy i pamiêtam do dziœ widok owicza po bombardowaniu straszny widok. Rodzice postanowili wróciæ do Wolsztyna. Tu przed Poznaniem drogi by³y obstawione i Niemcy nie chcieli nikogo przepuœciæ. Ojciec i wujek dobrze mówili po niemiecku i dlatego mogli domagaæ siê, by nas przepuszczono. W Wolsztynie nasz dom przy ul. 5 Stycznia by³ zajêty przez Niemców. Mieszka³ w nim szef andarmerii i jakaœ Niemka. Dali nam do dyspozycji dwa pokoje. Ojciec jeszcze prowadzi³ sklep. Pamiêtam, e pañstwo Benebesel zostali wysiedleni w pierwszej grupie do Kosowa Lackiego i rodzice z Wolsztyna wysy³ali do nich paczki. Ojciec wiedzia³, e i my bêdziemy wysiedleni (ojciec i brat ojca brali udzia³ w Powstaniu Wielkopolskim). Obudzi³ nas którejœ nocy stukot i walenie do drzwi. Weszli Niemcy, których ojciec zna³. Mieli ó³to br¹zowe koszule i te potworne czapki. Przypominam sobie ich nogi nak³adane na buty nak³adki ze skóry. Byli agresywni. Dali rodzicom krótki czas na spakowanie. Jeden z Niemców wyrwa³ ojcu z³oty zegarek na ³añcuszku. Pamiêtam, jak szliœmy do poci¹gu; przed nami szli te ludzie wyrzuceni z domów, dzieci w poœpiechu za³o y³y za du e buty, wielu sz³o z latarkami naftowymi, które przyda³y siê w wagonie. Z nami zosta³a wysiedlona pani Wróblowa z matk¹ i razem dojechaliœmy do odzi. Pamiêtam ódÿ. Wpakowano wszystkich do hal fabrycznych, gdzie odbywa³a siê selekcja ustawiono nas jak do zdjêcia, mierzono g³owy. Ojciec dowiedzia³ siê, e rozdzielaj¹ rodziny. Dziewczyny i m³odzieñców zdolnych do pracy zabierali. Najstarsza siostra, W³adka, zaczê³a udawaæ, e ma padaczkê. Jak nadchodzi³ Niemiec, gromadziliœmy siê wokó³ niej i siostra ze strachu trzês³a siê, jakby naprawdê by³a chora. I to j¹ uratowa³o. Rodzina zosta³a zes³ana do wsi Sudo³ w powiecie miechowskim, w Ma- ³opolsce. Wioska by³a bardzo biedna, umieszczono nas w izbie, na powierzchni m. Sytuacjê pogorszy³ fakt, e ktoœ rozpuœci³ plotkê, e my bêdziemy osadnikami i zamierzamy zabieraæ ziemiê ch³opom. Sytuacjê poprawi³ miejscowy ksi¹dz proboszcz, który przeprowadzi³ odpowiednie rozmowy. On wyznaczy³ limit pomocy dla nas ka demu gospodarzowi i ka dy kolejno mia³ nam dawaæ dwa, trzy litry mleka. Dziêki temu, e rodzice mieli jeszcze trochê pieniêdzy, mogliœmy jeœæ zupê z mleka z ziemniakami. Gdy zabrak³o pieniêdzy, rodzice zaczêli chodziæ na ebry po gospodarzach. Sukcesem by³o zdobycie wi¹zki grochowin, z której mama robi³a grochówkê. I pamiêtam chleb krojony tam w æwiartki. Przypominam sobie nasz¹ pierwsz¹ na wysiedleniu Wigiliê. Pomiêdzy domem, w którym mieszkaliœmy a koœcio³em by³o wzgórze, obsypane œniegiem. Patrzyliœmy przez okno w stronê koœcio³a, co siê tam dzieje. Nagle w œwietle ksiê yca ukaza³a siê sylwetka narciarza. Tym narciarzem okaza³ siê ksi¹dz, który do nas przyjecha³ i przywióz³ nam s³odycze. To ksi¹dz wzbudzi³ w rodzicach i wujostwie nadziejê, e nie s¹ sami. Podczas Wigilii rodzice wspominali œwiêta w Wolsztynie. Rodzice stale zadawali sobie pytania co z nami bêdzie, czy prze yjemy i czy wrócimy do Wolsztyna? Pomaga³a wiara w Boga i modlitwa. W Sudole by³a tak e pani Wróblowa. Pamiêtam, e izba by³a przedzielona deskami. Spaliœmy na s³omie, a w drugiej czêœci by³ piec metalowy, w którym paliliœmy. Zima by³a ciê ka. Kiedyœ ojciec, wracaj¹c z odleg³ej wsi, wpad³ do jakiegoœ jaru i mia³ k³opoty z wydostaniem siê. Na szczêœcie ktoœ przechodzi³ i wydoby³ go. Wujek mój by³ bardzo praktyczny, tzw.,,z³ota r¹czka, i któregoœ dnia zrobi³ nam konika na biegunach, i to wywo³a- ³o radoœæ tak e wœród dzieci s¹siadów. Ch³opcy przychodzili,,pojeÿdziæ na koniku i przynosili nam jajka. A ja mia³em kilka obrazków z papierosów,,juno. W ka dej paczce by³ jakiœ obrazek ptaka czy zwierzaka; tymi obrazkami handlowa³em. W tym czasie rodzice pomagali ch³opom pisaæ podania w jêzyku niemieckim o zwolnienie z obo-

40 str. 40 G³os Wolsztyñski wi¹zkowych dostaw, uzasadniaj¹c klêskami, np. burz¹ czy zalaniem stodo³y. Podania by³y pisane po niemiecku, postemplowane piecz¹tkami miejscowego so³tysa czy wójta. Pierwszy wniosek zosta³ pozytywnie za- ³atwiony. Z radoœci otrzymaliœmy od wnioskodawcy okreœlone profity. Nastêpni stali ju w kolejce i ojciec pisa³. W ten sposób ratowa³ rodzinê przed g³odem. Jednak Niemcy nabrali podejrzeñ. Któregoœ dnia ojciec otrzyma³ wiadomoœæ, e Niemcy interesuj¹ siê osob¹ pisz¹c¹ podania i maj¹ zamiar sprawdziæ, czy to, co pisze, jest prawd¹. Trzeba by³o siê ewakuowaæ. Czêœæ II Ojciec otrzyma³ wiadomoœæ, e Niemcy interesuj¹ siê osob¹, która pisze ch³opom wnioski o odszkodowanie dotycz¹ce fikcyjnych wydarzeñ. Postanowili wiêc owe wnioski sprawdzaæ. Trzeba by³o siê szybko ewakuowaæ z Sudo³u. Ojciec dosta³ siê na dworzec w Miechowie. Musia³ robiæ wra enie cz³owieka bardzo zatroskanego, poniewa podszed³ do niego zawiadowca stacji. Zapyta³ siê, czy dobrze siê czuje, sk¹d przyjecha³ i dok¹d siê udaje? Gdy dowiedzia³ siê o sytuacji jego i rodziny, natychmiast zaproponowa³ wyjazd do Starachowic, gdzie mieszka³ jego szwagier. Poda³ do niego adres. Szwagier zawiadowcy, p. Bohen, pracowa³ jako mistrz w zak³adach starachowickich. Ci ludzie okazali siê prawdziwymi patriotami. Ojciec zna³ doskonale niemiecki. Szuka³ pracy, miejscowy Arbeitsamt skierowa³ go do magistratu. Otrzyma³ pracê jako t³umacz. Zaraz po nas przyjecha³. Zamieszkaliœmy w Wierzbniku (dziœ stanowi to ju jedno miasto ze Starachowicami). W Starachowicach, jak i w ca³ym Œwiêtokrzyskiem, dzia³a³a partyzantka, a miejscowa ludnoœæ wspiera³a jej dzia³ania. Dochodzi³o do zamachów, aktów dywersji, ale i represji ze strony Niemców. Przypominam sobie zamach na szefa gestapo z Radomia. Zosta³ on zwabiony (jak siê póÿniej okaza³o) do miejscowego restauratora maj¹cego przy rynku restauracjê. W tym zamachu bra³ udzia³ kolega moich starszych sióstr, W³adys³awy i Genowefy, Bolek Papi. Zgin¹³ w czasie zamachu. W zamachu bra³ udzia³ wykwalifikowany egzekutor, a Papi by³ jego pomocnikiem. Po oddaniu pierwszego strza³u w kierunku Niemców, którzy wychodzili z restauracji, wywi¹za³a siê walka miêdzy Akowcami a Niemcami. Bolek Papi by³ cz³owiekiem niezwykle wra liwym i w czasie akcji zawaha³ siê w oddaniu strza³u; dlatego zgin¹³, bo Niemiec by³ szybszy. Szef gestapo zosta³ zraniony, a drugi Niemiec zgin¹³. Zw³oki Bolka Papiego by³y wystawione w kostnicy, bo Niemcy liczyli na to, e ktoœ przyjdzie i dowiedz¹ siê, kto zgin¹³. Wychodz¹c na akcjê Akowcy nie zabierali adnych dowodów to samoœci. Do kostnicy nikt z kolegów nie wszed³. Pogrzeb odby³ siê w obecnoœci urzêdników, a kwiaty dopiero potem potajemnie sk³adano. Bolek, rówieœnik moich sióstr, bywa³ w naszym domu. Ka de spotkanie - czy to imieniny, czy inna uroczystoœæ, koñczy³o siê œpiewem pieœni patriotycznych. My, wtedy jako ch³opcy, ja i kolega, staliœmy na czatach przed domem, by w razie czego ostrzec stukaniem w okno. Ojciec Bolka by³ znan¹ osobistoœci¹ w Starachowicach. Pamiêtam te egzekucjê w Wierzbinku. Niemcy œci¹gnêli przymusowo ludzi na rynek. Postawili tam szubienice i powiesili ok. dziesiêciu osób za udzia³ w ruchu oporu. Wisieli tam przez tydzieñ. Id¹c do koœcio³a (droga prowadzi³a przez rynek), omijaliœmy go i szliœmy bocznymi ulicami, by na to nie patrzeæ. Niedaleko nas mieszka³ Niemiec, Benzin, który krótko przed II wojn¹ osiedli³ siê w Starachowicach. Potem wyda³o siê, e by³ to szpieg niemiecki. Mia³ onê Polkê, która pochodzi³a z powiatu wolsztyñskiego. Ich syn by³ w wieku mojego m³odszego brata. Benzin z on¹ otworzyli w Wierzbinku restauracjê niedaleko dworca, naprzeciwko ksiêgarni pp. Lipko. AK wyda³o na Benzina wyrok œmierci. Zrobiono zasadzkê. Wieczorem, kiedy wychodzi³ z on¹ z restauracji, oddano seriê strza³ów, ciê ko rani¹c onê Benzina. Restaurator wyszed³ ca³o. Wyrok na Benzina zosta³ jednak wykonany w aptece, gdy przyszed³ po lekarstwa dla ony. Naprzeciw apteki by³o bardzo du e podwórko. Tam bawiliœmy siê. Widzia³em wychodz¹cych z apteki mê czyzn w jasnych, d³ugich p³aszczach. Za chwilê przyjecha³o gestapo. Dowiedzieliœmy siê póÿniej, e na rynku w skrzynce na piasek (a takie skrzynki sta³y przy domach) mieli schowane p³aszcze. Tak wiêc zamienili te jasne na ciemne. ona Benzina prze y³a i z synem przenios³a siê do dzielnicy niemieckiej. Pamiêtam te takiego mê czyznê - Polaka, którego kilka razy widzieliœmy, jak jecha³ na koniu w towarzystwie Niemców. I my, jako ch³opcy, postanowiliœmy te coœ zrobiæ. On mia³ motocykl, wiêc poprzecinaliœmy w motocyklu wszystkie przewody elektryczne. Uda³o nam siê. Uznaliœmy ten nasz wyczyn za bohaterski. Niedaleko nas mieszka³a rodzina Kierczyñskich z Poznania, których ojciec zgin¹³, ratuj¹c lotników brytyjskich str¹conych nad Polsk¹. Jego rodzina wysiedlona z Poznania mieszka³a niedaleko nas w Wierzbniku. Czêsto widziano u nich Niemców. Ale jak siê póÿniej okaza³o, to dziêki rodzinie Kierczyñskich uda³o siê wyrwaæ z r¹k Niemców kilku Polaków. Nie wypada siê chwaliæ, ale razem z koleg¹ Jerzym Jakobsem (obecnie mieszkaj¹cym w Kanadzie) przenosiliœmy broñ. Kiedyœ przenosiliœmy taœmê do karabinu maszynowego i jeszcze granaty. Cudem

41 str. 41 uniknêliœmy wpadki. Przenosiliœmy granat rosyjski, którego r¹czka przypomina³a æwiczebny granat niemiecki. W tym okresie chodzi³o siê w tzw. oficerkach, i mój kolega umieœci³ w cholewie koñcówkê granatu. Niemcy to zauwa yli i stwierdzili (na nasze szczêœcie), e jest to czêœæ od granatu æwiczebnego. Nie rewiduj¹c puœcili nas. Nie wiedzieli, e pozosta³¹ czêœæ niesiemy w kieszeniach. Taœmê i granat zanieœliœmy do pana Maliñskiego, który - tak jak mój ojciec - pracowa³ w magistracie. Czêœæ III Wspomina³em ju o pierwszych œwiêtach Bo ego Narodzenia na wysiedleniu. Do dziœ pamiêtam spêdzone pierwsze œwiêta w Starachowicach. Poniewa ojciec pracowa³ w magistracie, pozna³ wielu ludzi w Starachowicach. Jeden z miejscowych rzeÿników zaprosi³ nasz¹ rodzinê na pierwsze œwiêto do swojego domu. Tê,,wy erkê pamiêtam do dziœ. To mi przypomnia³o dom rodzinny i œwiêta w Wolsztynie. Byliœmy bardzo zdziwieni, gdy zobaczyliœmy na jode³ce suszone kie³baski. To budzi³o nasze zdziwienie i wzmaga³o apetyt. Mieliœmy psa irlandzkiego Setera i tu przed œwiêtami wielkanocnymi pies niezauwa ony zosta³ na noc w kuchni. Zjad³ nam smalec, który mia³ byæ rarytasem na œwiêta wielkanocne. Wyrok AK W s¹siedniej klatce naszego domu mieszka³a Polka, która przyjmowa³a Niemców w wiadomych celach. Z wyroku AK zosta³a któregoœ dnia zabita. Jak dowiedzieliœmy siê o zamachu, to myœleliœmy, e w tym by³ nasz udzia³, bo przenosiliœmy broñ. Byliœmy dumni, e walczyliœmy z wrogiem. Amunicjê zdobywaliœmy na bocznicy kolejowej, bo Niemcy transportowali j¹ na Wschód. Na rampie kolejowej Niemcy odpoczywali i amunicjê z kolegami kradliœmy. Byli tacy sprytni koledzy, e nawet potrafili zabraæ Niemcom broñ. Przypominam sobie, e u jednego Volksdeutscha nocowali Niemcy i jego syn, a nasz kolega, zabra³ dwa kartoniki amunicji do pistoletu rêcznego. Likwidacja getta Do dziœ pamiêtam likwidacjê getta w Wierzbniku. ydów pêdzili na dworzec. Szli jezdni¹, a po bokach konwojowali ich Niemcy. Potem na drodze le a³y walizki, porzucone rzeczy. Widok po opuszczeniu getta by³ przera aj¹cy. Widzieliœmy pomordowanych mê czyzn w jarmu³kach i w odœwiêtnych ubraniach i wiele dzieci z roztrzaskanymi cia³kami (mówiono, e Niemcy roztrzaskiwali niemowlêta o mur). Mê czyznom strzelali w ty³ g³owy. Widzia³em, jak z g³owy wyp³ywa³ mózg. Myœmy to widzieli. To by³o coœ przera aj¹cego. Le- eli w ka³u y krwi. Niemcy sprowadzili do rozprawienia siê z partyzantami w³asowców - skoœnookich. Za gwa³ty na kobietach polskich Akowcy wykastrowali kilku z nich, przywi¹zali ich do koni i wpêdzili do miasta. Pomaga³y Cygankom Ojciec, pracuj¹c w magistracie, postara³ siê o pracê dla dwóch swoich córek, W³adys³awy i Genowefy (zaanga owane w pracê konspiracyjn¹ AK). Siostry pracowa³y w magistracie w wydziale aprowizacji. Do ich obowi¹zków nale a³o wydawanie kartek ludziom przychodz¹cym z ksi¹ eczkami meldunkowymi, w których odnotowywa³y odebranie kartek ywnoœciowych. Któregoœ dnia do biura przysz³y Cyganki bez ksi¹ eczek meldunkowych. Podnios³y taki lament, p³aka³y. Siostry wyda³y im kartki (a póÿniej tak e im pomaga³y), nara aj¹c siê na niebezpieczeñstwo. Pomaga³y wielu osobom, fa³szuj¹c dokumenty. Dopiero po wojnie opowiedzia³y nam, jak Niemców na tych kartkach oszukiwa³y. Ju po wojnie, kiedy siostra Genia studiowa³a medycynê, to by³ 1948 r., a ja chodzi³em do liceum mechanicznego w Poznaniu, poszliœmy na obiad do restauracji. W trakcie obiadu, do lokalu wesz³a cygañska orkiestra wraz z kilkoma Cygankami. Nagle us³yszeliœmy krzyk: Nasza panienka! - zauwa y³y siostrê i powtarza³y: Nasza panienka! Okaza³o siê, e to by³y Cyganki, którym siostra dawa³a kartki na ywnoœæ podczas okupacji. Orkiestra zaczê³a graæ, a one œpiewaæ na jej czeœæ. Siostra by³a speszona wydarzeniem, a nawet zawstydzona, bo goœcie w lokalu zainteresowali siê nami, nie rozumiej¹c o co chodzi. Siostra bardzo szybko zakoñczy³a obiad i wyszliœmy. Wkroczenie Armii Czerwonej Doskonale te pamiêtam wkroczenie Armii Czerwonej. Kiedy o³nierze ju przeszli przez miasto, do nas zapuka³ jakiœ o³nierz maruder. Matka z radoœci, e koñczy siê wojna, przyjê³a go, poczêstowa³a zup¹, a ojciec da³ mu kieliszek wódki i papierosy, których przecie brakowa³o. o³nierz najad³ siê, wypi³ wódkê, a wychodz¹c, powiedzia³: Ot, bur- uje! Wtedy ojciec powiedzia³ do matki: Teraz wiem, co nas czeka. Do Wolsztyna wracaliœmy w wagonie wêglarce, która w po³owie by³a zadaszona (dach wykona³ wujek Ludwik). Podró trwa- ³a ca³y tydzieñ. Na dworcu w Poznaniu zobaczyliœmy, jak na peronie o³nierze Armii Czerwonej ucz¹ siê jeÿdziæ na rowerze. Wys³ucha³a Anna Domagalska GW 22/2007, 2,3/2008

42 str. 42 Wypêdzeni z Wolsztyna Od autora: Archiwa zawieraj¹ dokumenty, które zarejestrowa³y suche fakty i wydarzenia. Nie oddaj¹ one jednak doznanych odczuæ i prze yæ. Te zaœ tkwi¹ w ludzkiej pamiêci tym trwalej, im g³êbiej zapisa³y siê w sercu. Jednak pamiêæ ludzka bywa zawodna, a i tych, co mogliby siê podzieliæ swoimi wspomnieniami z ka dym dniem ubywa. Spieszmy siê zatem, aby zd¹ yæ przed chwil¹, nim odejdzie ostatni œwiadek tamtych wydarzeñ. Na szczêœcie yj¹ jeszcze nieliczni, pamiêtaj¹cy dobrze swoje prze ycia, które mia³y barwê krwi i s³ony smak daremnie wylanego potu. Dotyczy to równie i mnie. W swoich wspomnieniach zawar³em to, co sam widzia³em, s³ysza- ³em i prze y³em. W miarê wiernie, na przekór suchym faktom, stara³em siê tak e pokazaæ, jak ówczesne wydarzenia odczuwa³ i zapamiêta³ trzynastoletni ch³opiec. Zygmunt Poniedzia³ek dr nauk historycznych Niemieckie porz¹dki. Jedn¹ z form eksterminacyjnej polityki hitlerowskiego okupanta w stosunku do podbitej ludnoœci polskiej by³a akcja wyw³aszczeniowa. Wyw³aszczenie, czyli przymusowe pozbawienie dotychczasowego w³aœciciela jego nieruchomoœci, dokonywane by³o w trybie konfiskaty mienia i wi¹za³o siê z wysiedleniem. Pierwsza tego rodzaju masowa akcja mia³a miejsce w Wolsztynie i powiecie pod koniec listopada 1939 roku. W okresie tym wysiedleniem objêci zostali wszyscy wolsztyñscy przedsiêbiorcy i kupcy, wy si urzêdnicy Starostwa i Magistratu, s³u by mundurowe oraz znaczna czêœæ znanych ze swych patriotycznych przekonañ, rzemieœlników i nauczycieli. Ka dorazowa akcja wysiedleñcza, przeprowadzana zarówno w mieœcie jak i w terenie, by³a okryta œcis³¹ tajemnic¹. Przeprowadzano j¹ równoczeœnie w wielu punktach, w wyznaczonym dniu, we wczesnych godzinach rannych. Zaplanowane przez niemieck¹ administracjê na tak masow¹ skalê przedsiêwziêcie wymaga³o mobilizacji znacznej iloœci osób, a po wsiach równie przygotowania podwodów. W takim przypadku s³u by policyjno-administracyjne by³y wspomagane przez us³u ne, jak zwykle, oddzia³y SA. Przeprowadzana w listopadzie akcja wysiedleñcza by³a szczególnie okrutna i brutalna. Pozbawieni ca³ego dorobku yciowego wysiedleni wolsztynianie z niewielkim baga em podrêcznym konwojowani byli przez uzbrojonych andarmów i cz³onków SA do obozu w Komorowie k/wolsztyna. W obozie tym przetrzymywano ich do 5 grudnia. W tym pamiêtnym dniu ( tj. 5 grudnia 1939r. ), we wczesnych godzinach rannych, na bocznicê wolsztyñskiego dworca podstawiony zosta³ poci¹g z³o ony z wagonów przeznaczonych do przewozu byd³a. Kilka godzin póÿniej, w mieœcie, zaroi³o siê od umundurowanych cz³onków SA. Na zszokowanych niedawnymi wydarzeniami mieszkañców pad³ paniczny strach - Bêd¹ znowu wysiedlaæ - przekazywali sobie tê niepewn¹ wieœæ strwo eni wolsztynianie. Sytuacja wyjaœni³a siê, gdy umundurowane oddzia³y obstawi- ³y zwartym kordonem plac Koœciuszki oraz ulicê Gajewskich i Strzeleck¹. Jako dziesiêcioletni ch³opak, jak zwykle wszystkiego ciekaw, przedosta³em siê niepostrze ony przed sam plac Koœciuszki. Równie wielu Polaków z zaciekawieniem przygl¹da³o siê temu niecodziennemu szpalerowi, zadaj¹c sobie pytanie, do czego ma on s³u yæ? Niebawem roznios³a siê wieœæ i wszyscy dowiedzieli siê, e tym niezwyk³ym szpalerem andarmi pêdz¹ z Komorowa na stacjê kolejow¹ wysiedlonych wolsztynian. Potwierdzeniem tego by³ potê niej¹cy z ka d¹ chwil¹ gwar, okrzyki, nawo³ywania, g³oœny lament i p³acz. Wzmog³o siê równie podniecenie wœród tworz¹cych szpaler Niemców. Stali siê agresywni i zaczêli brutalnie usuwaæ znajduj¹cych siê w pobli u Polaków. W trosce o w³asne bezpieczeñstwo, usun¹³em siê dyskretnie w g³¹b ulicy Lipowej. Tam zasta³em strwo on¹ grupê mieszkañców, a wœród nich ciociê Franiê z ca³¹ jej rodzin¹. Po chwili ukaza³ siê naszym oczom przera aj¹cy widok. Obarczony walizkami, plecakami i pêkatymi workami, popêdzany przez uzbrojonych andarmów, przemieszcza³ siê t³um znanych wolsztyñskich obywateli. Zrezygnowani, zobojêtniali, rozgl¹dali siê na boki, a nu zobacz¹ znajom¹ osobê, poprzez któr¹ bêd¹ mogli przekazaæ wiadomoœæ swoim najbli szym o tym, co ich spotka³o. Temu smutnemu, niekoñcz¹cemu siê orszakowi towarzyszy³ p³acz oraz œciszone przekleñstwa, przygl¹daj¹cych siê z oddali, zdesperowanych wolsztynian. Przecie wœród deportowanych, nie wiadomo dok¹d wysiedleñców, rozpoznawano swoich najbli szych, do których nie mo na by³o siê zbli yæ, aby ul yæ im w niedoli. Mimo gro ¹cego niebezpieczeñstwa, wœród stoj¹cych mieszkañców ulicy Lipowej mo na by³o us³yszeæ pomruki oburzenia i nienawiœci dla okupanta a nawet spontaniczne wybuchy protestu. Gdyby groÿby i z³orzeczenia, które pod adresem Hitlera i jego oprawców wykrzykiwa³a jedna ze zgromadzonych tam mieszkanek, dotar³y jakimœ trafem do Niemców, to nie ogl¹da³aby ona ju nigdy tego œwiata. W podobny sposób na barbarzyñsk¹ nieprawoœæ reagowa³a wiêkszoœæ miejscowych Polaków. Tego rodzaju odczucie utrwali³o siê równie w mojej œwiadomoœci. Pierwsze, szcz¹tkowe wiadomoœci o dalszych losach wysiedlonych dotar³y do Wolsztyna oko³o œwi¹t Bo- ego Narodzenia. Z listów i kartek pocztowych przesy³anych do krewnych, przyjació³ i znajomych dowiedzieliœmy siê, e wysiedleni wolsztynianie zostali deportowani w g³¹b Generalnej Guberni, w okolice Siedlec i Soko³owa Podlaskiego, gdzie ich porzucono i sami musieli zadbaæ o w³asny los, o szansê prze ycia. Do domów i mieszkañ wysiedlanych wolsztynian wprowadzono osadników

43 str. 43 niemieckiego pochodzenia: z Rumunii, Besarabii, S³owenii i krajów nadba³tyckich. Akcja wysiedleñcza by³a równie kontynuowana w latach Wysiedlanych w tym okresie mieszkañców Wolsztyna wraz z ca³ymi rodzinami wywo ono, nie do Generalnej Guberni, a w g³¹b Niemiec, do rejonów przemys³owych, w których, na skutek przed³u aj¹cej siê wojny, wzmog³o siê zapotrzebowanie na sta³¹, tani¹ si³ê robocz¹. Tam wszyscy objêci obowi¹zkiem pracy byli zatrudniani w zak³adach zbrojeniowych, w przemyœle wydobywczym i przetwórstwie, w komunikacji i transporcie, w budownictwie, a w okresie masowych bombardowañ przy odgruzowywaniu miast i zak³adów. O spowodowaniu akcji wysiedleñczej w mieœcie niew¹tpliwie zadecydowa³y czynniki ekonomiczne. W Wolsztynie bowiem rozpoczêto budowê du ych zak³adów drzewnych przez firmê Hoyer-Holzbau, w zwi¹zku z czym wzros³o, tu na miejscu, zapotrzebowanie na sta³¹ si³ê robocz¹. Odt¹d ka dy, kto podj¹³ wskazan¹ przez Arbeitsamt pracê w niemieckim przedsiêbiorstwie, czu³ siê bezpiecznym - chocia nie tak do koñca! Znane s¹ mi przypadki, e równie i ta grupa pracowników by³a eksmitowana ze swoich domów lub okazalszych mieszkañ do lokali zastêpczych na peryferiach miasta lub okolicznych wioskach. Rodziny, w sk³ad których wchodzili cz³onkowie w podesz³ym wieku, którzy nie posiadali ju sta³ego zatrudnienia w odrêbie miasta lub najbli szej okolicy oraz dzieci, by³y eksmitowane do najbardziej oddalonych zak¹tków powiatu. Te kryteria pasowa- ³y, jak ula³, do mojej rodziny. Jedynym zdolnym do podjêcia pracy móg³ byæ nasz ojciec, którego jednak przy nas nie by³o, gdy pierwszym po wybuchu wojny transportem zosta³ deportowany w g³¹b Niemiec do przymusowej pracy. Babcia, osoba w podesz³ym wieku, obowi¹zkowi pracy ju nie podlega³a. Dotyczy³o to równie naszej mamy, która i tak mia³a wystarczaj¹co du o pracy, opiekuj¹c siê trójk¹ ma³oletnich dzieci. Rodzice moi posiadali wzniesiony tu przed wojn¹ przy ulicy Nowej, w³asny domek, w którym dotychczas zamieszkiwaliœmy. Trwa³o to do czasu zakoñczenia budowy zak³adów drzewnych nazywanych powszechnie Hoyerem. Do uruchomienia produkcji i jej nadzoru sprowadzono z g³êbi Niemiec, wraz z rodzinami, znaczn¹ grupê in ynieryjno-techniczn¹. Dla jej zakwaterowania w³adze miasta przeznaczy³y domy jednorodzinne usytuowane przy ulicy Nowej, Polnej i Krêtej. Tote niebawem wysiedlono z tych domów wszystkich polskich w³aœcicieli, wprowadzaj¹c na ich miejsce rodziny hoyerowskich fachowców. Przy ulicy Nowej, w rêkach polskiego w³aœciciela, osta³ siê jeszcze tylko nasz domek. Wiadomym by³o, e przy kolejnym nap³ywie niemieckich pracowników los nasz zostanie przes¹dzony. Nie trzeba by³o na to d³ugo czekaæ. Wyjazd z Wolsztyna Pod koniec stycznia 1942 roku niespodziewanie odwiedzi³ nas urzêdnik magistracki. Mamy nie by³o wtedy w domu, a babcia krz¹ta³a siê gdzieœ po obejœciu. Urzêdnik spojrza³ na nas, bawi¹cych siê przy stole wycinanymi z kartonu niemieckimi o³nierzykami, burkn¹³ coœ po niemiecku, a nie uzyskawszy odpowiedzi, zabra³ siê skwapliwie do penetracji mieszkania. Na pocz¹tku obejrza³ izby, potem zajrza³ do piwnicy i na strych, odnotowa³ coœ pospiesznie w notesie i wyszed³ tak nagle, jak i przyby³. Oddalaj¹cego siê urzêdnika zauwa- y³a babcia, która póÿniej stara³a siê od nas wydobyæ: kto to by³?, o co pyta³? i czego chcia³? Niewiele na ten temat mogliœmy jej powiedzieæ. Ale te nieprzypadkowe odwiedziny niemieckiego urzêdnika zasia³y u niej du y niepokój. Czy to nie ma czasem zwi¹zku z wysiedleniem? Obawy babci potwierdzi³a mama, gdy powróci³a z zakupów. Pods³ucha³a ona w sklepie szokuj¹c¹ wiadomoœæ, e oto do Wolsztyna przybywa kolejna grupa rodzin, których cz³onkowie ju pracuj¹ w nowo uruchomionych zak³adach Hoyera Dla nich Magistrat pospiesznie szuka stosownych mieszkañ, a to z pewnoœci¹ wi¹ e siê z fal¹ kolejnych wysiedleñ. Zatem wyjaœni³o siê, jaki cel przyœwieca³ niepo ¹danej wizycie urzêdnika. Nale a³o wiêc byæ przygotowanym na najgorsze. Nasza babcia - kobieta przezorna - aby nie daæ siê zaskoczyæ, przygotowa³a zawczasu worki, do których zamocowa³a kartonowe plakietki z adresem. Na noc zaœ, poœrodku sto³u, stawia³a gromnicê, a obok k³ad³a zapa³ki. Gromnica, mimo e wi¹ e siê z symbolik¹ koœcieln¹, w przypadkach losowych stanowi³a równie awaryjne Ÿród³o œwiat³a. Dla wiêkszoœci wolsztynian, powszechnie u ywanym Ÿród³em œwiat³a, równie i naszym, by³a lampa naftowa. W okresie okupacji zakup nafty, podobnie jak równie innego opa³u, by³ limitowany, a otrzymany przydzia³ wystarcza³ jedynie na ograniczony czas. Tote w d³ugie jesienno-zimowe wieczory oszczêdza³o siê nafty i wêgla, chodz¹c bardzo wczeœnie spaæ. Sam nigdy nie mia³em problemu z zasypianiem. Gorzej by³o z moim m³odszym rodzeñstwem, które podczas dnia wysypia³o siê do woli, wiêc trudno by³o je sk³oniæ, aby z chwil¹ zapadniêcia zmroku, na yczenie, zasypiali. Tote najczêœciej, bardzo d³ugo marudzili, nie pozwalaj¹c zasn¹æ pozosta³ym cz³onkom rodziny. Tak te by³o tej pamiêtnej nocy. Nasze maleñstwa by³y wtedy wyj¹tkowo niesforne. Gdy wreszcie, znu one, posnê³y i pokój zaleg³a upragniona cisza, ogarnê³a mnie b³oga sennoœæ. Nie wiem, jak d³ugo spa³em, przebudzi³ mnie jakiœ g³uchy ³omot, gwar, rozmowy i tupot podkutych butów. Kiedy oprzytomnia³em, mama ju by³a na nogach. W wielkim zdenerwowaniu szuka³a zapa³ek, które z przyzwyczajenia zawsze k³ad³a na stoliku w pobli u ³ó ka. Wtedy jednak nie mog³a ich znaleÿæ. Ha³as narasta³, a kiedy wreszcie mamie uda³o siê zapaliæ lampê naftow¹, da³ siê s³yszeæ gromki, rozkazuj¹cy, g³os: Aufmachen, sofort aufmachen. Kiedy zdenerwowanej mamie uda³o siê spe³niæ z³owieszczy rozkaz, w drzwiach ukaza³a siê ros³a postaæ niemieckiego andarma, który bez adnego wyjaœnienia, wtargn¹³ do mieszkania, powêszy³ po izbie, po czym wyj¹³ z aktówki jak¹œ listê, popatrzy³ z góry na nas przestraszonych i przyst¹pi³ do rutynowych czynnoœci. Najpierw usta-

44 str. 44 G³os Wolsztyñski li³ nasz¹ to samoœæ, potem stanowczym tonem oznajmi³, e musimy natychmiast opuœciæ ten dom i jesteœmy wyeksmitowani do miejscowoœci Marienhein. Wolno nam zabraæ jedynie odzie i najniezbêdniejsze przedmioty, a na to pozostanie nam trzydzieœci minut czasu. Po tych s³owach skierowa³ siê ku drzwiom i wyszed³. Wychodz¹c z kuchni, potkn¹³ siê o próg, a czubkiem he³mu zaczepi³ o górn¹ obudowê drzwi. W rezultacie, tak charakterystyczne dla niemieckiego andarma, nakrycie g³owy znalaz³o siê niespodziewanie na jego ramieniu. Ju mia³ coœ niestosownego z siebie wyrzuciæ, gdy wzrok jego zatrzyma³ siê na komodzie, gdzie porozstawiane by³y pami¹tkowe zdjêcia. Zw³aszcza, zaintrygowa³o go zdjêcie oficera niemieckiej gwardii cesarskiej w galowym mundurze.,,kto to jest? - zapyta³ zdumiony. Mama milcza³a nie mog¹c jeszcze och³on¹æ po tym, co przed chwil¹ us³ysza³a, wiêc z odpowiedzi¹ pospieszy³a babcia, wyjaœniaj¹c, e zdjêcie przedstawia jej syna, który poleg³ w 1916 roku w bitwie pod Verdun. Widocznie to, co us³ysza³, nie bardzo do niego dotar³o, bo z niedowierzaniem raz jeszcze popatrzy³ na zdjêcie i na nas przestraszonych, po czym, uda³ siê pospiesznie na podwórko, gdzie oczekiwa³ go jego kolega. Tymczasem mama zd¹ y³a ju och³on¹æ, a mimo to wszystko nadal lecia³o jej z r¹k. Nie wiadomo by³o od czego zacz¹æ. Czy najpierw przebudziæ dzieci i je nakarmiæ, czy rozpocz¹æ pakowanie? Mnie to nie dotyczy³o. By³em na tyle ju samodzielny, e sam zadba³em o siebie i swój dobytek. Gorzej by³o z moim m³odszym rodzeñstwem. Mamie z trudem uda³o siê je zbudziæ, co nie obesz³o siê bez p³aczu i zrzêdzenia. Jak rozespanym maluchom wyt³umaczyæ, co nas spotka³o? Dlaczego ich siê tak wczeœnie budzi i dlaczego wszyscy s¹ tacy poddenerwowani? Najbardziej z nas opanowan¹, odporn¹ na stresy, okaza³a siê nasza babcia. Ona to przejê³a inicjatywê i zadecydowa³a, aby mama zajê³a siê dzieæmi, spróbowa³a je nakarmiæ a przede wszystkim ciep³o przyodziaæ. Powinna równie przyrz¹dziæ po ywienie dla nas na drogê. Przecie nie wiedzieliœmy, ile czasu zajmie nam podró i czego na nowym miejscu mo emy oczekiwaæ. Wymieniona przez andarma nazwa miejscowoœci, do której mieliœmy byæ deportowani, nic nam nie mówi³a. Zapytaæ siê go, gdzie ta miejscowoœæ siê znajduje, nikt z nas nie mia³ odwagi. Czy jest ona po³o ona na terenie Polski czy w Niemczech? Ta niepewnoœæ drêczy³a mamê najbardziej. Tak czy owak trzeba by³o liczyæ siê z najgorszym. Zgodnie z postanowieniem babci mnie wypad³o pomagaæ mamie przy pakowaniu odzie y i sprzêtów. Upycha- ³em wiêc do worków jak popad³o: pierzyny, poœciel, odzie. Sz³o to jednak bardzo opornie, a czas ucieka³. Jeszcze nie uporaliœmy siê z po³ow¹ rzeczy, gdy dobieg³ nas odg³os kó³ wozów. Z Wolsztyna do Mariankowa To nadjecha³y podwody. Ile ich by³o, nie sprawdzi³em. Jeden z wozów zatrzyma³ siê przed naszym domem. Wiadomo, e by³ przeznaczony dla nas i naszego skromnego dobytku. Przez uchylone drzwi dociera³y odg³osy rozmowy. Po chwili ukaza³ siê w drzwiach znajomy andarm, a za nim zarysowa- ³a siê sylwetka barczystego mê czyzny. W nik³ym œwietle migoc¹cej lampy postaæ ta wyda³a siê jakaœ znajoma i nie myli³em siê. By³ to powszechnie znany i szanowany rybak Ksawery Pluczak, który obok rybo³ówstwa, prowadzi³ w Karpicku niewielkie gospodarstwo rolne. Jego to, miêdzy innymi, w³adze magistrackie wyznaczy³y do transportu wysiedlonych w tym dniu mieszkañców miasta. Od p. Pluczaka dowiedzieliœmy siê, e miejscem naszej deportacji jest wieœ Mariankowo po³o ona wœród lasów na krañcu powiatu i jak dobrze pójdzie, to tam dojedziemy w godzinach popo³udniowych. To jednak w niczym nie z³agodzi³o ponurego nastroju ca³ej sytuacji. Pocieszeniem natomiast móg³ byæ zadziwiaj¹co przyjazny, wzglêdem nas, stosunek niemieckiego andarma. Dziwne, co go tak nagle odmieni³o? Czas przeznaczony na nasz¹ eksmisjê ju dawno min¹³, a on nie ponagla? Przeciwnie, najwyraÿniej nadal by³ zaintrygowany zdjêciem cesarskiego oficera i tym, co na ten temat us³ysza³ od naszej babci. Tym razem do rozmowy w³¹czy³a siê mama. Od niej dowiedzia³ siê, e jej rodzina mieszka³a na terenie Westfalii i tam ukoñczy³a szko³ê i spêdzi³a dzieciñstwo, i e tam nadal mieszkaj¹ jej krewni. To wyjaœni³o mu po czêœci doskona³¹ znajomoœæ przez mamê i babci¹ jêzyka niemieckiego. Na zapytanie, co sk³oni³o jej rodziców, e znaleÿli siê w tym mieœcie, otrzyma³ przekonywuj¹c¹ odpowiedÿ. Sta³o siê tak dlatego, e rodzice jej nie przyjêli niemieckiego obywatelstwa, gdy byli Polakami. Zatem skoro dotar³a do nich wiadomoœæ, e powsta³a Polska, w 1918r. bezzw³ocznie powrócili do kraju, w swoje rodzinne strony. Tak wiêc, zd¹ yliœmy bez nadmiernego zdenerwowania i poœpiechu spakowaæ swój dobytek i umieœciæ go na wozie. Obok worków i podrêcznego sprzêtu na wozie ulokowano mamê z m³odszymi dzieæmi. Ja z babci¹, aby nie obci¹ aæ ju tak nadmiernie prze³adowanego pojazdu, szliœmy piechot¹. Zmuszeni zostaliœmy przez nieludzkie prawo i barbarzyñsk¹ ideologiê do opuszczenia w³asnego domu, w którym prze yliœmy tyle przyjemnych chwil, do porzucenia œrodowiska, gdzie znany by³ ka dy zak¹tek, ulica, drzewo, a nawet przydro ny kamieñ, gdzie pozostali koledzy, z którymi chodzi³o siê do szko³y i kopa³o szmacian¹ pi³kê. To wszystko minê³o bezpowrotnie. Nie trudno równie odgadn¹æ, co wtedy odczuwa³y moja mama i babcia, gdy po raz ostatni spojrzenie ich pada- ³o na opuszczony dom. Przecie w nim tkwi³ dorobek ca³ego ycia moich rodziców i dziadków. Trudno by³o i mnie opanowaæ wzruszenie, gdy us³ysza³em zgrzyt obracanego w zamku klucza, który po tym znalaz³ siê w kieszeni niemieckiego andarma. Czy wówczas dotar³o do jego œwiadomoœci to, co siê przed chwil¹ wydarzy³o? Czy zauwa y³ sprzecznoœæ miêdzy tym, co us³ysza³ od mojej mamy, a niechlubn¹ misj¹ jak¹ przysz³o mu wype³niæ? To ju pozostanie zagadk¹. Szarza³o, kiedy opuszczaliœmy Wolsztyn, kieruj¹c siê szos¹ wzd³u parku w kierunku Karpicka. Koñ, szkapina mizerna z trudem radzi³ sobie z prze-

45 str. 45 ci¹ onym wozem, turlaj¹cym siê po nierównym bruku tzw. kocich ³bach. Obok wozu, trzymaj¹c siê k³onicy, ociê ale kroczy³ pan Pluczak. Za wozem pod¹ a³a moja babcia, niewiasta zaawansowana ju wiekowo. Wiadomo by³o, e d³ugo tak nie wytrzyma i bêdzie zmuszona przysi¹œæ siê na wóz. Na razie trzymaj¹c siê rozwory stara³a siê dorównaæ kroku koniowi. Ja zaœ szed³em w pewnym oddaleniu od wozu, poboczem drogi. Zadanie mia³em utrudnione, gdy taszczy³em dosyæ ciê ki jak na swój wiek tornister wy³adowany ulubionymi ksi¹ kami, przyborami szkolnymi i innymi, nie wiadomo do czego przydatnymi rzeczami. Za mn¹ zaœ pod¹ a³ niestrudzenie andarm, prowadz¹c rower z przytroczonym do ramy karabinem. Za Karpickiem skrêciliœmy w lewo, w drogê poln¹, wyboist¹, wiod¹c¹ do Ruchockiego M³yna. Dot¹d droga by³a mi znana. Nieraz do tego malowniczego zak¹tka, pod koniec roku szkolnego odbywaliœmy z naszym wychowawc¹ piesze wycieczki. Dalej jednak ju zaczyna³a siê dla mnie ziemia nieznana. Z trwog¹ wiêc patrzy³em przed siebie, w tê ciemn¹, bezkresn¹ dal, zamkniêt¹ zewsz¹d lasem. Kiedy ju zw¹tpi³em, czy uda mi siê doczekaæ koñca tego monotonnego krajobrazu, na horyzoncie zamajaczy³a jasna, rozleg³a przestrzeñ. Przed nami ukaza³a siê wieœ Tuchorza Nowa. Kiedy mijaliœmy pierwsze zabudowania, zza chmur wyjrza³o s³oñce. Wtedy dotar³o do mnie, e mamy dzieñ 2 lutego, Œwiêto Matki Boskiej Gromnicznej. Przypomnia³em sobie wówczas powtarzane nieraz przez moj¹ babciê ludowe porzekad³o Gdy Matka Boska Gromniczna zaœwieci, to wilk od zagrody do lasu poleci. Las ju by³, zagroda by³a i s³oñce œwieci³o, tylko wilka brakowa³o. Mo e to by³ wilk ten w mundurze, który krok w krok za nami pod¹ a³? Chyba nieco przesadzi³em z tym porównaniem andarma do wilka. Mo e on nie by³ a tak z³y, gdy ju raz okaza³ nam ludzkie uczucie. Na leœnej drodze ka³u e by³y zamarzniête. Teraz pod wp³ywem s³oñca powstawa³y rozleg³e bajora. Skrzypi¹ce podejrzanie od pewnego czasu, tylne prawe ko³o niespodziewanie rozsypa³o siê. Skutek by³ op³akany. Czêœæ sprzêtów zsunê³a siê z wozu i pospada³a w b³oto. Spotka³o to równie moj¹ mamê, która z dzieæmi na kolanach znienacka znalaz³a siê na ziemi. Mamie i dzieciom na szczêœcie nic siê nie sta³o. Gorzej by³o z ko³em, które nie nadawa³o siê ju do dalszego u ytku. Zasz³a zatem koniecznoœæ poszukania ko³a zastêpczego. W tym celu woÿnica uda³ siê bezzw³ocznie do najbli szego gospodarza. Oprócz ko³a, nale a³o przyprowadziæ kilku mê czyzn, którzy by pomogli podnieœæ wóz z ziemi i przysposobiæ go do dalszej drogi. Czas ucieka³, zi¹b zaczyna³ nam doskwieraæ, a naszego woÿnicy nie by³o widaæ. Kiedy wreszcie powróci³, zdesperowany, bez ko³a i ludzi, do akcji wkroczy³ nasz andarm. Udali siê ponownie do tych samych gospodarzy. Nie wiem jakich argumentów u yto, ale to na pewno dziêki andarmowi, uda³o siê zdobyæ potrzebne ko³o i sprowadziæ niezbêdnych ludzi. Dalsza droga wiod³a wœród pól i rosochatych wierzb. Wszêdzie wyboje i pe³no b³ota. Z tej to przyczyny droga stawa³a siê niezmiernie uci¹ liwa. W b³ocie grzêz³y nie tylko ko³a, ale i nasze stopy. Na szczêœcie nie trwa³o to zbyt d³ugo. Przed nami kolejna wieœ, Boruja. Tu, od napotkanego przechodnia, nasz woÿnica dowiedzia³ siê, e do Mariankowa jest ju niedaleko i e oko³o po³udnia do tej wsi eskortowano jak¹œ wysiedlon¹ rodzinê. Bezzw³ocznie ruszamy w dalsz¹ drogê. Przed nami niewielki las, a za lasem otwarta przestrzeñ, na której roz- ³o y³a siê wieœ Mariankowo. Jaka ulga, e to ju koniec naszej mordêgi. Przebyte kilometry, niedospana noc i obola³e stopy dawa³y siê we znaki. Przy pierwszych zabudowaniach zarz¹dzono postój. Nasz nieod³¹czny andarm na krótko oddali³ siê i znikn¹³ za zwartym op³otowaniem najbli szego gospodarstwa. Po chwili powróci³ w towarzystwie niem³odej kobiety, która mu coœ z przejêciem t³umaczy³a, a rêk¹ wskazywa³a kierunek. Wys³uchawszy jej uwa nie, wsiad³ pospiesznie na rower i uda³ siê we wskazanym kierunku. Kobieta, któr¹ przed chwil¹ poznaliœmy by³a Polk¹, on¹ miejscowego gospodarza, przed którego domem siê zatrzymaliœmy. Ona nas poinformowa³a, e konwojuj¹cy nas andarm uda³ siê po so³tysa. Pani Koz³owa, bo tak brzmia³o nazwisko naszej rozmówczyni, okaza³a siê kobiet¹ wyrozumia³¹, wspó³czuj¹c¹ naszej niedoli, a szczególnie wiele troski okaza³a dzieciom. Zaprosi³a nas do domu, poczêstowa³a kaw¹ zbo ow¹, a dla dzieci przygotowa³a po kubku ciep³ego mleka. Ona to poinformowa³a nas, e przywieziona do tej wsi rodzina pochodzi z Wolsztyna. Kto to mo e byæ?, nie dawa³o mi od tej chwili spokoju. Niebawem powróci³ nasz andarm w towarzystwie so³tysa. Ten ostatni przej¹³ od razu inicjatywê. Obejrza³ nas pobie nie, uœmiechn¹³ siê zagadkowo pod roz³o ystym w¹sem, po czym skierowa³ nasz wóz na podwórze s¹siedniego gospodarstwa. Nadci¹ga³ zmierzch, wiêc nale a³o pospieszyæ siê z roz³adunkiem. Przecie naszego woÿnicê czeka³a daleka droga powrotna. Najbardziej pilno by³o naszemu andarmowi. Wyj¹³ z aktówki jakieœ dokumenty, które poœpiesznie wrêczy³ so³tysowi. Nastêpnie po egna³ siê z nim, w stronê babci skin¹³ g³ow¹, wsiad³ na rower i wkrótce znikn¹³ za zakrêtem. Ca³y nasz dobytek zosta³ pospiesznie z³o ony do sieni. Po czym us³yszeliœmy g³oœne do widzenia i turkot oddalaj¹cego siê wozu. Równie so³tys, dope³niwszy swoich formalnoœci, te siê niepostrze enie oddali³. Zostaliœmy wiêc sami z porozrzucanymi tobo³kami, nie wiedz¹c co dalej robiæ. Niebawem siê œciemni³o, dlatego w pierwszej kolejnoœci nale a³o przygotowaæ pos³anie, aby u³o yæ do snu dzieci. Przyda³oby siê przyrz¹dziæ coœ do jedzenia. Przecie ca³y dzieñ nie mieliœmy nic konkretnego w ustach. Piec by³, ale jak stwierdziæ czy jest sprawny gdy nie ma w nim czym rozpaliæ. Wtedy mog³em przekonaæ siê naocznie, co to znaczy polska solidarnoœæ. Gdy zrozpaczona mama z babci¹ rozwa a³y co robiæ, nagle uchyli³y siê drzwi i do pokoju wesz³a nasza s¹siadka ze swoj¹ córk¹ Monik¹, które przy-

