й przy współudziale ks. pastora Sohoenoioha w Lublinie redagowany przez ks. pastora Bursohego w Warszawie. Warszawa, dnia 2(15) października 1903 r.

Save this PDF as:
 WORD  PNG  TXT  JPG

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "й przy współudziale ks. pastora Sohoenoioha w Lublinie redagowany przez ks. pastora Bursohego w Warszawie. Warszawa, dnia 2(15) października 1903 r."

Transkrypt

1 # Rocznik szósty. й przy współudziale ks. pastora Sohoenoioha w Lublinie redagowany przez ks. pastora Bursohego w Warszawie. Warszawa, dnia 2(15) października 1903 r. ZwittHt.nn Ew angeliczny wychodzi 1Г» dnia każddgo mieniącą. P r zed p ła ta wynoni rocznio w W arszaw ie rb. 1 kop. 60; z przesyłką pocztow y w kraju rb. 2; w A uatrji 6 kor. 50 hal.; w Niomczocli 4 m. 60 f. D ziesięć egzem plarzy pod odnym adresom rb. 15. O głoszenia po kop. 10 od wiersza. Prenum eratę i ogłoszenia przyjm uje S k ła d g łó w n y : I.sięgarnia W. M letk eg o w W arszawie, E lektoralna Nr. 30. Prenum erow ać толп а toż u red ak to ra pod adresem km. p a sto r B ursche w W arszawie, Królewska Nr. 19. T R E Ś Ć : Knzunio synodalne, XXIV synod duchowieństwa ewangelicko-augsburskiego w Królestwie Polskiem. Imię Pius,-A lbo wszystko, albo nic; powieść (dalszy ciąg). / prasy. Przegląd literacki. Wiadomości z kościoła i ze świata. Nabożeństwa. Odpowiedzi redakcji. Ogłoszenia. Kazanie synodalne wypowiedziane dnia 22 września 1903 r. w Warszawie. i w Dzieje np. 2, 42: A trwali w nauce apostolskiej społeczności i w łamaniu chlobn i w modlitwach. N a synod doroczny zgromadziliśmy się w przybytku Bożym. N a kilka dni opuściliśmy nasze zbory i ambony, ażeby tu, w Warszawie, tej matce wszystkich zborów naszych, wejrzeć w siebie, wspólnie pomodlić się, wspólnie przystąpić do stołu Pańskiego, wzmocnić się przedewszystkiem Słowem Bożem, a potem wspólnie radzić nad sprawami kościoła. O to cel naszych zebrań synodowych. Niechajże nam przyświeca, wyżej' wypisane Słowo Boże, które uczy nas wytrwałości 1) w nauce apostolskiej, 2) w społeczności, 3) w łam aniu chleba, 4) го modlitwach. A trwali w nauce apostolskiej, w społeczności, w łamaniu chleba, w modlitwach. W tych kilku słowach zawarte jest całe życie religijne pierwotnego kościoła. Słowo Boże, nabożeństwa społeczne, sakramenta, modlitwa oto pancerz i zbroja, której się chw ytali pierwsi chrześcijanie, wierni i gorliwi ludzie, dla wzmocnienia siebie w Panu i mocy J e g o.

2 Najprzód, czytamy, trwali w nauce apostolskiej. Idąc krok w krok za natchnionymi świadkami życia Chrystusowego, wnikali coraz głębiej w zrozumienie pism boskich. I dziś, chwała Bogu, nauka apostolska, a szczególniej dla nas ewangelików, oczyszczona z pleśni średniowiecznej pracą mnicha z Witenbergi, jest opoką kościoła, którego żadna moc piekielna przemódz, żadne przewroty świata zdruzgotać nie zdołają. I dziś głoszą z ambon naszych wyznanie Piotra: Niemasz w nikim innym zbawienia. Treścią, środkiem i gruntem całej nauki apostolskiej jest Jezus ukrzyżowany i zmartwychwstały. W ytrwać w nauce apostolskiej znaczy wytrwać w wierze w Jezusa. Jezus ukrzyżowany to ewangelja nasza. Suchy krzyż na Golgocie zazielenił się i wydał bujne owoce. Owocem krzyża tego, żeśmy dziatwą Bożą; owocem krzyża tego duch, przez którego wołamy Abba, t. j. Ojcze. Krzyż wyrwał nas z radości i trosk tego świata, objawiając nam wieczną ojczyznę u Boga. Przez krzyż tam na łonie Przedwiecznego mamy pokój pokój Boży. Tego Jezusa ukrzyżowanego opowiadać jest obowiązkiem naszym; dla tego Jezusa zyskać dusze naszych parafjan to praca, zadanie i cel nasz. Jeżeli mamy inne cele, jeżeli nie idzie nam o szerzenie królestwa Bożego, jeżeli treścią naszych kazań nie jest Jezus, o, wtedy godny pożałowania jest nasz zawód, niewdzięczny z najnie wdzięczniejszych. Kazanie bez Jezusa jest od początku w założeniu fałszywo, a w wykonaniu zbrodnią. Gdzie kazalnica bez Jezusa, tam ławki bez słuchaczy. Opuśćcie, bracia, Chrystusa z waszych kazań, a praca wasza stanie się daremną, choćby podjęta była w pocie czoła. Bez Jezusa nic nie możecie uczynić. T ak mówi P a n to musi być naszą logiką i naszem hasłem. Ale żeby tego Jezusa opowiadać, żeby trwać przy Nim, zyskać dusze dla Niego, trzeba Go przedewszystkiem mieć, mieć w sercu. J e zus w duszy naszej to warunek naszej siły i naszego zwycięstwa. Ach, niestety, świat chce się dziś rządzić bez Jezusa. W zborach naszych szerzy się obojętność względem religji, względem naszego wyznania. Młodzież nasza składa przysięgę u stopni ołtarzy, że wytrwa przy wierze ojców, a jednak ileż to zapiera się później wiary swoich przodków, obojętnieje dla niej, lub z nazwy i dla konwenansu ty l ko pozostaje ewangelikami. Iluż to naszych parafjan wewnętrznie odpadło od Jezusa! Jeżeli chcemy nadal żyć a nie zamrzeć, jeżeli kościół nasz ewangelicki ma się szerzyć, rozwijać i stać się kościołem żywotnym, winniśmy sami przedewszystkiem coraz wierniej i wytrwałej stać przy Jezusie, przy nauce apostolskiej, przy słowie żywota, a zbory powierzone naszej pieczy pobudzać, prosić i modlić się za nich, ażeby czyniły tak samo. Nie nadaremno bowiem postawił nas Bóg w kraju katolickim, nie nadaremno kazał nam szerzyć światło Ewangelji i głosić tę Ewangelję, która jest warunkiem odrodzenia społeczeństwa. Obce i dalekie nam narody prowadzimy do Jezusa i zborowników pilnie do współdziałania wzywamy zbory nasze stały się już w części zborami misyjnymi-п chwała za to Bogu! Ale jeżeli dotąd nie stały się zbora

3 mi ewangelizacyjnymi, to w części nasza to wina. Iluż to z naszych parafian, nie słysząc Ewangelji w języku dla siebie zrozumiałym ani w szkole, ani nawet w kościele, porzuciło wiarę swoich ojców! Nasi ojcowie znaleźli przytułek w tym kraju, którego mowa stała się ich mową, którego losy ich były losami, którego dobra bronili i pragnęli, którego smutku i cierpień doświadczyli na własnem sercu. Bracia, czy spełniliśmy obowiązki względem naszego kraju, tej ojczyzny naszej, w której pracujemy i z której zbieramy plony swej pracy? Nie chciejcie mnie źle zrozumieć. Działaczami politycznymi my, księża ewangeliccy, nie jesteśmy i być nimi nie powinniśmy. Precz z polityką w kościele! Byłoby zbrodnią, gdybyśmy naszych współwyznawców, j a kimkolwiek jeżykiem mówiących, mieli przekładać jednych nad drugich i krzywdzić kogokolwiek na duszy. W szystkich bez w yjątku do Chrystusa prowadzić, każdego przy Nim utrzym yw ać to je st wyłączne i je dyne nasze zadanie. Nieśmy więc światło Ewangelji i tym naszym braciom maluczkim, którzy, nie znając języka niemieckiego, mówią tylko po polsku, nieśmy je im w polskiej szacie. Takie gromadki i garstki ewangelickie powstają coraz więcej i więcej, nawet i po wsiach wszędzie znajdujemy sporo takich, którzy mówią tylko mową swoich współziomków. Gdzie te gromadki są zaniedbywane, tam popadają w demoralizację, niedowiarstwo zupełne i w końcu odpadają od naszego kościoła. Czy to, czy tamto nastąpi, zatraciliśmy ich dusze. Dlatego też nie zaniedbujmy tych naszych ewangelików, odprawiajmy dla nich stale nabożeństwa, komunję i konfirmację, podajmy im do ręki Biblję, pieśni i modlitwy, a wytrwają przy Jezusie i z czasem staną się z pomocą Bożą błogosławieństwem dla swych współziomków, a Ewangelja znów, jak raz już, w X V I wieku, zajaśnieje w naszym kraju i go odrodzi. Ale nie tylko pasterze mają dla Jezusa zyskiwać dusze. W y wszyscy trwajcie przy Jezusie, bo i wy bez N iego nic nie możecie uczynić. Ani na krok nie posuniecie się naprzód, choćbyście wiosłowali tak, żc aż wiosła wasze by pękaty. Zawsze się cofniemy, zawsze będziemy odparci, jeżeli Chrystusa nie zabierzemy do naszej łodzi. Są ludzie, którzy żyją i mozolnie i uczciwie, a jednak nic uczynić nie mogą, przemyśliwają, co czynić trzeba, a jednak nic nie czynią. Pączków i kwiatów bez liku, ale ani jednego owocu. A. dlaczego? Dlatego, że nie wytrwali w Jezusie, że nie żyją w Jego społeczności, bo nie są przepełnieni Jego miłością, która rodzi owoce miłości. Trzymajcie się więc niezachwianie Ewangelji, uczciwem i jawnem wyznawaniem C hrystusa ukrzyżowanego świećcie dobrym przykładem waszym blizkim i dalszym sąsiadom. Nie zapominajcie, żeście kością z kości, ciałem z ciała swych ojców, co po staremu wierzyli, co w ucisku wierni kościołowi, nie wstydzili się nigdy miana ewangelików, albo miana ewangelików lusterek ich lub augsburskich, i jak ów nasz reformator na sejmie worinackim jn ó w ili: Oto stoję, inaczej nie mogę; wspomóż mię, Panie!" Trwajcie w nauce apostolskiej, ale i w społeczności. Oto jako rzecz dobra i jako wdzięczna, gdy bracia zgodnie mier szkają (Ps. 133, 1)." Świetnie spełniły się te sto w a na pierwszym zhor

4 rze w Jerozolimie. Chociaż były tam różne dary, różne stopnie łaski, jednakże wszyscy byli jednem sercem i duszą jedną. A później? Później było inaczej: popłynęła strumieniem krew bratnia i odbiły się jęki boleści o ciemne sklepienia podziemnych więzień. A dziś? Dziś czy jest inaczej? Nienawiść i spory w łonie chrześcijaństwa poszarpały węzeł bratniej miłości. A jednak tak pozostać nie powinno. Dlatego też na nas, pasterzach, ciąży święty obowiązek ową łączność z pomocą Bożą przywrócić. Bądźmy jednomyślni, niechaj śród nas panuje święta zgoda, święta miłość, poczciwe a słowem Bożein uszlachetnione koleżeństwo. A do tej miłości i wspólności zachęcajmy naszych współwyznawców. Trwajmy w społeczności, w społeczności przedewszystkiem z J e zusem Chrystusem. Bądźmy z Nim zespoleni, im więcej, tern lepiej. Trwajcie w społeczności! wołam i do was, moi słuchacze. Społeczność polega nietylko na pokrewieństwie lub na narodowości, węzły to częstokroć bardzo słabe. Dzieci jednych rodziców, synowie jednej ziemi wadzą się i nienawidzą; ewangelicy różnych narodowości w je dnym i tym samym kraju, nawet zdarza się, w jednym i tym samym zborze patrzą na siebie z ukosa, stoją naprzeciw sobie. Tak być nie powinno. Miłujcie społeczność waszą, miłujcie społeczność kościelną. Kościół to matka wasza, która prowadzi was do żywych źródeł Biblji, abyście pozostali w społeczności z Jezusom. Kochajcie domowników wiary i bliźnich w aszych. A któż są ci domownicy w iary? O to wszyscy ewangelicy bez różnicy narodowości. Czy się też staracie dowiedzieć, co się z nimi dzieje, jakie ich są potrzeby? Żyją nasi ewangelicy w naszym kraju w ogromnem rozproszeniu. Czy staracie się dowiedzieć, czy w tern swojem rozproszeniu nie potrzebują pokarmu duchowego, wzniesienia świątyni, modlitewni, a może szkoły, lub podziału na mniejsze paraf je? Wspieracie często cele poboczne, a tak mało dbacie o potrzeby dotyczące społeczności kościelnej 1 Brak między nami łączności i jedności. Ten brak raz już wyrządził nam ogromne straty, bo z powodu braku "tego reformacja zginęła w naszym kraju. Wzrusza nas obraz owej cichej, kornej gromady polskiej, znoszącej dla Ewangelji wszelkie urąganie, podejrzewanie, wykluczanie, nie dlatego, że zawiniła, lecz dlatego, że źle wierzyła. Bracia nasi zaparli się świata i mienia i wzięli krzyż na się, opuścili kraj ojczysty, strony lubelskie i Viaski Luterskie i udali się na tułaczkę, poszli aż do Kopenhagi, Amsterdamu, A.nglji i Ameryki, aby prosić o kawałek ziemi, by na niej jeśli nie żyć, to przynajmniej umrzeć mogli. My pasterze odczuwamy ten brak jedności najwięcej, głos nasz wydaje się głosem wołającego na puszczy, bo niema między nami łączności 1 Ewangelicy, zachowajcie łączność z waszymi pasterzami I Niechaj panuje między wami i nami zaufanie: jedna dusza i jedno serce. ICiedy szlachetnej pamięci książę Bogusław Radziwiłł wznosił świątynię w W ęgrowie, rzekł to słowa: Między pasterzami i ich zborami niechaj będzie pokój, zgoda i miłość bratnia. Słowa te "niechaj będą i naszym hasłem, a zamieszka w sercach, w domach i w rodzinach naszych, w kościele naszym, tej wielkiej rodzinie duchownej, pokój prawdziwy, bo pokój Boży.

