mi życzliwi, ponieważ wiedziano, że znajduję się w ciężkich warunkach materialnych. Od czasu do czasu rozpuszczano szkołę ponieważ Wehrmacht zajmował

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "mi życzliwi, ponieważ wiedziano, że znajduję się w ciężkich warunkach materialnych. Od czasu do czasu rozpuszczano szkołę ponieważ Wehrmacht zajmował"

Transkrypt

1 mi życzliwi, ponieważ wiedziano, że znajduję się w ciężkich warunkach materialnych. Od czasu do czasu rozpuszczano szkołę ponieważ Wehrmacht zajmował budynek na szpital. Wtedy, gdy szpital wojskowy był przepełniony rannymi. Władze niemieckie zapędzały nas też do zbierania makulatury i oglądania na świeżym powietrzu propagandowych filmów WYmierzonych przede wszystkim przeciw Żydom. Mieli być oni źródłem chorób zakaźnych, szczególnie tyfusu plamistego, nie mówiąc już o wszelkiej możliwej nieuczciwości. Piekarze żydowscy mieli np. miesić ciasto na chleb brudnymi nogami. Propaganda robiła swoje. Odruchowo omijałem napotkanych w mieście Żydów (których jeszcze nie zamknięto w getcie). Można ich było rozpoznać po noszonej obowiązkowo na prawym ramieniu białej opasce z niebieską gwiazdą syjońską. Bałem się złapać wszy. Ojciec ciężko zachorował po raz drugi na zapalenie płuc z wysiękiem. Leżał przez trzy miesiące w szpitalu. Zwalniałem się ze szkoły w godzinach, w których można było go odwiedzać. Dostarczałem mu kupowane przez matkę na czarnym rynku mleko i białe bułki. Prawdopodobnie dzięki temu dożywianiu przetrzymał chorobę, ponieważ wyżywienie szpitalne było bardzo liche. Jednakże słabe płuca stały się siedliskiem mającej się później rozwinąć gruźlicy. Ja sam pewnego razu zachorowałem, zaraziwszy się gdzieś świnką. Leżałem w domu przez trzy tygodnie z niesłychanie obrzmiałym gardłem, z wielkim trudem przełykając pożywienie. Również matka w pewien grudniowy piątek (i to trzynastego) złamała prawą rękę, upadłwszy na śliskim chodniku. Miała ją w gipsie przez trzy miesiące. Tak więc nieszczęśliwie nagromadziły się różne choroby w jednym czasie. W roku 1942 Niemcy utworzyli w Lublinie getto dla Żydów, przeznaczając na nie stare miasto ze średniowiecznymi murami miejskimi, z bramą krakowską, naprzeciw naszej kamienicy przy ulicy Królewskiej. Większość ludności żydowskiej mieszkała tam od niepamiętnych czasów. Spędzono tam nielicznych zamożniejszych Żydów rozsianych po całym mieście. Tablica zamieszczona na bramie krakowskiej ostrzegała o karze śmierci dla wstępujących do getta. Ta sama kara groziła też Żydom, którzy chcieliby wyjść z niego. Ojciec miał z nimi do czynienia w sądzie, do którego doprowadzano Żydów aresztowanych poza murami getta. W sali sądowej wysypano preparat dezynfekcyjny jako zabezpieczenie przed zawleczeniem przez podsądnych chorób zakaźnych. Wyrok śmierci zapadał na każdego w ciągu jednej minuty. Po likwidacji getta przez wywiezienie mieszkańców do obozów w Majdanku, Treblince i Oświęcimiu, można było je obejrzeć. Był to przerażający widok pustki i ciszy w zaułkach, przy których stały przeważnie parterowe rudery. Wkroczyłem w okres dojrzewania, z resztą spóźniony z powodu niedożywienia. Zaczęły u mnie występować przypadłości fizjologiczne z tym związane, nerwowość i kłopoty wychowawcze przez zmienność nastrojów. Okres ten był dla mnie wielką niewiadomą. Nikt mi nie udzielił odpowiednich informacji i nie uświadomił, ani rodzice, ani szkoła. Był to obowiązek rodziców, szczególnie ojca, ale byli oni widocznie zbyt skrępowani. Szkolny kurs biologii, 46

2 a zwłaszcza wiadomości o hormonach, kojarzył mi się z moją osobą. Uświadomiłem się sam, ale dopiero w osiemnastym roku życia, pod wpływem odpowiedniej literatury, szczególnie doskonałej książki, posiadanej do dzisiejszego dnia Piotra Okońskiego "Wielka tajemnica". W tym czasie zacząłem się interesować dziewczętami. Było to oczywiście zupełnie normalne, aczkolwiek opóźnione w czasie. Dotychczas dziewczynki były dla mnie czymś podobnym do powietrza, po prostu nie dostrzegałem ich jako takich. Miałem też z nimi nieprzyjemne doświadczenia na gruncie towarzyskim, ponieważ nie dosłyszałem i nieraz mnie wyśmiewały. Teraz, gdy im się przyglądałem, zwłaszcza w szkole, już je klasyfikowałem na takie, które mi się podobały lub nie, pod względem urody, twarzy, koloru włosów, figury i ubioru. Z obserwacji tych, czynionych w tajemnicy, z daleka, nie zwierzałem się. Gdy czasami zajrzałem do klasy żeńskiej podczas przerwy, byłem przepędzany przez nauczycieli, pod zarzutem "zdrożności" praktyki zbliżania się do dziewcząt. Były to zakazy i ze strony szkoły i rodziców i księży. Powstał na tym tle u mnie krzywdzący uraz, który odbił się niekorzystnie w ciągu wielu następnych lat na moim stosunku do kobiet. Tak jak ówczesna przesadna powściągliwość była niedobra, tak obecna nadmierna swoboda w tym względzie jest też niedobra. Strachem mnie napawała "tajemnica kobiety", jej anatomia, fizjologia i szczegóły ubioru. Pociechą dla mnie jednak było, że podobne zachowania, opory i skrępowanie w stosunku do chłopców miały w jeszcze większym stopniu dziewczęta, zwłaszcza z rodzin inteligenckich i mieszczańskich. Jeśli dziewczyna zaszła w ciążę była piętnowana przez tzw. "opinię publiczną". Moi koledzy, przynajmniej niektórzy, z pewnością zadawali się z dziewczętami, ale robili to bez rozgłosu. Ja, który trzymałem się od nich z daleka, będąc raczej samotnikiem, nie mogłem się uświadomić z tej strony. Pod wpływem tak jasnej dla mnie później, ówczesnej pruderyjnej moralności miałem kompleksy na punkcie nagości. Wstydziłem się rozebrać przed lekarzem, a nawet jako dorosły chłopak na plaży przed kąpielą. Znalazłszy w jednym z podręczników gimnazjalnych reprodukcję rzeźby Michała Anioła przedstawiającą piętnastoletniego Dawida, nagiego w całej swojej męskości, pokazałem ją zawstydzonej matce. Powiedziała ona, że jest to dzieło sztuki, w którym należy się dopatrywać piękna ciała ludzkiego, niczego więcej poza tym. Nie odważono się jednak zamieścić w podręczniku zdjęcia nagiej dziewczyny. A przecież jednak widziałem już przynajmniej częściowo nagą kobietę. Herb Warszawy przedstawiał Syrenę, zaś w książce "Or-Ote", Legendy starej Warszawy również były one przedstawione. W szkole pokazano nam zamieszczony w.płomyku" obraz Wyspiańskiego przedstawiający karmiącą kobietę. Zresztą sam widziałem taką będąc między ludźmi. Było to coś naturalnego i wstydliwość w tym względzie była to pruderia. Tak samo nie mówiono o ciąży, o rodzeniu przez kobiety dzieci (miał je przynosić bocian), o chorobach wenerycznych, o zboczeniach, jak homoseksualizm, o domach publicznych, o miłości mówiono bardzo mało i to z pominięciem aspektu erotycznego i seksualnego. Z tej 47

3 pruderii, która doprowadziła mnie do stwierdzonej przez lekarza nerwicy płciowej wyzwoliłem się dopiero po wielu latach. Bałem się nawet dotknąć elementów bielizny kobiecej. Niewątpliwie mógłbym znaleźć odpowiednie informacje w książkach, ale podówczas nie mogłem takich znaleźć, ani w bibliotekach, ani w księgarniach. Ala, która zaczytywała się romansami wypożyczanymi z czytelni miejskiej, zabraniała mi zaglądać do nich, ponieważ były to książki "nie dla mnie". Byłem jej posłuszny. Wprost nie można porównać ówczesnych czasów z dzisiejszymi: W epoce poznawania golizny w kinie, telewizji, prasie, afiszach seksu młodzieżowego, a także mini spódniczek, pornografii. Podczas naszego czteroletniego pobytu w Lublinie w pogodne dni, zwłaszcza w lecie robiliśmy spacery i wycieczki w okolice. Były one piękne, obfite w łąki i lasy, szczególnie zaś malownicza rzeka Bystrzyca. Odwiedzaliśmy też w niedziele i święta różne kawiarnie w mieście. Zamawialiśmy tylko tanią kawę zbożową. Ciastek oficjalnie nie było, a "spod lady", były bardzo drogie. Raz otrzymaliśmy zaproszenie od pań Lemańskich do odwiedzenia ich w Lubartowie. Jak już pisałem, wkrótce po naszym przybyciu do Lubartowa wyjechały one do Warszawy. Podczas ich nieobecności przenieśliśmy się do Chełma. Przysłały nam później list z niemądrymi pretensjami, że zostawiliśmy mieszkanie na łasce Boskiej, bez wyrozumienia naszej sytuacji. Przez jakiś czas byliśmy obrażeni. Obecnie jednak wobec uprzejmego zaproszenia wybraliśmy się do nich w piękną, lipcową niedzielę. Panie te były obrotne, wzięły się do handlu, oczywiście nielega1nego, między innymi, jak się zdaje, kupowanymi od Niemców papierosami i stały dobrze materialnie. Mieszkanie zastaliśmy dobrze utrzymane. Poczęstunek był na miarę przedwojenną. Piliśmy prawdziwą herbatę/jak wszystko inne pochodzącą z nabytku nielega1nego). Nie mogąc się powstrzymać, wypiłem jej bezwstydnie cztery szklanki, mimo kopania mnie przez mamę pod stołem. Po posiłku zrobiliśmy wycieczkę nad Wieprz. Była to spora rzeka słynna z tego, że nad nią dokonał w roku 1920 Piłsudski manewru, który stał się początkiem klęski bolszewików, nacierających na Warszawę. W roku 1943 w lecie dostaliśmy zaproszenie do odwiedzenia stryja Kazimierza. Jak już nam wcześniej doniósł, został podobnie jak my, brutalnie wysiedlony przez Niemców. Był zamożnym kupcem w Szamocinie pod miastem powiatowym Chodzież. Zagrabiono mu duży sklep obficie zaopatrzony w towary bławatne, a także mieszkanie z osobistymi ruchomościami. Miał jednak szczęście, bo znalazłszy się wraz z rodziną w Kieleckiem znalazł zaraz posadę gorzelnika, którym był z zawodu. Osiedlił się w Czaryżu pod miastem powiatowym Włoszczowa. Czaryż, była to mała, biedna wioska, ale gorzelnia znajdowała się na terenie dużego majątku państwa Siemieńskich. Stryjostwo wraz z dwoma synami urządzili się dobrze i żyli nieomal w dobrobycie. Stryj, którego znałem jako wysokiego, tęgiego mężczyznę, nic nie schudł i miał ciągle ten sam wielki brzuch. Przysyłał nam od czasu do czasu paczki żywnościowe. 48