46 str. 46 identyczne pomieszczenia, z³o one z izby i komory. Ca³oœæ pokrywa³ ogromny dach kryty strzech¹. Taka s³omiana kopa i œciany pokryte terem wywiera³y na nas, nie obeznanych z tego rodzaju budownictwem, przygnêbiaj¹ce wra enie. Dom w Mariankowie Tymczasem nasza nios³y w koszyku pó³misek paruj¹cych mama wraz z babci¹ rozmyœla³y, jak zagospodarowaæ tak skromnym sprzêtem jeszcze ziemniaków, twaróg i dzbanek gor¹cej kawy. Jak e to skromne po ywienie darowane ze szczerego serca podjê³o to im zbyt wiele czasu, gdy oko³o to nowe mieszkanie. Widocznie nie zabudowa³o nas fizycznie i duchowo. po³udnia mama nagle zaproponowa³a, Zziêbniêci i g³odni mogliœmy wreszcie abym uda³ siê z ni¹ do wsi, by sprawdziæ, co to za rodzinê przywieziono spokojnie spo yæ coœ ciep³ego i popiæ gor¹c¹ kaw¹. Byliœmy im za to niezmiernie wdziêczni. przed nami z Wolsztyna. Nie by³o to trudne, gdy ju pierwsza napotkana osoba skwapliwie wska- Od p. Koz³owej dowiedzieliœmy siê, e zostaliœmy wprowadzeni do gospodarstwa poniemieckiego, które dotychczasowy w³aœciciel Rausch opuœci³, gdy padaj¹c¹ siê ruderê. W takim obiekza³a nam na po³o on¹ poœrodku wsi roz- zosta³ zawiadowc¹ stacji kolejowej w cie umieszczono przywiezionych przed Stefanowie, gdzie przej¹³ równie dom nami wysiedleñców, którymi okaza³a siê wraz z gospodarstwem, po wysiedlonym mieszkañcu tamtej wsi. która w Wolsztynie mieszka³a przy uli- znana nam dobrze rodzina PaŸdziorów, Nazajutrz skoro œwit wybra³em siê z cy Polnej. Ich dom w Wolsztynie, podobnie jak i nasz zosta³ równie prze- moim m³odszym bratem Czesiem na penetracjê najbli szego otoczenia. Dla kazany niemieckim osadnikom. mnie i m³odszego rodzeñstwa nowe œrodowisko okaza³o siê bardzo atrakcyj- Nie byliœmy w tej wsi jedynymi wysiedleñcami. W okresie póÿniejszym ne. Rozleg³e podwórze, na którym mo na by³o pograæ w pi³kê, zabudowania gospodarcze, które stanowi³y siedleñców, a wœród nich dwie rolnicze przywieziono pod eskort¹ dalszych wy- doskona³e schronienie przy zabawie w rodziny z Kêb³owa pp. Bramborów i chowanego, a przede wszystkim przep³ywaj¹ca obok rzeczka, jeszcze pokryta terowano w drugiej czêœci zajmowane- Mruga³ów. Tê ostatni¹ rodzinê zakwa- lodem, na której urz¹dziliœmy sobie znakomit¹ œlizgawkê. W drodze powrotnej mog³em dok³adgo przez nasz¹ rodzinê budynku. Szkoda, e moje uczestnictwo w tych niej przyjrzeæ siê wsi. Mariankowo, zabawach tak prêdko siê skoñczy³o. przemianowanej przez okupanta na Marienhein. By³a to miejscowoœæ niewiel- Najbardziej atrakcyjnym obiektem tego gospodarstwa okaza³ siê dom mieszkalny. By³a to typowa wiejska cha- ka i uboga, usytuowana wœród lasów. ³upa, zbudowana z ociosanych bali, Nie by³o tu poczty, telefonu, szko³y, sk³adanych na zr¹b i uszczelnionych sklepu, koœcio³a i cmentarza. mchem. Poœrodku, za g³ównym wejœciem by³a sieñ, a za ni¹ kuchnia, sk¹d przysz³o nam odt¹d yæ. W takich warunkach i œrodowisku dodatkowe drzwi wiod³y do ogrodu. Po obu stronach sieni znajdowa³y siê Na s³u bie u bauera W okresie okupacji hitlerowskiej yæ - znaczy³o pracowaæ na rzecz Wielkich Niemiec. Realizacjê takiego pojêcia pracy gwarantowa³o okupacyjne prawodawstwo, które w stosunku do ludnoœci podbitej by³o bezwzglêdne. Nad urzeczywistnieniem tego prawa czuwa³ Arbeitsamt. Obj¹³ on swoj¹ ewidencj¹ wszystkich Polaków od 13- go do 65 roku ycia, bez wzglêdu na p³eæ. Od tej pory osoby zewidencjonowane podlega³y obowi¹zkowi przymusowej pracy i w miarê potrzeby by³y przez ten urz¹d kierowane do wyznaczonych zak³adów przemys³owych lub gospodarstw rolnych. Wœród dokumentów, przekazanych przez andarma so³tysowi, dotycz¹cych nas, znajdowa³y siê pisma wystawione przez wolsztyñski Arbeitsamt. Zgodnie z decyzj¹ tego urzêdu przekazano mnie do sta³ej, przymusowej pracy w gospodarstwie rolnym u Niemca Wilhelma Fischera. Mamê moj¹ natomiast przeznaczono do prac sezonowych na roli u miejscowych Niemców. W zakresie tego rodzaju obowi¹zków praca jej by³a wykonywana g³ównie w okresie pilnych prac polowych, jak niwa, przy koszeniu zbo a i om³otach, sianokosy, wykopki ziemniaków i buraków, plewienie warzyw i sprzêt lnu. Inaczej okreœlony zosta³ mój stosunek do pracy. Mnie potraktowano jako pracownika sta³ego, który swoje obowi¹zki by³ zmuszony wykonywaæ pod przymusem, w wyznaczonym gospodarstwie i na rzecz okreœlonego pracodawcy. Moim pracodawc¹, któremu zosta³em podporz¹dkowany, by³ wspomniany ju Wilhelm Fischer. Prowadzi³ on gospodarstwo œredniotowarowe w oparciu o grunty w³asne i grunty zagrabione po wysiedlonych z tej wsi rolnikach: Raczkowskim i Kasprowskim. W gospodarstwie tym, o ³¹cznym obszarze gruntów ok. 50 ha, podstawowy potencja³ ludzki tworzy³o dwóch zdatnych do pracy fizycznej cz³onków rodziny i jeden parobek. Nie trzeba byæ znawc¹, aby zauwa- yæ, e prowadzenie gospodarstwa o tak znacznym areale, przy tak nik³ym sta-

47 str. 47 nie osobowym, by³o niemo liwe. Dlatego w bardzo szerokim zakresie, do wszystkich niemal robót w polu i gospodarstwie wykorzystywano osoby z zewn¹trz. Do udoju np. anga owano córkê wysiedlonego z Kêb³owa rolnika Brambora: Jadwigê i mieszkaj¹c¹ w s¹siedztwie p. Nowakow¹. Podstawowy jednak ciê ar prac i obowi¹zków spoczywa³ na pracownikach sta³ych parobkach. W chwili podjêcia pracy u Fischerów mia³em ukoñczonych 13 lat i 5 miesiêcy. By³em zatem jeszcze dzieckiem, wprawdzie wyroœniêtym, ale fizycznie s³abym. Tote z pocz¹tku by³em anga- owany do prostych zajêæ gospodarskich, jak: pilnowanie krów pas¹cych siê na pastwisku, dogl¹danie drobiu, porz¹dkowanie stajni, obory i chlewni oraz przygotowywanie karmy dla trzody chlewnej. Ponadto do moich obowi¹zków nale a³o dostarczanie wody do kuchni, przygotowywanie opa³u i œwiadczenie innych jeszcze drobnych prac w obrêbie gospodarstwa i domu. W zwi¹zku ze sprawowaniem przez mojego gospodarza urzêdu so³tysa, by- ³em równie wykorzystywany do za³atwiania ró nych pos³ug jak: roznoszenie og³oszeñ, nadawanie i odbieranie przesy³ek pocztowych, rozwo enie korespondencji wœród miejscowych Niemców, czy dostarczanie pism do Urzêdu Gminy w Siedlcu. Bardzo czêsto by³em równie anga- owany do transportu nabia³u i warzyw dla córek Fischera, które mieszka³y w Wolsztynie i Zb¹szyniu. Wszystkie wymienione przeze mnie prace by³y wykonywane na rzecz rodziny Fischerów nieodp³atnie. Za œwiadczon¹ pracê otrzyma³em jedynie marne wy ywienie, a czasem jakiœ znoszony przyodziewek. W podobny sposób byli traktowani pozostali, anga owani do prac doraÿnych, pracownicy. Nie widzia³em, aby wobec tak ewidentnego wyzysku, mój gospodarz odczuwa³ jakieœ skrupu³y czy za enowanie. Pozycja moja w hierarchii zatrudnienia wzros³a z chwil¹ ukoñczenia 14 roku ycia i otrzymania Arbeitsbuchu. Sta- ³em siê wtedy doros³ym, zdatnym do wykonywania bardziej odpowiedzialnych prac, za co przys³ugiwa³o mi comiesiêczne wynagrodzenie w wysokoœci 5 marek. W zwi¹zku z tym wzrós³ znacznie zakres moich dotychczasowych obowi¹zków. Przede wszystkim wyd³u y³ siê mój czas pracy. Dotychczas udawa³o mi siê czêsto po wykonaniu wszystkich na³o onych na mnie czynnoœci, nocowaæ w domu, przy rodzinie. Teraz by³o to niemo liwe, wiêc zaj¹³em pomieszczenie adaptowane do zamieszkania w budynku inwentarskim, które do niedawna zajmowa³ dotychczasowy parobek Kazio. Do sto³u zasiadaliœmy oddzielnie, a nasze menu ogranicza³o siê do bardzo prostych i jednostajnych potraw. Rano najczêœciej podawano nam zupê makow¹ lub mleczn¹ polewkê, z dowoln¹ iloœci¹ ziemniaków. Obiad sk³ada³ siê w zasadzie ( z wyj¹tkiem niedziel i œwi¹t ) z jednego dania, z przys³owiowego Eintopfu. Na kolacjê serwowano nam po dwie kromki chleba posmarowanego marmolad¹, któr¹ wysma ano z cukrowego syropu z dodatkiem dyni i buraków æwik³owych. Niezrozumia³e dla mnie by³o tak poni aj¹ce traktowanie naszej godnoœci. Przecie w gminnym rejestrze mieszkañców zostaliœmy zaliczeni w poczet rodziny Fischerów i z tej racji pobierano na nas kartki aprowizacyjne, takie jakie przys³ugiwa³y Niemcom. Kto korzysta³ za nas z tych przydzia³ów, nie mia³em odwagi siê upomnieæ. Zreszt¹ co by to da³o. Sytuacjê moj¹ pogorszy³ fakt wcielenia Kazia do s³u by wojskowej w Wermachcie. Nie wiem czym siê kierowa³ Kazio i jakich argumentów u y³ Fischer, e uda³o mu siê go przekonaæ by podpisa³ Volkslistê. Mo e to zas³uga Ireny córki gospodarza, gdy nie by³o tajemnic¹, e tych dwoje ju od dawna ³¹czy³y za y³e stosunki. Z odejœciem Kazia wykonywane dotychczas przez niego obowi¹zki przesz³y automatycznie na mnie. Co gorsze dosz³a obs³uga koni. Z tej racji mój dzieñ pracy zaczyna³ siê skoro œwit i trwa³ nieprzerwanie do póÿnych godzin wieczornych. Ponadto niektóre prace musia³y byæ wykonywane nieprzerwanie przez wszystkie dni tygodnia, bez wzglêdu na œwiêta czy porê roku. Z braku jakichkolwiek prostych urz¹dzeñ technicznych ( z wyj¹tkiem kieratu ) wiêkszoœæ prac by³a wykonywana w sposób prymitywny. Takie sta³e czynnoœci jak: usuwanie obornika, podœcie³anie byd³a czy zadawanie karmy, opiera³y siê g³ównie na wykorzystaniu si³y miêœni ludzkich. Brak wody bie ¹cej by³ najdotkliwszym mankamentem tego gospodarstwa. Napojenie tak licznego pog³owia byd³a i trzody chlewnej przy u yciu wiader wype³nionych wod¹ wymaga³o nie lada wysi³ku i zdrowia. Wykonywana w takim zakresie praca wykracza³a poza moje mo liwoœci fizyczne, dlatego pozostawi³a trwa³e skutki w postaci zwyrodnienia œciêgien d³oni, odmro eñ koñczyn górnych i dolnych oraz bólów krêgos³upa. Mojej sytuacji nie zmieni³ fakt przydzielenia przez Arbeitsamt na miejsce Kazia nowego parobka Johanna ( Janka ). By³ on o trzy lata ode mnie starszy, fizycznie sprawniejszy, ale co z tego, kiedy wraz z rozwojem fizycznym nie poszed³ u niego w parze rozwój umys³owy. Pocieszaj¹ce by³o tylko to, e pochodzi³ z rodziny gospodarskiej a zatem zna³ siê na obs³udze koni i uprawie roli. Przywrócony wiêc zosta³ poprzedni podzia³ pracy, który odt¹d wyznacza³ ka demu z nas wykonywanie okreœlonych czynnoœci i zadañ na okr¹g³o przez ca³y rok. Dysz¹c z wysi³ku i postêkuj¹c z bólu, pracowaliœmy w pocie czo³a z nakazu okupanta na rzecz Niemców. Pracuj¹c bez s³owa sprzeciwu, nie zdawaliœmy sobie sprawy, e jesteœmy ofiarami eksterminacyjnej polityki stosowanej przez okupanta wobec m³odzie y polskiej. Przecie zatrudnienie mnie, nieletniego, do pracy wykraczaj¹cej ponad moje si³y by³o niehumanitarne. Warunki zaœ, w jakich przysz³o mi yæ, wyklucza³y jakikolwiek dostêp do oœwiaty i kultury i skazywa³y mnie na trwa³¹ degradacjê umys³ow¹ i spo³eczn¹. Zygmunt Poniedzia³ek GW nr 4, 5, 6, 7, 8/2004

48 str. 48 Wypêdzeni z Zakrzewa G³os Wolsztyñski Pierwsz¹ wysiedlon¹ osob¹ w Zakrzewie by³ ksi¹dz Wojciech Rych³y. Jego dzia³alnoœæ duszpasterska od pocz¹tku wojny by³a bardzo przez Niemców ograniczona. Móg³ odprawiaæ wprawdzie codziennie Mszê Œw. w koœciele, ale sam, bez udzia³u ludzi...a w niedzielê tylko jedn¹ dla wiernych o godzinie I 1940 roku nad ranem ktoœ zawiadomi³ mojego Ojca, który by³ przed wojn¹ so³tysem e,,zabieraj¹ Niemcy naszego ksiêdza. Natychmiast pobieg³ na plebaniê. Na ulicy sta³y sanie gotowe do wyjazdu. Powozi³ gospodarz z Tuchorzy a przy nim warowa³ policjant. Dwóch innych Niemców by³o jeszcze wewn¹trz. Ojciec biegle w³ada³ jêzykiem niemieckim, stara³ siê wiêc interweniowaæ. Niestety, jego perswazje na nic siê zda³y. Prosi³ jeszcze w imieniu ksiêdza, któremu pozwolono zabraæ ze sob¹ tylko niezbêdne rzeczy w ma³ej walizeczce, aby móg³ wzi¹æ kielich mszalny, który by³ jego w³asnoœci¹ prywatn¹. Stanowczo tego Niemcy zabronili. Gromkie,,Raus dotyczy- ³o i ksiêdza, i Ojca. Eskortowanego przez policjanta ks. Rych³ego zawieziono najpierw do Chobienic, a potem do Komorowa w Wolsztynie. Tam ju byli inni kap³ani z okolicy i kilku oblatów. Transportowano ich potem do klasztoru Benedyktynów w Szubinie, gdzie zatrzymano wszystkich do 22 V Stamt¹d przewieziono grupê duchownych na Forty Poznañskie, a nastêpnie zabrano ich,,na wychowanie do Dachau-Gusen. Tam wielu ksiê y zginê³o. Ks. Rych³y prze y³, mimo e przeby³ tyfus. 24 IV 1945r. o godz wyzwolony zosta³ przez Amerykanów. Drugim wyrzuconym z Zakrzewa by³ nauczyciel pan Wolny. W ci¹gu dwóch godzin musia³ opuœciæ mieszkanie w szkole. Pozosta³o po nim wiele polskich ksi¹ ek, które wala³y siê po pod³odze, porozrzucane przez Niemców. Masowe wysiedlanie gospodarzy rozpoczê³o siê od naszej rodziny. Ojciec jako so³tys, patriota, uczestnik Powstania Wielkopolskiego, by³ u Niemców na czarnej liœcie. Spodziewa³ siê wiêc wysiedlenia i by³ na to w pewnym sensie przygotowany. Mieliœmy du e gospodarstwo, które wzorowo prowadzone i dobrze zmechanizowane, stanowi³o,,smaczny k¹sek dla niemieckich nastêpców. Wysiedlenie nast¹pi³o tu przed niwami 3 lipca 1941 roku. O godzinie 4.00 nad ranem œpi¹cych domowników zbudzi³ ³omot do drzwi. Dwóch Niemców,, ó³tków, czyli, SA. i jeden policjant wtargnêli do pokoju i podobnie jak u poprzedników jedno s³owo,,raus i wymierzona broñ oznacza³o po egnanie siê z rodzinnym domem. Ojciec zacz¹³ negocjowaæ z Niemcami. Mówi³, e jako o³nierz w armii pruskiej przelewa³ za Niemców krew. By³ ranny pod Verdun. Cesarz Wilhelm odznacza³ go osobiœcie elaznym Krzy em Walecznych II klasy,,a teraz mam st¹d odejœæ z niczym? taka jest wasza nagroda? To jest moja ojcowizna z dziada pradziada i ka ecie mi wszystko zostawiæ. Argumenty ojca przez moment zainteresowa³y napastników i nieco speszy³y butnych,, ó³tków. -,,Zatem macie trzy godziny na pakowanie siê ³askawie zezwolili. Mam 81-letniego bardzo chorego, umieraj¹cego Ojca, muszê go zabraæ ze sob¹. Jak mam go wieÿæ? Niemcy porozumieli siê miêdzy sob¹ i w koñcu zadecydowali za- ³aduj go na drugi wóz. Tak siê te sta³o. Jako jedyni ze wsi moi rodzice mogli wiêc za³adowaæ ³ó ko dla dziadka, stó³, cztery krzes³a, pierzyny i poœciele, odzie oraz ywnoœæ na dwa wozy. Inni gospodarze ³adowali siê na jeden wóz. W tym samym dniu wyw³aszczono jeszcze dwie rodziny z Zakrzewa. Konwojowano nas do Kopanicy i umieszczono u p. Pi¹tyszków w jednym pokoju ze skrytk¹. Do naszego gospodarstwa i domu jeszcze w tym samym dniu sprowadzi³ siê Niemiec Otto Kuss z on¹ Frid¹ i dwójk¹ dzieci w wieku 7 i 8 lat. Nic ze sob¹ nie przywieÿli oprócz ma³ych pakunków z rzeczami. Zastali natomiast kwitn¹ce gospodarstwo. Wszystkie potrzebne maszyny rolnicze. Obory pe³ne m³odego byd³a, szeœæ krów dojnych, trzy konie, dwa Ÿrebaki, by³ te jeden wó³ poci¹gowy i œwinie. W krótkim czasie po nas wyw³aszczono tak e innych gospodarzy B³ochów, Pocz¹tków, K³yszów, Grajów, Kaczmarków, Wieczorków, Rzepów, Gosciñskich, Dziubków, Banachów. Ci ostatni mieszkali vis a vis p. Pocz¹tków. Niemiec, który obj¹³ to gospodarstwo by³ niezadowolony z domu mieszkalnego, natomiast spodoba³ mu siê dom s¹siadów. Zatem bez adnych ceremonii wyw³aszczono pp. Banachów, którym nie by³o wolno zabraæ nawet pierzyny, a on zamieszka³ w ich domu. Trudno opisaæ tragediê ka - dej z tych rodzin. Mo e jeszcze dodam w celu uzupe³nienia, e po powrocie do domu w marcu 1945 roku zastaliœmy puste chlewy, dom bez mebli i jakichkolwiek sprzêtów. Dziadek zmar³ w listopadzie czyli cztery miesi¹ce po naszym wysiedleniu daleko od rodzinnego domu. Gertruda Jazdon GW nr

49 str. 49 Wypêdzeni ze Starego Widzimia Stanis³aw Œwiniarek doskonale pamiêta te dni. - Jak wybuch³a wojna w 1939 roku, to mia³em 21 lat i mieszkaliœmy ca³¹ rodzin¹ w Starym Widzimiu na gospodarstwie, które zosta³o zakupione w roku 1922 przez mojego dziadka. W okresie miêdzywojennym w Widzimiu mieszkali obok siebie Niemcy i Polacy, ale w³aœciwie nie by³o takiego podzia³u na dwie narodowoœci. Dopiero krótko przed wybuchem wojny obydwie narodowoœci ogranicza³y kontakty miêdzy sob¹, ale winê za to ponosz¹ politycy. W 1939 roku wielu mê czyzn z Widzimia zosta³o zmobilizowanych i walczy- ³o w szeregach Armii Poznañ pod Kutnem, nad Bzur¹ i w obronie Warszawy. Niektórzy z nich polegli w bitwach lub zaginêli i rodziny nie doczeka³y siê ich powrotu. Do naszego domu przysz³a policja niemiecka w dniu r. o godz. 4 rano. Ostre pukanie do drzwi i rozkaz Wstawaæ! Tu policja niemiecka postawi³o na nogi ca³¹ œpi¹c¹ rodzinê. W pó³ godziny musieliœmy opuœciæ dom, zabieraj¹c pierzynê, worek rzeczy do ubrania i coœ do jedzenia. Pakowanie rzeczy odbywa³o siê pod nadzorem policji i mojemu ojcu odebrano wówczas ko uch, zegarek i wieczne pióro. W czasie aresztowania jedna z moich sióstr by³a w odwiedzinach u innej siostry w Karpicku. Po spakowaniu siê zostaliœmy pod eskort¹ policji odstawieni na dziedziniec szko³y w Widzimiu, i dok¹d te przybywa³y ju inne rodziny, gdzie przyprowadzono nastêpne. Pani Gêbaczakowa zabra³a z dwóch okien firany, wiêc policjanci przetrz¹snêli ich dobytek, a firany odebrali. Wszystkie rodziny ch³opskie by³y liczne, w niektórych by³y malutkie dzieci. Byliœmy przestraszeni, niepewni swego losu, a otaczali nas hitlerowcy z karabinami gotowymi do strza³u. Tydzieñ wczeœniej taki sam los spotka³ inn¹ grupê mieszkañców Widzimia; zostali wywiezieni w nieznanym kierunku. W okolicy Wolsztyna nie byliœmy pierwsz¹ deportowan¹ wiosk¹, bo przed rokiem - w paÿdzierniku 1939 roku wywieziono wszystkich mieszkañców Karny. Do opró nionych domów sprowadzani byli Niemcy ze Wschodu, którzy nie znali jêzyka niemieckiego, ale deklarowali przynale noœæ do narodu niemieckiego. Po kilkugodzinnym wyczekiwaniu na ch³odzie nakazano nam wsiadaæ do podstawionych autobusów, do tych samych, którymi przyjechali amatorzy naszych gospodarstw. Autobusami odwieziono nas do Koœciana i za³adowano do wagonów. Do Koœciana przywieziona zosta³a przez policjê niemieck¹ moja siostra, która by³a w odwiedzinach w Karpicku. Pod eskort¹ policjantów zawieziona zosta³a do naszego domu w Widzimiu po to, aby zgodnie z przepisami zabraæ swoj¹ odzie i przybory. W gospodarstwie naszym znajdowali siê ju niemieccy osiedleñcy, którzy wprowadzali tam swoje zwyczaje. Pod obor¹ sta³y wyrzucone obrazy œwiêtych, niektóre ju porozbijane. Poci¹g, którym jechaliœmy z Koœciana wype³niony by³ wy³¹cznie wysiedleñcami i to z ró nych stron Wielkopolski. Z Widzimia w I i II turze deportowano ca³e rodziny: dwie rodziny Banachów, Bartkowiaków, Ceglarków, Je yniaków, Karczmarczyków, KaŸmierowskich, Konstañczaków, Maniów, Mi³osiów, Nowaków, Pinieckich, Pluskotów, Rozalczaków, Rych³ych, Surmów, Œwiniarków, Walkowiaków, Wajsów. Po ca³onocnej podró y poci¹giem dowiezieni zostaliœmy rano do odzi. W czasie jazdy poci¹giem mieliœmy czas, aby pochowaæ pieni¹dze, które jak siê póÿniej okaza³o, wielu wysiedleñców uratowa³y od g³odu. Pieni¹dze zaszywaliœmy w rydle czapek i w ró ne czêœci garderoby, wklejaliœmy w ok³adki ksi¹ eczek do nabo eñstwa, oraz zwiniête w ruloniki wpychaliœmy do bu³ek. Zaraz po przyjeÿdzie do odzi ulokowani zostaliœmy w jakiejœ hali fabrycznej i poddani rewizji osobistej. Odbierano pieni¹dze, bi uteriê oraz przedmioty przedstawiaj¹ce jak¹œ wartoœæ. Zatajenie i ukrywanie takich przedmiotów grozi³o œmierci¹. Po takim oczyszczeniu nas z pieniêdzy - tych, które by³y w portfelach i kieszeniach - powia³o groz¹. Rodziny skuli³y siê w grupkach na czymœ, co kiedyœ by³o s³om¹, bo nie byliœmy pierwszymi, których przetrzymywano w tym obozie. W odzi byliœmy jakiœ czas, karmili nas podle, a zapasy z domu skoñczy³y siê. Dostawaliœmy zupê, w której p³ywa³y robaki, lurê nazywan¹ kaw¹ i suchy chleb. Po pewnym czasie, po przyjeÿdzie do odzi nast¹pi³a pierwsza selekcja. Zabierano kolejno ca³e rodziny i rozdzielano rodziców i dzieci. Nastêpnie rozdzielano m³odzie mêsk¹ i eñsk¹. Te niesamowite prze ycia trudno jest opowiedzieæ. Dopiero po up³ywie kilku miesiêcy zdo³aliœmy siê wzajemnie odnaleÿæ poprzez wymianê listów. Okaza³o siê, e moi rodzice z m³odszym rodzeñstwem wywiezieni zostali do Generalnej Guberni i osadzeni na ma³ych gospodarstwach rolnych, czêsto po dwie rodziny w jednej cha³upie. Tamtejsi Polacy nieco dziwnie patrzyli pocz¹tkowo na nowo przyby³ych, bo wszyscy Wielkopolanie doskonale w³adali jêzykiem polskim i niemieckim - oczywiœcie starsi - gdy chodzili do szkó³ pruskich. M³odzie natomiast przerzucana by³a w odzi przez trzy obozy przejœciowe, a we wszystkich panowa³y podobne warunki, a wiêc by³a to wi¹zka s³omy, wszy, gryzonie i g³ód. Ja zosta³em wywieziony w grupie oko³o 200 osób - w tym byli równie koledzy z Widzimia - do obozu pracy w Stuttgarcie, gdzie zatrudnieni byliœmy przy naprawie torów kolejowych. M³odzie eñsk¹ skierowano do kolejnego obozu przejœciowego, tym razem w Berlinie, gdzie poddana zosta³a niezbêdnym zabiegom higienicznym. Po paru dniach dziewczêta skierowane zosta³y do pracy na terenie ca³ych Niemiec, ale g³ównie do pracy w gospodarstwach rolnych. Po zakoñczeniu dzia³añ wojennych wiêkszoœæ deportowanych mieszkañców Widzimia wróci³a do swych gospodarstw, które by³y jednak bez inwentarza i wyszabrowane. Ja wróci³em do domu w paÿdzierniku 1945 roku. Dla mnie wygnanie trwa³o 5 lat. Wspomnienia spisa³a Eugenia Œwietliñska GW nr

50 str. 50 GRYPSY Z KOMOROWA Wœród eksponatów skromnego rodzinnego archiwum znalaz³em oryginalne listy - grypsy pisane przez znane osoby i rodziny do p. Marii Szczêsnej, znanej kupcowej i dzia³aczki spo³ecznej, która zreszt¹ za kilka dni podzieli³a los wczeœniej wysiedlonych i z innymi wywieziona zosta³a, jeszcze przed Bo ym Narodzeniem, do Soko³owa Podlaskiego. Dla przypomnienia i dla historii, podajê poni ej, bez jakichkolwiek poprawek, treœæ niektórych listów, które szczêœliwie zachowa³y siê po tylu latach. Na wizytówce Pañstwa Leonostwa Charoñskich, na odwrocie, czytamy: Szanownej Pani dziêkujemy za pamiêæ o nas wszystkich w ciê kich chwilach. Ufnoœæ w Boga nie opuszcza nas. Pozdrawiamy serdecznie. Henryk Winkler, Fr. Perkowie, Winklerowa, Charoñska, Œronowa, Dutkowscy. (Gryps z ) Pod dat¹ , czytamy list od p. Heleny Kobierzyñskiej. askawa Pani! W imieniu nas wszystkich serdecznie dziêkujê za przes³ane nam ró noœci. W naszym salonie to istny zoolog, bo niektórzy siedz¹ w takich dzia³kach, gdzie konie by³y i zakratowane. W ogólnoœci na duchu nikt nie upada, obawiaj¹ siê tylko tego wyjazdu w nieznane. Pani z pewnoœci¹ te dr y i czeka kiedy rozka ¹ wyjœæ z w³asnego ogniska. al mi tylko mego wygodnego ³ó ka z poœciel¹, bo tu futrem siê cz³owiek przykryje i te dobrze musi byæ. Jest tu nas du o, wiêc przy spaniu nie jest zimno, tylko niewygodnie. Wielk¹ uciechê ka demu sprawia jakaœ pamiêæ ludzka ze strony tych, którzy jeszcze zostali w mieœcie. Jeszcze raz serdecznie dziêkujê za dobre serce ³askawej Pani. Helena Kobierzyñska List, z Pani Szczêsna. Droga Pani! Mi³¹ sprawi³a nam Droga Pani niespodziankê. Tu w jaskrawy sposób objawia siê to: Po tym poznaj¹ Was eœcie uczniami moimi. Niech to Bóg Pani policzy ku zbawieniu. Umia³a Pani wyczuæ co mo e byæ takim ludziom potrzebne jakimi my obecnie jesteœmy a ju szczególnie to extra, có to za specja³ w obecnych czasach. Bóg zap³aæ za pamiêæ i serce. Co do nas to mamy humor wyœmienity. Bo có, proszê pos³uchaæ: spanie w cieple bo pal¹ w piecu w naszym salonie (niektóre s¹ zimne), daj¹ ciep³¹ kawê, obiad (dobry i t³usty) a wieczorem zupkê (czasem nawet dadz¹ kawê na podwieczorek). Jak tak dalej bêdzie to nie ma co narzekaæ, oby nas tylko gdzie na g³odówkê nie wys³ali. Tu zawsze jeszcze coœ mo na dostaæ, ludnoœæ jest naprawdê pyszna, umie siê wczuæ w sytuacjê. Naprawdê du oœmy od Pani odebrali szczególnie przyda³y nam siê te garnuszki, bo szklanki zaczynaj¹ siê t³uc. Postaramy siê Drogiej Pani odwdziêczyæ, mamy mocn¹ nadziejê, e siê jeszcze zobaczymy. Tak, musimy siê spotkaæ. Serdecznie pozdrawiamy Drog¹ Pani¹. Schöbornowie. Ubolewamy nad Waszym Droga Pani losem. Mamy ju jednak nadziejê, e Was ju nie wyrzuc¹. Proszê spaæ spokojnie, nie denerwowaæ siê. Bóg ma nas w swej opiece. Aleksander Weso³owski Poznañ-Wolsztyn, w marcu 1992 r. GW nr ANEKS DO GRYPSÓW Z KOMOROWA W nocy z 3/4 grudnia 1939 r. z Wolsztyna i z okolicy zosta³a wysiedlona pierwsza grupa mieszkañców, i umieszczona w obozie w Komorowie. Opisa³ to w Grypsach z Komorowa w G³osie Wolsztyñskim nr 20/44 z grudnia 1992 r. profesor Aleksander Weso³owski. Jako uczestniczka prze yæ obozowych pragnê opisaæ atmosferê w obozie i w mieœcie. Mimo e los bardzo dotkn¹³ wysiedlonych noc¹ ze swoich domów, wszyscy trzymali siê dzielnie. Zorganizowano wspólne modlitwy wieczorne, œpiewano pieœni koœcielne, proszono Boga, by mia³ nas w swojej opiece. Inicjatork¹ modlitw by³a Stanis³awa Œronowa, niestety, po kilku dniach pobytu w Komorowie zosta³a zabrana do pobliskiego szpitala. Kiedy z noszy spad³y ŸdŸb³a s³omy obozowej, polskie siostry zakonne zebra³y je skrzêtnie i schowa³y na pami¹tkê. Obóz zosta³ otoczony wielk¹ yczliwoœci¹ i serdecznoœci¹ przez pozosta³ych w Wolsztynie mieszkañców, którym tak e grozi³o wysiedlenie. Pod bram¹ i parkanem wystawali d³ugo, by przekazaæ paczki ywnoœciowe, parê s³ów pociechy swoim znajomym, przyjacio³om, rodzinom. Ta niezwyk³a solidarnoœæ wolsztyniaków dodawa³a otuchy. Najwiêksz¹ radoœæ sprawia³ nam obiad przyniesiony przez nasz¹ praczkê p. Kaczmarkow¹ (zamieszka³¹ naprzeciw cmentarza). By³ to najwspanialszy rosó³ z makaronem, sporz¹dzony przez spracowane rêce. Tote po wojnie wspólnie z ojcem podziêkowaliœmy jej i by³a naszym honorowym goœciem; za enowana t³umaczy³a, e przecie wszyscy chcieli siê w³¹czyæ, by pomóc, to i ona

51 str. 51 tak e. Wreszcie zacz¹³ siê ruch w obozie (nie pamiêtam daty), wszyscy siê pakuj¹, okazuje siê, e transport wysiedlonych wyje d a; póÿniej dopiero dowiedzieliœmy siê, e do Kosowa ¹ckiego. Matka nasza by³a nadal w szpitalu. O mnie i dwunastoletnim bracie Kazimierzu jakby zapomnieli. Kiedy obóz opustosza³, rozkazano nam opuœciæ Komorowo, nie wskazano nam jednak miejsca, dok¹d mamy siê udaæ. Spakowaliœmy nasz baga, w³o yliœmy go na pozostawiony rêczny wózek i poszliœmy w kierunku miasta. Zagubieni, nie wiemy co dalej z nami, doszliœmy na ulicê 5 Stycznia, gdzie przed swoim domem i sklepem delikatesowym zatrzymali nas znani kupcy, Pañstwo Domagalscy. Opowiedzieliœmy, co z nami, bardzo siê zmartwili i bez chwili zastanowienia zabrali nas do siebie nie bacz¹c na konsekwencje, jakie mog³y ich spotkaæ ze strony Niemców. ZnaleŸliœmy u Nich dom, opiekê, ciep³o, towarzystwo kole anek W³ady i Geni, brat zaœ kolegê Zdzisia, mimo i ca³a rodzina p. Domagalskich siedzia- ³a ju na plecakach i baga ach, ³¹cznie z ma³ym Stasinkiem, obecnie in ynierem zamieszka³ym w Karpicku. To by³ wspania³y obywatelski czyn, za co jesteœmy oboje z bratem pp. Domagalskim bardzo wdziêczni i pe³ni wobec nich szacunku. Po wyjœciu ze szpitala naszej Matki zabrali nas znów do obozu, ale tym razem umieœcili w budynku administracyjnym. W pokoju obok mieszka³ mecenas Henryk Winkler (p. Maria Winklerowa by³a chora). Po kilku dniach matkê i nas oraz rodzinê pp. Winklerów wywieÿli do du ego obozu do Poznania, sk¹d w straszliwe mrozy w lutym 1940 r. wywieziono nas do Jêdrzejowa. Nasz¹ rodzinê skierowano na wieœ, do Potoka Wielkiego, st¹d przenieœliœmy siê w kwietniu do Paplina woj. skierniewickie. Matka nasza ju do Wolsztyna nie wróci³a, zmar³a w Warszawie w 1943 roku. Zreszt¹ nie tylko ona jedna, wiele osób nie wróci³o do swoich domów z wieloletniego wygnania. Wœród wspania³ych wolsztyniaków nie mo na pomin¹æ znanej z wieloletniej pracy spo³eczno-charytatywnej szanowanej obywatelki Wolsztyna - Pani Jadwigi Piechockiej, w³aœcicielki apteki, osoby bardzo wra liwej na nieszczêœcia drugich, która ca³e ycie œwiadczy³a na rzecz pokrzywdzonych. Sami doznaliœmy tego wielokrotnie, mieszkaj¹c jeszcze na wysiedleniu, kiedy to Pani J. Piechocka z rodzin¹ musia³a opuœciæ swój dom. W sierpniu 1939 r. wiele osób z Wolsztyna wyje d a³o i uchodzi³o przed Niemcami. Pani Piechocka zosta³a, aby apteka mog³a s³u yæ chorym, ewentualnie rannym. Tê wspania³¹ postawê uznali nawet Niemcy, tote pozwolili jej pozostaæ w Wolsztynie, oczywiœcie wysiedlaj¹c j¹ z domu i zabieraj¹c aptekê. Takich wspania³ych postaci, dziêki którym ³atwiej mo na by³o przetrwaæ wojenne czasy by³o w Wolsztynie na pewno wiêcej. Martyna Mroczyñska GW nr ZAMORDOWANI NA BIELNIKU W listopadzie 1939 roku na Bielniku w Wolsztynie hitlerowcy dokonali swej pierwszej masowej zbrodni. Kilkaktotnie rozstrzeliwali grupy wiêÿniów Rafii. Nie wszystkie miejsca pochówku uda³o siê odnaleÿæ w 1945 roku Jedyny zidentyfikowany masowy grób, to grób 11 ofiar rozstrzelanych wyrokiem s¹du specjalnego w dniu 12 listopada 1939r. Oto ofiary: Jan Piechowiak z Rakoniewic, komendant Posterunku Policji, W³adys³aw Siuta z Rostarzewa, Andrzej Kromski z Terespola, Jan Matysik z T³ok Nowych, Edward Stachowiak z Rostarzewa, Teofil Kaczmarek z Wolsztyna, Piotr Nowak z Rakoniewic, Kazimierz Dera z Rostarzewa, Jan Piosik z Rakoniewic, W³adys³aw Szymañski z Wolsztyna, Mieczys³aw Serwa z Rakoniewic, Franciszek Ceglarek z Rakoniewic, Franciszek Dorsz z Wolsztyna, Micha³ Nowak z Rakoniewic (patrz strona 111). Bohaterom Bielnika Rankiem pad³y strza³y, w igliwiu sosen zagubi³ siê ich huk. Brudnosina woda jeziora zaledwie drgnê³a a wie e g³ucho milcza³y. W piersi utkwi³ o³ów i ycia przerwa³ w¹tek Czy to koniec Polski ju? Nie. To pocz¹tek! Zegar na wie y wybi³ godzinê. Czas œmierci skoñczy³ siê i min¹³. Polskie rêce podnios³y z ziemi ich cia³a, wysoko podnios³y jak sztandar bia³o-czerwony ulicami Nia³ka i Wolsztyna prowadz¹c na ycie nowe, na twarde ycie wœród naszych trosk i walk. W stukocie maszyn, w chrobocie p³ugów, w ³omocie m³otów gubi¹ siê nasze imiona. Wasze yæ bêd¹ wiecznie! W lasku Bielnika rankiem pad³y strza³y. I cisza. Lecz dzieñ zahucza³ prac¹, Zadzwoni³ pieœni¹. Wiktor Hajduk

52 str. 52 Chleb mia³ w Forcie wartoœæ najwy sz¹ G³os Wolsztyñski Komunikat o faszystowskiej agresji na Daniê by³ ostatnim, jaki pos³ysza³em z odbiornika w³asnej konstrukcji. Pracowa³em wtedy przy elektryfikacji maj¹tku Obra pod Wolsztynem. Treuhänder, cz³owiek energiczny i rozwa ny, osobiœcie kontrolowa³ postêp prac. Wydawa³o siê, e jest zadowolony. Wczesnym popo³udniem tego dnia zajecha³ do nas d³ugi mercedes z poznañskiego gestapo. Treuhänder wskaza³ im elektryka Floriana Ga³êzowskiego z Wolsztyna, który zna³ jêzyk niemiecki. W drodze spostrzegli jednak pomy³kê i zawrócili. Ja zaj¹³em miejsce w samochodzie. Pojechaliœmy w kierunku Wolsztyna, póÿniej z du ¹ szybkoœci¹ do Koœciana i Poznania. By³o ciep³o, jednak ostry pr¹d powietrza ci¹³ boleœnie w twarz. Auto zatrzyma³o siê wœród ros³ych drzew. Przed nami widaæ by³o elazn¹ bramê, a z prawej jakiœ ma³y budynek. Weszliœmy tam. Zaraz na pocz¹tku, z prawej strony korytarza, w biurze gestapowcy szybko za³atwili formalnoœci. Niebawem przez rozchylon¹ nieco elazn¹ bramê wszed³em do œrodka. Razem z innymi aresztowanymi popêdzony zosta³em przez pomost, a nastêpnie krêtymi schodami w g³¹b Fortu. Wrzaski i krzyki oraz bicie trwa³y nieustannie. By³o coraz mroczniej i duszniej. Niebawem znaleÿliœmy siê w pobli u rêcznej pompy do wody. Tu odebrano nam drobiazgi, skrupulatnie wszystko zapisuj¹c. Co chwila ktoœ otrzymywa³ znienacka z ty³u zwalaj¹cy z nóg cios. Szybko wstawaliœmy. Ja mia³em przy sobie broszurê zwi¹zan¹ z mym zawodem. Gestapowiec przerzuci³ kilka kartek, a nastêpnie b³yskawicznym ciosem mnie znokautowa³. Poczu³em ostry ból, z nosa i ust pociek³a mi krew. Szybko podnios³em siê. Nieco dalej kazano nam stan¹æ twarz¹ do œciany. Co chwila obrywaliœmy z ty³u i uderzaliœmy g³owami o œciany. W koñcu wkopniêty do celi, upad³em przed dwuszeregiem wiêÿniów. Pospiesznie podnios³em siê i do³¹czy³em na koñcu. Drzwi z hukiem zamknê³y siê zgrzytnê³y przesuwane zasuwy. Znajdowa³em siê w mrocznym, cuchn¹cym pomieszczeniu, wœród kilkudziesiêciu zmizerowanych osób. Na kamiennej posadzce roz³o ona by³a cienka warstwa wilgotnego bar³ogu. U góry, pod niskim sklepieniem, ledwie b³yszcza³a ó³tym œwiat³em arówka. Naprzeciw drzwi, w œcianie, zakratowane okno ods³ania³o czêœæ w¹skiego korytarza. Szybko poj¹³em regulamin celi. Wachmani starali siê przewa nie otworzyæ drzwi cicho i nagle. Ustawialiœmy siê wtedy szybko w równym dwuszeregu, a starszy celi sk³ada³ meldunek: - Zelle Nr belegt mit alles in Ordnung. (Cela nr licz¹ca wszystko w porz¹dku). Kto po wejœciu wachmana poruszy³ siê lub sta³ niezbyt równo dostawa³ najczêœciej kopniaka w brzuch. Ka dego wieczoru wybieraliœmy z ubrañ i koszul niezliczone wszy i ³añcuchy perlistych kuleczek mówiono, e to ich jaja. Insekty te dokucza³y nam straszliwie, szczególnie noc¹. Ginê³y duszone miêdzy paznokciami, ale inne rozmna a³y siê pospiesznie i by³o ich ka dego dnia wiêcej. Na noc wolno by³o siê po³o yæ. W ciasnocie k³adliœmy siê jeden obok drugiego na wilgotnej posadzce. W mojej celi siedzia³ tak e in ynier elektrotechnik Edmund Szczerkowski 1 z Wolsztyna. ¹czy³a nas wspólna sprawa w aktach gestapo. Marzeniem wszystkich by³o dostaæ siê do komanda pracy. Wchodz¹cy w jego sk³ad wiêÿniowie dostawali podobno wiêcej chleba i wychodzili na œwie e powietrze. Tote kiedy pewnego dnia wachman zapyta³: - Wer will arbeiten? (Kto chce pracowaæ?) Wszyscy jednoczeœnie w poœpiechu krzyknêliœmy: - Ich! (Ja) Wybra³ kilku, w tym i mnie. PóŸniej parê razy wywozili nas do Domu o³nierza, gdzie kawa³kami rozbitej szyby skrobaliœmy zabrudzony parkiet. Wachmani nie odstêpowali nas ani na krok i biciem oraz krzykiem zmuszali do szybszej pracy. Ledwie mogliœmy temu podo³aæ. Za wykonan¹ pracê nie otrzymaliœmy ani odrobiny chleba wiêcej. Innym znów razem wybieraliœmy zawartoœæ do³ów kloacznych pod murami Fortu. Z trudem utrzymywaliœmy siê na nogach, wielu upada³o. Morderczo wyczerpani ledwie dowlekliœmy siê do celi. Wspó³towarzysze odsuwali siê od nas jak najdalej. Do ustêpu, znajduj¹cego siê w innym miejscu kazamatów, wyprowadzano nas raz dziennie w godzinach popo³udniowych. Zabieraliœmy ze sob¹ przepe³nione przewa nie wiadro, które s³u y³o tym co musieli w celi. Cuchnê³o od niego strasznie, a choæby najmniejsze rozlanie grozi³o kar¹. Ustêp posiada³ kilka otworów, a nas by³o kilkudziesiêciu. Tote w ci¹gu kilku minut niewielu zd¹ y³o za³atwiæ sw¹ potrzebê. Na dany sygna³ musieliœmy natychmiast odst¹piæ. W podobnych warunkach przebiega³o mycie siê w prowizorycznej umywalni. Zarost goli³ têp¹ brzytw¹ fryzjer, który che³pi³ siê, e niebawem wyjdzie. Rzeczywiœcie, pewnego dnia nas opuœci³. Ja, na szczêœcie, jeszcze goliæ siê nie musia³em. W ró nych zakamarkach ustêpu, na belkach itp., znajdowaliœmy kawa³ki chleba, pod³o one prawdopodobnie przez pracuj¹cych w komandzie pracy. Zabieraliœmy je ukradkiem do celi. Tak e i inne grupy wiêÿniów przechodz¹ce korytarzem po kryjomu wrzuca³y przez okna do naszej celi

