Zbigniew Herbert MARTWA NATUTA Z WĘDZIDŁEM

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "Zbigniew Herbert MARTWA NATUTA Z WĘDZIDŁEM"

Transkrypt

1 Zbigniew Herbert MARTWA NATUTA Z WĘDZIDŁEM

2 szkice

3 Delta Świat widzialny byłby bardziej doskonały, gdyby morza i kontynenty miały formę regularną. Malebranche. Meditations chretiennes Imensi Tremor Oceanii Napis na sarkofagu Michiela de Ruytera Amsterdam. Nieuwe Kerk. Zaraz po przekroczeniu granicy belgijsko-holen-derskiej nagle, jakby bez powodu i namysłu, postanowiłem zmienić pierwotny plan i zamiast klasycznej drogi na północ, wybrałem drogę na zachód, a więc w kierunku morza, aby poznać, bodaj powierzchownie, Zelandię prowincję, której nie znałem zupełnie, a wiedziałem tylko tyle, że nie doznam tam większych artystycznych zachwytów. Moje dotychczasowe podróżowanie po Holandii odbywało się zawsze ruchem wahadłowym, wzdłuż wybrzeża czyli, mówiąc obrazowo, od Syna marnotrawnego Boscha w Rotterdamie do Straży nocnej w amster-damskim Muzeum Królewskim, a więc typowa marszruta kogoś, kto pochłania obrazy, książki, monumenty, zostawiając całą resztę tym wszystkim, którzy na podobieństwo biblijnej Marty troszczą się o rzeczy doczesne. Zdawałem sobie jednocześnie sprawę z mego ograniczenia, bowiem wiadomo, że idealny podróżnik to ten. kto potrafi wejść w kontakt z przyrodą, ludźmi, ich historią a także sztuką, i dopiero poznanie tych trzech elementów przenikających się wzajemnie jest początkiem wiedzy o badanym kraju. Tym razem pozwoliłem sobie na luksus odejścia od rzeczy istotnych i ważnych" po to, aby porównać monumenty, książki i obrazy z prawdziwym niebem, prawdziwym morzem, prawdziwą ziemią. Jedziemy więc przez ogromną równinę, ucywilizowanym stepem, drogą gładką jak pas startowy lotniska, pośród nieskończonych łąk, podobnych do płaskiego, zielonego raju jak na gandawskim poliptyku braci van Eyck i chociaż nie dzieje się nic nadzwyczajnego i jestem przygotowany, bo po stokroć o tym wszystkim czytałem, to jednak w moim aparacie sensorycznym zachodzą zmiany trudne do opisania, a przy tym bardzo konkretne. Moje oczy mieszczucha, nienawykłe do rozległych krajobrazów, niepewnie i trwożliwie badają daleki horyzont, jakby uczyły się lotu ponad nieobjętą płaszczyzną, podobną raczej do wielkiego rozlewiska niż do stałego lądu, który w moim odczuciu kojarzył się zawsze z nagromadzeniem wzniesień, gór, piętrzących się miast łamiących linię widnokręgu. Dlatego w czasie swoich dotychczasowych wędrówek po Grecji i Italii znajdowałem się w stanie ciągłego alarmu, nieustającej potrzeby zdobywania perspektywy szerszej,,,ptasiej". która pozwoli ogarnąć całość albo przynajmniej wielką część całości. Wspinałem się tedy na urwisty, usiany marmurami stok Delf, aby zobaczyć miejsce śmiertelnego pojedynku Apolla z bestią, próbowałem zdobyć Olimp w złudnej nadziei, że uda mi się ogarnąć całą dolinę tcsalską od morza do morza (ale właśnie wtedy, na moje nieszczęście, bogowie mieli jakąś ważną naradę w chmurach, więc nie zobaczyłem niczego), szlifowałem także cierpliwie kręte schody włoskich wież ratuszowych i kościołów, ale w nagrodę za moje wysiłki dostawałem zaledwie coś, co można określić mianem torsa krajobrazu", wspaniałe, oczywiście wspaniałe fragmenty, które później bladły, i układałem je w pamięci jak widokówki, te najbardziej kłamliwe obrazki z fałszywym kolorem, fałszywym światłem, nietknięte wzruszeniem. Tu, w Holandii, miałem uczucie, że wystarczy byle jaki pagórek, aby objąć wzrokiem cały kraj wszystkie jego rzeki, łąki, kanały i czerwone miasta niby wielką mapę, którą można przybliżać i oddalać od oczu. Nie było to wcale uczucie dostępne pięknoduchom, a więc czysto estetyczne, ale jakby cząstka wszechmocy zastrzeżona istotom najwyższym - ogarniania nieobjętych obszarów z całym bogactwem szczegółów, traw, ludzi, wód, drzew i domów, to, co mieści się tylko w oku Boga ogrom świata i serce rzeczy. A więc jedziemy przez równinę, która nie stawia oporu, jakby zawieszone były nagle prawa ciążenia, posuwamy się ruchem kuli po gładkiej powierzchni. Ogarnia nas przemożne uczucie zmysłów, błogosławiona monotonia, senność oczu, otępienie słuchu, cofnięcie się dotyku, bowiem wokół nie dzieje się nic, co by wprawiało nas w niepokój egzaltacji. Dopiero później, znacznie później, odkrywa się fascynujące bogactwo wielkiej płaszczyzny. Postój w Veere. Jest rzeczą rozsądną rozpoczynać zwiedzanie kraju nie od stolic czy miejsc oznaczonych w przewodniku trzema gwiazdkami", ale właśnie od zapadłej prowincji, poniechanej, osieroconej przez historię. Rzeczowy i powściągliwy bae-deker z roku z którym się nie rozstaję, poświęcił Veere dwanaście chłodnych wierszy ( manche Erinnerungen aus seiner Blutezeit"), natomiast

4 mój nieoceniony guide Michelin unosi się na skrzydłach okolicznościowej, turystycznej poezji { Une lumiere douce, une atmosphere ouatee et comme assoupie don-nent a. Veere 1'allure d'une uille de legendę... Ses rues calmes laissent le uisiteur sous un charme melancoligue"). W istocie Veere niegdyś sławne, ludne i bogate, jest teraz miastem zdegradowanym, jakby pozornym, bo pozbawionym własnego życia, odbijającym cudze życie, cudze światło jak księżyc. Tylko w lecie jako port de plaisance wypełnia go tłum rozbawionych nomadów, potem schodzi pod ziemię i wiedzie utajoną egzystencję roślin. Jesienią robi wrażenie sztychu, w którym artysta, aby uwydatnić mury miejskie, budowle i fasady usunął ludzi. Ulice i place są puste. Okiennice zamknięte. Na dzwonienie u bram nie odpowiada nikt. Wygląda to tak, jakby miasteczko dotknęła epidemia, ale cały dramat został starannie ukryty, ofiary usunięto poza łudzące dekoracje idylli czy beztroski. Ogromna ilość sklepów z antykami; ich wystawy w łagodnym świetle zmierzchu, u schyłku dnia. wyglądają cmentarnie, jak wielkie martwe natury. Laska ze srebrną gałką romansuje z wachlarzem. Oświetlony bursztynowym światłem plac z ratuszem. Budowla ładna, cyzelowana w szczegółach, a przy tym mocna, szeroko rozsiadła na ziemi, dowód dawnej świetności. Na frontonie szereg rzeźb w niszach, portrety rajców, burmistrzów, dobroczyńców historii lokalnej. W czasie nocnego błądzenia natknąłem się na potężny budynek, zwalisty, gładki rzeźba boga bez twarzy. Wyłania się z nocy podobny do skały wyrastającej z morza. Ani jeden promień światła nie dochodził tutaj. Ciemna bryła pramaterii na tle nocnej czerni. Atak alienacji, ale łagodny, jaki dotyka większość ludzi przeniesionych w cudze miejsce. Poczucie inności świata, przekonanie, że wszystko to, co się wokół dzieje, nie bierze mnie samego w rachubę, że jestem zbędny, odtrącony, a nawet śmieszny z tym groteskowym zamiarem obejrzenia starej wieży kościelnej. W stanie wyobcowania wzrok reaguje szybko na przedmioty i zdarzenia najbardziej banalne, które dla oka praktycznego jakby nie istniały. Dziwię się kolorowi skrzynek pocztowych, tramwajów, różnym kształtom miedzianych klamek, kołatkom u drzwi, zawsze karkołomnie kręconym schodom, drewnianym okiennicom, których powierzchnię przecinają dwie linie proste, przekątne wielkie X", a cztery pola tego wielkiego..x" wypełnia na przemian farba czarna i biała, biała i czerwona. Wiem, zbyt wiele czasu straciłem przysłuchując się katarynce malowanej, ogromnej jak wóz cygański, a także na stopniach poczty, gdy stałem zagapiony na zielony pojazd wyjeżdżający z ulicy, który puszczając w ruch wirowy szczotki umieszczone u podwozia wzbijał tumany kurzu, co być może nie jest ideainym sposobem czyszczenia miasta, ale poważnym ostrzeżeniem, że kurz tutaj nie zazna nigdy spokoju. Drobne przypadki, małe, uliczne ułomki rzeczywistości. Zdarzyło się. że moje wędrówki bez planu przynosiły niespodziewany pożytek. Binnenhof, czyli dziedziniec wewnętrzny, od dawna był moim ulubionym zespołem architektury w centrum Hagi. Otoczony sadzawką, prawie cichy późnym popołudniem. Jak mówi mój mistrz Fromentin: Jest to miejsce bardzo wyjątkowe, bardzo samotne i nie pozbawione melancholii, zwłaszcza gdy przychodzi się tu o tej porze, gdy się jest cudzoziemcem i gdy lata radosne nie dotrzymują człowiekowi towarzystwa. Wyobraźcie sobie wielki basen okolony sztywnymi nadbrzeżami i czarnymi pałacami. Po prawej ręce promenada zadrzewiona i pusta, po lewej wyrasta z wody Binnenhof z ceglaną fasadą, o dachach pokrytych łupkami, z ponurym wyrazem, fizjonomią z innego wieku, a raczej ze wszystkich wieków, pełen tragicznych wspomnień, ukrywających w sobie jakiś nastrój właściwy miejscom, na których historia zostawiła ślad... Odbicia dokładne, lecz bezbarwne, padają na taflę śpiącej wody z tą nieco martwą nieporuszalnością wspomnień, jakie życie odległe zostawia w wygasającej pamięci". Romantyczny pan Fromentin snuje dalej rozważania o rzeczach wzniosłych historii, pięknie, sławie, ja natomiast całą siłą ducha przylgnąłem do cegły. Jeszcze nigdy we mnie ten graniasty przedmiot nie budził takiej fascynacji i gorączki poznania. Zapadał zmierzch. Gasły ostatnie cierpkie żółcie, żółcie egipskie, cynober stawał się szary i kruchy, ciemniały ostatnie fajerwerki dnia. I nagle nastąpiła niespodziewana pauza, krótko trwająca przerwa w mroku, jakby ktoś otworzył w pośpiechu drzwi z jasnego pokoju na pokój ciemny. Zdarzyło się to, gdy usiadłem na ławce, kilkanaście metrów od tylnej ściany Ridderzaal, czyli sali rycerskiej. Po raz pierwszy doznałem wrażenia, że gotycka ściana była jak tkanina prostopadła, napięta, bez ozdób, gęsto tkana, o grubym wątku i wąskiej, sznurkowatej, nie-

5 co sparciałej osnowie. Skala barw mieści się między ochrą i umbrą z dodatkiem kapraku. Nie wszystkie cegły są kolorystycznie jednorodne. Czasami pojawia się kolor płowy, jakby nie dopieczonej bułki, lub kolor świeżej, rozduszonej wiśni; to znów tajemniczy fiolet pokryty glazurą. Pouczony przez salę rycerską zacząłem doceniać starą, ciepłą, bliską ziemi cegłę. W czasie codziennego deptania ulicznych bruków, muzealnych parkietów, nie opuszczała mnie dręcząca myśl, że wędrówki okażą się jałowe, jeśli nie uda mi się dotrzeć do interioru wnętrza Holandii nie tkniętego ludzką ręką, tożsamego z tym, na jaki patrzył mój bohater zbiorowy: mieszczanin holenderski siedemnastego wieku tak abyśmy zaistnieli w tej samej ramie, na tle wiekuistego krajobrazu. Oferty biur turystycznych były banalne i bez fantazji. Rozkłady jazdy agencji autobusowych pozbawione smaku jak obiady w restauracjach dworcowych. Czekałem więc na czysty traf i traf się zjawił pod uwodzicielskim imieniem doliny rzeki Lek i rzeki List. Dolina jest nieckowata i tak zielona czarno-zielona, fioletowozielona. że wszystko nasyca się tj f m gęstym, wilgotnym kolorem, tylko rzeka Issel zachowała swój popielaty kolor, niby sztandar suwerenności, zanim roztopi się w bezmiarze innych wód. Po lewej stronie drogi wiodącej do Rotterdamu stado nieruchomo stojących wiatraków. Tylko ten widok zabrałem na drogę jak talizman. Jestem zatem w Holandii królestwie rzeczy, w wielkim księstwie przedmiotów. Po holendersku schoon znaczy piękny i czysty zarazem, jakby schludność podniesiona została do rangi cnoty. Codziennie od wczesnego ranka unosi się nad całą krainą psalm prania, bielenia, zamiatania, trzepania, polerowania. To co znikło z powierzchni ziemi (ale nie pamięci), to co obroniły szańce strychów, znajduje się teraz w pięciu muzeach regionalnych o nazwach jak z bajki Ede, de Lut-te, Apekłoorn, Lievelde, Marssum, Helmond. Są tam stuletnie młynki do kawy, lampy naftowe, aparaty do osuszania bagien i nawadniania pól, weselne i codzienne buciki, sposoby szlifowania diamentów i kucia harpuna, modele sklepów kolonialnych, warsztatów krawieckich, cukierni, przepisy na wypieki i ciasta świąteczne, rycina przedstawiająca ogromnego rekina na plaży morskiej i trzy złowieszcze meteory. Zadawałem sobie pytanie, dlaczego właśnie w tym kraju przechowuje się ze szczególną pieczołowitością i niemal religijną atencją czepek prababki, kołyskę, surdut ze szkockiej wełny pradziadka, kołowrotek. Przywiązanie do rzeczy było tak wielkie, że zamawiano wizerunki i portrety przedmiotów, aby potwierdzić ich istnienie, przedłużyć trwanie. W licznych pamfletach renesansowych i barokowych Holendrzy występują nieodmiennie jako ciułacze, dusigrosze, opętani żądzą posiadania. Ale prawdziwe bogactwo jest rzadkie. Obejmuje niemal wyłącznie warstwę regentów, to znaczy tych, którzy tradycyjnie zajmują najwyższe urzędy państwa i prowincji. Kościół kalwiński nie propaguje powszechnego ubóstwa, występuje tylko przeciw ostentacji w strojach, uciechach stołu i świetności pojazdów. Na szczęście istniało także szereg sposobów, aby ulżyć sumieniu nękanemu przez nadmiar dóbr doczesnych, jak na przykład zakładanie przytułków dla biednych dzieci i starców, z czego powstał system socjalny"' nie mający równego na świecie. Pieniądze mogły być powodem dumy. Zacny kupiec Isaac le Maire przemilcza w cmentarnym epitafium swoje cnoty i dobre uczynki, wymienia natomiast co może wydawać się mało podniosłe, jak na głos zza grobu fortunę, którą zostawił: 150 tysięcy guldenów. Jedziemy teraz na północ, ale morza nie widać, zasłonięte jest kilkunastometrowym wałem o kolorze piasku. W dole, na przestrzeni wielu kilometrów, niesłychany ruch wozy ciężarowe, spychacze, ludzie wyglądają tak, jakby zakładali fundamenty pod wieżę Babel. W istocie jest to wyniesiony i osuszony z dna morskiego polder, nowy kawałek ziemi, na którym za rok staną domy, pojawi się bujna łąka i majestatyczne krowy. Holandia jest krajem młodym, w skali geologicznej oczywiście (dyluwium), i była istotnie deltą, potężnym zmieszaniem żywiołów ziemi i wody Skaldy, Renu i Wezery. Stare mapy wyraźnie pokazują, jak morze wdziera się nieubłaganie w głąb lądu, potężnym uderzeniem od północy, a także od zachodniej prowincji Zelandii i Holandii. W liście do Germaine de Stael Benjamin Con-stant pisał:,.ten dzielny naród, ze wszystkim co posiada, żyje na wulkanie, którego lawą jest wotla". Nie ma w tym słowa przesady. Można powiedzieć, że w swoich dziejach Holandia straciła wskutek powodzi więcej ludzi niż w czasie

