o wolność Media w walce Akademia fotoreportażu - intensywny kurs fotograficzny, szczegóły

Wielkość: px
Rozpocząć pokaz od strony:

Download "o wolność Media w walce Akademia fotoreportażu - intensywny kurs fotograficzny, szczegóły www.szkolnictwo-dziennikarskie.pl"

Transkrypt

1 pismo warsztatowe Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego Wejdź na stronę do wygrania dyktafony cyfrowe Olympus prenumerata Press oraz 100 biletów do teatrów, kin i opery czerwiec nr 6 (19)/2009 ISSN egzemplarz bezpłatny Media w walce o wolność Akademia fotoreportażu - intensywny kurs fotograficzny, szczegóły

2 Naczelna strona dziennikarstwo Słowo / Obraz Na wejściu Temat silnie uwarunkowany REDAKCJA redaktor naczelny: Zbigniew Żbikowski z-ca redaktora naczelnego Paweł H. Olek zespół redakcyjny: Emil Borzechowski, Tomasz Betka, Roksana Gowin, Magdalena Grzymkowska, Agnieszka Juskowiak, Marcin Kasprzak, Paweł Łysakiewicz, Iwona Pawlak, Joanna Maria Sawicka, Julian Tomala, Magdalena Wasyłeczko, Agnieszka Wójcińska, Wioletta Wysocka współpraca: Jan Brykczyński, Aleksandra Gałka, Tomasz Jelski, Łukasz Miedziejewski, Katarzyna Radziszewska, Aleksandra Solarska, Maria I. Szulc, Bartosz Zaborowski Były liczne plakaty z Garym Cooperem, niezliczone czarno-białe zdjęcia kandydatów strony opozycyjnej z Wałęsą, wiece, ulotki i agitki, ale niektórym najbardziej utkwiło w pamięci hasło: Po raz pierwszy możesz wybrać wybierz Solidarność. Może dlatego, że stanowiło ono zastanawiający łącznik między starymi a nowymi laty i rodzaj proroctwa na przyszłość, aczkolwiek dość przewrotnego. Jest tu jakaś niedosłowna zbieżność z hasłem Forda z początku dwudziestego stulecia: Możesz wybrać dowolny kolor, pod warunkiem, że to będzie kolor czarny. Bo innych, poza czarnymi, Fordów T nie produkowano. Amerykanin, który nie chciał skorzystać z tego wyboru, mógł ewentualnie obyć się bez wozu. Tak samo w głębokim PRL-u: mogliśmy oddać głos na dowolną listę, pod warunkiem, że była to lista Frontu Jedności Narodu. Przed czerwcowymi wyborami 1989 r. nasi też dali nam możliwość wyboru, po to tylko, żeby ją w haśle zawęzić (choć zgoda tu różnica nie zamykając jej). Bo tylko wybór Solidarności dawał gwarancję, że coś się radykalnie w tym kraju zmieni. A zmian chcieli, jak się okazało, nawet zwolennicy PZPR. I się zmieniło. Choć nie do końca. Monopolu na władzę nie udało się utrzymać żadnej opcji politycznej, ale ile czasu musiało upłynąć i ile walk trzeba było stoczyć w mediach i w parlamencie, zanim zaczęły się kruszyć inne monopole. Przed pozornymi wyborami długo stawiały obywateli takie, mające korzenie w PRL, instytucje, jak TP SA (telefon stacjonarny), ZUS (emerytury), PKP (podróż koleją), armia ( Możecie służyć w dowolnie wybranej formacji i ja wam mówię, że to będzie piechota ) i wiele innych. Co prawda więcej niż jednej armii w państwie nie będzie, ale dziś młodzież ma przynajmniej rzeczywisty wybór: może iść do woja albo nie iść. A wszystko dlatego, że wtedy jako elektorat zgodziliśmy się, mając wybór, ograniczyć go do Solidarności. Także my, w redakcji PDF, szukając motywu na czerwiec, postawiliśmy siebie przed podobnym wyborem: może to być każdy temat, pod warunkiem, że będzie to temat o wyborach 89. W rezultacie także czytelników postawiliśmy przed alternatywą: możecie poczytać o wszystkim, pod warunkiem, że będzie to tekst o tym, co się działo dwadzieścia lat temu. A gdyby ktoś w tym momencie chciał odłożyć czasopismo, spieszymy ze sprostowaniem: spokojnie, piszemy też o epidemii świńskiej grypy, jaka przetoczyła się przez media, o tym, co piszczy w pi-arze i w Internecie, i w innej cyberprzestrzeni. Żeby był wybór. Zgodnie z hasłem: jak możesz wybrać, wybierz PDF. Najlepiej cały. Zbigniew Żbikowski stały felieton: Andrzej Zygmuntowicz projekt graficzny, okładka i skład DTP: Karol Grzywaczewski / korekta: Joanna Maria Sawicka WYDAWCA: Instytut Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego koordynator wydawcy: Grażyna Oblas druk: Polskapresse Sp. z o.o. nakład: 10 tys. egz. adres redakcji: PDF pismo warsztatowe Instytutu Dziennikarstwa UW ul. Nowy Świat 69, pok. 51 (IV piętro), Warszawa, tel , e mail: Więcej tekstów w portalu internetowym: współpraca z serwisem foto: Kurs Prawo prasowe w praktyce - charakterystyka prawa prasowego z punktu widzenia dziennikarza oraz osób odpowiedzialnych za kontakty z dziennikarzami. - wprowadzenie do zagadnienia prawa prasowego uwarunkowania prawne. reklama termin: 26 czerwca 2009 roku szczegóły i zapisy: Akademia fotoreportażu pod kierunkiem Andrzeja Zygmuntowicza Goleniów (woj. zachodniopomorskie), 13 maja 2009 roku. Chorąży Maciej Wesołek z żoną Beatą i córkami Kingą i Gabrysią podczas powitania na lotnisku. Na lotnisku w podszczecińskim Goleniowie wylądował samolot ze 138 żołnierzami na pokładzie. Ostatnia grupa żołnierzy IV zmiany Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Afganistanie wróciła do kraju. Na lotnisku witali ich najbliżsi. Nasi odważni żołnierze fot. Jerzy Undro / PAP Piotr Malinowski, Polska Agencja Prasowa Marcin Kołodziejczyk, reporter Polityki stała współpraca: Piszesz, fotografujesz, interesujesz się PR? Szukamy współpracowników. Kolegia redakcyjne, każda środa godz. 20:00 Instytut Dziennikarstwa UW, sala 27 intensywny kurs fotograficzny atrakcyjny program zajęć profesjonalna kadra teoria i praktyka zajęcia w soboty i niedziele Od października 2009 do lutego 2010 roku Informacje i zapisy: tel. (22) , Słowo fotografa Przekaz medialny zdominowany jest przez obrazy wojen, kataklizmów czy zbrodni. Rzadkością są zdjęcia takie, jak te prezentowane powyżej. Wyobraźcie sobie, jakie fotografie pojawiłyby się w obiegu prasowym, gdyby ów żołnierz wjechał na minę pułapkę miejsce zdarzenia, może jakiś portret wycięty ze zdjęcia w służbowej legitymacji, oczywiście piękny pogrzeb na którym pojawiliby się oficjele pogrążeni w smutku, łączący się w bólu z rodziną itp Dlaczego wolę takie zdjęcia, jak to powyżej? To proste, są prawdziwe. Centralna część kadru zdominowana przez bohatera. Po lewej i prawej stronie, pomimo że nadal na pierwszym planie, postaci nieja ko drugorzędne dzieci i żona. Zestawienie barw ochronnych munduru z jaskrawymi kolorami ubrań dzieci w ciekawy sposób podkreśla, skąd ów żołnierz wraca, i na ile świat, z którego powrócił, jest odmienny od tego, w jakim piszę dla was to krótkie streszczenie. Zwróćcie jeszcze uwagę na scenkę za plecami naszego chorążego ciut inny model rodziny, no i chyba intensywniejszy wybuch euforii przynajmniej jednej ze stron. Nie jestem w stanie ze stu procentową pewnością określić, czy ta długowłosa blondynka wita innego żołnierza, ale sytuacja wpisuje się w konwencję zdjęcia. No i chyba najciekawsza część zastanej scenografii, czyli szyld w górnej części kadru. Reklama pewnej stacji radiowej z hasłem czy wszystko gra!, co w zestawieniu z debatą medialną na temat obecności polskich wojsk w Afganistanie nadaje tej fotografii mocniejszy wydźwięk. Obraz tekściarza Typowe zdjęcie z powrotu dzielnych żołnierzy do Polski. Lotniskowe. Wydaje się, że sytuacja złapana na gorąco. Albo też lekko ustawiona fotograf poprosił, żeby nie patrzyli w obiektyw. Pani i tak zaraz spojrzy. Żołnierz wygląda na najbardziej wzruszonego z całej czwórki. Dzieci raczej zdezorientowane. Młodsze nawet zawstydzone może już o tej porze zwykle śpi. Poprzez dzieci najłatwiej przekazać w obrazie prawdziwość historii, czystość uczuć, duży ładunek emocjonalny. Zdjęcie profesjonalne, fotoreporterskie, ale typowe. Raczej nie nadaje się do ilustracji dużego reportażu lub tekstu publicystycznego. Pasuje do kolumn miejskich albo krajowych jako ilustracja krótkiej notatki o kolejnym powrocie, kolejnej zmiany żołnierzy z kolejnej wojny. Nie naszej wojny w publicznym rozumieniu. Temat na tyle już ograny i codzienny, że nie wywołuje poruszenia. Nawet w zestawieniu z banerem reklamowym nad głową żołnierza. Treść baneru sprowadza sytuację nieco na tory komiksowe jak dymek z tekstem przy obrazku. Za to brawo dla fotografa szuka czegoś nowego/zabawnego/nienapuszonego w powtarzającym się co pół roku temacie powrotu dzielnych żołnierzy do Polski

3 Wróżenie z newsów dziennikarstwo dziennikarstwo Gdzie się zacząłem: Andrzej Turski Wróżył Marcin Kasprzak Gdzie Euro 2012? Dziennik donosi, że Ukraińcy obawiają się, że polskie miasta odbiorą prawa do organizacji meczów EURO2012 swoim naddnieprzańskim kolegom. Łodziami po Łodzi? Metro warszawskie urosło do roli symbolu narodowego i osiągnięcia całego kraju! Po kilkuset latach udało się ukończyć budowę pierwszej linii! Tymczasem szykuje się prawdziwy szok wpływowy adwokat Jacek Kędzierski obiecał mieszkańcom Łodzi, że gdy wybiorą go na swojego eurodeputowanego, ten wybuduje metro w stolicy polskiego włókiennictwa! Zapowiedział prawdziwą komunikacyjną rewolucję! Architekci uważają, że pomysł ten można włożyć między bajki, gdyż już dawno stwierdzono, że jest niewykonalny. Przewiduję, że na fali politycznych obietnic i prześcigania się w jakości wyborczej kiełbasy, niedługo konkurencyjny kandydat na europosła obieca połączenie Widzewa z Piotrkowską latającymi dywanami, wodolotami, lub wymy- śli, że po Łodzi jeździć będzie bezkolizyjny SzSzZ Szybki Szczurzy Zaprzęg. W rezultacie za dziesięć lat łodzianie do pracy dostaną się wystrzeliwani z przydomowych cyrkowych armatek w końcu liczą się prędkość i innowacyjność. Coś zrobić (nie tylko obiecać) będzie PDF ukazuje się już od dwóch lat. Zmienialiśmy się przez ten czas, okrzepliśmy. Z tej okazji zachęcamy do wypełnienia elektronicznej ankiety oceniającej PDF. Wystarczy, że wejdziesz na stronę internetową i odpowiesz na 5. krótkich pytań. Podaj swoje dane, a weźmiesz udział w losowaniu cennych nagród: dwóch dyktafonów cyfrowych firmy Olympus (WS-311M, WS-321M) półroczną prenumeratę studencką PRESS, 2 egz. Pressbook. Katalog mediów 2008/2009, 2 egz. najnowszej książki Grand Press. Dziennikarskie hity 2008 oraz 100 biletów do warszawskich teatrów, kin oraz opery. Losowanie nagród: 15 czerwca 2009 roku. Laureaci zostaną powiadomieni drogą ową. Lista laureatów zostanie również opublikowana na stronie fot. UM Warszawa Pragnę naszych sąsiadów pocieszyć u nas Baltic Arena to obecnie dzikie wysypisko śmieci, Stadion Narodowy otaczają tłumy kupców sprzedających wszystko od wietnamskich gaci po zestaw młody pirotechnik, we Wrocławiu wszyscy są mili i sympatyczni, ale nic z tego nie wynika, a Kraków się pewnie obrazi, bo Platini ich nie lubi. Budowa autostrad idzie jak krew z nosa, a A4 na odcinku z Krakowa do ukraińskiej granicy będzie gotowa w 2054 r. Właściwie żadne to zmartwienie podpoznańska A2 ma ledwie kilka lat, a już trzeba łatać dziury, bo taniej było utkać nawierzchnię z wikliny. Jak znam polski zapał, to mistrzostwa odbędą się ostatecznie na Stadionie Ludowym w Kiszyniowie, bo prawo do organizacji EURO z braku laku dostanie na ostatnią chwilę Mołdawia. Wróżba na podstawie Dziennika trzeba, bo podróż jedynką z Torunia do Katowic trwa 7 godzin, z czego 3 trzeba przeznaczyć na przejazd przez samą Łódź. Wróżba na podstawie Polska The Times fundatorzy nagród: fot. Wikipedia Feel nieodwołany Gońmy listy Wszędobylski No smoking SZOK! Jakaś zorganizowana grupa wyrostków sabotuje koncert zespołu Feel w Kaliszu! Zuchwałych aktów sabotażu dokonano pod osłoną nocy na plakatach promujących to wielkie wydarzenie kulturalne. Nieznani sprawcy nakleili na prospekty kartki z napisem ODWOŁANO. Lider kapeli jest przekonany, że szeroka skala występku świadczy o mnogości sprawców. Grupa wrogich Kupisze podłych elementów dokonała już podobnych akcji na terenie całego kraju w Elblągu anulowano koncert po fałszywym alarmie bombowym. Kaliskie służby obywatelskie, aby zapobiec podobnej hańbie, sprawdziły estradę z pomocą brygady saperskiej i psów bombotropów. Chodzą słuchy, że wszystkie następne koncerty Feela poprzedzą badania sejsmologów, wulkanologów, monitoring skażenia chemicznego i biologicznego oraz wzmożone kontrole wjeżdżających do spragnionych dawki kultury miast i wsi przybyszów. Tropmy reakcyjnych sabotażystów czyhających na Pierwszy Band Rzeczypospolitej! Wróżba na podstawie tabloidu Fakt Lata tłuste Poczty Polskiej już dawno minęły. Jeszcze kilka lat temu obawiano się, że wzrost popularności Internetu i telefonii komórkowej będzie dla niej gwoździem do trumny. Tymczasem wciąż zyskująca na popularności internetowa zakupomania okazała się dla PP złotym interesem. Tymczasem zarżnięto kurę, która znosiła złote jaja zamiast nosić szybko paczki do drzwi odbiorców, oni muszą znosić nieustanne spóźnienia w dostawach. O stumilowych kolejkach na poczcie już nie wspomnę. Kiedyś w strukturach poczty zaszła znacząca zmiana podzielono każdy urząd na RUP (Rejonowy Urząd Pocztowy) i CUP (Centrum Usług Pocztowych). W praktyce wyglądało to tak, że do jednego okienka ustawionych było miliard osób, a biedna urzędniczka w pocie czoła stemplowała koperty z prędkością TGV, druga w tym czasie rozwiązywała rebus w Pani domu i odsyłała do innego okienka, bo ona jest z RUP-u. Wróżę, że w najbliższym czasie, z powodu oszczędności państwowego monopolisty marcowy rachunek za gaz będziemy otrzymywać w październiku, a bożonarodzeniowe życzenia od cioci Heli w Zielone Świątki. Wróżba na podstawie Dziennika Wirtualna Polska donosi, że już w drugiej połowie tego albo na początku przyszłego roku ma zacząć obowiązywać całkowity zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych. Tym samym Polska dołączy do szerokiego grona krajów europejskich, sankcjonujących palenie w restauracjach, na przystankach, w szkołach itp. Zauważmy, że przygotowywana ustawa nie zakazuje publicznego dawania sobie w żyłę porcji glukozy czy łykania przeciwkaszlowej tablety. Niedługo prawdopodobnie zakaże nam się palenia na balkonach, potem we własnych mieszkaniach, cudzych piwnicach i publicznych palarniach. W zmieniającym się świecie nikt nawet nie mrugnie okiem, widząc na ulicy trzynastolatkę w mini do pasa, ale bulwersujący są studenci palący papierosa na uczelnianym dziedzińcu. Wprawdzie aktualny pomysł z podziałem restauracji na części dla palących i niepalących jest tak samo sensowny, jak dzielenie basenu na siusiających i niesiusiających do wody. Wróżba na podstawie portalu Wirtualna Polska fot. Wikipedia fot. Wikipedia Andrzej Turski: Podchodzę do tego fachu serio Magdalena Karst-Adamczyk W gmachu Polskiego Radia po raz pierwszy pojawiłem się jako muzyk. Byłem gitarzystą warszawskiej kapeli Chochoły. Studio Rytm Polskiego Radia wynajmowało nas jako sekcję rytmiczną do swoich nagrań. Był czerwiec 68, rok wcześniej skończyłem studia polonistyczne i dostałem się na podyplomową dziennikarkę. Andrzej Korzyński, ówczesny szef Studia Rytm, znany kompozytor muzyki filmowej, miał wolne pół etatu i chciał podarować je komuś, kto ma pojęcie o muzyce. Andrzej znał mnie z widzenia, więc kiedy, dowiedział się o moich studiach dziennikarskich, napisał do mnie list, w którym zaproponował pracę. Nie spodziewałem się tej propozycji, wcale o nią nie zabiegałem, więc podczas spotkania w cztery oczy zapytałem, czy będę miał przedtem jakieś wakacje. Byłem po pierwszym roku dziennikarstwa i to pytanie wydało mi się bardzo uzasadnione (śmiech). Ale Andrzej był stanowczy: Żadnych wakacji albo od jutra, albo wcale. Zacząłem od zaraz. Na początku prowadziłem prościutką audycję Mój magnetofon. Po kilku miesiącach mojej obecności w radiu pojawił się pomysł stworzenia Listy Przebojów. Dostałem tę audycję! Było to bardzo prestiżowe, ponieważ Lista miała sześć milionów słuchaczy. Dziś takie audytorium w radiu jest niewyobrażalne. Ludzie zaczęli rozpoznawać mnie po głosie. Będąc didżejem, spotkałem czołówkę polskich muzyków. Do dziś z Krzysztofem Krawczykiem witamy się okrzykiem: Co u ciebie, stary byku?. Ale praca w charakterze didżeja coraz bardziej mnie uwierała. Czułem, że to nie jest moje miejsce. Ciągnęło mnie do informacji. Wspólnie z przyjacielem, Zbyszkiem Gieniewskim, wymyśliliśmy Radiokurier dziennik dla młodzieży okraszony muzyką. Kiedy zgłosiliśmy projekt audycji, nasi szefowie pukali się w głowy: Jak to, pomiędzy informacjami będziecie puszczać Stonesów? To się nie może udać. Ale się udało. Audycja stopniowo się rozrastała, aż w końcu stała się w miarę poważnym popołudniowym magazynem informacyjno-muzycznym. Nigdy nie zapomnę Radiokuriera z 13 maja 1981 roku. Prowadziłem audycję, kiedy przybiegł do studia zdyszany szef zmiany dzienników z lakoniczną informacją o zamachu na Jana Pawła II. Byłem w Polsce pierwszym dziennikarzem, który tę informację podał do wiadomości publicznej. To było bardzo silne przeżycie, zwłaszcza, że nie mieliśmy pojęcia, jaki jest finał. Z depeszy nadesłanej przez Reutersa dowiedzieliśmy się wyłącznie tego, że padło kilka strzałów, a na szatach papieża widoczna była krew. Natychmiast przerwałem audycję. Zmieniłem oprawę muzyczną. To był horror. W skupieniu i wielkich emocjach czekaliśmy na pierwsze informacje o stanie zdrowia Jana Pawła II. Bardzo szybko w radiu wyrosłem. Zostałem szefem Redakcji Młodzieżowej z ucznia zamieniłem się w nauczyciela. Było mi tam dobrze z dwóch powodów. Po pierwsze do redakcji trafiali wciąż młodzi ludzie, a ja uwielbiam pracować z młodymi. Mam żyłkę belfra, lubię dzielić się wiedzą i doświadczeniem. Po drugie, Redakcja Młodzieżowa była komórką w radiu, w którą władza specjalnie nie ingerowała. Dzięki temu mogłem pracować w informacji, nie odbierając telefonów z góry z instrukcjami, o czym mówić, a o czym milczeć. Miałem pod sobą trzydziestu młodych dziennikarzy, kiedy wprowadzono stan wojenny. Mogłem im rys. Maria I. Szulc oczywiście powiedzieć: zamach na wolność, zamach na swobody, chromolę, bujajcie się sami. Ale nie powiedziałem tego, bo czułem się za tych ludzi odpowiedzialny. Nigdy nie żałowałem tej decyzji. Satysfakcją było już to, że nikogo z tej trzydziestki nie wywalono z roboty. Jeżeli ktoś chciał pracować, ale wolał nie występować na antenie, mówiłem: Dobrze synku, rób jak uważasz. Ale w końcu i nas rozwiązano. I wtedy pojawiła się propozycja, bym został dyrektorem Programu Trzeciego. Z tą Trójką to przedziwny przypadek. PR3 zawieszono tuż po wprowadzeniu stanu wojennego. Kiedy po czterech miesiącach przerwy postanowiono wznowić nadawanie, pojawił się dylemat: jaki charakter nadać nowej-starej Trójce? Było podobno wiele pomysłów, wśród nich idea stworzenia radia edukacyjnego. Zwyciężyła koncepcja ówczesnego szefa Radiokomitetu Władysława Loranca, który uważał, że Trójka powinna zachować dawne audytorium, z podkreśleniem charakteru młodzieżowego stacji. (Zabawne, że ten pomysł wyszedł od człowieka powszechnie uważanego za twardogłowego). Lorenc wymyślił sobie, że ja, do niedawna szef Redakcji Młodzieżowej, będę najlepszym dyrektorem młodzieżowego radia. Zgodziłem się bez wahania i była to jedna z najlepszych decyzji, jakie podjąłem w swoim zawodowym życiu. Zabrałem grupę moich radiowych dzieciaków i razem przenieśliśmy się na Myśliwiecką. Pierwszym sukcesem było to, że udało się tych wszystkich ludzi ze sobą ożenić. Za mojej kadencji w Trójce pojawił się Marek Niedźwiecki i Lista Przebojów. Dałem Markowi wolną rękę, do niczego się nie wtrącałem. Miał już swoją markę, bo wcześniej pracował w Radiu Łódź. Czułem, że mogę mu zaufać. Pojawienie się Listy zbiegło się w czasie z wielką falą polskiego rock n rolla. Wszystkie Mannamy, Hołdysy Trójka tym oddychała i szybko stała się radiem-instytucją. Na antenie rozdawaliśmy bilety na rockowe koncerty. Ci, którzy wcześniej zarzucali nam, że jesteśmy czerwonymi pachołkami, zdawali się coraz bardziej zdezorientowani. Ale w błędzie byli także ci, którzy uważali, że Trójka stała się wentylem katalizującym energię młodzieży na zasadzie: my wam dajemy waszą muzykę, a wy nie biegacie po ulicach z kamieniami. Nic bardziej błędnego. O wszystko trzeba było walczyć. Stanowczo powiedziałem, że Kołobrzegu puszczać nie zamierzam. Broniłem prawa do nadawania muzyki anglosaskiej. Nieraz lądowałem na dywaniku u Loranca, m.in. za wyemitowanie wywiadu z Danutą Wałęsową. Udało mi się wywalczyć, by w Trójce pozostali tacy dziennikarze, jak Grzegorz Wasowski czy Wojciech Reszczyński. Wystarczyło charakteru, by się postawić. Stworzyliśmy radio nawiązujące do najlepszej trójkowej tradycji lat siedemdziesiątych. Wymyśliliśmy wiele audycji i pasm, które przetrwały lata i do dziś stanowią filar stacji. Niewielu ludzi wierzy, gdy mówię, że takiej swobody decyzji, jak w Trójce w stanie wojennym, nie miałem już nigdy później. Sam długo zastanawiałem się, czym ten paradoks wytłumaczyć. Dziś odpowiedź wydaje mi się oczywista w razie, gdyby coś poszło nie tak, byłbym jedynym winowajcą. Po prostu skróciliby mnie o głowę i byłoby po sprawie. Trójkę uważam za swój największy zawodowy sukces. Był to sukces przede wszystkim menedżerski. Kiedy po półtora roku, w sierpniu 83, przeniesiono mnie na stanowisko dyrektora radiowej Jedynki, co teoretycznie było awansem i prestiżem, czułem żal i rozczarowanie. W 1987 roku zostałem redaktorem naczelnym TVP1 i byłem nim aż do października 90. roku, kiedy zdmuchnął mnie wiatr historii. Ale zaraz po odwołaniu powierzono mi prowadzenia studia wyborczego, podczas pierwszych wyborów prezydenckich. I to było pokrzepiające, że dla nowej władzy moje umiejętności i doświadczenie liczą się bardziej niż fakt, że w 1974 roku, kiedy nadzieją był Gierek, należałem do partii. A potem pojawił się program 7 dni świat według pomysłu Bogusia Wołoszańskiego. To była fantastyczna, osiemnastoletnia przygoda dziennikarska i jeszcze większa katorga. Nawet w sobotę na rybach nie mogłem się oderwać od myśli o programie. Robiąc 7 dni, pracowałem tak, jak lubię najbardziej z ludźmi mądrzejszymi od siebie. Zapraszani do studia komentatorzy lali mnie swoją wiedzą, jak chcieli. I o to chodziło. Największą życiową porażką było dyrektorowanie radiowej Jedynce w latach W pewnym sensie wróciłem na stare śmieci, tyle tylko, że tam już nic nie było takie, jak przedtem. Stało nade mną pięciu prezesów, którym wydawało się, że skoro mają w domach radioodbiorniki, to znają się na radiu. Zostałem ubezwłasnowolniony. Dusiłem się i wspominałem swobodę, z jaką działałem w Trójce przed dwudziestu laty. Rzuciłem tę pracę (był to jeden jedyny raz w moim życiu, kiedy podjąłem taką decyzję) i znielubiłem radio. Na szczęście od wielu lat tkwiłem jedną nogą w telewizji. Trafiłem do Panoramy. Jest mi tam dobrze. Podstawą mojego warsztatu jest fakt, że sam piszę wszystkie teksty, które wypowiadam na antenie. Po prostu nie potrafię przeczytać cudzego tekstu. Konstruując je, wychodzę z założenia, że widz lub słuchacz ma tylko jedną szansę. Media elektroniczne to nie gazeta, nad którą można się pochylić. Zdanie wypowiedziane w telewizji, już nie wróci. Chcę, by teksty były zrozumiałe dla każdego widza, nawet dla sędziwej babci z małej wioski na Zamojszczyźnie. Dlatego dopieszczam je godzinami, wygładzam do ostatniej chwili. Kiedy się już tak namęczę, kiedy postawię ostatnią kropkę, to w zasadzie mógłbym pójść do domu, bo właściwa robota już została wykonana. Wygłoszenie tych zdań na antenie to już tylko konsekwencja wielogodzinnej pracy, coś tak naturalnego, jak oddychanie. Moimi nauczycielami byli najlepsi spikerzy Polskiego Radia, mówiący piękną, bezbłędną polszczyzną. To oni uświadomili mi, że szybkie czytanie wcale nie polega na szybkim wygłaszaniu zdań, ale na stawianiu lekko przesadnych akcentów logicznych i podbitej emocji. Dziś już nieliczni tak mówią. W tym sensie jestem reliktem przeszłości (śmiech). Wielu dziennikarzy z mojego pokolenia wykorzystało swoje doświadczenie, tworząc w latach przełomu prywatne media. Nigdy nie żałowałem, że nie wziąłem w tym udziału. Mam bardzo surową ocenę mediów komercyjnych w Polsce. Szanuję ich warsztat i tempo, ale przeraża mnie ogłupiająca papka, jaką serwują prywatni nadawcy. Widz nie staje się przez to lepszy. Podchodzę do tego fachu bardziej serio. Uważam, że telewizja jest po to, by ludzi edukować, by podnosić ich poziom wiedzy, by wyjaśniać im świat. Media komercyjne są niewolnikami szmalu. A ja jakoś nie widzę siebie w roli maszynki do robienia pieniędzy