53 str. 53 kawa³ki chleba. Zebran¹ zdobycz dzieliliœmy dok³adnie miêdzy wszystkich w celi. By³a to cenna pomoc. Regularnie korytarzem przechodzi³ têgi malarz L. Bu³a z misk¹ do mycia wype³nion¹ po brzegi zup¹ z chlebem. On nam nigdy nic nie poda³. Podobno móg³ poruszaæ siê swobodnie po terenie Fortu. Nasze codzienne wy ywienie przez ca³y okres mego pobytu w Forcie VII sk³ada³o siê z 0,5 l wodnistej zupy, w której znaleÿæ mo na by³o zaledwie kilka ziarenek kaszy lub kawa³eczki kartofli czy brukwi, 0,5l jakiegoœ p³ynu zwanego kaw¹ i kawa³ka chleba wielkoœci dwu z³o onych cienkich skibek. Jako najm³odszy (mia³em 19 lat), z inicjatywy starszego celi i za zgod¹ pozosta³ych wspó³wiêÿniów, mog³em zeskrobywaæ resztki zupy ze œcian kub³a. Maleñki kawa³ek chleba, choæby drobina, posiada³ wartoœæ najwy sz¹. By³ okres, gdy codziennie przez wiele godzin z pobliskiej celi dochodzi³ nas ostry g³os komend: - Hinlegen auf! Hinlegen auf! (Padnij powstañ!). Potem znudzony oprawca w tym odosobnionym przypadku by³ nim jeden z wiêÿniów u³atwi³ sobie krótkimi: - Einz zwei! Einz zwei! (Raz dwa!). Ka dorazowo s³ychaæ by³o g³uche uderzenia padaj¹cych na ziemiê. PóŸniej w Buchenwaldzie cz³owiek ten tylko przez kilka dni radzi³ sobie z mordercz¹ prac¹ w komandzie Steinbruch (pracuj¹cego w kamienio³omach). Wyboru ju nie mia³ poszed³ na Postenkette (³añcuch stra ników). Strza³ z bliska za³atwi³ wszystko. W koñcowym okresie mego pobytu w Forcie wyprowadzili nas kilkakrotnie na tzw. gimnastykê. Odbywa³a siê ona pod mostem po prawej stronie wejœcia do Fortu. Mieliœmy wtedy za sob¹ kilka miesiêcy spêdzonych w dusznych, wilgotnych, bardzo s³abo oœwietlonych kazamatach. Moment zetkniêcia siê z powietrzem i œwiat³em dziennym odczuwaliœmy boleœnie, jakby uderzenie. Z wielkim wysi³kiem utrzymywaliœmy siê na nogach. Oczy trudno by³o otworzyæ. Resztkami si³ wykonywaliœmy, albo próbowaliœmy wykonywaæ, pokraczne æwiczenia. Najczêœciej by³a to d³ugotrwa³a,, abka. Wszystko to wywo³ywa³o wielk¹ radoœæ wœród zgromadzonych na pomoœcie, miêdzy którymi znajdowali siê w³adcy Fortu ró nych szczebli oficerowie SS w odprasowanych i dobrze skrojonych mundurach. Stali przez ca³y czas oparci o porêcz mostu, zazwyczaj z rozkraczonymi nogami. Oprawcy, którzy nas æwiczyli, przeœcigali siê wtedy jeszcze bardziej w,,popisach. Kto pad³ i nie wsta³, gin¹³ pod razami lub buciorami stra nika. Ci, którzy powrócili do celi, padali na posadzkê jak k³ody. Pewnego dnia opuœciliœmy nasz¹ œmierdz¹c¹ celê. Z wrzaskiem wpêdzono nas do wiêkszego ale prawie zape³nionego ludÿmi bunkra. Nad nami niskie sklepienie. Brak wentylacji czy jakiegokolwiek otworu. A tu przybywaj¹ kolejne grupy wiêÿniów. W koñcu staliœmy obok siebie potwornie st³oczeni. Coraz trudniej by³o oddychaæ, a póÿniej to ju nie by³o czym. Sprytniejsi, czy bli si uduszenia, próbowali schyliæ g³owê w dó³, by tam oddychaæ. Rzeczywiœcie, tu przy posadzce p³yn¹³ jakby nik³y pr¹d nieco lepszego powietrza. Pod nogami wala³y siê ró ne czêœci odzie y i obuwia. Znaj¹c naszych oprawców, oczekiwaliœmy najgorszego. W bunkrze tym przebywaliœmy kilka godzin. PóŸnym wieczorem popêdzono nas w kierunku g³ównego wejœcia do Fortu. Nast¹pi³o tam parokrotnie przeliczenie, a póÿniej rzêdami wskakiwaliœmy na podstawiony samochód ciê arowy. PóŸn¹ noc¹ jechaliœmy ulicami Poznania. W szczelinie uchylaj¹cej siê plandeki widaæ by³o nawierzchniê ulicy. Pada³ deszcz. Po pewnym czasie samochód siê zatrzyma³. Wokó³ ciemno. Poganiani œwiszcz¹cym bykowcem, zaczêliœmy zeskakiwaæ. Szybko ustawiliœmy siê w dwuszeregu tu obok samochodu. Spod rêki przechodz¹cego oprawcy strzeli³ bicz w stoj¹cego z mej prawej strony wiêÿnia. PóŸniej popêdzani wskakiwaliœmy do bydlêcych wagonów kolejowych. Kiedy byliœmy ju ciasno st³oczeni, zatrzaœniêto drzwi i zablokowano. Bieganina i rozmowy ucich³y. Ma³e okienka wentylacyjne w górnej czêœci wagonu by³y zamkniête. Przez szpary miêdzy deskami rozpoznaliœmy na tle szarzej¹cego poranka bocznicê towarow¹ dworca Poznañ azarz. Niektórzy pisz¹ maleñkie karteczki do rodzin i wysuwaj¹ je przez szczeliny na zewn¹trz. Nad ranem poci¹g ruszy³. Po pewnym czasie stanêliœmy pod zamkniêtym semaforem stacji Zb¹szyñ. Rozpozna³em mosty kolejowe na Obrze i okolice. W wiêkszoœci byliœmy zgodni, e jedziemy do ciê kich prac w kopalni wêgla. Gdy zaœ poci¹g, po opuszczeniu Neubentschen, skierowany zosta³ w kierunku Zullichau, byliœmy tego ju pewni. Po kilku dniach dotarliœmy jednak do Weimaru, a póÿniej do Buchenwaldu. Pierwsza porcja otrzymanego chleba wyda³a siê ogromna w porównaniu z t¹ z Fortu VII. Rych³o jednak okaza³o siê, e ta buchenwaldzka,,du a racja chleba by³a równie g³odowa. Przez 5 lat by³em,,schutzhäftlingiem. 2 Kilkumiesiêczny okres pobytu w poznañskim Forcie VII uwa am jednak zdecydowanie za najgorszy. Cechowa³y go: okrutny g³ód, brud, szykany, bicie, wszy, brak powietrza i dziennego œwiat³a oraz ci¹g³a niepewnoœæ. Fort VII opuœci³em w sierpniu 1940 r. Dnia 16 sierpnia sta³em siê wiêÿniem 3018 obozu koncentracyjnego w Buchenwaldzie. Feliks Grzeœkowiak Od redakcji 1 Edmund Szczerkowski z Wolsztyna zmar³ prawdopodobnie w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Podczas okupacji jego syna Ignacego powiadomiono, e zmar³,,z powodu niewydolnoœci kr¹ enia, nie informuj¹c jednak o miejscu zgonu. 2 Wiêzieñ znajduj¹cy siê w areszcie ochronnym (prewencyjnym). Nazywano tak oficjalnie wiêÿniów hitlerowskich obozów koncentracyjnych. GW nr

54 str. 54 HISTORIA NIEZNANA We wrzeœniu 1940 roku Niemiecki Urz¹d Pracy wys³a³ mnie i dwudziestu kilku innych wolsztyniaków na miejsce, gdzie dzisiaj znajduje siê Fabryka Mebli. Tam dano nam ³opaty do rêki i kazano niwelowaæ teren pod budowê przysz³ego zak³adu. Po przygotowaniu gruntu przyst¹piliœmy do budowy hal produkcyjnych. Te pierwsze by³y bardzo prymitywne, ale od razu umo liwia³y rozpoczêcie produkcji. Fabryka w tym okresie produkowa³a niemal wy³¹cznie elementy budowlane z drzewa, przeznaczone dla armii niemieckiej. Nadzór nad nami, w tym okresie, mia³ nienawidz¹cy Polaków Niemiec o nazwisku Laubsch. W listopadzie 1941 roku w³aœciciele zak³adu, berliñska firma Hauer Holz Hallenbau, dosta³a nakaz, eby wys³aæ grupê ludzi do budowy umocnieñ na froncie wschodnim w rejonie Leningradu. Naturalnie, nasz przyjaciel Laubsch, przyczyni³ siê do wyboru odpowiednich osób. W grupie szczêœliwców w drodze do obozu przejœciowego znaleÿli siê: Fr. Gronowski z Przemêtu, Marceli Malcherek z Moch, Wiktor Krzy anowski z Kêb³owa, Jan Domagalski z Powodowa, Jan Tobys z Tuchorzy, W³adek Szymañski z Ruchocic (m³ody ksi¹dz po pierwszych œwiêceniach), Wiktor Dokowicz, Ignacy Swat, Franek Nowak, Marian Orwat, Jan Orszulak, Stanis³aw Szczygie³, Józef Adamski, Czes³aw Szukalski, Jan Rzepa, Zygmunt Kowalewicz - wszyscy z Wolsztyna, lub najbli szych okolic. W obozie w Berlinie dowiedzieliœmy siê, e przydzielono nas do pracy przy organizacji TODT, której zadaniem by³o kierowanie robotami budowlanymi na terenach przyfrontowych i e zamiast do Rosji, pojedziemy do Francji budowaæ tak zwany Wa³ Atlantycki czyli bunkry i zapory antyinwazyjne. Wkrótce znaleÿliœmy siê u celu, w Obozie Harlinghausen w Bretanii nad Atlantykiem, blisko miejscowoœci Ploymer i Portu Lorient. W obozie Niemcy zgromadzili ju kilkutysiêczn¹ rzeszê z³o on¹ z wielu narodowoœci. Przewa ali Arabowie z Algieru, Maroka i Tunezji, których wojna zasta³a na terenie Francji. Byli i inni. Spor¹ grupê stanowili Hiszpanie, byli o³nierze republikañscy, którzy schronili siê we Francji, po przegranej wojnie domowej. Nadzór nad obozem sprawowa³a sprzyjaj¹ca Niemcom milicja flamandzka. Nasza grupa z Wolsztyna otrzyma³a przydzia³ do budowy baraków wojskowych na buduj¹cym siê lotnisku Luftwaffe. Praca jako taka by³a nie najgorsza. Wy- ywienie bardzo marne. Prawie codzienne ataki bombowców brytyjskich i nieraz nawet ataki myœliwców ostrzeliwuj¹cych miejsca budowy z karabinów maszynowych sprawia³y, e nie czuliœmy siê jak na wczasach nad morzem. Zaczêliœmy siê zastanawiaæ jak siê stamt¹d wydostaæ. Postanowiliœmy szukaæ mo liwoœci ucieczki i przedostania siê do Wojska Polskiego w Wielkiej Brytanii. atwo by³o zadecydowaæ, o wiele trudniej wykonaæ. Przekonaliœmy siê, e eby dostaæ siê przez zielon¹ granicê do Hiszpanii musimy otrzymaæ pomoc z zewn¹trz. Pierwsze kontakty z Francuzami nic nie da³y. Pod koniec 1942 roku uda³o nam siê uzyskaæ kontakt z polskim ruchem oporu na terenie Francji. Przyrzeczone nam pomoc, ale w miarê mo liwoœci i bez jakichkolwiek terminów. Poniewa ochotników by³o siedmiu czy oœmiu, mieliœmy siê ulatniaæ po dwóch lub trzech. By³ ju rok 1943, gdy spotka³em siê z przywódc¹ Cichociemnych Andrzejem Renane, aby ustaliæ szczegó³y ucieczki pierwszej trójki. W tej trójce byli Krzy- anowski, Malcherek i ja. Andrzej Renan by³ tymczasowym dowódc¹ jednostki cichociemnych, po zaaresztowaniu majora Majeranowskiego. Jednostka by³a baz¹ ³¹cznikow¹ szóstego oddzia³u przy sztabie Naczelnego Wodza a Armi¹ Krajow¹. Terenem dzia- ³ania okupowana Francja, z w³asn¹ radiostacj¹. Poniewa w grupie tej by³y straty w ludziach, zaproponowano mnie wst¹pienie do oddzia³u z funkcj¹ kuriera oraz do ochrony radiostacji. Naturalnie, zgodzi³em siê i przysiêgê o³niersk¹ sk³ada- ³em w listopadzie 1943 w ma³ej kawiarence w okupowanej Francji. Koledzy Krzy anowski i Malcherek, po uzyskaniu fa³szywych dokumentów, wyjechali w stronê Hiszpanii. Niemcy zaaresztowali ich tu przy granicy, ju w Pirenejach. Zostali przewiezieni do obozu koncentracyjnego w Niemczech. Obaj prze yli i wrócili po wojnie do Polski. Ja pozosta³em w jednostce do chwili wyswobodzenia Pary a i dosta³em przydzia³ do Atachaetu Wojskowego Ambasady w Pary u. Po kilku miesi¹cach wys³ano mnie Kserokopia dokumentu, którym pos³ugiwa³ siê wolsztynianin Zygmunt Kowalewicz - ³¹cznik ruchu oporu we Francji do regularnego wojska w Anglii. Tam dowiedzia³em siê, e w nastêpnej kolejce uciekali Swat i Szymañski. Obaj zostali we Francji. Szymañski zosta³ ksiêdzem i jeszcze tam mieszka. Do Wojska Polskiego w Anglii dotarli jeszcze Orwat, Szukalski i Gronowski. Orwat yje w Anglii, Gronowski wyjecha³ do Australii, a Szukalski, po wojnie, wyjecha³ do Stanów Zjednoczonych. Franek Nowak zmar³ w 1942 roku na zaka enie krwi i pochowany jest na cmentarzu w Lorient. Ja, po zwolnieniu z wojska, pracowa³em jako cukiernik, póÿniej kierownik produkcji i menad er, a przez ostatnie 30 lat jako dyrektor Firmy Cukierniczej, zatrudniaj¹cej oko³o 200 osób. Do kochanego Wolsztyna przyje d am corocznie od 1961 r. i ogromnie cieszy mnie wielki postêp jaki tu zauwa y³em, szczególnie w ostatnich latach. Zygmunt Kowalewicz Zygmunt Kowalewicz wróci³ do kraju po wojnie, poniewa otrzyma³ list od matki, by tego nie robi³ (list do Francji z Wolsztyna dostarczy³ by³y jeniec z obozu w Komorowie). Anna Domagalska GW nr

55 str. 55 W wolsztyñskim obozie jenieckim Edward Pi¹tek opowiada o obozie jenieckim, znajduj¹cym siê wówczas na terenie posiad³oœci pañstwa Rogoziñskich przy ul. Strzeleckiej w Wolsztynie i w maj¹tku Mycielskich w Komorowie (naprzeciw parku). Tekst ilustruj¹ zdjêcia, które wypo yczy³ nam pan Ryszard Nitschke. W³asnoœæ pañstwa Rogoziñskich stanowi³y: du y dom, sala widowiskowa i inne mniejsze zabudowania. Po wkroczeniu do Wolsztyna Niemcy wysiedlili w³aœcicieli, a w ich posiad³oœci zorganizowali obóz dla jeñców wojennych. Najpierw przywo ono tam polskich o³nierzy. - Sta³em naprzeciw poczty, gdy nadjecha³y samochody z jeñcami. W jednym z nich zobaczy³em mojego wujka Franciszka Wróblewskiego z Rataj k/ruchocic. Pobieg³em do domu i powiedzia³em to rodzicom. Nie uwierzyli (dopiero po wojnie wujek potwierdzi³, e by³ w obozie w Wolsztynie). Drugi wujek Stanis³aw Pi¹tek z Wioski, który tak jak i Franciszek walczy³ w Armii Poznañ, równie przebywa³ w tym obozie. Wywieziono go do Niemiec (Horst). Od pocz¹tku ludnoœæ Wolsztyna zaopatrywa³a jeñców w ywnoœæ i papierosy, podaj¹c je przez p³ot. Na miejsce wywiezionych Polaków (pozostawiano tylko grupê do obs³ugi szpitala jenieckiego) przywieziono póÿniej francuskich o³nierzy i innych z wojsk alianckich. Widzia³em te jednego Murzyna. Francuzi nie mieli tak Ÿle. W niedziele chodzili na spacery w grupach ok. 10-osobowych. Pilnowa³ ich tylko jeden o³nierz niemiecki bez karabinu. Czêstowali nas dzieci ciastkami, które nazywaliœmy keksy. Oni otrzymywali pomoc ywnoœciow¹ z miêdzynarodowych organizacji. Do pracy prowadzili ich te w grupach. Widzia³em jak sortowali i ³adowali na wozy z³om. Le a³ on w wielkiej ha³dzie na obecnym placu dworca autobusowego (dawny plac pañstwa Nowaków). Sta³a tu jeszcze altanka, do której podczas deszczu chowali siê. Poniewa mieszka³em niedaleko, wraz z kolegami podchodziliœmy do nich. Jeden z jeñców mówi³ trochê po polsku. Wypytywa³ nas o wiele rzeczy. Poniewa Francuzi

56 str. 56 Jeñcy przy punkcie przeciwpo arowym, na placu apelowym rok Jeñcy przed magazynem zbo owym, za nimi go³êbnik Apel na zapleczu maj¹tku (za stodo³¹, gdzie zbudowano barak) - wrzesieñ 1940 bardzo lubili surow¹ kapustê, a zw³aszcza g³êby, wiêc przynosiliœmy je. Z³omu by³o bardzo du o, poniewa wczeœniej Niemcy wystosowali apel o zbieranie go na produkcjê czo³gów. Obywatele narodowoœci niemieckiej z powiatu wolsztyñskiego ca³ymi wozami zwozili z³om, a ten wielki plac zrobi³ siê za ma³y. Zwozili te mosi¹dz na pociski do armat i innej broni. Przywozili z okolicznych koœcio³ów dzwony. Widzia³em jak te dzwony sta³y na placu. By³y du e i ma³e. Zauwa y³em te jeden z dzwonnicy koœcio³a farnego w Wolsztynie. Niemcy wystosowali zarz¹dzenie, eby z domów, w których by³o coœ mosiê nego zdemontowaæ to i oddaæ. W naszym domu by³y mosiê ne klamki, szyldy, wiêc Niemiec, który w czasie wojny zamieszka³ w nim, zdemontowa³ wszystko i odda³ na z³om, a za³o y³ drewniane klamki, a szyldy klamek z prasowanego drewna. Do dziœ przechowujê te drewniane klamki i mogê je pokazaæ. Niedawno zmieni³em je na mosiê ne. W 1941 r. Niemcy w poœpiechu rozbudowywali obóz na zapleczu posiad³oœci pañstwa Rogoziñskich. Postawili baraki (dziœ jest tam ul. Garbarska). Widzia³em jak wokó³ obozu ustawiano p³ot z drutu kolczastego i wie yczki dla wartowników. Francuskich o³nierzy wywieziono, a w dawnych pomieszczeniach pañstwa Rogoziñskich urz¹dzono szpital obozowy, który obs³ugiwali polscy o³nierze. Do obozu w³¹czono ca³y maj¹tek Komorowa. Mój kolega mieszka³ w domu stoj¹cym niedaleko obozowego p³otu. Wkrótce, gdy ca³y obóz by³ gotowy, a wartownicy niemieccy zapalili œwiat³o pierwszych reflektorów, kazano rodzicom kolegi wyprowadziæ siê z domu. Pewnego dnia zorientowaliœmy siê, dlaczego w poœpiechu rozbudowali obóz. Oko³o godziny 12 policja i wojsko obstawi³o ulicê Dworcow¹ (od ulicy D¹browskiego a do Gajewskich). Ja sta³em za p³otem, gdzie dziœ jest dworzec autobusowy. Ludzi, którzy stali na ulicy przegnano. Zza p³otu zobaczy³em, jak pewien cz³owiek (mieszkaj¹cy wówczas na ul. S³odowej) nie us³ysza³ rozkazu rozejœcia siê i sta³ dalej. Podbieg³ do niego jeden z policjantów i uderzy³ kolb¹ karabinu przez plecy. Myœla³em, e go zabi³. On jednak chwyci³ siê obiema rêkami za g³owê i odchodzi³. Wtedy policjant drugi raz mu przy³o y³. Po wojnie spotka³em tego cz³owieka. Chodzi³ o lasce zgarbiony, z du ym garbem na plecach. Po dwóch godzinach przyjecha³ poci¹g towarowy z ok. 30 wagonami. Okna i drzwi wagonów by³y zadrutowane drutem kolczastym. Po odejœciu o³nierzy polecia³em na bocznicê i przyjrza- ³em siê wagonom. Z tych wagonów wyprowadzono o³nierzy rosyjskich. Na plecach mundurów mieli, jeœli siê nie mylê, wymalowane litery US. Ustawiono ich grupami. Przypuszczam, e by³o ich oko³o tysi¹ca. To ustawianie trwa³o d³ugo a do godziny szóstej wieczorem. Ja ca³y czas sta³em za p³otem i obserwowa³em. Do dziœ to wszystko widzê. Zaprowadzili ich, jak siê póÿniej okaza³o do obozu w Komorowie. Pozosta³o kilku jeñców, którzy wynosili z wagonów trupy zmar- ³ych w wagonach o³nierzy. adowali je na wozy, które sami ci¹gnêli i zawieÿli na cmentarz ydowski przy obecnej ulicy Powstañców Wielkopolskich. Tam wczeœniej widzia³em wykopane rowy. Tam te zmar³ych w obozie jeñców przewo- ono, wrzucano do rowów, posypywano wapnem chlorowanym i zakopywano, gdy rowy by³y pe³ne. To widzia³em. Parê tygodni póÿniej przyszed³ nastêpny transport i wszystko odby³o siê wed³ug tego samego scenariusza. Pamiêtam jak o³nierze rosyjscy budowali liniê wysokiego napiêcia od dawniejsze-

57 str. 57 Budowa zasieków z drutu kolczastego P³oty i zasieki od strony ulicy Krêtej go s¹du, pod torami stacji kolejowej, pod ul. D¹browskiego do transformatora ko³o browaru. Uk³adano go w wykopanym rowie. K³adziony kabel mia³ oko³o 5 cm gruboœci. Po kryjomu podawaliœmy tym o³nierzom chleb i owoce. Rzucali siê na nie grupami. Po paru dniach zauwa yli nas Niemcy i nie mogliœmy im ju pomóc. o³nierzy z Komorowa segregowano i wywo ono do Niemiec. Zdarza³y siê ucieczki z obozu. Na polu miêdzy D¹brow¹ a Widzimiem pracowali Rosjanie. Jeden uciek³ stamt¹d. Zauwa y³ to Niemiec, zwo³a³ niemieckich gospodarzy, przeszukali pola, ale nie znaleÿli nikogo. Jednak e Niemiec, maj¹cy gospodarstwo w Widzimiu poczu³ wieczorem zapach dymu z pola. Okaza³o siê, e uciekinier piek³ w popiele ziemniaki. Powiadomi³ innych gospodarzy i jeñca z³apali. W dawnej stajni, stoj¹cej wzd³u obecnej ulicy ródlanej dobudowano du ¹ halê, poniewa w tej stajni zrobiono warsztat naprawy ciê kiego sprzêtu wojskowego, który mia³ wróciæ na front. Przy g³ównej bramie wjazdowej do obozu sta³ dom z czerwonej ceg³y. Mieszkali w nim wartownicy, a obok sta³a budka stra nika. Ten dom spali³ siê jako pierwszy podczas wyzwalania Wolsztyna w styczniu 1945 roku. Potem w tym miejscu zbudowano dom pielêgniarek. Po wojnie baraki zbudowane dla jeñców rozebrano i przewieziono do Warszawy, by s³u y³y warszawiakom powracaj¹cym do stolicy. Do dziœ pozosta³ jeden barak, gdzie teraz znajduje siê biuro PKS (barak ten obmurowano). W 1946 roku na terenie obozu jenieckiego maj¹tek Komorowo przejê³o Pañstwowe Przedsiêbiorstwo Traktorów i Maszyn Rolniczych. Pracowa³em tam i widzia- ³em jeszcze obozowe prycze, na których le a³a s³oma, ³awki. Na belkach i œcianach odczytywa³em imiona jeñców, którzy tam przebywali. Pozosta³o te trochê sprzêtu wojskowego m.in. cztery dzia³a artyleryjskie z lufami powy ej 100 milime- Widok na obóz i drug¹ budkê wartownicz¹ trów. W 1949 roku oddaliœmy to wszystko na z³om, a ja spuszcza³em z tych dzia³ p³yn hamulcowy, który ojciec potrzebowa³ do swojego samochodu. A przez Wolsztyn prowadzili swoich o³nierzy - jak jeñców. - W maju 1945 roku, po zakoñczeniu wojny, o³nierze rosyjscy prowadzili swoich kolegów, którzy dostali siê do niewoli. Szli w grupach podobno od granicy. Jedn¹ z takich grup widzia³em stoj¹c na drodze wjazdowej do nadleœnictwa. Zaprowadzili ich do parku, kazali zdj¹æ mundury i wyk¹paæ siê w Jeziorze Wolsztyñskim. Widok tych ludzi by³ okropny, poniewa po wyjœciu z wody nie mogli znaleÿæ swoich rzeczy, wiêc niektórzy stali tylko w jednym trzewiku lub w obanda owanych nogach. Starsi wolsztynianie mówili potem, e za to, e dostali siê do niewoli niemieckiej mieli iœæ do granicy Zwi¹zku Radzieckiego pieszo, a potem do ³agrów sowieckich. Stalin powiedzia³:,,ostatnia kula ma byæ dla siebie, nie wolno dostaæ siê do niewoli niemieckiej. D³ugo nie mog³em zrozumieæ, jak o³nierze radzieccy mog¹ prowadziæ swoich kolegów niczym niewolników. Jedni w mundurach z karabinami, drudzy obdarci. Wys³ucha³a Anna Domagalska GW nr

58 str. 58 Odnalezione fakty z ycia Józefa Boiñskiego i jego rodziny w 7O. rocznicê wrzeœnia 1939 Józef Boiñski powstaniec wielkopolski, ostatni burmistrz i so³tys Rostarzewa przed II wojn¹ œwiatow¹, zamordowany w Mauthausen kañcom Rostarzewa. Otrzyma³am je z ITS w Bad Arolsen w Niemczech, z poznañskiego Archiwum Pañstwowego i od autora pracy o dziejach Rostarzewa, pana Mieczys³awa Zgaiñskiego. W lutym 2009 r. od wiêÿnia Mauthausen, pana Jerzego Cieœliñskiego z Poznania dowiedzia³am siê, e w Niemczech w Bad Arolsen zgromadzona zosta³a pe³na dokumentacja dotycz¹ca hitlerowskich obozów koncentracyjnych. Od 1952 r. dzia³a w Arolsen ITS International Tracing Service (Miêdzynarodowe Biuro Poszukiwañ ). Na nasze zapytanie (zgodnie z informacj¹ internetow¹) po 8 tygodniach brat mój i ja otrzymaliœmy dokumenty o œmierci Józefa Boiñskiego. Wed³ug informacji internetowej do ITS takich zapytañ skierowano dotychczas 17 milionów. Józef Boiñski Jestem jego wnuczk¹ i chrzeœniaczk¹. I dopiero w tym roku dotar³am do wielu faktów z Jego ycia. W³aœnie mija 70 lat od wybuchu II wojny œwiatowej. Data ta jest równie rokiem moich siedemdziesi¹tych urodzin. Œmieræ J. Boiñskiego w KL Mauthausen by³a najboleœniejszym wydarzeniem w czasie II wojny w rodzinie mojej matki Felicji Mastner. We wrzeœniu 1940 r. dziadek Boiñski zosta³ aresztowany, potem Poznañ, wiêzienie na M³yñskiej, Fort VII, Rawicz i KL Mauthausen. Znany by³ nam dokument z 21 listopada 1946r. z S¹du Grodzkiego podpisany przez znanego w Wolsztynie sêdziego J. Janiszewskiego. Cytujê za postanowieniem wolsztyñskiego S¹du. Z zeznañ W³adys³awa Dworzañskiego (wspó³wiêÿnia) wynika, e Józefa Boiñskiego wywieziono z Rawicza równoczeœnie ze œwiadkiem w dniu 9 grudnia 1942r. i e w dniu 12 grudnia 1942r. przybyli razem do obozu koncentracyjnego w Mauthausen. Wed³ug zeznañ Dworzañskiego Józef Boiñski, który ju w Rawiczu by³ chory i bardzo os³abiony, upad³ przed ³aŸni¹ w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. Do ³aŸni prowadzono wszystkich wiêÿniów przyby³ych do Mauthausen w dniu 12 grudnia 1942r. Œwiadek Dworzañski sam widzia³ jak Boiñskiego, chocia dawa³ jeszcze s³abe znaki ycia, wrzucono na wózek i odwieziono z innymi wiêÿniami, którzy zmarli, wzglêdnie upadli, do magazynu krematorium. Œwiadek wyklucza, aby Boiñski móg³ wyjœæ ywy z magazynu krematorium. W tym roku jednak dotar³am do dokumentów, które pozwalaj¹ przybli yæ postaæ mego dziadka mojej rodzinie i miesz- Wyrok s¹du Oto sentencja wyroku skazuj¹cego Józefa Boiñskiego na 6 lat ciê kiego wiêzienia... G³ównym powodem aresztowania mego dziadka by³o jego uczestnictwo w Polskim Zwi¹zku Zachodnim, organizacji

59 str. 59 Uzasadnienie wyroku

60 str. 60 Kartki wys³ane przez J. Boiñskiego z wiêzienia na M³yñskiej dzia³aj¹cej na pograniczu polsko- niemieckim po I wojnie œwiatowej (to by³y Kresy Zachodnie). By³a to wiêc strefa buforowa. W1935 r. prezesem Zwi¹zku na teren Rostarzewa i okolicê zosta³ Józef Boiñski ostatni burmistrz miasta i pierwszy so³tys wsi Rostarzewo... Ko³o w tym czasie liczy³o 22 cz³onków. (cytujê za M. Zgainski ROSTARZEWO zarys monograficzny opublikowane w: Grodziskie Zeszyty Historyczne nr 6/2000 str. 30). Dokumenty z Arolsen obejmuj¹: wyrok S¹du (Sondergerichte) w Poznaniu z 7 paÿdziernika 1941r.; listê zgonów z dnia 31 grudnia 1942r., protokó³ zgonu podpisany przez SS Hauptscharfuhrer /podpis nieczytelny/. Podano przyczynê œmierci: udar serca. Jednak cytowane wczeœniej zeznania wspó³wiêÿnia Dworzañskiego mówi¹ o mêczeñskiej œmierci mego dziadka. W lipcu 1992 r. by³am z mê em w Muzeum KL Mauthausen. Mam du o zdjêæ rodziny mojej matki z Rostarzewa. Wiedzia³am, e dziadek by³ burmistrzem, od 1934 so³tysem. By³ ko³odziejem. Mia³ czterech synów i trzy córki. Wszystkich pamiêtam. Walenty Boiñski by³ burmistrzem w Kargowej, Roman i Józef walczyli w Armii Poznañ, w stalagach prze yli wojnê, zmarli w USA. Najm³odszy Tadeusz wraz z siostrami Wand¹ i Maryni¹ mieszkali w Rostarzewie. Moja matka Felicja po powrocie z wysiedlenia w GG mieszka³a w Wolsztynie. Jak wygl¹da³y realia ycia Józefa Boiñskiego przed wojn¹? By³ powstañcem wielkopolskim- tak wynika³o z przekazów rodzinnych. Dotar³am do oficjalnego potwierdzenia. 27 lipca 2009 r. z Archiwum Pañstwowego z Poznania otrzyma³am pismo sygn. III /09 informuj¹ce, e w zespole akt: Zwi¹zek Powstañców Wielkopolskich w Poznaniu sygn. 33k.179 isygn.44s.257 odnaleziono wpisy odnoœnie Józefa Boiñskiego : ur r. w miejscowoœci Mlecze, zawód ko³odziej, szeregowy, zamieszka³y w Rostarzewie, data wst¹pienia do Zwi¹zku r., zarejestrowany pod numerem W niekompletnie zachowanych aktach Poznañskiego Urzêdu Wojewódzkiego z lat odnaleziono informacje, e Józef Boiñski by³ zastêpc¹ burmistrza Rostarzewa... Rozmowa z panem Mieczys³awem Zgaiñskim i jego obszerna praca o historii Rostarzewa to kolejny, nieoceniony kontakt. W tej publikacji znalaz³am informacje o Polskim Zwi¹zku Zachodnim i prezesie J. Boiñskim( str. 30). W Rostarzewie w okresie miêdzywojennym ycie spo³eczno- kulturalne oraz polityczne by³o bardzo bogate. Jeœli idzie o to pierwsze, to wydaje mi siê, e nigdy przedtem ani nigdy potem tzn. po 1945r. nie osi¹gniêto takiego poziomu jak w latach (str. 40). Od 1922r. dzia³a³o Ko³o Œpiewackie CECYLIA, zastêpc¹ prezesa zarz¹du by³ Józef Boiñski (str.31). By³ te cz³onkiem Katolickiego Stowarzyszenia M³odzie y Mêskiej (str. 32). Na str. 54 znalaz³am informacjê, e w 1923 r. w Wolsztynie powsta³ cech stelmachów, do którego z Rostarzewa wst¹pi³o dwóch rzemieœlników: Józef Boiñski i Wojciech Urbaniak. Zastêpc¹ Starszego Cechu zosta³ mój dziadek. Na str.62 Dla sierot powo³any by³ tzw. Doradca Sierot, który mia³ prawn¹ opiekê nad sierotami, obowi¹zany by³ wyszukaæ dla nich warsztatów rzemieœlniczych, gdzie mogliby zdobyæ zawód. Do 1924 roku Doradc¹ Sierot by³ Pawe³ Schultz, po nim funkcjê tê pe³ni³ Józef Boiñski. Na str. 65 jest obszerna informacja o wyborach pierwszego so³tysa Rostarzewa po utracie praw miejskich. Od 1934 do 1939 tê funkcjê sprawowa³ Józef Boiñski.1 Uczestniczy³ w yciu Rostarzewa od 1922 do1939r. Dziêkujê panu M. Zgaiñskiemu za rozmowê i udostêpnione publikacje. Ale jest niespodziewanie ci¹g dalszy. W dniu 2 lipca 2009 zawi¹za³o siê Stowarzyszenie Mi³oœników Ziemi Rostarzewskiej. Pani so³tys Janina Adamczak- Górna, gdy zobaczy³a mnie na tym zebraniu powiedzia³a zdawa³am w Liceum wolsztyñskim maturê, pani uczy³a mnie j. polskiego. A teraz jestem kolejnym nastêpc¹ pani dziadka, przedwojennego ostatniego so³tysa Rostarzewa. Zebranie za³o ycielskie prowadzi³a pani K. Lulkiewicz- dyrektor Liceum w Wolsztynie. To stowarzyszenie to jej inicjatywa. Historia siê nie powtarza, lecz w tym dniu czu³am jej dotkniêcie. Osobiste, w siedemdziesi¹t¹ rocznicê wybuchu II wojny œwiatowej. Apolonia Pietrzyk

61 str. 61 Wspomnienia pani Marii Pani Maria Tyœper z W¹chabna wspomina Niemców, którzy w Kopanicy pojawili siê w niedzielê rano (dwa dni po wypowiedzeniu wojny). Mieli utrudnione wejœcie, poniewa most w Kopanicy by³ wysadzony. Wczeœniej, na wieœæ o zbli aj¹cej siê wojnie, wielu m³odych ludzi ucieka³o w kierunku Kutna. W pi¹tek 1 wrzeœnia ówczesny proboszcz ks. Kanonik Edmund Majkowski wyprowadzi³ siê z probostwa i nocowa³ z moim ojcem u s¹siadów. S¹siadka przeprowadzi³a siê z dzieæmi do nas i wszyscy nocowaliœmy w piwnicy na s³omie. Klucze do koœcio³a ksi¹dz da³ mojemu ojcu. Powiedzia³, e jeœli bêdzie mo liwe, to w niedzielê odprawi mszê. Niemcy weszli, jak ju powiedzia³am, w niedzielê rano, przemaszerowali przez Kopanicê i wezwali wszystkich mê czyzn do stawienia siê na Starym Rynku (my mieszkaliœmy na Nowym Rynku). Gdy mê czyÿni pojawili siê w wyznaczonym miejscu, Niemcy wyczytywali nazwiska z przygotowanych wczeœniej list. Potem wszystkich wywieÿli do wiêzienia w Kargowej. Zabrali ks. Majkowskiego. Pytali o klucze do koœcio- ³a. Ojciec te klucze przyniós³. Weszli, przeszukali koœció³ i Niemiec klucze ojcu odda³, mówi¹c: Ty jesteœ Peter (Piotr), masz klucze do koœcio³a. A kogo wywieÿli? O. J. Machoñ przed domem rodziny Knaupe z Edmundem Knaupe przy Nowym Rynku w Kopanicy - lata Wielu. Pamiêtam, e Wiœniewskiego, Nowaka, jego syna, ks. Majkowskiego. Mimo e most by³ prowizorycznie zrobiony przez Niemców, zmusili wiêÿniów do przejœcia w bród przez kana³. Ojcu Niemcy kazali nakrêcaæ zegar na koœciele. Ojciec, troszcz¹c siê o koœció³, pojecha³ do Franca, który mieszka³ w Jaromierzu, a by³ w Radzie Parafialnej, aby poradziæ siê, co robiæ po zabraniu ksiêdza. Pojechali do dziekana w Wolsztynie. Ksi¹dz dziekan skierowa³ ojca do urzêdu niemieckiego po zgodê na odprawianie mszy. Zgodzili siê, zastrzegaj¹c, e ksi¹dz musi siê po przyjeÿdzie zameldowaæ w Kopanicy, a potem odmeldowaæ. Ksi¹dz przyje d a³ z Obry. By³ nim oblat O. Jerzy Machoñ, który mia³ wyjechaæ na misje do Kanady, ale niestety ju nie móg³ opuœciæ Polski na skutek wybuchu wojny. Wróci³ wiêc do klasztoru w Obrze. Przyje d a³ do nas, do Kopanicy, rowerem. Mszê odprawia³ we wrzeœniu, paÿdzierniku. Przyjecha³ we Wszystkich Œwiêtych, odprawi³ mszê i chcia³ j¹ odprawiæ w Dzieñ Zaduszny. Te dojazdy by³y uci¹ liwe. Moi rodzice zaproponowali O. Machoniowi pokój i tak ksi¹dz mieszka³ u nas za zgod¹ w³adz niemieckich przez ca³¹ okupacjê. Zna³ doskonale jêzyk niemiecki. Do Kopanicy przychodzili na mszê ludzie te z Chobienic. Ksi¹dz móg³ odprawiæ mszê tylko w œciœle wyznaczonym czasie. Potem pozwolono odprawiaæ mszê w koœciele w Chobienicach. Po mszy czêsto odwiedza³ ksi¹dz brata mojej matki, Franciszka Maniê, a potem jecha³ do Wolsztyna, do Rakoniewic, odprawiaæ msze. W Rakoniewicach te zatrzymywa³ siê u drugiego brata matki, organisty - Marcelego. Ludzie w Chobienicach, widz¹c, e godzina nie wystarcza na mszê i spowiedÿ, cofali zegar, eby zmyliæ Niemców. Czêsto ksi¹dz spowiada³, spaceruj¹c na cmentarzu, bo nie zd¹ y³ nawet w przed³u onej godzinie wyspowiadaæ ludzi. Nie wolno by³o w koœciele przygotowywaæ dzieci do Komunii Œw., dlatego przygotowywa³ je w naszym domu. Pamiêtam Agnieszkê Pi¹tkow¹, z domu He³miñsk¹, z Kopanicy w bia³ej sukience, jak w domu przyjmowa³a I Komuniê Œw. i Edmunda Cichego z W¹chabna. Ksi¹dz Machoñ nie mia³ ³atwo, ale by³ niezwykle gorliwym kap³anem. Wzywano go na gestapo. W tym czasie nasza rodzina odmawia³a za niego ró- aniec. Po powrocie stwierdzi³, e na pewno za niego modliliœmy siê, bo by³a taka chwila, gdy myœla³, e stamt¹d nie wyjdzie, a potem przes³uchuj¹cy go gestapowcy umilkli i powiedzieli, e mo e wróciæ i dalej odprawiaæ mszê. Rowerem doje d a³ do chorych. Pamiêtam, e kiedyœ wujek przyjecha³ o czwartej rano po ksiêdza, bo w Godziszewie zachorowa³a bardzo ciê ko dziewczyna. O. Machoñ zd¹ y³ dojechaæ i udzieliæ ostatniego namaszczenia. Pracowa³ z wielkim poœwiêceniem. Wielu ewangelików darzy³o go wielkim szacunkiem. Niemiec Winkler, ewangelik, pracowa³ na poczcie. Ubolewa³, e ksi¹dz nie mo e mieszkaæ na probostwie. Pomaga³ mu wysy³aæ listy. Zawsze z daleka k³ania³ mu siê, mówi¹c: Guten Morgen, Herr Pfarrer. Moja mama bardzo dba³a o ojca Machonia. Kiedy odprawia³ mszê w koœciele w Kopanicy, to kaza³a nam zanieœæ coœ do jedzenia i picia, eby przed wyjazdem do Chobienic posili³ siê. Jada³ z nami obiady. Ale Niemcy potem zabronili mu jadaæ razem z nami i zanosi³yœmy obiad do jego pokoju. Pani Maria pokazuje mi serwetkê, która od pocz¹tku naszej rozmowy le a³a na stole. Tê serwetkê (bia³¹, haftowan¹) mama zawsze k³ad³a na tacy, na której zanosiliœmy obiad. Anna Domagalska GW

62 str. 62 O. Jerzy Machoñ, duszpasterz czasu II wojny œwiatowej na Ziemi Wolsztyñskiej O. Jerzy Machoñ urodzi³ siê w 1911 roku w Rudzie Œl¹skiej - Orzegowie. W 1926 wst¹pi³ do junioratu Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej, w 1936 z³o y³ œluby wieczyste, a w 1938 roku przyj¹³ œwiêcenia kap³añskie. Pierwsz¹ obediencjê od Genera³a otrzyma³ do Wikariatu Grouard (w pó³nocnej Kanadzie), ale z powodu wybuchu wojny nie móg³ tam wyjechaæ. W czasie wojny duszpasterzuje w powiecie wolsztyñskim jako jedyny polski kap³an na ca³y ten okrêg. Obecnie, od roku 1982 przebywa w Austrii, gdzie w pielgrzymkowym oœrodku Maria Taferl jest sta³ym spowiednikiem. Proszê Ojca, gdzie zasta³a Ojca wojna? W Poznaniu, gdzie ca³a grupa ojców, którzy mieli wyjechaæ do Kanady zgromadzi³a siê w domu poznañskim, aby póÿniej wyjechaæ na misje. W jaki sposób znalaz³ siê Ojciec w Obrze? 2-3 wrzeœnia musieliœmy uciekaæ poci¹giem niby na Wschód, ale ju przed Gnieznem Niemcy zbombardowali ca³y poci¹g. Tak wiêc nie dojechaliœmy nawet do Warszawy. Ca³a siódemka, która mia³a jechaæ do Kanady, jakoœ siê rozproszy³a, a ja wróci³em furmank¹ do Poznania, sk¹d O. Prowincja³ pos³a³ mnie do Obry, ebym uczy³ kleryków jêzyka niemieckiego. O. Jerzy Machoñ OMI Jakich kleryków? Przecie ju by- ³a wojna. Kleryków, którzy akurat zjechali do Obry po wakacjach. W Obrze by³ wówczas obóz internowanych ksiê- y. O. Ca³ujek by³ odpowiedzialny za ca³y personel obrzañski, aby nikt z klasztoru nie uciek³. Oczywiœcie, klerycy powoli siê rozproszyli, a ja w miêdzyczasie obj¹³em, jako duszpasterz, Kopanicê. Dowiedzieliœmy siê bowiem, e zabrano ks. kanonika z Kopanicy, zacz¹³em wiêc odprawiaæ tam Msze Œw. By³em w Kopanicy z polecenia O. Ca³ujka. 27 stycznia 1940 r. ca³y klasztor otoczy³y wojska SA, komenda wesz³a do klasztoru o godz. 5 rano, spisano wszystkich obecnych! Na liœcie nie by³o mojego nazwiska, poniewa by³em w Kopanicy. Chcia³em siê schowaæ, lecz O. Ca³ujek powiedzia³, e ca³y klasztor jest otoczony i tak by mnie z³apali. Poszed³em wiêc do pokoju, w którym spisywali i powiedzia- ³em, e jestem proboszczem w Kopanicy. Ucieszyli siê nawet mówi¹c, e przynajmniej nie bêd¹ musieli tam jechaæ, a Ojciec pojedzie razem ze wszystkimi. Wpakowali nas do auta ciê arowego i zawieÿli o 5 rano do przejœciowego obozu za Wolsztynem, do Komorowa. Tam po przyjeÿdzie, zastaliœmy wielu ksiê y, by³a to bowiem akcja uwiêzienia ca³ego kleru z powiatu. Ale przedtem, zanim mnie uwiêziono, pozna³em komendanta andarmerii obrzañskiej, który pochodzi³ z Zabrza - Normanna. Wiedzia³, e mam jechaæ do Kanady i chcia³ mi nawet pomóc w otrzymaniu wizy wêgierskiej, abym móg³ dostaæ siê do Francji przez Wêgry. Kiedy wiêc zadzwonili do furty zaraz mówili, e chc¹ rozmawiaæ z Kanadyjczykiem, wiedzieli ju, e mam paszport do Kanady i traktowali mnie jako Kanadyjczyka. Mówili Wir wollen mit Kandier sprechen (Chcemy rozmawiaæ z Kanadyjczykiem). Tak wiêc oprowadza³em ich po klasztorze, by³em t³umaczem. W Komorowie po 4-5 godzinach przyszed³ jakiœ gestapowiec, wywo³a³ moje nazwisko i powiedzia³: Kommen Sie mit. Poszed³em z nim do kancelarii, gdzie ju maszynista spisywa³ wszystkich ksiê y, popatrzy³em na papier w maszynie, widnia³o ju tam moje nazwisko. Gestapowiec powiedzia³ do sekretarki, eby tego skreœliæ, ten jedzie z powrotem. Nie wiedzia³em dok¹d, wiêc zapyta³em o to. Gestapowiec kaza³ spakowaæ moje rzeczy (choæ mia³em tylko teczkê) i jechaæ do Kopanicy, sk¹d mia³em siê nie ruszaæ. Wiêc nakaz powrotu do Kopanicy wyda³ Niemiec, gestapowiec? Przyszed³ wieczorem so³tys Kopanicy z andarmeri¹. Tak, to by³a tzw. jurysdykcja ze strony Gestapo. Spyta³ siê jasno - czy pójdê pieszo, czy maj¹ mnie zawieÿæ? Powiedzia- ³em, e wolê auto. Przecie z Wolsztyna do Kopanicy kawa³ drogi. OdwieŸli mnie do Kopanicy samochodem i dali mi mieszkanie. Na plebanii? Nie, mieszka³em bowiem zupe³nie prywatnie. Rodzina by³a polska, tylko ojciec by³ Niemcem i nie umia³ po polsku. Powiedzia³em im, e by- ³em w obozie i e Gestapo kaza³o mi zostaæ w Kopanicy. Gdy tylko us³yszeli Gestapo sami siê bali, ale przyjêli mnie serdecznie.