6 wszystkich wojen. I nawet uwzględniając skłonność do przesady starych kronikarzy bilans jest ponury. Wielka północna zatoka Zuiderzee powstała wskutek klęski żywiołowej, zabierając pięćdziesiąt tysięcy istnień ludzkich. W XIII wieku zarejestrowano trzydzieści pięć powodzi. Można niemal bez końca przedłużać rejestr tych cmentarzy bez nagrobków. Woda atakowała także wielkie miasta Haarlem, Amsterdam, Lejdę. Kiedy pierścień zamknął się wokół Dordrechtu w roku 1421, z wieży widać było tylko wodną pustynię bez żadnej żywej duszy. Systematyczna walka z klęską powodzi zaczęła się na przełomie XVI i XVII wieku i była ona dziełem świetnych rzemieślników, doskonałych inżynierów, nie licząc domorosłych geniuszy. Należał do nich niewątpliwie Jan Leeghwater. Dzięki swoim pracom uzyskał nieco przesadny przydomek holenderskiego Leonarda da Vinci. Skala jego zainteresowań była iście renesansowa zbudował ratusz w De Rijp, rzeźbił, zajmował się malarstwem, a jego wyroby w metalu, drzewie, kości słoniowej cieszyły się wielkim powodzeniem. Obok zwykłych, konstruował także grające zegary, oraz ogromną ilość maszyn do osuszania gle- by- Leeghwater sądził, że nic nie zaszkodzi, a przeciwnie, pomoże prawdziwej nauce, pewien dodatek czarnoksięstwa i tajemniczości. Organizował tedy pokazy, na które zapraszał elitarną publikę. We Francji, w przytomności księcia Maurycego, demonstrował maszynę w kształcie dzwonu i w tej to maszynie dał się zatopić. Pod wodą napisał wyjęty z Biblii psalm, pokrzepił ciało paroma gruszkami i ukazał się oczom dworu zdrów, cały i tryskający energią. Po kilku dniach oswoiłem się z myślą, że nie zobaczę motywów, jakie malowali mistrzowie holenderscy złotego wieku", a przecież w Italii wystarczy wychylić się z okna pociągu, żeby mignął przed oczami fragment Belliniego lub utrwalone przed wiekami niebo Umbrii. W zamian za to dostałem w Holandii największą kolekcję krajobrazów w ramach. Jak gwiazda przewodnia świecił tworzący w XVI w. Fla-mand Patenier, mistrz przestrzeni budowanych z prostopadłych ekranów i brązowo-zielono-niebieskich perspektyw. A potem przybywali inni, zmieniały się konstelacje i hierarchie. Dwaj bajeczni manieryści van Coninxloo i Seghers, prostoduszny Avercamp, Cuyp, malarz apoteozy parzystokopytnych Potter, Hobbema, de Momper, żeby wymienić bliskich mi pejzażystów. Wiedza wyniesiona ze szkoły, a jak wiadomo jest to tobół rzeczy słusznych, ale także apodyktycznych idiotyzmów, dała mi w podarunku przekonanie, że największym malarzem krajobrazu jest Jacob van Ruysdael. Pod koniec XVII w., w epoce specjalizacji malarzy w określonych gatunkach tematycznych, ten pejzażysta o nieprzeciętnej wiedzy i osobowości, o nienasyconej ciekawości, uwiecznił w swych dziełach, w niezrównany sposób, charakterystyczny dla krajobrazu holenderskiego, nierozerwalny związek wody, ziemi i nieba. Nikt poza nim nie był zdolny do ukazania w tak wzruszający sposób wzajemnej harmonii walorów atmosferycznych i kształtu chmur." Ta bardziej natchniona niż zrozumiała tyrada znanego uczonego, podnosi Ruysdaela do rangi Cherubinów. W ustach znakomitego, acz niepohamowanego, historyka sztuki, malarz stał się archaniołem. Tyle lat byłem mu wierny i dalej czciłem jego obrazy epickie: spokojne, malowane z perspektywy wydm, gdzie widać rozłożyste łąki, na nich pasy bielącego się płótna, a na horyzoncie zacne miasto Haarlem, z potężnym kościołem św. Bawona i lśniącymi w słońcu skrzydłami wiatraków. Nad tym wszystkim ogromne niebo (jego stosunek do lądu jest, jak jeden do czterech). Tego Ruysdaela uwielbiałem zawsze, ale za przewodnika po starej, prowincjonalnej Holandii wybrałem Jana van Goyena. Chciałbym jeszcze powiedzieć, dlaczego moje uczucia do Ruysdaela ochłodły. Otóż stato się to wtedy, gdy w jego płótna wstąpił duch, i wszystko stało się uduchowione, każden liść, każda obłamana gałąź, każda kropla wody. Natura dzieliła z nami nasze rozterki i cierpienia, przemijanie i śmierć. Dla mnie najpiękniejsza jest przyroda nie współczująca chłodny świat w innym świecie. Trzy wielkie nizinne rzeki, ich dopływy, tysiące rzeczek i strumyków, wielkie zlewisko wody zwane Morzem Haarlemskim wszystko to stworzyło dogodne warunki do komunikacji. Często obok kanałów budowano bite gościńce, ocienione drzewami z Del-ftu do Hagi, z Lejdy do Amsterdamu budziły one powszechne uznanie i dumę. William Tempie, długoletni ambasador angielski w Hadze, twierdził, że szosa biegnąca z Scheveningen do Hagi (parę zaledwie kilometrów) godna jest rangi dzieła Rzymian", co było pewną przesadą. Sytuacja zmieniała się razem z porami roku. Dyliżans publiczny, wprowadzony w połowie wieku XVII, na czterech kołach, ale bez resorów, powodował nieznośne trzęsienie podróżnych, a cały

7 zaprzęg ciągnął za sobą tumany kurzu, który pokrywał wszystko. Stany Generalne narzuciły pojazdom znormalizowany rozstaw kół, co było bardzo słuszne, a także wzmocniły policję drogową, zwłaszcza na terenach lesistych. Rzezimieszków złapanych na gorącym uczynku karano na miejscu i bez sądu. Huygens, mąż stanu, humanista, poeta i człowiek wrażliwy, nie lubił marnować czasu nawet w podróży. Jadąc wzdłuż wybrzeży Renu naliczył na trasie niespełna dwudzie-stokilometrowej imponującą liczbę pięćdziesięciu szubienic, czym przyczynił się do statystyki wykrywalności wyroków. Wóz skrzypi, trzeszczy, wtacza się z trudem na niewielką garbę ziemi światło jest teraz miodowe jeszcze jeden zakręt, po lewej kępa brzóz, nachylona mocno ku wodzie kanału ciężkiej od brązów i cienistych zieleni, zapach mułu i gnijących pni drzew. Po prawej, to co przy dużej fantazji można nazwać gospodarstwem: dom, od którego murów odpada tynk, dach stuletnia mapa nawałnic, ceglany wysoki komin jak baszta, która odpiera ostatni atak. Jaki to kraj? Czyja dziedzina? Jakie jest imię władcy? Wybierając się z moim ulubionym malarzem krajobrazów Janem van Goyenem nie byłem pewny, czy będziemy jechali traktem ziemi, czy drogą wyobraźni. Goyen malował szereg tak zwanych wiejskich uliczek", jedną staraliśmy się opisać. Schemat tych kompozycji jest prosty, zaczynając od dna obrazu: wąski kanał, piaszczysta, rozjechana droga, szopa lub coś, co kiedyś było domem, a dzisiaj jest malowniczą ruiną, parę rachitycznych drzewek i zwierzę heraldyczne ubóstwa koza. Z tym wszystkim łączą się liczne znaki zapytania. Skąd brali się w dostatniej Holandii amatorzy tej tematyki? Czy były gdziekolwiek w tym kraju podobne zaułki biedy, o czym przekonał mnie całkowicie mój przewodnik Jan van Goyen magią swojej sztuki? Gdzie istnieje prawdziwa Troja i Ziemia jałowa Eliota? Droga przez wieś, prom płynący rzeką, chata wśród wydm, kępy drzew i stogi siana, podróżni czekający na przewóz oto typowe motywy obrazów Goyena. Te płótna bez anegdoty, o luźnej kompozycji, wątłe, o słabym tętnie, nerwowym rysunku, zapadają szybko w pamięć, oko przyswaja je bez oporu i długo zostają na jego dnie. Kiedy zobaczyłem pierwszy raz obraz Goyena, miałem uczucie, że czekałem długo na tego właśnie malarza, że zapełnił on od dawna odczuwany brak w moim muzeum wyobraźni, a równocześnie towarzyszyło temu irracjonalne przekonanie, że znam go dobrze i od zawsze. Skąd czerpał Goyen motywy swoich płócien? Czasem można to bez trudu ustalić, opierając się na przedstawionych fragmentach architektury. W dużym obrazie, znajdującym się w wiedeńskim Muzeum Historii Sztuki, rozpoznajemy bez trudu kościoły i wieże Dordrechtu nad wielką, szarą wodą, pociętą w regularne jak ornament fale o kształcie półksiężyców. Ale w pięknym obrazie w monachijskiej Pinakotece, Widok Lejdy, malarz przeniósł kościół św. Pankracego poza miasto, umieścił na półwyspie, z dwóch stron otoczył rzeką i stary kunsztowny gotyk króluje oto nad grupką rybaków, pasterzy i krów na drugim brzegu wymyślonego krajobrazu. Najczęściej topografia jego prac jest niejasna: gdzieś za wydmą, nad jakąś rzeką, u zakrętu drogi, pewnego wieczoru... Mówiono, że mistrz posiada w pracowni najtańsze, jakie tylko można sobie wyobrazić, elementarne rekwizyty: glinę, cegłę, wapno, ułomki tynku, piasek, słomę i z tych resztek odtrąconych od świata tworzył nowe światy. W środkowym okresie swojej twórczości Goyen maluje szereg świetnych, monochromatycznych dzieł z dominantą bistru, sepii, ciężkiej zieleni. Holendrzy nie wymyślili metody malowania jednym kolorem obrazu, przydali jej natomiast wdzięk i naturalność, bowiem monochromatyzm jest trafnym skrótem widzialnej rzeczywistości, uchwyceniem blasku i atmosfery (sina poświata na moment przed burzą, ciężkie od leniwego złota światło letnich popołudni). Ten wielki malarz gospodarował swoim talentem fatalnie. Był artystą cenionym i płodnym, ale fakt, że sprzedawał sam własne obrazy za żebraczą cenę 5 do 25 guldenów, przekreślał szansę na poważną karierę. Nikt z szanujących się, chyba że w sytuacji przymusowej, nie sprzedawał swoich płócien za cenę tylko nieco wyższą od kosztu materiału. Naukę zawodu rozpoczyna bardzo wcześnie, bo jako dziesięcioletni chłopiec; pięciokrotnie zmienia swoich mistrzów, by trafić na koniec do pracowni niewiele od siebie starszego Esaiasa van de Velde, autora świetnych, jakby przemytych deszczem krajobrazów. Goyen nie osiedla się w jednym określonym miejscu, prowadzi tryb życia raczej cygański. Podróżuje po Niemczech i Anglii, skąd przywozi teki szkiców. Jego rysunki są szybkie, impresjonistyczne, pozbawione szczegółu, wykonane jakby jednym pociągnięciem ołówka nie odrywanego od karty

8 papieru; przedkładał zawsze wąską paletę pokrewnych kolorów nad budowanie obrazu z wielu kontrastów, i w tym sensie pozostał do końca malarzem monochromatycznym. Kiedy miał blisko czterdzieści pięć lat osiedlił się w Hadze, co nie oznaczało bynajmniej stabilizacji materialnej. Imał się więc wszystkiego. Na pomysłach mu nie zbywało. Handlował obrazami kolegów, organizował aukcje, spekulował domami i gruntami ziemskimi, a także nieszczęsnymi tulipanami. Wynikiem tych komercyjnych łamańców było dwukrotne bankructwo i śmierć w długach. Złośliwi współcześni twierdzili, że jedyną jego pomyślną transakcją była transakcja matrymonialna: wydał swoją córkę za obrotnego i zamożnego oberżystę malarza Jana Steena. Co wyłania się z mgły i deszczu, co odbija się w kropli wody? Krajobraz rzeczy Jana van Goyena w muzeum Daniem. Obraz jest tak mały, że można go przykryć ręką, ale nie jest to notatka, szkic czy próba do większego dzieła. Jest to obraz pełnej krwi, samodzielny, o kompozycji prostej jak akord. Pośród szarości nieba i ziemi wynurza się kępa wikliny, której palczaste liście malowane są soczystą, ciemną zielenią; a czasem pośród tych gąszczy mały akcent żółci. Obraz nie wisi na ścianie. Ten strzęp świata umieszczono w gablotce, aby się nad nim pokłonić. Często po wakacjach przysłuchiwałem się rozmowom, w których wychwalano światło dalekich stron. Ale czym jest naprawdę światło, dla którego dawniej artyści opuszczali rodzinne miasta, zakładali falanstery, uprawiali kult solarny i przechodzili do historii jako szkoła z N? Czym jest światło Holandii, tak jasne dla mnie w obrazach, a nieobecne w bezpośrednim otoczeniu? Pewnego razu postanowiłem poświęcić cały dzień studiom meteorologicznym. Ranek był pogodny, ale słońce znajdowało się w mętnej zawiesinie, podobnej do mlecznej żarówki, stąd ani śladu Vazzurro. Następnie pojawiły się obłoki i szybko zniknęły. Dokładnie o trzynastej trzydzieści nastąpiło nagłe ochłodzenie, a za pół godziny runął nawalny deszcz, gruboziarnisty, siny. Uderzał z furią o ziemię i zdawało się, że wraca do góry, aby spaść z większą zajadłością. Trwało to około godziny. Dokładnie o dziewiętnastej wyjechałem, celem pogłębienia studiów, do Scheveningen. W tym czasie deszcz ustał. Zwały chmur na całym zachodzie. Kąpielisko, kabiny, kasyno oślepiająco białe teraz, pokrywał nalot fioletu. Tuż przed dwudziestą wszystko się zmieniło rozpoczął się oszałamiający festiwal pary wodnej, trudne do opisania metamorfozy, formy, kolory, bo nawet słońce wieczoru przysłało frywolne różowości, operetkowe złoto. Widowisko się skończyło. Niebo było czyste. Ustał wiatr. Zapaliły się i zgasły dalekie światła i nagle, bez zapowiedzi, podmuchu, przeczucia, ukazała się wielka chmura o barwie popiołu chmura o kształcie rozszarpanego boga.