5 Lecz, żeby społeczność nasza uświęcona była, należy wytrwać w łamaniu Chleba to znaczy w społeczności wieczerzy Pańskiej, którą pierwsi chrześcijanie spożywali tak często i przez którą wzmacniali społeczność pomiędzy sobą. W czasach prześladowań musieli łamać clileb w zaciszu domowej zagrody, w podziemiach, grobowcach i jaskiniach, łub w cieniu odległych lasów, skąd niejednokrotnie podczas świętej uroczystości prześladowcy wyrywali ich i w ręce katów oddawali. Bracia, i dziś przybyliśmy do tego kościoła, aby tu, gdzie wielu z nas otrzymało swoją ordynację, pokrzepić się ciałem i krw ią Chrystusową. Pokrzepienia tego nam tak bardzo potrzeba: grzechy nam dolegają, siły opadają. Szeregi naśze w roku przeszłym się uszczupliły: B óg odwołał z naszego grona dwóch ukochanych towarzyszów wspólnej pracy w winnicy Chrystusowej, którzy razem z nami radzili, razem z nami przystępowali do komunji świętej. Oni przeszli już do tryum fującego kościoła, już się połączyli z Najwyższym Pasterzem w niebie, oglądają Pana nad party twarzą w twarz, my zaś jeszcze należymy do kościoła bojującego, nam potrzeba pokrzepienia i pokarmu u stołu Pańskiego! O przyjmijmy go dziś, przyjmijmy z wiarą, a pokrzepieni wracajmy do domów naszych, do ołtarzy naszych i nawołujmy naszych współwyznawców, żeby przystępowali często do stołu Pańskiego, bo komunja to największa łączność z Jezusem Chrystusem, Panem naszym. Chleb, który łamiemy, czyliż nie jest społecznością ciała C hrystusowego? Kielich błogosławienia, który błogosławimy, czyliż nie jest społecznością krwi Chrystusowej (1 Kor. 10, 1 6)? W różny sposób łączymy się z Jezusem, ale społeczność nasza w komunji jest największa. Kto z wiarą, w poczuciu swej niegodności spożywa komunję świętą, ten może rzec z apostołem: Żyję, ale nie ja, Chrystus żyje we mnie. Jeżeli dziś niedowiarstwo się szerzy, jeżeli dziś są odstępny od wiary ojców, jeżeli obojętność w rzeczach wiary zakradła się do serca naszego, skąd to pochodzi? Czy nie stąd, że albo wcale nie przystępujemy do komunji świętej, albo przystępujemy tylko dla zwyczaju, bez wiary w Jezusa Chrystusa, który chce nas karmić ciałem i krwią Swoją, bez poczucia grzechów, bez postanowienia poprawy swego życia? Słowem, nie trwamy w łamaniu chleba na wzór zboru jerozolimskiego lub na wzór owych braci naszych górali, na Szlązku austrjackim, którzy podczas prześladowań odbywali dalekie podróże, aż na W ęgry lub do Czech, ażeby posilić duszę swoją komunją świętą. Dlatego Bóg ich zachował do dnia dzisiejszego, a ewangelicka wiara szerzy się u źródeł naszej Wisły, na Szlązku, śród ludu, który pozostał wierny Ewangelji. W końcu czytamy : 1 trwali w modlitwach. Zbór jerozolimski trwał w modlitwach. Chrześcijanie jerozolimscy modlili się szczerze i radośnie, modlili się w świątyniach, po domach, modlili się dniem i nocą, modlili się w chwilach szczęścia i niedoli. Modląc się, cuda czynili, modląc się, świat zwyciężali, modląc sie, dążyli w objęcia śmierci. Ich modlitwy uzdrawiały chorych, wskrzeszały umarłych. Pancerzem * bronią kościoła były ich modlitwy i łzy.

6 Jakże dziś jest? Ozy trwacie w modlitwach? Pytanie to przedewszystkiem dotyczy nas, pasterzy. Zebraliśmy się na narady nad dobrem naszego kościoła, naszych zborów. Ale przedewszystkiem winniśmy wznieść oczy nasze ku górom, skąd nam pomoc przychodzi. Jeżeli bez Jezusa nic nie możemy uczynić, módlmy się, abyśmy nigdy bez Niego nie pozostawali. On przychodzi do tych, którzy Go szukają; nie przestawajmy więc szukać Go, módlmy się, ażebyśmy Go zawsze szukali. Módlmy się więcej, módlmy się gorliwiej, niż dotąd. M odlitwa to nasza podpora i broń nasza. Módlcie się bez przestanku. Życie nasze musi być życiem modlitwy, całe owiane duchem modlitwy. Jeśli myśli i treść do naszych kazań zaczerpniemy na kolanach, niezawodnie kazania nasze będą dobre i trafią do serca naszych słuchaczów. Bi bij a otworzy nam swoje skarby wtedy, jeżeli otworzymy ją kluczem, t. j. modlitwą. Jeżeli nie możemy pozyskać ludzi dla Boga, starajmy się pozyskać Boga dla ludzi. Nie możemy ich ratować, ale możemy prosić Boga o ratunek. Siła i moc Lutra leżała w modlitwie. Bracia, jeżeli się nie modlimy nad zasiewem, być może, że Bóg i wtedy mu pobłogosławi, ale nie możemy się spodziewać plonów, a w każdym razie nie doświadczy błogosławieństwa w sercu swojem pasterz, który zaniedbuje modlitwy. K to z nas nie w modlitwie szuka swej siły, ten je st urzędnikiem, który dla chleba wstępuje na kazalnicę, szukając chwały ludzkiej, a nie chwały Bożej. On nie orze głęboko i nie zbiera obficie; podobny jest do owego męża o dwóch nierównych no g ach; jego modlitwa krótsza niż kazanie. On pięknie każe, ale modlić się nie umie, mówią często nasi słuchacze. Bracia, Zbawiciel nasz nauczał tak, jako moc mający, a nie jak uczeni w Piśmie, a Jego modlitwy robiły takie wrażenie i wywierały taką moc, że uczniowie prosili: Panie, naucz nas modlić się. Tajemnica całej naszej błogosławionej działalności leży w modlitwie. Zanim pójdziemy do świątyni, módlmy się za naszych słuchaczów. Gdy skończymy kazanie, nie kończmy modlitwy. Cały zbór woła do nas: przyjdź i pomóż nam przez modlitwę. Módlmy się razem z naszymi kantorami, z naszymi nauczycielami. W tygodniu obierzmy sobie pewne dni lub godziny: módlmy się o nawrócenie żydów i pogan, módlmy się o ewangelizację kraju naszego, módlmy się za zdrowie chorych, bogatych i ubogich, wdowy i sieroty, razem z domownikami, w naszych zborach twórzmy gromadki modlących się chrześcijan. W spólne modlitwy, wspólne rozmowy pokrzepiają niezmiernie życie duchowo i rozbudzają ludzi z odrętwienia i obojętności. Trwajcie w modlitwach to się stosuje nietylko do nas pasterzy, ale i do was, słuchaczów. Ileż bo jest domów, w których ani ojciec, ani matka, ani dzieci, ani domownicy nie zanoszą błagalnego i dziękczynnego głosu do Boga 1 Ileż to jest modlitw nieszczerych, w których rozbrzmiewają słowa tylko i bezmyślny szept warg. Modlitwa to nie igraszka, to nie żarty, to rozmowa duszy z Bogiem. Gdzie modlitwy niema, tam niema życia. Módlcie się, módlcie się za nas, pasterzy I Mniej krytykujcie, a więcej módlcie się; módlcie się, ażeby królestwo Boże szerzyło się w nas i pośród nas, módlcie się, ażeby pasterze nasi kościół nasz zyskał najwięcej dusz dla Jezusa.

7 N a tym padole płaczu wieją gorące wiatry, które wysuszają duszę człowieka, ale modlitwa przybywa w pomoc, jak rosa niebieska, ożywiająca więdnący kwiatek. Módlmy się więc o rannej i wieczornej dobie, i w domu i w świątyni i na otwarłem powietrzu, wobec gwiazd iskrzących, przy dźwięku dzwonów i przy huku piorunów. Módlmy się do Ducha Świętego, o wiarę, miłość i nadzieję, o cierpliwość, o wytrwałość, o wytrwałość w nauce apostolskiej i w społeczności i w łamaniu chleba i w modlitwach. Bądźcie w ytrw a łym i! to nasze błaganie, nasza prośba i modlitwa synodalna. Ащ & XXIV synod duchowieństwa ewangelickoaugsburskiego w Królestwie Polskiem. Ja k zwykle w latach poprzednich, tak i w roku bieżącym synod duchowieństwa naszego odbył się w Warszawie, w środowisku kraju naszego. I tego roku synod rozpoczął się od nabożeństwa uroczystego. W e wtorek dnia 22 września o godz. 10 rano do okazałego kościoła warszawskiego wkroczył szereg księży naszych, przybyłych w liczbie 46 z najbardziej nawet oddalonych zakątków kraju, a śród nich przedstawiciele djecezji warszawskiej i augustowskiej w komplecie. Nabożeństwo w ję z y k u p o lskim rozpoczęło się od mowy spowiednicy, którą dla zamierzających przystąpić do komunji świętej pasterzy i zborówników w zastępstwie ks. superintendenta generalnego wygłosił radca konsystorski ks. Bursche na tekst z ewang. Jan a r. 21 w. 17, wykładając pytanie Chrystusa zmartwychwstałego: Miłujesz li M ię? i odpowiedź P iotra: Panie, Ty wszystko wiesz; Ty wiesz, że Cię miłuję! Liturgję odśpiewał ks. wikary Schmidt z Pabjanic, a kazanie synodalne, które czytelnicy znajdą na wstępie dzisiejszego numeru Zw iastuna, wypowiedział ks. Schoeneich z Lublina. Po południu rozpoczęły się posiedzenia synodalne, których razem było pięć, pod przewodnictwem ks. radcy Burschego, który i w tern zastępował ks. superintendenta generalnego, bawiącego właśnie zagranicą na kuracji. Wysłano tedy do niego pozdrowienie telegraficzne z podpisem wszystkich uczestników synodu. W spraw ozdaniu za ubiegły rok synodalny przewodniczący, wymieniając zmiany w składzie duchowieństwa naszego, wspomniał też o zejściu dwu wiernych członków synodu, którzy zmarli w ciągu tego ro k u : księży E. Fiedlera i E. IT. Schultza. Pamięć ich zebranie uczciło przez powstanie z miejsc i odśpiewanie modlitwy: Gdy świat porzucę, Panie! (Śpiewnik polski N> 71 w. 8). Natomiast radosną była wiadomość, że obecnie na wydziale teologicznym w Jurjew ie kształci się na duchownych aż 3 0 studentów z naszego k r a ju, ilość dotychczas nigdy niebywała. Dzięki Bogu więc w blizkiej przyszłości nie zabraknie kościołowi naszemu świeżych sił duchownych, nawet wybitnie zdolnych i pracowitych. Pozostałe szczegóły sprawozdania dotyczyły wizytacyj ko

8 ścielnych, odbytych przez ks. superintendenta generalnego, uroczystości misyjnych i biblijnych oraz innych spraw parafjalnych. Następnie prezydujący, jako referent misyjny, odczytał sprawozdanie z rocznych obrotów kasy m isyjnej, w której wpływy za ostatnie lata stały zwykle na wysokości około 12,000 rubli, choć niektóre wydatki wzniosły się znacznie. Szczególnie okazuje się potrzeba powiększenia ofiar na misję śród żydów, która w roku ubiegłym miała deficytu około 400 rubli. O działalności swojej rocznej odczytał też sprawozdanie ks. G erhardt, który poświęcił się sprawie m isji żydowskiej. Praca jego głównie składała się z objazdu rozmiatych zborów, w których kazaniami swemi zagrzewał słuchaczów do miłości dla żydów, tyle poniewieranych i wzgardzonych, a naw et prześladowanych i znienawidzonych. Prócz tego przyjmował w mieszkaniu swojem w m. Łodzi żydów, łaknących prawdy chrześcijańskiej, o których przytoczył kilka wzruszających szczegółów. Działalność jego śród żydów w blizkiej przyszłości już może być bardzo owocna, gdy szerokie warstwy żydowskie przeniknie świadomość zupełnego bankructwa dążności religijnej, nacjonalnej i ekonomicznej sjonizmu. Tę najważniejszą może dziś sprawę królestwa Bożego gorąco polecamy modlitwom i ofiarności spólwyznawców. By jednak ofiarność serc dobroczynnych nie bywała stale, jak dotychczas, nadużywana przez niesum iennych żydów i orm ian, udających męczenników i nędzarzy, synod postanowił ostrzegać zborowników z ambon przed takim wyzyskiem. Najwięcej czasu, bo aż dwa posiedzenia synodalne, zajęły ożywione obrady nad domem miłosierdzia, które powstały wskutek referatu ks. TToltza o świeżo zatwierdzonym przez władzę ministerjalną statucie, który wyszedł już z druku w języku rosyjskim, polskim i niemieckim i będzie rozdawany wszystkim interesującym się tą sprawą. Synod postanowił: 1) zebrany w naszych zborach a złożony w Konsystorzu i kasie misyjnej kapitał w ilości około 40,000 rubli wręczyć zarządowi domu miłosierdzia; 2) aby wszyscy duchowni ewangelicko augsburscy z urzędu swego należeli do liczby członków rzeczywistych towarzystwa utrzymującego dom miłosierdzia. O urządzeniu i prowadzeniu domu miłosierdzia, dla którego w m. Łodzi nabyty już został odpowiedni plac, decydować będą zebrania zwyczajne i nadzwyczajne, o czem zresztą Zw iastun czytelnikom swoim będzie podawał szczegółowe wiadomości. Sprawę żywotną kościoła naszego omówił stały sprawozdawca szkolny ks. Schoeneich w sumiennie opracowanym odczycie o naszych szko łach w yznaniow ych w iejskich, czyli kontoralach, których dalsze istnienie z kilku powodów jest zagrożone. W odczycie swoim ks. Schoeneich wyczerpująco odpowiedział na pytania następująco: 1) ozem jest szkoła wyznaniowa w stosunku do innych szkół? 2) jakie powinni mieć wykształcenie kantorzy wiejscy? 8) jak należy prowadzić w tych szkołach wykłady? 4) jakie powinno być uposażenie kantorów? Synod prosił referenta, by na podstawie swego odczytu śpiesznio opracował szczegółową instrukcję, która, po zatwierdzeniu przez Konsystorz, zostanie prze