63 str. 63 Pamiêta Ojciec nazwiska tych ludzi, u których Ojciec mieszka³? Owszem, byli to pañstwo Knaupe. Mieszkaj¹ jeszcze w Kopanicy? Nie. Wszyscy z tamtych czasów ju pomarli, zosta³o tylko pokrewieñstwo. To by³ dom ok. 50 kroków od koœcio³a. Zosta³em wiêc w Kopanicy. Klasztor w Obrze by³ zamkniêty. Oni mnie przyjêli, dali mi ma³y pokoik i troszczyli siê o mnie we wszystkim! Ojciec mia³ byæ duszpasterzem tylko dla Polaków? Tak, dosta³em takie rozporz¹dzenie z Wolsztyna. Na wszystkich koœcio- ³ach mia³a byæ tablica: Polski koœció³. Kto wyda³ taki rozkaz? Kreisleitung wolsztyñski, Odprawia³em Msze w Kopanicy i Chobienicach, sk¹d ksiêdza równie zabrano. To by³o w 1940 roku. Po ka dej Mszy Œw. w Chobienicach musia³em zg³aszaæ siê na andarmeriê kopanick¹. Pocz¹tkowo krzyczeli na mnie, ale umia³em siê wygadaæ po niemiecku. Komendant Fischer przyszed³ i powiedzia³: Ich bin auch Katholik (Ja równie jestem katolikiem), pokaza³ mi medalik. Czy mia³ Ojciec w tym czasie jakikolwiek kontakt z biskupem? Tak, po kilku tygodniach pojecha³em do Poznania do bpa Walentego Dymka, który by³ w areszcie domowym na plebanii w parafii Matki Bo ej Bolesnej. Tam przedstawi³em siê i opisa³em sytuacjê. Ks. bp powiedzia³ mi, e bardzo siê cieszy, i e daje mi zezwolenie na odprawianie Mszy we wszystkich okolicznych koœcio³ach i wszelkie w³adze potrzebne do odprawiania pos³ugi kap³añskiej. Kiedy to by³o? To by³ luty Chcia³em mieæ koniecznie jakiœ dokument w rêku od biskupa. Bp Dymek nie da³ mi jednak adnego dokumentu. Œwiêci³ mnie rok wczeœniej, mo e mnie pamiêta³. Powiedzia³em, e jestem Oblatem z Obry œwiêconym w³aœnie przez niego. Jaki teren duszpasterski Ojciec obs³ugiwa³? Jakie parafie, koœcio- ³y? W³adze zlikwidowa³y dekanaty, a wiêc zosta³y jednostki administracyjne pañstwowe czyli powiaty. By³em jedynym polskim duszpasterzem w ca³ym powiecie wolsztyñskim. Stale rezydowa³em w Kopanicy. Powiat wolsztyñski obejmowa³ wówczas: Chobienice, Tuchorzê, Kopanicê, Goœcieszyn, Rakoniewice, Przemêt, Siedlec. Koœció³ w Wolsztynie by³ przeznaczony wy³¹cznie dla Niemców, dlatego polscy wierni musieli siê dowiadywaæ, gdzie bêdê odprawia³. Wieœci takie rozchodzi³y siê lotem b³yskawicy. Stosunek w³adz niemieckich do pracy Ojca? Ogólnie, mo na powiedzieæ, e nie przeszkadzali. Tylko za ka dym razem, gdy chcia³em odprawiæ Mszê, musia³em sk³adaæ wniosek do Koœciana, gdzie by³ g³ówny sztab Gestapo. Oni w zale noœci od humoru wyra ali zgodê. Ze wzglêdu na iloœæ koœcio³ów, w danej œwi¹tyni wypada³a jedna Msza na kwarta³. Do miejscowoœci doje - d a³em rowerem lub poci¹giem. Klucze do wszystkich koœcio³ów (oprócz tego w Kopanicy) mia³a policja. Ona te kontrolowa³a odprawianie nabo eñstw. Warunki ycia Ojca? Do czasu, kiedy policja dowiedzia³a siê o tym, y³em i spo ywa³em posi³ki razem z rodzin¹ niemieck¹, u której zamieszkiwa³em. Zabroniono mi tego. Jada³em wiêc sam, pozostaj¹c jednak na utrzymaniu tej rodziny: mia³em tam zapewnione spanie, jedzenie i wszelk¹ opiekê. Muszê zaznaczyæ, e stosunki miêdzy nami uk³ada³y siê bardzo dobrze. Jak wierni dowiadywali siê o miejscu odprawiania Mszy, jaka by³a frekwencja i jak uk³ada³y siê stosunki z wiernymi? Je eli chodzi o Msze, to informowali koœcielni. Wierni zbierali siê przed koœcio³em, a 10 minut przed nabo eñstwem przychodzili policjanci niemieccy i otwierali drzwi, w wyznaczonym czasie je zamykali. Tak wiêc Msze odprawia³y siê w koœciele zamkniêtym. Koœcio³y dos³ownie pêka³y w szwach. Odprawia- ³em w obecnoœci urzêdników niemieckich. Sami wierni byli bardzo yczliwi. Zawsze przedstawia³em siê jako Oblat, bowiem tylko w koœciele mog³em nosiæ sutannê. Ludzie wiedzieli, e jestem zakonnikiem, a ja z kolei cieszy³em siê z takich kontaktów, choæ by³y one tylko dorywcze. Myœlê, e by³a zawsze pe³na frekwencja, zawsze by³o 100%. Widoczny by³ g³ód Boga, têsknota za Nim. W koœciele matki podnosi³y dzieci, aby te mog³y zobaczyæ ksiêdza. Gdy jeÿdzi³em do chorych, to domownicy wychodzili przed chatê ze œwiecami, choæ by³o to bardzo niebezpieczne. Ta pobo noœæ by³a a nadgorliwa, nara aj¹ca mnie na nieprzyjemnoœci ze strony Volksdeutschów, którzy mnie œledzili. Nie wszyscy, którzy przychodzili na Mszê Œwiêt¹, dostawali siê do koœcio³a. Proszê sobie wyobraziæ jaki to musia³ byæ ból, gdy ludzie przychodz¹c do koœcio³a musieli odchodziæ z kwitkiem, poniewa nie dostali siê do œrodka. Niekiedy napieraj¹cy t³um wch³ania³ policjantów do wnêtrza koœcio³a - bardzo siê wtedy denerwowali. Czy wierni chêtnie pomagali w koœciele? Tak, jak tylko weszli do koœcio³a po otwarciu przez policjê, to szybko go sprz¹tali, odkurzali, ozdabiali kwiatami, przygotowywali do Mszy Œwiêtej. Mia³ Ojciec jakieœ kontakty z innymi kap³anami? Z ksiêdzem biskupem spotyka³em siê jeszcze ze trzy, cztery razy. By³y to spotkania z mojej inicjatywy. Jecha³em do Poznania wtedy, gdy by³em w drodze powrotnej z urzêdu policji w Koœcianie, do którego by³em wzywany. Poza tym nie mia- ³em adnych innych kontaktów z

64 str. 64 G³os Wolsztyñski kap³anami. Najbli szy ksi¹dz by³ w innym powiecie, do którego zreszt¹ i tak nie wolno by³o jechaæ. Z Oblatami spotyka³em siê dorywczo, tylko wtedy, gdy przyje d ali do Kopanicy. Sam te raz odwiedzi³em O. Szymurskiego. W okolicy dzia- ³ali te inni Oblaci: OO. Adamek, Heindrich, Rzadkiewicz. Ja pracowa³em z koniecznoœci w osamotnieniu, by³em dla siebie sterem, eglarzem, okrêtem. Dzia³alnoœæ ewangelizacyjna, katechetyczna? Na ka dej Mszy g³osi³em kazania. Raz odwa y³em siê napisaæ do Gestapo o pozwolenie na przygotowanie dzieci do pierwszej Komunii Œw. i spowiedzi, gdy oficjalnie nauczanie religii by³o zakazane. Dzieci polskie nie chodzi³y do szkó³, skazane by³y na analfabetyzm. Otrzyma³em pozwolenie, by przez dwa miesi¹ce, w ka d¹ œrodê nauczaæ religii w Goœcieszynie. Uczêszcza- ³o oko³o 600 dzieci z ca³ej okolicy, przywo ono je furmankami, rowerami. Równie w Kopanicy prowadzi³em podobn¹ katechizacjê. Na spowiedÿ tak e trzeba by³o mieæ pozwolenie, choæ normalnie spowiada³em po kryjomu, w domach. Pamiêtam, w Rakoniewicach spowiada³em u organisty w pokoju, w tym czasie czujki donios³y, e w pobli u pojawi³a siê policja, wtedy dzieci wypuœci³em oknem i uciek³y przez ogród. Podobnie zdarzy³o siê w Goœcieszynie. Gdzie, kiedy i w jakich warunkach odbywa³y siê chrzty? Tam gdzie odprawia³a siê Msza Œw. zawsze ludzie gromadzili siê z dzieæmi do chrztu. Chrzci³em po Mszy. Przeciêtnie by³o po oko³o chrztów z ca³ej okolicy. Ksiêgi metrykalne spisywa³ organista, na podstawie dokumentów œwieckich. Przygotowania rodziców do chrztu nie by³o. Zdarza³o siê, e chrzci³em po kryjomu przy okazji zaopatrywania chorych w domach prywatnych. Bierzmowania w powiecie wolsztyñskim przez ca³y ten okres nie by³o. W dni powszednie Msze odprawia³em potajemnie w domu, tylko w obecnoœci rodziny, u której mieszka³em. Niekiedy odprawia³em te w Wolsztynie u ludzi, co do których by³em pewien, e nie zdradz¹. By³a to rodzina pañstwa Lisów mieszkaj¹ca naprzeciw koœcio³a protestanckiego. Pani z rodziny Lisów by³a sekretark¹ w Gestapo, a przy tym bardzo gorliw¹ katoliczk¹ - dziêki niej mia³em wiele udogodnieñ. Tam, w jej mieszkaniu, w komodzie przechowywa³em Najœwiêtszy Sakrament, aby póÿniej móc zaopatrywaæ chorych. Wolsztyn by³ dla mnie wa nym punktem ze wzglêdu na centralne po³o enie. A spowiedÿ? Wszystko odbywa³o siê w szybkim tempie. Musia³em siê zmieœciæ w 1.5 godziny ze wszystkim. Gdy po skoñczonej Mszy policja odje d a- ³a, a byli chêtni do spowiedzi, spowiada³em przed koœcio³em, przewa- nie na cmentarzach. Po spowiedzi udziela³em Komunii Œw., Najœwiêtszy Sakrament wozi³em ze sob¹. Przechodzi³em co chwilê na inny grób, aby nie by³o zbiegowiska. Do chorych mog³em jeÿdziæ przez ca³y tydzieñ, tam równie spowiada³em. By³ to g³ówny z zarzutów stawianych mi przez Gestapo. Mówili, e je d ê nie tylko do chorych. Odpowiada³em, e widocznie omy³kowo bra³em zdrowych za chorych. Wœciekali siê, wielokrotnie musia- ³em siê z tego t³umaczyæ. A œluby? Przygotowania? Mia³em tylko kilka œlubów! Udziela³em ich na podstawie dokumentu œlubu cywilnego. Protoko³ów koœcielnych nie by³o. Przed sakramentem ma³ eñstwa by³a spowiedÿ, na podstawie której stwierdza³em mo noœæ zawarcia œlubu koœcielnego. Przeszkód w tych kilku przypadkach nie by³o. Czy prowadzi³ Ojciec dzia³alnoœæ charytatywn¹? Po tygodniu spêdzonym w drodze od parafii do parafii wraca³em do Kopanicy furmank¹ za³adowan¹ ywnoœci¹. Ludzie obdarowywali mnie, a ja póÿniej poprzez rodzinê, u której mieszka³em, rozdawa³em noc¹ wysiedleñcom; Polakom, którzy byli zmuszeni do zamieszkania na tym terenie, u polskich rodzin. Wszelkie organizacje by³y zakazane, by³y wielkie trudnoœci. Wszystkie skarbonki w koœciele musia³em usun¹æ, ale ludzie w czasie nabo eñstw sk³adali ofiary na bocznych o³tarzach - by³o tych datków tyle, e wystarczy³o dla najbiedniejszych. Sam nie potrzebowa- ³em wielu pieniêdzy. Ca³e utrzymanie mia³em u rodziny, u której mieszka³em. Intencji mszalnych wtedy nie by³o. Inne formy dzia³alnoœci? W Obrze, w zabranym klasztorze w roku 1941 by³a szko³a andarmerii. PóŸniej otwarto zak³ad dla chorych na p³uca. Po trzech tygodniach od otwarcia przysz³y do Kopanicy dwie siostry informuj¹c o tym, e w szpitalu s¹ polscy chorzy i zapyta³y, czy nie przej¹³bym tam duszpasterstwa. Odwa y³em siê jechaæ do Obry, do dyrektora, który mieszka³ w pokojach biskupich. Przedstawi³em siê, powiedzia³em, e zaopatrujê chorych sakramentami. Pocz¹tkowo odpar³, e w ich systemie to nie jest potrzebne, ale póÿniej poleci³ napisaæ do gubernatora Greisera o pozwolenie. Po tygodniu otrzyma³em pozytywn¹ odpowiedÿ. Od tej chwili mia³em wstêp wolny do pomieszczeñ klasztornych. Latem odprawia- ³em Msze w koœciele, zim¹ w sali du ego studium. W Obrze nie by³o ani parafii, ani ksiêdza. Koœció³ œw. Walentego by³ zamieniony na magazyn mebli. Wierni mogli jeÿdziæ na Mszê do Kopanicy. Raz w tygodniu dyrektor zamawia³ furmankê z Nowej Obry, któr¹ doje d a³em do zak³adu. Z regu³y by³o to wieczorami, ju po godzinie 16, najpierw spowiada³em, póÿniej Msza Œwiêta, na któr¹ przychodzi³ nawet dyrektor, choæ by³ przecie protestantem. Ukrywa³ siê na chórze. Dla mnie by³ zawsze bardzo mi³y. Obiad dawa³y mi siostry z jego polecenia. W zak³adzie pracowa³o szeœæ El -

65 Tak. Raz przyjecha³ do mnie œp. ks. Kukie³czyñski, z propozycj¹ wspó³str. 65 bietanek oraz szeœæ sióstr z Bojanowa. Szpital funkcjonowa³ od 1942 roku do koñca wojny. Po wojnie chorzy powyje d ali. Siostry zosta³y przeniesione do rosyjskiego szpitala w Wolsztynie. W Obrze pochowa³em oko³o 150 chorych, którzy zmarli z powodu choroby p³uc. Obecnie groby te zniwelowano. W Komorowie utworzono obóz jeniecki dla W³ochów. Polacy byli tam sanitariuszami. Raz otrzyma³em zaproszenie od w³adz obozu, aby zaopatrzyæ kilku chorych jeñców. Przyjecha³ po mnie oficer niemiecki. Pyta³ siê, czy siê bojê, odpowiedzia³em: z panem - nie! Zaopatrzy³em kilku chorych, w tym czasie Polacy dowiedzieli siê, e polski ksi¹dz jest w obozie, zaczêli prosiæ w³adze, aby pozwoli³a odprawiæ Mszê. Nie pozwolili, t³umacz¹c siê, e jestem na wolnoœci. Gdybym by³ jeñcem, pozwolenie takie bym chyba otrzyma³. Czego Ojcu nie wolno by³o robiæ jako duszpasterzowi? Praktycznie ca³a w³aœciwa dzia³alnoœæ duszpasterska - oprócz zalegalizowanych Mszy - by³a nielegalna, zakazana. Moje miejsca kontaktowe równie musia³em utrzymywaæ w tajemnicy. Oprócz domu pañstwa Lisów w Wolsztynie, mia- ³em podobny punkt w Rakoniewicach, gdzie by³a siostra zakonna, która mog³a rozdawaæ Komuniê. Jaki by³ stosunek mieszkañców - Niemców do Ojca? W Kopanicy niemieccy protestanci byli wrogo nastawieni, katolicy raczej obojêtni, a mo e raczej ostro - ni. W Rakoniewicach nawet policja by³a przychylna. Donosy by³y - to pewne, stawia³em siê z ich powodów na Gestapo - ale czy donosili Niemcy, czy Polacy - nie wiem. Gestapo wiedzia³o o ofiarach sk³adanych podczas chrztu, czy innych uroczystoœci, chocia taks nie by³o. A kontakty z podziemiem? pracy z AK, niestety, ze wzglêdu na potrzeby wiernych - by³em jedynym ksiêdzem w okolicy - odmówi³em. Co dla Ojca by³o najwiêkszym ciê- arem? Najwiêcej zdrowia kosztowa³y mnie dojazdy, wielkie odleg³oœci. Mog³em jeÿdziæ tylko rowerem, bez wzglêdu na warunki atmosferyczne. Na trasie Obra-Ja yniec by³ kiedyœ tylko piach. A ja nauczy³em siê jeÿdziæ na rowerze dopiero na pocz¹tku wojny! Dwa razy zarazili mnie chorzy z Obry, ale dosta³em 50 zastrzyków i szybko z tego wyszed³em. Przez ca³y ten czas by- ³em zdrowy, bp Dymek zabroni³ mi chorowaæ; zreszt¹ by³em m³ody. K³opotów finansowych nic mia³em. Z krewnymi nie utrzymywa³em adnych kontaktów. Chocia sami Niemcy interesowali siê moj¹ rodzin¹. Wezwano mnie kiedyœ do Wolsztyna i pytano o braci, którzy byli w wojsku niemieckim ze wzglêdu na œl¹skie pochodzenie. Pytano czy jestem Niemcem, odpowiedzia³em, e jestem wychowany w Polsce i e czujê siê Polakiem. Myœlano, e zgodzê siê zostaæ kapelanem w wojsku niemieckim. Co sprawia³o Ojcu najwiêcej przyjemnoœci? Wielce siê cieszy³em, gdy odprawia³em Mszê w którymœ z koœcio- ³ów. Widzia³em po drodze t³umy, które sz³y ze wszystkich stron, wiele kilometrów, aby byæ na Mszy - to by³y dla mnie prawdziwe rekolekcje. Ojciec robi³ to wszystko zaledwie rok po œwiêceniach. To nieprawdopodobne! Jak Ojciec to wszystko znosi³, sk¹d czerpa³ si³y? Tak, oczywiœcie, e siê ba³em. A taka jest dziwna kolej ycia: duszpasterstwo rozpoczyna³em od funkcji proboszcza, a pod koniec ycia jestem wikarym. Cieszy³em siê z tego, e mogê prawdziwie duszpasterzowaæ, spowiadaæ celebrowaæ Mszê, zaopatrywaæ chorych. Nie mia³em nigdy k³opotów z kap³añstwem. Nigdy nie myœla³em o przejœciu do diecezji, cieszy³em siê, e jestem zakonnikiem, Oblatem. A gdy po wojnie otrzyma³em z kurii dekret mianuj¹cy mnie proboszczem w Ptaszkowie - odmówi³em, powiedzia³em, e wracam do klasztoru. Mia³em te zostaæ proboszczem w Wolsztynie, gdy zaraz po wojnie nie by³o ksiê y. Równie odmówi³em. Ale wprowadzi³em pierwszych m³odych wolsztyñskich kap³anów: Gryczkê i Lercha. Nie by³o adnych zastrze eñ do prowadzonych przeze mnie ksi¹g metrykalnych, parafialnych. Trochê pracowa³em równie w Kêb³owie. W Obrze natomiast jako pierwszy by³ O. Szymurski. Ile razy by³ Ojciec wzywany na Gestapo? By³em u nich cztery razy z powodu donosów, o których ju mówiliœmy. Zawsze siê ba³em. Nigdy siê tego nie wstydzi³em. Wielokrotnie myœla³em, e jadê tam po raz ostatni, ale ca³y powiat modli³ siê za mnie, czu³em wartoœæ modlitwy. Za ka dym razem Gestapo ³agodnia³o - a ja podpisywa³em dokument, e to siê wiêcej nie powtórzy. Ale wola Bo a i obowi¹zek zmusza³y mnie, abym znowu duszpasterzowa³. Gdy wraca³em z posterunku Gestapo wstêpowa³em do biskupa Dymka, który cieszy³ siê, e powiat wolsztyñski ma nadal ksiêdza. Trochê a³owa³em, e w scholastykacie ma- ³o by³o przygotowania duszpasterskiego, biskup mówi³, e mam postêpowaæ wg w³asnej roztropnoœci. Jak obecnie ocenia Ojciec ten ca³y okres wojenny? Jeszcze doœæ d³ugo po wojnie g³êboko prze ywa³em tamte wydarzenia, ale gdy zosta³em misjonarzem to tak mi siê to spodoba³o, e powoli przyzwyczaja³em siê do nowej rzeczywistoœci, czu³em siê na swoim miejscu. Byliœmy z OO. Grzesikiem i Much¹ pionierami misji na Œl¹sku. Serdecznie dziêkujê za rozmowê Rozmowê z o. Jerzym Machoniem przeprowadzi³ O. Józef Kowalik GW nr1-1993

66 str. 66 Mia³em wówczas14 lat Pan Edward Pi¹tek z Wolsztyna w chwili wybuchu wojny mia³ 9 lat. Opowiedzia³ mi swoje prze ycia z tamtych lat. Stwierdzi³, e musi zacz¹æ swoj¹ opowieœæ od 1939 roku, abym zrozumia³a, gdzie zasta³o go wyzwolenie spod w³adzy okupanta. Po wkroczeniu wojsk niemieckich w 1939 r. do Wolsztyna wydano og³oszenie, e dzieci polskie nale y zg³osiæ w Urzêdzie Miejskim w celu zapisania ich do szko³y. Moja mama zg³osi³a brata, siostrê i mnie. Pozostali - bracia i siostra nie podlegali zapisowi, bo mieli powy ej 13 lat i zostali zabrani do pracy w gospodarstwach rolnych. Chodziliœmy do niemieckiej szko³y dla polskich dzieci, gdzie uczono nas w jêzyku niemieckim. Po up³ywie jednego roku zapowiedziano, e od dziœ bêdziemy siê uczyæ pisma latajnische schrift, podobnego do dzisiejszego z wyj¹tkiem niektórych g³osek. Pismo niemieckie opanowa³em doœæ dobrze, z powodzeniem odczytywa³em dane na starych niemieckich dokumentach i ksi¹ kach sprzed 1920 r. Nauczycielami mojej klasy byli: pp. Szymañska, Liske, Roske, Hibner i Dontke. W 1943 r. podczas lekcji w szkole otworzy³y siê drzwi, a w nich ukaza³a siê kierowniczka szko³y p. Szymoñska i jeszcze jedna pani. Wskaza³a na mnie. Kaza³a mi zabraæ torbê, zeszyty i pójœæ z t¹ drug¹ pani¹. Zaprowadzi³a mnie do Arbeitsamtu (biuro zatrudnienia) na ulicy Marcinkowskiego w Wolsztynie. Tam za³atwiono formalnoœci i dano mi przekaz do pracy z dniem 1 marca 1943 r. T¹ pani¹ co przysz³a po mnie do szko- ³y by³a Emma Schultz z Weisberg (niemiecka nazwa Przedmieœcia - Przemêt). Jecha³em tam pierwszy raz w yciu poci¹giem. Obserwowa³em wszystko, co po drodze by³o, nawet liczy³em stacje kolejowe. Dojecha³em do nich szczêœliwie. Powiedziano mi, e na czwartej stacji mam wysi¹œæ i dwa kilometry iœæ pieszo do gospodarstwa rolnego E. H. Schultzów. Tam mnie przyjêto i ulokowano na strychu poddasza. Sta³o tam ³ó ko, a pod dachówkami wisia³ dr¹ ek, który s³u y³ mi jako szafa do odzie y. Przez ma³e okienko (20x40cm) przy pod³odze, wychyla³em latem g³owê na zewn¹trz, by zaczerpn¹æ trochê œwie ego powietrza i och³odziæ siê. W porze letniej by³o tam strasznie duszno i gor¹co, bo dachówki nagrzewa³y siê od s³oñca. Zim¹ W tym domu przy ul. Marcinkowskiego mieœci³ siê Arbeitsamt M³yn w Przedmieœciu by³o bardzo zimno. Jak siê rano obudzi- ³em, to pierzyna by³a sztywna, a w³osy na g³owie oszronione. Ustalono mój zakres pracy. O szóstej pasienie byd³a, œció³ka, porz¹dki i o ósmej œniadanie. Po œniadaniu prace polowe, w ogrodzie i utrzymywanie porz¹dku w gospodarstwie. Do gospodarstwa tego nale a³ te m³yn, w którym by³o zatrudnionych trzech pracowników. Dla mnie 13 - letniego ch³opca praca by³a bardzo ciê ka. Pewnie bym tego wszystkiego nie wytrzyma³, gdyby nie to, e moi rodzice i W tym gospodarstwie w Przedmieœciu, do którego nale a³ m³yn zajêty przez Schulzów, E. Pi¹tek pracowa³ a do wyzwolenia dziadek nauczyli mnie ciê kiej pracy. W latach 30 - tych i podczas okupacji nic by³o im ³atwo yæ. By³em wiêc zahartowany do ciê kiego ycia i dlatego wytrzyma- ³em to wszystko. Pierwszy raz pozwolono mi pojechaæ do domu na Wielkanoc. Pani Emma Schulz kupi³a bilet na poci¹g. Wyjecha³em w sobotê po po³udniu, a w pierwsze œwiêto musia³em ju wracaæ. Drugi raz chcia- ³em jechaæ na Zielone Œwi¹tki. Poszed³em rano o 6.00, ale nie sprzedano mi biletu, wiêc ruszy³em pieszo 30 km. Gdy doszed³em do Nowej Wsi z gospodarstwa wyje d a³a powózka. Siedzia³o na niej wiele osób. Zatrzymali siê. Jeden z mê czyzn (p. Dziewiêcki) zapyta³ mnie dok¹d idê. Kiedy powiedzia³em, e do Wolsztyna, on odpowiedzia³: stañ na tylnej osi i trzymaj siê oparcia tylnego siedzenia, my jedziemy w tym kierunku, to ciê podwieziemy. Jecha³em tak a do Wroniaw, bo powózka skrêci³a w lewo do Kêb³owa. Poszed³em dalej. W Widzimiu wysz³o na drogê trzech ch³opców, by³y to dzieci przesiedlonych Niemców znad Morza Czarnego w Rumunii. Bili mnie i kopali gdzie popad³o. Do Wolsztyna przyszed³em oko³o godziny Jeszcze dobrze nie wszed³em do domu, a ju by³ alarm przeciwlotniczy, wiêc

67 str. 67 Przed stacj¹ B³otnica wyskoczy³ z poci¹gu uciekaliœmy z rodzicami do ogrodu pod tak¹ du ¹ p³acz¹c¹ wierzbê. Us³yszeliœmy ogromny ryk samolotów alianckich - wielkie bombowce lecia³y wy ej, a chroni¹ce je myœliwce ni ej. By³o ich bardzo du o. Jak siê póÿniej dowiedzieliœmy, zbombardowa³y dworzec w Poznaniu, tereny targowe, pocztê g³ówn¹ i halê produkcyjn¹ w Krzesinach ko³o Poznania (gdzie produkowano czêœci prototypu niemieckiego samolotu). Po alarmie moja mama wypra³a wszystkie moje rzeczy, bo o godz musia³em jechaæ z powrotem. Ojciec mój mia³ zezwolenie na przejazdy kolejowe, dlatego kupi³ mi bilet i za- ³atwi³ z kolejarzami polskimi, którzy obs³ugiwali ten poci¹g, eby mnie ukryli przed kontrol¹. Przed stacj¹ w B³otnicy wyskoczy³em z wolno jad¹cego poci¹gu i przez pola przebieg³em a do gospodarstwa Schulzów. W lipcu 1944 roku wybra³em siê do domu. Jak siê póÿniej okaza³o by³ to mój ostatni marsz do domu na odwiedziny. Wypytywa³em ró ne osoby, którêdy by mo - na dojœæ do Wolsztyna, eby omin¹æ Mochy i Widzim. Powiedziano mi, e mogê iœæ przez ³¹ki nad kana³ami, wiêc w pewn¹ sobotê o godz wyruszy³em w drogê. Szed³em nad kana³em. Po paru godzinach wydawa³o mi siê, e idê w odwrotnym kierunku. Z niecierpliwoœci¹ szuka³em mostu, eby przejœæ przez kana³. Zaczê³o siê robiæ ciemno, wreszcie ujrza³em wypatrywany most. Po przejœciu paru kilometrów znalaz³em siê w lesie. By³a ju noc, nie wiedzia³em w któr¹ stronê iœæ. Wreszcie trafi³em na jak¹œ œcie kê, któr¹ doszed³em do torów kolejowych we Wroniawach. Ucieszy³em siê i ruszy³em tymi torami do Wolsztyna. Miêdzy Wroniawami a Widzimiem zasta³a mnie silna burza, b³yska³o siê i grzmia³o strasznie, a potem la³ rzêsisty deszcz. Chcia³em siê schowaæ pod drzewo lub mendel na polu, ale pamiêta³em jak starsi ludzie mówili, e to nie wolno, bo mo e piorun uderzyæ. Nie zosta- ³o na mnie suchej nitki, do domu dotar³em o godzinê trzeciej rano. Zapuka³em do drzwi. Mama jak mnie zobaczy³a, to p³aka³a razem ze mn¹. Zaraz wziê³a siê za pranie, pocerowa³a co by³o trzeba i na znowu wyruszy- ³em na poci¹g i tak jak poprzednio przed ostatni¹ stacj¹ wyskoczy³em z wagonu Na browarze w Wolsztynie Niemcy wymalowali napis Wszystkie ko³a musz¹ siê krêciæ a do zwyciêstwa i szed³em dalej pieszo. Tym razem p. Emma ju czeka³a na mnie. Dosta³em odpowiednie kazanie. Zakaza³a odwiedzin w domu. Zagrozi³a, e bêdê mia³ do czynienia z policj¹. By³em za³amany, nie mia³em chêci do niczego. Do koñca wojny nie by³em w domu. W Wigiliê Bo ego Narodzenia 1944 r. kolacjê jedliœmy w kuchni. Przy du ym stole na ³awkach siedzieli p. Emma z dzieæmi: Elz¹, Wilim, Ditt¹ i Gerchardem oraz s³u ¹ca i ja. Po kolacji p. Emma zabra³a swoje dzieci i posz³a do pokoju. S³u ¹ca sprz¹tnê³a kuchniê i te gdzieœ posz³a, a ja nie mia³em siê gdzie podziaæ, dlatego poszed³em do obory. Usiad³em na sto³eczku s³u ¹cym do siedzenia przy dojeniu krów. Dziadek i mój ojciec mówili mi, e zwierzêta w Wigiliê zawsze mówi¹ ludzkim g³osem, wiêc siedzia³em i patrzy³em na nie. Krowy odwróci³y swoje pyski, spojrza³y na mnie mruknê³y, ale nie przemówi³y. Przypomnia³o mi siê, e jeden z pracowników m³yna prosi³ mnie na Wigiliê, wiêc poszed³em do niego. By³ silny mróz, le a³o du o œniegu, a ja przez pole i ogrody oko³o dwóch kilometrów spieszy³em do tych ludzi. Byli ju po kolacji, ale zostawili dla mnie trochê pierników. Wróci³em póÿno i poszed³em do mojej lodówki na strych. W pierwsze œwiêto po odpasieniu krów ruszy³em mimo zakazu wychodzenia w kierunku Wolsztyna, bo chcia³em byæ choæ chwilê w œwiêta z rodzin¹. Jednak e po ujœciu 5 kilometrów zawróci- ³em, gdy by³o bardzo zimno, a przypomnia³em sobie te co mnie mo e spotkaæ za samowolne wyjœcie. Wraca³em przez rynek w Przemêcie. Ze zdziwieniem zauwa y³em, ca³y zastawiony jest saniami. Z koœcio³a wychodzi³y niemieckie rodziny. Myœla³em, e coœ siê sta³o, bo przecie ten koœció³ by³ zawsze zamkniêty. W czasie wojny nie odprawiono tam mszy. PóŸniej zorientowa³em siê, e pewnie na froncie wiod³o siê Niemcom Ÿle jak trwoga, to trzeba iœæ do Boga - pomyœla³em. Teraz widzia³em z twarzy Niemców, e coœ jest z nimi niedobrze. By³em za m³ody, wiele nie rozumia³em. A wreszcie roku, a by³a to sobota godz , p. Emma Szultz powiedzia³a do mnie Edziu, przyjdÿ na kolacjê do pokoju. Nigdy w adnym pokoju Schulzów nie by³em. Sta³y tam wspania³e jak na tamte czasy czarne meble - du y okr¹g³y stó³, czarne biurko a na nim telefon. Jak koñczyliœmy kolacjê, rozleg³ siê dzwonek aparatu. Pani Emma podnios³a s³uchawkê i zblad³a. Pamiêtam jak powtarza³a s³owa: Dziœ o godz na rynku. Zabierze nas wóz konny gospodarza Linkiego. Po³o y³a s³uchawkê i powiedzia³a do s³u ¹cej, e musimy siê pakowaæ, a do mnie:,,edziu, weÿ mój rower, jedÿ do piekarni i kup dwa du e chleby.. Nadjecha³ wóz Niemcy, za³adowali siê i odjechali. Nastêpnego dnia s³u ¹ca - Polka wysz³a i wróci³a powózk¹ z jakimœ panem. Spakowa³a siê i pojecha³a do domu, a ja pozosta³em sam. W poniedzia³ek przyszli pracownicy m³yna, ale go nie uruchomili. Wspomnieñ Edwarda Pi¹tka wys³ucha³a Anna Domagalska GW

68 str. 68 Z albumu... wi³ siê album, zakupiony przez muzeum za 560 z³. Nie czêsto udaje nam siê dokonaæ takiego zakupu, bo s¹ osoby, które za pocztówki, warte ok. 100 z³, s¹ gotowe zap³aciæ nawet 400 z³, by tylko je Pracownicy Muzeum Regionalnego w Wolsztynie na bie ¹co œledz¹ aukcje internetowe. W 2006 roku na aukcji niemieckiej pojawi³ siê album 3. kompanii mjr. Schulze, która przebywa³a w Wolsztynie od 7 wrzeœnia do 19 grudnia 1939 r. Nie staæ nas by³o na ten zakup, ale uda- ³o siê szybko wydrukowaæ fotografie, potrzebne nam do dokumentacji powiedzia³a dyrektor Z. Chwalisz. Zdjêcia z dokumentacj¹ pobytu kompanii, (kwatery w SP nr 1, apele, spotkania przy rzeÿbach w ogrodzie M. Ro ka, poranny objazd na koniach), s¹ i zdjêcia rozwieszonych propagandowych plakatów w jêzyku polskim zrzucaj¹ce odpowiedzialnoœæ za wojnê na Angliê, czy rozdzielenie jedzenia dla polskiego spo³eczeñstwa przez,,dobrych o³nierzy niemieckich. S¹,,sielankowe zdjêcia nawi¹zywania znajomoœci z dzieæmi polskimi, z przygotowania obozu w Komorowie, z zabaw na saneczkach, na lodzie, czy z oficerskiego posi³ku pieczonego ba anta. Na internetowej aukcji Allegro, poja- Dowódcy niemieccy studiuj¹ mapy mieæ. Zakupiony album jest o tyle cenniejszy, e oprócz zdjêæ z podpisami ma te kronikarski zapis najwa niejszych wydarzeñ dla kompanii Wiegmanna, przesiedlonej z Rakoniewic i Grodziska o³nierze niemieccy graj¹ w pi³kê no n¹ (1940r) przed obecnym wolsztyñskim liceum Zajêcie wolsztyñskich urzêdów przez Wermacht do Wolsztyna (19 grudnia 1939 r.) - wyjaœnia pani dyrektor. Dziêki zapisom wiemy m.in., e w willi M. Ro ka Niemcy urz¹dzili kasyno. 24 grudnia 1939 r. kronikarz wpisa³,

69 str. 69 Ten budynek przy ul. Sienkiewicza w Wolsztynie zajêli Niemcy. Dla o³nierzy niemieckich przygotowano zawody kajakowe e o œwiêta Bo ego Narodzenia rozpoczê³a przemowa Leutnanta Wiegmanna, a na kolacjê zjedli pieczeñ na dziko z ziemniakami, kapustê czerwon¹ i kompot z wiœni. 10 stycznia 1940 r. przy minus 25 0 C popêka³y rury w budynku przy ul. Sienkiewicza, gdzie stacjonowali o³nierze. Niemieccy o³nierze nie mogli narzekaæ na nudê, bo zapewniono im wieczór taneczny w auli Liceum, strzelanie na strzelnicy, prezentacje filmowe,,marsz na Polskê, zawody pi³ki no nej z inn¹ kompani¹, a tak e z pracownikami poczty w Wolsztynie (nie omieszkano zapisaæ wyników), wieczór Varriete w Grand Hotelu (dziœ WDK). W Kronice zapisano, e 9 czerwca 1940 r. o godz przyby³o do obozu w Komorowie 2000 francuskich wiêÿniów z Abbeville. 12 czerwca 1940 r. o przyjecha- ³o Francuzów z Calais, których skierowano do Stalagu XXI C, i w tym samym dniu kolejnym transportem o przyby³o z Calais kolejnych francuskich wiêÿniów (skierowanych do wy ej wspomnianego stalagu). 18 lipca 1940 r. pojawi³ siê wpis o pogrzebie 18 zamordowanych Volksdeutchów w Rakoniewicach. Wpisy koñcz¹ siê 23 sierpnia 1940 r. W willi M. Ro ka urz¹dzoni kasyno oficerskie ( ). Na zdjêciu spotkanie w ogrodzie Ro ka oficerów Wermachtu z Wolsztyna i Rakoniewic Na Rynku w Wolsztynie Emilia abuda GW nr

70 str. 70 LISTY Z MAUTHAUSEN GUSEN G³os Wolsztyñski Listy Floriana Antkowiaka wys³ane z obozu koncentracyjnego Mauthausen Gusen. Pisane po niemiecku, cenzurowane, mog³y zawieraæ tylko 15 wierszy na jednej stronie. Nadawca zawsze ten sam: Florian ANTKOWIAK urodzony dnia 28 kwietnia 1912 roku. Mauthausen, dnia 10 sierpnia 1940 (Gusen) Najukochañsza Zeninko! Dziêkujê Ci serdecznie za list, otrzymany jeszcze w Dachau i za pamiêæ o mnie. Zadowolony jestem z tego, e tak dobrze dajesz sobie radê. al mi tylko, e w adnym wypadku nie mogê Ci pomóc. Proszê Ciê, nie troszcz siê zbyt o mnie, poniewa ja jestem zdrów. Zwa aj tylko na siebie i zdrowie swoje, gdy to jest nadzwyczaj wa ne dla naszego dziecka. Zatrzymaj dobr¹ Agê u siebie tak d³ugo, jak to tylko bêdzie mo liwe. Cieszy mnie, e w obecnym ciê kim po³o eniu Pani urkiewicz u Ciebie jest. Co siê tyczy mojej matki, to zrób tak, jak mi napisa³aœ. Jeœli mia³abyœ ciê kie k³opoty, spodziewam siê, e rodzeñstwo moje Ci pomo e, a mnie wyœwiadcz¹ przez to wielk¹ przys³ugê. Pociesz te kochan¹ Matkê Jureczka i Laluniê, e przy Bo ej pomocy znowu siê zobaczymy. Œniê codziennie, e do Was powróci³em! Nie za³¹czaj mi adnych znaczków pocztowych; dalsze przesy³ki pieniê ne s¹ mi równie niepotrzebne. Matce Twojej tak e podziêkuj za dobr¹ jej wolê przysy³ania mi paczki. Martwi mnie, e Hauce (Ha³kowi) gorzej siê powodzi, ale miejmy nadziejê, Bóg wnet przywróci mu zdrowie. Pozdrów Pana Neumanna i innych nieznanych mi podnajemców. Jak interes idzie w obecnym sezonie? Czy Jureczek jest zdrowy. Niech Czesiu doprowadzi do porz¹dku rower dla Ciebie albo naszego dziecka. Serdeczne pozdrowienia dla naszych kochanych matek, braci i sióstr, kuzynki Marty, Pani urkiewicz, Pani Stachny, Ciebie kochana Zeninko i kochanego Jureczka oraz Laluniê serdecznie ca³ujê. Wasz Florek Gusen, dnia 26 stycznia 1941 Kochana ono! Wiadomoœæ o wyjeÿdzie Twoim z Wolsztyna bardzo mnie zasmuci³a. Adze dziêkujê za wszystko dobre co nam uczyni³a, i e tak wiele o Was siê troszczy³a. Sprawê z Urszul¹ za³atw, jak najlepiej uwa asz. By³oby dobrze materia³y piœmienne podarowaæ Marcie, za opiekê chorego wujka Ha³ka. Proszê, napisz mi jak Wam siê powodzi i jak Marta za³atwi³a sprawê w Koœcianie? Czy nie by³oby lepiej zwróciæ siê o pomoc dla Was do Pani Stachny? Oczekujê od Was rych³ej, dobrej wiadomoœci i zasy³am wszystkim najserdeczniejsze pozdrowienia. Ojczulek Florek Na razie pieniêdzy nie potrzebujê. Adres mój przy przesy³kach pieniê nych winien brzmieæ: Imiê i nazwisko, data urodzenia, numer wiêÿnia, blok i izba. Obóz Koncentracyjny Mauthausen (Gusen) Górny Dunajec, poczta Mauthausen. Mauthausen-Gusen, dn r. Kochana ono Zeninko! Listy Twoje odebra³em. Bardzo za nie dziêkujê. Równie dziêkujê Pani Janeczek i Agnieszce za trud i troski, które maj¹ z Tob¹ i Jureczkiem. Bardzo smutne jest, e Antoni nie chce Ci nic pomóc. Rzeczy moich nie wolno Ci wydaæ Stefanowi, gdy te mo e jeszcze Jurek raz potrzebowaæ. Z Adamowa adnych pieniêdzy ani paczek nie odebra³em. Otrzyma³em tylko paczkê i 5 marek od siostry Stefki. Jestem bardzo ciekawy, czy Marta nadal pielêgnuje chorego Florusia? Rower ci wolno sprzedaæ, wed³ug w³asnego uznania, gdy wiem, e pieni¹dze potrzebujesz. Jest mi bardzo nieprzyjemnie, e nie mogê Wam pomóc. Kochano Zeñko, nie martw siê o mnie, poniewa nie Ciebie, lecz mnie Pan Bóg ukara³. Niech Jurek do Pani Stachny napisze. Serdeczne pozdrowienia dla Ciebie, Jurka, Pani Janeczek i Agi œle Wasz Tatuœ Florek Mauthausen-Gusen, dn r. Kochana Zeniu i Jureczku! List z dnia odebra³em. Bogu dziêki jestem zdrów. Cieszê siê, e Wy zdrowi jesteœcie i e znajdujecie siê pomiêdzy tak dobrymi ludÿmi. Codziennie yjê z Wami i o Was myœlê. yczê Wam zdrowych œwi¹t i ju dzisiaj gratulujê Tobie kochana Zeniu na Twoje imieniny i yczê Ci spe³nienia wszystkich Twoich marzeñ. Napisz mi te, czy kuzynka Marta z wujkiem Florusiem na Twoje imieniny przyjad¹ i czy wujek ten ju zdrowy jest? Od rodziny mojej nie mam adnych listów wiadomoœci. Niech do mnie napisz¹. Pieniêdzy od Ciotki Heli jeszcze nie odebra³em. Stefce bardzo dziêkujê za 5 marek, które mi siê bardzo przyda³y. Czy rodzina moja, bracia Antoni albo Stachna nie mog³a wys³aæ choremu Wujkowi Florusiowi trochê pieniêdzy na leczenie? Czy kuzynka Marta pisa³a? Serdeczne uca³owania i pozdrowienia dla Ciebie, Jureczka, ca³ej rodziny, rodziny Janeczków Wasz Florian Mauthausen-Gusen, czerwiec 42 r. Kochana ono i Synku! Jestem zdrów. Z utêsknieniem oczekujê od Was listu. Ciekawy jestem, czy jesteœcie zdrowi i jak nasz synek roœnie. Mam nadziejê, e jest grzeczny dla kochanej matki i Agnieszki. Bardzo du o o Was myœlê i z ca³ego serca chcê yæ znowu z Wami tak jak to przedtem by³o. Mam nadziejê, e synek nasz pod Twoj¹ rêk¹ kochana Zofio i naszej Agnieszki zdrowo roœnie i dobrze siê (s³owo nieczytelne przyp. t³umacza). Oczekujê listu od mojej rodziny. Matce chrzestnej naszego syna dziêkujê bardzo za 15 marek, otrzymane na Gwiazdkê. Mo e Bóg da, e po wojnie znowu razem yæ bêdziemy, tak jak w Wolsztynie. Serdeczne pozdrowienia i uca³owania kochaj¹cy Wasz ojciec Florek Opr. Anna DOMAGALSKA GW nr