4 Media a wybory 4 czerwca temat numeru temat numeru Media a wybory 4 czerwca fot. Henryk Rosiak, PAP/CAF Podniecenie Gazeta Wyborcza w 1989 roku uważana była za pismo sensacyjne, popołudniówkę wydawaną rano. Na zdjęciu: Okładka tygodnika Karuzela. Lekturą posłów sejmu kontraktowego obok Gazety Wyborczej był tygodnik Karuzela, 12 września 1989 roku. Maciej Wapiński Runie czy nie runie W poniedziałek, 8 maja 1989 roku, ukazał się pierwszy numer Gazety Wyborczej. Na otwarciu umieszczono duże zdjęcie Lecha Wałęsy z podpisem: Żeby było inaczej, musimy wygrać te wybory. Pod logiem i stopką redakcyjną wypisano hasło: Nie ma wolności bez Solidarności. Naszym zadaniem było przekonanie Polaków, że muszą iść na wybory i jak są one ważne nie ukrywa Jacek Żakowski, który brał udział w tworzeniu raczkującej Wyborczej. Nastroje były nacechowane pewną ambiwalencją. Z jednej strony były nadzieje, że wreszcie coś się ruszyło: dostaliśmy możliwość wydawania Gazety Wyborczej i nagrywania audycji do radia opowiada. Z drugiej strony wciąż czuliśmy niepokój, że to wszystko runie dodaje. To uczucie zawieszenia i ciągły brak pewności, czy wybory nie są podstępem czerwonych, powtarza się we wspomnieniach praktycznie wszystkich sprzyjających opozycji dziennikarzy pamiętających tamten czas. i strach Nikt nie wiedział, jak to się skończy mówią dziennikarze o wydarzeniach sprzed dwudziestu lat, kiedy na początku kwietnia 1989 roku po ustaleniach Okrągłego Stołu rozpoczęła się walka o głosy społeczeństwa w wyborach do pierwszego w powojennej Polsce dwuizbowego parlamentu. Kampania wyborcza była bezpardonowa. Areną walki były przede wszystkim media. Proletariusze kontra związkowcy Po przeciwnej stronie medialnej wojny był organ PZPR Trybuna Ludu. Właściwie od razu partyjna gazeta zaczęła atakować Wyborczą. 13 maja w Gazecie ukazał się tekst, w którym ujawniono, że premier Mieczysław Rakowski namawiał naczelników miast i gmin do wspierania kandydatów PZPR. We wszystkich cywilizowanych krajach organy władzy państwowej zachowują pełną neutralność wobec wyborów, traktując jednakowo wszystkie rywalizujące strony pisała Gazeta. Trybuna natychmiast zaatakowała zespół konkurencyjnej redakcji. «Gazeta Wyborcza do roli czołówki wyniosła tekst imputujący premierowi Rakowskiemu, że ten dopuścił się bardzo poważnego naruszenia zasad wyborczych. ( ) Już sam tytuł Państwo partii czy państwo narodu sugeruje, że oczywiście jest to państwo partii. Tak jakby w administracji państwowej nie było bezpartyjnych, ZSL-owców, członków SD (...). W końcu sama GW wszystkich nie swoich wrzuca do jednego worka. Wiadomo też, że sympatyzują z inną administracją, bynajmniej nie między Bugiem a Odrą» pisał Waldemar Mickiewicz w artykule Chwytliwy tytuł fałszywa treść. Wyborcza drukowała się w tym samym budynku W rzeczywistości zespół redakcyjny nie był aż tak wrogi wobec Wyborczej, jak można by sądzić, czytając agresywną publicystykę na stronach dziennika PZPR. Nagle pojawiła się zupełnie niezależna gazeta, z bardzo radykalnymi artykułami. To było coś nowego wspomina Włodzimierz Pajdziński, który w 1989 roku był sekretarzem redakcji Trybuny Ludu. Część pracowników redakcji nawet sympatyzowała z Solidarnością, sam miałem kolegów w Wyborczej. A zresztą spotykaliśmy się razem, bo GW drukowała się w Domu Słowa Polskiego, w którym mieściła się siedziba Trybuny opowiada. Ogromna większość redakcji pozytywnie przyjęła ustalenia Okrągłego Stołu. Prawie wszyscy uważali, że ówczesny system się przeżył, ale nie chcieliśmy zbyt radykalnych czy gwałtownych zmian zastrzega Pajdziński. Nawet jeżeli nie podobało się to dziennikarzom, gazeta partyjna musiała spełnić swoją powinność. W TL pojawiła się stała rubryka Gazet(k)a Wyborcza. Publicyści Trybuny zjadliwie komentowali w niej teksty z Wyborczej, próbując ośmieszyć dziennikarzy konkurencyjnego dziennika. W redakcji był oczywiście beton partyjny, który robił wszystko, by zniechęcić czytelników do Solidarności tłumaczy Pajdziński. Nie wszyscy wybierają nie wszystkich Zarówno dziennikarze GW jak i TL mocno opowiadali się po jednej ze stron. Inaczej było w przypadku pisma, które było symbolem względnej ostoi wolnego słowa w smutnych czasach PRL. Mowa o Tygodniku Powszechnym. Choć zespół redakcyjny zdecydowanie był za Solidarnością, dziennikarze unikali bezkrytycznego popierania obozu Wałęsy, jak to było w przypadku Wyborczej. «Wybory do parlamentu w krajach nowoczesnej demokracji różnią się w sposób zasadniczy od wszystkich innych sytuacji wyborczych. Różnią się tym, że wszyscy wybierają spośród wszystkich ( ). Wybory, do jakich pójdziemy w Polsce w czerwcu, nie będą z tego punktu widzenia wyborami demokratycznymi. Nie będą, ponieważ w rezultacie politycznego podziału mandatów nie wszyscy będą wybierali nie wszystkich» przypominał w wydaniu Tygodnika z 21 maja 1989 roku Marcin Król. Taka spokojna i wyważona publicystyka dominowała przez cały okres przed wyborami. Głos rozsądku Jak podkreślają dziennikarze związani wówczas z Tygodnikiem, redakcja chciała przede wszystkim chronić niezależności pisma. Chcieliśmy przede wszystkim uniknąć upolitycznienia mówi Krzysztof Kozłowski, wieloletni zastępca redaktora naczelnego w Tygodniku. Sam wówczas odsunął się od pracy redakcyjnej, gdyż kandydował w wyborach do senatu. Nie chcieliśmy być niczyim organem, by zachować niezależność. Kiepsko nam to wyszło, zwłaszcza biorąc pod uwagę, to co się działo już po wyborach przypomina. fot. Damazy Kwiatkowski/PAP Podczas obrad Okrągłego Stołu ustalono, że redaktorem naczelnym Gazety Wyborczej zostanie Adam Michnik. Okres po wyborach czerwcowych to czas, gdy przedstawiciele mediów zaczynali rozumieć, czym jest wolność słowa i jak należy z niej korzystać. Zaczynali uczyć się swojej niezależności, odróżniać dobro od zła wspomina Najder. Wciąż wisiał nad nimi Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, choć w istocie już nie funkcjonował. Na początku 1989 roku do redakcji Tygodnika Powszechnego dotarł tekst Zbigniewa Brzezińskiego, uznanego amerykańskiego politologa polskiego pochodzenia, który głośno popierał Solidarność. Nikomu nawet nie śniło się, by drukować jego teksty w oficjalnym obiegu. Redaktor Turowicz powielił tekst na potrzeby wewnątrzredakcyjne. Zapewne przez nieuwagę zawiozłem tekst do cenzora. Później zadzwonił, że muszą pomyśleć, zanim zezwolą na druk opowiada Burnetko. Wszyscy byli zszokowani taką reakcją. Zezwolili na puszczenie tekstu Brzezińskiego mówi Burnetko. Faktycznie, podczas przeglądania wydania Tygodnika z tamtego okresu widać, że dla dziennikarzy tego pisma wygrana Solidarności był jedynym sposobem na odzyskanie niepodległości. Przypominaliśmy, że nie idziemy po władzę, lecz by być silną opozycją. Dziennikarze byli dość powściągliwi, między innymi dlatego, że nie chcieli popierać swoich, czyli osób związanych z Tygodnikiem i jednocześnie starających się o miejsce w parlamencie tłumaczy Kozłowski. Kampania trwała więc w najlepsze. Trybuna zapełniała każdą wolną przestrzeń na kolumnach hasłami w stylu Głos na koalicję to głos za spokojem w kraju!. Redaktorzy Wyborczej mieli znacznie większą fantazję w tworzeniu zgrabnych bon motów. «Nie głosując przez lenistwo, oddasz mandat komunistom» czy «By kryzysu przyszedł kres, popierajmy panią S» to tylko niektóre z nich. Pełna mobilizacja Tymczasem 4 czerwca był coraz bliżej. W kraju czuć było niesamowite napięcie, niepewność, nawet strach. Nikt nie wiedział, co się stanie. Ludzie zadawali sobie pytanie, jak daleko mogą posunąć się komuniści, by utrzymać władzę. Porozumienia wynegocjowane przy Okrągłym Stole mogły być zerwane w każdej chwili. I w końcu stało się. «Dziękujemy, kochani. Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli Solidarności w kampanii. To dzięki Wam, dziesiątkom tysięcy bezimiennych przyjaciół z każdego zakątka Polski wygraliśmy tę kampanię i te wybory» obwieszczała Wyborcza 5 czerwca. «Według wstępnych obliczeń frekwencja w wyborach wyniosła 62,11 proc.» precyzowała TL. Napięcie wisiało w powietrzu. Była wtedy pełna mobilizacja. Wszyscy byliśmy w redakcji, poza tymi reporterami, którzy siedzieli w poszczególnych punktach wyborczych opowiada Pajdziński. Choć oficjalne wyniki głosowania nie były wówczas jeszcze znane, opozycja i tak wiedziała, że zwyciężyła. Cudu nad urną nie było. Wiadomość o wyborach na jedynkach miały wszystkie dzienniki. W tle majaczyła gdzieś informacja o masakrze na placu Tienanmen, który, tak jak wybory w Polsce, miał się stać symbolem walki z komunizmem. Bibuła w koszarach Ciekawą perspektywę czerwcowych wyborów miał Krzysztof Burnetko, dziennikarz Tygodnika Powszechnego, który wtedy przebywał na obowiązkowym szkoleniu wojskowym. W pobliżu jednostki był kiosk, przeznaczony zarówno dla cywilów jak i żołnierzy mówi. Trafiały do niego trzy egzemplarze Wyborczej. Natychmiast tworzyły się kolejki, wojskowi dosłownie rozchwytywali Gazetę. Tylko oficerowie polityczni spoglądali na to krzywym okiem. Po wygranej Solidarności okazało się, że i tak byli za opozycją śmieje się Burnetko. Gdy wkrótce po wyborach opuścił koszary, zastał już zupełnie inny kraj. Uzupełnij drużynę Wałęsy Wiadomo było już, jak będzie wyglądać pierwszy dwuizbowy parlament w powojennej Polsce. Okazało się, że Solidarność wygrała wszystko, co mogła wygrać wspomina Jacek Żakowski. Wybory były uczciwe i rzetelne, nie były jednak demokratyczne. O podziale mandatów decydowano nie przy urnach, a wcześniej w Magdalence przypominał Maciej Kozłowski w Tygodniku Powszechnym, komentując drugą turę, pieczętującą zwycięstwo. Nawet w obozie prosolidarnościowym nie było takiego hurraoptymizmu, jak można by sądzić po tekstach w Wyborczej. Nie mieliśmy momentu spokojnego triumfu. Cały czas nie wiedzieliśmy, jak trwały jest rodzący się wówczas system mówi Żakowski. Niepewność to uczucie towarzyszące wówczas wszystkim. W kraju panowało wtedy ogromne podniecenie i jednocześnie strach, co będzie dalej wspomina prof. Zdzisław Najder, były dyrektor Radia Wolna Europa. Z kraju na stałe wyjechał jeszcze pod koniec lat 50. Na wydarzenia w Polsce patrzył z perspektywy wielu lat emigracji. Pętla na szyi Najder wrócił do kraju na początku 1990 roku, gdy polskie władze anulowały mu wyrok śmierci, wydany w 1983 r. za rzekomą współpracę z wywiadem amerykańskim. Postawę mediów po wyborach czerwcowych wspomina raczej pozytywnie, choć nie obeszło się bez zgrzytów. Przeprowadzono ze mną mnóstwo wywiadów. Dziennikarze pytali, jak to jest żyć z pętlą na szyi opowiada. Ludzie korzystali z możliwości zadawania pytań, które wcześniej nikomu nawet nie przychodziły do głowy tłumaczy. Okres po wyborach czerwcowych to czas, gdy przedstawiciele mediów zaczynali rozumieć, czym jest wolność słowa i jak należy z niej korzystać. Zaczynali wtedy uczyć się swojej niezależności, odróżniać dobro od zła wspomina Najder. Musieli również pokonać stare przyzwyczajenia: teoretycznie wciąż wisiał nad nimi Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, choć w istocie już wówczas nie funkcjonował. Oficjalnie zlikwidowano go dopiero w kwietniu 1990 roku. Cenzura zaczęła się sama rozpadać jeszcze przed wyborami mówi Krzysztof Burnetko. Do jego obowiązków w Tygodniku Powszechnym należało m.in. przygotowanie tekstów dla cenzury. Na początku 1989 roku do redakcji dotarł tekst Zbigniewa Brzezińskiego, uznanego amerykańskiego politologa polskiego pochodzenia, który głośno popierał Solidarność. Był wówczas persona non grata w krajach bloku wschodniego, a zwłaszcza w Polsce. Nikomu nawet nie śniło się, by drukować jego teksty w oficjalnym obiegu: samo nazwisko automatycznie wykluczało możliwość publikacji. Redaktor Turowicz powielił tekst na potrzeby wewnątrzredakcyjne. Zapewne przez nieuwagę zawiozłem tekst do cenzora. Później zadzwonił, że muszą pomyśleć, zanim zezwolą na druk opowiada Burnetko. Wszyscy byli zszokowani taką reakcją: był to po prostu czysty absurd. Ale czekali. Po dwóch tygodniach zezwolili nam na puszczenie tekstu Brzezińskiego mówi Burnetko. Tak rozpadała się misternie budowana przez wiele lat machina kontroli prasy. Przykazania i sygnały Nie do końca było wiadomo, co dalej z prasą związaną z rozpadającym się powoli systemem. Cały czas istniały media postkomunistyczne, których dziennikarze nie do końca cieszyli się ze zmian. Podchodzili do nich bardzo nieufnie. Bali się utraty swojej pozycji przypomina Żakowski. Stara prasa nie traciła jednak werwy. Kazimierz Koźniewski z Trybuny Ludu w artykule z 8 lipca (cztery dni po ukonstytuowaniu się parlamentu) postawił tezę, jakoby Wyborcza po drugiej turze wyborów narodziła się na nowo. «Fakty są faktami: Gazeta Wyborcza Komitetu Obywatelskiego S spełniła swą agitacyjną powinność(...). Była, rzecz ujmując najprościej, wydawaną wcześnie rano tak zwaną popołudniówką. Gazetą krótkich tekstów o nikłej wartości publicystycznej, raczej sygnałów i przykazań aniżeli refleksji i analiz, dobrze i zwięźle redagowanych informacji najbardziej stronniczych i agitacyjnych» pisał. Według Koźniewskiego, po zwycięstwie Solidarności Wyborcza strąciła swój stricte polityczny charakter, jednak wciąż uważał ją za gazetę sensacyjną. Baliśmy się tego, co stanie się z Trybuną Ludu przyznaje Pajdziński. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że gazeta nie będzie mogła ukazywać się w dotychczasowej formie. Musieliśmy odnaleźć się w nowej rzeczywistości dodaje. Na początku 1990 roku Trybuna Ludu przekształciła się w Trybunę Kongresową, a później w Trybunę. Od tego czasu minęło 20 lat. Niemal dokładnie w rocznicę tamtych czerwcowych wyborów odbywa się elekcja posłów do Parlamentu Europejskiego. To już zupełnie inne wybory, inna kampania i inny parlament. Państwo bezpowrotnie straciło monopol na informację

5 Historyczny 1989 rok temat numeru temat numeru Historyczny 1989 rok Wybory czerwcowe: wygrane czy przegrane? Z prof. Markiem Jabłonowskim rozmawia Magdalena Wasyłeczko Aleksander Hall twierdził, że przy Okrągłym Stole wynegocjowano władzę dla dotychczas rządzących tym razem z udziałem opozycji. Opozycja miała potencjalne 35 proc. w Sejmie i 100 proc. w Senacie. Jednak po stronie partyjnej było pozostałe 65 proc. w niższej izbie parlamentu i mocny prezydent. Gdzie zatem w świetle ustaleń tego kontraktu skupiał się ośrodek władzy? Władzę ma ten, kto ma instrumenty do kontrolowania państwa. Instrumenty były oczywiście po stronie partyjno-rządowej: wojsko, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, wszelkiego rodzaju służby. Już nie mówiąc o tym, że na obszarze państwa polskiego stacjonowało wojsko radzieckie. Ta sytuacja była więc niezwykle delikatna. Więc twierdzenia, że opozycja mogła przejąć władzę na przykład w stu procentach w 1989 r. to jak opowiadanie bajek... Może niekoniecznie w stu procentach, ale wynegocjować korzystniejsze warunki tego kontraktu? Opozycja miała karty, którymi mogła grać: niezadowolenie społeczne, fatalna sytuacja gospodarcza... Ależ oczywiście. I tylko dlatego właśnie strona partyjno-rządowa z tą opozycją rozmawiała. Ja zresztą stoję na stanowisku, że to nie jakieś względy polityczne czy jakiekolwiek inne wpłynęły na to, że strona partyjna usiadła do tych rokowań, a katastrofalna sytuacja gospodarcza, cały szereg nieudanych reform, które można by wykazać w całej dekadzie lat 80. Chociażby reforma zaproponowana przez premiera Messnera i prof. Sadowskiego oraz nieudane referendum w tej sprawie bardzo dobitnie tego dowodzą. A potem reformy rządu Rakowskiego, który w modernizowaniu i zmianach gospodarki poszedł dalej niż rząd Balcerowicza. Jednak nic to nie dało. Jeżeli nie ma poparcia społecznego dla tego, co robi władza, jeżeli nie ma ona możliwości przeprowadzenia do końca swoich zamiarów jakie by one nie były to ten rząd po prostu nie może funkcjonować i ekipa, która w tym kraju sprawowała władzę kilkadziesiąt lat, doszła właśnie do takiego momentu. Postanowiono się tą władzą podzielić. Natomiast na pytanie, czy można było inaczej, odpowiem: być może można było. Ale to jest pytanie z zakresu co by było, gdyby było. Takich pytań w nauce się nie zadaje. Tak, postanowiono formalnie podzielić się władzą. Czy jednak sukces opozycji w wyborach nie był paradoksalnie jej porażką? Mimo wszystko obóz Solidarności brał na siebie współodpowiedzialność za nieudolne rządy ciągle realnie sprawowane przez poprzednią ekipę. To jest kwestia wyborów i decyzji politycznych. Można było, można nie było. Niedługo po wyborach stworzono rząd Mazowieckiego, w którego składzie byli jeszcze ministrowie Siwicki czy Kiszczak, kontrolujący resorty siłowe. Dopiero później znaleźli się tam wiceministrowie z obozu Solidarności: Kozłowski na czele MSW, Onyszkiewicz i obecny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski jako wiceministrowie w Ministerstwie Obrony Narodowej. Po jakimś czasie ponownie zaistniały warunki do zdymisjonowania kolejnych ministrów z poprzedniego reżimu. Metodą małych kroków... Inaczej nie było można. Polska w roku 1989 przeszła przez ucho igielne rewolucji bez rewolucyjnych konsekwencji, bez przelewu krwi. To jest w naszej historii rzecz niebywała, w ogóle niezwykle rzadko spotykana. Czy przypadek nie odegrał w tym wszystkim większej roli aniżeli przemyślana taktyka? Przecież nikt nie przewidział chociażby tego, że koalicja rządząca zacznie się rozpadać i w związku z tym będzie możliwe utworzenie rządu Mazowieckiego. Oczywiście, że w czasie negocjacji czy to wcześniej w Magdalence, czy potem przy Okrągłym Stole ludzie ci ani po jednej, ani po drugiej stronie nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji. Nawet w momencie podpisywania umowy na początku kwietnia. Proszę zwrócić uwagę, że Solidarność (jesteśmy już przy szczegółach, ale zawsze lepiej pokazać jakiś przykład) przy Okrągłym Stole w podstoliku poświęconym gospodarce i polityce społecznej dążyła w szalonym stopniu do indeksacji. Mamy inflację, w roku 1989 nawet hiperinflację. W takim razie stronie społecznej bardzo na tym zależy, aby jako że zamrożono ceny zamrozić także płace. Odpowiednie uzgodnienia zostały w końcu zapisane, co było ogłoszone jako największy sukces strony opozycyjnej. Natomiast OPZZ Miodowicza tak walczył o prawa ludzi pracy, że nawet tego nie podpisał z chęci wynegocjowania lepszych warunków. W końcu odciął się od tych ustaleń. Minęły dwa miesiące, Mazowiecki zostaje premierem, zaprasza do rządu Leszka Balcerowicza. Co mówi mu Balcerowicz w czasie pierwszej rozmowy? Panie Premierze, niech pan zapomni o indeksacji. Niemożliwością jest, aby tego rodzaju rozwiązanie przyjąć w momencie, gdy mamy w jakikolwiek sposób uzdrowić gospodarkę. I rząd musiał wycofać się z tej indeksacji. Chcę tym samym pokazać, że pewne myślenie o państwie, polityce (w tym gospodarczej), które miało miejsce przy Okrągłym Stole w ciągu paru miesięcy, musiało zostać prawie w całości przewartościowane. Właśnie przez to, że wzięto odpowiedzialność za państwo. A w jakim stopniu opozycja była przygotowana pod względem organizacyjnym i merytorycznym na udział w rządzeniu państwem? Była słabo przygotowana. Powiedziałbym więcej każda ekipa przejmująca władzę w tym kraju różne rzeczy opowiada, a potem okazuje się słabo przygotowana. Rząd Mazowieckiego był rządem ludzi dobrej woli o wielkim poparciu społecznym i w związku z tym mogącym zrobić nieco więcej. Tak nam się trafiło w historii, że do tego rządu weszła grupa ludzi, która naprawdę chciała coś zmienić. Oni naprawdę chcieli zreformować Polskę. Chcieć, nie znaczy móc... Proszę zwrócić uwagę w dużej części przypadków politycy sprawują swoje urzędy po to, żeby je sprawować. Nie są zainteresowani żadnymi wielkimi zmianami. Takich przykładów mamy dookoła wiele. Natomiast rząd Mazowieckiego w ciągu trzech miesięcy, pomiędzy wrześniem a grudniem 1989 r., przygotował pakiet ustaw (po ich przyjęciu nazwanych planem Balcerowicza ). Te 11 ustaw zmieniło całkowicie oblicze Polski. Z gospodarki nakazowo-rozdzielczej, tkwiącej wszystkimi swoimi korzeniami w poprzednim systemie, przeszliśmy do gospodarki wolnorynkowej. Powiem więcej i tutaj można mieć zarzut do Leszka Balcerowicza gdyby on w 1989 r. poszedł pół kroku dalej i na przykład w pakiecie ustaw przedstawionym kontraktowemu Sejmowi zawarł ustawę mówiąca o podatku liniowym, o którym od lat dwudziestu mówią w tym kraju wszystkie rządy po kolei... Jest prawie pewne, że taka ustawa zostałaby przegłosowana i od lat dwudziestu mielibyśmy podatek liniowy. Dzisiaj go nie mamy i możliwe, że przez najbliższe 20 lat mieć nie będziemy. Zatem w ciągu tych trzech miesięcy była i wola, i decyzja polityczna ze strony rządu. Na tym polega wielkość Mazowieckiego, że on nie przeszkadzał Balcerowiczowi. A z kolei Balcerowicz i jego ludzie, zmierzając do reformy, nie mieli w perspektywie czegoś takiego, co mają wszyscy politycy. Mianowicie wizji kolejnych wyborów, przedłużenia swoich mandatów, dobrej pozycji w rankingach. Nie. Oni chcieli zrobić reformę i ją zrobili. Po prostu. Z tego dobrodziejstwa korzystamy do dzisiaj. A w jakim stopniu samodzielna była ta świeża krew, która znalazła się w rządzie? Jak bardzo musiała ona polegać na dotychczas sprawujących władzę? Tu trzeba byłoby bardzo dokładnie rozpoznać poszczególne resorty czy nawet przyjrzeć się poszczególnym osobom bo rząd to jest zbiorowisko bardzo różnych ludzi. Tam, z jednej strony, mieliśmy wspomnianego Balcerowicza i jego ekipę. To byli ekonomiści aktywni już wcześniej. Sam Leszek Balcerowicz taką pierwszą próbę wystąpienia na forum publicznym z pewną ideą reformy gospodarczej podjął już w roku To nie było tak, że przyszedł młody, niedoświadczony ekonomista... On myślał już kategoriami państwa. W 1989 r., to jest prawie 10 lat później, ci ludzie mieli już większe doświadczenie, większy dystans... Popatrzmy też ze strony bardziej teoretycznej na technikę rządzenia. Jeśli chodzi o poukładanie tych podstawowych klocków, to nie wyważano otwartych drzwi. Mniej więcej wiedziano co i jak zrobić. Chodziło właśnie o wolę polityczną, podjęcie decyzji, a potem konsekwentnie ich przeprowadzenie. Wspomniał Pan o myśleniu w kategoriach państwa wśród opozycjonistów, które pojawiło się wraz z uzyskaniem pewnego wpływu na władzę w kraju. Czy oprócz tego były jakieś inne, uboczne skutki, związane z tym procesem? W każdej sferze życia publicznego możemy dostrzec konsekwencje tych procesów, które zostały wyzwolone. Przecież rok 1989 nie spowodował odbudowy Solidarności w jej młodzieńczym wymiarze z roku Natomiast spowodował bardzo głębokie przewartościowanie w myśleniu o państwie w wielu jego przekrojach. Proszę zobaczyć, jak wiele zmieniło się w życiu politycznym kraju. Z jednej strony procesy dekompozycyjne w PZPR tzw. ruch 7 lipca, z drugiej strony wybicie się na niepodległość partii do tej pory całkowicie zależnych od PZPR: SD i ZSL. Przecież gdyby nie te ważne przewartościowania w sferze psychologii polityki, to ani prezes Jóźwiak ani Roman Malinowski, którzy wtedy stali kolejno na czele tych frakcji, nigdy nie dogadaliby się z Obywatelskim Klubem Parlamentarnym w sprawie stworzenia rządu Mazowieckiego. Chciałabym zauważyć, że jednocześnie przebiegał proces dekompozycji obozu solidarnościowego. W czerwcu roku następnego rozpad OKP stał się faktem. Kiedy doszło do pierwszych zgrzytów i z czego mogły one wynikać? Do pierwszych zgrzytów doszło chociażby w KOR. Wystarczy przejrzeć książki Jacka Kuronia, poczytać Głos Macierewicza. Te podziały pojawiły się na wiele lat przed tym wielkim zwycięstwem. Proszę zwrócić uwagę, że przy Okrągłym Stole nie ma wielu przedstawicieli opozycji. Nie ma Konfederacji Polski Niepodległej Leszka Moczulskiego. Jest takie bardzo charakterystyczne zdjęcie, często powielane w tym roku. Delegacja Solidarności z Lechem Wałęsą na czele wchodzi na salę obrad w Pałacu Namiestnikowskim. Instrumenty władzy były oczywiście po stronie partyjno-rządowej: wojsko, ministerstwo spraw wewnętrznych,wszelkiego rodzaju służby. Już nie mówiąc o tym, że na obszarze państwa polskiego stacjonowało wojsko radzieckie. Stąd też twierdzenia, że opozycja mogła przejąć władzę na przykład w stu procentach w 1989 r. to jest opowiadanie bajek... fot: Gdańsk, 4 VI 1989 r. głosuje Lech Wałęsa. Przy Okrągłym Stole siedzi już samotnie jedna osoba. Kto to jest? Władysław Siła-Nowicki. To jest członek KOR-u. Obraz ten stanowi jeden z symboli podziałów. To był człowiek niegdyś głęboko związany z tymi środowiskami, potem to popękało. On, zaproszony na obrady Okrągłego Stołu, występował już jakby z innych pozycji. A jednak możliwe było zjednoczenie się w obliczu wyborów czerwcowych. Czy nie można było przedłużyć tego stanu? Nie jestem pewien, czy można mówić o zjednoczeniu opozycji w obliczu wyborów czerwcowych. Sprawa pozostaje bardziej skomplikowana. Proszę zobaczyć, ile było regionów Solidarności, ilu było liderów. Z kolei Wałęsa miał rzeczywiście do wyboru wielu przedstawicieli, wielu szefów regionów, a przy Okrągłym Stole zdecydował się właśnie na Władysława Frasyniuka i Zbigniewa Bujaka. Mówiąc w uproszczeniu inni pasowali mu mniej. To oznacza, że przecież już wtedy dokonywano różnych wyborów, decydowano się na pewne alianse. Natomiast zdjęcie z Wałęsą służyło temu, żeby ludzie rozpoznawali działaczy opozycji, swego rodzaju znaczkiem firmowym obozu solidarnościowego. Większość z kandydujących do Sejmu była przecież zupełnie nieznana. Natomiast bardzo prędko, po powołaniu OKP, okazało się, że środowisko jest głęboko podzielone. Tak na marginesie dzisiaj nie mamy faktycznie żadnej poważnej książki czy opracowania, które byłyby poświęcone właśnie procesowi rozpadu czy dezintegracji tego ruchu społecznego. Przecież to nie była partia polityczna, a nawet związek zawodowy, którym formalnie pozostawał. Podobnie jak Solidarność, był to ruch społeczny. Odwołując się do teorii, ona też wypełnia definicję ruchu społecznego. Dotknął Pan roli społeczeństwa. W drugiej turze wyborów czerwcowych ludzie nie poszli ochoczo zagłosować na dotychczas rządzących z przyczyn oczywistych. Październik 1991 frekwencja także nie była rewelacyjna w pierwszych powojennych wolnych wyborach parlamentarnych, zaledwie 43 proc. Z czego tym razem wynikała bierność społeczeństwa? To jest pewna tendencja, utrzymująca się w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat. Proszę zwrócić uwagę, że należymy do zbiorowości, które niezbyt chętnie angażują się w budowę społeczeństwa obywatelskiego, skutkiem czego postępuje to u nas niezmiernie wolno. Proces ten jest bardzo rozciągnięty w czasie i zanim dojdziemy do standardów krajów Europy Zachodniej, miną dziesiątki lat. Ludzie po prostu nie uświadamiają sobie tego, że ich karta wyborcza jest bardzo istotnym narzędziem w walce o takie czy inne rozwiązanie. Poza tym doświadczenia niektórych są negatywne. Przykładowo bardzo wiele osób głosowało swego czasu na Unię Wolności dlatego, że nie chciało głosować na bardzo negatywnie postrzegane przez nich ZChN. A potem mijają wybory i Unia Wolności formuje rząd z ZChNem. Oszukali, łobuzy!. A skoro oszukali, to po co kolejny raz tracić czas? Upraszczając, proces kształtowania postaw i zachowań społecznych jest bardzo rozciągnięty i on będzie trwał jak sądzę - przez wiele, wiele lat. Ale jednak w 1989 r. w pierwszej turze udało się zmobilizować większą część społeczeństwa (62 proc.) niż w 1991 r. Z czego to wynikało? Można się tu odwoływać do Sienkiewicza. Polacy mobilizują się w sytuacjach kryzysowych. Wybory z 1989 r. nie były wyborami w takim klasycznym tego słowa znaczeniu. To było coś w rodzaju plebiscytu: za albo przeciw. I ludzie z tego skorzystali. Proszę zwrócić uwagę na nasze ostatnie wybory parlamentarne, kiedy okazało się, że trzeba wybierać między PiS a PO. One także nabrały takiego charakteru. Bardzo wiele osób poszło do urn nie dlatego, że rozumiało proces demokratyzacji. Chodziło o odsunięcie rządu Jarosława Kaczyńskiego od władzy. Natomiast w sytuacji bardzo stabilnej liczba głosujących opada. A jaki wkład w sukces obozu Solidarności w 1989 r. wniosła kampania wyborcza? Kampania wyborcza była stosunkowo skuteczna. Trzeba przyznać, że już w czasie Okrągłego Stołu strona solidarnościowa była względnie dobrze przygotowana. Przykładowo: w trakcie obrad i podczas rozmów z reporterami poszczególni delegaci obozu opozycyjnego dzierżyli w rękach teczki z napisem Solidarność. Do kamery szedł jednoznaczny przekaz, niezależnie od tego, co oni tam mówili. To hasło wbijało się w podświadomość. Potem strona społeczna dodała jeszcze cały szereg innych chwytów, typu zdjęcie fot. Maciej Macierzyński/PAP z Wałesą. Strona partyjno-rządowa była w tym względzie gorzej zorganizowana. Wspomnieć należy również o olbrzymim zmęczeniu i niechęci narodu do władzy rządzącej przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Dominowała świadomość, że dłużej tak być nie może. Te wszystkie czynniki nakładały się na siebie. Nie można wskazać jednego, decydującego elementu. Czy na konferencji organizowanej 5 czerwca przez WDiNP należy spodziewać się jakichś nowatorskich opracowań? Pod jakim kątem będą analizowane wybory czerwcowe? Mamy rok Od wydarzeń, o których dzisiaj tu mówiliśmy, minęło 20 lat. Zastosuję takie proste i pierwsze porównanie, które mi się nasuwa 20 lat trwała także II Rzeczpospolita, do której wielu współczesnych polityków tak łatwo i chętnie się odwołuje, najczęściej nie mając pojęcia, o czym mówią. Te 20 lat wydaje mi się przedziałem czasu absolutnie wystarczającym, żeby dokonywać przynajmniej ze strony środowisk naukowych pewnych podsumowań, zmierzać do odpowiedzi na pytanie, czym był rok 1989 w dziejach XX wieku, a nawet szerzej. Ta uroczystość została niestety ze świadomości społecznej dość skutecznie wyparta. Natomiast nie zmniejsza to odpowiedzialności ludzi, którzy naukowo zajmują się tymi sprawami, za podejmowanie tego tematu. Na WDiNP jest realizowany w tym roku projekt badawczy Polski rok Sukcesy, zaniechania, porażki. Ma on trzy etapy. W pierwszym przygotowaliśmy tom studiów, który na wydarzenia 1989 r. patrzy z bardzo wielu perspektyw. Przy takim umownym okrągłym stole zebrali się przedstawiciele różnych nauk społecznych: historycy, socjolodzy, psycholodzy społeczni, kulturoznawcy, ludzie zajmujący się gospodarką. Także bardzo istotną sprawą, do tej pory niezgłębianą, a która w tomie znajdzie godne miejsce, jest popatrzenie na wydarzenia, które nastąpiły w Polsce, z wielu punktów widzenia z zewnątrz. Przecież bardzo łatwo o tym zapominamy Polska wtedy zainicjowała te procesy, które potem zaistniały w bardzo wielu krajach. Istotne jest spojrzenie nie tylko z pozycji Moskwy, Pragi czy Berlina (co oczywiście będzie w tym tomie), ale także z punktu widzenia Budapesztu, Watykanu, Waszyngtonu czy Pekinu... Drugi etap natomiast będzie miał miejsce właśnie 5 czerwca. Zaplanowaliśmy zorganizowanie w starym BUW-ie konferencji, na której wspomniany projekt będzie podstawą do wymiany poglądów. Zaprosimy na tę sesję bezpośrednich uczestników wydarzeń, między innymi prezydenta Wałęsę, prezydenta Kwaśniewskiego. Może również gości z zagranicy, jak Hansa Dietricha Genschera, który spełniał wtedy istotną rolę. Do zebranych opinii kreatorów tamtych wydarzeń dodamy dokumenty związane z rokiem 1989, wskazane przez tych, którzy pisali materiały do tomu I. Dodatkowo ta druga partia materiałów zostanie uzupełniona o kalendarium roku 89, które, pozwoli nam na uporządkowanie wydarzeń, o których tutaj mówimy, oraz wzbogaci od strony merytorycznej planowany tom. Będzie to druga część publikacji, którą chcemy wydać w okresie wakacji, do września najpóźniej, września bowiem odbywa się w Polsce pierwszy Kongres Politologii. Wówczas wspomniane dwa tomy ponownie znajdą się na stole obrad. O ich recenzję poprosiliśmy wybitnych politologów, historyków. Mamy tym samym na celu zainaugurowanie dyskusji. Poprzez taki panel poświęcony wydarzeniom 1989 roku chcemy zmierzać do syntezy, czego prób do tej pory nie podejmowano. Górnolotny zamiar... Zobaczymy, jaki będzie efekt, ale w ten właśnie sposób środowiska nauki powinny się włączać do dyskusji społecznej. Nie na tym rzecz polega, żeby wygłosić w telewizji 5-sekundową wypowiedź i zaistnieć na ekranie. Chodzi o to, żeby coś z tej pracy naprawdę pozostało. Prof. Marek Jabłonowski dyrektor Instytutu Dziennikarstwa WDiNP UW: Rok 1989 był jednym z zasadniczych momentów w historii Polski XX wieku. Takich momentów można wskazać wiele, ale ten rok jest ważny z paru względów. To jeden z kroków na drodze do stworzenia w Polsce systemu demokratycznego. Porozumienie Okrągłego Stołu było porozumieniem elit opozycji i elity władzy tamtego okresu. Natomiast wybory czerwcowe stanowią pewną nieodwracalną sytuację, gdyż dowiodły, że ówczesna władza nie miała prawie żadnego poparcia w społeczeństwie. 18 czerwca opozycja na wynegocjowanych 161 mandatów poselskich zdobyła 160, natomiast w Senacie 92 mandaty, a strona partyjno-rządowa 3. I to była druzgocąca wygrana opozycji, która wkrótce po tym dała jej możliwość ukazania się w Gazecie Wyborczej artykułu Wasz prezydent, nasz premier. fot. Katarzyna Radziszewska 08 09