9 słana wszystkim kantorom dla ścisłego stosowania się do niej. Zresztą sprawa szkolna nieprędko zejdzie z porządku dziennego obrad synodalnych, bo wiele jeszcze pozostawia ona do życzenia. N a przyszły synod nawet już obiecane zostały o niej trzy referaty, dotyczące urządzenia letnich kursów pedagogicznych dla kantorów, założenia szkoły kantorskiej i ustalenia stosunku do tych nauczycieli szkół elementarnych, którzy zarazem pełnią obowiązki kantorów. Owo gorące zajęcie się tą sprawą jest najlepszym dowodem jej żywotności. Oby tylko została ona załatwiona pomyślnie ku błogosławieństwu naszych zborów. Ze względu, że synod p rzyszło ro czn y będzie ju ż X X V, postanowiono urządzić go uroczyściej, niż zwykle. W tym celu w języku polskim i niemieckim przez ks. Lemona z Ozorkowa ma być wydana ozdobna księya pam iątkow a z opisem 25-letniej pracy synodalnej, z wymienieniem najważniejszych spraw, odczytów, projektów, wykonanych lub też poruszonych, z portretami zmarłych członków synodu i z odbitkami wzniesionych w tym okresie świątyń naszych. By księga ta zasługiwała na rozpowszechnienie ogólno nietylko dla obfitej i interesującej treści swojej, ale i dla celu wzniosłego, synod, na wniosek prezydującego, czysty dochód ze sprzedaży jej jednogłośnie przeznaczył na utworzenie kapitału wydawniczeyo dla pomnożenia zbyt skromnej jeszcze literatury ewangelickiej polskiej. Biedny mały Szlązk kapitał ta ki posiada już od wielu lat i zapomocą jego wydał w Cieszynie niejedno wartościowe dzieło ewangelickie. Na uroczystość jubileuszową do Warszawy mają być przez duchownych swoich zaproszeni gorliwie zajmujący się sprawami к oście! nem i spólwyznawoy z całego kraju, zarówno panowie, jak panie, oraz duchowni ze Szlązka i z Litwy. Do uradzenia szczegółów obchodu synod wysadził komitet, składający się z księży: superintendenta Boernera, radcy Burschego, Guńdlacha sen. i I-Loltza, którym w tej mierze przyznano zupełną swobodę działania. Oto najważniejsze postanowienia synodu tegorocznego. Pozostaje tylko jeszcze do wymienienia kilka spraw drobniejszych: 1) Treściwy odczyt ks. F reym anna o najnowszem dziele naukowein słynnego profesora berlińskiego Adolfa Harnacka p. t.: Misja i rozszerzenie chrześcijaństwa w pierwszych trzech wiekach," nad któ- ' rym z braku czasu nie było prawie woale dyskusji. 2) Sprawa niedbałych o swoje w yznanie łuteran, zamieszkałych w pobliżu kościoła reformowanego w Sielcu pod Staszowem, nie zaliczających się jednak do właściwego zboru kieleckiego, lecz, wbrew prawu kościelnemu krajowemu, korzystających z posług religijnych duchownego reformowanego. Synod postanowił, by proboszcz kielecki ks. Z ander zajął się wyjaśnieniem tej niewłaściwości. 0) W imieniu biednych zborów swoich wystąpili księża Freymauu z Iławy, który to zbór w roku przyszłym obchodzić będzie 75-ciolecie swego istnienia, i Wiemer z Godlewa, prosząc o zapomogę budowlaną, co do której prezes synodu radził im zwrócić się do Konsystorza z prośbą o zapomogę z funduszów konsystorskich.

10 Prócz nabożeństwa głównego podczas synodu zostały jeszcze odprawione dwa wieczorne; mianowicie dnia pierwszego nabożeństwo synodalne w języku niemieckim przez ks. Manitiusa z m. Łodzi, a dnia drugiego nabożeństwo misyjne w języku polskim przez ks. Fabiana z Piotrkowa. Oby Bóg wszechmocny łaskawie pobłogosławił słowom, głoszonym ku chwale Jego z ambony warszawskiej, i obradom, prowadzonym przez trzy dni ku dobru zborów naszych! Imię Pius Ku Z. A. L. zostało przyjęte dotąd przez dziesięciu papieży, a rzut oka na dziewięciu poprzedników teraźniejszego Piusa ukazuje nam rozliczne ich charaktery i jednocześnie przypomina nam zmianę losów, jakiej podlegała stolica papieska a razem z nią kościół katolicki. Plistorja Piusa 1 od r. (?) ukryta w cieniu zapomnienia a przypisywane jemu dek re tal ja są dość niepewne; zaliczono go jednak w poczet świętych. Nieświęte życie prowadził, zanim został papieżem, Eńea Silvio de Piccolomini, który sprawował rządy nad kościołem od 1458 do 1464 r. jako Pius II. Zwłaszcza, gdy w służbie króla niemieckiego Fryderyka III pełnił służbę przy dworze wiedeńskim, nie moralność jego przybrała taką miarę, że pisał: Kto, doszedłszy do wieku lat 30-u, nie spełnił zbrodni dla miłości? Sądzę tak podług siebie, którego miłość wprowadziła w tysiące niebezpieczeństw. Gdy zręczny ten dyplomata i wierszokleta niemoralnych pieśni i noweletek, który wedle własnego wyznania skierował się ku stanowi duchownemu, gdy przesycił się W enerą, który na soborze bazylejskim przyłączył się do partji reformatorskiej, został papieżem, nazwał się na pamiątkę pius Aeneas (nabożny Eneasz) Wergiljusza Piusem i wydał bulę Execrabilis, według której każde powoływanie się na sobór było uważane za kacerstwo i jako takie k a rane. Arcybiskupowi Dietrowi z Moguncji dał dymisję, rozkazując omijać go jakoby chore bydlę i zadżumioną bestję. Będąc kardynałem jeszcze, napominał niemców, że wobec barbarzyństwa swego powinni uważać to sobie za zaszczyt, iż papież rzymski raczy zajmować się sprawami Niemiec i każe sobie za to obficie płacić, Umarł w Ankonie, gdy właśnie zamierzał przedsięwziąć krucjatę przeciwko turkom. Siostrzeniec jego zajął stolicę papieską r ja k o 'P m s III, umarł jednak w 20 dni po obiorze swym. Dziwna przemiana zaszła w Janie Angelo do Medici, który w latach jako Pius 1 V był papieżem i doprowadził do końca sobór w Trydencie. Przed wzniesieniem в wem był cierpliwy, miłosierny, łagodny i dobroczynny; jako papież stał się krańcowo innym : prędki do gniewu, chciwy i nieużyty. Zwłaszcza, gdy się szczęśliwie pozbył soboru Trydenckiego, którego nienawidził, oddał się zmysłowości, jadł i pil nad miarę a nawet usunął się od nabożeństwa w kaplicy.

11 Tern surowszy pędził żywot dawniejszy dominikanin Michele Grliislieri, od r jako Pius V. Zaostrzył on bulę potępiającą In coena Domini i zwalczał wszelki ruch protestancki z niesłychaną surowością. We Włoszech i w Hiszpanji srogo przeprowadził inkwizycję, ofiarą której padł też Aonio Paleario. Księciu Albie przesłał za krwawą jego pracę w Niderlandach poświęcony kapelusz i miecz, podczas gdy królowę angielską Elżbietę obłożył klątw ą i ogłosił pozbawioną tronu; królowi francuskiemu Karolowi IX dał rozkaz, by ani jednemu hugonotowi życia nie darował. Gdy umarł, Pasquino wypisał na grobowcu jego: Umiera piąty Pius. Zadziwiające aliści, że pomiędzy tylu papieżami jeno pięciu było pobożnych ( pius nabożny). R Pius V został kanonizowany przez Klemensa X I. Tern większych upokorzeń doznał Giovanni Angelo Braschi, jako papież Pius V I ( ), pod panowaniem którego wybuchła burza przeciwko jezuitom i podróż którego do W iednia dla powstrzymania Józefa II od reform była jedynie bezcelowein poniżeniem papiestwa. Francuzi odebrali mu nawet całe państwo kościelne i wiedli uwięzionego z miejsca na miejsce, aż nareszcie zmarł w Valence w Dauphine. Gorsze losy przechodził następca jego, hrabia Barnabasz Ludwik Chioramonte, który jako Pius V I I od r był papieżem. M u siał on stoczyć ciężki bój z Napoleonem, który go więził przez dłuższy czas. Po upadku Napolena, dzięki listom mocarstw protestanckich (nb!), przywrócone mu zostało państwo kościelne. Zaprowadził on znowu inkwizycję i przywrócił zakon jezuitów. Zdołał on przy pomocy sekretarza państwowego, kardynała Consalviego, zawrzeć konkordaty z róż nenii państwy i dożył niespodziewanego wywyższenia władzy papieskiej. Po nim nastąpił Pius V i li r , były lir. Franciszek Ksawery Castiglione, który, obok innych stowarzyszeń potajemnych, wyklął też towarzystwa biblijne. Papiestwo Piusa /X, r , byłego lir. Giovanni Maria M astai-ferretti, znamionowane przedewszystkiem przez sobór watykański i sinuty walki kulturalnej, oraz przez u tratę państw a kościelnego. Chociaż ostatnimi czasy papieże zazwyczaj przybierali nazwisko tego z poprzedników, który ich kreował na kardynała, to jednak w obiorze imienia leży pewien program i wyznanie..jesteśmy ciekawi, wzorem którego ze swych poprzedników co do imienia i urzędu pójdzie kardynał tiar to, dzisiejszy Pius X. Albo wszystko, albo nic. I W ieść szwodzka Kuny. Spolszczona w skróceniu. (Dalszy ciąg). X IV. Jak że czyste i ożywcze jest powietrze w górach, jakaż rozkosz nieprzeparta w wycieczkach na szczyty gór! Ew ie zdawało się, że jej skrzydła wyrosły, na lica jej blade z zadziwiającą szybkością wracały

12 rumieńce, a pani Стер dni całe spędzała na powietrzu, przechadzając się lub siedząc na werandzie ku wielkiej radości doktora. Połowa lipca upłyń ęłą, a dr. Głrep nie śpieszył się pożegnać swych pań, przeciwnie, odkładał z dnia na dzień uprojektowaną podróż za granicę. D la Ew y, która nigdy dotąd nie zakosztowała tyle rozkoszy w życiu, był to jeden ciąg dni pełnych jasności słonecznej, śród przyrody imponująco wspaniałej, śród otoczenia malowniczego, cudowniejszego, niż je sobie wyobrażała kiedykolwiek. Była szczęśliwa, nie myśląc o przyszłości a bardzo mało o przeszłości. Nic nie psuło harmonji doskonałej między życiem jej zewnętrznem, pełnem poświęcenia, a życiem wewnętrznym czyli ducbowem; nawet listy, które otrzymywała z domu rodzicielskiego, zawierały same dobre nowiny: wszyscy byli zdrowi i żałowali jeno, że nie mogła być z nimi razem. Dziwiła się, źe tak mało tęskni za domem, za swoimi, łajała się nawet za ten brak serca, ale nie miała czasu do zastanowienia się nad tein głębiej. Nic też nie mąciło dobrego jej stosunku z doktorem, już nie wyśmiewał jej z powodu jej wierzeń, o swoich zaś po większej części milczał, nie chcąc się jej sprzeciwiać. Ja k gdyby za obopólną ugodą starannie unikali przedmiotów rozmowy, któreby mogły wywołać rozdźwięk między nimi. Ew a wiedziała aż nadto, że rozmowy te nie doprowadziłyby do niczego, nie zdołałaby zresztą dotrzymać mu placu. Był wprawniejszy od niej w szermierce językowej, miał swadę wrodzoną i nie dał się przekonać nigdy, że nie ma racji, w końcu dowodzeniami tilozoficznemi do reszty zamykał jej usta. Jedyne odpowiedzi, któremi mogłaby go zbijać, były cytaty z Pisma Świętego, a w to nie wierzył. B ył człowiekiem niepomiernie rozumnym, brak mu było wszelako wiary niezbędnej dla przyjęcia rzeczy niezrozumiałych i uchwycenia tego czegoś, co w rzeczywistości łącz.y rzeczy na pozór sprzeczne w życiu z temi, które znajdujemy w Piśmie Świętem. Wciąż się potykał o to sprzeczności, jako też o ta jemnice nauki chrześcijańskiej, które dlań były wprost absurdem. O d rzucał wszystko nadprzyrodzone, a nawet ideę o Bogu. Zgadzał się w pewnej mierze na bytowanie Chrystusa na ziemi, ale Chrystusa-człowieka, człowieka idealnego nawet, ale nic poza tern. Rozmawiał niegdyś z Ewą o bóstwie Chrystusa i Ewa usiłowała go przekonać; niestety, nie udało się natchnąć go wiarą. 1 jemu również nie udało się zachwiać wiary w dziewczęciu. Przeciwnie, nigdy nie była przejęta wiarą tak silną a żywą, jak wówczas, gdy na wiarę tę napadano, a ona bronić jej musiała. Cierpiała, widząc ogromną różnicę, która ich dzielił? pod względom zapatrywań religijnych, gdyż dr. Grep stał się jej dziwni«sympatycznym; bolała nad tein więcej, niż on, gdyż w oczach jogo w i u rżenia dziewczęcia byty jeno dzieciństwem niewinnom, bez głębszego znaczenia; były piękną iluzją, której pozbawiać jej byłoby szkoda, poniowai uszczęśliwiała ją i wywierała wpływ tak dodatni na całe jej postępowanie Dla niej natomiast niewiara człowieka togo była warem niebotycznym który ją rozdzielał od niego. Ew a zresztą nie zdawata^sobio dokładnie sprawy ze stosunku, jak się wytworzył pomiędzy nią a młodym człowiekiem; unikała zasta