71 str. 71 Wiêzieñ nr z Dachau Obóz z Mauthausen - zdjêcie zrobione przez SS-manów. Kliszê wywo³ali Amerykanie Florian Antkowiak pochodzi z wielodzietnej rodziny. Mia³ piêciu braci i trzy siostry. Gdy mia³ 15 lat rozpocz¹³ praktykê w biurze notarialnym w Wolsztynie. Pracê rozpoczyna³ wczeœnie rano. Od godz by³a przerwa obiadowa. Kiedy inni siedzieli, jedli, on nie przerywaj¹c pracy, jad³ bu³kê, popija³ szklank¹ mleka. Przyœwieca³ mu jeden cel - podnieœæ swoje umiejêtnoœci. Po jedenastu latach pracy w tym samym biurze, wraz z innymi aplikantami zdawa³ egzamin. Wypad³ doskonale. Trzy lata uczy³ siê prawa w studium zaocznym. W Wolsztynie mieszka³ najpierw przy Lipowej 1, potem pod numerem 16, by przenieœæ siê na ul. R. Kocha (dziœ znajduje siê tu firma zegarmistrzowska- p.p. Wojtkowiak). Tam odby³ siê jego œlub z Zofi¹ Szczepaniak, w którym uczestniczy³ notariusz Stanis³aw Jarysz. Ju z on¹ przeniós³ siê na ul. Poznañsk¹. W dniu imienin ony -15.V r. cieszyli siê razem, e uda³o im siê, e maj¹ spokój, e s¹ razem. Lecz imieniny skoñczy³y siê tragicznie. Nad ranem zabrali go Niemcy. Zostawi³ w domu onê i piêcioletniego synka. W grudniu i ich wysiedlono, jako rodzinê bandyty. Dojechali do granicy na Bugu i dziêki znajomoœci wrócili. Osiedli w Miñsku Mazowieckim. Pan Florian w tym czasie s³a³ z Dachau listy do Wolsztyna - wraca³y z napisem adresat nieznany. Korespondencjê kierowa³ wiêc do matki w Adamowie, póÿniej dopiero do Miñska Ma. ona, o której ludzie mówili, e ma z³ote rêce by³a hafciark¹, osob¹ niezwykle delikatn¹. W roku 1944 trafi³a do Powstania Warszawskiego. By³a z ni¹ na wysiedleniu pani Agnieszka Nowicka, która jeszcze w Wolsztynie pomaga³a pani Antkowiakowej. Gdy wiêc matka Jurka zdecydowa³a siê walczyæ w powstaniu, zaopiekowa³a siê jej synem. Pani Antkowiakowa jako uczestniczka powstania, podzieli³a los innych. Po powstaniu zosta³a wziêta do niewoli niemieckiej. Niemcy przewozili wiêÿniów poci¹giem. Przeje d ali przez Wolsztyn. Z wagonu ona wyrzuci³a kartkê, która dotar³a do rodziny. Wywieziona do Hamburga, pracowa³a przy torach kolejowych. Pan Florian do dziœ przechowuje wszystkie jej listy. W 1945 roku stara³ siê, by ona wróci- ³a. By³ w Gdañsku, u osoby, która wróci³a z Hamburga. Dowiedzia³ siê, e ona jest wykoñczona nerwowo, e w nic i nikomu ju nie wierzy. Niemcy rozpowiadali, e tych, którzy wróc¹ z niewoli niemieckiej - czeka nastêpna - sowiecka. Mówili te jej, e gdy siê podleczy, wszyscy razem wróc¹. By³a nieufna. Przekonaæ móg³ j¹ tylko m¹. Koniecznie chcia³ po ni¹ jechaæ. By³ nawet w Ministerstwie w Warszawie, by dostaæ paszport i przywieÿæ chor¹ onê. Nie dosta³. Wtedy nikogo nie wypuszczano. A ona nie mog³a zrozumieæ, dlaczego ukochany Florian nie przyje d a po ni¹, dlaczego nie zaryzykowa³ i nie przyjecha³ z dzieckiem? Ksi¹dz Wojciechowski - wiêzieñ z Hamburga opowiada³, e ona to zniszczony cz³owiek, bo tam w Niemczech w czasie nalotów by³o prawdziwe piek³o - w dzieñ i w nocy. 20 lat czeka³. Dopiero wtedy zdecydowa³ siê poœlubiæ Agnieszkê, która opiekowa³a siê tyle lat jego synem. Pan Antkowiak, wiêzieñ z obozu w Dachau, Gusen i Mauthausen, wiele Florian Antkowiak - zdjêcie zrobione po wyzwoleniu obozu przez Amerykanów razy zastanawia³ siê, co takiego móg³ zrobiæ, e Niemcy przyszli po niego. Piêæ lat rozwa a³, dlaczego wpisali go na listê. Mo e to, e ojciec by³ powstañcem wielkopolskim i kiedyœ zabra³ dubeltówkê Niemcowi z Wolsztyna - Tymowi? Mo e razi³o Niemców, e chodzi³ dobrze ubrany? A mo e rzeÿnik Kaleske spod trójki na Poznañskiej zemœci³ siê za odpowiedÿ na pytanie - Co, Antkowiak, gdzie jest Wasza zasrana Polska? - By³a, zginê³a i znowu o y³a! -odpowiedzia³. Mo e on? Ju po wojnie, od pracownika SB otrzyma³ oryginaln¹ listê z jedenastoma nazwiskami osób do aresztowania. Pracownik powiedzia³ mu te uwa aj, bo te cholery Ciê zniszcz¹! Na to odpowiedzia³ - wiesz, dopóki mnie ³apa germañska bi³a, to prosi³em Boga, eby prze yæ, ale jak Polak uderzy - to bêd¹ dwa trupy. Wtedy ju, po wojnie, wiedzia³ o przyczynie swego aresztowania - o og³oszeniu Greisera sprawuj¹cego od jesieni 1939 rz¹dy w Wielkopolsce - Sonderaktion gegen polnische Inteligenz. Z urzêdu do wiêzionych nale a³o zaliczyæ: 1. Ksiê y i duchownych (jako pod egaczy wojennych) 2. profesorów i nauczycieli 3. urzêdników na wy szych stanowiskach

72 str. 72 G³os Wolsztyñski 4. wszystkie inne stany i zawody (rolników, robotników, rzemieœlników - tzw. twardy i fanatyczny Polak, wskazany przez miejscowych Niemców) Dzisiaj najbardziej denerwuje pana Antkowiaka, e dopiero po 50 latach odkrywa siê fakty, o których wszyscy wiedzieli wczeœniej. W obozie, gdy Niemcy ju siê wycofywali, a niektórzy z wiêÿniów mieli dostêp do gazet niemieckich, spyta³ jeñca rosyjskiego, Iwana, cz³onka NKWD - powiedz mi, co ci zrobili polscy oficerowie, jeœli wcale nie walczyli przeciw wam? - Czort z nimi! Znajetie, miêkkie ruki mieli. To byli bur uje *** Listów z obozów pisa³ wiele. Te wysy- ³ane drog¹ legaln¹ - na oryginalnych drukach niemieckich zawiera³y krótkie, lakoniczne wiadomoœci - wszystkie by³y cenzurowane. Jego znajomoœæ jêzyka niemieckiego nie by³a dobra, pisali koledzy a on tylko podpisywa³. Listy pisane po polsku by³y nielegalne. Kolega niedoli - Emil elezny trzy dni mêczony by³ przez Gestapo za wys³anie listu. Pan Antkowiak okropnie ba³ siê tortur, ale ryzykowa³. Na jednej z kopert napisa³, dla zmylenia Niemców, adres zwrotny - Johen Zmyœliñski (list zachowa³ siê do dziœ, podobnie jak wiele innych). Z Wiener Neudorf III napisa³ m. in. do brata (urywki): Kochany bracie Stefanie! Donoszê Tobie, e dziêki Bogu jestem jeszcze zdrów! Pracê mam dobr¹ - lecz potrzebujê si³y do pracy. List Twój i dwie paczki z chlebem odebra³em! Dziêkujê Tobie i Twej onie Ance za pamiêæ. List ten piszê okazyjnie. (...) Teraz Kochani Moi Bracia i Siostry mam do Was wszystkich wielk¹ proœbê - mo e ostatni¹. Z ca³ego serca pragnê by z Nasz¹ Kochan¹ Matk¹ i z Wami wszystkimi raz jeszcze siê zobaczyæ. Je eli wiêc Wam choæ trochê na tem zale y - proszê Was wszystkich o pomoc. S¹dzê, e mej rêki wyci¹gniêtej do Was nie odrzucicie!(...) Wy do mnie mo ecie wszyscy pisaæ, kiedy zechcecie - ja listy Wasze otrzymam. Ja bym chêtnie do Was pisa³ - ale... Wiem, e sami nie macie rozkoszy - ale przy dobrej woli i pamiêci - kawa³ek suchego chleba by siê zawsze znalaz³. Proszê wiêc przyœlijcie mi, co mo ecie. Najbardziej potrzeba mi chleba! Trochê soli, cebuli, czosnku mo ecie te do³¹czyæ. Tak samo proszê mi przys³aæ papierosy, tytoñ i bu³ki. Sam nie palê, ale to dla mnie potrzebne, (podkreœlenie autora) Mo e Antoœ przyœle mi choæ jedn¹ koszulê wierzchni¹ - sportow¹, ciemny kolor. Skarpetki i chusteczki do nosa te by siê przyda³y. Czekam wiêc rych³ej wiadomoœci. Adres do mnie ten sam jak poprzednio bez adnych zmian. Florek Pan Antkowiak z synem po wojnie Najukochañsza Matko! Serdecznie Wam dziêkujê za list z który odebra³em Bardzo mnie cieszy, e Kochana Matka tak ³adnie mi o wszystkim opisa³a. Z g³êbi serca tak e dziêkujê Wam Moi Kochani za ostatni¹ paczkê, któr¹ otrzyma³em Paczka ta bardzo mnie ucieszy³a, gdy wszystko odebra³em w bardzo dobrym stanie. Nadzwyczaj smaczny by³ placek. Poza tym odebra³em chleb, kawa³ek mas³a, paczkê papierosów i rêcznik. Nigdy nie wysy³ajcie wielkich paczek tak jak dawniej! Dla mnie zawsze lepiej mniejsze dwie ani eli jedna a wielka. Ja od Was Kochana Matko nie mogê nic wymagaæ bo wiem, e sami macie ywot ciê ki. Niech Wam Kochana Matko Bóg da zdrowie jak najd³u ej. Mam nadziejê, e jeszcze Bóg pozwoli, e te upragnionego spokoju wspólnie zaznamy. Po wszystkich troskach przyjdzie nam spokój. Je eli byœcie Kochana Matko zamierzali mi przys³aæ kiedyœ kilka jab³ek - to najlepiej zawsze osobno! Tak samo proszê Was bardzo mo ecie przys³aæ mi kilka kilo ziemniaków. To sobie ugotujê. Najwa - niejsze dla mnie to, e dziêki Bogu jesteœcie przy zdrowiu. Dopóki nie odebra³em od Matki tego ostatniego listu to zawsze by³em niespokojny. Czêsto bardzo niedobrze œni³em o Matce.(...) Ja dopiero teraz w ostatnich latach pozna³em prawdziwie jak bezcennym skarbem na œwiecie jest serce Matki. Dla Was Kochana Matko i Dla Matki mego dziecka postanowi³em za wszelk¹ cenê yæ i przetrwaæ najgorsze. Teraz to ju znacznie lepiej i nie ma tak wielkich trudnoœci. Warunki siê zmieni³y na lepsze. Mam jedyny cel ycia, by Wam Kochana Matko i onie mej za ich troski siê odwdziêczyæ a Synka swego wychowaæ tak, by zrozumia³, czem Matka jest dla dziecka! (podkreœlenie autora) (...) A teraz Wam Kochana Matko - wszystkim braciom i siostrom oraz krewnym i znajomym yczê spokojnych i zdrowych Œwi¹t i ostatnich w tych warunkach! Niech Was Bóg ma w Swej opiece. A i nas Bóg te nie opuœci i uchroni jak dot¹d. Kochaj¹cy Syn Wasz Florek Swoje prze ycia i wspomnienia z obozów koncentracyjnych publikowa³ w 1959 i w 1960 roku w G³osie Wolsztyñskim w cyklu Daleko od Wolsztyna. W pewnym momencie, mimo zapowiedzi, e ci¹g dalszy nast¹pi, kolejne ju siê nie ukaza³y. Mimo tylu prze yæ pan F. Antkowiak jest pe³en ycia i optymizmu. W swym ma³ym domku na ul. 5 Stycznia mówi o sobie - jestem w wieku poborowym, ale na odroczeniu. Recytowa³ mi wiersz, którego nauczy³ siê w szkole: Polaka celem - skrucha przed Bogiem, Mir z przyjacielem a walka z wrogiem. Czeœæ dla siwizny, czyste sumienie, Mi³oœæ Ojczyzny i poœwiêcenie. Sk³adaæ na progu gniew i urazy, Mieæ ufnoœæ w Bogu i yæ bez skazy. Oddaæ krew w³asn¹ dla dobra sprawy, Zawsze i jasno d¹ yæ do s³awy. Martwi siê tylko, e nasze spo³eczeñstwo samo zginie, bo - gdzie s¹ lekcje o patriotyzmie? E. abuda GW nr9-1995

73 29 kwietnia 1945 r. 7 Armia genera³a Pattona i 42 Dywizja Rainbow genera³a Lindena da³y wolnoœæ ponad czterdziestu tysi¹com wiêÿniów tego obozu. Wœród uratowanych przed planowan¹ zag³ad¹ znalaz³o siê wielu duchownych katolickich. Nieliczni z nich s¹ dziœ jeszcze œwiadkami obozowej gehenny i œmierci tysiêcy wiêÿniów, w tym tak e polskich ksiê y, którzy ofiar¹ swego ycia dali przede wszystkim œwiadectwo wiernoœci Bogu, ale równie wyraz prawdziwego patriotyzmu. Poni ej przytaczam wspomnienie ksiêdza Jana Wolniaka, wikariusza wolsztyñskiego, wiêÿnia obozu w Dachau numer obozowy 21969, który doczeka³ dnia wyzwolenia, o innym wikariuszu wolsztyñskim ksiêdzu W³adys³awie Majchrzyckim, jednym z kilkunastu kap³anów z naszego regionu, którzy stracili ycie w obozach i innych miejscach kaÿni, s³u ¹c Prawdzie i œwiadcz¹c o Niej. - Któ go nie zna³ na bloku? - wspomina nie yj¹cy ju dziœ tak e ksi¹dz Wolniak w ksi¹ ce autorstwa ksiê y: Wiktora Jacewicza i Jana Wosia, poœwiêconej martyrologii polskiego duchowieñstwa. - Ma³y, czarny, zawsze weso³y. Dla ka dego uprzejmy, nie umia³ nikomu niczego odmówiæ. Takim pozna³em go w Wolsztynie w 1939 roku przy pracy na wspólnej placówce, takim pozosta³ w obozie. Bóg w tym czyœæcu obozowym wypali³ zeñ wszystkie niedoskona³oœci, by uczyniæ sobie z niego ofiarê czyst¹ i doskona³¹. Pod pasiastym ³achmanem z numerem spala³o siê niby znicz ofiarny, wielkie serce z mi³oœci do Boga samego i do Boga w cierpi¹cych bliÿnich. Codziennie w ponurych, rannych godzinach po obudzeniu obozu, ju od godziny 4 Zgin¹³ w Dachau Tablica pami¹tkowa na frontowej œcianie Fary w Wolsztynie G³os Wolsztyñski str. 73 tej czasu letniego, mo na by³o zauwa yæ, jak stoj¹c w pobli u kaplicy obozowej, do której ksiê om polskim w tym czasie wstêp by³ zabroniony, umacnia³ wspó³wiêÿniów modlitw¹ i Cia³em Pañskim skrycie podawanym, na codzienny, twardy trud piek³a obozowego. Przyk³ad jego dzia³a³ na innych. Powsta³a wnet dooko³a niego grupka kolegów modliliœmy siê wspólnie. Po apelu czeka³a nas ciê ka praca, czy to w kamienio³omach a w czasie pracy nieustanna modlitwa, bo z nami by³ vir orationis (m¹ modlitwy) ks. W³adys³aw Majchrzycki. Pamiêtam, jak bêd¹c na bloku izolowanym z powodu œwierzbu (który leczono g³odem), prawie ca³ymi godzinami modliliœmy siê pod kierownictwem naszego W³adka na ³ó - kach, na trzecim piêtrze. Ale nie móg³by kochaæ Boga ten, co nie s³u y³ Bogu w bliÿnich swoich. Mi³oœæ bliÿniego w obozie - to nie- ³atwa rzecz. WiêŸniowie gin¹ i resztkami si³, za wszelk¹ cenê chc¹ siê utrzymaæ przy yciu, nie daæ siê. W takich warunkach czynna mi³oœæ bliÿniego jest pewnego rodzaju heroizmem. Ksi¹dz W³adys³aw nie tylko nie umia³ oszczêdzaæ siê przy pracy kosztem si³ i zdrowia kolegów, lecz przeciwnie, chêtnie spieszy³ z pomoc¹ koledze. Sam zmêczony przybiega³ do wspó³kolegi wiêÿnia, dÿwigaj¹cego ciê ki kocio³ z zup¹, chwyta³ i dÿwiga³ resztkami si³. Gdy pracuj¹c w ogrodzie zdoby³ kilka marchewek, przyniós³ je i obdzieli³ nimi g³odnych kolegów. I tak by³o zawsze. By³a to stale uœmiechniêta i s³u ¹ca innym œwiêtoœæ, na któr¹ w obozie mogliœmy patrzeæ z bliska... Pani Urszula Cukierowa z Wolsztyna, któr¹ ksi¹dz W³adys³aw Majchrzycki przed wojn¹ uczy³ religii i przygotowywa³ do I Komunii Œwiêtej, wspomina go dziœ z rozrzewnieniem:...by³ taki malutki a taki kochany. Gromadzi³ wokó³ siebie wiele dzieci, które do niego lgnê³y. Pociesza³, gdy ktoœ p³aka³. Chodzi³ bardzo skromnie ubrany. By³ bardzo pogodny. On nigdy nic nie mia³. W czasie kolêdy tu wzi¹³ a tam da³. On jest na pewno œwiêty... Na frontonie elewacji koœcio³a farnego w Wolsztynie, po prawej stronie g³ównego wejœcia, tu obok marmurowej tablicy upamiêtniaj¹cej jubileusz roku 2000, wmurowana jest skromna tablica poœwiêcona ksiêdzu Majchrzyckiemu. Skromna, tak jak skromny by³ cz³owiek, któremu jest ona poœwiêcona. Od wielu lat ci ksiê a, którzy prze- yli obóz, widz¹c w swym ocaleniu szczególn¹ ³askê wyproszon¹ za przyczyn¹ œwiêtego Józefa Opiekuna, ka dego roku 29 kwietnia, z wdziêcznoœci za to ocalenie zbieraj¹ siê w kaliskim sanktuarium, przed cudownym obrazem œwiêtego Józefa Opiekuna. Dope³niaj¹ oni w ten sposób œlubu uczynionego przed laty w Dachau. Tak by³o i w tym roku, choæ ich liczba jest z roku na rok coraz mniejsza. W³odzimierz Chrzanowski GW nr9-2005

74 str. 74 By³ numerem 3018 Obóz koncentracyjny w Buchenwaldzie powsta³ z r¹k niewolniczej pracy wiêÿniów w 1937 roku na wzgórzu Ettersberg 12 km od Weimaru. Schowany miedzy lasami, otoczony zosta³ wysokim p³otem pod³¹czonym do pr¹du oraz dwudziestoma trzema wie ami wartowniczymi. Na ka dej z nich trwali uzbrojeni wartownicy SS z gotowymi do strza³u, wymierzonymi w kierunku obozu karabinami maszynowymi. Zamontowane u szczytu wie ruchome reflektory umo liwia³y bardzo dobre oœwietlenie wybranego miejsca obozu. Polacy znajduj¹cy siê na terytorium III Rzeszy zostali zes³ani do obozu w sierpniu 1939 roku, a pierwszy transport wiêÿniów z Polski przyby³ we wrzeœniu tego roku. Po dotarciu do Buchenwaldu wszyscy umieszczeni zostali w tzw. ma- ³ym obozie, znajduj¹cym siê na placu apelowym. Obóz ten zwany by³ przez wspó³wiêÿniów,,polenlager (obóz polski), a przez SSmanów cynicznie Rosengarten (Ogród Ró ). Sk³ada³ siê on z czterech namiotów, drewnianej klaty i latryny. Ca³y ten obszar odizolowany by³ od tzw. du ego obozu wysokim, podwójnym p³otem z drutu kolczastego. Opisywany powy ej Polenlager sta³ siê miejscem kaÿni dla przetrzymywanych w okrutnie nieludzkich warunkach Polaków. W ci¹gu zaledwie kilku miesiêcy z 1700 osób pozosta³o przy yciu oko³o 40. W lutym 1940 roku podjêto decyzjê o likwidacji ma- ³ego obozu, ocala³ych przeniesiono do du ego obozu. W sierpniu 1940 roku do Buchenwaldu przyby³ nowy transport 1100 Polaków z obozu koncentracyjnego Fort VII w Poznaniu. Wœród st³oczonych ludzi, zamkniêtych w bydlêcych wagonach, sk³adaj¹cych siê na dwa transporty kolejowe, Buchenwald - po prawej stronie krematorium przewa ali mieszkañcy Wielkopolski, w tym Wolsztyna i Nowego Tomyœla oraz okolic. Wœród nich by³ Feliks Grzeœkowiak z Wolsztyna. Poprosiliœmy go o wspomnienia.: Posiadane przez nas drobiazgi odebrano nam jeszcze w Poznaniu, natomiast teraz nawet to, co mieliœmy na sobie. Ka dy wiêzieñ otrzyma³ w zamian pasiasty drelich: koszulê i spodnie, drewniaki oraz mytze, a zamiast nazwiska numer. Mnie naznaczono numerem Dodatkowo ka dy z nas zobowi¹zany by³ nosiæ na bluzie oraz spodniach trójk¹t, pod którym widnia³ przydzielony numer. Odt¹d zwa³ siê Häftling. Häftlingi zostali umieszczeni w specjalnie do tego celu utworzonym kolejnym ma³ym obozie, który powsta³ w miejscu uprzednio zlikwidowanego. Podobnie jak ten pierwszy, ogrodzony by³ p³otem z drutu kolczastego, a od krematorium dzieli³ go p³ot z desek. Zdarza³o siê, e wiêÿniowie spoza ma³ego obozu widz¹c krytyczn¹ sytuacjê nowo przyby³ych wspó³towarzyszy niedoli, przerzucali przez ogrodzenie kawa³ki chleba. Udzielanie jakiejkolwiek pomocy by³o surowo karane. Udzielaj¹cy pomocy ryzykowali wiêc w ten sposób swoje ycie. Podobna pomoc, równie ukradkiem, dochodzi³a czasami zza p³otu krematorium. Po okresie kwarantanny wiêÿniowie znajduj¹cy siê w ma³ym obozie przeniesieni zostali do du ego obozu i przydzieleni do ciê kich robót fizycznych. Miejsce ich poprzedniego uwiêzienia zlikwidowano. Dopiero po likwidacji wy ej wymienionych ma³ych obozów na ich miejscu wybudowano baraki warsztaty, odnotowane w póÿniejszych publikacjach. Z zewn¹trz podobne by³y do innych baraków w obozie i w ten sposób skutecznie maskowa³y czynne Zak³ady Zbrojeniowe Gustloff-Werke oraz Zak³ady Wyposa enia Deutsche Ausrüstungswerke (DAW) Elektriker. Te miejsca naszej niewolniczej pracy przetrwa- ³y do momentu wyzwolenia obozu, podczas gdy hale podobnych zak³adów, usytuowanych tu przy obozie, zosta³y 24 sierpnia 1944 roku zbombardowane przez aliantów. 380 Häftlingów straci³o w wyniku tego swoje ycie.

75 WRÓCI DO ZIEMI OJCÓW G³os Wolsztyñski str. 75 Maciej Kurnatowski, ostatni w³aœciciel dóbr goœcieszyñskich, uczestnik wojny obronnej we wrzeœniu 1939 r. i jeniec hitlerowskiego obozu w Woldenbergu. Maciej Kurnatowski urodzi³ siê 25 czerwca 1911 roku jako kolejne dziecko Zygmunta hrabiego Kurnatowskiego i Marii z hrabiów Miel yñskich-kurnatowskiej. Przytaczam te tytu³y, poniewa w epoce, w której yli, stanowi³y one o zacnoœci rodu w ówczesnej drabinie spo³ecznej. Dziewiêciorgo dzieci Marii i Zygmunta Kurnatowskich z Goœcieszyna zosta³o wychowanych ze szczególnym uwzglêdnieniem wartoœci moralnych, polskich tradycji narodowych i szacunku dla ka dego cz³owieka oraz wykonywanej przez niego pracy. W tego rodzaju wychowaniu nie by³o miejsca na wynios³oœæ. Nic te dziwnego, e ka dy z tych dziewiêciorga w trudnych yciowych sytuacjach sprawdzi³ siê jako cz³owiek i syn swego narodu. W latach wojny, w bitwie nad Bzur¹, zgin¹³ najm³odszy syn Stanis³aw, oficer 17 pu³ku u³anów, a ofiar¹ krwawego mordu jeñców obozu w Starobielsku pad³ Zygmunt, oficer lotnictwa. Dalszy cz³onek rodu, Olgierd Kurnatowski, zgin¹³ w walce w szeregach francuskiego Ruchu Oporu, a w bitwie nad Bzur¹ poleg³ równie m¹ siostry Konstancji Koczorowskiej. Sam Maciej Kurnatowski wszed³ do wrzeœniowej wojny jako oficer dowództwa 7-go Wielkopolskiego Dzia³onu Artylerii Konnej i za mêstwo na polu bitwy dos³u y³ siê Krzy a Virtuti Militari i Krzy a Walecznych. Zas³u ony w walkach w obronie Ojczyzny, po powrocie z wojny, nie mia³ prawa do przekroczenia progu rodzinnego domu. Zmar³ z dala od Goœcieszyna, a 22 maja 1992 roku wróci³ doñ na zawsze, zgodnie z treœci¹ tablicy nagrobkowej,,wróci³em do ziemi Ojców (...) Antoni Kut fragment tekstu z GW nr cd, ze str. 74 Ka dego dnia Häftling musia³ wykonywaæ ciê k¹ pracê, czêsto ponad swoje si³y. Pracowaliœmy pod prêgierzem szykan i zagro enia, jakie stanowili SS-mani i niektórzy kapo. Racje ywnoœciowe by³y g³odowe, a ich wielkoœæ czêsto ulega- ³a zmianie. W 1945 roku wynosi³a ona ok. 250 gramów chleba dziennie. Kwadratowy komin krematorium dymi³ dniem i noc¹, a chwilami zion¹³ s³upem ognia. Rz¹d pieców krematoryjnych nie nad¹ a³ ze spalaniem cia³, które u³o one w stos przed krematorium czeka³y na unicestwienie. Na taki obraz i nie roz- ³adowan¹ przyczepê ze zw³okami jako pierwsi natknêli siê w kwietniu 1945 roku o³nierze amerykañscy oraz sprawozdawcy frontowi. Rozmiar zbrodni pope³nionych w obozie by³ dla nich szokuj¹cy. Kontrast do ycia wiêziennego stanowi³a sytuacja pracuj¹cych w obozie czo³owych SS-manów, którzy wraz z rodzinami mieszkali niedaleko Buchenwaldu w komfortowo wyposa onych willach (tzw.: Fürerhäuser ) z ogrodami oraz tarasami z rozleg³ym widokiem na dolinê turyñsk¹. W pe³ni korzystali z niewolniczej pracy przydzielonych im wiêÿniów, których traktowali jak w³asnych niewolników. Przeczuwaj¹c nadchodz¹c¹ klêskê III Rzeszy, wszak wojska aliantów zbli a³y siê do obozu Buchenwald, komendant Herman Pister za- ¹da³ jego zbombardowania, co by³o ju wczeœniej zaplanowane w przypadku zaistnienia takiego zagro enia. Na szczêœcie, komendant pobliskiego lotniska Nohra, z którego mia³y wystartowaæ samoloty, odmówi³ wydania stosownych rozkazów. Komendantura SS zarz¹dzi- ³a ewakuacjê wiêÿniów m.in. do obozu koncentracyjnego w Dachau. Wielotysiêczne kolumny wiêÿniów pilnowane przez uzbrojonych wartowników opuszcza³y obóz. Ci, których opuszcza³y si³y byli przez SS-manów od razu mordowani, a ich cia³a porzucano na poboczach. Ostatnia grupa wiêÿniów licz¹ca 9200 osób, w tym 5000 Polaków, zosta³a z obozu wyprowadzona w przeddzieñ oswobodzenia. W obozie pozosta³o wtedy ok. 21 tysiêcy wiêÿniów, w tym 3500 Polaków. 11 kwietnia 1945 roku, krótko po godz , pierwsze czo³gi amerykañskie dotar³y do obozu. Na miejscu zastali umêczonych ludzi, których stopieñ wycieñczenia czêsto uniemo liwi³ uratowanie ycia. Mimo pomocy amerykañskich s³u b medycznych umiera³o ich oko³o 40 dziennie. Nie by³o im dane przekroczyæ progu wolnoœci Te ostatnie ofiary obozu koncentracyjnego zosta³y jednak godnie pochowane u stóp buchenwaldzkiej Wie- y Dzwonów (Glockenturm). Od dnia za³o enia obozu, w sumie 56 tysiêcy osób ró nych narodowoœci straci³o ycie wskutek przemocy, niedo ywienia, wyniszczaj¹cej pracy, nie leczonych chorób, przeprowadzanych pseudomedycznych doœwiadczeñ. Nieliczni umierali œmierci¹ naturaln¹. By³y wiêzieñ polityczny obozu koncentracyjnego Weimar Buchenwald Feliks Grzeœkowiak GW nr

76 str. 76 Pochowany we wspólnym grobie yciorys dr. med. Franciszka Nowaka, zamieszka- ³ego w Wolsztynie, w okresie okupacji hitlerowskiej okresowo w RogoŸnie Wlkp. Dr med. Franciszek Nowak urodzi³ siê 24 I 1889 r. w Wroniawach, pow. Wolsztyn, w województwie poznañskim. Studia lekarskie odby³ na uniwersytetach: w Monachium, Berlinie i Wroc³awiu. 8 lutego 1917 r. otrzymuje aprobatê Ministerstwa Spraw Wewnêtrznych w Berlinie na wykonywanie praktyki lekarskiej. 17 lutego 1918 r. uzyskuje tytu³ doktora medycyny na uniwersytecie w Wroc³awiu. Wcielony, w sierpniu 1914 r. do armii niemieckiej, przebywa³ jako lekarz polowy na terenie Belgii (Ass.- Arzt der Res. Nowak von der 2 E/ Feld. Regts. 57). Opuszcza wojsko niemieckie w grudniu 1918 r. i nielegalnie przybywa na teren Wielkopolski, gdzie bierze udzia³ w Powstaniu Wielkopolskim, w czasie którego jest lekarzem R. K. U. w Krotoszynie. Po zakoñczeniu powstania osiedla siê w Wolsztynie. Tutaj, w latach , pe³ni funkcjê lekarza powiatowego, lekarza szpitala powiatowego (do roku 1930), lekarza Ubezpieczalni Spo³ecznej. Okresowo pe³ni³ funkcjê przewodnicz¹cego Rady Miejskiej miasta Wolsztyna, bêd¹c inicjatorem budowy elektrowni miejskiej. 24 sierpnia 1939 r. (w wyniku czêœciowej mobilizacji) zostaje powo³any do czynnej s³u by w Wojsku Polskim w stopniu kapitana, na stanowisko lekarza polowego w Che³mie Lubelskim, gdzie pozostaje do chwili zajêcia szpitala przez wojsko niemieckie. Po tygodniowym internowaniu zostaje zwolniony z powodu infekcji rêki i powraca do Wolsztyna w koñcu paÿdziernika 1939 r. Do 1 lutego 1942 r. jest lekarzem w Wolsztynie, z ograniczonym zakresem dzia³ania - w dniu 1 lutego 1942 zostaje wysiedlony z mieszkania i przeniesiony do RogoŸna Wlkp. Wobec braku lekarzy Polaków na terenie miasta i powiatu Wolsztyn oraz szczególnie antypolskiego ustosunkowania siê sprowadzonych do Wolsztyna lekarzy niemieckich (dr Behse, dr Rauffer), stara siê w dalszym ci¹gu, choæ dorywczo (przyje d aj¹c do Wolsztyna w niedziele i œwiêta) zaopatrywaæ pacjentów - Polaków - w niezbêdn¹ pomoc lekarsk¹ w latach W wyniku tej dzia³alnoœci 1 sierpnia 1944 r. niemiecka Izba Lekarska w Poznaniu (Reichsarztekammer) pisemnie zabroni³a mu leczenia pacjentów na terenie powiatu wolsztyñskiego. 20 sierpnia 1944 r. zostaje wraz z innymi Polakami aresztowany przez gestapo w RogoŸnie za dzia³alnoœæ konspiracyjn¹ (m. in. za: przynale noœæ do polskich organizacji podziemnych, nas³uch radiostacji zagranicznych i rozpowszechnianie wiadomoœci, udzielanie pomocy i ochrony Polakom przez udzielanie zwolnieñ lekarskich, udzia³ w akcji niesienia pomocy osobom ukrywaj¹cym siê lub zbieg³ym z wiêzieñ i obozów hitlerowskich, w tym jeñcom armii radzieckiej, przedzieraj¹cym siê z terenu Niemiec w kierunku Prus Wschodnich, wspó³dzia³anie z Niemcami, przeciwnikami Rzeszy Niemieckiej:cz³onkami Komunistycznej Partii Niemiec i innymi antynazistami) i osadzony w obozie koncentracyjnym w abikowie pod Poznaniem, gdzie przebywa do 4 listopada 1944 r. W kartotece obozowej zarejestrowany pod dat¹ , pozycj¹ Nowak Franz geb Nastêpnie, zostaje przekazany do obozu koncentracyjnego w Gross-Rosen, a stamt¹d, 10 lutego 1945 r. ewakuowany w otwartych wagonach-wêglarkach do obozu koncentracyjnego w Litomierzycach (Czechy), gdzie przybywa 13 lutego 1945 r. By³ to oddzia³ obozu koncentracyjnego Flossenburg. Pracuje jako wiêzieñ polityczny w bardzo trudnych warunkach w tzw. kopalni Ryszarda. Wycieñczony ciê k¹ prac¹ fizyczn¹ zachorowa³ 15 marca 1945 r. i przeniesiony na izbê tyfusow¹ zgin¹³ 22 marca 1945 r. Zgon zarejestrowany w kartotece obozowej z zapisem nr wiêÿnia Nowak ab gestorben Pochowany w wspólnym grobie z innymi wiêÿniami na terenie twierdzy Terezin (Zachodnie Czechy). GW nr

77 str. 77 ZAMÊCZONY W OBOZIE 13 czerwca 1999 roku w Warszawie Ojciec Œwiêty Jan Pawe³ II dokona³ beatyfikacji 108 S³ug Bo ych. Wœród nich by³ te przedwojenny proboszcz parafii w Goœcieszynie, ks. Józef Kut. Przed tym wydarzeniem rozmawiam z bratem ks. Józefa, mecenasem Antonim Kutem. Jak Pan Mecenas przyj¹³ tê wiadomoœæ? - Przyj¹³em z wielkim wzruszeniem. Kiedy brat odprawia³ swoj¹ Mszê Prymicyjn¹ w koœciele parafialnym w Gostyczynie nad Prosn¹ (pow. ostrowski), mia³em zaledwie dziewiêæ lat. Podczas b³ogos³awieñstwa, którego udziela³ rodzinie, a nastêpnie wszystkim wiernym zebranym w koœciele, uœcisn¹³ mnie w sposób wyj¹tkowo serdeczny. By³o nas piêcioro rodzeñstwa. Brat Józef by³ najstarszy, a ja najm³odszy. Do koœcio³a mieliœmy daleko, a 5 km. Pamiêtam, e gdy z ca³¹ rodzin¹ w Dzieñ Prymicji jechaliœmy powózk¹ do koœcio³a, wszêdzie napotykaliœmy przewieszone przez drogê girlandy. Parafianie dawali w ten sposób wyraz szczególnej radoœci. Krótko po prymicji brat zosta³ skierowany jako wikariusz do parafii w Chodzie y. Po roku przeniesiono go do parafii œw. Marcina w Poznaniu. Tam pe³ni³ s³u bê kap³añsk¹ przez 6 lat a do momentu powo³ania go na administratora parafii w Goœcieszynie 1 paÿdziernika 1936 roku. Zarówno w Chodzie y, jak i w Poznaniu cieszy³ siê wielkim szacunkiem parafian. Œwiadcz¹ o tym publikacje jego kolegów. W Przewodniku Katolickim z 16 marca 1969 r. ks. Ludwik Bielerzewski wspomina, e pozosta³a po nim najlepsza pamiêæ. Niezwykle skromny, g³êboko pobo ny i dla wszystkich równo yczliwy. Nic wiêc dziwnego, e kiedy po kilku latach przechodzi³! na samodzieln¹ placówkê do Goœcieszyna, parafia œwiêtomarciñska egna³a go powszechnym alem. W Goœcieszynie, gdzie ka dego roku spêdza³em szkolne wakacje mog³em siê przekonaæ, e tamtejsi parafianie darzyli go szczególn¹ mi³oœci¹. Po wojnie jeszcze przez drugie lata do ka dej w³asnej intencji mszalnej do³¹czali intencje za mego brata. Ufundowali te tablicê pami¹tkow¹ i dzwon nosz¹cy jego imiê. Czy pamiêta Pan moment aresztowania? - Wybuch wojny zasta³ mnie w Goœcieszynie. W drugim dniu zarz¹dzono ewakuacjê jego mieszkañców. Za³adowano wszystkich na wozy dworskie. Na jednym z wozów znaleÿli siê moi rodzice, siostra i ja. Brat postanowi³ zostaæ. Stwierdzi³, e nie mo e opuœciæ parafii. Gdy dojechaliœmy do B³ocka, zrobi³o mi siê przykro, e zosta³ sam. Zeskoczy³em z wozu i powróci³em do Goœcieszyna. Ka d¹ noc spêdzaliœmy u kierownika szko³y w ¹kiem p. Wietrzykowskiego, a na dzieñ przychodziliœmy na plebaniê. Po kilku dniach ewakuowani powrócili do Goœcieszyna. W miêdzyczasie og³oszono, e mój rocznik ma siê stawiæ w Grodzisku Wlkp. do dyspozycji w³adz wojskowych. Wspólnie z rówieœnikami z Goœcieszyna pojechaliœmy do Grodziska. Niestety, polskich w³adz tam ju nie by³o. W tym czasie mia³o miejsce zdarzenie, któ

78 str. 78 G³os Wolsztyñski re spisa³a moja siostra Pelagia (po wojnie wst¹pi³a do Zgromadzenia SS Serafitek). (...) Gdzieœ w po³owie wrzeœnia 1939 r. w sobotê ok. godziny 23 przez wy³amane okno od kuchni wdar³a siê na plebaniê grupa Niemców z po³o onej poza obrêbem parafii wsi Tarnowa. W brutalny sposób dokonywali rewizji osobistej przyk³adaj¹c broñ a jeden z napastników skierowa³ w stronê brata bagnet. Wprawdzie ktoœ starszy powstrzyma³ go, jednak z rozmowy jak¹ prowadzili wynika³o: wyprowadziæ brata do ogrodu. Ostatecznie poprzestali na kradzie- y zapasów ywnoœci i zakazie opuszczania plebanii. Nieco póÿniej równie w nocy obrzucono plebaniê kamieniami, wybijaj¹c wszystkie szyby. W dniu 6 paÿdziernika 1941 r. brat zosta³ aresztowany przez Gestapo i umieszczony w Forcie VII w Poznaniu. 30 paÿdziernika 1941 r. brat zosta³ przewieziony do Dachau. W ksi¹ ce Martyrologium polskiego duchowieñstwa Rzymskokatolickiego pod okupacj¹ hitlerowsk¹ na str. 109 znajduje siê relacja kolegów - kap- ³anów, którzy prze yli obóz. Oto fragment mêczeñskiej drogi ks. Józefa Kuta. Umieszczony w Forcie VII w Poznaniu przeszed³ wszystkie okropnoœci tej strasznej katowni. Wielkie plamy krwi na ubraniu ksiêdza, zwróconym rodzicom, s¹ tego niezbitym dowodem. Zes³any do obozu w Dachau jako wiêzieñ nr 28074, staje siê przedmiotem szczególnego okrucieñstwa. Ciê ko chore nogi utrudnia³y mu bowiem szybkie poruszanie siê w drewnianych trepach, a na to tylko czekali wyzuci z cz³owieczeñstwa zbrodniarze. Wielekroæ widziano ks. Józefa ciê ko skopanego lub pobitego. arliwa wiara pozwoli³a mu przyj¹æ te wszystkie okropnoœci jako dopust Bo y. Zawsze skromny i cichy w swym cierpieniu, nie po ali³ siê nawet, kiedy skradziono mu chleb z szafki, chocia przy ca³kowitym wyczerpaniu stanowi³ on zasadnicz¹ stawkê w walce o ycie. We wrzeœniu 1942 obserwuj¹cy z bliska ksiêdza Józefa widzieli nadchodz¹cy kres jego krzy owej drogi. By³ ju prawdziwym szkieletem, posuwaj¹cym siê z trudem na spuchniêtych od g³odu togach. U kresu swych dni da³ jeszcze jeden dowód szczególnego bohaterstwa. Zawiadomiona o jego stanie zdrowia rodzina podjê³a rozpaczliwe kroki, zmierzaj¹ce do zwolnienia go z obozu. Gestapo postawi³o dwa warunki. Pierwszy, to wyrzeczenie siê na zawsze kap³añskiego powo³ania, a drugi podpisanie niemieckiej listy narodowoœciowej. W obliczu nadchodz¹cej œmierci, w swym ostatnim liœcie z obozu, da³ ks. Józef Kut do zrozumienia, e tego rodzaju warunków przyj¹æ nie mo e. Wkrótce potem do Kopanicy, dok¹d wysiedlono rodziców ksiêdza Kuta, nadszed³ list komendanta obozu zawiadamiaj¹cy, e ich syn zmar³ 18 wrzeœnia 1942 r., a cia³o zosta³o spalone w miejscowym krematorium. Pan mecenas pokaza³ mi dokumenty z obozu w Dachau, jest tam wykaz rzeczy przys³anych rodzinie po zgonie ks. Józefa. Na odzie y, wed³ug relacji siostry, by³y œlady zasuszonej krwi. Œwiadczy³o to, e brata torturowano w Forcie VII w Poznaniu. Rodzice jak i ca³a rodzina przyjêli œmieræ brata z wielkim bólem. Szczególnie ciê ko prze ywa³ j¹ ojciec. Niezwykle pobo na mama przyjê³a to jako wolê Bo ¹. Czy Pan domyœla³ siê, e brat zostanie wyniesiony na o³tarze? - Pomimo e brat mój by³ g³êboko pobo ny i wype³nia³ swoje obowi¹zki kap³añskie w sposób wyj¹tkowo gorliwy, to jednak podzieli³ los wielkiej rzeszy kap³anów i dlatego nie przypuszcza³em, e spotka go tak wielkie wyró nienie. By³am w Dachau trzy lata temu. I dopiero tam dowiedzia³am siê, ze w Dachau zginê³o a 1777 kap³anów. Wiedzia³am, e zginêli kap³ani z powiatu wolsztyñskiego, nie wiedzia³am wówczas, e pañski brat równie by³ miêdzy nimi. Wszyscy aresztowani kap³ani z terenu powiatu wolsztyñskiego zginêli. Proboszcza z Tuchorzy ks. Józefa Tyma zamordowano ju w Forcie VII w Poznaniu. Chcia³bym doczekaæ tej chwili, kiedy Ojciec Œw. og³osi mego brata b³ogos³awionym. 13 czerwca to dzieñ mojego Patrona œw. Antoniego. To bêdzie dzieñ szczególny i dla nas. Anna Domagalska GW PS. Pan Antoni Kut zosta³ aresztowany za dzia³alnoœæ konspiracyjn¹ w dniu 5 czerwca 1943 r. Po czteromiesiêcznym brutalnym œledztwie w Kaliszu i odzi zes³ano go do Oœwiêcimia, gdzie nadano mu numer , a po rocznym pobycie w tym obozie przewieziono go do mêskiego obozu w Ravensbrück. W koñcu kwietnia 1945 r. podczas ewakuacji obozu zbieg³ wraz z dziewiêcioma kolegami, w czasie nocnego postoju w lesie ko³o miasteczka Mirów w Meklenburgii. W czasie powrotu do kraju wœród tysiêcy powracaj¹cych spotka³ swoj¹ siostrê Zofiê, wiêÿniarkê z Ravensbrück.