4 Byliśmy w Czaryżu przez miesiąc - ja, ojciec (który wziął urlop) i mama. Ala pozostała na posadzie, a Zosia handlowała. Mieszkaliśmy w kancelarii gorzelnianej. Żywiono nas, jak na warunki wojenne, bardzo dobrze. Stryjostwo chowali świnie na swój użytek. Było to zakazane przez władze niemieckie pod groźbą kary śmierci, ale Niemcy nie egzekwowali tego zarządzenia. Ja również miałem przyjemne wakacje z moimi kuzynami. Pomagałem również ciotce, zbierając pokrzywy dla kacząt. Obejrzałem budynki folwarczne i dwór, ten ostatni nie podobał mi się. Nie pasował do zamożności właścicieli. Był to murowany, dwupiętrowy budynek, bez stylu architektonicznego, odrapany i zaniedbany. Całe zresztą otoczenie, łącznie z wielkim gazonem podjazdowym, ogrodem i sadem owocowym, było zaniedbane. Blisko dworu stał garaż (dziedzic miał przed wojną samochód), który pasował do niego jak kwiat do kożucha. Była w nim obecnie kaplica. W Czaryżu nie było kościoła. Najbliższy kościół parafialny znajdował się w Woli, odległej od Czaryża o dwa kilometry. Msze w tej kaplicy odprawiał młody ksiądz, zakonnik, mieszkający we dworze. Nie było wtedy właścicieli (mieszkali przeważnie w Krakowie). Zastałem tam trzech chłopców w moim wieku, których ojcowie przebywali w niemieckich, oficerskich obozach jenieckich. Państwo Siemieńscy byli ich krewnymi i zaprosili ich na "odżywienie się". Jeden z chłopców miał wadę wzroku polegającą na słabym widzeniu przy świetle dziennym, a lepszym o zmroku. U mnie było właśnie coś przeciwnego. W kilka dni po powrocie do domu otrzymaliśmy rozpaczliwy list od ciotki Michaliny z Radomia. Treść listu świadczyła, iż ciotka była w szoku, gdy go pisała. Donosiła w nim chaotycznie, że gestapo aresztowało dwóch jej synów i ich żony. Nie mogliśmy się zorientować z listu, jaka była przyczyna aresztowania. W mieszkaniu ciotki przeprowadzono rewizję wyrzucając wszystko z mebli na podłogę, następnie pokój opieczętowano (mieszkanie składało się z jednego pokoju i kuchni). Ciotce pozostawiono do dyspozycji kuchnię. Synów i ich żony prawie natychmiast wywieziono do obozu w Oświęcimiu. Ciotka błagała ojca, aby coś przedsięwziął dla ich uwolnienia. Było to niestety niemożliwe, ponieważ ojciec pełnił funkcję niższego urzędnika w sądzie niemieckim, nie miał żadnych wpływów, nie kontaktował się z władzami niemieckimi (zwłaszcza z gestapo), ażeby nie posądzano go o kolaborację. Ojciec odpisał więc ciotce, że jest w tej sprawie bezradny, próbując jąjedynie pocieszyć. Docierały do nas od czasu do czasu tajne gazetki (najczęściej,,polska Żyje Biuletyn Informacyjny) wydawane w Warszawie. Za czytanie ich groził obóz. Dowiadywaliśmy się z nich o nasilającym się terrorze niemieckim, pacyfikacjach likwidacji Żydów i akcjach odwetowych coraz liczniejszej i coraz lepiej zorganizowanej Armii Krajowej. Będąc w Czaryżu widziałem umundurowanych oficerów Armii Krajowej, goszczonych przez państwo Siemieńskich, a także żołnierzy w terenie. Poznałem też działające na tym 49

5 samym terenie grupy Armii Ludowej (komunistycznej), te jednak, jak słyszałem, dopuszczały się nieraz rabunków. Edmund i Wacław zginęli w Oświęcimiu. Zawiadomienie z obozu donosiło, że zmarli na "zapalenie płuc". Żony ich jednak przetrwały, gdyż zostały przydzielone do obozowej kuchni. Po powrocie, żona Edmunda, młoda i ładna kobieta (co stwierdziłem z pokazanej mi później przez ciotkę fotografii) wyszła powtórnie za mąż. W roku 1944 znów przyjechałem do Czaryża - ale tylko z ojcem. Był czerwiec. Stryj rozpoczął kampanię gorzelniczą z wczesnych ziemniaków. Mogłem się przyjrzeć maszynom i procesowi teclmologicznemu. Byłem bardzo zainteresowany zdaniem matury tj. możliwością eksternistycznego złożenia,,małej matury". Po głuchych wioskach, do których Niemcy rzadko docierali, istniały ogniwa tajnego, średniego szkolnictwa. Prawie cały zespół nauczycieli przedwojennego gimnazjum i liceum, odległych o siedem kilometrów Szczekocinach przebywał teraz we wsi Słupia, mimo że były okazje przejazdu z Czaryża do Słupi końmi, jakoś nigdy dla mnie nie było miejsca. Przebyłem więc kilkakrotnie odległość piętnastu kilometrów pieszo w celu złożenia za każdym razem egzaminów z kilku przedmiotów wchodzących w skład,,małej matury", to jest kursu od pierwszej do czwartej klasy gimnazjalnej - przerobionego przeze mnie samodzielnie. Z języka polskiego i historii zdawałem w Czaryżu przy okazji pobytu we dworze dyrektora gimnazjum i liceum (polonisty) i mieszkającego stale we dworze jego brata historyka. Wszystkie inne przedmioty zdałem w Słupi u nauczycieli mieszkających w tamtejszym dworze, bądź na kwaterach u chłopów. Najgorzej mi poszło (dostałem ocenę dostateczną) u matematyka, zgryźliwego tetryka. Ze wszystkich pozostałych przedmiotów zdałem na bardzo dobrze i dobrze, najlepiej zaś z polskiego, na temat, którego dyrektor obsypał mnie samymi superlatywami. Z egzaminem z języka niemieckiego było tak: zdawałem go w Słupi przed germanistką - żoną dyrektora, mieszkającą w pałacu. Była to młoda i elegancko ubrana kobieta. Wyszliśmy do ogrodu i usiedliśmy na trawie. Egzamin zdałem na ocenę dobrą nadludzkim wysiłkiem, ponieważ nieświadomie gapiłem się na przystojną panią profesor, a zwłaszcza na jej nogi, gdyż modna spódniczka ledwie zakrywała jej kolana. Nauczycielka to zauważyła i kilka razy ją podciągnęła, a mnie zasypała gradem niecierpliwych pytań z zakresu egzaminu. Peszyło mnie również to, że byłem bardzo biednie ubrany. Był to czas, gdy bardzo nasiliły się akcje partyzantów (AK i AL.), wymierzone przeciw Niemcom i krwawe represje tych ostatnich. Żandarmi palili wsie i rozstrzeliwali chłopów. W sąsiedniej wsi zastrzelono dobrego znajomego stryjostwa, też wysiedleńca. Według relacji jego żony, żandarm przed oddaniem do niego strzału wrzasnął.bandit Bist Du". W czasie naszego pobytu w gorzelni miał miejsce napad na nią. Pewnej nocy obudziło nas łomotanie do drzwi wejściowych. Stryj je otworzył, wtargnęła grupa uzbrojonych mężczyzn. Nie byli umundurowani, byli więc z komunistycznej 50

6 Armii Ludowej, albo pospolici bandyci. Jeden z nich wszedł do kancelarii, w której sypiałem wraz z ojcem, przyjrzał się nam i zapytał mnie wskazując na ojca "to Twój tatuś?". Gdy potwierdziłem, zaprzestał indagacji i zabrał się do wyjścia, rzuciwszy przez ramię: "czego wy się tak boicie?". Musieliśmy mieć widocznie przerażone miny. Jak później dowiedzieliśmy się od stryja, dowódca bandy zażądał od niego wydania beczki spirytusu z obecnej kampanii, która to beczka miała być zakopana w ziemi. Gdy stryj odpowiedział, że nie ma spirytusu, bo Niemcy sukcesywnie zabierają produkcję, zagroził jemu i administratorowi rozstrzelaniem. Podczas rewizji rzeczywiście nie znaleziono spirytusu i bandyci odeszli. Zabrali jednak zegarki i okulary. Po powrocie do domu dowiedzieliśmy się z listów stryjostwa, że napady zdarzały się coraz częściej. Niemcy przydzielili kilku żandarmów i własowców (Ukraińców, dezerterów z sowieckiej armii). Szczególnymi łotrami byli właśnie ci Ukraińcy. Ostatni napad przez wrzucenie granatu, spowodował zniszczenie wewnętrznych urządzeń gorzelni. Ciotka przez ciągłe nachodzenie bandytów i strach przed utratą życia dostała rozstroju nerwowego. Po zakończeniu wojny i powrocie do Szamocina, była ciągle chora. Dołączyła się do tego białaczka i w dwa lata po wojnie ciotka zmarła. Przy okazji tego drugiego pobytu w Czaryżu poznałem Annę i... zakochałem się. Z miejsca, od pierwszego wejrzenia. Sam byłem zaskoczony i zdumiony, że coś podobnego mi się zdarzyło. Nie miałem zupełnie doświadczenia w tego typu sprawach, gdyż jak dotąd nie miałem dziewczyny. Coś jednak, ale jednak bardzo mało wiedziałem o miłości z czytanych powieści, ukradkiem, bez wiedzy rodziców i sióstr. Miłość miała być ślepa, co się sprawdziło na moim przykładzie. Działało tutaj jakieś potężne prawo psychologiczne, o którym miałem słabe pojęcie. Wiedziałem też, że są na świecie ludzie nie zdolni do miłości. Odczuwałem olbrzymią satysfakcję, że ja do nich nie należę uświadamiając sobie, że jest to nadrzędna i największa wartość w życiu człowieka, przesłaniająca wszystkie inne - miłość w ogólnym tego słowa znaczeniu, najpierw do Boga, później do człowieka (mężczyzny do kobiety i odwrotnie), przyjaciela i dzieci. Wobec tej miłości bledną wszystkie inne zabiegi ludzkie w kierunku zdobycia dóbr materialnych, bogactwa, kariery, wykształcenia i sławy. Użyłem wielkiego słowa,,miłość". Naprawdę jednak był to wstęp do niej. Czułem i mogłem sobie doskonale wyobrazić, że gdybym dalej stąpał na drodze, która się przede mną otwierała (co się nie stało z przyczyn, o których zaraz powiem) doszedłbym do najwspanialszego przeżycia, jakiego może doświadczyć człowiek w tym życiu, do szczęścia, którego "ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało". Było to bardzo czyste uczucie. Gdy sobie pomyślałem, że w wyniku połączenia się z Anną węzłem małżeńskim (co było oczywiście niemożliwe) doszłoby do normalnego, koniecznego, odwiecznie praktykowanego współżycia cielesnego, usankcjonowanego przez obyczajowość ludzką i przez Boga, a 51