13 nawiania się nad tern. W olała oddalać przedmiot, którego badanie mogłoby rozproszyć jej szczęście. Po raz pierwszy w życiu obawiała się analizy swych uczuć, stanu swej duszy, a raczej serca. Nie śpieszno jej było podnieść zasłony, ukrywającej rzeczywistość. Nie chciała przyznać się do uczucia, jakie żywiła dla nęcącego ją niedowiarka, do uczucia jego względem niej. Nie chciała myśleć o przyszłości, lecz radowała się dniem każdym, który mogli spędzić razem. Kochała go i czuła instynktownie, że jest nawzajem kochana, a jednak nie chciała tego przyznać z obawy, by nie przerwała słodkiej rozkoszy, śród k tó rej żyła. Miłość zresztą nie zmieniła rodzaju postępowania jej względem niego: nie czyniła żadnych zabiegów celem przypodobania się jemu. Nie szukała towarzystwa jego; mimo to z oczów jej wyczytywał, że obecność jego jest jej miła. Jeg o zaś ujmowała jej otwartość szczera i nieustraszona, skromność połączona ze słodyczą, wdzięk wykwintny i humor dobry, który zwykle znamionuje czyste sumienie. Atoli stan ten szczęśliwy trw ał zaledwo przez kilka tygodni. N adszedł dzień, w którym urok prysnął, w' którym różowa zasłona, której rożku nawet Ewa uchylić się obawiała, rozerwała się od góry do dołu, w którym musiała spojrzeć w twarz rzeczywistości i zdecydować o swym losie.. (z>. c.».) Z prasy. Wstyd i hańba! Temi słowy kończy ks. Godlewski artykuł swój przeciwko Zwiastunowi wymierzony w 40 i 41. Kroniki Rodzinnej (z dnia 1-go i 8-go b. m.) i zatytułowany Odpowiedzi na pytanie w sprawie rzekomego przejścia na protestantyzm biskupów i ka płanów katolickich we F r a n c ji. Przez kilka ostatnich miesięcy adwersarz naśz temperował nieco swoje pióro, a polemizując z nami, starał się na pozór o zachowanie przyzwoitego tonu; dłużej jednak widocznie wytrzymać nie mógł, wezbrał w nim dawny animusz i po dawnemu zaczyna rzucać na oślep wymysły oraz posądza nas o rozsiewanie zła, zepsucia, brudów i fałszu. Nie dziwi nas taki sposób postępowania. Doświadczenia, jakie uczyniliśmy z ks. Godlewskim, o których może w następnym numerze Zw iastuna będzie mowa, kazali nam się tego prędzej czy później spodziewać. Nie dziwi nas i z tego powodu, że wszak zazwyczaj L dzie, mający nieczyste sumienie, lubią czernić innych i rzucać na nich oszczerstwa: sądzą, że przez to sami obmyją się z przylegającego do nich brudu a w każdym razie odwrócą uwagę od niecnych swoich czynów. Spełniwszy plagjat, wydawszy cudze dzieło pod swojem nazwiskiem a przez nas zdemaskowany, ks. Godlewski ani na chwilę nie zarumienił się; przeciwnie, począł się tein głośniej rzucać. Przywołany do porządku

14 przez ks. Bolcewicza, również księdza katolickiego, ale widocznie męża brzydzącego się fałszem i zaciekłością, nie dał za wygrane, lecz tern zajadlej wołał: kto przyznaje, że u protestantów jest coś dobrego, że w pewnych wypadkach rządzą się prawdą i słusznością, ten nie jest katolikiem; kto nie chwali ks. Godlewskiego, jest odszczepieucem! Złowrogi blask szczytnego miana księdza plagiatora, które chyba przylgnie do niego na zawsze, stara się przyćmić napaściami na protestantów, masonów i liberałów, aby otoczyć się w oczach tłumu i naiwnych aureolą wielkiego obrońcy katolicyzmu. Taktyka taka prawie zawsze popłaca. Swoją drogą nie zazdrościmy ks. Godlewskiemu. Nie przestaniemy też wskazywać w naszein piśmie, ilekroć tego zajdzie potrzeba, jakich środków on sięnie waha chwytać, aby osiągnąć swych celów. F ak t, że śród księży katolickich we Francji szerzą się prądy liberalne, a co za tein idzie, że wielka ich liczba (około 1000, jak obecnie donosi ks. Andrzej Bourrier) wystąpiła z kościoła, że wielu przeszło na ewangelicyzm, że kilkudziesięciu z nich zostało pastorami ewangelickimi, nie daje spokoju ks. Godlewskiemu. Temu pię bynajmniej nie dziwimy; zrozumiałą też dla nas jest rzeczą, że pragnąłby, aby tak nie było. 1 to pojmujemy, że w celu dowiedzenia się prawdy rozpisuje listy do rozmaitych osób we Francji. Ale na jakich to świadków powołuje się ks. Godlewski! O to jakiś red aktorzyna gazetki katolickiej w Albi donosi mu, że zaledwie kilku księży wystąpiło z kościoła katolickiego i ks. Godlewski wierzy. Inny równej powagi redaktor z Orleanu w śmieszny sposób opowiada, że wypadków wystąpienia z kościoła katolickiego we Francji mamy do zanotowania zaledwie od pięciu do sześciu (!!) ks. Godlewski wierzy, zabiega o to, aby się ta wiadomość ukazała w Roli i w Kurjerze Warszawskim i gromko woła: Zwiaptun skłamał. I jeszcze jednego, godnego siebie, wynalazł świadka, o czem dotychczas nie mieliśmy sposobności pisać, co jednak teraz czynimy, celom scharakteryzowania postępowania ks. Godlewskiego. Pisze on do redaktora znanego pisma rewolwerowego L a Delivrance w Paryżu. A jak pisze! Od pewnego czasu protestanci robią propagandę nawet w naszym kraju. Los von Rom słychać w całej Polsce. Aby łatwiej dopiąć swego celu djabelskiego (!), rozpowszechniają oni fałszywe wiadomości o kapłanach francuskich i t. d. Podpisano: Abbó Godlewski. A redaktor paryski odpowiada samymi wymysłami: kłam stwa heretyków, smutne osobniki, hugonoci polscy, a raczej liugonoci Wilhelma (I) i t. p. Qo, czy nie dobrana para? Jeden straszy djabłein, a drugi mu wtóruje. Ale ks. Godlewski wierzy. O simplicitas... ale nie sancta! La Delivrance bowiem jest takie samo wiarogodno źródło, jakiem np. byłaby Rola, gdyby ją zapytano o stan ewangelicyzmu w naszym kraju. Czuł widocznie ks. Godlewski całą naiwność i szalbierstwo swego postępowania, a Zwiastun mu to dowodnie na każdym kroku wykazywał dlatego obecnie jeszcze innego chw yta się środka. W początkach lipca jak pisze rozesłał listy do wszystkich biskupów francuskich z prośbą o napisanie mu: 1) ilu kapłanów w djecezji każdego bi

15 skup a opuściło w ostatnich sześciu latach kościół katolicki i 2) ilu z nich przyjęło protestantyzm. Otrzymał jak twierdzi około 60-iu odpowiedzi, z których niektóre przytacza. Ale o dziwo! znajdujemy wprawdzie zapewnienia, że katolicy we Francji mają wiele odwagi i nie tracą nadziei, że duchowni francuscy, acz wielu z nich nie otrzymuje ani jednego solda od rządu, znoszą wszystko z przedziwną energją, że pewne pisma naszych egzegetów katolickich zdawały się niektórym, jako sprzyjające tłómaczeniu protestantów, lecz to pozostaje bez wpływu, ale konkretnych danych znajdujemy bardzo mało. Jeden biskup donosi, że w jego djecezji ani jeden z księży nie wyrzekł się wiary k atolickiej, drugi szkaluje ks. Andrzeja Bourriera, a jakiś wikarjusz generalny dowodzi, że tylko tacy księża występują, którzy źle się prow a dzą. Naturalnie, bo każdy ksiądz, który, dążąc do prawdy, bierze rozbrat z nauką kościoła katolickiego, źle się prowadzi. Toć zapewne i ks. Bolcewicz, który miał odwagę wystąpić przeciw fanatyzmowi i uciskowi sumienia, źle się prowadził, skoro, jak donosi G łos, pozbawiono go parafji i zawieszono w urzędowaniu, zapewne ku wielkiej uciesze ks. Godlewskiego. Kościół rzymski nie cierpi, aby jakikolwiek z jego księży wypowiadał szczerze i nieobłudnie swe odmienne przekonania. Kto ma tę śmiałość i w tern lub o wem, nawet w drobnostkach, wyraża własne swoje poglądy, niezgodne z panującą w kościele literą, ten źle się prowadzi. Iluż jednak takich źle się prowadzących stało się potem, po swojem wystąpieniu, świecznikami ludzkości! Tenże wikarjusz generalny nie wstydzi się bezecnej rzucać potwarzy na protestantów, że przeciągają osoby małej wartości tylko zapomocą pieniędzy, że powiększają liczbę swych członków zapomocą kuszenia pieniędzmi. 1 ks. Godlewski takiemu oszczercy, którego fałsze leżą jak na dłoni, który zresztą zastrzegł sobie, aby nie wymieniano jego nazwiska (naturalnie, dla łatwo zrozumiałych powodów!) wierzy! Podłe anonimy wrzucamy do kosza, ale ks. Godlewski inaczej postępuje. Similia similibus gaudet. Nie dziw więc, że mając takich wiarogodnych (!) korespondentów, ks. Godlewski w rezultacie oblicza, że wszystkich księży w całej Francji wystąpiło 30, a z nich tylko 8 przyłączyło się do protestantyzmu.. Cała ta statystyka jest od początku do końca kłamliwa, nie obala w niczem tego, cośmy twierdzili na str. 312, 345 i 375 zeszłorocznego Zwiastuna, których to dowodzeń naszych nie będziemy powtarzali. Nie przeczymy, iż niektórzy biskupi pisali prawdę, że w ich djecezjach żaden z księży nie wystąpił; inni w dobrej wierze mniemają, że, ponieważ u nich nikt nie myśli o porzuceniu kościoła rzymskiego, przeto i w całej Francji tak je s t; są i tacy, którzy wykręcają się od dania jasnej i stanowczej odpowiedzi, bijąc na to, że katolicy nie boją się niczego. Ale są też wierutni kłamcy śród korespondentów ks. Godlewskiego, kłamcy ad majorem Dei gloriam, jak wyżej przytoczony wikarjusz generalny. Tym widocznie ks. Godlewski najwięcej wierzy, gdyż ich sposób pisania najbardziej odpowiada jego usposobieniu, ich też odpowiedzi in extenso przytacza. H ab eat sib i!

16 Że dążność do opuszczania kościoła rzymskiego śród księży we F ran cji istnieje, że ruch ten szerokie zatacza koło, o tein każdy dowodnie przekonać się może, czytając czasopismo Le chrćtien franęais, wydawane przez ks. Andrzeja Bourriera, o którym nieraz już pisaliśmy w Zwiastunie. Wychodzi ono co tydzień w Paryżu (adres redakcji: rue Vivienne 12), kosztuje 6 franków rocznie. W piśmie tein coraz to rozlegają się głosy tych, którzy występują z kościoła katolickiego. Oto np. co czytamy w JNl> 205 z dnia 17 września r. b.: Jużeśm y wspominali, źe djecezja bordoskn ostatnim i czasy stra ciła kilku najlepszych swych księży Jeden z nich napisał do k ard y nała arcybiskupa następujący stanowczy a pełen godności list, w którym prosi o swoją dymisję. L ist otwarty do Jego Eminencji kardynała Lćcota, arcybiskupa w Bordeaux. Genowa, 16 września 1003 r. Em inencjo! Bywają chwile, w których trzeba milczeć; zdarzają się jednak i takie, w których mówić należy. Sumienie nakazuje mi przerw ać m ilczenie, ażeby zaznajomić W as ze stanem mej duszy. Będę mówił z całą otwartością. Doszedłszy do wieku dojrzałego, po spędzeniu młodości nader bolesnej, przechodzę do innego kościoła i rozpoczynam życie nowe. Nie czynię tego, jak moglibyście przypuszczać, ze względów sercowych lub dla osiągnięcia zysku. Przebywszy dziewięć lat na katedrze jednej ze szkół W aszych, aż nadto wiole widziałem, słyszałem i rozmyślałem. Dążyłem uczciwie do prawdy. Doświadczenia codzienne oraz nauki poważno rozwiały uprzedzenia i iluzje. Wiele bardzo w tym czasie wycierpiałem. JJziś nabieram odwagi, gdyż kryzys moralny dobiega końca. Zdaniem mojem, przepaść między katolicyzmem a postępem nowoczesnym pogłębia się coraz bardziej. Na każdym kroku czujemy konieczność powrotu do wiary i obyczajów pierwszych wieków chrześcijaństwa. Nauki ciemne, prawa tyranizujące, bezwstydne nadużycia i skandale muszą zczeznąć. ChrysŁjanizm wyzwolony zada śmierć zasädom ultram ontanizm u, a reform a protestancka obfituje w wielce płodno idee. Pragnieniom mojem, by Francja nasza umiłowana korzystała z nich. Daleki jestem od zatracenia wiary; przeciwnie, czuję, źe w zrasta ona we mnie. Moje postanowienie z wolnej woli uczynione dostarcza mi pociechy i nadziei. Zresztą, niechaj co clico się stanie, lecz uczciwym i szczerym być muszę. Mało obchodzą mnie pogarda, przekleństwo i nienawiść. Co czynię, czynię po dojrzałym rozmyśle. Ewangclja jest nauką miłości; żal mi Łych, którzy ją przeistaczają, czyniąc z niej karykaturę. Nie mogąc solidaryzować się z katolikami, zostaję tylko chrześcijaninem. Powiadamiam W as n mojem zerwaniu z Wami, gdyż nie potrafię żyć w hipokryzji. Są tacy, którzy to potrafią; pozwól mi, Panie, źe ich nie będę naśladował. Cokolwiek się stanie, jestem spokojny: z serca spadł mi ciężar wielki! Proszę przyjąć, Eminencjo, i t. <1 L Ahbti C. Chateau, oksprofosor kologjum djocozjalnogo S-toj Marji w Saint-Andró- do-.cubzuo (Glrondo). Ksiądz Chateau znajduje się obecnie w Genewie, kędy wraz z in nym księdzem odbywać będzie czteroletnio studju.