79 str. 79 GOŒÆ Z TEKSASU Sensacyjne wiadomoœci rozchodz¹ siê szybko. Ta jednak dotar³a do mnie z du ym opóÿnieniem. Tajemniczy goœæ w biurze wolsztyñskiego ZBOWiD-u szuka sprawiedliwoœci!!!. Postanowi- ³am owe wieœci sprawdziæ u pani Janiny Kurkowej. Rzeczywiœcie w czerwcu 1988 roku przyby³ do biura pan Leo, yd z Teksasu. Chcia³ onie i córce pokazaæ Ruchocki M³yn, jedno z miejsc swojej wojennej gehenny. Tak o tym miejscu pisa³ N. Ksi¹ kiewicz:,,wœród lasów nad Dojc¹ gospodarstwo rolne, do którego nale a³ m³yn w niczym nie przypomina dzisiaj by³ego hitlerowskiego obozu pracy niewolniczej z lat 1941/42. (...) Tu w nieludzkich warunkach zatrudniano jeñców wojennych i osoby cywilne przy regulacji rzeki Dojcy (...) W 1941 przywieziono tu 80 obywateli z okolic odzi i Kalisza. Znêcano siê nad nimi. Wywo ono do Leszna, aby tam ich odwszawiaæ. Po k¹pieli przetrzymywano nago na œniegu i mrozie. yd Leo przyby³ tu do Wolsztyna po œwiadectwo prawdy, po dokumenty pamiêci, dotycz¹ce tamtych tragicznych dni. I dobrze, e w archiwum ZBO- WiD-u znajduje siê opis obozu w Ruchockim M³ynie N. Ksi¹ kiewicza, niestrudzonego badacza historii naszej wolsztyñskiej ziemi. Goœæ z Teksasu w rozmowie by³ raczej powœci¹gliwy. Na pytanie pani J. Kurkowej sk¹d przywieziono go w czasie wojny do obozu w Ruchockim M³ynie - odpowiedzia³, e ze stadionu w Poznaniu. Na stadionie przebywali ydzi, wielu z nich umiera³o, wspó³bracia chowali ich. Czêstym widokiem dla mieszkañców by³y wózki ze zw³okami (J. K.). ŒWIADKOWIE Artyku³ Goœæ z Teksasu wywo³a³ pewne poruszenie. Zjawi³o siê kilka osób, staraj¹cych siê ujawniæ pewne fakty. Chcia³abym zaznaczyæ, e wspominaj¹c historiê yda Leo z Teksasu ukaza³am pewien fragment ludzkiego losu. Nie rozwi¹zywa³am Kwestii ydów na naszej wolsztyñskiej ziemi. Wszystkim, którzy uwa aj¹, e przecie Polacy i w tym wolsztynianie pomagali ydom, przyznajê racjê... Pewnego dnia do redakcji przyszed³ starszy pan, przyprowadzi³ go Zbyszko Wojtaszek. Przeczyta³em ten artyku³ i muszê powiedzieæ, e to wszystko prawda!!! powiedzia³ na wstêpie. Ale jak ten yd móg³ prze yæ?! Nic nie mówiê... Staram siê szybko notowaæ s³owa, które s³yszê. To by³y lata , pracowa³em w Karpicku jako parobek u Niemca. Któregoœ dnia pojecha³em do obozu zawieÿæ ziemniaki. Obóz w Ruchockim M³ynie by³ otoczony kolczastym drutem. Pilnowali Niemcy. Cywile w dzieñ, w nocy wojskowi (oddelegowani chyba z obozu w Komorowie). By- ³em wewn¹trz obozu... Nieraz widzia- ³em ich z daleka i jak to wszystko widzia³em, to nie mogê uwierzyæ, e on prze y³. Tam wszyscy byli skazani na zag³adê. Jecha³em z tym kartoflami wozem na elaznych ko³ach. Widzia- ³em ydów, którzy pracowali przy Dojcy. Regulowali j¹. Pilnowali ich cywile. ydzi jak zobaczyli wóz z kartoflami, dopadli do niego i chwytali ziemniaki. Chowali je do kieszeni. Niemiec krzycza³ do mnie Bij batem nie us³ucha³em, choæ dobrze rozumia³em po niemiecku. Nie ogl¹daj¹c siê pojecha³em dalej. Uda³em, e nie widzê nikogo. Wjecha³em na teren obozu. Tam kazano ydom roz³adowaæ ten wóz. Na nim by³o z pó³torej tony ziemniaków. Sk³adali te ziemniaki go³ymi rêkami. Jeden z ydów powiedzia³ mi: Tu nas Polak bije. Sam siê o tym przekona³em. By³ to goœæ ju niem³ody. Mia³ œwie e witki wiklinowe splecione w warkocz. l jak oni te ziemniaki sk³adali, bi³ ich po uszach i plecach. On nas codziennie tak bije mówili mi. To by³ cz³owiek z jedn¹ rêk¹. Nie, nie powiem jego nazwiska. Ten cz³owiek ju nie yje. Jak wspominam to, to ci¹gle myœlê, w jaki sposób ten pan Leo siê uratowa³? Odwiedzi³ swój dawny obóz, pokaza³ córce stajniê, w której przebywa³ i koryto, z którego jad³. Na ten widok córka rozp³aka³a siê i kilkakrotnie powtarza³a Tato, czy to prawda? Przyrzek³em sobie mówi³ Leo, e je eli prze yjê wojnê, poka ê kiedyœ moim bliskim, wszystkie miejsca kaÿni. Objecha³em ju pó³ Polski. A przede wszystkim przyjecha³em, by dochodziæ sprawiedliwoœci, chcia³bym odnaleÿæ stra nika Polaka, który nas w Ruchockim M³ynie pilnowa³. Niestety, o stra niku wiadomoœci nie uzyska³. Kim by³? Pozostanie pewnie tajemnic¹. A mo e znajd¹ siê œwiadkowie? Córka Leo sfilmowa³a miejsce tragicznego rocznego pobytu ojca na wolsztyñskiej ziemi. Filmowa taœma zarejestrowa³a tak e wspania³y pejza okolic Ruchockiego M³yna. Anna Domagalska GW nr Oni tam ywili siê zgni³ymi ³upinami. Widzia³em jak jedli zupê z brukwi. S³ysza³em. jak mówili do mnie Panie, jaki my tu g³ód mamy. Jak on prze- y³ to piek³o, to ciekawe. Chcia³bym z tym Leo porozmawiaæ. Gdy próbowali uciekaæ, to zaraz na szubienicy Niemcy ich wieszali. Pracowali przy Dojcy, oni j¹ prostowali, ilu ich w tym b³ociezosta³o? Co oni z nimi wyprawiali to trudno sobie wyobraziæ. Ale muszê pani powiedzieæ, e w³aœciciel m³yna Niemiec, by³ do Polaków przyjaÿnie nastawiony, nawet po kryjomu me³³ im m¹kê. On z tym obozem nie mia³ nic wspólnego. Wie pani, gdzie ci ydzi mieszkali, w chlewie, gorzej ni zwierzêta, adnego koca, nakrycia... To zgroza. Podobno ten Leo by³ w Borui, pyta³ ludzi... nikt nic nie wiedzia³. Tak pyta³ o tego stra nika. Szkoda, e ze mn¹ siê nie spotka³ powiedzia³bym mu, e ju nie yje... WypowiedŸ pana Franciszka Dworczaka spisa³a ANNA DOMAGALSKA GW3-1990

80 str. 80 BY A ŒWIADKIEM EGZEKUCJI By ocaliæ od zapomnienia wspomnienia ludzi, którzy prze yli lata okupacji uda³am siê do pani Joanny Witkin - mieszkanki Tuchorzy, bezpoœredniego œwiadka mordu w Tuchorzy w dniu 9 lipca 1942 roku. Okupanci hitlerowscy dokonali zbrodniczej egzekucji na 15 patriotach polskich przywiezionych specjalnie w tym celu z Fortu VII w Poznaniu. Pani Joanna Witkin urodzi³a siê w 1926 roku. Jako m³oda, szesnastoletnia dziewczyna bardzo prze y³a wydarzenia rozgrywaj¹ce siê tu obok jej domu. Dok³adnie, z niezbêdnymi szczegó³ami opowiedzia³a mi o tamtych dniach. Pamiêta³a s³owa, które wypowiedzieli skazañcy przed œmierci¹, a nawet jak byli ubrani. G³os mojej rozmówczyni dr a³ i za³amywa³ siê. Oczy - mimo up³ywu tak wielu lat od tamtych wydarzeñ - pe³ne by³y ³ez. Oto historia, któr¹ mi opowiedzia³a. Dnia 27 czerwca 1942 roku w godzinach po³udniowych funkcjonariusz tuchorskiego posterunku andarmerii - Anton Markwitz jad¹c rowerem na drodze z Mariankowa do Tuchorzy, zosta³ postrzelony przez dwóch niezidentyfikowanych osobników, których legitymowa³ i usi³owa³ zatrzymaæ. - Ja by³am sama w domu - mówi³a pani Joanna. My³am pod³ogê i us³ysza³am strza³y. Wybieg³am i zobaczy³am le ¹cego policjanta. By³ ciê ko ranny. y³, ale nie móg³ nic powiedzieæ. Wielokrotnie pytany o sprawców nie udzieli³ odpowiedzi. Wkrótce zmar³. Zarz¹dzona w parê godzin póÿniej wielka ob³awa policyjna w celu ujêcia sprawców nie da³a adnego rezultatu. Wœród miejscowej ludnoœci niemieckiej og³oszono wersjê, jakoby sprawcami zabójstwa byli Polacy a rzeczywiœcie byli to obywatele niemieccy, nielegalnie trudni¹cy siê skupem ywnoœci. Wersjê tê miêdzy innymi podtrzymywa³ niemiecki kolejarz, który w dniu zabójstwa Markwitza widzia³ tych osobników w Tuchorzy. Zezna³ on, e byli oni przyzwoicie ubrani, dobrze mówili po niemiecku i posiadali nowe, ³adne rowery. Tych dwóch zabójców oddalaj¹cych siê od le ¹cego andarma widzia³a równie pani Joanna. By³a wielokrotnie przes³uchiwana na miejscu wypadku. Pokazywa³a kierunek oddalaj¹cych siê rowerzystów. Stanowczo podkreœla³a, e nie byli to Polacy, poniewa mieliby bia³e ramy od rowerów co nakazywa³o prawo, dla odró nienia od Niemców. Pani Witkin pamiêta dok³adnie, e andarmi obiecywali jej czekolady, byleby tylko tak uparcie nie twierdzi³a, e sprawcami zabójstwa nie byli Polacy. - Ja mimo biedy - stwierdzi³a, nie pragnê³am czekolad, pragnê³am prawdy i ba³am siê o siebie i innych bliskich. Pomimo takich wstêpnych ustaleñ, gestapo, jak i policja w myœl ogólnych terrorystycznych zasad i stosownych metod oficjalnie og³osi³o w prasie i w komunikatach lokalnych, e mord na Markwitzu by³ dzie³em polskich bandytów. Przyjmuj¹c tak¹ wersjê dowództwo SS postanowi³o wykorzystaæ okazjê do urz¹dzenia pokazowej egzekucji a równoczeœnie zlikwidowaæ w sposób oficjalny kilkunastu mê czyzn. Nie mieli oni nic wspólnego z wydarzeniami w Tuchorzy i œmierci¹ niemieckiego andarma. Dnia 9 lipca 1942 roku wczesnym rankiem spêdzono ludzi z okolicznych wiosek. Przyjecha³o wojsko i andarmeria. Obstawiono drogi. Na miejscu œmierci niemieckiego andarma zbudowano szubienicê. Spêdzeni pod przymusem ludzie oczekiwali z przera eniem na to, co sta³o siê póÿniej. Miejsce straceñ zabezpiecza³y karabiny maszynowe. Wkrótce nadjecha³y 2 samochody ciê- arowe, z których zaczêli wychodziæ skazañcy. Wszyscy mieli zwi¹zane z ty³u rêce, niektórzy drutem a do krwi. Ustawiono ich pod szubienic¹ - wspomina pani Witkin, twarz¹ do przera onego t³umu. Stali spokojnie i modlili siê. Przed sam¹ egzekucj¹ jeden ze skazañców, m³ody ch³opak prosi³, by powiadomiæ onê, poniewa wyszed³ do pracy i ju nie wróci³ do domu. By³ z Gniezna, g³oœno wykrzycza³ adres ony. Pani Joanna powiedzia³a, e dwóch spoœród skazañców urwa³o siê ze sznura. Wed³ug prawa, powinni byæ wolni. Niestety, powieszono ich ponownie. Podkopano do³ki. D³ugo umierali, mieli ciê k¹ œmieræ - mówi¹c to moja rozmówczyni za³amywa³a rêce. Wspomnia³a, e jednym z nich by³ ksi¹dz. Jedyny syn, którego rodzicom wys³ano z wiêzienia zawiadomienie, e zmar³ na serce i o³¹dek. Po kilku latach rodzice odnaleÿli miejsce œmierci swego syna. Przyjechali do Tuchorzy. Prosili o wyjaœnienie okolicznoœci œmierci jedynaka. Jego matka bardzo to prze y³a, za³ama³a siê i wkrótce zmar- ³a. W czasie egzekucji jeden z gestapowców w swym przemówieniu zaznaczy³, e za ka dy czyn naruszaj¹cy nietykalnoœæ Niemca gin¹æ bêdzie nie 15, ale 50 i 100 zak³adników, bo Niemcom na adnym Polaku nie zale y. W odpowiedzi na ich s³owa jeden ze skazañców krzykn¹³ do zebranych Bracia my jesteœmy niewinni - giniemy za Ojczyznê. Gestapowiec, który uprzednio przemawia³ rykn¹³: Trzymaj mordê. Na jego rozkaz usuniêto spod nóg ofiar drewniane podesty i bohaterscy wiêÿniowie zawiœli. Ludzie zebrani pod przymusem p³akali i modlili siê. Po stwierdzeniu zgonów przez niemieckiego lekarza cia³a pomordowanych rzucano na samochód jak byd³o - powiedzia³a dos³ownie pani Witkin. Zw³oki, jak siê póÿniej dowiedziano, przewieziono do Zak³adu Anatomii Uniwersytetu Poznañskiego. Pani Joanna mówi³a mi, e ludzie rozeszli siê w milczeniu z sercami przepe³niony mi alem i trwog¹. Przez kilka dni po tych tragicznych wydarzeniach ca³a rodzina nie mog³a jeœæ, spaæ, po prostu normalnie yæ. ycie zamar³o. Wspomnia³a te, e gdy budowano szubienicê rozpêta³a siê straszliwa burza. Blisko trzasn¹³ piorun. Ludzie p³akali i p³aka³o niebo. Jeszcze wiele lat po wojnie do rodzin mieszkaj¹cych obok miejsca straceñ zg³asza³y siê rodziny pomordowanych. Przyje d aj¹ co roku, sk³adaj¹ kwiaty, wspominaj¹ i op³akuj¹ swoich zmar³ych. Uczestnicz¹ we Mszy Œwiêtej, która tradycyjnie co roku odbywa siê w intencji pomordowanych na miejscu ich egzekucji, gdzie dziœ stoi pomnik. Moja rozmówczyni po kilkunastu dniach od rozmowy ze mn¹, zmar³a. Pozosta³a jej opowieœæ. Pragnê ocaliæ j¹ od zapomnienia. Bogumi³a Kaczmarek GW nr

81 str. 81 Z KAPITANEM STURNYM Pan Antoni Cholewa przechowuje pieczo³owicie zdjêcie z lata 1939 roku. Jest na nim z grup¹ o³nierzy rezerwy z powiatu wolsztyñskiego, którzy przeszli przeszkolenie Przysposobienia Wojskowego. Wykonano je na tle dawnej muszli, w miejscu gdzie dziœ jest Wolsztyñski Dom Kultury. Komendantem by³ kapitan Antoni Sturny (na fotografii w œrodku, w pierwszym rzêdzie), z zawodu nauczyciel. Pamiêta go doskonale p. Cholewa, poniewa w wieczorowej szkole zawodowej uczy³ go matematyki. Spotyka³ A. Sturnego wczeœniej na ró nych uroczystoœciach pañstwowych i koœcielnych w Goœcieszynie. Pocz¹tkowo w latach by³ nauczycielem w Rostarzewie, które nale a³o wówczas do parafii Goœcieszyn. Pan Antoni mieszka³ w D¹browie, widywa³ tam swego przysz³ego nauczyciela. Dziœ p. Cholewa ubolewa, e uczniowie nie wiedz¹ kim by³ A. Sturny, choæ jego imiê nosi jedna z wolsztyñskich ulic. Antoni Sturny by³ podczas II wojny œwiatowej poszukiwany przez gestapo listem goñczym. Ostatni raz widzia³ go mój kolega Weigt w obozie jenieckim. Potem jednak Niemcy trzymali go w forcie VII w Poznaniu - mêczyli tam go bardzo, to wiem. Którego dnia zgin¹³ nie wiadomo. A.D GW nr O zbrodni w Tuchorzy Antoni Kut wyjawi³ w 1997 roku - W pierwszych miesi¹cach okupacji grasowa³ na terenie naszego powiatu przedwojenny kryminalista Kaczmarek. W lesie mia³ kryjówkê, tam przechowywa³ broñ. Niemcy wiedzieli o nim, a mimo to nie aresztowali. Przypuszczali, e nale y do wiêkszej grupy i dali mu konfidenta. Kiedy 27 VI 1942 r. w godzinach popo³udniowych Kaczmarek ze swym towarzyszem przeje d a³ przez Tuchorzê, natrafili na funkcjonariusza tuchorskiego posterunku andarmerii, Antona Markwitza, jad¹cego rowerem drog¹ z Mariankowa do Tuchorzy. W czasie kontroli Kaczmarek strzeli³ do funkcjonariusza. Niemieckie w³adze bardzo szybko wiedzia³y, kto jest sprawc¹. Ob³awa policyjna nie da³a rezultatu. Miejscowi ludzie utrzymali, e sprawcami byli niemieccy obywatele, trudni¹cy siê nielegalnym skupem ywnoœci. Gestapo i policja og³osi³y w prasie, e mord by³ dzie³em polskich bandytów. Dowództwo SS wykorzysta³o okazjê do urz¹dzenia pokazowej egzekucji. 9 VII 1942 r. na miejscu œmierci niemieckiego andarma zbudowano szubienice i powieszono 15 Polaków. Tymczasem Niemcy kontynuowali poszukiwania Kaczmarka. Przypadkiem, w czasie przes³uchania oficera z AK, spod Pleszewa, jeden z gestapowców z werbowa³ go do wspó³pracy. PóŸniej, ju w obozie w strefie angielskiej, przes³uchany gestapowiec zezna³, e pozyskany Polak za comiesiêczn¹ op³atê wyrazi³ zgodê na zastrzelenie Kaczmarka, o którym wiedziano, e przyje d a³ pod Miêdzychód do dziewczyny. Oficer dosta³ dubeltówkê i pistolet. Gestapowcy zawieÿli go do maj¹tku pod Miêdzychodem. Tam zwerbowa³ 2 dziewczyny. Mia³y odwróciæ g³owy, gdy bêdzie przechodzi³ Kaczmarek. W odpowiednim momencie dubeltówka wypali³a. By³o wiele krwi, ale cia³a nie by³o. Niemcy ustalili póÿniej, gdzie udzielono Kaczmarkowi schronienia. Podobno y³ on jeszcze po wojnie. Tak wiêc hitlerowcy dobrze wiedzieli, kto zabi³. Perfidnie wykorzystali sytuacjê, by 8 VII 1942 r. zabiæ niewinnych Polaków. Dziêki dociekliwoœci A. Kuta, dziêki przeszukiwaniu dokumentów znamy wiêc dziœ kulisy okrutnej zbrodni w Tuchorzy (patrz strona 111). E.. GW nr 1-997

82 str. 82 SPOCZYWA NA WOLSZTYÑSKIM CMENTARZU Nie ma w Wolsztynie chyba nikogo, kto by nie odwiedzi³ choæ raz starego cmentarza przy ulicy Lipowej. Po³o ony wœród du ych drzew, z piêkn¹ alej¹ w œrodku, mieœci wiele grobów by³ych mieszkañców miasta, tych którzy tu yli i pracowali niejednokrotnie ca³e ycie. Wœród wielu krzy y i grobów jeden szczególnie jest ³atwy do zauwa enia. Jest to grobowiec z kamienn¹ rzeÿb¹ poleg³ego polskiego o³nierza. Le y z karabinem obok siebie, tak jak pad³ na polu walki. Napis podaje, e by³ to dowódca plutonu, Franciszek Kaczmarek. Poleg³ pod fortami Grodna, dnia 23 wrzeœnia 1920 roku. W dzieñ koñca wojny. Nieco ni ej, z lewej strony grobowca na czarnej tablicy napis i zdjêcie obok. Tu le y p³k W³adys³aw Kaczmarek, zmar³y w Londynie 19 maja 1964 roku. Tak - to bracia z³¹czeni s³u b¹ Polsce, która dla ka dego z nich inaczej wypad³a. Drogi ich rozesz³y siê wczeœnie, ju 23 wrzeœnia 1920 roku, a po³¹czy³y siê poœmiertnie, gdy polski statek przywióz³ zmar- ³ego na obczyÿnie starszego brata W³adys³awa. (...) Bracia Edward, Jan, Florian i Ludwik m³odsi bracia W³adys³awa Kaczmarka zakupili gospodarkê w Przemêcie Przedmieœciu któr¹ podarowali swoim rodzicom, Katarzynie i Ludwikowi (...) W okresie miêdzywojennym ycie naszej poznañskiej rodziny wype³nione by³o g³ównie prac¹, ycie mego Ojca w s³u bie wojskowej odrodzonej armii. Nie by³ to zbyt ³atwy ywot. Dnie ca³e, dos³ownie od œwitu do póÿnego wieczoru spêdza³, albo na nauczaniu kadry, albo na doskonaleniu swojej wiedzy wojskowej. Do dziœ pamiêtam dziesi¹tki fotografii z manewrów i z obozów wojskowych, gdzie Ojciec odbiera³ nagrody za najlepiej wyszkolon¹ kompaniê pu³ku. Sam te studiowaæ musia³ na rozlicznych kursach strzelania, ³¹cznoœci, dowódców baonów. W koñcu przysz³a trudna próba, Wy sza Szko³a Wojenna w Warszawie, rocznik , któr¹ ukoñczy³ z celuj¹cym wynikiem. Od tego czasu z oficera liniowego sta³ siê oficerem dyplomowanym. Zosta³ wys³any na stanowisko pierwszego oficera sztabu w 7 Dyw. Piechoty w Czêstochowie. W roku 1937, awansowany do stopnia majora i skierowany do sztabu G³ównego w Warszawie. By³o to ju szczególne wyró nienie. Przydzielono go jako referenta oddzia³u II na Niemcy. W roku 1937 sytuacja polityczna w Europie zmienia³a siê z miesi¹ca na miesi¹c, aby w lecie 1939 roku staæ siê groÿn¹. Jeœli idzie o mego Ojca, nie mia³ on wówczas adnych w¹tpliwoœci, e wojna wybuchnie w koñcu lata. Oddzia³ Drugi da³ te Naczelnemu Dowódcy armii, Marsza³kowi Rydzowi - Œmig³emu, pe³ne informacje co do si³y, uzbrojenia i rozmieszczenia armii niemieckiej. e te informacje nie zosta³y ca³kowicie wykorzystane, to nie by³a ich wina. Nasz zjazd rodzinny odby³ siê w roku 1938 w Wolsztynie i nikt z nas nie móg³ wówczas przewidzieæ, e jest to zjazd ostatni. Wkrótce rozgorza³a druga wojna œwiatowa, armia polska po zaciêtym oporze zosta³a zniszczona przez si³y dwóch wrogów. Sztab G³ówny przekroczy³ granicê pañstwa 18 wrzeœnia, gdy sta³o siê jasne, e Armia Czerwona idzie jako sprzymierzeniec Hitlera i opór wobec tej przewagi si³ jest bezcelowy. Nale a³o uratowaæ, co siê da³o z walcz¹cych jeszcze dywizji, aby prowadziæ dalsz¹ walkê u boku sprzymierzeñców. Ojciec mój wzi¹³ czynny udzia³ w organizowaniu Wojska Polskego we Francji i w kampanii 1940 roku. Po upadku Francji, z czêœci wojska, jednym z ostatnich transportów przez port La Verdonne, odp³yn¹³ do Anglii. Tam bra³ udzia³ w formowaniu jednostek wojska w Szkocji. Odkomenderowano go na stanowisko wyk³adowcy taktyki piechoty do Wy szej Szko³y Wojennej w Londynie. Nastêpnie, awansowany przez gen. W³adys³awa Sikorskiego do stopnia podpu³kownika pracowa³ w Sztabie G³ównym w Londynie. W 1942 roku zosta³ wys³any jako delegat Szefa Sztabu na Bliski Wschód do formuj¹cego siê w Iraku 2 Korpusu pod dowództwem gen. W³adys³awa Andersa. Po tragicznej katastrofie w Gibraltarze, w której zgin¹³ œp. gen. Sikorski odp³ywa z Anglii na pok³adzie szybkiego transportowca Queen Elizabeth do Stanów Zjednoczonych, aby ukoñczyæ tam Command & General Staff School w Fort Leavenworth w Kansas. By³a to i jest do dziœ elitarna szko³a wy- szych dowództw w Ameryce. Po jej ukoñczeniu na w³asn¹ proœbê zostaje odkomenderowany do 2 Korpusu Wojska Polskiego, walcz¹cego na ziemi w³oskiej. Nie by³ ju wówczas od lat oficerem liniowym. By³ natomiast sztabowcem i jako taki najlepiej nadawa³ siê do s³u by w sztabie Korpusu. Skierowany zosta³ do oddzia³u III sztabu. By³ to oddzia³ operacyjny. Mam zachowane do dziœ mapy, oleaty i raporty z ofensywy wiosennej 8 Armii Brytyjskiej i z bitwy, któr¹ stoczy³ 2 Korpus i któr¹ historycy nazywaj¹ bitw¹ boloñsk¹. Ojciec w³o- y³ ca³¹ sw¹ energiê i wiedzê, aby opracowaæ plan tych dzia³añ. Wiele lat po wojnie w rozmowie ze mn¹ wspomina³. Wiesz z czego najbardziej jestem rad, to z tego, e nie tylko gros dywizji niemieckich

83 str. 83 Genera³ W³. Sikorski na inspekcji oddzia³u Wojska Polskiego w Szkocji, jesieñ 1940 (drugi od prawej major W³. Kaczmarek) walcz¹cych przeciw nam uleg³o zniszczeniu, ale e odby³o siê to przy stosunkowo ma³ych stratach w³asnych. A przeciw 2 Korpusowi walczy³y wówczas najlepsze dywizje niemieckie z frontu w³oskiego. Elitarna Pierwsza i Czwarta Spadachronowa, jak i te jedyna na tym froncie 26 dywizja pancerna. Do tego teren te by³ trudny dla natarcia, a doskona³y do obrony, bo przeciêty wieloma rzekami i szerokich kana³ów. Za s³u bê na froncie w³oskim i za bitwê boloñsk¹ w szczególnoœci zosta³ Ojciec dekorowany w dowództwie 8 armii w miejscowoœci Caserta Orderem Brytyjskiego Imperium, tak zwanym O.B.E. z nadania Króla Jerzego VI. Tymczasem w kraju pod okupacj¹ losy pozosta³ych braci Kaczmarków nie by³y ³atwe. Florian aresztowany w Poznaniu. Edward, Jan i Ludwik znaleÿli przystañ w Warszawie, która pod okupacj¹ nie by³a miastem bezpiecznym. W czasie wpadki redakcji gazety podziemnej przy ulicy Lwowskiej l zostali aresztowani i wys³ani przez Pawiak do obozu w Oœwiêcimiu. Równie i ony, Stefa i Hanka trafi³y na Pawiak. Po wielu miesi¹cach wiêzienia cudem wyszli z tego obozu œmierci. Jeœli piszê o szlachetnoœci moich stryjów, nie sposób pomin¹æ faktu, e zarówno Edward jak i Jan, przez ca³¹ wojnê, d³ugie 6 lat pomagali Premier Churchill z ma³ onk¹, genera³ W³. Sikorski (w he³mie, na wprost, major W³. Kaczmarek) r. materialnie mojej œp. Matce i mnie. Bez ich pomocy nie wiem jak moglibyœmy prze yæ. Wziêli ten ciê- ar na swoje barki za brata, który by³ na wojnie. Skoro zacz¹³em to opowiadanie histori¹ powstania pomnika na wolsztyñskim cmentarzu, powinienem równie opowiedzieæ, jakie by³y jego wojenne losy. Otó w 1939 roku, gdy wojska niemieckie zajê³y Wielkopolskê, jak i ca³y nasz kraj, trafili, rzecz jasna równie i na ten cmentarz, mo e przy okazji rozstrzeliwañ wielu mieszkañców miasta. Zauwa yli te pomnik z rzeÿb¹ przedstawiaj¹cy o³nierza polskiego. Wydano rozkaz, aby go zniszczyæ materia³em wybuchowym. Rozmowy miêdzy Niemcami ktoœ us³ysza³. Zawiadomi³ ksiêdza proboszcza, a ten z kolei mego dziadka Ludwika. Najbli - szej nocy, ksi¹dz, dziad Ludwik i miejscowy grabarz, zdjêli kamiennego o³nierza z coko³u i przeci¹gnêli z wielkim trudem w odleg³y k¹t cmentarza, gdzie by³ ju wykopany dó³. Tam go pochowali. Nazajutrz Niemcy rzeczywiœcie zjawili siê na cmentarzu, o³nierza na cokole nie by³o. Nie mogli te ustaliæ, kto go usun¹³ i gdzie mo e siê znajdowæ. Nie muszê tu dodaæ, e by³ to akt wielkiej odwagi, bo wszyscy ryzykowali yciem za ten czyn. Po szeœciu d³ugich latach wojna dobieg³a koñca. I tu powsta³ nowy dylemat dla rodziny. Jeœli wykopiemy pomnik, nie jest wykluczone, e nowa, czerwona w³adza go nie zniszczy. Przecie Franek zgin¹³ pod Grodnem, aby w³aœnie nie dopuœciæ do ich nad Polsk¹ zwyciêstwa. Postanowili przeczekaæ. Mija³y lata. Umar³ ksi¹dz, zmar³ dziadek Ludwik i umar³ równie grabarz. Nie znam ich nazwisk, niech im Bóg da wieczne odpoczywanie, dzielni byli to ludzie. Nikt z yj¹cych nie wiedzia³, gdzie siê ten pomnik znajduje. Dopiero w styczniu 1963 roku, nowy inny grabarz, kopi¹c grób trafi³ na du y kamieñ. Nie mog¹c go wydobyæ w ca³oœci, kilofem odr¹ba³ kawa³ i rzuci³ poza dó³. Ze zdziwieniem zauwa- y³, e by³a to kamienna rzeÿba g³owy o³nierza. W charakterystycznej

84 str. 84 Pu³kownik W³. Kaczmarek w amerykañskiej szkole wojennej Command and General Staff School W³adys³aw Kaczmarek by³ pierwszym Polakiem - absolwentem tej akademii. Tê szko³ê ukoñczyli najwy si dowódcy armii amerykañskiej iksñytzslow so³g rogatywce wojsk wielkopolskich z dobrze widocznym or³em. Lato 1963 roku by³o te pierwszym, gdy po wielu latach mog³em odwiedziæ moj¹ Ojczyznê. Poszed³em na cmentarz wolsztyñski, a potem do zak³adu kamieniarskiego pana Stanis³awa Gwiazdowskiego. Pomnik by³ tam w naprawie i wkrótce, uroczyœcie powróci³ na swoje dawne miejsce. Wiem te z opowiadañ krewnych i znajomych, e wielu mieszkañców Wolsztyna ten pomnik odwiedza. Czasem w œwiêto narodowe, czasem w dzieñ zadusznych. Wiem, e nieznane rêce, k³ad¹ kwiaty lub zapal¹ lampkê i wiem te, e harcerze stawiaj¹ tam wartê, a najm³odsi z pokolenia przysz³ych o³nierzy polskich. Tym wszystkim nieznanym, a bliskim mi ludziom chcê powiedzieæ Bóg zap³aæ. Pomódlcie siê te za braci Kaczmarków, to byli dobrzy Polacy i dzielni ludzie. Wies³aw Kaczmarek fragmenty z,,gw nr 11/1999 W Iraku armaty formuj¹cego siê Wojska Polskiego (II Korpus Polski 1943 r.), trzeci, od lewej pp³k W³. Kaczmarek Genera³ W³adys³aw Anders, p³k Kaczmarek (z prawej) przed bitw¹ boloñsk¹ r. W³. Kaczmarek powróci³ do Wolsztyna (pogrzeb w lipcu 1964 r.)

85 str. 85 Przez Syberiê, Bombaj do dywizji genera³a Maczka Pan Stanis³aw Przyby³a z Wolsztyna nale y do tego pokolenia Polaków, których historiê od niedawna mo na przedstawiaæ. Swoj¹ odysejê wojenn¹ rozpocz¹³ w kampanii wrzeœniowej. Od tego czasu, w starannie do dzisiaj przechowywanym dzienniczku zapisywa³ wszystkie wydarzenia. 28 sierpnia 1939 roku znalaz³ siê w W³odzimierzu Wo³yñskim. 17 wrzeœnia granicê przekroczyli Rosjanie, a 19 wrzeœnia dosta³ siê do niewoli. Oto co mówi o tych czasach: Wojny z nimi nie prowadziliœmy, bo by³ rozkaz, e oni przyszli nas broniæ. Nie biliœmy siê wiêc z nimi. Zabrali nas do niewoli. Drogê z W³odzimierza Wo³yñskiego do ucka przebyliœmy pieszo. W ucku spaliœmy na dworze. Oficerom kazano iœæ spaæ do koszar. Stamt¹d przewieziono nas poci¹gami do Szepietówki, a potem do Nowogradu. Tam znajdowa³ siê wielki obóz wojskowy. Tu zgonili Stanis³aw Przyby³a szeregowych i oficerów polskich. Wywieziono nas potem na roboty do kopalni rudy Pierwomajka. Przebywa³em tam do wiosny 1940 roku. Pachnia³o wiosn¹, gdy szliœmy do Leniñska, potem kolej¹ przez Kirowsk do Kotlasu. Byli ju tam zakluczionnyje, których wywozili na Sybir. PrzywieŸli do Kotlasu 40 wagonów jeñców wojennych. W Kotlasie zatrzymaliœmy siê na noc. Spaliœmy w du ej szopie. Tej nocy jeden z o³nierzy poder n¹³ sobie gard³o. Przyjecha³o pogotowie i zabra³o go. Okaza³o siê, e tym o³nierzem by³ adwokat, który przed wojn¹ w Warszawie broni³ komunistów. W Kotlasie zobaczy³ obóz dla Rosjan. Ogrodzony by³ dwumetrowym p³otem, a ka dy barak otoczony drutami kolczastymi. W obozie tym byli ku³acy i pomieszczyki (bur uje). Dowiedzia³ siê, e byli tam w³aœciciele fabryk, adwokaci. Gdy zapanowa³ re im sowiecki, to wszystkich bogaczy pozamykali. Widzia³, my te, jak ci Rosjanie chodzili do pracy. Przy nodze ka dego z nich kula elazna 3-5 kg. Gdy ten o³nierz adwokat zobaczy³ powiedzia³, e to samo nas czeka. Tak siê tym przej¹³, e usi³owa³ pope³niæ samobójstwo. Odratowali go, bo go póÿniej spo Kanaki - Iran Stanis³aw Przyby³a (pi¹ty od lewej)

86 str. 86 G³os Wolsztyñski tka³em w Iraku. Z Kotlasu zaprowadzono nas na barki. P³ynêliœmy na nich w nieznanym kierunku. Potem samochodami wieziono nas ok. 85 km (przez lasy). Miejscowoœci nie znam. Na ma³ej stacyjce wsiedliœmy do poci¹gu. Stamt¹d jechaliœmy na pó³noc. 10 kwietnia znaleÿliœmy siê w okrêgu naftowym Cibiu, nad rzek¹. Czeka³y tu na nas przygotowane namioty z dr¹gów. W namiotach przesiedzieliœmy dwie noce. Utworzono brygady. Potem dalej szliœmy w g³¹b tajgi gêsiego. Pamiêtam szliœmy po mchu wysokim na 70 cm. Ziemia by³a zamarzniêta, choæ by³ to koniec maja. Powietrze by³o ciep³e. Pamiêtam te zimê w tundrze, gdzie mróz dochodzi³ do 52 stopni. Potem by³ szpital, odra, pierwszy list. Pewnego dnia dotar³a do nas wiadomoœæ, e Stalin i Sikorski zawarli uk³ad o tym, e si³y polskie mog¹ siê zjednoczyæ po to, by pójœæ na niemiecki front. Przywieziono nas pod Moskwê do obozu wojskowego. Przydzielono mnie do V dywizji piechoty. Przyjechaliœmy do Tadiszczewa. Tam znajdowa³o siê dowództwo armii Andersa. Przyby³ do Tadiszczewa gen. Sikorski. Uczestniczy- ³em we mszy polowej z jego udzia- ³em. Przybyli te dygnitarze rosyjscy. Gdy wszyscy klêkali, oni tak- e klêkali. W Wigiliê odebra³em mundur angielski i 3 stycznia 1942 roku opuœci³em Tadiszczew. ZnaleŸliœmy siê nastêpnie w Dzia- ³owatach, a 5 kwietnia wyjechaliœmy do portu Krasnajarsk nad morzem Kaspijskim. Do Persji (Iranu) przybyliœmy okrêtem rosyjskim. Gdy opuszczaliœmy go, grali nam hymn rosyjski, a gdy wchodziliœmy na l¹d powita³ nas hymn angielski. Uwierzyliœmy, e jesteœmy na wolnej ziemi. W Iranie dowiedzieliœmy siê, e mamy przyjechaæ na uzupe- ³nienie I dywizji pancernej. Z Basry, w Iraku, wyp³ynêliœmy do Bombaju w Indiach. To w Bombaju, w obozie sprzymierzonych, formowa³ siê konwój okrêtów, który mia³ odp³yn¹æ do Anglii. Z Indii, na okrêcie Orion, p³yn¹³em wraz z kolegami wokó³ Afryki do Liverpoolu, a dalej poci¹giem do Szkocji. - Pan Stanis³aw Przyby³a przeszed³ ca³e przeszkolenie w I dywizji genera³a Maczka. Walczy³ w Normandii. W sierpniu 1944 roku by³ na pierwszej linii frontu. Jako kierowca dowozi³ na pierwsz¹ liniê frontu amunicjê, potem w Falaise by³ kierowc¹ radiowego wozu Bedford, gdy radiotelegrafista zosta³ ranny. Po s³ynnej bitwie w Falaise przekroczy³ granicê belgijsko-francusk¹. Wigiliê 1944 r. spêdzi³ ju w Holandii. W swoim dzienniczku zapisa³: 2 stycznia 1945 Sowieci zajêli Poznañ. Tê wiadomoœæ us³ysza³ w radiu. Zapisa³ i inne wa ne daty: 8 luty armia przekracza Ren. 8 marca naczelnym wodzem zostaje genera³ Anders. 19 tr¹bka graæ bêdzie wówczas przerwij ogieñ, bezpiecznik zamkn¹æ masz. Tak siê te sta³o. Przez g³oœniki us³yszeliœmy tr¹bkê. Wojna siê skoñczy³a. Zaczê³y siê nasze nowe problemy. Jeden z o³nierzy powiedzia³: ja nie mam dok¹d jechaæ, a inny stwierdzi³: pojadê do Anglii, bo do Polski nie mogê jechaæ, gdy Sowieci zabrali mi moj¹ ziemiê. Wielu pojecha³o do Anglii, ja wróci³em do Polski. W 1947 roku nasza dywizja zosta³a rozwi¹zana. Przyjecha³em do Wolsztyna. Nie patrzono na mnie dobrze. By³o ró - nie... Pan Stanis³aw Przyby³a o³nierz otrzyma³ w czasie wojny odznaczenia: Medal Wielka Gwiazda za wojnê , France and Germany, Medal Africa Star, Ther War Medal. W 1991 r. odznaczony zosta³ Krzy em Falaise. Na jednej stronie czytamy: Falaise Chambois Axel Breda na drugiej stronie 1939 Polskie Si³y Zbrojne na Zachodzie. Mundur wyjœciowy pana Stanis³awa Przyby³y znajduje siê w szkole im. gen. Sikorskiego w Zielonej Górze. Nie chcia³ go sprzedaæ, mimo e pan Pawelski Stanis³aw Przyby³a na czo³gu w wolnej ju Holandii dawa³ mu du ¹, jak na ówczesne kwietnia zdobycie Papenburg. W czasy sumê z³. Wzi¹³ ten nocy z 4 na 5 maja wszyscy dowódcy stawili siê do genera³a Maczka. cielowi nie zostawi³ adnego rew- mundur na wystawê, ale w³aœci- Dostali instrukcjê, e ka dy oddzia³ ersu. Szkoda, w wolsztyñskim muzeum mo na by urz¹dziæ k¹cik upa- pojedzie na okupacjê Niemiec. Oddzia³ Stanis³awa Przyby³y otrzyma³ rozkaz wyjazdu do miasta Lincych w II wojnie œwiatowej. Czas o miêtniaj¹cy wolsztyniaków walcz¹gen. Tak wspomina swoje zakoñczenie wojny: Zakoñczenie wojny kowców odchodzi. Ich genera³ nie- tym pomyœleæ pokolenie macz- by³o dla nas niespodziank¹. Mówiono nam, e gdy ono nadejdzie Anna Domagalska dawno skoñczy³ 100 lat. GW nr

87 str. 87 Walczy³ pod Monte Cassino Wœród walcz¹cych nie zabrak³o mieszkañców Wolsztyna i powiatu. Jednym z nich by³ Kazimierz Pabich z Moch. Urodzi³ siê w 1912 roku jako syn Stanis³awa i Magdaleny z domu Mosiek. Szko³ê podstawow¹ ukoñczy³ w Mochach. W latach odby³ zasadnicz¹ s³u bê wojskow¹. Jednak ju 27 VII 1939 r. zosta³ zmobilizowany do 23 Pu³ku Piechoty we W³odzimierzu. 18 IX 1939 roku dosta³ siê do niewoli radzieckiej. Wywieziono go w g³¹b Rosji do miejscowoœci Puczota. Tam niewolnicy musieli ciê ko pracowaæ przy wyrêbie lasów. Dokucza³ im g³ód i mróz. 21 VI 1941 r. Adolf Hitler zerwa³ traktat,,ribbentrop-mo³otow i uderzy³ na ZSRR. 18 sierpnia 1941 roku zawarto porozumienie Obóz jeniecki w miejscowoœci Puczota, 1940 r. miêdzy premierem Emigracyjnego Rz¹du Polskiego przebywaj¹cego w Londynie a przywódc¹ ZSRR generalissimusem Józefem Stalinem o utworzeniu Armii Polskiej w ZSRR. Na dowódcê tej e armii premier W³adys³aw Sikorski powo³a³ genera³a W³adys³awa Andersa. Wtedy to w³aœnie w ZSRR wypuszczono na wolnoœæ Polaków z obozów jenieckich. Po wyjœciu z obozu Kazimierz Pabich uda³ siê z kolegami do miejscowoœci Tybyszew. Tam formowa³a siê polska armia, któr¹ dowodzi³ gen. W. Anders. Kazimierz Pabich przydzielony zosta³ do 5 Dywizji Piechoty (batalionu ciê kich karabinów maszynowych). Armia gen. W³. Andersa mia³a walczyæ na froncie wschodnim przeciwko Niemcom. Jednak na skutek nieporozumienia, jakie Ludwik Urbañski z Perkowa, Kazimierz Pabich z Moch zasz³o miêdzy generalissimusem J. Stalinem a premierem W. Sikorskim Armia Polska opuœci³a ZSRR. Przez Irak, Iran i Palestynê dotar³a do Egiptu. Tam spotka³a siê z VIII Armi¹ Angielsk¹ dowodzon¹ przez feldmarsza³ka A.R. Montgomery ego. Po³¹czy³a siê z ni¹. Stanowi³a od tej pory II Polski Korpus, wchodz¹cy w sk³ad VIII Armii Angielskiej. Po pokonaniu Niemców w Afryce alianci uderzyli z II Polskim Korpusem na Niemców we W³oszech. Zajêli po³udniow¹ czêœæ Pó³wyspu Apeniñskiego. Jednak drogê z Neapolu do Rzymu zamyka³ im niemiecki front tzw.,,linia Gustawa, gdzie kluczow¹ pozycj¹ obronn¹ by³o Monte Cassino. Po nieudanych próbach zdobycia tej pozycji przez wojska alianckie, feldmarsza³ek Montgomery powierzy³ to bardzo wa ne zadanie II Korpusowi Polskiemu, dowodzonemu przez genera³a Andersa. A oto wspomnienia Kazimierza Pabicha (spisane przez Stanis³awa Kaczmarka) z Moch, który walczy³ pod Monte Cassino: Los mój chcia³, abym bra³ udzia³ w zdobywaniu Monte Cassino. Monte Cassino, to szczyt (1669m nad poziomem morza), na którym znajduje siê klasztor Benedyktynów. U podnó a szczytu znajduje siê ma³e bardzo malownicze miasteczko. Wokó³ klasztoru Niemcy posiadali bardzo mocno ufortyfikowany pas bunkrów. W maju ca³y szczyt i zbocza ton¹ w czerwieni maków. I w³aœnie na ten okres przypada³y najciê sze walki o zdobycie Monte Cassino. 12 maja 1943 r. na rozkaz dowódcy II Polskiego Korpusu gen. W³adys³awa Andersa artyleria polska i aliancka wieczorem o godz rozpoczê³a huraganowy ogieñ na linie obronne Niemców. Ogieñ artylerii trwa³ do godz nad ranem. Gdy czerwona rakieta przeszy³a niebo i umilk³y dzia³a, piechota II Polskiego Korpusu ruszy³a do ataku. Wspiera³a j¹ Brygada Pancerna. Niemcy uzbrojeni w szybkostrzeln¹ broñ otworzyli ogieñ do uderzaj¹cej piechoty. Ogieñ by³ tak skuteczny, i piechota II Polskiego Korpusu zosta³a zdziesi¹tkowana. Po dwudniowej przerwie, gdy uzupe³niono straty, pad³ ponownie rozkaz zdobycia góry. Sytuacja powtórzy³a siê. Piechota znów bezskutecznie próbowa³a z³amaæ opór Niemców i znów ponios³a dotkliwe straty. II Polski Korpus by³ bardzo wykrwawiony i os³abiony, ale silna wola walki zarówno o³nierza polskiego jak i dowództwa nie pozwoli³a na rezygnacjê. Zatem jak by³o to mo liwe, uzupe³niono braki w II Polskim Korpusie, aby 18 V 1943 r. podj¹æ ostatni¹ próbê zdobycia Monte Cassino. Zorganizowano równie wiêkszy ogieñ artyleryjski i o godz artyleria polska i aliancka rozpoczê³y huraganowy ogieñ. Jego moc by³a tak wielka, i obs³uga dzia³ by³a zmuszona ch³odziæ lufy. O godzinie 2.30, jak poprzednio, ogieñ zosta³ przerwany, a polska piechota rzuci³a siê do szturmu. Hitlerowcy byli tak oszo³omieni wybuchami bomb, i utracili orientacjê i ognia nie otworzyli. Gdy II Polski Korpus zdoby³ Monte Cassino, na szczycie zatkn¹³ bia³o-czerwon¹ flagê. Miesi¹c maj we W³oszech jest bardzo ciep³ym, st¹d te cia³a zabitych o³nierzy rozk³ada³y siê. Wokó³ Monte Cassino roznosi³ siê nieprzyjemny zapach. Na zboczu tej e góry, obok klasztoru znajduje siê 1070 grobów. Spoczywa tam te gen. W³adys³aw Anders. Przed wejœciem na cmentarz widnieje napis,,przechodniu powiedz Polsce e polegliœmy wierni w jej s³u bie. Po zdobyciu Monte Cassino, II Polski Korpus wyzwoli³ Ankonê, Piedlimonte, Loretto i Bo³oniê, gdzie 8 maja 1944 roku doczeka³ siê Kazimierz Pabich zakoñczenia wojny, w której ponios³o œmieræ ludzi. W 1946 roku K. Pabich wraz z II Korpusem Polskim wyjecha³

88 str. 88 K. Pabich wraz z kolegami na placu œw. Marka w Wenecji. W tle Bazylika œw. Marka i Pa³ac Do ów do Szkocji. Po rozwi¹zaniu Korpusu zosta³ zdemobilizowany. Do Moch powróci³ 29 kwietnia 1947 roku. Za bohatersk¹ postawê w walkach oraz za dzia³alnoœæ spo³eczn¹ otrzyma³ wiele odznaczeñ, miêdzy innymi: Krzy Pami¹tkowy Monte Cassino, Gwiazdê Italii, Medal Zwyciêstwa i Wolnoœci, Odznaczenie Pami¹tkowe Kresowej Dywizji Piechoty, Krzy Czynu Bojowego Polskich Si³ Zbrojnych na Zachodzie, Medal Grunwaldu oraz Krzy Kawalerski Orderu Odro-dzenia Polski. Pan K. Pabich po powrocie z d³ugoletniej tu³aczki podj¹³ pracê w swym w³asnym gospodarstwie rolnym w Mochach. Przez wiele lat chêtnie i bardzo ciekawie opowiada³ mieszkañcom Moch i okolicy o niezmiernie bogatych swych prze yciach wojennych. By³ zapraszany na spotkania z m³odzie ¹ do szkó³. W ten sposób kszta³towa³ postawê patriotyczn¹ swych s³uchaczy. Chwa³a mu za to. Pan Pabich by³ postaci¹ ogólnie znan¹ i szanowan¹. Mia³ onê Annê i troje wspania³ych dzieci: Stanis³awa, Feliksa i Jadwigê. Wszystkie jego dzieci usamodzielni³y siê i za³o y³y w³asne rodziny. Kazimierz Pabich zmar³ w K. Pabich przed domem w Mochach po powrocie z wojny 1996 roku, maj¹c 84 lata. Wraz z on¹ spoczywaj¹ na cmentarzu w Mochach. Opracowa³ Florian Antkowiak Na podstawie konsultacji z Janin¹ Marach, córk¹ K. Pabicha i materia³ów w³asnych GW Monte Cassino - œwiêta góra, o któr¹ walczy³ Józef Zbylut Przez wiele lat Józef Zbylut nie móg³ ujawniaæ swojej biografii. Mieszka³ na Kresach Wschodnich, sk¹d zes³ano go wraz z rodzin¹ na Sybir. By³ w armii gen. Andersa, walczy³ pod Monte Cassino. Na po ó³k³ym ju dziœ maszynopisie p. Józef z kronikarsk¹ dok³adnoœci¹ opisa³ swoj¹ historiê, zaczynaj¹c od 10 lutego Tego dnia wtargnêli do mieszkania Zbylutów w Delejowie Ukraiñcy. Przyby³y z nimi rosyjski enkawudzista odczyta³ dekret o przesiedleniu. Uzasadnienie by³o Rodzina Zbylutów na zes³aniu krótkie. Musz¹ opuœciæ tê ziemiê, poniewa s¹ ku³akami. Zanim Zbylutowie stali siê ku³akami wyemigrowali przed I wojn¹ œwiatow¹ do Ameryki za chlebem. Ka de z nich osobno przyjecha³o do Chicago. Tam siê poznali, pobrali i ciê ko pracowali. Po I wojnie œwiatowej powrócili do ojczyzny. Osiedlili siê na Kresach Wschodnich, gdzie yzna ziemia by³a tania. Wraz z innymi rodzinami wybrali Zab³ocie w woj. stanis³awowskim. Gospodarzyli na 25 hektarach. W 1921 r. w Delejowie przyszed³ na œwiat Józef Zbylut. Mia³ trzy starsze siostry, dwie m³odsze i brata. 10 lutego 1940 r. Zbylutowie zap³acili za swój powrót z Ameryki do Polski. W ci¹gu godziny musieli siê spakowaæ. Ka dy móg³ zabraæ tylko oœmiokilogramowy podró ny baga - w tym odzie i ywnoœæ. Spakowali to, co by³o najpotrzebniejsze, a zapasy, których nie mogli ze spi arni zabraæ, zdesperowany 18-letni wówczas Józef zniszczy³. Piêæ godzin jechali saniami do stacji kolejowej w Jezupolu. Siarczysty mróz dokucza³. Do ok. 80 wagonów bydlêcych wepchniêto setki ludzi. W jednym by³o ich prawie osiemdziesiêcioro. Trzy dni tak stali. Ogrzewa³ ich jeden ma³y piecyk. Starsza siostra Zuzanna Kochañska, mieszkaj¹ca w Delejewie, przynios³a im na stacjê dwa bochny chleba i mas³o. 13 lutego 1940 r. wyruszyli w nieznanym kierunku, choæ niektórzy domyœlali siê, e wioz¹ ich na Sybir. Droga prowadzi³a, jak siê okaza³o, za Ural. Przejechali Lwów, Kijów, Charków, Saratow, Kulbyszew, Orenburg. Zamieszkali w miejscowoœci Rokitianka w ob³asti Czeka³ów, gdzie by³a kopalnia rudy elaza. Mieszka³a tam ludnoœæ ró nej narodowoœci, m.in. Tatarzy, Uzbecy, Mongo³owie. Siedmioosobow¹ rodzinê Zbylutów umieszczono w pustym baraku. Mieli dla siebie 15 m 2. Józefa wraz z siostr¹ przydzielono do pracy w kopalni. Pracowali 1000 m pod ziemi¹. Zapasy, które wziêli z domu kurczy³y siê, a oni musieli codziennie ciê ko pracowaæ przy za³adunku rudy elaza. Pan Józef rzuca³ j¹ na œrodek chodnika, a pracuj¹cy z nimi Tatar spycha³ j¹ maszyn¹ do luku. Stamt¹d ruda wpada³a na stoj¹ce w dole wózki. Na ka dym kro