9 Cena sztuki Was macht die Kunst? [...] die Kunst geht nach Brot. Das muss sie nicht; das soli sie nicht [...] Lessing, Emilia Galotti Obszerna izba, dość mroczna, chociaż po lewej stronie jest wielkie, sklepione okno. Przez grube kawałki szkła oprawione w ołów sączy się do wnętrza leniwe światło dnia. Bokiem do okna ustawione są drewniane sztalugi, przy których siedzi malarz. Na głowie ma beret, odziany jest w starą kurtkę z grubego materiału, bufiaste spodnie, ciężkie, nieforemne buciory. Prawą nogę oparł o dolną, poprzeczną deskę sztalugi. Ręka uzbrojona w pędzel zbliża się do powierzchni malowidła. Można sobie dobrze wyobrazić ten cierpliwy, nieregularny ruch wahadłowy: pochylenie do przodu położenie farby, odchylenie do tyłu sprawdzenie efektu. Na górnej ramie obrazu przybita jest kartka papieru szkic powstającego właśnie dzieła. W głębi izby, położonej wyżej niż reszta pracowni (wchodzi się tam po schodkach), pod mroczniejącą ścianą uczeń rozciera barwniki. A więc to tak rodzi się sztuka? W niejasnym wnętrzu, wśród kurzu, pajęczyn i nieopisanego bałaganu przedmiotów bez wdzięku i urody. Nawet akcesoria malarskie szkicowniki w nieładzie, słoiki, pędzle, arkusze, gipsowy odlew głowy, drewniany manekin zdegradowane zostały do roli kuchennych sprzętów. Nie ma w tym obrazie ani cienia tajemniczości, czarnoksięstwa, uniesienia. Trzeba dużej i zbłąkanej wyobraźni, aby dopatrzyć się tutaj, jak to czyni pewien historyk sztuki faustowskiego nastroju. Nikt nie stoi za plecami malarza. Po drobnej zmianie rekwizytów mogliby w tej izbie pracować twórca stołów albo mistrz igły. Wszystkie subtelne gusta, wyobrażenia pięknoduchów muszą doznać zawodu i cofnąć się przed gęstą materialnością dzieła. Materia malarska jest ciężka, chropawa, masywna. Taki jest Adriaena van Ostade ( ) Malarz w swojej pracowni. Olej na dębowej desce o wymiarach 38 x 35,5 cm. Kilkanaście lat po zrzuceniu obcego jarzma małe Niderlandy, liczące zaledwie dwa miliony ludności, stały się imperium kolonialnym, krajem kwitnącym i potężnym, organizmem politycznym dostatecznie silnym, aby stawić czoła takim mocarstwom, jak Francja, Anglia, Hiszpania. W Europie XVII wieku, rozdzieranej wojnami religijnymi, był to niezwykły, powszechnie podziwiany azyl wolności, tolerancji i dobrobytu. Zachowała się spora ilość relacji podróżników, którzy odwiedzali Holandię w okresie jej złotego wieku". Młoda republika mieszczańska intrygowała zwiedzających odmiennością stylu życia i osobliwym ustrojem, a także mrówczą pracowitością, wynalazczością i zdrowym, konkretnym, przyziemnym stosunkiem do życia jej mieszkańców. Wiłliam Tempie, ambasador angielski w Hadze i pilny obserwator holenderskiej sceny, notował: Ludzie żyją tutaj jak obywatele świata, złączeni z sobą węzłami ogłady i pokoju, pod bezstronną opieką umiarkowanych praw". Wysłannik Jego Królewskiej Mości idealizował kraj swojej misji, nic dziwnego, obracał się w najwyższych kręgach społecznych. Za to w licznych pamfletach i paszkwilach tego okresu dochodzi do głosu zawiść i zajadła niechęć sąsiadów. Porównywano Holandię do tuczących się ludzką krwią pasożytów. Krwiopijcy, zgłodniałe wszy" kardynał Richelieu miotał obelgi. Pisano, że to handlarze masła, którzy doją swe krowy w korycie oceanu, a mieszkają w lasach przez nich samych zasianych albo na bagnach zamienionych w ogrody". Któż nie dostrzeże w tym zdaniu nie zamierzonej nuty podziwu. Zdarzają się spostrzeżenia mniej subiektywne i, co ważniejsze, nie zaprawione żółcią, dotyczące bezpośrednio naszego tematu. Peter Mundy, który zwiedzał Amsterdam w roku 1640, nie mógł się nadziwić namiętności, jaką Holendrzy żywią dla malarstwa. Dzieła tej sztuki znajdowały się nie tylko w domach bogatych mieszczan, ale również w przeróżnych sklepach, lokalach, ba, nawet w rzemieślniczych warsztatach, a także na ulicach i placach. Inny podróżnik, John Evelyn, widział na dorocznym jarmarku w Rotterdamie ogromną ilość obrazów. A przecież w innych krajach były to przedmioty zbytku, na jakie mogli sobie pozwolić tylko ludzie zamożni. Sam fakt wystawiania ich pośród straganów, gdaczących kur, porykującego bydła, rupieci, starzyzny, warzyw, ryb, produktów

10 rolnych i przedmiotów domowego użytku, musiał wydać się przeciętnemu przybyszowi czymś bardzo osobliwym i mało zrozumiałym. Evelyn, szukając wyjaśnienia tego fenomenu, daje się ponieść fantazji, kiedy mówi, że nawet zwykli chłopi wydają na obrazy dwa, albo nawet trzy tysiące funtów (ogromna suma, równowartość morga ogrodu albo prawie trzech morgów łąki), a robią to z czystego wyrachowania, ponieważ po pewnym czasie sprzedają swoje kolekcje" ze znacznym zyskiem. Podróżnik angielski myli się. Obrazy były wprawdzie przedmiotem spekulacji, ale nie stanowiły najlepszej lokaty kapitału. Znacznie korzystniej było pożyczać na procent lub kupować na przykład akcje. Jedno jest pewne, malarstwo w Holandii było wszechobecne. Wydaje się, że artyści starali się powiększyć widzialny świat swojej małej ojczyzny, pomnożyć rzeczywistość przez tysiące, dziesiątki tysięcy płócien, na których utrwalano wybrzeża morskie, rozlewiska, wydmy, kanały, rozległe horyzonty i widoki miast. Bujny rozwój siedemnastowiecznego malarstwa holenderskiego nie łączy się z nazwiskiem żadnego możnego protektora, żadnej wybitnej osoby czy instytucji, która by roztaczała nad twórcami płaszcz swojej dobroczynnej opieki. Przyzwyczailiśmy się do tego, że kiedy mówimy o jakimś złotym okresie" w dziejach kultury, dopatrujemy się zawsze Pery-klesa, Mecenasa czy Medyceuszy. W Holandii było inaczej. Książęta orańscy jakby nie dostrzegali rodzimej sztuki Rembrandta, Vermeera, Goyena i tylu innych. Przedkładali nad nią reprezentacyjne, barokowe malarstwo Flamandów czy Włochów. Kiedy Amalia van Solms, wdowa po księciu Fryderyku Henryku, postanowiła upiększyć swą podmiejską willę, jej wybór padł właśnie na Flamanda, ucznia Rubensa, Jacoba Jordaensa, twórcę dzieł zmysłowych, dużych i tłustych. Odpadły zatem intratne zamówienia dworu. Nieliczna i pozbawiona wpływów politycznych szlachta wyzbyta była ambicji popierania sztuki swego kraju, czy choćby kształtowania mody i gustów. Wreszcie kościół, we wszystkich innych krajach tradycyjnie możny protektor twórców, zamknął przed nimi podwoje świątyń, które świeciły dostojną, surową kalwińską nagością. Nasuwa się zatem pytanie, jaka była sytuacja materialna malarzy holenderskich i czemu przypisywać należy ich ogromną produktywność, bo chyba nie tylko idealistycznej miłości do piękna. Odpowiedź nasza będzie zawiła i niestety mało jednoznaczna. Jesteśmy skazani na dane fragmentaryczne, niekompletne, a nawet z trudem dające się przełożyć na język współczesny. Członkowie Bractwa św. Łukasza nazwa dumna, ale może oznaczać także ewangeliczne ubóstwo traktowani byli jako rzemieślnicy i pochodzili bez wyjątku z poślednich warstw społecznych, a więc synowie młynarzy, drobnych handlarzy i rękodzielników, właścicieli zajazdów, krawców, farbiarzy. Taki, a nie inny, był ich społeczny status. A ich dzieła? Były na pewno przedmiotem estetycznej delektacji, ale także tworem podlegającym prawom rynku, nieubłaganym prawom popytu i podaży. Wszystko, co jest przedmiotem wymiany, musi być ze sobą porównywalne. Do tego służy pieniądz. który stał się, poniekąd, pośrednikiem" mówi Arystoteles. Dalsze nasze rozważania będą więc z konieczności toczyć się meandrami pośród nudnawych liczb, będą próbą zebrania rozsypanych kamyków w możliwie sensowną całość. Trudno określić, jakie były koszty utrzymania przeciętnej" straszny termin statystyków holenderskiej rodziny rzemieślniczej w omawianym okresie. Nie znamy cen detalicznych wielu artykułów pierwszej potrzeby, a tylko ceny hurtowe. Wiemy natomiast, że koszty utrzymania od końca XVI do połowy XVII wieku wzrosły niemal trzykrotnie. Pieniądz tracił na wartości, zarobki wzrastały, ale niewspółmiernie do inflacji. I, jak zwykle, majątki, kapitały bogaczy pęczniały, ale margines ubóstwa, a nawet biedy, był spory. Jak rozeznać się w tej sytuacji, płynnej jak samo życie? Jakich subtelnych aparatów mierniczych trzeba użyć, aby uchwycić zjawiska ekonomiczne w całej ich złożoności, a także w konkretnym miejscu i czasie? Na podstawie źródeł można na przykład powiedzieć, że w takim to a takim roku dom w Amsterdamie kosztował tyle a tyle. To niewiele. A socjologowie, zwłaszcza ich dziwaczna mutacja socjologowie sztuki", sypią z rękawa florenami i guldenami, aby olśnić czytelnika i nadać swej biednej wiedzy splendor nauki ścisłej, prawie matematycznej. Spróbujmy zatem takie podejście wydaje się najbardziej sensowne określić płace i zarobki w siedemnastowiecznej Holandii, o ile pozwalają na to źródła. Jako jednostkę pieniężną przyjmujemy guldena, który był mniej więcej tyle wart, ile znajdujący się również w obiegu floren. Istniały inne środki płatnicze, ale bezpieczniej będzie nie zapuszczać się w ten gąszcz.

11 Usiłowano na różne sposoby, i z ograniczonym powodzeniem, ustalić stosunek guldena do współczesnych nam walut. Także porównywanie ze złotem miernikiem zdawałoby się pewnym okazało się problematyczne. W stosunku do tego szlachetnego metalu gulden stale tracił, należałoby zatem uwzględnić skomplikowane notowania giełdy. Pewien poważny badacz napisał, że gulden w czasach Rembrandta miał dwudziestokrotnie większą siłę nabywczą niż gulden współczesny. Być może, ale kiedy minęły lata od wydania jego uczonej rozprawy, sens tego stwierdzenia, wzięty trochę z powietrza, ulotnił się z powrotem w powietrze. Mamy więc do czynienia z bestią trudną do opisania i lepiej zawczasu uświadomić to sobie. Wytarte monety talenty, sestercje, dukaty, talary reńskie są jak stare demony, w których drzemie ta sama, odwieczna potencjalność dobra i zła, siła pchająca do zbrodni i czynów miłosierdzia, skupiona w małym metalu namiętność, podobna do pasji miłosnej, zew prowadzący na szczyty ludzkiej kariery i pod topór kata. Miarę zamożności znajdujemy u Paula Zumtho-ra, podającego spisy podatkowe w Amsterdamie z 1630 roku. Wykazują one, że około 1500 majątków szacowanych było na florenów. Zdarzały się majątki znacznie większe, jak na przykład owego Portugalczyka, osiedlonego w Holandii, Lopeza Suasso, który pożyczył księciu Wilhelmowi III dwa miliony guldenów na wyprawę angielską. Pracownicy fizyczni, rzemieślnicy zatrudnieni w manufakturach wynagradzani byli podle, zwłaszcza dolę tkaczy na początku wieku nazwać można godną litości. W samej Lejdzie gnieździło się po różnych norach dwadzieścia tysięcy tych nieszczęśników, którzy za dwunastogodzinny dzień pracy dostawali nędzne grosze. Liczne bunty i tumulty poprawiły na tyle ich sytuację, że w połowie wieku zarabiali 7 guldenów tygodniowo. Wynagrodzenie rybaka na kutrze łowiącym śledzie wynosiło 5-6 guldenów, robotnicy kwalifikowani, tacy jak cieśle okrętowi, murarze, zwłaszcza w dużych miastach, zarabiali 10 guldenów tygodniowo. Nic nie wiemy o masie szarych ludzi, biedakach, krzykliwych, pijących na umór, w wiecznej pogoni za jakimkolwiek zarobkiem, o tych pokątnych handlarzach, robotnikach dziennych, domokrążcach imiona ich zawodów" przekazały stare słowniki. Sądzić można, że poza tym w rzemiośle życia wykazywali zwierzęcą odporność, determinację, i mimo wszystko trzymali głowę nad wodą. Ceny obrazów, osobliwe mechanizmy rynku, na które rzucano dzieła sztuki, są dość dobrze znane dzięki opublikowanym materiałom z przebogatych archiwów holenderskich. Urodzaj talentów, setki pracowni w każdym niemal mieście Republiki, sprawiły, że podaż obrazów była ogromna i przewyższała znacznie popyt. Malarze tworzyli pod przemożną presją rosnącej liczby konkurentów. Nie istniała krytyka artystyczna, warstwy oświecone nie narzucały jakiegoś określonego gustu, co było bardzo demokratyczne, ale w efekcie często prowadziło do tego, że malarz wybitny znajdował się w gorszej sytuacji materialnej od swego mniej zdolnego kolegi. Spekulacja dziełami sztuki, bardzo rozwinięta, rządziła się zupełnie innymi względami niż względy estetyczne. W niedawno opublikowanej książce J.M. Mon-tias, po zbadaniu pięćdziesięciu dwóch inwentarzy z lat zachowanych w archiwach Delftu, obliczył, że przeciętna cena obrazu wynosiła 16,6 guldenów (cena nie sygnowanego 7,2 guldenów). To pracowite wyliczenie godne jest uwagi, zawiera bowiem cenną informację ogólną. Spróbujmy sprzeniewierzyć się statystycznej prawdzie" na rzecz tego, co jednostkowe, krwiste, nieporównywalne to znaczy, konkretnym cenom płaconym za konkretne obrazy. I tu odkrywamy zdumiewającą rozpiętość i różnorodność. Co stanowiło o wartości rynkowej obrazu? Nazwisko artysty, renoma jego warsztatu, ale w większym jeszcze stopniu temat. Nie ma naprawdę powodów do oburzenia. Świat przedstawiony, opowieść o ludziach zawsze zaspakajają wrodzoną naszej naturze potrzebę poznania, a podziw dla udanej imitacji jest czymś bardzo naturalnym, na przekór prorokom jałowej czystości. Zarówno publiczność, jak i piszący o sztuce Holendrzy XVII wieku, tacy jak Carel van Mander, czy Saumel van Hoogstraten (sami malarze), na szczycie rodzajów stawiali tak zwane historien, czyli kompozycje figuratywne. Bohater, tłum, dramatyczne zdarzenie wzięte z Biblii czy mitologii, oto co cieszyło się nie słabnącym powodzeniem i osiągało wysokie ceny. Taka jest bowiem stała ocena, wywodząca się z antyku iuide Pliniusz), przez teoretyków sztuki renesansowej aż do XIX wieku. Malarstwo historyczne oznaczało wyniosły wierzchołek sztuki. Pewien podróżnik francuski ze zdziwieniem notuje, że za obraz Vermeera, na którym przedstawiona była tylko jedna osoba, żądano 600 guldenów. Jest to jakby dalekie echo średniowiecznych miar, kiedy to artyście przedstawiającemu wnętrze kościoła płacono według ilości namalowanych kolumn. Pewien Holender, zamawiający u swego ulubionego malarza sceny targowe, żądał, żeby było w nich