6 fot.: Damazy Kwiatkowski/PAP 4 czerwca w mediach temat numeru dziennikarstwo Zjawiska Obrady okrągłego stołu 1989 roku. Na zdjęciu dzienikarze w biurze prasowym. Naszym się wierzyło Maria Bilińska Anna Rasińska Leszek Nurzyński Każdy news od 1949 do 1989 roku miał zawsze identyczną strukturę: W dniu (dzień tygodnia, dzień miesiąca) odbyło się posiedzenie (nazwa, instancja). Posiedzeniu przewodniczył (imię, nazwisko, funkcja). W posiedzeniu wzięli także udział (imię, nazwisko, funkcja; imię nazwisko, funkcja). Posiedzenie zagaił (imię, nazwisko, funkcja), który wezwał do (wydajniejszej pracy na rzecz poprawy bytu obywateli). Pojęcie newsa w zasadzie nie istniało i w pewnym sensie pokutuje to po dziś dzień wspomina Krzysztof Leski, dziennikarz. Oficjalne media w PRL dla nikogo, kto chciał mieć możliwość budowania własnej opinii, nie były dobrym źródłem informacji. Jasne więc, że kwestia wolności mediów przy okazji obrad Okrągłego Stołu musiała się pojawić zarówno z teoretycznego punktu widzenia, bo przecież potrzebne były oficjalne ustalenia w tej sprawie, jak i z praktycznego ponieważ obrady i ich rezultaty same przez się były przedmiotem pracy dziennikarskiej. Na pałacowych parapetach i w Europejskim Do Pałacu Namiestnikowskiego, w którym toczyły się rozmowy, wstęp mieli jedynie dziennikarze mediów oficjalnych. Siedzieliśmy na pałacowych parapetach i przekazywaliśmy sobie informacje mówi Janina Paradowska, wówczas dziennikarka Życia Warszawy. Dziennikarze wywodzący się ze środowiska opozycyjnego swoją bazę mieli w Hotelu Europejskim, gdzie spędzali długie chwile, czekając, aż przyjdzie do nich ktoś, kto będzie w stanie cokolwiek im opowiedzieć. Słowo dziennikarz jest tutaj nie do końca na miejscu. To był jeszcze czas walki. To nie było dziennikarstwo sensu stricte, byliśmy niewątpliwie po jednej stronie podkreśla Krzysztof Leski, w 1989 roku dziennikarz Tygodnika Mazowsze. Dla mnie to było Porozumienia Okrągłego Stołu przeorały polską rzeczywistość. Zmieniły się całkowicie polskie media, które dziś cieszą się prawami, o jakich 20 lat temu w Polsce się nie śniło. Przez te dwie dekady środowisko dziennikarskie musiało się wiele nauczyć, na rynek wchodzą coraz młodsi dziennikarze, niepamiętający tamtych czasów. Specjalnie im, ale także pozostałym czytelnikom, warto przypomnieć, jak wyglądały realia relacjonowania owych pamiętnych wydarzeń, które doprowadziły do wolnych wyborów. coś zupełnie nieprawdopodobnego! Nigdy nie wierzyłem, że taki będzie obrót rzeczy. Zawsze powtarzałem, że to, co robię w podziemiu, to nie dla mnie i nie dla moich dzieci. Myślałem, że w najlepszym wypadku dopiero moje wnuki zobaczą wolną Polskę. Z kolei Janina Paradowska zwraca uwagę, że dla wielu dziennikarzy był to początkowy okres ich pracy. To było moje pierwsze poważniejsze polityczne zadanie mówi. Byłam trochę onieśmielona, ale chodziliśmy tam z wielką ciekawością, choćby po to, żeby otrzeć się o tych wszystkich ludzi. Leski dodaje, że wraz ze znajomymi pracy dziennikarskiej uczył się w podziemiu. Obrady Okrągłego Stołu były dla nich czymś zupełnie nowym. Krzysztof Miller, fotoreporter, który dokumentował obrady, twierdzi, że również dla niego było to wielkie wydarzenie. Bez wątpienia zdjęcia te rozpoczęły moją przygodę z fotografią wspomina. Podkreśla jednak, że późniejsze dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe i zdarzenia, jakie fotografował, sprawiają, że nie jest w stanie umieścić Okrągłego Stołu w konkretnym miejscu w hierarchii najważniejszych, uchwyconych przez niego chwil. Najciekawszy był moment, kiedy szef BOR zaprowadził troje fotoreporterów, w tym mnie, na balkonik nad salą, w której ustawiony był okrągły stół relacjonuje. Wszystkie zdjęcia okrągłego stołu z siedzącymi negocjatorami były wykonane właśnie wtedy. Poza tą minutą na balkoniku zdjęcia mogliśmy robić tylko z jednego miejsca na środku. Ale musieliśmy sobie jakoś radzić, trzeba było udokumentować możliwie najwięcej dodaje Miller. W ciągłym napięciu Paradowska twierdzi, że w czasie negocjacji nie wyczuwało się w Pałacu podniosłego nastroju. Oczywiście, klimat inauguracji był uroczysty, ale później było już tylko napięcie, czy dojdzie do porozumienia. Krzysztof Miller również wspomina o pewnym napięciu. Zastanawialiśmy się, czy to się w ogóle uda mówi. W gorszej sytuacji byli dziennikarze w Hotelu Europejskim. Notorycznie odczuwaliśmy brak informacji, choć trzeba przyznać, że to uczucie jest w zasadzie immanentną cechą tego zawodu. Próbowaliśmy jakoś rekompensować je wiarą, że handel, do jakiego dojdzie, będzie w miarę nie wiem, czy można użyć takiego słowa uczciwy. Wierzyliśmy, że nasi za zbyt mało nie zgodzą się zapłacić zbyt wysokiej ceny mówi Krzysztof Leski. Podkreśla także, że od osobistej chęci dowiadywania się tego, jak przebiegają rozmowy, ważniejsza była motywacja do możliwie najszybszego przekazania tych informacji czytelnikom. Chcieliśmy wiedzieć, jak to właściwie będzie. Jednak wbrew różnym teoriom, że wszystko było wcześniej uzgodnione, to szczegóły kontraktu ordynacyjnego wahały się do ostatniej chwili. Dziennikarze solidarnościowi byli nam kompletnie nieznani mówi Janina Paradowska. Leski dodaje, że z dziennikarzami, którzy tak jak on przesiadywali w Hotelu Europejskim, w większości znali się już wcześniej. To wydarzenie nie miało, wbrew pozorom, większego wpływu na zacieśnianie się związków miedzy nimi. Innych fotoreporterów znałem już wcześniej. Zwłaszcza tych agencyjnych. Oczywiście, jak zawsze, były jakieś przepychanki. Jednak, kiedy znalazło się już dobre miejsce do robienia zdjęć, współpraca układała się całkiem dobrze żartuje Krzysztof Miller. Największy ładunek emocjonalny ma chyba zdjęcie, na którym uchwyciłem Czesława Kiszczaka witającego się na inauguracji z Lechem Wałęsą. Również zdjęcia Adama Michnika i Jacka Kuronia z obrad są dla mnie ważne. Nie byliśmy bezstronnymi obserwatorami Do rozmów jako takich dostępu nie miał nikt. Na przekazy Dziennika Telewizyjnego nie można było liczyć, bo oni nawet nie starali się ich robić po dziennikarsku. Mogliśmy polegać wyłącznie na tym, co usłyszeliśmy na konferencjach prasowych od uczestników obrad. Wierzyło się głównie naszym opisuje Leski. Wspomina również, że konferencje strony społecznej były bardzo zabawne w związku z ich medialną nieporadnością. Najczęściej w Hotelu pojawiał się Janusz Onyszkiewicz. Często też przyprowadzał innych ludzi z poszczególnych stolików i podstolików. To właściwie te spotkania były głównymi źródłami informacji. Społeczeństwo na Okrągły Stół patrzy chłodniej niż politycy, ludzie mają do tego większy dystans, a politycy tworzą prawdziwą wojnę mówi Janina Paradowska. Nie widzę społecznego podziału wobec tej sprawy, raczej polityczny. Krzysztof Leski również zwraca uwagę na polityczne sprzeczności. Fakt, że osią polskiej polityki po dziś dzień jest stosunek do tamtych wydarzeń sprawia, że nie ma mowy o żadnej prawdziwej analizie, żadnym realnym ustosunkowaniu się do tego. Są tylko deklaracje polityczne. Nie byliśmy bezstronnymi obserwatorami jakichś tam rozmów między stroną A i stroną B. Byliśmy świadkami rozmów naszych ludzi walczących o wolność, demokrację, wolne wybory i wolność mediów ze zbrodniarzami, którzy przez tyle lat niszczyli ten kraj podsumowuje Leski. Jednocześnie dodaje z żalem, że nie jest pewien, czy przeciętny widz może się dzisiaj dowiedzieć z mediów czegoś konkretnego o Okrągłym Stole. Tekst powstał pod kierunkiem redaktora stażu redakcyjnego, prowadzonego przez redakcję PDF, w ramach przedmiotu Warsztat informacji dziennikarskiej w Instytucie Dziennikarstwa UW. Media zachorowały na świńską grypę W Polsce odnotowano dwa przypadki zachorowań na grypę A/H1N1. Oba bardzo łagodne. Mimo to media podniosły alarm, jakby cały naród był zagrożony śmiertelną epidemią. Dlaczego? Szczepan Orłowski Kajetan Poznański Ruslan Shoshyn Po raz pierwszy informacja o nowym szczepie wirusa grypy pojawiła się 22 kwietnia w serwisie Gazety Pomorskiej. Na drugi dzień już wszystkie polskie media podchwyciły temat. NewsPoint sporządził statystyki częstotliwości pojawiania się hasła świńska grypa w polskich mediach. Liczba publikacji początkowo codziennie się potrajała (24 kwietnia 56, 25 kwietnia 160, 26 kwietnia 509, 27 kwietnia 1554). Najwięcej wzmianek pojawiło się 28 kwietnia (1689). Wtedy to dotarły do nas informacje o przedostaniu się wirusa do Europy, wzroście liczby zakażeń w USA i wprowadzeniu stanu wyjątkowego w stanie Kalifornia. Następnie częstotliwość zaczęła spadać, by przy okazji pierwszego przypadku pojawienia się świńskiej grypy w naszym kraju (zachorowała 58-letnia Polka), ponownie błyskawicznie wzrosnąć. Obecnie liczba publikacji na temat świńskiej grypy ustabilizowała się na poziomie dziennie. Niemal wszystkie nowe wiadomości dotyczące wirusa A/H1N1, podbijane często solidną dawką emocji, znajdowały miejsce na czołówkach gazet i programów informacyjnych. Taki sposób ujęcia tematu nie dziwi prof. Macieja Mrozowskiego, medioznawcy z Uniwersytetu Warszawskiego: Trudno dokładnie określić, gdzie jest złoty środek między potrzebą informowania ludzi, by zachowywali się racjonalnie, a przerysowaniem sprawy, grożącym paniką. Dopiero jednak przerysowanie często gwarantuje zainteresowanie odbiorcy mówi. Zdaniem Sylwii Szparkowskiej z Rzeczpospolitej, która przeprowadziła czytelników tej gazety przez temat grypy, problem został wyolbrzymiony przez Światową Organizację Zdrowia. Jej komunikaty o rosnącym zagrożeniu pandemią (przyjmowanie kolejnych poziomów w sześciostopniowej skali opisującej niebezpieczeństwo) dodawały sytuacji dramatyzmu. Natomiast komentarze szefów WHO, które miały ostudzić emocje, nie wywoływały już większego zainteresowania dziennikarzy. Pytałam naukowców, dlaczego podnieśli tak duży alarm w sprawie choroby, której śmiertelność jest niższa niż przy sezonowej grypie. Odpowiadali, że przejęcie części genomu wirusa zwierzęcego zdarza się wcale nie tak często, jak nam się wydaje raz na lat. A więc sytuacja była niebezpieczna mówi Szparkowska i dodaje: Krótko mówiąc: w sprawach zdrowotnych czasem warto podnosić alarm, jeśli to ma zachęcić ludzi do prozdrowotnych zachowań. Pierwsze dni z grypą bez gorączki Dziennikarze solidarnie przyznają, że w pierwszych dniach epidemii skupiali się przede wszystkim na tym, by przekazać jak najwięcej praktycznych informacji o wirusie i samej chorobie. Nie wiedzieliśmy, na ile choroba jest groźna, które sposoby jej zapobiegania są rzeczywiście skuteczne. W materiałach o A/H1N1 chcieliśmy więc dać słuchaczom przede wszystkim pakiet informacji, które ich uspokoją i będą dla nich wskazówką, jak się zachowywać mówi Krzysztof Kiryczuk, wydawca serwisów informacyjnych w radiu TOK FM. W ten sposób zareagowała też na pierwsze wiadomości o grypie Gazeta Wyborcza, która wszystkie informacje o chorobie zebrała w zestawie krótkich pytań i odpowiedzi opracowanych na podstawie materiałów WHO. Niedługo potem media zaczęły oswajać odbiorców z faktem, że także Polska będzie musiała stawić czoła epidemii. Tytuły prasowe nie pozostawiały wątpliwości: Światu zagraża pandemia grypy z Meksyku ( Polska The Times z 26 kwietnia), Świńska grypa w Polsce? To nieuniknione ( Dziennik z 27 kwietnia), Świńska grypa coraz bliżej Polski ( Metro, 27 kwietnia). Ton rzetelnej informacji nie zdominował jednak przekazów na długo. Skoro media zapowiedziały nadchodzącą wielkimi krokami grypę świń, zaczęło się wielkie odliczanie do potwierdzenia pierwszego polskiego przypadku zakażenia wirusem. Wreszcie ktoś zachorował! Informację o chorej na grypę 58-latce, która trafiła na oddział zakaźny szpitala powiatowego w Mielcu, służby sanitarne podały 6 maja kilka minut po godz. 19. Głównym rozgrywającym były tego wieczoru telewizje, które transmitowały konferencję resortu zdrowia i niemal od razu zjawiły się pod szpitalem w Mielcu. Czujność zachowały także gazety wszystkie zdążyły z napisaniem dłuższych bądź krótszych materiałów na ten temat przed zamknięciem numeru. Jednak prawdziwe szaleństwo zaczęło się dzień później. Kobieta przechodziła grypę na oczach całej Polski. Media postawiły sobie za cel wyśledzenie jej rodziny i osób, z którymi miała kontakt wszyscy stanowili potencjalne zagrożenie. Sebastian Kozłowski, doktor socjologii z Uniwersytetu Warszawskiego, nie ma złudzeń co do intencji, jakimi w tamtych dniach kierowali się dziennikarze. Media sugerują się faktem, że społeczeństwo lubi słuchać o tym, co jest przerażające i niepokojące. Ludzie z przyjemnością dowiadują się o takich rzeczach, rozpowszechniają je, plotkują o tym między sobą. Zdecydowanie rzadziej rozmawiają o pozytywnych wydarzeniach. Tłum lubi się bać mówi. Walka o cytowalność sprawia, że media nastawiają się przede wszystkim na zdobywanie sensacyjnego newsa, nie zaś na stworzenie rzetelnego przekazu dodaje Sylwia Szparkowska. H1N1? To już niemodne Gorączka wywołana grypą trwała ponad dwa tygodnie. Po apogeum medialnej histerii, dziennikarze znudzeni świńskim wirusem tematowi poświęcali coraz mniej uwagi, a w jego opracowanie wkładali znacznie mniej emocji niż na początku. Odeszliśmy od nazwy świńska grypa, zaczęliśmy pisać wyłącznie o grypie i wirusie A/H1N1. Choroba ma teraz już mało wspólnego ze zwierzętami, przenosi się głównie z człowieka na człowieka. Kiedy mało wiedzieliśmy o wirusie, ten temat dostawał nawet 2-3 kolumny w wydaniu. Obecnie nowe informacje na temat grypy idą do krótkich notek, na dalsze strony gazety albo wcale podsumowuje Łukasz Antkiewicz z działu krajowego Dziennika. Chociaż dziennikarze w całej Europie szybko poczuli, że temat świńskiej grypy został wyeksploatowany, to jednak efekty ich wcześniejszych działań pozostawiły ślad m.in. w kondycji światowej gospodarki. Swojej decyzji nie cofną już władze Egiptu, które w czasie największej histerii zarządziły wybicie wszystkich świń w obawie przed zarażeniem obywateli wirusem tej choroby. Decyzja wzbudziła powszechne zdziwienie, tym bardziej, że nie odnotowano tam ani jednego przypadku zachorowania na grypę A/H1N1. Obopólne straty poniosła też Europa Zachodnia i Białoruś, która wstrzymała import mięsa wieprzowego z krajów Unii objętych epidemią. Są też jednak wygrani. Za kilka tygodni koncerny farmaceutyczne wypuszczą na rynek szczepionkę przeciw świńskiej grypie. Zainteresowanie jej kupnem już dzisiaj wyraziło większość państw. Będzie się więc działo, tym bardziej, że WHO zapowiada kolejną falę zachorowań jesienią. Tylko o czym będą pisać dziennikarze, jeżeli wszyscy się zaszczepią? Wszyscy? Na szczęście to niemożliwe reklama Mielec (woj. podkarpackie), 10 maja 2009 roku. Minister zdrowia Ewa Kopacz odwiedziła przebywającą na oddziale zakaźnym szpitala w Mielcu pacjentkę zarażoną wirusem A/H1N1. wydawca.com.pl portal rynku wydawniczego fot. Piotr Polak/PAP Tekst powstał pod kierunkiem redaktora stażu redakcyjnego, prowadzonego przez redakcję PDF, w ramach przedmiotu Warsztat informacji dziennikarskiej w Instytucie Dziennikarstwa UW.