89 str. 89 Józef Zbylut - pierwszy z prawej przed schermanem, którym wyzwala³ W³ochy ku Tatar upokarza³ Zbyluta. Kiedyœ nie wytrzyma³ wyzwisk pod swoim adresem i obrzuci³ nimi swego przeœladowcê. Ten tak siê rozjuszy³, e chwyci³ kilof, by go zabiæ. Zbylut ratowa³ siê ucieczk¹. Obroni³ go brygadzista Rosjanin, który potem przydzieli³ go do innej grupy robotników. W domu, mimo naszej ciê kiej pracy nie starcza³o na chleb. Pewnej nocy NKWD zabra³o ojca. Wziêli te i innych Polaków. Nie pozwolili mu nic zabraæ. Ojciec po egna³ siê z nami - wspomina pan Józef. Wtedy przypomnia³ sobie s³owa, które ojciec powiedzia³ mu, gdy opuszczali dom w Zab³ociu. Opowiedz wszystkim, jak to siê sta³o. Pó³ roku póÿniej jeden z wysiedlonych z ojcem Polaków napisa³, e s¹ na Pó³wyspie Kola i ojciec tam zmar³. Niektórzy mówili, e go wykoñczyli. 20 listopada 1941 roku na nasz posio³ek przyjecha³o dwóch polskich oficerów. Oznajmili, e na terenie Zwi¹zku Radzieckiego tworzy siê polska armia pod dowództwem genera³a dywizji W³adys³awa Andersa i kto tylko mo e niech siê z nami zabiera, by s³u yæ w polskim wojsku. Po egna³em siê z matk¹, która na drogê da³a mi szkaplerz, rodzeñstwem i pojecha³em z oœmioma kolegami do Tocka, gdzie formowa³y siê polskie oddzia³y. Tu zosta³em przydzielony do pierwszego pu³ku U³anów Krechowieckich. W koñcu marca 1942 nasz pu³k wyjecha³ do Persji. Stamt¹d starszy u³an J. Zbylut poprzez Irak, Syrie i Palestynê wyjecha³ do Egiptu, gdzie przydzielono go do II Brygady Pancernej pod dowództwem genera³a brygady Rakowskiego. Na prze³omie 1943/44 prawie ca³y korpus wyjecha³ na front do W³och. Józef Zbylut wraz z pu³kiem dop³yn¹³ do Neapolu we W³oszech. Po paru tygodniach rzucono nas na liniê frontu pod Monte Cassino. W dniu 31 marca 1944 roku w czasie wizyty genera³a Lesse - dowódcy VIII Armii Angielskiej, w sk³ad której wchodzi³ nasz II Józef Zbylut w Gubio we W³oszech Korpus, na odprawie wszystkich dowódców zapad³a decyzja, by korpusowi polskiemu powierzyæ zdobycie masywu górskiego i klasztoru na Monte Cassino. Przez ten ³añcuch górski bieg³y linie obronne Niemców Gustawa i Hitlera. Obsadzono na niej doborowe wojska niemieckie (tak e Niemieck¹ Dywizjê Spadochronow¹, która by³a oczkiem w g³owie armii niemieckiej). Walki naszego korpusu pod Monte Casiono rozpoczê³y siê 11 maja i trwa³y do zdobycia 18 maja 1944 roku. Nie uda³o siê wojskom alianckim wczeœniej tej twierdzy zdobyæ. II Korpusem dowodzi³ genera³ dywizji W³adys³aw Anders. Nasza brygada broni pancernej mia³a ciê kie czo³gi prawie 45 - tonowe, tzw. szermany. Nie mog³y skutecznie wspomagaæ piechoty w tym bardzo górzystym terenie. Jednak na ile by³o to mo liwe wdrapywa- ³y siê na zbocza górskie i zaminowane tereny. Wspomaga³y ogniem z dzia³ czo³gowych i karabinów maszynowych. Jednak du o naszych czo³gów zosta³o zniszczonych, a nasi pancerniacy stracili ycie. Ja by³em u dowódcy szwadronu (kompanii) telegrafist¹ i radiooperatorem nadawczo - odbiorczym. PóŸniej by³em u dowódcy pu³ku. Mia³em zadanie utrzymaæ ³¹cznoœæ i byæ stale na pods³uchu z dowódcami artylerii, z dowódc¹ brygady i dowódcami poszczególnych jednostek oddzia³u pu³kowego. Szczególnie niebezpieczne chwile prze y³ Józef Zbylut, gdy czo³g zosta³ dwukrotnie trafiony i zacz¹³ siê paliæ. Uciek³ przez w³az awaryjny. Po zdobyciu klasztoru - najwiêkszej twierdzy obronnej na linii Gustawa - polskie oddzia³y piechoty i czo³gi sz³y dalej, by rozpocz¹æ drugie natarcie na silne umocnienia, tzw. Liniê Hitlera pod Piedimonte. By³a to szklana góra podobna do Monte Cassino, obsadzona broni¹ pancern¹ i artyleri¹. Do Piedimonte wesz³y dwa pu³ki czo³gów, które mia³y porozbijaæ niemieckie stanowiska ogniowe. Odnieœliœmy du e straty, ale zwyciêstwo by³o nasze. Widzia³em, jak czo³g kapitana Ezmana zosta³ spalony wraz z za³og¹. Operacj¹ dowodzi³ pu³kownik Bobiñski. Nasza brygada zdobywa³a równie Ankonê, Loretto, Ossimo, Boloniê. I tu w Bolonii 8 maja 1945 roku Józef Zbylut œwiêtowa³ koniec wojny. Wraz z innymi 80 m³odymi o³nierzami skierowano go póÿniej do szko³y podoficerskiej broni pancernej w Gubio we W³oszech. Po oœmiu miesi¹cach by³ ju kapralem. Jesieni¹ 1946 roku wyjecha³ wraz z korpusem do Jork-Sire w Anglii. Po rozwi¹zaniu armii zacz¹³ naukê w szkole leœnej w Szkocji. List od ciotki z Polski sprawi³, e zatêskni³ za ojczyzn¹ i rodzin¹. Dowiedzia³ siê, e matka zmar³a w Rosji z g³odu i wycieñczenia, a rodzeñstwo powróci³o do ojczyzny. Nie zastanawia³ siê wiêc d³ugo. Porzuci³ szko³ê i wraz z dwoma tysi¹cami innych o³nierzy zdecydowa³ siê wróciæ do Polski. Wielu o³nierzy przesz³o podobn¹ tu³aczkê, jak Józef Zbylut. Ojczyznê powitali w Gdañsku. Niestety, nie wszyscy d³ugo siê tym radowali. Wielu o³nierzy nie dojecha³o do swoich rodzin, aresztowano ich ju w Gdañsku, a stamt¹d wywieziono nie wiadomo dok¹d. Pan Józef pojecha³ do siostry w Poznañskie, która mia³a tam gospodarstwo. Zamieszka³ u teœciów. Nie zazna³ spokoju, poniewa musia³ siê zg³aszaæ i meldowaæ na UB. W paÿdzierniku 1950 roku przyjecha³ z on¹ i dwójk¹ dzieci do Wolsztyna. Zatrudni³ siê w Wolsztyñskiej Fabryce Mebli. I nareszcie mia³em tu spokój z meldowaniem siê na UB. W fabryce pracowa³ prawie 40 lat. Obecnie jest na emeryturze. Cieszy siê, e od paru lat mo e mówiæ, opowiadaæ o swoich prze yciach. Pokazuje odznaczenia, a ma ich wiele: Krzy Pami¹tkowy Monte Cassino, Krzy Walecznych, Krzy Angielski THE WAR MEDAL 1939/45 (równoznaczny z Krzy em Walecznych), w³oskie odznaczenie Gwiazda Italii, Medal Wojska Polskiego na Zachodnim Froncie. W Polsce otrzyma³ Krzy Kawalerski Odrodzenia Polski, Krzy Czynu Bojowego Polskich Si³ Zbrojnych na Zachodzie. Najwa niejszy dla mnie jest Srebrny Krzy Jerozolimski z Ziemi Œwiêtej, który otrzyma³em w 1945 roku (dwukrotnie zwiedza³em miejsca, gdzie Pan Jezus przebywa³). Ogromnym prze yciem by³a dla mnie dwukrotna audiencja u Papie a Piusa XII w Watykanie. Podczas jednej z nich otrzyma³em dyplom i zdjêcie z b³ogos³awieñstwem Ojca Œwiêtego. Pan Józef Zbylut powiedzia³, e ka dego roku bardzo prze ywa rocznicê bitwy pod Monte Cassino. Ze ³zami w oczach œledzi³em transmisjê w telewizji, kiedy moi koledzy - o³nierze 18 maja br. uczestniczyli we Mszy Œwiêtej pod Monte Cassino, któr¹ odprawia³ ksi¹dz prymas Józef Glemp. Nie mog³em tam byæ z powodu z³ego stanu zdrowia. Ksi¹dz Prymas nazwa³ Monte Cassino œwiêt¹ gór¹, bo dla polskich o³nierzy walka o ni¹ by³a walk¹ o Polskê. Premier Polski Jerzy Buzek zameldowa³ poleg³ym na Monte Cassino, e Polska jest ju wolna. Anna Domagalska GW nr

90 str. 90 Wolsztyñski œlad w Powstaniu Warszawskim Od wczesnej m³odoœci uczy³em siê piosenek opiewaj¹cych wyczyny uczestników Powstania Warszawskiego. Nieraz zastanawia³em siê czy owi bohaterowie s¹ wœród nas. Bywa³o, e w wêdrówkach po kraju spotyka³em ch³opców z tamtych dni. Okazuje siê, e z jednym z nich czêsto spotykam siê na ulicach Wolsztyna. Jest nim Pan Franciszek Czeszak, mieszkaniec ulicy Lipowej. Odkrycie tego szczegó³u z ycia Pana Franciszka sk³oni³o mnie do porozmawiania z nim o wielkiej historii, która splot³a siê z jego pracowitym yciem. - Jak to siê sta³o, e zosta³ Pan Powstañcem Warszawskim? Jest Pan rodowitym warszawiakiem? - Nie, Wielkopolaninem. Urodzi³em siê w miejscowoœci DAKOWY MOKRE ko³o Opalenicy w 1920 roku. Wychowa³em siê czêœciowo w GRADOWICACH ko³o Wielichowa u swoich dziadków. Ojciec by³ zawodowym oficerem w Poznaniu, sk¹d w 1921 r. przeniesiono go s³u bowo do Warszawy. Rodzice i moje rodzeñstwo zamieszkali w Warszawie, natomiast ja zosta³em u dziadków. Dopiero po ukoñczeniu siedmiu lat do³¹czy³em do rodziny w Warszawie, gdzie ukoñczy³em Strz. Franciszek Czeszak Wielkopolanin szko³ê podstawow¹ i œredni¹. Maj¹c ju zawód rozpocz¹³em pracê jako praktykant - kreœlarz w Doœwiadczalnych Warsztatach Lotniczych na Okêciu w Warszawie. Z chwil¹ wybuchu wojny w 1939 r. warsztaty te uleg³y likwidacji. Prze- yliœmy tak e wielki dramat rodzinny: w obronie stolicy zgin¹³ nasz ojciec. Podobnie jak dla wielu Polaków, Pañstwa przysz³oœæ nie zapowiada³a siê najlepiej? Na pewno nie. W kwietniu 1940 r. zaanga owa³em siê czynnie w dzia³ania konspiracyjne przeciwko znienawidzonemu okupantowi. Dzia³a³em w Zwi¹zku Walki Zbrojnej (ZWZ), który póÿniej przekszta³ci³ siê w Armiê Krajow¹ (AK). Zrazu bra- ³em udzia³ w ma- ³ym sabota u i kolportowaniu prasy podziemnej. Natomiast na co dzieñ pracowa³em jako robotnik w ró nych zak³adach. Warto dodaæ, i wówczas istnia³ obowi¹zek pracowania gdziekolwiek. Przez pewien czas pracowa³em jako robotnik obs³uguj¹cy wagony dowo ¹ce materia³y budowlane na wielk¹ budowê. Moje zadanie konspiracyjne polega³o na przecinaniu wê ów samowy³adowczych urz¹dzeñ pneumatycznych. Po takim uszkodzeniu wagony by³y na jakiœ czas wy³¹czone z eksploatacji. Nie usz³o to jednak czujnej uwadze niemieckich agentów. Zosta³em na czas ostrze- ony i musia³em stamt¹d znikn¹æ. Potajemnie opuœci³em Warszawê na pó³ roku. Zatrudni³em siê jako robotnik w pewnym gospodarstwie rolnym na Mazowszu. Okaza³o siê po wojnie, e dwaj synowie gospodarza nale eli do konspiracji. ycie podziemne by³o bardzo hermetyczne. - Wynika z tego, e oddala³ siê Pan od Warszawy? - Tak, ale nie na d³ugo. Po pó³ roku wróci³em do tego miasta pod nazwiskiem Józef Bielawski. Mia- ³em mocne papiery, nowy yciorys, który zna³em na pamiêæ. Podj¹³em na nowo ma³y sabota i kolporta. Przypomina Pan sobie jakiœ wa - ny szczegó³ z tej dzia³alnoœci pod nowym nazwiskiem? Natarcie wzd³u ulicy Pilickiej. Trzeci od lewej Fr. Czeszak Wielkopolanin

91 iksñytzslow so³g - Tak. Bra³em udzia³ w akcji zbrojnej w obronie Pomnika Lotnika na Placu Unii Lubelskiej. Ostrzeliwaliœmy ekipê demontuj¹c¹ ten e pomnik. Zosta³em nawet ranny w czasie akcji. W ekipie demontuj¹cych byli tak e Polacy jako robotnicy przymusowi. Tote, gdy kierowca przeje d aj¹cej ciê arówki, Polak zorientowa³ siê w czym rzecz, wrzuci³ mnie niepostrze enie na samochód z gruzem i zawióz³ na wysypisko. Po drodze opatrzy³ mi rêkê i g³owê. Zd¹ y³em mu wszystko wyjaœniæ i zawióz³ mnie w drodze powrotnej do mojego mieszkania na Sadybie. W tym samym domu mieszka³ emerytowany lekarz polskiego lotnictwa, który przez pó³ roku, w piwnicy domu zajmowa³ siê moimi ranami. - Z ran siê Pan wyleczy³, ale z konspiracji pewnie nie? - S³usznie. I tak mija³y dni wype³nione prac¹ i konspiracj¹ a do Po- str. 91 skiem JÓZEF BIELAWSKI, do czego nawet zd¹ y³em przywykn¹æ. W miarê up³ywu dni, oddzia³ nasz podchodzi³ do Warszawy. Kwaterowaliœmy w ziemiankach, które wykonywaliœmy Rozbite rotundy na Al. Niepodleg³oœci. sami. Nawet do25 sierpnia 1944 roku w tym domu koledzy z AK brze wspominam znaleÿli rannego Fr. Czeszaka te czasy. By³o upalne lato. ludnoœci¹ cywiln¹, która nam sprzyzgrupowanych ³¹czy³o absolutne ja³a. Myœmy byli regularnym wojkole eñstwo i wzajemne zrozu- skiem, chocia, dla wiêkszoœci z mienie miêdzy dowództwem a nas, mundurem by³ tylko kombineszeregowymi o³nierzami. zon z opask¹ powstañcz¹. Prócz Stamt¹d przeniknêliœmy noc¹ na o³nierzy AK w sk³ad naszych Górny Mokotów (Powsin, Powsi- oddzia³ów powstañczych wchodzili nek, Wilanów, Sadyba). równie o³nierze innych ugrupo- Gdzie zasta³a was godzina W? wañ, w tym tak e lewicowych. Nie - W Alei Niepodleg³oœci, l sierpnia by³o miêdzy nami adnych dysoo godzinie nansów. zaczê³a siê otwar- - Na jakim terenie przemieszcza³ ta walka zbrojna. siê wasz oddzia³? Nie wszyscy - Nasza kampania mia³a oznakoz m o b i l i z o w a n i wanie bojowe 0-2. Dowódc¹ by³ mieli broñ. Ja ppr. Kazimierz Grzybowski, pseumia³em szeœcio- do: MISIEWICZ. Dzia³aliœmy w strza³owy pistolet. obrêbie Mokotowa, a Aleje NieWchodziliœmy w podleg³oœci by³a najdalsz¹ nasz¹ sk³ad oddzia³u placówk¹. Na tej e alei, w gmachu,,baszta (jest to zwanym REDUT, zosta³em ciê sylabowy skrót ko ranny wskutek ostrza³u artyleod BAtalion ryjskiego. Podmuch wyrzuci³ mnie Fr. Czeszak z synem genera³a Skalskiego SZTAbowy). Do- z pierwszego piêtra i przysypa³y (Izgin¹³ tragicznie) wodzi³ pp³k Sta- mnie gruzy. To by³o dok³adnie 26 wstania Warszawskiego. Tydzieñ nis³aw KAMIÑSKI. Walka by³a za- sierpnia w dzieñ Matki Boskiej Czêprzed godzin¹ W porzuciliœmy arta od samego pocz¹tku. Walczy- stochowskiej. Niezawodni koledzy pracê i zostaliœmy zmobilizowani. liœmy o ka dy dom na swoim od- uwolnili mnie z tego rozpaczliwego W tym czasie odbywaliœmy inten- cinku. Pamiêtam jak dziœ walkê na po³o enia. Po opatrzeniu ran walsywne æwiczenia wojskowe w la- piêtrze du ego budynku. Zgin¹³ tam czy³em a do koñca powstania, któsach natoliñskich, kabackich i choj- niemiecki podoficer. Reszta pierz- re zasta³o mnie na rogu ulic Pu³awnowskich. Tam przygotowywano ch³a i budynek zdobyliœmy. Wielo- skiej i Szustra. To by³o 27 wrzenas do walk ulicznych. Udzia³ w krotnie budynki przechodzi³y z r¹k œnia 1944 r. Zrazu wpadliœmy w rêtych æwiczeniach by³ ca³kowicie do r¹k. cie Ka³muków. Obrabowali nas dodobrowolny i ka dego z osobna - Jak uk³ada³y siê wasze kontakty szczêtnie zanim przejêli nas o³pytano, czy nie chce zrezygnowaæ. z ludnoœci¹ cywiln¹? nierze Wehrmachtu. Ci z kolei przewystêpowa³em ci¹gle pod nazwi- - Byliœmy w za y³ych kontaktach z mówili do nas... po polsku. Powie

92 str. 92 G³os Wolsztyñski dzieli nam, e nie mamy siê niczego baæ, bo oni te s¹ Polakami... ze Œl¹ska. Przyprowadzili tych e Ka³muków, których zmusili do l wzajemnego powi¹zania siê sznurami. Nastêpnie wrzucili ich do samochodów i wywieÿli. Kto stawia³ opór obrywa³ kolb¹. Dowódca tego oddzia³u Wehrmachtu zapewni³ nas, e jesteœmy objêci konwencj¹ dotycz¹c¹ jeñców wojennych i tak bêdziemy traktowani. Zakazano nam kontaktowaæ siê z ludnoœci¹ cywiln¹. Oœwiadczono nam równie, e zostaniemy wywiezieni w okolice Berlina. Ostatecznie wieziono nas kolej¹ piêæ dni i dotarliœmy a do WERDEN BREMEN za HAM- BURGIEM. Przed wyjazdem zgrupowano nas w Forcie Mokotowskim. Tam znalaz³y siê resztki wszystkich oddzia³ów powstañczych, wziêtych do niewoli. W³aœnie w tym miejscu widzia³em jedyny raz genera³a BORA-KOMO- ROWSKIEGO w towarzystwie niemieckiego genera³a VON DEM BACHA. S³owami tych wysokich dowódców potwierdzono nam, i jesteœmy objêci konwencj¹ o jeñcach wojennych. Stamt¹d poszliœmy pieszo do Pruszkowa, gdzie zatrzymano nas na trzy dni.,,opiekunowie z SS nêkali nas na ka - dym kroku, co by³o dla nas dodatkow¹ uci¹ liwoœci¹. Z Pruszkowa pomaszerowaliœmy pieszo do Skierniewic, gdzie zakwaterowano nas razem z jeñcami radzieckimi i o³nierzami z I Dywizji im. T. Koœciuszki. Przez kolejnych piêæ dni mieszkaliœmy w ziemiankach. Gdy nadszed³ dzieñ naszego odjazdu w g³¹b Rzeszy, hrabina Branicka z Wilanowa oraz jej trzy doros³e córki dowozi³y nam chleb z miejscowej piekarni. By³ to dla nas dar niebios, gdy nie muszê mówiæ, e g³odowaliœmy okropnie. Te dzielne panie zaopatrzy³y w pieczywo po³owê transportu, ale dzieliliœmy siê tym chlebem sprawiedliwie ze wszystkimi. W czasie postoju w Berlinie jakaœ organizacja pod szyldem Miêdzynarodowego Czerwonego Krzy a serwowa³a nam bardzo s³on¹ grochówkê i czarn¹ kawê. Nie zjad³em jej, co pozwoli³o mi unikn¹æ strasznych cierpieñ, które w dalszej podró y by³y udzia³em tych, którzy z poczêstunku skorzystali. - Jak przyjêto was w obozie docelowym? - Mo e zabrzmi to œmiesznie, ale witano nas z orkiestr¹. o³nierze Wehrmachtu byli zaszokowani naszym widokiem. Wœród nas byli ch³opcy nawet w przedziale wieku 9 do 12, nie mówi¹c ju o starszych. Po kilku dniach posegregowano nas wiekowo i wed³ug p³ci. Oficerów te zabrano do osobnego obozu. Nie drêczono nas specjalnie. Wachmani byli ludÿmi z doœwiadczeniem z pierwszej wojny œwiatowej, dlatego byli wyrozumiali. Ubrano nas w mundury radzieckich jeñców wojennych. Obóz by³ olbrzymi i miêdzynarodowy. Jako pierwsi z pomoc¹ w wy ywieniu przyszli Francuzi, Belgowie i Holendrzy. Po trzech miesi¹cach rozdzielono nas na trzy grupy. Znalaz³em siê w tej, któr¹ przydzielono do samego Hamburga. By³o nas oko³o piêciu tysiêcy. Odgruzowywaliœmy strasznie zbombardowane miasto i pracowaliœmy równie w porcie. Ludnoœæ cywilna by³a nam bardzo przychylna. Starsze osoby wrêcz sympatyzowa³y z nami, daj¹c nam nawet ywnoœæ i w pe³ni rozumiej¹c nasze po³o enie. Któregoœ dnia zrobiono nam rewizjê osobist¹. Nosi- ³em stale przy sobie ksi¹ eczkê od I Komunii Œw. Rewiduj¹cy wzi¹³ j¹ do rêki, przekartkowa³ i przytuli³ mnie do siebie, poklepa³ po plecach wyra aj¹c swoje g³êbokie uznanie. Zwróci³ i kaza³ mi j¹ zachowaæ. Od tego czasu ów wachman darzy³ mnie du ¹ sympati¹. W kwietniu 1945 r., gdy w szybkim tempie sz³a ofensywa aliantów, ewakuowano nas pieszo pod granicê duñsk¹. Do³¹czono nas do obozu francuskiego i tak by³o a do kapitulacji Niemiec. Jeszcze przez dwa tygodnie po kapitulacji zajmowa³ siê nami Wehrmacht, ale nie by³o ju wówczas adnej dyscypliny. Nastêpnie przejêli nas Anglicy. Naszym ostatnim miejscem pobytu w Niemczech by³a s³ynna wyspa SYLT na Morzu Pó³nocnym. Stamt¹d w grudniu 1945 r. przewieziono nas samochodami do Szczecina. Wróci³em do doszczêtnie zrujnowanej Warszawy. Dowiedzia³em siê, e matka przebywa w Wolsztynie u teœciowej. Postanowi³em pojechaæ trzy dni póÿniej do rodziny w Wolsztynie. I od tego momentu zacz¹³ siê mój wolsztyñski yciorys. - Dziêkujê serdecznie za rozmowê i yczê zdrowia, sk³adam wyrazy szacunku za tak piêkn¹ postawê w czasie, gdy historia nam nie sprzyja³a. Z ostatnich wypowiedzi znanych historyków -badaczy Powstania Warszawskiego wynika, e Stalin tylko czeka³ na bezczynnoœæ Armii Krajowej, gdy Armia Czerwona szykowa³a siê do wyzwolenia Warszawy. Móg³by wtedy ca³emu œwiatu og³osiæ o biernej postawie, Armii Krajowej, która uwa a³a siê za g³ówn¹ si³ê Polski Podziemnej. Jaki by³ stan faktyczny wiemy ju od wielu lat. Wyzwoliciele ze Wschodu ograniczyli siê do roli widza z drugiego brzegu Wis³y. Nie wsparli nawet tych nielicznych Polaków z I Dywizji im. T. Koœciuszki, którzy brawurowo sforsowali Wis³ê spiesz¹c na pomoc powstañcom. ROBERT MIELEWCZYK GW

93 str. 93 I ten wolsztynianin walczyl w II Korpusie (Od lewej) E. Przyby³a, E. B. Naskrêt (1935 rok) specjalista meteorolog znalaz³ siê w armii brytyjskiej. Z Francji przez Portugaliê i Hiszpaniê dotar³ do Gibraltaru. Bra³ udzia³ w 1942 r. w operacji l¹dowania desantu alianckiego w Afryce Pó³nocnej. Po kampanii afrykañskiej przeniesiono W. Przyby³e do II Korpusu Polskiego w Egipcie, gdzie s³u y³ jako meteorolog w 9 Podczas ucieczki z Rumunii - Split 1940 Zabawa podoficerska w Poznaniu Nawi¹zuj¹c do artyku³u Monte Cassino - Œwiêta Góra p. Anny Domagalskiej w G³osie Wolsztyñskim nr 10/80 7 dn. 27 maja, pragnê podzieliæ siê z czytelnikami wspomnieniami mojej rodziny o jeszcze jednym wolsztyniaku walcz¹cym pod Monte Cassino. By³ nim brat mojej mamy Walenty Przyby³a. Urodzi³ siê w Wolsztynie 2 lutego 1915 r. Mieszka³ z rodzicami na ul. Cmentarnej (dzisiejsza ul. S³odowa). Od 1922 do 1929 r. uczêszcza³ do Szko³y Powszechnej (dziœ nr 2). Po jej ukoñczeniu zosta³ zatrudniony w Komunalnej Kasie Oszczêdnoœci w Wolsztynie. Pracowa³ tam do czasu powo³ania go do wojska, tj. do r. By³ elewem Szko³y Podoficerskiej 58 Pu³ku Piechoty Wielkopolskiej w Poznaniu, któr¹ ukoñczy³ r. z wynikiem bardzo dobrym i awansowa³ na starszego strzelca. Nastêpnie skierowano go do Torunia na kurs meteorologiczny. Po jego ukoñczeniu, ju jako o³nierza zawodowego, przeniesiono go do Warszawy na stacjê meteorologiczn¹, gdzie pracowa³ do wybuchu II wojny œw. Jak wspomina mama, wujek Walenty twierdzi³, e gdy pójdzie do wojska wybuchnie wojna i wtedy zwiedzi ca³y œwiat. Przepowiednia siê sprawdzi³a. Wojna wybuch³a. Po klêsce wrzeœniowej, jak wiêkszoœæ polskiej armii, przedosta³ siê do Rumunii. Po utworzeniu polskiego wojska we Francji dosta³ siê do niego nielegalnie, przekraczaj¹c granicê Jugos³awii i W³och. Jako Pu³ku Artylerii Ciê kiej i dos³u y³ siê stopnia sier anta. Przeszed³ szlak bojowy II Korpusu przez Monte Cassino, Rzym, Ankonê. I po zakoñczeniu wojny skierowano go do jednostki RAF-u w Cambridge. Tam ju jako cywilny pracownik biura meteorologii przepracowa³ do czasu rozwi¹zania jednostki w 1975 roku. Przeszed³ wówczas na emeryturê. W tym e roku po raz pierwszy od wybuchu wojny przyjecha³ do Wolsztyna. Wzruszaj¹ce dla niego by³y spotkania po tylu latach ze swymi yj¹cymi jeszcze kolegami p. E. Przymusza³a, p. Andersem i innymi. Przez nastêpne 10 lat rokrocznie odwiedza³ Polskê i Wolsztyn, który jak sam przyznawa³ zmieni³ siê nie do poznania. Od 1986 r. zamieszka³ w Hull w pó³nocnej Anglii w Domu Opieki prowadzonym przez syna p. Marcinca (pochodz¹cego z KuŸnicy Zb¹skiej). Tam zmar³ w 1993 r. Za udzia³ w wojnie odznaczony zosta³ wieloma orderami, tak polskimi jak i brytyjskimi m.in.: Krzy em Pami¹tkowym Monte Cassino, Krzy em Walecznych, Brytyjskim Medalem Lotniczym. Nie sposób wymieniæ wszystkich, gdy czeœæ pami¹tek po nim pozosta³a w Anglii. adnego medalu nie wrêczono mu w Polsce. Lech Noski GW nr

94 str. 94 Teofil Jung o³nierz Armii gen. Andersa G³os Wolsztyñski Czasy PRL-u nie sprzyja³y nieprawomyœlnym yciorysom, a taki przypad³ w udziale naszemu bohaterowi - Teofilowi Jungowi, który nie doczeka³ s³ów podziêkowania i uznania. Zmar³ w 1979 roku i spocz¹³ na cmentarzu w Kêb³owie. Jego wspomnienia nieco zatar³y siê w pamiêci potomnych, wiêc aby dok³adnie odtworzyæ wojenn¹ tu³aczkê, zwróciliœmy siê do MINISTRY OF DEFEN- CE APC POLISH ENQUIRIES w Wielkiej Brytanii o nades³anie stosownych dokumentów. Po kilku miesi¹cach wymiany korespondencji otrzymaliœmy udokumentowan¹ relacjê, któr¹ publikujemy za zgod¹ syna - p. Stanis³awa Junga z Kêb³owa. Teofil Jung urodzi³ siê w Kêb³owie i tutaj chodzi³ do szko³y podstawowej. O eni³ siê, za³o y³ rodzinê, a w roku 1939 urodzi³a mu siê córka El bieta. Dobrze rozpoczynaj¹ce siê ycie m³odego ma³ eñstwa zosta³o przerwane niepokojami zapowiadaj¹cymi wojnê. Kartê mobilizacyjn¹ otrzyma³ pod koniec sierpnia 1939, wcielony zosta³ do 14. Pu³ku Piechoty do armii na wschodzie kraju. Dnia nast¹pi³a napaœæ wojsk radzieckich na Polskê i Teofil Jung trafi³ do niewoli radzieckiej we W³odzimierzu. Ta sucha relacja nie oddaje klimatu wojny, prze yæ i rozterek m³odego, karnego o³nierza z Wielkopolski, który z ka dym dniem coraz bardziej oddala³ siê od domu i rodziny. Teofil Jung uwiêziony zosta³ w ³agrze w miejscowoœci Karakub w Ob³asti Donieck na Ukrainie, gdzie jeñcy wojenni w radzieckich ³agrach wykonywali bardzo ciê k¹ pracê fizyczn¹. Nie otrzymywali roboczej odzie y, od ywianie by³o jednostajne, niewystarczaj¹ce, iloœciowo zani ane przy i tak niskich normach, brakowa³o pos³añ, powszechne by³o robactwo, a pomieszczenia, w których mieszkali by³y Ÿle ogrzewane. Jeñcom nie wyp³acano zagwarantowanych urzêdowo wynagrodzeñ. Wysoka wypadkowoœæ, g³ód i ch³ód powodowa³y, e w obozach pracy na Ukrainie dochodzi³o do czêstych buntów g³odowych. W maju 1940 osiem tysiêcy polskich jeñców wojennych zatrudnionych w okolicy Doniecka na Ukrainie przewiezionych zosta³o do systemu ³agrowego Pó³nocnego Obozu Kolejowego - Siew- e³dor³agu. System obozowy Siew e³dor³agu zlokalizowany by³ w dorzeczu Teofil Jung Peczory, w po³udniowo - wschodniej czêœci obwodu archangielskiego i s¹siednich terenach Komi ASRR. W wyj¹tkowo trudnym, kompletnie nieprzygotowanym terenie jeñcy podjêli budowê linii kolejowej. Wyniszczaj¹ca praca (roboty leœne, ziemne i kamieniarskie), ciê kie warunki klimatyczne, uzale nianie racji ywnoœciowych od wykonania zawy onych norm - wszystko to powodowa³o masowe zachorowania i narastaj¹c¹ œmiertelnoœæ. Wœród polskich jeñców wojennych przetransportowanych do pó³nocnych ³agrów by³ Teofil Jung. Do ³agrów Siew e³dor³ag w Autonomicznej Republice Komi transport z jeñcami dotar³ Po powrocie do kraju opowiada³ zaufanym ludziom o tym, jak budowano tory kolejowe i jak bez wzglêdu na pogodê musiano pracowaæ. Pod ka dym podk³adem kolejowym pochowane s¹ cia³a pracuj¹cych w ³agrze jeñców wojennych, bo wykopanie mogi³y by³o zim¹ niemo liwe, a w ten sposób chroniono cia³a przed drapie nikami. Warunki pracy i ycia by³y nieludzkie, by³o to piek³o na ziemi. Wed³ug dokumentów, ostatnim obozem dla Teofila Junga by³ obóz jeniecki NKWD w Ju y w Iwanowskiej Ob³asti na terenie Rosji. W Indeksie Represjonowanych za punkt odniesienia przy weryfikacji przyjêto ostatni obóz, w którym jeñcy przebywali po amnestii w sierpniu 1941, m.in. w Ju y, gdzie skoncentrowano jeñców, którzy po pobycie w obozach pracy w Zag³êbiu Donieckim zostali skierowani do Siew e³dor³agu. Gdy straci³ ju ostatni¹ iskierkê nadziei na powrót do domu, nadesz³a wiadomoœæ, w któr¹ pocz¹tkowo trudno by³o uwierzyæ. Rz¹d Polski w Anglii upomnia³ siê o swoich o³nierzy. Na podstawie uk³adu Sikorski - Majski (polsko - radzieckiego) Polacy zwolnieni zostali z ³agrów w celu przy³¹czenia siê do Polskich Si³ Zbrojnych, które organizowano w latach na terenie by³ego ZSRR. Teofil Jung skorzysta³ z nadarzaj¹cej siê okazji, zg³osi³ siê do Wojska Polskiego i zosta³ oddelegowany do 14. Pu³ku Piechoty, do 5. Dywizji Piechoty Armii gen. Andersa. Wraz z jednostkami Wojska Polskiego przekroczy³ granicê sowiecko - irañsk¹, zosta³ ewakuowany do Iranu, gdzie przeszed³ pod dowództwo brytyjskie ( ), a nastêpnie przez Irak zosta³ przeniesiony do Palestyny. W czasie reorganizacji Wojska Polskiego na Œrodkowym Wschodzie przeszed³ do 5. Batalionu Karabinów Maszynowych, 5. Dywizji Piechoty Kresowej, 2. Korpusu Polskiego, 8. Armii Brytyjskiej ( ). S³u y³ na Œrodkowym Wschodzie (Iran, Irak, Palestyna, Egipt) w latach i we W³oszech w latach W okresie od do bra³ udzia³ w nastêpuj¹cych walkach: akcja nad rzekami Sangro i Rapido w P³d. Apeninach bitwa o Monte Cassino na linii Gustaw - Hitler bitwa o Ancone na linii obrony wroga Gotha tylna stra 8. Armii Brytyjskiej akcja w P³n. Apeninach akcja nad rzek¹ Senio bitwa o Boloniê na Równinie Lombardy. Teofil Jung w uznaniu zas³ug na szlaku bojowym otrzyma³ odznaczenia: Krzy Monte Cassino, Army Medal; Star, Italy Star, Defence Medal, The War Medal Po zakoñczeniu dzia³añ wojennych we W³oszech przeniesiony zosta³ do Wielkiej Brytanii i w Zjednoczonym Królestwie s³u y³ do , tj. do momentu ostatecznego zwolnienia ze s³u - by na repatriacjê r. wsiad³ na statek p³yn¹cy z Leith w Szkocji do Gdañska. Po wojnie urodzili siê jego dwaj synowie : Jan i Stanis³aw. Opracowali: Eugenia i Bogdan Œwietliñscy GW nr

95 str. 95 Do innego kraju wrócimy przepowiedzia³ gen. W³adys³aw Sikorski Pan Antoni Wolnik z Solca Nowego bra³ udzia³ w kampanii wrzeœniowej, a póÿniej walczy³ na Zachodzie w oddzia³ach polskich gen. W. Sikorskiego. Internowany w obozie dla uchodÿców na Wêgrzech. Po kapitulacji Francji trafi³ do Wielkiej Brytanii, gdzie pracowa³ w polskim szpitalu wojennym. W 1929r. ukoñczy³em Pañstwowe Seminarium Nauczycielskie w Wolsztynie. W sadzie na wzgórzu (Wêgry) - pierwszy z prawej pan A. Wolnik Mieœci³o siê ono w dzisiejszym Liceum Ogólnokszta³c¹cym. Pracê nauczycielsk¹ rozpocz¹³em rok póÿniej, we wrzeœniu. W 1930r. poszed³em do wojska. Ukoñczy³em Szko³ê Podchor¹ ych w Jarocinie. Po wyjœciu z wojska otrzyma³em posadê nauczyciela w ¹sku Wielkim, w powiecie bydgoskim. Tutaj pracowa³em przez rok. Uczy³em klasy I-IV. Potem przeniesiono mnie do szko³y w Osowejgórze, w tym samym powiecie. Tu by³em zatrudniony a do wybuchu wojny. 28 sierpnia musia³em iœæ na wojnê. Przydzielono mnie do sk³adnicy Matint w Bydgoszczy. 19 wrzeœnia, po upadku Polski, dosta³em siê na Wêgry, by³em internowany w obozie Nogratferece, do którego trafiali polscy oficerowie. Przekraczaj¹c granicê polsko-wêgiersk¹, dostaliœmy siê,,pod ogieñ Ukraiñców. Strzelali ze wszystkich wzgórz, gdzie mogli. Dramatyczne obrazki widzia³o siê na granicy. Polscy o³nierze nabierali w chusteczki piasku z polskiej ziemi. Ca³owali go i p³akali. Wêgrzy przyjmowali nas bardzo serdecznie. Na dowód tego wystawiali przy drogach kosze pe³ne winogron i pszennych chlebów. W 1940r. wezwany zosta³em do Francji w celu przydzia³u do oddzia³ów gen. Sikorskiego. Podczas spisu przebywa³em w obozie zbornym oficerów w Carpiagne. Zje d ali siê tu polscy o³nierze z terenu Wêgier, Rumunii, by siê zaewidencjonowaæ. Nastêpnie mieliœmy byæ przydzielani do jednostek polskich pod dowództwem gen. Sikorskiego. Po kapitulacji Francji dowódca z obozu powiedzia³ nam: jesteœcie wolni! A my byliœmy na rozdro u, nie wiedzieliœmy, co dalej robiæ. Mnie ewakuowano do Wielkiej Brytanii. Wiêkszoœæ z nas wybiera³a ten kraj. Uwa am, e dowódca powinien powiedzieæ - waszym obowi¹zkiem jest udaæ siê do Wielkiej Brytanii. Po przyjeÿdzie na miejsce zamieszkaliœmy na czas nieokreœlony u szkockich rodzin. Brytyjczycy nie byli przygotowani na przyjêcie tylu ewakuowanych. Nie mieli dla nas broni / umundurowania. Zakwaterowano wiêc nas prywatnie. Zatrudnieni byliœmy jako obserwatorzy przeciwlotniczy. Wypatrywaliœmy niemieckich samolotów. Potem trafi³em do polskiego szpitala wojennego w Aberweld, w Szkocji. By³ to du y szpital, umieszczony w równie du ym zamku Teaymouth Castle. Tu pe³ni³em funkcjê oficera gospodarczego. Wyp³aca³em pensje personelowi medycznemu. Na stacji Bayone, blisko granicy hiszpañskiej - ewakuacja do Wielkiej Brytanii W szpitalu leczy³ siê prezydent W³adys³aw Raczkiewicz. Podczas odwiedzin gen. W. Sikorski, witaj¹c siê z nami, powiedzia³: Panowie! Do kraju wrócimy, ale nie wiemy do jakiego, do tego samego nie. Pamiêtam, jak przywozili rannych spod Monte Cassino, w ogóle z pola walk oddzia³ów polskich we W³oszech. Wszyscy p³akali na ich widok. Niektórzy stracili nogi, rêce, a tak e wzrok. Oœlepieni b³agali o przywrócenie wzroku. W 1943 r. otrzyma³em przydzia³ do polowej stacji opatrunkowej I Dywizji Pancernej gen. S. Maczka, która udziela³a pierw

Badania naukowe potwierdzają, że wierność w związku została uznana jako jedna z najważniejszych cech naszej drugiej połówki. Jednym z większych

Badania naukowe potwierdzają, że wierność w związku została uznana jako jedna z najważniejszych cech naszej drugiej połówki. Jednym z większych Badania naukowe potwierdzają, że wierność w związku została uznana jako jedna z najważniejszych cech naszej drugiej połówki. Jednym z większych ciosów jaki może nas spotkać w związku z dugą osobą jest

Bardziej szczegółowo

Regulamin Obrad Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania Ziemia Bielska

Regulamin Obrad Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania Ziemia Bielska Załącznik nr 1 do Lokalnej Strategii Rozwoju na lata 2008-2015 Regulamin Obrad Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania Ziemia Bielska Przepisy ogólne 1 1. Walne Zebranie Członków

Bardziej szczegółowo

WSZĘDZIE DOBRZE, ALE... W SZKOLE NAJLEPIEJ!!!

WSZĘDZIE DOBRZE, ALE... W SZKOLE NAJLEPIEJ!!! GAZETKA SZKOLNA Szkoła Podstawowa Im Mikołaja Kopernika Chorzelów 316 Chorzelów http://www.spchorzelow.pl/ Numer 1 WRZESIEŃ 2009 WSZĘDZIE DOBRZE, ALE... W SZKOLE NAJLEPIEJ!!! CO WARTO PRZECZYTAĆ W GAZETCE?

Bardziej szczegółowo

REGULAMIN OBRAD WALNEGO ZEBRANIA CZŁONKÓW STOWARZYSZENIA LOKALNA GRUPA DZIAŁANIA STOLEM

REGULAMIN OBRAD WALNEGO ZEBRANIA CZŁONKÓW STOWARZYSZENIA LOKALNA GRUPA DZIAŁANIA STOLEM Załącznik do uchwały Nr 8/08 WZC Stowarzyszenia LGD Stolem z dnia 8.12.2008r. REGULAMIN OBRAD WALNEGO ZEBRANIA CZŁONKÓW STOWARZYSZENIA LOKALNA GRUPA DZIAŁANIA STOLEM Rozdział I Postanowienia ogólne 1.