12 coraz więcej połci mięsa, coraz więcej ryb i warzyw. O! nienasycone, niezaspokojone głody rzeczywistości! W teorii znacznie niżej od malarstwa historycznego ceniono krajobrazy, sceny rodzajowe, martwe natury. Dlaczego więc w.sztuce holenderskiej XVII wieku spotykamy taką obfitość, więcej, zdecydowaną dominację dzieł należących do tego pośledniego" gatunku? Otóż silna konkurencja wymaga specjalizacji, takie jest prawo rynku. Każdy kupiec kolonialny wie, że dla dobra firmy musi posiadać na składzie specjalny gatunek herbaty czy wyjątkowo aromatyczny tytoń ściągający nabywców. Podobnie było w sztuce. Walka o przeżycie zmuszała niejako malarza, aby pozostał wierny wybranemu rodzajowi. Dzięki temu zapadał w pamięć i oko potencjalnego nabywcy, bo, na przykład, było powszechnie wiadome, że Willem van de Velde to Firma Marynistyczna, a Pięter de Hoogh to Firma Mieszczańskich Wnętrz. Jeśli portrecista, pewnego pięknego dnia, doszedł do wniosku, że obrzydły mu tłuste, nalane twarze rajców i odtąd postanowi! malować o ile wdzięczniejsze kwiaty, brał na barki potężne ryzyko. Tracił bowiem dotychczasowych klientów i wchodził w obce rewiry tych, którzy od lat specjalizowali się w bukietach tulipanów, narcyzów i róż. Pośród tylu arcydzieł Galerii Uffizi łatwo przeoczyć niewielki obraz zatytułowany Rodzinny koncert, pędzla Fransa van Mierisa. Jest to scena z życia wytwornego towarzystwa holenderskiego, które słynęło z namiętnej pasji muzykowania. Właśnie zamilkły instrumenty i wielbiciele Polihymnii pokrzepiają się winem. Na tle bogatego wnętrza przedstawiono tylko sześć osób jakby powiedział ów Francuz, który oglądał Vermeera. A mimo to, książę toskański Cosimo III zapłacił za ten obraz sumę zawrotną, jak na stosunki holenderskie, a mianowicie 2500 guldenów, czyli 900 guldenów więcej niż wyłuskali ze swoich kupieckich kieszeni ci, którzy zamówili u Rembrandta Straż nocna. Jak kształtowały się ceny obrazów holenderskich w XVII wieku? To problem nie dający się sprowadzić do prostej formuły wyjaśniającej, ująć w jedną bladą przeciętną". W tym skomplikowanym mechanizmie, jakim był handel dziełami sztuki, grały rolę czynniki dające się ująć racjonalnie, ale także nieprzewidziane, losowe, na przykład aktualna sytuacja materialna artysty, dobra, lecz częściej zła wola nabywcy, który czyhał tylko na to, aby wejść w posiadanie obrazów, płacąc możliwie jak najmniej. Rembrandt w okresie swojej sławy stawiał twarde warunki i najczęściej otrzymywał tyle, ile żądał. Inni, uznani dzisiaj mistrzowie, musieli zadowolić się zapłatą tak mizerną, że trudno pojąć, jakim cudem, przy największej nawet pracowitości, potrafili utrzymać się na powierzchni. W roku 1657 w Amsterdamie zmarł znany anty-kwariusz i handlarz dziełami sztuki Johannes Renialme. Jak zwykle w takich wypadkach, nie zwlekając, przystąpiono do prac nad szczegółowym inwentarzem pozostawionego majątku, na który, obok nieruchomości, biżuterii, kuriozów, składało się ponad 400 obrazów i to jakich Holbeina, Tycjana, Claude Lorraine'a, najwybitniejszych mistrzów holenderskich. Przy każdej pozycji podano realne ceny rynkowe, to znaczy takie, jakie według opinii powołanych malarzy i zawodowych taksatorów można by uzyskać hic et nunc, gdyby zechciano spieniężyć masę spadkową. W archiwach holenderskich zachowało się wiele inwenatrzy, które są dla badaczy bezcennym i wiarogodnym dokumentem. Najwyżej bo na zacną sumę 1500 guldenów oszacowano dzieło Rembrandta Chrystus i jawnogrzesznica. Wydaje się to zupełnie zrozumiałe ze względu na rangę artysty i wzniosły temat, należący do owych historien, tak zachwalanych przez teoretyków sztuki. Ale na przekór teoretykom, zaraz po Rembrand-cie, znalazła się typowa scena rodzajowa, a mianowicie Dziewczyna kuchenna Gerarda Dou, oceniona wysoko, na 600 guldenów. Dou był malarzem poszukiwanym i wiecznie modnym. Ciepły, nieco słodkawy koloryt, mistrzowska gra światła, nieskazitelny, precyzyjny rysunek opowiadano anegdoty, jak to całymi dniami maluje miotły i szczotki, włosek po włosku zjednały mu wielbicieli, także poza granicami Holandii. Natomiast innych, wcale nie gorszych malarzy rodzajowych, potraktowano po macoszemu. Na samym dnie inwentarza majątku Johannesa Renialme'a figuruje, znakomity w naszym odczuciu Brouwer, którego obraz oszacowano haniebnie, na zaledwie 6 guldenów. Możemy się tylko domyślać, jak owa szalona rozpiętość cen fod zwrotu kosztów materiału, aż do sumy kilkuletnich zarobków wykwalifikowanego rzemieślnika) działała na psychikę malarzy. Dla wielu zapewne podniecająco, zawierała bowiem element hazardu, nadzieję wielkiej wygranej, nagłego

13 przełamania złej życiowej passy. Istniała przecież szansa, że któregoś dnia zjawi się hojny nabywca jak ów Cosimo, książę z bajki i jednym zakupem otworzy perspektywy dostatku. Taką właśnie nadzieję hodował w sercu, prawdopodobnie, Gerard Terborch, kiedy malował Zaprzysiężenie pokoju w Miinster (1648). Większość chyba nie liczyła na cuda. Pracowali w pocie czoła, przeżywali liczne kryzysy i wtedy pozbywali się swoich prac za bezcen. W roku 1641 Isaac van Ostade, brat Adriaena, przygnieciony kłopotami finansowymi sprzedaje pewnemu kupcowi (dokumenty przekazały nazwisko tego zdziercy) 13 obrazów za śmieszną cenę 27 guldenów. Dwa guldeny, to były zaledwie koszty własne, cena farb i płótna. Za kopie uczniów płacono niekiedy 10 guldenów. W domach siedemnastowiecznej Holandii, nawet tych należących do średnio- i mniej zamożnych mieszczan, znajdowało się rzecz nie spotykana gdziekolwiek indziej sto, dwieście, a nawet więcej obrazów. Kiedy czytamy, że pewna wdowa w Rot-terdamie, likwidując majątek po zmarłym mężu, sprzedała, by tak rzec hurtowo, 180 obrazów za 352 guldeny, rysuje się przed nami sytuacja mało korzystna dla twórcy. Ogromna podaż, na rynku znajduje się zbyt wiele tanich obrazów. Ten stan rzeczy łagodziła w pewnym stopniu rosnąca zamożność górrrych warstw społeczeństwa, ich pasja kolekcjonerska i nieustająca miłość do malarstwa Holendrów. Zdumiewa nas dzisiaj fakt, że dzieła starych mistrzów: van Eycka, Memlinga, Quentina Massysa, wspaniałych protoplastów flamandzkiej sztuki, były stosunkowo tanie i budziły, jak można przypuszczać, niezbyt wielkie zainteresowanie. W roku 1654 można było nabyć u znanych dealerów portret pędzla Jana van Eycka za 18 guldenów. Obrazy siedemnastowiecznej Holandii były przedmiotem spekulacji, wzmożonej wymiany, przechodziły często z rąk do rąk, handlowano nimi na różne sposoby, co skłaniało niektórych badaczy do twierdzenia, że stały się one w tym kraju czymś zbliżonym do pieniądza, zastępczym środkiem płatniczym, ale szukając bliższej analogii, przypominały raczej akcje o kursie zmiennym, kapryśnym, trudnym do przewidzenia. W istocie, malarz holenderski mógł płacić swoimi obrazami niemal za wszystko. Często ratował się przed bankructwem i więzieniem pozbywając się swoich prac. Rembrandt czynił to notorycznie, oddając na przykład Dirckowi van Cattenburgowi szereg obrazów i szkiców na pokrycie sporego długu w wysokości 3000 guldenów. Zaciągano tedy pożyczki pod zastaw obrazów, płacono nimi długi (także karciane), wyrównywano rachunki u szewca, rzeźnika, piekarza, krawca. W takich przypadkach dowolność cen była duża, przewaga wierzyciela-drapieżcy oczywista. Zdarzały się jednak wyjątki. Oto przeciętny artysta flamandzki Matteus van Helmont, malujący pod Teniersa i Brouwera, nie mogąc zapłacić piwowarowi swego długu, daje mu jeden tylko obraz Chłopskie wesele, odciągając z rachunku poważną sumę 240 guldenów, sumę jakiej nigdy nie osiągnął Vermeer. Znakomity Joos de Mom-per, twórca impresjonistycznych", rozkołysanych jak wzburzone morze krajobrazów, miał skłonność do wina i zbyt często odwiedzał lokal niejakiego Gijsbre-chta van der Cruyse. W domu właściciela winiarni, w reprezentacyjnym pokoju, obitym skórą w złote tłoczenia, wisiały w efekcie 23 pejzaże Mompera kolekcja, jakiej nie posiadają najbogatsze muzea świata. Jan Steen, który był właścicielem oberży, namalował dla swego dostawcy obraz, za co dostał beczkę wina. Pewien malarz kwiatów, zadłużony u piekarza na sumę 35 guldenów, dał mu swój obraz, który wkrótce potem piekarz sprzedał z trzykrotnym zyskiem. Obrazami można było spłacić dom, kupić konia, można je było dać jako wiano córce, jeśli mistrz nie posiadał innego majątku. Znane są skomplikowane transakcje wiązane i długoterminowe. Oto malarz sprzedaje swemu koledze dom za kwotę 9000 guldenów. Nabywca zobowiązuje się, że będzie dostarczać co miesiąc obraz wartości 31 guldenów (to znaczy duży", bo za średni płacono 18 guldenów). Za opóźnienie w dostawie ustalono karę umowną w wysokości 6 guldenów. Materiały malarskie farby, płótno, a także ramy, płacą obie strony po połowie. A oto osobliwa umowa, ocierająca się o sprawy pozaziemskie. Pewien malarz, w zamian za obniżone komorne, obiecuje właścicielowi domu namalować portret ukochanej, zmarłej przed laty córki. Malowanie portretów (to one wyniosły Rem-brandta, a potem przyczyniły się do jego upadku), ograniczyło ryzyko artysty, ponieważ model z reguły był nabywcą, kazał się uwieczniać w okresie swojej prosperity, nierzadko ambicja powierzenia zadania dobremu mistrzowi brała górę nad

14 sknerstwem. Należało oddać pełne policzki, oczy patrzące śmiało w przyszłość, a także jak najdokładniej koronki i atłasy świątecznego stroju. Każdy chce wyglądać lepiej, bardziej godnie niż w rzeczywistości. Czasem malarze ulegali zabawnej mitomanii swoich klientów. Właściciel, który zawarł umowę z Janem Lie-vensem, zobowiązał artystę, aby przedstawił go jako Scypiona Afrykańskiego, a żonę jako Pallas Atenę. Kupiec kolonialny Gabriel Leyencamp, w niepohamowanej fantazji, właściwej kupcom kolonialnym, zażądał od malarza, żeby wyobraził go w postaci Archanioła Gabriela, zaś jego ukochaną jako Matkę Boską. Na rynku sztuki, obok obrazów dobrych, było sporo kiepskich, wręcz tandetnych (tandeta z patyną wydaje się nam szlachetniejsza), oraz niezliczona ilość kopii. To przecież od kopiowania rozpoczynali edukację uczniowie, dojrzali mistrzowie powtarzali" swoje obrazy, mniej zdolni bez skrupułów podrabiali utalentowanych i wziętych. W roku 1632 Adriaen Brouwer oświadczył przed notariuszem, że namalował tylko jeden obraz Taniec wieśniaków i że ten obraz znajduje się w posiadaniu Rubensa. W ten sposób artysta chciał odciąć się od znajdujących się w obiegu podrabianych Brouwerow, co było chyba walką z wiatrakami. Proceder fałszowania obrazów, stary jak sama sztuka, rozwijał się w XVII wieku w Holandii z rozmachem i na wielką skalę. Historia, którą teraz opowiemy w dużym uproszczeniu, nosi w sobie elementy i wątki powieści szelmowskiej. Można ją zatytułować Wielkość i upadek Gerrita Uylenburgha". Kim był bohater? Malarzem bez talentu, a jak wiadomo z historii, mogą to być osobnicy groźni dla otoczenia, zwłaszcza, jeśli natura wyposaży ich w wolę mocy lub przynajmniej przemożny imperatyw pchający do robienia kariery za wszelką cenę. Jego ojciec Henryk Uylenburgh, kuzyn żony Rembrandta Saskii, imał się wielu zajęć, handlował dziełami sztuki, był taksatorem masy spadkowej, czyścił i pokrywał werniksem obrazy. Życie skromne, pracowite, zatroskane, szare. Syn Gerrit ulepiony został z innej gliny. Obrotny, ambitny, posiadał dar zjednywania ludzi, tkał misterną sieć koneksji, stosunków, aż wreszcie zyskał sobie zaufanie wpływowych osobistości Republiki. W roku 1660 Stany Generalne powierzają mu udział w misji poselskiej do Anglii, na dwór Karola II. W prezencie dla króla wiózł Gerrit dwadzieścia cztery obrazy szkoły włoskiej, nabyte od pewnej zamożnej wdowy za niebagatelną sumę 80 tysięcy guldenów. Podróż z cennym ładunkiem ku brzegom wyspy zadecydowała o losie Uylenburgha. Ani demony morza, ani Wielki Kusiciel nie potrzebowały się trudzić. Pokusa narodziła się sama w praktycznej głowie Ger-rita i przybrała formę olśniewająco prostej idei. Nie ma wielkiego sensu sprowadzanie obrazów z Wenecji czy Rzymu, skoro w Holandii żyje dostateczna ilość artystów, którzy potrafią malować wszystko nie gorzej i w dodatku znacznie taniej. Należało pobić Włochów ich własną bronią oto zawołanie bojowe. Po powrocie do Amsterdamu Gerrit kupił dwa domy, urządził w nich sale wystawowe, pracownie i ściągnął spragnionych stałego zarobku artystów. Tak powstała wielka manufaktura malarstwa włoskiego w Holandii. Cała sprawa otoczona była należytą dyskrecją. Z początku wszystko rozwijało się pomyślnie, interesy nabierały rumieńców, aż nagle, zupełnie niespodziewanie, podstępny los zarzucił na Gerrita zdradzieckie sieci. Było to w czasie, kiedy Uylenburgh zawarł był bardzo korzystną umowę z księciem elektorem brandenburskim na dostawę 13 obrazów wybitnych mistrzów włoskich, i pobrał zaliczkę w wysokości 4000 guldenów. Któż mógł jednak przewidzieć, że na dworze księcia działał wówczas holenderski malarz kwiatów Hendrick Fromentin, który przed laty pracował za psie pieniądze dla fabrykanta Włochów madę in Amsterdam. Jego zemsta była słodka, a ekspertyza miażdżąca: żaden z obrazów nie jest autentycznym dziełem szkoły włoskiej. Dalej wypadki toczą się w przyspieszonym tempie. Książę odsyła obrazy. Oburzony Gerrit cała sprawa nabiera rozgłosu powołuje komisję złożoną z dziewięciu ekspertów, która wydaje wyrok salomonowy: niektóre obrazy są dobre, inne mniej dobre, ale wszystkie mogłyby znaleźć się w r zbiorach sztuki włoskiej. Co to miało znaczyć nie wiadomo. Pewna niejasność enigmatycznych wyroków, podobnie jak tajemnicze kobiety, posiada swój urok. Ambitnego Gerrita takie postawienie sprawy oczywiście nie zadowala. Przez lata będzie bronić zaciekle swego kupieckiego honoru, a mówiąc mniej górnolotnie po prostu egzystencji. Mnożą się ekspertyzy. Grupa rzeczoznawców, wśród których znajdują się tacy świetni malarze, jak