7 Zapisz to, Kisch! Joanna Szczęsna dziennikarstwo dziennikarstwo Zapisz to, Kisch! Joanna Szczęsna Gen oszczędności W historii Wiery Gran zadziwia mnie, że można z taką zaciekłością starać się kogoś pognębić, nie mając właściwie dowodów. Mam wrażenie, że i dziś przy okazji wyciągania akt z IPN w podobny sposób niszczy się ludzi mówi Joanna Szczęsna. Z Joanna Szczęsną rozmawiała Agnieszka Wójcińska; fotografia: Jan Brykczyński Jak pani trafiła na historię Wiery Gran, śpiewaczki z warszawskiego getta, oskarżonej po wojnie o kolaborację z Niemcami? Jestem dość oczytana w literaturze dotyczącej getta warszawskiego i jego funkcjonowania, wiedziałam o istnieniu kabaretu w kawiarni Sztuka, obiło mi się o uszy nazwisko Wiery, słyszałam o wysuwanych wobec niej zarzutach. Ale nie wiem, czy zainteresowałabym się jej losem nie jestem miłośniczką piosenek, które śpiewała gdyby nie doktor Marek Edelman. Wiosną 2004 roku Wiera Gran zadzwoniła do niego z awanturą, że w jakimś wywiadzie powiedział coś, co jej zdaniem potwierdzało oskarżenia, a przynajmniej wskazywało, że miała w getcie jakieś konszachty z Niemcami. Jechałam akurat na urlop do Paryża i Edelman poprosił mnie, żebym do niej zatelefonowała, dowiedziała, co się z nią dzieje i o co chodzi. Udało się pani z nią porozmawiać? Zadzwoniłam, żeby się umówić, a ona trzymała mnie przy telefonie ponad godzinę. Nie sposób było przerwać jej oszalałego monologu o prześladowaniach, bojkocie, spisku, które zniszczyły jej karierę i zdrowie. Uznała zresztą, że podobnie jak doktor Edelman jestem w zmowie z jej prześladowcami. Gdy próbowałam przemówić się na następny dzień, oświadczyła: Rozumiem, przejrzałam panią, teraz musi się pani skontaktować ze swoimi mocodawcami. Więc rozmawiałam dalej. Wciągnęło mnie na tyle, że za wszelką cenę chciałam ją przekonać, że nie mam nic wspólnego z tymi, którzy ją oskarżali. Wtedy jeszcze niewiele o niej wiedziałam, nie miałam pojęcia, jak zachowywała się w getcie. No dobrze, myślałam, powiedzmy, że nawet w czasie wojny romansowała z jakimś Niemcem, ale co to ma dziś za znaczenie, przecież nawet morderstwa przedawniają się po 25 latach. Udało się pani ją przekonać o swojej niewinności? W końcu się poddałam. A następnego dnia to ona mnie odnalazła w Paryżu przez znajomych i przeprosiła. Początkowo wcale nie byłam pewna, czy będę o niej pisać, po prostu było mi jej żal, czułam, że przydadzą jej się rozmowy z kimś życzliwym. Pisze pani jednak w tekście, że namówienie jej na spotkanie trwało dwa lata. Bo w międzyczasie po archiwalnej kwerendzie i rozmowach w Paryżu i Warszawie z wieloma osobami, które znały Wierę nabrałam przekonania, że jest absolutnie niewinna, i że to plotki oraz ludzka bezwzględność doprowadziły ją do szaleństwa. Poczułam, że jeśli o tym nie napiszę, krzywda Wiery nie da mi spokoju. Do tego, żeby o niej pisać, musiałam się z nią spotkać. Za każdym razem, kiedy byłam w Paryżu, dzwoniłam, ona jednak wciąż odmawiała. Kiedyś przez kilka dni nie mogłam się dodzwonić i zdenerwowałam się, że może coś jej się stało, że potrzebuje pomocy. Znałam jej adres, więc pojechałam i od konsjerżki dowiedziałam się, że jest w domu. Udało mi się porozmawiać z nią przez domofon. Zaprosiła mnie do siebie. Tak zaczęły się nasze wielogodzinne rozmowy. Wielogodzinne? To było kilka spotkań po kilka godzin każde, u niej w domu. Kazała mi wyciągać z gniazdka wtyczkę od telefonu i wyłączać światło, a wszystko to z obawy przed podsłuchem i filmowaniem ukrytymi kamerami. A potem mówiła, mówiła, mówiła. Notowałam to po ciemku, spisywałam od razu po powrocie, bo bałam się, że później nie odcyfruję swoich gryzmołów. Przygotowywała się pani jakoś do tego spotkania, co do którego nawet nie mogła mieć pani pewności, czy nastąpi? Przestudiowałam jej niesamowicie emocjonalną autobiografię Sztafeta oszczerców i przygotowałam listę pytań. Przeczytałam wiele wspomnień z getta warszawskiego, fachowych opracowań o życiu kulturalnym tamże, a także publikacje naukowe o manii prześladowczej i psychozie. Kiedy piszę, bardzo szeroko zarzucam sieć na lektury dotyczące tematu. Pani bohaterka zmarła pod koniec 2007 roku. Tekst Piętno Wiery Gran ukazał się na wiosnę Wierzyła, że mój tekst ją oczyści i czekała na niego. Było dla mnie oczywiste, że niewinna, że jest ofiarą, ale też osobą szaloną. Obawiałam się więc, że mój tekst może ją zranić. A też rozczarować, bo ona chciała, żebym ja stała się jej mścicielem, napiętnowała jej prześladowców, Jonasza Turkowa i Władysława Szpilmana. A tego ja nie miałam zamiaru robić, o czym zresztą lojalnie ją uprzedziłam. Tak czy inaczej, nie potrafiłam napisać tego tekstu za jej życia i to jest jakaś moja klęska, może nie jako dziennikarza, ale jako człowieka. Nie zrobiłam jej tego prezentu przed śmiercią i to boli. Jakie były pani wrażenia, gdy przyszła pani do niej po raz pierwszy? W tekście wspomina pani o napisie na ścianie Ściga mnie szajka Polańskiego i Szpilmana i o tym, że jej zdaniem w abażurach zamontowano kamery. Miałam poczucie, że znalazłam się w środku cudzego szaleństwa, cudzej paranoi. Ale nie mogłam jej oczywiście powiedzieć: jest pani wariatką. To jak pani z nią rozmawiała? Przeważnie słuchałam. Ale próbowałam poszerzać szczeliny w zwartej konstrukcji jej manii prześladowczej. Jak tylko znalazłam jakąś lukę w jej rozumowaniu, zaraz się tego łapałam. Mówiłam, że w różne jej opowieści nie wierzę. Przekonywałam, że nie wszystko, co jej się wydaje, jest prawdą. Taki przykład: jedno z wydawnictw chciało wznowić Sztafetę oszczerców, a Wiera uznała, że to pułapka, bo w umowie znalazł się zapis, że to ona odpowiada za wszystkie roszczenia osób opisanych w książce. Przy kolejnej wizycie przywiozłam jej więc fragment mojej umowy, żeby pokazać, że taki zapis to dziś standard, że każde wydawnictwo chce się tak zabezpieczyć. Złościła się, ale myślę, że z czasem nabrała do mnie zaufania. Wiera Gran nie była łatwą bohaterką. Co robić z osobami, które stawiają taki opór? Wie pani, jak ktoś jest bardzo chętny i łatwy w rozmowie, to też niedobrze, materia powinna stawiać opór. Takim trudnym rozmówcą bo wszystko uważał za zbyt osobiste i prawie nigdy nie odpowiadał wprost na pytania był Władysław Kopaliński. W takiej sytuacji przydaje się metoda, którą nazywam okruszki do fartuszka. Ma tę wadę, że jest czasochłonna. Inna rzecz, że dobrego portretu nie da się zrobić tak rach-ciach. No więc ja przez lata znajomości z Kopalińskim notowałam wszystko, co mogłoby mi się przydać. To czasem było jedno zdanko, jakiś mały trop do sprawdzenia. A ze wszystkiego, co pisał, starałam się wydusić coś osobistego. Co nie było łatwe, bo pisywał jak wiadomo głównie encyklopedyczne hasła. Pisze pani, że przepychała Wierze ubikację, żeby udowodnić jej, że to nie kolejna, wymierzona w nią akcja prześladowców. Często zdarza się pani tak dalece wchodzić w życie bohaterów? No nie aż tak. To był przypadek szczególny, chciałam wybić ją z jej paranoi. Ale z wieloma moimi bohaterami łączy mnie więź i pozostaję z nimi w kontakcie. Bo czuję, że oni jakoś weszli w moje życie i nie mogę ich tak po prostu porzucić. Co pani chciała przekazać czytelnikom tym reportażem? Chciałam przekonać ich, że Wiera jest niewinna, oczyścić jej imię. Ale też pokazać pewne ogólne mechanizmy funkcjonowania plotki, pomówienia, oszczerstwa. To ciekawe, że oskarżenia wobec Wiery rosły niczym kula śniegowa: im więcej czasu upływało od wojny, tym było ich więcej i tym były poważniejsze. Zaczęło się od rzekomego romansu z żydowskim współpracownikiem gestapo, potem już była kochanką Niemców, potem wydawała Żydów ukrywających się po aryjskiej stronie i tak dalej. Wreszcie interesowało mnie, jak niesłuszne oskarżenia mogą zniszczyć czyjeś życie, bo przecież Wiera od tego właśnie oszalała. I jeszcze chciałam zrozumieć, skąd wzięła się w jej wrogach ta niesamowita zaciekłość. Może to kwestia tego, że ci, którzy ocaleli z zagłady, musieli mieli sobie coś za złe: nie przyszli na czas, gdy rodzinę zabierali na Umslagplatz, nie pożegnali się, nie zrobili wszystkiego, by ich ocalić. Przeżyli, ale z potworną traumą, garbem nie do udźwignięcia. I pewną satysfakcję mogło im dać przekonanie, że ktoś inny zachował się gorzej niż oni. Czyli Wiera Gran stała się kozłem ofiarnym, który zbierał negatywne emocje, poczucie winy? Wierze Gran na pewno nie pomogła olśniewająca uroda i piękny głos. To budzi zawiść. A też miała trudny charakter: wyniosła, wymagająca, walącą prawdę prosto z mostu, ludzi trzymała na dystans. Jestem absolutnie przekonana o jej niewinności. A też o tym, że w każdym z nas czai się szaleństwo. Wystarczy poczucie krzywdy, długotrwały stres, brak wsparcia i naprawdę możemy zwariować. Gdy czytałam pani reportaż, przyszło mi do głowy, że coś podobnego dzieje się w ostatnich latach przy okazji lustracji. To skojarzenie nasuwa się samo. W przypadku papierów z IPN-u oskarżenia opierają się często na podobnie wątłych przesłankach. Mam poczucie, że cały czas jesteśmy świadkami, jak niszczy się ludziom życie. Nie rozumiem, jak można krzesać w sobie zapał, żeby kogoś tak pognębić. Portret bohatera to specyficzna forma reportażu. Co pani zdaniem jest istotne przy tego typu tekstach? Empatia. Ale taka, która nie wyłącza krytycyzmu. Nie mam recepty na reportaże-portrety. Przy każdym tekście wszystko zaczyna się od nowa, a rutyna nie pomaga, raczej przeszkadza w pisaniu. Na pewno w jakimś momencie musi się pojawić szkielet konstrukcyjny, wokół którego budujemy historię. W przypadku Wiery Gran to były nim pomówienia i oszczerstwa, które towarzyszyły jej przez całe życie. Miała pani całe mnóstwo materiałów rozmowy ze swoją bohaterką i świadkami wydarzeń z czasów wojny, książki historyczne, dokumenty z ŻIH-u i IPN-u. Jak pani wybierała to, co znajdzie się w tekście? Sztuka pisania to sztuka eliminacji. Zwykle mam epicki rozmach przy robieniu researchu i później nieźle się z tym biedzę. Ale uważam, że aby napisać 10 stron tekstu, trzeba mieć 100 stron notatek i materiałów. Żeby zdanie niosło to, co chce się przekazać, trzeba wiedzieć dużo więcej, niż może się w tym zdaniu pomieścić. Pisanie to pewna chemia. Należy uchwycić właściwą gęstość zdania, to jest stopień nasycenia faktami i informacjami, a też odpowiednie proporcje w tekście między opisem, dialogiem, anegdotą, refleksją. Gdy jest za gęsto, czytelnik się gubi, ale zbyt cienka zupka też mu nie smakuje. Do pewnego momentu tekst jest dla mnie magmą, której nie ogarniam. Jego kształt wyłania się powoli. Jak długo trwa ten proces? Mam jak mówię długą rozbiegówkę. Czasem pierwszy akapit piszę trzy dni, a potem wyrzucam go do kosza. Ale ze świadomością, że to był niezbędny proces. Gdy przekraczam połowę tekstu, praca w jakiś tajemniczy sposób nabiera przyspieszenia. Zawsze jednak mam poczucie, że zabrakło mi czasu, stąd najbardziej dopieszczony jest u mnie początek, bo za każdym razem, gdy otwieram tekst w komputerze, czytam go i redaguję od początku. W ostatniej redakcji czytam go sobie na głos. Jeśli się potykam, mylę, znaczy, że trzeba coś zmienić. Bo czytanie powinno iść tak naturalnie, jak oddychanie. A co z tym, co nie wchodzi do reportażu? Często pączkują z tego nowe teksty. Pochodzę z bardzo oszczędnej rodziny, w której nic nie mogło się zmarnować. Jak skwaśniał twarożek, mama robiła leniwe pierogi. Ja nie lubię gotować, ale też nie lubię, jak coś mi się marnuje. Kiedy robiłam portret Czerniakowa, zgromadziłam tyle materiału, że dało się z tego później wykroić tekst o Mordechaju Rumkowskim, przełożonym starszeństwa Żydów w Łodzi. Co panią najbardziej kręci w tym zawodzie? Moc, jaką mają słowa. Lata temu napisałam reportaż Znajduchy o prowadzonym w Wielkopolsce przez małżeństwo psychologów domu opieki, w którym znaleźli przystań najrozmaitsi wykluczeni. Odzew przeszedł moje najśmielsze oczekiwania: czytelnicy masowo wpłacali pieniądze, zgłaszali się do pracy jako wolontariusze, przedsiębiorcy słali materiały budowlane, a rolnicy żywność. Rosło serce. Ale trzeba też pamiętać, że słowo może niszczyć. Kiedy czytałam materiały o Wierze zgromadzone w ŻIH-u, zwróciłam uwagę, że relacjonując jej proces przed żydowskim sądem obywatelskim w latach 40., prasa przytaczała jedynie zeznania tych świadków, którzy wysuwali pod jej adresem najbardziej absurdalne oskarżenia. Potem okazało się, że byli to ludzie niewiarygodni, często w ogóle nie znali oskarżonej, zaś sąd nie wziął ich zeznań pod uwagę. Tego już jednak w gazetach nie napisano. Trudno oprzeć się wrażeniu, że do zawodu dziennikarskiego garną się i ścierwojady. No, ale ja wierzę, że słowem też można coś odwrócić i naprawić. Mam nadzieję, że od Piętna Wiery Gran rozpocznie się proces jej rehabilitacji w pamięci społecznej. Joanna Szczęsna Reporterka i pisarka. Uczestniczka konspiracyjnej organizacji Ruch, związała się z KSS KOR, za co w 1977 została zwolniona z pracy w Rozgłośni Harcerskiej. Współtwórca niezależnej prasy w Polsce: Biuletynu Informacyjnego Komitetu Obrony Robotników ( ), Prasowej Agencji Solidarności AS ( ). Od 1989 pracuje w Gazecie Wyborczej. Uchodzi za osobę, która przeforsowała zachowanie tymczasowego tytułu dziennika po wyborach 4 czerwca 1989 roku. Wspólnie z Anną Bikont jest autorką książek: Pamiątkowe rupiecie, przyjaciele i sny Wisławy Szymborskiej oraz Lawina i kamienie. Pisarze wobec komunizmu, za którą obie autorki uhonorowano Nagrodą Wielką Fundacji Kultury w 2007 roku. tekst: na podstawie Wikipedii 12 13

8 Kolumna Zygmunta fotografia PR Wiwisekcja Rzeczywistość ukryta pod spódnicą Fotoreportaż o tematyce społecznej, przeżywający trudne chwile w prasie ilustrowanej, niespodziewanie zawitał do niektórych tytułów modowych. Andrzej Zygmuntowicz Z nastaniem prasy obficie ilustrowanej fotoreportażami, a stało to się na początku lat 30. XX wieku, społeczność światowa otrzymała wiarygodne źródło wiedzy o świecie w każdym jego zakątku, o jego mieszkańcach, ich pomysłach na życie i o relacjach, jakie tworzą między sobą. Obraz fotograficzny przez bogactwo łatwo przyswajalnej informacji, obfitość detali, wieloplanowość, pomagającą wędrować oku widza od ogółu do szczegółu i z powrotem, na dziesięciolecia zdominował prasę o charakterze informacyjnym, a szczególnie tygodniki i miesięczniki społeczno-polityczne. Prywatnie w miejscu publicznym Wraz z pojawieniem się telewizorów, to w nich ulokowało się źródło wizualnego poznawania współczesności. Fotoreportaż powoli zaczął znikać z prasy, i to nie tylko za sprawą łatwiejszego odbierania informacji za pośrednictwem telewizora. W prasie dobili go reklamodawcy, nieżyczący sobie sąsiedztwa tematów trudnych i niemiłych obok ich pogodnych reklam, zapraszających do wygodnego i bezstresowego życia. I choć dziś fotoreportaż znalazł dla siebie znacznie lepsze miejsce, jakim jest Internet, pojawiło się nowe zagrożenie z dość niespodziewanej strony. Prawnicy zza oceanu jako pierwsi, szukając łatwych źródeł dochodów, wykreowali nowy przepis prawny, który niebywale ograniczył możliwości działania fotoreporterów. Według aktualnie obowiązujących zasad nie wolno publikować zdjęć ukazujących człowieka bez uzyskania jego zgody na wykorzystanie wizerunku. Okazuje się, że, będąc w przestrzeni wspólnej, o publicznym charakterze, jak ulica, park, targowisko czy stadion, obywatel jest tak prywatny, jak u siebie w domu. Także wtedy, gdy niegodnie załatwia swoje potrzeby fizjologiczne w bramie czy parku, gdy bije innego, bo taki 14 Steven Meisel - State of Emergency Steven Meisel - Makeover Madness Terry Richardson - Sisley Terry Richardson - Sisley Przedruk zdjęć ma charakter edukacyjny ma kaprys, gdy zrywa łańcuszek z szyi zaskoczonej pasażerce tramwaju, czy gdy okłada własne dziecię za to, że w nowych bucikach tapla się w kałuży. Czy taki obywatel wyrazi zgodę na publikację zdjęć? W końcu ma takie samo prawo do prywatności jak każdy inny osobnik. Żeby ominąć ograniczenia Prawne ograniczenia są jednym z istotnych powodów coraz częstszego pojawiania się w prasie, a także na konkursach fotoreportażu z World Press Photo czy naszym Grand Press Photo, materiałów typowo dokumentalnych, o prostej budowie, z jednym bohaterem w centrum kadru. Jest oczywiste, że bohater wyraził zgodę, bo inaczej tak bliski kontakt fotografującego z fotografowanym nie byłby możliwy. Fotodokumenty nie opisują zbyt dobrze wielowarstwowości współczesnego życia w odróżnieniu od fotoreportażu. Z reguły są statyczne, bez narracji, z ograniczoną rolą planów i nie wypunktowują istotnych szczegółów wzmacniających przekaz. Wielu tematów nie da się przedstawić poprzez fotodokument. Prawne utrudnienia w dostępie do bohaterów powodują, że sporo ważnych tematów pozostaje poza zasięgiem fotoreporterów. Okazało się niedawno, że analiza współczesności może odbywać się na zupełnie innej płaszczyźnie, omijającej ograniczenia stawiane przez prawników. Z pomocą w opowiadaniu o dzisiejszych relacjach międzyludzkich przychodzą, ku powszechnemu zaskoczeniu, niektórzy fotografowie mody. W ogromnej większości zajmują się dość prostym, acz warsztatowo doskonałym ukazywaniem szat kusząco dopasowanych do zgrabnych ciał. Fotografia mody generalnie wytwarza obrazy lekkie, łatwe i przyjemne. Jednak zdarzają się i w niej realizacje niestandardowe, gdzie przyodzienia pięknych ciał są tylko pretekstem do poważniejszego zastanawiania się nad dynamicznymi przemianami obyczajowymi, jakich świadkami jesteśmy od początku XXI wieku. Magazyny mody, w powszechnym odczuciu, nie są miejscami, gdzie szuka się poważnych materiałów o życiu dzisiejszego człowieka. Tym większe zaskoczenie, że właśnie w nich, ale tylko w nielicznych tytułach, znajdziemy zwizualizowane problemy współczesności, niemające dobrego opisu fotoreporterskiego. Piękno i głębia Na reklamowych zdjęciach Terriego Richardsona, robionych dla znanej marki Sisley, widać młodych ludzi dość dobrze sytuowanych, których jedynym celem jest używanie życia bez żadnych granic, teraz, zachłannie, bez oglądania się na nic i nikogo. Zabawa do upadłego, do całkowitej utraty sił, żeby tylko dużo i szybko się działo. Co potem, nie ma znaczenia. Kontekst erotyczny niemal w każdym kadrze, ale czyż to nie jest prawda życia sporej grupy młodych i tęsknota pozostałych? Takie wątki odnajdziemy i w reportażach, ale nie z taką mocą, z taką ilością szczegółów, wyrazistymi gestami i grymasami twarzy bohaterów goniących za kuszącą iluzją życia wypełnionego zabawą. Kadry Richardsona mają wyraźnie reporterski charakter. Światło, tak łatwe do manipulowania w fotografii reklamowej, tu naturalne, czasem zastosowana zwykła lampa błyskowa, jak w czasie robienia pamiątkowych zdjęć na imprezie. Życie rodzinne rzadko kiedy staje się tematem współczesnego reportażu. Szczególnie takie zwykłe codzienność żony, męża i ich dzieci. Gdy nie ma dramatu, czegoś sensacyjnego, skandalu, gazeta nie będzie zainteresowana publikacją takiego nudnego materiału. Steven Klein, czołowy współczesny fotograf mody, zrealizował rodzinny fotoesej, wykorzystując znane twarze Brada Pitta i Angeliny Jolie. Zagrali męża i żonę z gromadką dzieci (to akurat ich naturalna codzienność), przeżywających chwile radości, napięć, niesnasek, czułości i ciepła, jak to w zwykłej rodzinie bywa. Takich materiałów fotoreporterzy nie robią, bo zwykli obywatele niechętnie dają się fotografować w trochę intymnych domowych sytuacjach, a dodatkowo wydawcy nie chcą takich zdjęć publikować. Rozbudowane eseje modowe, będące obrazem tego, co aktualnie dzieje się w życiu społecznym, od lat realizuje Steven Meisel. Jego seria zdjęć Asexual Revolution to poruszająca wizja zatracania różnic między kobietami i mężczyznami i skutków tego procesu dla obu płci. Esej Makeover Madness to z kolei mocna wizualnie opowieść o szaleństwie operacji plastycznych, o uleganiu presji bycia wiecznie młodym i pięknym, niezależnie od wszelkich kosztów. Meisel połączył kadry typowo reporterskie z badań lekarskich, operacji i odpoczynku z kadrami klasycznie dokumentalnymi, ukazującymi postaci przed operacją i po niej. A wszystko w pięknych strojach, wskazujących, dla kogo takie ryzykowne zabawy z własnym ciałem są możliwe. Materiał State of Emergency to przejmująca wizja agresji władzy wobec obywatela pod płaszczykiem walki z zagrożeniem terrorystycznym. Zdjęcia zostały zainspirowane prywatnymi fotografiami wykonanymi przez amerykańskich żołnierzy pilnujących irackich więźniów w Abu Ghraib które to wyciekły do Internetu i przyczyniły się do kompromitacji amerykańskiej metody szerzenia idei wolności wśród zniewolonych społeczeństw. Fotografia mody to oczywista stylizacja, najważniejsze są ciuchy, ale gdy fotoreporterzy nie mogą niektórych tematów ruszyć, to właśnie ta odległa od rzeczywistości społecznej gałąź fotografii przychodzi z pomocą, by żaden ważny wątek naszego życia nie został pominięty. Pod pięknymi strojami da się naprawdę dużo przemycić. Rzemieślnicy W ciągu ostatnich kilku miesięcy z On Board PR odeszło blisko 25 proc. załogi. Czy jedna z największych agencji PR w Polsce, specjalizująca się m.in. w zarządzaniu kryzysowym, sama przez ostatnie kilka miesięcy przeżywała poważny kryzys wewnętrzny czy tylko skutki złej sytuacji gospodarczej? Paweł H. Olek Rzadko używamy w stosunku do naszej firmy nazwy agencja. Wolimy mówić o sobie, że jesteśmy firmą doradczą specjalizującą się w PR zaznacza Norbert Kilen, dyrektor strategiczny On Board Public Relations. On Board PR w 1996 roku założył Norbert Ofmański, obecny dyrektor zarządzający. Tak, jak wszystkie agencje PR-owskie w Polsce w tamtych latach, firma zaczynały od prostych projektów, np. o charakterze eventowym, bardzo medialnym opowiada Norbert Kilen. Obecnie w firmie zatrudnionych jest ponad 40 osób, przez co jest jedną z największych firm w branży PR. On Board jest jedną z większych i bardziej profesjonalnych agencji. Jednak mogłaby być bardziej ekspansywna, jeśli chodzi o zaistnienie w mediach. Artykuły ich konsultantów można czasem znaleźć w prasie fachowej (np. Brief, Pro-kreacja ), ale już w prasie biznesowej niekoniecznie ocenia Mirosław Konkel, dziennikarz Pulsu Biznesu. Agencja z problemem Na początku najbardziej dynamicznie rozwijała się współpraca z firmami farmaceutycznymi. Jesteśmy dziś w ścisłej czołówce, jeżeli chodzi o HealthCare. Podejrzewam, że w Polsce jest zaledwie kilka firm, które mogą się pochwalić zbliżonym doświadczeniem zaznacza Norbert Kilen. Oprócz tego w firmie są również Corporate czyli korporacyjny, oraz Brand PR, zajmujący się markami. Na dzień dzisiejszy najwięcej mamy projektów korporacyjnych ocenia Norbert Kilen. Pod koniec ubiegłego roku dział Czy według Pana PR jest rzemiosłem? Norbert Kilen: Zdecydowanie tak. Pierwsze zadanie PR? Współprowadziłem kiedyś agencję wydawniczo-promocyjną. Pod koniec lat 90. wydaliśmy m.in. multimedialny Poczet Władców Polski. Jako twórcy projektu byliśmy żywo zainteresowani tym, aby płyta CD-ROM sprzedała się w jak największej liczbie egzemplarzy. Brand PR omal nie przestał istnieć. Jak informował lutowy Press, w związku ze zwolnieniem jego szefowej Moniki Jasłowskiej z działu odeszło 12 z 14 osób. To blisko 25 proc. wszystkich wówczas zatrudnionych pracowników agencji. Na portalu PRoto.pl zawrzało. Jeden z internautów pisał: Odeszliśmy z agencji przede wszystkim dlatego, że nie mieliśmy możliwości realizacji własnych pomysłów, dlatego, że nie zgadzaliśmy się ze stylem pracy Prezesa i także dlatego, że wprowadzał on w pracy nerwową atmosferę. Zdaniem b. PR-owców w On Boardzie preferowano garniturowy sposób bycia, wszelkie odstępstwa od takiego zachowania nie zyskiwały jego poparcia i... szans na awans. To jest biznes, każdy szef dobiera sobie taki zespół, z jakim dobrze mu się pracuje, choć, przyznaje, atmosfera nie była najprzyjemniejsza dodaje b. pracownik, pragnący zachować anonimowość. Cała ta sprawa jest dla nas bardzo bolesna. Przykre było rozstanie się z szefową tego działu, jak i z częścią zespołu, który stworzyła skomentował Norbert Kilen. Firma na godziny Firma od lat współpracuje z organizacjami pozarządowymi, m.in. Fundacją Moja Afryka czy Fundacją Marka Kamińskiego. Średnio raz w miesiącu zgłasza się jakaś Kampania na rzecz pracowników ochrony realizowana przez On Board na zlecenie NSZZ Solidarność otrzymała trzy międzynarodowe nagrody: SABRE Award, Mercury Excellence Award, Magellan Awards 2008 Wykształcenie? Niekoniecznie Chcieliśmy, aby w mediach ukazały się recenzje tego produktu. Mimo sporych doświadczeń dziennikarskich, takie PR-owe zadanie było dla nas dużym wyzwaniem. Udało się. Mieliśmy mnóstwo publikacji, kilkadziesiąt na temat samego produktu (recenzja, opis). Przełożyło się to na bardzo dobre wyniki finansowe w ciągu 3 miesięcy sprzedaliśmy 20 tysięcy płyt. Czy jest Pan człowiekiem zorganizowanym? Staram się, choć nie zawsze mi to wychodzi. Nie lubię działań podejmowanych ad hoc. Czy to było kluczem Pana sukcesu? Nie widzę swojego rozwoju zawodowego jako pasma sukcesów wieńczących tytaniczny wysiłek. To po prostu praca w branży, która mnie interesuje i przychodzenie pewnych szans czy okazji, które mnie cieszą. Co według Pana czyni dobrego PR-owca? Odpowiedzialność, analityczny sposób myślenia, gotowość do organizacja z propozycją współpracy, prośbą o wsparcie PR-owe. 80 procent takich próśb spotyka się z naszą odmową, gdyż działanie na rzecz takich organizacji musi korespondować z tym, czym się zajmujemy. Norbert Kilen zwraca uwagę na dwupoziomowy wymiar takiej współpracy. Z jednej strony pracownicy firmy, posiadając fachową wiedzę w sferze komunikowania, doradzając organizacjom humanitarnym, mogą zmieniać świat na lepsze. Z drugiej jest to zwyczajny dobry marketing. Wierzę, że jeżeli komuś pomagamy, wraca to do nas. I nie w sensie metafizycznym, tylko bardzo konkretnym. On Board wysyła też do mediów raporty przygotowywane z agencjami badania rynku. Np. 12 maja razem z PBS DGA firma przygotowała raport Innowacja z Polski. Dzięki temu agencja ma stałe miejsce w wielu tytułach. Zdarzało mi się korzystać z raportów On Board PR. Są bardzo dobrze przygotowane mówi Mirosław Konkel. On Board w sieci Agencja należy do międzynarodowej sieci ECCO Network. Zdaniem kierownictwa daje to duże korzyści. Nasz austriacki partner z ECCO informuje nas, że jeden z jego klientów otwiera w Polsce biuro i szuka wsparcia PR. Jest naturalne, że jesteśmy pierwszym nauki, otwartość, zainteresowanie tym, co się robi, oraz pracowitość. To nie ma nic wspólnego z wykształceniem. Jeżeli ktoś zgłosi się do On Board PR np. po historii sztuki i będzie osobą odpowiedzialną, inteligentną i taką, która chce się uczyć, to, jeżeli zależałoby to ode mnie, bardzo chętnie bym ją zatrudnił. Wolałbym taką osobę od mało rozgarniętego absolwenta nawet najbardziej PR-owego kierunku w Polsce. Norbert Kilen, dyrektor strategiczny On Board PR fot. On Board PR kandydatem do realizacji projektów PR dla takiej firmy tłumaczy Norbert Kilen. Kolejnym plusem są większe możliwości realizacyjne. Na przykład dla jednej z polskich firm realizowaliśmy działania w Hiszpanii. Tak, jak jesteśmy naturalnym partnerem dla Austriaków, tak od razu wiemy, do kogo zgłosić się w Hiszpanii. Po jednej rozmowie telefonicznej wiemy, ile wszystko kosztuje, jakie są możliwości, znamy rekomendacje hiszpańskiej firmy PR dodaje. Również know-how zalicza się do niekwestionowanych pozytywów bycia w sieci: Wysyłając z pytaniem, mogę bardzo szybko otrzymać odpowiedź z różnych regionów świata na temat np. wyceny działań czy możliwości angażowania się w międzynarodowe projekty stwierdza Kilen. Testem w stażystę Jak się tam dostać? Po pierwsze CV. Potem dostaje się zaproszenie na spotkanie, na którym należy wypełnić kilkustronicowy test. To nie jest test na inteligencję ani nie jest to test matematyczny czy psychologiczny. Jest to sprawdzian ogólnej orientacji w zagadnieniach PR zaznacza Norbert Kilen. Jego zdaniem celem testu jest odfiltrowanie ludzi, dla których zgłoszenie się na praktyki w firmie było jedynie sposobem na zabicie czasu i zarobieniu kilku złotych. Przykładowe pytania to: wymień znane Ci agencje PR w Polsce oraz dwa lub trzy pisma marketingowe. Jeżeli osoba nie jest w stanie odpowiedzieć na takie pytania, oznacza to, że zupełnie nie orientuje się w naszej branży ocenia Kilen. Potem, w zależności od tego, jak dana osoba wypadła w teście, odbywa się rozmowa z menedżerem działu, w którym taki staż mógłby się rozpocząć. Jeżeli się spodoba, zostaje przyjęta. Staż trwa trzy miesiące, jest płatny. Oczekujemy dyspozycyjności, to znaczy że staż odbywa się w normalnych godzinach pracy. Zadaniem stażysty jest zazwyczaj pomóc w prostych pracach, tzn. w takich, w których może wyręczyć kogoś z dłuższym stażem w firmie. Stażysta nie jest włączany w bardzo odpowiedzialne zadania. Wychodzimy z założenia, że te osoby przyszły się czegoś nauczyć, a nie dźwigać ciężar odpowiedzialności. Mogę spokojnie powiedzieć, że ponad połowa pracowników On Board PR to osoby, które zaczynały u nas od stażu ocenia Kilen. 15