17 llównież czytamy w 206 z dnia 24 września r. b. : Proboszcz z Saint-M oreil (Creuse), M. Tteix, właśnie opuścił kościół katolicki. W liście do jednego z naszych braci pisze on: Śród księży znajdowałem jeno ludzi bez przekonań i bez charakteru, spełniających urząd swój jak rzemiosło dobrze opłacane. W rezultacie doszedłem do przekonania niezłomnego, że większość dogmatów kościoła katolickiego jest wynalazkiem ludzkim, zrodzonym przez nieświadomość i zabobon. Jakąż męczarnią jest głoszenie i nauczanie rzeczy, w któro się wierzyć przestało! Ażeby jej nadal nie znosić, zrzuciłem sutannę. Bo pisma więc Le chretien franęais," podającego prawie w każdym numerze fakty, które każdy kontrolować może, odsyłamy ks. Godlewskiego i tych, którzy jeszcze nie są przekonani. To jedno zaręczamy, że przy całej naszej działalności, zwłaszcza też w naszej pracy redaktorskiej, przyświeca nam szczera chęć zbadania prawdy i dobra wola. Ks. Godlewski zaś raz po raz posądza nas o chęć krzewienia fałszów. Dlatego zmuszeni byliśmy dać mu dziś odprawę nieco ostrzejszą, niż zwykle. Zasłużył on na t o : kto bowiem bezzasadnie wstydem i hańbą próbuje okrywać innych, na tego wstyd i hańba spadają zasłużenie.. Mielibyśmy niejedno jeszcze do powiedzenia. Skarży się bowiem ks. Godlewski w swoim artykule, że haniebnie z jego łatwowierności zażartowano. Przyobiecuje zaofiarować 20,000 rubli, jeżeli dowiedziemy prawdy naszych twierdzeń. Ja k bezsensowna i niemoralna jest ta jego obietnica, jak bezpodstawne jest jego użalanie się, o tern, ażeby nie przedłużać niniejszej odpowiedzi, napiszemy innym razem, i to na podstawie piśmiennych dokumentów, znajdujących się w ręku naszych. Przegląd literacki. Do Boga. Modlitwy dla chrześcijan ewangelików przez ks. Aleksandra Schoeneicha, pastora lubelskiego. W arszawa 1003, str Nakładem księgarni W. Mietkego. B rak naszym czasom żarliwości religijnej, brak pogłębienia w rzeczach wiary. My wiele, a może nawet gruntownie, potrafimy rozprawiać o Bogu, o Chrystusie, o istocie chrześcijaństwa i znaczeniu jego dla świata, ale, niestety, zbyt mało rozmawiamy z Bogiem: brak nam ducha modlitwy. Ojcowie nasi umieli się modlić: nie zabierali się do pracy dziennej, zanim nie skłonili kolan przed Bogiem, szukając u Niego sil i pomocy; nie kładli się do snu bez pokornej modlitwy wieczornej. 1 nie czynili tego sami tylko, ale gromadzili wokoło siebie domowników, aby razem z nimi zbliżyć się do tronu Bożego. Do jakiego stopnia takie wspólne modlitwy wzmacniały łączność rodzinną i potęgowały miłość wzajemną, jak skutecznie broniły od pokus rozlicznych, jak zbawiennie wpływały szczególnie na młodzież podrastającą, łacno każdy zrozumie, nie potrzeba o tern wiele się rozwodzić. A dziś?... Jakże rzadko trafiają się domy, w których ojciec, niby kapłan stojąc na czele rodziny, prowadzi ją po drodze prawdy Bożej] N aw et matki

18 nieraz zapominają modlitw swych lat dziecięcych i nie troszczą się 0 religijne wychowanie dzieci! Nie dziw, że następstwa takiego stanu rzeczy okazały się fatalne: zanik wiary, brak miłości, a co zatem idzie, życie samolubne i wyuzdane oto rak, który toczy młodzież naszą 1 dorosłych. I nie będzie inaczej, nie będzie lepiej, jeźli znowa modlić się nie nauczymy, modlić szczerze i nieobłudnie, bo modlitwa to anioł skrzydlaty, który życie Boże u stóp tronu Bożego zaczerpnięte w serca wlewa, to najwznioślejsze tchnienie duszy ludzkiej, tęskniącej do nieba, to zwrócenie się od smutków i radości doczesnych, od życia szarego z jogo pracą i mozołem, z jego nędzą i walką... do Boga. Do Boga taki tytuł nosi książka, zawierająca modlitwy dla chrześcijan ewangelików, która się przed miesiącem ukazała na pólkach księgarskich. W itamy ją z prawdziwą radością, z tern większą, że to nie zbiór modlitw tłómaczonych, lecz oryginalny nowy modlitewnik polski. Autorem jej jest ks. Schoeneich, który i przez to swoje wydawnictwo dobrze zasłużył się kościołowi naszemu. Jeszcze w r. 189(1 wydał on starannie opracowany modlitewnik dla m łodzieży ewangelickiej, który przy tej sposobności przypominamy naszym czytelnikom (nakład księgarni M. Arcta), gdyż, niestety, książeczka ta nie rozeszła się tak licznie, jakbyśmy tego pragnęli. Obecna praca ks. Schoeneicha szersze obejmuje ramy: jest to modlitewnik dla dorosłych, podręcznik do modlenia się we wszelkich wypadkach życiowych. Bogata jest treść modlitewnika tego: znaleźć może w nim każdy, czego mu potrzeba. N a pierwszych stu stronicach są zamieszczone 4 ser je modlitw, kolejno po modlitwie porannej i wieczornej na każdy dzień 4 tygodni. Każdą modlitwę pierwszych dwóch tygodni poprzedza krótkie słowo Pisma świętego a wyroki to są bardzo umiejętnie dobrane. W prawdzie nie zawsze podana modlitwa stosuje się ściśle do danego wyroku, ale za to każdą modlitwę cechuje prawdziwe uczucie i gorąca wiara. J u ż to pierwsze dwa tygodnie modlitw świadczą o tern, że a u torowi bynajmniej nie chodziło o napisanie na chłodno modlitewnika, ale że przelewa na papier to, co czuło serce jego. Szczerość oto znamię wogóle całego zbioru modlitw; widać, że autor modlić się umie i modli się. Szczerość ta pokrywa wszelkie niedostatki, do których zaliczylibyśmy może rozwlekłość w niektórych modlitwach, powtarzanie się myśli oraz brak nieraz wewnętrznego związku pomiędzy oddziolnemi myślami. Obok szczerości uczucia zaletą wielką nowego modlitewnika jest p rostota: brak tu w zupełności napuszonych frazesów, górnolotnych wyrażeń, wszelkich kwiatków retorycznych, wszystkiego, co tak niemile razi wogóle w literaturze religijnej, a zwłaszcza w literaturze treści budującej. N a każdy dzień trzeciego tygodnia podaje autor, podług agendy domowej d-ra Dieffenbacha, krótkie wyroki z Pisma Świętego oraz wskazówki do samodzielnego modlenia się. Dział ten uważamy za szczególnie ważny, boć my ewangelicy nie mamy tylko za panią m atką odmawiać pacierz, lecz dojść powinniśmy do tego, abyśmy własne, z serca wypływające modlitwy składali u stóp tionu Bożego. Nie przemawia

19 my wprawdzie bynajmniej za tern, aby każdy młodzieniaszek własne układał modlitwy, boć łatwo z tego wyrodzić się może beztreściwe wielomówstwo, ale ewangelik w wierze ugruntowany i Chrystusa swego miłujący nie zadowoli się książkowemi modlitwami. J e s t to wpływ katolicyzmu, że śród nas tak mało jest samodzielności w sprawach religijnych. Zaradzić temu pragną podane przez ks. Schoeneicha wskazówki, o co modlić się mamy. Tak np. w niedzielę rano dziękować powinniśmy za obronę pośród nocy, za szczęśliwy poranek, za ustanowienie dnia świątecznego i odpoczynku od codziennych zajęć, za Słowo Boże, za kościół i służbę Boga; oraz prosić o zachowanie od grzechu, o pobożność, o serce wierzące, o Ducha Świętego, o błogosławieństwo Słowa Bożego. W niedzielę wieczór dziękować należy za głoszone i słuchane Słowo Boże, za pokrzepienie się ze Słowa Bożego; prosić o błogosławieństwo Boże i o pokój wieczny; w przyczynnej modlitwie błagać Boga o nawrócenie pogan, żydów i mahometan, modlić się za kościół i kaznodziei, za wszystkich bliźnich. Cenne są tego rodzaju wskazówki. O ile wiemy, pierwszy to raz podane one zostają w języku polskim. Oby znalazły chętny posłuch śród nas i przyczyniły się do pogłębienia modlitw naszych! Dla tych wskazówek samych warto nabyć ten modlitewnik. Czwarty tydzień zawiera pieśni poranne i wieczorne z naszego Śpiewnika. Następują m odlitwy na dni i święta uroczyste (aż do str. 330), a więc na święta całego roku kościelnego, a potem na uroczystości biblijne, misyjne, poświęcenia kościoła i t. p. N a każde święto podane jest krótkie słowo Pisma Świętego, poczem następuje modlitwa, a w końcu pieśń. Pieśni również są dobrane przeważnie z naszego śpiewnika, ale też ze śpiewników: warszawskiego reformowanego, wileńskiego, cieszyńskiego ks. Beczki i innych. Dobór jest pod każdym względem trafny. Zaznaczyć należy, że modlitwy na dzień pokuty, zamieszczone na str po modlitwach na dzień uroczystości" (chyba: święto) Trójcy Świętej, powinny stać na str. 166, na początku pasji. M o dlitw pasyjnych jest bardzo mało (jedna ogólnej treści i po jednej na niedzielę Palmową, Wielki Czwartek, Piątek i Sobotę), co zresztą tłómaczyć się daje tein, że na czas pasyjny inne, specjalne mamy modlitewniki. Budujący i prawdziwie do serca przemawiający jest dział modlitw spowiednich i kom unijnych, obejmujący 50 stronic. Śród nich na pierwszem miejscu postawilibyśmy Spowiedź przed Bogiem" (str. 344) czyli Doświadczanie samego siebie przed Bogiem. J e s t to porachunek sumienia, ułożony podług dziesięciorga przykazania Bożego, oraz wskazówka, jak należy się przygotować do godnego pożywania sakramentu. Piękna jest modlitwa poranna w dniu przystępowania do komunji świętej (str. 360). Oto mniej więcej połowa, i to ważniejsza, modlitewnika. Następują m odlitw y o dobra duchowe (o prawdziwą wiarę, o dobre i czyste sumienie i t. d.) modlitwy dotyczące pow ołania i stanu (duchownego, nauczyciela, gospodarza, wyrobnika i t. d.), m odlitw y domowe, m odlitw y czasowe i podróżne.

20 Ostatnie sto stronic obejmują modlitwy przygodne: w smutkach i utrapieniach wszelkiego rodzaju, w chorobie i przy skonaniu. W y ró żniają się śród nich modlitwy przy zbliżającej się śmierci, a z nich ta na tekst: O to ja umieram, ale Bóg będzie z wami" (str. 705), oraz modlitwy, westchnienia pobożne oraz pocieszające wyroki Pisma Świętego w chorobie i przy skonaniu (str. 711). W końcu znajdujemy 6 pieśni z naszego śpiewnika o śmierci i zmartwychwstaniu. Czyż więc nie bogaty i obfitujący w treść jest modlitewnik ks. Schooneicha? Prosimy zaznajomić się z nim, a przekonani jesteśmy, iż stanie się on dla wielu przyjacielem codziennym, wiernym doradcą i bodźcem do modlitwy, że wielu doprowadzi do Boga. A. wtedy cel, dla którego został napisany, będzie osiągnięty, i autor sowitą otrzyma nagrodę za podjętą pracę. My zaś radujemy się, że teraz obok Rozmyślań i modlitw ks. Ottego, które po raz pierwszy wyszły w r. 1865, mamy, po latach prawie czterdziestu, drugi oryginalny modlitewnik polski i serdecznie za dar ten dziękujemy kochanemu koledze i tow a rzyszowi pracy. Dodać jeszcze należy, że papier w modlitewniku jest dobry, druk wyraźny, a korekta bardzo staranna. Zaleta to również wielka! Tych wreszcie, którzy się obawiają grubych książek do nabożeństwa i którzy gotowi przelęknąć się owych 738 stronic, możemy uspokoić zapewnieniem, że nowy modlitewnik wcale nie jest za gruby, a mały, zręczny format czyni go prawdziwą książeczką podręczną. Co do cen za modlitewnik ks. Schoeneicha prosimy przeczytać ogłoszenie, zamieszczone w końcu niniejszego numeru naszego pisma. Wiadomości z kościoła i ze świata. Sprawy konsystorskie. Z powodu przejścia Its. H. Tochtermana do Radomia paraf ja Pi lick a ogłoszona została za w akującą z terminem do dnia grudnia r. b., przyczem, zgodnie z prośbą tamecznego kolegjum kościelnego, zastrzeżono, by zgłaszający się kandydaci poprawnie władali językiem polskim. Chwilową administrację tego zboru pozostawiono ks. H. Tochterm anowi; administrację zaś Sarej Iwicznej powierzono djakonowi ks. Loth owi z W arszawy i dodano mu do pomocy ks. wikarjusza Rondthalera. Ks. Loppe cofnął kandydaturę swoją w Bełchatowie i zamierza przejść na proboszcza do Nejdorfu w gub. Grodzieńskiej. Z powodu tego nieoczekiwanego cofnięcia się tuż przed samymi wyborami, wybory w Bełchatowie, które odbyły się dnia 5-go b. m., nie doprowadziły do rezultatu. Konsystorz przeto ponownie ogłosił paralję tę za wakującą z terminem do '/,,, stycznia 1904 r. Chwilową administrację tego zboru, z powodu podania się do uwolnienia ks. Fabiana, powierzono ks. Hąefkemu z Kleszczowa. W dniu 8-ym b. i i i. odbyły się wybory w Ossówco: pastorem obrano ks. Radazewakiogo z Sompolna. Ks. Sehroeter prosił o uwolnienie go od obowiąz