15 van Aelst, czy Kalf, orzeka stanowczo, że cała kolekcja Gerrita to zbieranina nieudolnych kiczy. Natomiast werdykt powołanej nieco później innej komisji jest mniej bezwzględny i jednoznaczny 31 malarzy wypowiada się za autentycznością obrazów, 20 przeciw. Podobnie jak w procesie poszlakowym sprzeczne opinie biegłych zaciemniają jeszcze sprawę. Afera toczy się na dwóch płaszczyznach. Pierwsza to spektakularny skandal, który trzyma w napięciu cały świat artystyczny Holandii. W powietrzu krążą żarty, pamflety, wiersze pisane przez domorosłych, a nawet wybitnych poetów, jak Vondel, którzy bronią lub bezlitośnie szydzą z Uylenburgha. A ci wszyscy, bądźmy szczerzy, którzy lubią pasjami oglądać publiczne egzekucje i bankructwa z trzaskiem. mają dużą porcję zdrowej zabawy. Druga, głębsza płaszczyzna, gdzie, jak można się domyślać, ukryte są prawdziwe sprężyny afery. Jak można wytłumaczyć tak wielką rozbieżność opinii kilkudziesięciu holenderskich malarzy, którzy brali udział w ekspertyzach? Czy nie był to sąd kapturowy nad sztuką Włochów, którzy stanowili konkurencję groźną i nie do pobicia dla rodzimych artystów? Na koniec Gerrit zmuszony jest do kapitulacji. W roku 1674 wystawia swoje włoskie" obrazy na licytacji. Dwa lata później sprzedaje resztę swych zbiorów, a są wśród nich rzeczy świetne płótna Rembrandta, Lastmana, van Aelsta, Metsu, Her-culesa Seghersa. I wszystkie niewątpliwie autentyczne. Uylenburgh opuszcza niewdzięczną ojczyznę. Wyjeżdża do Anglii, czyli do miejsca swego wielkiego pokuszenia. Do końca życia, trochę z laski swego angielskiego kolegi, będzie malował tła pejzażowe do portretów. Ars alit artificem. Jak wszystkie złote myśli, sentencje z kalendarza, trzeba i tę potraktować z należytą dozą sceptycyzmu. Jeśli istotnie sztuka żywi artystów, jest ona karmicielką manieryczną, roztargnioną, często zupełnie nieobliczalną. Malarze holenderscy złotego wieku" podejmowali się przeróżnych prac, które każdy współczesny tak zwany artysta odrzuciłby jako poniżające. No cóż, byli rzemieślnikami, a ich pokora wobec życia była wielka i piękna. Niektóre z owych dodatkowych zajęć miały coś wspólnego z ich profesją, wymagały biegłości pędzla, znajomości tworzywa, chociaż wykraczały poza ramy obrazów. A więc malowali wszystko plafony, obrazki na kominkach i supraportach, ozdabiali okręty, powozy, wirginały, zegary, kafle, ceramikę, a także wykonywali na zamówienie wywieszki sklepowe. Dobry malarz Gerrit Berckheyde ochrzczony został Rafaelem szyldów. Francuski podróżnik Sorbier podziwia estetykę holenderskich sklepów: dont les en-seignes sont quelquefois de fort bons tableaux". Carel Fabritius łatał budżet domowy malowaniem herbów miejskich po 212 guldenów od sztuki. Inni a pośród nich najwybitniej si malarze prowadzili podwójne życie" zawodowe. Byli kucharzami, właścicielami gospod, zajazdów, cegielni, drobnymi urzędnikami, handlowali dziełami sztuki, nieruchomościami, pończochami, tulipanami czym popadło. Uśmiech fortuny, łaska losu częściej zdarzają się w krajach zamożnych i wszyscy na to po cichu liczą. Gerard Dou, ten czarujący szczęściarz, dostawał od posła szwedzkiego w Hadze, za samo tylko prawo pierwokupu, 500 guldenów rocznie. Dobra sława holenderskich malarzy zapewniała im zaproszenia na obce dwory. I tak na przykład Godfried Schalcken, Adriaen van der Werff, Eglon van der Neer, spędzili lata w służbie księcia elektora w Diisseldorfie. Ale wielcy Vermeer, Hals, Rem-brandt nigdy nie wybrali się za Alpy, czy choćby do sąsiednich krajów. Pozostali wierni drzewom, murom, obłokom własnej ojczyzny, rodzinnego miasta i, co dziwniejsze, ten prowincjonalizm z wyboru stanowił siłę i zadecydował o pośmiertnym tryumfie. Brak stabilizacji, niepewność jutra były zmorą artystów, więc starali się zaradzić temu na różny sposób, aby zapewnić sobie przez jakiś okres stałe środki egzystencji. Tylko nielicznym to się powiodło. Wysoko notowany malarz Emmanuel de Witte zawiera umowę z notariuszem Jorisem de Wijsem, mocą której oddaje mu całą swoją roczną produkcję w zamian za 800 guldenów, mieszkanie i wikt. Zdarzało się, że bogaty kupiec lub kolekcjoner, udając się w podróż do Francji czy Włoch, zabierał z sobą artystę, a ten za określoną sumę szkicował mu krajobrazy, osobliwości, widoki miast. Staraliśmy się spojrzeć na życie malarzy holenderskich XVII wieku od strony banalnej, mało efektownej, z punktu widzenia rubryk winien", ma", czyli szarej buchalterii. Lepsze to, bardziej uczciwe niż patos i sentymentalne westchnienia, w których lubują się autorzy vies romancees pisanych dla czułych serc.

16 To prawda, los nie oszczędzał członków gildii Świętego Łukasza. Wiemy, że Hercules Seghers i siedemdziesięciopięcioletni Emmanuel de Witte, przy-gnieceni materialnymi troskami, popełnili samobójstwo. Hals, Hobbema, Ruysdael umarli w przytułkach. Bieda, alkoholizm zdarzały się często, ale bynajmniej nie zawsze. Znakomity Philips Wouwerman daje córce w posagu 20 tysięcy guldenów; marynista Jan van de Capelle mógł spokojnie zamknąć oczy, zostawił bowiem majątek szacowany na 100 tysięcy guldenów i wspaniałą kolekcję 200 obrazów (między innymi Rubens, van Dyck, Rembrandt), a także kilka tysięcy grafik. Należy jednak dodać, że Capelle czerpał swe dochody w większym stopniu z dobrze prosperującej farbiarni niż z malarstwa. Zachowane wiadomości o życiu holenderskich twórców są skąpe, należą oni do rasy artystów, którzy pozostawiają po sobie dzieła, a nie skargi i lamenty. Naprawdę, nie ma tu wątków dramatycznych, niezdrowych rumieńców, żadnych sensacji. Cala ziemska egzystencja streszczona jest w paru datach urodzin, wyzwolenia na mistrza, ślubu, chrztu dzieci, śmierci wreszcie. Można im tylko zazdrościć. Jakiekolwiek były nędze i blaski, zawody i klęski ich kariery, rola ich w społeczeństwie, ich miejsce na ziemi były niekwestionowane, zawód uznany powszechnie i tak oczywisty jak zawód rzeźnika, krawca czy piekarza. Nikomu nie przychodziło do głowy pytanie, po co istnieje sztuka ponieważ świat bez obrazów byłby po prostu niepojęty. To my jesteśmy ubodzy, bardzo ubodzy. Znakomita część sztuki współczesnej opowiada się po stronie chaosu, gestykuluje w pustce albo mówi o historii własnej, jałowej duszy. Dawni mistrzowie, wszyscy bez wyjątku, mogli powtórzyć za Racinem pracujemy po to, aby podobać się publiczności", to znaczy wierzyli w sens swojej pracy, możliwość międzyludzkiego porozumienia. Afir-mowali widzialną rzeczywistość z natchnioną skrupulatnością i dziecięcą powagą, jakby od tego miały zależeć porządek świata i obroty gwiazd, trwałość niebieskiego sklepienia. Niech pochwalona będzie ta naiwność.

17 Tulipanów gorzki zapach...galant tulip will hang down his head like to a uirgin newly ravmhed... Robert Herrick 1. Oto historia jednego z ludzkich szaleństw. W opowieści tej nie będzie pożaru trawiącego wielkie miasto nad rzeką ani rzezi bezbronnych, ani zalanej porannym światłem rozległej równiny, gdzie uzbrojeni jeźdźcy spotykają innych jeźdźców, aby u schyłku dnia, po morderczej bitwie, okazało się, który z dwu wodzów zasłużył na skromne miejsce w historii, pomnik z brązu lub, przy mniejszym szczęściu, dał swe imię jakiejś bocznej uliczce przedmieścia nędzy. Nasz dramat jest skromny, mało patetyczny, daleki od słynnych dziejowych krwotoków. Bo wszystko zaczęło się niewinnie od rośliny, od kwiatu, od tulipana, który jakże trudno to sobie wyobrazić rozpętał zbiorowe i nieokiełznane namiętności. Co więcej: dla tych, którzy zajmowali się tym fenomenem, najbardziej zdumiewający był fakt, że owo szaleństwo dotknęło naród oszczędny, trzeźwy, pracowity. Nasuwa się pytanie: jak do tego doszło, że w oświeconej Holandii, a nie gdzie indziej, tulpenwoede mania tulipanowa osiągnęła tak zatrważające rozmiary, wstrząsnęła podstawami solidnej gospodarki narodowej i wciągnęła w gigantyczny hazard przedstawicieli wszystkich warstw społecznych. Niektórzy tłumaczą to przysłowiową miłością Ni-derlandczyków do kwiatów. Istnieje taka stara anegdota: otóż pewna dama zwróciła się z prośbą do artysty, aby namalował jej bukiet rzadkich kwiatów, bowiem nie stać ją na to, aby je kupić. Tak właśnie miała powstać nieznana dotąd gałąź malarstwa. Zauważmy, że dla owej damy inspiratorki nowego gatunku w sztuce, motywy estetyczne grały rolę najzupełniej drugorzędną. To czego naprawdę pożądała, było przedmiotem realnym koroną płatków na zielonej łodydze. Dzieło artysty było zaledwie substytutem, cieniem rzeczy istniejących. Podobnie kochankowie skazani na rozłąkę muszą zadowolić się podobizną umiłowanej twarzy. Na początku obraz wyraża tęsknotę za rzeczywistością daleką, nieosiągalną, utraconą. Sa. jeszcze inne powody, bardziej prozaiczne czy zgoła przyziemne, które, jak się zdaje, dostatecznie tłumaczą osobliwą predylekcję Holendrów do kwiatów. Kraj pozbawiony rozpasanej, bujnej wegetacji, ujęty w karby racjonalnej gospodarki, zdumiewał wielu podróżnych, bo nie znajdowali w nim nawet szumiących łanów zbóż. Zboże sprowadzano z zagranicy. Ziemi było mało, jej jakość najczęściej licha, natomiast cena zawsze bardzo wygórowana. Większość areału przeznaczano na pastwiska, a także sady i ogrody. Sama natura kraju zmuszała do gospodarki intensywnej na małych przestrzennie gruntach. Przyroda rzuca człowiekowi wyznanie, także estetyczne. Nie jest zatem rzeczą trudną do pojęcia, iż pewna monotonia krajobrazu holenderskiego rodzita marzenia o florze różnorodnej, wielobarwnej, niezwykłej. Być może drzemała w tym tęsknota za utraconym rajem, który malarze średniowieczni przedstawiali w postaci rozarium, sadu czy kwietnika. Wiekuista zieleń bardziej przemawia do wyobraźni niż wiekuiste światło. W porównaniu z pompatyczną wspaniałością francuskich czy angielskich magnackich ogrodów, ich holenderskie odpowiedniki są oczywiście skromne. Najczęściej zajmowały przestrzeń zaledwie kilkudziesięciu stóp kwadratowych, ale cóż za bogactwo roślin, jaka świadoma kompozycja barw; trawnik z wysepkami mchu, grządki różnokolorowych kwiatów, krzewy bzu, jabłoń a na to wszystko nałożony wzór sieć lilipucich ścieżek wysypanych białym piaskiem. Każdy, nawet prosty rzemieślnik pragnie posiadać z tyłu domu swój kwietnik i hodować piękniejsze, bardziej niezwykłe niż w ogrodzie sąsiada róże, irysy, lilie i hiacynty. Owa adoracja przyrody jakby echo zamierzchłych kultów wegetacyjnych miała wszelkie cechy miłości oświeconej. W Lejdzie, a także na innych uniwersytetach, wykładali znakomici znawcy świata roślin, jak na przykład Francuz Lecluse, zwany Clusiusem (będzie o nim jeszcze mowai, który założył w roku 1587 pierwszy ogród botaniczny. Uczeni wyruszali wraz z kolonizatorami na dalekie i niebezpieczne wyprawy, aby poznać tajemnice egzotycznej przyrody. A szeroka publiczność czytała z zapałem książki poświęcone systematyce, anatomii i hodowli roślin. Sumą tej bogatej literatury jest opasłe, trzy-tomowe dzieło Jana van der Meursa pod znamiennym tytułem Arboretum Sacrum. W haskim muzeum Mauritshuis znajduje się obraz Bukiet na tle sklepionego okna pędzla świetnego malarza kwiatów Ambrosiusa Bosschaerta starszego. Otóż obraz ten napawał mnie zawsze czymś w rodzaju niepokoju, chociaż zdawałem sobie dobrze sprawę, że powodem tego nie może być przecież

18 sam temat malarski. Cóż bowiem bardziej kojącego, bardziej idyllicznego niż ułożona z wyszukaną prostotą wiązanka róż, dalii, irysów i storczyków, ukazana na tle nieba i dalekiego, górskiego krajobrazu, który roztapia się w błękicie? A jednak samo traktowanie tematu jest zastanawiające i z lekka niesamowite. Na tym obrazie kwiaty ciche służki natury, bezbronne dawczynie zachwytów pysznią się, królują niepodzielnie, panoszą się z niespotykaną dotychczas intensywnością i siłą. Wydaje się, że nastąpił tu ważny i decydujący akt wyzwolenia. Ciche służki natury" porzuciły rolę ornamentu nie wdzięczą się, nie omdlewają, ale atakują widza swoją dumną, chciałoby się rzec, świadomą siebie indywidualnością. Są jakby ponadnatu-ralne i natarczywie obecne. A wszystko to dzieje się nie dlatego, że są wyrazem gwałtownych stanów wewnętrznych artysty (jak Słoneczniki van Gogha), lecz wręcz przeciwnie, kształt, kolor i charakter kwiatów został oddany skrupulatnie i drobiazgowo z chłodną bezstronnością botanika i anatoma. Światło obrazu jasne, obiektywne" oznacza, że artysta zrezygnował ze wszystkich uroków ehiaroscuro, malarskiej hierarchii, to jest zatapiania jednych przedmiotów w cieniu i akcentowania innych oświetleniem. Bukiet na tle sklepionego okna można porównać do portretów zbiorowych Fransa Halsa, w których nie ma podziału na osoby ważne i mniej ważne. Obraz Bosschaerta powstał około roku 1620, niedługo przed śmiercią artysty. Wypadki, o których zamierzamy opowiedzieć, rozegrały się kilka lat później. Ale już w tym obrazie można dostrzec znaki nadciągającej burzy. Bo czyż owe wyemancypowane, dominujące, zaborcze kwiaty, które głośno domagają się podziwu i czci, nie są przejawem osobliwego kultu? Wskazuje na to choćby sama kompozycja obrazu. Bukiet umieszczony jest na wysokim oknie jak na ołtarzu, wywyższony ponad całą przyrodę. Pogańska monstrancja kwiatów. W obrazie Bosschaerta jest kilka złowróżbnych tulipanów. 2. To nie jest wcale nieprawdopodobne, że choroby mają swoje historie, to znaczy: każda epoka ma swoje określone choroby, które w takiej postaci przedtem nie występowały i później w tej formie już nie powrócą. Troels-Lund Tulipan jest darem Wschodu, podobnie jak wiele innych darów błogosławionych i złowrogich religii, zabobonów, ziół leczniczych i ziół odurzających, świętych ksiąg i najazdów, epidemii i owoców. Nazwa pochodzi z perskiego i oznacza turban. Od wieków był ulubionym, adorowanym kwiatem w ogrodach Armenii, Turcji i Persji. Na dworze sułtanów urządzano coroczne święto tulipanowe. Opiewali go poeci Omar Chajjam i Hafiz, wspomniany jest w Księdze tysiąca i jednej nocy tak że zanim zawędrował do Europy miał za sobą kilkusetletnią karierę orientalną. Jego pojawienie się na Zachodzie jest zasługą dyplomaty. Nazywał się Ogier Ghiselin de Busbecq i był na dworze Sulejmana Wspaniałego w Konstantynopolu posłem austriackich Habsburgów. Człowiek wykształcony i ciekawy świata (zachowały się jego interesujące opisy podróży), pisał z obowiązku wyczerpujące raporty dyplomatyczne, ale z większym chyba zapałem zbierał greckie rękopisy, antyczne inskrypcje, a także naturalia. W roku 1554 wysłał na wiedeński dwór transport sadzonek tulipana. Taki był niewinny złego początek. Od tego czasu kwiat zdumiewająco szybko rozpowszechnia się w Europie. Konrad Gesner, zwany niemieckim Pliniuszem, dał pierwszy naukowy opis rośliny w dziele De Hortis Germaniae (1561). W tymże samym roku goście bankierskiej rodziny Fuggerów podziwiają w ich augsburskich ogrodach grządki tego rzadkiego jeszcze kwiatu, który nieco później pojawia się we Francji, Niderlandach, Anglii, gdzie John Tran-descent ogrodnik Karola I szczyci się z wyhodowania 50 odmian tulipana. Przez krótki okres gastronomowie próbują z niego zrobić przysmak na wytworne stoły: w Niemczech jedzony jest w cukrze, w Anglii natomiast na ostro, w oliwie i occie. Również niecny spisek aptekarzy, aby uczynić z tej rośliny środek przeciwko wzdęciom, szczęśliwie spełzł na niczym. Tulipan pozostał sobą - poezją Natury, której obcy jest wulgarny utyktaryzm. Tak więc na początku jest to kwiat monarchów, dobrze urodzonych bogaczy bardzo cenny, strzeżony w ogrodach, niedostępny. Współcześni wymyślili mu duszę mówili, że wyraża elegancję i wytworną zadumę. Nawet jego kalectwo brak zapachu poczytywano za cnotę powściągliwości. W istocie chłodna uroda ma, by tak rzec, charakter intrower-tywny. Tulipan zezwala, aby go podziwiano, ale nie budzi gwałtownych uczuć pożądania, zazdrości, miłosnych zapałów. Jest pawiem wśród kwiatów. Tak przynajmniej pisali dworscy filozofowie ogrodów". Historia wykazała, że błądzili.