9 To PRoste / Case study PR PR W PRaktyce Relacje inwestorskie Warszawska Giełda Papierów Wartościowych jest liderem w regionie Europy Środkowo-Wschodniej i jednym z najdynamiczniej rozwijających się rynków kapitałowych na świecie. Prawie pół tysiąca notowanych na niej spółek poza innymi działaniami komunikacyjnymi prowadzi, z mniejszym lub większym sukcesem, relacje inwestorskie (investor relations). Czym one są w porównaniu do public relations? Czy IR to tylko praca z liczbami w sprawozdaniach finansowych? Jakie kompetencje trzeba mieć, aby być dobrym IR-owcem? Na pytania odpowiada Piotr Biernacki, Dyrektor Działu Relacji Inwestorskich w Euro RSCG Sensors, związany z rynkiem kapitałowym od dziesięciu lat. Czy relacje inwestorskie różnią się od public relations? Zarówno relacje inwestorskie, jak i public relations są funkcjami zarządzania związanymi z komunikacją firmy. W przypadku relacji inwestorskich mamy wyraźnie określoną grupę docelową są to jej aktualni i potencjalni akcjonariusze, czyli osoby fizyczne i prawne, które przekazały spółce środki po to, aby ta je korzystnie zainwestowała i pomnożyła. Jednak relacje inwestorskie wpływają na inne obszary działań komunikacyjnych, bo przekazy kierowane do inwestorów trafiają też do pracowników firmy, jej klientów i kontrahentów. Ważne jest, aby zawsze pamiętać o strategii komunikacyjnej firmy i spójnie koordynować działania z zakresu relacji inwestorskich z innymi działaniami komunikacyjnymi, prowadzonymi np. w ramach media relations czy komunikacji marketingowej lub wewnętrznej. Czy osoba prowadząca relacje inwestorskie powinna mieć jakieś szczególne umiejętności lub wiedzę? Zawód doradcy ds. relacji inwestorskich jest jedną z najbardziej wszechstronnych profesji, jakie znam. IR-owiec musi umieć łączyć kompetencje eksperta od komunikacji z wiedzą finansową i prawniczą. Po pierwsze to, jak komunikuje się spółka notowana na giełdzie, jest ujęte w pewne ramy prawne. Odpowiednie ustawy i rozporządzenia określają, jakie informacje i kiedy spółka musi, a jakie może przekazywać do publicznej wiadomości. Po drugie, ponieważ w ramach relacji inwestorskich komunikujemy się przede wszystkim z zarządzającymi funduszami i analitykami, czyli z osobami o dużej wiedzy w zakresie finansów, IR-owiec musi płynnie poruszać się w takich tematach, jak sprawozdania finansowe, bilans, rachunek zysków i strat, cash-flow, czy też modele analityczne. To niezbędne, aby być równorzędnym partnerem w rozmowach z inwestorami. I po trzecie, nasza praca polega na komunikowaniu. Musimy znać różne metody i techniki komunikacji, których właściwe wykorzystanie pomaga w osiągnięciu celów stawianych przed relacjami inwestorskimi. Co jest ciekawego w pracy IR-owca? Chociaż z pozoru może wydawać się, że relacje inwestorskie to praca z liczbami, tabelkami i danymi finansowymi, osoba, która zajmuje się relacjami inwestorskimi wie, jak duża część budowania odpowiedniego wizerunku spółki notowanej na giełdzie opiera się na czynnikach psychologicznych. Liczby zawarte w raportach finansowych są pewną twardą podstawą naszej pracy, ale ogromną jej część stanowi właściwie prowadzona komunikacja, często interpersonalna. Żaden poważny inwestor nie zaufa samym liczbom, jeśli nie będzie miał okazji spotkać się z zarządem spółki. Dopiero wtedy, znając dane finansowe i patrząc w oczy prezesowi, rozmawiając z nim, może zdecydować, czy wierzy w plany rozwoju spółki. Jeśli uwierzy, jest duża szansa, że zdecyduje się w nią zainwestować. A nie ma prawie nic bardziej satysfakcjonującego niż debiut na giełdzie spółki, nad której sukcesem pracowało się przez wiele miesięcy. Piotr Biernacki dyrektor Działu Relacji Inwestorskich w Euro RSCG Sensors Jeśli macie pytania, piszcie: Patronat merytoryczny: Testosteron w akcji Skąpo ubrane dziewczyny wykonujące w reklamach telewizyjnych typowo męskie zawody wywołały w ubiegłym roku ogólnopolski skandal. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zakazała emisji spotu, a do Rady Reklamy wpłynęło na nią 37 skarg; tylko jedna reklama miała ich w 2008 roku więcej. Tak wszedł na rynek wirtualny operator telefonii komórkowej Mobilking. Maciej Wernicki Zanim doszło do pierwszej emisji kontrowersyjnego spotu, w drugiej połowie 2007 roku z firmą Mobile Entertainment Company rozpoczęła współpracę agencja Ciszewski PR. Prawdziwy facet czyli... Pierwszym zadaniem, jakie stało przed agencją jeszcze przed launchem, było pobudzenie świadomości wśród przyszłych klientów sieci: chodziło o to, aby grupa docelowa widziała w sobie tzw. prawdziwego faceta, co w konsekwencji prowadziłoby do zainteresowania MOBILKINGIEM. Dlatego agencja wynajęła firmę badawczą TNS OBOP, która miała zanalizować wizerunek współczesnego prawdziwego mężczyzny. Ich wyniki jasno wskazywały na to, twardy macho jest nadal w cenie, zaś wymuskani pięknisie odchodzą do lamusa. Kobietom wciąż najbardziej podobają się silni, nieco szorstcy faceci, a najbardziej męskie zawody to te, które wymagają tężyzny fizycznej: żołnierz i... strażak. Na trzy miesiące przed premierą Ciszewski zainicjował ogólnopolską dyskusję na temat wizerunku mężczyzn. Wynikami badań zainteresowano dziennikarzy najważniejszych mediów w Polsce. Wizerunek prawdziwego macho był omawiany w dziennikach ogólnopolskich, regionalnych, w stacjach radiowych wszyscy chcieli wiedzieć, jak wygląda prawdziwy mężczyzna w XXI wieku. By spopularyzować wyniki badań, nawiązano współpracę m.in. z jednym z czołowych socjologów oraz ze znanymi osobami, postrzeganymi jako uosobienie prawdziwych mężczyzn: siłaczem oraz bokserem. Zakazane reklamy MOBILKING został po raz pierwszy zaprezentowany 6 lutego 2008 roku. Wejście wspierały intensywna akcja teaserowa i kampania reklamowa. Głównym hasłem było Zero ukrytych opłat. W spocie reklamowym skąpo ubrane dziewczyny nieudolnie wykonywały typowo męskie czynności: strzelały z karabinu, gasiły pożar, czy naprawiały samochód. Telewizyjne migawki narobiły sporego zamieszania swojego oburzenia nie kryły organizacje feministyczne, zaś niedługo później Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zakazała emisji kontrowersyjnych reklam. Do biura Rady wpłynęło kilkanaście skarg na reklamy nowego operatora, w większości od organizacji feministycznych. W wyniku zakazu emisji w telewizji umieszczono wersje ocenzurowane, natomiast pełne spoty można było obejrzeć na stronie Na konferencji prasowej przedstawiciele sieci MOBILKING odnieśli się do decyzji KRRiT i pokazali nowe, ocenzurowane wersje reklam. Efekty Do końca 2007 roku działało w Polsce czterech głównych operatorów sieci telefonii komórkowej (Orange, Plus, Era i Play) i trzech operatorów wirtualnych (mbank mobile, MyAvon i WPmobi). Polscy operatorzy internetowi zgromadzili do tego momentu nieco ponad 50 tys. klientów (wg raportu GUS za 2007 r.). W trzech pierwszych miesiącach Mobilking miał już blisko 50 tys. użytkowników, czyli mniej więcej tyle, ile wszyscy pozostali MVNO zdobyli w ciągu kilkunastu poprzednich miesięcy. Po kolejnych trzech operator miał już ponad 100 tys. klientów (stutysięczny klient pojechał w nagrodę na mecz Barcelony na Camp Nou) oraz szczycił się pod koniec ubiegłego roku opinią najbardziej rozpoznawalnej marki MVNO w Polsce (wg badań PBS DGA przedstawionych w raporcie Marka MVNO firmy doradczej On Board PR). W ciągu pierwszych 12 miesięcy współpracy (lipiec 2007 lipiec 2008) w mediach pojawiło się prawie tysiąc informacji na temat operatora. W Internecie znalazło się 707 wzmianek, w prasie 122. W telewizji o wirtualnym operatorze powiedziano w tym czasie 20 razy, a w radiu 33. Agencja: Ciszewski Public Relations Wysokość budżetu marketingowego: ok. 20 mln PLN Czas współpracy: lipiec 2007 marzec 2009 Pomiędzy spółką a akcjonariuszami Zdaniem PR-owców relacje inwestorskie (IR) są jedną z trudniejszych dziedzin public relations. Łączą w sobie ekonomię, prawo oraz PR. A mały błąd może drogo kosztować Łukasz Sosiński Rok Na rynku papierów wartościowych w Warszawie ma zadebiutować jeden z producentów odzieży. Jednak wcześniej w głównych dziennikach ukazuje się ogłoszenie ze złą datą zapisu na akcje. Komisja Nadzoru Finansowego błyskawicznie zawiesza trwającą kampanię informacyjną. Jaki był efekt drobnego błędu w takich relacjach inwestorskich? Zmarnowane dziesiątki tysięcy złotych i strata cennego czasu zaraz przed emisją akcji firmy. Dobre relacje inwestorskie pozwalają uczestnikom rynku kapitałowego i dziennikarzom na właściwe zrozumienie biznesu spółki, jej strategii i perspektyw. Wiedza ta jest niezbędna do podejmowania odpowiednich decyzji inwestycyjnych i właściwej wyceny spółki tłumaczy Piotr Piotrowski, corporate communications manager z agencji relacji inwestorskich CC Group. Specjaliści zajmujący się relacjami inwestorskimi zgodnie przyznają, że to jedna z najtrudniejszych dziedzin PR, ponieważ łączy w sobie ekonomię, prawo o spółkach publicznych i PR. W pracy specjalisty ds. IR trudne jest umiejętne połączenie wielu dziedzin związanych z obszarem działania firmy, określonymi zasadami sprawozdawczości finansowej i zdolnościami komunikacyjnymi komentuje Dariusz Marszałek z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Dlatego często osoby zajmujące się IR wcześniej były dziennikarzami gazet ekonomicznych. Na przykład spośród członków rady nadzorczej agencji Everest Consulting większość pracowała w Gazecie Giełdy Parkiet. W lepszym świetle Relacje z inwestorami są dla spółek elementem ich krwiobiegu; to inwestorzy, kupując akcje, dają firmie olbrzymie fundusze, które pozwalają jej rozwinąć działalność. Na tym jednak nie koniec. Kolejne emisje akcji to następne realne pieniądze. Firmy nauczyły się doceniać to wyjątkowe źródło dochodu i wiedzą, że inwestorzy muszą znać spółkę i ufać jej. W tym celu tworzone są relacje inwestorskie. Firmy zajmujące się relacjami inwestorskimi działają w dwóch etapach. Pierwszy, przed emisją akcji, trwa kilka miesięcy. Jego celem jest zapoznanie inwestorów z nową spółką, która wkroczy na GPW, i zachęcenie ich do zakupu jej akcji. Drugi etap to utrzymywanie dobrych relacji z akcjonariuszami, informowanie ich na bieżąco o kondycji spółki i zachęcanie do dalszego powierzania oszczędności. Relacje inwestorskie to najprościej mówiąc komunikacja, która odbywa się pomiędzy spółką a jej akcjonariuszami. Są one bardzo ważne, ponieważ jeśli spółka chce istnieć na GPW, inwestorzy muszą wiedzieć, co się z nią dzieje, jakie ma plany, perspektywy rozwoju itd. Spółki w związku z tym informują akcjonariuszy o swoich planach i często proszą ich o pomoc w realizacji tych działań, np. poprzez wypuszczenie nowej emisji akcji. Jeśli akcjonariusze mają zaufanie do spółki i wiedzą, że ich pieniądze zostaną dobrze wykorzystane, spółka ma szanse, że nowa emisja spotka się z zainteresowaniem, a firma pozyska środki na realizację planów inwestycyjnych. Czym więc zajmują się agencje relacji inwestorskich? Ogólnie mówiąc przygotowują dla spółek notowanych na giełdzie (lub tych, które tam się dopiero wybierają) strategię komunikacji z inwestorami oraz akcjonariuszami tłumaczy Grzegorz Drożdż, członek zarządu Everest Consulting. Zarządy mają doświadczenie i wiedzę jak sprzedawać swoje produkty lub usługi. Wchodząc na giełdę muszą nauczyć się jak sprzedawać spółkę. Inwestorzy mają do wyboru ponad 350 notowanych firm. Zarząd musi ich przekonać, by wybrali akcje właśnie tej, a nie innej spółki, a potem utwierdzać w przekonaniu, że dokonali właściwego wyboru. Nie jest to zadanie łatwe, gdyż spółki mają do przekazania nie tylko dobre wiadomości dodaje. Specjaliści od IR-u podkreślają, że grupą docelową dla firmy specjalizującej się w relacjach inwestorskich są zarządzający funduszami inwestycyjnymi i OFE, analitycy biur maklerskich oraz dziennikarze z mediów finansowych. IR na Twitterze Prowadząc relacje inwestorskie, staramy się doprowadzić do dialogu pomiędzy zarządem spółki a inwestorami. Zaliczają się do nich zarówno zarządzający funduszami, analitycy domów maklerskich, jak i inwestorzy indywidualni tłumaczy Piotr Biernacki, odpowiadający za relacje inwestorskie w Euro RSCG Sensors. Dodaje, że zwyczaje inwestorów zmieniają się i dlatego coraz częściej spółki starają się prowadzić IR tam, gdzie są ich inwestorzy: prezesi lub dyrektorzy IR prowadzą blogi, spółki maja swoje profile na Facebooku, a konferencje na temat wyników finansowych są relacjonowane na żywo na Twitterze lub Blipie. Z kolei Piotr Piotrowski z CC Group podkreśla, że jedno z podstawowych narzędzi PR informacja prasowa nie jest aż tak istotne, jak w tradycyjnym public relations. Informacje prasowe przygotowuje się przy okazji komunikowania wiadomości istotnych dla inwestorów, czyli raportów i prognoz finansowych, strategii, uchwał na walne zgromadzenia, zmianach w zarządach itp. Mniej więcej są to 1-2 informacje miesięcznie, skierowane w większości do mediów finansowych uważa. Podkreśla, że konferencje prasowe nie są częste. W przypadku spółek giełdowych regułą jest, że organizuje się konferencję raz na kwartał, z okazji publikacji wyników finansowych. Dodatkowo przy okazji bardzo istotnego wydarzenia, np. ogłoszenia akwizycji lub emisji akcji mówi Piotrowski. Złote lata O ile w 2005 roku agencji relacji inwestorskich było 11, to rok później ich liczba skoczyła do ponad 20. Część funkcjonuje na tym rynku od samego początku. Na przykład NBS Public Relations istnieje od początku wolnego rynku w Polsce, czyli od 1989 roku. W szczytowych latach miała prawie jedną trzecią udziału w rynku relacji inwestorskich w Polsce. W 2007 roku zadebiutowało ponad 80 spółek. Z czego prawie 80 proc. korzystało z usług agencji PR. Różne jest podejście spółek do prowadzenia działań IR: samodzielnie, poprzez agencję; częsty jest też model mieszany. Trudno jednoznacznie ocenić, który z nich jest lepszy. Trzeba na to spojrzeć indywidualnie, z punktu widzenia każdej spółki. tłumaczy Dariusz Marszałek z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W 2008 roku na rynkach prowadzonych przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie zadebiutowały w sumie 94 spółki, z czego 33 na głównym rynku GPW oraz 61 na rynku NewConnect. Wartość ofert przekroczyła 9,5 mld zł. Grzegorz Dróżdż podkreśla, że nie ma organu kontrolującego agencje relacji inwestorskich. Natomiast jeśli pojawią się nieprawidłowości, to może się tym zająć Komisja Nadzoru Finansowego. Pytany o sens takiej kontroli odpowiada, że nie jest ona konieczna, ponieważ rynek sam świetnie ocenia firmy, które zajmują się relacjami inwestorskimi i ewentualnej wpadki nie zapomina. Drożdż wspomina sprawę jednej z firm z tej branży, która upadła w wyniku pewnych niejasności, jakie się wokół niej pojawiły. Grzegorz Drożdż uważa, że rozwój rynku kapitałowego jest pewny. Rynek i tak będzie się rozwijać. Nieważne, czy szybciej, czy wolniej, a specjalistów od relacji inwestorskich jest ciągle mało. Bezcenne relacje Ile to kosztuje? Piotr Biernacki z Euro RSCG Sensors wyjaśnia, że koszty obsługi spółki publicznej w zakresie relacji inwestorskich zależą od szeregu czynników, takich, jak sytuacja, w której spółka się znajduje wyjściowo, jej wielkość, plany strategiczne itp. Warto patrzeć na wydatki na IR nie w kategorii kosztu, tylko inwestycji. Ona zawsze się zwraca: czasem w okresie kryzysu, czasem przy kolejnej emisji akcji. Relacje inwestorskie polegają na budowaniu zaufania. Jak kiedyś powiedział jeden z najsłynniejszych inwestorów, Warren Buffett zaufanie buduje się latami, a stracić można je w 5 minut. Długi horyzont czasowy, dobra strategia i konsekwencja w działaniu to podstawowe czynniki potrzebne do tego, aby dobrze prowadzić relacje inwestorskie podkreśla Biernacki