7 następnie do prokreacji - ogarniał mnie niesmak. Było to uczucie, które nazywają platonicznym, ale które na dłuższą metę załamuje się, nie poparte obcowaniem fizycznym. Już wiedziałem, że zwłaszcza kobietom mającym silnie rozwinięty instynkt macierzyński zależy bardzo na posiadaniu dzieci. Oczywiście mowy nie było o połączeniu się z Anną w małżeństwie. Byłem bardzo młody, przed maturą, trudno mi było zbliżyć się do jej rodziny (tj. do państwa Siemieńskich), przeszkadzał też mi niedosłuch i nerwicowy dystans w stosunku do kobiet, stałe zamieszkanie w odległej miejscowości, brak jej wzajemności i zajęcie jej innym chłopcem. Mimo, że miałem opinię "ciapy", jednak potrafiłem zasięgnąć języka o Annie i to w sposób, który nie podpadł. Dowiedziałem się więc między innymi od chłopców z dworu, że panna ta nazywała się Lasocka, miała dwadzieścia cztery lata (ja miałem osiemnaście lat), uciekła z rodzicanri przed bolszewikanri w 1939 roku z Wołynia, gdzie mieli oni niewielki majątek ziemski. Rodzice gdzieś przepadli, a ona oparła się o państwa Siemieńskich, swoich dalekich krewnych. Przed wojną w Warszawie ukończyła gimnazjum i przeszła szkolenie rolnicze na jakimś kursie. W Czaryżu otrzymała funkcję dozorczyni robotników przy pracach rolnych. Zdobyłem też jej zdjęcie, amatorskie, nie retuszowane. Była na nim w bryczesach i wysokich butach, typu "polskiego" tj. takich, których cholewy nie dochodziły do kolan. Anna oczywiście nie wiedziała, że się w niej zakochałem. Miała zresztą chłopca - jednego z tych z dworu, Janka Kryngierta z Warszawy. Gdy patrzyłem na Annę (np. w kaplicy), lub gdy ją spotkałem na drodze (zresztą w tym celu wychodziłem na drogę) i w ogóle zawsze, gdy byłem blisko niej, odczuwałem ogarniającą mnie falę szczęścia. W takich chwilach byłem pewny, że poświęciłbym dla niej wszystko, samego siebie pozostawiając na drugim planie. Było to, jak później się dowiedziałem, uczucie w wersji chrześcijańskiej, jak również uznane za najszlachetniejsze przez psychologię. Podówczas zresztą nie miałem pojęcia o psychologii, jak również o miłości chrześcijańskiej do "ukochanej kobiety". Uczucie to powstało we mnie we właściwym kierunku spontanicznie. W przedziwny sposób, mimo subiektywnego, silnego zaangażowania uczuciowego, zachowałem zdolność obiektywnego, chłodnego spojrzenia na Annę - okiem osoby postronnej. Mógłby to być chyba temat do studium dla psychologa. Psychologia jednak pewnie zna coś podobnego. W tym drugim spojrzeniu widziałem Annę jako młodą kobietę, raczej nieładną, o wystających kościach policzkowych (w typie kresowym), o szarych włosach krótko przyciętych, o figurze drobnej i bardzo szczupłej. Ojciec, gdy mu powiedziałem, że z taką kobietą bym się ożenił uśmiechnął się i mruknął (miał chyba gust w tym względzie) "za chuda". Ja zaś, gdy tylko pokryłem to drugie spojrzenie okiem wielkiej miłości (nie wahałem się użyć takiego sformułowania), byłem absolutnie szczęśliwy i niezmiernie współczułem ludziom, którym nie było dane jej doświadczyć. 52

8 Po zdaniu "małej matury" zacząłem przygotowywać się do eksternistycznego egzaminu z kursu liceum, czyli "dużej matury". Miałem duże trudności z powodu braku podręczników. W Czaryżu syn administratora, który również miał zdawać maturę (ale nie mógł do tego dojść z powodu niedoboru podręczników) pożyczył mi "Wpisy z literatury polskiej" Bruckuera i Kleinera. Ojciec pojechał specjalnie do Warszawy, aby zdobyć dla mnie podręczniki w księgarniach z ukrytych przedwojennych zapasów. Nie było go dwa dni. W tym czasie mieszkałem sam w kancelarii. Zacząłem palić papierosy. Było to oczywiście niemądre, ale naśladowałem Annę, która paliła. Miałem dostęp do tytoniu, ponieważ kręciłem przy pomocy maszynki papierosy dla stryja - nałogowego palacza i za każdym razem chowałem ich kilka dla siebie. Wypalałem je wieczorem przed snem. Ojciec przywiózł mi większość podręczników do matury. Zacząłem się więc z nich uczyć, pozostawiając przedmioty, do których nie miałem książek, na później, aż do ich zdobycia. Gdy wyjechaliśmy z Czaryża, na całej trasie do Lublina wyczuwało się napięcie i bliskość wojny. Na poboczach torów kolejowych napotykaliśmy często przewrócone i zniszczone parowozy i wagony. Były to ślady działalności i zamachów partyzantów (Armii Krajowej i Armii Ludowej) na szlaki komunikacyjne, którymi transportowano wojsko niemieckie i sprzęt wojenny. Pociąg, którym jechaliśmy z Kielc do Lublina był niesłychanie zatłoczony. O miejscu siedzącym, czy też skorzystaniu z ubikacji nie było mowy. Było bardzo gorąco, jak to w środku lata. Na którejś stacji wpadli do wagonu żandarmi z pistoletami maszynowymi, które w tłoku ocierały się o moje ręce i przeprowadzili rewizję bagaży. Wyrzucali przez otwarte okno skonfiskowany szmugiel, przeważnie mięso i mąkę. Słyszeliśmy także, że na jednej z większych stacji kogoś rozstrzelali. W Lublinie zastaliśmy zamieszanie wśród Niemców cywilnych i wojskowych. Przez Krakowskie Przedmieście przetaczały się samochody, czołgi i armaty, oraz kolumny wojska - brudnych, zmęczonych, zarośniętych żołnierzy. Był to odwrót "niezwyciężonej armii" z frontu wschodniego. Do naszych uszu docierała niezbyt odległa, głucha kanonada artyleryjska. Ojciec zgłaszając się do pracy w sądzie, zastał go w stanie ewakuacji. Na podwórzu sądowym palono sterty dokumentów. Ojciec nie miał więc już co robić. Na szczęście dostał jeszcze swoje pobory na lipiec. Wyraźnie zanosiło się na to, że Niemcy opuszczą Lublin bez większego oporu wobec nacierających bolszewików. Nie czynili żadnych przygotowań do obrony, nie kopali rowów i nie czynili umocnień. Obawialiśmy się, że po zajęciu Lublina nowe władze sowieckie i polskie (o tych ostatnich wiedzieliśmy, że się wyłonią z Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego z Bierutem na czele), będą represjonować Polaków, którzy byli zatrudnieni w instytucjach niemieckich, chociażby oni nie kolaborowali z Niemcami. Również ja (miałem osiemnaście lat) mogłem być wcielony do "ludowego" wojska polskiego Berlinga sprzymierzonego z Armią Czerwoną. Nie wiadomo, czy uwzględniono, by ostatecznie niewielkie moje upośledzenie wzroku i słuchu, które nie stanowiłyby 53

9 wielkiej przeszkody np. w służbie pomocniczej. Tak więc zapadła decyzja wyjazdu mojego ojca z Lublina. Niemcy pozwolili korzystać Polakom z linii kolejowej w czasie trwania ewakuacji. Matka, Zosia i Ala pozostały w Lublinie. Przed odjazdem pociągu, niesłychanie zapchanego pasażerami doszło do incydentu z żandarmem, który rozwścieczony wspiął się po kole do otwartego okna i okładał harapem znajdujących się w wagonie ludzi. Powstał popłoch, ale nikt nie mógł się usunąć z powodu tłoku. Na szczęście wraz z ojcem znajdowałem się w głębi wagonu. Po wielu godzinach niezwykle powolnej jazdy dotarliśmy do Radomia. Ojciec liczył na to, że będziemy mogli zatrzymać się u ciotki Michaliny. Po opuszczeniu dworca wypełnionego Wehramchtem i żandarmami, udaliśmy się zmęczeni i głodni na peryferie miasta, gdzie przy ulicy Średniej mieszkała ciotka. Zobaczyliśmy ją w otwartym kuchennym oknie, wychodzącym na ulicę. Siedziała przy parapecie i układała z kart pasjansa. Po serdecznych powitaniach przyszła kolej na opowieść ciotki i naszą o aktualnych sprawach. Ciotka była spokojna po przebytej tragedii związanej z aresztowaniem synów, ale za to bardzo się postarzała. Twarz miała usianą zmarszczkami i starczy podbródek z pionowymi bruzdami po bokach. Włosy jej były zupełnie siwe. Powiedziała nam, że po aresztowaniu synów zapadła jakby w letarg. Siedziała bez ruchu na łóżku, nie kładąc się do niego, nie jadła, nie myła się i niczym się nie zajmowała. Stan ten trwał wiele dni. W tym czasie doznała życzliwej i serdecznej opieki ze strony sąsiadów. Pomieszczenie, które zajmowała, to kuchnia o powierzchni chyba dziesięciu metrów kwadratowych. Znajdowały się w nim drewniane łóżko, szafa, mały stolik, jedno krzesło i mała umywalnia, pod którą przez podnoszoną klapę było zejście do malutkiej piwnicy. Z prawdziwie chrześcijańską miłością przygarnęła nas oferując mnie i ojcu swoje łóżko, sama zaś urządziła sobie posłanie na podłodze pożyczywszy od sąsiadów siennik wypchany słomą, który ułożyła sobie pod opieczętowanymi drzwiami do pokoju. Nie wymawiała się z gościną, chociaż w Radomiu były rodziny ze strony żon jej synów, które miały obszerne mieszkania. My zresztą liczyliśmy się z krótkim pobytem u ciotki. Miał on jednak trwać osiem miesięcy. Front niemiecko - sowiecki bowiem na linii Wisły zatrzymał się w celu umożliwienia przegrupowania się Armii Czerwonej i jak się zdaje (na rozkaz Stalina) spowodowania upadku Powstania Warszawskiego przez nie udzielenie mu pomocy. Wobec przedłużającego się naszego pobytu u ciotki trzeba było pomyśleć o środkach na utrzymanie. Ciotka żyła z niewielkiej pomocy pieniężnej przysyłanej jej przez dwóch pozostałych synów, zamieszkałych w Krakowie. Nie miała emerytury, ani innych źródeł dochodu. Ojciec w tym stanie bałaganu i zamieszania spowodowanego bliskością frontu, nie mógł znaleźć żadnej pracy. Otrzymał tylko od władz miejskich bony obiadowe dla siebie i dla mnie na jeden dzień. Obiad składał się z jałowego makaronu. Gdy ojciec poprosił kelnera o kawę zbożową, ten go niegrzecznie ofuknął. Nie mogliśmy oczywiście 54

10 wykorzystywać ciotki, która zapewniała nam skromne utrzymanie. Mieliśmy w walizce jesionkę w dobrym stanie, ofiarowaną nam przez stryja Kazimierza. Ojciec sprzedał ją na rynku za całkiem niezłą sumkę trzech tysięcy złotych okupacyjnych. Jesionka nie była nam potrzebna, ponieważ ja miałem grubą kurtkę, a ojciec płaszcz zimowy, zniszczony co prawda, bo nosił go całą wojnę. Ciotka wkrótce wyjechała do Krakowa, pozostawiając nam całe swoje gospodarstwo. Może chciała nam zapewnić większą wygodę, a może byliśmy jej uciążliwi. Nie wspomniała o tym jednak ani słowa. Korzystaliśmy przy gotowaniu posiłków (przeważnie żuru kraszonego minimalną ilością słoniny) z małego zapasu drzewa i węgla złożonego przez ciotkę w szopce na podwórzu. Znajdował się też na nim "schron" przeciwlotniczy, to jest wykopany rów głęboki na półtora metra przykryty deskami. Był on przydatny we wrześniu 1939 roku. Bomba lotnicza w tym czasie rozwaliła dom bezpośrednio przylegający do kamienicy ciotki. Ponieważ nie mogłem znaleźć żadnej pracy, a nasz pobyt w Radomiu przedłużał się z powodu zastoju w walkach frontowych, postanowiłem - jak tylko byłoby to możliwe przerobić program z zakresu liceum ogólnokształcącego i zdać eksternistycznie "dużą maturę". Miałem większość podręczników do obu klas liceum, te zaś których mi brakowało miałem nadzieję pożyczyć. Wiedziałem, że w Radomiu funkcjonuje konspiracyjne gimnazjum i liceum. Podjąłem ambitny plan przerobienia w skróconym czasie obu klas. Było to trudne zadanie, tym bardziej, że w miarę nadchodzącej jesieni i zimy, a w związku z tym skracającego się dnia, nie mogłem korzystać ze światła elektrycznego, które wyłączono z powodu niezapłaconego rachunku. Stało się też niezbędne pobieranie korepetycji z matematyki i literatury polskiej z powodu brakujących podręczników i trudnego materiału, z którym nie we wszystkim mogłem sobie poradzić w drodze samokształcenia. Skorzystałem z ok. 1O godzin korepetycji z wymienionych przedmiotów. Udzielili mi ich, student Politechniki Warszawskiej z matematyki i nauczycielka polonistka, która uciekła z Warszawy po wybuchu Powstania w sierpniu 1944 roku. Za jedną godzinę płaciłem 45 złotych. Jeśli dodać jeszcze do tego opłatę za cały egzamin maturalny w wysokości 800 złotych, to widać jak mocno nadszarpnęło to kwotę uzyskaną przez ojca ze sprzedaży jesionki. Złożenie dziesięciu egzaminów (poza matematyką i językiem polskim) wchodzących w skład egzaminu maturalnego nie przysporzyło mi większych kłopotów. Moją silną stroną była dobra pamięć. Szczególnie utkwił mi w niej egzamin z niemieckiego. Zdawałem go w mieszkaniu germanistki. Powtórzyła się ta sama historia, co z Czaryża przy zdawaniu małej matury. Nauczycielka była młoda i tak przystojna, że ciągle się na nią gapiłem. Pani profesor zauważyła mój cielęcy zachwyt i cały czas się uśmiechała. Egzamin poszedł mi jak krew z nosa, bo nie mogłem się skupić. Praca pisemna wypadła na stopień niedostateczny, ale z przepytania ustnego otrzymałem dostateczny plus, tak że ogólny stopień wypadł na dostateczny. Ciężką pracę związaną ze składaniem matury zakończyłem w początkach 55