19 Jak wiadomo, gust dworów jest zaraźliwy, bywa często naśladowany i to przez warstwy niższe, za co spotyka je zasłużona boża kara. Na początku XVII wieku kronikarze notują we Francji pierwsze objawy nazwijmy to w ten sposób ostrej tulipanowej gorączki. Oto w roku 1608 pewien malarz za jedną jedyną cebulkę rzadko spotykanej odmiany zwanej,j\4ere brune" rozstaje się ze swym młynem; jakiś młody żonkoś był podobno zachwycony, kiedy jako cały posag dostaje od teścia cenną sadzonkę nazwaną stosownie do okazji Mariage de ma filie"; inny zapaleniec nie wahał się zamienić swego kwitnącego browaru za cebulkę, która od tej pory nosi niezbyt wytworną nazwę Tulipe brasserie". Przykłady dałoby się mnożyć i bez trudu wykazać, że tam, gdzie pojawił się tulipan zanotowano mniej lub więcej przypadków tulipanowej manii. Jednakże tylko w Holandii osiągnęła ona nasilenie i rozmiary epidemii. Początki są niejasne i trudne do ścisłego ustalenia zarówno w czasie, jak i w przestrzeni. Z dżumą ma się sprawa prościej: pewnego dnia zawija do portu statek ze Wschodu, część załogi ma silną gorączkę, niektórzy majaczą, na ich ciele widoczne są guzy. Schodzą na ląd, umieszczani są w szpitalach, domach i zajazdach. Pierwsze wypadki śmierci, po czym ilość zachorowań kończących się zwykle zgonem gwałtownie rośnie. Całe miasto, cała okolica, cały kraj ogarnięty jest plagą. Umierają książęta i żebracy, święci i wolnomyśliciele, zbrodniarze i niewinne dzieci. Owo pandemonium śmierci było od czasów Tukidydesa wielokrotnie i szczegółowo opisywane. Natomiast tulipomania i tutaj zaczynają się kłopoty jest zjawiskiem mentalnym, inaczej mówiąc, psychozą społeczną. Podobnie jak inne psychozy religijne, wojenne, rewolucyjne czy gospodarcze, na przykład gorączka złota czy krach na giełdach amerykańskich w roku 1929 mimo licznych i uderzających analogii nie dają się oczywiście (ale jaka szkoda!) wyjaśnić w kategoriach chorób zakaźnych. Brak nam instrumentów pozwalających mierzyć ilościowo zakres epidemii, stopień zaraźliwości", liczbę zachorowań" o przebiegu ostrym i łagodnym, krzywą gorączki" poszczególnych osób dotkniętych manią. Pozostaje więc metoda wczuwania się w atmosferę wydarzeń, ostrożny opis, notowanie pewnych jaskrawych i charakterystycznych przypadków. Trudno dokładnie określić, kiedy tulipan pojawił się po raz pierwszy w Niderlandach, zapewne jednak dość wcześnie. Wiemy na przykład, że w roku 1562 przyjęto w antwerpskim porcie ładunek tulipanowych cebulek. Ale intensywne zainteresowanie tym kwiatem nastąpiło kilka dziesiątków lat później i było zapewne odbiciem mody, jaka panowała na dworach królewskich, zwłaszcza na dworze francuskim. Na przełomie XVI i XVII wieku zdarzyło się coś, co z pozoru wydaje się mało ważnym przypadkiem z kronik kryminalnych, w istocie jednak stanowi jeden z pierwszych objawów tulipomanii na ziemi holenderskiej. Otóż Carolus Clusius o którym już wspominaliśmy profesor botaniki na słynnym uniwersytecie w Lejdzie (przedtem piastował godność dyrektora cesarskich ogrodów w Wiedniu), był uczonym szeroko znanym, a przy tym człowiekiem gadatliwym i może nawet trochę próżnym. Przy każdej okazji opowiadał on nie tylko uniwersyteckim kolegom, ale także przygodnym słuchaczom o roślinach. które hoduje. Najczęściej z entuzjazmem i nie ukrywaną dumą rozprawiał o tulipanach, których, jak twierdził, nie zamieniłby za żadne bogactwa świata. Była to jawna prowokacja, z czego uczony nie zdawał sobie zapewne sprawy. Pewnej, powiedzmy, bezksiężycowej nocy nieznani sprawcy wdarli się do ogrodów uniwersyteckich i skradli tulipany Clusiusa. Złodzieje musieli posiadać niemałe kwalifikacje naukowe, ponieważ ich łupem były wyłącznie odmiany naprawdę rzadkie i cenne. Zgorzkniały botanik nie zajmował się już tą rośliną do końca życia. Cała ta historia przypomina balladę o uczniu czarnoksiężnika. Nastąpiła nagła transmutacja: przedmiot cierpliwych naukowych, a więc bezinteresownych studiów przemienił się w obiekt obłędnych finansowych transakcji. I tu nasuwa się istotne pytanie dlaczego właśnie tulipan, a nie inny kwiat wyzwolił szaleństwo? Powodów było kilka. Powiedzieliśmy już, iż tulipan był kwiatem arystokratycznym i uwielbianym. Cóż za rozkosz posiadać coś, co stanowi dumę monarchów! Poza tymi względami snobistycznymi istniały także powody czysto, by tak rzec, przyrodnicze... Otóż hodowla tulipana nie nastręczała większych problemów i kłopotów. Był to kwiat wdzięczny, łatwy do oswojenia. Każdy, który posiadał choćby najmniejszy kawałek ziemi, mógł oddać się tej pasji. W holenderskich ogrodach grasował pewien gatunek wirusa, który powodował, że płatki korony tulipana przybierały często fantastyczne kształty o brzegach postrzępionych i pofałdowanych. Z tej pa-

20 tologii nauczono się wkrótce ciągnąć zyski. A wreszcie - co jest szczególnie ważne dla naszych rozważań o przyrodniczych podstawach tulipomanii żaden inny kwiat nie posiadał takiej ilości odmian. Utrzymywało się przekonanie, że roślina ma osobliwą właściwość: prędzej czy później spontanicznie, to znaczy bez udziału człowieka, daje nowe mutacje, nowe wielobarwne formy. Mówiono, że natura umiłowała ten kwiat i bawi się z nim bez końca. Wyrażając się mniej górnolotnie, znaczyło to: nabywca cebulki tulipana znajdował się w sytuacji człowieka grającego na loterii. Ślepy los mógł go obdarzyć wielką fortuną. W pierwszej połowie XVII wieku Holendrzy szczycili się trzema rzeczami: najpotężniejszą i niepokonaną flotą, słodyczami wolności większymi niż gdzie indziej" i - jeśli można łączyć w jednym zdaniu sprawy ważne z mniej ważnymi co najmniej paroma setkami odmian tulipana. Zdawało się, że słownik nie nadąży za tym bogactwem przyrody. Mamy w tym czasie pięć gatunków Cudu", cztery Szmaragdy", aż trzydzieści Wzorów doskonałości" (co stanowi pewne semantyczne nadużycie tego słowa). Obdarzeni fantazją wymyślali imiona pełne poezji Królewski agat", Diana", Arlekin", a pozbawieni wyobraźni nazywali swoje okazy po prostu Pstry", Dziewica", Czerwono-żółty". Aby sprostać rosnącym zadaniom, wprowadzono także stopnie wojskowe, ba, wprzęgnięto nawet historię, mamy więc Admirała van Enckhuysena", Generała van Eycka" i wielu innych, co pewien sprytny hodowca postanowił śmiało przelicytować, nazywając swoją odmianę Generałem Generałów". Jest też oczywiście Król", Wi-ce-Król", Książę", tak jakby w tę całą różnorodność graniczącą z chaosem chciano wprowadzić ład ary-stokratyczno-wojskowy. Ogromna ilość odmian tulipanów, jakie zdołano wyhodować w Holandii, budzi podziw i oszołomienie, ale tkwił w tym także zalążek katastrofy. Jeśli gra toczy się przy użyciu niewielkiej ilości kart, jest z reguły prostacko banalna i kończy się szybkim rozstrzygnięciem; kiedy natomiast gracze rozporządzają, powiedzmy, kilkoma taliami, otwiera się pole do stosowania złożonych kombinacji, inteligentnej strategii, wyważonego ryzyka i przebiegłych metod. Podobnie było z tulipanem; należało się tylko zgodzić, jakie gatunki będą miały walor asów", a jakie zaliczy się do płotek". To jest oczywiście bardzo uproszczony schemat, pierwsze nieśmiałe zbliżenie do tematu. Elementy ludyczne grały niewątpliwą rolę, w istocie jednak tu-lipomania była zjawiskiem bardzo złożonym. Najbardziej decydujący i ważki był chyba aspekt ekonomiczny zagadnienia. Inaczej mówiąc, w porządek natury wprowadzono porządek giełdy i tulipan zaczął tracić swoje właściwości i uroki kwiatu, bladł, wj^zbywał się kolorów i kształtów 7, stawał się abstrakcją, nazwą, symbolem wymienialnym na pewną ilość pieniędzy. Powstawały tedy skomplikowane tabele, na których poszczególne gatunki ułożone były według zmiennej ceny rynkowej, niczym papiery wartościowe albo kursy walut. Wybiła godzina wielkiej spekulacji. Przez cały okres tulipomanii a więc w ciągu kilkunastu lat na samym szczycie owych cenników utrzymywał się niezmiennie, jak słońce znieruchomiałe w zenicie Semper Augustus". Nie poznałem go nigdy osobiście. Daremnie szukać go w kwiaciarniach, które, jak inne nasze sklepy, sprzedają standardowe róże, standardowe jajka, standardowe samochody. Moja wina. Gdybym odwiedzał ogrody botaniczne tak pilnie jak muzea, może doszłoby do spotkania. Znam jednak ten tulipan ze starych kolorowych sztychów. Jest istotnie piękny, dzięki swojej wyszukanej i zarazem prostej harmonii barw. Płatki nieskazitelnie białe, wzdłuż płatków przebiegają rubinowe, płomieniste żyłki, na dnie kielicha błękit, jakby odbicie pogodnego nieba. To był naprawdę okaz wyjątkowo ładny, ale cena jaką osiągnął Semper Augustus" pięć tysięcy florenów (równowartość domu z rozległym ogrodem) budzi dreszcz niepokoju. Tamy zdrowego rozsądku zostały przerwane. Odtąd będziemy poruszać się po grząskich rejonach chorobliwej fantazji, gorączkowej chęci zysku, obłąkańczych iluzji i gorzkich rozczarowań. Zdarzało się, że transakcje zawierane były w naturze, co jeszcze lepiej pozwala wglądnąć w rozmiary szaleństwa. Oto za cebulkę tulipana,.wice-krór (wart był połowę tego co Semper Augustus") płacono w na-turaliach jak następuje: 2 wozy pszenicy 4 wozy żyta 4 tłuste woły 8 tłustych świń 12 tłustych owiec 2 beczki wina

Amsterdam - Wenecja Północy

Amsterdam - Wenecja Północy Amsterdam - Wenecja Północy Opis Cena od: 2000 PLN Liczba dni: 4 dni Kraj: Holandia Tulipany, chodaki, wiatraki i ser to najczęściej podawane symbole Holandii. Holandia mimo, że to niewielki kraj, wciśnięty

Bardziej szczegółowo

SP Klasa VI, temat 2

SP Klasa VI, temat 2 SP Klasa VI, temat 2 SP Klasa VI, temat 2 SP Klasa VI, temat 2 SP Klasa VI, temat 2 SP Klasa VI, temat 2 SP Klasa VI, temat 2 SP Klasa VI, temat 2 SP Klasa VI, temat 2 zagiąć NAUKOWCY SP Klasa VI, temat

Bardziej szczegółowo

Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka?

Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka? Platon, Państwo, przeł. W. Witwicki, Warszawa: PWN, 1958, t.1, ks. II, 368E-372A. A czyż państwo nie jest większe od jednego człowieka? Większe powiada. To może i większa sprawiedliwość mieszka 369 w tym,

Bardziej szczegółowo

Stanisław Zagajewski utalentowany artysta samorodek - maj 2009

Stanisław Zagajewski utalentowany artysta samorodek - maj 2009 Stanisław Zagajewski utalentowany artysta samorodek - maj 2009 To był kapitalny pomysł mojej koleżanki Ani, abyśmy połączyły majowy wyjazd na jedyny poznański koncert Snowy White a, z obejrzeniem rzeźb

Bardziej szczegółowo

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!!

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W dniu 30-04-2010 roku przeprowadziłem wywiad z moim opą -tak nazywam swojego holenderskiego dziadka, na bardzo polski temat-solidarność. Ten dzień jest może najlepszy

Bardziej szczegółowo

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk

MAŁA JADWINIA nr 11. o mała Jadwinia p. dodatek do Jadwiżanki 2 (47) Opracowała Daniela Abramczuk o mała Jadwinia p MAŁA JADWINIA nr 11 Opracowała Daniela Abramczuk Zdjęcie na okładce Julia na huśtawce pochodzą z książeczki Julia święta Urszula Ledóchowska za zgodą Wydawnictwa FIDES. o Mała Jadwinia

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy.

Prawdziwa miłość ani nie poucza, ani nie straszy. 5 6 Tyle nam powiedział Święty Paweł, jaka może być miłość: cierpliwa, wytrwała... Widzimy taką miłość w życiu między ludźmi. Możemy ją opisać, używając słów mniej lub bardziej udanych, ale można się zgubić

Bardziej szczegółowo

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego

W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Sens życia Gdy na początku dnia czynię z wiarą znak krzyża, wymawiając słowa "W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego", Bóg uświęca cały czas i przestrzeń, która otworzy

Bardziej szczegółowo

Narysowanie postaci ludzkiej nie należy

Narysowanie postaci ludzkiej nie należy WSTĘP 3 Narysowanie postaci ludzkiej nie należy do prostych zadań. Opanowanie tej sztuki wymaga wielu ćwiczeń i dużej cierpliwości, jednak jest to możliwe dla każdego, kto wykaże się zapałem oraz ambicją,

Bardziej szczegółowo

Katharsis. Tyle bezimiennych wierszy, ilu poległych rycerzy Dariusz Okoń

Katharsis. Tyle bezimiennych wierszy, ilu poległych rycerzy Dariusz Okoń 1 Spis treści Od Autora......6 Katharsis...7 Zimowy wieczór......8 Cierpienie i rozpacz......9 Cel.... 10 Brat Niebieski.... 11 Czas.... 12 Opętana.... 14 * * * [Moja dusza słaba].... 16 * * * [Człowiek

Bardziej szczegółowo

Andrzej Siemi ń ski. malarstwo. 27 V 2011-24 VII 2011 - Galeria J

Andrzej Siemi ń ski. malarstwo. 27 V 2011-24 VII 2011 - Galeria J Andrzej Siemi ń ski malarstwo 90-408, ul. Próchnika 3 tel. +48 42 632 67 07 e-mail: galeria.j@interia.pl www.galeriaj.pl Organizacja wystawy: Anna Niedzielska Julia Sowińska-Heim 27 V 2011-24 VII 2011

Bardziej szczegółowo

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE

ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 1 ŻYCIE BEZ PASJI JEST NIEWYBACZALNE 2 Padał deszcz. Mówią, że podczas deszczu dzieci się nudzą. Nie oni. Ukradkiem wzięli rowery i postanowili pojechać przed siebie: -myślisz, że babcia nas widziała?

Bardziej szczegółowo

WPROWADZENIE. Tworzyć nowe w sobie i świecie

WPROWADZENIE. Tworzyć nowe w sobie i świecie WPROWADZENIE D zień dobry, Przyjaciele. Pragnę powitać tych wszystkich, któ rzy kroczą drogą dalszego energoinformacyjnego rozwoju oraz tych, którzy stawiają na niej dopiero pierwsze kroki. Czy gotowi

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Andrzej Guttfeld. Fot. Krzysztof Miller

Andrzej Guttfeld. Fot. Krzysztof Miller Indie Nepal Meksyk Tybet Kuba Ukraina Krym. Słowem artysta w podróży. Malarskie i rysunkowe impresje Andrzeja Guttfelda przenoszą nas w rozmaite miejsca na kuli ziemskiej, różne strefy czasowe, często

Bardziej szczegółowo

do trzech razy sztuka...

do trzech razy sztuka... T O, C O L U B I M Y do trzech razy sztuka... Tu musiało się wtrącić przeznaczenie. Ten sam dom wybrali trzy razy, myśląc, że to różne wille. Kiedy go zobaczyli w naturze, polubili się od razu. Pozostało

Bardziej szczegółowo

PRZEDMIOTOWY SYSTEM OCENIANIA Z PLASTYKI Przedmiotowy system oceniania z plastyki jest zgodny z wewnątrzszkolnym systemem oceniania.