21 ków pastora w Turku z dniem /w stycznia 1У04 r. i przenosi su; do W arszawy celem poświęcenia się pracy pedagogicznej. Es. Erdmann zostaje uwolniony od obowiązków pastora w Zagórowie. - Ks. Knothe zamierza opuścić Węgrów i starać się o posadę adjuukta w Tomaszowie Iławskim. Ks. Serini ze Stawiszyna podał się na kandydata do wakującej parałji w Lipnie. Sprawy warszawskie. Nareszcie doczekamy się ks. prefekta w naszym zborze: jeszcze w tym miesiącu ks. Schroeter z T urku przybędzie do Warszawy celem objęcia tej posady. Z jego przybyciem wnet rozpoczną się w kościele naszym regularne wieczorne nabożeństwa tygodniowe. Kolegjum kościelne na ostatniem posiedzeniu swojem uchwaliło usunąć przegrody środkowe w ławkach kościelnych. Celem utrzymania lepszego porządku przy większych ślubach, odtąd przez główne wejście wpuszczany będzie do kościoła tylko orszak weselny; zaproszeni goście będą mogły wejść z boków, od strony ulicy Mazowieckiej i szkoły, a spektatorzy dopuszczani będą tylko na piętra. Istnieje zamiar założenia w zborze naszym, w połączeniu z nowym domem sierot, za k ła d u wychowawczego dia idjotów i umysłowo upośledzonych dzieci, wstęp do którego ma być otwarty i dla nieewangelików. Projektodawcą jest p. Edward Geister. Niebawem kosztem naszego wydziału Opieki ma być wysiana zagranicę przyszła kierowniczka tego zakładu celem obznajmienia się z metodami nauczania tego rodzaju dzieci. Piękny to projekt. Obyśmy go zdołali urzeczywistnić! Wyłaby to pierwsza w tym zakresie próba w naszym kraju. Ukonstytuował się oddział ewangelicki Towarzystwa ochrony kobiet, który wystąpił do władzy z prośbą o pozwolenie założenia przytułku dla kobiet samotnych. Z parafji Radomskiej. W XVI niedzielę po Trójcy, dnia 27 września r. b., odbyła się w Radomiu instalacja ks. PLenryka Tochtermana, dotychczasowego pasterza zboru pilickiego. Rzadka ta uroczystość zgromadziła w Radomiu liczne rzesze paraljan, przybyłych z najbardziej nawet oddalonych zakątków parafji. J u ż na dwie godziny przed rozpoczęciem nabożeństwa kościół był zapełniony. Członkowie kolegjum kościelnego i kantorowie ze wsi stawili się w komplecie. N a nabożeństwie był też obecny J. E. von Haferberg, wice-gubernator radomski. Sama instalacja odbywa się u nas według agendy przed kazaniem, które następnie nowy pastor wygłasza. Mający być instalowanym pastor staje przed ołtarzem, członkowie kolegjum i kantorowie stają po obu stronach ołtarza. Ołtarz w kościele radomskim był przystrojony kwiatami, Chórami dyrygował kantor Rode z Gozdawy, puzonistami kantor Klimke z Janowa. A ktu instalacyjnego dopełnił w zastępstwie ks. superintendenta generalnego członek kousystorza ks. Bursche, przybyły na ton cel z Warszawy, w asystencyi ks. A. Schoeneicha, proboszcza lubelskiego i dotychczasowego administratora radomskiego. Ks. radca Bursche przemówił do nowego pastora na słowa 2 Tym. 1, 7 i 8 : Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości i po

22 wściągliwości, przeto i nie wstydź się świadectwa P an a naszego. -Po wyłożeniu celu uroczystości i po przedstawieniu nowemu kaznodziei ogólny cli i szczególnych obowiązków jego urzędu z uwzględnieniem stosunków w zborze, odczytał instalator napomnienie apostoła Paw ła, zawarte w 1 liście do Tymoteusza r. G w. 3 i następnych. Po mowie i odczytaniu słów apostolskich i po odebraniu od nowoinstalowanego pastora zobowiązania się do sumiennego pełnienia obowiązków w zborze, wręczył mu upoważnienie Wysokiego Konsystorza i poruczył mu urząd pastora w Radomiu. Nowy pasterz przykląkł a instalujący go pobłogosławił, to samo uczynił asystujący duchowny. W imieniu kantorów pozdrowił nowego pastora i bezpośredniego zwierzchnika kantor Süss z Radomia, poczom instalator polecił nowego kaznodzieję dalszym względom kolegjum kościelnego, napomniał służbę kościelną do posłuszeństwa względem nowego pastora i wezwał zbór do okazywania mu szacunku, miłości i zaufania. M odlitwą i błogosławieństwem Aaronowem zakończona została cała czynność instalacyjna. Dalszy ciąg nabożeństwa nie różnił się od zwykłego nabożeństwa niedzielnego. Nowoobrany i instalowany proboszcz po odśpiewaniu przez chór i zbór stosownej pieśni wszedł na ambonę i wygłosił swoje pierwsze kazanie na słowa Ps. 3 7,5 : Spuść na Pana drogę twoją i utaj w Nim, a On wszystko uczyni. Po raz pierwszy rzekł na tein miejscu przemawiam dzisiaj jako przez was wybrany i powołany pasterz wasz. Pomimo pewności, że mnie w spełnianiu powołania mego wspierać będziecie, lęk pewien napełnia mą duszę. I nie dziw, droga przede mną ciemna i pełna wybojów. Któż mnie zapewni, że podołam pokładanym we mnie nadziejom, że zadowoleni będziecie mną i darami, którymi mnie Pan obdarzył? Ale choć to wyznanie przed wami składam, jednak trzymam się słów ap. Paw ła: Zostając w trudnych okolicznościach, nie rozpaczamy. Ciemność otaczającą mnie rozprasza światło me, Chrystus Pan, O n, nie kto inny, mnie na tern miejscu postawił, On to pole działalności mi wyznaczył, On da moc i siłę do spełniania mego zadania. Słowa też psalmisty: Spuść na P ana drogę twoją i ufaj w Nim, a On wszystko uczyni, będą mi gwiazdą przewodnią w przyszłości, jak były w przeszłości. Brak miejsca nie dozwala nam w dalszym ciągu streścić serdecznych słów ks. Toohtermana. Przytoczymy tylko podział kazania. Słowa psalmisty 1) przyświecać mu będą przy spełnianiu powołania odpowiedzialnego i ciężkiego, 2) przyświecać będą, gdy mu własne ułomności i słabości staną przed oczyma i 3) przyświecać będą przy pracy na nowern polu w zborze i ze zborom. Po kazaniu odbyła się spowiedź i komunja, do której przystąpiło kilkaset osób z nowoobranym pastorom na czele. Błogosławieństwo Aaronowe, udzielone przez ks. administratora, zakończyło uroczystość w kościele. Zaraz po nabożeństwie zebrani członkowie kolegjum i kantorowie z dziatwą szkolną, uczęszczającą do szkółki początkowej w plobanji, jeszcze raz powitali i pozdrowili pastora oraz całą jego rodzinę. Przy tej sposobności najstarsza uozenion wręczyła małżonce pastora bukiet z żywych kwiatów. Na zakończenie nastąpiło zdanie parafji przez obecnego ks. ad mi-

23 lustratora i pożegnanie się jego z członkami kolegjum kościelnego i z kantorami. 1 teraz kantor Süss przemówił w imieniu swojem i swoich współkoleg.ów, a członek kolegjum p. Wickenhagen w imieniu kolegjum, obaj dziękując ks. Schoeneichowi za trudy, poniesione przy administracji paraf ji. W szystkie przemówienia, tak duchownych, jak i kantorów oraz członków kolegjum, tchnęły serdecznością a śpiewy, chóry, gra puzonistów, przybyłych z sąsiednich kolonij, dziatwa szkolna i cały dom p a sto rsk i wszystko razem czyniło bardzo podniosłe wrażenie. Daj Boże, żeby wybór odpowiedział potrzebom zboru radomskiego. Nie należy albowiem zapominać, że powołaniem pasterza i kościoła ewangelickiego jest służyć nietylko pewnej części zborowników, ale świadczyć 0 prawdzie Ewangelji. I chociaż zbór radomski składa się z ewangelików przeważnie niemiecką mową się posługujących, ma jednak w swem łonie współwyznawców mówiących po polsku, dlatego też słusznie postąpił miejscowy ks. pastor Tochtcrman, ogłaszając z ambony, że pragnie co drugą niedzielę opowiadać Słowo Boże w języku polskim. Z całego serca i z całej duszy zasyłamy i na tein miejscu nowemu pasterzowi serdeczne życzenia błogosławieństwa Bożego oraz powodzenia w pracy w kościele 1 w zborze. Uroczystość misyjna w Pabianicach. W dniach 20 i 21 września r. b. odbyła się w Pabianicach uroczystość misyjna, rozpoczęta w niedzielę o godzinie 3 po południu, na którą przybyło przeszło 1200 dzieci. Pierwszy przemówił ks. Gerhardt na tekst Fil. 2, 10 i 11, wskazując, iż celem misji jest, aby w imieniu Jezusa zginało się wszelkie kolano na ziemi, ku czemu pomocne mogą być i dziatki, przynosząc w ofierze modły i datki swe, a nawet poświęcając się służbie w pracy misji. Następnie ks. wikary Schmidt przedstawił dzieciom nędzę pogan, stawiając jako przykład opowieść o mężu w Macedouji, który prosił św. Paw ia: Przepraw się do Macedouji i pomóż nam, oraz przytaczając kilka przykładów, do jakiego stopnia miłość czyni wynalazczą i dziatwę drobną, która pragnie uczynić cośkolwiek dla sprawy misji. Na zakończenie pastor miejscowy starał się pobudzić dzieci do litości nad nędzą pogan, powołując się na słowa Chrystusowe: Żal mi tego ludu. Przed wyjściem z kościoła rozdzielano trak taty pomiędzy dzieci szkółki niedzielnej. Wieczorem o godzinie 7-ej zebrali się starsi zborownicy na uroczystość przygotowawczą święta misyjnego. Pierwsze kazanie wygłosił ks. Gerhardt na tle 2 Kor. 5,.14 i 15, mówiąc o rozmaitych powodach, skłaniających do pracy misyjnej: Nie wiedza, nie żądza sławy winny być bodźcem, lecz miłość, która się dla nas nędznych, potępionych ludzi na śmierć wydała; kto jej w sercu swojem doznał, ten będzie popierał misję śród Izraela. Ö pracy śród niego mówca przytoczył niektóre przykłady z własnego doświadczenia. Mowę tę uzupełniło kazanie księdza miejscowego o wzniosłości m isji, do której wszyscyśmy powołani. Wzniosłą jest sprawa misji, gdyż 1) panem misji jest sam Bóg, który Syna Swego zesłał na świat, 2) ludzie misji są wysłańcami Jezusowymi, 3) polem misji świat cały, 4) celem misji zbawienie ludzkości. Modlitwą żarliwą zakończyła się uroczystość przygotowawcza,

24 W poniedziałek, w dzień główny tej uroczystości, pierwszy wygłosił kazanie ks. Angerstein na tekst Jan a 18, 36 i 37. W dzień św. M ateusza odprawiamy tu uroczystość misyjną. J e s t to rzeczą słuszną, gdyż Mateusz był uczniem Jezusa, króla niebios, a misja ma dać światu królestwo Boże. Poznajmy więc, opierając się na tekście naszym: 1) jakiem jest ono królestwo, 2) jaką bronią w królestwie tern walczą i 3) jacy są poddani królestwa tego. Po nim stanął na kazalnicy ks. Hadrian, każąc na tekst księgi Jonasza 4, 10 i 11. Bóżnolite są cele, rzekł mówca jakie nam przyświecają przy uroczystościach misyjnych: pragniemy, by nas pouczano o postępie misji, niesiemy dziękczynienie Panu za pocieszające wieści o dziejach misji, polecamy Jego pieczy to, co przejmuje nas smutkiem a grozą. Wzniosłą jednak a pożądaną byłoby rzeczą, gdybyśmy tego i owego z przeciwników misji zdołali sobie zjednać. Zarówno jak Jonasz zniechęcony siedzi pod krzakiem, tak i przeciwnicy z ukosa patrzą się na sprawę misji. Do nich to zwracamy się z zapytaniem: czy sądzisz, że słusznie się zrażasz? 1) Nikłe są twe zarzuty względem misji, 2) nad wyraz ważne atoli powody, które nas skłaniają do niej. Co mi do Ni ni wy? pomyślał zapewne Jo n a sz, Izrael mi bliższy, temu czas i siły poświęcić muszę. Co mi do pogan? odpowiadają przeciwnicy, śród chrześcijan dość do czynienia! A jednak Bóg posłał Jonasza do Niniwy, a Chrystus rzekł: Idźcie na cały świat, nauczajcie wszystkie narody. Zasadą naszą powinno być: czynić jedno a drugiego nie zaniechać. Posłuszeństwo względem rozkazu Bożego nieodzownym jest naszym obowiązkiem. Jonasz pomyślał zapewne: co ja, żyd, zdziałać zdołam w pogańskiej Niniwie? Tak samo twierdzą przeciwnicy misji: daremna praca misyjna, daremne pieniądze na cel ten ofiarowane, niepotrzebne to narażanie życia i sil ludzkich. Wobec podobnych zarzutów umiejmy wskazać oczywiste skutki misji: liczba chrześcijan z pogan nawróconych wzrasta, życie rodzinne, moralne i społeczne śród pogan przybiera inno kształty. Zresztą nie należy Boskiego tego dzieła mierzyć miarą Judzką, a dzieło misji to nie zadanie rachunkowe, przy którem oblicza się, ile pieniędzy kosztuje jeden poganin nawrócony. Takie i tym podobne myśli stanowiły treść kazania. P a stor miejscowy zakończył uroczystość napomnieniom: Dowiedźmy czynem, i żeśmy przyjaciółmi misji i to nie dziś tylko, lecz przy wszelkich okolicznościach. Po południu, o godzinie 3-ej, odbyło się nabożeństwo końcowe, podczas którego ks. Wosch z Żyrardowa mówił o powstaniu, dawnym i obecnym stanie misji śród Kolilów w Indjacli. O statnie kazanie wygłosił ks. Dietrich. W związku z tekstem Mateusz 14, 14 skreślił on najpierw obraz nędzy śród pogan, a następnie mówił o Chrystusie, jedynym Lekarzu tej nędzy. Śpiewem zakończyła się podniosła uroczystość. Kolekta na rzecz misji wyniosła przeszło 363 ruble. Jubileusz parafji. W niedzielę, dnia 13 września r. b., parafja ewangelicko-reformowana w Zelowie pod Łaskiem obchodziła stulecie istnienia swego. Miejscowy pasterz ks. Stefan Skierski już na tegorocznym synodzie umówił się z kolegami co do najodpowiedniejszego terminu, i obrano wyżej oznaczony dzień. P ara fj an i o z upragnieniem