11 stycznia 1945 roku, jeszcze pod okupacją niemiecką. Znajdowałem się ciągle pod groźbą zabrania przez Wehrmaht do robót ziemnych, kopania rowów przeciwczołgowych za każdym razem idąc na korepetycje lub egzaminy wywijałem się jak piskorz spod ulicznych łapanek. Najczęściej towarzyszył mi ojciec i wtedy, gdy żołnierze nas zatrzymywali pod wpływem jego świetnej niemczyzny i odpowiednich argumentów puszczali nas. Raz chciano nas zabrać z mieszkania, ale też machnięto na nas ręką. Zima roku była bardzo ciężka, śnieżna i mroźna, tak jak pierwsza zima wojenna roku Dała się nam szczególnie we znaki, ponieważ ciotka miała mało opału, musieliśmy też w tym zimnie szukać żywności w mieście i wystawać w kolejkach. Udawało się nam jednak dostawać czarny chleb i "podroby", najczęściej flaki. Oczywiście po cenach paskarskich, ponieważ przydziałów na kartki nie było. Wyzwolenie przyszło(tak się nam przynajmniej zdawało) w drugiej połowie stycznia 1945 roku wraz z rozpoczęciem ofensywy sowieckiej. Po zajęciu Warszawy przez Armię Czerwoną przyszła kolej na Radom. Natarcie było tak szybkie i gwałtowne, że Niemcy po krótkiej strzelaninie opuścili miasto nie zdążywszy zerwać drewnianych mostów przerzuconych przez głębokie rowy przeciwczołgowe wykopane na ulicach. Bolszewicy wzięli też do niewoli niemieckich funkcjonariuszy cywilnych, którzy nie zdążyli się ewakuować. Był wśród nich Stadtbauptmann(prezydent miasta), któremu kazano stać na podwórzu przed ratuszem, twarzą zwróconą do muru z podniesionymi rękami. Zobaczyłem też pierwszych żołnierzy sowieckich w baranich czapkach i kożuchach. Byli to mężczyźni i kobiety. Te ostatnie były młode, rosłe, o bujnych kształtach z wystającymi kośćmi policzkowymi. Należały zapewne do Komsomołu, o którym słyszałem jako o organizacji młodzieżowej przepojonej skrajnym fanatyzmem komunistycznym. Na murach domów rozlepiono afisze z nagłówkami "Armia Czerwona Czynna", zapowiadające Polakom uwolnienie spod przemocy i terroru hitlerowskiego. Były też odezwy i proklamacje Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego. Jedna z nich podpisana przez Ed. Ochaba uderzała nieudolną polszczyzną. Niemcy byli tak znienawidzeni, że wszyscy popadli w euforię i witali krasnoarmiejców, jako wyzwolicieli zesłanych z nieba. Ponieważ Niemców już nie było, otworzyliśmy przy pomocy sąsiada opieczętowany przez gestapo pokój. Przedstawił się nam straszny widok. Na skutek rewizji i powyrzucanych rzeczy z mebli wszystko było skłębione ze sobą i leżało na podłodze, pokryte grubą warstwą kurzu przez ostatnie dwa lata. Mieliśmy więc wiele pracy z zaprowadzeniem tam porządku. Było sporo książek m.in. "Chemia Organiczna" Tołłoczki, podręcznik ze studiów politechnicznych Wacława. Znaleźliśmy też... pamiętnik jego żony z czasów panieńskich. Przeczytałem go( chociaż nie powinienem był chyba tego robić). Był to szczegółowy opis jej wielkiej miłości do niego. W kredensie znaleźliśmy na talerzu wysuszone na kamień kruche ciasteczka, które zjedliśmy. Mogłem się teraz dobrze wyspać na jednym z łóżek z pościełą( dotychczas 56

12 sypiałem razem z ojcem w łóżku znajdującym się w kuchni). Ponieważ nastały silne mrozy, paliliśmy w piecu. Wkrótce przyjechała ciotka z Krakowa, obciążona wielkim plecakiem. Korzystała z różnych pociągów kursujących nieregularnie. Ciotka zatrudniała od czasu do czasu w swoim gospodarstwie domowym do "czarnej roboty"(jak np. mycie podłogi lub pranie) pewną kobietę z sąsiedztwa. Była to starowina, nędznie ubrana i... zawszawiona. Przez nią sami się zawszawiliśmy. Musieliśmy dokładnie przejrzeć ubrania i bieliznę, które mieliśmy na sobie, a także pościel i wydusić to paskudztwo. Nie wiadomo czy wszystkie wszy zniszczyliśmy, ale już się później nie pokazały. Dostałem zaświadczenie - tymczasowe o złożeniu matury z adnotacją "wydano w celu przedłożenia władzom wyższej uczelni" i zapewnienie dyrektorki liceum, że otrzymam w ciągu najbliższych trzech miesięcy, po zweryfikowaniu przez władze oświatowe wszystkich matur w okupowanej Polsce, świadectwo dojrzałości na urzędowym blankiecie. Przysłano mi je dopiero po sześciu miesiącach już do Inowrocławia. Front szybko przesuwał się na zachód, zaczęliśmy więc myśleć o wyjeździe z Radomia. Z miejscowej, dwustronnej gazety dowiedzieliśmy się w lutym o zajęciu przez Armię Czerwoną Inowrocławia. Było jednak niezwykle trudno dostać się na jakiś pociąg w kierunku Łodzi, a potem Torunia i Inowrocławia. Regularnej komunikacji kolejowej nie było, a do transportów wojskowych mało komu z cywilów pozwalano się dostać. W początku marca udało się nam wsiąść na pusty pociąg towarowy zdążający do Łodzi. Pożegnaliśmy się serdecznie z ciotką. Jechaliśmy do celu chyba z sześć godzin na odkrytej platformie przy silnym, mroźnym wietrze. Cud doprawdy, że się nie rozchorowaliśmy, a nawet nie dostaliśmy kataru. Przyjechaliśmy na dworzec Łódź fabryczna. Musieliśmy się dostać na odległy Dworzec Główny - Łódź Kaliska. Za drogie pieniądze dołączyliśmy się do podobnych jak my podróżnych na platformie konnej zdążającej w tym kierunku. Tramwaje nie kursowały i w mieście był niesłychany bałagan. Na dworcu głównym zapchanym ludźmi dowiedzieliśmy się, że w każdej chwili mogą podstawić pociąg do Torunia. Nikt jednak nie znał dokładnej godziny odjazdu. Staliśmy więc na peronie w zimnie w tłumie oczekujących ludzi. Było ciemno, nigdzie żadnego światła. Ponieważ trochę się zagapiłem, nie poczułem od razu, że prawa noga oparta o postawioną na ziemi walizkę straciła oparcie. Gdy pochyliłem się ku walizce, stwierdziłem, że znikła. Po prostu ją skradziono. Byłem zdumiony, że w takiej gęstej ciemności złodzieje mogli rozróżnić bagaże i kraść niepostrzeżenie. Gdy powiedziałem ojcu o tej kradzieży, ktoś ze stojących obok powiedział "u mnie też byli ci kupcy". W walizce było całkiem dobre ubranie i różne drobiazgi toaletowe. Ponieważ pociąg nie nadjeżdżał poszliśmy się ogrzać do holu dworcowego, też pełnego ludzi i zupełnie ciemnego. Tam usiedliśmy na podłodze. Po jakimś czasie mimo, że się zdrzemnąłem wyczułem, że ktoś wyciąga teczkę trzymaną przeze mnie na kolanach. Chwyciłem ją mocniej 57

13 mówiąc,,kto tam!", złodziej jednak zaraz się usunął. Ta teczka z żywnością, był to obecnie jedyny nasz bagaż. W godzinach rannych następnego dnia jakiś kolejarz ogłosił, że został podstawiony pociąg do Torunia. Składał się on z wagonów towarowych, ale krytych (bydlęcych). Gdy wsiedliśmy do jednego z nich zastaliśmy tam ławki pod ścianami. Mogliśmy więc nareszcie usiąść w wygodnej pozycji i odpocząć. Pasażerów było też nie dużo. Nie wiem już ile godzin upłynęło, zanim dojechaliśmy do Torunia. W Toruniu dowiedzieliśmy się, że nasz pociąg pojedzie jeszcze dalej i to przez Inowrocław. Dzięki tej niekonsekwencji planowania stacji docelowej dotarliśmy bez kłopotów do Inowrocławia. Dworzec w Inowrocławiu był spalony. Gruzy pokrywała gruba warstwa śniegu. Ojciec powiedział z odcieniem zdziwienia, czy zawodu: "Nic tu nie robią". Od wyzwolenia Inowrocławia upłynął chyba miesiąc i wyobrażał sobie (chyba naiwnie), jako Poznaniak wychowany w gospodarnym zaborze pruskim, że miejscowe władze przystąpią natychmiast do porządkowania miasta i usuwania następstw działań wojennych. Tramwaje jednak kursowały. Jadąc do rynku przekonaliśmy się, że miasto prawie nie było zniszczone. Na rynku były spalone tylko dwa domy. Był to rezultat panicznej ucieczki wojsk niemieckich przed bolszewikami i opuszczenia miasta prawie bez walki. Znając adres ciotki Stefy na peryferiach ulicy, udaliśmy się tam. Mieszkała na parterze przyzwoitej kamienicy. Nie została potraktowana przez Niemców tak jak my. Na nasz widok rozpłakała się. Oczywiście powitaniom i uściskom nie było końca. Po umyciu się i obfitym posiłku poszliśmy na ulicę Miechowicką, gdzie mieściło się nasze gospodarstwo. Wiedzieliśmy już od ciotki, że zachowało się ono w dobrym stanie, prowadzone należycie przez treuhandera. Oczywiście było to w jego interesie. Ponieważ został powołany do wojska, w jego zastępstwie gospodarował P. Feliks, lizus, kolaborant, zatrudniony u nas przed wojną. Uciekł on już dwa tygodnie temu, spodziewając się powrotu właścicieli. Podobno wziął jakiś ogród w dzierżawę pod Marcinkowem. Został jednak Janek Kukuła, fornal. Gosposia, która podczas wojny pracowała w niemieckiej kuchni wojskowej ewakuowała się do Essen, gdzie mieszkał jej brat. Weszliśmy do naszego domu. Klucze od niego i wszystkich budynków miał obecnie Kukuła (był to ten sam chłopak stajenny co przed wojną, ale już dorosły). W mieszkaniu zastaliśmy wszystkie meble z wyjątkiem znajdujących się przed wojną w pokoju bawialnym. Te ostatnie gdzieś wywieziono (jako przejęte po naszym wysiedleniu przez skarb państwa niemieckiego, jak zresztą i inne ruchomości wraz z gospodarstwem), były to na szczęście najgorsze meble. Natomiast jadalnię, gabinet i salon (a więc meble cenne) Laugner odkupił dla siebie od władz niemieckich za bezcen. Pozostały też meble kuchenne i sypialnie. W szafie, w sypialni rodziców znaleźliśmy dużo bielizny, ale znikło futro matki z piżmowców. Z żalem stwierdziłem (chociaż byłem już dorosły), że zabrano wszystkie moje zabawki, których miałem tak dużo i z których wiele było kosztownych, a także z biblioteki (z wyjątkiem jednej), książki z bajkami i 58