10 PR na świecie PR kultura Z tezą PR na świecie opracowała Roksana Gowin Wizerunek za 5 milionów dolarów Woody Allen pojawił się na billbordach oraz w kampanii internetowej firmy odzieżowej American Apparel. Problem w tym, że nie wyraził na to zgody. American Apparel od samego początku podkreślała, że reklama miała być tylko żartem, którego głównym celem było zainspirowanie niecodziennej formy dialogu między firmą a konsumentami. Jak informuje Reuters, nowojorski sąd przyznał Allenowi 5 mln dolarów za bezprawne wykorzystanie jego wizerunku. Reżyser po ogłoszeniu wyroku powiedział, że kwota przyznana przez sąd jest dla niego zadawalająca, a ta sytuacja powinna stanowić przestrogę dla innych firm chcących podjąć tego typu działania. reklama Źródło: Kurczakowa wpadka Oprah Oprah Winfrey, kojarzona dotąd z walką o prawa zwierząt, nawiązała współpracę z oskarżaną o niehumanitarne traktowanie zwierząt firmą KFC donosi portal agencji informacyjnej Reuters. Prezenterka zgodziła się na udział w promowaniu specjalnych kuponów z darmowym posiłkiem, których pomysłodawcą było KFC. Kupony zostały umieszczone m.in. na oficjalnej stronie internetowej Winfrey, jednak zainteresowanie nimi okazało się tak duże, że firma musiała wycofać się z zainicjowanego przedsięwzięcia. KFC nie było w stanie zapewnić odpowiedniej liczby posiłków. Cała kampania została oceniona przez ekspertów jako całkowita porażka firmy. Ucierpiał przy tym również wizerunek medialny i autorytet Winfrey. Prezenterka jeszcze rok temu nawoływała do niejedzenia hamburgerów, po czym nawiązała współpracę z jedną z największych sieci fast-foodów. Źródło: Karaiby nie tylko na wakacje Wyspy Karaibskie, uważane za turystyczny raj i wymarzone miejsce na spędzenie wakacji, borykają się z problemami wizerunkowymi podaje Reuters. Wyspy znajdują się na tzw. szarej liście państw niespełniających norm przejrzystości w sprawach opodatkowania i tajemnicy bankowej. Mimo usilnych starań władz, nadal nie zostały z niej skreślone. Karaiby są nie tylko rajem dla turystów, ale też schronieniem dla podatkowych oszustów i miejscem prania brudnych pieniędzy. W związku z kryzysem, ta sytuacja, z powodu intensywnego przepływu nieuczciwego kapitału może się pogłębiać podkreśla Charles Intriago, były prokurator federalny USA. Źródło: Branża IT bez blogów Sondaż przeprowadzony przez Eurocom Worldwide wykazał, że aż 63 proc. firm z branży technologicznej nie docenia korzyści płynących z prowadzenia blogów korporacyjnych. W badaniu wzięło udział 335 menedżerów zarządzających międzynarodowymi firmami informatycznymi. Dla 36 proc. jest to zbyt czasochłonne, 33 proc. stwierdziło, że nie widzi w prowadzeniu blogów żadnych korzyści. Z kolei 12 proc. respondentów obawia się negatywnych reakcji i komentarzy dotyczących firmy pod wpisami prowadzących blogi korporacyjne. Portal proto.pl podaje, że badania wykazały, iż firmy decydujące się na blog jako formę komunikacji mają głównie na względzie wzmocnienie relacji pomiędzy klientem a firmą. Tak też odpowiedziało aż 51 proc. respondentów. Źródło: Google po raz trzeci najdroższe Według rankingu BRANDZ Top 100 Najbardziej Wartościowych Marek najcenniejszą marką po raz trzeci zostało Google. Ranking został stworzony przez Millward Brown Optimor dla WPP. Wartość Google została oszacowana na ponad 100 miliardów dolarów. Drugie Zdecydowana Michelle Michelle Obama, nowa Pierwsza Dama Ameryki, sama zajmuje się dbaniem o swój wizerunek podaje dziennik The New York Times. Korzysta jedynie z niewielkiej pomocy asystentek i specjalistów, pracujących nad postrzeganiem jej męża. Prezydentowa chce ocieplić nieco swój wizerunek, tak, by zbliżyć się do obywateli. W tym celu w niemalże każdym wywiadzie podkreśla znaczenie dla niej macierzyństwa i spokoju domowego ogniska. The New York Times opisuje, że Pierwsza Dama nie zgadza się na żadne ingerencje osób z zewnątrz. Na sesje zdjęciowe w najpopularniejszych i najważniejszych magazynach kobiecych typu Vogue przychodzi ubrana we własne stroje, z prywatną makijażystką i fryzjerem. Źródło: Twitter PR Zdaniem specjalistów PR Twitter może być doskonałym narzędziem PR. Jednak, jak informuje portal brandrepublic.com, łatwo można popełnić błąd. Twitter to serwis społecznościowy pozwalający na prowadzenie mikrobloga (długość wysłanej wiadomości nie może przekraczać 140 znaków). Według portalu brandrepublic.com przedsiębiorstwa powinny skuteczniej wykorzystać jego potencjał do budowania wizerunku. Autorka tekstu opisuje nieudane działania wykorzystania Twittera podejmowane przez znane światowe marki. Gucci wykorzystała serwis głównie do zamieszczania reklam, które przecież równie dobrze można znaleźć za pomocą wyszukiwarki Google. Podobny błąd popełnił McDonald s, który zasypywał użytkowników serwisu nowymi promocjami i możliwymi do wygrania nagrodami. Źródło: Agencja Weber Shandwick najlepsza Agencja Weber Shandwick została uznana przez wydawnictwo The Holmes Group w The Holmes Report za najlepszą agencję na świecie. W uzasadnieniu redakcja The Holmes Report nazwała agencję Weber Shandwick najsilniejszym i największym brandem public relations na świecie. Jak podaje portal proto.pl, oficjalne wręczenie nagrody nastąpiło 12 maja podczas dorocznej gali SABRE AWARDS w Nowym Jorku, której głównym sponsorem jest The Holmes Report. Publikowane od 15 lat raporty The Holmes Group są uznawane w branży PR za jedno z najistotniejszych i najbardziej szanowanych wydarzeń roku. Źródło: miejsce przypadło firmie Microsoft z wynikiem 76,2 miliarda dolarów, trzecie zaś koncernowi Coca-Cola o wartości 67,6 miliardów dolarów. Ranking BRANDZ Top 100 uwzględnia opinie konsumentów i użytkowników korporacyjnych z ponad 20 krajów każdego roku i przedstawia wartość marek przedstawioną w dolarach. Wyniki są uzyskiwane z połączenia danych finansowych i badań konsumenckich, w tym prowadzonych metodą business-to-business. Źródło: Nim upadnie kultura Niemal w każdej gazecie znajduje się miejsce przeznaczone na recenzje filmowe, teatralne, książkowe. Działy kulturalne pełnią funkcję lekkiego w odbiorze dodatku do przeładowanych branżową treścią magazynów. Dwutygodnik.com próbuje odwrócić tę tendencję. Emil Borzechowski Wejście smoka Minął zaledwie miesiąc, a magazyn pod auspicjami Narodowego Instytutu Audiowizualnego już zatrząsł rynkiem kulturalnym: patronuje największemu wydarzeniu teatralnemu ostatnich lat Orfeuszowi i Eurydyce. Dwutygodnik bo o nim mowa próbuje zrewolucjonizować sposób, w jaki pisze się dziś o kulturze. Strona magazynu na pierwszy rzut oka prezentuje się, jak na współczesne standardy, skromnie, przypomina bardziej gazetę niż portal internetowy. To działanie celowe mówi Tomasz Cyz, redaktor naczelny Dwutygodnika. Pragniemy przekonać do siebie jak największą liczbę czytelników, także tych, którzy nie radzą sobie dobrze z Internetem. Prostota serwisu jest jego ogromną zaletą: wszystkie teksty są łatwo dostępne, poruszanie się po portalu instynktowne. Jednak z magazynem internetowym wiążą się również pewne problemy. W przypadku wydawnictwa papierowego można eksperymentować z formą, każdy numer może być inny. W przypadku takiego przedsięwzięcia, jakim jest Dwutygodnik, jest to niemożliwe. Trzeba tak zaprojektować stronę, aby jej funkcjonalność nie ograniczała dalszego rozwoju. Elektronika jest wszędzie Internet jako miejsce ukazywania się Dwutygodnika nie jest przypadkowe. Głównym argumentem, przemawiającym za wyborem Internetu jako medium przekazu kultury, jest jego powszechność zauważa Katarzyna Tórz, redaktor działu Produktów Ubocznych. Jest to też najłatwiejsza droga dotarcia do czytelnika coraz więcej osób ma dostęp do sieci, z niej czerpią wiedzę o otaczającym ich świecie. Internetowa postać magazynu pozwala utrzymać wysoki poziomu tekstów decentralizacja umożliwia współpracę z autorami z całej Polski. Dzięki temu zespół redakcyjny składa się z twórców dobrych, a nie tych, którzy mieszkają w pobliżu redakcji. Głównym przyczynkiem powstania Dwutygodnika był sposób, w jaki massmedia traktują i opisują kulturę. Jest ona jedynie dodatkiem, którego nie wypada się wyprzeć recenzje głośnych popkulturowych imprez to temat, który bardzo dobrze się sprzedaje. Z drugiej strony, gdy dochodzi do redukcji objętości magazynu, pierwszym miejscem cięć Rozkład jazdy czyli co znajdziemy w dwutygodniku: Fikcje dział poświęcony fikcji literackiej opowiadania, eseje, wiersze tych ostatnich możemy posłuchać. Tematy artykuły przekrojowe, omawiające różne aspekty kultury. Opinie recenzje wszelkiego rodzaju tworów kultury. Figle humor wysokiej klasy: Pudelit, czyli parodia portali plotkarskich, czy Literatura od kuchni przykłady potraw z dzieł literackich, to dopiero początek. Rozmowy czyli obszerne rozmowy z twórcami kultury. Felietony subiektywne opinie na temat otaczającego nas świata. Produkty uboczne teksty o mediach, sztuce, audiowizualności wszystko, co nie mieści się w ramach pozostałych działów, a pozostaje w kręgu zainteresowań twórców. Komiksy, animacje, minigry, oraz inne audiowizualne sposoby wyrazu. dla wszystkich wydawnictw jest dział kulturalny. Chcieliśmy to zmienić stwierdza Tomasz Cyz. Symptomem upadku kultury było zatrudnienie jako felietonisty w Polityce Kuby Wojewódzkiego, bo pisanie o gwiazdach i ich wybrykach deprecjonuje tzw. kulturę wysoką dodaje. Uwrażliwianie co dwa tygodnie Aby zrealizować swój cel uwrażliwić czytelników na kulturę format dwutygodnika okazał się najlepszy. Nieregularny cykl wydawniczy wprowadziłby chaos organizacyjny, a miesięczny doprowadziłby do szybkiego upadku projektu. Ten drugi, który jest domeną wydawnictw papierowych, w przypadku projektu internetowego nie sprawdza się strona aktualizowana raz na miesiąc nie zgromadzi wokół siebie czytelników. Szukaliśmy rytmu funkcjonowania kultury zauważa Tomasz Cyz. Tygodnik byłby zbyt dużym wyzwaniem, dlatego zdecydowaliśmy się na dwutygodnik. Największym problemem okazało się sprecyzowanie, do kogo magazyn miałby być skierowany. Kultura nie jest elementarną potrzebą człowieka przyznaje Katarzyna Tórz. Każdy czytelnik posiada indywidualną świadomość, zainteresowania i pasje. Dlatego próba dotarcia do jak największej liczby osób okazuje się nie lada wyzwaniem. Aby zainteresować czytelnika, każdy tekst powinien bronić się sam przez się, a to zadanie niezwykle trudne. Artykuły są wielokrotnie poprawiane, nanosi się liczne poprawki, wszystko po to, aby magazyn był jak najlepszy. Dziewięciu jeźdźców kultury Najważniejszą cechą Dwutygodnika ma być jego autorskość zwraca uwagę Katarzyna Tórz. Pozwalamy sobie na komfort analizy odautorskiej, na co nie mogą sobie pozwolić komercyjne wydawnictwa. Indywidualne podejście do kultury, a co za tym idzie, konstruktywna krytyka, jest w przypadku tego projektu rzeczą najważniejszą. W przeciwieństwie do wydawnictw papierowych, Dwutygodnik otwarty jest na nowych autorów. Redakcje nie szukają nowych osób zauważa Tomasz Cyz. Jeśli ktoś chce pisać, musi znaleźć kogoś, kto przyjmie go do pracy i na zasadzie zasiedzenia może zacząć publikować. Ten magazyn tworzy dziewięciu autorów, którzy mają pewien pomysł na konkretne działy. Koordynują prace swoich zespołów twórczych, szukając jednocześnie nowych twórców, którzy chcieliby podjąć współpracę. Dwutygodnik działa jako projekt związany z Narodowym Instytutem Audiowizualności, co stawia go w uprzywilejowanej pozycji wobec innych mediów. NINA 4 czerwca otwiera portal multimedialny, w działalność którego wpisuje się Dwutygodnik mówi Tomasz Cyz. Takie posunięcie umożliwi zespołowi redakcyjnemu rozszerzenie możliwości magazynu, w tym realizację niewielkich, audiowizualnych projektów. Projekt internetowego dwutygodnika traktującego o kulturze wysokiej jest na naszym rynku nowym pomysłem, eksperymentalnym. Czy debiutancki magazyn odegra znaczącą rolę w propagowaniu kultury? Zapewne dowiemy tego w przeciągu kilku najbliższych miesięcy. Tomasz Cyz, redaktor naczelny Ur. 1977, eseista, krytyk muzyczny. Stara się o magistra honoris causa. Członek redakcji i współpracownik Zeszytów Literackich, pisze także dla W drodze. Autor książek o operze: Arioso i Powroty Dionizosa (Fundacja Zeszytów Literackich). Jako T. napisał libretto Fedry Dobromiły Jaskot. Dramaturg Mariusza Trelińskiego i Teatru Wielkiego-Opery Narodowej ( ), współpracuje z Festiwalem MALTA. Mieszkał w Tarnowie, Krakowie, Poznaniu, obecnie w Warszawie. Przygotowuje debiut reżyserski w Operze w Łodzi ( Rusałka Dvořáka). Nie umie pływać. Katarzyna Tórz, redaktor działu Produkty Uboczne Ur w Poznaniu. Absolwentka filozofii na Uniwersytecie Warszawskim (2006). Interesuje się teatrem współczesnym, antropologią wizualną i krzyżówkami słownymi. Członek--założyciel grupy artystycznej niczero. Mieszka i pracuje w Warszawie

11 Subkultura kultura kultura Na mieście Gry opuszczają getto Nasze dziedzictwo Mimo zapewnień autorów, że przedstawili oni subiektywną wizję Polski powinna być ona bliska każdemu obywatelowi III RP. ZOMO rozpędza manifestację Fot. nieznany, Warszawa, lata 80. Wehikuł czasu W pierwszych drzwiach wita mnie towarzysz Gomułka. Z ust rozwartych jak do apelu potok słów - symboli, z ironią nakreślonych przez Barańczaka: Żyjemy w określonej epoce (odchrząknięcie) i z tego trzeba sobie, nieprawda, zdać z całą jasnością. Sprawę. Ambiwalentna czerwień ścian, wibrując beztroskimi dźwiękami starych hitów nosi już zalążek stagnacji, głupoty i beznadziei. Skulony starzec ze zmęczoną twarzą ulepiony z pięknych, soczystych zieleni na obrazie Krzysztofa Buckiego oddaje towarzyszące Polsce lat 70-tych, 80-tych napięcie między atrakcyjnością opakowania, a smutną prawdą o tym, co w środku. Żeby się z tą prawdą zmierzyć, wystarczy otworzyć następne drzwi. Strajki, aresztowania, ofiary śmiertelne, atmosfera grozy. Pełne niepokoju odgłosy zniecierpliwionych mas i niemy krzyk przeraźliwie nieludzkiej rzeźby. Dalsze pokoje obnażają przykre oblicze socjalistycznej utopii, brud, brzydotę, biedę, ukryte za napuszonym teatrem wyprostowanych pleców, ściskanych dłoni, poklepywanych ramion. Czyżby tym barwnym dwudziestoleciem rządził rodzaj społecznej schizofrenii? Cudowne lata Rolling Stonesów, Niemena, Nalepy nasączone goryczą z fatalnego kielicha, którym pojono nas przez parę dziesięcioleci. Jak zauważają autorzy wystawy, w jednym z opisów, których tu nie brak: z przykrą rzeczywistością trzeba sobie umieć jakoś radzić. Najweselszy z pokoi, a także najbardziej oświetlony, raczy serią pozytywnych lub lekko prześmiewczych obrazów z codzienności. Tu festyn ludowy, tam dwoje młodych ludzi pod murem - może sklepu monopolowego oblewających sądeckie święto kwitnących jabłoni. Mamy i migawki z życia hipisów oraz nieobciążone piętnem czasów sceny górskich wędrówek. Seria płócien opowiada o dobrodziejstwach systemu, jak wczasy robotnicze czy krótkotrwały, sztucznie wywołany luksus, zrazu przeradzający się w nadmiar, określany mianem klęski urodzaju. Szkoda, że to wszystko jest tylko chwilową odskocznią. Za moment, śladem komunistycznej propagandy, powrócą nieprzyjemne wspomnienia rozterek, beznadziei, udręki. Kolejne wydarzenia nieuchronnie wiodą ku upadkowi Systemu - czy jednak jego klęska oznacza zwycięstwo wolności, sprawiedliwości i prawdy? Wbrew deklaracjom autorów, nastrój wystawy jest raczej przygnębiający. Rzetelne informacje na temat wydarzeń politycznych i nastrojów społecznych owego okresu nie pozwalają patrzeć na choćby najweselsze i okraszone hitami muzyki pop obrazki inaczej niż przez pryzmat potu i łez. Spontaniczny śmiech zwykłych ludzi i humorystyczne dzieła artystów wydają się rozpaczliwą próbą godzenia z szarą rzeczywistością. W ostatnim pomieszczeniu zdjęcia w mundurach i monety. Wehikuł czasu zakończył podróż, czas wysiadać. Wioletta Wysocka Cudowne lata. Muzyka. Poezja, Malarstwo. Lata 70., 80. Muzeum literatury. Literatury im. Mickiewicza, od 14 maja 2009 Sprostowanie: Redakcja PDF przeprasza czytelników i Macieja Kałacha za opublikowanie w numerze 4 (17) nieautoryzowanej rozmowy Dramatopisarz reportażu, która mogłaby sugerować, że Maciej Kałach zdobywał informację do opisanych w tekście wywiadu artykułów prasowych w sposób sprzeczny z etyką dziennikarską, co oczywiście jest nieprawdą. Obraz ojczyzny Zachęta podjęła nie lada wyzwanie, decydując się za zorganizowanie wystawy Ludzie, wydarzenia, przemiany. 20 lat fotografii Gazety Wyborczej. Jak wskazuje tytuł, w roli eksponatów występują zdjęcia reporterów pierwszego dziennika III RP. Tematyka może się z początku wydawać niezbyt ciekawa, jednak już w pierwszej sali wystawowej wszelkie wątpliwości zostaną rozwiewane. Ekspozycję podzielono na dwa bloki tematyczne krajowy i zagraniczny. Z oczywistych powodów ten pierwszy jest o wiele obszerniejszy. Polska jawi się w obrazach podzielonych na kilka kategorii. Nasze wyznanie wiary, W jakim kraju chcemy żyć czy Pocztówka z życia to tylko część tej prezentacji. Z jednej strony mamy fotografie tradycyjne, wielkoformatowe. Zestawiono tu zdjęcia sprzed dwudziestu lat z tymi współczesnymi. Co ciekawe, część wystawy wielkoformatowej stanowią prace konkursowe, zrealizowane przez fotografów-amatorów urodzonych już w wolnym kraju. Jednak najciekawszą częścią wystawy są wspomniane prezentacje. To nie tylko zbiór zdjęć z Miłość retro Czy można odtańczyć taniec z samym sobą albo wskoczyć do filmowego ekranu? Jak widać w teatrze należy spodziewać się wszystkiego, a możliwości Buffo nie kończą się na latających baletnicach w musicalu Metro. Zmyślna żonglerka filmowo-scenicznymi trikami zaskakuje, bawi i... dezorientuje, siejąc wątpliwość, czy aby na pewno wciąż jesteśmy w teatrze. Ale w tym już głowa zmysłowej Nataszy, żeby sprowadzić widza z powrotem w materialny świat teatru. Jak najbardziej żywa, cielesna, a nawet skora do flirtu z męską częścią publiczności zdaje się mieć tu monopol. Świetny spektakl prezentuje luźną wiązan- Spowiedź III Rzeczpospolitej W dwudziestą rocznicę Okrągłego Stołu do czytelników trafia wspaniały album, w którym Witold Bereś i Krzysztof Brunetko upamiętnili dwadzieścia lat życia III RP. Nasza historia. 20latRP.pl jest opowieścią o nowej, odrodzonej Polsce. Zaczyna się w momencie, gdy komunistyczna władza spotyka się z opozycją przy wspólnym stole, aby rozsądzić o losach Polski. Obrady doprowadzają w krótkim czasie do obalenia komunizmu w Polsce i ostatecznego uwolnienia kraju od moskiewskiej kurateli. Książkę podzielono na dwadzieścia jeden rozdziałów. archiwum Gazety Wyborczej to reportaże wysokiej klasy. Poprzedzone krótkim komentarzem, pogrupowane tematycznie, tworzą doskonały obraz zmieniającej się Polski. Ilustrują rozliczne konflikty społeczno-polityczne: od zagadnienia aborcji, przez związki homoseksualne, na religijności kończąc. Ludzie wydarzenia, przemiany to nie tylko liczne reportaże jest to także zapis historii dwudziestu lat fotografii dowiadujemy się, jak wyglądała raczkująca sztuka robienia zdjęć, poznajemy tradycyjne sposoby wywoływania fotografii, przeczytamy o cyfrowej rewolucji. Ogromne wrażenie robi także zestawienie ponad 6 tys. pierwszych stron Gazety Wyborczej, począwszy od jej pierwszego numeru. Największym atutem wystawy, a zarazem jej największą wadą, jest jej ogrom. Materiału zgromadzonego w kilku salach wystarczyłoby na dziesiątki ekspozycji. Jest to wystawa, jak sami autorzy przyznają, bardzo subiektywna. Wszystkie zdjęcia są autorską wizją najważniejszych wydarzeń z Polski i świata, widzianą kę Szlagierów lat 30-tych i starszych, znanych z początków polskiego kina czy repertuaru przedwojennych gwiazd, który młodsze pokolenie może znać chyba tylko z filmów takich jak Hallo, Szpicbródka. On nie powróci już w stylu Płaszcza i Szpady, Taka mała i Maryla w mistrzowskim wykonaniu A. Teodurczuk-Perkuć, roztańczona Zula, czy wreszcie Seksapil Każdy z nich, opatrzony mottem, opisuje jeden rok z kalendarza III RP, skupiając się na najważniejszych wydarzeniach. Począwszy od wyborów czerwcowych, przez sukces Edyty Górniak na festiwalu Eurowizji, śmierć Jana Pawła II, na działalności Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy skończywszy, książka pokazuje, jak zmieniała się Polska, a wraz z nią całe społeczeństwo. Na końcu każdego rozdziału zaprezentowano sylwetki ikon III RP: dwadzieścia jeden osób, które są dla autorów symbolem odrodzonej Polski. Obok Tadeusza Mazowieckiego, Lecha Wałęsy czy Bronisława Geremka znajdziemy także Stanisława Lema, Jurka Owsiaka czy ks. Józefa Tischnera dwadzieścia jeden osób, które zmieniły polską rzeczywistość. Ogromną zaletą książki jest styl, w jakim została napisana lekki, pozbawiony zbędnego patosu, Demontaż pomnika Dzierżyńskiego, 1989 r. oczyma 215 fotografów ciężko znaleźć jakąkolwiek galerię, gdzie przedstawiono by na raz aż tylu autorów, tyle punktów widzenia. Bez wątpienia wystawa Ludzie, wydarzenia, przemiany. 20 lat fotografii Gazety Wyborczej jest godna polecenia warto przypomnieć sobie tę krótką, acz burzliwą historię młodej III Rzeczpospolitej. Emil Borzechowski Ludzie, wydarzenia, przemiany. 20 lat fotografii Gazety Wyborczej 12 maja 12 lipca 2009 godziny otwarcia Galerii: wtorek-niedziela w czwartki wstęp wolny Zachęta Narodowa Galeria Sztuki pl. Małachowskiego Warszawa w wykonaniu samego reżysera w stroju kobiecym to prawdziwe arcydzieła teatralnej miniatury. Dobrze, że odświeżając przeboje ciekawymi rozwiązaniami scenicznymi reżyser nie pokusił się o zmianę aranżacji muzycznej. Z licznych emitowanych w TV koncertów wiemy, czym się kończy starych piosenek na współczesną modłę. Tu króluje stary styl i przewijają się fragmenty pierwszych polskich filmów. Tyle miłości opowiada o czymś, co już minęło, ale wciąż jednak żyje. Wioletta Wysocka Tyle miłości, Studio Buffo Najbliższy spektakl: 19 czerwca 2009 roku przystępny dla czytelnika. Nasza historia jest jak pamiętnik z lat młodości można ją otworzyć w dowolnym miejscu i po prostu zacząć czytać, przypominając sobie minione lata, zabawne sytuacje i smutne historie. Książka jest zarówno dziennikiem złotych myśli słowa polityków przeplatają się z kultowymi tekstami piosenek czy filmów kroniką, jak i nekrologiem, wspomnieniem wybitnych ludzi świata polityki i kultury, którzy umarli już w wolnej Polsce. Cała III RP w jednym tomie, opisana oraz zilustrowana kolorowymi fotografiami. Bereś i Brunetko stworzyli dzieło wybitne, od którego trudno się oderwać. Jest to pozycja, po którą sięgnąć powinien każdy Polak. Emil Borzechowski Nasza historia. 20latRP.pl Witold Bereś, Krzysztof Brunetko Świat Książki, Warszawa 2009 fot. Jacek Marczewski Reklamy na tramwajach, nocne premiery czy malowane schody producenci gier komputerowych prześcigają się w pomysłach na nowatorskie reklamowanie swoich produktów, trendy obowiązujące na Zachodzie stopniowo przenikają do Polski... a gracze tylko zacierają rączki! Michał Amielańczyk Andrzej Osowiecki Pod koniec lipca celem pielgrzymek setek polskich wielbicieli konsol Xbox i Xbox360 staną się Wilkasy koło Giżycka. Tam, już po raz trzeci, odbędzie się Xbox Fun Day oficjalny zlot fanów tych platform do gier, współorganizowany przez polski oddział Microsoftu. Jego uczestnicy wezmą udział w turniejach gry Gears of War 2 i Halo 3, wypróbują nowe pozycje wydawnicze, a także spotkają się z przedstawicielami firmy Techland jednego z czołowych polskich twórców gier. Organizatorzy przewidzieli też wiele atrakcji w realu impreza odbędzie się w ośrodku AZS, dzięki czemu do dyspozycji chętnych oddane zostaną boiska do koszykówki oraz korty tenisowe. Chcemy pokazać społeczności użytkowników Xboxa, że o nich myślimy, że są dla nas ważni mówi Jakub Mirski, marketing manager z firmy Microsoft. Eksperci są zdania, że takie wydarzenia na polskim rynku nikogo już nie powinny dziwić, a samo zjawisko będzie się nasilało. Gry komputerowe przekraczają barierę getta. Nie są adresowane wyłącznie do hardkoru, ale i do graczy okazjonalnych podkreśla Jerzy Poprawa, redaktor naczelny magazynu CD- Action, największego czasopisma dla graczy w Polsce. Stają się po prostu takim samym artystycznym środkiem wyrazu jak film czy komiks. Tym samym i ich akcje reklamowe muszą docierać nie tylko do grona wtajemniczonych, ale i do ogółu społeczeństwa dodaje. Niecne działania imperialistów zachodnich Pomysł masowych konwentów i wystaw zrzeszających twórców gier oraz samych graczy narodził się na Zachodzie. Jedną z pierwszych imprez tego typu było europejskie ECTS (European Computer Trade Show, organizowane w latach ). Warto też wspomnieć amerykańskie E3 (Electronic Entertainment Expo) oraz PAX (Penny Arcade Expo), japońskie Tokyo Game Show czy organizowane jeszcze do zeszłego roku najbliższe Polsce lipskie Games Convention. Takie targi potrafią zgromadzić ponad 200 tys. uczestników, przyciągniętych nie tylko możliwością zapoznania się z najnowszymi propozycjami i wyniesienia kilku ton rozmaitych gadżetów, ale i osobistego porozmawiania z autorami, wzięcia udziału w turniejach gier sieciowych, po słuchania koncertów muzyki z gier czy pstryknięcia sobie kilku zdjęć ze skąpo ubranymi hostessami. Zachodni producenci stawiają na silny kontakt z graczami. Chlubnym przykładem jest tu firma Blizzard, która od 2005 roku organizuje dla fanów swoich produkcji z całego świata BlizzCon zlot miłośników światów Starcrafta, Warcrafta i Diablo. Impreza cieszy się ogromnym powodzeniem i zawsze jest dużym wydarzeniem, szeroko komentowanym w świecie graczy podobnie jak określany niekiedy mianem growego Woodstocku QuakeCon, organizowany przez id Software twórców legendarnego Wolfensteina 3D i Quake a. Growi deweloperzy budują więź z graczami również rozmaitymi eventami premierowymi wspomniany Blizzard uczcił zeszłoroczną premierę World of Warcraft: Wrath of the Lich King szeregiem nocnych imprez na całym świecie, pozwalających na zdobycie podpisanych kopii gry, wzięcie udziału w konkursach tanecznych czy rywalizacji o tytuł najlepiej przebranego uczestnika. Nocne premiery towarzyszą wydawaniu wielu znaczniejszych tytułów, choć rzadko kiedy osiągają one skalę światową, jak to było w przypadku wspomnianego WoW-a. Gdy w latach dziewięćdziesiątych o grach komputerowych było coraz głośniej, a z Bajtka wyodrębniło się legendarne już, pierwsze polskie czasopismo branżowe Top Secret temat stopniowo zaczął rozwijać się także w Polsce. Dobre, bo polskie W roku 2007 zbliżającej się dacie wydania głównego produktu eksportowego rodzimego rynku gier, Wiedźmina autorstwa studia CD Projekt RED, towarzyszył szereg imprez. Podczas nich zainteresowani mogli m.in. obejrzeć pokazy walk rycerskich czy porozmawiać z twórcami egranizacji dzieł Andrzeja Sapkowskiego. Twórcy poszli też o krok dalej, prowadząc intensywną kampanię w polskich mediach wersja demonstracyjna gry została dołączona do jednego z wydań Gazety Wyborczej, na falach Radia Zet zachęcano do brania udziału w atrakcyjnym konkursie, a także i w telewizji gra nie została przemilczana. Podobne zabiegi są jednak, póki co, raczej incydentalne z drugiej strony prawdopodobnie m.in. z tego powodu tytuł zaistniał w świadomości ludzi, dla których gry to tylko nieco bardziej zaawansowana wersja bierek. Również idea uroczystych premier niektórych produkcji znalazła zastosowanie w naszym kraju podobne wydarzenia towarzyszyły tak Wiedźminowi, jak i wspominanej produkcji firmy Blizzard. Imprezy w siedzibie polskiego wydawcy gry czy w warszawskim Empiku Juniorze, choć zorganizowane na skalę znacznie mniejszą niż w USA czy Francji, zgromadziły setki wygłodniałych fanów. Nocne premiery gier zdarzają się jednak w Polsce niezmiernie rzadko i dotyczą wyłącznie wybitnych tytułów. Jeżeli chodzi o najistotniejsze wydarzenia w kalendarzu polskich graczy, jednym z nich jest niewątpliwie organizowane od 2004 roku Poznań Game Arena największe w Polsce święto entuzjastów komputerowej (głównie) rozrywki, stanowiące jednocześnie arenę zmagań wielu fanów profesjonalnego grania, e-sportu. W tym ostatnim zagadnieniu przoduje Heyah Logitech Cybersport powered by Komputronik, największa liga gier komputerowych w Polsce, pozwalająca zapaleńcom na zdobycie prestiżowego tytułu mistrzów Polski. Jakkolwiek może to brzmieć dla zwykłego zjadacza chleba, e-sport nie jest czymś, na co należy patrzeć z lekceważeniem wartość zachodnich czy dalekowschodnich pul nagród w turniejach nierzadko przekracza setki tysięcy dolarów (w Polsce stawki są parokrotnie niższe, choć dystans pomiędzy nimi stopniowo się zmniejsza). Wobec nagłośnienia tematu w mediach w Polsce, niestety, głównie w branżowych e-sport przyczynia się to do wzrostu zainteresowania grami, stanowi też jedną z metod promocji, tak poszczególnych tytułów, jak i całej sceny gamingowej. To właśnie m.in. dzięki temu produkcje w rodzaju Counter Strike a, serii FIFA czy Starcrafta trafiają do coraz szerszej rzeszy Polaków. Im więcej osób gra, tym większa jest znajomość tematu. Jak wiadomo, to, co nieznane, budzi zwykle lęk, a czasem negację mówi Jerzy Poprawa. Gdy każdy, czy prawie każdy człowiek będzie grał (albo choć pogrywał), nie będzie społecznego poparcia dla opinii typu: bo to, panie, wszystkiemu winne te brutalne gry, heavy-metal i cykliści!. Tak, jak mało kto twierdzi, że akty przemocy dokonywane przez nastolatków to efekt oglądania filmów wojennych w TV podsumowuje. Pozytywny wizerunek produktu (w tym wypadku gier) jest zawsze na rękę producentom, bo od tego zależą ich zyski. Reklamowa alternatywa Wśród metod promowania gier znaleźć można również nieco bardziej typowe działania marketingowe. Premierze Wiedźmina towarzyszyły wspominane już reklamy w radiu, prasie i telewizji, wydawaną przez firmę Cenega serię wydawniczą Kolekcja Klasyki promowano w warszawskich tramwajach, zaś na billboardy zawitały reklamy gry Little Big Planet. Pomysły growych marketingowców często daleko wykraczają poza te rodem z porażająco błyskotliwych reklam inteligentnych proszków do prania. Wśród kilku przykładów wskazać warto chociażby na Gears of War 2, promowane w centrach największych miast Polski za pomocą intrygująco przyozdobionych schodów, czy Halo 3, reklamowane dosyć kontrowersyjnymi tablicami, wzorowanymi na tych upamiętniających walki powstańcze. Jeszcze w fazie produkcji gry twórcy Wiedźmina podsycali zainteresowanie swym dziełem przez wysyłanie fanom z całego świata pocztówek bożonarodzeniowych. Poprawa nie ma jednak wątpliwości, że po takie kampanie reklamowe producenci będą sięgali sporadycznie. Nie każda gra trafi do każdego i nie na każdą grę jest społeczne zapotrzebowanie. Ale będzie się to działo na tyle często, że sam fakt powszechnego reklamowania gry, przestanie być sensacją. I dobrze stwierdził. Naturalnym medium pozwalającym na promocję gier jest Internet. Nie chodzi tu jedynie o ociekające krwią bannery zachęcające do radosnej eksterminacji obcych popularne są darmowe minigry promujące dany tytuł (seria Stronghold ), nietypowe strony internetowe czy też zachęcające do regularnego zaopatrywania się w gry programy lojalnościowe dystrybutorów ( Kompania graczy Cenegi czy system wirtualnych pieniędzy CD Projektu). Swego czasu nikomu nieznany portal Nasza-klasa.pl przemienił się w jedną wielką reklamę wspominanego już Little Big Planet. Twórcy gier aktywne wspierają działanie stron fanowskich poświęconych ich produkcjom redakcja strony GuildWars.pl otrzymała na święta Bożego Narodzenia w 2007 roku opatrzone szeregiem podpisów kartki z podziękowaniami od ArenaNet i autorów tytułu. Game over Chociaż nadal w formie nieco odbiegającej od standardów zachodnio-dalekowschodnich (mniejsze nakłady finansowe, rzadkość kampanii reklamowych wykraczających poza media branżowe), polski rynek reklamowania gier stopniowo się rozwija. Niestety, w Polsce gry wciąż są często uważane za żałosną, ogłupiającą zabawę dla dzieci, zaś wizerunek ten powiela wielu autorów, dysponujących znajomością tematu na poziomie bliskim zeru. Bo i kogo obchodzą rozliczne badania wskazujące na średnią wieku graczy oscylującą wokół 30 lat oraz ich neutralny czy wręcz pozytywny (sic!) wpływ na osobowość młodego człowieka? Prościej przecież o jeden krzykliwy nagłówek typu Kamilek (l. 5) zabił [się], bo grał. Tekst powstał pod kierunkiem redaktora stażu redakcyjnego, prowadzonego przez redakcję PDF, w ramach przedmiotu Warsztat informacji dziennikarskiej w Instytucie Dziennikarstwa UW