25 oczekiwali na zapowiedzianą niedzielę, a zarząd kościelny postanowił sprawić atłasowe okrycie na stół Pański. Młodzież nietylko gustownie przybrała zielenią kościół, ale wyuczyła się na cztery głosy śpiewu odpowiednich pieśni. Dzień 13 września był dniem pogodnym i ciepłym. Uroczystość jubileuszowa rozpoczęła się już dnia poprzedniego o godz. 7-ej wieczorem nieszpornem nabożeństwem i przygotowaniem do sakramentu wieczerzy Pańskiej. Odprawienie tego nabożeństwa przypadło w udziale miejscowemu duchownemu. Kazanie, wypowiedziane na tekst Ps. 65 i Ps. 67, 2 zastosowane zostało do okoliczności, a parafjanie nader licznie się zebrali w rzęsiście oświetlonym przybytku Pańskim. W niedzielę parafjanie zapełnili kościół, a ks. superintendent A. K. Diehl odprawił nabożeństwo, biorąc za podstawę do kazania Ps. 143, 5. K a zanie podzielone zostało na trzy części: 1) wspomnijmy na dni dawne, 2) rozmyślajmy nad wszystkiemi sprawami Pańskiemi, 3) rozbierajmy uczynki rąk jego. Mówca przytoczył niektóre historyczne wypadki, aby i obecni goście mogli się obznajmić z przeszłością jubileuszowej paraf ji, mianowicie, że koloniści czeskiej narodowości z pogranicznego Szlązka zakupili rozległy majątek Zelów od dziedzica Świdzińskiego, za pośrednictwem niejakiego Petrozelina, w końcu roku 1802, że do czasu wybudowania kościoła posługi religijne spełniali śród zelowian duchowni czescy Kować, Statiniusz i Fahr i. Pierwszym stałym duchownym był ks. Aleksander Głowacki, za którego urzędowania wybudowano plebanję i poświęcono kościół w r Za następcy tegoż ks. Jan a Mozesa, który pełnił obowiązki swoje do r. 1871, parafja zelowska cieszyła się calem błogosławieństwem Pańskiem. Potem nastały dni ciężkiego nawiedzenia Pańskiego, z których Pan Bóg wybawił parafję wyborem obecnego duchownego. Po kazaniu nastąpiły powinszowania ze strony obecnych duchownych, zarazem też odczytane zostały pozdrowienia, jakie nadeszły. Pierwszy pozdrowił zbór, przed laty przez się administrowany, radca Konsystorza, ks. F. Jeleń. Przemawiając po czesku, w języku zrozumiałym dla wszystkich zborowników, na słowa Obj. 3, 11, mówca wezwał parafjan do trzym ania się wiernego ewangelji J e zusa Chrystusa. Następnie ks. K. Haelke, pastor parafji ewangelickoaugsburskiej w sąsiednim Kleszczewie, pozdrowił zbór na podstawie słów 1 Sam. 7, 12. Z kolei ks. L. Schmidt, wikarjusz z Pabianic, obrał za tekst do pozdrowienia historję o Zacheuszu, w końcu zaś ks. W. Semadeni z Żychlina zastosował przy pozdrowieniu błogosławieństwo Aarona. W dalszym ciągu nabożeństwa ks. superintendent odmówił modlitwę kościelną, zakończoną modlitwą Pańską, i udzielił zgromadzonym błogosławieństwa. Podczas sakramentu wieczerzy Pańskiej ks. J e leń odprawił liturgję, a przy udzielaniu darów Bożych towarzyszył duchowny miejscowy. Nabożeństwo główne skończyło się o godz. 1-ej po południu. Nabożeństwo nieszporno naznaczone zostało na godzinę -l-ą po południu. Przy znowu natłoczonym kościele na kazalnicę w stąpił ks. F. Jeleń, aby na tekst do Żyd. 13, 7 wypowiedzieć kazanie w języku czeskim. Z powodu pokrewieństwa języka było ono zrozumiałe dla wszystkich słowian. Gdy po skońozonem kazaniu chór przy-

26 były z lladogoszcza pod Łodzią zaintonował odpowiednią pieśń, nieliczni parafjanie zelowscy pochodzenia niemieckiego prosili o przemówienie w tymże języku. W krótkich słowach zadość uczynił temu życzeniu ks. Haefke z Kleszczowa, poczem miejscowy duchowny ks. Skierski uważał za obowiązek podziękować imieniem paratjan uczestnikom i gościom, przybyłym na to jubileuszowe nabożeństwo. Mrok już zapadał, gdy parafjanie wracali do domów, unosząc ze sobą piękne wrażenia, w jakie ten dzień obfitował. I my ze swej strony przesyłamy życzenia zborowi jubileuszowemu. Słusznie, że takie wypadki wyróżniane byw a ją uroczystym obchodem. Stan życia powszedni nie zaznacza się nieraz przez długie lata żadnem wydarzeniem, tak, że pamięcią sięgnąć trzeba w odleglejsze czasy i uprzytomnić sobie, co Pan Bóg uczynił dla ojców. Jednota Braci czeskich w Zelowie posiada w historji własnego zboru czasy i ciężkiego nawiedzenia Pańskiego i hojnego błogosławieństwa Bożego. Zbór zelowski ma przed sobą przyszłość, jako liczny i jednolity. Oby umiał korzystać z przeszłości i wiernością dla ewangelii Chrystusowej i jednością Ducha krzepił się i wzmacniał w tej przyszłości. Pomnik Husa. Dnia 5 lipca r. b. obchodzono w Pradze czeskiej uroczystość położenia kamienia węgielnego pod mający być wzniesiony pomnik reformatorowi czeskiemu J. Husowi. Około 20,000 ludu czeskiego ze wszystkich sfer zgromadziło się na pięknie przystrojonym rynku Starego M iasta, na którym pomnik te n pomimo żarliwej opozycji ze strony Iderykalnej ma stanąć. 700 rozmaitych stowarzyszeń czeskich z 120-oma chorągwiami otoczyło trybunę, wzniesioną przed starożytnym ratuszem, z którego powiewały liczne białe flagi z czerwonym kielichiem godłem lnisytyzmu. N a miejscu, gdzie prawie każdy dom i każdy kamień ma swoją historję; na miejscu, gdzie dnia 21 czerwca 1021 r. głowy najszlachetniejszych synów narodu czeskiego padły pod mieczem kata; na miejscu, gdzie strzela w górę slup marjański, postawiony na pamiątkę zwycięstwa katolicyzmu nad protestantyzmem w Czechach: na trm samem miejscu ma stanąć pomnik pierwszego reformatora czeskiego. Zapał dla H usa w narodzie czeskim je st wielki i wzmaga się coraz więcej, szczególnie od czasu, kiedy partja klery kału a w Czechach wystąpiła przeciwko umieszczeniu tablicy z nazwiskiem H usa na nowozbudowanem muzeum w Pradze w rzędzie mężów, narodowi czeskiemu zasłużonych Zapał ten jest jednak, niestety, jednostronny. Lud czeski, uważając Husa za wielkiego patrjotę, zapomina o tern, co właściwie dla H usa było najświętszem, co go tak wysoko podnosi w oczach innych narodów i za co poszedł na stos. Takie jednostronno ocenianie H usa ja wnie przebijało w mowach, wygłoszonych podczas wspomnianej uroczystości, która była czysto narodową. Mówcy z calem zapałem wysławiali wprawdzie religijne i moralne dążności H usa jako patrjoty, jako szermierza za wolność sumienia, za prawo i język czeski, uważając jednak ideę i przekonania jego religijne za przeżyte. W tym duchu Oddziaływa się na naród czeski, aby go zanadto nie odciągać od kościoła rzymskiego, w. tym duchu też przemawiano na uroczystościach, które od kilkunastu lat corocznie dnia (1 lipca po całych Czechach się odbywają.

27 W innym duchu obchodzono uroczystość H usa w Besedzie ewangelickiej w Pradze w wielkiej sali na wyspie Zolijskiej dnia 4 lipca wieczorem. T u zgromadziło się około 2,000 osób, przeważnie wyznania ewangelickiego. Głównym mówcą był superintendent kościoła ewangelickoreformowanego na Morawach, ks. F. Cisarz, który w świetnej, 1 godziny trwającej mowie wyliczył fałszywe zapatryw anie się ogółu narodu czeskiego na działalność H usa i wogóle na kwestję religijną i wyznaniową, w skazując przytein na znaczenie reformacji H usa i na zadanie ludu ewangelickiego, jako prawdziwych husytów narodu czeskiego. Pod wrażeniem tej mowy słuchacze czuli, że H usa nie inaczej powinni wysławiać, jak tylko przez żywą wiarę w Tego, który je st naszym jedynym pośrednikiem między Bogiem i ludźmi, Jezusa Chrystusa. Po mowie superintendenta Cisarza zabrał głos ks. Andrzej Bourrier, b. ks. katolicki a obecnie pastor ewangelicki w Paryżu, winszując ludowi czeskiemu, że zaczyna zrzucać z siebie kajdany Rzymu, jak to czynią obecnie i księża kościoła rzymskiego we Francji, których już około 1000 z tego kościoła wystąpiło, a drugich 2000 czyta gazetę Le chretien franęais" przez niego wydawaną w celu wskazania im drogi do poznania prawdy Ewangelji. Oby Bóg zechciał błogosławić współbraciom naszym w Czechach i na Morawach, aby gorliwie świadczyli o Tym, który jest jedynym fundamentem królestw a Bożego tu na ziemi. Nową statystykę mieszkańców kuli ziemskiej ogłasza EL. Zeller, dyrektor wirtemberskiego biura statystycznego. Podług niego na globie naszym żyje 1,544,510,000 ludzi; w tej liczbie 534,940,000 chrześcijan, 10,860,000 żydów, 175,290,000 mahometan i 823,420,000 pogan. Pośród pogan najliczniejsi są wyznawcy Konfucjusza przeszło 300 miljonów. N a 1000 ludzi przypada 346 chrześcijan, 7 żydów, 114 mahometan i 533 pogan. Ciekawe jest zestawienie tych liczb z danemi statystycznemi czasów przeszłych. W roku geograf francuski Malte-Brun wyliczył, że podówczas istniało 220 miljonów chrześcijan i 5 miljonów żydów, podczas gdy wszystka ludność ziemi wynosiła 545 miljo- nów. Lecz ta ostatnia cyfra nie jest dość pewna, aby na jej podstawie można było wyciągać jakieś wnioski. Rzeczą pewną jest atoli to, że przyrost chrześcijan jest znacznie większy, niż wyznawców innych religij. Kolebka rodu ludzkiego Azja najbardziej, choć nie najgęściej zaludniona część świata, posiada największą mieszaninę religij. Trzecia z górą część mieszkańców Azji to wyznawcy Konfucjusza; czwartą część stanowią bramani; na siódmą część składają się mahometanie, którym dorównywają liczebnie buddyści; jedna dziesiąta część ogólnej liczby mieszkańców Azji stanowią wyznawcy innych różnych religij. Trzy czwarte mieszkańców Afryki oddaje się jawnem u bałwochwalstwu, obok którego jedynie tylko religja Mahometa przedstawia się liczebnie poważnie: na.1000 ludzi przypada w Afryce 229 muzułmanów. W edług opowiadań podróżników islam ujawnia w Afryce siły żywotne i rozszerza się. W Azji i Afryce znajdują się kraje, które posiadały najstarszą k u ltu r ę ; maleńki kraik Azji, Palestyna, był kolebką chrystjanizmu.