14 obrazkami (jak np. Koziołek Matołek) i kolorowe czasopisma dla dzieci. Prawdopodobnie "ofiarowaf' je swoim dzieciom. Inne książki w liczbie blisko dwustu pozostały. Wisiały też na ścianach wszystkie obrazy (w tym cenny góral). Natomiast takie piękne dzieło sztuki jak jeden z dwóch gobelinów z jadalni posłużyło Niemcowi (a może namawiał go do tego P.), do wyścielenia siedzeń bryczki. Co do dużej, dwukonnej bryczki, którą miał Niemiec - to zabrał ją P. Oświadczywszy Kukule, że musi ją mieć do wożenia swoich dzieci do szkoły. Nie pamiętam już, czy zabrał jednego, czy dwa konie z trzech, które znajdowały się w stajni. W każdym razie jednego, czy dwa konie zarekwirowali żołnierze sowieccy. Były też dwie krowy, ale "zasuszone" na skutek niedostatecznego odżywiania, dając dziennie po jednym litrze mleka każda. W chlewie przy stajni była olbrzymia świnia, ważąca chyba dwieście kilo. Cud doprawdy, że Rosjanie jej nie zabrali. W szopie znajdował się nowy, duży wózplatforma, na ogumionych kołach i wszystkie konieczne maszyny rolnicze. Cieplarnia była "w pełnym biegu". Były w niej wyhodowane, gotowe już do sprzedaży kwiaty doniczkowe... laki. Na podwórzu leżało chyba dziesięć ton koksu. Były również uprawione inspekty, zakopcowana była marchew w ilości według relacji Kukuły dziesięciu ton. Tak więc Niemiec i pod jego kierunkiem P. (chociaż ten ostatni okazał się nieuczciwy) pozostawili nam całkiem zasobny zakład ogrodniczy. W ogóle Laugner, jak się później dowiedzieliśmy, miał dobrą opinię wśród pozostałych w okolicy Polaków. Nie wykorzystał też podsuniętej mu przez P. informacji o jednym z sąsiadów Polaków, który był uczestnikiem powstania wielkopolskiego w roku Powstańców gestapo rozstrzeliwało. Podobnie Laugner radził się Polaków, co ma robić na wypadek przegranej przez Niemców wojny. Ci zaś sugerowali mu ucieczkę zawczasu "gdzie pieprz rośnie" przed zemstą Polaków, bo "kto mieczem wojuje, od miecza ginie". Laugner jednak powołany do Wehrmachtu przepadł bez wieści. Co do P., to jakoś ojciec nie wystąpił do niego z pretensjami, tak, że ten żył sobie spokojnie na swojej dzierżawie. [BRAK CZĘŚCI TEKSTU]...z administracji, lub wojskowy. Wszystkie meble były w komplecie, a na stole w kuchni leżała książka kucharska, prawdopodobnie młodej żony Niemca. Chyba spodziewali się oni szybkiego powrotu do mieszkania po pobiciu Rosjan, jak to zapewniała propaganda niemiecka. Matka wkrótce dostała pracę jako kierowniczka stołówki ministerialnej dla członków PKWN, który przeniósł się z Chełma do Lublina. Nie było już Bieruta, który udał się do Warszawy, zostawiając w Lublinie swoją żonę. Była to pani kulturalna, która miała bardzo życzliwy stosunek do matki. Tak więc mama i siostry miały zapewnione dobre utrzymanie przy stołówce. Jeszcze w lecie, wkrótce po wyzwoleniu Lublina powstał Uniwersytet M. Skłodowskiej - Curie. Ala zapisała się na wydział rolny i dostała niezłe stypendium. O Zosi mama w liście nie wspominała. Napisałem w imieniu ojca do mamy list, w którym prosiłem o przyjazd do nas. Była 59

15 potrzebna gospodyni w gospodarstwie (stołowaliśmy się u ciotki Stefy). Mama przyjechała w połowie marca obarczona wielkim plecakiem. Myślę, że była to poważna ofiara z jej strony, porzucenie dobrej posady i mieszkania, które zapewniały jej przez dziewięć miesięcy dobrobyt. Ala i Zosia pozostały w Lublinie. Gdy uporaliśmy się z najpilniejszymi robotami w gospodarstwie zabraliśmy się z Kukułą do wykopania skrzyni z cennymi naczyniami. Poczciwy Janek nie wydał nikomu tej tajemnicy, a przecież sam tę skrzynię zakopywał w grudniu 1939r. Deski oczywiście były kompletnie spróchniałe, ale samowar elektryczny i serwisy z sewrskiej porcelany zachowały się w doskonałym stanie. Ojciec też zabrał kosztowności ukryte w grobie babci. Były to dwa złote zegarki, trzy pierścionki (z których jeden był z dużym brylantem), obrączki ślubne rodziców i złote kolczyki mamy - z perłami. Mechanizmy zegarków były zardzewiałe, ale złota obudowa ocalała. Upomnieliśmy się o złożoną na przechowanie cenną, elegancką garderobę mamy i sióstr u jednego z sąsiadów. Niestety już jej nie otrzymaliśmy pod jakimiś kłamliwymi pretekstami. Dowiedzieliśmy się jednak, że żona i córki sąsiada chodziły w niej podczas wojny, licząc zapewne na to, że nie wrócimy. Zastaliśmy też piwnicę opróżnioną przez Laugnera i jego kompanów z dużego zapasu wina własnego wyrobu i różnych gatunków win i wódek zagranicznych. Tych ostatnich dostarczył ojcu przed wojną jeden z klientów, Niemców mający w Bydgoszczy sklep kolonialny, w ramach spłaty należności za prowadzone przez ojca procesy. W kwietniu, po Wielkanocy ojciec pojechał do Poznania. Dowiedział się tam, że nasza rodzina, to jest dzieci jego siostry Jadwigi i dzieci kuzyna matki szczęśliwie przetrwali wojnę. Wprawdzie Niemcy wyrzucili ich z dobrych mieszkań, ale dali im zastępcze na przedmieściach i pozwolili zabrać wszystko, co do nich należało. Jedna z kuzynek, Kazia Wierzchowska, musiała dochodzić pieszo co dzień do pracy kijka kilometrów z odległej dzielnicy. Sama jednak stwierdziła, że jej się to bardzo przydało, ponieważ będąc bardzo otyłą, na skutek tych codziennych wędrówek bardzo schudła i dobrze się przez to czuła. Obecnie po ucieczce Niemców była już na dawnym mieszkaniu, skąd miała do pracy w biurze blisko i zaczęła znowu tyć. Mieszkała z siostrą Helą, która na razie miała ciężką pracę jako ekspedientka w sklepie piekarskim. Kuzyn matki, zawodowy oficer w randze pułkownika miał podobno we wrześniu 1939 roku przy wzięciu do niewoli niemieckiej, być zastrzelony. Jego żona, lekarz okulista, praktykowała prywatnie. Reszta naszej rodziny złapała różne tymczasowe posady. Poznań był poważnie zniszczony podczas działań wojennych (45) na szczęście ocalały prawie nietknięte wszystkie dzielnice naokoło śródmieścia. Niemal całkowicie były wypalone: Stary Rynek i ulice do niego przylegające. W całej pełni trwały roboty przy odgruzowywaniu i porządkowaniu miasta. Kursowały wszystkie tramwaje. Były czynne wszystkie urzędy (częściowo w barakach), szpitale i szkoły, wszędzie powstawały prywatne sklepy i warsztaty rzemieślnicze. Rozpoczynał też działalność Uniwersytet Poznański. Biura i rektorat mieściły się tymczasowo w budynku przy ulicy Słowackiego. 60

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Jako mała dziewczynka miałam wiele marzeń. Chciałam pomagać innym ludziom. Szczególnie starzy, samotni

Bardziej szczegółowo

Skrajne ubóstwo. 2717 rodzin włączonych do projektu. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą. żyje w skrajnym ubóstwie. bądź niepełnosprawnością.

Skrajne ubóstwo. 2717 rodzin włączonych do projektu. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą. żyje w skrajnym ubóstwie. bądź niepełnosprawnością. Skrajne ubóstwo 2717 rodzin włączonych do projektu żyje w skrajnym ubóstwie. 33% z nich to rodziny dotknięte chorobą bądź niepełnosprawnością. tyle, co na papierosy 66% rodzin włączonych do Paczki w 2013

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan

Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan Trzebinia - Moja mała ojczyzna Szczepan Matan Na świecie żyło wielu ludzi, których losy uznano za bardzo ciekawe i zamieszczono w pięknie wydanych książkach. Zdarzało się też to w gminie Trzebina, gdzie

Bardziej szczegółowo

POLSKIE PAŃSTWO PODZIEMNE

POLSKIE PAŃSTWO PODZIEMNE POLSKIE PAŃSTWO PODZIEMNE "PRZED 75 LATY, 27 WRZEŚNIA 1939 R., ROZPOCZĘTO TWORZENIE STRUKTUR POLSKIEGO PAŃSTWA PODZIEMNEGO. BYŁO ONO FENOMENEM NA SKALĘ ŚWIATOWĄ. TAJNE STRUKTURY PAŃSTWA POLSKIEGO, PODLEGŁE

Bardziej szczegółowo

Janusz Korczak, właściwie Henryk Goldszmit, ps. Stary Doktor lub pan doktor (ur. 22 lipca 1878 w Warszawie, zm. około 6 sierpnia 1942 w komorze

Janusz Korczak, właściwie Henryk Goldszmit, ps. Stary Doktor lub pan doktor (ur. 22 lipca 1878 w Warszawie, zm. około 6 sierpnia 1942 w komorze Janusz Korczak, właściwie Henryk Goldszmit, ps. Stary Doktor lub pan doktor (ur. 22 lipca 1878 w Warszawie, zm. około 6 sierpnia 1942 w komorze gazowej obozu zagłady w Treblince) polski pedagog, publicysta,

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1)

FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) FILM - W INFORMACJI TURYSTYCZNEJ (A2 / B1) Turysta: Dzień dobry! Kobieta: Dzień dobry panu. Słucham? Turysta: Jestem pierwszy raz w Krakowie i nie mam noclegu. Czy mogłaby mi Pani polecić jakiś hotel?

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

5. To, jak Ci idzie w szkole jest dla Twoich rodziców (opiekunów): A niezbyt ważne B ważne C bardzo ważne 1 ANKIETA DLA UCZNIÓW GIMNAZJUM

5. To, jak Ci idzie w szkole jest dla Twoich rodziców (opiekunów): A niezbyt ważne B ważne C bardzo ważne 1 ANKIETA DLA UCZNIÓW GIMNAZJUM ANKIETA DLA UCZNIÓW GIMNAZJUM 5. To, jak Ci idzie w szkole jest dla Twoich rodziców (opiekunów): A niezbyt ważne B ważne C bardzo ważne 1 kod ucznia Drodzy Pierwszoklasiści! Niedawno rozpoczęliście naukę

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

Sprawozdanie z wyjazdu HORSENS DANIA

Sprawozdanie z wyjazdu HORSENS DANIA Sprawozdanie z wyjazdu HORSENS DANIA W Horsens spędziłem jeden semestr, wyjechałem tam z moimi kolegami z uczelni można powiedzieć że przez to było nam łatwiej z wieloma sprawami. Pierwsza rzeczą jaką

Bardziej szczegółowo

DZIESIĘĆ jakże nowoczesnych PRZYKAZAŃ

DZIESIĘĆ jakże nowoczesnych PRZYKAZAŃ Patryk Rutkowski DZIESIĘĆ jakże nowoczesnych PRZYKAZAŃ Problem z Dekalogiem Znacznej części katolików, zwłaszcza tej która odwiedza Kościół jedynie przy okazji większych uroczystości, wydaje się, że chrześcijaństwo

Bardziej szczegółowo

SZKOŁY PONADGIMNAZJALNE

SZKOŁY PONADGIMNAZJALNE SZKOŁY PONADGIMNAZJALNE Typy szkół ponadgimnazjalnych Do wyboru są trzy typy szkół ponadgimnazjalnych: 1. liceum ogólnokształcące (LO) 2. technikum (T) 3. zasadnicza szkoła zawodowa (ZSZ) Każdy typ szkoły

Bardziej szczegółowo

ROZPORZĄDZENIE O DEFINICJI POJĘCIA "ŻYD" (Misja/Misja) KARA ŚMIERCI ZA OPUSZCZENIE GETTA (Misja/Karski w getcie)

ROZPORZĄDZENIE O DEFINICJI POJĘCIA ŻYD (Misja/Misja) KARA ŚMIERCI ZA OPUSZCZENIE GETTA (Misja/Karski w getcie) Temat: POSTAWY POLAKÓW WOBEC ŻYDÓW PODCZAS II WOJNY ŚWIATOWEJ. Cele lekcji: - uczeń zna prawodawstwo władz okupacyjnych Generalnego Gubernatorstwa regulujące sytuację Żydów; - uczeń zna sposoby przeciwdziałania

Bardziej szczegółowo

Alwernia. Moja Mała Ojczyzna. Opracowała: Karolina Hojowska

Alwernia. Moja Mała Ojczyzna. Opracowała: Karolina Hojowska Alwernia Moja Mała Ojczyzna Opracowała: Karolina Hojowska Nazywam się Karolina Hojowska, mam trzynaście lat i mieszkam w Alwerni. Tutaj też chodzę do Szkoły Podstawowej, jestem uczennicą klasy szóstej.