12 Zdrowym bądź kultura Afisz Moc spalania Patronat merytoryczny: Rowerek na odchudzanie? Zimą? W trzy miesiące zrzuciłem 15 kg. Zaopatrzony w ręcznik, 1,5 litra wody mineralnej, buty z twardymi podeszwami uczestniczyłem w grupowych ćwiczeniach power bike tomahawk, czyli zajęciach na rowerach stacjonarnych. Taki wysiłek to jednoczesna poprawa zdrowia i sprawności. fot. stockexpert.com Paweł H. Olek Zaczyna się niewinnie i ufnie. Regulacja kierownicy i siodełka. Dopasowanie nóg do pedałów. Muzyka z nutą tajemnicy (m.in. Enigma). Spokojne pedałowanie, ręce wyciągnięte do góry, głębokie i wolne oddechy. Po rozgrzewce nowa piosenka (np. Abba), a wraz z nią lekkie przyspieszenie, ze zwiększonym obciążeniem (regulacja jak w kolarzówkach). Nieśmiała zmiana ułożenia rąk na kierownicy (jest sześć sposobów, każdy o innej intensywności wysiłku). Kiedy i jak układać ręce na kierownicy decyduje prowadzący zajęcia. Zresztą decyduje również o tempie jazdy, stając przed uczestnikami, niczym dyrygent podczas występu orkiestry, rytmicznie wymachując rękoma, dopingując do wysiłku hop, hop, hop. Wraz z pojawieniem się pierwszych kropli potu przy nieprzerwanym pedałowaniu muzyka zmienia rytm. Jezioro łabędzie Czajkowskiego, ostry rock. A wraz z tym podskoki do góry, do przodu i tyłu, na 2, 4, 8 i 16. To moment, gdy każdy co kilkadziesiąt sekund patrzy na zegar w kącie sali. Minęły dopiero 22 minuty z 50! 23 minuty, 24 minuty... Stali uczestnicy krzyczą włącz kalinkę. I to jest mój koniec słyszę kalinkę. Podskoki tylko na odliczanie do dwóch! I tak przez kolejne 15 minut, przy czym jak przy jeździe terenowej jest pod górkę i z górki. Ze zwiększonym obciążeniem i wysiłkiem oraz przy szybkim tempie, ale bez obciążenia w łydkach. Zmienia się muzyka na Enya, muzykę new age. Zero obciążenia, zmniejszane tempo pedałowania. Ostatnie 10 minut ćwiczeń to relaks i rozciąganie każdej partii ciała. O tym, jak jest to ważne, przekonałem się, gdy raz to zbagatelizowałem i na następnych ćwiczeniach w 22. minucie złapał mnie skurcz. Po wszystkim już, w drodze do szatni towarzyszyła mi satysfakcja ze spalonych kilkuset kalorii, mokry jak po praniu t-shirt oraz pusta butelka po wodzie mineralnej. Power bike opis zajęć i stopnie zaawansowania: I poziom Zajęcia dla osób początkujących. Dokładne omówienie zasad ustawienia roweru i bezpiecznej jazdy. Jazda w spokojniejszym tempie i z mniejszą intensywnością. Zajęcia przeznaczone również dla osób zwracających większą uwagę na spalanie tkanki tłuszczowej. II poziom Zajęcia dla osób średnio zaawansowanych. Zwiększona intensywność zajęć zaczyna się praca nad wytrzymałością i wydolnością. Wprowadzane są nowe techniki jazdy i doskonalenie już poznanych. III poziom Zajęcia dla osób zaawansowanych dobrze znających wszystkie techniki jazdy. Praca nad wytrzymałością i wydolnością. Jazda na wysokim tempie i z dużą intensywnością. Master class zajęcia trwające 90 min dla osób zaawansowanych. Z największą intensywnością i na najwyższym tempie. Zajęcia dla osób lubiących ekstremalny wysiłek. Na zajęciach zalecane jest korzystanie ze sport testera w celu monitorowania pracy serca. reklama Teatr Syrena PAJĘCZA SIEĆ Agatha Christie reżyseria: Wojciech Malajkat, scenografia: Allan Starski, kostiumy: Wiesława Starska Klarysa, żona urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wraz ze swoimi przyjaciółmi spędza czas w niedawno wynajętym domu pod Londynem. Pewnego wieczoru odkrywa w swoim salonie zwłoki... Postanawia ukryć zbrodnię, ale trup wypada z kryjówki w najmniej odpowiednim momencie... Wystepują: Magdalena Wójcik / Marta Nieradkiewicz, Piotr Szwedes, Piotr Polk, Włodzimierz Press, Marcin Piętowski Tadeusz Borowski / Marek Bargiełowski, Tadeusz Pluciński, Rafał Cieszyński / Michał Konarski, Magdalena Turczeniewicz, Hanna Orsztynowicz, Wojciech Billip / Przemysław Glapiński Najbliższe spektakle: 16, 17 i 18 czerwca godz , Rezerwacja biletów: tel.: ; ; lub bezpośrednio w kasie teatru Od lewej: Marcin PiÍtowski, Piotr Polk, Przemysław Glapiński. fot. R. Latoszek 22 23

13

WOLNE WYBORY I OKRĄGŁY STÓŁ Autor: Marcin Wierzbicki, kl. III d

WOLNE WYBORY I OKRĄGŁY STÓŁ Autor: Marcin Wierzbicki, kl. III d WOLNE WYBORY I OKRĄGŁY STÓŁ Autor: Marcin Wierzbicki, kl. III d Wolne wybory Wybory parlamentarne w Polsce w 1989 roku (tzw. wolne wybory) odbyły się w dniach 4 i 18 czerwca 1989. Zostały przeprowadzone

Bardziej szczegółowo

Wyższa frekwencja w drugiej turze?

Wyższa frekwencja w drugiej turze? Warszawa, 22.05.2015 Wyższa frekwencja w drugiej turze? Frekwencja podczas I tury wyborów była najniższa spośród wszystkich wyborów prezydenckich po 1990 roku - do urn poszło zaledwie 48,8% wyborców. Jest

Bardziej szczegółowo

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!!

W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W MOJEJ RODZINIE WYWIAD Z OPĄ!!! W dniu 30-04-2010 roku przeprowadziłem wywiad z moim opą -tak nazywam swojego holenderskiego dziadka, na bardzo polski temat-solidarność. Ten dzień jest może najlepszy

Bardziej szczegółowo

Raport statystyczny SCENA POLITYCZNA

Raport statystyczny SCENA POLITYCZNA Raport statystyczny SCENA POLITYCZNA październik 2014 Spis treści Wstęp... 3 Komentarz... 4 Rozdział I - Podsumowanie... 6 Rozdział II - Partie polityczne... 9 Rozdział III - Liderzy partii politycznych...

Bardziej szczegółowo

Raport medialny SCENA POLITYCZNA

Raport medialny SCENA POLITYCZNA Raport medialny SCENA POLITYCZNA marzec 2014 Spis treści Wstęp... 3 Komentarz... 4 Rozdział I - Podsumowanie... 6 Rozdział II - Partie polityczne... 10 Rozdział III - Liderzy partii politycznych... 13

Bardziej szczegółowo

CBOS CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ OPINIA PUBLICZNA NA TEMAT SONDAŻY BS/55/2004 KOMUNIKAT Z BADAŃ WARSZAWA, MARZEC 2004

CBOS CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ OPINIA PUBLICZNA NA TEMAT SONDAŻY BS/55/2004 KOMUNIKAT Z BADAŃ WARSZAWA, MARZEC 2004 CBOS CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ SEKRETARIAT OŚRODEK INFORMACJI 629-35 - 69, 628-37 - 04 693-46 - 92, 625-76 - 23 UL. ŻURAWIA 4A, SKR. PT.24 00-503 W A R S Z A W A TELEFAX 629-40 - 89 INTERNET http://www.cbos.pl

Bardziej szczegółowo

PROJEKT II: DZIENNIKARSTWO OBYWATELSKIE

PROJEKT II: DZIENNIKARSTWO OBYWATELSKIE PROJEKT II: DZIENNIKARSTWO OBYWATELSKIE Dziennikarstwo obywatelskie to zbieranie, przetwarzanie, opracowywanie informacji przez dziennikarzy-amatorów, którzy chcą przyczyniać się do rozpowszechniania niezależnych,

Bardziej szczegółowo

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków,

J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, J. J. : Spotykam rodziców czternasto- i siedemnastolatków, którzy twierdzą, że właściwie w ogóle nie rozmawiają ze swoimi dziećmi, odkąd skończyły osiem czy dziewięć lat. To może wyjaśniać, dlaczego przesiadują

Bardziej szczegółowo

Zestawienie ocen minionego roku w latach 1963-2013

Zestawienie ocen minionego roku w latach 1963-2013 1963-2013 ocena netto mijającego roku Niemal od początków swojej działalności badawczej OBOP teraz TNS Polska zwykle pod koniec roku zwracał się do Polaków z prośbą o podsumowanie starego roku. Pytaliśmy,

Bardziej szczegółowo

Dziennikarstwo obywatelskie. Czym jest?

Dziennikarstwo obywatelskie. Czym jest? Dziennikarstwo obywatelskie Czym jest? Dziennikarze obywatelscy Kim są? Dziennikarstwo obywatelskie......to rodzaj dziennikarstwa uprawianego przez nieprofesjonalnych dziennikarzy w interesie społecznym.

Bardziej szczegółowo

Sześciolatki w pierwszej klasie to nie jedyna zmiana wynikająca z reformy. - Obecnie obowiązek przedszkolny dzieci mogą realizować zarówno w

Sześciolatki w pierwszej klasie to nie jedyna zmiana wynikająca z reformy. - Obecnie obowiązek przedszkolny dzieci mogą realizować zarówno w Nie macie prawa! Rząd 5 marca 2015 r. po raz kolejny pokazał Polakom, że nie mają prawa decydować o kwestiach dotyczących ich dzieci. Tego dnia koalicja PO-PSL już w pierwszym czytaniu odrzuciła obywatelski

Bardziej szczegółowo

Raport prasowy SCENA POLITYCZNA

Raport prasowy SCENA POLITYCZNA Raport prasowy SCENA POLITYCZNA listopad 2013 Spis treści Wstęp... 3 Komentarz... 4 Rozdział I - Podsumowanie... 7 Rozdział II - Partie polityczne... 10 Rozdział III - Liderzy partii politycznych... 13

Bardziej szczegółowo

Archiwa Przełomu 1989-1991 w czasach przełomu

Archiwa Przełomu 1989-1991 w czasach przełomu Pod Honorowym Patronatem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Bronisława Komorowskiego Archiwa Przełomu 1989-1991 w czasach przełomu Przegląd źródeł ocena stanu zachowania i mapa rozmieszczenia Materiały

Bardziej szczegółowo

NA INDEKSIE -sytuacja białoruskich studentów

NA INDEKSIE -sytuacja białoruskich studentów NA INDEKSIE -sytuacja białoruskich studentów Centrum im. Ludwika Zamenhofa 18 kwietnia 2011r. 2 S t r o n a Na indeksie, czyli sytuacja białoruskich studentów to konferencja, której głównym założeniem

Bardziej szczegółowo

Batory: Po tej stronie jesteśmy przypadkiem

Batory: Po tej stronie jesteśmy przypadkiem Batory: Po tej stronie jesteśmy przypadkiem autorka: Małgorzata Łojkowska Nasza naczelna zasada: nie robić niczego po próżnicy. Jeżeli coś jest potrzebne, to to robimy. Jeżeli nie jest, to nie o realizacji

Bardziej szczegółowo

to jest właśnie to, co nazywamy procesem życia, doświadczenie, mądrość, wyciąganie konsekwencji, wyciąganie wniosków.

to jest właśnie to, co nazywamy procesem życia, doświadczenie, mądrość, wyciąganie konsekwencji, wyciąganie wniosków. Cześć, Jak to jest, że rzeczywistość mamy tylko jedną i czy aby na pewno tak jest? I na ile to może przydać się Tobie, na ile to może zmienić Twoją perspektywę i pomóc Tobie w osiąganiu tego do czego dążysz?

Bardziej szczegółowo

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii

Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Moje pierwsze wrażenia z Wielkiej Brytanii Polska Szkoła Sobotnia im. Jana Pawla II w Worcester Opracował: Maciej Liegmann 30/03hj8988765 03/03/2012r. Wspólna decyzja? Anglia i co dalej? Ja i Anglia. Wielka

Bardziej szczegółowo

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca.

Szczęść Boże, wujku! odpowiedział weselszy już Marcin, a wujek serdecznie uściskał chłopca. Sposób na wszystkie kłopoty Marcin wracał ze szkoły w bardzo złym humorze. Wprawdzie wyjątkowo skończył dziś lekcje trochę wcześniej niż zwykle, ale klasówka z matematyki nie poszła mu najlepiej, a rano

Bardziej szczegółowo

Wizyta w Gazecie Krakowskiej

Wizyta w Gazecie Krakowskiej Wizyta w Gazecie Krakowskiej fotoreportaż 15.04.2013 byliśmy w Gazecie Krakowskiej w Nowym Sączu. Dowiedzieliśmy, się jak ciężka i wymagająca jest praca dziennikarza. Opowiedzieli nam o tym pan Paweł Szeliga

Bardziej szczegółowo

Rozmowa ze sklepem przez telefon

Rozmowa ze sklepem przez telefon Rozmowa ze sklepem przez telefon - Proszę Pana, chciałam Panu zaproponować opłacalny interes. - Tak, słucham, o co chodzi? - Dzwonię w imieniu portalu internetowego AmigoBONUS. Pan ma sklep, prawda? Chciałam

Bardziej szczegółowo

To My! W numerze: Wydanie majowe! Redakcja gazetki: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka

To My! W numerze: Wydanie majowe! Redakcja gazetki: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka To My! Wydanie majowe! W numerze: Lektury - czy warto je czytać Wiosna - czas na zabawę Strona patrona Dzień MAMY Święta Krzyżówka Redakcja gazetki: redaktor naczelny - Julia Duchnowska opiekunowie - pan

Bardziej szczegółowo

Raport statystyczny SCENA POLITYCZNA

Raport statystyczny SCENA POLITYCZNA Raport statystyczny SCENA POLITYCZNA grudzień 2014 Spis treści Wstęp... 3 Komentarz... 4 Rozdział I - Podsumowanie... 6 Rozdział II - Partie polityczne... 8 Rozdział III - Liderzy partii politycznych...

Bardziej szczegółowo

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej.

Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. Kolejny udany, rodzinny przeszczep w Klinice przy ulicy Grunwaldzkiej w Poznaniu. Mama męża oddała nerkę swojej synowej. 34-letnia Emilia Zielińska w dniu 11 kwietnia 2014 otrzymała nowe życie - nerkę

Bardziej szczegółowo

Marcin Rausch dyrektor działu reklamy Głos Dziennik Pomorza

Marcin Rausch dyrektor działu reklamy Głos Dziennik Pomorza Szanowni Państwo, mam przyjemność przedstawić Państwu kompleksową ofertę związaną ze zbliżającymi się wyborami samorządowymi. Oferta obejmuje wszystkie nośniki Głosu Dziennika Pomorza największej i najchętniej

Bardziej szczegółowo

REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1. (wersja dla studentów)

REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1. (wersja dla studentów) REKLAMA. TRYB ROZKAZUJĄCY AUDIO A2 / B1 (wersja dla studentów) Reklama jest obecna wszędzie w mediach, na ulicy, w miejscach, w których uczymy się, pracujemy i odpoczywamy. Czasem pomaga nam w codziennych

Bardziej szczegółowo

Miasto i Gmina Siewierz - http://www.siewierz.pl/ Data umieszczenia informacji: 2007-10-26 08:42:24

Miasto i Gmina Siewierz - http://www.siewierz.pl/ Data umieszczenia informacji: 2007-10-26 08:42:24 Miasto i Gmina Siewierz - http://www.siewierz.pl/ Data umieszczenia informacji: 2007-10-26 08:42:24 Dziennikarska kuźnia talentów Na zaproszenie Zespołu Szkół Siewierzu gimnazjaliści z terenu naszej gminy

Bardziej szczegółowo

Warszawa, marzec 2013 BS/25/2013 CO ZROBIĆ Z WRAKIEM PREZYDENCKIEGO TUPOLEWA, KTÓRY ROZBIŁ SIĘ POD SMOLEŃSKIEM

Warszawa, marzec 2013 BS/25/2013 CO ZROBIĆ Z WRAKIEM PREZYDENCKIEGO TUPOLEWA, KTÓRY ROZBIŁ SIĘ POD SMOLEŃSKIEM Warszawa, marzec 2013 BS/25/2013 CO ZROBIĆ Z WRAKIEM PREZYDENCKIEGO TUPOLEWA, KTÓRY ROZBIŁ SIĘ POD SMOLEŃSKIEM Znak jakości przyznany CBOS przez Organizację Firm Badania Opinii i Rynku 11 stycznia 2013

Bardziej szczegółowo

Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014

Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014 Imię i nazwisko Klasa III Sprawdzian kompetencji trzecioklasisty 2014 Zestaw humanistyczny Kurs fotografii Instrukcja dla ucznia 1. Wpisz swoje imię i nazwisko oraz klasę. 2. Bardzo uważnie czytaj tekst

Bardziej szczegółowo

ŚRODKI MASOWEGO PRZEKAZU Rodzaje współczesnych mediów ŚRODKI MASOWEGO PRZEKAZU

ŚRODKI MASOWEGO PRZEKAZU Rodzaje współczesnych mediów ŚRODKI MASOWEGO PRZEKAZU Rodzaje współczesnych mediów radio telewizja Internet publikacje książkowe ŚRODKI MASOWEGO PRZEKAZU wideokasety filmy fonografia wysokonakładowa prasa płyty kasety dzienniki czasopisma serwisy agencyjne

Bardziej szczegółowo

Studia stacjonarne / 3 semestry/ 180 godzin

Studia stacjonarne / 3 semestry/ 180 godzin Program specjalizacji Dziennikarstwo Multimedialne w roku akademickim 2011/12: PRZEDMIOTY: 1. PRACA ZE ŹRÓDŁAMI DOKUMENTACJI MULTIMEDIALNEJ prof. Marek Jabłonowski/ mgr Beata Bereza 2. DZIENNIKARSTWO W

Bardziej szczegółowo

ZAPIS STENOGRAFICZNY. Posiedzenie Komisji Budżetu i Finansów Publicznych (103.) w dniu 8 sierpnia 2013 r. VIII kadencja

ZAPIS STENOGRAFICZNY. Posiedzenie Komisji Budżetu i Finansów Publicznych (103.) w dniu 8 sierpnia 2013 r. VIII kadencja ZAPIS STENOGRAFICZNY Posiedzenie Komisji Budżetu i Finansów Publicznych (103.) w dniu 8 sierpnia 2013 r. VIII kadencja Porządek obrad: 1. Rozpatrzenie wniosków zgłoszonych na 38. posiedzeniu Senatu do

Bardziej szczegółowo

Stowarzyszenie Kongres Kobiet KOBIETY DO WŁADZY DROGA DO SUKCESU

Stowarzyszenie Kongres Kobiet KOBIETY DO WŁADZY DROGA DO SUKCESU Stowarzyszenie Kongres Kobiet KOBIETY DO WŁADZY DROGA DO SUKCESU Gdynia, 2 grudnia 2010 Bożena Wawrzewska Stan wyjściowy: W polskiej polityce kobiet jest za mało: 20 proc. w Sejmie, 8 proc. w Senacie W

Bardziej szczegółowo

Warszawa, maj 2010 BS/59/2010 KTO POWINIEN MIEĆ WIĘCEJ WŁADZY RZĄD CZY PREZYDENT

Warszawa, maj 2010 BS/59/2010 KTO POWINIEN MIEĆ WIĘCEJ WŁADZY RZĄD CZY PREZYDENT Warszawa, maj 2010 BS/59/2010 KTO POWINIEN MIEĆ WIĘCEJ WŁADZY RZĄD CZY PREZYDENT Znak jakości przyznany CBOS przez Organizację Firm Badania Opinii i Rynku 4 lutego 2010 roku Fundacja Centrum Badania Opinii

Bardziej szczegółowo

OKOLICZNOŚCIOWE WYDANIE GAZETKI SZKOLNEJ KLASY III PUBLICZNEJ SZKOŁY PODSTAWOWEJ IM. ARMII KRAJOWEJ

OKOLICZNOŚCIOWE WYDANIE GAZETKI SZKOLNEJ KLASY III PUBLICZNEJ SZKOŁY PODSTAWOWEJ IM. ARMII KRAJOWEJ OKOLICZNOŚCIOWE WYDANIE GAZETKI SZKOLNEJ KLASY III PUBLICZNEJ SZKOŁY PODSTAWOWEJ IM. ARMII KRAJOWEJ 1 Drogi Czytelniku! Życzymy Ci przyjemnej lektury Szkolnego Newsa. Zachęcamy do refleksji nad pytaniem

Bardziej szczegółowo

V Polsko-Niemiecka Akademia Dziennikarska

V Polsko-Niemiecka Akademia Dziennikarska V Polsko-Niemiecka Akademia Dziennikarska "Europa - Polska i Niemcy - Górny Śląsk. Oblicza dziennikarstwa w wymiarze europejskim, (między)narodowym i regionalnym" 12 17 września 2010 roku Gliwice Katowice

Bardziej szczegółowo

PAP Damazy Kwiatkowski

PAP Damazy Kwiatkowski PAP Damazy Kwiatkowski Agencja Gazeta Agencja Gazeta fot. Erazm Ciołek/Agencja FORUM Rozpoczęcie obrad Okrągłego Stołu 06.02.1989 roku. fot. Wikimedia Commons Fot. Krzysztof Miller / Agencja Gazeta dzieje.pl

Bardziej szczegółowo

Hektor i tajemnice zycia

Hektor i tajemnice zycia François Lelord Hektor i tajemnice zycia Przelozyla Agnieszka Trabka WYDAWNICTWO WAM Był sobie kiedyś chłopiec o imieniu Hektor. Hektor miał tatę, także Hektora, więc dla odróżnienia rodzina często nazywała

Bardziej szczegółowo

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady,

Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH. Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, Laura Mastalerz, gr. IV Izabella Mastalerz siostra, III kl. S.P. Nr. 156 BAJKA O WARTOŚCIACH Dawno, dawno temu, w dalekim kraju istniały następujące osady, w których mieszkały wraz ze swoimi rodzinami:

Bardziej szczegółowo

1989-2014 25 LAT WOLNOŚCI. Szkoła Podstawowa nr 14 w Przemyślu

1989-2014 25 LAT WOLNOŚCI. Szkoła Podstawowa nr 14 w Przemyślu 1989-2014 25 LAT WOLNOŚCI Szkoła Podstawowa nr 14 w Przemyślu W 1945 roku skończyła się II wojna światowa. Był to największy, jak do tej pory, konflikt zbrojny na świecie. Po 6 latach ciężkich walk hitlerowskie

Bardziej szczegółowo

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa-

Przedstawienie. Kochany Tato, za tydzień Dzień Ojca. W szkole wystawiamy przedstawienie. Pani dała mi główną rolę. Będą występowa- Przedstawienie Agata od kilku dni była rozdrażniona. Nie mogła jeść ani spać, a na pytania mamy, co się stało, odpowiadała upartym milczeniem. Nie chcesz powiedzieć? mama spojrzała na nią z troską. Agata

Bardziej szczegółowo

Copyright 2015 Monika Górska

Copyright 2015 Monika Górska 1 Wiesz jaka jest różnica między produktem a marką? Produkt się kupuje a w markę się wierzy. Kiedy używasz opowieści, budujesz Twoją markę. A kiedy kupujesz cos markowego, nie zastanawiasz się specjalnie

Bardziej szczegółowo

Konferencja prasowa koalicji Masz głos, masz wybór KAMPANIA GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ, ZAGŁOSUJ 31 maja 2010, Warszawa

Konferencja prasowa koalicji Masz głos, masz wybór KAMPANIA GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ, ZAGŁOSUJ 31 maja 2010, Warszawa Konferencja prasowa koalicji Masz głos, masz wybór KAMPANIA GDZIEKOLWIEK BĘDZIESZ, ZAGŁOSUJ 31 maja 2010, Warszawa Koalicja Masz głos, masz wybór Koalicję tworzą organizacje pozarządowe, agencje reklamowe

Bardziej szczegółowo

JAK CZYTAĆ WYKRESY I DANE STATYSTYCZNE PRZYKŁADY ZADAŃ

JAK CZYTAĆ WYKRESY I DANE STATYSTYCZNE PRZYKŁADY ZADAŃ JAK CZYTAĆ WYKRESY I DANE STATYSTYCZNE PRZYKŁADY ZADAŃ 1. Polityk roku 2003 w Polsce i na Świecie. Badanie CBOS 1. Wyjaśnij kim są poszczególne osoby wymienione w sondażu; 2. Jakie wydarzenia sprawiły,

Bardziej szczegółowo

SZKOLENIE OTWARTE 11.03.2014 LUB 13.03.2014!! INSTRUKCJA OBSŁUGI MEDIÓW Z ELEMENTAMI KRYZYSU!!