28 W pierwszych wiekach naszej ery chrześcijaństwo rozszerzyło się znacznie w Azji i Afryce, lecz z biegiem czasu nastąpi! zupełny niemal upadek, i dopiero na schyłku X V III stulecia zaczyna się zwrot ku lepszemu i chrześcijaństwo w tych krajach zaczyna się znowu rozprzestrzeniać. N a nazwę krajów chrześcijańskich, t. j. z przeważającą ludnością chrześcijańską, zasługuje dziś Europa, A m eryka i A ustralja z Polinezją. E u ropa i Ameryka nadają dzisiaj kierunek sprawom politycznym, choć, jak już zaznaczono wyżej, dotychczas zaledwie jedna trzecia część ludzkości wyznaje wiarę Chrystusową. Oczywista rzecz, że nie liczba rządzi światem, ale duch. Cesarz Wilhelm, sułtan i głosy z Anglji. Z powodu odwiedzin cesarza Wilhelma w Wiedniu dla zapewnienia sułtanowi wolnej ręki w sprawach bałkańskich, oburzenie w Anglji ogarnia coraz szersze warstwy. Godne pożałowania jest, pisze Daily News," że wnuk królowej W iktorji mógł do tego stopnia się zapomnieć. T urek morderca napisał już pismo dziękczynne. Nawet trudu sobie w obecnym wypadku nie zadają, by ukryć taki czyn. W dawniejszych wiekach mocarstwa chrześcijańskie łączyły się w celu poskromienia islamu; teraz, niestety, jest inaczej. Jeżeli jest prawdą, że cesarz wspiera sułtana, tedy spodziewaćby się należało, że noga cesarska nie postanie więcej na ziemi angielskiej, wszak Anglji przysługuje prawo wyboru, z kim obcować pragnie. W Danji minister oświaty, były nauczyciel szkoły ludowej, Christensen, zaproponował swemu rządowi zniesienie specjalnego urzędu dyrektorów, zarządzających seminarjami nauczycielskiemu Zakładami ty mi, w których się wychowują nauczyciele ludu, odtąd będą kierowali generalni superintendence Gazety liberalne z tego powodu nie przestają rzucać na ministra oświaty pocisków zaprawianych jadem. Nasz kościół ewangelicki aż nadto dobrze pojmuje, dla jakich mianowicie pobudek krok ten uczynił minister Christensen, który, jako dawniejszy nauczyciel ludowy, z własnego wie doświadczenia, jakich ludowi potrzeba nauczycieli i na jakich fundamentach wychowanie ludu opierać się winno. Wychowanie seminarzystów-nauczyciel i niezależnie od kościoła i bez kontroli z jego strony a następnie nauka w ykładana przez tychże seminarzystów dziatwie w szkołach początkowych, również bez kontroli ze strony kościoła, prowadzi do lekceważenia i zaniedbania najważniejszego w szkołach ludowych przedmiotu, zasad religji i moralności, do podkopania kościoła i chrześcijaństwa, jak również podstaw państwowych, bo tacy nauczyciele i takie szkoły wychowują pokolenie pozbawione bojaźni Pańskiej, z łona którego rekrutują się stronnictw a przewrotu najrozmaitszych odcieni. W Danji, jak widzimy, zasłona zaczyna spadać z oczu, w innych państwach nawoływania, żeby wychowanie szkolne oparto na religji, dotąd są głosem wołającego na puszczy. Zakazane pisma. W Journal de la Grotte de Lourdes z dnia 14 września czytamy następujące ogłoszenie: Rok rocznie starają się protestanci rozpowszechniać między pielgrzymami książki protestanckiego pochodzenia, zwłaszcza zaś: Nowy Testament Pana naszego Jezusa C hrystusa. Ponieważ sprzedają oni te książki na ulicach na-

29 szego miasta, lub nawet rozdają je za darmo, musimy więc zwrócić uwagę wiernych na to, że katolikom nie wolno dzieł tego rodzaju czytać ani nawet nosić przy sobie. Trudno orzec, czy należy się smucić z powodu takiego zaślepienia, czy też cieszyć się z tego, że Nowy Testament przez katolików uważany jest za księgę protestancką! Stowarzyszenie djakonis w Pradze Czeskiej, które przez dłuższy czas, acz bez zatwierdzenia władz, rozwijało się w skromnych bardzo granicach, przygotowując teren do podjętej działalności na polu miłosierdzia, zyskało obecnie aprobatę rządu i dlatego z otuchą w sercu przystępuje do ufundowania domu djakonis i kształcenia sióstr miłosierdzia. My ewangelicy w Królestwie pojmujemy radość naszych współwyznawców z nad Mołdawy i dlatego wołamy: Szczęść Boże! Wiec socjalistów. N a ostatnim ogólnym wiecu partji socjalnodemokratycznej w Dreźnie ujawnił się znowu dawno nurtujący partję tę rozłam. Grupa tak zwanych rewizjonistów, t. j. grupa socjalistów skłonnych do porozumienia i układów z partją konserwatywną, walczącą w obronie obecnego porządku społecznego, gotową jednak uznać uzasadnione żądania roboczej i bezdomnej ludności, jawnie i z naciskiem wypowiadała swoje zapatrywania i protestowała przeciwko dążeniom dyktatorskim skrajnego naczelnego przywódcy Bebla, który i obecnie jeszcze propaguje zasadę zupełnego przewrotu ustroju społecznego, by na ruinach wznieść nową budowę. 1 my się cieszymy, że wrogie i skrajne obozy zaczynają się porozumiewać, bo tylko tą drogą może dojść do zbratania i wspólnej a błogosławionej pracy, bo i wina i racja po je dnej i po drugiej stronie. Ofiary. Złożono w redakcji Zw iastuna: na misję śród pogan: Amelja Hajdzion rb. 1; na restaurację kościoła: Ewangeliozka z W arszawy rb. 3; na powodzian: M. II. rb. 5; na wpisy dla niezamożnych uczniów: Ewangeliozka z Kaukazu rb. 3; Vaedfcke i Zaclm rt rb. 2. Porządek nabożeństw w kościele ewangelicko-augsburskim. W arszaw skim: Dnia 18 października, w X I X niedzielę po Trójcy: nabożeństwo w języku niemieckim o godz. Щ rano ks. pastor Bursolioj nabożeństwo w języku polskim o godz. 111 rano ks. pastor M achleid; po południu nabożeństwa dla dzieci od godz Dnia 23 października: komunja Ś-ta w języku niemieckim o godz. 9 rano. Dnia 26 października, w X X niedzielę po Trójcy: nabożeństwo w języku niemieckim o godz. 91 rano ks. pastor M achleid; nabożeństwo

30 w języku, polskim o godz. I l i rano ks. pastor Burgcho; po południu nabożeństwa dla dzieci od godz Dnia 30 października: komun ja S-ta w języku niemieckim o godz. 9 rano. Dnia 1 listopada, w święto reformacji-, nabożeństwo w języku niemieckim o godz. 9& rano ks. pastor Bursche; nabożeństwo w języku polskim o godz. Щ- rano ks, pastor M achleid; po południu nabożeństwa dla dzieci od godz. 3 4^. Dnia 3 listopada: jako w rocznicę wstąpienia na tron Jego Cesarskiej M o ści Najjaśniejszego Pana M ikołaja I I : nabożeństwo galowe w ję zyku niemieckim o godz. 10, w języku polskim o godz. 101 rano. Dnia 6 listopada: komun ja Ś-ta w języku polskim o godz, 9 rano. Dnia 8 listopada, w XXII niedzielę po Trójcy: nabożeństwo w języku niemieckim o godz. 91 rano ks. pastor Machlejd; nabożeństwo w języku polskim o godz. I l l rano ks. pastor B ursche; po p o łu dniu nabożeństwa dla dzieci od godz Dnia 13 listopada: komun ja Ó-ta w języku niemieckim o godz. 9 rano. Dnia 16 listopada, w X X niedzielę po Trójcy: nabożeństwo w języku niemieckim o godz. 91 rano ks. pastor Bursche; nabożeństwo w ję zyku polskim o godz. 1Ц rano ks. pastor Machleid; po południu nabożeństwa dla dzieci od godz Uwaga. Nabożeństwa, główne w niedziele i święta zawsze odbywają się z komunją Ś-tą, przygotowanie zaś do niej ma miejsce na pół godziny przed rozpoczęciem się nabożeństw samych. W kościele ewangelicko-reformowanym W arszaw skim: Dnia 18 października: nabożeństwo w języku niemieckim o godz. 10 rano ks. pastor Je le ń ; nabożeństwo w języku polskim o godz. 12 w południe ks, superintendent Diehl. Dnia 25 października: nabożeństwo w języku polskim o godz. 10 rano ks. pastor Jeleń. D nia 1 listopada: nabożeństwo w języku polskim o godz. 10 rano ks. superintendent Diehl. Dnia 8 listopada: nabożeństwo w języku polskim o godz. 10 rano ks. superintendent Diehl. Dnia 15 listopada: nabożeństwo w języku niemieckim o godz. 10 rano ks. pastor Jeleń; nabożeństwo w języku polskim o godz. 12 w południe ks. superintendent Diehl. Oalowe nabożeństwo w wyżej wymienionym dniu o godz. 10 rano. Odpowiedzi redukcji. Ks. If. w W. Pióro, owszem, bardzo pożądane, tylko co do wyrażeń musimy się trzym ać naszego rodzaju pisania. Petersburger Sonntagsblatt raz po raz podaje bałamutne o nas wiadomości i stawia nam owangelikompolakom nieuzasadnione niczcm zarzuty. Próbowaliśmy dawniej odpierać jo, dziś daliśmy za w ygrano: porozumienie z tymi panami jest niemożliwe, gdyż niemicckość uważają oni za puklerz owangolicyzruu. Cieszy nas jednak, żo sz. Kolega do nich napisał, i ciokawiśmy, co odpowiedzą. K s. F. w P. Niestety, trochę zapóźno nadesłano zostało. Zamieścimy w przyszłym numerze. J. W. w Bieg. Dziękujemy za przysłany num er Dziennika K ujawskiego, w którym została zamieszczona korespondencja z W arszawy. P o lemizować z nim nie warto. Choć głosi, żo niema w kraju naszym polskiego owangelicyzmu, a jest tylko niemiecki, sam sobie kłam zadaje, stwiur-

31 dzając, że u nas w każdym zborze kazania bywają polskie (oby tak było l). Choć nie wierzy w rozbudzenie ducha polskiego ewangelictwa ji (odradzającą moc Ewangelji dla ludu polskiego, dobre i to, że przytacza te nasze zdania i tym sposobem mimo woli z niemi zaznajam ia swoich czytelników. A. P-cli. skorzystać. Z nadesłanej notatki nie omieszkamy przy sposobności K. N. w Częstochowie. Dziękujemy bardzo; zamieścimy w przyszłym numerze. J. L. w Bostonie w Ameryce. Opowiadanie jest bardzo zajmujące i serdecznie za przesłanie nam go dziękujemy. Ponieważ w przyszłorocznym Zwiastunie, zamiast jednej dłuższej powieści, zamierzamy zamieścić kilka mniejszych, znajdzie i ono tam swoje miejsce. Prosimy o nas pamiętać na przyszłość. M. T. w B. Napaści Roli nie bierzemy do serca Prosimy nią się nie frasować. E. W. O. i Matusowi. Pismo Święto wyraźnie w kilku miejscach (Mat. 12, 40; Mat. 13, 65 podane są ich imiona; Marek 13, 31; Łuk 8, 19; J a n 2, 12; 7, 6. Gal. 1, 19) mówi o braciach Chrystusowych. Nie m amy żadnego powodu nie wierzyć mu, lub wykładać inaczej, jak to kościół rzym ski czyni, który twierdzi, że byli to bracia przyrodni. Kilkakrotnie już o tern pisaliśmy w Zwiastunie Hesarab. Przemienienie Pańskie nie jest u nas świętem, jak również dzień zaduszny. Członkiem Stowarzyszenia biblijnego może być każdy opłacający pewną składkę (rb. 1 rocznie). Studentowi. Są -pastorowie, podzielający głoszone przez Zwiastuna poglądy, a w ich zborach pismo nasze ma swoich czytelników. Są toż tacy, którzy nie są nam przychylni. Dobrą byłoby rzeczą, gdyby księża nasi z ambon zalecali nasze pismo nietylko raz do roku, ale częściej. Zwiastun" jednak nie lubi prosić i narzucać się; nie czynił tego nigdy, a jednak dużo znalazł czytelników. M. L. u> Radom iu. Jedno było tylko nabożeństwo i jedno tylko k a zanie, po niemiecku dlatego, ponieważ przeważająca liczba parafjan mówi po niemiecku. Ks. T. zapowiedział jednak regularne nabożeństwa polskie. Ewangeliczce. Serdeczne dzięki za życzenia! 1 list do W isły z a ad re sowany doszedł rąk naszych. OGŁOSZENIA. Nowoutworzony magazyn ubiorów męskich ma zaszczyt polecić się w. pp. Bluzy i szynele dla uczni. Tamże bielizna systemu profesora D r. Lahmanna. Lorenz Franzmann, Marszałkowska 148. W tych dniach wyszedł KALENDARZ DLA EW ANGELIKÓW na rok Skład główny w księgarni G ebethnera i Wolffa. Cena kop. 7 0.

32 Nakładem księgarni W. M ietkego w W arszawie wyszła książka do na boźeństwa dla ewangelików p. t. DO BOGA przez ks, A Schöneicha, pastora w Lublinie, zawierająca rozmyślania i modlitwy poranne i wieczorne wraz z odpowiedniemi pieśniami na każdy dzień tygodnia, jako też na wszystkie święta i uroczystości roku i wszelkie okoliczności. Cena : Na papierze zwyczajniejszym bez oprawy rb. 1 Oprawna w płótno ang. z ładnym w yciskiem 1 kop. 40 ze złoc. b r z e g a m i Opr. w skórę ze złoconymi b rz e g a m i Na papierze lepszym bez o p r a w y..., 1 20 Oprawna ze złoconymi brzegam i od 2 rb. 40 k. do 10 rub. Za przesyłkę pocztą dolicza się 25 kop., za zaliczenie jeszcze 10 kop. -Książka ta jest bardzo odpowiednim podarkiem na konfirmację. Tam że na składzie znajdują się dwie nowe książeczki: A onio Paleario: 0 łasce Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego. Spolszczył Ks. K. M. Cena kop. 15, z przesyłką k. 20. PODRÓŻE DO LONDYNU I AMERYKI. Dla tych, co chcą poznać zamorskie kraje i ich mieszkańców, opracował Ks. E. H. Sch llltz. Cena kop. 30; z przesyłką pocztową kop. 40. D la chorego 7-го letniego chłopca J. W., syna niezamożnych rodziców, potrzebny wózek. Czyby nie znalazł się ktoś, któryby go nam ofiarował? Byłby to prawdziwie dobry uczynek. W iadom ość w redakcji Z w ia stu n a. W Zagórowie w gub. kaliskiej wakuje posada kantora parafialnego. Pensja przeszło 300 rubli. Mieszkanie i opal, Z początkiem października potrzebna starsza dozorczyni do naszego domu sierot, znająca języki polski, niemiecki i rosyjski, szycie i krawiecczyznę. Pensja 16 rubli miesięcznie. Zgłaszać się można codziennie od 9 10 zrana ul. M arszałkowska 129 do pani Ernilji Szwedowej. Wydawoa 1 redaktor ke. pastor J. Bursche. Дошюлопо Utiiiiiypo«). llnpimiun, 1Ю оонтаорл Itilti r. W arnia w» W drukarni A. (Илии Nowoiiulnu А» 41