Bardziej szczegółowo

DROGA KRZYŻOWA TY, KTÓRY CIERPISZ, PODĄŻAJ ZA CHRYSTUSEM

DROGA KRZYŻOWA TY, KTÓRY CIERPISZ, PODĄŻAJ ZA CHRYSTUSEM DROGA KRZYŻOWA TY, KTÓRY CIERPISZ, PODĄŻAJ ZA CHRYSTUSEM Anna Golicz Wydawnictwo WAM Kraków 2010 Wydawnictwo WAM, 2010 Korekta Aleksandra Małysiak Projekt okładki, opracowanie graficzne i zdjęcia Andrzej

Bardziej szczegółowo

DE-WZP.261.11.2015.JJ.3 Warszawa, 2015-06-15

DE-WZP.261.11.2015.JJ.3 Warszawa, 2015-06-15 DE-WZP.261.11.2015.JJ.3 Warszawa, 2015-06-15 Wykonawcy ubiegający się o udzielenie zamówienia Dotyczy: postępowania prowadzonego w trybie przetargu nieograniczonego na Usługę druku książek, nr postępowania

Bardziej szczegółowo

STATUT KOŁA NAUKOWEGO KLUB INWESTORA

STATUT KOŁA NAUKOWEGO KLUB INWESTORA STATUT KOŁA NAUKOWEGO KLUB INWESTORA 1 I. Postanowienia ogólne 1. Koło Naukowe KLUB INWESTORA, zwane dalej Kołem Naukowym, jest jednostką Samorządu Studenckiego działającą przy Wydziale Finansów i Bankowości

Bardziej szczegółowo

SPECYFIKACJA ISTOTNYCH WARUNKÓW ZAMÓWIENIA DLA PRZETARGU NIEOGRANICZONEGO CZĘŚĆ II OFERTA PRZETARGOWA

SPECYFIKACJA ISTOTNYCH WARUNKÓW ZAMÓWIENIA DLA PRZETARGU NIEOGRANICZONEGO CZĘŚĆ II OFERTA PRZETARGOWA Powiat Wrocławski z siedzibą władz przy ul. Kościuszki 131, 50-440 Wrocław, tel/fax. 48 71 72 21 740 SPECYFIKACJA ISTOTNYCH WARUNKÓW ZAMÓWIENIA DLA PRZETARGU NIEOGRANICZONEGO CZĘŚĆ II OFERTA PRZETARGOWA

Bardziej szczegółowo

WZÓR SKARGI EUROPEJSKI TRYBUNAŁ PRAW CZŁOWIEKA. Rada Europy. Strasburg, Francja SKARGA. na podstawie Artykułu 34 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka

WZÓR SKARGI EUROPEJSKI TRYBUNAŁ PRAW CZŁOWIEKA. Rada Europy. Strasburg, Francja SKARGA. na podstawie Artykułu 34 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka WZÓR SKARGI EUROPEJSKI TRYBUNAŁ PRAW CZŁOWIEKA Rada Europy Strasburg, Francja SKARGA na podstawie Artykułu 34 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz Artykułu 45-47 Regulaminu Trybunału 1 Adres pocztowy

Bardziej szczegółowo

Fed musi zwiększać dług

Fed musi zwiększać dług Fed musi zwiększać dług Autor: Chris Martenson Źródło: mises.org Tłumaczenie: Paweł Misztal Fed robi, co tylko może w celu doprowadzenia do wzrostu kredytu (to znaczy długu), abyśmy mogli powrócić do tego,

Bardziej szczegółowo

Nie racjonalnych powodów dla dopuszczenia GMO w Polsce

Nie racjonalnych powodów dla dopuszczenia GMO w Polsce JANUSZ WOJCIECHOWSKI POSEŁ DO PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO WICEPRZEWODNICZĄCY KOMISJI ROLNICTWA I ROZWOJU WSI Tekst wystąpienia na Konferencji: "TRADYCYJNE NASIONA - NASZE DZIEDZICTWO I SKARB NARODOWY. Tradycyjne

Bardziej szczegółowo

Waldemar Szuchta Naczelnik Urzędu Skarbowego Wrocław Fabryczna we Wrocławiu

Waldemar Szuchta Naczelnik Urzędu Skarbowego Wrocław Fabryczna we Wrocławiu 1 P/08/139 LWR 41022-1/2008 Pan Wrocław, dnia 5 5 września 2008r. Waldemar Szuchta Naczelnik Urzędu Skarbowego Wrocław Fabryczna we Wrocławiu WYSTĄPIENIE POKONTROLNE Na podstawie art. 2 ust. 1 ustawy z

Bardziej szczegółowo

Reguła Życia. spotkanie rejonu C Domowego Kościoła w Chicago JOM 2014-01-13

Reguła Życia. spotkanie rejonu C Domowego Kościoła w Chicago JOM 2014-01-13 spotkanie rejonu C Domowego Kościoła w Chicago JOM 2014-01-13 Reguła życia, to droga do świętości; jej sens można również określić jako: - systematyczna praca nad sobą - postęp duchowy - asceza chrześcijańska

Bardziej szczegółowo

OGŁOSZENIE o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki. Wawel S.A. z siedzibą w Krakowie

OGŁOSZENIE o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki. Wawel S.A. z siedzibą w Krakowie OGŁOSZENIE o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki Wawel S.A. z siedzibą w Krakowie Zarząd Wawel Spółki Akcyjnej z siedzibą w Krakowie, przy ul. Władysława Warneńczyka 14, wpisanej do Rejestru

Bardziej szczegółowo

Ref. Chwyć tę dłoń chwyć Jego dłoń Bóg jest z tobą w ziemi tej Jego dłoń, Jego dłoń

Ref. Chwyć tę dłoń chwyć Jego dłoń Bóg jest z tobą w ziemi tej Jego dłoń, Jego dłoń 1. Chwyć tę dłoń 1. Czy rozmawia z tobą dziś i czy głos twój zna Czy w ciemnościach nocy daje pewność dnia Czy odwiedza czasem cię w toku zajęć twych Czy dłoń Jego leczy czy usuwa grzech Ref. Chwyć tę

Bardziej szczegółowo

Plan połączenia ATM Grupa S.A. ze spółką zależną ATM Investment Sp. z o.o. PLAN POŁĄCZENIA

Plan połączenia ATM Grupa S.A. ze spółką zależną ATM Investment Sp. z o.o. PLAN POŁĄCZENIA Plan połączenia ATM Grupa S.A. ze spółką zależną ATM Investment Sp. z o.o. PLAN POŁĄCZENIA Zarządy spółek ATM Grupa S.A., z siedzibą w Bielanach Wrocławskich oraz ATM Investment Spółka z o.o., z siedzibą

Bardziej szczegółowo

Regulamin Konkursu Start up Award 9. Forum Inwestycyjne 20-21 czerwca 2016 r. Tarnów. Organizatorzy Konkursu

Regulamin Konkursu Start up Award 9. Forum Inwestycyjne 20-21 czerwca 2016 r. Tarnów. Organizatorzy Konkursu Regulamin Konkursu Start up Award 9. Forum Inwestycyjne 20-21 czerwca 2016 r. Tarnów 1 Organizatorzy Konkursu 1. Organizatorem Konkursu Start up Award (Konkurs) jest Fundacja Instytut Studiów Wschodnich

Bardziej szczegółowo

Bezpieczna dzielnica - bezpieczny mieszkaniec

Bezpieczna dzielnica - bezpieczny mieszkaniec Bezpieczna dzielnica - bezpieczny mieszkaniec Program realizowany w ramach Miejskiego Programu Zapobiegania Przestępczości oraz Ochrony Bezpieczeństwa Obywateli i Porządku Publicznego. Miejski Program

Bardziej szczegółowo

STATUT POLSKIEGO STOWARZYSZENIA DYREKTORÓW SZPITALI W KRAKOWIE. Rozdział I

STATUT POLSKIEGO STOWARZYSZENIA DYREKTORÓW SZPITALI W KRAKOWIE. Rozdział I STATUT POLSKIEGO STOWARZYSZENIA DYREKTORÓW SZPITALI W KRAKOWIE Rozdział I Postanowienia Ogólne. 1. Stowarzyszenie nosi nazwę Polskie Stowarzyszenie Dyrektorów Szpitali w Krakowie w dalszej części określone

Bardziej szczegółowo

Ogłoszenie o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia IDM Spółka Akcyjna w upadłości układowej z siedzibą w Krakowie na dzień 30 czerwca 2015 roku

Ogłoszenie o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia IDM Spółka Akcyjna w upadłości układowej z siedzibą w Krakowie na dzień 30 czerwca 2015 roku Ogłoszenie o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia IDM Spółka Akcyjna w upadłości układowej z siedzibą w Krakowie na dzień 30 czerwca 2015 roku Zarząd Spółki IDM Spółka Akcyjna w upadłości układowej

Bardziej szczegółowo

Na podstawie art.4 ust.1 i art.20 lit. l) Statutu Walne Zebranie Stowarzyszenia uchwala niniejszy Regulamin Zarządu.

Na podstawie art.4 ust.1 i art.20 lit. l) Statutu Walne Zebranie Stowarzyszenia uchwala niniejszy Regulamin Zarządu. Na podstawie art.4 ust.1 i art.20 lit. l) Statutu Walne Zebranie Stowarzyszenia uchwala niniejszy Regulamin Zarządu Regulamin Zarządu Stowarzyszenia Przyjazna Dolina Raby Art.1. 1. Zarząd Stowarzyszenia

Bardziej szczegółowo

STOWARZYSZENIE PRODUCENTÓW RYB ŁOSOSIOWATYCH

STOWARZYSZENIE PRODUCENTÓW RYB ŁOSOSIOWATYCH STOWARZYSZENIE PRODUCENTÓW RYB ŁOSOSIOWATYCH REGULAMIN WALNEGO ZEBRANIA STOWARZYSZENIA PRODUCENTÓW RYB ŁOSOSIOWATYCH POSTANOWIENIA OGÓLNE 1 1. Walne Zebranie Stowarzyszenia Producentów Ryb Łososiowatych

Bardziej szczegółowo

Nadzieja Patrycja Kępka. Płacz już nie pomaga. Anioł nie wysłuchał próśb. Tonąc w beznadziei. Raz jeszcze krzyczy ku niebu.

Nadzieja Patrycja Kępka. Płacz już nie pomaga. Anioł nie wysłuchał próśb. Tonąc w beznadziei. Raz jeszcze krzyczy ku niebu. W zmaganiach konkursowych wzięli udział: Patrycja Kępka, Sebastian Wlizło i Łukasz Magier - uczniowie Zespołu Szkół nr 1 w Hrubieszowie, którzy udostępnili swoje wiersze: Nadzieja Patrycja Kępka Płacz

Bardziej szczegółowo

Protokół. z posiedzenia Komisji Edukacji, Kultury i Sportu. w dniu 22 Czerwca 2009 roku

Protokół. z posiedzenia Komisji Edukacji, Kultury i Sportu. w dniu 22 Czerwca 2009 roku SE-PO.0063-4-6/09 Protokół z posiedzenia Komisji Edukacji, Kultury i Sportu w dniu 22 Czerwca 2009 roku Obecni 1. Dominik Penar Przewodniczący obecny 2. Andrzej Mentel Z ca Przewodniczącego nieobecny 3.

Bardziej szczegółowo

Policjanci szkolili pracowników socjalnych

Policjanci szkolili pracowników socjalnych Policjanci szkolili pracowników socjalnych Napisano dnia: 2016-02-12 09:32:59 W czwartek 11 lutego 2016 roku funkcjonariusze Komendy Powiatowej Policji w Lwówku Śląskim przy współudziale funkcjonariuszy

Bardziej szczegółowo

POSTANOWIENIA DODATKOWE DO OGÓLNYCH WARUNKÓW GRUPOWEGO UBEZPIECZENIA NA ŻYCIE KREDYTOBIORCÓW Kod warunków: KBGP30 Kod zmiany: DPM0004 Wprowadza się następujące zmiany w ogólnych warunkach grupowego ubezpieczenia

Bardziej szczegółowo

CBOS CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ WIZY DLA NASZYCH WSCHODNICH SĄSIADÓW I PROBLEM KALININGRADU BS/134/2002 KOMUNIKAT Z BADAŃ

CBOS CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ WIZY DLA NASZYCH WSCHODNICH SĄSIADÓW I PROBLEM KALININGRADU BS/134/2002 KOMUNIKAT Z BADAŃ CBOS CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ SEKRETARIAT OŚRODEK INFORMACJI 629-35 - 69, 628-37 - 04 693-46 - 92, 625-76 - 23 UL. ŻURAWIA 4A, SKR. PT.24 00-503 W A R S Z A W A TELEFAX 629-40 - 89 INTERNET http://www.cbos.pl

Bardziej szczegółowo

PODSTAWY METROLOGII ĆWICZENIE 4 PRZETWORNIKI AC/CA Międzywydziałowa Szkoła Inżynierii Biomedycznej 2009/2010 SEMESTR 3

PODSTAWY METROLOGII ĆWICZENIE 4 PRZETWORNIKI AC/CA Międzywydziałowa Szkoła Inżynierii Biomedycznej 2009/2010 SEMESTR 3 PODSTAWY METROLOGII ĆWICZENIE 4 PRZETWORNIKI AC/CA Międzywydziałowa Szkoła Inżynierii Biomedycznej 29/2 SEMESTR 3 Rozwiązania zadań nie były w żaden sposób konsultowane z żadnym wiarygodnym źródłem informacji!!!

Bardziej szczegółowo

Jak postawić tablicę informacyjną? Plan działania dla animatorów przyrodniczych

Jak postawić tablicę informacyjną? Plan działania dla animatorów przyrodniczych Jak postawić tablicę informacyjną? Plan działania dla animatorów przyrodniczych 1. Styczeń 2011 r. wybranie lokalizacji Zastanów się jakie miejsce będzie najlepsze na postawienie tablicy informacyjnej

Bardziej szczegółowo

Czy na początku XX wieku w Arktyce było mniej lodu niż obecnie?

Czy na początku XX wieku w Arktyce było mniej lodu niż obecnie? Czy na początku XX wieku w Arktyce było mniej lodu niż obecnie? Określenie ostatnich minimów zasięgu pokrywy lodowej Arktyki jako rekordowe, czy bezprecedensowe często powoduje atak ostrej czkawki u sceptyków

Bardziej szczegółowo

Proces wprowadzania nowo zatrudnionych pracowników

Proces wprowadzania nowo zatrudnionych pracowników Proces wprowadzania nowo zatrudnionych pracowników poradnik dla bezpoêredniego prze o onego wprowadzanego pracownika WZMOCNIENIE ZDOLNOÂCI ADMINISTRACYJNYCH PROJEKT BLIèNIACZY PHARE PL03/IB/OT/06 Proces

Bardziej szczegółowo

Regulamin Zarządu Pogórzańskiego Stowarzyszenia Rozwoju

Regulamin Zarządu Pogórzańskiego Stowarzyszenia Rozwoju Regulamin Zarządu Pogórzańskiego Stowarzyszenia Rozwoju Art.1. 1. Zarząd Pogórzańskiego Stowarzyszenia Rozwoju, zwanego dalej Stowarzyszeniem, składa się z Prezesa, dwóch Wiceprezesów, Skarbnika, Sekretarza

Bardziej szczegółowo

Zapytanie ofertowe nr 3

Zapytanie ofertowe nr 3 I. ZAMAWIAJĄCY STUDIUM JĘZYKÓW OBCYCH M. WAWRZONEK I SPÓŁKA s.c. ul. Kopernika 2 90-509 Łódź NIP: 727-104-57-16, REGON: 470944478 Zapytanie ofertowe nr 3 II. OPIS PRZEDMIOTU ZAMÓWIENIA Przedmiotem zamówienia

Bardziej szczegółowo

P/08/175 LWR-41043-1/2008. Pan Robert Radoń Dyrektor Oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad we Wrocławiu

P/08/175 LWR-41043-1/2008. Pan Robert Radoń Dyrektor Oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad we Wrocławiu NAJWYśSZA IZBA KONTROLI DELEGATURA WE WROCŁAWIU ul. Marszałka Józefa Piłsudskiego 15/17 50-044 WROCŁAW tel. 343-11-36, 342-10-32 fax. 342-87-77 P/08/175 LWR-41043-1/2008 Wrocław, dnia 30 stycznia 2009

Bardziej szczegółowo

Narodziny Pana Jezusa

Narodziny Pana Jezusa Biblia dla Dzieci przedstawia Narodziny Pana Jezusa Autor: Edward Hughes Ilustracje: M. Maillot Redakcja: E. Frischbutter; Sarah S. Tłumaczenie: Katarzyna Gablewska Druk i oprawa: Bible for Children www.m1914.org

Bardziej szczegółowo

Warto wiedzieæ - nietypowe uzale nienia NIETYPOWE UZALE NIENIA - uzale nienie od facebooka narkotyków czy leków. Czêœæ odciêtych od niego osób wykazuje objawy zespo³u abstynenckiego. Czuj¹ niepokój, gorzej

Bardziej szczegółowo

Uchwała Nr... Rady Miejskiej Będzina z dnia... 2016 roku

Uchwała Nr... Rady Miejskiej Będzina z dnia... 2016 roku Uchwała Nr... Rady Miejskiej Będzina z dnia... 2016 roku w sprawie określenia trybu powoływania członków oraz organizacji i trybu działania Będzińskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego. Na podstawie

Bardziej szczegółowo

Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania EUROGALICJA Regulamin Rady

Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania EUROGALICJA Regulamin Rady Stowarzyszenie Lokalna Grupa Działania EUROGALICJA Regulamin Rady Rozdział I Postanowienia ogólne 1 1. Rada Stowarzyszenia Lokalna Grupa Działania Eurogalicja, zwana dalej Radą, działa na podstawie: Ustawy

Bardziej szczegółowo

Satysfakcja pracowników 2006

Satysfakcja pracowników 2006 Satysfakcja pracowników 2006 Raport z badania ilościowego Listopad 2006r. www.iibr.pl 1 Spis treści Cel i sposób realizacji badania...... 3 Podsumowanie wyników... 4 Wyniki badania... 7 1. Ogólny poziom

Bardziej szczegółowo

REGULAMIN RADY RODZICÓW Liceum Ogólnokształcącego Nr XVII im. A. Osieckiej we Wrocławiu

REGULAMIN RADY RODZICÓW Liceum Ogólnokształcącego Nr XVII im. A. Osieckiej we Wrocławiu Uchwała nr 4/10/2010 z dnia 06.10.2010 r. REGULAMIN RADY RODZICÓW Liceum Ogólnokształcącego Nr XVII im. A. Osieckiej we Wrocławiu Podstawa prawna: - art. 53.1 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie

Bardziej szczegółowo

Wróżki Pani Wiosny. Występują: WRÓŻKA I WRÓŻKA II WRÓŻKA III WRÓŻKA IV WRÓŻKA V. Pacynki: MIŚ PTASZEK ZAJĄCZEK. (wbiega wróżka) PIOSENKA: Wróżka

Wróżki Pani Wiosny. Występują: WRÓŻKA I WRÓŻKA II WRÓŻKA III WRÓŻKA IV WRÓŻKA V. Pacynki: MIŚ PTASZEK ZAJĄCZEK. (wbiega wróżka) PIOSENKA: Wróżka Wróżki Pani Wiosny Występują: I II V Pacynki: PTASZEK ZAJĄCZEK (wbiega wróżka) PIOSENKA: Wróżka WRÓŻKA Jak świat wielki, no i stary, wszystkie dzieci lubią czary. Wszystkie dzieci lubią baśnie, a więc

Bardziej szczegółowo

INSTRUKCJA DLA UCZESTNIKÓW ZAWODÓW ZADANIA

INSTRUKCJA DLA UCZESTNIKÓW ZAWODÓW ZADANIA INSTRUKCJA DLA UCZESTNIKÓW ZAWODÓW 1. Zawody III stopnia trwają 150 min. 2. Arkusz egzaminacyjny składa się z 2 pytań otwartych o charakterze problemowym, 1 pytania opisowego i 1 mini testu składającego

Bardziej szczegółowo

SCENARIUSZ LEKCJI WYCHOWAWCZEJ: AGRESJA I STRES. JAK SOBIE RADZIĆ ZE STRESEM?

SCENARIUSZ LEKCJI WYCHOWAWCZEJ: AGRESJA I STRES. JAK SOBIE RADZIĆ ZE STRESEM? SCENARIUSZ LEKCJI WYCHOWAWCZEJ: AGRESJA I STRES. JAK SOBIE RADZIĆ ZE STRESEM? Cele: - rozpoznawanie oznak stresu, - rozwijanie umiejętności radzenia sobie ze stresem, - dostarczenie wiedzy na temat sposobów

Bardziej szczegółowo

HAŚKO I SOLIŃSKA SPÓŁKA PARTNERSKA ADWOKATÓW ul. Nowa 2a lok. 15, 50-082 Wrocław tel. (71) 330 55 55 fax (71) 345 51 11 e-mail: kancelaria@mhbs.

HAŚKO I SOLIŃSKA SPÓŁKA PARTNERSKA ADWOKATÓW ul. Nowa 2a lok. 15, 50-082 Wrocław tel. (71) 330 55 55 fax (71) 345 51 11 e-mail: kancelaria@mhbs. HAŚKO I SOLIŃSKA SPÓŁKA PARTNERSKA ADWOKATÓW ul. Nowa 2a lok. 15, 50-082 Wrocław tel. (71) 330 55 55 fax (71) 345 51 11 e-mail: kancelaria@mhbs.pl Wrocław, dnia 22.06.2015 r. OPINIA przedmiot data Praktyczne

Bardziej szczegółowo

art. 488 i n. ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz. U. Nr 16, poz. 93 ze zm.),

art. 488 i n. ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny (Dz. U. Nr 16, poz. 93 ze zm.), Istota umów wzajemnych Podstawa prawna: Księga trzecia. Zobowiązania. Dział III Wykonanie i skutki niewykonania zobowiązań z umów wzajemnych. art. 488 i n. ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny

Bardziej szczegółowo

Ogłoszenie o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki MOJ S.A. z siedzibą w Katowicach na dzień 27 czerwca 2016 r.

Ogłoszenie o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki MOJ S.A. z siedzibą w Katowicach na dzień 27 czerwca 2016 r. Ogłoszenie o zwołaniu Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki MOJ S.A. z siedzibą w Katowicach na dzień 27 czerwca 2016 r. Zarząd spółki MOJ S.A. ( Spółka ), działając na podstawie art. 399 1 oraz w związku

Bardziej szczegółowo

INSTYTUCJE WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI WARSZAWA, LIPIEC 2000

INSTYTUCJE WYMIARU SPRAWIEDLIWOŚCI WARSZAWA, LIPIEC 2000 CBOS CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ SEKRETARIAT OŚRODEK INFORMACJI 629-35 - 69, 628-37 - 04 693-58 - 95, 625-76 - 23 UL. ŻURAWIA 4A, SKR. PT.24 00-503 W A R S Z A W A TELEFAX 629-40 - 89 INTERNET http://www.cbos.pl

Bardziej szczegółowo

Omnec Onec Zbiór tekstów - Część III - List od Wenusjan

Omnec Onec Zbiór tekstów - Część III - List od Wenusjan Omnec Onec Zbiór tekstów - Część III - List od Wenusjan Venusian Script Collection of Texts Part III - Copyright 2000 by Omnec Onec Zbiór tekstów Part III - Copyright 2000 by Omnec Onec Kopiowanie i rozpowszechnianie

Bardziej szczegółowo

Instrukcja sporządzania skonsolidowanego bilansu Miasta Konina

Instrukcja sporządzania skonsolidowanego bilansu Miasta Konina Załącznik Nr 1 Do zarządzenia Nr 92/2012 Prezydenta Miasta Konina z dnia 18.10.2012 r. Instrukcja sporządzania skonsolidowanego bilansu Miasta Konina Jednostką dominującą jest Miasto Konin (Gmina Miejska

Bardziej szczegółowo

Badanie Kobiety na kierowniczych stanowiskach Polska i świat wyniki

Badanie Kobiety na kierowniczych stanowiskach Polska i świat wyniki Badanie Kobiety na kierowniczych stanowiskach i świat wyniki Badanie Manpower Kobiety na kierowniczych stanowiskach zostało przeprowadzone w lipcu 2008 r. w celu poznania opinii dotyczących kobiet pełniących

Bardziej szczegółowo

Ewidencjonowanie nieruchomości. W Sejmie oceniają działania starostów i prezydentów

Ewidencjonowanie nieruchomości. W Sejmie oceniają działania starostów i prezydentów Posłowie sejmowej Komisji do Spraw Kontroli Państwowej wysłuchali NIK-owców, którzy kontrolowali proces aktualizacji opłat rocznych z tytułu użytkowania wieczystego nieruchomości skarbu państwa. Podstawą

Bardziej szczegółowo

STOWARZYSZENIE LOKALNA GRUPA DZIAŁANIA JURAJSKA KRAINA REGULAMIN ZARZĄDU. ROZDZIAŁ I Postanowienia ogólne

STOWARZYSZENIE LOKALNA GRUPA DZIAŁANIA JURAJSKA KRAINA REGULAMIN ZARZĄDU. ROZDZIAŁ I Postanowienia ogólne Załącznik do uchwały Walnego Zebrania Członków z dnia 28 grudnia 2015 roku STOWARZYSZENIE LOKALNA GRUPA DZIAŁANIA JURAJSKA KRAINA REGULAMIN ZARZĄDU ROZDZIAŁ I Postanowienia ogólne 1 1. Zarząd Stowarzyszenia

Bardziej szczegółowo

KOŚCIERZYNA, 09.10.2014 r.

KOŚCIERZYNA, 09.10.2014 r. LXI SESJA RADY POWIATU KOŚCIERSKIEGO KOŚCIERZYNA, 09.10.2014 r. Rada Powiatu Kościerskiego Przewodniczący Rady Powiatu Józef Modrzejewski Kościerzyna, dnia 30 września 2014 r. RZP-R.0002.14.1.2014 Pani/Pan.

Bardziej szczegółowo

Materiały Oddziału II Sztabu Głównego dotyczące przygotowań wojennych Niemiec

Materiały Oddziału II Sztabu Głównego dotyczące przygotowań wojennych Niemiec Centralne Archiwum Wojskowe Materiały Oddziału II Sztabu Głównego dotyczące przygotowań wojennych Niemiec Od połowy lat dwudziestych w wojsku niemieckim używano maszyny do szyfrowania depesz, uważając

Bardziej szczegółowo

REGULAMIN RADY NADZORCZEJ. I. Rada Nadzorcza składa się z co najmniej pięciu członków powoływanych na okres wspólnej kadencji.

REGULAMIN RADY NADZORCZEJ. I. Rada Nadzorcza składa się z co najmniej pięciu członków powoływanych na okres wspólnej kadencji. REGULAMIN RADY NADZORCZEJ 1 Rada Nadzorcza, zwana dalej Radą, sprawuje nadzór nad działalnością Spółki we wszystkich dziedzinach jej działalności. Rada działa na podstawie następujących przepisów: 1. Statutu

Bardziej szczegółowo

Nowenna za zmarłych pod Smoleńskiem 2010

Nowenna za zmarłych pod Smoleńskiem 2010 Nowennę za zmarłych można odprawiad w dowolnym czasie w celu uproszenia jakiejś łaski przez pośrednictwo zmarłych cierpiących w czyśdcu. Można ją odprawid po śmierci bliskiej nam osoby albo przed rocznicą

Bardziej szczegółowo

www.gieldalubinska.pl Cybulskiego WIADOMO CI Kulisy znikniêcia targowiska miejskiego AKTUALNO CI Zmiany KULTURA Sowieckie SPORT Znamy mistrzów str.

www.gieldalubinska.pl Cybulskiego WIADOMO CI Kulisy znikniêcia targowiska miejskiego AKTUALNO CI Zmiany KULTURA Sowieckie SPORT Znamy mistrzów str. WIADOMO CI Kulisy znikniêcia targowiska miejskiego Dlaczego mieszkañcy musieli tak d³ugo czekaæ na zlikwidowanie targowiska? str. 3 CMYK AKTUALNO CI Zmiany Pos³a Cybulskiego Najpierw w PO,do ubieg³ego

Bardziej szczegółowo

CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ

CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ SEKRETARIAT OŚRODEK INFORMACJI 629-35 - 69, 628-37 - 04 693-46 - 92, 625-76 - 23 UL. ŻURAWIA 4A, SKR. PT.24 00-503 W A R S Z A W A TELEFAX 629-40 - 89 INTERNET http://www.cbos.pl

Bardziej szczegółowo

PLAN POŁĄCZENIA UZGODNIONY POMIĘDZY. Grupa Kapitałowa IMMOBILE S.A. z siedzibą w Bydgoszczy. Hotel 1 GKI Sp. z o.o. z siedzibą w Bydgoszczy

PLAN POŁĄCZENIA UZGODNIONY POMIĘDZY. Grupa Kapitałowa IMMOBILE S.A. z siedzibą w Bydgoszczy. Hotel 1 GKI Sp. z o.o. z siedzibą w Bydgoszczy PLAN POŁĄCZENIA UZGODNIONY POMIĘDZY Grupa Kapitałowa IMMOBILE S.A. z siedzibą w Bydgoszczy a Hotel 1 GKI Sp. z o.o. z siedzibą w Bydgoszczy Bydgoszcz, dnia 29 luty 2016r. 1 Plan Połączenia spółek Grupa

Bardziej szczegółowo

BADANIE UMIEJĘTNOŚCI UCZNIÓW W TRZECIEJ KLASIE GIMNAZJUM CZĘŚĆ MATEMATYCZNO-PRZYRODNICZA

BADANIE UMIEJĘTNOŚCI UCZNIÓW W TRZECIEJ KLASIE GIMNAZJUM CZĘŚĆ MATEMATYCZNO-PRZYRODNICZA BADANIE UMIEJĘTNOŚCI UCZNIÓW W TRZECIEJ KLASIE GIMNAZJUM CZĘŚĆ MATEMATYCZNO-RZYRODNICZA MATEMATYKA TEST 4 Zadanie 1 Dane są punkty A = ( 1, 1) oraz B = (3, 2). Jaką długość ma odcinek AB? Wybierz odpowiedź

Bardziej szczegółowo

REGULAMIN WALNEGO ZJAZDU DELEGATÓW STOWARZYSZENIA MENEDŻERÓW OPIEKI ZDROWOTNEJ

REGULAMIN WALNEGO ZJAZDU DELEGATÓW STOWARZYSZENIA MENEDŻERÓW OPIEKI ZDROWOTNEJ Załącznik nr 2 do Statutu STOMOZ REGULAMIN WALNEGO ZJAZDU DELEGATÓW STOWARZYSZENIA MENEDŻERÓW OPIEKI ZDROWOTNEJ I. Postanowienia ogólne. 1 1. Walny Zjazd Delegatów, zwany dalej Walnym Zjazdem jest najwyższą

Bardziej szczegółowo

1. Koło Naukowe Metod Ilościowych,zwane dalej KNMI, jest Uczelnianą Organizacją Studencką Uniwersytetu Szczecińskiego.

1. Koło Naukowe Metod Ilościowych,zwane dalej KNMI, jest Uczelnianą Organizacją Studencką Uniwersytetu Szczecińskiego. STATUT KOŁA NAUKOWEGO METOD ILOŚCIOWYCH działającego przy Katedrze Statystyki i Ekonometrii Wydziału Nauk Ekonomicznych i Zarządzania Uniwersytetu Szczecińskiego I. Postanowienia ogólne. 1. Koło Naukowe

Bardziej szczegółowo

4 Wiadomo ci Lubiñskie 19 grudnia 2006 Aktualno ci Zaprzysiê ony po raz drugi Bukiety kwiatów i yczenia pomy lno ci w nadchodz¹cej, ju drugiej z rzêdu czteroletniej kadencji na fotelu Prezydenta Miasta

Bardziej szczegółowo

Europejski Dzień e-aktywności Obywatelskiej

Europejski Dzień e-aktywności Obywatelskiej Europejski Dzień e-aktywności Obywatelskiej Przekaż swoją opinię Unii Europejskiej! Projekt dofinansowany w ramach programu Europa dla Obywateli Unii Europejskiej POWITANIE Dlaczego dobrze, że tu jestem?

Bardziej szczegółowo

Warszawa, dnia 1 października 2013 r. Poz. 783 UCHWAŁA ZARZĄDU NARODOWEGO BANKU POLSKIEGO. z dnia 24 września 2013 r.

Warszawa, dnia 1 października 2013 r. Poz. 783 UCHWAŁA ZARZĄDU NARODOWEGO BANKU POLSKIEGO. z dnia 24 września 2013 r. MONITOR POLSKI DZIENNIK URZĘDOWY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Warszawa, dnia 1 października 2013 r. Poz. 783 UCHWAŁA ZARZĄDU NARODOWEGO BANKU POLSKIEGO z dnia 24 września 2013 r. w sprawie regulaminu Zarządu

Bardziej szczegółowo

PIOTR I KORNELIUSZ. Bóg chce, aby każdy usłyszał Ewangelię I. WSTĘP. Teksty biblijne: Dz. Ap. 10,1-48. Tekst pamięciowy: Ew.

PIOTR I KORNELIUSZ. Bóg chce, aby każdy usłyszał Ewangelię I. WSTĘP. Teksty biblijne: Dz. Ap. 10,1-48. Tekst pamięciowy: Ew. PIOTR I KORNELIUSZ Teksty biblijne: Dz. Ap. 10,1-48 Tekst pamięciowy: Ew. Marka 16,15 Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Bóg chce, aby każdy usłyszał Ewangelię Zastosowanie: *

Bardziej szczegółowo

Zwołanie Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Zwołanie Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A. Wrocław, 28 kwietnia 2016 r. Zwołanie Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A. Zarząd Surfland Systemy Komputerowe Spółka Akcyjna z siedzibą we Wrocławiu, zarejestrowanej

Bardziej szczegółowo

- 70% wg starych zasad i 30% wg nowych zasad dla osób, które. - 55% wg starych zasad i 45% wg nowych zasad dla osób, które

- 70% wg starych zasad i 30% wg nowych zasad dla osób, które. - 55% wg starych zasad i 45% wg nowych zasad dla osób, które Oddział Powiatowy ZNP w Gostyninie Uprawnienia emerytalne nauczycieli po 1 stycznia 2013r. W związku napływającymi pytaniami od nauczycieli do Oddziału Powiatowego ZNP w Gostyninie w sprawie uprawnień

Bardziej szczegółowo

Druk nr 1013 Warszawa, 9 lipca 2008 r.

Druk nr 1013 Warszawa, 9 lipca 2008 r. Druk nr 1013 Warszawa, 9 lipca 2008 r. SEJM RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ VI kadencja Komisja Nadzwyczajna "Przyjazne Państwo" do spraw związanych z ograniczaniem biurokracji NPP-020-51-2008 Pan Bronisław

Bardziej szczegółowo

Projekty uchwał na Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zwołane na dzień 10 maja 2016 r.

Projekty uchwał na Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zwołane na dzień 10 maja 2016 r. Projekty uchwał na Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy zwołane na dzień 10 maja 2016 r. Uchwała nr.. Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy OEX Spółka Akcyjna z siedzibą w Poznaniu z dnia

Bardziej szczegółowo

Historia mojej rodziny. Klaudia Dink, 3F Gimnazjum nr 143 z Oddziałami Integracyjnymi im. I.J. Paderewskiego w Warszawie

Historia mojej rodziny. Klaudia Dink, 3F Gimnazjum nr 143 z Oddziałami Integracyjnymi im. I.J. Paderewskiego w Warszawie Historia mojej rodziny Klaudia Dink, 3F Gimnazjum nr 143 z Oddziałami Integracyjnymi im. I.J. Paderewskiego w Warszawie Drzewo genealogiczne mojej rodziny Kazimierz Krzyszczak Mój prapradziadek urodził

Bardziej szczegółowo

Regulamin Obrad Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Lokalna Grupa Rybacka Bielska Kraina Postanowienia Ogólne

Regulamin Obrad Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Lokalna Grupa Rybacka Bielska Kraina Postanowienia Ogólne Tekst jednolity z dnia 10.10.2013 r. Regulamin Obrad Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Lokalna Grupa Rybacka Bielska Kraina Postanowienia Ogólne 1 Regulamin Obrad Walnego Zebrania Członków Lokalnej

Bardziej szczegółowo

Jestem rodziną zastępczą dla brata

Jestem rodziną zastępczą dla brata Jestem rodziną zastępczą dla brata Bohaterką reportażu jest Karolina, młoda, urocza dziewczyna, która postanowiła zostać rodziną zastępczą dla swojego brata Kacpra. Zdecydowała się na takie rozwiązanie,

Bardziej szczegółowo

Żałoba po śmierci osoby bliskiej, która zginęła w wyniku morderstwa lub zabójstwa

Żałoba po śmierci osoby bliskiej, która zginęła w wyniku morderstwa lub zabójstwa Żałoba po śmierci osoby bliskiej, która zginęła w wyniku morderstwa lub zabójstwa Żałoba Śmierć bliskiej osoby to dramatyczne wydarzenie. Nagła śmierć w wyniku morderstwa lub zabójstwa wywołuje szczególny

Bardziej szczegółowo

FORMULARZ POZWALAJĄCY NA WYKONYWANIE PRAWA GŁOSU PRZEZ PEŁNOMOCNIKA NA NADZWYCZAJNYM WALNYM ZGROMADZENIU CODEMEDIA S.A

FORMULARZ POZWALAJĄCY NA WYKONYWANIE PRAWA GŁOSU PRZEZ PEŁNOMOCNIKA NA NADZWYCZAJNYM WALNYM ZGROMADZENIU CODEMEDIA S.A FORMULARZ POZWALAJĄCY NA WYKONYWANIE PRAWA GŁOSU PRZEZ PEŁNOMOCNIKA NA NADZWYCZAJNYM WALNYM ZGROMADZENIU Z SIEDZIBĄ W WARSZAWIE ZWOŁANYM NA DZIEŃ 2 SIERPNIA 2013 ROKU Niniejszy formularz przygotowany został

Bardziej szczegółowo

INFORMACJE DODATKOWE. Prawo akcjonariusza do żądania umieszczenia określonych spraw w porządku obrad Walnego Zgromadzenia.

INFORMACJE DODATKOWE. Prawo akcjonariusza do żądania umieszczenia określonych spraw w porządku obrad Walnego Zgromadzenia. AQUA Spółka Akcyjna w Bielsku-Białej, adres: Bielsko-Biała ul.1 Maja 23. Zarejestrowana w Sądzie Rejonowym w Bielsku-Białej Wydział VIII Gospodarczy Krajowego Rejestru Sądowego pod Nr KRS 0000030779. Data

Bardziej szczegółowo

REGULAMIN WALNEGO ZEBRANIA STOWARZYSZENIA POLSKA UNIA UBOCZNYCH PRODUKTÓW SPALANIA

REGULAMIN WALNEGO ZEBRANIA STOWARZYSZENIA POLSKA UNIA UBOCZNYCH PRODUKTÓW SPALANIA REGULAMIN WALNEGO ZEBRANIA STOWARZYSZENIA POLSKA UNIA UBOCZNYCH PRODUKTÓW SPALANIA I. POSTANOWIENIA OGÓLNE 1 1. Regulamin Walnego Zebrania Członków Stowarzyszenia Polska Unia Ubocznych Produktów Spalania

Bardziej szczegółowo

GŁÓWNY URZĄD STATYSTYCZNY Notatka informacyjna Warszawa 5.10.2015 r.

GŁÓWNY URZĄD STATYSTYCZNY Notatka informacyjna Warszawa 5.10.2015 r. GŁÓWNY URZĄD STATYSTYCZNY Notatka informacyjna Warszawa 5.10.2015 r. Informacja o rozmiarach i kierunkach czasowej emigracji z Polski w latach 2004 2014 Wprowadzenie Prezentowane dane dotyczą szacunkowej

Bardziej szczegółowo

Warszawa, maj 2012 BS/74/2012 O DOPUSZCZALNOŚCI STOSOWANIA KAR CIELESNYCH I PRAWIE CHRONIĄCYM DZIECI PRZED PRZEMOCĄ

Warszawa, maj 2012 BS/74/2012 O DOPUSZCZALNOŚCI STOSOWANIA KAR CIELESNYCH I PRAWIE CHRONIĄCYM DZIECI PRZED PRZEMOCĄ Warszawa, maj 2012 BS/74/2012 O DOPUSZCZALNOŚCI STOSOWANIA KAR CIELESNYCH I PRAWIE CHRONIĄCYM DZIECI PRZED PRZEMOCĄ Znak jakości przyznany CBOS przez Organizację Firm Badania Opinii i Rynku 11 stycznia

Bardziej szczegółowo

Ogłoszenie o zwołaniu Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki na dzień 27 czerwca 2016 r.

Ogłoszenie o zwołaniu Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki na dzień 27 czerwca 2016 r. Ogłoszenie o zwołaniu Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki na dzień 27 czerwca 2016 r. Piotr Dubicki oraz Romuald Olbrych działając na podstawie upoważnienia zawartego w postanowieniu z dnia 28 kwietnia

Bardziej szczegółowo

Regulamin Walnego Zebrania Członków Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej

Regulamin Walnego Zebrania Członków Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej Regulamin Walnego Zebrania Członków Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej Podstawę prawną Regulaminu Walnego Zebrania Członków Polskiego Towarzystwa Medycyny Sportowej zwanego dalej Walnym Zebraniem

Bardziej szczegółowo

Rzecznik Praw Ucznia - mgr inż. Beata Kosmalska

Rzecznik Praw Ucznia - mgr inż. Beata Kosmalska Rzecznik Praw Ucznia - mgr inż. Beata Kosmalska Rzecznik Praw Ucznia pracuje w oparciu o Regulamin Rzecznika Praw Ucznia oraz o własny plan pracy. Regulamin działalności Rzecznika Praw Ucznia: 1. Rzecznik

Bardziej szczegółowo

WZÓR FORMULARZA DO WYKONYWANIA PRAWA GŁOSU PRZEZ PEŁNOMOCNIKA

WZÓR FORMULARZA DO WYKONYWANIA PRAWA GŁOSU PRZEZ PEŁNOMOCNIKA Uzupełniony wzór formularza do wykonywania prawa głosu przez pełnomocnika na ZWZA ALMA MARKET S.A. w związku z żądaniem Akcjonariusza z dnia 8 czerwca 2016 r. umieszczenia określonych spraw w porządku

Bardziej szczegółowo

USTAWA. z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy. 1) (tekst jednolity)

USTAWA. z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy. 1) (tekst jednolity) Dz.U.98.21.94 1998.09.01 zm. Dz.U.98.113.717 art. 5 1999.01.01 zm. Dz.U.98.106.668 art. 31 2000.01.01 zm. Dz.U.99.99.1152 art. 1 2000.04.06 zm. Dz.U.00.19.239 art. 2 2001.01.01 zm. Dz.U.00.43.489 art.

Bardziej szczegółowo

OŚWIADCZENIE MAJĄTKOWE

OŚWIADCZENIE MAJĄTKOWE OŚWIADCZENIE MAJĄTKOWE wójta, zastępcy wójta, sekretarza gminy, skarbnika gminy, kierownika jednostki organizacyjnej gminy, osoby zarządzającej i członka organu :gminną osobą prawną oraz osoby wydającej

Bardziej szczegółowo

PRZYJĘCIE NA LECZENIE DO SZPITALA

PRZYJĘCIE NA LECZENIE DO SZPITALA PRZYJĘCIE NA LECZENIE DO SZPITALA (Część 3 Ustawy o zdrowiu psychicznym z 1983 roku [Mental Health Act 1983]) 1. Imię i nazwisko pacjenta 2. Imię i nazwisko osoby sprawującej opiekę nad pacjentem ( lekarz

Bardziej szczegółowo

WYSTĄPIENIE POKONTROLNE

WYSTĄPIENIE POKONTROLNE WICEPREZES NAJWYŻSZEJ IZBY KONTROLI Wojciech Misiąg KBF-4101-08-01/2012 P/12/191 WYSTĄPIENIE POKONTROLNE I. Dane identyfikacyjne kontroli Numer i tytuł kontroli Jednostka przeprowadzająca kontrolę P/12/191

Bardziej szczegółowo

Polska-Opole: Usługi biur podróży, podmiotów turystycznych i pomocy turystycznej 2015/S 177-322074. Ogłoszenie o udzieleniu zamówienia.

Polska-Opole: Usługi biur podróży, podmiotów turystycznych i pomocy turystycznej 2015/S 177-322074. Ogłoszenie o udzieleniu zamówienia. 1/5 Niniejsze ogłoszenie w witrynie TED: http://ted.europa.eu/udl?uri=ted:notice:322074-2015:text:pl:html Polska-Opole: Usługi biur podróży, podmiotów turystycznych i pomocy turystycznej 2015/S 177-322074

Bardziej szczegółowo

OŚWIADCZENIE MAJĄTKOWE. Skwierzyna. (miejscowość) CZĘŚĆ A. (miejsce zatrudnienia, stanowisko lub funkcja)

OŚWIADCZENIE MAJĄTKOWE. Skwierzyna. (miejscowość) CZĘŚĆ A. (miejsce zatrudnienia, stanowisko lub funkcja) WPŁYNĘŁO URZĄD MIEJSKI WSKWIERZYNIE OŚWIADCZENIE MAJĄTKOWE 2S, KW!. 2013...., Ilość zalącznlk6w. -+ł-_ wlijta, rliastępeyw9jta, sel{retarlja ghliby, slffirhhika ghliby, IdMftI]iMIljMt1;~.," gmilłlłą osobą

Bardziej szczegółowo

Ogłoszenie Zarządu o zwołaniu Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Yellow Hat S.A. z siedzibą w Warszawie

Ogłoszenie Zarządu o zwołaniu Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Yellow Hat S.A. z siedzibą w Warszawie Ogłoszenie Zarządu o zwołaniu Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Yellow Hat S.A. z siedzibą w Warszawie Zarząd Yellow Hat S.A. z siedzibą w Warszawie, wpisanej do Rejestru Przedsiębiorców

Bardziej szczegółowo

a) Serwis BMW i MINI - Przedsiębiorstwo Handlowe Smorawiński i Spółka Wojciech

a) Serwis BMW i MINI - Przedsiębiorstwo Handlowe Smorawiński i Spółka Wojciech REGULAMIN USŁUGI DOOR TO DOOR Usługa realizowana jest przez Przedsiębiorstwo Handlowe Smorawiński i Spółka Wojciech Smorawiński i Andrzej Smorawiński spółkę jawną z siedzibą w Poznaniu, ul. Obornicka 235,

Bardziej szczegółowo

Czy ofiary wypadków mogą liczyć na pomoc ZUS

Czy ofiary wypadków mogą liczyć na pomoc ZUS Czy ofiary wypadków mogą liczyć na pomoc ZUS Autor: Bożena Wiktorowska Ze względu na to, że podwładny uległ wypadkowi przy pracy, za okres niezdolności do pracy spowodowanej tym wypadkiem nie zachowuje

Bardziej szczegółowo

Regulamin oferty Taniej z Energą

Regulamin oferty Taniej z Energą Regulamin oferty Taniej z Energą ROZDZIAŁ I POSTANOWIENIA OGÓLNE 1. Niniejszy Regulamin określa zasady i warunki skorzystania z oferty Taniej z Energą (zwanej dalej Ofertą) dla Odbiorców, którzy w okresie

Bardziej szczegółowo

RZECZPOSPOLITA POLSKA. Prezydent Miasta na Prawach Powiatu Zarząd Powiatu. wszystkie

RZECZPOSPOLITA POLSKA. Prezydent Miasta na Prawach Powiatu Zarząd Powiatu. wszystkie RZECZPOSPOLITA POLSKA Warszawa, dnia 11 lutego 2011 r. MINISTER FINANSÓW ST4-4820/109/2011 Prezydent Miasta na Prawach Powiatu Zarząd Powiatu wszystkie Zgodnie z art. 33 ust. 1 pkt 2 ustawy z dnia 13 listopada

Bardziej szczegółowo

Słoń. (w języku angielskim: elephant; niemieckim: die Elefanten; francuskim: l'éléphant;)

Słoń. (w języku angielskim: elephant; niemieckim: die Elefanten; francuskim: l'éléphant;) Słoń (w języku angielskim: elephant; niemieckim: die Elefanten; francuskim: l'éléphant;) Obecnie żyją trzy gatunki słoni. Jest największym zwierzęciem żyjącym na lądzie. Najbardziej szczególnym elementem

Bardziej szczegółowo

Badanie potrzeb mieszkańców Plan Zrównoważonej Mobilności Miejskiej dla Obszaru Funkcjonalnego Kluczbork Namysłów Olesno

Badanie potrzeb mieszkańców Plan Zrównoważonej Mobilności Miejskiej dla Obszaru Funkcjonalnego Kluczbork Namysłów Olesno Badanie potrzeb mieszkańców Plan Zrównoważonej Mobilności Miejskiej dla Obszaru Funkcjonalnego Kluczbork Namysłów Olesno Zapraszamy do udziału w ankiecie mającej na celu zbadanie potrzeb transportowych

Bardziej szczegółowo

Sponsorzy projektu Obozy Zdobywców Biegunów

Sponsorzy projektu Obozy Zdobywców Biegunów Sponsorzy projektu Obozy Zdobywców Biegunów Obozy Zdobywców Biegunów to cykl wyjazdów na letnie i zimowe obozy rekreacyjne, których celem jest wspieranie aktywności dzieci niepełnosprawnych ruchowo, przewlekle

Bardziej szczegółowo

STATUT SOŁECTWA Grom Gmina Pasym woj. warmińsko - mazurskie

STATUT SOŁECTWA Grom Gmina Pasym woj. warmińsko - mazurskie Załącznik Nr 11 do Uchwały Nr XX/136/2012 Rady Miejskiej w Pasymiu z dnia 25 września 2012 r. STATUT SOŁECTWA Grom Gmina Pasym woj. warmińsko - mazurskie ROZDZIAŁ I NAZWA I OBSZAR SOŁECTWA 1. Samorząd

Bardziej szczegółowo

Eksperyment,,efekt przełomu roku

Eksperyment,,efekt przełomu roku Eksperyment,,efekt przełomu roku Zapowiedź Kluczowe pytanie: czy średnia procentowa zmiana kursów akcji wybranych 11 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (i umieszczonych już

Bardziej szczegółowo