PRZEDMIOTOWY SYSTEM OCENIANIA Z PLASTYKI Przedmiotowy system oceniania z plastyki jest zgodny z wewnątrzszkolnym systemem oceniania. PRZEDMIOTOWY SYSTEM OCENIANIA Z PLASTYKI Przedmiotowy system oceniania z plastyki jest zgodny z wewnątrzszkolnym systemem oceniania. Obszary podlegające ocenianiu na plastyce klasy IV- VI 1. Prace plastyczne

Bardziej szczegółowo

Podziękowania naszych podopiecznych:

Podziękowania naszych podopiecznych: Podziękowania naszych podopiecznych: W imieniu swoim jak i moich rodziców składam ogromne podziękowanie Stowarzyszeniu za pomoc finansową. Dzięki działaniu właśnie tego Stowarzyszenia osoby niepełnosprawne

Bardziej szczegółowo

HANS CHRISTIAN ANDERSEN. Przygotawała Katarzyna Semla SP-5 Żywiec

HANS CHRISTIAN ANDERSEN. Przygotawała Katarzyna Semla SP-5 Żywiec HANS CHRISTIAN ANDERSEN Przygotawała Katarzyna Semla SP-5 Żywiec HANS CHRISTIAN ANDERSEN Żył w latach 1805 1875; Prozaik, poeta, dramaturg i baśniopisarz duński; W wieku 14 lat, po śmierci ojca, we wrześniu

Bardziej szczegółowo

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca

Każdy patron. to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie. Pani Ania. Mądra, dobra. i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca Autor wiersza: Anna Sobotka PATRON Każdy patron to wzór do naśladowania. Takim wzorem była dla mnie Pani Ania. Mądra, dobra i zawsze wyrozumiała. W ciszy serca uszczęśliwić mnie umiała. Myśli moje do Niej

Bardziej szczegółowo

Scenariusz nr 4. Autor scenariusza: Olga Lech. Blok tematyczny: Zima w przyrodzie

Scenariusz nr 4. Autor scenariusza: Olga Lech. Blok tematyczny: Zima w przyrodzie Autor scenariusza: Olga Lech Blok tematyczny: Zima w przyrodzie Scenariusz nr 4 I. Tytuł scenariusza: W górach. II. Czas realizacji: 2 jednostki lekcyjne. III. Edukacje (3 wiodące): polonistyczna, matematyczna,

Bardziej szczegółowo

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą

Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Nazywam się Maria i chciałabym ci opowiedzieć, jak moja historia i Święta Wielkanocne ze sobą się łączą Jako mała dziewczynka miałam wiele marzeń. Chciałam pomagać innym ludziom. Szczególnie starzy, samotni

Bardziej szczegółowo

Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE

Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE Ł AZIENKI K RÓLEWSKIE Pałac na Wyspie Pałac Myślewicki Biały Domek Stara Pomarańczarnia Podchorążówka Stara Kordegarda Amfiteatr Stajnie i wozownie Wejścia do Łazienek Królewskich 2 3 O CO TU CHODZI? Kto

Bardziej szczegółowo

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania.

Uprzejmie prosimy o podanie źródła i autorów w razie cytowania. Tytuł: Marzenie Franka Kupki Tekst: Anna Cwojdzińska Ilustracje: Aleksandra Bugajewska Wydanie I, lipiec 2012 Text copyright Anna Cwojdzińska Illustration copyright Aleksandra Bugajewska Uprzejmie prosimy

Bardziej szczegółowo

swiat przestrzenny plastyka - zajęcia manualne piątek godz. 18.30-20.00 GRUPA WIEKOWA 7-12 CENA KURSU: 170,- Zajęcia manualne skupiają się na rozwijaniu percepcji wzrokowej i kontroli ręki a także na stymulowaniu

Bardziej szczegółowo

1 Rozważania na każdy dzień. Cz. IX Marcin Adam Stradowski J.J. OPs

1 Rozważania na każdy dzień. Cz. IX Marcin Adam Stradowski J.J. OPs 1 2 Spis treści Wszystkich Świętych (1 listopada)......6 Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych (2 listopada)......7 Prawdziwie w Bogu (3 listopada)......8 Przełamać duchową pustkę (4 listopada)......9

Bardziej szczegółowo

WYMAGANIA EDUKACYJNE - ZAJĘCIA ARTYSTYCZNE MALARSTWO I RZEŹBA

WYMAGANIA EDUKACYJNE - ZAJĘCIA ARTYSTYCZNE MALARSTWO I RZEŹBA WYMAGANIA EDUKACYJNE - ZAJĘCIA ARTYSTYCZNE MALARSTWO I RZEŹBA Temat lekcji Światło i cień. 1. Światłocień w malarstwie ćwiczenie rysunkowe. 2. Budowa bryły światłem i cieniem. Wymagania programowe podstawowe

Bardziej szczegółowo

Akademia Młodego Ekonomisty

Akademia Młodego Ekonomisty Temat spotkania: Matematyka finansowa dla liderów Temat wykładu: Matematyka finansowa wokół nas Prowadzący: Szkoła Główna Handlowa w Warszawie 14 października 2014 r. Matematyka finansowa dla liderów Po

Bardziej szczegółowo

AUTOBIOGRAFIZM...15 1. Żal po stracie dziecka...15 2. Wspomnienia wojenne...17 3. Powrót do lat młodości...19

AUTOBIOGRAFIZM...15 1. Żal po stracie dziecka...15 2. Wspomnienia wojenne...17 3. Powrót do lat młodości...19 Spis treści ARTYSTA...11 1. Stworzyciel nieba, ziemi i człowieka... 11 2. Artysta kapłan...12 3. Artysta nieśmiertelny...13 4. Artysta dziwak...13 5. Artysta poszukujący wiedzy o człowieku...14 6. Artysta

Bardziej szczegółowo

RELACJE Z PIENIĘDZMI

RELACJE Z PIENIĘDZMI RELACJE Z PIENIĘDZMI Zapewne sprawdziłaś już w quizie, kim jesteś w relacji z pieniędzmi. Chomikiem? Strusiem? Motylem? Czy Mikołajem? Każda z tych osobowości ma swoje słabe i mocne strony: CHOMIK ma przymus

Bardziej szczegółowo

PROJEKT FIRMY BUDOWLANEJ

PROJEKT FIRMY BUDOWLANEJ PROJEKT FIRMY BUDOWLANEJ Grupa osób zastanawia się czy otworzenie spółdzielni socjalnej w ich mieście jest dobrym pomysłem na prowadzenie interesu. Spółdzielnia A chciałaby się zająć pracami remontowo

Bardziej szczegółowo

Trochę informacji Na początek

Trochę informacji Na początek Betty Book Foto Rozdział 1 Wstęp Fotografia jest sztuką, która nie ustępuje niczym malarstwu i innym dziedzinom sztuk pięknych. Tak jak malarz ma nieskończone możliwości używania barw i technik malarskich,

Bardziej szczegółowo

MAŁA AKADEMIA TEATRALNA

MAŁA AKADEMIA TEATRALNA program edukacji kulturalnej dla dzieci z klas IV - VI MAŁA AKADEMIA TEATRALNA Proszę wyobrazić sobie 70-tkę dzieci, które przez dwie godziny bawią się w teatr: słuchają opowieści o historii teatru, oglądają

Bardziej szczegółowo

2. Zdefiniuj pojęcie mitu. Na wybranych przykładach omów jego znaczenie i funkcjonowanie w kulturze.

2. Zdefiniuj pojęcie mitu. Na wybranych przykładach omów jego znaczenie i funkcjonowanie w kulturze. ZWIĄZKI LITERATURY Z INNYMI DZIEDZINAMI SZTUKI 1. Dawne i współczesne wzorce rodziny. Omawiając zagadnienie, zinterpretuj sposoby przedstawienia tego tematu w dziełach literackich różnych epok oraz w wybranych

Bardziej szczegółowo

16.zdaje się nadmiernie podatne na ból, nadmiernie przejęte drobnymi zranieniami

16.zdaje się nadmiernie podatne na ból, nadmiernie przejęte drobnymi zranieniami I. Dotyk Czy twoje dziecko:. 1.unika brudzenia sobie rąk 2.zlości się przy myciu twarzy 3. złości się przy czesaniu włosów lub obcinaniu paznokci 4. woli ubrania z długim rękawem nawet kiedy jest ciepło

Bardziej szczegółowo

Podczas długiej nocy Małpa śni jak. Sięgnąć gwiazd... pisał poeta Masaoka Shiki w jednym ze swoich wierszy.

Podczas długiej nocy Małpa śni jak. Sięgnąć gwiazd... pisał poeta Masaoka Shiki w jednym ze swoich wierszy. Podczas długiej nocy Małpa śni jak Sięgnąć gwiazd... pisał poeta Masaoka Shiki w jednym ze swoich wierszy. Miłość pomaga sięgnąć gwiazd... Porozmawiajmy o miłości uniwersalnej, nazywanej inaczej altruizmem.

Bardziej szczegółowo

EMERYTURY KAPITAŁOWE WYPŁATY Z II FILARA

EMERYTURY KAPITAŁOWE WYPŁATY Z II FILARA EMERYTURY KAPITAŁOWE WYPŁATY Z II FILARA Emerytury indywidualne, renta rodzinna dla wdów i wdowców, waloryzacja według zysków takie emerytury kapitałowe proponuje rząd. Dlaczego? Dlatego, że taki system

Bardziej szczegółowo

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy Temat spotkania: Finanse dla sprytnych Dlaczego inteligencja finansowa popłaca? Prowadzący: dr Anna Miarecka Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie 28 maj

Bardziej szczegółowo

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM

KATARZYNA POPICIU WYDAWNICTWO WAM KATARZYNA ŻYCIEBOSOWSKA POPICIU WYDAWNICTWO WAM Zamiast wstępu Za każdym razem, kiedy zaczynasz pić, czuję się oszukana i porzucona. Na początku Twoich ciągów alkoholowych jestem na Ciebie wściekła o to,

Bardziej szczegółowo

TRAVEL COACHING. WYSPY KANARYJSKIE

TRAVEL COACHING. WYSPY KANARYJSKIE Będąc szczęśliwym jesteś niemal jak słońce emanujesz wewnętrznym ciepłem i energią. Blask, który się z Ciebie emanuje ma moc oświetlenia wszystkich ścieżek, którymi chcesz pójść. Czasami jednak boisz się

Bardziej szczegółowo

Szyfry kody - scenariusz działania

Szyfry kody - scenariusz działania Szyfry kody - scenariusz działania Adresaci: dzieci od 6 roku życia Czas trwania ćwiczenia: ok 1,5 godz. Materiały: Specjalnie przygotowane arkusze grubego papieru, o wyraźnie wydłużonym kształcie 15x40

Bardziej szczegółowo

Manggha jest miejscem szczególnym dla Rafała Pytla, mało który polski artysta tak bardzo wpisuje się w tradycyjną estetyką japońską, gdzie nacisk położony jest bardziej na sugestię i nieokreśloność niż

Bardziej szczegółowo

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Szybciej poznaję ceny. To wszystko upraszcza. Mistrz konstrukcji metalowych, Martin Elsässer, w rozmowie o czasie. Liczą się proste rozwiązania wizyta w

Bardziej szczegółowo

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej.

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. 34-letnia Emilia Zielińska w dniu 11 kwietnia 2014 otrzymała nowe życie - nerkę

Bardziej szczegółowo

MUZEUM DLA PRZEDSZKOLAKA

MUZEUM DLA PRZEDSZKOLAKA MUZEUM DLA PRZEDSZKOLAKA - projekt zajęć muzealnych dla dzieci w wieku przedszkolnym zgodny z założeniami Podstawy programowej wychowania przedszkolnego dla przedszkoli i oddziałów przedszkolnych w szkołach

Bardziej szczegółowo

Świat pozbawiony piękna ogrodów byłby uboższy

Świat pozbawiony piękna ogrodów byłby uboższy Szkoła pisania - rozprawka 1. W poniższej rozprawce wskaż wstęp, rozwinięcie i zakończenie. Świat pozbawiony piękna ogrodów byłby uboższy Na bogactwo świata składają się między innymi dziedzictwo kulturowe

Bardziej szczegółowo

Francja, Paryż - Wieża Montaparnasse, najbrzydszy budynek we Francji

Francja, Paryż - Wieża Montaparnasse, najbrzydszy budynek we Francji Wieża Montparnasse wieża i należące do niej centrum handlowe powstałe w latach 1969-1972, w centrum dzielnicy Montparnasse, na avenue du Maine 33 w Paryżu (dzisiejszy odpowiednik SkyTower we Wrocławiu.

Bardziej szczegółowo

YATENGA - ARCHITEKTURA

YATENGA - ARCHITEKTURA Yatenga zakłada powstanie jednej z największych i może najciekawszych na świece realizacji stosujących techniki alternatywne (low-tech), czyli glinę, słomę i materiały naturalne oraz recyklingowane. YATENGA.

Bardziej szczegółowo

Publikacja pod patronatem wiedza24h.pl. Wypracowania J.R.R. Tolkien. Hobbit

Publikacja pod patronatem wiedza24h.pl. Wypracowania J.R.R. Tolkien. Hobbit Publikacja pod patronatem wiedza24h.pl Wypracowania J.R.R. Tolkien Hobbit Wydawnictwo Psychoskok, 2013 Copyright by Wydawnictwo Psychoskok, 2013 Copyright by wiedza24h.pl Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna

Bardziej szczegółowo

Witam Mam na imię Dominik i opowiem Wam o moich wakacjach.

Witam Mam na imię Dominik i opowiem Wam o moich wakacjach. Witam Mam na imię Dominik i opowiem Wam o moich wakacjach. Zdjęcie: The Blackpool Tower Blackpool, Wielka Brytania 1. W tym roku miałem okazję odbyć wspaniałą podróż po Europie a zacząłem ją od Krakowa,

Bardziej szczegółowo

Pułapki podejmowania decyzji inwestycyjnych

Pułapki podejmowania decyzji inwestycyjnych Pułapki podejmowania decyzji inwestycyjnych Decyzje inwestycyjne na Giełdzie Akademia Młodego Ekonomisty program edukacji ekonomicznej gimnazjalistów 17 lutego 2009 r. Żeby zarobić? Żeby nie stracić? Po

Bardziej szczegółowo

Warsztaty Programu Edukacji Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. dla szkół podstawowych na rok szkolny 2013/2014

Warsztaty Programu Edukacji Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski. dla szkół podstawowych na rok szkolny 2013/2014 Warsztaty Programu Edukacji Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski dla szkół podstawowych na rok szkolny 2013/2014 Działania warsztatowe w CSW są nie tylko pretekstem do poznawania różnych dyscyplin

Bardziej szczegółowo

KOCHAM CIĘ-NIEPRZYTOMNIE WIEM, ŻE TY- MNIE PODOBNIE NA CÓŻ WIĘC CZEKAĆ MAMY OBOJE? Z NASZYM SPOTKANIEM WSPÓLNYM? MNIE- SZKODA NA TO CZASU TOBIE-

KOCHAM CIĘ-NIEPRZYTOMNIE WIEM, ŻE TY- MNIE PODOBNIE NA CÓŻ WIĘC CZEKAĆ MAMY OBOJE? Z NASZYM SPOTKANIEM WSPÓLNYM? MNIE- SZKODA NA TO CZASU TOBIE- WCZEŚNIEJSZA GWIAZDKA KOCHAM CIĘ-NIEPRZYTOMNIE WIEM, ŻE TY- MNIE PODOBNIE NA CÓŻ WIĘC CZEKAĆ MAMY OBOJE? Z NASZYM SPOTKANIEM WSPÓLNYM? MNIE- SZKODA NA TO CZASU TOBIE- ZAPEWNE TAKŻE, WIĘC SPOTKAJMY SIĘ

Bardziej szczegółowo

NAUKA JAK UCZYĆ SIĘ SKUTECZNIE (A2 / B1)

NAUKA JAK UCZYĆ SIĘ SKUTECZNIE (A2 / B1) NAUKA JAK UCZYĆ SIĘ SKUTECZNIE (A2 / B1) CZYTANIE A. Mówi się, że człowiek uczy się całe życie. I jest to bez wątpienia prawda. Bo przecież wiedzę zdobywamy nie tylko w szkole, ale również w pracy, albo

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

5 kroko w do poprawy szybkos ci uderzeń i wytrzymałos ci rąk

5 kroko w do poprawy szybkos ci uderzeń i wytrzymałos ci rąk 5 kroko w do poprawy szybkos ci uderzeń i wytrzymałos ci rąk 5 kroków do poprawy szybkości uderzeń i wytrzymałości rąk 1 krok - Kołowrotek Zauważyłem jak niektóre osoby ćwicząc sztuki walki mają problem

Bardziej szczegółowo

TOTUS TUUS Cały twój

TOTUS TUUS Cały twój TOTUS TUUS Cały twój Przecież niecały umieram. To, co we mnie niezniszczalne, trwa Tryptyk rzymski W swoim właściwym i pełnym kształcie miłosierdzie objawia się jako dowartościowywanie, jako podnoszenie

Bardziej szczegółowo

Duchowa Mądrość ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD L D KLEMP

Duchowa Mądrość ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD L D KLEMP Duchowa Mądrość o ZDROWIU I UZDRAWIANIU e HAROLD L D KLEMP P Duchowa Mądrość o ZDROWIU I UZDRAWIANIU HAROLD KLEMP E ECKANKAR www.eckankar.org Duchowa Mądrość o zdrowiu i uzdrawianiu Copyright 2008 ECKANKAR

Bardziej szczegółowo

Wernisaż. Wystawa prac studentów Kierunku Plastycznego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Sanoku

Wernisaż. Wystawa prac studentów Kierunku Plastycznego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Sanoku Wernisaż Wystawa prac studentów Kierunku Plastycznego Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Sanoku Od czterech lat mam przyjemność prowadzić zajęcia z malarstwa i rysunku na Sanockim Uniwersytecie Trzeciego Wieku

Bardziej szczegółowo

Co oznaczają te poszczególne elementy świecy?