Bardziej szczegółowo

Geneza. Plan wydarzeń

Geneza. Plan wydarzeń Geneza Geneza Pomysł napisania opowiadania o Lampo powstał, kiedy Roman Pisarski poznał historię psa, która została opisana we włoskiej gazecie. Plan wydarzeń 1. Pies przyjeżdża do Marittimy. 2. Zawiadowca

Bardziej szczegółowo

lekarz, pedagog, pisarz, publicysta, działacz społeczny pochodzenia żydowskiego.

lekarz, pedagog, pisarz, publicysta, działacz społeczny pochodzenia żydowskiego. JANUSZ KORCZAK Janusz Korczak, właściwie Henryk Goldszmit, znany też jako: Stary Doktor lub Pan doktor padoktor (ur. 22 lipca 1878 lub 1879 w Warszawie, zm. 5 sierpnia lub 6 sierpnia 1942 w Treblince)

Bardziej szczegółowo

w czasie powstania pseudonim rocznik Lasek 1922 stopień powstańczy biogram data wywiadu starszy strzelec - 2008-06-11

w czasie powstania pseudonim rocznik Lasek 1922 stopień powstańczy biogram data wywiadu starszy strzelec - 2008-06-11 Bogdan Rokicki formacja Batalion Kiliński, 3. kompania dzielnica Śródmieście Północne w czasie powstania pseudonim rocznik Lasek 1922 stopień powstańczy biogram data wywiadu starszy strzelec - 2008-06-11

Bardziej szczegółowo

To My! W numerze: Wydanie majowe! Redakcja gazetki: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka

To My! W numerze: Wydanie majowe! Redakcja gazetki: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka To My! Wydanie majowe! W numerze: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka Redakcja gazetki: redaktor naczelny - Julia Duchnowska opiekunowie - pan

Bardziej szczegółowo

Przed Wami znajduje się test złożony z 35 pytań. Do zdobycia jest 61 punktów. Na rozwiązanie macie 60 minut. POWODZENIA!!!

Przed Wami znajduje się test złożony z 35 pytań. Do zdobycia jest 61 punktów. Na rozwiązanie macie 60 minut. POWODZENIA!!! Przed Wami znajduje się test złożony z 35 pytań. Do zdobycia jest 61 punktów Na rozwiązanie macie 60 minut. POWODZENIA!!! 1 1. Podaj imię i nazwisko burmistrza Gostynia i starosty Powiatu Gostyńskiego.

Bardziej szczegółowo

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA

TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA TEST SPRAWDZAJĄCY UMIEJĘTNOŚĆ CZYTANIA ZE ZROZUMIENIEM DLA KLASY IV NA PODSTAWIE TEKSTU PT. DZIEŃ DZIECKA Drogi uczniu! Instrukcja dla użytkownika testu Najpierw przeczytaj uważnie tekst. Następnie rozwiązuj

Bardziej szczegółowo

Adopcja na odległość w naszej szkole.

Adopcja na odległość w naszej szkole. Adopcja na odległość w naszej szkole. O międzynarodowym programie "Adopcja na odległość" po raz pierwszy usłyszałam w 2006 roku. Jego głównym celem jest pomoc biednym dzieciom i młodzieży z Afryki, Ameryki

Bardziej szczegółowo

e-rally e-rally Edycja łódzka SOKOLI WZROK Termin trwania 31.03-23.04.2012r.

e-rally e-rally Edycja łódzka SOKOLI WZROK Termin trwania 31.03-23.04.2012r. Edycja łódzka SOKOLI WZROK Termin trwania 31.03-23.04.2012r. Z przyjemnością witamy na 2. Łódzkiej edycji E-Rally. Biorąc pod uwagę fakt, że niedługo zacznie się sezon dla naszych kochanych samochodów

Bardziej szczegółowo

Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE

Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE Pałac na Wyspie Pałac Myślewicki Biały Domek Stara Pomarańczarnia Podchorążówka Stara Kordegarda Amfiteatr Stajnie i wozownie Wejścia do Łazienek Królewskich 2 3 O CO TU CHODZI? Kto

Bardziej szczegółowo

JANUSZ KORCZAK- CZŁOWIEK, KTÓRY KOCHAŁ DZIECI

JANUSZ KORCZAK- CZŁOWIEK, KTÓRY KOCHAŁ DZIECI JANUSZ KORCZAK- CZŁOWIEK, KTÓRY KOCHAŁ DZIECI CELE PROJEKTU: przybliżenie uczniom sylwetki Janusza Korczaka, zapoznanie z jego nowatorskimi poglądami na wychowanie dzieci; uświadomienie dzieciom posiadania

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. ŻONA DLA IZAAKA 8. ŻONA DLA IZAAKA

STARY TESTAMENT. ŻONA DLA IZAAKA 8. ŻONA DLA IZAAKA ŻONA DLA IZAAKA 35 Pamiętamy, że Pan Bóg obiecał Abrahamowi i Sarze, że pomimo że są w starym wieku będą mieli syna. O oznaczonym czasie, przepowiedzianym przez Pana Boga narodził się Izaak. Abraham bardzo

Bardziej szczegółowo

1 Uzależnienia jak ochronić siebie i bliskich Krzysztof Pilch

1 Uzależnienia jak ochronić siebie i bliskich Krzysztof Pilch 1 2 Spis treści Wprowadzenie......5 Rozdział I: Rodzaje uzależnień...... 7 Uzależnienia od substancji......8 Uzależnienia od czynności i zachowań.... 12 Cechy wspólne uzależnień.... 26 Rozdział II: Przyczyny

Bardziej szczegółowo

SZLACHETNA PACZKA DORĘCZONA!

SZLACHETNA PACZKA DORĘCZONA! SZLACHETNA PACZKA DORĘCZONA! Po dwutygodniowej zbiórce w naszej szkole doręczyliśmy już po raz drugi Szlachetną Paczkę ( w ilości 11 wypełnionych po brzegi pudeł) do jednej z potrzebujących rodzin w Mysłowicach

Bardziej szczegółowo

II ETAP KONKURSU O JÓZEFIE PIŁSUDSKIM

II ETAP KONKURSU O JÓZEFIE PIŁSUDSKIM II ETAP KONKURSU O JÓZEFIE PIŁSUDSKIM Imię i nazwisko Szkoła.. 1. W którym roku uchwalono konstytucję kwietniową?... 2. Podaj lata, w jakich Piłsudski był Naczelnikiem Państwa?... 3. W jakiej tradycji

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy. 5 6 Tyle nam powiedział Święty Paweł, jaka może być miłość: cierpliwa, wytrwała... Widzimy taką miłość w życiu między ludźmi. Możemy ją opisać, używając słów mniej lub bardziej udanych, ale można się zgubić

Bardziej szczegółowo

Jan Draheim, burmistrz Gębic w latach 1919 1932

Jan Draheim, burmistrz Gębic w latach 1919 1932 Jan Draheim, burmistrz Gębic w latach 1919 1932 Jan Draheim urodził się 21 czerwca 1873 r. w Kamionku jako jedno z siedmiorga dzieci Szczepana i Pelagii (z Krugerów) Draheimów. Dnia 16 kwietnia 1884 r.,

Bardziej szczegółowo

Rozdział 1. Nikt się nie ostał

Rozdział 1. Nikt się nie ostał Spis treści O autorze... 5 Plan wydarzeń...5 Streszczenie...7 Bohaterowie...48 Czas akcji...55 Miejsce akcji...55 Problematyka...56 Wypracowania...58 Zadania sprawdzające...63 Test...63 Krzyżówki...65

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik.

Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik. Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik. Panie Adamie, test przesiewowy i test potwierdzenia wykazały, że jest pan zakażony wirusem HIV. MAM AIDS??! Wiemy teraz, że jest

Bardziej szczegółowo

Krystyna Siedlecka. z domu. Cichocka

Krystyna Siedlecka. z domu. Cichocka Krystyna Siedlecka z domu Cichocka Krystyna Cichocka Jedyna córka Marianny i Bolesława Cichockich, urodziła się 25 X 1933 r. w Warszawie. 5-letnia Krysia 3 4-letnia Krysia 4 Dzieciństwo Do września 1944

Bardziej szczegółowo

"PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA"

PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA "PRZYGODA Z POTĘGĄ KOSMICZNA POTĘGA" Maciej Rak kl.4a 1 PEWNEGO DNIA W SZKOLE NA LEKCJI MATEMATYKI: PANI: Dzieci, proszę o ciszę!!! STAŚ: Słuchajcie pani, bo jak nie, to zgłoszę wychowawczyni żeby wpisała

Bardziej szczegółowo

Zabytkowy Aron ha-kodesz w synagodze w Szczekocinach, b.d. [ze zbiorów AP w Kielcach].

Zabytkowy Aron ha-kodesz w synagodze w Szczekocinach, b.d. [ze zbiorów AP w Kielcach]. Zabytkowy Aron ha-kodesz w synagodze w Szczekocinach, b.d. [ze zbiorów AP w Kielcach]. Chłopcy pochodzenia żydowskiego w Szydłowcu, b.d. [ze zbiorów IPN]. Mężczyzna ubrany w żydowski strój modlitewny,

Bardziej szczegółowo

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD

Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD Praca z rodzicami dziecka i nastolatka z ADHD K A T A R Z Y N A O R K I S Z S T O W A R Z Y S Z E N I E N A R Z E C Z D Z I E C I Z N A D P O B U D L I W O Ś C I Ą P S Y C H O R U C H O W Ą Moment narodzenia

Bardziej szczegółowo

1 Ojcostwo na co dzień. Czyli czego dziecko potrzebuje od ojca Krzysztof Pilch

1 Ojcostwo na co dzień. Czyli czego dziecko potrzebuje od ojca Krzysztof Pilch 1 2 Spis treści Wstęp......6 Rozdział I: Co wpływa na to, jakim jesteś ojcem?...... 8 Twoje korzenie......8 Stereotypy.... 10 1. Dziecku do prawidłowego rozwoju wystarczy matka.... 11 2. Wychowanie to

Bardziej szczegółowo

Pytania do testu wiedzy II etapu (z jedną odpowiedzią)

Pytania do testu wiedzy II etapu (z jedną odpowiedzią) Pytania do testu wiedzy II etapu (z jedną odpowiedzią) Pytanie 1 Janusz Korczak urodził się Pytanie 2 22 lipca 1878 lub 1879 roku w Warszawie 21 lipca 1878 lub 1879 roku w Warszawie 22 lipca 1876 lub 1877

Bardziej szczegółowo

Raport cząstkowy - Migracje z województwa lubelskiego

Raport cząstkowy - Migracje z województwa lubelskiego Raport cząstkowy - Migracje z województwa lubelskiego Zebranie informacji na temat migrantów z danego obszaru stanowi poważny problem, gdyż ich nieobecność zazwyczaj wiąże się z niemożliwością przeprowadzenia

Bardziej szczegółowo

Uzupełnij: Vorname:..