SZKOLENIE OTWARTE 11.03.2014 LUB 13.03.2014!! INSTRUKCJA OBSŁUGI MEDIÓW Z ELEMENTAMI KRYZYSU!! SZKOLENIE OTWARTE 11.03.2014 LUB 13.03.2014 INSTRUKCJA OBSŁUGI MEDIÓW Z ELEMENTAMI KRYZYSU DLACZEGO VISION GROUP? Łączymy wiedzę i umiejętności z zakresu public relations z dziennikarskim doświadczeniem.

Bardziej szczegółowo

Warszawa, lipiec 2014 ISSN 2353-5822 NR 97/2014 ODBIÓR KAMPANII WYBORCZEJ I AKTYWNOŚĆ POLITYCZNA W INTERNECIE

Warszawa, lipiec 2014 ISSN 2353-5822 NR 97/2014 ODBIÓR KAMPANII WYBORCZEJ I AKTYWNOŚĆ POLITYCZNA W INTERNECIE Warszawa, lipiec 2014 ISSN 2353-5822 NR 97/2014 ODBIÓR KAMPANII WYBORCZEJ I AKTYWNOŚĆ POLITYCZNA W INTERNECIE Znak jakości przyznany CBOS przez Organizację Firm Badania Opinii i Rynku 14 stycznia 2014

Bardziej szczegółowo

Na drabinę wchodzi się szczebel po szczebelku. Powolutku aż do skutku... Przysłowie szkockie

Na drabinę wchodzi się szczebel po szczebelku. Powolutku aż do skutku... Przysłowie szkockie Na drabinę wchodzi się szczebel po szczebelku. Powolutku aż do skutku... Przysłowie szkockie Wiele osób marzy o własnym biznesie... Ale często brak im odwagi na rozpoczęcie własnej działalności gospodarczej.

Bardziej szczegółowo

Wybory 4 czerwca 1989 r.

Wybory 4 czerwca 1989 r. W SAMO POŁUDNIE Wybory 4 czerwca 1989 r. (scenariusz lekcji) Zajęcia przeznaczone są dla uczniów szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych, realizacja zajęć w ciągu 2 godzin lekcyjnych (90 minut). Spis

Bardziej szczegółowo

Budowa klubu to nie kwestia roku lub dwóch lat na pytania internautów odpowiada prezes PBG Basket Poznań Adam Bekier.

Budowa klubu to nie kwestia roku lub dwóch lat na pytania internautów odpowiada prezes PBG Basket Poznań Adam Bekier. Budowa klubu to nie kwestia roku lub dwóch lat na pytania internautów odpowiada prezes PBG Basket Poznań Adam Bekier. W obecnym sezonie musiał Pan podejmować stanowcze i czasami niespodziewane decyzje:

Bardziej szczegółowo

Młodzi aktywni? Co zrobić, żeby młodzież brała udział w wyborach i życiu społecznym? Debata Zespół Szkół nr 1 im. Karola Adamieckiego w Sanoku

Młodzi aktywni? Co zrobić, żeby młodzież brała udział w wyborach i życiu społecznym? Debata Zespół Szkół nr 1 im. Karola Adamieckiego w Sanoku Młodzi aktywni? Co zrobić, żeby młodzież brała udział w wyborach i życiu społecznym? Debata Zespół Szkół nr 1 im. Karola Adamieckiego w Sanoku Co wiemy o wyborach do parlamentu europejskiego? Ile wynosiła

Bardziej szczegółowo

SYLABUS. politologia studia I stopnia stacjonarne

SYLABUS. politologia studia I stopnia stacjonarne Rzeszów, 1 październik 2014 r. SYLABUS Nazwa przedmiotu Nazwa jednostki prowadzącej przedmiot Kod przedmiotu Studia Kierunek studiów Poziom kształcenia Forma studiów Marketing polityczny Wydział Socjologiczno-Historyczny

Bardziej szczegółowo

aby dobrze wybrać kandydata lub kandydatkę sprawdź: czy pomysły i plany, zamieszczone w programie wyborczym odpowiadają ci.

aby dobrze wybrać kandydata lub kandydatkę sprawdź: czy pomysły i plany, zamieszczone w programie wyborczym odpowiadają ci. Wybory samorządowe w pigułce. Przesyłamy Państwu kompendium wiedzy o wyborach samorządowych. W załączeniu znajdą Państwo informacje o tym kto i gdzie może zagłosować, jak oddać ważny głos, ile kart otrzymamy

Bardziej szczegółowo

ORDYNACJA WYBORCZA SAMORZĄDU UCZNIOWSKIEGO SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 3 IM. BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO W DZIAŁDOWIE

ORDYNACJA WYBORCZA SAMORZĄDU UCZNIOWSKIEGO SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 3 IM. BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO W DZIAŁDOWIE ORDYNACJA WYBORCZA SAMORZĄDU UCZNIOWSKIEGO SZKOŁY PODSTAWOWEJ NR 3 IM. BRONISŁAWA MALINOWSKIEGO W DZIAŁDOWIE Artykuł 1: Prawo wybierania. 1. Prawo wybierania zarządu Samorządu Uczniowskiego mają uczniowie

Bardziej szczegółowo

Reklama OOH w pierwszym kwartale 2015

Reklama OOH w pierwszym kwartale 2015 Reklama OOH w pierwszym kwartale 2015 Według danych o wszystkich przychodach ze sprzedaży na rynku Out of Home firm raportujących do IGRZ, wielkość sprzedaży OOH w pierwszym kwartale 2015 roku wyniosła

Bardziej szczegółowo

J a r o s ł a w K o r d z i ń s k i. Szanse. awansu. zawodowego

J a r o s ł a w K o r d z i ń s k i. Szanse. awansu. zawodowego J a r o s ł a w K o r d z i ń s k i Szanse awansu zawodowego J a r o s ł a w K o r d z i ń s k i Szanse awansu zawodowego Krokowa 2006 Szanse awansu zawodowego nauczycieli. Jarosław Kordziński Wszystkie

Bardziej szczegółowo

WIEŚCI SZKOLNE Z ŻYCIA SZKOŁY. Cyprian Kamil Norwid

WIEŚCI SZKOLNE Z ŻYCIA SZKOŁY. Cyprian Kamil Norwid MIESIĘCZNIK SZKOŁY PODSTAWOWEJ IM. C.K. NORWIDA W DĄBRÓWCE WIEŚCI Cyprian Kamil Norwid Cyprian Kamil Norwid N U M E R V I SZKOLNE M A R Z E C 2 0 1 4 Z ŻYCIA SZKOŁY W TYM NUMERZE: Z życia szkoły 1 Zuch

Bardziej szczegółowo

DLACZEGO WARTO WSPÓŁPRACOWAĆ Z DUŻE PODRÓŻE?

DLACZEGO WARTO WSPÓŁPRACOWAĆ Z DUŻE PODRÓŻE? DLACZEGO WARTO WSPÓŁPRACOWAĆ Z DUŻE PODRÓŻE? Duże Podróże to blog podróżniczy na którym zamieszczam relacje ze swoich wypraw w formie dopracowanych pod każdym względem opowieści. Porusza również tematy

Bardziej szczegółowo

Najważniejsze lata czyli jak rozumieć rysunki małych dzieci

Najważniejsze lata czyli jak rozumieć rysunki małych dzieci Najważniejsze lata czyli jak rozumieć rysunki małych dzieci Anna Kalbarczyk Najważniejsze lata czyli jak rozumieć rysunki małych dzieci Rozwój osobowości dziecka w wieku od 2 do 6 lat na podstawie jego

Bardziej szczegółowo

AdBranch BRANŻA TELEKOMUNIKACYJNA

AdBranch BRANŻA TELEKOMUNIKACYJNA AdBranch BRANŻA TELEKOMUNIKACYJNA Dlaczego radio? W roku 2014 na reklamodawcy z branży telekomunikacyjnej na reklamę w radio wydali blisko 150 mln złotych. Trzech największych reklamodawców to Orange,

Bardziej szczegółowo

MŁODZI 2013 - raport. Badanie potrzeb kulturalnych młodzieży powiatu przasnyskiego oraz atrakcyjności potencjalnych ofert kulturalnych.

MŁODZI 2013 - raport. Badanie potrzeb kulturalnych młodzieży powiatu przasnyskiego oraz atrakcyjności potencjalnych ofert kulturalnych. MŁODZI 2013 - raport Badanie potrzeb kulturalnych młodzieży powiatu przasnyskiego oraz atrakcyjności potencjalnych ofert kulturalnych. MŁODZI CHCĄ ZMIENIAĆ ŚWIAT Wszyscy doskonale wiemy, że młodych ludzi

Bardziej szczegółowo

social relations agency

social relations agency social relations agency POBIJ REKORD ŚWIATA W SWOJEJ KUCHNI CASE STUDY Facebook Facebook to obecnie najpopularniejszy serwis społecznościowy na świecie. Posiada bardzo dobre możliwości targetowania komunikatów.

Bardziej szczegółowo

Warszawa, czerwiec 2012 BS/79/2012 POKOLENIE PRZYSZŁYCH WYBORCÓW PREFERENCJE PARTYJNE NIEPEŁNOLETNICH POLAKÓW

Warszawa, czerwiec 2012 BS/79/2012 POKOLENIE PRZYSZŁYCH WYBORCÓW PREFERENCJE PARTYJNE NIEPEŁNOLETNICH POLAKÓW Warszawa, czerwiec 2012 BS/79/2012 POKOLENIE PRZYSZŁYCH WYBORCÓW PREFERENCJE PARTYJNE NIEPEŁNOLETNICH POLAKÓW Znak jakości przyznany CBOS przez Organizację Firm Badania Opinii i Rynku 11 stycznia 2012

Bardziej szczegółowo

Zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych kampania społeczna Obywatelskiej Koalicji Tytoń albo zdrowie

Zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych kampania społeczna Obywatelskiej Koalicji Tytoń albo zdrowie Zakaz palenia tytoniu w miejscach publicznych kampania społeczna Obywatelskiej Koalicji Tytoń albo zdrowie Krzysztof Przewoźniak, Jakub Łobaszewski, Magda Petryniak, Jacek Jassem, Janusz M. Jaworski, Witold

Bardziej szczegółowo

Sprawozdanie ze spotkania z partnerami otwierającego projekt Międzynarodowa współpraca przeciwko przemocy Polska 17.11 18.11.2011 r.

Sprawozdanie ze spotkania z partnerami otwierającego projekt Międzynarodowa współpraca przeciwko przemocy Polska 17.11 18.11.2011 r. Sprawozdanie ze spotkania z partnerami otwierającego projekt Międzynarodowa współpraca przeciwko przemocy Polska 17.11 18.11.2011 r. (Jedlina Zdrój) Podczas dwudniowych spotkań z partnerami projektu (Polska,

Bardziej szczegółowo

SYLABUS. politologia studia I stopnia

SYLABUS. politologia studia I stopnia Rzeszów, 1 październik 2014 r. SYLABUS Nazwa przedmiotu Nazwa jednostki prowadzącej przedmiot Kod przedmiotu Studia Kierunek studiów Poziom kształcenia Forma studiów Rodzaj przedmiotu Rok i semestr studiów

Bardziej szczegółowo

Tytuł ogłoszenia ma znaczenie!

Tytuł ogłoszenia ma znaczenie! Tytuł ogłoszenia ma znaczenie! Dawałeś kiedyś ogłoszenie swojej firmy albo działalności? To nie popełniaj tego samego błędu co wszyscy! Przedstawię Tobie teraz sposób jak ustrzec się błędu który jest dość

Bardziej szczegółowo

GRUPA A. a) zniesienie stanu wojennego w PRL-u b) obrady Okrągłego Stołu / 2

GRUPA A. a) zniesienie stanu wojennego w PRL-u b) obrady Okrągłego Stołu / 2 Rozdział VII. W powojennej Polsce GRUPA A 8 1. Podaj rok, w którym miały miejsce poniższe wydarzenia. a) zniesienie stanu wojennego w PRL-u b) obrady Okrągłego Stołu 2. Zdecyduj, czy poniższe zdania są

Bardziej szczegółowo

Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik.

Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik. Dzień dobry panie Adamie, proszę usiąść. No, to proszę dać mi ten wynik. Panie Adamie, test przesiewowy i test potwierdzenia wykazały, że jest pan zakażony wirusem HIV. MAM AIDS??! Wiemy teraz, że jest

Bardziej szczegółowo

Witaj, Odważ się i podejmij wyzwanie- zbuduj wizję kariery, która będzie odzwierciedleniem Twoim unikalnych umiejętności, talentów i pragnień.

Witaj, Odważ się i podejmij wyzwanie- zbuduj wizję kariery, która będzie odzwierciedleniem Twoim unikalnych umiejętności, talentów i pragnień. Witaj, Nazywam się Magdalena Kluszczyk. Jestem self-leadership coachem i coachem kariery. Wspieram ludzi w budowaniu i odkrywaniu sukcesu na własnych warunkach. Stwórz wizję kariery to pierwszy krok na

Bardziej szczegółowo

Portfolio///Identyfikacje//Logo. Wybrane loga, które powstały od 1983 do 2014 roku.

Portfolio///Identyfikacje//Logo. Wybrane loga, które powstały od 1983 do 2014 roku. Portfolio 1983/2014 Portfolio Dyplom w Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych (obecnie Akademii Sztuk Pięknych) w Gdańsku obroniłem w 1983 roku. Od tamtego czasu zajmuję się pracą w obszarze komunikacji

Bardziej szczegółowo

Ocena Demokracji i Rządów Prawa w Polsce

Ocena Demokracji i Rządów Prawa w Polsce Ocena Demokracji i Rządów Prawa w Polsce dla Wyniki badania Metodologia i cele badania Badanie zostało przeprowadzone w dniach 24.05-3.06.2013 metodą internetowych zestandaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych

Bardziej szczegółowo

Publikacja dotowana przez Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny Uniwersytetu Łódzkiego

Publikacja dotowana przez Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny Uniwersytetu Łódzkiego Recenzja: prof. dr hab. Wielisława Warzywoda-Kruszyńska Redaktor prowadząca: Anna Raciborska Redakcja: Marek Szczepaniak Korekta: Marek Szczepaniak Joanna Barska Projekt okładki, zgodnie z pomysłem Autora:

Bardziej szczegółowo

PR usług prawnych Agnieszka Brzozowska doradca ds. wizerunku i media relations marketing & PR manager w Walczyński Kalinowski & Partners

PR usług prawnych Agnieszka Brzozowska doradca ds. wizerunku i media relations marketing & PR manager w Walczyński Kalinowski & Partners PR usług prawnych Agnieszka Brzozowska doradca ds. wizerunku i media relations marketing & PR manager w Walczyński Kalinowski & Partners Plan prezentacji 1. PR usług prawnych wyjaśnienie pojęcia 2. Narzędzia

Bardziej szczegółowo

629-35 - 69, 628-37 - 04. 621-07 - 57, 628-90 - 17 INTERNET: http://www.korpo.pol.pl/cbos E-mail: cbos@pol.pl 13 LAT PO 13 GRUDNIA

629-35 - 69, 628-37 - 04. 621-07 - 57, 628-90 - 17 INTERNET: http://www.korpo.pol.pl/cbos E-mail: cbos@pol.pl 13 LAT PO 13 GRUDNIA CBOS CENTRUM BADANIA OPINII SPOŁECZNEJ SEKRETARIAT ZESPÓŁ REALIZACJI BADAŃ 629-35 - 69, 628-37 - 04 UL. ŻURAWIA 4A, SKR. PT.24 00-503 W A R S Z A W A TELEFAX 629-40 - 89 621-07 - 57, 628-90 - 17 INTERNET:

Bardziej szczegółowo

Cena 24,90 zł. K U R S DZIENNIKARSTWA DLA SAMOUKÓW Małgorzata Karolina Piekarska

Cena 24,90 zł. K U R S DZIENNIKARSTWA DLA SAMOUKÓW Małgorzata Karolina Piekarska MAŁGORZATA KAROLINA PIEKARSKA Z zawodu dziennikarka prasowa i telewizyjna oraz pisarka, autorka powieści dla młodzieży. Z zamiłowania blogerka, której blog W świecie absurdów zyskał ponad 3 mln odsłon.

Bardziej szczegółowo

Samouczek Jak utworzyć e- portfolio

Samouczek Jak utworzyć e- portfolio Samouczek Jak utworzyć e- portfolio Drogi uczniu celem naszej zabawy jest utworzenie własnej strony w internecie, na której będą się znajdowały wytwory twojej pracy z lekcji fizyki. Mam nadzieję, że nie

Bardziej szczegółowo

Opracował: Rafał Górniak Gra symulacyjna Budujemy wiatraki

Opracował: Rafał Górniak Gra symulacyjna Budujemy wiatraki Gra symulacyjna Budujemy wiatraki Cele gry - poznanie interesów różnych grup społecznych, których dotyczy budowa farmy wiatrowej - poznanie/ lepsze zrozumienie zalet i wad elektrowni wiatrowych - rozwój

Bardziej szczegółowo

Czy aby na pewno dobrze w Nowej Hucie?)

Czy aby na pewno dobrze w Nowej Hucie?) AKTUALIZACJA (03. 11. Jak dobrze wstać skoro świt w Nowej Hucie. Czy aby na pewno dobrze w Nowej Hucie?) Dzisiaj o przeglądach! I nie idzie o przegląd techniczny samochodu przed zimą. Oj, działo się, działo

Bardziej szczegółowo

TRENER MARIUSZ MRÓZ - JEDZ TO, CO LUBISZ I WYGLĄDAJ JAK CHCESZ!

TRENER MARIUSZ MRÓZ - JEDZ TO, CO LUBISZ I WYGLĄDAJ JAK CHCESZ! TRENER MARIUSZ MRÓZ - JEDZ TO, CO LUBISZ I WYGLĄDAJ JAK CHCESZ! Witaj! W tym krótkim PDFie chcę Ci wytłumaczyć dlaczego według mnie jeżeli chcesz wyglądać świetnie i utrzymać świetną sylwetkę powinieneś

Bardziej szczegółowo

RANKING CYTOWAŃ I INFORMACJI

RANKING CYTOWAŃ I INFORMACJI RANKING CYTOWAŃ I INFORMACJI Okres badania: marzec 0 SPIS TREŚCI Ranking cytowań... Dzienniki ogólnopolskie... Dzienniki regionalne... Tygodniki ogólnopolskie... Ranking cytowań i informacji... 6 Dzienniki

Bardziej szczegółowo

Ogólnopolska konferencja naukowa

Ogólnopolska konferencja naukowa Ogólnopolska konferencja naukowa Nadzorcy. Ludzie i struktury władzy odpowiedzialni za działania wobec środowisk twórczych, naukowych i dziennikarskich Szczecin, ul. P. Skargi 14 (siedziba OBEP IPN Szczecin)

Bardziej szczegółowo

Działanie DOSTĘPNI SAMORZĄDOWCY - PODSUMOWANIE KADENCJI 2010-2014

Działanie DOSTĘPNI SAMORZĄDOWCY - PODSUMOWANIE KADENCJI 2010-2014 Działanie DOSTĘPNI SAMORZĄDOWCY - PODSUMOWANIE KADENCJI 2010-2014 Materiał wypracowany w czasie Warsztatów Wprowadzających do tegorocznej edycji akcji Masz Głos, Masz wybór działanie Dostępni Samorządowcy

Bardziej szczegółowo

Zaproszenie do współpracy. ROWER, wolność, integracja, ekologia, przyjazna przestrzeń miejska, wygoda, oszczędność,

Zaproszenie do współpracy. ROWER, wolność, integracja, ekologia, przyjazna przestrzeń miejska, wygoda, oszczędność, 2015 Zaproszenie do współpracy ROWER, wolność, integracja, ekologia, przyjazna przestrzeń miejska, wygoda, oszczędność, Czym jest krakowskie ŚWIĘTO CYKLICZNE? Święto Cykliczne to festiwal nowej kultury

Bardziej szczegółowo

Warszawa, listopad 2012 BS/150/2012 OCENA WIARYGODNOŚCI PROGRAMÓW INFORMACYJNYCH I PUBLICYSTYCZNYCH

Warszawa, listopad 2012 BS/150/2012 OCENA WIARYGODNOŚCI PROGRAMÓW INFORMACYJNYCH I PUBLICYSTYCZNYCH Warszawa, listopad 2012 BS/150/2012 OCENA WIARYGODNOŚCI PROGRAMÓW INFORMACYJNYCH I PUBLICYSTYCZNYCH Znak jakości przyznany CBOS przez Organizację Firm Badania Opinii i Rynku 11 stycznia 2012 roku Fundacja

Bardziej szczegółowo

Analiza wyników ankiety p.t. KOMPUTERY I ICH ZAGROŻENIA przeprowadzonej wśród uczniów klas młodszych (I III)

Analiza wyników ankiety p.t. KOMPUTERY I ICH ZAGROŻENIA przeprowadzonej wśród uczniów klas młodszych (I III) Analiza wyników ankiety p.t. KOMPUTERY I ICH ZAGROŻENIA przeprowadzonej wśród uczniów klas młodszych (I III) opracowały: mgr Agnieszka Kicman mgr Danuta Wiatr 2 Spis treści : 1.Wstęp... 3 2.Charakterystyka

Bardziej szczegółowo

Przyszłość dziennikarstwa radiowego potrzeby, kształcenie, zatrudnienie

Przyszłość dziennikarstwa radiowego potrzeby, kształcenie, zatrudnienie Katedra Dziennikarstwa i Nowych Mediów Politechniki Koszalińskiej oraz Radio Koszalin S.A. zapraszają do udziału w ogólnopolskiej konferencji naukowej. Przyszłość dziennikarstwa radiowego potrzeby, kształcenie,

Bardziej szczegółowo

Media a prawa dziecka

Media a prawa dziecka Media a prawa dziecka Pomysł na lekcję Uczniowie dowiedzą się, że każde dziecko ma swoje prawa, których nikt nie może im odebrać w kontekście mediów będzie to prawo do informacji, z którym łączą się m.in.

Bardziej szczegółowo

Organizacja informacji

Organizacja informacji Organizacja informacji 64 CZYTANIE ARTYKUŁU Z GAZETY To zadanie ma nauczyć jak: wybierać tematy i rozpoznawać słowa kluczowe; analizować tekst, aby go zrozumieć i pamiętać; przygotowywać sprawozdanie;

Bardziej szczegółowo

20) Szyfrogram nr 3441, 19 kwietnia, dyrektor DPI MSZ Stefan Staniszewski o Krajowej Konferencji Delegatów 21) Szyfrogram nr 3471, 20 kwietnia,

20) Szyfrogram nr 3441, 19 kwietnia, dyrektor DPI MSZ Stefan Staniszewski o Krajowej Konferencji Delegatów 21) Szyfrogram nr 3471, 20 kwietnia, Lista dokumentów 1) Szyfrogram nr 397, 14 stycznia, minister spraw zagranicznych Tadeusz Olechowski o drugiej część X plenum KC PZPR i przyspieszeniu wyborów do Sejmu 2) Szyfrogram nr 882, 27 stycznia,

Bardziej szczegółowo

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy

Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy Ekonomiczny Uniwersytet Dziecięcy Kreatywny dialog -czy istnieje potrzeba negocjacji? Beata Skarżyńska Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach 25 października 2010 r. Negocjacje w rodzinie. Rodzina jest terenem

Bardziej szczegółowo

Podsumowanie kampanii społecznej

Podsumowanie kampanii społecznej Podsumowanie kampanii społecznej Kampania społeczno-edukacyjna Twoja krew Moje Ŝycie trwała od października 2010 do marca 2011. Z badań przeprowadzonych na reprezentatywnej próbie Polaków wynika, Ŝe zetknęło

Bardziej szczegółowo

Zapis stenograficzny (1937) 282. posiedzenie Komisji Gospodarki Narodowej w dniu 4 stycznia 2011 r.

Zapis stenograficzny (1937) 282. posiedzenie Komisji Gospodarki Narodowej w dniu 4 stycznia 2011 r. ISSN 1643-2851 SENAT RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ Zapis stenograficzny (1937) 282. posiedzenie Komisji Gospodarki Narodowej w dniu 4 stycznia 2011 r. VII kadencja Porządek obrad: 1. Rozpatrzenie ustawy o

Bardziej szczegółowo

Czy warto przygotować kampanię wyborczą w mediach społecznościowych i jak to zrobić?

Czy warto przygotować kampanię wyborczą w mediach społecznościowych i jak to zrobić? Czy warto przygotować kampanię wyborczą w mediach społecznościowych i jak to zrobić? Warsztat, Kongres Kobiet 9.05.2014 Czy social media są potrzebne w kampanii? Z internetu korzysta 61,4% Polaków (18,51

Bardziej szczegółowo

OCENA REFORM SPOŁECZNYCH

OCENA REFORM SPOŁECZNYCH OCENA REFORM SPOŁECZNYCH Warszawa, lipiec 1999 Prawie trzy czwarte Polaków (71%) uważa, że rząd źle zrobił wprowadzając wszystkie cztery reformy w tym samym czasie. Przeciwnego zdania jest tylko jedna

Bardziej szczegółowo

PIK-owy Laur. Konkurs dla dziennikarzy promujących książki i czytelnictwo. 9. edycja. Warszawa, 15 maja 2015 r.

PIK-owy Laur. Konkurs dla dziennikarzy promujących książki i czytelnictwo. 9. edycja. Warszawa, 15 maja 2015 r. PIK-owy Laur Konkurs dla dziennikarzy promujących książki i czytelnictwo 9. edycja Podstawowe informacje o konkursie PIK-owy Laur Organizatorem konkursu jest Polska Izba Książki, której członkowie już

Bardziej szczegółowo

Warszawa, październik 2009 BS/140/2009 ŚWIATOWA OPINIA PUBLICZNA O DEMOKRACJI

Warszawa, październik 2009 BS/140/2009 ŚWIATOWA OPINIA PUBLICZNA O DEMOKRACJI Warszawa, październik 00 BS/0/00 ŚWIATOWA OPINIA PUBLICZNA O DEMOKRACJI CBOS, wspólnie z ośrodkami badania opinii społecznej z innych państw, uczestniczy w programie World Public Opinion. Jest to program

Bardziej szczegółowo

KOMUNIKATzBADAŃ. Odbiór kampanii wyborczej i aktywność polityczna w internecie NR 98/2015 ISSN 2353-5822

KOMUNIKATzBADAŃ. Odbiór kampanii wyborczej i aktywność polityczna w internecie NR 98/2015 ISSN 2353-5822 KOMUNIKATzBADAŃ NR 98/2015 ISSN 2353-5822 Odbiór kampanii wyborczej i aktywność polityczna w internecie Przedruk i rozpowszechnianie tej publikacji w całości dozwolone wyłącznie za zgodą CBOS. Wykorzystanie

Bardziej szczegółowo