Co oznaczają te poszczególne elementy świecy? Budowa świec Wielu inwestorów od razu porzuca analizę wykresów świecowych, ponieważ na pierwszy rzut oka są one zbyt skomplikowane. Na szczęście tylko na pierwszy rzut oka. Jeśli lepiej im się przyjrzeć

Bardziej szczegółowo

Minęły dwa lata od pierwszego wydania książki o energetycznym

Minęły dwa lata od pierwszego wydania książki o energetycznym Przedmowa Minęły dwa lata od pierwszego wydania książki o energetycznym oczyszczaniu domu. Od tej pory tysiące ludzi korzysta z rytuałów w niej opisanych, by uwolnić swój dom i świadomość od dawnych obciążeń

Bardziej szczegółowo

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać!

Miłosne Wierszyki. Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłosne Wierszyki Noc nauczyła mnie marzyć. Gwiazdy miłością darzyć. Deszcz nauczył mnie szlochać A ty nauczyłeś mnie kochać! Miłość jedyna jest Miłość nie zna końca Miłość cierpliwa jest zawsze ufająca

Bardziej szczegółowo

Damian Gastół. MAGIA 5zł. Tytuł: Magia 5zł. Autor: Damian Gastół. Wydawnictwo: Gastół Consulting. Miejsce wydania: Darłowo

Damian Gastół. MAGIA 5zł. Tytuł: Magia 5zł. Autor: Damian Gastół. Wydawnictwo: Gastół Consulting. Miejsce wydania: Darłowo Tytuł: Magia 5zł Autor: Wydawnictwo: Gastół Consulting Miejsce wydania: Darłowo Data wydania: 1 września 2011 roku Nr wydania: Wydanie II - poprawione Cena: publikacja bezpłatna Miejsce zakupu: ekademia.pl

Bardziej szczegółowo

PRZEWODNIK DLA NAUCZYCIELI

PRZEWODNIK DLA NAUCZYCIELI 6 PRZEWODNIK DLA NAUCZYCIELI Zabawki jako pomoce dydaktyczne Proponowane ćwiczenia Budowanie MATEMATYKA: podstawowe pojęcia matematyczne odkrywanie podstawowych cech przedmiotów kolor rozpoznawanie liczby

Bardziej szczegółowo

W badaniach 2008 trzecioklasiści mieli kilkakrotnie za zadanie wyjaśnić wymyśloną przez siebie strategię postępowania.

W badaniach 2008 trzecioklasiści mieli kilkakrotnie za zadanie wyjaśnić wymyśloną przez siebie strategię postępowania. Alina Kalinowska Jak to powiedzieć? Każdy z nas doświadczał z pewnością sytuacji, w której wiedział, ale nie wiedział, jak to powiedzieć. Uczniowie na lekcjach matematyki często w ten sposób przekonują

Bardziej szczegółowo

Wiadomości, umiejętności i postawy. ucznia

Wiadomości, umiejętności i postawy. ucznia dopuszczająca oceny dostateczna dobra bardzo dobra Wiadomości, umiejętności i postawy Uczeń wykazuje się znajomością: Aktów wiary, nadziei, miłości, żalu Stacji drogi krzyżowej Sakramentów Darów Ducha

Bardziej szczegółowo

Ziemia. Modlitwa Żeglarza

Ziemia. Modlitwa Żeglarza Ziemia Ziemia, którą mi dajesz, nie jest fikcją ani bajką, Wolność którą mam w Sobie Jest Prawdziwa. Wszystkie góry na drodze muszą, muszą ustąpić, Bo wiara góry przenosi, a ja wierzę Tobie. Ref: Będę

Bardziej szczegółowo

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie

Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Liczą się proste rozwiązania wizyta w warsztacie Zdaję się na to Was. I zawsze się udaje. Specjalista w dziedzinie konstrukcji metalowych, Harry Schmidt, w rozmowie o terminach i planowaniu. Liczą się

Bardziej szczegółowo

1. Roland rycerz średniowieczny

1. Roland rycerz średniowieczny 1. Roland rycerz średniowieczny Uczeń: Uczeń: a. 1. Cele lekcji i. a) Wiadomości zna fragmenty tekstu Pieśni o Rolandzie, zna podstawowe wiadomości o zwyczajach i tradycjach rycerzy średniowiecznych, rozumie

Bardziej szczegółowo

10 powodów, aby wybrać białe meble kuchenne

10 powodów, aby wybrać białe meble kuchenne 10 powodów, aby wybrać białe meble kuchenne I. Białe meble są zawsze modne Nie bez powodu intuicyjnie większość z nas wybiera w kuchni biel. Ten szlachetny i uniwersalny kolor to obecnie najsilniejszy

Bardziej szczegółowo

IGŁA Metoda Projektów Badawczych Grupa III

IGŁA Metoda Projektów Badawczych Grupa III IGŁA Metoda Projektów Badawczych Grupa III (4, 5 latki) Prowadząca: Aleksandra Sysło Opis metody Metoda projektów badawczych - polega na doświadczaniu, eksperymentowaniu, zadawaniu pytań o otaczającym

Bardziej szczegółowo

Z ekonomią za pan brat

Z ekonomią za pan brat Z ekonomią za pan brat Scenariusz gry miejskiej CELE Głównym celem przygotowanego przez nas planu gry miejskiej jest zapoznanie młodzieży szkół ponadgimnazjalnych z podstawami ekonomii - niezbędnej w codziennym

Bardziej szczegółowo

się do woli Bożej może być nieraz tak samo trudne jak samo jej pełnienie. Czasami bywa nawet trudniejsze.

się do woli Bożej może być nieraz tak samo trudne jak samo jej pełnienie. Czasami bywa nawet trudniejsze. WSTęP Pytanie zadane przez Autora w tytule może brzmieć jak obiecujące hasło reklamowe: przeczytaj książkę, a przekonasz się, że wszystkie trudności i problemy twojego życia duchowego i wspólnotowego zostaną

Bardziej szczegółowo

Przyroda Ziemi Radłowskiej - zjawiska zachodzące w przyrodzie

Przyroda Ziemi Radłowskiej - zjawiska zachodzące w przyrodzie Przyroda Ziemi Radłowskiej - zjawiska zachodzące w przyrodzie Zjawiska zachodzące w przyrodzie budzą ciekawość, zainteresowanie, umiejętność obserwacji i spostrzegania. Na Ziemi Radłowskiej można zaobserwować

Bardziej szczegółowo

LITERATURA tematu Temat

LITERATURA tematu Temat Nr tematu LITERATURA Temat 1 Literackie dialogi z Bogiem. Omów temat na podstawie analizy wybranych 2 Funkcjonowanie stereotypów w społeczeństwie polskim. Omów temat, analizując wybrane utwory literackie

Bardziej szczegółowo

GIMNAZJUM IM. ŚW. FRANCISZKA Z ASYŻU W TERESINIE AL. XX LECIA 2, 96 515 TERESIN

GIMNAZJUM IM. ŚW. FRANCISZKA Z ASYŻU W TERESINIE AL. XX LECIA 2, 96 515 TERESIN GIMNAZJUM IM. ŚW. FRANCISZKA Z ASYŻU W TERESINIE AL. XX LECIA 2, 96 515 TERESIN Rozkład materiału dla klas II gimnazjum w oparciu o autorski program nauczania zajęć artystycznych zajęcia plastyczne Robert

Bardziej szczegółowo

ZAMEK TARNOWICE STARE OFERTA WAKACYJNA

ZAMEK TARNOWICE STARE OFERTA WAKACYJNA ZAMEK TARNOWICE STARE OFERTA WAKACYJNA TARNOWSKIE GÓRY 2012 Kompleks Zamkowy w Tarnowicach Starych stanowi jeden z najstarszych i najcenniejszych obiektów regionu śląskiego, będący świadectwem bogatej

Bardziej szczegółowo

tradycja, historia, obyczaje kultura Ernest Bryll poeta, pisarz, autor tekstów piosenek, dziennikarz, tłumacz i krytyk filmowy, także dyplomata. Autor licznych tomików poezji, sztuk scenicznych, oratoriów,

Bardziej szczegółowo

STARY TESTAMENT. NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP 4. NOE BUDUJE ARKĘ

STARY TESTAMENT. NOE BUDUJE ARKĘ, POTOP 4. NOE BUDUJE ARKĘ NOE BUDUJE ARKĘ 16 Nastały czasy, kiedy aniołowie schodzili na ziemię i brali sobie za żony piękne dziewczyny. W wyniku tego na świecie rodzili się olbrzymi i mocarze. Nie podobało się to Panu Bogu. Widział,

Bardziej szczegółowo

Psychologia gracza giełdowego

Psychologia gracza giełdowego Psychologia gracza giełdowego Grzegorz Zalewski DM BOŚ S.A. Hipoteza rynku efektywnego 2 Ceny papierów wartościowych w pełni odzwierciedlają wszystkie dostępne informacje. Hipoteza rynku efektywnego (2)

Bardziej szczegółowo

Baltie 2010 etap szkolny, zadania dla kategorie A, B

Baltie 2010 etap szkolny, zadania dla kategorie A, B Baltie 2010 etap szkolny, zadania dla kategorie A, B W tym roku konkurs w szkolnym kółku będzie zawierał 2 zadania dla kategorii A i B (Baltie 3) oraz 2 zadania dla kategorii C i D (Baltie 4 C#). Zadanie

Bardziej szczegółowo

HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA

HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA HISTORIA WIĘZIENNEGO STRAŻNIKA Tekst biblijny: Dz. Ap. 16,19 36 Tekst pamięciowy: Dz. Ap. 16,31 ( ) Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony, ty i twój dom. Bóg chce, abyś uwierzył w Jego Syna, Jezusa

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami

projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami DARMOWY FRAGMENT projekt biznesowy Mini-podręcznik z ćwiczeniami Od Autorki Cześć drogi Czytelniku! Witaj w darmowym fragmencie podręcznika Jak zacząć projekt biznesowy?! Jego pełna wersja, zbiera w jednym

Bardziej szczegółowo

Kto chce niech wierzy

Kto chce niech wierzy Kto chce niech wierzy W pewnym miejscu, gdzie mieszka Bóg pojawił się mały wędrowiec. Przysiadł na skale i zapytał: Zechcesz Panie ze mną porozmawiać? Bóg popatrzył i tak odpowiedział: mam wiele czasu,

Bardziej szczegółowo

1 Ojcostwo na co dzień. Czyli czego dziecko potrzebuje od ojca Krzysztof Pilch

1 Ojcostwo na co dzień. Czyli czego dziecko potrzebuje od ojca Krzysztof Pilch 1 2 Spis treści Wstęp......6 Rozdział I: Co wpływa na to, jakim jesteś ojcem?...... 8 Twoje korzenie......8 Stereotypy.... 10 1. Dziecku do prawidłowego rozwoju wystarczy matka.... 11 2. Wychowanie to

Bardziej szczegółowo

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Noe i Potop

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Noe i Potop Biblia dla Dzieci przedstawia Noe i Potop Autor: Edward Hughes Ilustracje: Byron Unger; Lazarus Redakcja: M. Maillot; Tammy S. Tłumaczenie: Katarzyna Gablewska Druk i oprawa: Bible for Children www.m1914.org

Bardziej szczegółowo

SKALA ZDOLNOŚCI SPECJALNYCH W WERSJI DLA GIMNAZJUM (SZS-G) SZS-G Edyta Charzyńska, Ewa Wysocka, 2015

SKALA ZDOLNOŚCI SPECJALNYCH W WERSJI DLA GIMNAZJUM (SZS-G) SZS-G Edyta Charzyńska, Ewa Wysocka, 2015 SKALA ZDOLNOŚCI SPECJALNYCH W WERSJI DLA GIMNAZJUM (SZS-G) SZS-G Edyta Charzyńska, Ewa Wysocka, 2015 INSTRUKCJA Poniżej znajdują się twierdzenia dotyczące pewnych cech, zachowań, umiejętności i zdolności,

Bardziej szczegółowo

Janusz Przybylski. Grafika i malarstwo

Janusz Przybylski. Grafika i malarstwo Janusz Przybylski Grafika i malarstwo wrzesień-październik 2014 W stałej ekspozycji jednej z najważniejszych galerii sztuki współczesnej na świecie, w Tate Gallery w Londynie, niewiele dzieł pochodzi z

Bardziej szczegółowo

pójdziemy do kina Gimnazjum kl. I, Temat 57

pójdziemy do kina Gimnazjum kl. I, Temat 57 pójdziemy do kina pragnę sprawić Ci radość kupię kwiaty chcę być z Tobą ofiaruję prezent dobrze jest być razem przygotuję dobre jedzenie przyjaźń z Tobą jest dla mnie ważna Grupa 1 Przeczytaj poniższy

Bardziej szczegółowo

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom.

Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. W rodzinie wszystko się mieści Miłość i przyjaźń zawiera Rodzina wszystko oddaje Jak przyjaźń drzwi otwiera. Ten zbiór dedykujemy rodzinie i przyjaciołom. 1 Opracowanie: Anna Polachowska Korekta: Anna

Bardziej szczegółowo

Materiały z zajęć artystycznych dla klas II Klasowy quiz wiedzy o sztuce etap I test wyboru

Materiały z zajęć artystycznych dla klas II Klasowy quiz wiedzy o sztuce etap I test wyboru Materiały z zajęć artystycznych dla klas II Klasowy quiz wiedzy o sztuce etap I test wyboru 1.Jakiego koloru szatę miał na sobie Stefan Batory w obrazie Marcina Kobera pt.,,portret Stefana Batorego? a)

Bardziej szczegółowo

Laureat: Nagrody Nobla 80 Nagrody NIKE 98

Laureat: Nagrody Nobla 80 Nagrody NIKE 98 Laureat: Nagrody Nobla 80 Nagrody NIKE 98 Nadchodzi dla Miłosza czas przełomowy zmierzenie się ze sławą i popularnością. Milczenie krytyki polskiej na temat Miłosza ; nieśmiałe upominanie się o jego miejsce.

Bardziej szczegółowo

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Kobieta Przy Studni

Biblia dla Dzieci. przedstawia. Kobieta Przy Studni Biblia dla Dzieci przedstawia Kobieta Przy Studni Autor: Edward Hughes Ilustracje: Lazarus Redakcja: Ruth Klassen Tłumaczenie: Joanna Kowalska Druk i oprawa: Bible for Children www.m1914.org 2014 Bible

Bardziej szczegółowo

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem!

Proszę bardzo! ...książka z przesłaniem! Proszę bardzo!...książka z przesłaniem! Przesłanie, które daje odpowiedź na pytanie co ja tu właściwie robię? Przesłanie, które odpowie na wszystkie twoje pytania i wątpliwości. Z tej książki dowiesz się,

Bardziej szczegółowo

Wolontariusz WANTED!

Wolontariusz WANTED! Wolontariusz WANTED! Kogo szukamy: Asystenta Prowadzącego warsztaty dla dzieci i rodzin 7 dzień tworzenia Opis programu: 7 DZIEŃ TWORZENIA to cykl warsztatów artystycznych, którego uczestnicy zwiedzają

Bardziej szczegółowo

Ocena Celujący Bardzo dobry Dobry Dostateczny Dopuszczający Dział Aktywność twórcza - systematycznie rozwija własną

Ocena Celujący Bardzo dobry Dobry Dostateczny Dopuszczający Dział Aktywność twórcza - systematycznie rozwija własną ZAJĘCIA ARTYSTYCZNE KLASA II GRUPA I I PÓŁROCZE Ocena Celujący Bardzo dobry Dobry Dostateczny Dopuszczający Dział Aktywność twórcza - systematycznie rozwija własną przedstawia - potrafi w praktyce zastosować

Bardziej szczegółowo