Uzupełnij: Vorname:.. Uzupełnij: Vorname:.. Name: Geburtsdatum:.. Land:. Adresse:. Telefonnummer: E-Mail:.. Schule:... Klasse:... Geschwister:.. Lieblingsfach: Lieblingslehrer:. Freunde: Haustiere:.. Hobbys:. Freizeit:. Tam,

Bardziej szczegółowo

Ilustracja 41. Dowód osobisty. Ilustracja 42

Ilustracja 41. Dowód osobisty. Ilustracja 42 Rozdział 3 Mierniczy Przysięgły W półtora miesiąca po zwolnieniu z Wojska, Leopold Kleofas Paszkowski zatrudnił się w Okręgowym Urzędzie Ziemskim w Łucku, jako starszy geometra. Angaż Leopolda Kleofasa

Bardziej szczegółowo

TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta)

TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta) TRYB ROZKAZUJĄCY A2 / B1 (wersja dla studenta) Materiał prezentuje sposób tworzenia form trybu rozkazującego dla każdej koniugacji (I. m, -sz, II. ę, -isz / -ysz, III. ę, -esz) oraz część do ćwiczeń praktycznych.

Bardziej szczegółowo

to jest właśnie to, co nazywamy procesem życia, doświadczenie, mądrość, wyciąganie konsekwencji, wyciąganie wniosków.

to jest właśnie to, co nazywamy procesem życia, doświadczenie, mądrość, wyciąganie konsekwencji, wyciąganie wniosków. Cześć, Jak to jest, że rzeczywistość mamy tylko jedną i czy aby na pewno tak jest? I na ile to może przydać się Tobie, na ile to może zmienić Twoją perspektywę i pomóc Tobie w osiąganiu tego do czego dążysz?

Bardziej szczegółowo

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony.

Filip idzie do dentysty. 1 Proszę aapisać pytania do tekstu Samir jest przeziębiony. 114 Lekcja 12 Tak ubrany wychodzi na ulicę. Rezultat jest taki, że Samir jest przeziębiony. Ma katar, kaszel i temperaturę. Musi teraz szybko iść do lekarza. Lekarz bada Samira, daje receptę i to, co Samir

Bardziej szczegółowo

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci!

Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! W samo południe 14 Uwaga, niebezpieczeństwo w sieci! przed czytaniem 1. W internecie można znaleźć wiele rzeczy. W internecie, czyli właściwie gdzie? Opracujcie hasło INTERNET na podstawie własnych skojarzeń

Bardziej szczegółowo

XVI Międzyszkolna Liga Przedmiotowa PŁOCK 2010. Zadania konkursowe z zakresu edukacji polonistycznej dla klasy II

XVI Międzyszkolna Liga Przedmiotowa PŁOCK 2010. Zadania konkursowe z zakresu edukacji polonistycznej dla klasy II XVI Międzyszkolna Liga Przedmiotowa PŁOCK 2010 Zadania konkursowe z zakresu edukacji polonistycznej dla klasy II 1 KOD UCZNIA Witamy Cię na XVI Międzyszkolnej Lidze Przedmiotowej. Przed Tobą zadania konkursowe

Bardziej szczegółowo

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!!

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W dniu 30-04-2010 roku przeprowadziłem wywiad z moim opą -tak nazywam swojego holenderskiego dziadka, na bardzo polski temat-solidarność. Ten dzień jest może najlepszy

Bardziej szczegółowo

PROJEKT EDUKACYJNY "Krokus" w GM16

PROJEKT EDUKACYJNY Krokus w GM16 Projekt gimnazjalny Krokus ocalić od zapomnienia jest elementem międzynarodowego przedsięwzięcia Irlandzkiego Towarzystwa Edukacji o Holokauście i Muzeum śydowskiego Galicja w Krakowie, które przekazują

Bardziej szczegółowo

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010

RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 RYSZARD SADAJ KRAKÓW 2010 MARKOWI MIDURZE NIGDY BY DO GŁOWY NIE PRZYSZŁO, ŻE UŻYJE SUPER GLUE PRZECIWKO CZŁOWIEKOWI aatakowałem w tramwaju. Była wtedy jedenasta w nocy. Miałem w kieszeni tubkę super glue,

Bardziej szczegółowo

Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014

Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014 Imię i nazwisko Klasa III Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014 Zestaw humanistyczny Kurs fotografii Instrukcja dla ucznia 1. Wpisz swoje imię i nazwisko oraz klasę. 2. Bardzo uważnie czytaj tekst

Bardziej szczegółowo

Kim jest autor niezwykłej kolekcji zdjęć. Zawodowcem?

Kim jest autor niezwykłej kolekcji zdjęć. Zawodowcem? Kim jest autor niezwykłej kolekcji zdjęć. Zawodowcem? Paweł P. Reszka 13.06.2012, aktualizacja: 13.06.2012 19:07 Jedno ze zdjęć znalezionych przy Rynek 4 Kolekcję zdjęć znaleziono na strychu kamienicy

Bardziej szczegółowo

Wrocławskie rodziny w świetle badań socjologicznych. Wybrane zagadnienia. dr Mateusz Błaszczyk Uniwersytet Wrocławski

Wrocławskie rodziny w świetle badań socjologicznych. Wybrane zagadnienia. dr Mateusz Błaszczyk Uniwersytet Wrocławski Wrocławskie rodziny w świetle badań socjologicznych. Wybrane zagadnienia dr Mateusz Błaszczyk Uniwersytet Wrocławski Nota metodologiczna DIAGNOZA PROBLEMÓW SPOŁECZNYCH WROCŁAWIA: badania gospodarstw domowych

Bardziej szczegółowo

projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami

projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami DARMOWY FRAGMENT projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami Od Autorki Cześć drogi Czytelniku! Witaj w darmowym fragmencie podręcznika Jak zacząć projekt biznesowy?! Jego pełna wersja, zbiera w jednym

Bardziej szczegółowo

Geneza. Plan wydarzeń

Geneza. Plan wydarzeń Geneza Geneza Pomysł napisania opowiadania o Lampo powstał, kiedy Roman Pisarski poznał historię psa, która została opisana we włoskiej gazecie. Plan wydarzeń 1. Pies przyjeżdża do Marittimy. 2. Zawiadowca

Bardziej szczegółowo

Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają.

Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają. Modlitwa ciągła nieustająca dopomaga do działania we wszystkim w imieniu Pana Jezusa, a wtenczas wszystkie zwroty na siebie ustają. /Matka Celina Zapiski -17.VI.1883r./...dziecko drogie, chcę ci objaśnić...ogólną

Bardziej szczegółowo

Pielgrzymka,18.01. 2013. Kochana Mamo!

Pielgrzymka,18.01. 2013. Kochana Mamo! Pielgrzymka,18.01. 2013 Kochana Mamo! Na początku mego listu chciałbym Ci podziękować za wiedzę, którą mi przekazałaś. Wiedza ta jest niesamowita i wielka. Cudownie ją opanowałem i staram się ją dobrze

Bardziej szczegółowo

NIE BLEDNIJ, KORALICZKU!

NIE BLEDNIJ, KORALICZKU! NIE BLEDNIJ, KORALICZKU! W ogrodzie pojawiła się mamusia Piotra i zabrała syna do domu. Chłopak szepnął Karolci, by nikomu nie mówiła o ich przygodzie. Dziewczynka też wracała do domu. Spotkała tatusia,

Bardziej szczegółowo

Szkoła tolerancji Janusza Korczaka

Szkoła tolerancji Janusza Korczaka Szkoła tolerancji Janusza Korczaka Warszawa, 2012 data Szkoła tolerancji Zajęcia na kanwie utworów literackich Janusza Korczaka. W warsztatach kładziemy nacisk na rozwój umiejętności współpracy i dialogu,

Bardziej szczegółowo

Szkoła przy ul. Kościuszki 13.

Szkoła przy ul. Kościuszki 13. Do roku szkolnego 1965-1966 istniały w Dukli dwie szkoły podstawowe. Pierwsza związana była organizacyjnie z liceum ogólnokształcącym, druga istniała samodzielnie przy ul. Kościuszki 13. Szkoła przy ul.

Bardziej szczegółowo

Motto. Wszystko ma swoje przyczyny i sens. Wojciech Zinka

Motto. Wszystko ma swoje przyczyny i sens. Wojciech Zinka Dzień dobry! O mnie Nazywam się Wojciech Zinka i jestem wariatem Na schizofrenię zachorowałem w roku 2004, w wieku 22 lat Opowiem jak szaleństwo zmieniło moje życie Motto Wszystko ma swoje przyczyny i

Bardziej szczegółowo

Krystyna Wajda Horodko. Opowieści spod złocistej. Kraina Wodospadów. Moim dorosłym już dzieciom: Natalii, Filipkowi i Jakubowi

Krystyna Wajda Horodko. Opowieści spod złocistej. Kraina Wodospadów. Moim dorosłym już dzieciom: Natalii, Filipkowi i Jakubowi 2 Krystyna Wajda Horodko Opowieści spod złocistej tęczy Kraina Wodospadów Moim dorosłym już dzieciom: Natalii, Filipkowi i Jakubowi 4 K o s z a l i n 2013 by Krystyna Wajda, Koszalin 2013 ISBN 978-83-64234-09-5

Bardziej szczegółowo

PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK!

PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK! PRZEGOŃ JESIENNY SMUTEK! Jesień to niełatwy czas dla naszego samopoczucia mała ilość słońca i krótki dzień nie wpływają na nas pozytywnie. Co zatem zrobić, aby nie tracić energii i nie popadać w stany

Bardziej szczegółowo

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Noe i Potop

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Noe i Potop Biblia dla Dzieci przedstawia Noe i Potop Autor: Edward Hughes Ilustracje: Byron Unger; Lazarus Redakcja: M. Maillot; Tammy S. Tłumaczenie: Katarzyna Gablewska Druk i oprawa: Bible for Children www.m1914.org

Bardziej szczegółowo

CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ

CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ SEKRETARIAT OŚRODEK INFORMACJI 629-35 - 69, 628-37 - 04 693-46 - 92, 625-76 - 23 UL. ŻURAWIA 4A, SKR. PT.24 00-503 W A R S Z A W A TELEFAX 629-40 - 89 INTERNET http://www.cbos.pl

Bardziej szczegółowo

str. 1 Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Parczewie 21-200 Parczew ul. Szpitalna 2A Znak sprawy: PCPR.K.EB.III/383/04/14 Parczew, dnia 08.08.2014r.

str. 1 Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Parczewie 21-200 Parczew ul. Szpitalna 2A Znak sprawy: PCPR.K.EB.III/383/04/14 Parczew, dnia 08.08.2014r. Projekt systemowy w ramach Priorytetu VII "Promocja integracji społecznej" Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Parczewie 21-200 Parczew ul. Szpitalna 2A Znak sprawy: PCPR.K.EB.III/383/04/14 Parczew, dnia

Bardziej szczegółowo

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem!

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem! Proszę bardzo!...książka z przesłaniem! Przesłanie, które daje odpowiedź na pytanie co ja tu właściwie robię? Przesłanie, które odpowie na wszystkie twoje pytania i wątpliwości. Z tej książki dowiesz się,

Bardziej szczegółowo

JAK MOTYWOWAĆ DZIECKO DO NAUKI

JAK MOTYWOWAĆ DZIECKO DO NAUKI JAK MOTYWOWAĆ DZIECKO DO NAUKI Motywacja to: CO TO JEST MOTYWACJA? stan gotowości człowieka do podjęcia określonego działania, w tym przypadku chęć dziecka do uczenia się, dążenie do rozwoju, do zaspokajania

Bardziej szczegółowo

Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka?

Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka? Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka? Większe powiada. To może i większa sprawiedliwość mieszka 369 w tym,

Bardziej szczegółowo

OGRÓD EDEN, WYGNANIE Z RAJU

OGRÓD EDEN, WYGNANIE Z RAJU OGRÓD EDEN, WYGNANIE Z RAJU 5 Pan Bóg zasadził ogród, w którym rosły piękne drzewa i których owoce można było jeść. Umieścił też pośrodku tego ogrodu drzewo życia oraz drzewo poznania dobra i zła. Ogród

Bardziej szczegółowo

MIKOŁAJ HERBST, ANETA SOBOTKA AWANS PRZEZ WYKSZTAŁCENIE? WYBORY I ŚCIEŻKI EDUKACYJNE ASPIRUJĄCYCH DO WYŻSZEGO STATUSU SPOŁECZNEGO

MIKOŁAJ HERBST, ANETA SOBOTKA AWANS PRZEZ WYKSZTAŁCENIE? WYBORY I ŚCIEŻKI EDUKACYJNE ASPIRUJĄCYCH DO WYŻSZEGO STATUSU SPOŁECZNEGO MIKOŁAJ HERBST, ANETA SOBOTKA AWANS PRZEZ WYKSZTAŁCENIE? WYBORY I ŚCIEŻKI EDUKACYJNE ASPIRUJĄCYCH DO WYŻSZEGO STATUSU SPOŁECZNEGO Szkolnictwo wyższe - przemiany lat 90-tych Spektakularny boom edukacyjny

Bardziej szczegółowo

Uniwersytet Rzeszowski

Uniwersytet Rzeszowski Erasmus Extended Erasmus University Charter (2007-2013) 67307-IC-1-2007-1-PL-ERASMUS-EUCX-1 Erasmus code: PL RZESZOW02 Universita Degli Studi Di L'Aquila Agnieszka (studentka WF) 1. Czy było organizowane

Bardziej szczegółowo

Koperta 2 Grupa B. Szukanie śladów w dawnej twierdzy Kostrzyn Widzieć, czytać i opowiadać historię

Koperta 2 Grupa B. Szukanie śladów w dawnej twierdzy Kostrzyn Widzieć, czytać i opowiadać historię Szukanie śladów w dawnej twierdzy Kostrzyn Widzieć, czytać i opowiadać historię Koperta 2 Grupa B Podczas dzisiejszego szukania śladów przeszłości dla waszej grupy ciekawe będą przede wszystkim: Ratusz,

Bardziej szczegółowo

ANKIETA ADOPCYJNA. Prosimy o szczere, wyczerpujące odpowiedzi na zawarte w ankiecie pytania.

ANKIETA ADOPCYJNA. Prosimy o szczere, wyczerpujące odpowiedzi na zawarte w ankiecie pytania. ANKIETA ADOPCYJNA Prosimy o szczere, wyczerpujące odpowiedzi na zawarte w ankiecie pytania. Celem tej ankiety jest: 1. określenie Państwa możliwości, jako przyszłych Opiekunów, 2. określenie warunków,

Bardziej szczegółowo

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom.

W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. W obecnej chwili w schronisku znajdują same psy, ale można oddać pod opiekę również inne zwierzęta, które czekają na nowy dom. Mogą to być koty: Gdyby również zaszła taka potrzeba zaopiekowalibyśmy się

Bardziej szczegółowo

Materiały wypracowane w ramach projektu Szkoła Dialogu - projektu edukacyjnego Fundacji Form

Materiały wypracowane w ramach projektu Szkoła Dialogu - projektu edukacyjnego Fundacji Form Materiały wypracowane w ramach projektu Szkoła Dialogu - projektu edukacyjnego Fundacji Form Nasze zajęcia w ramach Szkoły Dialogu odbyły się 27 i 28 kwietnia oraz 26 i 27 maja. Nauczyły nas one sporo

Bardziej szczegółowo

ją Janek. Nowy kolega powiedział, że poprosi swojego tatę o klej i pomoże jej skleić książkę.

ją Janek. Nowy kolega powiedział, że poprosi swojego tatę o klej i pomoże jej skleić książkę. Streszczenie W pewnej chwili podmuch wiatru sprawił, że wszystkie kartki z książki Petronelki zaczęły fruwać po klasie. Koledzy i koleżanki pomogli Petroneli je pozbierać. Dziewczynka bardzo się wstydziła

Bardziej szczegółowo

Trochę o... przebaczaniu. ...Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy? FORMACJA B3!

Trochę o... przebaczaniu. ...Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy? FORMACJA B3! Trochę o... przebaczaniu...panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie? Czy aż siedem razy? FORMACJA B3! ...Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt

Bardziej szczegółowo

Wspomnienie, w setną rocznicę urodzin, Boczkowski Feliks (1909-1942), mgr praw i ekonomii

Wspomnienie, w setną rocznicę urodzin, Boczkowski Feliks (1909-1942), mgr praw i ekonomii Historia Grabowca, Feliks Boczkowski 1 Wspomnienie, w setną rocznicę urodzin, Boczkowski Feliks (1909-1942), mgr praw i ekonomii Chłopak ze wsi, radca z Warszawy, więzień z Oświęcimia w pamięci naszej

Bardziej szczegółowo

Formowanie Armii Andersa

Formowanie Armii Andersa Michał Bronowicki Formowanie Armii Andersa Gdy 1 września 1939 roku wojska niemieckie i słowackie rozpoczęły inwazję na Polskę, atak ten przyniósł śmierć tysięcy niewinnych ludzi, a dla wielu innych rozpoczął

Bardziej szczegółowo

Oficjalny program wizyty papieża Franciszka w Polsce i podczas Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016. Kraków Jasna Góra Oświęcim: 27 31 lipca 2016

Oficjalny program wizyty papieża Franciszka w Polsce i podczas Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016. Kraków Jasna Góra Oświęcim: 27 31 lipca 2016 Oficjalny program wizyty papieża Franciszka w Polsce i podczas Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016 Kraków Jasna Góra Oświęcim: 27 31 lipca 2016 Środa, 27 lipca 16.00 przylot na Lotnisko Międzynarodowe

Bardziej szczegółowo

CO MA MATEMATYKA DO WYCHOWANIA, CZYLI BAJKA O ZOSI

CO MA MATEMATYKA DO WYCHOWANIA, CZYLI BAJKA O ZOSI CO MA MATEMATYKA DO WYCHOWANIA, CZYLI BAJKA O ZOSI Lubię matematykę i lubię Panią prof. Edytę Gruszczyk Kolczyńską. Ona też lubi matematykę. Byłam na kilku Jej wykładach, przeczytałam kilka Jej książek.

Bardziej szczegółowo

Spis barier technicznych znajdziesz w Internecie. Wejdź na stronę www.mopr.poznan.pl

Spis barier technicznych znajdziesz w Internecie. Wejdź na stronę www.mopr.poznan.pl 1 Bariery techniczne to wszystko, co przeszkadza ci sprawnie funkcjonować w twoim środowisku i wśród ludzi. Bariery techniczne to również to, co przeszkadza, by inni mogli sprawnie się tobą opiekować.

Bardziej szczegółowo

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 11 Opracowała Daniela Abramczuk Zdjęcie na okładce Julia na huśtawce pochodzą z książeczki Julia święta Urszula Ledóchowska za zgodą Wydawnictwa FIDES. o Mała Jadwinia

Bardziej szczegółowo

XXII MINIKONKURS MATEMATYCZNY

XXII MINIKONKURS MATEMATYCZNY KOD UCZNIA XXII MINIKONKURS MATEMATYCZNY DLA UCZNIÓW KLAS 4 etap szkolny 1. Liczba o dwa większa od liczby dwa razy większej od 6724 to: A. 6 728 B. 2 688 C. 13 42 D. 13 40 2. Do stołówki przyszła grupa

Bardziej szczegółowo

rozpoznawanie i nazywanie różnych gatunków zwierząt i czynności wykonywanych w gospodarstwie rolnym

rozpoznawanie i nazywanie różnych gatunków zwierząt i czynności wykonywanych w gospodarstwie rolnym 22710 Happy Farm Gra rozwija: umiejętność liczenia, pojęcie wymiany, relacji pomiędzy wartością a ilością rozpoznawanie i nazywanie różnych gatunków zwierząt i czynności wykonywanych w gospodarstwie rolnym

Bardziej szczegółowo

Koperta 2 Grupa A. Szukanie śladów w dawnej twierdzy Kostrzyn Widzieć, czytać i opowiadać historię

Koperta 2 Grupa A. Szukanie śladów w dawnej twierdzy Kostrzyn Widzieć, czytać i opowiadać historię Szukanie śladów w dawnej twierdzy Kostrzyn Widzieć, czytać i opowiadać historię Koperta 2 Grupa A Podczas dzisiejszego szukania śladów przeszłości w starym mieście Kostrzyn, dla waszej grupy ciekawe będą

Bardziej szczegółowo

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Kobieta Przy Studni

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Kobieta Przy Studni Biblia dla Dzieci przedstawia Kobieta Przy Studni Autor: Edward Hughes Ilustracje: Lazarus Redakcja: Ruth Klassen Tłumaczenie: Joanna Kowalska Druk i oprawa: Bible for Children www.m1914.org 2014 Bible

Bardziej szczegółowo

PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013

PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013 PONIEDZIAŁEK, 11 marca 2013 Poniedziałek był naszym pierwszym dniem w szkole partnerskiej (przylecieliśmy w niedzielę wieczorem). Uczniowie z pozostałych krajów jeszcze nie dojechali, więc był to bardzo

Bardziej szczegółowo

Część I Konwersacja Przeprowadź z egzaminatorem trzy rozmowy na zaproponowane przez niego tematy.

Część I Konwersacja Przeprowadź z egzaminatorem trzy rozmowy na zaproponowane przez niego tematy. 1. tétel 1/1. oldal Zestaw abiturienta ZESTAW 1 Za chwilę przystąpisz do egzaminu ustnego. Zestaw pytań składa się z trzech części (zadań). W części II i III masz 30 sekund na zastanowienie się i przygotowanie

Bardziej szczegółowo

Tekst łatwy do czytania. foto: Anna Olszak. Dofinansowanie zakupu sprzętu lub wykonania usług z zakresu likwidacji barier technicznych

Tekst łatwy do czytania. foto: Anna Olszak. Dofinansowanie zakupu sprzętu lub wykonania usług z zakresu likwidacji barier technicznych Tekst łatwy do czytania foto: Anna Olszak Dofinansowanie zakupu sprzętu lub wykonania usług z zakresu likwidacji barier technicznych Bariery techniczne to wszystko, co przeszkadza ci sprawnie funkcjonować

Bardziej szczegółowo

Popiół i diament w Nollywood. Rozmowa z Jankiem Simonem

Popiół i diament w Nollywood. Rozmowa z Jankiem Simonem Popiół i diament w Nollywood. Rozmowa z Jankiem Simonem Janek Simon, Mission Auropol, kadr z filmu Skąd pomysł na remake Popiołu i Diamentu w Nollywood? Czy jechałeś do Nigerii z tym pomysłem, czy wpadłeś

Bardziej szczegółowo

Sprawozdanie Z wyjazdu za granicę w ramach programu Erasmus

Sprawozdanie Z wyjazdu za granicę w ramach programu Erasmus Sprawozdanie Z wyjazdu za granicę w ramach programu Erasmus Autor: Norbert Witak Kierunek: informatyka Wydział Elektrotechniki i Informatyki Lublin, 30 września 2009r. 1. Informacje ogólne W okresie od

Bardziej szczegółowo

Twoje dziecko i standaryzowane formy sprawdzania umiejętności

Twoje dziecko i standaryzowane formy sprawdzania umiejętności Twoje dziecko i standaryzowane formy sprawdzania umiejętności Broszura informacyjna dla rodziców W okresie nauki w szkole podstawowej dziecko będzie pisało standaryzowane sprawdziany umiejętności czytania

Bardziej szczegółowo

Transkrypcja wywiadu z: p. Przemysławem Namsołkiem

Transkrypcja wywiadu z: p. Przemysławem Namsołkiem Transkrypcja wywiadu z: p. Przemysławem Namsołkiem Wywiad przeprowadziły: Magdalena Weltz Grażyna Niemyjska Fotografia: Justyna Witalis Transkrypcja: Judyta Warzecha 1 -Niech Pan opowie o sobie. Skąd korzenie

Bardziej szczegółowo